| Alfinka26 | 22. Lipiec |
| majeczka84 | 22. Lipiec |
| Patryk1991 | 22. Lipiec |
| julian1974 | 22. Lipiec |
| smutna22 | 22. Lipiec |
heniek | 00:51:06 |
Mundi83 | 03:31:17 |
Julianaempat... | 03:44:21 |
#
poczciwy | 07:00:06 |
Quanta1670 | 09:16:47 |
Witam...
Heh! Już chyba od 30min siedzę, i nie wiem jak zacząć pierwsze zdanie...
A więc tak! Mam 23lata i jestem naprawdę szczęśliwym facetem. Kocham żonę i wiem że ona kocha mnie! Minęły 4miesiące od wesela, i lada moment będziemy mieć dziecko.
Chyba jednak zacznę od początku...
Gdy poznałem Agę, w kwietniu 2011, mieliśmy po 21 lat, od razu mi się spodobała, i zacząłem się starać o jej względy. Wiedziałem, że niedawno rozstała się z swoim chłopakiem, z którym znała się 6 lat, i w tym 4 lata byli parą. Rozstali się na koleżeńskiej stopie, więc dalej ze sobą normalnie rozmawiali, i spędzali czas. Bardzo mnie to drażniło, sporo mi o nim opowiadała itd. Lecz w sierpniu zapytałem czy będziemy parą, i po chwili namysłu zgodziła się.
Natomiast cały czas pojawiał się jej były chłopak, (sms,gg, propozycje spotkania itp) i zacząłem odnosić wrażenie, że jest ze mną tylko po to, by wzbudzić w nim zazdrość... wytrzymałem tak z jakieś 5 tygodni, i powiedziałem Adze, że nie podoba mi się to, że razem spędzają czas, prosząc by ograniczyła spotkania, i spytałem czy dalej coś do niego czuje. Odpowiedziała że był jej bardzo bliski, i dalej jest ważną osobą w jej życiu, zapewniając mnie, że mam się nie martwić, że jest ważny, ale go nie kocha, i rozumie że nie jest mi z tym łatwo, i nie czuje się z tym najlepiej, obiecała ograniczyć z nim spotkania...
Jednak ograniczenia nie przyniosły dużych efektów... A nie chciałem żądać urwania z nim kontaktu, bo wiedziałem że nie ma innych znajomych, koleżanek czy kolegów. Tamte 6lat poświęciła tylko jemu...
Pewnego dnia, złamałem nogę, i gdy Aga przyszła mnie odwiedzić w domu, zostawiła tel kom, i nie wylogowała się z facebooka... i od tego dnia, wszystko zaczynało mi się powoli pieprzyć!
Gdy już trafiła do siebie do domu zaczęła pisać z byłym! Używali określeń Skarbie, kotku, itd.
Gdy przyszła kolejny raz, następnego dnia, powiedziałem co dokładnie widziałem... Powiedziała, że nie jest mu łatwo po rozstaniu, cierpi, bardzo mu smutno itd. i że on chce wrócić do niej, a pisała w taki sposób do niego, bo nie chce by go aż tak bardzo to wszystko bolało... Zapytałem ponownie czy dalej coś do niego czuje, lecz znów odpowiedziała że jest bardzo ważny, ale że jest ze mną, że wybrała mnie... Zapytałem również, czy ten nasz związek, nie jest tylko po to, by go wkurzyć i wzbudzać zazdrość... Odpowiedziała szczerze, że zgadzając się na bycie ze mną, nie była niczego pewna, i ze miała nadzieje ze jej były będzie chciał do niej wrócić, a ta miała się zgodzić... Ale nim zapytał się czy wróci, zrozumiała że ze mną jest jej cudownie, i odmówiła mu... Zabroniłem całkowicie spotkań... Zgodziła się! Lecz spotkała się z nim, gdy ten wyjeżdżał za granice, o co mnie wcześniej zapytała... Kolejne miesiące były cudowne, padły pierwsze słowa Kocham! Co mnie bardzo ucieszyło, bo naprawdę kochałem tę dziewczynę, co jej cały czas mówiłem... Powiedziała pierwsze KOCHAM po sporo dłuższym czasie niż ja, ale mówiąc to, powiedziała ze musiała być naprawdę pewna tych słów.... potem Listopad 2011 nasz pierwszy raz. Wszystko układało się cudownie, jednak dalej mi chodziły po głowie te wiadomości co pisała do byłego, gdy ja miałem nogę w gipsie... No ale cóż mówiłem, jest ze mną, i jestem szczęśliwy! Wybrała mnie! Az parę dni przed Sylwestrem 2011 przeczytałem starą wiadomość (jeszcze z końca sierpnia 2011) którą wysłała koleżance, którą niezbyt lubiła (Straszna flirciara)
Aga napisała tak: rMasakra jakaś! Mam chłopaka i kochanka! Ugotowana w piekle!r1;
Nie chcąc psuć balu Sylwestrowego i tym samym jej urodzin, powiedziałem to dopiero w Nowym Roku.... Popłakała się! I powiedziała że nie spała z nim itd... Że chciała się popisać przed tą koleżanką, w sumie nawet by mnie to nie zdziwiło, bo przejrzałem dokładnie całego facebooka, i napisała o tym tyko jej, a niezbyt za nią przepadała... Więc uznałem że jest to możliwe... Pomyślałem, może chciała się tylko popisać?? Miałem 100% pewność że już nawet nie pisze z byłym, nie odpisywała mu na żadne wiadomości, i wszystkie mi pokazywała... Przysięgła, że nie spała z nim, ani z nikim innym gdy była ze mną! Bardzo ją kochałem, więc postanowiłem w to wszystko uwierzyć... poza tym to były nasze pierwsze dni... wiedziałem że wtedy darzyła go większym uczuciem niż mnie... Wybrała mnie! Z łzami w oczach powiedziałem że jej wierze, choć nie byłem do końca o tym przekonany... Opowiedziała mi jeszcze raz całą historie, że pierw miała wzbudzić w nim zazdrość itd... OK Dalej sobie mówiąc TO BYŁY PIERWSZE DNI... i nie mając 100% pewności że z nim spała, widząc wszystkie wiadomości, mając 100%pewność ze się nie spotykają i nie piszą ze sobą postanowiłem się pogodzić, i tak też się stało, pogodziliśmy się szybko, i dalej było cudownie! A już wtedy myślałem o niej całkiem poważnie...
tak mijały kolejne miesiące szczęśliwe miesiące... Aga zaszła w ciąże... postanowiliśmy się pobrać... (i tak zamierzałem się oświadczyć, ale wszystko planowałem rok później...)
Tak więc, koszmarny był tylko ten początek pierwszy miesiąc, który się ciągnął bardzo długo...
od września gdy miałem nogę w gipsie, aż do wczoraj byłem najbardziej szczęśliwym człowiekiem na świecie!
Tak więc październik 2012r nasz ślub... Postanowiłem parę dni przed ślubem zapytać jeszcze raz Age czy jest pewna że tego chce... Odpowiedziała że jest pewna (a nie jest taka osobą która by wyszła za mąż tylko z powodu dziecka, po prostu to wiem)
Teraz jest 9 miesiąc ciąży lada moment urodzi nam się syn... Lecz ostatni tydzień jakoś kłóciliśmy się często, głównie z powodu tego, że miałem rzucić palenie... i zawsze kłótnia się ciągła dalej w inne tematy, w sumie to o pierdoły... Starałem się zachowywać spokój, wiedziałem że jej hormony buzują itd... Lecz gdy zaczęła mi wszystko wypominać, postanowiłem zadać kilka pytań z tego właśnie pierwszego miesiąca, oczywiście biorąc ją sposobem... powiedziałem rA Ty myślisz ze mi było łatwo, gdy mnie kłamałaś prosto w oczy??r1; itd. puściłem nawijkę... ale zaczynając od pierdół... powiedziała że kłamała mnie, nie chciała mnie stracić, i starała się raz na zawsze zamknąć ten temat-temat naszego pierwszego miesiąca.... Przytuliłem ją, ułożyłem na łóżku, i powiedziałem, że jak chce zamknąć ten temat, niech wyłoży wszystkie karty na stół! I prosiłem o szczerą rozmowę, nieważne jak bardzo by była bolesna, ma być prawda! (nie wiedziała czy coś wiem czy nie itp) Niech powie mi wszystko! Przysięgałem jej że cokolwiek mi powie, to nic nie zmieni.... Choćby to była najgorsza z możliwych prawd!
Przyznała się że spala z nim przez pierwsze tygodnie NASZEGO ZWIĄZKU, ze mnie kłamała bo nie chciała mnie stracić, bo wie że bym cierpiał..Dopiero po miesiącu zrozumiała że ja jestem tym z którym chce być! .
Wiem, że po tym koszmarnym pierwszym miesiącu nie zrobiła nic co by mogło NAS narazić...
Wiedziałem że biorąc ją pod włos, usłyszę całą prawdę, Lecz cały czas miałem nadzieję, że to co mi przysięgała, że z nim nie spala, nie było kłamstwem....
Teraz się czuje okropnie! Bo z początku to sama mu do łózka wskakiwała, a ja miałem być tylko zabawką! Lecz wyszło inaczej...
Nie wiem jak się zachować... na pewno jej nie rzucę... KOCHAM JĄ i wiem, wiem że Ona mnie tez! Ale cały czas widzę jego ręce na mojej Małej...!
Czy można od tak wybaczyć?? Czy wyznała mi całą prawdę? (myślę że tak) Ale czy mogę zaufać?? W końcu pierwsze wypowiedziane kocham w moją stronę padło sporo czasu po tych zdradach... Wiem, jestem pewien, że odkąd napisała mu koniec ze wszystkim (to rzeczywiście był koniec) To rzeczywiście zabrzmi głupio, ale ufam jej, ufałem jej cały czas, odkąd zerwała z nim kontakt. Ale wiem że gdy się pytałem, czy na pewno nic nie było, i gdy przysięgała za każdym razem ze nie, to wiem, ze wtedy tylko chciałem ufać... i praktycznie za każdym razem GDY KŁAMAŁA to wiedziałem że tylko mówię ufam, a tak nie było-był wielki znak zapytania w mojej głowie... A nie chciałem stracić Agi!
Boli mnie to, że z nim sypiała będąc ze mną! Cholernie! Ale nie tak bardzo, jak te kłamstwa, fałszywy płacz, i żal, mówiąc że nie!
Zdaję sobie sprawę, ze kochała go, będąc ze mną, planowała to wszystko inaczej... Lecz pokochała mnie! zrozumiała też swój błąd, i zaprzestała wszystkiego! Ale jednak Przysięgła 4 dni przed ślubem ze nie! Przysięga coś oznacza!
Czy osobie która przysięgała coś ukochanemu, patrząc prosto w oczy, płacząc, można zaufać??
Moje zaufanie nie wiem czy się strasznie pogorszyło, czy polepszyło po tej całej prawdzie...? Ale i tak wiem, ze tego nie zapomnę...
W sumie nawet nie wiem, po co to tu pisze?? czego od was oczekuje...? Czy w ogóle chce się komuś to czytać??
Jedno jest pewne! Wiem że mnie kocha! A ja mam strasznego doła, czuje się jak zbity pies! Cholernie boli, bo Cholernie ją kocham! Nie wiem jak sobie z tym poradzić??
Co powinienem zrobić? Co powiedzieć?? Ufać? Nie wiem co się dzieje z moim uczuciem... Cieszyć się że poznałem bolesną prawdę, i poznałem jej kłamstwa?? Nie mam pojęcia!!
W zaistniałej sytuacji,musisz wykonać badania na ustalenie swojego ojcostwa.Jesteś młody i nie masz pojęcia co każdego dnia i każdej godziny czuje facet nie pewny czy dziecko jest jego.O swojej decyzji poinformuj żonę,żeby nie było zdziwiona.Komunikujesz Jej że do czasu wyjaśnienia sytuacji,ochładzasz klimat w Waszym małżeństwie.
Cytat
Tyc,
Największym błędem było tworzenie związku z dziewczyną, która wciąż była związana mentalnie z innym mężczyzną.
To nie jest kwestia tego, czy ty jej pozwalałeś, czy żadałeś zerwania kontaktów czy nie.
To powinna być jej decyzja, niepodyktowana niczyim żądaniem, tego tematu w ogóle nie powinno być tak samo jak przyjacielskich spotkań z byłym.
No coż, można powiedzieć, że sam przyczyniłeś się bardzo do powstania sytuacji w której jesteś.....a to dopiero początek wspólnego życia i na dodatek dziecko jest w drodze. Nie zazdroszczę.
Ciekawa jestem czy gdybyś znał jej prawdziwe nastawienie od początku dalej byś brnął w tą pułapkę twierdząc, że bardzo ją kochasz?
Takiej osobie jak ona nie można ufać JUŻ NIGDY.
Już Cię polubiłem
Tak sobie czytam te wasze wszystkie komentarze...
Dałem szanse... Aczkolwiek wiem że to wszystko były pierwsze dni, i że dziewczyna była naprawdę zagubiona... Wykorzystała mnie, ale zrozumiała, że chce być ze mną... Np boli mnie to, że w to wszystko swiadomie brnęła... Ale ratuje mnie to, że wiem, ŻE OD PIERWSZEGO SŁOWA KOCHAM, NIE WYDARZYŁO SIĘ NIC... Wiem ze od ponad roku nie mieli ze sobą żadnych kontaktów... Poprostu nic!!! I to wiem... Tak samo jak wiem że nie wykonam żadnych badń czy to moje dziecko... Wiem że jest moje!!! Ale czytając te wszystkie komentarze, postanowiłem policzyć dni, I Wszystko się potwierdziło... Pamiętam dokładnie tą sytuacje!!
Faktycznie tak brzmi
powiem tak, pan makmek ma sporo racji ale...nie do końca się z nim zgadzam, czasem ludzie popełniają błędy...tutaj błąd popełnił pan, nie będąc zbyt stanowczym...polecam film dość stary ale nic nie stracił wartości... tytuł "Zbieg z Alcatraz" tam żona zrozumiała, że pragnie tylko jego (męża) dopiero kiedy kochanek go zastrzelił... mąż przeżył...a nawet jej chciał wybaczyć...w każdym razie zemścił się... ale czy to przyniosło mu ulgę...?
to co powinieneś zrobić, zażądać zerwania wszystkich kontaktów z kochasiem, i... to bardzo trudne, test na ojcostwo...potem na dwoje babka wróżyła... dziecko pańskie, przemyśleć wariant szansy...dziecko nie pana... znowu na dwoje babka wróżyła...szansa albo do widzenia... panie kolego... życie to nie telenowela... to żądza, nuda i brak szacunku do samego siebie i do do najbliższych
poza tym, panie kolego, proszę nie upewniaj jej, że daje jej pan szansę...proszę nie składać żadnych tego typu deklaracji bo zginąłeś pan... po prostu proszę ochłonąć, ostudzić głowę, zacząć myśleć racjonalnie, sprawdzić fakty, ojcostwo... w zależności od wyniku...wynik testu na ojcostwo, bezwzględu na to co mówi...że jest pewna etc. gucio prawda liczą fakty... a faktyjak to powiedział Bułhakow, to najbardziej uparta rzecz na świecie... tedy fakty co do dziecka...przemyśleć sprawę i podjąć decyzję co dalej... no i koniec kontaktów z kochasiem...żadnych...zero null to ma być pierwszy i ostateczny warunek dalszego małżeństwa... złamie go, do widzenia...
pozostaje tylko jeda kwestia, czy da pan radę, bo teraz widzę, przepraszam za zwrot ale chyba ją pan widzi przez rozporek...
proszę się nie dać i życzę powodzenia
Pisałem, że co do dziecka nie mam najmniejszych wątpliwości...
I wiem, że gdybym patrzał wyłącznie przez rozporek, to bym raczej nie trafił tutaj... Bym miał wyj***ne na to wszystko!
"Pisałem, że co do dziecka nie mam najmniejszych wątpliwości"
W obecnej sytuacji Twoje zdanie w tej kwestii jest bez znaczenia.
Liczy się wyłącznie wynik badania DNA.
Byłbyś pierwszym człowiekiem na ziemi który bezrefleksyjnie wychowuje dziecko co do którego istnieje cień wątpliwości czy jest jego ojcem.
nie potrzebna ci osoba ktora zdradzila bo zdradzi wiele wiecej razy a jaedyna nauka dla niej to nie mowic ci o tym,
z reszta sam zobaczysz ale juz bedzie za pozno na zmiany
i zostaniesz albo sam albo wielkrotnie zdradzonym leszczem