

| pupil | 08. Luty |
| __ZaCzArOwAnA__ | 08. Luty |
| Darco | 08. Luty |
| Feromonka | 08. Luty |
| hanna0802 | 08. Luty |
NieOddycham | ![]() |
milyfacet | 00:13:19 |
Julianaempat... | 01:28:41 |
#
poczciwy | 01:47:14 |
Crusoe | 13:56:44 |

Witam. To nie przypadek, ze uzywam w tytule liczby mnogiej, niestety tak sie zlozylo, ze zostalam zdradzona z tego co mi wiadomo dwa razy, a dokladniej za pierwszym razem byl to romans, ktory trwal dwa lata, a ten drugi trwa juz 5 lat...O tym drugim dowiedzialam sie jakis miesiac temu, oczywiscie symptomy pozwalaly postawic diagnoze, niestety chyba wolalam nie wiedziec. Ten pierwszy raz, to byl koszmar..bylam oszalala z rozpaczy, doszlo do tego, ze bolalo mnie doslownie wszystko, nie tylko psychicznie, bo bol byl i fizyczny. Pewnego dnia wiedzac, ze moja druga polowa jest z inna bardziej na ow czas dopasowana polowa nie wytrzymalam, zwyczajnie nie dalam rady..siegnelam po tabletki, ale nie chcialam sie zabic, raczej uspokoic. mialam dla kogo zyc: mamy dwoch wspanialych synow. Romans, jak juz wspomnialam trwal 2 lata i to niemal na moich oczach, moze dlatego bol byl nie do zniesienia, choc tego na pewno nie wiem. Moj cudny malzonek, starszy o kilka lat twierdzil wtedy, ze w koncu poczul sie wolny! Musze przyznac, ze bardzo wtedy chcialam przerwac ten nasz dziwaczny zwiazek, ale nie mialam dokad pojsc, a on sie nigdzie nie wybieral i pomimo moich zadan robil to co uwazal za stosowne., moglam jeszcze wziac rozwod, bylam mloda, ladna.. niestety tego kroku sie przestraszylam, a dokladniej walki o dziecko. Po jakims czasie nasze zycie zaczelo sie normalizowac...mielismy juz dwoch synow. Oczywiscie moje zaufanie do meza wzroslo, nawet nabralam pewnosci, ze to sie nie powtorzy, moj serdeczny najzwyczajniej w swiecie wstydzil sie tego co zrobil, wstydzil sie bardzo swoich zachowan, oczywiscie nie w trakcie kiedy mialy miejsce(wtedy byl zafascynowany), a po jakims tam czasie.Uplynelo kilka lat i wydawac by sie moglo, ze nauczylismy sie siebie...az tu nagle, wiedziona jakims instynktem siegnelam po jego telefon, zawsze z blokada, co mnie o zgrozo szczegolnie nie chcialo martwic, to czego dowiedzialam sie w ciagu zaledwie 20 minut naturalnie przeroslo moje oczekiwania, tak, tak..oczekiwania, bo przeciez nie spodziewalam sie, ze on romansuje okolo 5 lat. I zaczelo sie..szalenstwo od nowa, to co juz tak dobrze znam, to cholerne upokorzenie, zlosc, nienawisc, wstyd, bezsilnosc wobec wlasnej naiwnosci.Wiem, ze bardzo kocha dzieci, ze szaleje za nimi..a oni wciaz go potrzebuja i tez go uwielbiaja. oczywiscie nie chce odchodzic, duzy nacisk kladzie na obowiazki wobec dzieci, o ktorych mi przypomina! twierdzi nawet, ze my juz sie nie liczymy...co za przewrotnosc. wiem co mozna pomyslec w takiej chwili, jakie pytania zadac, bo przeciez jest rzecza oczywista, ze wybierajac romans przekreslil wspolne zycie, w koncu konsekwencji mogl sie spodziewac w kazdej chwili..chyba, ze uznal kiedys tam, ze ja jestem w stanie odnalezc sie bez wzgledu na okolicznosci. Mam 39 lat i wlasciwie musze przyznac, ze ten romans nie kosztuje mnie tyle co poprzedni, a na pewno "oswojenie" z sytuacja zajelo mi zdecydowanie mniej czasu..Czy ja jestem wariatka? a moze nie mam czegos takiego, jak godnosc? Nie twierdze, ze jest mi wszystko jedno, ale ja juz dzis potrafie smiac sie z niektorych zdarzen..czy to w ogole moze byc zabawne?