Wyszukiwarka


Nawigacja
Strona Główna
Dodaj zdradę
Artykuły
Kontakt
CZAT (jest 0 zobacz kto)

Ekipa portalu
Test na wierność
Portal w pigułce


Wasze zdrady
Zdradzone przez męża
Zdradzeni przez żony
Zdradzone przez chłopaków
Zdradzeni przez dziewczyny
Zdradzeni w innych związkach
Zdradziłem - zdradziłam
mama/tata zdradza

Pomocne instytucje
Detektywi
Prawnicy
Psycholodzy
Poradnie rodzinne
Dodaj instytucję

Wzory dokumentów
Porady prawne

Zbanowani użytkownicy
Polityka cookies
Postrzeleni kulkami
Użytkowników Online
Gości Online: 61
Brak Użytkowników Online

Zarejestrowanch Uzytkowników: 13,266
Najnowszy Użytkownik: nowy
Ostatnie Artykuły
Potęga przebaczenia
Jak rozwiązać proble...
Dziecko ofiara małże...
Życie po zdradzie
Ból emocjonalny R...
Reklamy...
(Prawie) pół roku po zdradzie
Zdradzona przez mężaWitajcie,

Długo zastanawiałam się, czy powinnam opisywać swój przypadek. Partner zdradzał mnie przez rok z koleżanką z pracy. Nigdy nie było między nami fajerwerków, miałam wrażenie, że nigdy mu nie wystarczałam. Wielokrotnie zdarzało się, że znajdowałam w jego telefonie wiadomości o dwuznacznym podtekście, ale nigdy nie dochodziło do "finału". Przyznam, że przez ostatni rok zupełnie nie podejrzewałam, że coś może być na rzeczy. Od kilku lat różnie się między nami układało, uprawialiśmy seks sporadycznie, nie okazywaliśmy sobie uczuć i prawda jest taka, że chyba przestałam o to walczyć. Mamy synka, który jest całym moim światem i - być może - całe swoje uczucie przelałam na niego.

Z partnerem mieliśmy zawsze wiele wspólnych tematów, podobnych zainteresowań, więc spędzaliśmy wspólnie czas na oglądaniu filmów, słuchaniu muzyki czy gotowaniu. W połowie 2016 roku partner zaczął dłużej zostawać w pracy, często spał w drugim pokoju, bo - jak twierdził - nie chciał mnie budzić. Nalegał wręcz, żeby synek spał z nami. Wciąż spał w ciągu dnia, tak, jakby mnie unikał. Nie widziałam w tym nic zdrożnego, mój partner jest osobą bardzo, hmmm, autonomiczną, wręcz introwertyczną. Potrzebuje dużo czasu dla siebie, zamyka się często w swoim świecie... W okolicach listopada, podłamana tym naszym oddaleniem, zaproponowałam partnerowi, żebyśmy zrobilli sobie przerwę, że coś się między nami mocno zepsuło i powinniśmy zastanowić się, czy powinniśmy tkwić w tym pseudo związku i ranić się. Partner zdecydował, że będziemy próbować, ale zaznaczył, że nie wie, czy mnie kocha. To mnie bardzo zabolało, bo - mimo ogromnej różnicy charakterów - ja wciąż, niezmiennie, bardzo go kocham. Nawet po tym, co zrobił.

Końcówki roku nie zapomnę do dziś. 30 grudnia partner - ponownie - został dłużej w pracy. Realnie powinien wyjść o 23, wrócił około 3. Dodam, że około 12 zaczęłam do niego dzwonić, bałam się, że może coś mu się stało. Niestety wyłączył telefon. W domu nie potrafiłam nawet się z nim pokłócić, żądać wyjaśnień. Powiedziałam tylko, że "dał popis" i poszłam spać. Jego wyjaśnienia były standardowe - musiał zostać w pracy a telefon się rozładował.

31 grudnia był dla mnie najbardziej traumatycznym dniem w moim życiu. Partner był bardzo odległy, nie rozmawiał ze mną. Ponownie położył się spać, około 17. Nie wiem co mnie tknęło, ale przejrzałam jego telefon. W zablokowanych numerach znalazłam wiadomość o treści "Ja też cię kocham". Dalej był już tylko dramat. Okazało się, że partner miał romans z koleżanką z pracy, która jest od niego dwa razy młodsza, mieszka z ojcem itd. Nigdy nie zapomnę, jak na moje pytanie "kogo kochasz?", odpowiedział "nie ciebie". Słowo daję, nie wiedziałam, co ze sobą zrobić. Spoliczkowałam go, rozwaliłam mu telefon, miałam ochotę krzyczeć. Kazałam mu się wynosić. Powiedział, że nie ma gdzie, że nie może się wyprowadzić dziś. Poinformowałam, że mnie to nie interesuje. Próbował skontaktować się z kochanką przez FB - bezskutecznie. Nie będę się zagłębiać w szczegóły, powiem tylko, że partner przyprowadził kochankę do naszego domu, gdy nasz synek poważnie się rozchorował i trafiliśmy do szpitala. Przyprowadził ją, gdy ja byłam w podróży służbowej, zagranicznej i gdy nasz synek spał w pokoju obok. Uważam to za skrajnie nieodpowiedzialne zachowanie. Podsumowując - zupełnie nie liczył sie z konsekwencjami swoich działań, myślał tylko o swojej przyjemności i szczęściu.

1 stycznia skontaktowałam się z kochanką partnera. Zawsze wychodziłam z założenia, że kochanka nie jest winna. Dlatego postanowiłam, że przedstawię jej moją wersję wydarzeń, opisałam jej właściwie całe nasze wspólne życie. Nadmienię jeszcze, że - gdy w końcu udało się partnerowi skontaktować z kochanką i powiedzieć co się wydarzyło, jej reakcja była bardzo specyficzna. Mianowicie - nie pocieszała go, nie mówiła, że będzie dobrze, a podkreślała, że nie zamieszkają teraz razem, że nie ma pieniędzy, że nie przedstawi go ojcu itd. To był początek dramatu, bo mój partner uzmysłowił sobie, że zmarnował wszystko, cały nasz związek, dla mrzonki.

Doszło do tego, że to ja musiałam go pocieszać, wspierać, bo się załamał. Powiedział, że ma złamane serce i nie chce mu się żyć. A ja w tym wszystkim uczestniczyłam. Nie potrafiłam odpuścić, bardzo go kochałam, nie chciałam, żeby nasz synek wychowywał się w rozbitej rodzinie... Ale miałam też świadomość, że partner nie darzy mnie uczuciem, jakim ja go darzę.

W zasadzie, gdyby nie fakt, że kochanka go odrzuciła, pewnie nie pisałabym dziś tego "listu". Prawdopodobnie partner by ode mnie odszedł, by po miesiącu, max dwóch rozstać się z kochanką. Nie wróżyłam im przyszłości, ale - cóż - serce nie sługa. I to rozumiałam i wciąż rozumiem. Zakochał się, rzecz jasna bardzo mnie zranił, zabił we mnie jakąś pogodną, cieszącą się z życia część. Jednak nie zawsze może być kolorowo.

Zdecydowaliśmy, że spróbujemy ponownie. Ja, z dużym bagażem, totalnym brakiem zaufania i ogromym zatraceniem poczucia własnej wartości, on - z perspektywą, że nigdy już nie będzie tak, jak kiedyś. Obiecał, że będzie się starać, że będzie walczyć, ale - tak właściwie - nigdy nie prosił mnie o wybaczenie. Powtarzał, że wie, że ogromnie mnie zranił, że wyrządził mi gigantyczną krzywdę i że nigdy już tego nie zrobi. Ale nigdy nie chciał wybaczenia. Tak, jakby się zabezpieczał, jakby chciał powiedzieć kiedyć - ale przecież ja cię o nic nie prosiłem. Zresztą - mieliśmy jakiś czas temu sprzeczkę i faktycznie, zarzucił mi, że on wcale się nie prosił o to, żeby zostać. Że to ja tego chciałam. A powinnam wyrzucić go na zbity pysk.

Od dnia, gdy dowiedziałam się, że mnie zdradzał, minęło blisko pół roku. Pierwsze trzy miesiące to była trauma w najczystszej postaci. Codzienna walka, codzienne przepychanki, wciąż przypominały mi się rzeczy, jakie powiedział mi on, jakie powiedziała mi ona... Nie potrafiłam i w sumie chyba nadal nie potrafię sobie z tym poradzić... W czwartym miesiącu wyjechaliśmy tylko we dwoje na krótki wypad zagranicę. I jakby te kilka dni wszystko zmieniły. Partner był czuły, opiekuńczy, ciepły... Wróciliśmy do Polski, nadal było bardzo dobrze, a mi brakowało jednego - deklaracji. Widziałam, jak partner na mnie patrzy, jak mnie całuje, jak mnie dotyka... Czułam, że mnie kocha, a jednak potrzebowałam to usłyszeć. W końcu zaczęłam naciskać, wręcz wymuszać to na nim. A on, jak na złość, stawał okoniem. Powiedział, że dla mnie minęło aż pięć miesięcy, a dla niego tylko pięć miesięcy i on nie chce tego mówić, bo nie chce, żebym pomyślała, że to jest wymuszone. Faktem jest, że mam analityczny charakter, wszystko muszę przemielić, rozłożyć na czynniki pierwsze i pewnie rzeczywiście zaczęłabym się zastanawiać, czy to co mówi, jest podyktowane głosem serca, czy też presją, jaką na nim wywieram.

Są dni, że naprawdę jest między nami cudownie, przeważają jednak takie, gdzie mam wątpliwości, czy dobrze zrobiliśmy. Czy jest w tym jakaś przyszłość? Partner powiedział mi, że nie zakocha się we mnie ponownie, czy może mnie więc pokochać? Boję się, że robimy sobie krzywdę, wpędzamy się w lata... Nadmienię jeszcze, że partner przeprowadził się do mnie z małego miasta, dostał właściwie wszystko na tacy, mieszkanie, auto (sam nie posiada prawa jazdy, więc to ja jestem kierowcą), również ja jestem osobą, która zarabia pieniądze w związku. Nie wydaje mi się, żeby chodziło o kwestie materialne, mam jednak obawy, że partner jest w tej sytuacji po prostu pragmatyczny - jest stabilizacja, spokojne życie, dom... A bez miłości można przecież funkjonować, tylko czy można żyć?
Komentarze
Strona 1 z 6 1 2 3 4 > >>
Nox dnia maj 14 2017 15:49:42
Doszło do tego, że to ja musiałam go pocieszać, wspierać, bo się załamał. Powiedział, że ma złamane serce i nie chce mu się żyć.


gdybyś dała sobie czas może on po uporaniu się ze straconą miłością dostrzegłby że jednak jesteś dla niego ważna.Spróbowałby powalczyć o związek.A tak podałaś się mu na tacy,nawet nie powinnaś narzekać masz to na czym ci zależało.Tylko dlatego że że na chwilę się urwał z łańcucha.
Ty Pati taki trochę pies ogrodnika jesteś.Było letnio ale Ci to nie przeszkadzało,znalazła się chętna i instykt właściciela się odezwał.

jakby się zabezpieczał, jakby chciał powiedzieć kiedyś - ale przecież ja cię o nic nie prosiłem. Zresztą - mieliśmy jakiś czas temu sprzeczkę i faktycznie, zarzucił mi, że on wcale się nie prosił o to, żeby zostać. Że to ja tego chciałam. A powinnam wyrzucić go na zbity pysk
.
między Twoim wyrzuceniem go na zbity pysk a ,,ja chciałam żeby został" powinien być ,,on"
Dlaczego zdecydowałaś za niego????dlaczego nie zaczekałaś na jego deklaracje?

PatrycjaEr dnia maj 14 2017 15:57:21
smiley
Zgadza się, popełniłam duuuużo błędów, za które pewnie jeszcze długo będę musiała płacić.

gdybyś dała sobie czas może on po uporaniu się ze straconą miłością dostrzegłby że jednak jesteś dla niego ważna.Spróbowałby powalczyć o związek.A tak podałaś się mu na tacy,nawet nie powinnaś narzekać masz to na czym ci zależało.Tylko dlatego że że na chwilę się urwał z łańcucha.


No ja bym tego chwilą nie nazwała smiley Fakt jest taki, że bardzo go kocham. A druga strona medalu? Bardzo bałam się samotności. Mam 34 lata, partner ma dziecko z kobietą z poprzedniego związku i nie jest przykładnym ojcem, niestety. Bałam się, że synek też będzie oddalał się na drugi plan. Prawda jest taka, że mój partner miał bardzo trudne dzieciństwo, nigdy nie otrzymał wyrazów miłości od rodziców, sądzę, że to go bardzo "popsuło" i nie potrafi tego samodzielnie naprawić. Próbowałam mu pomóc, jestem bardzo emocjonalną, uczuciową osobą, ale oboje mamy też bardzo silne charaktery i - w obliczu nieporozumień - żadne nie ustępowało. Być może za bardzo chcę pomagać, nawet, jeśli ktoś tego nie oczekuje.

między Twoim wyrzuceniem go na zbity pysk a ,,ja chciałam żeby został" powinien być ,,on"
Dlaczego zdecydowałaś za niego????dlaczego nie zaczekałaś na jego deklaracje?


A po czym wnosisz, że ja zdecydowałam za niego? Przecież nie przykułam go do kaloryfera kajdankami i do niczego go nie zmusiłam. Wspólnie zdecydowaliśmy, że spróbujemy raz jeszcze. Acz przyznam, że - być może - dawałam wyraz temu, że mi na nim zależy.

PatrycjaEr dnia maj 14 2017 15:57:21
smiley
Zgadza się, popełniłam duuuużo błędów, za które pewnie jeszcze długo będę musiała płacić.

gdybyś dała sobie czas może on po uporaniu się ze straconą miłością dostrzegłby że jednak jesteś dla niego ważna.Spróbowałby powalczyć o związek.A tak podałaś się mu na tacy,nawet nie powinnaś narzekać masz to na czym ci zależało.Tylko dlatego że że na chwilę się urwał z łańcucha.


No ja bym tego chwilą nie nazwała smiley Fakt jest taki, że bardzo go kocham. A druga strona medalu? Bardzo bałam się samotności. Mam 34 lata, partner ma dziecko z kobietą z poprzedniego związku i nie jest przykładnym ojcem, niestety. Bałam się, że synek też będzie oddalał się na drugi plan. Prawda jest taka, że mój partner miał bardzo trudne dzieciństwo, nigdy nie otrzymał wyrazów miłości od rodziców, sądzę, że to go bardzo "popsuło" i nie potrafi tego samodzielnie naprawić. Próbowałam mu pomóc, jestem bardzo emocjonalną, uczuciową osobą, ale oboje mamy też bardzo silne charaktery i - w obliczu nieporozumień - żadne nie ustępowało. Być może za bardzo chcę pomagać, nawet, jeśli ktoś tego nie oczekuje.

między Twoim wyrzuceniem go na zbity pysk a ,,ja chciałam żeby został" powinien być ,,on"
Dlaczego zdecydowałaś za niego????dlaczego nie zaczekałaś na jego deklaracje?


A po czym wnosisz, że ja zdecydowałam za niego? Przecież nie przykułam go do kaloryfera kajdankami i do niczego go nie zmusiłam. Wspólnie zdecydowaliśmy, że spróbujemy raz jeszcze. Acz przyznam, że - być może - dawałam wyraz temu, że mi na nim zależy.

murka dnia maj 14 2017 16:01:49
Nox ja zauważyłam nie tylko u siebie potrzebę natychmiastowego " załatwiania" problemów, dziś, dziś musi się skończyć, zadeklarować, załatwić...Bo jeśli minie jeszcze jeden dzień to dojdzie kolejna rzecz, kolejne słowa kolejne wydarzenia do wybaczenia, do przerobienia, a przecież ledwo wystarcza nam siły na to Ci się wydarzyło do teraz. Powiem Ci teraz pod wpływem emocji czego oczekuję, co powinieneś zrobić, Ty się do tego zastosujesz i będziemy udawać że nic się nie stało... ?? Tylko że potem emocje się zmieniają A rozmawiać już nie ma o czym.

PatrycjaEr dnia maj 14 2017 16:05:32
No u mnie właśnie zachodzi ten problem. Musi być już, teraz, zaraz. Nie można dać sobie czasu, chwili na odpoczynek, taki emocjonalny. Tylko - może to egocentryczne - mam takie poczucie, że to mnie trzeba teraz wspierać, zapewniać o uczuciach, miłości, że będzie dobrze, a wychodzi tak, że ja to robię. Kupuję prezenty, robię się na bóstwo, mówię, że kocham. Tak, jakbym to ja chciała się zmienić, choć - w ogólnym rozrachunku - nie zrobiłam nic złego. I tak, wiem, że robię źle. Zatem co zrobić, żeby tak nie robić? smiley

Nox dnia maj 14 2017 16:07:18
Patry
po czym wnosisz, że ja zdecydowałam za niego? Przecież nie przykułam go do kaloryfera kajdankami i do niczego go nie zmusiłam

po tym co napisałaś

,
jakby chciał powiedzieć kiedyć - ale przecież ja cię o nic nie prosiłem. Zresztą - mieliśmy jakiś czas temu sprzeczkę i faktycznie, zarzucił mi, że on wcale się nie prosił o to, żeby zostać. Że to ja tego chciałam

skoro on się nie prosił?

PatrycjaEr dnia maj 14 2017 16:09:57
No dobrze, ale w ogólnym rozrachunku zdecydowaliśmy wspólnie. Jesteśmy dorośli, nie jesteśmy w stanie zmusić drugiej osoby, żeby z nami została. To akurat uważam za zagranie poniżej pasa. Bo ja też go nie prosiłam.

Deleted_User dnia maj 14 2017 16:15:40
O niczym świadomie nie zdecydowaliście. On z chorego domu, egoista, brak umiejętności budowania relacji i Ty tłumacząca "analitycznie" uczucia pod własne dyktando. Macie oboje swoje braki i chcecie się leczyć wzajemnie? Miłość wszystko naprawi i wybaczy? Brzmi jak harlequin.

PatrycjaEr dnia maj 14 2017 16:20:59
Hmmm, no ok. Czyli wobec tego odpuścić? Dać sobie spokój? Próbujemy, wspólnie, jakoś z tego wybrnąć, jakoś to naprawić. Próbuję znaleźć pomoc, mam świadomość, że popełniam błędy, ale nie wiem kiedy i nie wiem, jak temu zaradzić.

Nox dnia maj 14 2017 16:21:07
Pati no ale jak się ma do tego Twój analityczny umysł?
przez 4 misiące po jest źle,wyjeżdżacie na urlop i Ty żądasz deklaracji bo/wyposzczony partner/ patrzy z pożądaniem/miłością?/....
la mnie minęło aż pięć miesięcy, a dla niego tylko pięć miesięcy i on nie chce tego mówić, bo nie chce, żebym pomyślała, że to jest wymuszone

dla Ciebie minęło 5 msc od momentu
"kogo kochasz?", odpowiedział "nie ciebie
"
Dla niego dopiero 5 msc od momentu kiedy jego plany związane z nową miłością się rozpadły.
To że tam mu nie wyszło nie musi oznaczać że Ciebie pokocha tym bardziej że wcześniej nie było różowo.
Swoją drogą tłumaczenie
nie chce tego mówić, bo nie chce, żebym pomyślała, że to jest wymuszone.

mówiąc o tym co czuje ,nie powinien być odpowiedzialny za Twój odbiór.

Strona 1 z 6 1 2 3 4 > >>
Dodaj komentarz
Zaloguj się, żeby móc dodawać komentarze.
Oceny
Dodawanie ocen dostępne tylko dla zalogowanych Użytkowników.

Proszę się zalogować lub zarejestrować, żeby móc dodawać oceny.

Brak ocen.
Podobne zdrady
Reklama Zjawy i demony
www.parapsychologia.zjawa.com
rok po zdradzie nie daję rady
Zdradzony z 5 facetami w ciągu pół roku
jak zaufać po zdradzie /klakow/
Po zdradzie
prawda po 1,5 roku
Prawie 4 lata po zdradzie nadal w tym samym miejscu
zamęczałam po zdradzie? To ja straciłam szanse?
Czy można uwierzyć po zdradzie?? /Lutiola/
Jak podniesc sie po zdradzie?
3 miesiące po zdradzie
4 lata po zdradzie, nowy zwiazek i...
Pomocy - po roku od postu tu zdrada w realu
6 tygodni po zdradzie..
Mąż wrócił po zdradzie
NIE WARTO CIAGNAC ZYCIA PO ZDRADZIE
Logowanie
Login lub e-mail

Hasło



Nie jesteś jeszcze naszym Użytkownikiem?
Kilknij TUTAJ żeby się zarejestrować.

Zapomniane hasło?
Wyślemy nowe, kliknij TUTAJ.
Aktywne tematy !!!
Stara rana
Kiedy to minie
Bo rozeszlismy się w...
Za co?
Byłem szczęśliwy
Moja historia i moja...
Jestem masochistka!!!
Kolezanka z pracy sm...
Straszny żal i brak ...
nie udaje się wrócić...
Beznadzieja
zaraz mnie zostawi?
Jak z tym skończyć
Bezsilność
Warszawa, okolice zd...
Nawet nie wiem jak t...
Zdrada Sam się w tym...
Podwójne życie mojeg...
Zdradzona zaraz po ś...
Zdradziłam i po tym ...
Nie śpij, bo Cię okr...
Muszę bo się uduszę
Bezradna
Podejrzenie zdrady
I co dalej...
Shoutbox
Tylko zalogowani mogą dodawać posty w shoutboksie.

batou
14/11 12:40
Witam

Archiwum
Reklamy
Rehabilitacja Andrychów
Copyright © 2007-2015 www.zdradzeni.info