Wyszukiwarka


Nawigacja
Strona Główna
Dodaj zdradę
Artykuły
Kontakt
CZAT (jest 2 zobacz kto)
~ Rozalia
~ tata

Ekipa portalu
Test na wierność
Portal w pigułce


Wasze zdrady
Zdradzone przez męża
Zdradzeni przez żony
Zdradzone przez chłopaków
Zdradzeni przez dziewczyny
Zdradzeni w innych związkach
Zdradziłem - zdradziłam
mama/tata zdradza

Pomocne instytucje
Detektywi
Prawnicy
Psycholodzy
Poradnie rodzinne
Dodaj instytucję

Wzory dokumentów
Porady prawne

Zbanowani użytkownicy
Polityka cookies
Postrzeleni kulkami
Użytkowników Online
Gości Online: 56
Użytkownicy Online: Rozalia

Zarejestrowanch Uzytkowników: 12,948
Najnowszy Użytkownik: Oszukana37
Ostatnie Artykuły
Potęga przebaczenia
Jak rozwiązać proble...
Dziecko ofiara małże...
Życie po zdradzie
Ból emocjonalny R...
Twoje miejsce
Reklamy...
zdradzony, załamany i co dalej?
Zdradzony przez żonęWitam serdecznie. Mam na imię Maciek i mam 38 lat. Mam cholerny mętlik w głowie, dlatego też odważyłem się na opisanie mojego kłopotu na forum. 19 lat temu poznałem dziewczynę, po około roku byliśmy parą. Związek początkowo był burzliwy, zrywałem z nią kilka razy (1-2dni) i wracaliśmy do siebie. Byłem bardzo zazdrosny o każda pierdołę. Każdy był młody, każdy popełniał błędy zarówno ja, jak i Kasia. Po około roku nasz związek nabrał barw i stał się "normalnym" związkiem (wiele rzeczy zrozumiałem które robiłem źle i wyciągałem wnioski). Minęły 3 lata jak byliśmy para, układało się nam bardzo dobrze. Nie potrafiliśmy bez siebie żyć. Wszystko chcieliśmy robić razem - dosłownie, spędzać ze sobą maksymalną ilość czasu (zarówno ja, jak i ona). Nie mieszkaliśmy razem. Zabierałem ze sobą kolegę z dzieciństwa do nich (mieszkała z rodzicami i bratem). Bywało tak, ze czasem byłem w pokoju jej brata (wspólne tematy, początki internetu itp) i w tym momencie mój kolega zaczął romansować z moją dziewczyną w pokoju obok. Trwało to około tygodnia a ja nie wiedziałem wtedy dlaczego mój kolega woli siedzieć w pokoju z moją dziewczyną i oglądać z nią filmy niż być razem z kumplami. Nie podobało mi się to. Zacząłem wypytywać Kasię czy wszystko jest ok, czy wszystko gra. Oczywiście zapewniała, że tak, że przecież mnie kocha i żebym nie wracał do chorej zazdrości sprzed 3 lat. Szczerze mówiąc czułem, że jednak nie wszystko jest ok i nabrałem podejrzeń. Kilka dni rozmów nie przyniosły skutków aż pewnego dnia powiedziałem jej, że chyba to wszystko nie ma sensu bo wracając do domu wieczorem z moim kolegą, dowiedziałem się kilku rzeczy. Zaczęła się zastanawiać, nie wiedziała jak sie ma zachować aż w końcu przyznała, ze zauroczyła się w moim koledze. Zapytałem czy do czegoś doszło miedzy nimi, odpowiedziała ze było całowanie i ogólne dotykanie ciała (powiedziała że przecież ja byłem za ścianą a za drugą byli jej rodzice). Postanowiłem zawalczyć o nasz związek. Kolegę pożegnałem do dnia dzisiejszego (powiedział jej, że ja mogę dla niego nie istnieć). Minęły kolejne 2 lata a nasz związek stawał się mocniejszy, stabilniejszy i dojrzalszy. Otworzyliśmy firmę. Wspólnie pracowaliśmy i wspólnie spędzaliśmy czas (oboje tego chcieliśmy - nikt nikogo do niczego nie zmuszał). Nie mieszkaliśmy jeszcze razem. Po roku prowadzenia firmy gdy szedłem po nią rano aby pójść wspólnie do pracy, zauważyłem od pewnego czasu, ze była gotowa dużo wcześniej niż na godzinę umówioną. Zaciekawiło mnie to i zacząłem mieć oczy szeroko otwarte. Nie trwało to długo bo po około tygodniu zauważyłem kątem oka jak jeden z naszych klientów "wysyła" jej buziaka w powietrzu. Wiedziałem, że coś tu nie gra. Zaczęły się kolejne poważne rozmowy z których nic nie wynikało. Zapewniała, ze wszystko jest ok i ze bardzo mnie kocha i nigdy by mnie nie zraniła. Pewnego dnia przyjechałem na firmę i powiedziałem jej, że wszystko wiem i jak ona chce budować przyszłość? (oczywiście był to blef). Po 10 minutach męki w ciszy przyznała się, że umawiała się rano na sex z tym facetem. Podjeżdżał po nią samochodem i jechali do lasu. Zrobili tak 4 razy. Stwierdziłem wtedy, że to koniec. Od razu pojechałem do niej do domu i zabrałem kilka swoich rzeczy które tam miałem. Rozstaliśmy się. Oczywiście chodziłem jak struty, każdy kąt w firmie przypominał mi moja dziewczynę, krótko mówiąc: męczyłem się. Pisała smsy, że zrobiła by wszystko aby cofnąć czas, że zrobiła źle, ze żałuje itd. Wszystko co robiliśmy dotychczas - robiliśmy wspólnie. Brakowało mi tego jak cholera ale jakoś dawałem radę do czasu, dopóki nie poprosił mnie jej brat o spotkanie. Zgodziłem się. Tłumaczył mi, że Kasia bardzo to przeżywa, że nic nie je, nie sypia normalnie itp. że według niego naprawdę szczerze żałuje i żebym zastanowił się nad tym czy nie spróbować, czy nie dać jej ostatecznej szansy. Zarówno on jak i jej reszta rodziny twierdzili, że młoda, że głupia, że może ciekawość, że bez ślubu itp. Te myśli zaczęły mnie dręczyć. Po tygodniu poszedłem do niej zobaczyć jak się ona czuje. Zobaczyłem, ze jest inna osobą, zero uśmiechu, smutek, podkrążone oczy - serce mi pękało widząc, że jednak cierpi. Po kolejnych kilku dniach postanowiłem, że jednak spróbuję. Kochałem ją bardzo mocno, powiedziałem aby zacząć wszystko od nowa, z czystymi kartami. Była wniebowzięta. Przefarbowała włosy (nigdy wcześniej tego nie robiła) bo twierdziła, że sama się sobą brzydzi. Po jakimś miesiącu zamieszkałem u niej. Prowadziliśmy dalej wspólnie firmę a nasz związek stawał się coraz lepszy. Pół roku minęło a na dowód tego, że kocham Kasię i nie chcę się "odegrać" postanowiłem, że się oświadczę. Był to dla niej szok bo było to nie spodziewanie, mega romantycznie - płakała jak mała dziewczynka, nie potrafiła w to uwierzyć. Bardziej szczęśliwej jej nie widziałem. Po kolejnym roku pobraliśmy się (kościelny i cywilny). Nasz związek miał bardzo trudne chwile które przeżyliśmy. Robiliśmy nadal wszystko wspólnie. Niejednokrotnie mówiłem: "idź do koleżanki pogadać" ale ona wolała jechać ze mną chociażby na ryby. W taki sposób staliśmy się nierozłączni. Nikt nie trzymał nikogo na siłę. Nikt nikomu nic nie narzucał. Zwyczajnie tak oboje chcieliśmy. Po jakimś czasie zapragnęliśmy mieć dziecko. Udało się! Kasia zaszła szybko w ciążę. Cieszyliśmy się jak małe dzieci. Nasze szczęście jednak nie trwało zbyt długo. Po 3 miesiącach ciąży okazało się, że nasza dzidzia umarła. Był to dla nas obojga szok. Leżenie mojej żony Kasi na oddziale, tabletki poronne, jej zwijanie się z bólu na łóżku. Nigdy tego nie zapomnę. Cały czas byłem przy niej. Niestety nie mogła poronić i zabrano ją na salę na zabieg. Po powrocie do domu wspieraliśmy się nawzajem. Pocieszaliśmy. Były to bardzo trudne chwile. Kasia powtarzała, że najważniejsze, że mamy siebie. Mijały kolejne lata a nasz związek był udany. Jedna sprzeczka na 2-3 miesiące trwająca 10 minut i wszystko wracało do normy. My nawet nie chcieliśmy się ze sobą kłócić. Gdzieś jednak pojawiał się strach przed nieudaną ciążą. Zaczęliśmy pomału popadać w kłopoty finansowe. Firma coraz gorzej prosperowała. Nie kłóciliśmy się nigdy o pieniądze, mieszkaliśmy u jej rodziców. Na utrzymanie nas nam wystarczało pomimo tego Kasia niejednokrotnie powtarzała, że może żyć biednie aby wspólnie ze mną. Powtarzała, że nie wyobraża sobie życia beze mnie a sprawy materialne ją nie interesują bo nie są dla niej najważniejsze. Wiedziała doskonale też o tym, że oddam za nią życie, że ją bardzo kocham (raz miała dowód - myślałem że tylko ona przeżyje (nawet się pożegnaliśmy) bo o sobie nie myślałem wcale. Jedyna myśl: zrobić wszystko aby ona przeżyła. Los chciał, że udało nam się obojgu przeżyć). Zbliżała się 9 rocznica naszego ślubu. Wtedy to podjęliśmy decyzję o zamknięciu własnej działalności. Po 15 latach wspólnej pracy poszliśmy do prywaciarza. Początkowo było fajnie, super, w końcu normalne zarobki. Po 6 miesiącach postanowiono nas rozdzielić. Ja pracowałem w jednej filii a Kasia w drugiej. Zyskała w moich oczach 100% zaufania. Nie myślałem o przeszłości. Byłem Kasi pewien, że jestem dla niej jedyny.  Pojawiły się poważne rozmowy miedzy nami o dziecku, o planach i w końcu o wyprowadzce (którą chcieliśmy od dawna). W sumie to ja zaczynałem te rozmowy. Kasia powtarzała, ze nawet jak nie będziemy mieli dziecka to najważniejsze, że mamy siebie. Po tym jak nas rozdzielono dowiedzieliśmy się, że zostaniemy za 3 miesiące zwolnieni (4 innych pracowników też - zwyczajnie brak zapotrzebowania). Pisaliśmy do siebie codziennie smsy, że damy radę, że mamy siebie, że znajdziemy pracę. Mówiłem jej, że tylko praca + umowa i staramy się o dziecko. Codziennie przed pracą były buziaki i słowa typu "kocham Cię", "Ja Ciebie też". Było wszystko normalnie do czasu aż przy mnie zadzwonił kolega z pracy do Kasi. Zachowywała się dziwnie, jak nigdy dotąd. Bardzo się zestresowała i wyszła z pomieszczenia żeby odebrać. W tym momencie wróciły do mnie wspomnienia (chociaż wmawiałem sobie, ze pewnie przesadzam). Znowu pojawiły się rozmowy z Kasią. Pisanie w czasie pracy do niej smsów czy aby na pewno jest wszystko ok. Pisałem jej, że ją kocham a ona odpisywała, że mnie tez kocha i że wszystko jest dobrze. Nie wiem dlaczego, ale przestałem jej wierzyć. Rozmowy trwały około tygodnia, męczyłem ją pytaniami, czułem, ze coś tu mi nie gra. Pewnego wieczoru Kasia leżąc patrzyła się na mnie. Ja ciągle pytałem, czułem, że coś się dzieje. Wypowiedziałem miliony słów aby mi wyznała prawdę o co chodzi (spokojnie bez krzyków itd) i wtedy Kasia powiedziała: "Ja nie chcę Cię już więcej ranić". To było dla mnie jednoznaczne. Pociągnąłem temat i powiedziała, że od 2 tygodni "kręci" z kolegą z pracy, że zauroczyła się, ze całują się w każdej wolnej chwili w pracy. Poczułem bardzo mocne zimno spływające od głowy w dół. Nigdy nie miałem takiego uczucia. W tym momencie 18 lat naszego związku (w tym 10 po ślubie) prysnęło jak bańka mydlana. Nie wiedziałem co robić. Po jakiś 30min zadzwoniłem do przyjaciela (przy Kasi). Powiedziałem o tej sytuacji, nie mógł uwierzyć. Dla wszystkich którzy nas znali (nie znali naszych przejść) byliśmy idealna parą. Dla wszystkich. W tą noc do samego rana pakowałem się. Gdy przyjechałem po inne rzeczy przed południem Kasi już nie było. Wzięła kilka rzeczy i wyjechała do innego miasta do tego faceta. Dzisiaj mija 2 miesiąc od tej sytuacji. Pojawiła się 2 razy w domu. Raz po kilka rzeczy, drugi raz po dokumenty. Nie utrzymuje kontaktu z rodziną. Dla brata powiedziała, żeby się nie wtrącał. Więcej się do niej nie odezwał i powiedział, że źle czuje się w jej towarzystwie. Z nikim nie utrzymuje kontaktu a jak rodzice do niej dzwonią to odpowiada sucho, stonowanie, stanowczo i czasem chamsko. Nie wiem, być moze dlatego, że wszyscy są po mojej stronie i nie rozumieją jej kroków. Starają się jej cokolwiek przetłumaczyć. Mam wsparcie teściów, mówią ze są za mną. Nie mogą pogodzić się z jej decyzjami. Nie utrzymuje kontaktów ze znajomymi, z rodziną, z nikim. Tak jakby cały dotychczasowy świat zamieniła na 1 obcą osobę. Pisałem do niej 3 smsy, 4 maile (ale ani razu nie wspomniałem o "powrocie" itd). Zadzwoniła do mnie raz i powiedziała, żebym ułożył sobie życie, żebym czymś się zajął i że nie chce się rozstawać w kłótni bo jednak przeżyliśmy razem 19 lat. Powiedziała, że będziemy mogli się spotykać i czasem pogadać jak będę tego potrzebował ale to za jakiś czas (nie teraz - teraz nie chce się spotkać bo twierdzi., że mam słabą psychikę). Pytałem w mailach i smsach niech mi tylko odpowie od kiedy tak naprawdę mnie nie kocha ... odpowiedzi nie otrzymałem żadnej. Czy ktoś z obecnych rozumie taką sytuację? O co w tym wszystkim chodzi? Bardzo to przeżyłem. Minęły 2 miesiące a ja nie potrafię zrozumieć, nie potrafię spać, nie potrafię na niczym się skupić. Schudłem 14 kg. Znajomi mnie zaczepiali bo myśleli że jestem poważnie chory. Wyglądałem jak kościotrup. Straciłem dach nad głową. Straciłem pracę po 2 tyg. Kasia ma 35lat i lubiła ostatnio wypić. Ja nie piłem wcale ale jej nie zabraniałem. Ostatnio piła często (min. 10 dni w miesiącu po 2-3 piwa wieczorem). Rozmawiałem z nią żeby nie przesadzała z piciem. Ja nie lubię - nie piję, nie czuję takiej potrzeby ale nigdy jej nie zabraniałem. Facet z którym teraz jest lubi wypić (nawet są podejrzenia znajomych czy nie jest już alkoholikiem). On mieszka z rodzicami - ma swój pokój. Słowa innych: nie jest urodziwy, ma trochę oszczędności bo za nic nigdy nie płacił (rodzice utrzymywali), zabawy i bardzo dużo alkoholu... Co o tym wszystkim myśleć? Jak takie coś można wytłumaczyć? Skąd taka nagła zmiana? PS W ten dzień w którym się przyznała normalnie rano pisała smsa że kocha, że już tęskni. Wieczorem zaś powiedziała mi, ze to przyzwyczajenie chyba, że się zauroczyła. Po kilku dniach powiedziała swojej mamie tylko tyle, ze jak zadzwoniłem przy niej do swojego przyjaciela i mu to powiedziałem to wtedy coś w niej pękło i niby już po tym nie widziała sensu ratowania naszego związku (tylko ja powiedziałem teściowej, że jakby chciała ratować to by zwolniła się z tej pracy i zerwała kontakty z obcym facetem a nie gadanie bo ja zadzwoniłem). Tak zadzwoniłem bo w jednej chwili straciłem dach nad głową (mieszkam obecnie u mojego przyjaciela). Ma ktoś na to wszytko jakieś rady? Może ktoś był w podobnej sytuacji? Czy ona może tego żałować? (znajomi stawiali, że wróci max za miesiąc - mija już drugi i wygląda na to ze jest jej tam "dobrze"). Po jakim czasie kobieta może żałować? Czy po 19 latach o wspólnych chwilach można tak po prostu zapomnieć? Kochaliśmy razem spędzać czas ale pomimo tego mieliśmy swoje własne zainteresowania. Szczerze mówiąc to ja mam kilka zainteresowań, Kasia mniej. Chodzi mi o to, że mieliśmy czas wspólny i czas dla siebie samego. Co dalej? Przepraszam, że tak dużo tego wyszło.

Komentarze
Strona 1 z 8 1 2 3 4 > >>
Alan1226 dnia listopad 03 2018 00:24:32
Ja ci nie pomogę ale jak czytam a sam jestem po to już głupieje coś se w głowie poukładam i jest ok dam rade ale po tym co czytam to wiem że to wszystko jeszcze przedemną strach iść przez życie z kimś nawet dając z siebie 100% tym większe rozczarowanie ja osobiście mam 33 lata 2 dzieci i zawiedli mnie wszyscy łącznie z rodzicami więc komu ufać zaczniesz wszystko od 0 i co znów niejebnie załamka wiesz z kim jesteś też lipa bo jest dziś a jutra może niebyć albo to takie czasy albo my za słabi i tak nas wykorzystują jestem silnym ambitny m facetem a się gubie niby czuję się pewnie mimo po ale jak czytam to co opisujecie to już w nic niewieże bo jutro mogę być to ja strach zaplanować dzień mimo że ma się rodzine! Teście rozwaleni moji rodzce też do okoła to samo tu czytam historje nie z tej ziemi masakra emocjonalny rozpier... coś sie dzieje z tym światem człowiek znalazł jakiś kawałek siebie w tym gnoju i każdy nam pokazuje że to my jesteśmy inni pojeban. Bo normalni już w nic niewieże sam sie boje co człowiek człowiekowi jest w stanie zrobić tylko dlatego bo kurw.. mu jest na ten moment zajebiś.... z jednej strony ok widzimy co może nas czekać czytajac to wszystko i uświadamia ale tak naprawde powoduje że ten czerwony halogen niepierda... nam w oczy że spać nie idzie tu już psycholodzy się poddaja bo co ci powie bedzie ok on tez ci niepowie jak wybierać bo sam siebie by niepolecił smiley to co się dzieje teraz to cyrk albo mamy tak szeroko otwarte oczy że już się nie da ich zamknąć i chwilą się cieszyć. Już kolego chyba nigdy niezaznasz spokoju takiego wiesz 100% i nieczekaj bo niema na co i na kogo.

Luki81 dnia listopad 03 2018 01:12:38
No to jesteś kolego na początku długiej drogi. Cokolwiek bym Ci nie napisał to jedno jest pewne- będzie Ci ciężko. To jednak nie znaczy że nie wyjedziesz na prostą. Plus ( o ile można tak powiedzieć) w tej sytuacji taki że nie macie dzieci. Pytasz o powody itp. Generalnie ktoś wypełnił pewna pewną przestrzeń w waszym związku,ktorej ty nie wypełniłeś. A z tego co piszesz dziewczyna ma tendencję do kochliwości. Jak przeczytałem o tym koledze zza ściany to od razu pomyślałem że będzie ciekawie. Sorry ale już wtedy powinna Ci się zapalić kontrolką. Teraz jest w amoku/ruji i nie licz z jakiekolwiek argumenty do niej dotrą. Kobiety już tak mają. Włącza się"kochanie" wyłącza się logiczne myślenie. Może nie wszystkie,bo nie chcę wszystkich wrzucać do jednego worka ale większość. Po paru latach wdarła się rutyna,a ona wykorzystala po prostu okazję którą się nadarzyła i zafundowała sobie odskocznie. Nikt tu ci nie da konkretnej recepty co teraz robic ale przemysl to wszystko. Moze dziewczę się opamięta i wróci na kolanach a moze nie bedzie chciała Cię znać. Jesteśze młody i masz szansę spotkać kogoś z kim ułożysz sobię życie. Czy na pewno chcesz dzielić życie z kimś kto cię okłamuję (już nie pierwszy raz) , zdradza i ucieka bo zawiało nuda? Każdy w życiu popełnia błędy tylko ona nie bardzo się na nich uczy. Może dlatego że zawsze spada na cztery łapy.

Romanos dnia listopad 03 2018 08:07:03
Pytasz czy sie opamieta? Byc moze...
Kiedy? Za czas jakis. Tu sie nie da podac dokladnej daty. Ten etap moze potrwac nawet kilka lat...
Tymczasem Ty sie zajmij soba, a nie "swoja" zona. Nia zajmuje sie ktos inny wiec nie przeszkadzaj smiley
To nie ona ma dyktowac rodzaj relacji jaka teraz bedzie miedzy wami, a Ty.
Bedziesz chcial "rozstac sie w przyjazni" to ma byc Twoja decyzja... Bedziesz chcial "isc na noze" - rowniez Twoja.
Tylko do tego potrzebny Ci mocny kregoslup i jeszcze mocniejsza wola.

Zahira dnia listopad 03 2018 08:18:19
Dorośli ludzie, wieczne nastolatki smiley

przyznała się, że umawiała się rano na sex z tym facetem. Podjeżdżał po nią samochodem i jechali do lasu. Zrobili tak 4 razy.


dopóki nie poprosił mnie jej brat o spotkanie. Zgodziłem się. Tłumaczył mi, że Kasia bardzo to przeżywa, że nic nie je, nie sypia normalnie itp. że według niego naprawdę szczerze żałuje i żebym zastanowił się nad tym czy nie spróbować, czy nie dać jej ostatecznej szansy. Zarówno on jak i jej reszta rodziny twierdzili, że młoda, że głupia, że może ciekawość, że bez ślubu itp. Te myśli zaczęły mnie dręczyć.


Jaki facet żeniłby się z taką kobietą smiley olałeś sygnały dwukrotnie,ale to Kasia jedyna w swoim rodzaju,zamiast posłuchać siebie swojego głosu ty posłuchałeś jej brata rodziny...dostałeś od losu kolejną szansę by to zmienić,zmienić siebie i swoje życie.Nic nie dzieje się bez przyczyny, przypadek czy przeznaczenie...

Czy ona może tego żałować? (znajomi stawiali, że wróci max za miesiąc - mija już drugi i wygląda na to ze jest jej tam "dobrze"smiley. Po jakim czasie kobieta może żałować?


Ty się módl żeby ona już nie chciała wrócić smiley obierz właściwą drogę,kolejnej szansy możesz już nie dostać i kolejne 19 lat a nawet więcej mogą być szczęśliwymi latami,to wszystko zależy od ciebie...

Romanos dnia listopad 03 2018 08:42:08
Na okretach podwodnych funkcjonuja "gorace koje"; lozka na ktore kladzie sie akurat ten, kto nie ma sluzby. Lozka dla wielu, czesto cieple jeszcze po kims, kto wlasnie wstal na sluzbe...
A ci, ktorzy nas zdradzali?
To tez takie "gorace koje" uzywane niemal jednoczesnie przez inne osoby.
Do sluzby na okrecie podwodnym mozna sie przyzwyczaic, ba... mozna o tym marzyc i to lubic.
Do zycia z kims, kto sluzy innym za materac tez...
Ale czy Ty tego chcesz?

amor dnia listopad 03 2018 08:46:53
Ten sam początek Waszej relacji wiele o niej mówi. Jeździłeś do dziewczyny, ale z kolegą i czas spędzałeś z jej bratem na waszych zainteresowaniach, a Kasia siedziała sama w pokoju obok.
Opisujesz romantycznie, ale życie pełne problemów, braku stabilizacji.I w tle Kasia, która ciągle ucieka. Jakby ciągle szukała siebie i swojego miejsca.
Dziewczyna jasno komunikuje "Ja nie chcę Cię już więcej ranić". Cholernie ważny moment, a Ty znów dzwonisz do kolegi. Jakbyś z kolegami żył nie z Kasią.
A gdzie w tym wszystkim jest ta Kasia?

Dziewczyna zaczęła pić i to nie mało, ale przecież co to za problem, Ty nie pijesz, macie super "miłość". Tylko gdzie jest Kasia w tym wszystkim?

Co o tym wszystkim myśleć? Jak takie coś można wytłumaczyć? Skąd taka nagła zmiana?

o jakiej Ty nagłej zmianie mówisz?

normalnyfacet dnia listopad 03 2018 09:10:31
Twoja panna jest bardzo kochliwa a właściwie szyba w zauroczeniu się miała tak zawsze, żeby tego nie robić musiała być cały czas z Tobą (dlatego tyle czasu spędzaliście razem) myślę że ona to wiedziała. Ty wiedziałeś co zrobiła i co zrobiłeś? wszedłeś w ten związek z otwartymi oczami w pełni uświadomiony a kiedy jej natura dała znać co robisz? to co zawsze zastanawiasz się i wybaczasz jej chcąc jej powrotu, prawda? Bo gdyby teraz wróciła zrobiła smutną minę i powiedziała magiczne -przepraszam- to byś przygarnął, prawda?
Co dalej?

przecież:
...straciłem dach nad głową

wyprowadziłeś się. Po co się wyprowadzałeś? Sądziłeś że co dalej będzie? że ona znowu Ciebie przeprosi? I jesteś zaskoczony że teraz tego nie robi? Już w tedy postanowiłeś że to małżeństwo będzie trwać?
jak widzisz ona postanowiła inaczej. Co teraz? idziesz do sądu i składasz papiery rozwodowe i ... daj jej żyć jak ona chce. Zajmij się sobą i nigdy nie czekaj do 3 razu.

poczciwy dnia listopad 03 2018 11:09:24
Załamany, nie obraź się, ale napisze co myślę,

Byłeś miękką pipą. Zamiast silnego, pewnego siebie, swoich wartości faceta kobietka miała opiekuna, który ją na każdym kroku pilnował, nadzorował i nie dał chwili oddechu.
Przecież nikt nie wytrzyma ze sobą 24h na dobę razem. Każdy musi mieć skrawek swojego życia. Stłamsiłeś ją samym sobą i jeszcze się dziwisz, że poszła...Nie dostrzegasz tego?
Nie obrażaj się, wielu z nas popełniło ten błąd. Czas wyciągnąć wnioski na przyszłość.

zalamany01 dnia listopad 03 2018 12:21:31
Dzięki wszystkim za komentarza, dają wiele do przemyśleń.
Amor, to nie do końca tak jak piszesz. Spędzałem dużo czasu z Kasią a z moim kolegą lazłem do jej brata na 2h max i nie codziennie. Ona też miała koleżanki ale wolała dom i film. Z tym "ja nie chce juz Cie ranić" to było tak, że to były jej pierwsze słowa (a do mnie dotarło że to koniec). Ale po tych słowach rozmawiałem z nią około 1h. Prawie nie chciała mówić ale powiedziała wszystko. Po 1h zacząłem sie pakować i pomyślałem, kurde, ale gdzie ja sie wywioze z tym wszystkim wiec zadzwoniłem do przyjaciela. To był długi czas od tych słów. Ostatnio piła, fakt, rozmawiałem z nią o tym często, mówiłem żeby nie przesadzała i czujnie obserwowałem. Gdyby straciła kontrolę nad tym to na bank bym wkroczył ale wcześniej opierało sie to tylko na rozmowach.
Normalnyfacet - napiszę tak: wyprowadziłem się, od razu stwierdziłem ze to koniec (tym bardziej że kolejne 2 doby po tym rozstaniu bardzo przeżyłem i cud ze tu jestem jeszcze), wiadomo, głowa powiedziała kategorycznie nie, kategorycznie dość. Z drugiej strony nie potrafie za pomocą pstryknięcia palcami kogos przestac kochać za kogo mogłem oddać zycie (dosłownie). Dlatego mi cieżko. Z tym sądem, własnie chyba wolałbym poczekać wiesz? Ale nie po to by tego nie zrobić, tylko po to by się troche poukładać wewnątrz i nabrać siły. Tak chyba będzie lepiej (zreszta nie wiem czy ona juz tego nie zrobiła - a jeżeli zrobiła to mogę na sprawię powiedzieć że chcę rozwodu z orzeczeniem o jej winie czy tylko wtedy mogę jak sam składam papiery?)
Poczciwy, masz rację. Nie wiem dlaczego ale powiem szczerze... miałem kilka w życiu poważnych afer, miałem kilka w życiu poważnych bitek na ulicach itd ale w jej przypadku zawsze kierowałem sie jakoś tak uczuciami. Zresztą jakoś tak z czasem uczucia zaczęły brać górę w życiu codziennym. Co do stłamszenia to nie zgodzę się. Niejednokrotnie sam ją wysyłałem do koleżanek, mówiłem pójdź, pogadaj czy cokolwiek ale nie chciała (bardzo rzadko) i wolała ze mną, czy film, czy w domu jakieś zajęcie, czy gdzieś jakiś wypad np na ryby. To były jej wybory. Nigdy w życiu nie narzucałem czegokolwiek.

Komentarz doklejony:
Być może ktoś jeszcze się wypowie, może ktoś miał lub zna podobną sytuację. To chyba nie jest normalne żeby nie utrzymywać kontaktu z najbliższą rodziną (poza telefonem do swojego ojca ale on to szczególny przypadek i się żali jej ciągle do słuchawki). Z reszta najbliższej rodziny nie ma w sumie żadnego kontaktu. Nie dzwoni, o nic nie pyta. Jej mama czasem zadzwoni do niej, zapyta co teraz robi, jak spędziła dzień i to wszystko bo jak poruszała poważniejsze tematy to od razu była w słuchawce agresja i chamstwo i koniec rozmowy. Jej kuzyn chciał z nią pogadać to go zlewała ale jak się raz spotkali to powiedział mi ze nie ma o czym z nią już rozmawiać... Nasi wspólni znajomi (jest ich baaardzo dużo) - zero kontaktu z kimkolwiek. Czy można wszystkich ludzi których się kochało, lubiło zamienić na 1 typa który nic sobą nie prezentuje, który nie ma w obecnej chwili jasnej przyszłości, który mieszka z rodzicami, który nie ma poukładanego życia? (mało tego, on zostawił kobietę i 3 małych dzieci. Był z nią 3,5 roku a dzieciaczki wołały już do niego "tato"smiley... to wszystko jest jakieś chore.

Komentarz doklejony:
^ nie wiem dlaczego "buźkę" wstawiło bo mi nie jest wcale do śmiechu ^

dirty dnia listopad 03 2018 12:36:44
Załamany - w Twoim wpisie przebija mocno idealizacja Twojej kobiety i brak konsekwencji. To takie dwa pierwsze wnioski, które aż się cisną na usta. Idealizacja może z momentami lekkiego zakopywanie problemu pod dywan. W każdej z historii zdrady (nazywanej zawsze słowami Twojej dziewczyny potem zony - zauroczeniem lub tylko 4 x seksem - przecież to tylko 4 razy), przebrzmiewa tłumaczenie, zdejmowanie ciężaru nie tylko przez nią ale głównie przez Ciebie. To następnie pokazuje brak konsekwencji bo przecież jak mówią stare porzekadła ludowe - raz w dupę to nie ..- , 4 razy seks i trzy romanse to wyłącznie chwilowe pogubienie.
Idealizacja i brak konsekwencji to również symptom naszej niedojrzałej osobowości, która czasem infantylizuje rzeczywistość i ja upraszcza w barwy tandetnej komedii romantycznej.
Cierpienie jest wyłącznie realistyczne ale Ren piekny cudowny związek, który opisujesz jest iluzja stworzona na potrzeby swojego wyobrażenia. To czasem już tak odbieram, ze czym bardziej ktoś zachwala, idealizuje rzeczywistość w której żyje tj bardziej stanowi o jego życzeniowym podejściu do życia.
Co teraz - poznanie siebie i dogłębna analiza - to chyba pierwszy krok.

Strona 1 z 8 1 2 3 4 > >>
Dodaj komentarz
Zaloguj się, żeby móc dodawać komentarze.
Oceny
Dodawanie ocen dostępne tylko dla zalogowanych Użytkowników.

Proszę się zalogować lub zarejestrować, żeby móc dodawać oceny.

Brak ocen.
Podobne zdrady
Reklama Straż Fałkowice
www.osp-fakowice.bulok.info
Zdradzony
Zdradzony chyba na wlasna prosbe.
życie toczy się dalej...
...i co dalej? (vol. 2)
...i co dalej?
Nie wiem jak żyć dalej
Co dalej....
Zdradzony przez dziewczynę którą kochałem
i dalej nic
Zdradzony
Zdradzony już albo prawie
zdradzony przez dziewczynę w 2 letnim związku
Konsekwencje ... i co dalej? [Myszata]
Nie wiem co dalej
Rok czasu zdradzony przez żonę
Logowanie
Login lub e-mail

Hasło



Nie jesteś jeszcze naszym Użytkownikiem?
Kilknij TUTAJ żeby się zarejestrować.

Zapomniane hasło?
Wyślemy nowe, kliknij TUTAJ.
Aktywne tematy !!!
Potrzebuje porozmawi...
Jak się zemścić?
zdradzony, załamany ...
nie.do końca zdrda
Moje życie z patolog...
Znów
Odszedł
Nadziej na lepsze
Zdradzony chyba na w...
Nie radzę sobie - po...
Prezent na 10 roczni...
Kolega z pracy. Brat...
Zdradzony
Stara się ale ja mu ...
Zdrada?
Wojowniczka
Zdradzona poraz drug...
Zdrada czy dać druga...
10lat razem i...
Mąż zdradzał mnie z ...
Chce zdradzic
Odszedł do starszej ...
Zdradziła mnie dla z...
Zdradzona i wciąż os...
Nie spodziewal sie...
Shoutbox
Tylko zalogowani mogą dodawać posty w shoutboksie.

Mariusz69
02/11 22:09
/join Awaria2

Archiwum
Reklamy
Depilacja
Copyright © 2007-2015 www.zdradzeni.info