

Anetastp | 00:48:39 |
heniek | 03:17:53 |
Julianaempat... | 05:17:39 |
soighlah | 06:53:20 |
Edek_2 | 07:22:44 |

Cztery miesiące temu runął mój świat, w którym byłam bezpieczną, choć nie do końca szczęśliwą mężatką. Nie do końca szczęśliwą, bo od 20 lat w moim czterdziestoletnim małżeństwie nie było seksu, czułości, intymności. Mąż jednak zaspokajał wszystkie moje potrzeby bytowe. W końcu, właśnie cztery miesiące temu, wyznał, że od lat mnie zdradza i że mnie nie kocha i nie pożąda, co według niego, zwalnia i zwalniało go od "obowiązku" intymności ze mną. Dostałam młotkiem po głowie. Proszę, nie nabijajcie się ze mnie, że o niczym nie wiedziałam. Wiem, że jestem naiwna. Mówił mi jednak, że ma problem, że po lekach na nadciśnienie nic z tego.. dawał do zrozumienia, że kocha, że przyjdzie do mnie, jak tylko odpocznie (bardzo zapracowany), jak tylko dojdzie do siebie.. czekałam więc. Czekając popełniłam błąd, dając się uwieść światu wirtualnemu - zaczęłam nałogowo grać w różne gry online, co oczywiście wykorzystał, żeby mnie potępić. Przeżyłam szok. Przeżyłam potrzebę czynienia mu wyrzutów przez dwa miesiące niemal dzień w dzień. Wzmocniłam się i zgodziłam, żeby został ze mną, pod warunkiem, że odda mi miłość, której mi odmówił. Kiedy jednak poczuł, że sytuacja się normuje, przestał się starać, a w końcu zaproponował mi układ, w którym mielibyśmy mieszkać razem jako małżeństwo, ale faktycznie obcy ludzie, każdy ze swoim osobistym życiem. Potrzebne mu to, bo ma kochankę, od roku, bardzo ją kocha a ona jego. O Boże! A już zaczęłam czuć się nieco lepiej.. a tu znowu młotem w łeb! Najgorsze w tym wszystkim, że nadal chyba go kocham. Przeżyłam z nim prawie czterdzieści lat, siła przyzwyczajenia swoje robi. Są dzieci i wnuki, są znajomi i wspólnie wydeptane ścieżki. Nie wiem co mam robić. Czuję ,że nie zniosę tego, a jednocześnie brak mi siły żeby go pogonić. Potrzebuję
wsparcia
Przecież znasz odpowiedzi ?
Co byś powiedziała komuś innemu w takiej sytuacji ?
Jak już odpowiesz to pewnie warto zacząć żyć czyli obudzić się bo śpisz wiele lat - nie szkoda życia? W pobudce myśle, ze pomożemy szybciej.
Tak to już jest, że często wiemy o wielu przykrych sprawach, które nas dotykają, ale podświadomie nie chcemy ich dostrzegać. Mamy nadzieję, że samo się jakoś ułoży, wyjaśni. Nie chcemy lub boimy się dotknąć prawdy, która jest bezlitosna. To tylko niestety próba ucieczki przed własnym sobą. Próba, która i tak nie ma szans zakończyć się powodzeniem. Ta niewygodna prawda wcześniej czy później dotrze do naszej świadomości. Pytanie tylko jak długo będziemy chcieć lub w stanie się przed nią bronić. Do utraty tchu? Tymczasem to tylko przeciągnięcie w czasie tego co i tak nieuniknione. Później tylko już pozostaje żal straconego czasu.
Wychodzenie ze złudzeń, którymi tak długo się karmiliśmy nie jest prostą i bezbolesną sprawą, ale realną.
Przede wszystkim jednak trzeba przełamać strach przed otwarciem oczu, niewygodną prawdą i zacząć ciężką pracę nad sobą po czym dokonać swego rodzaju katharsis.
Świadomość i umiejętność realnego spojrzenia na życie bez złudzeń, bez pozorów naprawdę ułatwia życie bez względu na to ile wiosen mamy na karku.
Zatem pora skończyć użalanie się nad sobą, zakasać rękawy i do roboty; a masz nad czym pracować bo z Twojego opisu wynika, że też masz swoje za uszami.
Jestem przekonany, że jeszcze wiele dobrego Cię w życiu spotka.