

Anetastp | 00:10:05 |
heniek | 02:21:07 |
Julianaempat... | 04:20:53 |
soighlah | 05:56:34 |
Edek_2 | 06:25:58 |

Mili moi! Trafiłam na ten portal wczoraj, bo jednak nie mogę sobie poradzić ze zdradą mojego męża... Szukam porad, wsparcia, a moje przyjaciółki nie wiedzą co mi radzić. O zdradzie mojego męża dowiedziałąm się 2 tygodnie temu i początkowo zareagowałam zaskakująco spokojnie - on okazywał więcej emocji i więcej płakał niż ja. Od początku chciałam mu przebaczyć i odbudować związek - kocham go (albo mi się tak wydaje?), uważałam go dotąd za bardzo dobrego męża, ojca, wartościowego człowieka, ale w ciągu tych dwóch tygodni chwilami nadal wypływają ze mnie negatywne emocje, żal, smutek - może mi podpowiecie, jak sobie z nimi poradzić? Miałam nadzieję, że znajdę tu historie związków, którym się udało przetrwać taki poważny kryzys - na razie nie znalazałam takiego wątku, ale może ktoś mi odpisze...
Jesteśmy małżeństwem od 14 lat, mamy dzieci - zarówno mi, jak i moim przyjaciołom wydawało się, że jesteśmy wyjątkowo udanym związkiem. Tak wyglądało to z mojej strony, ale on też mówi, że był szczęśliwy (tylko, czy mówi prawdę?). Przed 10 miesiącami zadzwoniła jego dziewczyna sprzed 15 lat , z którą się rozstał w momencie rozpoczęcia naszego związku. Ona czuła się porzucona i kilkakrotnie na przestrzeni tych lat kontaktowała się z nim - wcześniej nie podjął jej inicjatywy, teraz chyba trafiła na podatny grunt (zrzucam to częściowo, może niesłusznie, na kryzys wieku średniego) Na zadane przez nią pytanie, czy jest szczęśliwy w swoim życiu ze mną, odpowiedział twierdząco. Tak powiedział, ale potem nawiązał romans SMS-owy, telefoniczny, owocujący kilkoma płomiennymi wyjazdami. W tym czasie okłamywał mnie prosto w oczy, bo czasami pytałam go, czy za jego intensywniejszymi ćwiczeniami fizycznymi, poprawą sylwetki nic się nie kryje... Twierdził, że nie, a ja mu naiwnie wierzyłam. Nigdy nie sprawdzałam jego sms-ów, bo mu ufałam, ale kiedy przed dwoma tygodniami zniknął na dziwnie długi spacer, wydało mi się to naprawdę podejrzane, wzięłam jego telefon i znalazłam jednoznaczne miłosne wyznania. Do mnie nie pisał tak długich, gorących wiadomości! Może na samym początku ponad 15 lat temu... Jak to boli! Mówi teraz, że mnie bardzo kocha, że mnie wybiera i skończył z tym romansem, że nie widzi wytłumaczenia, jak mógł mi to zrobić i że nigdy nie chciał mnie zostawić. Powiedział mi wszystko (albo tak mi się wydaje?), poznałam szczegóły, o które pytałam i (niestety) bardzo gorące wyznania w jego SMS-ach do niej. Dużo rozmawiamy co dzień i co noc i on się naprawdę stara mnie wesprzeć, ale mi nadal powraca smutek, żal, nie mam apetytu...
Przeczytałam niektóre z wypowiedzi na forum ( mój mąż widząc, że płaczę przed komputerem, też usiadł i czytał - mam nadzieję, że to dobry znak...). Jest mu chyba źle, bo pomimo obopólnych starań, nie przetrawiłam tego jeszcze, nie potrafię jeszcze żyć normalnie.
Ile to będzie trwało?
Czy mamy szansę znowu być szczęśliwi?
Może ktoś mi podpowie, jak mam/ jak mamy razem z tego wyjść?
Co zrobić, żeby taka sytuacja się nie potwórzyła? Ona nie mogła o nim zapomnieć przez 15 lat i nadal mówiła, że go kocha... W momencie, kiedy ja odkryłam ich SMS-y akurat nie mogli się ze sobą dogadać i to on walczył o utrzymanie tego romansu... Teraz oboje obiecali mi, że się więcej ze sobą nie skontaktują (z nią rozmawiałam przez telefon), ale czy mogę im wierzyć?
I jeszcze nie jestem pewna, co zrobić w kwestii jej męża, którego chciałam poinformować o faktach, ale ona najpierw mojemu mężowi powiedziała, że on może popełnić samobójstwo, a potem w rozmowie ze mną zmieniła wersję, twierdząc, że on już wie...
Poradźcie mi, proszę.