| tomala | 14. Kwiecień |
| ankaK | 14. Kwiecień |
| Justyna_Sz | 14. Kwiecień |
| karol102 | 14. Kwiecień |
| madziara110 | 14. Kwiecień |
Landexpzglosy | 00:46:46 |
JamesTon | 00:46:49 |
Crusoe | 00:56:46 |
#
poczciwy | 01:35:34 |
NieOddycham | 03:21:05 |

Czesc Wam:) zalogowalam sie tu wczoraj i poczytalam sobie troche Wasze posty, powiem krótko tez bylam zdradzona i to nie jeden raz, w sumie mam dowód na jedną zdradę o ktorej dowiedziałam sie pare miesięcy temu pisząc to tej kobiety.. Przyznała mi sie bez zadnego problemu, pisała ze ma żal do siebie, przepraszala i powiedziała ze to byl jej błąd, nie chce mieć jej jako wroga bo w tej chwili składam papiery o separację- dlaczego to a nie rozwod bo są dzieci, dwóch chłopaków mam z tym czlowiekiem ale jest jeszcze jeden problem moj mąż nadużywa alkoholu, w obecnej chwili ja przebywam z dziecmi na górze a on na dole, mysle o rozwodzie bo wiem ze mogla by być szansa na to aby dostac rozwod nawet i kościelny bo w sumie bylam zmuszona do malzenstwa- jeszcze gdy byliśmy para, jak dowiedziałam sie ze jestem w ciąży bardzo sie cieszyłam z tego ale moja radość nie trwala długo bo dowiedziałam sie ze moj przyszły jeszcze wtedy mąż spotykał sie ze starsza od siebie kobieta, myslalam ze świat mi sie zawalił.. Nie chcialam wtedy tego ślubu ale wpływ przyszłej tesciowej ze jak to bedzie wygladac..ze trzeba bylo wczesniej pomyslec o konsekwencjach..wtedy mialam 20lat i 0 pojęcia o zyciu..on przepraszał i obiecał ze wiecej tego nie zrobi. Zostałam jego zona:(... Po czterech takach malzenstwa znowu mnie zdradził z kobieta ktora miala dwoje dzieci to o tej kobiecie pisalam wczesniej ale o zdradzie dowiedziałam sie pare miesięcy temu.. Mąż oczywiście nie przyznaje sie do tego.. Tesciowa mowi ze nie ma do czego wracać bo to juz pare lat minęło..ze pewnie byl pijany...ech.. Wiecie co ja juz mam dosyc tego oszukiwania sie, on robi co chce, pije, ja wszystkiego nie moge tłumaczyć tego ze on jest chorym alkoholikiem..zresztą moje uczucia do niego wygasły ale są dzieci,.. Tylko zastanawiam sie dlaczego taki ktos ciągle mnie oszukuje, mowi ze kocha, ze nie wyobraża sobie życia beze mnie.. Jak mu czegoś brakuje to szuka a ja nie raz pytam co mu brak, co ja robie zle, co by chcial zmienic.. To juz nie ma sensu to wszystko a na dodatek ten alkohol...:(:(
Cytat
A dlaczego Dziunia pytasz człowieka uzależnionego, czego jemu brakuje, co ty robisz źle? To tak jakbyś sugerowała mu, że twoje braki pijaństwem i łajdactwem nadrobić sobie może.
Myślałaś by skierować go na leczenie?
Twój mąż jest alkoholikiem.Własna "przygoda" z alkoholem (nie piję od 30-stu lat) uświadomiła mi jedno - pijący alkoholik jest arcymistrzem kłamstwa,oszuka wszystkich od rodziny poczynając na lekarzu i księdzu w konfesjonale kończąc.Właśnie taki facet jest Twoim mężem.Wydaje mi się że tylko rozwód uzdrowi Twoja rodzinę.Wiem że nie będzie łatwo ale to jedyna szansa na zmianę chorej sytuacji.Życzę wytrwałości.:tak_trzymaj
W tej sprawie musisz stanąć sama przeciw światu.Przeciwko mężowi,teściowej,rodzinie i niestety niekiedy w chwilach zwątpienia nawet przeciw sobie.I na koniec cytat z małym komentarzem"mam nadzieje ze bedzie kiedyś lepiej...na pewno.Lepiej to już było,pewno przed Waszym ślubem a będzie niestety dopiero po rozstaniu z mężem.Jak widzisz,z racji swojego doświadczenia nie potępiam Twojego męża w czambuł.Szczerze żal mi takich ludzi.Ale żal i współczucie to jedno a krzywda jaką robi swojej rodzinie to drugie.Ten drugi powód wymusza zachowania o których piszę.Życzę wytrwałości i zdrowego uporu w tym trudnym czasie.:tak_trzymaj
Komentarz doklejony:
Dziekuje Tobie Sale za odpowiedzi,..kiedyś Rozmawialam z pewna osoba na temat alkoholu i powiedzial tak , ze nic i nikt nie jest w stanie mu na siłę pomoc jak sam tego na prawde nie bedzie chcial, musi dotknac tego 'dna' jesli wtedy zda sobie sprawe z tego co robi ze swoim życiem wtedy jest szansa ze przestanie pić, tylko jak dla mnie to bedzie za długo to trwać i ja nerwowo tego nie zniosę a dzieci rosną, przyglądają sie temu potem jak ja sama dam sobie z nimi rade? Teraz czuje ze musze cos zrobic z tym, chce jeszcze sięgnąć po poradę prawną bo nie jestem pewna czy dobrze napisalam pozew i niech mniej wiecej powie jak i co.. AGNIESZKO Tobie rowniez dziekuje moze powiem tak ja juz wczesniej Wiedzialam ze moje malzenstwo nie wytrwa, bedzie klęska, caly czas starałam sie samą siebie oszukiwać zresztą tesciowa tłumaczy mi tak ze w każdym małżeństwie cos jest, ze nie tylko u mnie dzieje sie zle..to jest jej jedynaczek wiec jak to bedzie wygladac ze ja go zostawię? Sama Zabrala sie bo nie wytrzymywala nerwowo, wiec czemu ja musze tak żyć? A dla dzieci zawsze zostanie ich ojcem i nie zmienię tego nawet jak bym chciala.. Czekam jeszcze na wizytę księdza chodzi po kolędzie, kiedyś mi powiedzial ze mi pomoże bo wie jaka jest sytuacja u mnie, chce zeby i on mi jeszcze na świetlił jak to wszystko moze wygladac.. Separacja to na pewno ale zaczynam sie na poważnie zastanawiać nad rozwodem po tym co piszecie nie widze szans na nic.. Pozdrawiam
Komentarz doklejony:
Przepraszam ale dwa razy wpisał mi sie moj ostatni post i nie bardzo wiem jak go usunąć
Jestem rzymskim katolikiem ale zdecydowani odradzam szukania porady u księdza.Jeden frant w sutannie tak długo doradzał znajomemu małżeństwu aż odebrał koledze żonę.Poza tym oni znają wyłącznie teorię a Ty niestety praktykę.Kiedyś przed laty pewien dr n technicznych uczył nas w zimie żeglowania.Jego wiedza wdeptywała nas w ziemię.Przyszło lato,kiedy łódka którą sterował nasz mistrz wychodziła z cienia drzew na Kisajnie natychmiast się wywracała.Przeciwieństwo mistrza,kolega Zenon,chłopak po zawodówce,wygrywał swoim FD każdy bieg jak chciał.Z perspektywy swojego rozwodu wiem że musisz bardzo uważać na doradców.Kuzynka z Australii,mimo lat,które upłynęły od tamtego złego czasu jest dla mnie do dzisiaj persona non grata.A najlepiej kieruj się własnym rozumem.Doświadczenie jakie masz ze swojego małżeństwa to kopalnia wiedzy którą powinnaś teraz umiejętnie wykorzystać.:tak_trzymaj
jak wyżej sale sugeruje, nie wzywaj jako eksperta księdza.
On wiadomo, każe trwać i cierpieć w sakramentalnym związku, bez względu na konsekwencje, co najwyżej każe ci się modlić...więc odpuść sobie pytanie księdza.
To jest twoje życie. Masz pod opieką dzieci, za które jesteś odpowiedzialna podwójnie skoro ojciec wzorem do naśladowania nie jest.
Uzależnienie, szczególnie to długo trwajace pozbawia ludzi uczuć wyższych, także eskalacja jego negatywnych zachowań to tylko kwestia czasu. Teraz to upijanie się, zdrady, brak prawidłowych wzorców dla dzieci, wciąż aplikowane negatywne wzorce(dzieci łapią jak gąbki), huśtawka emcjonalna reszty rodziny, przemoc psychiczna (manipulacja za pomocą samobójstwa) i wiele innych destrukcyjnych konsekwencji nałogu.
To prawda, że uzależniony musi chcieć sam wyjść z nałogu, lecz prawda jest taka, żeby mogł przyjść taki impuls, coś go musi zainicjować.
Rozwód być może, ale niekoniecznie. Może zacznie się użalać nad sobą, znajdzie kolejny powód by trwać w nałogu - bo żona go chce opuścić. Zrozum Dziunia, człowiek uzależniony nie jest sobą żadną miarą i nie możesz traktować jego deklaracji i jego zachowań serio.
Musisz chronić siebie i dzieci.
Myślę, że trwając tak długo w takim układzie jesteś w jakiś sposób współuzależniona.
Są takie spotkania dla rodzin alkoholików gdzie zdobywa się stosowną wiedzę by ZROZUMIEĆ wszystkie mechanizmy tworzące współuzależnienie a także poznaje się metody jak sobie z tą traumą radzić.
Może sale ci doradzi gdzie się udać by najpierw wzmocnić siebie, nabrać pewności co do słuszności decyzji jaką podjęłaś a także nabranie sił na jej realizację.
Musisz dostać wsparcie, póki co sama jesteś zbyt słaba by stawić czoło demonom.
Taraganie sie na życie jest poważnym sygnałem, że dzieje się źle!
ps. czy mąż dopuszcza się przemocy fizycznej w stosunku do ciebie i dzieci?
Cytat
Dziunia,
nie jesteś głupia i tak o sobie nie myśl i nie pozwól nikomu mówić.
Jesteś zdezorientowana, zagubiona i bezradna.
Takie emocje ogarniają KAŻDĄ osobę, której przyjdzie żyć z człowiekiem uzależnionym. To cena jaką się płaci za życie w dysfunkcji.
Dlatego, chcąc zmienić swoje i dzieci życie powinnaś coś postanowić.
Niech to na początek będzie mały kroczek. Masz internet więc poszukaj w swoim rejonie bezpłatnego wsparcia dla rodzin alkoholików. Pomału zaczniesz czuć, że masz na coś wpływ.
Najgorsza jest staganacja i mówienie że nic nie mogę.
Poproś kogoś mądrego, kogo cenisz o wsparcie o pokierowanie ciebie gdzie trzeba. Nie wstydź się pytać ludzi i w ogóle się nie wstydź! Ukrywanie jest gorszym wstydem.
Spróbuj metodą małych kroczków. Skoro napisałaś, znaczy że chcesz coś zmienić, że ta myśl zakiełkowała w twoim umyśle.
Niech wzrośnie to ziarenko i sprawi, że poczujesz się silna a z tobą twoje dzieci.
Dasz radę!
Teraz jak sobie to przypominam to sie zastanawiam czemu ja taka glupia jestem???
Ty nie jesteś głupia Ty jesteś totalnie zdezorientowana a mówiąc wprost,oszołomiona wszystkim tym co przynosi życie z mężem alkoholikiem.Mało tego że chleje to jeszcze zdradza i już zupełnie na deser,zaczyna być agresywny.Rady Margaret z ostatniego posta - bezcenne z jednym wyjątkiem.Starannie wybieraj kogoś,komu się zwierzysz.Tak się składa że na tym najgorszym ze światów jest więcej ludzi głupich niż mądrych.Przebudowę swojego życia zaczynaj powoli z rozwagą ale i żelazną konsekwencją.I wiedz jedno,aby coś zmienić,musisz decyzje podejmować stanowczo ale dyskretnie.Samotna wilczyca to brzmi bardziej niż dumnie.Pozdrawiam.:tak_trzymaj
Musisz zapomnieć że mąż w najbliższych latach wyzwoli się z nałogu.Chłop jest na fali alkoholowej i nie ma najmniejszej ochoty zmienić swojego losu.Mąż obieca ci wiele cudów na kiju aby tylko mieć gdzie się przespać i rano leczyć kaca.Jak wiesz cudów nie ma a obiecane kije będą uderzać Ciebie.Smutne to ale prawdziwe.Jedynie zdecydowane działania,pomogą Tobie,dzieciom i paradoksalnie w przeszłości również być może i mężowi.:tak_trzymaj