Logowanie

Nazwa użytkownika

Hasło



Nie masz jeszcze konta?
Zarejestruj się

Nie możesz się zalogować?
Poproś o nowe hasło

Ostatnio Widziani

Paulinaa100:48:01
# poczciwy01:18:16
zona Potifara02:34:59
Crusoe06:22:57
Roszpunka1908:46:10

Shoutbox

Musisz zalogować się, aby móc dodać wiadomość.

NieSypiam
04.05.2024 20:06:38
NowySzustek pozdrawiam cie ziomeczku, dzięki za wszystko i oby ci się wiodło. Ja wyszedłem na prostą i wszystko u mnie dobrze (bez szona) Uśmiech Uśmiech Uśmiech

Matsmutny
03.05.2024 06:00:21
.

NowySzustek
29.03.2024 06:12:22
po dwóch latach

Zraniona378
21.03.2024 14:39:26
Myślę że łzy się nie kończą.

Szkodagadac
20.03.2024 09:56:50
Po ilu dniach się kończą łzy ?

Metoda 34 kroków

Metoda 34 kroków dla kryzysu w małżeństwie na odzyskanie pewności siebie w oczach partnera.

1.Nie śledź, nie przekonuj, nie proś i nie błagaj.
2.Nie dzwoń często.
3.Nie podkreślaj pozytywnych elementów związku.
4.Nie narzucaj się ze swoją obecnością w domu.
5.Nie prowokuj rozmów o przyszłości.
6.Nie proś o pomoc członków rodziny-masz wsparcie teściów póki są po Twojej stronie.
7.Nie proś o wsparcie duchowe.
8.Nie kupuj prezentów.
9.Nie planuj wspólnych spotkań.
10.Nie szpieguj, to Cię zniszczy.
11.Nie mów 'kocham Cię'.
12.Zachowuj się tak, jakby w Twoim życiu było wszystko w porządku.
13.Bądź wesoły, silny, otwarty i atrakcyjny.
14.Nie siedź, nie czekaj na żonę/męża , bądź aktywny, rób coś.
15.Będąc w kontakcie z nim/nią postaraj się mówić jak najmniej.
16.Jeżeli pytasz co robił/a w ciągu dnia, przestań pytać.
17.Musisz sprawić, że Twój partner zauważy w Tobie zmianę, że możesz żyć dalej z nim/nią lub bez niej/niego.
18.Nie bądź opryskliwy lub oziębły, po prostu zachowaj dystans.
19.Okazuj jedynie zadowolenie i szczęście.
20.Unikaj pytań dotyczących związku do chwili, gdy zechce sam/a z Tobą o tym rozmawiać.
21.Nie trać kontroli nad sobą.
22.Nie okazuj zbytniego entuzjazmu.
23.Nie rozmawiaj o uczuciach.
24.Bądź cierpliwy.
25.Nie słuchaj co naprawdę mówi do ciebie.
26.Naucz się wycofywać, gdy chcesz zacząć mówić.
27.Dbaj o siebie.
28.Bądź silny i pewny, mów cicho i spokojnie.
29.Pamiętaj, że jeżeli zdołasz się zmienić,Twoje konsekwentne działania mówią więcej niż słowa.
30.Nie pokazuj zagubienia i rozpaczy.
31.Nie wierz w nic co usłyszysz i 50% tego co widzisz.
32.Rozmawiając nie koncentruj się na sobie.
33.Nie poddawaj się.
34.Nie schodź z raz obranej drogi.

Czy można uwierzyć po zdradzie?? /Lutiola/Drukuj

Zdradzona przez mężaWitam, jestem ponad rok po zdradzie.... Nasza historia tu klasyk gatunku,10 letni staż małżeński, mąż nowa praca, w domu dzieci, obowiązki, ja po pracy biegnąca po dzieci, potem zdjęcia pozalekcyjne z dziećmi, w weekend pranie i sprzątanie, tatuś wiecznie zapracowany, zmęczony, dużo wyjazdów służbowych, szkolenia, awantury że go nie ma... A w pracy inna mężatka, też matka dwójki dzieci, nieszczęśliwa, nie kochająca męża, ale za to chętnie wysłucha, zrozumie, pocieszy, zaczęły się wieczorne smski, rozmowy w pracy.. głupia żona czyli ja nic nie zauważyła, ale jej mąż coś wyczuł i próbował ratować, niestety bez skutku, w końcu odezwał się do mnie, znalazł mnie na Facebooku i napisał o zażyłości naszych małżonków. Szok totalny, depresja, psychiatra, leki, on zaprzeczył, ona też, że są tylko dobrymi kolegami, a jej mąż jest chorym zazdrosnikiem, głupia uwierzyłam. Poszliśmy na terapie, zaczęło się wszystko układać, uwierzyłam że do niczego nie doszło, że to był tylko flirt. Pewnego pięknego dnia (po 4miesiacach)znowu odzywa się tamten małżonek, tym razem przesyła dowody zdjęcia ich korespondencji oraz że już wie że że sobą spali bo ona się przyznała. Nie pół roku wcześniej, ale dopiero teraz, kiedy my byliśmy na terapii i ja zaczynałam wychodzić na prostą i myślałam że wszystko co złe już za nami.'..on poszedł z nią do łóżka. Wywalilam z domu, poczułam się wolna i wreszcie szczęśliwa. Przyjeżdżał po dzieci, było ok, ale zaczął pisać, dzwonić, obiecywać, plakac, po miesiącu pozwoliłam wrócić, urlop, sielanka, potem ciąża, radość że będzie Nowy początek.... i wtedy się zaczęło.....zaczęło do mnie docierać co tak na prawdę zrobił, myślałam że w ciąży, hormony szaleją, ale po porodzie było to samo i jest nadal, wszystkie obrazy, dręczą okropnie, co robili, że obiecywał że zrobi dla niej wszystko, nieważne że w końcu nie zrobił i błagał o szansę, ale boję się że to mnie wykonczy.... zaraz po fakcie kiedy się dowiedziałam, wrzuciłam go z domu, ale po miesiącu pozwoliłam wrócić. Na dzień dzisiejszy mieszkamy, rozmawiamy, pomagamy sobie, czekamy na terapię, ale śpimy osobno. On bardzo się stara, zarówno po względem pomocy w domu i stara się mnie wspierać. Dopiero niedawno odwazylam się lub po prostu byłam na to gotowa przeprowadzić poważną rozmowę o sprawach które nurtowaly mnie przez cały czas, i do których moja wyobraźnia dorobiła sobie całą ideologię. Z tego co usłyszałam, dla niego było to mniej skomplikowane. Dopiero teraz po roku czasu przyznał mi się że to on zakończył romans i powiedział jej że z nią nie będzie.... Ona tyko się rozplakala a potem napisała smsa (którego widziałam) że jest skur...... Wiem że liczyła że będą razem gdyż wyczytałam to później z ich korespondencji. On twierdzi że zrozumiał co zrobił i jak bardzo mnie skrzywdził i że do końca życia musi żyć z ta świadomością. Mówi się że facet wraca zawsze do żony bo tam jest stabilizacja i wie czego może się spodziewać, ale po sobie wiem i tu wyczytałam także że to ciągłe wzloty i upadki i naprawdę bywa ciężko bo taka sytuacja wiąże sie z tyloma emocjami, że tak na prawdę lepiej byłoby odejść. I tu moje pytanie czy to że zgadza się na to (moje traktowanie, płacze, żale) i pomimo wszystko nadal chce być razem, że poczeka, może świadczyć o tym że zrozumiał... nie wiem czy zaufam, ale chciałabym mu wierzyć....
11897
<
#1 | murka dnia 11.08.2018 07:04
Czy można uwierzyć po zdradzie. Oczywiście że można jeśli tego chcesz. Tylko że przed zdradą też wierzyłaś i jakby zonk Z przymrużeniem oka tak na serio to są to nasze pobożne życzenia. Przed zdradą, że jesteśmy tacy wyjątkowi że wszędzie dookoła to się zdarza ale nie nam, a po zdradzie, że tak nas kochają, tyle znoszą i tak wiele do nich dotarło, że już nigdy więcej to się nie powtórzy. I w jednym i w drugim przypadku nasza wiara ma znikomy wpływ na rzeczywistość. Gdzieś tam motyl zatrzepocze skrzydłami i całe nasze matematyczne wyliczenia szlag trafi Z przymrużeniem oka Ale jest jeden plus tego co przeżyłaś, wiesz już że niemożliwe nie istnieje i nic nie jest nam dane na zawsze, a związek to nie pralka że możesz sobie wykupić gwarancję na rok, dwa albo trzy lata. Być może już zawsze będziesz jak chodzący sejsmograf niestety.
13725
<
#2 | Mazuta dnia 11.08.2018 08:38
A chcesz mu wierzyć?
Możliwe że on zrozumiał, niestety tego nigdy się nie dowiesz bo nie masz możliwości zajrzeć do jego głowy ale to co robi, jak się zachowuje może świadczyć o tym że coś tam do niego dociera.
Ale jak już wiesz niczego nie można być pewnym. I może właśnie ta świadomość może sprawić że wasz związek teraz będzie bardziej dojrzały, a nie oparty na waszym wyobrazeniu żyli długo i szczęśliwie.
13728
<
#3 | poczciwy dnia 11.08.2018 08:59
Jedno jest pewne. Zdrada zawsze odciska piętno zarówno na zdradzonym jak i zdradzającym. Bez względu na zakończenie tej historii konsekwencje tego co się wydarzyło w Waszym życiu już zawsze będziecie ponosić.
Czasu się cofnąć nie da, resetu również zrobić, trzeba żyć z tym do śmierci.
4452
<
#4 | dirty dnia 11.08.2018 11:55
Pozostanie w relacji, związku po zdradzie nie jest sielanką i coś o tym wiemUśmiech.
Kiedyś na forum, ktoś to ładnie ujął, na pytanie czy jest ze swoją żoną nadal... odpowiedział, że wczoraj byli, a czy dziś są ... jeszcze nie rozmawiał dziś z żoną. Po latach uznaje, że ta definicja trochę obrazuje również moje życie. To nie jest złośliwość i szpila ale symboliczne pozbycie się idealizmu... na całe życie... zaufanie (kopciuszek i takie tam opowieści o królewnach) = idealizacja, a ręka pod topór...
Tak naprawdę nigdy nie wiemy co będzie jutro. Realny wpływ mamy tylko na siebie ale wychowaliśmy się na pewnych mitach, romantycznej miłości do grobowej deski, nie biorąc pod uwagę, że czasem relacje są tylko na jakiś czas.
Jasne gdy są dzieci to kulturowo, emocjonalnie jest to większe spoiwo ale również zagrożenie, że dla mitów stworzymy sobie i partnerowi piekło ale nie odejdziemy bo... i tu milion powodów na czele z wielką miłością...
Terapia to nie gwarancja sukcesu, choć jestem gorącym orędownikiem jej, jednak tylko wtedy, gdy jest realizowana w wolności i wyborze własnym.
Rozumiejąc wszystkie Twoje hamulce... warto postawić sobie pytanie sięgające w głąb po co go wpuszczałaś do domu, by go teraz odtrącać? Poszukaj głęboko dlaczego?
Dlaczego go odsuwasz? Bo to kara? Bariera psychiczna? Wpuszczenie w poczucie winy? Plan na odbudowę - to rozpisz go ponownie bo pytanie do czego doprowadzi.
Filmy w głowie, myśli, wspomnienia dręczą, nie jestem sam od nich wolny uwierz, ale każdego dnia uczę się stymulować siebie by na nich nie pozostać, by nie dać się im rozwinąć. To jest wybór , tak jak to czy jesteś dziś w tej relacji. Ja nie wykluczam, że kiedyś wstanę rano i powiem dość już nie chcę... ale gdy pokusa wkręcenia się w dół masakra dopada mnie bardziej niż zwykle... staram się odwrócić to .. bo to można zrobić.
Każdy związek to wzloty i upadki. Każdy to ciągła praca.. idealizacja powoduje, że wydaje nam się, że to tylko motyle w brzuchu to ten fakt powoduje, że spłycamy realacje i budzimy się obok kogoś po kilku latach... ale on jakby nie nasz... a może już "leżymy w jakimś trójkowym układzie" bo nie założyliśmy wzlotów, upadków, pracy, przyjaźni - samo miało przyjść. Po zdradzie - właściwie nie zmienia się nic, zyskujemy tylko większą świadomość realności życia. Rozstajemy się z hasłem zaufanie wyidealizowanym do granic możliwości, stawiamy sobie pytanie co dalej i jak to osiągnąć (normalnie ślubny / ślubna to już przecież do grobowej deski) i nad tym pracujemy. Jak nie wybieramy roli OFIARY w związku, w swoim życiu to stymulujemy swoje myśli, wybory i skupiamy się na dziś - pracując pracując...
a co będzie jutro... zobaczysz podejmiesz decyzję jutro... ale by nie było tak, że nie ma wczoraj, dziś ani perspektyw na decyzję na jutro... stagnacja z pupą na gębie ofiary płaczącej nad swoim życiem...
3739
<
#5 | Deleted_User dnia 12.08.2018 01:14
Murka, Mazuta, Poczciwy i Dirty..... to są chyba najbardziej pozytywne i pełne wsparcia słowa jakie przeczytałam odnośnie mojej sytuacji. Dzisiaj akurat miałam słaby dzień. Dirty odpowiadając na Twoje pytanie dlaczego najpierw przyjęłam a teraz odrzucam.... wtedy działałalismy w silnych emocjach oboje, on że chciał wrócić ja że się zgodziłam, mało tego byłam taka szczęśliwa że zgodziłam się na dziecko i tego nigdy nie będę żałować . Przez pół roku było cudownie ale potem pojawiły się problemy z mojej strony. Zaczęło docierać do mnie co się wydarzyło. Może to działały hormony, nie wiem. Teraz, przez kilka dni jest dobrze a potem coś mi przyjdzie do głowy znowu zaczynam wątpić że nam się uda i nachodzą mnie żale czemu mnie to spotkało.... nie chce tego, nie chce tych ciągłych hustawek... chyba oszalalam!!
14098
<
#6 | Ancyk dnia 12.08.2018 09:15
To trudny czas dla Ciebie.Nie zapomnisz ale z uwagą bedziesz się przyglądać zachowaniu męża. Wtedy zobaczysz. Bliskość lub znów oddalenie. To drugie to zły znak.
Piszesz nocą. Męczy Cię ta sytuacja. Dlaczego wróciły do Ciebie wspomnienia tak nagle?
3739
<
#7 | Deleted_User dnia 12.08.2018 10:20
One wróciły gdzieś w połowie ciąży kiedy zaczęło mi się wydawać że mój mąż już przestał się starać i znowu wraca nasze "stare" życie. Ja się zamknęłam w sobie a on schodził mi z drogi, mówił że nie chciał mnie denerwować w ciąży. Z tego wszystkiego robiłam sceny, żałowalam pochopnej decyzji o powrocie, o dziecku a on nic nie mówił, wiem że wtedy brał antydepresanty... teraz kiedy rozmawiamy szczerze mówi że nie mógł znieść myśli jaka krzywdę mi wyrządził i że mógł mnie stracić. Teraz mój dzidziuś ma 3 miesiące, jest dla nas cudem i szczęściem największym, ale myśli ciągle krążą. Czekamy na terapie, mam nadzieję że uda nam się przepracować złe emocje i nauczymy się dobrej komunikacji. On chce całkiem zmienić nasze życie, wybudować dom, a ja nawet nie potrafię się tym cieszyć. Zaczęłam nawet myśleć że lepiej byłoby nam osobno ale on nie chce o tym słyszeć, bo uważa że osobno będzie mi gorzej i jeszcze będą cierpiały dzieci. Czasem mi go żal, nie chce do twego wracać, chce się cieszyć tym co jest ale to jest silniejsze ode mnie.... strasznie to przykre...
13725
<
#8 | Mazuta dnia 12.08.2018 11:26
Teraz wszystko jest w twojej głowie. Musisz przepracowac zdradę, najlepszym wyjściem jest zaakceptowanie tego co się stało. Dopóki tego nie zrobisz nie będziesz potrafiła sobie z tym poradzić.
Można cieszyć się życiem po zdradzie można stworzyć fajny związek. Ale potrzeba na to czasu pracy i wytrwałości. Nie stanie się to w miesiąc rok czy dwa. To długi etap w którym będą wzloty i upadki ale wydaje mi się że warto.
3739
<
#9 | Deleted_User dnia 12.08.2018 11:51
Też tak chcę myśleć i w to wierzyć.... Uśmiech
4452
<
#10 | dirty dnia 12.08.2018 12:32
Lutiola jestescie ze sobą - takiego wyboru na dziś dokonaliście. W oczekiwaniu na terapie jednak próbujcie zestawiać swoje światy. Jak nigdy właśnie teraz one potrzebują zestawienie, płaszczyzny która będzie je zbliżać. Dziecko choć to cudowny dar daje trochę naturalnego kopa, przedłuża relacje lecz trochę ja oddala od Was (chodzi i takie zainteresowanie, koncentracje na Was) a tego mocno potrzebujecie teraz.
Zestawienie światów - to przeciwwaga do odtrącenia. To pasje, czas, rozmowy, wspólne doświadczenia niekoniecznie wyłącznie te ważne ale codzienne. Z tego rodzi się później bliskość.
Czas oddalania, odtrącenia w dłuższej perspektywie będzie pogłębiał przepaść między Wami.
Wy na nowo musicie prócz przepracowania, polubić siebie, Wasz wspólny czas... zbudować nowa podstawę pod głębsza relacje - jeśli dziś mówisz jednak chce??...
14019
<
#11 | amor dnia 12.08.2018 12:35
Zerknij na ostatnie komentarze niezapominajki w wątku cnotka.

Najprawdopodobniej odczuwasz niepokój, bo po zdradzie, nie zostało odbudowane w Waszej relacji to co najistotniejsze. Bliskość, zaangażowanie i namiętność. Czyli to co daje nam pewność, którą czujemy z automatu, że związek ma sens, bo jesteśmy kochani przez zdradzoną osobę.

Pytanie on nie kocha, Ty już nie kochasz, czy nie kochacie już oboje, a tylko panicznie walczycie o utrzymanie status quo? ... bo wiadomo, są dzieci.

Cytat

Z tego wszystkiego robiłam sceny, żałowalam pochopnej decyzji o powrocie, o dziecku a on nic nie mówił, wiem że wtedy brał antydepresanty...

Obydwoje po ciężkim doświadczeniu zdrady. Ty w ciąży, a więc idące za nią liczne zmiany nastrojów i wahania hormonów. Wymagająca troski, ciepła i pomocy. On na antydepresantach, a więc bardzo silnych lekach, gdzie w mózgu pod ich wpływem dzieją się cuda i tym samym cuda zaczynają się dziać z psychiką pacjenta, dopóki psychiatra dobrze nie ustali dawki i nie dobierze właściwej metody leczenia. Znaleźliście się w strasznie trudnej sytuacji. Obciążeni zostaliście potrójnie. Zdrada, ciąża i jeszcze depresja. Gdzie w tym wszystkim mieliście czas i ochotę, na zawalczenie o odbudowę?

Cytat

One wróciły gdzieś w połowie ciąży kiedy zaczęło mi się wydawać że mój mąż już przestał się starać i znowu wraca nasze "stare" życie.

co znaczy stare? czyli jakie? bo zdaje się, że nie dość, że stare to jeszcze z dodatkowymi obciążeniami i obowiązkami.

To była świadoma decyzja o powrocie, czy jednak decyzja przypadku, konieczności?
Bo strasznie dużo wzięłaś sobie, na raz, na głowę. Ciąża była planowana, czy przypadkowa?
3739
<
#12 | Deleted_User dnia 12.08.2018 22:24
Amor.... przeczytałam odpowiedzi niezapominajki, są bardzo budujące, na prawdę jej zazdroszczę ale myślę że musiała wykonać ogrom pracy, a ja nawet nie wiem od czego zacząć

Komentarz doklejony:
Jeśli chodzi na odpowiedź na Twoje pytanie powiem tak: mogę nasze życie z mężem podzielić na trzy etapy, stare życie= małżeństwo, zdrada, nowe życie= świadomy związek. Stare życie było kupą niedomówień, wymagań, braku komunikacji, i głupim przeświadczeniem, że miłość zniesie wszystko i jest dana na zawsze, potem drugi etap zdrada, szok, płacz, żal, złość, poczucie krzywdy, moja depresja, potem uwolnienie i rozstanie z mężem, trzeci etap= nowe życie= związek ale już dla mnie nie małżeństwo, chociaż mój mąż piszesz wszystkie te lata ani razu nie zdjął obrączki , ja pakując jego rzeczy zdjęłam i już nie chce zakładać bo dla mnie to małżeństwo umarło. Teraz mam nadzieję zbudować nowy, świadomy związek, oparty na zasadach które siebie razem ustalimy. Miłości określać nie musimy bo oboje czujemy że nadal jest, chociaż ja uważam że przez pewien czas po prostu siedziała w szafie....
Jeśli chodzi o powód powrotu to nie było żadnego przymuszenia, jak to określiła znajoma psycholog po prostu pominęłam pewne etapy po zdradzie, bo byłam pewna że wszystko co złe już za mną a potem to wróciło ze zdwojoną siłą. Może to zabrzmi niefajnie ale postanowiłam sobie że nasz powrót nie będzie miał nic wspólnego z dziećmi, bo wiem ze oboje tak je kochamy że nawet nie będąc razem byliśmy w stanie się porozumieć, ale nie chciałam aby ta decyzja była oparta na tzw dobru dzieci. I tak samo decyzja i staranie się o dziecko byka (na tamten moment) świadoma, byliśmy tacy szczęśliwi. Wiem że z boku to może wyglądać żałośnie, facet ja zdradził, a ona na chwilę go wywaliła, a zaraz potem przyjęła i jeszcze dala sobie zrobić dziecko a teraz płacze..... no płacze bo kocha, bo jej przykro, bo zrozumiała że sama kiedyś nie była w porządku, bo wszystko było źle, ciągle coś nie tak, ogdrazala się rozwodem...okropne to było
13728
<
#13 | poczciwy dnia 12.08.2018 23:45
Ciężko żyje się ze świadomością, że ktoś kto miał być dla Nas najważniejszą osobą na zawsze, miał wspierać w trudnych chwilach, być uczciwym, szczerym, lojalnym nagle wbija nam nóż w plecy kilka lub kilkanaście razy mimo, że pierwszy cios był już śmiertelny.
Myśli, że jesteśmy wciąż okłamywani są nie do odpędzenia mimo nawet szczerych chęci osoby, która zdradziła. Podświadomie już zawsze będziemy mieć pewną dozę nieufności i nic z tym nie da się zrobić.
Pytanie czy to źle...może niekonicznie. Przynajmniej stajemy się bardziej świadomi siebie, życia i realniej spoglądamy na otaczający nas świat, bez ułudy, idealizacji.
14019
<
#14 | amor dnia 13.08.2018 11:46

Cytat

Wiem że z boku to może wyglądać żałośnie,

takimi pierdołami się przejmujesz, jak coś z boku wygląda, w czasie gdy najważniejszym jest byś wygrała siebie i własne życie?

Cytat

nie wiem czy zaufam, ale chciałabym mu wierzyć....

w moim odczuciu pierwszej kolejności POWINNAŚ zaufać sobie i sobie uwierzyć, że już więcej nie pozwolisz sobie na to, aby:

Cytat

bo wszystko było źle, ciągle coś nie tak, odgrażała się rozwodem...okropne to było


jeśli próbujecie już normalnie żyć i podjęłaś już jakaś decyzję,to może zwyczajnie warto skupić się na teraźniejszości, rozwiązywać bieżące problemy, już w zdrowszy i dojrzalszy sposób;
jak coś wychodzi z przeszłości, co i przed zdradą stanowiło problem, to zwyczajnie popracować nad tym, aby to zmienić; skorzystać z pomocy psychologa w tej kwestii;
uwolnić się od tej przeszłości; wziąć z niej to co najlepsze i najcenniejsze; czyli wnioski wynikłe z tego doświadczenia; ten cały syfiaty bagaż zostawić, tak by Ci nie ciążył i tym samym nie blokował Twojego marszu i pójścia do przodu;

przed każdą decyzją wsłuchiwać się bardzo głęboko w samą siebie; i już świadomie brać za nie pełną odpowiedzialność i konsekwencje własnych działań i wyborów;
3739
<
#15 | Deleted_User dnia 13.08.2018 14:21
Zwyczajnie się boję przejść do tego normalnego życia bo co będzie jeśli zacznę się emocjonalnie angażować (co u kobiety jest nieuniknione ) I doczekamy się terapii na której się okaże że między nami przez tyle lat wypracowane mechanizmy zachowań tak działają ze taki urok naszego związku, że inaczej nie potrafimy. Nie chodzi mi o zdradę tylko na przykład o nasze kłótnie czy sposoby rozwiązywania problemów. Moja znajoma psycholozka która zna cala sprawe radziła mi żebyśmy się rozstali na jakiś czas, żeby każde z nas pobyło osobno żeby nie czuć nacisku ani presji że musi nam się udać ale mój mąż twierdzi że to bardzo zły pomysł, bo jeśli mamy być razem powinniśmy razem próbować wszystko naprawiać A po drugie ze względu na dzieci.Ja początkowo byłam zła że nie chce się wprowadzić i dać mi tej przestrzeni, ale teraz widzę że może mieć rację. Osobno raczej nie udało by nam się niczego naprawić ale nie wiem czy mi nie łatwiej byłoby się ogarnąć samej ze sobą. Nie wiem, narazie mieszkamy razem, chociaż śpimy osobno, to przełamujemy lody buziakiem i przytuleniem. A co będzie? Życie pokaże. On teraz chciałby żebyśmy razem wybudowali dom, mieli cis swojego czym będziemy się cieszyć. A ja nie chce myśleć zdr się nam nie uda, ale jeżeli? Cale podziały majątku, kredytów. Tak jak powiedziałam wcześniej bardzo to skomplikowane, chociaż nie wiem czy ja bardziej tego nie komplikuje niż potrzeba... co myślicie???
13725
<
#16 | Mazuta dnia 13.08.2018 14:53
A jeżeli się uda? Dlaczego nie myślisz pozytywnie tylko wszystko w czarnych barwach? Jeżeli się nie uda to trudno ale przynajmniej probujecie, pamiętaj że czas naprawdę wiele zmienia. Rady znajomej są przydatne ale to wy a szczególnie ty decydujesz czy się do nich zastosujesz. Łatwiej się żyje kiedy już się wie że nic nie jest na zawsze że może różnie się ułożyć.
Sklejania małżeństwa po zdradzie nie zawsze się udaje ale sama odpowiedź sobie czy chcesz w to wejść czy warto podjąć to ryzyko.
14019
<
#17 | amor dnia 13.08.2018 15:28

Cytat

Zwyczajnie się boję przejść do tego normalnego życia bo co będzie jeśli zacznę się emocjonalnie angażować (co u kobiety jest nieuniknione ) I doczekamy się terapii na której się okaże że między nami przez tyle lat wypracowane mechanizmy zachowań tak działają ze taki urok naszego związku, że inaczej nie potrafimy.

to jak Ty chcesz się angażować, jak jeszcze nie odpowiedziałaś sobie na pytanie , czy inaczej potrafisz? i nie przyjrzałaś się bliżej temu, czy on inaczej potrafi?

to zaangażowanie rządzi Tobą, przychodzi z kosmosu, czy Ty rządzisz swoim zaangażowaniem?

na jakiej podstawie w ogóle dałaś sobie i jemu szansę?
życzeniowości?

Komentarz doklejony:

Cytat

On teraz chciałby żebyśmy razem wybudowali dom, mieli cis swojego czym będziemy się cieszyć. A ja nie chce myśleć zdr się nam nie uda, ale jeżeli? Cale podziały majątku, kredytów. Tak jak powiedziałam wcześniej bardzo to skomplikowane, chociaż nie wiem czy ja bardziej tego nie komplikuje niż potrzeba... co myślicie???

jak nie wejrzałaś jeszcze w głąb siebie i sprawdziłaś, czy uda Wam się odbudować związku, to o jakim wspólnym domu i kredytach myślicie?
na jakiej podstawie ma się Wam w ogóle udać? i co?

Komentarz doklejony:
jak nie wiesz jeszcze, co jest przyczyną tego, że się rozjeżdżacie, nie masz pewności co do tego, czy np. nie jest nią niedopasowanie (którego nie przeskoczysz) , to o jakim kobiecym zaangażowaniu mówisz?
5448
<
#18 | Andzia76 dnia 13.08.2018 18:50
Lutiola
przepraszam z góry, że piszę skrótami, nie mam trochę czasu, a chcę coś Ci napisać.
Ze swoim mężem zostałam po zdradzie, minęło 9 lat, z czego pierwszych parę lat było ciężkich. Z niemocy do swoich emocji byłam mega wredna. Wytrzymał.
Terapia wspólna była kiepskim pomysłem, bo jedno z nas zawsze wychodziło z niej wkurwione na maksa. Suma sumarum jesteśmy dalej razem. Wg mnie jest lepiej niż było, bo zdrada niejako wymusiła na nas zmierzenie się z problemami wszelakimi.
Jak coś pisz PW, postaram się na bieżąco pomóc.
Wg. mnie będzie kiedyś u Was dobrze.
Czego życzę z całego serca.
Andzia
3739
<
#19 | Deleted_User dnia 13.08.2018 18:58
Właśnie mam wrażenie że nie potrafię zajrzeć w głąb siebie i sama nie wiem czy potrafię. Pomimo że lubię porządek wokół siebie, właśnie zdałam sobie sprawę że jestem bardzo niepoukladana wewnętrzne co jeszcze bardziej utrudnia mi życie. Na jakiej podstawie dałam szansę? Nie wiem. Już kiedyś usłyszałam że myślę życzeniowo, ale nie potrafię się do tego odnieść tak na zimno bez emocji. Mogę powiedzieć tyle że czuję intuicyjnie że jeśli oboje będziemy się starać i pracować nad sobą to mamy szansę. Co do kredytu i domu to są marzenia mojego męża.....
13725
<
#20 | Mazuta dnia 13.08.2018 19:21
Co do marzeń twojego męża poproś go żeby odłożył je w czasie że wszystko jeszcze świeże że jeszcze masz w sobie tak dużo sprzecznych emocji.
Właśnie mam wrażenie że nie potrafię zajrzeć w głąb siebie i sama nie wiem czy potrafię. Pomimo że lubię porządek wokół siebie, właśnie zdałam sobie sprawę że jestem bardzo niepoukladana wewnętrzne co jeszcze bardziej utrudnia mi życie.
Bo może chcesz za bardzo za szybko. Ten etap trzeba przejść powoli zaczynając od małych drobnych spraw. Analiza siebie nie jest łatwa ale kiedy zrobi się pierwszy krok idzie już łatwiej.
Pewne sprawy będą dłużej w twojej głowie z innym pójdzie łatwo ale niektóre będziesz długo przerabiać. Nie zmusza się do podjęcia decyzji teraz i natychmiast. Powoli idź w jedną stronę kiedy poczujesz że to nie to to będziesz wiedziała
14019
<
#21 | amor dnia 13.08.2018 20:00

Cytat

Pomimo że lubię porządek wokół siebie, właśnie zdałam sobie sprawę że jestem bardzo niepoukladana wewnętrzne co jeszcze bardziej utrudnia mi życie.

Jak masz bardzo dużo na głowie, to nie zrobisz wszystkiego od razu.
Nie ma więc sensu obciążać się tym, że coś musi być na już. Warto podzielić to na etapy. Posegregować i skupić się w pierwszej kolejności na tych najważniejszych i tych co są bieżące.

I raczej nie ma sensu się obwiniać, o to, że coś zawaliliśmy,że coś narosło,czy nas w jakimś momencie życia przerosło, bo to sprawia, że zaczynamy myśleć o sobie jako o bezbronnych ofiarach.
A na pewno nie jesteś zbyt słaba, aby sobie poradzić z sytuacją. Jeśli masz już cel, to po prostu spróbuj.

Komentarz doklejony:
I nie pozwól aby negatywne doświadczenia całkowicie zdominowały Twoje życie. Bierz również pod uwagę te wszystkie rzeczy, które układają się pomyślnie. Nie ignoruj tych pozytywnych aspektów, tylko się na nich koncentruj. Warto się, przez dbanie o pozytywne, wyrwać z tego rozpamiętywania samych negatywów.
3739
<
#22 | Deleted_User dnia 13.08.2018 21:14
Przemyślalam sprawę tego zaangażowania, chodzi mi o to że cały czas mam takie poczucie żeby nie wchodzić głębiej, nie dlatego że z tym człowiekiem nie warto, ale dlatego że już zawsze będę miała obawy czy to nie odwróci się przeciwko mnie. Wiem że to trochę asekuranckie i wyważone ale na ta chwilę czuje że tyle mogę z siebie dać. Nie wiem czy kiedykolwiek będę w stanie dać siebie całą (w sensie emocjonalnym), bo w aspekcie fizycznym nie będę mieć z tym problemu, bo najchętniej już bym chciała. Myślę że też problem tkwi w moim charakterze że jestem bardzo niecierpliwa, nawet nie zdawałam sobie sprawy że sama sobie tym komplikuje życie, bo nawet teraz najchętniej chciałabym już wiedzieć co dalej i jeszcze niedawno byłam skłonna rozstać się z mężem tyko dlatego żeby coś drgęłow naszej relacji.

Komentarz doklejony:
Wiem że to nie brzmi za poważnie, bo tylko ukarałabym samą siebie, ale był taki czas że myślałam że lepszym wyjściem z sytuacji będzie rozstanie, bo nie chcę żeby mnie bolało, a teraz dzięki wam zaczynam rozumieć że nie muszę mieć żadnego wyjścia z sytuacji, że nie muszę nic nikomu udowadniać, ani zajmować stanowiska..... A co muszę? muszę poukładać wszystko w mojej głowie, próbować zamykać to co było i otwierać się na to co jest....
13725
<
#23 | Mazuta dnia 13.08.2018 21:32
Popelnilas błąd który popełnia większość z nas uwierzylas że to co masz będzie już na zawsze i nigdy się nie zmieni, że będziecie żyć długo i szczęśliwie i to cie zaskoczyło że jednak nie będzie tak jak myślałaś. Nie dasz siebie w pelni bo wiesz już ze nic nie jest na zawsze.
Teraz czas na realizm a nie na marzenia o wielkiej miłości. Jeszcze wiele sytuacji może cię w życiu zaskoczyć a już napewno jeżeli podejmiesz próbę poukladania wszystkiego w głowie to sama siebie zaskoczysz.
A cierpliwość no niestety teraz musisz się jej nauczyć
3739
<
#24 | Deleted_User dnia 13.08.2018 23:35
Wiem że już zawsze będę miała z tyłu głowy że nic nie jest na zawsze, i to dotyczy wielu dziedzin życia, nie tylko związków.

Komentarz doklejony:
Mam pytanie, czy to że chce znać szczegóły relacji mojego męża z kochanką, że chce zrozumieć kim dla niego była, o czym rozmawiali to źle? Czy on ms prawo powiedzieć że już mi to mówił i nie chce do tego wracać? Czy mam prawo rozbierać to na czynniki pierwsze, co Nim kierowało i gdzie w tym wszystkim byłam ja?

Komentarz doklejony:
Mi się wydaje że ja tego potrzebuje. Może po prostu mam zbyt wiele wątpliwości bo zbyt pochopnie się zgodziłam na powrót i teraz szukam i analizuję a powinnam była to zrobić w samotności. Może rzeczywiście myślę bardzo życzeniowo, a tak na prawdę ten związek nie ma szans? Dla mnie rozmowa i analiza ich relacji jest zamierzeniem się z moimi demonami, a męża to męczy. Czci on w tym wszystkim ma jeszcze jakieś prawo? Bo ja się staram jaj mogę
13725
<
#25 | Mazuta dnia 14.08.2018 07:09
To że chcesz wiedzieć nie jest złe, ale czy napewno chcesz znać te wszystkie szczegóły?
A czy on ma jakieś prawo? No cóż według mnie zależy to od jego postawy, jak się zachowuje ale jeżeli po raz 50 pytasz o to samo to on ma prawo powiedzieć że ma dosyć ale powinien też zrozumieć że to pytanie zadane po raz 50 ma ci pomóc zrozumieć i przekonać się że nie kłamie bo po raz 50 usłyszysz ta sama odpowiedź
14019
<
#26 | amor dnia 14.08.2018 13:25

Cytat

Mam pytanie, czy to że chce znać szczegóły relacji mojego męża z kochanką, że chce zrozumieć kim dla niego była, o czym rozmawiali to źle? Czy on ms prawo powiedzieć że już mi to mówił i nie chce do tego wracać? Czy mam prawo rozbierać to na czynniki pierwsze, co Nim kierowało i gdzie w tym wszystkim byłam ja?

to jest chyba jedna z najczęstszych sytuacji konfliktowych po zdradzie;
i pytanie gdzie są granice? ile razy można w kółko odpowiadać i ile razy można pytać?;

najczęściej nie chcą odpowiadać, bo to przywołuje w nich te trudne emocje, jakie nimi szarpią; poczucie wstydu, poczucie winy itp;
a druga strona po prostu czuje, że potrzebuje rozwiać swoje wątpliwości;

tylko, że ... odwróć sytuację;

wyobraź sobie, że bardzo byś kogoś skrzywdziła, i bardzo tego żałowała;
to co wtedy robisz, kiedy kierujesz się miłością do tej osoby i ogromną skruchą? uciekasz od odpowiedzi na takie pytania?
widząc zagubienie tej osoby, kiedy pyta o coś po raz 10, bo tak trudno jej pojąć, zbywasz ją, jak natręta "już Ci mówiłem"?

ile razy komuś, kogo byś skrzywdziła i tego bardzo żałowała, byłabyś w stanie poświęcić swój czas i zaangażowanie w rozmowę (nawet kosztem swojego dyskomfortu) by mu ulżyć w krzywdzie, którą wyrządziłaś i żałujesz?;
jakich starań mogłabyś dokonać, aby znaleźć odpowiedzi, potwierdzenia, zapewnienia, które by tej osobie mogły pomóc ?

co jest silniejsze skrucha i realna walka, czy własny komfort w niewracaniu do tematu?
bo to taka malutka, ale jednak wskazóweczka, co do tego, jakie intencje siedzą w tym drugim człowieku; co stawia na pierwszym miejscu, po zdradzieSzeroki uśmiechawanie, czy branie? miłość, czy egoizm?
3739
<
#27 | Deleted_User dnia 15.08.2018 00:25
Myślę że wszystkiego po trochę.... przede wszystkim miłości, ale też odrobinę egoizmu, głównie dawanie, ale też radość z otrzymania czegoś.....
Zauważam że kiedy poruszam trudne tematy i chcę tłumaczenia różnych sytuacji, bo przecież byłam ich częścią, przecież tego i tego dnia wrócił do domu i było to czy tamto, a wcześniej był w pracy i się widzieli..... to mąż staje się bardziej smutny i jeszcze bardziej się stara.... czuje że mu nie chodzi o dyskomfort tyko on wyrzucił to wszystko że swojej głowy i tak jak (chyba) robią to mężczyźni zamknął temat i moje pytania ciągle nie pozwalają zamknąć mu tej furtki. Ja też nie wiem czy do końca mi to potrzebne. O czym rozmawiali w tej czy tej sytuacji. Ale skoro mi to przychodzi do głowy to nie chcę mieć czegoś czego nie wiem i tworzyć własnych historii. I też fakt że kiedy jakiś czas jest między nami dobrze, czyli nie zadaję trudnych pytań, wtedy on się czuje trochę pewniej że trochę idziemy do przodu aż do momentu kolejnej sytuacji jest coś popsuje klimat. No niestety jestem to ja, i niestety wtedy znowu się zastanawiam czy jest sens się męczyć, czy nie łatwiej byłoby mi odejść i nie musieć przez tu przechodzić. Ale czy byłabym wtedy szczęśliwa?
3739
<
#28 | Deleted_User dnia 15.08.2018 10:22
Litiola,

Cytat

Ja też nie wiem czy do końca mi to potrzebne. O czym rozmawiali w tej czy tej sytuacji. Ale skoro mi to przychodzi do głowy to nie chcę mieć czegoś czego nie wiem i tworzyć własnych historii.


Przed tym nie uciekniesz,niech się to tam przetwarza... tworzą historię,tysiące pytań bez odpowiedzi z czasem będą coraz bardziej odległe aż znikną,dobrze mieć jakieś zajęcie na pewno masz jakieś pasje,hobby jak każdy no może nie każdy.
Jak myślisz jak czuje sie tamta kobieta? odpowiesz sobie co cie ona obchodzi Fajne
ale zostałyście skrzywdzone obie,kim ona dla niego była? chwilową zabawką? żonatego faceta który ją nakarmił kłamstwami,jak to rokuje na jej przyszłość? że faceci są zwykłymi skurwysynami nie godnymi jednej minuty uwagi,do potraktowania jak śmiecia.
Kilka dni temu spotkałam pierwszą kochankę swojego byłego męża,jeszcze tak niedawno miałam do niej takie emocje ze chyba bym zabiła Fajne a teraz? nie czuję nic żadnego żalu,złości nawet z nią rozmawiałam i usłyszałam "Przepraszam" a to był dla mnie wtedy trudny i ciężki czas,kawał czasu wyciętego z życiorysu,stracony na żal nienawiść,do niej potem pojawiła sie kolejna i kolejna mój były mąż nie oszczędzał mi rozrywek dał mi niezłą szkołę życia...

Cytat

No niestety jestem to ja, i niestety wtedy znowu się zastanawiam czy jest sens się męczyć, czy nie łatwiej byłoby mi odejść i nie musieć przez tu przechodzić. Ale czy byłabym wtedy szczęśliwa?


A jesteś szczęśliwa sama ze sobą?
Nawet odejść nie jest łatwo...Jeśli bedziesz czuć że to cię męczy coraz bardziej,nie dajesz radę że to cię truje niszczy wtedy podejmij decyzję tylko wtedy to będziesz czuć,bo jak na razie to są tylko pytania które sie tworzą co by było gdyby tak albo siak...
2862
<
#29 | niezapominajka dnia 15.08.2018 10:51
Lutiola - nie jest dobrym pomysłem, byś przywoływała u Męża obrazy z tamtego czasu. A rozmową, pytaniem właśnie to robisz - przywołujesz obrazy związane z tamtą kobietą. Nie rób tego - to taka moja rada.

Swoją drogą po Ci wracać do tamtych emocji, to nie są dobre emocje.
3739
<
#30 | Deleted_User dnia 15.08.2018 11:41
Zahiro.. ja miałam kontakt z tamtą osobą i początkowo myślałam że jej wybaczylam, teraz jej nienawidzę. Jak wcześniej wspomniałam ja o wszystkim dowiedziałam się od jej męża, z którym mam nawet kontakt do dzisiaj. Kiedyś pisaliśmy że sobą godzinami bo razem w tym samym czasie przeżywaliśmy ten sam ból i byliśmy dla siebie wsparciem. Potem Kiedy oboje zaczęliśmy jakoś układać swoje sprawy nasz kontakt zakonczylam, a on to uszanowal. ale ja niedawno się odezwałam, chciałam po prostu wiedzieć jak on sobie radzi, ale też jak wygląda u nich sytuacja, czy powinnam czuć się zagrożona. Wiem dużo, wiem od mojego męża że była nieszczęśliwa, że nie kochała męża, że pierwsza zapytała mojego męża czy zdradził kiedyś żonę i go pocałowała, od jej męża wiem że to już nie pierwszy taki kolega z pracy z którym miała bliższą relację, może po prostu szukała szczęścia....Wiem że ich małżeństwo było w rozsypce... nasze miało kryzys...... ona mi napisała że codziennie o tym myśli i że będzie z tym żyć do końca swoich dni, ale też jest matką i ja uważam że matki Tak nie robią. Matki kireując się dobrem dziecka a nie hucią najpierw załatwiają problemy z ich ojcem, czy terapią czy rozstaniem ale uczciwie a potem machaja dupskiem na prawo i lewo. Ale to moje zdanie. Dlatego właśnie jej nienawidzę, i wcale nie pociesza mnie fakt że być może zostanie sama z dziećmi bo jej mąż nie da rady..... czy ona została oszukana? Sama mi powiedziała że nie, ale mój mąż twierdzi że chciała z nim być i kiedy to zakończył płakała. Wierzę mu bo czytałam ich ostatnie wiadomości i zarzucala mu brak deklaracji że mu zależy że chce z nią być. Ale mnie to w ogóle nie pociesza, i żadnego z nich nie usprawiedliwia.

Komentarz doklejony:
Chce mu wierzyć, że w końcu oprzytomnial i że on to zakończył, a nie że była to zimna kalkulacja. Ale mówi też bolesne dla mnie rzeczy, że gdyby to się nie wydało to nie wie ile by to ciągnął.....Ale czy te odpowiedzi nie są przemyślane pode mnie? Nie wiem....

Komentarz doklejony:
Niezapominajko wiem że masz rację....Ale postanowiłam sobie od teraz działać tylko zgodnie z moim wewnętrznym głosem i nie zostawiać żadnych wątpliwości ani spraw które mnie nurtują, dlatego te tematy jeszcze poruszam.
3739
<
#31 | Deleted_User dnia 15.08.2018 12:29
Lutiola,

Wiesz wystarczająco dużo,niech ona sobie tam żyje swoim życiem,darzyć sympatią jej nie musisz i zaśmiecać sobie nią głowę,masz nad czym pracować więc ją odstaw na bok...
Tak jak napisała niezapominajka:

Cytat

nie jest dobrym pomysłem, byś przywoływała u Męża obrazy z tamtego czasu. A rozmową, pytaniem właśnie to robisz - przywołujesz obrazy związane z tamtą kobietą. Nie rób tego


Nie jest to łatwe,ale i nie nie możliwe Fajne

Cytat

ale też jest matką i ja uważam że matki Tak nie robią. Matki kireując się dobrem dziecka a nie hucią


A czemu nie? a co je ma powstrzymywać,dziecko? kobiet nie znasz ich natury? jak myślisz zrobiła byś to samo? dajesz 100% pewności rękę odciąć? że nie? nie odpowiadaj od razu Z przymrużeniem oka

Znajdź sobie jakieś ciekawe zajęcie,niech cię odciągnie od tego myślenia,za głęboko już wnikasz i to sie może źle skończyć...nie pracujesz nad poprawą relacji nad wami a skupiasz sie na tym co tylko ty czujesz i ona w roli głównej.. a nie jesteś w tym sama jesteście razem ,cały czas odświeżasz...co jest ważne przeszłość czy dziś i wasza przyszłość?

Cytat

Chce mu wierzyć, że w końcu oprzytomnial i że on to zakończył, a nie że była to zimna kalkulacja.


Z tą wiarą jeszcze nie ten czas,czy możesz wierzyć? poczujesz to Z przymrużeniem oka
13725
<
#32 | Mazuta dnia 15.08.2018 12:54
Zahira
co jest ważne przeszłość czy dziś i wasza przyszłość?

Wszystko fajnie ale jak ta przeszłość ciągle wraca, może nie tak intensywna jak kiedyś ale jednak?
3739
<
#33 | Deleted_User dnia 15.08.2018 13:03
Mazi,

Cytat

Wszystko fajnie ale jak ta przeszłość ciągle wraca, może nie tak intensywna jak kiedyś ale jednak?


Jak jej pozwalasz wracać,to będzie wracać...a tak na marginesie na ciebie to i bat nie działa Szeroki uśmiechSzeroki uśmiechPokazuje język
14019
<
#34 | amor dnia 15.08.2018 13:35

Cytat

Ale mówi też bolesne dla mnie rzeczy, że gdyby to się nie wydało to nie wie ile by to ciągnął.....

jeśli mówi prawdę, to co czuł, to wolałabyś, aby skłamał?

Cytat

postanowiłam sobie od teraz działać tylko zgodnie z moim wewnętrznym głosem i nie zostawiać żadnych wątpliwości ani spraw które mnie nurtują, dlatego te tematy jeszcze poruszam.

a ja bym się na Twoim miejscu zastanowiła głęboko nad tym, co powiedziała niezapominajka (sama się teraz nawet nad tym zastanowiłam);
bo wsłuchać się w siebie to jedno, ale wsłuchać się w innego człowieka to drugie;

czy właśnie to "dawanie" nie powinno iść z dwóch stron, aby można było znowu coś wartościowego odbudować?
oczywiście pod warunkiem, że autentycznie dwie strony z siebie coś dają, a nie jest to tylko wsłuchiwanie się strony pokrzywdzonej;

Komentarz doklejony:

Cytat

Chce mu wierzyć, że w końcu oprzytomnial i że on to zakończył, a nie że była to zimna kalkulacja

to przecież niekoniecznie musi być zimna kalkulacja; to równie dobrze może być stan, gdy ta druga osoba jest na jakimś rozdrożu i targają nią różne rzeczy i decyzje jakie będzie podejmować dopiero się wydarzą;

tym bardziej, że po zdradzie mowa o konieczności odbudowy; wręcz o budowaniu czegoś całkiem od nowa;o całkowicie nowym rozdaniu;
więc faktycznie może warto się zastanowić na tym, na jakich ma to być budowane emocjach, czy powinny to być te złe emocje z negatywnej przeszłości; czy nie wesprzeć tego nowego dobrymi emocjami, wyciągniętymi z wniosków z przeszłości i na bazie tej pozytywnej części z przeszłości? a nie tych negatywów;
3739
<
#35 | Deleted_User dnia 15.08.2018 15:28
Macie rację i teoretycznie się z Wami zgadzam, ale praktycznie...... prawda jest taka że zanim opisałam swoją historię na necie byłam ofiarą nie tylko zdrady mojego meza ale siebie samej. Do tej pory niewiele analizowalam siebie, swoją osobę i swój charakter. Kiedy napisałam na innym forum dojść pobieżnie moja historię dostałam kubeł zimnej wody na głowę...że głupia baba po zdradzie dała sobie zrobić dziecko żeby chłopa zatrzymać, że myślę życzeniowo, że szukam winy wokół tylko nie u siebie, i co najważniejsze że jestem rok po zdradzie a nie zdążyłam się zmierzyć z tym co się stało. I wtedy zaczęłam myśleć, analizować. Napisałam tutaj, a tu takie wsparcie. Nie, kopnij go w D..e, nie, że zdradzi znowu, tylko przemyśl, analizuj, szukaj dobrych stron, zauważ w tym wszystkim jego....... popatrz na siebie. I patrzę....Wiem, że jestem fajną kobietą i dobrą mamą, ale dobrą partnerką muszę się nauczyć być (już pisałam że żona będę tylko na papierze ale nie w swojej głowie), wiem że nawet jeśli jutro mój mąż przyjdzie i powie że to koniec, już nie da rady, albo że woli być sam, nie boję się tego i dam sobie spokojnie rad, ale wiem też że bardzo się kochamy i jeśli oboje będziemy się starać możemy stworzyć związek ten z moich marzeń, o którym myślałam że nie potrafię i że to niemożliwe.........

Komentarz doklejony:
Zahira wiedziałam że to co napisałam o matce może zostać tak odebrane dlatego dodałam resztę, ale może nie odebrałaś tego tak jak chciałam. Powiem tak. Będąc świadoma matką kochająca swoje dzieci kreuje się ich dobrem, tak? Mam prawo do szczęścia, TAK! Jeśli z jakiegoś powodu z partnerem/mężem który ze mną je wychowuje czuje się nieszczęśliwa lub poznałam kogoś i mam ta czerwoną lampkę, motyle itp, idę i mówię. Jestem bardzo bezpośrednia.Dlatego mam problem żeby zrozumieć kogoś kto kręci i kłamie. Więc chodzi mi o to że matka na prawo do wszystkiego ale właśnie że względu na swoje dzieci powinna trochę pomyśleć zanim zrobi coś co nie tyko zniszczy jej związek ale także rodzinę. Dla mnie to jest proste jak budowa cepa. Dlatego mam pretensje do mojego męża. Dlaczego nie przyszedłeś i biur powiedziałeś wprost?????
14019
<
#36 | amor dnia 15.08.2018 16:26

Cytat

że szukam winy wokół tylko nie u siebie

zmień słowo "wina" na "odpowiedzialność", a łatwiej Ci będzie szerzej spojrzeć i więcej zobaczyć; a tym samym zmienić własne podejście do życia, bo wyjdziesz z tego samobiczowania się i karmienia własnego ego; a tym samym własnych ograniczeń;

wina wymaga bezwzględnej kary; odpowiedzialność niesie za sobą możliwość naprawy, tego co poszło nam w życiu nie tak, jakbyśmy chcieli ; a nie ma ideałów; i Ty też idealna być nie musisz; zmień te deprymujące powinności, na możliwości, czy chęci; a na pewno staniesz się bardziej zmotywowana, zamiast zniechęcona;
masz możliwość i chęć, to jesteś na pozycji, że możesz coś zrobić i możesz się spokojnie zastanowić jak tego dokonać; nie wisi nad Tobą żadne obciążające "powinnam"

I zwyczajnie wyjdź z tego postrzegania samej siebie, jako bardziej zaangażowaną w tą negatywną sytuację, niż jest w rzeczywistości i tego obwinia siebie (z tego zaangażowania wynikłego), które sprawia, że stawiasz się w roli bezbronnej ofiary, która nie ma wpływu na kierowanie swoim życiem.
Bo pomimo wielkiego wpływu, na Twoja rzeczywistość, rzeczy zewnętrznych, innych osób z zewnątrz, wpływ na tą rzeczywistość masz ogromny.Ten wpływ to Twój wolny wybór.
Co już wyraźnie widzisz, chociażby w tym, jakie skutki pociągnęło za sobą Twoje takie, czy inne zachowanie, czy wybory jakich dokonywałaś do tej pory.

Cytat

ale wiem też że bardzo się kochamy

Cytat

już pisałam że żona będę tylko na papierze ale nie w swojej głowie

a można kochać mężczyznę i nie czuć się jego kobietą?

Komentarz doklejony:
*masz możliwość i chęć, to jesteś na pozycji, że możesz coś zrobić i możesz się spokojnie zastanowić jak tego dokonać; nie wisi nad Tobą żadne obciążające "powinnam" ; możesz nawet z czegoś zrezygnować, bo taka możliwość też istnieje, szczególnie jeśli czujesz brak chęci;

Komentarz doklejony:
Ty nic nie musisz, Ty możesz;
a każdy z Twoich wyborów będzie miał jakieś idące za nim konsekwencje; niektóre z nich możesz przewidzieć, niektórych nie;

po prostu weź za swoje wybory świadomie pełną odpowiedzialność; nie bój się jej, nie musisz być doskonała; możesz się nawet pomylić po raz kolejny; na błędach się uczymy; nie ma sensu się ich panicznie bać;
nie zostawiaj wszystkiego przypadkowi (i tak wystarczające rzeczy z zewnątrz jeszcze Cie zaskoczy);
Ty wybierasz dokąd chcesz dojść; weź za to odpowiedzialność (byś nie musiała szukać winnych i sama siebie obwiniać); szczególnie za rzeczy na które nie do końca masz wpływ lub masz ograniczony;
13725
<
#37 | Mazuta dnia 15.08.2018 22:50
Zdrada nie bierze się z nikąd. Coś musiało sprawić że partner zaczął szukać czegoś czego mu brakowało. Dlatego tak ważne jest spojrzenie na siebie w tej całej sytuacji trochę z innej strony niż że strony biednej pokrzywdzonej żony która mąż zdradził. Kiedy to zrobimy łatwiej jest nie tylko podjąć decyzję co dalej ale spróbować naprawić to co się popsuło w relacjach.
Niestety nie dzieje się to w przeciągu tygodnia czy miesiąca są tu osoby które powiedzą ci ze pracowały nad tym latami. Ale jeżeli umiemy wyciągać wnioski to wszystko jest możliwe
3739
<
#38 | Deleted_User dnia 16.08.2018 08:42
Luti,

Cytat

Zahira wiedziałam że to co napisałam o matce może zostać tak odebrane dlatego dodałam resztę, ale może nie odebrałaś tego tak jak chciałam.


Czyżby?
Nie chcę obrażać matek,świętojebliwe wzorowe "Matki Polki"
Ale też nie rozumie Fajne zwłaszcza gdzie dzieci są jeszcze małe i popłynie,kiedy mają na to czas? i te śmieszne tłumaczenia...
Mówi się że dużą rolę odgrywa charakter hmmm być może,ja ze swoim mam problem i to spory ale akceptuje i uwielbiam taki jaki jest i nie mam zamiaru nic zmieniać a że czasami z kijem nie podchodź :niemocSzeroki uśmiech
Kiedyś potępiałam takie wyczyny,dziś po prostu mi żal takich kobiet,podam rękę takiej która wiem że żałuje, wystarczy być to jest już dużo dla niej...
3739
<
#39 | Deleted_User dnia 16.08.2018 09:49
Oj świętojebliwa na pewno nie jestem Pokazuje język Nie chodzi mi także żeby była matka polka i przekładala dzieci nad własne szczęście, Uśmiech tylko mając dzieci powinna uregulować swoje sprawy "dorosłe" żeby nie musiały być świadkami potem szarpaniny z ich ojcem który po zdradzie jest rozdarty bo kocha dzieci a znienawidzil matkę, hi nie chce na nią patrzeć, a nie chce zostawiać dzieci..... to miałam na myśli, a jak ktoś ma ochotę się kurw....ć będąc związku, bo nie ma odwagi go zakończyć- jego sprawa. Nie chciałabym żebyś to źle odebrała, ale wiem o czym mówię, i sama to kiedyś przerabialam, i poznałam mojego męża byłam w wieloletnim związku (fakt jeszce bez dzieci) i nie potrafiłam zdradzić, była lampka, były cudowne motyle, ale najpierw musiałam zakończyć tamten związek, z resztą bardzo boleśnie.
4452
<
#40 | dirty dnia 16.08.2018 10:08
Co do drążenia szczegółów ... z autopsji motywacje są różne: o ironio w swoim chorym myśleniu przez moment miałem poczucie ze to zbliża nas? Czy tak było ??? To nagle staje się tematem numer jeden. Nagle zdrada powoduje, ze się rozmawia, analizuje i wydaje się, ze prawda zbliży nas / Was do siebie.
Jest jeszcze kolejna motywacja dość mroczna, Tobrukiem udowadnianie sobie roli zapomnianej, roki ofiary - egzaltacja cierpieniem. Ta wiedza jest zbędna ale nasze umysły chcą jeszcze się pognębić i zobaczyć jak bardzo nie było nas w tamtym momencie. Oczywiście racjonalizujemy to jak tylko można od twardych jajek i odporności na ból i prawda nas uwolni ... ale to trochę sterta bzdur - jakoś musimy się zmanipulować.
W ten sposób myli się nam praca nad związkiem, a wbijanie się role ofiary, a jednocześnie zyskujemy super wyjściowa pozycje do bycia rozdającym w związku, a to ponownie prowadzi do zwiazku opartego na krzywiźnie.
3739
<
#41 | Deleted_User dnia 16.08.2018 10:41
Oj świętojebliwa na pewno nie jestem Pokazuje język Nie chodzi mi także żeby była matka polka i przekładala dzieci nad własne szczęście, Uśmiech tylko mając dzieci powinna uregulować swoje sprawy "dorosłe" żeby nie musiały być świadkami potem szarpaniny z ich ojcem który po zdradzie jest rozdarty bo kocha dzieci a znienawidzil matkę, hi nie chce na nią patrzeć, a nie chce zostawiać dzieci..... to miałam na myśli, a jak ktoś ma ochotę się kurw....ć będąc związku, bo nie ma odwagi go zakończyć- jego sprawa. Nie chciałabym żebyś to źle odebrała, ale wiem o czym mówię, i sama to kiedyś przerabialam, i poznałam mojego męża byłam w wieloletnim związku (fakt jeszce bez dzieci) i nie potrafiłam zdradzić, była lampka, były cudowne motyle, ale najpierw musiałam zakończyć tamten związek, z resztą bardzo boleśnie.

Komentarz doklejony:

Cytat

udowadnianie sobie roli zapomnianej, roki ofiary - egzaltacja cierpieniem. Ta wiedza jest zbędna ale nasze umysły chcą jeszcze się pognębić i zobaczyć jak bardzo nie było nas w tamtym momencie. Oczywiście racjonalizujemy to jak tylko można od twardych jajek i odporności na ból i prawda nas uwolni ... ale to trochę sterta bzdur - jakoś musimy się zmanipulować.
W ten sposób myli się nam praca nad związkiem, a wbijanie się role ofiary, a jednocześnie zyskujemy super wyjściowa pozycje do bycia rozdającym w związku

Tak to właśnie wygląda, robię wszystko żeby wyjść z roli ofiary a jednocześnie sama się w nią wpędzam.... podobnie z tym rozdajacym karty .... Nie chcę żeby ten związek był oparty na moich zasadach, i ciągłym dostosowywaniu się męża do moich wymagań, ale jednocześnie widzę że on nie ma potrzeby doprecyzowania i ustalania jakiś zasad ....... i teraz co..... Ja się boję że to znowu doprowadzi nas do kryzysu
14019
<
#42 | amor dnia 16.08.2018 10:59

Cytat

to miałam na myśli, a jak ktoś ma ochotę się kurw....ć będąc związku, bo nie ma odwagi go zakończyć- jego sprawa.

niby proste, ale możliwe tylko przy bardzo dojrzałym drugim partnerze/partnerce; a ile jest takich osób, które by to udźwignęły? zrozumiały, poradziły sobie z sytuacją i nie mściły się? szczególnie w związkach gdzie są dzieci;

Komentarz doklejony:
jeśli ktoś nie mówi prawdy, to najczęściej dlatego, że obawia się reakcji na ta prawdę;
i w większości mają rację; wszyscy się deklarują, że woleli by usłyszeć zanim coś nastąpiło, a taka prawda, że tak samo by sobie nie radzi i zachowywali tak samo, jak w momencie kiedy usłyszeli już po;
bo jak to mogło się wypalić coś w stosunku do nas?
nasze ego cierpi wówczas tak samo, jak kiedy dowiemy się przypadkiem;
do ilu osób dotrze, że ktoś to zrobił z szacunku i szczerości?

Komentarz doklejony:
*a taka prawda, że tak samo by sobie nie radzili
3739
<
#43 | Deleted_User dnia 16.08.2018 15:31
To prawda, ludzie wolą kłamstwo niż zmierzenie się z prawdą, szczególnie jeśli jest bolesna i dotyka sfer miłości i związku.... oddajesz się cały, ktoś wysysa z Ciebie energię i czesto najlepsze lata życia, a potem nagle mówi że w sumie to Pani już podziekujemy...... wiem że to trudne.... nawet dla mnie kiedy już tyle przeszłam i wiem sama co było nie tak, kiedy zapytałam o to męża i usłyszałam że tu były ciągłe narzekania, wszystko nie tak, a tam był święty spokój i wsparcie ... ryczec mi się chciało, ale sama chciałam to usłyszeć.
14019
<
#44 | amor dnia 16.08.2018 16:21

Cytat

oddajesz się cały, ktoś wysysa z Ciebie energię i czesto najlepsze lata życia, a potem nagle mówi że w sumie to Pani już podziękujemy

to jest w sumie pytanie o to, czym jest miłość;

czy oferując cokolwiek drugiej osobie i oczekując wzajemnie określonej rekompensaty, mowa o miłości, czy jednak o jakimś rodzaju niepisanego układu?
czy to jest ofiarowanie z miłości, czy jednak interesowności i instrumentalne traktowanie?

i tym samym pytanie o to, co łączyło daną parę?
(a w sumie jeśli nie miłość, to może nawet nie ma czego wielce żałować)

Cytat

nawet dla mnie kiedy już tyle przeszłam i wiem sama co było nie tak, kiedy zapytałam o to męża i usłyszałam że tu były ciągłe narzekania, wszystko nie tak, a tam był święty spokój i wsparcie ... ryczec mi się chciało, ale sama chciałam to usłyszeć

i chyba warto z tego etapu, gdzie na krytykę reagujemy pustką, złością i poczuciem upokorzenia, bezradności, przejść do konstruktywnego wykorzystania jej, tak by wykorzystać ją dla naszego rozwoju;

Komentarz doklejony:
teoretycznie rzecz biorąc, jeśli dajesz cokolwiek z miłości, to nie czekasz na zapłatę/ wyrównanie; bo dajesz z miłości
13728
<
#45 | poczciwy dnia 16.08.2018 19:22

Cytat

to jest w sumie pytanie o to, czym jest miłość;

No właśnie. Tak naprawdę ile osób tyle definicji miłości. My zdradzeni najczęściej (choć nie zawsze) postrzegamy ją prawidłowo. Bo miłość różne ma stadia, bo prawdziwa miłość jest na dobre i na złe, to przywiązanie, odpowiedzialność za drugiego człowieka, odpowiedzialność za ludzi, których powołało się do życia, to coś co daje głównie satysfakcję z dawania a nie brania i w końcu to coś co w wielu naszych głowach nie ma prawa się skończyć. Często jednak zostajemy brutalnie sprowadzeni na ziemię bo nagle okazało się, że ktoś pomylił miłość z chwilową fascynacją, zauroczeniem, motylami w brzuchu, dawno nie odczuwanym pożądaniem, zainteresowaniem, które tak czy inaczej zawsze siłą rzeczy osłabnie.
Romansom zawsze towarzyszy wiara w miłość romantyczną. Cóż jednak w większości przypadków miał być Romeo i Julia a okazuje się Tristanem i Izoldą...
3739
<
#46 | Deleted_User dnia 17.08.2018 14:18
Mam takie pytanie odnośnie 34 kroków.... nie wierz w nic co słyszysz, ani 50% co widzisz, czyli jak odbudować relacje skoro ma się traktować druga osobę jak potencjalnego kłamcę? Czy to nie jest tak że intuicyjnie powinno się stosować te zasady które mi pomagają?
13807
<
#47 | Asa86 dnia 17.08.2018 14:22
U mnie dosyć podobny scenariusz... maz zdradził mnie ponad rok temu , jestesmy małżeństwem 10 lat, gdy dowiedziałam sie o zdradzie to był szok. Nasza córka miała wtedy rok , nie mogłam uwierzyć ze tak szybko sie nami znudził i szukał odskoczni od codzienności. Wyrzuciłam go z domu i po dwóch tygodniach postanowiliśmy walczyć i dać nam szanse. Ja z jego ust niczego sie nie dowiedziałam nie było tematu u niego gdy pytałam o kochankę o okoliczności i o ich spotkaniach czy rozmowach. To mnie niszczyło i w głowie miałam tysiąc mysli. Sama szukalam , sama tez doszłam do strasznej prawdy. Gdyby nie to maz dalej by ciągnął romans z nią na fb, telefonik i kolacyjki... Ta kobieta do dzisiaj przychodzi do mnie w myślach i snach razem z moim mężem... czasem budzę sie z płaczem. Niestety piętno zdrady jest tak wielkie ze nawet moja miłość i jego starania nie pomagają. Po roku na pewno jest lepiej nie było sytuacji gdzie w niego mogłabym zwątpić. Moze ktoś napisze ze sie dobrze kryje, ale nie czuje zeby cos złego sie działo. Poświęca cały swój czas nam. 3 miesiace po zdradzie zaszłam w ciaze. Mieliśmy problem z płodnością, nagle trafiło od razu. On sie bardzo cieszył a dla mnie to szok. Bałam sie ze dziecko to dla niego deska ratunku i przywiązanie moje do niego. Nie raz mówiłam mu ze urodzę i nas zostawi bo bedzie powtórka z rozrywki , on wtedy czule mnie przytulal i mowil ze nigdy tego nie zrobi. Piękne prawda? A jednak dla mnie na tamten moment słowa dzielone przez pół, patrzę przez pryzmat tego co mi zrobił. Jest to dosyć smutne, ale pomimo tego kocham go i chce z nim być. Urodziłam drugie dziecko i naprawdę jest dobrze. Chociaz nurtują mnie do dzisiaj te same mysli ale juz rzadziej. Przeszlosc ustępuje, ale jednak to piętno jest tak silne ze przysłania mi cała nasza przeszłość, dzień kiedy sie poznaliśmy, nasz ślub . Jest to smutne ale na ten moment stanęliśmy razem na nogi , probojemy i cieszymy sie sobą każdego dnia. Licze ze nie zmarnuje szansy. Ja także sie zmieniłam , proboje każdego dnia znaleźć chwile dla nas, rozmowa czy przytulenie, przytulić sie , schować swoje chore kompleksy. Pisze to dlatego zebys wiedziała ze sa dobre zakończenia ze można żyć dalej w małżeństwie... ze jest nadzieja ze bedzie dobrze. Ze skoro ja kocham to dlaczego nie spróbować jeśli widać skruchę męża i walkę o nas? Ten jedyny raz , jedna i ostatnia szansa jaka mu daje. Licze ze złe mysli i Twój niepokój bedą ustępować, życie to jedna zagadka. Rób tak zebys była szczęśliwa.
4452
<
#48 | dirty dnia 18.08.2018 00:50
Co do 34 kroków ... pewnie nie wszystko da się przełożyć w 100% jednak oddają dość dosadnie pewien stan w jakim powinno się funkcjonować na etapie określania, na etapie podejmowano decyzji. Nie wydaje mi się, ze to stan na etap odbudowuje - gdy decyzje zapadły... ale
Z tym zaufaniem i łykaniem wszystkiego jak pelikan Z przymrużeniem oka... rozumiem idealizm ale nie wiem czy ta faza związku jest do odbudowania w dawnym kształcie... pewnie trudno zdefiniować co jest przegięciem a co normom... ja nazywam postawę zaufania, ze nie ma powrotu do zaufania jakim się obdarza inna osobę mając 20 lat ... to nie wróci czy do ślubnego czy do nowego rozdania ... trzeba jednak złapać gdzieś etap normalność .
Transparentność tak jako konsekwencja i możliwość sprawdzenia ale czy po jakimś czasie (jakim otóż jest pytanie?) sprawdzanie z częstotliwością kilku razy w tygodniu, mc jest normalne ... to są te trudności w definiowaniu ..
11897
<
#49 | murka dnia 18.08.2018 08:41
Mam wrażenie że potrzeba sprawdzania w po jakimś czasie znika. Oczywiście jeśli naprawdę coś zostało zrozumiane i w jakiś sposób przepracowane. Jeśli nie ma ewidentnych przesłanek, to się przestaje sprawdzać. Nie wiem czy to reguła, ale osobiście doszłam do stanu w którym wiem że nie mam wpływu na to co się stanie. Jeśli historia zacznie się powtarzać to sprawdzanie będzie miało sens tylko w celu uzbrojenia się na finał. Już przecież wiemy że nasi partnerzy są zdolni do tego do czego są. Tego pierwszego szoku drugi raz nie będzie. Natomiast nie wiem czy to jest normalny stan że pozostaje się lekko wyofanym emocjonalnie, tak żeby za drugim razem nie dać się tak bardzo sponiewierać. Szkoda że tak jest i chyba to jest najgorsze. Po urazie chronimy siebie?
13725
<
#50 | Mazuta dnia 18.08.2018 08:45
Lutiola ja przyjmuje do wiadomości to co mówi a czy wierzę to inna sprawa. 8 miesięcy kłamstw zrobiło swoje i teraz nie da się uwierzyć tak jak kiedyś. Nie rozkminiam już czy napewno jest w pracy ale po prostu zakładam że może w tej pracy nie być tylko po to żeby kiedyś mnie to nie zaskoczyło że znowu dałam się nabrać.
Staram się mu powoli wierzyć. Sprawdzając w delikatny sposób czy jest tam gdzie mówi. Nie jest to jakaś chora kontrola ale np po paru dniach zadaje jakieś pytanie które potwierdzi jego wersję.
Nie wierzę we wszystko tak jak kiedyś ale nie przeszkadza to w próbie odbudowania zaufania.
Stosowanie 34 kroków bardzo pomaga w budowaniu siebie w nowym starym związku.

Komentarz doklejony:
,

Komentarz doklejony:
,
3739
<
#51 | Deleted_User dnia 18.08.2018 16:29
Asa, przeczytałam Twoją wypowiedź i bardzo pozytywnie mnie nastroiła. Ale też twój cały wątek i wypowiedzi naszych szanownych forumowiczów i miałaś rzeczywiście dużo do przemyślenia. A teraz jesteś szczęśliwa. Zazdroszczę Ci. Ja narazie nie jestem. Wierzę że kiedyś będę. Z tym samym człowiekiem ale w Nowym związku.....

Dlatego zapytałam o te kroki, bo pomimo że może niedoskonałe narzędzie, ale bardzo pomocne w odbudowaniu siebie i swojej pozycji w związku.
9976
<
#52 | renea72 dnia 18.08.2018 23:31
Witaj Lutiola.Jestem 5 lat po zdradzie męża,i te demony czasem wyłażą,ale patrzę na to bez emocji.Ważnie żeby problemu nie zamieść pod dywan tylko przepracować od Ado Z.Masz pytania do męża to pytaj ..Nawet jeśli w kółko będzie to pytanie-- dlaczego?Czas zagoji ranę,ale blizna zostanie.Ja również tak miałam,że najpierw pozwoliłam mężowi do siebie wrócić a potem byłam się z myślami,że może jednak za wcześnie,że mogłam dac sobie czas.Ja chyba bałam się ,że jeśli za długo będę czekać z decyzją jego powrotu do domu ,to go stracę na zawsze,bo się za bardzo oddalimy. Trudno mi dziś to analizować.W każdym razie swojej decyzji nie żałuję.Mam nadzieję, że i Wam się poukłada.Uśmiech
3739
<
#53 | Deleted_User dnia 19.08.2018 13:46
Dzięki Renea, wiem że każda sytuacja jest inna, ale dobrze słyszeć że komuś się udało. Ja na razie jestem na etapiej rano bajka, wieczór rozwód. Już wcześniej pisałam, że postanowiłam kierować się moja intuicją a czytając wszelkie wasze porady jeszcze tylko upewniam się że dobrze robię. Chociaż nie jest idealnie i każdego dnia pojawia się demon do zwalczenia. Jest i tyle lepiej że wiem że one są I będą, ale dobrze wiedzieć że będą słabnąć. Nie wiem czy każdy się że mną zgodzi ale czuję że jest mi o tyle łatwiej że nie przeraża mnie fakt że mogłabym zostać sama z dziećmi. Wiem że mój mąż naszych dzieci by nie zostawił ale i tak gdybyśmy się rozstali większość obowiązków byłaby na mojej głowie, ale nie przeraża mnie to. Powiedziałam mężowi o tym raz, że nigdy nie potrafiłabym błagać by ze mną był, że jestem w stanie spokojnie sobie dać radę bo już zostałam z dziećmi sama, ale nie gadam już o tym, nie wypominam. Absolutnie nie oceniam osób które dla ratowania rodziny proszą o pozostanie zdradzacza, wiem że to okropne uczucie kiedy po zdradzie, jeszcze nasz ukochany mówi że chce odejść, mój mąż sam nie wiedział czego chce i powiedział że potrzebuje czasu żeby wszystko przemyśleć, ale ja od razu powiedziałam że nas już nie ma i ma tyle czasu ile chce, tylko że u niego wystarczyły chyba dwa dni i zaczął pisać i dzwonić że nie może beze mnie żyć. W sumie tak jest do dzisiaj. Wiem tylko że myśl o tym że dałabym radę sama dodaje mi pewności siebie. Znalazłam nawet sposób na rozładowanie złych myśli Kiedy męża nie ma obok, zapisuje wszystko w zeszycie i od razu pomaga. Dzisiaj jest dobrze. Co będzie jutro? Zobaczymy jutro.
2862
<
#54 | niezapominajka dnia 19.08.2018 19:43
A ja nie zgodzę się z renea72, że temat powinno się wałkować tyle ile by się chciało. Z perspektywy czasu wiem, że rozmowa powinna być jedna, potem każda to juz zwyczajne wyżycie się na kimś kto nas skrzywdził.

Lutiola, a Tobie jeszcze napiszę jedno. To od Ciebie zależy jak wykorzystasz kryzys jaki Was dopadł (czytaj zdradę) albo zatracisz się całkowicie w poczuciu krzywdy (co moim zdaniem robisz), czy wykorzystasz jako rozwój siebie. Ja wybrałam to drugie. Dlatego jestem w tym miejscu, którym jestem. Chociaż po drodze wyrządziłam dużo krzywdy sobie i Mężowi- zarazem.

Większość z nas myślała, że jesteśmy tak idealni, wyjątkowi, że zdrada nas nie spotka. A spotkała...
3739
<
#55 | Deleted_User dnia 19.08.2018 23:49
Niezapominajko jeszcze kilka tygodni temu nie potrafiłam się pozbyć tego uczucia jaka jestem biedna i pokrzywdzona. W sumie czytając moje wypowiedzi nie dziwię się że tak myślisz. Ale na szczęście już tak nie jest. Ja po prostu nie pisalam o dobrych rzeczach, o progresie jaki codziennie razem z mężem przechodzimy. O tym że oboje staramy się załatwiać wszystko na bieżąco, nawet zwykłe codzienne sprawy żeby się nie odkładaly na później, że mówimy sobie co czujemy... Myślę że tak jak każdy z nas ma inną historię, tak każdy z nas inaczej ja przeżywa, inaczej reaguje i inaczej znajduje ukojenie i dochodzi do siebie. Cóż, życie.... Jeśli chodzi o wałkować tematu, to myślę że jest taki czas że trzeba rozwiać swoje wątpliwości, rozmawiać, dowiedzieć się tego, czego potrzebujemy, ale później rzeczywiście zakrawa to na dręczenie osoby z którą w sumie próbujemy być więc zgadzam się że to bez sensu. Myślę że w tym wszystkim trzeba odnaleźć siebie, być w zgodzie ze sobą, a nie robić to, co dyktują nam inni.

Komentarz doklejony:
I jeszce jedno, to co napisałaś jakie wyciągniemy wnioski, nie wiem czemu, czasem krąży mi taka myśli po głowie, że gdyby nie ta zdrada, wiele dobrego by się w moim życiu nie wydarzyło. Nie chcę absolutnie aby to zabrzmiało że to popieram w jakikolwiek sposób takie rozwiązanie kryzysu, ale mam takie poczucie że inaczej chyba byśmy się oboje nie obudzili z tego letargu. Zobaczymy co czas pokaże, ale wiem że pracując nad sobą takie (Dla mnie traumatyczne) doświadczenie można na prawdę przekuć w coś pozytywnego.
3739
<
#56 | Deleted_User dnia 20.08.2018 09:17
Luti,

Cytat

Absolutnie nie oceniam osób które dla ratowania rodziny proszą o pozostanie zdradzacza, wiem że to okropne uczucie


Tak,fakt to jest okropne uczucie...nawet po takim czasie gdy sobie przypomnę jest mi głupio przed samą sobą,to jest upodlenie się....czy to dla rodziny? nie bardziej ze strachu,uzależnienia,popełniłam masę błędów język był szybszy od mózgu (a to chyba do dziś zostało) Szeroki uśmiech Jeśli ktoś chce odejść,niech odejdzie...

niezapominajka,

Cytat

Większość z nas myślała, że jesteśmy tak idealni, wyjątkowi, że zdrada nas nie spotka. A spotkała...


No właśnie...był czas że te jego wybranki krytykowałam... takie siakie owakie a są po prostu inne,może mniej pyskate Szeroki uśmiech

Luti,Życzę powodzenia,wytrwałości z każdym dniem,miesiącem rokiem nie może być gorzej...może być tylko lepiej.Powodzenia
14016
<
#57 | devi dnia 20.08.2018 09:57
Witaj Lutiola, wierzenie i życie po zdradzie jest cholernie trudne. U mnie mija właśnie 7 miesiąc (jestem świeżynką) to jest pokręcona sinusoida, która zamęcza, aż wręcz męczy, takie czołganie się. Spadły klapki z oczu i teraz wszystko jest tak bardzo wyraźne, że aż boli, aż szczypie w oczy. Najgorszym uczuciem jest utrata poczucia bezpieczeństwa, zaufania, a osoba której ufało się bezgranicznie jest w stanie oszukać, zranić, zdeptać, przywalić najmocniej jak się da. To jest walka samemu ze sobą i z całym światem (nie, nie jak Don Kichot).
Najśmieszniejsze jest to, że każdy dookoła ocenia mnie i mojego męża jako idealne małżeństwo (garstka ludzi wie o jego wyczynie). Ja sama zawsze uważałam, że zdrada NIGDY mnie nie dotknie, a dotknęła, paradoks. W życiu nie ma pewników.
My próbujemy. Nie wiem czy nam się uda. Na chwilę obecną nie jest fajnie, nie jest dobrze, to są takie skoki, ta wcześniej wspomniana sinusoida.
Myślę sobie, że podstawową cegiełką udanego związku jest wewnętrzny spokój, ta spokojna głowa, tylko że spokój jest przywilejem ludzi szczęśliwych i kółko się zamyka...
Każda relacja, każdy człowiek jest inny.
Życzę Ci spokojnej głowy i trzymam kciuki za Twoje szczęście!
3739
<
#58 | Deleted_User dnia 21.08.2018 01:31
Jeśli moje życie w tym związku ma już zawsze tak wyglądać to ja podziękuje. Już było dobrze. Ale dziś testowalam nowe słuchawki do telefonu i włączyłam muzykę. niestety na playliście było też nagranie rozmowy z mężem zaraz po rozstaniu, kiedy wyznawal mi prawdę jak to się zakochał. Do tej pory, pomimo że było "dobrze" cały czas z tyłu głowy miałam jakieś dziwne przeczucie tak jakby mąż nie chciał jej oczernic, nawet przede mną, żebym się lepiej poczuła..jakby nadal była dla niego ważna. A tu kiedy znowu słyszę że sie zakochał, że był wściekły że po rozstaniu ze mną ona błagała swojego męża o wybaczenie, kiedy usłyszałam tą złość w jego głosie że ona sama nie wie czy chce z nim być... poczułam się jak szmata, zużyta, do podłogi. Na prawdę zupełnie przez przypadek to mi się włączyło i wszystko mi się przypomniało. Wiem że nie powinnam tego już mieć w telefonie jeśli chce próbować, ale najgorsza była jego reakcja. kiedy po południu powiedziałam że miałam zły dzień, że słuchałam tego nagrania, że chciałabym usłyszeć prawdę czy chciał odejść tyko ona go olala, on odpowiedział - jakie to ma teraz znaczenie. Dla mnie ma, bo ja nie chce być tą drugą. Nawet jeśli znosił moje płacze i żale to nie chce, bo dla mnie powód jego powrotu ma znaczenie, że nie powiedział mi prawdy, czyli dobrze że nie uwierzyłam. I zostawił mnie z tym wszystkim samą i poszedł spać. Nie wyjaśnił, nie przytulił tylko poszedł spać.Chyba się z tym wszystkim jeszcze nie uporałan
13725
<
#59 | Mazuta dnia 21.08.2018 06:54
Gdybyś się uporala nie bylo by tutaj twoich wpisów to pewne.
Czy to że znosił twoje płaczw żale ciągle pytania to mało? Teraz jesteście razem, teraz probujecie, teraz nie rok temu czy za pół roku ale właśnie teraz.
A dlaczego on ma ja oczerniac? Nie ma powodu żeby się na niej mscic.
A co do jego zachowania no cóż on chciałby już żyć bez wypominania przeszłości. Może po prostu powiedz mu ze w takich chwilach potrzebujesz żeby cię przytulił.
I nic nowego po takim czasie ci nie powie. Co miał Ci jeszcze wyjaśniać?
11897
<
#60 | murka dnia 21.08.2018 08:03
Lutiola zaproponuję ci coś. Po długim czasie boksowania się z samą sobą, odbijania się od "nie wiem" mojego męża, walki ego z rozumem itd...Zrobiłam sobie takie postanowienie- będę wspaniała Z przymrużeniem oka za bardzo nie miałam wyjścia bo po 8 latach jeśli nawet pamiętał szczegóły to już bez tamtych emocji, a więc przekłamane i moje wiercenie w brzuchu nic nie wnosiło, wręcz zaczynało być gwoździem do trumny. Więc wymyśliłam sobie "będę boska" skończę z pytaniami, przestanę być złośliwa( szczerze, z tym miewam problemy Z przymrużeniem oka ) zrobię tak żeby moje ewentualne odejście było dla męża bolesną stratą, a nie ulgą. Pomogło. Mnie pomogło bo miałam kaganiec na paszczy, więc sama sobie nie robiłam krzywdy drapaniem ran. I układowi małżeńskiemu pomogło bo nigdy mój mąż nie był dla mnie taki jak jest teraz. Nigdy, nawet jak go idealizowałam w młodości i stawiałam mu piedestały. Niemniej pliki, dokumentację rozmów z panną Foch, screeny, mam nadal. Na osobnym dysku żeby mnie nie zaatakowało znienacka jak Ciebie to nagranie. Po co to mam? Żeby, kiedy znowu będzie źle, odbudować w sobie moje złe emocje w ekspresowym tempie bez rozterek moralnych i trzasnąć drzwiami. Ale nie ma opcji że niechcący coś zobaczę bo to tylko mnie by bolało i taktykę bycia wspaniałą kobietą szlag by trafił. Z przymrużeniem oka
14019
<
#61 | amor dnia 21.08.2018 08:37
Pozwolę sobie wkleić artykuł Łuczyńskiej, nieco obok w temacie, ale poruszający w prosty i jasny sposób istotne kwestie dotyczące związku i tego czy warto obdarzać miłością, a tym samym jej oczekiwać ( bo to jednak wszystko musi działać w dwie strony; inaczej nie ma sensu) :

"Ktoś kiedyś powiedział, że rodzimy się sami, żyjemy sami i umieramy sami, że samotność jest naszą naturą, tylko nie jesteśmy tego świadomi. Ja jednak twierdzę, że człowiek nie jest stworzony do samotności, a negując tę biologiczną potrzebę bycia z kimś tracimy motywację.

Dziś człowiek może oszukać własnym umysłem prawie każdy rodzaj samotności, a lęk przed nią usprawiedliwić kłamstwem. Tak jest łatwiej. W tłumie czujemy się lepiej. Łatwiej jest sięgnąć po lajki i pochlebne komentarze dostępnych od ręki, choć nieznanych nam użytkowników mediów społecznościowych, niż otworzyć się przed kimś naprawdę nam bliskim, bo wtedy trzeba zdjąć maskę, pójść na kompromis.

Bo prawdziwa relacja z drugim człowiekiem wymaga kompromisów, autentyczności i zaufania, otwarcia się, odarcia z szat do gołych ran, zawierzenia w momentach kryzysu, jak i w momentach codzienności, braku udawania, pokazania swoich słabości. Bez tego nie ma prawdziwego związku.

I tu dotykamy sedna relacji z drugim człowiekiem r11; jego najintymniejszej części. Czy potrafimy w największych opresjach zaufać komuś na tyle, aby oddać się w jego ramiona, aby pokazać siebie prawdziwą, wątłą, słabą? Czy potrafimy przyznać się, że płaczemy, że coś nas przerosło? Czy wybierzemy pozornie bezpieczną dla nas wersję, że lubimy być same?

Owszem, samotność jest czymś esencjonalnym, nierozerwalnie związanym z naszym istnieniem i nie ma sposobu by tego uniknąć. To czas potrzebny dla każdego. To odkrywanie samego siebie. Wojciech Eichelberger w swojej książce pt. "Zatrzymaj się" pisał: "Nasz umysł jest jak naczynie z wodą, którym nieustannie poruszamy. Woda wzburza się, mąci, przelewa. Bywa, że wstrząsany niepokojami umysł nie daje nam wytchnienia nawet w nocy. Budzimy się zmęczeni, rozbici i bez sił do życia. Gdy decydujemy się na to, by przez pewien czas pobyć w samotności, to tak jakbyśmy naczynie z wodą postawili w jednym miejscu. Nikt go nie rusza, nie przenosi, nic nie dodaje; nikt nie miesza wody. Wtedy wszystkie zanieczyszczenia opadają na dno a woda staje się spokojna i przejrzysta".

To jest prawda. Potrzebujemy czasu samotności, ale ten czas daje nam również prawdziwy związek, prawdziwa dojrzała relacja. Bo dojrzała miłość daje wolność. Miłość to nie łańcuch, którym Ty i osoba kochana jesteście spętani. Prawdziwa miłość szuka dobra kochanej osoby i może istnieć tylko w wolności.

Nie bójmy się samotności, bo ona jest nam potrzebna, ale nie stawiajmy jej też na piedestale, bo ona nie jest naturalną potrzebą człowieka. My, ludzie wzrastamy razem, budujemy razemr30; Nie bójmy się zatem kochać. Nie pozwólmy, aby złe doświadczenia sprawiły, byśmy stały się zgorzkniałe i nieufne.
Żyjmy chwilą, niczego nie przyspieszajmy pamiętając, że wszystko dzieje się w odpowiednim czasie i dla naszego dobra. A Miłość? Miłość wbrew pozorom jest bardzo prosta."
3739
<
#62 | Deleted_User dnia 21.08.2018 21:54
Piękny ten tekst, Amor.... Myślę jednak że nie dotyczy on związków po zdradzie. One są chyba inne, takieale wybrakowane, z dozą dystansu i nierówności albo ja nie potrafię sobie tego zwizualizować.... albo jestem największa pesymistką na świecie, albo już zwariowałam, albo należę do tych osób które po prostu nie potrafią zapomnieć, i każda nawet drobna rzecz przywołuje wszystko z takim samym rozstrojem wewnętrznym jak na początku.

Komentarz doklejony:
Dzisiaj zdałam sobie sprawę że boję się zaryzykować podobnie. Może to jest tak, że udaje się uratować te dobre małżeństwa, gdzie ludzie się pogubili, ale ogólnie mają takie same postrzeganie świata, poglądy, a my chyba nigdy nie byliśmy zgodni, byliśmy fajną parą, a potem już nie i po postu nie ma czego ratować. Boję się że niepotrzebnie czekam na terapie, po której tyle oczekuje, a tu się okaże że marnuje czas, a mogłabym zacząć sobie wszystko samej układać. Chyba jestem Jeszce bardziej zagubiona niż na początku.
3739
<
#63 | Deleted_User dnia 21.08.2018 23:06

Cytat

Boję się że niepotrzebnie czekam na terapie, po której tyle oczekuje, a tu się okaże że marnuje czas, a mogłabym zacząć sobie wszystko samej układać.


Podobnie myślałam, gdy zaczynałam z najmłodszym synem terapie,moje oczekiwania były wygórowane i to tylko będzie strata czasu,siedzenie i słuchanie tego psychologicznego pierdzielenia,po co ja z nim tam idę?cholera znowu muszę tam iść i tak było jakiś czas...no ale chodzę. 2x w miesiącu wizyty,dopiero po 6 miesiącach nie że efekty były widoczne ale to ja zaczęłam współpracę z panią psycholog,otworzyłam się syn też ale to nie koniec jeszcze trochę to potrwa...
Lutiola,Nie oczekuj że po pierwszej,drugiej czy trzeciej wizycie terapia rozwiąże twoje problemy,czy psycholog ma je rozwiązać,terapia nie na tym polega ale pomorze zrozumieć pewne rzeczy...
Przypomina mi to opowieść o paprotce i bambusie,wkleję tylko część...

"Osiem lat temu zdobyłem nasiona i udało mi się zasadzić bambusa i paprotkę w jednym momencie. Chciałem, żeby obie rośliny rosły razem w moim ogrodzie, ponieważ obie doskonale na mnie wpływają. Włożyłem cały mój wysiłek w ich pielęgnację jak gdyby były prawdziwym skarbem.
Jakiś czas później zauważyłem, że paprotka i bambus reagują na moją pielęgnację w odmienny sposób. Paprotka zaczęła rosnąć i już po kilku miesiącach zmieniła się w majestatyczną roślinę, która zdobi pomieszczenie w jakim się znajduje. Bambus z kolei nadal był pod ziemią, bez jakichkolwiek oznak życia.
Minął rok i paprotka nadal rosła, ale bambus nie. Nie poddałem się jednak. Nadal dbałem o niego z największym zapałem. Mimo to minął kolejny rok a moja praca nie przynosiła żadnych efektów. Bambus nie chciał się pokazać.
Nie poddałem się ani po drugim roku, ani po trzecim ani nawet po czwartym. W piątym roku, pewnego dnia zauważyłem, że z ziemi wychylił się nieśmiało młody pęd. Następnego dnia był już znacznie większy. Już po kilku miesiącach roślina zmieniła się w potężny, 10-metrowy bambus ponieważ rosła bez przerwy. Czy wiesz dlaczego tyle czasu zajęło jej wyjście na powierzchnię?
Zajęło to pięć lat ponieważ w tym czasie roślina pracowała nad tym, by wypuścić mocne korzenie. Wiedziała doskonale, że musi urosnąć bardzo wysoko i dlatego właśnie nie mogła wyjść na powierzchnię ziemi do czasu gdy będzie miała silne podstawy, dzięki którym wzniesie się wysoko i szybko.

Znaczenie czasu w naszym rozwoju Fajne
3739
<
#64 | Deleted_User dnia 21.08.2018 23:52

Cytat

Bo prawdziwa relacja z drugim człowiekiem wymaga kompromisów, autentyczności i zaufania, otwarcia się, odarcia z szat do gołych ran, zawierzenia w momentach kryzysu, jak i w momentach codzienności, braku udawania, pokazania swoich słabości. Bez tego nie ma prawdziwego związku.

I to jest sedno sprawy, jak pokazać swoje słabości i odsłonić się przed człowiekiem który nas oszukiwał i zdeptał nasze uczucia i poczucie godności????
6755
<
#65 | Yorik dnia 22.08.2018 04:47
Lutiola,

Cytat

poznKałam mojego męża byłam w wieloletnim związku (fakt jeszce bez dzieci) i nie potrafiłam zdradzić, była lampka, były cudowne motyle, ale najpierw musiałam zakończyć tamten związek, z resztą bardzo boleśnie.

Dość ciekawe i dyskusyjne kolejne stwierdzenie świadczące o hipokryzji czy inaczej mentalności Kalego; a życzeniowych dziwnych stwierdzeń jest jeszcze więcej;
Nie rozumiesz siebie a chcesz zrozumieć kogoś ? Siebie poznaj i swój wpływ na otoczenie, to podstawa; Nie możesz analizować czegoś co Ciebie dotyczy bez Ciebie;
Próbujesz się dowartościować tym, że jesteś świętojebliwą super matką a tamta nie była? bardzo słabe.

Zmartwię Cię, dziecka nie zapragnęłaś świadomie tylko instynktownie, świadome i pragmatyczne myślenie nie przeszkodziło; Podpowiedziało by Ci, że z okresu miodowego po zdradzie można korzystać, ale nie jest to czas na poważne decyzje życiowe; mało odpowiedzialną osobą jesteś i bez wyobraźni; może właśnie dlatego kreujesz się na odpowiedzialną kosztem innych;

Bardzo duży plus dla Ciebie, że zaczęłaś w końcu szukać rozwiązań i miejmy nadzieję, że przestałaś zachowywać się jak nieświadome niczego zwierzątko płci żeńskiej, które nie panuje nad swoimi emocjami;

Cytat

Dlatego zapytałam o te kroki, bo pomimo że może niedoskonałe narzędzie, ale bardzo pomocne w odbudowaniu siebie i swojej pozycji w związku.

Te sugestie nie są dla Ciebie, wdrażając to tylko sobie zaszkodzisz.
Mam wrażenie, że faceta przestałaś widzieć tworząc związek z dziećmi i tylko pod dzieci i swoje oczekiwania; uważałaś że tak go omotałaś, że nikt Cię nie zastąpi a tu zdziwienie;

Kwestia drążenia tematu, uświadom sobie i określ czemu chcesz wiedzieć i dokładnie co chcesz wiedzieć? I jakie odpowiedzi będą dla Ciebie satysfakcjonujące a jakie nie; nie będą;
To jak między nimi było nie zwolni Cię z pracy nad swoimi emocjami i waszą relacją, nie da ci o wiele więcej poczucia bezpieczeństwa; Najlepiej zaakceptuj, że od Ciebie odbił, przez jakiś czas był bliżej z inną co każdemu się może zdarzyć i już;
Po roku jesteś? Ostatnia szczera rozmowa jak to było, jakie są aktualne plany i jaki okres dotrzymania wzajemnych zobowiązań, nie za długi ale pozwalający na ochłonięcie; budowa domu na razie nie wchodzi w grę, chyba, że tobie ma zostać dziecko a jemu dom, to niech sobie buduje;

Idź w końcu do tego psychologa niech Ci pomoże uświadomić jak wyglądał wasz związek, w czym się minęliście, miłe dla Ciebie nie będzie;
Napisałaś gdzieś, że żoną będziesz na papierze dzięki niemu, a przyszło Ci do głowy, że z jakichś powodów on od dawna mógł się czuć mężem na papierze?
Pewnie nie, bo to co nie było po twojej myśli i dla Ciebie to z natury rzeczy było bzdurą lub nawet czymś przeciwko Tobie.
Analizę dopasowania koniecznie zróbcie;

Dopiero wtedy będziesz mogła próbować podjąć jakieś świadome decyzje;
14019
<
#66 | amor dnia 22.08.2018 09:37

Cytat

I to jest sedno sprawy, jak pokazać swoje słabości i odsłonić się przed człowiekiem który nas oszukiwał i zdeptał nasze uczucia i poczucie godności????

to jest to o czym w sumie mówią Ci dziewczyny;
jak poznajesz swoje słabości, nie boisz się ich nazwać i dotknąć ; zaczynasz nad nimi pracować, to przestają tymi słabościami być;
pod warunkiem, że masz w sobie dość pokory i wychodzisz z idealizowania ( czy wchodzenia w infantylizację, próżność,samooszukiwanie się) a wchodzisz w realną pracę, której świadomość automatycznie zwiększa Twoje poczucie własnej wartości;
zwiększa się Twoja świadomość samej siebie dokonujesz bardziej świadomych wyborów w życiu codziennym; jak masz świadomość ile i jak ogromnej pracy wymaga wyjście z własnych słabości, nie oczekujesz od innych cudów; patrzysz realnie na świat, na słabości innych; nie szukasz książąt z bajki, tylko budujesz własną; bo widzisz i czujesz realny wpływ na swoje życie, czy życie innych;

Komentarz doklejony:
podjęłaś decyzję o powrocie nie mają ku temu jeszcze żadnych realnych podstaw; nie jest więc dziwne, że się męczysz; bo i na czym teraz budujesz, jak nie na życzeniowych?
odbudowanie związku i dobrej relacji wymaga realnej, uczciwej z pracy nad tym dwóch stron; głębokiego wsłuchania się w samych siebie obu partnerów i wsłuchania się wzajemnego; ogromnej pokory, by móc wsłuchać się również w słabości partnera i w to co on realnie czuje, a nie czego my byśmy oczekiwali i czego sobie życzyli; bo tylko wtedy jesteś w stanie się do tego świadomie ustosunkować;

Komentarz doklejony:
podjęłaś decyzję o powrocie [b]nie mając[/b] ku temu jeszcze żadnych realnych podstaw
3739
<
#67 | Deleted_User dnia 22.08.2018 12:16
Wiedziałam że tak napisać mógł tyko facet Uśmiech, z jednej strony bardzo konkretnie, ale też z nutą ironii odnośnie babskich wydumanych emocji. Mimo to dziękuję. Bardzo uważnie przeczytałam także Twoją historię Yorik. Zazdroszczę Ci że potrafisz dokonać takich analiz siebie i otoczenia. Ja nie potrafię. Mało tego, im bardziej zastanawiam się nad samą sobą, tym bardziej odechciewa mi się wszystkiego. Czy można być aż tak beznadziejnym? Chyba wymyśliłam sobie idealno-serialowy świat i próbowałam dogiąć do niego rzeczywistość. Porażka totalna. Najbardziej przeraża mnie fakt, że opisałam moja sytuację, i czytam że moja postawa doprowadziła mojego męża do innej, a osoby z naszego otoczenia (mieszkamy blisko rodziny) dziwią się że aż tyle wytrzymałam z takim człowiekiem, i że w ogóle jeszcze z nim jestem po tym co zrobił. Rozdźwięk totalny. Najlepiej nie słuchać i nie patrzeć na nikogo, bo nikt nie był w mojej skórze.

Jeśli chodzi o dowartościowanie, to rzeczywiście mi tego brakuje. Matką idealną na pewno nie jestem. Czy dzieci są dla mnie najważniejsze? Teraz już tak. Kiedyś powtarzałam mężowi że dzieci są ważne, ale sa tylko dodatkiem do związku, kiedy prosiłam żebyśmy spędzili trochę czasu tylko we dwoje, wyjechali razem na weekend, to zawsze nie było chęci/pieniędzy/czasu, no tak, ale to ja jestem ta zła.
Do tamtej staram się nie porównywać, ja wiem że nie dorasta mi do pięt, ale też wiem że była nieszczęśliwa, po prostu. To jaką jest matką mnie nie obchodzi. Wiem że mając chore dzieci powiedziała że idzie do pracy, a pojechała do hotelu z moim mężem. Nie mnie to oceniać. Ja też wychodzę teraz na wyrodną matkę bo podobno chcę zrujnować moim dzieciom życie, tym że nie potrafię sobie poradzić z tym co się stało.

Cytat

Zmartwię Cię, dziecka nie zapragnęłaś świadomie tylko instynktownie, świadome i pragmatyczne myślenie nie przeszkodziło; Podpowiedziało by Ci, że z okresu miodowego po zdradzie można korzystać, ale nie jest to czas na poważne decyzje życiowe; mało odpowiedzialną osobą jesteś i bez wyobraźni; może właśnie dlatego kreujesz się na odpowiedzialną kosztem innych;


Dzialalam instynktownie? może, czy miałam obowiązek widzieć że po zdradzie najpierw jest miesiąc miodowy, a potem pół roku doła? Mało odpowiedzialna jestem, a dlaczego? Kreuje odpowiedzialność kosztem kogo niby? Mojego biednego męża który był taki samotny i nieszczęśliwy że nie mógł otworzyć gęby i o tym powiedzieć? Teraz nagle pała wielkim uczuciem do mnie i do naszej rodziny. Kiedy proszę żebyśmy się rozstali, bo ja nie potrafię sobie z tym poradzić, przerzuca na mnie całą winę, że przeze mnie dzieci będą cierpieć, bo ja nie chce zapomnieć, to jest w porządku?
Jaka z tego refleksja? wiem że potrzebuje psychologa. Jestem w totalnej rozsypce, nic mnie nie cieszy. Łapie się kurczowo jakiś prowizorycznych rozwiązań, a potem płacze że jest źle. Cały czas mam wrażenie że nie mam żadnej kontroli nad moim życiem i nie wiem co mam zrobić żeby ją odzyskać, nie wiem czy kiedykolwiek ją miałam.

Ps Yorik czy Ty nadal jesteś z żoną? Czy możesz powiedzieć że jest dobrze?
11897
<
#68 | murka dnia 22.08.2018 12:40
Lutiola, ani osoby z najbliższego otoczenia, ani czołowi forumowi cynicy nie są Tobą. I nikt za Ciebie nie podejmie decyzji co dalej, co więcej ty jej też nie musisz podejmować natychmiast i nieodwołalnie. Ocenę twoich pobudek powołania na świat drugiego dziecka z pozycji boskiej wszewchwiedzy pomiń, taki "folklor" lokalny. Natomiast to że się miotasz i pytasz o sens bycia dalej że zdrajcą jest całkowicie zrozumiałe. To ty wiesz czy w twoim mężu zaszły jakieś zmiany, to Ty na codzień widzisz czy warto próbować czy nie. Najtrudniejsze jest okiełznać własne złe emocje i chęć grania ofiary, oraz potrzebę upodlania zdradzacza. I to że jeśli teraz to rozwalisz to będzie twoja wina, czyli zrzucenie na Ciebie odpowiedzialności przez męża to taka forma obrony przez atak. W końcu koleś musi codziennie patrzeć na siebie w lustrze. Odpuść, odpuść sobie przymus natychmiastowego przywrócenia dawnego porządku świata. Tego już nie ma i nie będzie. Kontroli nad sobą też nie masz, więc próbuj małymi krokami. Plan na dzień. Przeżyć dzień bez atakowania siebie i jego. Jeden, drugi, tydzień..
14019
<
#69 | amor dnia 22.08.2018 13:46

Cytat

Cały czas mam wrażenie że nie mam żadnej kontroli nad moim życiem i nie wiem co mam zrobić żeby ją odzyskać, nie wiem czy kiedykolwiek ją miałam.

to czemu nie wsłuchujesz się sama w siebie? wsłuchaj się i weź po prostu konsekwencje swoich decyzji

Cytat

Kiedy proszę żebyśmy się rozstali, bo ja nie potrafię sobie z tym poradzić, przerzuca na mnie całą winę, że przeze mnie dzieci będą cierpieć, bo ja nie chce zapomnieć, to jest w porządku?

przecież Ty jasno wiesz czego chcesz i potrzebujesz;

Cytat

Ja też wychodzę teraz na wyrodną matkę bo podobno chcę zrujnować moim dzieciom życie, tym że nie potrafię sobie poradzić z tym co się stało.

po co przejmujesz się opiniami innych?

jak nie jesteś na tą chwilę jeszcze 100% pewna ostatecznych rozwiązań, możesz śmiało wystąpić z wnioskiem o separację z orzeczeniem jego winy; i dać sobie czas na podjęcie ostatecznej decyzji;
daj sobie szansę na to by pobyć samej, jeśli Tobie ten czas jest potrzebny;
3739
<
#70 | Deleted_User dnia 22.08.2018 14:00
Amor... ja po prostu jestem tchórzem. Boje się zmierzyć z tym czego się boję, i zatruwam siebie od środka, siebie i wszystkich dookoła. Nawet teraz kiedy na szali stoi moja rodzina, związek, ja uciekam....dzisiaj rano powiedziałam mężowi żeby się wyprowadził, żebyśmy się rozstali, i ciągle uciekam....Nie wiem może to hormony, małe dziecko, zmęczenie stres, ale nie mam siły na walkę, na pracę... wolę odpuścić.
14019
<
#71 | amor dnia 22.08.2018 14:00

Cytat

Cały czas mam wrażenie że nie mam żadnej kontroli nad moim życiem

chcesz ją odzyskać, to wsłuchaj się w to, jakie chcesz mieć życie i zacznij działać w kierunku realizowania tego;
przyjrzyj się temu co Cie realnie blokuje przed realizacją i wyeliminuj;
zacznij od planowania i pierwszych kroków; przejmij ta kontrolę;

Komentarz doklejony:

Cytat

ja po prostu jestem tchórzem. Boje się zmierzyć z tym czego się boję, i zatruwam siebie od środka, siebie i wszystkich dookoła.

to jest do wypracowania;
samo się nie zrobi;
wiesz jak chciałabyś, aby wyglądało Twoje życie?
usiądź i pomyśl na spokojnie, co możesz zrobić, aby zmienić je na takie;

Komentarz doklejony:

Cytat

nie mam siły na walkę, na pracę... wolę odpuścić.

jaki jest efekt odpuszczenia, już czujesz i wiesz;

jak brakuje Ci sił, to po prostu się wzmacniaj;
postaw sobie jasne cele; zaplanuj; zacznij nad nimi pracować; postaw na swój rozwój; zanim się w coś zaangażujesz zbierz na początek jak najwięcej informacji ( bo sama już wiesz, jak to się może skończyć w innym wypadku); postaw na pracowitość; nie zapominaj o asekurowaniu się; przełamuj własne granice; łam rutynę; licz tylko na siebie i swoje możliwości; dbaj o swoje zasoby; zabezpieczenie;
zacznij żyć Z przymrużeniem oka

Cytat

ale chciałabym mu wierzyć....

uwierz wreszcie sama w siebie Uśmiech



jak pojawia się trudna sytuacja warto
3739
<
#72 | Deleted_User dnia 23.08.2018 01:23
Dzisiaj rano kolejna awantura, już wykrzyczałam mężowi że mi nie pomaga, że nie robi nic żebym poczuła się lepiej (w jego mniemaniu robi bardzo wiele, ale dla mnie wreszcie zachowuje się jak prawdziwy mąż i ojciec). Chyba nasza rodzina poległa cała. Do naprawy byłoby tyle płaszczyzn że nie wiadomo od czego zacząć. Ale już się chyba nie zacznie.... rano powiedziałam, że po południu zabieram dzieci do koleżanki, a jak wrócę nie chcę żeby tu był. Nie chciałam scen dzieci. Powiedział że nie wierzy że już koniec. Żebyśmy porozmawiali jak wróci z pracy. Nie odezwał się cały dzień. Wróciliśmy całkiem wieczorem. Całą drogę tak mnie bolał brzuch z nerwów bo nie wiedziałam co zastanę. Kiedy zobaczyłam że nie ma jego samochodu, ścisnęło mnie tak, że zrobiło mi się niedobrze, ale pomyślałam bądź twarda przecież tego chciałaś. Kiedy weszliśmy do domu, zobaczyłam jego laptopa poczułam ulgę. Dzieci zaczęły płakać gdzie jest tata. Wrócił. Do dziecka powiedział głośno tak żebym ja też usłyszała, że był szukać mieszkania. Zero rozmowy. A ja już nie wiem czy chcę, czy nie, czy to że nie będziemy razem będzie dobre dla mnie, czy dla otoczenia, które daje delikatnie do zrozumienia że uległam...

Komentarz doklejony:
Nie rozumiem jego podejścia. Może jakiś Pan wytłumaczy.
Chciałam żebyśmy zamieszkali osobno, razem spędzali czas z dziećmi, ale pobyli osobno, żeby każde z nas miało swoją przestrzeń do namysłu, powiedziałam że mogę dać słowo że w tym czasie nie zrobię nic, co mogłoby mu sprawić przykrość (nawet nie mam głowy do facetów) ale on uważa że to oznacza definitywny koniec. Może lepiej tak. Już całkiem się nastawić że już nic z nas nie będzie ...
2862
<
#73 | niezapominajka dnia 23.08.2018 12:20
Lutiola

Cytat

Dzisiaj rano kolejna awantura, już wykrzyczałam mężowi że mi nie pomaga, że nie robi nic żebym poczuła się lepiej (w jego mniemaniu robi bardzo wiele, ale dla mnie wreszcie zachowuje się jak prawdziwy mąż i ojciec).


Czy umiesz sprecyzować co chciałabyś by zrobił byś poczuła się lepiej, byś poczuła, że Ci pomaga? Mówisz Mu o tym? Czy ma się domyślać? jeśli domyślać - nie licz na to. Nie domyśli się. Komunikacja to podstawa w naprawie małżeństwa.
14298
<
#74 | Daxa dnia 23.08.2018 12:42
Będzie cię mierzył swoją miara nie wspominając ze nawet za płotem będziesz miała psa ogrodnika. Nawet mieszkając osobno będzie ci w garach mieszał i sprawdzał w jakim stanie jest posciel. Ale jak już coś zdecydowalas badz konsekwentna
3739
<
#75 | Deleted_User dnia 23.08.2018 18:20

Cytat

Ale jak już coś zdecydowalas badz konsekwentna

Nie zdecydowałam. Dzięki radom z forum wiem że nie muszę decydować. Nie będę już zamykać oczu i rzucać się w wir "miłości" a potem płakać. Zanim cokolwiek postanowie dokładnie to przemyśle razem z konsekwencjami do przodu, a nie jak dotychczas będzie co ma być .

Komentarz doklejony:

Cytat

Czy umiesz sprecyzować co chciałabyś by zrobił byś poczuła się lepiej, byś poczuła, że Ci pomaga? Mówisz Mu o tym? Czy ma się domyślać? jeśli domyślać - nie licz na to. Nie domyśli się. Komunikacja to podstawa w naprawie małżeństwa

u nas komunikacji nie było, zaczyna powoli się rodzić. Zrobiłam pierwszy krok, psycholog za 1.5 tygodnia. Staram się maksymalnie wyciszyć, niestety mało mam czasu dla siebie przy 3 dzieci, ale w nocy mam możliwość by pomyśleć czego chcę, zaczęłam listę. Maz chyba też czyta bo zaproponował karteczki wzajemnymi oczekiwaniami. Może uda się razem usiąść.Ale najpier muszę zrobić swoją "listę" Uśmiech
2862
<
#76 | niezapominajka dnia 24.08.2018 13:15

Cytat

Lutiola
czego chcę? nie - czego chciałabym. Niby tak mało, a tak wiele by uzyskać porządany efekt Z przymrużeniem oka.
Umiejętność doboru, zastosowania słów w komunikacji - jest bardzo ważna. Dobrze by było gdybyś unikała formy roszczeniowej Z przymrużeniem oka
3739
<
#77 | Deleted_User dnia 25.08.2018 13:26

Cytat

czego chcę? nie - czego chciałabym. Niby tak mało, a tak wiele by uzyskać porządany efekt

Niezapominajko wiem, to chcę brzmi jak rozkapryszone dziecko które w sklepy robi awanturę o zabawkę. Widzisz trudno o dobór słów, gdyż chciałabym brzmi znów życzeniowo, co także tu przeczytałam że jest dobre... Może dobre byłoby i ja i on - Chcemy????
Naszła mnie taka refleksja, a propos mojego podejścia do życia, że kiedyś tak ważne było dla mnie jego zainteresowanie, moje samopoczucie zależało od jego nastroju....... teraz nareszcie już tak nie jest. Mało tego, na każdym kroku pokazuje mi jaka jestem ważna, że jest o mnie zazdrosny, że mu zależy.. kiedyś nie wiedziałabym co mam robić że szczęścia a dziś, no cóż, dobrze, miło mi. Uśmiecham się szczerze do niego. Fajną rzecz tu mi napisano, bądź wspaniałomyślna. To takie pozytywne, a w sumie czemu nie???
15933
<
#78 | Fabiossa dnia 08.06.2024 02:47
Witajcie kochani
Zapomniałam hasła tutaj, hasla do maila, i musiałam utworzyc nowe konto. Daawno mnie tu nie bylo. Widze, ze Poczciwy zostal adminem - gratulacje!!? Bardzo ceniłamTwoje uwagi. Nie wdrażając się w szczegóły, bo to 7 lat zycia i dlllugo byloby pisać, muszę z przykrością i jednocześnie radością jak dla mnie stwierdzić, ze wspólnego życia w moim przypadku nie udało się odbudować. Zrobilam reset w glowie, ale widocznie zbyt słaby, bo ciągle chcialam nas ulepszać.Próbowałam namawiac na terapie, byliśmy na 3, tzn zaczęliśmy po 2-3 spotkaniach i zawsze przerywał, Próbowałam prośbą, groźba, szantażem, nawet własnym ciałem, czego efektem stala się cudowna i nigdy nieżałowana córeczka, i to by było na tyle. Chciałam i probowalam wprowadzać zmiany, romantycze wieczory, wspólne wyjazdy, wspólne rutyny, po brutalnå szczerość, nawet gdyby miało być - już mi się znudziło itd., przegadywanie problemów na bieżąco, np. Noi najważniejsze- nieoszukowanie!!! On nie potrafił, pisał sobie z laskami to tu to tam, ja czulam, że coś jest nie tak, wiec sprawdzałam telefon (wiem shit), w końcu sama stałam sie nie fair (tez shit), bo znalazłam tu na forum zajebistego przyjaciela, który tyle razy mentalnie uratowal mi tylek i podniósł na duchu, że do końca życia będę mu za to wdzięczna. Stary przeczytał, zrobila aferę, przeprosiłam, ale jego ego zostalo urażone, ze z problemami zwróciłam się do innego faceta. Zmierzając ku końcowi, pochorowalam się dość poważnie, niestety nie udźwignął chłopak ciężaru opieki i wsparcia, i w wieku 40+ musiałam wrócić do domu rodzinnego, gdzie nie ma awantur, tylko mam pomoc, opiekę, a dzieci kursują na 2 domy. Nie życzę nikomu, ale widocznie musiałam znaleźć sie q takim miejscu, aby przekonać się, ze pewni ludzie nie są skłonni do refleksji i zmiany. Pozdrawiam wszystkich serdecznie, szczególnie osoby, ktore w wątku Lutioli otwieraly mi oczy, a ja wierzgalam jak źrebak. Teraz już rozumiem clue sprawy. Lepiej późno, niż później ???? ???? ????

Dodaj komentarz

Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.

Oceny

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony
Zaloguj się lub zarejestruj, żeby móc zagłosować.

Brak ocen. Może czas dodać swoją?