Wyszukiwarka


Nawigacja
Strona Główna
Dodaj zdradę
Artykuły
Kontakt
CZAT (jest 0 zobacz kto)

Ekipa portalu
Test na wierność
Portal w pigułce


Wasze zdrady
Zdradzone przez męża
Zdradzeni przez żony
Zdradzone przez chłopaków
Zdradzeni przez dziewczyny
Zdradzeni w innych związkach
Zdradziłem - zdradziłam
mama/tata zdradza

Pomocne instytucje
Detektywi
Prawnicy
Psycholodzy
Poradnie rodzinne
Dodaj instytucję

Wzory dokumentów
Porady prawne

Zbanowani użytkownicy
Polityka cookies
Postrzeleni kulkami
Użytkowników Online
Gości Online: 45
Brak Użytkowników Online

Zarejestrowanch Uzytkowników: 13,166
Najnowszy Użytkownik: Vanbahl
Ostatnie Artykuły
Potęga przebaczenia
Jak rozwiązać proble...
Dziecko ofiara małże...
Życie po zdradzie
Ból emocjonalny R...
Twoje miejsce
Reklamy...
Złamane i oszukane życie...
Zdradzona przez męża Poznaliśmy się, gdy miałam 26 lat, On młodszy o rok. Ja, po pierwszym małżeństwie z dorobkiem w postaci 6 letniej córeczki, On w rzekomo rozpadającym się związku. Powiedziałam wówczas, jeśli będziesz sam przyjdź do mnie. Przyszedł bardzo szybko. W każdy weekend pokonywał setki kilometrów, by przyjechać. Po roku spakowałam nasze manatki i przeprowadziłyśmy się z córką do wspólnie wynajmowanego mieszkania w Jego miejscowości. Zaczęliśmy razem pracować, wspólnie rozwijać firmę od przysłowiowego zera. Był trudny czas, długi na kartach kredytowych, nie przespane noce, kredyty.
W końcu rozpoczęliśmy budowę domu. Chcieliśmy (a może tylko ja?) mieć wspólne dzieci, miało być ich dwoje. Przestałam brać tabletki po 2 latach wspólnego zamieszkiwania i zostawiliśmy wszystko losowi. Byliśmy młodzi, nie spieszyliśmy się, będzie jak będzie. Pracowaliśmy bardzo dużo, wiele godzin każdego dnia. Byliśmy zmęczeni, ale szczęśliwi. Sex był udany od samego początku, On potrzebował go dużo, czasem codziennie, czasem zdarzał się dzień lub bardzo rzadko dwa abstynencji (wyjazd, alkohol, bardzo późny powrót, choroba). Szybko zorientowałam się, po historii w komputerze oraz po przyłapaniu Go na tym, że poza naszym regularnym seksem onanizuje się. Redtuby, płyty otrzymywane w prezencie od kumpla, tv włączony na "różowym" kanale. Nie mam sobie nic do zarzucenia w tym temacie, spełniałam w dużym zaangażowaniem wszystkie Jego zachcianki, po prostu lubię sex, namiętność, bliskość, czułość, czasem z odrobiną pikanterii.
Przeprowadziliśmy się do nowo wybudowanego domu. Po 7 latach związku postanowiliśmy wziąć ślub. Ten papier nie był ważny, ale Jego rodzice za każdym razem wypominali nam, że żyjemy bez ślubu i w końcu pomyślałam sobie, z w imię czego się upieramy, skoro im zależy... Pojechaliśmy z naszych gór nad morze i tam w towarzystwie córki i 3 njbliższych przyjaciół wzięliśmy ślub. Nasze małżeństwo wydawało sie być bardzo przykładne. Mąż był typem "chłopaka z sąsiedztwa", miał wzorzec rodziny, sądziłam że to ważne. Dla wielu znajomych to my byliśmy wzorcem jak metr z Sevres. Związki naszych przyjaciół się rozpadały, a my trwaliśmy kochając się, szanując, rozwijając, pracując.
Dzieci się nie pojawiały. Przyszedł czas na lekarza, bo 40 gdzieś wisiała na horyzoncie. Usg, badania, badania hormonalne - wszystko ok z mojej strony. Testy owulacyjne i sex w trakcie jajeczkowania - zero efektu. Wtedy (i później wielokrotnie) poprosiłam o to, by przebadał spermę. Nigdy tego nie zrobił.
Pozwalaliśmy sobie na rozwijanie swoich pasji, ja jechałam z przyjaciółką do Maroka medytowaćc na pustyni, On z kumplami na narty (ja nie jezdzilam ze wzgledu na kontuzje kolan), ja skończyłam szkołę trenerów i staż psychoterapeutyczny, On jezdzil na mecze piłkarskie gdzieś w Europie. Razem spędzaliśmy wakacje. Były też straszne chwile, jak śmierć przyjaciela w 2 miesiace po naszym slubie, śmierć Jego kuzyna, mojego ojca - razem płakaliśmy, leżeli nocami przy zapalonym świetle i rozpaczali. To były trudne chwile i straszne zdarzenia, ale byliśmy w tym razem, to nas dodatkowo łączyło.
Firma rosła, kontakty były coraz szersze, pieniądze zaczęły sie pojawiać.
Wtedy w 9 lat po ślubie, początkiem września, powiedział mi, że zdradził.
Pierwszą reakcją mojego organizmu były torsje. Zwymiotowałam.
On żałował, błagał o szansę, płakał, zaklinał, zgadzał się na wszystko. Ośmieszał tę dziewczynę (której numer telefonu dał mu przyjaciel od pornosów), a sam był Jego alibi przede mną.
Rozpaczałam około 4 miesięcy. Na początku wyjechaliśmy na Maderę, żeby córka nie widziała moich łez. Szalałam, płakałam, miałam pretensje. Tamta bombardowała Go (Nas) po pijanemu smsami. Postanowiłam wybaczyć i zapomnieć. Błagał, by nikomu nie mówić. Milczałam. W okolicach lutego podczas intymnej sytuacji spytał mnie: czy już znowu mi ufasz? Ufałam. "Tak kochanie, ufam Ci". Było to jedno z najbardziej fałszywych, wrednych pytań, ponieważ już wtedy trwał Jego kolejny romans. Fundnął go sobie na 40 urodziny. Na wyjazd z kumplami na narty zabrał sobie kochankę. 10 lat młodszą (a jakże) starą pannę z zaburzeniem osobowości typu borderline. Dowiedziałaam sie o tym w rok po poprzednim razie. Kumple nie mieli moralnych oporów, by wpadać do wspólnego biura, podawać mi rękę, patrzeć w oczy i się uśmiechać.
10 rocznica naszego slubu przypadała w poniedziałek 25, w kolejny weekend mąż "pojechał z kumplami na urodziny". Tak uczcił naszą rocznicę. Czegoś potrzebowaam: zadzwoniłam. Nic. Zadzwoniłam więc do kumpla, zdziwił się, że jest z moim mężem, kolejny też. On oddzwonił w końcu i wtedy juz wszystko było wiadomo. Oczywiście zaprzeczał. Później wyłączył komórkę. Wrócił do domu rano. To była najdłuższa i najgorsza noc mojego życia. Nie mogłam uwierzyć, że oto moja "drużyna" się rozpada. Że mężczyzna, któremu tak bardzo zaufałam, oddałam najlepsze lata, zrezygnowałam z posiadania dzieci by z nim być, po prostu wybrał sex, zauroczenie, fascynację...
Najgorsze jednak dopiero sie zaczeło. On zaczął się zastanawiać co zrobić. Kluczył, kłamał, kręcił i kombinował. Postanowiłam zadzwonić do niej, by spytać jakie mają plany, czy chcą być razem, czy to jednorazowy romans, co będzie dalej. Byłam spokojna, zmiażdżona i prosiłam o odpowiedź. Dostałam wiązkę wyzwisk.
Wurzuciłam go z domu.
Zaczeły się smsy od niej. Z nich dowiedziałam się jak długo to trwa, że jezdzili na narty, co jej obiecywal i przysiegal, ze beda mieli 3 dzieci, dostalam tez zdjecia. Wyzwiska na temat szczegolow mojej anatomii, pod adresem mojej corki. Zaczełam jezdzić na terapię. W pazdzierniku rozpoczelam w Krakowie szkołę. Raz w trakcie drogi Katowice - Kraków przyszło 40 smsow obrażających mnie, miażdżących. Wydzwaniała i smsowała do mnie jej koleżanka. Wtedy powiedziałam o wszystkim córce (mieszkała i studiowała) juz w Krakowie. Młoda nauczyła mnie jak w mojej komórce zablokować numer. Niestety przerosło mnie to. Nie spałam, trząsłam się, bałam dzwięku telefonu, nie chodziłam do pracy, przerwałam po 2 miesiącach studia. Poszłam po leki do psychiatry. Antydepresanty i przeciwlękowe. Teraz myśę, że wtedy jeszcze nie było tak źle. Miałam siłę by czasem coś zrobić. Miałam energię, może niesiona złością... nie wiem...
On co jakiś czas, prawdopodobnie by mieć kntrolę nad sytuacją wypuszczał takie próbne pytania czy mógłby ewentualnie, bo przeciez jestem kobieta jego zycia... bla... bla.... bla... Dawałam sie nabrać za każdym razem, On przysięgał że z tamtą już nie jest, że to skończone, ale prawda była taka, ze chciał nas obie utrzymac na długiej smyczy. Tchórzliwy gnojek. Tamta szalała, gdy tylko cos miedzy nimi sie psulo, pewnie myslala ze on do mnie wroci i wowczas wysylala mi partie smsow, mmsow, zeby mnie zmiazdzyc, wkurzyc, nie wiem... Kupowala nowe numery telefonu i udawalo jej sie wyslac zaim zablokowalam kilka roznych rrzeczy. Tak dostalam wiec zdjecie penisa mojego meza we wzwodzie, nagranie "przyrzeczenia zycia", gdzie moj maz mowi ja R... Z.... kocham S.... R.... i obiecuje miec z nia 3 dzieci...".
Najdotkliwsze stało się, gdy końcem maja umarła moja mama.
Pojechalismy zorganizowac pogrzeb. Rozumek tej pani nie ogarnial, ze jesli z kims spedziles 17 świąt bozego narodzenia, 17 wielkanocy i bywałeś, rozmawiales, dbales, mniej lub bardziej lubiles, to chcesz oddac jej te ostatnia przysluge i pojechac na jej pogrzeb lub pomoc w jego organizacji, zonie ktora wlasnie opiusciles. Bo TAK, bo jestes czlowiekiem. Ta pani tego nie ogarnela, dostalam swoja porcje smsow, w ktorych wyrzucala mnie z mojej firmy, kazala sobie placic za to ze "wyzebralam" by moj maz zawiozl mnie "ICH" samochodem (na ktory ja pracowalam), zadala 360 zlotych.
Pogrzeb odbyl sie 1 czerwca. Do dzisiaj nie jestem w stanie wejsc w okres zaloby. Wczesniej byla jeszcze Wielkanoc, na ktora maz wprosil sie na "poczestunek", przekonujac mnie ze jest biedny sam. Za kazdym razem gdy robil akie podchody, moje serce pękało, bo później nie było żadnego ciągu dalszego. Jak to jest być rzucaną kilka razy? Własnie tak.
Zdaje się w czerwcu wylatywał na urlop do USA, przyjechał przed wylotem i obiecał, że zaraz jak tylko wróci pójdzie na terapię, że wszystko zmieni, że nie chce mi nic obiecywać, bo tyle już obiecał i nie dotrzymał, ale ta baba juz sie nie liczy, że nasłała na niego jakichś prychów na meczu Legii i cudem uszedł z życiem, że podbiegła do grupki kibiców i zczęła wrzeszczeć, że on ją bije, katuje etc. Na tej podstawie wiemy, że ma borderline. Obiecał, że po powrocie złożymy doniesienie do prokuratury, że ona jest stalkerką i nęka mnie. Po powrocie odezwał się jedym smsem po 3 dniach, a gdy zadzwonilam spytac o co chodzi i co sie stalo, zaczal wrzeszczec na mnie przez telefon... Wtedy zrozumiałam ostatecznie, że nic z tego już nie będzie. Pojechałam do prawniczki i złozyłyśmy pozew o rozwód z jego winy. Od 3 listopada tego roku jestem rozwiedziona. Przyznal sie do winy. 15 minut po rozwodzie staral sie mnie mamić: "Mariusz powiedzial, ze ludzie czasem i po rozwodzie sie schodzą". Wtedy zrozumiałam, że to człowiek chory psychicznie.
Przez okres tego roku, jezdze na terapie co tydzien, biore antydepresanty, nie mam niestety witalności. Nie pracuję. Nie jestem czasem (jak dzisiaj) w stanie wstac z łóżka. Miewam czasem samobójcze myśli. Po ostatniim ataku tej wariatki (juz po rozwodzie) zgłosiłam sprawę na policję. Czasem trzymam w dłoni tabletki i myślę co byoby, gdybym przerwala to cierpienie, bo czy ono kiedykolwiek sie skonczy?
Komentarze
Strona 1 z 4 1 2 3 4 >
Nox dnia grudzień 07 2015 20:23:11
Reni wiele przeszłaś,wiele wycierpiałaś ale poradziłaś sobie,uporałaś się ze wszystkim.Teraz po odpięciu tego wagonika chcesz się poddać?
Może masz źle dopasowane leki i należałoby je zmienić skoro pozbawiają cię chęci do życia.
Kiedyś medytowałaś,podróżowałaś,nie pojechałabyś z przyjaciółką na małą wyprawę?Masz przyjaciół?
Nie poddawaj się teraz,szukaj celu w sporcie,medytacji,podróżach,studiach w czymkolwiek co pozwoli ci odstawić leki i znowu żyć pełną piersią,

Komentarz doklejony:
niech ten gnojek nie ma satysfakcji że cię zniszczył,że bez niego sobie nie poradzisz.A wariatka będzie dla niego najlepszą karą którą sam na dodatek wybrał i na nią zasłużył.

Ramirez dnia grudzień 07 2015 21:44:49
Raz w trakcie drogi Katowice - Kraków przyszło 40 smsow obrażających mnie, miażdżących. Wydzwaniała i smsowała do mnie jej koleżanka. Wtedy powiedziałam o wszystkim córce (mieszkała i studiowała) juz w Krakowie. Młoda nauczyła mnie jak w mojej komórce zablokować numer. Niestety przerosło mnie to. Nie spałam, trząsłam się, bałam dzwięku telefonu, nie chodziłam do pracy, przerwałam po 2 miesiącach studia. Poszłam po leki do psychiatry. Antydepresanty i przeciwlękowe. Teraz myśę, że wtedy jeszcze nie było tak źle.


Jeżeli uświadomimy sobie, że sami jesteśmy źródłem negatywnych emocji czy pragnień, mamy szansę, by nad nimi zapanować.

Reni, weź wyślij do mnie te 40 SMS-ów obrażających mnie, miażdzących! smiley Sami nadajemy znaczenie temu, z czym mamy do czynienia.
Jeśli nadałbym tym SMS-om jakieś znaczenie, uderzałyby one w moje JA. A ja je bym zwyczajnie olał.
Jest taka fajna buddyjska przypowieść:

Niedaleko Tokio żył wielki samuraj.
Kiedy się zestarzał, poświęcił się nauczaniu młodych buddyzmu Zen.
Mówiono jednak, że pomimo podeszłego wieku był w stanie pokonać każdego przeciwnika.
Pewnego wieczoru odwiedził go młody wojownik zupełnie pozbawiony skrupułów.
Był on również znany ze swojej techniki prowokacji.
Najpierw czekał na pierwszy ruch przeciwnika, a potem dzięki wyjątkowej bystrości umysłu oceniał popełnione przez niego błędy i przypuszczał nagły kontratak.
Nigdy jeszcze nie przegrał żadnej walki.
Wiele słyszał o sławie samuraja i udał się na spotkanie z nim z zamiarem pokonania go i umocnienia własnej reputacji.
Pomimo protestów swoich uczniów stary samuraj przyjął wyzwanie wojownika.

Kiedy ludzie zgromadzili się na placu, młody człowiek zaczął obrażać starego nauczyciela.
Rzucał w niego kamieniami, pluł mu w twarz, obsypywał obelgami jego i jego przodków,
nie przebierając w słowach. Przez wiele godzin robił wszystko co w jego mocy,
aby wyprowadzić samuraja z równowagi, ale starzec pozostał niewzruszony.


Pod wieczór porywczy wojownik wycofał się, wycieńczony i poniżony.
Uczniowie, rozgoryczeni faktem,
że ich nauczyciel nie zdołał odpowiedzieć na wyzwiska i prowokacje młokosa, spytali:
r12; Jak mogłeś znosić takie upokorzenia?
Dlaczego nie podjąłeś ryzyka, nawet gdybyś miał przegrać tę walkę?
A ty nawet nie wyciągnąłeś miecza i pokazałeś się nam jako tchórz.
r12; Jeśli ktoś przychodzi do ciebie z podarunkiem i ty go nie przyjmujesz,
to do kogo wtedy należy ten prezent?
r12; spytał samuraj.
r12; Do darczyńcy r12; opowiedzieli uczniowie.
r12; To samo dotyczy zawiści, złości i obelg r12; rzekł ich nauczyciel.
Jeśli nie są przyjęte, pozostają własnością osoby,
która nosi je w sobie.



Przez okres tego roku, jezdze na terapie co tydzien, biore antydepresanty, nie mam niestety witalności. Nie pracuję. Nie jestem czasem (jak dzisiaj) w stanie wstac z łóżka. Miewam czasem samobójcze myśli. Po ostatniim ataku tej wariatki (juz po rozwodzie) zgłosiłam sprawę na policję. Czasem trzymam w dłoni tabletki i myślę co byoby, gdybym przerwala to cierpienie, bo czy ono kiedykolwiek sie skonczy?


Reni - powiem, jaki jest tak na prawdę Twój problem. Nauczyłaś się, że Twoje szczęście zależy od drugiego człowieka.
Gdy nagle okazało się, że go zabrakło - pojawiła się w Twoim życiu pustka. A z nią depresja.

To ogromny błąd, kiedy uzależniamy własne szczęście od drugiego człowieka. On powinien być wyłącznie dodatkiem do Twojego bogatego życia, a nie źródłem szczęścia czy nieszczęścia.

A źródłem szczęścia stają się w naszym życiu czasem z pozoru nieistotne drobiazgi. Coś się uda, upieczesz pyszne ciasto, w firmie coś się ruszy, itd... zapomnieliśmy dostrzegać te drobiazgi jako pozytywy dnia, natomiast skupiamy nasze myśli na negatywach i sami nadajemy im znaczenie.

Musi być i okrzan smiley
43 lata to piękny wiek, ale wierz mi, że żadna kobieta nie powinna sięgać po mężczyznę równolatka, czy jak tu - po młodszego. Na początku było może rewelacyjnie, ale latka lecą, a taki facet zaczyna w końcu oglądać się za młodszymi. Popełniłaś ten kardynalny błąd, trudno, każdy człowiek ma prawo do błędów, ale wierz mi, że mając lat 43, możesz być bardzo atrakcyjną laską dla każdego starszego od siebie mężczyzny.

Jesteś tu, tak jak my wszyscy, po tej katastrofie życiowej, czujesz się jak na jakimś dnie, jak my wszyscy - ale w końcu trzeba podnieść się i stanąć na nogi - a potem czas na swoisty rachunek sumienia: czyli jakie masz obecnie aktywa i walory, oraz co chcesz osiągnąć - bo to dla Ciebie dopiero i co najmniej półmetek życia.

Może być tak, że poznasz kogoś fajnego, a potem sama z siebie będziesz się śmiała i mówiła, ot, jaka ja durna byłam, że tak strasznie się katowałam i dołowałam, gdy przez to co się stało, poznałam nowe, które jest o niebo lepsze. Może tak być?! Może - i to zależy tylko od Twojego pozytywnego myślenia, więc odcinaj się od każdej negatywnej myśli, jaka się pojawia, a przynajmniej nie skupiaj się na niej. Nie nadawaj znaczenia.

Jesteś w punkcie, w którym zaczyna się na nowo restart życia - tak jak my tutaj. Pierwsza rzecz: sama nadajesz wszystkiemu znaczenie, więc jak dobija Cię brak faceta, to musisz dojść do tego jedynego słusznego wniosku, że... drugi człowiek nie jest źródłem szczęścia!!!
A skoro tak, to skupianie się i nadanie znaczenia dla bolesnej i smutnej przeszłości - jest podstawowym błędem, i to powinnaś jak najszybciej to sobie uświadomić. To już przeszłość, jest za Tobą, jest jak wyblakła fotografia - ale wszystko jest jeszcze przed Tobą.

Łap chwile, zacznij je dostrzegać, te pozytywy dnia każdego. Do starych wspomnień i spraw już nie wracaj - są bez sensu.
No i nie mów, że do bycia szczęśliwą, potrzebujesz jakiegoś faceta... smiley

Deleted_User dnia grudzień 07 2015 22:21:25
Strasznie to wszystko pochrzanione, myślałem, że ja już przeżyłem co ciekawsze akcje. Jak ten świat nieustannie zaskakuje.
Dopóki odbierasz każde zdarzenie tak bardzo do siebie, dopóty będzie bolało na maxa. Pan mąż nadal Ci w życiu potrzebny? Jeśli masz coś niedopięte, rozwód, majątek cokolwiek, kontaktuj się z tym romeo tylko za pośrednictwem adwokata. Jest bardzo mądra zasada -od toksyków się ucieka, tu nie ma miejsca na rozmowy, negocjacje, bo to takie niczego nie wnoszą, poza rozstrojem nerwowym. Na dobrą sprawę możesz zmienić nawet numer swojej komórki, trzy dychy i błogi spokój. Tym samym pozbędziesz się nieproszonych SMS i innych podobnych przyjemności. Pani borderline nie da Ci spokoju dopóki reagujesz na jej zaczepki. Pełna olewka, a swoje schizy skieruje do najbliższego celu-zgadnij kogo. To będzie Twój mąż, więc jeśli męczy Cię chęć jakiejś zemsty, to i wysilać się nie musisz. Gościu poczuje emocje, za którymi gonił, aż mu bokiem pójdzie.
Teraz jak najbardziej poważnie, terapia terapią. Nie odpuszczaj jej, dobrze pójdzie to pomoże. Jest jeszcze coś innego-pomoc tych, którym udało się wyjść z takiego uzależnienia od ludzi i ich zachowań jak Twoje. Książka i blog "moje dwie głowy,napisane przez zwykłą kobietę, nie super psychologa, doktora czy niewiadomo kogo. Zwykła baba wzięła za łeb swoje życie i udało się jej. Jeśli ona mogła to i Ty możesz.
Sporo piszesz dzisiaj, przebijają różne rzeczy z Twoich wypowiedzi. Uwierz, że świat jest też dobry, ludzie niekoniecznie są samymi porąbańcami. Rozmawiaj na swoim wątku, coś z tego będzie.

Deleted_User dnia grudzień 08 2015 05:07:05
Patrz apologises nauczka dla Ciebie. Rozwiedziesz się z winy żony borderki a ta cholerna borderka tobie i twojej przyszłej żonie guni14 nie da spokoju. Musisz spieprzac na koniec świata. Tu nie masz co szukać. Nawet zmiana nr tel itp ci nie pomoże (sorry wam).
Przypomniało mi się jak pisałeś tu na czacie :siekiera duży worek foliowy i twoja osobista cholera. Może to jest dobry sposób na pozbycie się problemu smiley. Chociaż Donbas działa

Deleted_User dnia grudzień 08 2015 05:33:49
No i takie cuda możesz przyjąć za bardzo dobrze do siebie lub kolekcjonować dla śmiechu ( ewentualnie przykładu "medycznego" ). Dziś borderka idzie bardzo niewyspana do pracysmiley. Miłego dnia.

Deleted_User dnia grudzień 08 2015 08:05:46
Witajcie dzisiaj, dziękuję za Wasze komentarze, za poświęcony mi czas. Pisze to i czuję, że oczy robią mi się mokre. Może nikt nigdy nie poświęcił mi tak dużo czasu? Hmm...

Nox - masz rację, ja to z rozumu wszystko wiem. Nawet żeby siebie "zmusić", zmobilizować kupuję np bilet na przedstawienie. Gdy termin jest dosc odległy ciesze się, a później rezygnuję, nie jadę, nie daję rady.
Leki zmieniałam 3 razy. Czasem odstawiam próbnie. Nie dobrze jest.
Faktycznie mam małą satysfakcję, gdy myślę o tym, co dostanie od tej zaburzonej dziewuchy.

Ramirez - widocznie nie jestem Wielkim Samurajem smiley Wtedy każdy taki sms bolał mnie, bo odkrywał kawałek prawdy o tym, o czym nie mialam pojecia (ale dał mi tez twarde dowody do rozwodu!), o tym jak wiele wiedzy ma na temat np MOICH intymnych spraw, czyli że mężczyzna którego kochałam zachował się właśnie tak, nielojalnie.
Prawdą jest, że dzisiaj też boli. Zastanawiam się co... może sam fakt, że ktoś zwraca się do mnie z nienawiścią... że wykorzystuje wiedzę na mój temat uzyskaną od kogos komu ufałam... że atakuje moje dziecko (stare juz 23 letnie, ale jednak dziecko).
Czytałam "kobiety które kochaja za bardzo", trudno diagnozowac siebie, być może masz rację. Nie jest jednak tak, że ne miałam własnego życia, własnej przestrzeni, własnych pasji, własnego czasu. Wręcz przeciwnie, dzisiaj winię siebie za to, że coś przegapiłam, że może własnie bardziej powinnam była uwiesić się na nim, jezdzic na te pieprzone mecze, pilnować Go na nartach. Piszę to i sama w to nie wierzę. To nie byłabym ja, tylko jakiś żandarm.
Ramirez, nie kręcą mnie starsi mężczyźni smiley nic nie poradzę. Cała się buntuję na Twoją sugestię smiley
Ja wiem, że być może poznam kogoś fajnego, ja wiem, ze moze kiedyś będzie inaczej, ale rzecz w tym, że jest mi tak bardzo trudno dotrwać do tego "kiedyś". Czuję się jak śmiertelnie chora osoba, trochę bez nadziei na wydrowienie. Dlatego myślę czasem o eutanazji smiley
Prześladują mnie myśli o tym co się wydarzyło. Było to niespodziewane i wyjątkowo wredne. Tak jakby kroś przejechał mnie tirem dla zabawy. Chyba właśnie TO boli najbardziej, że ktoś komu bezgranicznie ufasz, robi ci coś takiego. Nie chodzi o sam ruch posuwisto zwrotny, ale kłamstwa, oszustwa, wciaganie w to innych osób, zdradzanie moich intymnych spraw, opowiadanie o tym jaka jestem (no przecież zła, jak inaczej żonaty uwodzi laski?).
Super byłoby umieć wyłączyć te myśli, tak na klka dni, może później byłoby łatwiej, może mózg by zapomniał? Heh... nie możliwe. Na razie xanax pozwala zasnąć. Tak, uważam by się nie uzależnić.

Apologises - no pochrzanione, ale uwierz że pominęłam sporo, bo bałam się, że jak będzie miało to kilometr, to nikt nie zechce przeczytać. Nie wiem, jak nie odbierac tego wszystkiego do siebie, z tym właśnie mam problem, że każdy cios tak bardzo boli. Widzisz jedyna możliwość żeby całkowicie sie odciąć, to zostawić dorobek całego życia (chorej Larwie) i odejść w siną dal. To nie jest takie proste, może sama doradzałabym to przyjaciółce: ratuj swoje życie, uciekaj, ratuj to co ci zostało - siebie samą. Praktcznie nie jest takie proste. Usiłuję tak poukładać kontakty, by osobiście ich nie mieć. Przez moją asystentkę, przez Jego aststentkę. Zmiana numeru nie ma sensu, bo i tak staje się on publiczny, musze być czynna zawodowo, mimo że odpuściłam ostatni rok, każdego dnia obiecuję sobie, że już jutro wstanę i zacznę pracować. "Moje dwie głowy" zamówiłam już wczoraj. Dziękuję.

R.


Ps. Wczoraj dokładnie w czasie, gdy pisałam swoją przydługą opowieść, mój ex przysłał mi smsa: "Ile ciastek na święta i zamówić? Są pakowane po 1 i po 2 kg"
Nie odpisałam, chociaz świeżbiło mnie żeby napisać: "Koniecznie zamów 2 kilogramy, a później ciasteczko po ciasteczku, jedno po drugim wpakuj je sobbie w tyłek."

elixa dnia grudzień 08 2015 09:21:07
Reni,
jeśli wierzysz w Boga, jakkolwiek go pojmujesz, to dziękuj mu stokrotnie za to, że nie masz z tym człowiekiem wspólnych dzieci.

To co się stało już się nie odstanie, ale od Ciebie tylko zależy jak długo będziesz tę przeszłość wlokła za sobą.
Choć dotkliwe rany odniosłaś, to jednak sensownym jest, w ramach celowej samodyscypliny ograniczyć rozpamiętywanie swojego męczeństwa.
Każda myśl, a ta przygnębiająca zwłaszcza oddziaływuje na ludzki organizm, zmieniając jego biochemię i szereg procesów tam zachodzących.
Wszak nierozważnym działaniem byłoby wskrzeszanie przeżytej traumy i dobijanie samej siebie, jeśli jemu do końca się to nie udało.
Reni, ocalałaś zatem patrz na tę okoliczność życiową głównie poprzez swoje osobiste zwycięstwo, sukces.
Jakość Twojego życia jest w Twoich rękach, tylko czas najwyższy w to uwierzyć.
I choć to przez co przeszłaś było megatrudne to jednak nie okoliczności są kluczowe, ich ciężar gatunkowy, ale głównie Twoja postawa wobec tego czego przyszło Ci doświadczyć.
I nad tę Twoją właściwą postawą dobrze byłby popracować np. dobra terapia zamiast faszerowania się lekami.
Życzę Ci spokojnej rekonwalescencji, bez oglądania się za siebie.
Patrz tylko przed siebie.smiley

Ramirez dnia grudzień 08 2015 13:16:35
Ramirez - widocznie nie jestem Wielkim Samurajem smiley Wtedy każdy taki sms bolał mnie, bo odkrywał kawałek prawdy o tym, o czym nie mialam pojecia (ale dał mi tez twarde dowody do rozwodu!), o tym jak wiele wiedzy ma na temat np MOICH intymnych spraw, czyli że mężczyzna którego kochałam zachował się właśnie tak, nielojalnie.

Ramirez, nie kręcą mnie starsi mężczyźni smiley nic nie poradzę. Cała się buntuję na Twoją sugestię smiley
Ja wiem, że być może poznam kogoś fajnego, ja wiem, ze może kiedyś będzie inaczej, ale rzecz w tym, że jest mi tak bardzo trudno dotrwać do tego "kiedyś".


Ach, Reni, nie trzeba być Wielkim Samurajem by dostrzec to, że gdy ktoś miota obelgami a Ty to zwyczajnie olewasz, to jest to tylko wydatek energetyczny miotającego smiley Intymne sprawy?! Oh, jakie by one mogłyby nie być, byśmy nie mogli ich sobie teraz wyobrazić smiley Więc sama teraz widzisz, że nie ma to żadnego znaczenie, co ktoś wie lub co ktoś sobie wyobraża, co ktoś napisze.... po prostu nie ma, gdy sami nie nadamy temu czemuś Wielkiego Znaczenia.
A tu nikt inny nie nadał temu właśnie tego Wielkiego Znaczenia - i przez to urósł wyimaginowany bolesny problem. Daj więc sobie spokój już z takim myśleniem.
Po prostu - odpuść!

W kwestii tych starszych panów... smiley Napiszę przewrotnie, by ukazać prawdziwy problem.
Jak jest się młodym, nie jest nigdy problemem, gdy on jest młodszy od niej, ale z wiekiem problem rośnie. Skoro sama odrzucasz "starszych panów", miej baczenie na to, dlaczego on sięgnął po młodszą. W wieku 43 lat, taki facet co ma 42 lata postrzega kobiety lat 43 niczym już 53 letnie, więc gdy trafia mu się młodsza, to po nią sięga, gdy nie ma zasad. Tu - sama skreślasz starszych smiley Ale też dokładnie na tej zasadzie, może i sama zostałaś przez gada skreślona, jako ta "starsza pani". Ale dla faceta lat 53, będziesz ciachem.smiley

Deleted_User dnia grudzień 08 2015 17:20:16
Ramirez, zapewne nie trzeba być Wielkim Samurajem, żeby dostrzec, ale nie o dostrzeżenie chodziło, prawdaż? Może dla Ciebie jest to proste, ale autor opowieści jednak uznał, że trzeba być Wielkim Samurajem, żeby znieść bez uszczerbku atak owego "młodego człowieka". Jeśli tak wspaniale znosimy różne razy, to uznajmy, że i zdrady nas nie poruszają, po co to miejsce w takim razie?

Ramirez możesz myśleć sobie co chcesz, ja uważam się za ciacho zarówno dla mężczyzn 30 letnich, 40 i 50 letnich. Nie podoba mi się to co piszesz, Twoje wartościowanie. Powiem Ci tak: nawet jeśli byłabym 19 letnią Miss World nie gwarantuje mi to miłości i wierności faceta.

Ramirez dnia grudzień 08 2015 18:46:24
Jeśli tak wspaniale znosimy różne razy, to uznajmy, że i zdrady nas nie poruszają, po co to miejsce w takim razie?


Reni, widzisz - gdy tu trafiliśmy na zetkę, większość z nas była w bardzo podobnym do Twojego stanie psychicznym. Ja tu trafiłem w pechowym dla mnie 2013. Dla wielu tu z nas wystarczyła rozmowa, pomoc, wsparcie, aby nie być z tym samotnie - ale wieloma osobami trzeba było szarpnąć, by mogli się odbić z tego dna w jakim tkwili.

Ramirez z roku 2013 wie, bo pamięta co czujesz, ale Ramirez 2015 wie, że to było samokatowanie się na skutek porzucenia i samotności. I gdyby można było sobie przesłać wiadomość wstecz, byłaby tylko kolejną informacją: nie nadawaj temu co się stało, tej krzywdzie, tak strasznego znaczenia. Bo po dwóch latach jest już po tym... luz.

Reni, teraz wydaje Ci się, że jest dno i trzy warstwy mułu, i te samobójcze myśli, ale skoro tutejszy zbiór ludzi których spotkało to samo, będzie twierdziło, że po dwóch czy kilku już latach, staje się to tylko przykrym wspomnieniem - to może warto skorzystać z naszego doświadczenia.

To trochę tak, jak z oglądaniem horrorów. Dla niektórych jest to nawet zabawne, ale wielu po filmie nie już pójdzie do łazienki, o piwnicy już nie wspominając smiley Możesz im mówić - nie bój się, nikt tam z siekierą już nie czyha, to tylko film, gra aktorów - ale nie posłuchają! smiley
Potem po czasie może się i śmieją z siebie, że po horrorze bali się iść wysikać. smiley

To działa dokładnie na tej zasadzie, że sami nadajemy dla własnych zdarzeń i przemyśleń znaczenie.

I jest trochę jak z żałobą po zmarłym - można żałować, tęsknić, posypywać głowę popiołem, ale jeśli ktoś musi przez rok wciągać chemię by jakoś funkcjonować, ma depresję na tyle silną, że ma już wszystkiego dość i nie chce mu się nic - to ktoś odważny musi mu powiedzieć: czas zakończyć tę żałobę, co było nie wróci i szaty rozdzierać by próżno, czas zacząć żyć już dla siebie, a dla tej historii zmienić nadane znaczenie, na już mniej istotne. Bo jest jak oglądany horror, i już można iść normalnie siusiu. smiley

Ramirez, nie kręcą mnie starsi mężczyźni smiley nic nie poradzę. Cała się buntuję na Twoją sugestię smiley


ja uważam się za ciacho zarówno dla mężczyzn 30 letnich, 40 i 50 letnich. Nie podoba mi się to co piszesz, Twoje wartościowanie. Powiem Ci tak: nawet jeśli byłabym 19 letnią Miss World nie gwarantuje mi to miłości i wierności faceta.


Hej, kto tu kogo wartościował...? smiley
Męski świat jest w większości dość brutalny. Nie wiem czy dostrzegasz, jak zdobywamy kobiety?! smiley
Oczywiście, można się na kobiecie czasem przez przypadek zwyczajnie potknąć, ale w większości przypadków jest tak, że my samce najpierw kobietę... dostrzegamy oczami. smiley A jak ją widzimy, to nim nastąpi zakochanie, działa tzw. ewidencja zalet: cechy ciała.

Kiedy ta wstępna weryfikacja wypada ok - następuje kolejny krok by zdobyć kobietę, ale na tym etapie dodajemy do ewidencji zalet poznane jej przymioty: komunikacja, charakter, umiejętności, zawód, zaradność, umiejętność gotowania, moralność, bogactwo, itd...
Potem powstaje umiejętnie budowana latami więź, by jak mija po kilku latach hormonalny haj zakochania, warto było być razem.

Słowo WARTO jest kluczem dla wielu facetów.
Dla takiego 25-cio latka, na początku WARTO określa ciało i seks. Potem cała reszta. Zaraz... Dla 42 latka WARTO też określa ciało i seks. smiley
Jak trafiasz na gnojka, to w wieku 43 lat jego WARTO zamienia się stopniowo w małe 'warto', a z czasem w 'nie warto' - gdzie nagle może się okazać, że ma smaka na bardzo młode ciało, uzupełniając w ten sposób deficyty własnego JA.

Dlatego, mając 43 lata, jesteś ciachem dla każdego faceta po 50-tce - i nic na to nie poradzisz, ale nasze pragnienie, by być ciachem dla kogoś ledwo po trzydziestce, może okazać się złudną iluzją, i może prowadzić raczej do wykorzystania i katastrofy, niż zbudowania czegoś sensownego. Przecież z tego tylko powodu doznałaś katastrofy, z powodu podstawowego błędu jaki popełniają kobiety, wybierające na swoich partnerów w młodości swoich równolatków lub młodszych.

Przed wojną - było to nie do pomyślenia, bo tam rodziny wielopokoleniowe, ciocie i babcie miały wpływ kto się z kim mógł wiązać, a z tą wiedzą było jasne przesłanie: kobieta musi mieć starszego i dojrzalszego od niej mężczyznę, bo tylko dzięki temu ma szansę na stabilne i trwałe małżeństwo.

Przez okres tego roku, jezdze na terapie co tydzien, biore antydepresanty, nie mam niestety witalności. Nie pracuję. Nie jestem czasem (jak dzisiaj) w stanie wstac z łóżka. Miewam czasem samobójcze myśli. Czasem trzymam w dłoni tabletki i myślę co by było, gdybym przerwala to cierpienie, bo czy ono kiedykolwiek sie skonczy?


Określ teraz źródło tego cierpienia!

Zobacz, jak bez sensu jest pokładać swoje szczęście w jakimś byłym facecie, który okazał się na stare lata gamoniem! Z tego powodu masz cierpieć?! Że źle wybrałaś młodszego faceta, a on poszedł w cholerę z jakąś borderką?

On Cię od siebie zwyczajnie uwolnił, on nie jest potrzebny do odczuwania szczęścia przez Ciebie, tak jak nie potrzebujesz żadnego świadectwa z urzędu, że jesteś mężatką, do tego odczuwania szczęścia. Bo szczęście jest w nas, w tym co potrafimy doświadczać dnia codziennego, co potrafimy zrobić i zdobyć, a nie poprzez kogoś, kto znikł.

Czas żałoby po nim już przeminął, nie jest Ci do niczego już potrzebny. A skoro tak, to zacznij dziewczyno żyć, cieszyć się z każdego dnia, święta idą, to mają być fajne święta...

Bo wiesz, jaki jest powód cierpienia większości nas tutaj na zetce?!
Samotność, w jakiej się znaleźliśmy po rozstaniu. Wiele osób nie radzi sobie z samotnością. Wystarczy nie być samotną, by wrócił spokój, by nie potrzebna stała się jakaś uzależniająca chemia.

Strona 1 z 4 1 2 3 4 >
Dodaj komentarz
Zaloguj się, żeby móc dodawać komentarze.
Oceny
Dodawanie ocen dostępne tylko dla zalogowanych Użytkowników.

Proszę się zalogować lub zarejestrować, żeby móc dodawać oceny.

Brak ocen.
Podobne zdrady
Reklama Straż pożarna Bełchatów
www.ospbelchow.bulok.info
Moje życie z patologicznym kłamcą
Czy jej również zniszczyć życie???
życie toczy się dalej...
Oszukany przez życie
Zdrada sprzed 21 lat zatruła życie / hakaa /
Moje życie rozpadło się jak domek z kart gdy się dowiedziałam.
Po 12 latach nie mam pomysłu na dalsze życie
Mimo wszystko życie się dzisiaj nie kończy
Całe życie przepraszam
życie od nowa 30 dni później
Dzisiaj zaczynam życie od nowa - update
Dzisiaj zaczynam życie od nowa
oszukane malzenstwo
Życie
złamane serce
Logowanie
Login lub e-mail

Hasło



Nie jesteś jeszcze naszym Użytkownikiem?
Kilknij TUTAJ żeby się zarejestrować.

Zapomniane hasło?
Wyślemy nowe, kliknij TUTAJ.
Aktywne tematy !!!
Nie wiem co robić
zdrada tuż po roczni...
Mąż zdradził i twier...
Zdrada po 10 latach ...
Zdrada
rozpadam się
Czy to zdrada ?
Zdradzony z 5 faceta...
Zdradzona
Zdradzony
Jak zyc?
Proszę o radę
Niewierna
Co dalej?
niekończąca się hist...
Zdrada po 17 latach ...
Zdrada Narzeczonego
Czy to już zdrada??
Zdrada emocjonalna a...
Intercyza,umowny pod...
Zdrada
To już koniec małżeń...
Zdrada na stare lata ;)
po 35 latach - mąż s...
Co dalej robic
Shoutbox
Tylko zalogowani mogą dodawać posty w shoutboksie.

Yorik
08/06 23:40
Opisz sytuację przez Nawigacja > Dodaj zdradę.

Archiwum
Reklamy
Depilacja
Copyright © 2007-2015 www.zdradzeni.info