Wyszukiwarka


Nawigacja
Strona Główna
Dodaj zdradę
Artykuły
Kontakt
CZAT (jest 0 zobacz kto)

Ekipa portalu
Test na wierność
Portal w pigułce


Wasze zdrady
Zdradzone przez męża
Zdradzeni przez żony
Zdradzone przez chłopaków
Zdradzeni przez dziewczyny
Zdradzeni w innych związkach
Zdradziłem - zdradziłam
mama/tata zdradza

Pomocne instytucje
Detektywi
Prawnicy
Psycholodzy
Poradnie rodzinne
Dodaj instytucję

Wzory dokumentów
Porady prawne

Zbanowani użytkownicy
Polityka cookies
Postrzeleni kulkami
Użytkowników Online
Gości Online: 59
Użytkownicy Online: LeceBoChce, Crusoe

Zarejestrowanch Uzytkowników: 13,168
Najnowszy Użytkownik: paul1984
Ostatnie Artykuły
Potęga przebaczenia
Jak rozwiązać proble...
Dziecko ofiara małże...
Życie po zdradzie
Ból emocjonalny R...
Twoje miejsce
Reklamy...
Ten TRZECI
Zdradzony przez żonęWitajcie.
Opowiem Wam o zdradzie z zupełnie innej strony. Ja jestem ten TRZECI. Jestem uosobieniem tego, czego, czy też kogo większość z Was nienawidzi najbardziej na świecie. Uosobieniem tych wszystkich facetów, którzy "rozbili" Wasze związki, małżeństwa, rodziny. To takich, jak ja obwiniacie o swoje nieszczęścia. Nie zamierzam Wam się z niczego tłumaczyć, każdy ma swoje sumienie i podejmuje własne decyzje. Ale być może moje słowa, paradoksalnie, w czymś Wam pomogą. Może dzięki temu, co tu napiszę, będziecie mogli odpowiedzieć sobie na dręczące wielu z Was pytanie "czy żona mnie zdradza?", być może odzyskacie jedną z dwóch rzeczy: albo wolność, albo spokój. A może najpierw wolność, a potem spokój. Z takimi jak ja nie rozmawiacie przecież normalnie. Takich jak ja albo wali się po gębie, albo omija szerokim łukiem. Jeśli chcecie, to poczytajcie. Niech to będzie mój świąteczny prezent dla Was: kilka wskazówek o tym, jak działa instytucja "kochanka" i jak to się dzieje, że zostaliście zdradzeni. Może nie w każdym przypadku działa to tak samo, na pewno nie, ale sami ocenicie, na ile to, co napiszę, sprawdziło się, lub ma szanse sprawdzić się w Waszych związkach.

1) Często zadajecie sobie (albo tutaj) pytanie: CZY ŻONA MNIE ZDRADZA?
Odpowiem tak: jeśli w ogóle zadajesz sobie to pytanie, to już jest kiepsko. Nie czujesz się pewnie w związku, nie czujesz się dość atrakcyjny dla swojej żony/partnerki. Uważasz, że jest tak piękną i wartościową kobietą, że najpewniej wydarzył się jakiś cud, że taka "bogini" wyszła za Ciebie/związała się z Tobą. Prawda jest taka, że ona jest tak samo przeciętna jak i Ty, albo też tak samo niezwykła, jak i Ty. Reszta dzieje się tylko w Twojej głowie. Skoro zdecydowała się związać z Tobą, to znaczy, że tak chciała, że właśnie Ty wydałeś jej się najodpowiedniejszym facetem do stworzenia związku/rodziny. Miałeś więc swoje pięć minut, swoją szansę na zbudowanie czegoś na fundamencie ZAUFANIA. Jeśli budowałeś na tym właśnie fundamencie, to albo wcale Cię tu nie ma, bo zbudowałeś solidny zamek, albo miałeś wyjątkowego pecha. Bez zaufania nie ma budowania. Niczego.
2) Najczęściej zdradzani są mężczyźni wściekle zazdrośni. Im bardziej jesteś zazdrosny, kontrolujący, tym większa szansa na porażkę, niestety. Prędzej czy później. Dlaczego? Bo żadna kobieta nie wytrzyma ciągłej kontroli i ciągłych podejrzeń. Choćby była święta, wierna jak pies i nietykalna dla innych facetów, to swoją zazdrością w końcu to w niej zamordujesz i to możesz traktować za pewnik. W końcu zamęczysz ją swoimi podejrzeniami i każdy (!) facet, który okaże jej zwykłą życzliwość (nie, nie "bezgraniczne oddanie" i "kochanie, jesteś całym światem, dla ciebie wszystko"! Chodzi o zwykłą życzliwość!), uśmiech, swobodę, humor, pozytywne emocje - stanie się dla niej bohaterem jej snów i fantazji. Zazdrość jest mroczna, ponura i naburmuszona, gorzka, jadowita i wiecznie węsząca. Prawdziwa miłość jest spokojna, ufna, pogodna i... wesoła. Tak, kobiety uwielbiają mężczyzn szczęśliwych, pozytywnych, uśmiechniętych. Nie, nie dowcipnych pajaców, tylko po prostu stabilnych emocjonalnie, pogodnych facetów.

Szukając odpowiedzi na pytanie, czy kobieta Cię zdradza, odpuść sobie grzebanie w telefonach, komputerach, torebce... To jest zwyczajnie słabe, a jeśli bardzo boisz się ją stracić, to uwierz mi, ona będzie w stanie wytłumaczyć Ci WSZYSTKO tak, że w to uwierzysz. Po prostu łykniesz niemal każde wytłumaczenie. A nawet jeśli nie - poczytaj przytoczone tu historie: w większości przypadków kobiety wypierają się, przepraszają, zostają przy Was. Przykro mi, Panowie, ale nie robią tego z miłości do Was. Robią to:
a) ze strachu przed zmianą: uważają, że "lepsze znane gówno, niż nieznane diamenty" - to cytat z jednej z żon. Nie moich, oczywiście. Serio, chcesz być lepszy dlatego, że bycie z Tobą to "znane gówno"? Przepraszam za dosadność, ale w końcu rozmawiamy w męskim gronie.
b) ze strachu przed poczuciem winy: nie chcą oglądać Waszych zbolałych twarzy i słuchać Waszych jęków i stęków, ostentacyjnego wieszania się na gałęziach i zalewania w trupa. Tak naprawdę wiele by dały, aby z Wami nie być, ale trzyma je wyłącznie poczucie winy. Jeśli już oddaliły się od Was, to uwierzcie mi, kobiecie wiele potrzeba, żeby się oddalić. A zatem to "wiele" już się zadziało, z uczucia nie pozostało NIC. Zatem znów: ona nie zostaje z Wami z miłości. Raczej z litości.
c) ze strachu przed Waszą ewentualną agresją. Tego nie skomentuję, bo skoro jakaś kobieta boi się agresji mężczyzny, to w ogóle nie mamy do czynienia z mężczyzną i w takiej sytuacji każdy wymoczek, który nie jest agresywny, będzie bardziej atrakcyjny, niż parodia faceta z latającymi łapami.
d) z wygodnictwa. Zostają z Wami z wygodnictwa. Po prostu jest im wygodnie. Przy Was mają swoją lepszą-gorszą stabilizację, coś pewnego i znanego, przy kochanku odbudowują poczucie własnej wartości, kobiecość, seksualność, są adorowane, podziwiane, pożądane, a co najważniejsze: kochanek zawsze stara się bardziej. Tak tak, w TYCH sprawach też. Jest zazwyczaj bardziej skupiony na tym, żeby kobieta była usatysfakcjonowana, niż na tym, żeby sobie, przepraszam "spuścić z krzyża". Jeśli ograniczasz funkcję małżeństwa do świętości, a seks do obowiązku - nie masz co liczyć na wierność, zapomnij o tym. Rozwiedź się i zacznij od nowa. Z mądrą kobietą. Nie polecam młodych, naiwnych dzierlatek. Przez chwilę będziesz autorytetem, ale w końcu dzierlatka dorośnie i dowie się, w ilu kwestiach ściemniałeś i że można inaczej.
e) dla ściemy. I to jest w sumie najbardziej kiepski rodzaj "pozostania" w związku, ponieważ jest nieprawdziwy. Nadal jesteś oszukiwany, ale w 99% przypadków nie zdołasz uzyskać dowodu niewierności. Być może pomoże Ci prywatny detektyw, ale Chłopie... No miejże swoją godność. Dostaniesz dowód - wygrałeś, rozwiedziesz się z jej winy - wygrałeś... Ale Twoją żonę wygrał ktoś inny. Małżeństwo/związek - przegrałeś. Warto? Moim zdaniem - warto mieć jaja, wstać z kolan, otrzepać się i poszukać sobie innej kobiety i zacząć lepsze życie z kimś, kto Cię naprawdę pokocha. No i trochę szkoda kasy na takie "zabawy", ale to już Twoja sprawa. Ja bym wolał taką kasę wydać na randki z nową, piękną i zakochaną kobietą, niż na wojowanie ze starą, której się coś odwidziało.

Reasumując: kobieta, która zostaje z Tobą, zakładając nawet, że nie dla ściemy, to jednak w zasadzie NIGDY nie zostaje z tego powodu, o który Ci chodzi: z tego, że Cię kocha. Kobieta, żeby zdradzić - musi przestać kochać, a im to zajmuje naprawdę kawał czasu. Skoro więc już tak się stało, to nie ma co zbierać.

3) DLACZEGO MNIE ZDRADZA/ZDRADZIŁA?
- bo byłeś zazdrosny - z moich obserwacji wynika, że to najczęstszy powód damskich zdrad. Przyjmij do wiadomości dla własnego dobra i spokoju, że jeśli kobieta będzie chciała Cię zdradzać - będzie to robić choćbyś nie wiem, jakie środki kontroli przedsięwziął. A jeśli nawet ją przyłapiesz: patrz powyżej. Odejdzie, albo zostanie, ale bez miłości. Jak by nie patrzeć - sprawa przerąbana. Być może myślisz: "Może mnie nie kochać, byle ze mną została!". Po co? Tak się boisz nadwątlenia swojego ego? Są też faceci, którzy w akcie zemsty chcą po prostu uwalić kobiecie życie swoją obecnością - tak samo słabe, ale skoro się upierasz... Pomyśl o starości. Całe dnie z osobą, na którą nie możesz patrzeć i która na Ciebie nie może patrzeć. Pomyśl o przegranym, zgorzkniałym życiu. Swoim, nie jej. Kobieta zawsze spadnie na cztery łapy i znajdzie pozytyw choćby w tym, że jednak jest jej wygodnie i względnie stabilnie.

- bo uważałeś ją za swoją własność - bardzo częsty powód zdrady. Klepanie po tyłku, rubaszne żarciki, mówienie do niej per "żonko", czy per "mamuśka", lekceważenie jej potrzeb i opinii, wymądrzanie się, ocenianie jej wyborów, decyzji i emocji - każdym takim strzałem walisz sobie w kolano i mordujesz miłość, wierność i oddanie Twojej żony/partnerki. Czy wiesz, ile zachowań, które uznajemy za normalne albo zabawne w istocie jest kwalifikowanych jako zachowania przemocowe? Powiesz "Ale gdzie tam, zaraz przemoc?!" - mówię Ci, poczytaj. Naprawdę. A skoro już o tym mowa, to kolejnym powodem zdrady może być...

- Twoje zaniedbanie intelektualne. Nie musi, to zależy też od tego, jakimi ludźmi jesteście w ogóle, ale jeśli Twoja żona dużo czyta, to z pewnością bardziej doceni faceta oczytanego i inteligentnego, niż klepiącego ją po pośladku pseudo-mądralę. Ja sam bardzo długo nie mogłem w to uwierzyć, ale jednak to prawda: nic tak nie kręci kobiety, jak męski intelekt, zasób wiedzy, błyskotliwość, otwartość.

- Twoje dowartościowywanie siebie kosztem innych. - kobiety tego nie znoszą. Po prostu nie trawią. Jeśli drzesz łacha z kogoś sądząc, że jesteś lepszy - uważaj, zdziwienie może być bolesne. Jeśli nie daj Boże nabijasz się ("żartobliwie") ze swojej żony/partnerki, to możesz być gotowy, że pojawi się prędzej czy później ktoś taki, jak ja (aczkolwiek to nie będę ja, ja już jestem za stary i nudzą mnie takie zabawy... ;-) )

ZOSTAŁEM ZDRADZONY, CO ROBIĆ?
Tak, jak pisałem: wstań, otrzep kolana i zacznij od nowa. Z inną, być może lepszą kobietą. Odżałuj to, co się zepsuło, przemyśl błędy i ruszaj na podbój świata. Niezależnie od wieku. Nie histeryzuj, nie rób scen, nie zachowuj się jak dzikus. To słabe i z pewnością nie pozostawi w Twojej żonie/partnerce dobrego wspomnienia o Tobie, a jedynie utwierdzi ją w przekonaniu, że dobrze zrobiła odchodząc od Ciebie. Być może okazanie godności i spokoju będzie Twoją decydującą "kulą armatnią", ale jeśli nawet nie - uwierz mi, że gdy pierwsze emocje opadną, będziesz z siebie dumny jak nigdy. Wiem, bo zanim stałem się "tym trzecim" też spotkało mnie to, co Ciebie.
Życie jest nieprzewidywalne.

I właściwie to by było na tyle, może jeszcze poza jednym: tak, jak napisałem, to takich jak ja najczęściej obwiniacie o swoje nieszczęścia. To duży błąd. Jeśli związek jest naprawdę szczęśliwy i udany, jeśli partnerzy są dla siebie ważni i uważni na swoje potrzeby, jeśli związek opiera się na zasadzie przyjaźni i partnerstwa, to uwierzcie mi, NIE MA TAKIEJ SIŁY, która mogłaby to rozbić. Jeśli w Waszym związku pojawia się "ten trzeci", to znaczy, że oboje po równo zrobiliście dla niego przestrzeń. Do Was należy zastanowienie się, kiedy to się stało i jak tego uniknąć w przyszłości.

Powodzenia.
Komentarze
Strona 1 z 10 1 2 3 4 > >>
matrix dnia grudzień 25 2018 23:55:57
Łatwo jest być tym trzecim , zdrada czasem ratuje a czasem rujnuje, nie da się wszystkich podpiąć pod jeden schemat.W tym świątecznym nastroju napiszę tylko zbuduj związek nie na zasadzie trzeciego a właśnie od podstaw jako pierwszy , potrafisz utrzymać coś na dłużej? Czy tylko na podstawie tego co słyszysz budujesz jakąś ideologię?Możesz zestarzeć się jako lovelas twój wybór...

Komentarz doklejony:
i ratować księżniczki...

amor dnia grudzień 26 2018 03:18:33
jako, że mam nocny dyżur nad moją chorą i jestem przemęczona, to będzie nieskładnie, ale bardzo od serca;
zacznę od istoty rzeczy; pieprzysz w sumie, jak potłuczony smiley
a najśmieszniejsze jest to, że naczytałeś się bajek o żabkach i wygłaszasz je,jako prawdę objawioną;

mnie jako kobietę najbardziej bawi obraz Twojej, czyli kochanka wspaniałości smileysmileysmiley
czyli obraz tego, który jako jedyny wie czego kobiecie potrzeba;

zluzuj chłopie; wyrwałeś jakiegoś tępaka, który odpowiedzialnością za własną zdradę i brak honoru i godności obarczył swojego męża i z jej bzdurnych tłumaczeń, wymówek i gniotów żenionych Ci na potrzeby manipulowania Twoją próżnością, czynisz prawdę objawioną; to jest co najmniej żenujące;

ale do rzeczy, punk po puncie:

Komentarz doklejony:
Jestem uosobieniem tego, czego, czy też kogo większość z Was nienawidzi najbardziej na świecie.

nienawiść to jest odczucie, które towarzyszy zdradzonym w początkowych fazach po zdradzie
pociesze Cię, ale z czasem, jak zdradzeni zaczynają rozumieć, jak wyglądają mechanizmy, zaczynają wyzbywać się powstałych po zdradzie wewnętrznych blokad, czy też destrukcyjnych myśli i widzą aż nazbyt wyraźnie wartość tego, co dawali sobie kochankowie, to ta cała ta wielka nienawiść zmienia się bardzo szybko w szczery śmiech i gorące współczucie, dla takich frajerów jak Ty (nie mówię tu osobiście o Tobie, mówię tu o instytucji kochanka/kochanki);
współczucie, rozumiesz? dociera do Ciebie?; wiesz z czego wynika?

To takich, jak ja obwiniacie o swoje nieszczęścia.

mylisz się; mówisz o reakcjach po pierwszym szoku;
z czasem zdradzeni zaczynają widzieć swój udział i swoją odpowiedzialność, ale widzą też jeszcze wyraźniej udział i odpowiedzialność takich jak Ty;
gdzie większość kochanków swojej odpowiedzialności nigdy nie dostrzeże; co więcej sycą się płyciznami, do końca nie zdając sobie sprawy z tego, jak bardzo żałośnie wypadają w naszych zdradzonych oczach i jak ogromne przez to politowanie budzą;

Często zadajecie sobie (albo tutaj) pytanie: CZY ŻONA MNIE ZDRADZA?Odpowiem tak: jeśli w ogóle zadajesz sobie to pytanie, to już jest kiepsko. Nie czujesz się pewnie w związku, nie czujesz się dość atrakcyjny dla swojej żony/partnerki. Uważasz, że jest tak piękną i wartościową kobietą, że najpewniej wydarzył się jakiś cud, że taka "bogini" wyszła za Ciebie/związała się z Tobą. Prawda jest taka, że ona jest tak samo przeciętna jak i Ty, albo też tak samo niezwykła, jak i Ty. Reszta dzieje się tylko w Twojej głowie. Skoro zdecydowała się związać z Tobą, to znaczy, że tak chciała, że właśnie Ty wydałeś jej się najodpowiedniejszym facetem do stworzenia związku/rodziny. Miałeś więc swoje pięć minut, swoją szansę na zbudowanie czegoś na fundamencie ZAUFANIA. Jeśli budowałeś na tym właśnie fundamencie, to albo wcale Cię tu nie ma, bo zbudowałeś solidny zamek, albo miałeś wyjątkowego pecha. Bez zaufania nie ma budowania. Niczego.

kolejny bełkot z cyklu "bajki o żabkach";
większość osób zdrada dotyka tak bardzo, właśnie dlatego, bo UFAŁY;

jest całe mnóstwo relacji w których doszło do zdrady, gdzie zdradzeni w ogóle nie byli zazdrośni, a wręcz mieli problem z kontrolującymi i zazdrosnymi partnerami; więc Twoja teoria o zazdrości, jest teorią od czapy;
gdzieś dzwoni, tylko nie wiesz w którym kościele;

taki wspaniały jesteś, bo ufny? smiley
a całkiem możliwe, że na swoje potrzeby panienka nagadała Ci bzdur o złym mężu zazdrośniku, aby ustawić Cię pod swoją wygodę;
byś tyłka jej nie truł, o to, gdy w międzyczasie z powodu własnej interesowności bzyknie się od czasu do czasu ze swoim starym;
powiedz mi, niby dlaczego, skoro tak nieszczęśliwa była przy zazdrosnym mężu, to nie odeszła od niego, zamiast zdradzać ?

spadek poczucia własnej wartości, rodzi się po zdradzie i jest w większości przypadków stanem przejściowym; co więcej, to Wam kochankom po raz kolejny można współczuć;
po zdradzie, aby uporządkować siebie i to co się wydarzyło, zdradzeni zmuszenie są do silnego skonfrontowania się sobą; do realnego i świadomego spojrzenia na siebie, czyli poznanie i akceptacje swoich wad, przy jednoczesnym zrozumieniu i docenieniu swoich zalet; więc Ci którzy wygrali siebie po zdradzie, zyskują coś nieocenionego, a mianowicie przestają unikać tego co nieprzyjemne a rzeczywiste; konfrontują się z tym; uczą się jednej cholernie cennej rzeczy- bezcennej: przestają uciekać od rzeczywistości, od kłopotów, od bólu emocjonalnego (bo zaczynają rozumieć, jak istotnym i ważnym elementem jest ich rozwoju), od trudności i głębszej pracy nad sobą;

gdy w tym samym czasie kochankowie nafaszerowani są bzdetami o ich wspaniałości i trwają w huraoptymizmie, bezpodstawnie zawyżonej samoocenie, bezkrytycznym spojrzeniu na siebie,i tym samym sztucznie podbitym poczuciu własnej wartości, (zbudowanym na płytkich zewnętrznych) które bardzo szybko pęknąć mogą, jak bańka mydlana; bo tyle mają wspólnego z rzeczywistością co nic;
druga rzecz, jakbyś miał silne poczucie własnej wartości, to byś po popłuczyny z życia nie sięgał;

zdradzają bo chcą; bo nie panują nad popędem; bo nie mają w sobie wyższych wartości; bo nie są zdolni do pielęgnowania i utrzymania ich w sobie, a nie z tego powodu, że partner jest zazdrosny smiley

choć niewątpliwie zazdrość może być przyczyną kryzysu w związku; co nie znaczy, że przy każdym kryzysie trzeba się skurwić; czy z kryzysu dla kurwienia czynić wymówkę;
dumny jesteś jak paw, z tego, że bzykałeś dupę niezdolną do pracy nad relacją i refleksji? tępą dzidę oczekującą, aż ktoś zrobi coś za nią; ktoś da jej szczęście i ktoś da jej miłość; na zasadzie weźmy się i zróbcie?
no to zrobiłeś bohaterze smiley

Komentarz doklejony:
każdy (!) facet, który okaże jej zwykłą życzliwość (nie, nie "bezgraniczne oddanie" i "kochanie, jesteś całym światem, dla ciebie wszystko"! Chodzi o zwykłą życzliwość!), uśmiech, swobodę, humor, pozytywne emocje - stanie się dla niej bohaterem jej snów i fantazji. Zazdrość jest mroczna, ponura i naburmuszona, gorzka, jadowita i wiecznie węsząca. Prawdziwa miłość jest spokojna, ufna, pogodna i... wesoła. Tak, kobiety uwielbiają mężczyzn szczęśliwych, pozytywnych, uśmiechniętych. Nie, nie dowcipnych pajaców, tylko po prostu stabilnych emocjonalnie, pogodnych facetów.

bardzo sprytnie to odwróciłeś smiley
kto ma być niby tą opoką, stabilną emocjonalnie? kochanek-pajac oderwany kompletnie od rzeczywistości? gość tak płytki i zapatrzony w swoją wspaniałość, że oderwany kompletnie od rzeczywistości?
tak jak wcześniej zwrócił Ci słusznie uwagę Matrix, pobądź 24/dobę, przez kolejne 20 lat uśmiechnięty, swobodny, z niunią u boku, czy misiaczkiem, którzy wiecznie oczekują, do innych by dali im szczęście i miłość, cały świat im zaczarują, to pogadamy smiley
masz świadomość tego, jak mocno trzeba być oderwanym od rzeczywistości, by na życie tak nierealnie patrzeć?
masz świadomość tego, jak mocno trzeba być oderwanym od samego siebie, by trwać w takim wizerunku swojej nieskazitelności i wiecznej doskonałości?

Chodzi o (...) stanie się dla niej bohaterem jej snów i fantazji.

jprd smileysmileysmiley


nawet nie wiesz, jakiego już zrobiła z Ciebie frajera smiley
smutnym jest, że jeszcze się tym głośno chwalisz;
no to tańcz głupi koło niej, tak jak tańczył ten "zazdrośnik";
nawet nie widzisz w swoim samozachwycie, że już wpakowałeś się w zależności i ich czynienie w relacji;

Reasumując: kobieta, która zostaje z Tobą, zakładając nawet, że nie dla ściemy, to jednak w zasadzie NIGDY nie zostaje z tego powodu, o który Ci chodzi: z tego, że Cię kocha.

amerykę przed zdradzonymi odkryłeś?
gro osób po zdradzie ma tego pełną świadomość; i walczy bardzo ciężko o odbudowanie relacji przez wzgląd na to, o czym najwyraźniej nie masz bladego pojęcia;
taki wspaniały i świetnie rozumiejący potrzeby drugiej osoby, masz pojęcie o tym, jaki koszt zdrady niuni, czy misia, poniosą ich dzieci? ile zapłacą za rozbicie rodziny niunia, czy miś?
tak rozumiesz głęboko potrzeby tej kobiety (czy tez kobiet), to czemu jej zwyczajnie nie uszanowałeś?
zamiast wsparcia mężatki, jak prawdziwy mężczyzna, dałeś jej lizaka i nazywasz to zaspokojeniem jej potrzeb, bo milutki i uśmiechnięty przy tym byłeś, od ucha do ucha? ona miała takie wielkie potrzeby, czy Ty taki hojny? smiley

Nie musi, to zależy też od tego, jakimi ludźmi jesteście w ogóle, ale jeśli Twoja żona dużo czyta, to z pewnością bardziej doceni faceta oczytanego i inteligentnego, niż klepiącego ją po pośladku pseudo-mądralę. Ja sam bardzo długo nie mogłem w to uwierzyć, ale jednak to prawda: nic tak nie kręci kobiety, jak męski intelekt, zasób wiedzy, błyskotliwość, otwartość.

a kto Ci takich głupot nadał, że intelektualistki klapsy nie kręcą i jedynie z grubiaństwem i głupotą się kojarzą? jakaś ciotka niewydymka?

DLACZEGO MNIE ZDRADZA/ZDRADZIŁA? (...)bo byłeś zazdrosny (...)bo uważałeś ją za swoją własność (...) Twoje zaniedbanie intelektualne (...) Twoje dowartościowywanie siebie kosztem innych

dopisz jeszcze: bo byłeś chudy, lub gruby; łysy, albo kędzierzawy, czarny, biały, żółty lub cyklista; smiley

tak, w każdej osobie można dopatrzeć się ułomności, nawet zalety można jako ułomności potraktować; znasz jakąś osobę, poza samym sobą, która ich nie ma?

chcesz wmówić zdradzonym, że ukryć należy w podziemiu, te części naszej osobowości, które wymagają największej pracy nad nimi?
bo po ukryciu wad (które i ty posiadasz), to zwycięzcą jesteś, bo popłuczyny dzięki temu zgarnąłeś?

wyobraź sobie, że pomiędzy "jestem bezwartościowy", a "jestem zwycięzcą", jest miejsce na "jestem PRAWDZIWY", "jestem SOBĄ";
czyli osobą świadomą swoich braków i zalet; pracującą nad sobą, swoim wzrostem i rozwojem;

osobą, która dotyka realnie rzeczywistości i nie jest ograniczona przez myślenie, że "popełnianie błędów jest złe"; a innych za ich wady, czy popełnione błędy należy odrzucać, czy karać;

tylko osobą, która ma pełną świadomość, że błędy popełnia każdy; osobą, która na nich się uczy i której one pomagają wzrastać; osobą dojrzałą mentalnie;której celem nie jest udawanie doskonałości, a poznawanie świata i samokształcenie; która nie musi rywalizować; która za popełnione błędy potrafi przeprosić, zadośćuczynić, a te względem niej popełnione przez innych wybaczyć i która właśnie dlatego zasługuje na miłość i szacunek;

osobą, która potrafi budować; a Ty jesteś dumny, bo wygrzmociłeś niunie, która nie ma w sobie grama tej umiejętności i ukarała męża za jego wady, przy czym była tak bystra, że związała się Panem Doskonałym;

smutnym jest to, że nie widzisz tego, dlaczego sięgasz po cudze; dlatego dowartościowujesz się tym żałosnym bełkotem, który wrzuciłeś wyżej i przekonywaniem samego siebie, jak to wiele potrafisz ofiarować kobiecie i jak świetnie ja zrozumieć, jakim to jesteś lepszym samcem od innych, podczas gdy Ty nie potrafiłeś nawet uszanować tej niewiasty;
nie widzisz nawet tego, że to co opisujesz, co jej niby ofiarowałeś, w czym byłeś tak wyjątkowy i lepszy jesteś od wieloletniego męża, to jakieś ściepy tego, co może kobiecie dać prawdziwy mężczyzna;

poczciwy dnia grudzień 26 2018 08:19:36
amorsmiley

Deleted_User dnia grudzień 26 2018 08:27:29
Byles w układzie z meżatkami że tylko układ czy były takie sieroty ktore sie zakochanły wyznaly ci miłość a ty namowiles je do powrotu do męża nieudacznika?A moze uciekles ?po co ci mężatka z dziećmi ?Jaka jest ta prawdziwa prawda gdy pojawia się uczucie ? Bo chyba sex w pewnym momencie to nie wszystko smiley

TRZECI dnia grudzień 26 2018 10:40:25
Wasze opinie - Wasza sprawa smiley
Nie spodziewałem się zresztą innych.
To, co napisałem - napisałem dla Was. Nie przyda się - ok.

Na temat swojego funkcjonowania w relacjach nie mam potrzeby wypowiadania się.

Co do odpowiedzialności już się wypowiedziałem: to małżonkowie/partnerzy na coś się umawiają, ja się z nikim na nic nie umawiałem i nie mam żadnych zobowiązań wobec obcych mi osób, ani nie jest moją rolą stanie na straży trwałości cudzego związku. I tak, jak napisałem - jeśli związek jest naprawdę udany, stabilny i budowany z głową przez obie strony - nie pojawi się w nim nigdy miejsce na kogoś takiego, jak "ten trzeci".

Co do dzieci: nie wypowiem się, bo nigdy nie wiązałem się z kobietami, które miały małe dzieci. Właśnie ze względu na dzieci.

Co do "wygrzmocenia niuni" i tym podobnych określeń - nie ma sensu ciągnąć tematu, jeśli sprowadzamy (sprowadzacie) zdradę do "grzmocenia". Czy na tym też opieracie i do tego sprowadzacie Wasze małżeństwa/związki? Czy może uważacie, że Wasze małżeństwa/związki to były jedynie wyniosłe i wspaniałe historie, pełne wielkich wartości, a to, co dzieje się poza nimi, to jedynie bezmyślne "grzmocenie"? Oczywiście rozumiem potrzebę deprecjacji związków powstałych w wyniku zdrady i tłumaczenia sobie, że to, co sami zbudowaliście było fantastyczne, a jedynie "druga strona" wespół z kochankiem czy kochanką rozwaliła to w proch i pył w celu "grzmocenia". Pewnie czasem i tak bywa, nie przeczę. Ale w takie historie się nie pakowałem.

Rozumiem też potrzebę odczłowieczenia "trzeciego elementu" i widzenia w tym kimś (niech będzie, że tylko w pierwszej fazie) osoby, która nie ma nic lepszego do roboty, jak tylko szukać małżeństw/związków gotowych do "rozbiórki" - to oczywisty absurd. Być może zdarzają się tacy mężczyźni (może i takie kobiety, nie wiem), ale to akurat nie mój adres.

Rozumiem też potrzebę "politowania". Tak jest po prostu łatwiej: zobaczyć w kimś innym najpierw bezmyślnego erotomana, a potem istotę godną politowania. Trudniej jest zobaczyć sytuację w jakikolwiek inny sposób. Na przykład taki, że ludzie mogą spotkać się w dowolnym momencie życia i odkryć, że połączyło ich coś wyjątkowego, w co chcieliby zainwestować więcej czasu i emocji, czego budowę chcieliby świadomie kontynuować. Oczywiście, zgadzam się w pełni ze stwierdzeniem, że w takiej sytuacji należy postawić sprawę uczciwie i po prostu odejść. Z drugiej strony - przypomnijcie sobie początki Waszych związków. W którym momencie nabraliście pewności, że właśnie z tą osobą chcecie spędzić resztę życia? Przecież nie na pierwszej randce, prawda? Niestety, to właśnie ten czas, czas oceny i analizy jest jednocześnie czasem zdrady, bo tu już są wątpliwości, o których osoba zdradzająca nie rozmawia (najczęściej) ze współmałżonkiem/partnerem. Oczywiście, że to nie jest uczciwe. Przeglądałem jednak Wasze historie (nie raz i nie dwa, pierwszy raz zajrzałem tu kilka lat temu) i zdziwiło mnie, że niektórzy już po próbie uczciwej rozmowy czują się zdradzeni. Zobaczcie, taki schemat (przykładowy): kobieta nie czuje się dobrze w swoim związku, ale jeszcze nie do końca potrafi zdefiniować to, co jej nie gra (myślę, że panów to też dotyczy, ale będę mówił z punktu widzenia zdradzających, bo z nimi akurat częściej rozmawiałem i nie, niekoniecznie wszystkie były moimi kochankami, nie jestem kolekcjonerem). "Raz na wozie, raz pod wozem" - myśli. "Może to chwilowe, na pewno się ułoży". "Jak będziemy mieli więcej czasu, będą dogodniejsze okoliczności, to z nim porozmawiam" - tak mniej więcej. Bo umówmy się: rzadko kto jest tak zdyscyplinowany i ma tak zorganizowane życie, żeby w dniu pojawienia się wątpliwości natychmiast zasiąść do rozmów, no bądźmy realistami. Okoliczności się nie nadarzają, czas się nie pojawia, "chwila" przeciąga się więc w nieskończoność, jest coraz gorzej. Uczucie wypala się systematycznie, ale wciąż są wątpliwości i tłumaczenia: "A może to po prostu tak już jest?", "przecież miłość ewoluuje..."
I właściwie nie ma większego znaczenia, czy ktoś trzeci się pojawi teraz, czy za dwa lata, czy może w ogóle. Nie ma rozmowy - pozamiatane: nie ma miłości, a związek i tak jest fikcją. A zobaczcie taką sytuację: Coś nie gra w związku, coś nie trybi, kobieta decyduje się porozmawiać z mężem/partnerem. Od razu, uczciwie, zawczasu, zanim pojawi się ktokolwiek inny. Po dwóch pierwszych zdaniach facet zaczyna urządzać histerię, że "na pewno kogoś masz! Kto to jest?! Już mnie nie kochasz!" - no błagam... Niech mi ktoś z Was odpowie konkretnie tylko w tej jednej sprawie: gdzie tu jest przestrzeń do rozmowy i naprawiania czegokolwiek??? Bo moim zdaniem w ten właśnie sposób na oścież otwieramy drzwi trzeciemu, tu, gdzie jest ocenianie i strach przed szczerą rozmową.

Nie wiem, skąd Wasz wniosek, jakobym czuł się w jakikolwiek sposób "doskonały" - po prostu rzuciłem trochę inne światło na coś, co Wy widzicie jedynie w czarno-białych barwach (bardzo czarno-białych!). Nie odniosłem się ani do konkretnej kobiety, ani do swojego konkretnego związku, ale co tam - cenzurka, podsumowanie, już mnie znacie, jak zły szeląg. Zupełnie jak ten facet w przytoczonym tu powyżej przeze mnie przykładzie. Nie ma miejsca na rozmowę.

Co zaś do tego, "czego potrzebują kobiety" i "co może dać kobiecie prawdziwy mężczyzna" - słuchajcie, to są w ogóle tematy dość abstrakcyjne, bo każdy ma inne potrzeby i chyba tak naprawdę to najpierw wystarczy być uważnym i słuchać, żeby dowiedzieć się tego, czego potrzebuje ktoś, na kim nam zależy. Robienie więc krzyku w tym zakresie jest zwykłą gównoburzą i chyba jest trochę niedojrzałe, nie sądzicie?

No ale też z drugiej strony brałem oczywiście pod uwagę, że pisząc do Was wchodzę niejako w rolę "worka treningowego" i raczej nie spodziewałem się rzeczowej dyskusji, nie na tym mi zresztą zależało. Ot, po prostu, chciałem Wam podsunąć pewne rzeczy pod rozwagę tam, gdzie może jeszcze nie jest za późno. Wy wiecie lepiej - ok.

Kilkanaście lat temu miałem rozmowę z pewnym mężem (dla ciekawych i znających "lepsze" rozwiązania, niż rozmowa: konfrontację i "lepsze rozwiązanie" obaj uznaliśmy za mało cywilizowane, powiedzmy elegancko. Że "obaj".) i powiedziałem: "Dobra, chłopie. Ja się wycofuję, ratuj, co masz do ratowania. Wysłuchaj swojej żony, nie oceniaj jej i nie zachowuj się jak tatuś pilnujący nastolatki..." - nie dał mi dokończyć, wiedział lepiej. Zrobiłem tak, jak powiedziałem: wycofałem się. Sądzicie, że coś uratował?...

Bardzo mi się spodobało stwierdzenie, że między bycie "zwycięzcą" a "pokonanym" istniej coś takiego, jak bycie prawdziwym i bycie sobą. Fantastycznie powiedziane, naprawdę! :-) Gdyby większość zdradzonych lub potencjalnie zdradzonych miała na uwadze właśnie to, a nie bezmyślną rywalizację z prawdziwym lub wyimaginowanym "trzecim" o uratowanie własnego ego, a nie małżeństwa/związku - myślę, że ilość zdrad zmalałaby o połowę. Ale też widzę na głównej, po prawej stronie, trzydzieści kilka kroków "na odzyskanie pewności siebie w oczach partnera" - są naprawdę i szczerze wspaniałe i z całą pewnością skuteczne, tylko miejsca na bycie prawdziwym tam nie widzę.

A teraz możecie walić dalej ;-)

impac1 dnia grudzień 26 2018 12:04:32
Hmmm... panie TRZECI

Ciekawe uwagi tu piszesz i pewnie w wielu miejscach prawdziwe. Tylko skad o tym wszystkim wiesz? Zapewne od tych zon (nie doczytalem sie ilosci tych ktore pocieszyles), ktore ci to wszystko powiedzialy. Ale nic, to taki standard. Standard dla zon "On sie mna nie zajmuje, nie poswieca mi czasu, nie przytula, nie okazuje uczuc...". Standard dla mezczyzn "Moje malzenstwo jest juz tylko na papierze, juz, juz biore rozwod tylko... - tu wstaw dowolne bo rozowdu nie bedzie brac, przy tobie w koncu jestem soba bla, bla, bla".
Wiec wiesz to wszystko od tych kobiet ktore "pocieszyles" bo przeciez nie od ich mezow.
Wszystkie te teksty ze strony zarowno kobiet jak i mezczyzn sa po to zeby zagluszyc wyrzuty sumienia, znalezc usprawiedlliwienie na zdrade i jak tak to sobie powtorzymy kilkanascie / kilkadziesiat razy to w koncu uwierzymy w bajeczke ze "zdradzam i to wina mojego partnera bo gdyby on... to ja bym wtedy...".
Mniemam oczywiscie ze tym swoim panienkom pokazales swoja meskosc i rycerskosc i powiedziales "Kochanie, zrobmy tak. Jesli mamy byc razem to idz do meza i powiedz mu ze nie chcesz z nim byc, wez rozwod ja tu czekam i bedziemy juz zawsze razem. A jesli chcesz to ja Ci w tej rozmowie z mezem pomoge". No i ? Postapiles tak? Ooops... nie? No patrzcie. A ja myslalem ze tak po twoim wpisie. (sorki, doczytalem ze raz w przeciagu kilkunastu(!) lat)
Mysle, ze wykorzystywales okazje i trafiales na panny w dolku, grales rycerza na bialym koniu i pukales panny dorabiajac do tego ideologie jakiegos wybawiciela czy inne takie. Niewazne. Wazne zeby bylo fajnie.

Mialem okazje rozmawiac kiedys z zona psychopaty, ktora opowiadala mi o probach rozmow z nim, jego zdradach itd. I w trakcie swojego psychopatycznego belkotu wysypal sie (czasem im sie zdarza cos wymsknac) ze "najwazniejsze sa te motylki w brzuchu i jak sie koncza trzeba szukac dalej". Adrenalina i dopamina musi byc produkowana caly czas. Bez haju nie ma co zyc, nuda zabija.
Na przykład taki, że ludzie mogą spotkać się w dowolnym momencie życia i odkryć, że połączyło ich coś wyjątkowego, w co chcieliby zainwestować więcej czasu i emocji, czego budowę chcieliby świadomie kontynuować.
i jak? udalo ci sie z kims kontynuowac?...

Czytajac ten twoj wpis rozumiem, ze miles jaja (nie tak jak ci zdradzanie mezowie) i poszedles do mezow tych kobiet i powiedziales odwaznie "Stary, kocham twoja zona, pukam ja regularnie, jest nam bosko i chcemy razem byc"? Nie poszedles? No nie chlopie, znowu mnie zawiodles. Taki okazales sie standardowy leszcz, ktory po kryjomu tylko potrafi.
A zonaty w ogole jestes? Zbudowales cos sam od poczatku, w radosci i trudzie? Wychowales wlasne dzieci? Wiesz co to rodzina? Wiesz co to zmeczenie wychowywaniem dzieci? Wiesz co to zajecie sie dziecmi w nocy jak sa chore? Nie? No znowu mnie zawiodles choc zaczynam sie juz do tego przyzwyczjac.
Potrafisz tylko wyciagnac rece po cudze bo nic nie trzeba sie napracowac, nie trzeba obiecywac i wywiazywac sie, nie trzeba byc odpowiedzialnym. Mozna tylko brylowac, lsnic intelektem, pocieszac owieczki, byc podziwianym i pompowac wlasne narcystyczne ego. Czyz nie o to chodzi? O ten podziw kochanki, jaki to ty nie super w porownaniu z mezem nieudacznikiem.

No nic to, narcyzi i psychopaci bardzo zle znosza krytyke, wywyoluje to u nich zlosc i agresywne reakcje oraz odwracanie kota ogonem w czym sa mistarzami wiec nie bede cie dalej katowac.

I tak dla przypomnienia:

Cechy charakterystycznych psychopaty:
brak odpowiedzialności,
impulsywność,
słaba kontrola zachowania,
agresja na krytyke,
zachowania antyspołeczne w dorosłości,
wczesne zaburzenia zachowania,
skłonność do manipulacji i oszustwa,
brak empatii i współczucia,
brak wyrzutów sumienia,
brak poczucia winy,
zawyżona i nieadekwatna samoocena,
łatwość wypowiedzi, powierzchowny urok osobisty.

I tak watpie czy cos z tego skumasz.

Crusoe dnia grudzień 26 2018 12:21:25
Amor i impac1 jesteście wielcy. A i wielcy to za mało powiedziane. Pan Trzeci pewnie nie miał z kim świąt spędzić i w akcie desperacji na Zkę wparował. Może sumienie go ruszyło. Niech się dalej brzydko bawi a życie zweryfikuje te jego rewelacje.

Zahira dnia grudzień 26 2018 13:28:07
Jak mądrych ludzi miło poczytać smiley Trzeci, a czemu trzeci a nie ten drugi? no i za wysokie progi na twoje nogi...nie to forum,tu zrozumienia nie znajdziesz...

murka dnia grudzień 26 2018 14:25:18
amor
jako, że mam nocny dyżur nad moją chorą i jestem przemęczona, to będzie nieskładnie

Jeśli to jest napisane nieskładnie i w przemęczeniu, to strach pomyśleć co dasz radę "wyprodukować" wyspana i wypoczęta. SZACUN smiley

TRZECI dnia grudzień 26 2018 16:36:39
Ależ moi Drodzy, nie ma absolutnie żadnego powodu, abyśmy się w czymkolwiek zgadzali, ani też się tego - jak już wspomniałem - nie spodziewam. Co jednak bardzo mocno rzuca się w oczy w tej naszej "korespondencji" - chętnym ku przemyśleniu, niechętnym, ku dalszym wywodom:

1. Zupełnie nie wiem, na jakiej podstawie uważacie, że ja sam uważam siebie za kogoś "wszystkowiedzącego". Mam wrażenie graniczące z pewnością, że mierzycie mnie swoją miarą, bo to Wy najwidoczniej, z racji doznanych krzywd i potrzeby wytłumaczenia własnych niepowodzeń przyznaliście sobie monopol na rację i na ocenianie innych, zupełnie nieznanych Wam ludzi po dwóch postach i ocenianie z góry potępiające tylko dlatego, że różnimy się doświadczeniem. Mało kto był na tyle uważny, aby doczytać, że i mnie kiedyś spotkało to, co Was. Czy słusznie? Ooooo, bardzo słusznie! Dziś twierdzę, że to było najlepsze, co mogło mnie spotkać. To, że dostałem piękne, imponujące rogi. Bez tego prawdopodobnie do dziś wierzyłbym w różne "zasady" wzięte "z sufitu" i przekazywane z pokolenia na pokolenie tyle, że nie mające żadnego pokrycia w rzeczywistości.
Z rosnącym zdumieniem obserwuję, jak ze strzępków Waszych domysłów tworzycie sobie portret, ba, całą, jakże bogatą biografię moją, którą poznaję pierwszy raz w życiu i w pierwszej chwili byłem nawet nieco rozbawiony, ale przyznam, że zaraz potem zrobiło mi się trochę smutno. Nie, nie z mojego powodu, bo jest mi obojętne to co ktokolwiek o mnie myśli, ale z powodu Was i tego, w jak cholernie negatywnych emocjach się kisicie. Wierzę i wiem (również przecież z własnego doświadczenia), że to jest cholernie trudne. Ale też wiem, że mija. Niestety, zjadając po drodze całkiem zacny kawałek tego, kto te emocje odczuwa. Czy Wam to potrzebne? Widocznie tak.

2. Obraz mnie, który tu z taką żarliwością tworzycie, wygląda dokładnie tak, jak przedstawiłem, że to NIE wygląda. Nie, nie biegam po świecie w poszukiwaniu nieszczęśliwych żon i nie przeprowadzam misternie skonstruowanych szturmów na małżeńskie twierdze, aby "ratować" znudzone "księżniczki". Ale tak, jak napisałem, nie czuję potrzeby wywnętrzania się na temat mojego funkcjonowania w relacjach. Powiem tak: nie narzekam.

3. Nieustanna mania "pukania", "grzmocenia" i sprowadzanie wszystkiego do roli d**y. Zwróćcie uwagę, że nieustannie Wy to robicie, nie ja. A mnie o to posądzacie.

4. "Mniemam, że poszedłeś...", "domyślam, się, że zrobiłeś..." - to czy tamto i natychmiast ironizowanie, że oczywiście nie, nie rozmawiałem i nie zrobiłem tego, czy tamtego. Jak się ułożyło małżeństwo/związek - nie wnikam, ale w pracy wróżbity porażka murowana, większość domysłów totalnie kulą w płot, jak zresztą cała reszta tworzonej tu w pocie czoła mojej biografii. Fragment o psychopatach podobał mi się najbardziej. Lubię ten motyw zwłaszcza, kiedy czytam o "oprogramowaniach szpiegujących", szperaniu w cudzych rzeczach i osobliwych "przesłuchaniach", w które zamieniają się "szczere rozmowy" (a gdzie, a z kim, a po co, a o której?).

4. Ktoś się zastanawia, czemu nie "drugi" i przypuszcza, że wysiaduję samotniczy fotel w święta - cóż, no tworzycie sobie po prostu taki obraz mnie, jaki podpowiadają Wam emocje, jak chcecie, aby to wyglądało, łącznie z "życzeniami" weryfikacji przez życie itp. No niech tam.

5. Nie jestem szaleńcem, nie miałem najmniejszej nadziei na żadne "zrozumienie", bo raz, że "syty głodnego (albo głodny sytego) nie zrozumie". Natomiast miałem (małą, bo małą, ale jednak) nadzieję, że dowiem się czegoś nowego, co zmieni mój punkt widzenia, a może, kto wie, ruszy moje sumienie... Nic takiego się nie zdarzyło, cud świąteczny nie zaistniał ;-) Potwierdziło się to, co przypuszczałem: ludzie zdradzani to, darujcie, zwykłe "przemądrzaluchy", które winę i zło widzą wszędzie dookoła, sami siebie uznając za świętych, mądrych i wszechwiedzących. Bez pokory i bez umiejętności tworzenia przestrzeni do wyważonej rozmowy. Gubiący się w domysłach i uznający swoje fantazje i domniemania za rzeczywistość zaistniałą i dowiedzioną, choć nie ma żadnych przesłanek, aby był w nich choć ślad tej rzeczywistości.

Nie jestem naiwny i nie oczekiwałem tu przyjęcia miłego, czy nawet kulturalnego. Jestem w stanie zrozumieć Was, Wasze emocje, Wasz żal, Waszą wściekłość, rozgoryczenie czy rozpacz. Nie było i nie jest moją intencją podsycanie takich emocji, trollowanie, ani kłócenie się z kimkolwiek. I nie, nie ruszyło mnie sumienie, widocznie pod tym względem jest jakieś kulawe (jak zapewne uważacie Wy), a być może są inne tego powody (jak uważam ja).

Zwróćcie tylko uwagę na pewien dziwny mechanizm: Wy nie lubicie mnie, ja mam w stosunku do Was odczucia obojętne, może trochę zaprawione niechęcią... A co z Waszymi niewiernymi żonami? Czy to nie jest tak, że Ona była taka piękna, kochająca, czuła, a potem zjawił się ten *^$#@% i zawrócił Jej w głowie i zdradziła?

Czyli generalnie Ona jest totalną kretynką, która nie ma własnego mózgu i nie potrafi dokonywać samodzielnej analizy ani podejmować samodzielnych decyzji, najpierw w podjęciu decyzji o małżeństwie pomaga jej Dobry Czarodziej Mąż, a potem zjawia się Zły Czarodziej Kochanek i rzuca urok na totalnego pustaka i bum! Działa! Żona zdradza!

Ech... I kto tu się naczytał bajek, ludzie...

I jeszcze jedno: zwróćcie uwagę na taki drobiazg semantyczny: piszecie o "sięganiu po cudze". Pominę fakt, że akurat najczęściej to "cudze" sięga po prostu po "coś dodatkowego" (tak, właśnie tak!), ale w ogóle określenie żywego człowieka mianem "własne" i "cudze"... Nie zgrzyta Wam to? To, że mówimy "moja" żona, "moja" dziewczyna, "moja" partnerka, to nie jest tożsame z określeniem "mój samochód", "moje meble", "mój komputer". Niby zaimek dzierżawczy ten sam, a jednak różnica spora.
I cóż - nie pytajcie mnie, czy potrafię zbudować coś od początku, bo nie wpuszczam do mojego życia niczego, co wiąże się z cudzym byłym małżeństwem, czy związkiem, poza osobą. Nie interesują mnie cudze majątki, ani dorobek cudzego życia. Zatem jeśli cokolwiek buduję, to owszem, od początku. Pytanie, czy potrafię doprowadzić to do szczęśliwego końca. Nie chcę być niegrzeczny, więc nie spytam tendencyjnie: "A Wy?"

Mimo wszystko życzę Wam wszystkiego najlepszego. I to są naprawdę szczere życzenia.

Strona 1 z 10 1 2 3 4 > >>
Dodaj komentarz
Zaloguj się, żeby móc dodawać komentarze.
Oceny
Dodawanie ocen dostępne tylko dla zalogowanych Użytkowników.

Proszę się zalogować lub zarejestrować, żeby móc dodawać oceny.

Brak ocen.
Podobne zdrady
Reklama Opisy
www.opisowo.lajt.info
Juz po raz trzeci
Już trzeci raz
byłam ta trzecią.... nie chce życ...
zdradził raz, zdradził drugi, trzeci...mówię dość!
Logowanie
Login lub e-mail

Hasło



Nie jesteś jeszcze naszym Użytkownikiem?
Kilknij TUTAJ żeby się zarejestrować.

Zapomniane hasło?
Wyślemy nowe, kliknij TUTAJ.
Aktywne tematy !!!
Po 9latach stało się.
Nie wiem co o tym ws...
Mąż zdradził i twier...
Zdrada po 17 latach ...
Zdrada po 10 latach ...
Nie wiem co robić
Zdrada
zdrada tuż po roczni...
rozpadam się
Czy to zdrada ?
Zdradzony z 5 faceta...
Zdradzona
Zdradzony
Jak zyc?
Proszę o radę
Niewierna
Co dalej?
niekończąca się hist...
Zdrada Narzeczonego
Czy to już zdrada??
Zdrada emocjonalna a...
Intercyza,umowny pod...
Zdrada
To już koniec małżeń...
Zdrada na stare lata ;)
Shoutbox
Tylko zalogowani mogą dodawać posty w shoutboksie.

Yorik
08/06 23:40
Opisz sytuację przez Nawigacja > Dodaj zdradę.

Archiwum
Reklamy
Depilacja
Copyright © 2007-2015 www.zdradzeni.info