| [0] |
| darek717171 | 13. Grudzień |
| alijan | 13. Grudzień |
| Szyszak4 | 13. Grudzień |
| trylogia | 13. Grudzień |
| Ola1312 | 13. Grudzień |
Anetastp | ![]() |
Julianaempat... | 00:07:03 |
Edek_2 | 00:27:27 |
Joanna96 | 01:08:09 |
JamesTon | 01:18:44 |

Nim zdecydowałam się zalogować na tej stronie i opisać mój przypadek zdrady, postanowiłam poczytać Wasze historie. Historie zdradzonych, nie kobiet lub mężczyzn a ludzi. Historie zwyczajnych osób którzy kochali i kochają, zaufali i stracili, upadli i się podnieśli lub upadli i nie mogą wstać. Każda historia ściska gardło i w każdej historii widzę samą siebie. Widzę człowieka złamanego, bezsilnego modlącego się żeby się obudzić i zapomnieć o złym śnie.
Dziesięć lat związku, dwa lata po ślubie, dwójka dzieci, nowy dom w kredycie i kot( kot bez kredytu oczywiście:))
Mój mąż mnie zdradził. Jak się o tym dowiedziałam?? Banalnie. Syn chciał telefonik(przekleństwo i wybawienie dzisiejszych rodziców) Mój rozładowany a mąż spał więc pozwoliłam sobie wziąć jego telefon. Nie mam w zwyczaju sprawdzać prywatnych wiadomości ale rozmowa była nie wygaszona a tam, ON: kocham, ONA: :* :*, ON: tęsknię, ONA: :* :* :*,
Kolana się ugięły, na sekundę zrobiło się ciemno. Uczucie jakby fala tsunami wszystkich uczuć uderzyła wprost na Ciebie. Wszyscy znacie to.
Odpisałam tylko kobiecie że jestem żoną i że zapisałam sobie ich rozmowę. Tak też zrobiłam i wysłałam do siebie.
Szczęście jego że byli goście w domu. Zachowałam pokerową twarz co dało mi czas na przemyślenie. Oczywiście musiałam wyjść z domu na chwile żeby dać upust emocjom, rozpaczy, ZDZIWIENIU i ogólnej bezsilności.
Zawsze w towarzystwie miałam opinię twardej baby które wie czego chce która się nie poddaje itd. W tym dniu byłam jak niemowle, bezbronna i naga.
Goście poszli, dzieci spały, mąż spał a ja i choinka stoczyłysmy walkę na ringu. Upiłam się, wypłakałam, wyżyłam się na choince, znów się wypłakałam i mocno ale to mocno myślałam o moim i NASZYM życiu.
Rano jak się obudziłam wiedziałam tylko że albo zostanie albo odejdzie i że to będzie jego decyzja.
Rozmawialiśmy długo o naszym życiu. Długo i szczerze. Rozmawialiśmy o tym że przestaliśmy ze sobą rozmawiać(dom, praca, dzieci, dom, praca, dzieci). Sex był czymś o czym dawno zapomnieliśmy, unikaliśmy siebie jak wrogów największych. Praca, dzieci, praca, dzieci. W tym wszystkim zapomnieliśmy że jest jeszcze małżeństwo.
Dałam NAM szansę jeszcze jedną. Mąż przyznał się że nie oprócz pisania nic między nimi nie doszło( wyznanie to nie wpłynęło na NIC tak samo wszystko bolało)
Dałam jeden jedyny warunek że nie będzie się kontaktować z TĄ osobą ani ona z nim. Nie będą współpracować i jeśli jedno z nich się odezwie ma dać znać. Oczywiście złamana została obietnica usprawiedliwiana że musiał dokończyć projekt a nie chciał mnie informować ponieważ nie chciał martwić. Jestem w stanie to zrozumieć jednak w głowie mam cały czas syrenę. Cały czas mi huczy alarm. Na każdy dźwięk dzwonka w telefonie wszystko podchodzi mi do gardła. Nie śpię, nie jem, nie ma mnie, nie śmieję się. Stałam się osobą obsesyjnie zazdrosną. Moja samoocena spada do zera. Cały czas mam wielki żal. Jestem świadoma że do złego stanu naszego związku przyczyniliśmy się razem ale za zdradę nie chcę siebie obwiniać. Obiecałam że nie powiem nikomu ale samej jest mi bardzo ciężko. Dlatego zdecydowałam się napisać na forum mój przypadek.
Od tego czasu minęło dwa tygodnie. Staramy się rozmawiać a ja staram się śmiać z tej sytuacji. Cóż mi pozostaje. Nie chcę stracić rodziny ale nie chcę też stracić siebie w tym wszystkim. Boję się cały czas że znów mnie oszuka że kiedyś znów będzie szukać pocieszenia. Staram się na wszystko patrzeć optymistycznie. Wiem że długa droga przed nami.
1.Rozmowy-przede wszystkim rozmawiamy czego chcemy,potrzebujemy,pragniemy,każde rozpalone ognisko gaśnie gdy przestaniemy podkładać.Przestań się dołować,głowa do góry postaw na siebie i dzieci,jesteś twarda babka,dasz radę.Dałaś mu szansę i pracujcie nad związkiem,bo za zdradę odpowiada on sam.
Jest tu na portalu metoda 34-kroków,warto spojrzeć,tez bym chciała z kimś porozmawiać ale na priv,bedziesz miała chęć to zapraszam.
Jakie są jego propozycje naprawy związku
Dlaczego chce zostać
Dzieci i przyzwyczajenie za mało moim zdaniem
Ty
Sama piszesz że wasz związek to była agonia
Dzieci....
Smutno się czyta
Jestes pewna, ze to byly tylko rozmowy? Oby, ale zeby za chwile sie nie okazalo, ze jestes "pierwsza lepsza naiwna"
Przy odkryciu zdrady (zwlaszcza na tym etapie) bardzo czesto jest tak, ze zdrajca broni przede wszystki siebie (poniekad to logiczne), potem swojej "nowej, cudownej milosci", a tym co i jak przezywa wspolmalzonek przejmuje sie na koncu (choc ladnie potrafi udawac).
Ten alert w glowie zostanie Ci na dlugo, a byc moze na zawsze. Nie bedzie latwo z tym zyc, nie bedzie latwo znow zaufac i kochac nawet jesli oboje bedziecie "stawac na rzesach" zeby na nowo zbudowac sobra relaxje miedzy Wami.
Dajesz mu wiarę bo chcesz wierzyć; zracjonalizujesz sobie każde jego zachowanie tylko po to aby chronić jego bezmyślne zachowanie; nie chroń go; daj mu ponieść odpowiedzialność za swoją nierozwagę;
Zresztą zdrajca również z założenia będzie racjonalizował swoją zdradę; niekiedy wypierał i przerzucał odpowiedzialność na wszystko i wszystkich wokół;
Twoim problemem wbrew pozorom dzisiaj nie jest sama zdrada; a sposób traktowania Ciebie przez niego; robienie z Ciebie wariata; wg Twojego opisu on kompletnie nie chce zrozumieć Twojego stanu;
Ty popełniłaś typowy błąd osoby zdradzonej; już dziś niecierpliwie chciałabyś żeby wszystko wróciło do normy na już; niestety nie wróci; a po zamieceniu problemu pod dywan wróci tylko pozornie i tylko na chwilkę.
Daj mu się wykazać.
A tak sie nie da, bo "szybko" to sie da jedynie zamiesc problem pod dywan.
Daj sobie wiecej czasu na przemyslenie co dalej, na spojrzenie z boku na Wasza relacje. Jemu ten czas tez sie przyda, by mogl zaczac sie "wykazywac" i zabiegac o Twoje zaufanie.
I nie wybaczaj zbyt pochopnie, bo tylko skrzywdzisz siebie. Nie chron go przed konsekwencjami jego wlasbego postepowania. Dlaczego inni maja nie wiedziec? Bo on sie bedzie z tym zle czul? A on sie zastanawial, jak Ty sie bedziesz czula gdy/jesli jego zdrada wyjdzie na jaw? Mial to gdzies. Liczyly sie wowczas tylko jego zachcianki.
Komentarz doklejony:
A ponad to...
"Tylko ze soba pisalismy"
Taaa... I tylko platonicznie wyznawalismy sobie milosc...
Powiem tak. Wierze (wiem, bo sam tego doswiadczam) w przyjazn miedzy kobieta, a mezczyzna. Tyle, ze przyjaciele nie wyznaja sobie jak bardzo siebie kochaja.
Platoniczna milosc miedzy dwojgiem doroslych osob w dzisiejszych czasach? Owszem, mozliwa. Moim jednak zdaniem tak dzis rzadka, ze bylaby chyba ewenementem na skale europy. Pomnik trzeba by chyba im za cos takiego postawic i pokazywac jako wzror do nasladowania lub ciekawostke.
VenusInFurs , to może i ja coś krótko napiszę od siebie, tak za świeżego prawa.
Dzień, w którym zostałam złamana, to tytuł mojego opka, więc przez Ciebie jestem zmuszona teraz to zmienić, a tak poważnie...
Na Twoim miejscu nie spieszyłabym się tak (tak samo dałam szansę praktycznie kilka dni po odkryciu zdrady), jednak przez to teraz się z tym gryzę, to mnie też w dużym stopniu osłabiło. Chyba wolałabym, żeby to wyszło od niego. Współczuję, już przez sam fakt, że Twój mąż współpracuje z kochanką. Nie ma na to żadnego pocieszenia, to jak żałoba, trzeba przez to przejść niestety, etap po etapie. Na pocieszenie napiszę, że znalazłam tutaj cząstkę siebie, czytanie i zajęcie się sobą pomaga, bo nikt nie zrozumie Cię tak, jak druga, zdradzona osoba. I na koniec dodam, nie kontroluj, nie szpieguj i nie sprawdzaj go, bo będzie tylko bardziej bolało. Z doświadczenia wiem, że większość rzeczy w ogóle niezwiązanych ze zdradą, potem tak właśnie dla Ciebie może wyglądać i wszystko będziesz z tym kojarzyła/łączyła, a nie zawsze tak jest. Zwykła wiadomość, po której on wył. telefon, może być wiadomością od kolegi, niekoniecznie od tamtej, więc, czego nie widzisz, sercu nie żal, czy jakoś tak. Tyle ode mua. Życzę powodzenia.
"Jakie są jego propozycje naprawy związku Dlaczego chce zostać"
Już sama nie wiem dlaczego chce zostać. Tysiące słów zostało wypowiedzianych których nie pamiętam już, taki szok. Chyba dziś wieczorem przycisnę znów do muru. Może na chwilę obecną będę bardziej trzeźwo myśleć.
Romanos-"Jestes pewna, ze to byly tylko rozmowy?"
NIe jestem teraz niczego pewna. Wyznał mi to dopiero jak ustaliliśmy że zostajemy razem i walczymy o nas. Ja sama nie naciskałam i nie dopytywałam się o to czy spał z nia i ile razy. Nie chciałam Ranić siebie jeszcze bardziej. Wystarczyło mi że powiedział do innej KOCHAM
" Jednak zle jest to, ze chcesz by SZYBKO qrocilo do normy."
Wiem o tym. Normą nazywałm ten brak tego wewnętrznego bólu. To nie ból zęba czy głowy który wyleczy się tabletką ale ból duszy, wewnętrzny i ta bezsilność.
Zawsze byłam osobą samowystarczalną która potrafiła się zatroszczyć o siebie i dać sobie radę ze wszystkim. W tej dziedzinie poległam. NIgdy nie zapomne o tym doświadczeniu bez względu na to czy nam się uda czy nie. W tej chwili walczę o siebie.
adora-" Współczuję, już przez sam fakt, że Twój mąż współpracuje z kochanką"
Na szczęście nie była to długotrwała współpraca, Zaczeła sie i skończyła na tym jednym projekcie, ale ręki nie dam odciąć
"nie szpieguj i nie sprawdzaj go, bo będzie tylko bardziej bolało"
To jest najgorsze ta nieodparta chęć szukania sama nie wiem czego. Nie szukam bo wiem że wyląduję w wariatkowie. Ale pokusa jest straszna!!.
Dziękuję jeszcze raz za szczere słowa. Dobrze jest wysłuchać kogoś patrzącego z boku, bezstronnego. Przyjaciółki albo rodzina zrobili by lincz i wysłali mnóstwo rad co by zrobili na moim miejscu. Dlatego też zgodziłąm się na milczenie o zdradzie. Dla siebie żeby nie móc się tłumaczyć żeby nie słuchać pseudo dobrych rad od ludzi którzy nie mają pojęcia jak to jest. Ja sama jeszcze miesiąc temu mówiłam że zdradę nigdy bym nie wybaczyła. Won za drzwi!!!! A tu proszę przemiana a może to była panika?? Jeszcze nie jestem w stanie tego stwierdzić. Jestem jedynie dumna z tego że zachowałam się tak stoicko i godnie. Nie było szarpania za włosy nie było śledzenia i wyzwisk od najgorszych,nie kontaktowałam się z tamtą kobietą, nie wyrzucałam ubrań przez okno ani nie okładałam męża pięściami. A może powinnam żeby chociaż trochę ulżyło??
Cytat
nie wyrzucałam ubrań przez okno ani nie okładałam męża pięściami. A może powinnam żeby chociaż trochę ulżyło??
Jeżeli w ten sposób chcesz się rozładować to polecem wybrac sobie dużą poduchę zacisnąć pięści w tzw seikien (by nie wybić sobie kciuka http://webandy.hekko24.pl/karate/bronie_karateki/schemat_kosci_reki_i_seiken.html) Jest to forma amatorska ale ulgę może przynieść.
Profesjonalna to kupić worek na sprężynce 5 funtowe rękawiczki mi młócić ile sił
Cytat
:cacy
"Staniecie w prawdzie" jest koniecznym krokiem. Na klamstwie zbudujecie co najwyzej kolejna iluzje.
A jesli nie sklamal? Super, daj sobie czas by okreslic co chcesz robic dalej, usiadzcie i wspolnie, bez wzajemnego oskarzania sie ustalcie odpowiedzialnosc kazdego z Was za kryzys w zwiazku, bo to on w ostatecznym rozrachunku do zdrady doprowadzil (za kryzys, bo zdrada to tylko jego odpowiedzialnosc), zobaczcie co nalezaloby w sobie i w powodach zewnetrznych zmienic, by na przyszlosc tego uniknac... Roboty jest do wypeku...
Poszukaj sobie na YT filmy: Szustaka: "Jak odbudowac zaufanie w zwiazku" i "Jak odbudowac zwiazek po zdradzie". Jesli jestes niewierzaca, nie zzymaj sie ze to ksiadz; odniesienia do Boga mozesz pominac. Wazne jest to, ze Szustak bardzo trafnie moim zdaniem przedstawia kolejne konieczne etapy i kroki na drodze do odbudpwania zwiazku.
Bardziej martwi mnie to , że Ty jako młoda kobieta , z prawami do fajnego życia odstawiłaś się na jakiś boczny tor. Schodziliście sobie z drogi ,jak wrogowie, unikaliście się. On praca, Ty praca , nudno , smutno i tragicznie. nie było wam dobrze razem ,coś nie grało. Chciałabyś tkwić w takim zyciu ''aż do smierci'', bo ja nie. Przez to,ze nie był dyskretny doznałaś wstrząsu , ale i otrzymałaś szanse na zmianę. Nie on , ale Ty.
Terapiaaaaaaaaaaa!!!!
A co do samego seksu to za kobiety się nie wypowiadam (choć znałem kilka) i wszystkie one miały potrzeby seksualne i jeśli nie były w stanie ich zaspokoić z facetem - robiły to same.
A co do zdrowego faceta żyjącego w związku i obserwującego na codzień kobietę (często bez ubrania) i śpiącego z tą kobietą w jednym łóżku to jego potrzeby szacowane są na 2-3 razy w tygodniu (pytałem wielu przyjaciół i kolegów).
I co robi facet, który nie zapokaja tych potrzeb w swoim łóżku/domu?
Znam parę 40-latków (w rodzinie), gdzie mąż notorycznie zdradza żonę z dużo młodszymi dziewczynami a ona nic nie widzi a nawet twierdzi: "Mój Misiu to w ogóle seksu nie potrzebuje. Nie wiem co z nim jest. Uprawiamy seks raz na kilka miesięcy. Kiedys nawet przez pół roku nic nie było"
...
Przepraszam, że sprowadziłem problem do seksu. Są jeszcze inne aspekty: szacunek, szczerość, zrozumienie, bliskość - seks jest jednym z nich. Bardzo ważnym.
Ostatnio odkryłam że napisał do niej w sprawie tego projektu. Nie nie czytałam wiadomości w telefonie ale w trakcie naszej codziennej rozmowy o pracy domyśliłam się że musiał mieć ten kontakt stąd takie a nie inne wiadomości. Jak wcześniej wspominałam mieliśmy umowę że jakikolwiek bedzie kontakt z nią to ma mi powiedzieć. To po to żebym mogła jemu zaufać i żebym wiedziała że nic nie ukrywa że jest w końcu szczery. Pół dnia czekałam całą noc i cały poranek aż mi powie. Pękłam w pracy napisałam sms że się domyślam że miał kontakt i mi nie powiedział. Przyznał się i próbował mnie przekonać że chciał powiedzieć i że się zbierał w sobie (długo się zbierał) Powiedziałam że przez taką pierdołę nasze małżeństwo zostało całkowicie zniszczone. Nie chcę już szans, chcę rozwodu. Chcę żebyśmy rozstali się na jakiś czas i zobaczyli czy osobno nie będzie nam lepiej. Wpadł w panikę, jak nigdy dotąd wreszcie stał się wylewny, błagał, przepraszał, nie chce odejść, chce walczyć o mnie i o nas, przekonywał że to były dwa zdania że nic złego nie zrobił ani nie napisał, przekonywał jak bardzo mnie kocha i jak bardzo pragnie zmiany siebie żeby móc się otworzyć na wyznanie swoich uczuć itd itd. Mąż chce żebyśmy poszli do terapeuty żeby pomógł nam przejść i zrozumieć. Moja odpowiedz była taka że mam tylko jego słowa które są g... warte jak pokazał w ciągu ostatniego miesiąca. Nie wierzę i nie ufam i nic nie robi żeby to zmienić. Terapeuta jest naszą ostatnią szansą a raczej jego ostatnią szansą na to żę jeszcze może się nam udać. Ja robiłam wszystko przez ostatni miesiąc żeby naprawiać nasze relacje a on przez dwa zdania niszczy wszystko. Na chwilę obecną nie boję się już rozstania może okazać się że będzie dla nas to lepsze. Jego zadanie żeby znaleść specjalistę i umówić nas na spotkanie. Może on/ona dotrze do tego osła i do mnie oślicy
Ale, ale... tutaj to naprawdę trudna sytuacja, aczkolwiek plus dla Ciebie, że znalazłaś w sobie siłę do walki, jak nie o Was, to przynajmniej o siebie. Mnie tej siły początkowo zabrakło, a przyszła ona niespodziewanie i to z jego strony, więc... Nie wiem, nie chciałabym, żebyś mnie źle zrozumiała, ale z Twojej relacji wynika, że nie za bardzo już chcesz w tym dalej tkwić. Rozumiem to, bo ja początkowo nie potrafiłam sobie wyobrazić innego życia, bez męża itd, dopiero potem dotarło do mnie, że to już mąż z odzysku, nigdy nie będzie taki sam, sporo stracił w moich oczach niestety przez tę zdradę, jednak gdy uczucie jest wystarczająco silne i obustronne, to myślę, że nowe ma szansę się udać. Tak, ostatnio zmieniło mi się myślenie i naiwnie w to wierzę. Pozdrawiam
Cytat
To jest sedno tego wszystkiego; wkleję tutaj cytat mojej własnej wypowiedzi z kiedyś; idealnie się nadaje jako nawiązanie i podsumowanie tego co napisałaś;
Małżeństwo to jedno - w zasadzie tylko formalność, a relacja to już zupełnie inna bajka nieważne czy będzie to małżeństwo, narzeczeństwo, konkubinat. Ja uważam, że właśnie odpowiedź na to pytanie po zdradzie kim jesteśmy dla siebie jest najistotniejszym i zarazem najtrudniejszym; a właściwie kim byliśmy i kim chcielibyśmy być. Nierzadko zdarza się, że nawet mimo szczerych chęci, dobrej woli, uczucia i oczekiwanej przez nas postawy zdradzającego, po pewnym czasie po prostu osoba zdradzona wycofuje się emocjonalnie z relacji i dzieje się tak mimowolnie. Zwyczajnie coś zostało utracone raz na zawsze i nic tego nie zmieni. Nie da się tego zastąpić, wypełnić. Świadomość czasem przeszkadza...a raczej niekoniecznie zawsze pomaga...
Dlatego ta postawa tego co dał ciała jest tak istotna; ona musi być nieskazitelna od samego początku; jedna mała skaza powoduje, że robimy dwa kroki w tył; kilka takich ruchów cofania i przychodzi poczucie beznadziei i refleksja, że to raczej nie ma sensu.
Życzę Wam powodzenia; mam nadzieję, że jego propozycja terapii jest wynikiem przemyśleń i potrzeby serca a nie chęci utrzymania statusu quo i strachu przed nieznanym; w tym drugim przypadku ostateczny rozpad przeciągnie się tylko w czasie; jesteś bystra więc powinnaś szybko wyłapać jego prawdziwe intencje;
Cytat
Problem w tym, że VenusInFurs dokładnie tak postępowała i do czego to doprowadziło? Miała fuksa, że przypadkiem jednak sprawdziła i odkryła to dość wcześnie. Tamta nie zaszła jeszcze w ciążę itp. Dzięki sprawdzeniu fona trochę pokrzyżowała im plany. Ale owszem, niech dalej nie sprawdza. Bo po co? Przecież taka jest ciągle jego wierności pewna
Postępowanie VenusInFurs sprawia, że ten romans powinien wypalić. A jesli nie ten, to kolejny. Dała szansę i to w sytuacji, gdy ją ponownie okłamał. No załamka. On chce terapii. No, odwlekajmy to w czasie, no pewnie. Jemu to bardzo na rękę. Z mężem który kłamie, ma to sens "przeolbrzymi"
W międzyczasie będzie się uczył jak lepiej okłamywać żonę. Pozna jej metody sprawdzania go. Wie już jak wpadł. Moim zdaniem "terapia" jest mu potrzebna właśnie po to, a nie by poddać się praniu mózgu i ubóstwiać żonę.
Komentarz doklejony:
isteata, zapomniałam się odnieść i tak jakoś bezosobowo wyszło, sori.
Cytat
Bo tak naprawdę terapia nie jest czarodziejską różdżką dzięki, której nagle wszystkie nasze problemy znikną; a niestety niektórzy tak to pojmują; inna kwestia, że ciężko trafić na dobrego, ogarniętego terapeutę;
Jest jeszcze jedna kwestia zwłaszcza jeśli mówimy o terapii par;
Nawet najlepszy terapeuta nie pomoże jeśli oboje nie czują takiej samej potrzeby pracy nad sobą i relacją; potrzeby wynikającej z wewnątrz a nie z zewnątrz; niestety często drugie połówki zgadzają się na terapię tylko po to aby mieć święty spokój, tworzyć pozory, zostali zmuszeni do tego pod rygorem zakończenia relacji; brakuje autentyczności, szczerości, uczciwości; ponadto spotkanie trwa jakieś 1,5-2h i ma za zadanie tylko naprowadzać, sugerować pewne kwestie, cała robota powinna być wykonywana w domu, w życiu; niestety próżność i lenistwo są kolejnymi przeszkodami do odniesienia sukcesu;w takich przypadkach już na starcie terapia jest na przegranej pozycji;
Więc niekoniecznie sama terapia nie ma sensu a raczej wiara w jej nadprzyrodzone i szybkie efekty osiągnięte bez wysiłku;
Poza tym, nie wiem, bo brak mi doświadczenia, ale jakoś dziwnie mi by było mieszać w to jeszcze inne osoby, kiedy sama nawet nikomu o tym nie powiedziałam, ale to ja, ktoś może myśleć inaczej, wolna wola :]
Cytat
Moim zdaniem prezentujesz naiwne spojrzenie. Tak postawa właśnie sprzyja romansom i zdradom. Ma być kontrola i tyle. Zwłaszcza w sytuacji poważnego złamania zasad i kłamstw. Żadna instytucja, która pracuje z ludźmi nic by nie osiągnęła na zasadzie "wiary w ludzi". Kontrola to podstawa. Jeśli podejrzany czy tam inny oskarżony nie podda się kontroli, to jest w dużym stopniu uznawany za winnego. Zadziwiają mnie więc opinie odnośnie prywatnego życia w stylu: nie kontroluj, wierz kłamcy na słowo. Poważnie!?
Oczywiście trzeba umieć kontrolować, bo kontrol zapowiedziania, z góry ustalona, to co to za kontrol? Taka zabawa w kotka i myszkę jedynie. Na czas kontroli oczywiście wszysto będzie grać. A w prywatnym życiu telefon będzie czysty jak łza, bo podejrzany nabędzie drugi itp. Pomijam już możliwość instalowania aplikacji do nadzoru dzieci, które umożliwiają również szpiegowanie partnera czy prosty a jakże skuteczny mechanizm "Osi czasu" w Mapach Google, który znakomicie śledzi nasze telefony w każdej chwili (można śledzić kogoś siedząc przy kompie - wymaga zalogowania na jego komórkowego maila Google). Wystarczy jednak, że ktoś nie zgadza się na pokazywanie telefonu i dla mnie to bardzo duży sygnał, że coś mocno nie gra w naszym zwiazku. W razie wykrycia romansu warto poczekać, by nie spalić źródła informacji i nie nauczyć "zdrajcy" nowej metody uniknięcia wpadki (wyłączenia osi czasu w Mapach, nabycia drugiego telefonu itp.). Zbierać dowody aż uznamy, że wystarczy i dopiero wówczas powiedzieć.
Kontrola ma też swoje bardzo duże zalety. Jeśli partner w każdej chwili bez oporów użyczy nam swój telefon. Z powodu naszego zainteresowania nim, nie sprawia wrażenia zakłopotanego czy nerwowego, to znakomicie uspokaja wszelkie nasze wątpliwości. Znacznie lepiej niż naiwna wiara w ciemno, że może kolejny raz nie zdradzi i że ciągle kocha nas, a nie już inną.
A nazywaj to jak chcesz, Twoja brocha. Mnie przykładowo taka inwigilacja nie odpowiada, uważam, że działania, jakie tu wymieniłeś, są dobre w wypadku gdy ktoś naprawdę chce zakończyć związek i zbiera dowody przeciwko drugiej stronie. Osobiście wolę, żeby partner nie czuł się przy mnie jak na widelcu i na odwrót, więc wolę dać szansę w "ciemno". Kto nie ryzykuje nie pije szampana :]
Ale oczywiscie obowiazku lontroli nie ma i byc nie moze, bo to nie wiezienie.
Poza tym kontrolujacy musi pilnie uwazac, by mozliwosc kontroli nie przerodzila sie w obsesje, w poczucie wladzy dajacej pozorny spokoj.
Komentarz doklejony:
Malzenstwo czy zwiazek to na szczescie nie jest "organizacja" z hiwrarchia przelozony - podwladny 😁
Tu sie nie da przelozyc mechanizmow z "korpo"...
Znaczy, oczywiscie niektorzy tak probuja z miernym - tez na szczescie - skutkiem.
Byłem zdradzony. Kontrolowałem. Coś przeczytałem, zobaczyłem a nawet usłyszałem. Niepotrzebnie.
A czy po prostu nie lepiej spróbować po prostu żyć; na jego wybory i tak nie masz wpływu i kontrola nic tutaj nie zmieni;
Co takiego stałoby się gdybyś spróbowała po prostu żyć po swojemu, niezależnie od niego i dała mu się wykazać; po jakimś czasie będziesz potrafiła ocenić jego starania; nakręcanie się niczego nie zmieni a sprawi tylko, że wpadniesz w spiralę złych emocji; jeśli nic nie znajdziesz będziesz myśleć, że się lepiej ukrywa; dopóki zaufanie nie wróci nie będziesz spokojna, ale tutaj już jest głównie jego rola;
Kotrolowałem, sprawdzałem. Coś przeczytałem/zobaczyłem. Coś sobie do-wyobrażałem. Zżerało mnie to od środka. Przestałem, zająłem się sobą. Zaczłeo mi coraz lepiej wychodzić. Poznałem w końcu kogoś. Zdradzaczka zaczłęa mi się bardziej przyglądać, kiedy przestałem się nią zupełnie interesować. Po roku zaczłęa się starać. Jesteśmy teraz razem. Po rozwodzie, po partnersku, po 2 letniej przerwie.
Żeby coś od nowa zbudować, coś trzeba zburzyć, żeby zrobić miejsce. Trzeba też się oddalić, zająć sobą, żeby stworzyć dystans, przestrzeń do ponownego poznania.
Komentarz doklejony:
I stało się. Miesiąc miodowy poszedł w pi..u. Po dwóch miesiącach rozmów przemyśleń deklaracji itd dowiedziałam się że nie tylko zdradził emocjonalnie ale i fizycznie. Przyznał się dopiero jak przycisnęłam ostro do ściany. Mieliście rację cholerną rację że chciał się tylko wybielać swoimi kłamstwami. Ujmował swojej zdradzie mówiąc że to tylko rozmowy. Jednak były też spotkania. Dowiedziałam się że nigdy nie powiedział jej że to koniec i że jeszcze kilka dni utrzymywał kontakt z nią a potem po prostu przestał pisaćdopiero jak sama się odezwała do niego z pytaniem o co chodzi, to powiedział żeby dała mu spokój bo walczy o rodzinę itd.
Wczoraj postanowił wszystko mi powiedzieć a raczej napisać list (tak mam to na papierze przyznanie się do zdrady