Please enable / Bitte aktiviere JavaScript!
Veuillez activer / Por favor activa el Javascript![ ? ]
Wyszukiwarka


Nawigacja
Strona Główna
Dodaj zdradę
Artykuły
Kontakt
CZAT (jest 7 zobacz kto)
~ wisnia
~ Franz-
~ Mariusz69
~ dominikaa
~ Gunia40
~ parejo
~ Tobey

Ekipa portalu
Test na wierność
Portal w pigułce


Wasze zdrady
Zdradzone przez męża
Zdradzeni przez żony
Zdradzone przez chłopaków
Zdradzeni przez dziewczyny
Zdradzeni w innych związkach
Zdradziłem - zdradziłam
mama/tata zdradza

Pomocne instytucje
Detektywi
Prawnicy
Psycholodzy
Poradnie rodzinne
Dodaj instytucję

Wzory dokumentów
Porady prawne

Zbanowani użytkownicy
Polityka cookies
Postrzeleni kulkami
Użytkowników Online
Gości Online: 34
Użytkownicy Online: parejo

Zarejestrowanch Uzytkowników: 12,463
Najnowszy Użytkownik: Dorcia
Ankieta
Co było/jest najtrudniejsze po zdradzie?

Strach przed powtórną

Dalsze kłamstwa

Spadek samooceny

Brak skruchy, dalsze poniżanie

Wybaczenie

Odrzucenie

Brak bliskości, intymności, odraza fizyczna

Strach przed zarażeniem, ciążą

Strach "jak ja sobie poradzę" sam/sama

Bezsilność

Musisz się zalogować, żeby móc głosować w tej Ankiecie.
Ostatnie Artykuły
Potęga przebaczenia
Jak rozwiązać proble...
Dziecko ofiara małże...
Życie po zdradzie
Ból emocjonalny R...
Twoje miejsce
Reklamy...
Nie ma innej drogi
Zdradzony przez żonęU mnie zakończyło się 10 letnie małżeństwo. 16 lat razem, moja wielka pierwsza miłość. Kiedyś zakochani w sobie, potem przyszło na świat pierwsze dziecko. Bardzooo długo się o nie staraliśmy. Zakochałem się w synu niemiłosiernie, kichnął prychnał w nocu a ja już stałem nad łóżeczkiem. Stał się dla mnie najważniejszy i to trwało prawie 2 lata.

W tym czasie żona poszła na tor boczny, w łóżku przestało być fajnie, życie codzienne stało się szare. Oczywiście miewaliśmy te lepsze i te gorsze momenty. Z najgorszych było to, że żona pocałowała się z innym facetem. Tylko pocałunek, a moje zaufanie do niej updało. Nigdy tego nie wybaczyłem, często wracało i bolało bo wiedziałem, że to pierwszy krok do czegoś gorszego, a jak już go zrobiła to nie będzie się bała wykonać następnego...

Ale jakoś to przetrwaliśmy. Po paru latach przyszło na świat kolejne dziecko, jakoś nam się żyło, ale wiem że stałem się oziębły. Po tamtym pocałunku wciąż moja wiara i zaufanie się nie odbudowało (a minęło parę lat). Nie okazywałem żonie uczuć, chociaż je miałem w środku. Może bałem się że jak powiem że jest ładna i kochana to ucieknie do tamtego. Że upewni się w tym ile jest warta. Teraz wiem że na kobiety to działa odwrotnie, że to by ją mogło zatrzymać, ale czasu nie cofnę i błedu nie naprawie.
Nigdy nie byłem obsesyjnie zadzrosny, nie kontrolowałem telefonu ani facebooka. Chciałem wierzyć że jest ok.

Ostatnie parę miesięcy, los i my sami wystawiliśmy się na próbę. Zaczęła się największa kłótnia w moim życiu. Ubliżaliśmy sobie od najgorszych, wyrzucaliśmy pretensje i problemy z przed lat, których kiedyś nie przegadaliśmy i nie rozwiązaliśmy, bo przecież po paru dniach było ok więc nie trzeba do tego wracać. I to był błąd...

Kłótnia doprowadziła do tego, że dom wystawiliśmy na sprzedaż, ale wciąż w nim mieszkaliśmy. To był pokaz siły, wbijanie szpili tak aż zaboli, jedno drugiemu i na zmianę. W tej całej kłótni, która trwała 4 miesiąca ona chciała mnie znisczyć, zabrać dzieci, większą część domu. Wśród znajomych zrobiła ze mnie potwora - to wszystko po to żeby później łatwiej zrozumieli dlaczego ona się rozwodzi i odchodzi.
W pewnym momencie zdałem sobie sprawę, że nie mam już nad tym żadnej kontroli, ona wypełniała paiery rozwodowe, walka o dzieci kto kiedy i jak się nimi będzie zajmował. Nasze życie staneło nad przepaścią Było bardzo źle, ale w mojej głowie to była wciąż kłótnia. Niestety nie w jej.
Zaczęła się spotykać z innym facetem (ja o tym wtedy nie wiedziałem), wychodzić wieczorami itd. Domyślałem się, ale jak się zapytałem to mówiła że nie ma nikogo. To była nieprawda. Zdałem sobie sprawę, że nie mam żadnego wpływu na nią i na to co robi i poprostu poddałem się z tym wszystkim. Zgodziłaem się na sprzedaż domu, na papiery rozwodowe, nie robiłem z niczym problemu, przestałem walczyć. Przeprosiłem ją, zrozumiałem swoje błedy, otworzyłem się, ale ona nie chciała słuchać, nie uwierzyła a to było najbardziej szczere jak tylko potrafiłem. Prosiłem ją o to żebyśmy poszli po pomoc, że z pomocą psychologa damy radę, ale ona nie słuchała. Nie słuchała nikogo z otoczenia, ani mnie ani rodziny. Ziała tylko do mnie nienawiścią.

Wciąz mieszkaliśmy razem w jednym domu, ale w osobnych sypialniach. Po paru tygodniach będąc w pracy dostałem od niej wiadomość, że przeprasza. Strasznie się ucieszyłem, tego dnia nie myślałem o niczym innym jak o tym co zrobię żeby być lepszym dla niej, jak ponownie włążę obraczkę na jej palec ślubny, że pojedziemy na super wakacje bo zasługujemy. Miałem tysiąc pozytywnych myśli na minutę. Po powrocie do domu i gotowy na rozmowę o tym jak naprawimy nasz związek usłyszałem: zdradziłam cię, zdradziłam z tym samym kolesiem, zktórym pocałowałam się parę lat temu.
W pierwszym momencie nie poczułem gniewu i złości, nie docierało chyba do mnie co ona mówi. Ja tu przyszedłem naprawiać siebie, nas i walczyć a ona mi wbija nóż prosto w serce. Gniew i złość i żal przyszły po paru dniach. Robiłem wyrzuty, gryzłem się z tym, zacząłem się porównywać do niego, co jest ze mną nie tak, czy ja jestem gorszy? I tak kolejne parę tygodni. Ona mówiła, że przyznała się bo chce zbudować nasz związek od początku, na szczerości, że zrozumiała swój błąd, że rodzina jest najważniejsza. Przypominała mi nasz dzien ślubu i wiele innych cudownych momentów z naszego życia. I chociaż od zawsze powtarzałem, że zdrady nie wybaczę to zacząłem się zastanawiać czy może nie spróbować, bo przecież mamy dwojkę cydownych dzieciaków, dom, tyle nas łączy... Tylko w tym wszystkim co mówiła i jak się zachowywała cały czas mi coś nie pasowało. Nie widziałem tej prawdziwej szczerości, tego poczucia winy za najgorsza krzywdę jaką można wyrządzić sobie na wzajem. Nie widziałem tego zrozumienia własnego błedu.

Ale potem wyszło na jaw dlaczego napisała to przepraszam, dlaczego chciała znów być razem. Bo jej nowy facet się nią zabawił i ją po paru tygodniach zostawił. Tego mi oczywiście nie powiedziała. Dowiedziałem się od innych. Po konfrontacji przyzała że to prawda i wtedy po raz kolejny mój świat runął. Bo wszystko co mi mówiła, sposób w jaki prała mi głowę, jak chciała mną zmanipulować to wszystko było tylko dlatego, że jej drugie życie się posypało. To wszystko to było kłamstwo. Brnęła w nie, wciagąjać przy tym rodzinę i znajomych.

Nie docierało do mnie jak można zrobić coś takiego drugiej osobie. Chociażby z szacunku że byliśmy 16 lat razem, nie powinna kłamać.
Ja nie znając prawdziwego powodu jej porotu, codziennie myślałem czy nie spróbować znów, nie przełknąć tego, zagryźć zęby i się poświecić. Tym kłamstwem pozowiła mi na to, że w pracy dostawałem napadów płaczu, zadręczałem się myślami.
Znów przechodziłem hustawki humoru, jednego dnia jej nienawidziłem, a innego docierało do mnie że chyba ją wciąż kocham. Wspomnienia nie pomagały w tym w ogóle. Miałem ciągłą walkę serca z rozumem. Rozum mówił, nie to koniec tam nie ma przyszłości, a serce nie chciało odpuścić, porzucić tego co nas łaczy. Nie mogłem spać, budziłem się w nocy z koszmarami. Zatraciłem poczucie głodu, schudłem 8kg.
Przeszedłem przez wszystkie etapy emocji jakie towarzyszą po zdradzie. Znów przechodziłem żałobę, płakałem jak bóbr chociaż wcześniej przez lata nie uroniłem łzy.
Jej świat też się zawalił, ale w każdej rozmowie ona wciąż mnie atakowała. Próbowała zrzucić to poczucie winy na mnie. Obarczyła mnie całą winą za to co się stało. Co rusz wyciągała jakieś złe momenty z przeszłości i przyczepiała je do tego co się dzieje. Wmawiała mi, że ona próbowała ze mną rozmawiać miesiące wcześniej przed tą wielką kłótnia. Tylko dla mnie to nie była rozowa; to były pretensje i rządania. Nigdy nie doszliśmy do źródła problemu.
Jestem optymistą, który twardo stąpa po ziemi. Nie podejmuje decyzji pochopnie, wszystko przeanalizuje, rozpatrze każdą opcję. Nie potrafiłem jej znienawidzić na stałe, to uczucie przychodziło ale za chwilę mijało.
Widziałem, że jej też jest źle, że cierpi. Zoferowałem, że dopóki mieszkamy w tym domu to na ile będe mógł to jej pomogę. Oczywiście mi samemu też było ciężko, miewałem napady złości, żalu, gniewu i płaczu. Tylko dzieciaki mnie napędzały, wiedziałem że to dla nich muszę się szybko pozbierać i żyć dalej, zadbać o ich przyszłość.

Przegryzałem to powoli w sobie. Walka rozumu z sercem wciąż trwała, ale rozum zaczął wygrywać. Dziś napisałem list do żony. Nie był to list obwiniający ją, tylko list o tym co czuję i jak ta cała sytacja na mnie wpłynęła. O tym jakie wnioski z tego wyciągnałem na przyszłość i co chcę zrobić z tym dalej.
Zdałem sobię sprawę, że w przeszłości zawiniłem, nie zachowywałem się jak mąż, partner, przyjaciel. Nie zadbałem o jej potrzeby, tylko odsuwałem się powoli na bok. Jasne dbałem o to żebyśmy żyli na poziomie, dbałem o dom, remontowałem, robiłem masę nadgodzin żeby na wszystko nam starczało. Ale nie rozmawiałem z nią. Zabrakło nam dialogu, wspólnych zainteresowań, wspólnych momentów i to powoli nas oddalało od siebie.

Zrozumiałem też, że i ja nie byłem w tym szczęśliwy. Jej codzienne pretensje i kłotnie, moje zmęczenie, stres w pracy i problemy życia codzniennnego sprawiły, że nie czułem ochoty na zbliżenie, przytulenie. Moja więź emocjonalna do niej stawała się coraz cieńsza. Przestałem się cieszyć z życia. Wyremontowany dom, super fura na podjeżdzie ucieszyły tylko na chwilę. Przestałem doceniać czas z rodziną, bo się wiecznie kłóciliśmy. Chciałem jej unikać, żeby się w końcu zamknęła i dała mi świety spokój.
Przez tą kłótnię zrozumiałem, że nie chcę takiego życia, ja znów chcę być taki jak kiedyś, pogodny i zabawny, cieszyć się z głupot, wygłupiać się na codzień i w łóżku, mieć satysfakcję z zabawy z dziecmi. Chcę żyć.

I zdałem sobie sprawę, że to nigdy nie nastąpi dopóki będę z moją żoną. Obojętnie jak mocno byśmy się nie postarali, to te myśli i to co się stało by do mnie wracało. Gnębiłbym się tym w życiu codziennym, a ją pewnie w każdej drobnej sprzeczce. To co się stało wyryło w mojej głowie obraz nieodwracalny, nienaprawialny. Zdałem sobie sprawę, że wydarzyło się tak wiele, że tego się już nie da odbudować, a każda próba naprawy byłaby odroczeniem wyroku.
Pogodziłem się z tym co się stało, dzieje i stanie. I chociaż nie wiem co przyniesie przyszłość (mam 33 lata) to wiem, że kiedyś przyjdzie ten moment, że znow poczuje się szczęśliwy, że bedzie tam ktoś dla mnie a ja dla kogoś - tak jak było wcześniej między mną i żoną. Tylko tym razem nie popełnie tych samych błedów. Będe otwarty w okazywaniu uczuć i będę o to zabieagał.

Mineło zaledwie parę tygodni od tego wydarzenia, a ja dziś mogę powiedzieć że jest mi w końcu lepiej. Co mi pomogło? Napewno pogodzenie się z tym, że to co się stało jest nienaprawialne. Wiem, że cięzko jest odpuścić i zostawić osobę z którą się spędziło połowę swojego życia, ale dla mnie innej drogi nie ma.

Na końcu listu napisałem: żegnaj (imię żony).
Komentarze
Strona 1 z 16 1 2 3 4 > >>
gorolka dnia listopad 22 2017 07:56:51
Bardzo wyważony wpis. Jestem pod wrażeniem samoświadomości. To dobrze rokuje na przyszłość, która zależy tylko i wyłącznie od Ciebie. Trzymaj się. Jeśli potrzebujesz pogadać, to wejdź wieczorem na czat lub powiedz, skąd jesteś - mamy swoich przedstawicieli handlowych w całej Polsce smiley

hurricane dnia listopad 22 2017 08:19:10
Wszystko przemyślane, zanalizowane, rozważone.
Mam wrażenie, że bardzo świadomie podjęta decyzja, pozostaje życzyć Ci powodzenia i powiedzieć Ci, że tak - istnieje życie po, po zdradzie i po rozwodzie.
Masz tu wokoło wiele na to przykładów.
Trzymaj się.

poczciwy dnia listopad 22 2017 08:27:16
Adrien - w zasadzie poradziłeś sobie już z tym najgorszym bólem z jakim mamy do czynienia po zdradzie, której dokonała jak się nam wydawało najbliższa osoba.
W sumie to mógłbyś tu w ogóle nie pisać. A jednak to zrobiłeś, dlaczego? Bo prawdopodobnie cały czas Cię to gryzie.
Fajnie, że potrafiłeś się jakoś pozbierać, ale niestety to nie koniec, to będzie wracać co jakiś czas i na to musisz być przygotowany.
Dokonałeś w dość szybkim czasie swojego rachunku sumienia,pogodziłeś się z tym co się wydarzyło, co udaje się bardzo niewielu w tych emocjach - chwała Ci za to.
Z całą pewnością pomoże Ci to wyjść z tej całej sytuacji silniejszym i bardziej świadomym w przyszłych związkach, czego Ci z całego serca życzę.

Adrien dnia listopad 22 2017 09:00:32
Nigdy w życiu nie podjąłem decyzji pochopnie. To była decyzja życia, trudna i bolesna ale bardzo przemyślana. Ale wiem że to jedyna droga dla mnie.
Teraz mogę to powiedzieć spokojnie, ale wcześniej kiedy szargały mną emocje to było ciężko.
Dzięki za słowa otuchy smiley

NowaJa dnia listopad 22 2017 09:13:10
A ja czuje wielki smutek jak czytam Twoją historię. Wielka miłość, wspólne życie, dzieci i potem ten pocałunek którego nie mogłeś przebaczyć i znowu większe oddalenie. Zaparłeś się w sobie że tego pocałunku nie wybaczysz, taki jesteś. To są Twoje decyzje. Tutaj są osoby które wybaczały zdrady, starały się do nich nie wracać. Ten pocałunek żony Ciebie bardzo zamknął. Oddaliliście się od siebie. Potem żona znowu zamiast rozmowy i ew.terapii wybiera odejście do innego mężczyzny. Kolejny cios-mocniejszy.
Szkoda Was, dzieci,rodziny ale z tego co piszesz to ja nie widzę tutaj tego co byłoby potrzebne- starania ze strony żony, jej poświęcenia w tej sytuacji, miłości, próśb, obietnic terapii,zmian.
Może też jest uparta,zaparła się. Ktoś by powiedział- tamten gość zawrócił jej w głowie,pomieszał jej w głowie, nie wiedziała co robi.Może tak było.
Taką decyzję podjąłeś. Ile osób, tyle decyzji. Są osoby które zgodziłyby się przebaczyć i dać szansę żonie. Niektórzy nie potrafiliby wybaczyć.
Bałabym się jednego, jej kolejnej zdrady - i życie w braku zaufania i niepewności kiedy mógłby przyjść kolejny cios...
Ale szkoda naprawdę że coś tak fajnego się zmarnowało tak łatwo smiley

hurricane dnia listopad 22 2017 09:33:25
Często żal tego co było, straconych lat.
Najtrudniej chyba sobie też z tym żalem poradzić, nawet po wielu latach.

Adrien, z tego co napisałeś, jak dla mnie wynika, że wybrałeś najlepsze rozwiązanie.

dirty dnia listopad 22 2017 10:11:03
Adrien ja jednak przewrotnie trochę dopytam. Jak teraz zachowuje się żona: po liście, po tym ze wydała się opcja koła zapasowego?
Dlaczego napisałeś na forum ? Czy chciałeś zakomunikować sobie i światu, wzmocnić decyzje o rozstaniu? Czy może przewrotnie to jedyna forma szukania argumentów do tego by jednak próbować ratować ?
Ps. Ja jeden z tych co został i pewne techniki autmanipulacji testowałem dość udanie na sobie - jednak szczęśliwszy od nich nie byłem. Dlatego namawiam spróbuj szczerze odpowiedzieć sobie na te pytania.

Komentarz doklejony:
*ja jestem jednym z tych (tak miało być)

Myslaca dnia listopad 22 2017 10:36:34
Piszesz ten list tak spokojnie, racjonalnie i choć wspominasz o swojej winie, to jest to list pisany z pozycji ofiary. Chcesz się ugruntować w przekonaniu, że dobrze się stało i podjąłeś słuszne decyzje? W sumie jeśli tego własnie chcesz, to nie zawracaj z raz obranej drogi. Własne szczęście jest przecież najważniejsze.

Gdy czytam Twój list to wyłania mi się między wierszami obraz człowieka który tak naprawdę dobrze sobie zapracował na to co go spotkało. I nie mam tu na myśli tej fury na podjeździe....

W tym czasie żona poszła na tor boczny, w łóżku przestało być fajnie, życie codzienne stało się szare. Oczywiście miewaliśmy te lepsze i te gorsze momenty. Z najgorszych było to, że żona pocałowała się z innym facetem. Tylko pocałunek, a moje zaufanie do niej updało. Nigdy tego nie wybaczyłem, często wracało i bolało bo wiedziałem, że to pierwszy krok do czegoś gorszego, a jak już go zrobiła to nie będzie się bała wykonać następnego...


Te dwa lata tak naprawdę zaważyło na waszej przyszłości. Byliście "ledwie co" w małżeństwie i życie już stało się szare, a żona poszła na boczny tor? W życiu każdej kobiety urodzenie dziecka to czas specyficzny. Mężczyźni często skarżą się, że przestają być w życiu swojej kobiety najważniejsi, bo ich potrzeby schodzą na drugi plan, najważniejsze staje się dziecko...
U Ciebie jakby nastapiło pomieszanie ról.. To żona dla ciebie przeszła na boczny tor. W sumie mało napisałeś i bardzo enigmatycznie o tym okresie, ale to zrozumiałe. Swoich błędów nie chce się tak jawnie wywlekać i rozkminiać, zwłaszcza gdy mleko już rozlane i życiowe decyzje podjęte.

Mam jednak wrażenie, że to iż doszło do tego feralnego pocałunku, to była wypadkowa przynajmniej dwóch rzeczy;
1. Braku oparcia w Tobie jaki ona odczuwała
2. Chęć zwrócenia na siebie Twojej uwagi. A' propos... Pocałunek widziałeś, czy żona Ci sama o nim powiedziała?
To, co zafundowałes jej poźniej to taka jazda bez trzymanki. Można by spokojnie porównac ją do przewlekłej, ale jednak przemocy, pomieszanej z jakimś gnębieniem psychicznym. Mieszanka niezwykle trujaca, która sprawiła szybko przesunięcie się waszej relacji w stronę toksyczności związku.
Dobre małżeństwo zaspokaja potrzeby w zakresie miłości, uznania, wsparcia małżeńskiego i psychologicznego. U was nie było niczego z tych kryteriów. Ty uciekłeś w stronę pracy i zaspakajania potrzeb ekonomicznych, tłumacząc sobie że to wypełnia w całości Twoje zobowiązania wobec rodziny, niej, a zwłaszcza Twojego poczucia wartości jako jej męża.
Tymczasem ona szukała tego czego było jej potrzeba.. ciepła, zrozumienia, akceptacji i spokoju.
Nie okazywałem żonie uczuć, chociaż je miałem w środku. Może bałem się że jak powiem że jest ładna i kochana to ucieknie do tamtego. Że upewni się w tym ile jest warta. Teraz wiem że na kobiety to działa odwrotnie, że to by ją mogło zatrzymać, ale czasu nie cofnę i błedu nie naprawie


Nie szukam usprawiedliwienia dla Twojej żony, staram się ją zrozumieć.

I zdałem sobie sprawę, że to nigdy nie nastąpi dopóki będę z moją żoną. Obojętnie jak mocno byśmy się nie postarali, to te myśli i to co się stało by do mnie wracało. Gnębiłbym się tym w życiu codziennym, a ją pewnie w każdej drobnej sprzeczce. To co się stało wyryło w mojej głowie obraz nieodwracalny, nienaprawialny.


Adrien... To nie rokuje dobrze na dobrze na Twoją przyszłość, nawet już bez żony. Twoja osobowość będzie Ci sprawiać problem w każdym związku w którym się znajdziesz. Masz teraz głowę zajętą innymi sprawami, ale dobrze byłoby, gdybyś skontaktował się z dobrym sprawdzonym psychologiem i rozpoczął pracę nad sobą. Masz wiele do zrobienia, więc zrób to, zanim wejdziesz w związek z następną kobietą. Będziesz miał większą szansę na utrzymanie go bez tych toksycznych wpływów.
Tylko tym razem nie popełnie tych samych błedów. Będe otwarty w okazywaniu uczuć i będę o to zabieagał.

Obawiam się, że Twoje pobożne życzenia, bez spojrzenia w siebie i znalezienia przyczyn Twoich zachowań, prędzej czy później doprowadzą do powtórki z przeszłości. Choć niekoniecznie będziesz winę upatrywał w całości w tej drugiej osobie, podobnie jak teraz.

Powodzenia i trzymaj się smiley

NowaJa dnia listopad 22 2017 11:03:57
Może uczciwie odpowiedz nam na pytanie ile razy żona prosiła o rozmowę, ile razy prosiła o terapię małżeńską a Ty jej odmawiałeś, bo uważałeś że jest niepotrzebna?Ile czasu byłeś oschły i oddalony zanim żona poszukała ciepła i miłości gdzie indziej?
Czy Ty jej nigdy nie zdradziłeś? To jak żyłeś w takim oddaleniu,dobrze Ci było?Dlaczego nic z tym nie robiłeś, ile chciałeś czekać na cud?
Może zanim całkowicie przekreślisz tę rodzinę i uzyskasz tutaj rozgrzeszenie zastanów się jeszcze raz nad sobą i pomyśl jeszcze raz.

Adrien dnia listopad 22 2017 11:07:02
Nie napisałem tutaj swojej historii żeby dostać poradę jak postąpić. Ja już podjąłem decyzję. Ani ja ani Ty nie wiemy czy słuszną. To kwestia indywidualna, zależna od charakteru i psychiki.
Chciałem opisać swoją historię, podzielić się tym bo to zawsze pomaga. Gryźć to będzie jeszcze przez bardzo długo. Człowiek nigdy nie jest pewny w 100% swoich decyzji, zakłada tylko że to najlepsza opcja, najlepsza droga i ja do wyjątków nie należe.
I ja i moja żona od zawsze powtarzaliśmy że zdrady nie wybaczymy ale one gdzieś po drodze to zgubiła.
Jasne możemy założyć że ten koleś zawrócił jej w głowie, że się zauroczyla, ale nawet gdyby to czy należy niszczyć swojego ex partnera? Budować swoje szczęście na cudzym nieszczęściu? Moim zdaniem nie.
Jak żona się zachowuje po liście? Powiedziała że rozumie moją decyzje że muszę tak zrobić, tylko ona tak nie chce, ona chce męża. I tyle.

Jak będę w domu to wrzucę to co napisałem w liście.

Komentarz doklejony:
Dodam, że ja czekałem na to żeby walczyła o nas po tym co zrobiła. Oprócz przepraszam i proszę zmień zdanie to walki nie było.
Człowiek jak czegoś pragnie to konsekwentnie dąży do tego, próbuje wszystkiego tymbardziej w takiej chwili kiedy nie ma nic do stracenia. Ona tylko mi mowiła że chciałaby zacząć od nowa, ale nie chce wracać do takiego związku jak mieliśmy. Nie było skruchy, szczerego przepraszam, żalu do siebie po tym co zrobiła nam, tylko były żądania i oczekiwania.

Strona 1 z 16 1 2 3 4 > >>
Dodaj komentarz
Zaloguj się, żeby móc dodawać komentarze.
Oceny
Dodawanie ocen dostępne tylko dla zalogowanych Użytkowników.

Proszę się zalogować lub zarejestrować, żeby móc dodawać oceny.

Brak ocen.
Podobne zdrady
Reklama Związek Żołnieży Wojska Polskiego
zzwp-kolo24.bulok.info
Mój mąż szuka innej kobiety.
Logowanie
Login lub e-mail

Hasło



Nie jesteś jeszcze naszym Użytkownikiem?
Kilknij TUTAJ żeby się zarejestrować.

Zapomniane hasło?
Wyślemy nowe, kliknij TUTAJ.
Aktywne tematy !!!
Kiedy to nastąpi
Nie ma nic gorszego ...
My story...
14 lat minelo...
Jutro koncze - szesc...
Zdrada, ciąża, zemsta?
Co dalej....
Miesiąc szczęśliwego...
Historia jak z telen...
Zdradzona / martyna9334
Łan kozie death czyl...
dlaczego ja?
Byłem naiwny
Czy są tu jakieś poz...
Nie ma innej drogi
nie umie z tego wyjść
Wciąż razem
Może warto wybaczyć?...
Odszedł do mojej sio...
Scops - dwa lata po ...
Zdrada
Zdradzony przez dzie...
Zdrada na stare lata ;)
Refleksje przed Rozw...
Zdrada nie zdrada
Shoutbox
Tylko zalogowani mogą dodawać posty w shoutboksie.

NowaJa
15/12 10:42
34 kroki są mi pomocne dopiero teraz w obliczu rozstania i utrzymania się na obranej ścieżce- wcześniej były niepomocne. Dlatego- fajnie- dzięki smiley

Archiwum
Reklamy
Depilacja
Copyright © 2007-2015 www.zdradzeni.info