| TripleF | 12. Marzec |
| radeon | 12. Marzec |
| 1qazcu | 12. Marzec |
| ewcia200 | 12. Marzec |
| Ifka | 12. Marzec |
Jess | 00:19:47 |
Aga104 | 01:56:25 |
Landexpzglosy | 02:33:58 |
JamesTon | 02:36:38 |
NieOddycham | 03:48:47 |

12 lat w związku, dwoje dzieci, bezgraniczne zaufanie. Nigdy nie niepokoiły mnie jego późne powroty, zablokowane konta mailowe, wyjazdy. I nagle w grudniu odkryłam, że od dwóch lat jestem zdradzana i oszukiwana przez niego i to z kim! z 15 lat młodsza siksą (spod Bydzi- jak sama pisała), żenujące do granic. Poznali się w pracy. On 40 latek, siwiejący, bez większych osiągnięć, po jednym już rozwodzie. (Poznaliśmy się 3 lata po tym, jak rozpadł się pierwszy jego związek). Nigdy specjalnie nic nie wymagałam od niego, tylko tyle, żeby wreszcie skończył studia. On zawsze był bardziej związany ze swoimi rodzicami i licznym rodzeństwem, niż z nami, czy z poprzednią rodziną. Gdy wszystko się wydało bez trudu wyprowadził się z domu. Zostawił mnie z dziećmi. Przez dwa miesiące dał stówkę na waciki... Potem po 3 tygodniach niby wrócił- pewnie go siksa kopnęła :), ale nie zajmował się dziećmi, ani domem. I po kolejnych 20 dniach stwierdził, że on znów potrzebuje czasu dla siebie i wraca do mamuśki. Kocham go i nienawidzę. Nie ma już nas. Jestem ja i dzieci, i on- ten obcy. Najchętniej uciekłabym na Antypody, jak najdalej, żeby zapomnieć, ale tak sie nie da. Są dzieci, które mogą liczyć tylko na mnie. A nie na obcego, który musi dojrzeć. Nie wiem, co robić, dać mu czas- tylko na co??? Załatwiać alimenty, rozwód? Czekać na ... Godota? W tym wszystkim żal mi dzieci, bo bardzo to przezywają, ale nie umiem im pomóc...