| ona_83 | 16. Styczeń |
| siaczek1991 | 16. Styczeń |
| Aterluna | 16. Styczeń |
| jupik89 | 16. Styczeń |
| milki | 16. Styczeń |
jacksparrow | 00:39:29 |
Edek_2 | 00:46:29 |
Rognar | 00:54:48 |
Anetastp | 01:17:44 |
Landexpzglosy | 01:29:34 |

Witam, kilka dni temu dowiedziałam się o drugiej zdradzie mojego męża. mamy jedno dziecko które obydwoje kochamy nad życie i dlatego odejście i rozwód nie są dla mnie takie proste i oczywiste
Krótki zarys sytuacji: od urodzenia dziecka właściwie bardzo źle się działo (kilka już lat) , ją zmęczona i ciągle krzycząca ( tak muszę przyznać że byłam okropna dla niego i tak naprawdę to nie dziwi mnie fakt że to się dzieje) , on zapracowany, zmęczony i narzekający na brak seksu…
Przede wszystkim mam wrażenie, że szukasz na siłę potwierdzenia, że Wam się uda, takie mam wrażenie czytając Twój post; niestety raczej nikt Ci tutaj tego potwierdzenia nie da co nie znaczy, że udać się nie może;
Co mnie najbardziej uderzyło: piszesz, że dopiero zdrada Ci uświadomiła jak bardzo go kochasz a ja myślę, że to nie tak ogromna miłość a zwyczajnie odruch obronny wynikający z atawizmów i tego, że ktoś zwyczajnie mógłby Ci go ukraść; poczułaś zagrożenie; nie przeczę, że go kochasz; tylko zadaj sobie pytanie uczciwie sama przed sobą czy kochasz tego człowieka tu i teraz czy wyobrażenie o nim, jego obraz, który przez lata sobie zbudowałaś w głowie; to bardzo ważnie pytanie bo wskaże Ci kierunek dalszych działań; czy przypadkiem nie idealizujesz go?
Jeśli postanowicie dać sobie szansę chociażby z uwagi na dziecko to musicie mieć świadomość ciężaru tej sytuacji i wysiłku jakiego się podejmujecie a gwarancji nikt Wam nie da;]
Rada ode mnie; odsuń się emocjonalnie od niego, najlepiej niech wyprowadzi się na jakiś czas; pobądź sama, przemyśl wszystko, zobaczysz czy zatęsknisz za nim, poobserwujesz samą siebie i swoje emocje a jemu tym samym dasz przestrzeń do wykazania się; jeśli on nie poniesie konsekwencji a Ty zadeklarujesz chęć naprawy za szybko, tylko ze strachu to nie wróżę nic dobrego;
Spróbuj ocenić swoją sytuację obiektywnie; stanąć z boku jakby nie dotyczyła Ciebie i zobacz jak to widzisz; wybaczam to potężne słowo, tak samo jak kocham; nie może zostać użyte np z lęku przed samotnością bo nie będzie autentyczne i szczere a z tego miejsca już równia pochyła; wybaczenie to długi proces bez gwarancji dobiegnięcia do mety; miej tego świadomość;
Ile lat ma dziecko?
Jak długo jesteście małżeństwem?
Macie jakieś dodatkowe wspólne zobowiązania?
Co Was łączy poza dzieckiem? Jakieś wspólne pasje, zainteresowania?
Przy takim podejściu do problemu jaki opisujesz to zdaje się że macie szansę.Zanim pójdziecie na terapię powinniście z absolutną szczerością to wszystko omówić.Każde musi wiedzieć co drugiemu przeszkadzało w małżeństwie.
Dużo,dużo rozmów.Seks bym na razie wyłączyła.Do momentu gdy uwierzysz że mąż naprawdę zrozumiał co zrobił ,że się stara i prosi o wybaczenie.Absolutna transparentność z jego strony.Mniej kolegów a więcej syna i żony? Ale nie przesadź ze swoimi oczekiwaniami bo zadusisz wasz związek.Ty też powinnaś sama odbudować swoje znajomości,wyjść na zewnątrz na wszelki wypadek gdyby jednak Wam się nie udało.Bo zdrady,kłamstw,oszustwa , nie zapomnisz nigdy.Możesz tylko wybaczyć ,ale to trudne,Spróbujcie,może Wam akurat się uda,Warto,dla synka. Rozwód zdążycie wziąć zawsze,nie ucieknie.Terapia pomoże Wam obojgu zrozumieć co i dlaczego robiliście źle i czego unikać w przyszłości niezależnie jaka i z kim ona będzie.
Piszesz że nie mogłaś dać mężowi ciepłego domu,kochającej siebie.To nie tak,nie potrafiłaś, źle rozłożyliście obowiązki w domu. Mąż zarobiony,zajeżdżony dla domu,rodziny ,pieniędzy nie szukał relaksu w domu a wręcz go z tego domu wygryzałaś.Ma "dobrych" kolegów.Ale w dzisiejszym świecie taki scenariusz to właściwie norma.Zabrakło Wam refleksji, dialogu,kogoś życzliwego,bezstronnego ,kto by Wam obojgu powiedział parę słów gorzkiej prawdy do słuchu.
Cytat
wiesz to zależy, czasem gdzieś się ludzie gubią w rutynie dnia codziennego, że zapominają co jest ważne. Czasem taki kopniak pozwala wybudzić z letargu...
Ciężko powiedzieć jak było tutaj, za mało informacji...
Trzeba się zastanowić, co ją trzymało przy partnerze, mężu, czy miłość, czy coś innego, czy myślała o odejściu wówczas?
Jestem zrozpaczona i nie mam siły. Ktoś napisal na tym forum ze zdrada oznacza brak miłości i myślę że mój mąż poprostu już dawno przestał mnie kochać nawet jeśli nadal utrzymuje wersje ze jest inaczej. Muszę przez to przejść … i dać sobie radę z tym smutkiem i rozpaczą. Ból przeminie.. dziękuję za wasze głosy
Masz tą szansę teraz ,ale i mąż ma co naprawiać.
Wiem że piszę rzeczy bardzo nie przyjemne ale staram się być obiektywna.
Jeżeli dojdziesz do wniosku że chcesz jednak naprawiać i ratować związek to postaraj się nie pamiętać ,odpędzaj cisnące się przed oczy obrazy męża i kochanki, szczęśliwych,śmiejących się ,uprawiających seks.
Starajcie się na początek dalej razem żyć na co dzień,Wspólnie zajmować się dzieckiem,razem spędzać dużo czasu.Idźcie na terapię do dobrego specjalisty.Bądźcie tolerancyjni ,szukajcie punktów wspólnych a nie rozdmuchujcie problemów i konfliktów.Może Wam się uda ,bo przegracie wszyscy troje.Nie wiem jak u Was z religią.To też nie zaszkodzi a może pomóc.
Nie ma co brac na siebie winy za zdrade. Ok, bycie zołzą potrafi doprowadzic faceta do szalenstwa ale gdy jest rozmowa i wspolny szacunek mozna dojsc do porozumienia. I nie musi konczyc sie zdradą/zdradami. Moze byc kryzys, ciche dni ale zdrada jest juz zakonczeniem wszystkiego co budowalo sie latami.
Autorko. Na przyszlosc. Patrz na swoje zachowanie z boku, wyobraź sobie co Ty bys czula, gdy by ktos traktowal Cie w taki sam sposob.
Dlaczego były kłótnie? Czy jest kłótliwa, czy może mąż był kłótliwy, przmocowy, lubił piwo i jakieś tam różności?
W Twoim związku już były 2 zdrady, co jest nie tak z Twoim mężem. Albo jest kurwiarz...... Albo seks w małżeństwie był wyblagany raz na rok i to musiało dać taki finał.
Zawsze się zastanawiam na co liczy mąż/ żona jak odmawiają seksu?!!!!
Czy uważasz, że jeśli przez tyle lat go było mało to teraz magicznie to się zmieni u Ciebie? Może przez miesiąc miodowy a później?!!!!
Za to Ty skupiłaś się na zawiedzionym zaufaniu i widać że straciłaś motywację do prób naprawy związku.
Brak zaufania oznacza że co by mąż nie zrobił i nie powiedział to i tak to lekceważysz i ignorujesz,uważasz za manipulację, bo Ty wiesz lepiej.
Z doświadczenia wynika że odbudowa związku jest procesem skrajnie trudnym, udaje się w kilku procentach zdrad i to wyłącznie gdy bardzo zależy na nim obojgu małżonkom. Jeżeli Ty nie jesteś na to zdecydowana to właściwie pozamiatane. Odbudowa zaufania jest możliwa,ale to proces bardzo długotrwały,na lata.
Pytanie Juliiempatycznej jest zasadne i mogło by wiele wyjaśnić jeżeli chodzi o źródło zdrady, dlaczego inna kobieta .zastąpiła Cię w wypełnianiu podstawowych obowiązków małżeńskich.U mnie to było miesiąc przed i trzy miesiące po porodzie. Co i tak uważam że długo,ale mój mąż specjalnie nie nalegał, chyba ze względu na niezbyt wysoki temperament..
Nie wiem czy piszesz o wszystkich istotnych kwestiach tego co się dzieje między Tobą a mężem,czy wyszło na jaw jeszcze coś ważnego ,co wpłynęło na brak zaufania.
Bo ja nie. Pierwsza zdrada dla sportu, druga z powodu braku uczuć. I każdą kolejną można wytłumaczyć.
Jemu jest wygodnie, rodzina w komplecie a przyjemności z kimś innym.
Może zachowanie autorki było spowodowane pierwszą zdradą! Ciągłe czepianie, sprawdzanie, ograniczanie .
Autorka za dużo nie pisze i nie opowiada.
Czasami stwierdzenie:tak ,złapałaś mnie na zdradzie,ale ją kocham, odchodzę, chcę rozwodu bo mamy szanse stworzyć coś nowego,jest uczciwsze niż skazana w dziewięćdziesięciu paru procentach na porażkę próba ratowania małżeństwa zepsutego zdradą i zaszłościami które do niej doprowadziły..
Bo takie małżeństwo po wykrytej zdradzie to jak stare dziurawe portki.Tu zacerujesz,tam sie znowu pruje.
Brutalne ale prawdziwe.
Co do zdrady,wierności-nigdy nie mów nigdy.
Brutalne ale prawdziwe.
Dziękuję za te słowa. Tak właśnie czuję i dlatego boję się tkwić w tym związku bo nie chce przeżyć tego bólu jeszcze raz. Nie stawiam krzyżyka tylko się boję kolejnego zranienia. ktoś wyżej napisał że nie wierzy że mąż mnie kocha - ja tak uważam. Gdyby mnie kochał nie byłabym w tym miejscu w którym dziś jestem.
Cytat
Myślenie życzeniowe proszę odstawić na bok;
To, że się nie zgadzasz nic nie znaczy;
Ja też się na to nie godziłem i zapewne miliony innych oszukiwanych osób;
I co w związku z tym?
Masz przecież wybór;
Po co tkwić w czymś co Ci nie pasuje?
Po co zajmować tym głowę i rozkminiać?
Po co analizować?
Ktoś nie zachowuje się zgodnie z Twoimi standardami - do widzenia! bez możliwości negocjacji;
Nieważne kim byłby dla Ciebie; mężem, Bogiem czy kimkolwiek jeszcze;
Małżeństwo nie jest przyzwoleniem na przekraczanie naszych granic;
Cytat
Witaj.
Choć ja osobiście nigdy nie zdradzałem (bo takie mam zasady " nie rób innym co dla ciebie niemiłe"
Jedyną właściwą drogą jest zająć się sobą, zamykanie pewnego rozdziału w swoim życiu jest bolesne i wiąże się ze smutkiem, uczuciem zdradzenia samego siebie, niezrozumieniem, odrzuceniem, zranieniem, samotnością, bezsilnością, czujemy się bezwartościowymi, przestraszonymi, zlekceważonymi, w bólu.
Nie koncentruj się na tym co minęło, bo to już tylko historia, jeśli będziesz żyła w nostalgii to ona będzie Twoim pożywieniem . Teraz przekonałaś się że wyidealizowany obraz przeszłości nie jest prawdziwy.
Nie bądź więźniem własnego bólu.
Życzę powodzenia.
Cytat
A dlaczego Ty nie kochałaś męża??
Jeżeli miłość to pragnienie dobra dla drugiej osoby...
Jeżeli kochać to zaspokajać to pragnienie...
Dlaczego nie chciałaś dla niego dobrze...więc dlaczego go nie kochałaś skoro jest w Tobie miłość "do niego"...
Julia zadała ci pytanie - nie odpowiedziałaś...
Ja zadam kolejne - jak myślisz - dlaczego mąż nie złożył pozwu kilka lat temu??
Jasne, że źle zrobił gdy zdradził..mógł nie zdradzić...zdrada jest złym wyborem i można zawsze wybrać inaczej...często również z pakietu innych złych możliwości...powiedz sama co powinien był zrobić??:
- poprosić o otwarty związek??
- rozwieźć się
- porzucić cię
- wyprowadzić się
same łatwe wybory prawda???
Mógł też zakomunikować inaczej - włączyć porno - i ostentacyjnie robić sobie dobrze - przecież byś zrozumiała bo nie byłas zołzą...
mogł też stawiać oczekiwania i cierpieć - tak kilka razu już pisałem tu że oczekiwanie może być nadzieją, wiarą na lepsze a nie roszczeniem...
Mógł czekać i cierpieć....
co masz robić nie wiem...kiedyś przeczytałem chyba większość historii na tym forum...tak dla siebie, choć mnie moja zołza nie zdradziła niestety
logika wskazuję jednak nie na to by się rozstać ale być gotowym na rozstanie...
Żebyś mnie dobrze zrozumiała,...nie jesteś winna zdrady... jesteś współodpowiedzialna za postawienie męża przed nie łatwym wyborem...
Też uważam że po to są zasady: by stojąc przed tak ciężkim wyborem się nie ugiąć...co nie umniejsza ci odpowiedzialności, że gdyby przed nim nie stał być może nigdy by się nie zastanowił czy zdradzić...
Możliwe też że powinniście się rozwieść, że jesteście tak niedopasowani ze ciężko będzie to posklejać...
Jak jest się dobrze dopasowanym to nie trzeba się aż tak wysilać by związek był dobry....
W przeciwnym razie trzeba umieć stawiać komunikaty:
przecież przyznałaś, że dla ciebei stwierdzenie : żono brakuje mni seksu to nie komunikat....chyba że go nie kochałaś ....albo dla ciebie to nie komunikat tylko ględzenie... komunikat to wniosek o rozwód, to zdrada.. aż takich komunikatów potrzebujesz.... to wszystko nie jest takie proste by stwierdzić :
Dokładnie tak jest lub nie tak jest....
No przecież właśnie wcześniej zajmowałaś się sobą.. dbałaś o to co ci wydawało się właściwe... także dokładnie tak już było...
a jak jest nie wiem....wiem że relacje nie są proste....wiem że wybory często nie są proste... wiem że Cie nie znam i tylko gdybam...Bądź gotowa na rozstanie, ale....co masz robic nie wiem...
Przepraszam jeżeli czujesz się atakowana...Dobrze że kontynuujecie terapię...nie wiem czy jej założenie w twoim mniemaniu jest właściwe ale tak czy siak dobrze....
Trzymaj się..
Niestety czasami popełniamy błędy,wybieramy kogoś ,kto okazuje się nieodpowiedni.I zostajemy z nim,z wielu powodów.Zamiast jak najszybciej się rozstać.Ale boimy się nieznanego,ryzyka. Najmniej ryzykowna wydaje się zdrada,daje najszybsze efekty,le później odbija się czkawką. Praktycznie zawsze po ujawnieniu pojawia się pytanie :czy wybaczyć ,czy się rozstać? Każdy przypadek i ludzie są inni.trzeba mądrości.Uważam że najgorsza jest zdrada emocjonalna. jednorazowy seks,na przykład po alkoholu , jest jedynie sygnałem alarmowym,że w związku coś się psuje,Ale ja bym to wybaczyła bez poważniejszych konsekwencji.Ale nie długotrwały romans. Po czymś takim trzeba się rozstać.
A kto i z kim będzie żyć dalej to się okaże.
No chyba że będziecie żyć razem ale osobno.Dacie sobie wolność w określonych aspektach ,w innych będziecie razem,na przykład aby wychować dzieci. Dzielicie się finansami,opieką ,domem. Ale mama ma swojego kochanka,tata swoją oficjalną kochankę,wszyscy zainteresowani wiedzą co jest grane.
Ciekawe rozwiązanie ale ja chyba nie mogłabym żyć w takim układzie. Też uważam że zdrada emocjonalna jest najgorsza a do tego połączona z sexem … cóż pozamiatane… Mój mąż twierdzi że nie był zaangażowany emocjonalnie w tą relację, Było mu poprostu dobrze bo ta inna kobieta dawała mu wsparcie, chwaliła go i do tego nie musiał się starać żeby był sex, Spotykali się i od razu był … Panowie - czy waszym zdaniem można być w takiej relacji i nie „zakochać” się?
Oczywiście, że facet również potrafi się zadurzyć w kimś innym jeśli w domu nie dostaje ciepła emocjonalnego;
Jednak zdecydowanie częściej facetom chodzi tylko o bliskość fizyczną - fizjologię wynikającą po prostu z biologii i ewolucji.
Wiadomo, że kobiety są troszkę bardziej skomplikowane w budowie i zanim trafią do łóżka z kimś muszą coś poczuć (choć oczywiście nie zawsze);
Dlatego ta zdrada ze strony kobiet zawsze jest bardziej niebezpieczna dla związku bo w 99% przypadków wiąże się z "odpłynięciem" emocjonalnym;
A w moim mniemaniu przelanie emocji i uczuć na kogoś innego równa się koniec poprzedniej relacji koniec kropka.
Trwanie w takiej relacji już zazwyczaj jest tylko i wyłącznie z uwagi na pragmatyzm, wygodę i możliwość utraty aktualnego stanu posiadania;
Z prawdziwą miłością, pożądaniem, fascynacją i podziwem, które są niezbędne w relacji romantycznej ma to niewiele wspólnego. Amen.
Czy mężczyzna może być w relacji intymnej i się nie zakochać? Tak, #29 | #poczciwy ma rację.Zapewne była sympatia,ale zakochała się ona.Dlatego mąż " Bez wahania zadzwonił do niej przy mnie żeby powiedzieć że zrywa z nią kontakt."Dlatego kochanka na 99% poczuła się jak stara ścierka. Jak mąż by był w niej autentycznie zakochany, to Ty byś usłyszała "Żegnaj"
Mąż by zabrał walizkę i tyle byś go widziała.
Dziś nie potrafisz mu zaufać,nawet nie chcesz próbować.OK, Twój wybór. Życzę aby następny Twój facet nigdy nie zawiódł.
Jeszcze jedno.Piszesz ,że byłaś zołzą kilka lat.Mąż nawiązał romans kilka miesięcy temu.Czyli potulnie cierpiał i znosił Twoje jazdy przez kilka lat. Bardzo Cię kochał, bo inny by albo odszedł,albo zdradzał dużo wcześniej.Każdy ma swoja wytrzymałość i nawet wzór wierności, jak nie jest masochistą , pójdzie tam gdzie będzie pożądany i kochany.Nie tam gdzie są wieczne pretensje ,krzyki i wyzwiska.
Cytat
No i...?
Obudziłaś się?
Jak to się objawiło? Co z tego wynika pozytywnego dla Ciebie?
Moim zdaniem na jedno i drugie jest jeszcze za wcześnie. Najpierw popracuj nad sobą, poukładaj sobie na zewnątrz i wewnątrz.
Cytat
Cytat
tu nie widać twojej siły tylko pozycję ofiary, która ma przeistoczyć się powrotnie w twoje alfatendencje...
Oczywiście być może się mylę...może jeszcze za mało czasu upłynęło bo Was nie znam...ale powiem ci co Ja bym zrobił na miejscu twojego męża:
Komunikowałbym, że mi zależy...przez długi czas bym znosił przytyki i dawał obarczać się twoim bólem...tylko jak bym czekał??czekając bym układał nową relację z Tobą....
Starałbym się podnieść z tego wszystkiego, dbał o siebie - nie miałbym pojęcia jaki będzie rezultat i nie spieszyłbym się z podjęciem decyzji, ale bym patrzył czy się starasz i czy czekasz na mnie. Chodziłbym na siłownię, biegał pływał, wyjeżdzał służbowo i realizował się w pracy.. na pewno bym nie siedział w domu i rozpaczał nad rozlanym mlekiem. na pewno bym zadośćuczynił ale nie leżał w ciemnym pokoju i czekał bym aż ty zobaczysz prawdę i starała się jeszcze bardziej.. powoli odbudowywałbym swoje poczucie wartości tak bardzo naruszone przez wieloltenie odrzucenie.....
Cytat
musisz brać pod uwagę fakt, że układanie nowej relacji powinno odbywać się w relacji z mężem a nie każde osobno... tu wynik układania nie ma znaczenia....tylko odkrycie prawdziwych intencji...gdybyś wiedziała że mocno Cię kocha..gdybyś wiedziała że jesteś najważniejsza, gdybyś wiedziała go pociągasz, gdybyś wiedziała że odda Ci nerkę i wskoczy za Tobą w ogień, gdybyś mogła zajrzeć w jego mózg to co było by Tobie lżej...bo znałabyś jego intencje...więc staraj się je poznać...nie utwierdzaj go w przekonaniu że w sumie to dobrze zrobił bo zawsze robiłaś wszystko by pokazać ze w zasadzie ten związek zależy od Ciebie, że Ty jesteś Panią i Władczynią...i teraz tez to przebłyskuje...on ma gonić za marchewką...on ma czekać.....
Dbaj o siebie ale jeżeli widzisz sens to dbaj i o relację....i układaj ją wspólnie...Jeżeli nawet się zmienisz ale On i tak będzie miał się do Ciebie dostosowywać - to co to za relacja...musicie się komunikować, widzieć potrzeby żyć w prawdzie....to jest zdrowa relacja...
Przysięga małżeńska składa się z trzech elementów: miłość, wierność i uczciwość...
Ty najprawdopodobniej (podkreślam najprawdopodobniej) nadepnęłaś na ślub miłości, bo jej nie okazywałaś. On złamał ślub wiernośći.... Ale nie rób błędu i nie układaj relacji tak by od razu musiał łamać ślub uczciwośći małżeńskeiej..
TAK - często na tym forum również zdradzeni łąmią przysięgę małżeńską w zakresie uczciwości małżeńskiej:
Nie są uczciwi wobec siebie, nie komunikują potrzeb, boją się konfrontacji - to jest bycie nieuczciwym w małżeństwie..to jest łąmanie przysięgi...ale mozna o tym długo rozprawiać...
Nie wiem co masz zrobić... to twoje życie...to twoje małżeństwo.. nie znam Was...Patrzę tylko dookoła i staram się zwrócić na coś uwagę, ale broń Boże nie zakładaj że mam rację, tylko zastanów się czy mam...
Mnie żona nie zdradziła (chyba
Oczywiście mimo wszystko zdrady się zdarzają... nie jesteśmy idealni, czasami się gubimy, nie wszystko widzimy, nie na wszystko mamy wpływ...z wiekiem się zmieniamy i nie wszyscy to akceptujemy...
Ale czas płynie a My dalej żyjemy...
Masz czas...korzystaj...żyj, oddychaj, myśl i kochaj...
Pozdrawiam
Jego już nie ma, zapomnij o nim jako a partnerze, nie trać czasu na nadzieję, że on się zmieni, że nagle zobaczy co stracił i będzie chciał wrócić, nie będzie tak. Musisz jak najbardziej się odciąć, na tyle na ile to możliwe. Nie śledzisz na social mediach, nie pytasz o niego jego znajomych, nie rozmawiasz o nim z jego rodziną, nie interesujesz się jego życiem prywatnym. Jak będzie szukał w Tobie koleżanki to zwierzeń i ogarniania życia to ucinaj to w zarodku, nie interesuje Cię NIC poza kontaktami z waszym dzieckiem i tu niestety dla dobra dziecka musisz zacisnąć zęby i zrobić wszystko żeby w tej kwestii się dogadać chociaż nie wiem jak bardzo będzie to ciężkie i jak bardzo on to będzie utrudniał.
Zaczynasz nowe życie bez niego.
Zacznie do Ciebie pisać o swoich planach? Będzie chciał się pochwalić jakimś nowym osiągnięciem? Mówisz, że jego życie prywatne Cię nie interesuje. Ograniczasz kontakt tylko do kontaktów z dzieckiem i kwestii formalnych które trzeba załatwić (rozwód, podział majątku, alimenty). Obiecuję Ci, a nawet gwarantuję że z czasem będzie lepiej. Krok po kroczku, dzień za dniem i nagle przychodzi "wiosna". Szukaj pomocy i proś o nią, nawet nie wiesz ile masz życzliwych ludzi wokół siebie, jak trzeba sięgnij po pomoc psychologa czy psychiatry (ja przestałam jeść, spać, chudłam w oczach, było bardzo źle a musiałam mieć siłę dla synka który miał wtedy dopiero dwa tygodnie). Jak trzeba to płacz, nie tłum tych emocji w sobie. Wobec jeszcze męża bądź neutralna, obojętna, stawiaj granice. Pamiętaj, że nie musisz tolerować jego kochanki w swoim życiu, ustalenia są i mają być między wami i żadna lambadziara się Wam nie ma prawa w to wpieprzać.
U mnie minął rok, w kwietniu sprawa rozwodowa, w tym czasie zmieniłam prace, załapałam dodatkowe zlecenia które mogę wykonywać zdalnie, wróciłam do sportu po ciąży, przeprowadziłam się, zapisałam się na nowy kurs i jakoś się to życie dalej toczy
Aaaaa i pamiętaj, że druga żona ma wszystkie wady tej pierwszej plus swoje własne
Jak będziesz potrzebowała pogadać to pisz śmiało, ściskam Cię i trzymam za Ciebie kciuki
Szkoda, że ten Twój ból trwa tak długo - widocznie tyle musiało to trwać, żebyś przekonała się, jaki kolor jest jaki. Teraz czas na "pierdololo" - czyli przechodzenie żałoby (przechodzenie okresu po zdradzie wiąże się w efektem żałoby, o czym piszą psychologowie w swoich książkach - żałoba jest wynikiem opłakiwania straty kogoś bliskiego i kochanego, której to osoby już nie ma de facto, pomimo że widzisz. że podobna osoba żyje i ma się świetnie - to jednak umarł pewien jej obraz w Twojej głowie, być może nawet trochę wyidealizowany, ale jednak mocno przytwierdzony emocjonanie do całej Ciebie). Nudne, jak flaki z olejem, ale tylko poprawne domknięcie tematu żałoby zagwarantuje Ci dalszą drogę, inaczej będziesz rzucała się od ściany do ściany. Przykład ? Przyszłość Twojego ex (tak go już nazywaj) dopiero się szkicuje, jest ciągle w fazie docierania i ma kilka rozwidleń, jednym z nich jest - niestety - powrót do Ciebie po nieudanej próbie rozpoczęcia życia na nowo. NIGDY NIE BIERZ TEGO SCENARIUSZA NA POWAŻNIE ! Raczej traktuj go jako zagrożenie dla siebie, pamiętaj przy okazji, że - na przykład - szczęściem swojego dziecka nie wolno tłumaczyć swoich decyzji godzących WE WŁASNE SZCZĘŚCIE. To wszystko da się pogodzić, ale NIE ZASTĄPIĆ ! Innymi słowy - może stać się tak, że exowi się nie uda, boczniak go kopnie w de, po czym on wróci z podkulonym ogonem po szansę.. kolejną... i wtedy demony wróca, a może i nie tylko demony, ale i kolejne zdrady. Nie brnij w tę drogę bez szczęśliwego zakończenia, już dostałaś nauczkę. Dlatego musisz przepracować i ten scenariusz, pogodzić się ze stratą osoby, z którą brałaś ślub, na zawsze domknąć temat jego straty w swojej głowie. Umiesz, potrafisz, zrobisz to - afirmuj się pozytywnie, to działa, możesz znaleźć środki pomocnicze dla osiągnięcia tego celu, różni ludzie znajdują je w różnych zajęciach: może to być praca, zmiana trybu życia, fitness, rozwijanie pasji, u mnie działało zwykłe picie wody ;-) warunkiem jest związek emocjonalny i wiara w to, że to działanie przyniesie skutek. Taką moc ma afirmacja.
Rób plany, np. letniego wyjazdu z dzieckiem.
Czas leczy rany - tak się mówi. I coś w tym jest. Boleć będzie jeszcze długo. Może zawsze poczujesz od czasu do czasu taki smutek.
Zobacz co to są za okropni ludzie. 15 lat, 25 lat, 30, rodzina, nic nie ma dla nich znaczenia. Ja tak staram się myśleć i jest mi lepiej. O swoim byłym myślę jak o niedojrzałym gnojku który mnie skrzywdził. I widzę dziś jak został z ręką w przysłowiowym nocniku.
Piszę, ponieważ nie potrafię zrozumieć postępowania mojego ex. Zaraz po jego wyprowadzce wynajęłam kancelarię prawną, żeby przeprowadzić mediacje rozwodowe i podpisać ugodę – zależało mi na szybkim i sprawnym rozwodzie, w kilka miesięcy, po krótkiej rozprawie. Nie chciałam przechodzić przez koszmar rozwodu w normalnym trybie i pragnęłam zamknąć temat możliwie bezboleśnie.
Na początku mój ex wydawał się w porządku z taką opcją – to przecież lepsze niż rozwód z orzekaniem o winie. Jednak już po trzech tygodniach zaczął zmieniać ton, wspominając o ewentualnym powrocie, choć równocześnie kontynuował relację z kobietą, do której odszedł.
Po pięciu miesiącach negocjacji i moich starań, żeby podpisał papiery, dzisiaj oświadczył mi, że nie chce rozwodu. Twierdzi, że potrzebuje czasu, musi wszystko „ułożyć sobie w głowie” i dopiero wtedy może podejmie decyzję.
Nie rozumiem, co takie odwlekanie może mu dać. Ja jasno zadeklarowałam chęć rozwodu (tą lub bardziej formalną drogą) i nie ma już odwrotu. On jednak – będąc w nowym związku – nie chce mi go dać, mimo że proponuję mu najprostszą i najszybszą drogę.
Daję mu wolność, wycofuję się z jego życia, a on jednocześnie kocha inną kobietę i nie chce zakończyć tematu rozwodu.
Czy ktoś z Was ma podobne doświadczenia ? jestem bardzo zmęczona tym wszystkim i bardzo chce to zakończyć ale widzę że chyba jednak muszę rozpocząć formalny proces a to oznacza lata… jestem załamana. Jak macie jakieś rady to proszę napiszcie.
Jeśli złożysz pozew bez orzekania o winie a nie macie małoletnich dzieci to rozwód będzie na pierwszej rozprawie.
Prawo rozwodowe jest proste w tym zakresie, jeśli jedna ze stron chce rozwodu a druga nie to rozwód zostanie orzeczony.
Jedyny czas to oczekiwanie na pierwszą rozprawę, a ten bywa różny w zależności od miasta.
Nawet jesli to nie lovebombing, czyli mechanizm zaciemniania rzeczywistosci rzucanymi wyznaniami, a tylko objaw zwyklego kubla zimnej wody wylanego na jego durny, rozgrzany leb, to nie probuj w to wchodzic. Ufaj sobie i badz konsekwentna a soe to wkrotce oplaci.
Chyba tyle w temacie zrozumienia, prawa rozwodowego nie znam.
Cytat
Jeśli złożysz pozew bez orzekania o winie a nie macie małoletnich dzieci to rozwód będzie na pierwszej rozprawie.
Mamy dziecko i teraz to złożę pozew z orzeczeniem o winie. chciałam szybkiego rozwiązania ale skoro nie chce, to cóż rozwiążemy to inaczej.
Cytat
W takim razie musisz się przygotować na kilka lat bezwzględnej walki.
A z apelacją jeśli doszłoby do niej o kolejne kilka.
Zastanów się czy warto choćby z uwagi na dziecko.
Miej na uwadze, że gdy dojdzie do walki to wszystkie chwyty dozwolone więc może to też odbić się na dziecku a raczej na pewno się odbije.
Byłem, doświadczyłem. I chyba dziś nie zdecydowałbym się ponownie.
Straconego czasu, nerwów nie da się odzyskać.
A nie będziesz nigdy wewnętrznie spokojna dopóki nie zamkniesz tej sprawy.
Mam kochaną żonę, cudowną i wspaniałą, a w nasz związek od samego początku wkładałem 100% zaangażowania. Byłem zawsze pomocą dla żony i ona dla mnie też wielkim wsparciem. Moralność dla nas obu była mega ważna, chociaż pochodzimy z “różnych światów”, to jednak zgadzamy się we wszystkim jeśli chodzi o pewne wartości. Była mi zawsze wierna i ja jej też. Do pewnego czasu…
W młodości byłem wielkim rozrabiakiem pakującym się w kłopoty, ale najgorsze, że miałem problem z używkami i nie o alkoholu tu mowa. Zanim poznałem żonę, ładnych parę lat temu, rzuciłem to świństwo, ale… jakiś czas temu pojawiła mi się z nienacka myśl w głowie, pokusa, żeby kupić sobie woreczek koki, co zrobiłem. Jak tylko spróbowałem po wielu latach tego świństwa straciłem kompletnie rozum, tak jakby ktoś sterował moimi myślami. Wkradła mi się do głowy myśl, żeby odwiedzić panią lekkich obyczajów, co szybko uczyniłem. Znalazłem w necie jakąś stronę z ogłoszeniami, umówiłem się i pojechałem na miejsce.
Tam jeszcze skorzystałem z dziadostwa jakie zakupiłem. Widziałem naga kobietę, jednak do aktu nie doszło bo koks zadziałał na moją część ciała tak, że zmalał niewyobrażalnie, więc wyszedłem stamtąd, a wtedy otrzeźwiałem. CO JA ZROBIŁEM!!!!!! To była pierwsza myśl! Płakałem jak małe dziecko i żałuję tego bardzo mocno, nawet nie macie pojęcia jaki to ból! Na trzeźwo nigdy bym tego nie zrobił!!! Czuję że muszę to wyznać żonie i przygotowuje się do tego, biorę na klatę to co się stanie bo to jednak ja dokonałem tego złego czynu. Boję się jednak o nią, czy nie wyrządzę jej jeszcze większej krzywdy.
Miałem właśnie rozmowę z rabinem w tej sprawie, a on zalecił mi powrót do mojej religii - judaizmu. Jest coś takiego co nazywa się Teszuwy, a oznacza to bardzo szczere nawrócenie w żalu, ale również naprawę tego co się wyrządziło. Rabin powiedział, że pełnej Teszuwy dokonam, kiedy wyznam żonie co zrobiłem i uzyskam jej wybaczenie, ale muszę to zrobić ostrożnie i w odpowiednim czasie, bo liczy się to, żeby jej jeszcze bardziej nie zranić.
Rabin zachęcił żebym zaczął przychodzić do synagogi i żył wg Tory, a on pomoże mi przygotować się na rozmowę z żoną, również i jej udzieli wsparcia jeśli będzie taka potrzeba. Najważniejsze, to musi to wyjść z serca i być to szczere inaczej to strata czasu.
Tak! Bardzo tego żałuję. Rabin pouczył mnie, że nie mam prawa nawet przebywać z inną kobietą w jednym pomieszczeniu sam na sam, więc to co zrobiłem zalicza się wg judaizmu jako pełna zdrada, jednak zawsze można wszystko naprawić, jako przykład podał historię Dawida, jak on żałował, pościł i starał się naprawić wszystko.
A więc staram się to naprawić. Zaczynam grube przygotowania do tego żeby wyznać żonie zło jakie uczyniłem. Od dziś wprowadzam do swojego życia zasadę ortodoksyjna że nawet ręki nie podam na powitanie innej kobiecie, poza żoną, matka, siostrą itp. Żona wie o moich używkach z przeszłości, ale pewno nabierze podejrzeń, że zacząłem chodzić do synagogi co Szabat, jednak jeśli to ma pomóc mi i mojej rodzinie, abym trwale zmienił swoje życie na lepsze to zrobię wszystko aby ratować rodzinę, która ma być wręcz świętością.
Nic nie wyrazi mojego żalu, wstydu, oraz wręcz niechęci do samego siebie za to co zrobiłem. Chce jednak drugiej szansy i jeśli są inni, którzy myślą jak ja, to życzę im aby ich druga połówka również im wybaczyła, ale musi to być poprzedzone prawdziwa Teszuwą, czyli zmianą życia, sposobu myślenia, wynagrodzeniem wyrządzanej krzywdy.