| pupil | 08. Luty |
| __ZaCzArOwAnA__ | 08. Luty |
| Darco | 08. Luty |
| Feromonka | 08. Luty |
| hanna0802 | 08. Luty |
NieOddycham | 00:09:23 |
milyfacet | 00:21:42 |
Julianaempat... | 01:37:04 |
#
poczciwy | 01:55:37 |
Crusoe | 14:05:07 |

Męża poznałam chwilę przed maturą ponad 10 lat temu. Nie zrobił na mnie dobrego pierwszego wrażenia. Taki typ cwaniaczka na pierwszy rzut oka.😁 Szpanował na potęgę szczególnie z alkoholem. Dodam ,że ja wtedy nie zwracałam szczególnie uwagi na mężczyzn, wolałam książki i naukę. Byłam potocznie zwaną
Kujonką. Spoliczkowałam go kiedy zaczął się delikatnie rzecz ujmując niestosowanie zachowywać w stosunku do mnie. Kolejnego dnia na mój widok oblał się rumieńcem wstydu. 😁No i na tym myślałam, że zakończy się ta burzliwa i dziwna znajomość. Po dwóch tygodniach nagle do mnie napisał czy nie chciałabym pójść z nim na wesele jako osoba towarzysząca.
Początkowo dostał kosza bo nie chciałam iść gdziekolwiek z kimś kogo nie znałam. Na odczepnego też mu tak powiedziałam, że musiałabym go poznać no i zamiast dać sobie spokój pewnego weekendu się u mnie pojawił w domu. Zaczął przyjeżdżać coraz czesciej, żebym go lepiej poznała i zgodziła się pójść na wesele. No i się zgodziłam. Jak to mówią od wesela do wesela. 😁Po trzech miesiącach się oświadczył, a po 5 byliśmy już po ślubie. Straciłam głowę zupełnie, po prostu się zakochałam, pierwszy raz w życiu i tak na zabój. Miałam inne plany, inne cele, studia, pierwszą prace, mieszkanie w dużym mieście. Zostawiłam wszystko w przeciągu kilku miesiecy bo i zmieniło się wszystko. Był moją pierwszą miłością. Mąż jest starszy 9 lat ode mnie i jak to mówiła moja Mama z" niejednego pieca chleb jadł". Dlatego ze współżyciem wolałam poczekać. Głównie z obawy bo to miał być mój pierwszy raz, ale również dlatego, że chciałam poczekać i zostawić coś tak wyjątkowego w tych czasach dla Męża najlepiej. No i zostawiłam. Pierwszy raz współżylismy dwa tygodnie przed ślubem. Mąż się śmiał zawsze, że to tak asekuracyjne jakby się nie spodobało to jeszcze dać sobie czas na ucieczkę. 😁 Było jak w bajce, żyliśmy przez pewien czas jak we śnie. No ale niestety kiedyś trzeba się obudzić. Moje przebudzenie było dość brutalne. To moja wina, nie znaliśmy się tak naprawdę wogóle, nagle dwoje obcych ludzi zamieszkało razem i zaczęły się problemy. Byłam młoda, głupia, strasznie naiwna jeszcze. Myślałam, że jeżeli żyjemy razem to tak naprawdę razem. Nie ma sekretów, tajemnic, przysłowiowego trupa w szafie. Okazało się że Mąż nigdy nie był w takim normalnym związku jak na moje poczucie wartości zakładało. Myślał, że każde będzie żyć swoim życiem, a łączyć nas będzie głównie łóżko i się zdziwił. Dość szybko przyłapała go na pierwszym kłamstwie. Niewinnym, z perspektywy czasu patrząc, ale istotnym bo podważyło to moje zaufanie do niego. No, a później poszło lawinowo. Okazało się, że ma dość spore długi zrobione za kawalerskiego życia, o których nie raczył mnie poinformować. Bo to według niego nie była moja sprawa. Chciał je spłacić sam bo sam je zrobił. Nigdy nie zrozumiem męskiego honoru i dumy. Pierwszą kłótnię mieliśmy za sobą i jakby nie było o co tylko o pieniądze. Mój Mąż to straszny bałaganiarz nic nie wyrzuca nie chowa. Tak trafiły w moje ręce pisma o zadłużeniu. Później to nagle się zaczęło zmieniać, hasło w komputerze w telefonie. Tak zrobiłam to, chciałam się przekonać z kim mam wkońcu doczynienia, komu poświęciłam życie i z kim je spędzę. Przeszukałam jego rzeczy. Jest na tyle przewidywalny, że złamałam hasła. No i to co znalazłam wcale mi się nie spodobało. Miał widoczny problem zakończenia pewnych tematów i znajomości przed ślubem. Zmiany podejścia z życia kawalera na bycie Mężem. Prowadził rozmowy na różnych komunikatorach społecznych o tematyce erotycznej, ale co mnie zabolało bardziej również osobistej. Prowadził podwójne życie te realne i te wirtualne. Ja nie należałam do żadnego z tych światów. Dzielił sie z tymi kobietami informacjami prywatnymi, na tyle był z jedną mężatka związany emocjonalnie od kilku lat, że nawet wysłał jej nasze zdjęcie ślubne. Porażka. Złamałam się bo jak można układać sobie życie z kimś innym,a będąc w jakiejś emocjonalnej chorej relacji z innymi. Strasznie mnie to zabolało. Na jaw wyszło tyle nowych faktów, że nie nadążałam. Jezu w co ja się wpakowałam . Minęło zaledwie pół roku od ślubu , a dla mnie już było po małżeństwie. Do wszystkich tych kobiet zadzwoniłam, zdobyłam się na odwagę, może głupotę, chciałam poznać prawdę, a jednocześnie dowiedzieć się co robię źle, czego mi brakuje, czego nie umiem mu dać. Przełamała upokorzenie i z chęci walki o swoje małżeństwo słuchałam opowieści od obcych kobiet o własnym Mężu, którego wogóle nie znałam. Nie wiem skąd wzięłam na to siłę. Dowiedziałam się strasznie dużo chyba, aż nadto. Kobietę z którą miał najlepszą relację, znał od kilku lat. Uprawiali cyber seks, ale była dla niego czymś w rodzaju spowiednika. Mówił jej niemal, że o wszystkim. Co mnie strasznie boli i po dzień dzisiejszy. To ja chciałam takiej relacji między nami, być mu nie tylko kochanka, żona, ale i przyjaciółką. Mi nie okazał tyle zaufania co jej. Pomijając fakt zdrady wirtualnej i relacji ciągnącej sie za długo. Dla mnie zaczynając z kimś nowe życie powinno zakończyć się definitywnie poprzednie jego etapy. On tak nie potrafił nie dostrzegał w tym zła, problemu. Reszta panienek, choć było ich trochę to zwykle..... Z uprzejmości nie dokończę. W związku z tą sytuacją spotkałam się nawet z jego byłą dziewczyną, która potwierdziła mi, że żadne z nich nie potrafiło żyć tak naprawdę razem. On miał kogoś na boku, ona też. Ba nawet ślub planowali, ale się rozstali kolejny raz. Potem nagle usłyszała, że się żeni to myślała, że robi jej to za karę, że się posłużył mną, żeby wyrównać ich rachunki. Po tym wszystkim i ja nawet tak zaczęłam myśleć o sobie. Dużo się zmieniło zaczęło układać w całość. Nie tylko mnie tak potraktował i tak zrobił w jajo. Ciężko mi było, ale najgorsze, że dalej szukałam nie jego winy w tym, a swojej i innych. Byłej dziewczyny bo pozwoliła na życie obok siebie, a nie ze sobą. Miał jakieś chore relacje wiecznie, nic normalnego w moim odczuciu. Może stąd to, że i mnie tak potraktował. Podjęłam walkę o swoje małżeństwo, ale nie obyło się bez kary. Kilka dni nocował w pracy zanim wogóle zechciałam go wysłuchać. Wrócił skruszony, a ja przespałam się z nim i wyrzuciałam za drzwi. Chciałam, żeby się poczuł jak i ja, wykorzystany i zdradzony. Mam nadzieję, że tak właśnie było. Dużo żeśmy rozmawiali wkoncu tej nocy. No i w sumie wydawało mi sie, że zapamięta tą lekcje na całe życie. Jasno określiłam swoja wizję związku, swoje cele, wkońcu przestałam się bać powiedzieć cokolwiek. Tą całą sytuację, która się zdarzyła Mąż zrzucił w sumie na mnie. Bo twierdził, że zrobił to głównie w celu znalezienia inspiarcji i nowości do naszego łóżka. Byłam młodą mężatką, seks stanął przede mną otworem, nie bałam się próbować nowych rzeczy i zrobił to niby, żeby spełnić moje oczekiwania, zaczął szukać inspiracji. Słabe było to tłumaczenie. Skończyło się tym, że wkońcu dałam mu drugą szansę, ale na moich warunkach. Zero kontaktu ze światem zewnętrznych pokus, czyli brak kont na jakichkolwiek portalach. Zakończenie dziwnych znajomości raz na zawsze. Mój mąż to dorosłe dziecko alkoholika więc podejrzewam, że ten brak zaufania i zamknięcie w sobie wynikało w dużej mierze też z tego powodu. Więc zaczął uczestnicząc w spotkaniach z psychologiem. Stwierdziłam, że problem jest dużo głębszy i sama nie dam rady magicznie go wyleczyć swoją miłością do niego. Mimo , że dużo dawałam z siebie nie dostawałam dużo w zamian, takie minimum, nie potrafił okazywać uczuć na zewnątrz. No i to bardzo dużo dało, te wizyty u specjalisty. Trwały dwa lata i tyle też było dobrze. Zaczął się otwierać, inaczej mnie traktował. Zdecydowaliśmy się na założenie rodziny i po jakimś czasie pojawił się na świecie nasz syn. Czas mijał rutyna, problemy, szara rzeczywistość. Ja się bardzo zmieniłam pod jego wypływem. Z osoby otwartej zmieniłam się w zamkniętą. Doskwierał mi brak rozmów, zainteresowania moja osobą. Przestałam już mu o tym mówić, dopominać się czegokolwiek. Nie przestałam kochać, ale przestałam reagować. Wtedy historia się powtórzyła teraz już z żywą osobą. Znalazł sobie młoda koleżankę ze studiów, nową powiernicze. Zaczęły się sms, telefony, ukrywanie wszystkiego. Czyłam, że się coś dzieje. Nie maialam już oporów, żeby sprawdzić telefon. No i moje obawy się potwierdziły. Może nie był to jeszcze romans , ale wszystko do tego prowadziło niestety. Wszystkiemu zaprzeczył z początku. Usłyszałam wtedy największą w świecie głupotę. Bo potrzebował rady co ma zrobić i jak mi wynagrodzić to, że zapomniał o rocznicy. Nie zapytał koleżanek mężatek tylko gòwniare, której najdłuższy związek trwał tyle co numerek z kolesiem. Znowu glupia czułam się winna. Pytałam dlaczego nie potrafi się otworzyć przede mną, a z kimś innym potrafi nawiązać świetny kontakt, silną więź. Podejrzewam, że gdyby dziewczyna była zainteresowana czymś więcej niż pisaniem to by doszło do najgorszego. Nie byłoby już naszej rodziny. Znowu płacz, pretensję, żal. Dużo już wycierpiałam. Pewnie gdyby nie syn już byśmy byli po rozwodzie. Teraz sytuacja była bardziej skomplikowana, byliśmy rodziną. To już nie były żarty, w grę wchodziło już nie tylko nasze życie. Sytuacja więc powiedzmy, że został zażegnana. Tak jest i po dzień dzisiejszy. Jestem już z Mężem ponad 10 lat. Pojawiło się drugie dziecko w naszym życiu. Pula ryzyka wzrosła i odpowiedzialność za innych. Niby teraz jest doborze, ale ciągle mnie prześladuje strach, że to tylko chwilowe, że miłość też otrzymujemy tylko na chwilę. Nie żałuje, że dałam nam szanse. Dzięki temu mam cudowną rodzinę, którą każdy chciałby mieć. No, ale ciągle się boję. Nie sprawdzam go nie kontroluje. Dużo się zmienił, został ojcem. Lecz ciągle męczy mnie te poczucie strachu, że znowu zacznie szukać gdzie indziej i znajdzie pokrewną duszę. Bo ja dla niego mimo wielu starań nią nie jestem.
Często sama w sytuacjach podbramkowych jak mi brakowało jego wsparcia, chciałam też mieć kogoś kto mnie wysłucha. Tylko nie potrafiłam i dalej nie potrafię. Odrazu cofam się w pamięci i jak dociera do mnie mój ból, wtedy nie umiem. Chyba dlatego chcę to wkońcu z siebie wyrzucić i zostawić za sobą. Czuje, że to już na to pora, żeby wkońcu się przestać bać. Czy każdy związek musi być zawsze taki trudny? Czy każdemu towarzyszy ten sam strach co i mnie? Jednego jestem pewna, nigdy nikomu nie wolno sobie odpuścić. Jeśli kochacie walczcie o miłość, szukajcie błędów nie tylko w partnerze, taż w sobie. Każdemu należy się druga szansa, a jeżeli w grę wchodzą dzieci to już wogóle. Powodzenia wszystkim w trudnej sztuce miłości.
Zwalanie winy ? Ciekawa sprawa. Oprócz oczywistych rzeczy jak konta na portalach, na pewno niczego nie masz sobie do zarzucenia?
Odgrzewana herbatka nie smakuje najlepiej,druga szansa?
Cytat
To nie zniknie,cały czas będziesz żyć w strachu, aż cie zeżre od środka każde jego wyjście,wyjazd,spóźnienie uśmiech do innej,spojrzenie na inną kobietę będzie wywoływać lęk,inaczej jest przy pierwszej szansie,inaczej już przy drugiej,drugą gorzej się przechodzi.
Cytat
Tak,3 i 4 itd: bo to sztuka trudnej miłości
Już po pierwszym razie powinnaś te relację zakończyć, dlaczego? Ponieważ Twój facet nie poszedł do innej szukać szczęścia dlatego bo nie dostał tego od Ciebie, bo rutyna, szara rzeczywistość; to po prostu taki typ, cwaniak, flirciarz, bawidamek, no ale przez 5 miesięcy nie mogłaś tego dostrzec a dodatkowo świat przesłaniały Ci różowe okulary. Jak to mówią każdy nosi swój krzyż, Twój jest z ołowiu.
Cytat
Przydałaby się jeszcze miłość partnera do tej ,,walki"Jeżeli wystarczy ci twoją własna to nie masz o co walczyć,nie bój się ona jest w Tobie i zależy wyłącznie od ciebie.
A co z tym że stałaś się zamkniętą osobą,co z tym że po daniu szansy twój mąż kolejny raz miał ją w nosie,co z twoją samotnością.Super że nie szukasz pocieszenia,wsparcia,rozmowy,zrozumienia poza związkiem .Pewnie i czasu by nie było
Komentarz doklejony:
Tak długo jak się dostosuje szybko będzie trwać.
Komentarz doklejony:
Tak długo jak się dostosujesz będzie trwać
Trwasz i jesteś w tej relacji, zakładam, ze chcesz być i ja budować, odbudowywać czy tez przebudowywać ( gra słowna niby nie ma znaczenia ale może jednak 😉
Konsekwencja zdrady jest utrata zaufania i trudno je odbudować, a nawet założyłbym, ze one już zawsze będzie trochę inne bo pozbywamy się idealizmu, naiwności ( przynajmniej dobrze by było byśmy się go pozbyli). Zdjęcie różowych okularów powoduje, ze już nie widzisz relacji z drugim człowiekiem jako szczęśliwego melodramatu o szczęśliwym końcu tylko dociera do Ciebie, ze zakończenia mogą być różne. W moim przeświadczeniu to dobra postawa, zdrowy dystans. Ustawia poprawnie nasza relacje z innymi ludźmi w innej płaszczyźnie - przestajemy oczekiwać (powinnismy przestać) miłości bezwarunkowej (trochę takiej jak w dobrej rodzinie, rodzice dają dzieciom). Jest to inna postawa niż mamy wpojona przez świat, przez filmy, idealizacje. Jednak to ona pozwala stąpać twardo po ziemi.
Kwestia odbudowania / przebudowania, a może na nowo wybudowania nowych Was musi być osadzona na faktach. Przy zdradzie i każdej innej winie jest jeszcze aspekt by starania rozkładały się równo ( a nawet zdradzający powinien trochę więcej). Jest klasyczna postawa: wina- uznanie swojego błędu/ przeproszenie / naprawienie szkody/ poniesienie konsekwencji. Jeśli tych elementów brakuje to najczęściej osoby zdradzone wzięły na barki kolejna idealizacje pt. Ja to uratuje sam / sama ale to niestety tylko kolejna mrzonka w jaka się można wpakować.
Może strach to dochodząca świadomość, ze są sygnały ze weszłas w kolejna mrzonkę, idealizacje ?
Modelowy przykład ślepej racjonalizacji w ujęciu psychologicznym. Z boku to wzbudza politowanie.
Cytat
Wiesz, że nie jesteś z nim blisko i nie będziesz, żyjesz w ciągłym strachu, psycholog sztucznie utrzymuje wasz związek i twierdzisz, że masz cudowną rodzinę, którą każdy chciałby mieć ?
Jeśli tak, to Gratuluję, wszyscy strasznie zazdroszczą
usunięty podwójny komentarz, apologises
To ja jeszcze usunąłem podwójny z podwójnego
Tkwisz po uszy w związku chorym, patologicznym, toksycznym i nie rokującym na przyszłość. No może wtedy, gdy staniesz się głucha, ślepa, niedorozwinięta i bardzo wytrzymała na razy, jakie otrzymujesz i będziesz otrzymywać bez końca od swojego męża. Skąd to wiem? Bo sama mam za sobą podobny związek. Udało mi się z niego wyrwać po 18 latach.
Cierpisz, walczysz, znosisz upokorzenia i wciąż ratujesz to swoje małżeństwo... Taka ratowniczka z Ciebie, jak i z innych kobiet które kochają za bardzo! To taka toksyczna relacja między partnerami, nie zbitek przypadkowych słów. Twoje życie zamienione zostało w ciągły strach, że kiedyś nie zdążysz... Nie uratujesz, wszystko się zawali i on w końcu odejdzie... Wszystko jedno jak; zdradzi fizycznie, znajdzie sobie emocjonalna bliskość z kimś innym (choć też chorą i toksyczną), ale jednak nie z Tobą będzie miał swoje tajemnice.
Tylko tym żyjesz, to Cię martwi, to spędza Ci sen z powiek... Twoja ocena waszego małżeństwa, jako takiego którego można Ci zazdrościć jest tylko dymną zasłoną, stworzoną dla potrzeby uzasadnienia przed samą sobą, Twojego bezsensownego poświęcania się w imię tej wielkiej, niespotykanej miłości.
Dzieci które pojawiły się w związku to także Twoja próba bycia w jego życiu kimś wyjątkowym, za wszelką cenę.... Chęć podkreślenia jak bardzo ważna jesteś dla niego, bo jesteś matka jego dzieci. Inne tego zaszczytu nie zdobyły (na razie).
Jesteś kopią mnie sprzed lat... Też trzęsą Ci się ręce, gdy dostaje sms-a na komórkę? Też lustrujesz każdą napotkaną przez Was kobietę z jedna myślą: Czy ona może mieć w sobie coś, co może go pociągać? Jak na nią popatrzył? Bo znasz już jego spojrzenia i wiesz, co które oznacza...
Twoja deklaracja, że męża nie śledzisz i nie sprawdzasz też jest nieprawdziwa. Robisz sobie przerwy w tym szaleństwie, aby choć trochę odpocząć. Miotają Tobą sprzeczne uczucia; raz go nienawidzisz i sprawdzasz, bo jeśli coś wykryjesz, to może okazywanym cierpieniem wzruszysz jego lodowate serce i okaże Ci choć ślad zainteresowania, przeprosi, choć przez kilka godzin będziesz czuć się sponiewierana, ale jednak w jakiś sposób ważna dla niego. Tylko takie życie wykańcza Cię, więc stąd te okresy kiedy "odpuszczasz", to resztki instynktu samozachowawczego.
Nie będę Ci radziła co masz zrobić, bo Ty to wiesz... Na początek poddaj się terapii, bo jesteś mocno zaburzona. Potem prawdy o Tobie i Twoim małżeństwie będą do Ciebie docierać same i sama zrobisz to, co powinno mieć miejsce już dawno. Zanim urodziły się dzieci.
Trzymaj się :cacy
Łatwiej ci,, zaryzykować"bo do konsumpcji nie doszło?
A dlaczego nie doszło ? Bo on zrozumiał że może stracić rodzinę,zarazić ciebie,bo cię kocha.....nie dlatego że wkroczyłaś do akcji?
Piszesz,,mnie czeka ciągła praca nad związkiem" znowu ciebie?
Cytat
Mkt - widzisz chyba mamy trochę odmienne zdanie na ten temat, bo mnie się wydaje wręcz przeciwnie, że właśnie otwieramy sobie te drzwi do szczęścia i miłości myśląc racjonalnie,nie idealizując, nie trzymając się czegoś lub kogoś za wszelką cenę kto kiedyś wydawał nam się idealną partią na męża, ojca i człowieka, z którym spędzimy resztę naszego życia a okazał się zupełnie kimś innym.
Nikt tutaj nie chce Ci narzucić swojego zdania a tym bardziej podjąć za Ciebie decyzję, bo ona jakakolwiek by nie była będzie należała tylko i wyłącznie do Ciebie.
Cytat
Na naszą? A przepraszam kogo masz na myśli i przede wszystkim co rozumiesz przez negatywne reakcje?
Cytat
Jesteś w błędzie, To zwyczajne spojrzenie ludzi, którzy niejednokrotnie te emocje mają już za sobą i potrafią trzeźwo ocenić sytuację z boku kierując się doświadczeniem i wiedzą jaką nabyli przechodząc podobną gehennę do Twojej.
Cytat
Twoje wrażenia są upośledzone. Nie jesteś w stanie zrozumieć tego co ktoś chce ci przekazać, bo nie masz wiedzy. Wszyscy są głupi, tylko Ty jesteś mądra, bo nie chcą potwierdzić Twoich urojeń?.
Nawet nie wiesz dziewczyno jakie głupoty gadasz, jak sekciara, która nie zna innego życia, bo i skąd, żyje w swoich naiwnych, dziecinnych wyobrażeniach miłości i ich głupio broni.
Zmień psychologa i znajdź takiego, który zajmie się Tobą. Wydoroślej i zacznij leczyć lęki, które bardzo zniekształcają Ci świat.
Przeczytaj ze zrozumieniem, co napisała Ci Myśląca; oczywiście zaczniesz wszystkiemu zaprzeczać, bo jesteś tchórzem, bo w końcu musiała byś się do wielu rzeczy przyznać i coś z tym zrobić a widać, że samookłamywanie masz opanowane do perfekcji, więc po co ?.
Cytat
W każdej nie, ale w podstawowej by jednak wypadało;
Cytat
To dobrze, że doceniasz to ile wysiłku Cię ten związek kosztował, ale nie myl tego z miłością, bo Twoja to głównie lęki, które są motorem zaangażowania. Nie dorabiaj ideologii dla nierozgarniętych; Nie stać Cię na szczerość ?
Cytat
Jak się kocha to się boi? można się bać czegoś,czego jest się pewnym? zawsze już będziesz żyć z tym strachem i męczyć.
Za tym sposobem myślenia kryje się postawa protekcjonalna wobec partnera - jak dziecka,sądzisz, że miłość wszystko przezwycięży? że miłość jest cudowną tarczą, która w magiczny sposób cię ochroni?
Mimo wszystko Powodzenia i Wytrwałości, ale nie zasłaniaj się miłością,bo miłość nie na tym polega...
Cytat
Ryzyko jest całkiem duże, bo może okazać się, że nie jest wcale tak dobrze, gdy samo-pocieszanie i relatywizm przestanie działać. Ciężko się przyznać z ręką na sercu do kardynalnych błędów, coraz to większych. Aż w końcu do zmarnowanego przez własną głupotę życia. Najgorzej właśnie sobie wybaczyć swoją życiową głupotę, ze świadomością której trzeba potem żyć
Mkt także podsumowując prosta prawda życiowa - lepsza gorzka prawda niż złudzenia prowadzące do ......
ale jest koło ratunkowe - za tischnerem g... prawda inaczej zwana mrzonkami, zakłamaniem, zaklinaniem rzeczywistości, pobożnymit życzeniami, zludzeniami i takie tak jeszcze.
Komentarz doklejony:
* obnazyles miało byc
Komentarz doklejony:
Dzięki wszystkim za opinię. Fajnie poznać zdanie innych.
czytam Twoją historie i oczom nie wierze, trochę jakbym czytała swoją. Patrząc z perspektywy czasu.
życzę Ci żeby ta nowa nadzieja nie okazała się mrzonką, bo obawiam się ze tak jest. może to co masz teraz to miesiąc miodowy. Twój mąż bardzo przypomina mi teścia długi kochanki i kłamstwa, a ty taj teciowa będziesz przyjmować dawać szanse ratować RODZINĘ a wasze dzieci będą sie tego uczyć. kłamstw braku konsekwencji. trzymam ckiuki za Ciebie a nie za was
"Bo każdy człowiek popełnia błędy. Bo nie jesteśmy nieomylni. Bo jesteśmy tylko ludźmi. Bo jesteśmy aż ludźmi. I jeśli popełniamy błędy, krzywdząc innych, powinniśmy się umieć do tego przyznać. A ci inni powinni umieć nam wybaczyć."
Błędy to można wybaczyć dzieciom,bo się uczą życia,zdrada to błąd niewybaczalny i to błędem nie nazwałabym a świadomym wyborem,w jakiejkolwiek postaci.Tą żabę musi połknąć ten, co zdradził,a jest odwrotnie...
Owszem,zmiany w człowieku są możliwe. Niełatwa sprawa,ale zdaża się. Pytanie o koszty poniesione w szarpaninie. O rozważenie wszystkich możliwych innych opcji. O asekurację " odejdę gdy znów zdradzi" , dotąd nie odeszłasz,więc to raczej wyobrażenia o własnej sile.
Cytat
No tak. Zapomniałem, że kobiety są pamiętliwe a niektóre jeszcze mściwe
Cytat
Wiemy, bo to się z Ciebie ulewa, ale tylko Ty możesz stanąć z boku i starać się obiektywnie ocenić, jak to wszystko realnie wygląda.., to Ty musisz ustalić co jest osiągalne a co nie i jak powinno wyglądać Twoje życie, żebyś była w miarę szczęśliwa. Może masz tak małe realne wymagania od życia, że jest Ci dobrze, choć dla kogoś innego wiele rzeczy było by poniżej minimum rentowności całej inwestycji