

| zagubionaa | 18. Styczeń |
| Amelie | 18. Styczeń |
| pawel28 | 18. Styczeń |
| aneta_zdradzona | 18. Styczeń |
| Trusia | 18. Styczeń |
Rognar | ![]() |
Anetastp | 00:12:19 |
Julianaempat... | 02:39:07 |
Landexpzglosy | 04:04:11 |
#
poczciwy | 04:29:52 |

...nie wiem od czego zaczac.to trudne ale sprobuje,wiec...
moj maz wyjechal na zielone wyspy 5 lat temu.od 2 lat wiem ze jest z inna kobieta.wiem od dwoch ale to ze cos jest nie tak czulam juz jakies pol roku wczesniej(moze troche wiecej).bylo zle czulam ze sie oddalilismy od siebie ale zrzucalam to na rozlake.bardzo go kochalam(kocham nadal niestety).coraz trudniej nam bylo rozmawiac ze soba .ciagle jakies pretensje,wyrzuty.chcialam cos z tym zrobic bo nie chcialam tak dluzej zyc..ja tu z dziecmi on tam.pod koniec 2009r.zaplanowalismy nasze wymarzone wakacje do egiptu.co sie pozniej okazalo tylko ja z dziecmi czekalismy na te wakacje.myslalam ze na wakacjach zblizymy sie do siebie,wiele wytlumaczymy.chcialam z nim porozmawiac o tym ze cos musimy z tym zrobic ze ja juz dluzej nie chce tak zyc..bez niego.ze musimy podjac decyzje albo on wraca albo ja jade z dziecmi do niego.taki mialam plan.byle do wakacji...
wiec kupilismy wycieczke w listopadzie.w grudniu przylecial na swieta...bylo fatalnie.byl obcy..nie moj.zaczal cos mowic o separacji.tlumaczyl ze oddalilismy sie od siebie i takie tam...a ja ze go kocham.nadszedl dzien wyjazdu.ja w rozsypce.on mowi ze bedzie dobrze...wierzylam mu.polecial..
pisal ze kocha,teskni..wierzylam mu bezgranicznie.z czasem smsy,rozmowy staly sie oschle juz nie mowil tak czesto o swojej milosci.w marcu powiedzial mi przez telefon ze mmnie nie kocha.to byl cios.. nastepnego dnia przepraszal i mowil zebym o tym zapomniala.ze bedzie dobrze.
ja caly czas jego zachowanie tlumaczylam rozlaka,ze zle na niego to wplywa.ze po prostu jest mu tam zle bez nas bo przeciez mowil ze jestesmy wszystkim co ma.ze ta irlandia to taka zlota klatka z ktorej ciezko sie wyrwac,ze jeszczetroche musimy wytrzymac.
nasze kontakty byly coraz zimniejsze.niby rozmawialismy czesto na skype,smsy,telefony.ale to juz nie bylo to.
czulam sie fatalnie.tesknilam strasznie za nim.pewnego razu napisal mi smsa zaczynajac od slow"zono".nigdy tak nie pisal.zawsze kochanie ,kotku...
czulam,czulam ze cos jest nie tak.
1 maj 2010 r.przez przypadek odkrylam ze dzwoni czesto pod jeden numer.sparalizowalo mnie...poczekalam do nastepnego dnia.2 maj dzwonie do niego i mowie ze musimy porozmawiac.umowilismy sie na skypa za 3h.zaprowadzilam dzieci do rodzicow zeby nie sluchaly.wlasciwie to nie byla rozmowa.zapytalam co to za nr. on mowi nie wiem,mowie to zajrzyj w telefon..i to bylo potwierdzenie tego mojego koszmaru.milczeniem potwierdzil wszystko.zaczelam plakac...rozlaczyl sie.ogarnela mnie rozpacz,bol..niesamowity fizyczny bol.
przez cztery miesiace ukrywalam to przed rodzina.widzieli ze cos jest nie tak ale ja nie chcialam mowic,nie potrafilam.przez te cztery miesiace funkcionowalam na zasadzie: musze wstac ,zaprowadzic dzieci do szkoly.zrobic im jedzenie ot tyle.ciagle spalam.nie moglam jesc.po 2 tyg.probowalam wmusic w siebie jogurt ktory zwymiotowalam.po jakis 3 tyg.probowalam rozmawiac z mezem.mowilam mu ze go kocham ze mamy przeciez dzieci.on nie chcial od niej odejsc,powiedzial mi ze sie zakochal.okazalo sie ze mieszka z nia od stycznia 2010r.
chcialam ratowac nasza rodzine.powiedzialam ze przylece do niego z dziecmi.wystraszyl sie.powiedzial ze wroci pod koniec roku.wierzylam mu .uwierzylam ze jednak nie chce nas stracic.nadchodzily wakacje.nie wiedzialam co robic.przeciez to te nasze wymarzone wakacje.zdecydowalam ze polecimy.,przeciez mamy ratowac nasze malzenstwo.myslalam ze to nasza szansa.polecielismy.okazalo sie ze mnie oszukal.przeczytalam od niej smsa ktorego wyslala do meza.bylo tam napisane cos w stylu...zona tymczasowo sciemniona.chodzilo o to ze mowiac do mnie ze wroci do nas,klamal.to byly najgorsze wakacje w moim zyciu...a mialy byc bajkowe.probowal jeszcze klamac,ze wroci.od wrzesnia zaczelam prace.bylam w totalnej rozsypce.funkcjonowalam jak robot.robilam to co bylo niezbedne.zaczelam pic.nie upijac sie ale pilam codziennie..zeby nie czuc..
nadszedl grudzien.to byl chyba 6 grudzien.przylecial.nie chcialam tego .prosilam go.on ze chce sie zobaczyc z dziecmi.byl chyba 5 dni.pilam.nie dawalam sobie rady.dzien przed jego wylotem wzielam duza ilosc tabletek.popilam alkoholem.NIE CHCIALO MI SIE ZYC.STALAM SIE DLA NIE GO NIKIM.tak mnie traktowal.nastepnego dnia zabralo mnie pogotowie a on polecial.wiedzialam ze poleci.nie zrobilam tego na pokaz.po prostu...umarlam....2 dni mnie odtruwali.a potem wyladowalam na oddziale psychiatrycznym.depresja.bylam tam miesiac po 2 tyg.zobaczylam mojego 5 letniego synka.lzy mi plynely.chcialam umrzec a przeciez mam dla kogo zyc.moje dzieci sa moim sloncem...pomyslalam sobie jak ja moglam,ale tak wtedy to czulam.po wyjsciu ze szpitala zaczelam niby stawac na nogach.leki,psycholog.bulo ciezko ale lepiej..po roku odstawilam leki bo myslalam ze jest juz ok...teraz mysle ze nie powinnam tego robic.
bolalo,nadal boli ze czlowiek ktorego kocham z ktorym mam dzieci nawet nie probowal ratowac naszej rodziny.
to juz trwa ponad 2 lata a ja wciaz go kocham.rani mnie,upokaraz a ja wciaz...
czuje ze wracam do miejsca sprzed 2 lat.zaczelam siegac po alkohol..nienawidze sie za to.ostatnio nalega na rozwod.pytam dlaczego,czy planuje slub? a on ..juz nigdy nie wpakuje sie w take gowno...
PROBUJE ZYC,ALE CHYBA MI TO NIE WYCHODZI.
DLACZEGO TO TAK BOLI,DLACZEGO?????
P.S przepraszam ,wiem ze moze chaotycznie z bledami.ale mam nadzieje ze sens zrozumiecie.