Landexpzglosy | 01:16:04 |
JamesTon | 01:58:34 |
P1501 | 02:56:02 |
Rognar | 05:47:24 |
#
poczciwy | 06:34:44 |

Zostałam zdradzona, podejrzewałam od sierpnia że coś jest nie tak. We wrześniu wiedziałam na 100%. W pażdzierniku wywaliłam męża z domu, chyba było mu na rękę. Wynajął mieszkanie i do tej pory mieszka tam ze swoją młodszą o 10 lat "koleżanką". W międzyczasie pozwoliłam mu wrócić do domu, ale na krótko. Po kilku dniach wywaliłam jego rzeczy. Gościu sam nie wie co chce. Dodam jeszcze że obecnie całe swoje życie podporządkował swojej pasji, a "koleżanka" go w tym wspiera. I jest mu w tym wszystkim po prostu dobrze. Działa jak w amoku. Dla niego stało się normalne że z nią mieszka, że przyjeżdża w odwiedziny do dzieci. Zerwał kontakty z rodziną, ze wszystkimi którym musiałby się jakoś tłumaczyć. Firmę którą prowadził też olał na rzecz pasji. Ma czasami chwile przebłysku, niby zdaje sobie sprawę że wszystko zepsuł, niby chciałby naprawiać itd. Ale to tylko słowa, działania żadnego. O rozwodzie wspominam tylko ja, dla niego temat nie istnieje. On chyba nie wierzy że mogę złożyć pozew. Dodam że jedna zdrada została mu już wybaczona.
Sama nie wiem skąd mam siłę na to wszystko. Mamy dwójkę 7-letnich dzieci. Znoszą to wszystko bardzo dobrze. Nie wiem czy nie rozumieją sytuacji czy po prostu jakoś to sobie wytłumaczyły. Są kochane. Wiem że mąż je bardzo kocha, ale nawet nie ma czasu do nich przedzwonić żeby powiedzieć dobranoc, czy po prostu pogadać . On nie ma na to czasu. Zostawił psa którego też kochał. Nic go nie obchodzi, kredyty, rachunki. Jedyne co go obchodzi to siatkówka i "koleżanka".
Trochę to wszystko chaotycznie opisałam ale to temat rzeka.
Chyba wniosę pozew o rozwód bez orzekania o winie, nie chce się kłócić. Chcę mieć po prostu spokój i nie szarpać się więcej.