| Alfinka26 | 22. Lipiec |
| majeczka84 | 22. Lipiec |
| Patryk1991 | 22. Lipiec |
| julian1974 | 22. Lipiec |
| smutna22 | 22. Lipiec |
heniek | 01:34:14 |
Mundi83 | 04:14:25 |
Julianaempat... | 04:27:29 |
#
poczciwy | 07:43:14 |
Quanta1670 | 09:59:55 |
Nie daje rady... Z górą rok temu odkryłem (już nie pamiętam w jaki sposób wpadły w moje ręce zdjęcia), że żona mnie zdradza. Jednoznaczne zdjęcia i to takie, że niektóre gwiazdy porno mogłyby czuć się zawstydzone. Ja oglądając, wymiotowałem...
Klasyczna reakcja mojej "kochanej przez innych żony"; wypieranie się, przyznawanie do tego, czego byłą pewna, że wiem, zrzucanie winy na to, że ją zaniedbywałem i ona "musiała", twierdzenie, że "to tylko seks", błaganie ze łzami w oczach bym jej nie porzucał i cały pozostały arsenał zachowań...
W tą moją winę prawie uwierzyłem; uratowała mnie znajoma jeszcze z dzieciństwa...
Chciałem jej zrobić "to samo" - nie byłem w stanie...
Nie, nie jestem święty. Wielu rzeczy "w tej kwestii" wcześniej doświadczyłem, ale nie potrafiłem jej zdradzić...
Uznałem, że każdemu wolno dać jedną szansę, bo każdy może pobłądzić. Postawiłem twarde warunki, ale całkowicie do przyjęcia: terapia, wspólna praca nad związkiem, rezygnacja z "przygód" i moja kontrola nad tą rezygnacją...
Zgodziła się, ale sił wystarczyło jej ledwie na miesiąc...
Mój wniosek o rozwód bez orzekania o winie (naprawdę nie chciałem jej robić "pod górkę"; zajmuje bardzo prestiżowe stanowisko w dużej, liczącej się w Polsce firmie). O dziwo nie buntowała się i rozwód przeszedł gładko...
Tylko co z tego...
Z różnych powodów musimy utrzymywać ze sobą kontakt. No, tak jest. Tylko, że ja po każdym takim kontakcie jestem na nowo rozwalony. Pomimo tego co zrobiła, od nowa zaczynam za nią tęsknić i jej pragnąć...
Nie pomaga nic: nowe miejsce zamieszkania, nowe aktywności, nowa praca...
Jak to wszystko wykorzenić z mojej głowy?
Wbić sobie do tego durnego łba, że to już nie jest "moja kochana przez innych żona" tylko ktoś ktoś kto -delikatnie ujmując - okrutnie ze mnie zadrwił...
Jak myslisz, skąd my sie tu wszyscy wzieliśmy?
Cytat
My, ludzie wrażliwi.. To znaczy kto? Ty? Bo my to już nie?
Litości...
Komentarz doklejony:
Sorry za literówki.
Komentarz doklejony:
Dopychaczy nie dotyczący.
Cytat
Przecież Romanos walczy "na śmierć" byle samica była tylko jego
O reszcie nie chce mi się z Tobą pisać, bo chyba zupełnie jestes dziś nie w formie
Dobranoc.
Ten kubeł zimnej wody który wylewasz na Jego głowę jest jak najbardziej właściwy i z pewnością potrzebny ale na obecnym etapie nie radzi sobie z tym jeszcze...jeszcze trochę za wcześnie... ale dojdzie do tego o czym mówisz... już za chwilę. My cieniasy tak mamy...potrzebujemy więcej czasu na to co Ty robisz dużo szybciej...pozazdrościć
Pozdrawiam
Cytat
Zawsze tak masz Elizabeth? Czy tylko dzisiaj tak cię wzięło...
Nie wkładaj mi do ust słow, których nigdy tu nie użyłam, bo to zwykła manipulacja.
Do tego najgorszego sortu, takiego którego najbardziej nie znoszę;
Cierpientnictwo połączone z kuglarstwem i hipokryzją.
Brrr....
Nie ma cieniasów ani herosów - tu piszą w większości ludzie, którzy przeszli pewną drogę, doświadczyli poranienia... a miejsce powstało z myślą o tym, byśmy działając na bazie różnych doświadczeń, częściowo wspólnych potrafili się wspomagać by skrócić czas męki, bólu przechodząc do fazy powstawania z kolan. by wszystkim żyło się raźniej rzekłbym szczęśliwiej...
Romanos - a bo tak się tu pogubiłem lekko... ona wysyła te sygnały, Ty je odbierasz... a w sferze rozmowy między Wami - wracaliście od rozstania do tematu Wy?
Nie wykluczasz, że nadal ją kochasz?
Ogarniam, że w sferze racjonalnej nie ma sensu próbować ponownie.... ale pojawiłeś się tu z powodu sfery mniej racjonalnej..
W Twoim mniemaniu znasz swoją byłą żonę - to po co te starania o Ciebie z jej strony?
Grałeś rozwodem, że się otrzeźwi ?
ale to znaczy, że na etapie rozwodu wywaliła kolejny numer czy nie przeprosiła byś się poczuł przeproszony? i dlatego go dopiąłeś i teraz cierpisz ?
Elizabeth,
Cytat
Wszyscy na swój sposób są wrażliwi,u jednego to bardziej widać u drugiego mniej,a u tych wysoko wrażliwych jest ciut inaczej i przede wszystkim nie myślą tylko o sobie,to jest coś fajnego ale jednocześnie jedna wielka hodowla lęków.
Cytat
Jesteś 3 lata do przodu,powiedz że jesteś jeszcze sama i się załamię
Nie wyobrażam siebie za 3 lata tkwiącą w tym samym miejscu, jeśli dożyję
Cytat
I tu masz rację,ale początki takie sa i nie zapanujesz nad tym,bo to złość i żal i zadajesz sobie pytanie,Czemu mi to zrobił? no bo ja to anioł byłam
Cytat
Pogadamy za 3 lata
dirty,
Cytat
A kota też można
Nakarm,przytul pogłaskaj, i wypuść na noc
Ps. Zapomniałaś dopisać i sikają do kuwety 😉
Tak się wczoraj zastanawiałem jak jest naprawdę...
Sądzę, że kocham taką, jaka była "przed"...
Tylko, że tamtej już nie ma więc co? Pozostał sentyment? Wspomnienia dobrych chwil i tak naprawdę to kocham?
Tym, czym jest dzisiaj, brzydzę się... naprawdę...
I powiem tyle, że brak osobistego kontaktu bardzo pomaga trzymać się "w normie" no, ale to pewnie doskonale wiecie.
Nie po to tu się znalazłam.
Cytat
Jak tkwisz bardzo silnie w przeszłości, to najlepszym lekarstwem na wyjście z tego, jest koncentrowanie się na teraźniejszości i planowanie przyszłości.
Niech to będę na razie nawet małe plany wybiegające dzień , dwa, trzy do przodu, ale planuj i działaj. Przełam stagnację, czy lenistwo.
Realizowanie tych małych kroczków powinno Cie też wzmacniać, pozwolić szybciej odbudować poczucie własnej wartości, które u każdego z nas po zdradzie bardzo spada. Krok za krokiem i powinieneś z czasem poczuć, że łapiesz grunt pod nogami. Patrz do przodu, jak idziesz, a nie w tył.
Można odnieść takie wrażenie, z tego co mówisz, że masz pełno lęków. Tak jakbyś bał się jej puścić, pomimo, że ona jest już gdzieś daleko, i stanąć na własnych niezależnych nogach. Postaraj się określić te leki i wejdź w nie. Najczęściej okazuje się, że nie taki diabeł straszny jak go malują. A ogarnięcie tych lęków, też pozwoli Ci na wyjście z nich i wzmocnienie siebie, a więc i automatycznie będziesz się lepiej czuł.
Raz jeszcze podkreślę że każdy z Nas jest inny...przechodzi ten czas podobnie a jednak odmiennie i często takie ponaglanie jest złą poradą. I Ty i Myslaca ukierunkowujecie Romanosa bardzo dobrze...tylko On chyba nie do końca umie tak postąpić...Czy własne błędy nie uczą nas najlepiej. Słyszymy od innych ich historie, przestrogi i ostrzeżenia, ale dopiero gdy sami się sparzymy, i gdy boli najmocniej...dopiero ta lekcja trafia do Nas najmocniej.
Macie rację...często taką mimozą jaką ja byłam trzeba było mocno potrząsnąć, by dotarło że nie tędy droga... ale niczego tak naprawdę moim zdaniem nie da się przyspieszyć. Dlatego napisałam że tak dobrze rozumiem Romanosa, bo czytając jego historię, czytałam jakby moją własną...chociaż przecież była inna.
Zaskoczyła mnie wasza reakcja na moje posty.. ale dziękuję za nie...pewniebyły potrzebne.
Komentarz doklejony:
Amor! Świetny komentarz. To właśnie maiłam na myśli pisząc o skupianiu się na sobie. Brak kontaktu jest najlepszym lekarstwem w takiej sytuacji i drobne kroki do przodu...każdego dnia. Robić mały krok w przyszłość i uciekać przed przesłością, przed którą i tak nie uciekniemy ale będzie nam lżej.
a co z tym rozwodem i Twoja postawa, jak było ona zawiodła czy nie przerodziła?
W ramach podzielenia się własnym życiem - gralem rozejściem tak samo jak Ty oczekując tego działania na moich zasadach ... to się nie doczekałem 😉 ale to było moje oczekiwanie z uchylona furtka niemalże wielkości lepka od szpilki ... choć ni się wydawało wtedy, ze to wielka autostrada jest....
to co powyżej napisał dirty jest cholernie mądre, odpowiedz sobie na to, sam po cichu, nie koniecznie tutaj na forum.
Szczerze, sama na to pytanie odpowiadam sobie od kilku dni. I wiem, że patrząc na swoje "podwórko" od około miesiąca, gdzie moje zmysły na dziś dzień są wyostrzone do granic możliwości, oraz smutek miesza się z żalem, złością i wszystkimi innymi możliwymi odczuciami i uczuciami, to od praktycznie tych 2 lat kochałam wyobrażenie. Teraz mój "hojny mąż" musi, a bynajmniej powinien chcieć mnie zatrzymać, zdobyć na nowo, jeśli tego nie zrobi, wiadomo czy to się skończy.
Tylko Ty Romanos jesteś już spory czas po rozwodzie, po tym szoku, i po tych wszystkich możliwych emocjach na gorąco. Dziwię się Tobie. No ale wiadomo, każdy przeżywa wszystko na swój własny, indywidualny sposób.
Cytat
No stary
Stare suchary, też muszą mieć swój czas...a Romanos kocha jeszcze zewnętrzny obraz swojej gwiazdy,wabikiem zakręci a ten lata jak poszczuty pies soczystą kością
Cytat
Cytat
spory,walnął mi się ze starym...chyba tak musiało być
Romanos, problem jest w Tobie nie w niej. Może po prostu, źle interpretujesz jej zachowanie. Byliście długo, macie dziecko, wyszło jak wyszło, ale to nie znaczy, że nie może być dla Ciebie, miła, czuć sympatii, i być może mieć wyrzuty sumienia. Tym czasem Ty tworzysz wizję, rozkimiasz, walczysz i zagłuszasz nadzieję, że moglibyście być znowu razem. Walczysz z urojonym wrogiem i tak sobie możesz walczyć latami.
A jeśli dobrze odczytujesz jej sygnały, sprawdź to. Co złego się stanie, jeśli ją bzykniesz? Może spadnie Ci napięcie i spojrzysz z mniejszymi emocjami na całą sytuację.
Bo nie zgodzę się, że jesteś w sytuacji rogacza budzącego usmieszki, rozwiodłeś się z nią, jesteś teraz co najwyżej jednym z wielu, który może skorzystać z dobrodziejstw Twojej żony. Inteligentna, piękna, czemu nie skorzystać?
Chyba, że kiedy zrobisz krok do przodu, okaże się, że bańka pękła, że to tylko Twoje wyobrażenia. Ale to dobrze, w końcu się od niej uwolnisz.
Chyba, że pomyślisz , że...to znowu jej gierki, i tak dalej, i tak w kółko.
Ona nie szaleje, ja jestem "twardy"...
Odbieram i oddaję córkę w miejscach publicznych, inne kwestie z nią (córką) związane ustalamy telefonicznie...
Raz jedyny, gdy musiałem po dziecko pojechać do jej domu, po córkę poszedł... mój ojciec, innym razem znajoma (nasza wspólna)...
No właśnie... znajoma...
Dziewczyna po ciężkim rozwodzie, sama wychowuje dziecko; trochę pomagaliśmy w kilku kwestiach...
Nasze dzieci się znają...
Ładna, miła, fajna...
Nie, nie... nic nie było między nią, a mną...
Do minionego tygodnia, kiedy powiedziała mi, że zawsze się jej podobałem...
Uczciwa "bestia"
Może coś będzie z tego, jeśli ja się ogarnę, a ona zaczeka...
"Znajoma" jest obok. Blisko. Bardzo blisko...
Cierpliwa, spokojna, cicha, czekająca...
I mądra, cholernie mądra
A Była?
Mam z dnia na dzień większy dystans emocjonalny.
Oczywiście, zawsze zostanie kimś ważnym; w końcu to matka mojego dziecka.
I tylko tak ją widzę.
Wybaczyłem dla siebie i dziecka.
Czy ze "Znajomą" będzie dobrze?
Nie wiem, ale chcę tego i do tego dążę
Dziękuję wszystkim za komentarze i za "zrycie beretu"
Czasami samemu brak motywacji do tego ostatniego małego kroku...
Fajnie że Tobie się układa oby tak zawsze, brawo Ty :brawo. Nie znikaj z portalu bo tu każdy rozsądny głos jest ważny.
Cytat
Cierpliwa, spokojna, cicha, czekająca...
I mądra, cholernie mądra
Pozostaje pozazdrościć, bo nowy związek, to chyba jedyne lekarstwo na naszą chorobę.
Pamiętaj tylko, że musisz być pewien swoich uczuć do "znajomej". Nie na 100% ale na 1000%. To nie może być uczucie podyktowane stanem, w jakim się znajdujesz. Inaczej możesz ją potwornie zranić a chyba nie chcesz, żeby cierpiała, tak jak Ty cierpiałeś?
Nie wiem czy to najlepsze lekarstwo, ale z pewnością nie jedyne
Yorik:
Aaaa taaam... nic nie będę odwoływał
Teraz byłą zaopiekuje się jakiś biedny, nieznający jej misio i wpadnie w goofno po same pachy .
Wszystko przez Ciebie.
A poza tym- ładnie to tak nie chcieć się podzielić z innymi tym dobrem publicznym ?
Wszystko dla siebie byś trzymał :_jezyk
"Znajomej" już nie ma. Tak wiele nas różni, że okazało się iż "z tej mąki chleba nie będzie", a co najwyżej "niewyrośnięty zakalec"
Córka mieszka ze mną, bo Była ciężko zachorowała, a rokowania nie są najlepsze...
Pomagam, bo ona nie ma nikogo, kto zamiast mnie mógłby pomóc, ale to w końcu matka mojej córki...
Nie jest lekko...
Komentarz doklejony:
Zastanawiałem się (i to intensywnie) czy umieścić ten wpis/komentarz...
Rozmawiałem z kilkoma osobami "stąd" - powiedziały, że warto.
Sam też tak myślę, bo to dobre wieści.
Trzy lata temu mój świat wywinął mi przed nosem salto,strzelił z pięści w twarz i szyderczo się zaśmiał...
Od sierpnia minionego roku jestem z kimś...
Ona jest jedną z nas, choć z portalu korzysta tylko biernie.
Niedawno poprosiłem ją o rękę i zostałem przyjęty
Tyle
Po prostu po każdym Wielkim Piątku nadchodzi Zmartwychwstanie