Szczęśliwego Nowego Roku wszystkim życzę, aby nie gorzknieć na wszystkich polach i mieć radość nawet z takich małych bzdetów, jak te życzenia. Forum specyficzne, ale wciąż pozostajemy ludźmi, życie da
Perepek
18.12.2024 09:47:05
Hej zamierzam się złożyc pozew o rozwód macie do polecenia kogos z okolic Katowic? nie wiem jak sie za to zabrac
Ozyrys1
11.12.2024 18:21:15
Hagi 10
Nie wie że rozmawiałam z jego eks kochankami, nie wie że wiem że kłamie. Trzymam dowody zabezpieczone do rozwodu. Ostatnia eks będzie zeznawać, natomiast ta "swobodna" sprzed dwóch
Metoda 34 kroków dla kryzysu w małżeństwie na odzyskanie pewności siebie w oczach partnera.
1.Nie śledź, nie przekonuj, nie proś i nie błagaj.
2.Nie dzwoń często.
3.Nie podkreślaj pozytywnych elementów związku.
4.Nie narzucaj się ze swoją obecnością w domu. 5.Nie prowokuj rozmów o przyszłości.
6.Nie proś o pomoc członków rodziny-masz wsparcie teściów póki są po Twojej stronie.
7.Nie proś o wsparcie duchowe.
8.Nie kupuj prezentów.
9.Nie planuj wspólnych spotkań.
10.Nie szpieguj, to Cię zniszczy.
11.Nie mów 'kocham Cię'.
12.Zachowuj się tak, jakby w Twoim życiu było wszystko w porządku.
13.Bądź wesoły, silny, otwarty i atrakcyjny.
14.Nie siedź, nie czekaj na żonę/męża , bądź aktywny, rób coś.
15.Będąc w kontakcie z nim/nią postaraj się mówić jak najmniej.
16.Jeżeli pytasz co robił/a w ciągu dnia, przestań pytać.
17.Musisz sprawić, że Twój partner zauważy w Tobie zmianę, że możesz żyć dalej z nim/nią lub bez niej/niego.
18.Nie bądź opryskliwy lub oziębły, po prostu zachowaj dystans.
19.Okazuj jedynie zadowolenie i szczęście.
20.Unikaj pytań dotyczących związku do chwili, gdy zechce sam/a z Tobą o tym rozmawiać.
21.Nie trać kontroli nad sobą.
22.Nie okazuj zbytniego entuzjazmu.
23.Nie rozmawiaj o uczuciach.
24.Bądź cierpliwy.
25.Nie słuchaj co naprawdę mówi do ciebie.
26.Naucz się wycofywać, gdy chcesz zacząć mówić.
27.Dbaj o siebie.
28.Bądź silny i pewny, mów cicho i spokojnie.
29.Pamiętaj, że jeżeli zdołasz się zmienić,Twoje konsekwentne działania mówią więcej niż słowa.
30.Nie pokazuj zagubienia i rozpaczy.
31.Nie wierz w nic co usłyszysz i 50% tego co widzisz.
32.Rozmawiając nie koncentruj się na sobie.
33.Nie poddawaj się.
34.Nie schodź z raz obranej drogi.
Witam,
Pozostał mi tylko ten portal. Nikomu innemu nie mogłabym opowiedzieć swojej historii.. Właściwie to wstydzę się swojego postępowania. Jest mi z tym źle.. Życie troszkę ze mnie zadrwiło i postawiło przed życiowym wyborem, a ja nie wiem co robić. Jedyne myśli to samobójstwo, bo jak się okazuje to najłatwiejsza droga ucieczki przed samym sobą i wyborami, które na mnie czekają.:(
Jestem od ponad 6 lat w udanym związku. Swojego partnera kocham i cieszę się z tego, że los mi go zesłał. Tworzymy zgrany duet. Znajomi zazdroszczą nam łączącej nas relacji. Jedyne czego mi brakuje to deklaracji, ślubu, pewnej przyszłości.
Zanim związałam się z moim obecnym partnerem byłam w związku z innym mężczyzną - panem K.. Odległość jaka nas dzieliła pokonała nasze uczucia i związek rozpadł się po zaledwie 8 miesiącach. Musze uczciwie przyznać, ze mimo wszystko bardzo się kochaliśmy. Tylko przy nim czułam się na prawdę zakochana. Wyzwalał we mnie niesamowite pokłady uczuć. Od samego pocałunku z nim drżałam na całym ciele. To nie do opisania. Nasze drogi się jednak rozeszły, ale uczucie tliło się dalej. Utrzymywaliśmy ze sobą kontakt.
Po jakimś czasie poznałam mojego obecnego pana P. zakochanie przyszło po roku znajomości i nie było tak intensywne jak z K.
Zdarzało się, że spotykałam się z K. bez wiedzy mojego obecnego partnera (który nigdy by mi na to nie pozwolił, gdyz był o niego okrutnie zazdrosny). K. pokonywał setki kilometrów by spędzić ze mną kilka godzin i wracał do swojego miasta. Same spotkania były niewinne, rozmawialiśmy, wygłupialiśmy się, jak przyjaciele. Często bywało, ze odwiedzał mnie, mając dziewczynę i też ukrywał przed nią nasze spotkania. Dodam, że nigdy nie uprawialiśmy seksu. Być może sam fakt nieznanego powodował niepowtarzalną atmosferę. Pociąg fizyczny, pewna seksualność zawsze towarzyszyła naszym spotkanią. Uśmiech, dotyk dłoni, bawienie się włosami, patrzenie sobie w oczy.. Wszystko to było zmysłowe i pobudzało, ale nigdy nie przekroczyliśmy granicy.. Na ostatnim spotkaniu pocałowaliśmy się. Targało mną mnóstwo sprzecznych uczuć, od namiętności po zgrozę.. Wtedy padły słowa ze strony K.: potwornie męczę się w tej relacji, chce mieć Cie tylko dla siebie, kocham Cie i chce byśmy spróbowali znowu. Przyznam, że często ja sama myślałam o tym jak by to było gdybyśmy znowu spróbowali. Ja również darzę go uczuciem.. Ale jednocześnie kocham P., który jest niczego nieświadomy, a ja nie chce go skrzywdzić. Wiem, że nasze rozstanie by go załamało. Kocham go na tyle mocno by zostać z nim i zapomnieć o K. tylko i wyłącznie dla dobra P. Jestem załamana. Mam rozdarte serce. Nie wiem co robić. Jaką bym nie podjęła decyzji zawsze ktoś na tym ucierpi. Moje serce od dawna jest rozerwane na dwoje. Nie potrafię zawalczyć o swoje szczęście krzywdząc jednocześnie kochające mnie osoby. Jest mi cholernie przykro i źle. Czuje się do niczego. Zawiodłam sama siebie i na własne życzenie skomplikowałam sobie życie, które dotychczas było zadowalające.. Potrząśnijcie mną, bo sama nie potrafię odnaleźć się w tej sytuacji :(
Wiem, że mój obecny partner zasługuje na szczerą rozmowę, wiem też, że wybaczyłby mi całą tą sytuację. Obawiam się jednak, ze nasze relacje już nigdy nie będą takie jak kiedyś.. Ogarnia mnie poczucie beznadziei.. Długa droga w dół..
Stawiając pytania wprost i skrywając je między zdaniami doskonale sama sobie odpowiadasz, w miarę poprawnie analizujesz sytuacje chyba jednak należy nanieść małą poprawkę. Nie wiem, ale wydaje mi się, że nie kochasz P. tłumaczenia definiujące ta relację to zaklinanie rzeczywistości.
Naprawdę najważniejsze to zrozumienie siebie, własnych dążeń i celu, który chcesz osiągnąć, ale nie wbrew sobie. Pewnie rozważając rozwiązania, bierzesz pod uwagę upływ czasu, który wyrówna wszystko. Możesz się jednak zdziwić, samo się nic nigdy nie zrobiło. Ty widzisz duet a znajomi zazdroszczą relacji a może prawda leży w zupełnie inny miejscu. Nie trzeba Tobą potrząchnąć, bo decyzje o Twojej przyszłości są tylko w Tobie. Na tą chwile chyba nie bardzo mieści się w niej P. i w mojej opinii nigdy się nie zmieści.
Zbytek łaski miła Pani.
Nie poświecisz solidnego zaplecza materialnego jaki daje P dla seksu w pociągu czy pociągu do seksu jaka daje K.To samo usłyszysz kiedy P pozna prawdę.
Daj Bóg żeby stało się jak najprędzej.W zamian za uczciwe partnerstwo Ty ukrywasz kurwiki w o czach dla innego.
He, he.....jak się ma świadomość wartości kogoś, to nie doprowadza się do sytuacji, aby go stracić, nie zacieśnia się relacji z innymi. Takie to trudne do zrozumienia ?
No tak, następna zupełnie nie wie jak to się stało, że teraz ma taki dylemat. Bez jej woli sam powstał. Tak to jest jak ktoś ma za dobrze.
Rozwiązanie jest proste. Pospotykaj się jeszcze trochę w tajemnicy z panem K; a wątpliwości mieć nie będziesz.
Wszystko się oczywiście samo rozwiąże, jak zwykle z hukiem.
Związek z panem K miał swoją chwilę prawdy przez 8 miesięcy i nic z tego nie wyszło, bo coś tam. Ile teraz to będzie trwało ? Myślę, że jak to już nie będzie zdrada, to bardzo króciutko.
Związek z panem P, 6 letni, przynudził się, bo nie był taki zły; tylko chuci nie było, zwłaszcza po 6 latach, więc czas na zmiany.
Morinus, naprawdę nie widzisz ? Ty nie masz wyboru. Jedyne co zrobiłaś, to zakończyłaś już emocjonalnie związek z panem P.
Ciekawe co dostaniesz za swoją głupotę od losu w zamian ?
Nie o zaplecze materialne mi tu chodzi. Jestem samowystarczalną i niezależną kobietą. Być może macie rację co do rutyny, która się wkradła do naszego związku. Może jest tak, że K. jest tylko chwilowym "zapychaczem" czasu, a miłość mylę z chwilowym zauroczeniem. Jednak to co mnie martwi w tym wszystkim to fakt, ze ryzyko jest zbyt duże - udane życie z P. dla jednej wielkiej niewiadomej z K.. Serce wyrywa się ku nowemu, nieznanemu.. Ale rozsądek nakazuje zostać tu gdzie stworzyłam trwałą i stabilna relację.. Tylko jak żyć z ta wiedzą.. Boje się rozmowy zarówno z jednym jak i z drugim Boję się, ze stracę to co najważniejsze: zaufanie i wiarygodność w oczach bliskich mi osób.. A jest to pewnikiem
Może jest tak, że K. jest tylko chwilowym "zapychaczem" czasu, a miłość mylę z chwilowym zauroczeniem.
I jak zwykle dziewcze nie wie czym dla niej jest miłość i wszystko co tylko poczuje wrzuca do jednego wora
Zwłaszcza chyba kobiety tak mają.
Strasznie kochają na zabój, ale czym dla nich jest miłość to nie wiedzą. Potem jęczą, że to nie było to,..nie była miłość prawdziwa i inne srele morele....
A może miłość to nie chwilowy skok hormonów i odebranie rozumu w stworzonej przez siebie fantazji, tylko trzeba ją mozolnie wypracować latami ? .....może....?
Cytat
Ale rozsądek nakazuje zostać tu gdzie stworzyłam trwałą i stabilna relację.. Tylko jak żyć z ta wiedzą..
Trafiłaś w sedno sprawy !!!
Może zaczynasz myśleć.
Tą wiedzę sama w siebie wprowadziłaś świadomie czy nie, ale to była twoja lekkomyślna decyzja...;
Jeśli to wciąż będziesz robić, nie nadawała się będziesz do żadnego związku. Zawsze nowość i złamanie rytyny będzie wyglądało lepiej.
No chyba, że tak już masz. Będąc z jednym wciąż będziesz sprawdzać z innymi, czy aby Ci z którymś nie będzie lepiej.
Ale to zafałszowany test. Bo po decyzji rozczarowanie prawie murowane.
Relacje z panem K tzw. bliskość nawiązałaś w dość specyficznych warunkach, których nie utrzymasz;. Jak pana K wprowadzisz na miejsce pana P, dopiero się okaże jak jest naprawdę, a ryzyko jest przeogromne.
A nie pomyślałaś, że to co mas zteraz z panem K możliwe jest tylko i wyłacznie, bo jest pan P i na krótko jak go nie będzie..?..
Zastanów się.
Masz coś pewnego i świadomie rozważasz zamianę na zupełnie niewiadomo co ?
Lubisz stawiać się w takich sytuacjach, to rób tak dalej. Będzie sporo złamanych serc, łez i zmarnowane życie.
Jak chcesz w życiu emocji, to są na nie inne sposoby bez cierpienia.
Yorik, ponoć stara miłość nie rdzewieje.. Jest między mną, a K. bezsprzecznie więź.. To co nas łączyło ewoluowało z czasem na dalszy etap, oboje dojrzeliśmy.. Ale być może to tylko chwilowe, nie wiem.. Miewałam przez te wszystkie lata wielu adoratorów, wszyscy bez szans. Tak więc nie szukam urozmaicenia, a jedynie chcę stabilności i pewnej przyszłości. Chciałabym móc planować przyszłość, a z obecnym partnerem tego brakuje, jemu wystarcza życie w kohabitacji, mi nie.. Mój P. jest ateistą, nie ma nawet chrztu, a ja marzę o ślubie kościelnym, o dzieciach, które chcę wychowywać w wierze katolickiej. Do tego świadomość tego, iż mój obecny partner mówi zdecydowane nie dla przyszłego potomstwa. Nasze pragnienia na przyszłość są odmienne. Mam pewność, ze z K. chcemy tego samego, oboje jesteśmy gotowi zakładać rodzinę.. To tak bardzo ciężkie do ogarnięcia, ze aż boli..
Cytaty:
ponoć stara miłość nie rdzewieje. Jest między mną, a K. nie szukam urozmaicenia,a jedynie stabilności i pewnej przyszłości.
Nawet kłamać nie potrafisz.
Mój P. jest ateistą, nie ma nawet chrztu, a ja marzę o ślubie kościelnym,
Potrzebowałaś aż 6-ciu lat żeby stwierdzić że lepszy seks w pociągu niż z ateistą?Ciekawe do czego jest ci potrzebny kościelny certyfikat waszego łajdactwa z K.
Piszesz równocześnie o ślubie kościelnym i samobójstwie.
No nie wiem,ponoć Tam jest niebo i piekło ale o szpitalu psychiatrycznym nikt nie słyszał.
loner, byłam młodą dziewczyną, dla której liczyło się tu i teraz. Na związek z P. zdecydowałam się, bo połączyło nas uczucie, wspólne zainteresowania i pasje. Z upływem czasu zaczęłam rozumieć, że z tym oto mężczyzna mogłaby stworzyć rodzinę, coś trwałego. Po 3 latach bycia razem zaczęłam podejmować temat, rozmawiać, dociekać dlaczego ma takie nastawienie do dzieci i instytucji małżeństwa. Na początku uważałam, ze to wszystko jest do przejścia, zmieni nastawienie, wystarczy, że go oswoję ze swoimi pragnieniami i wykażę cierpliwość. Minęły kolejne lata, a jego nastawienie jest niezmienne, jest niewzruszony. I dopiero wtedy zaczęłam zastanawiać się nad sensem tego związku. Mając alternatywę w postaci K. pojawiły się wątpliwości. Trochę dobrej woli i chęci zrozumienia. Oceniać jest łatwo, ale to o moje życie i o moje szczęście chodzi.
Wiesz co myślę? Nie jesteś jeszcze gotowa. Imponuje ci fakt, ze "K" potrafi dla kilku godzin przemierzyć ileś tam kilometrów by się z tobą spotkać. poproś go by się przeprowadził do ciebie "P" natomiast jest pod ręką. Wyobrażenia to kit w oko.
>>>Oceniać jest łatwo, ale to o moje życie i o moje szczęście chodzi.<<<<
Słowem szczęscie "P" się nie liczy > nawet gdyby miał uczciwe zamiary. Posłuchaj mnie mała i egoistyczna istoto Zrób im testy, który bardziej cię kocha.
Nie wiem czy to będzie lepsze rozwiązanie.Tzn, lepsze dla Ciebie.
Jeżeli zostaniesz z P to będzie to wyglądało tak.
Brak zgody co do fundamentów tworzenia związku.Chemia chyba też nie ta.I co gorsze z upływem lat zaczniesz idealizować K.
Nie dasz rady stworzyć trwałej głębokiej więzi z P mając ciągle z tyłu głowy K.To będzie nijaki związek.Będizesz czuła ,że życie przecieka Ci przez palce ,że coś Cię ominęło.
Skoro nie będziesz mogła cała należeć do P to on też nie będzie szczęśliwy.Któreś z Was coś wreszcie odwinie.Pytanie w jakim wtedy będziecie wieku.Analogiczna sytuacja będzie z K i jego życiową partnerką.Bilans : 4 osoby mające poczucie życia nie na swoim miejscu-jeżeli nie dojdzie do rozwalania większych rodzin.
Jeżeli odejdziesz od P i Tobie się nie uda z K to przynajmniej P będzie miał szanse .Tak samo jak partnerka K .Nie wiadomo jak się ich sprawy potoczą , ale to już zależeć będzie od nich.
A co z Tobą i K ? Jeżeli nie wyjdzie nie będziesz już stawiała go na cokole.Dojrzejesz i może zrozumiesz czego chcesz .Może się okazać ,że odpowiedź na pytanie P czy K będzie brzmieć Z.
A może jednak K to jest to.Sprawdź.Inaczej się nie dowiesz.
Szczera rozmowa zarówno z K. jak i z P. K. został poinformowany telefonicznie, ze zamierzam przeprowadzić poważna rozmowę z moim obecnym partnerem. P. dowiedział się dziś rano o moich rozterkach. Podkreśliłam potrzebę jasnej deklaracji rokującej pozytywnie na przyszłość. Uświadomiłam go, ze dojrzałam do poważnej relacji i jeśli nie czuje tego co ja to czas się pożegnać i nie zabierać sobie więcej czasu. Reakcja była zaskakująca. "Nie możesz mnie zostawić po tym wszystkim co razem przeżyliśmy. Nie chce Cię stracić." Były łzy. O zgrozo. Jestem roztrzęsiona. Efekt jest taki, ze dziś wieczorem mamy podjąć wspólna decyzję co dalej. Boje się, ze go zmuszam do czegoś, czego on wcale nie chce. Nie wiem czy dobrze zrobiłam stawiając go pod murem..
O jakie deklaracje chodzi? Jeżeli nie spełni Twoich warunków to odejdziesz? Postawiłaś P pod murem. A K porozmawiał ze swoją partnerką, czy czeka na Twoją decyzję? Zaczynam myśleć jak inni powyżej, że tak naprawdę nie kochasz P i szukasz powodu, żeby odejść. Jesteście z K trochę jak skaczące małpki, które nie puszczą jednej gałęzi, dopóki nie będą trzymały drugiej.
Nie znam Cię, ale mam wrażenie, że w tym trójkącie myślisz wyłącznie o sobie.
K. jest wolny. Nie jest obecnie w żadnym związku. P. postawiłam pod murem, ale od kilku lat próbuje go uświadomić, ze chcę ślubu, dzieci, rodziny. Ostatnio miał wypadek samochodowy, nie wpuszczono mnie do niego w szpitalu, bo nie jesteśmy rodziną. Byłam wściekła, to daje do myślenia.. Mam tkwić w tym związku i liczyć, ze kiedyś mu się odmieni, czy może jednak czas na terapię wstrząsową..?
morinus,
jesteś pewnie w wieku, w którym biologia daje znać, że to najlepszy okres do płodzenia dzieci..stąd takie parcie.
Jednak pod presją nigdy nie podejmuje się dobrych decyzji.
Jest oczywistym dla mnie, że P. nie jest tym mężczyzną. Co to za życie, skoro P. musisz stawiać pod murem by zechciał założyć z tobą rodzinę - to jest farsa wprost. Pomieszkujesz z facetem 6 lat i musisz się go prosić by zaczął cię traktować poważnie? Daj spokój!
Jak on ma cię traktować poważnie, skoro sama siebie tak nie traktujesz? Nie jesteś do końca nigdzie, ani z P. ani z K, zawieszona między obu panami, stojąca w rozkroku, bezradna mała dziewczynka, nieumiejąca podjać właściwej decyzji...bo wciąż kalkuluje.
Moja babcia mawiała : "nie można być jedną doopą na dwóch weselach" - nie wiem czy czujesz przesłanie, ale wg mnie to święta prawda.
Z P. za dużo cię dzieli + plus jego niechęć do tworzenia rodziny.
Z K. jest szansa się przekonać na ile wasze mrzonki mają realne szanse stać się podstawą do czegoś więcej.
Postaw na K....oczywiście niczego nie oczekując i przede wszystkim nie kalkulując, jak dotychczas.
Poczekam na dalszy rozwój sytuacji. Dziś czeka mnie poważna rozmowa z P. od tego wszystko zależy. Lata, które razem spędziliśmy są cudownym okresem mojego życia, ciężko mi to tak po prostu przekreślić. Jestem w rozterce, choć nie ukrywam, ze Wasze rady są dla mnie na wagę złota i za to Wam dziękuje.
morinus,
sytuacja się nie rozwinie SAMA, bez twojeg udziału.
Skoro lata z P. były tak cudowne jak twierdzisz, to powiedz mi czego szukałaś w tych spotkaniach z K.??????????
Prowadzisz podwójne życie.
Nazwij rzeczy po imieniu, problem jest w tobie -
doskwiera ci niedojrzałość.
Spotkania z K. nie były planowane. Zazwyczaj to były spontaniczne decyzje, był przejazdem, służbowo, kilka razy zdarzyło się, że przyjechał do mnie specjalnie, ale nadal nie było w tym żadnych podtekstów. Wiem, że problem leży w mojej osobie. Brak mi zdecydowania i odwagi do działania.. Być może jest to wyrazem braku dojrzałości, ale ja po prostu się boję..
Być może sam fakt nieznanego powodował niepowtarzalną atmosferę. Pociąg fizyczny, pewna seksualność zawsze towarzyszyła naszym spotkanią. Uśmiech, dotyk dłoni, bawienie się włosami, patrzenie sobie w oczy.. Wszystko to było zmysłowe i pobudzało, ale nigdy nie przekroczyliśmy granicy
&
Cytat
Zazwyczaj to były spontaniczne decyzje, był przejazdem, służbowo, kilka razy zdarzyło się, że przyjechał do mnie specjalnie, ale nadal nie było w tym żadnych podtekstów.
moriuns,...ty siebie czytasz?
Pytam, bo sama sobie zaprzeczasz.
Nawet jeśli spotkania były spontaniczne i nieregularne, to nie znaczy że nie prowadzisz podwójnego życia, nie jest to dla ciebie oczywiste?
Ach boisz się....więc wciąż KALKULUJESZ.
Podtekst erotyczny towarzyszył naszym spotkania dlatego, ze nigdy nie uprawialiśmy seksu, a najdrobniejszy gest i dotyk z naszej strony powodował swego rodzaju ekscytację. Chodziliśmy na spacery, na place zabaw, do knajpek. Niczego nie planowaliśmy i staraliśmy się postępować uczciwie wobec nieświadomych partnerów. Często rozmawialiśmy o tym, że robimy źle i powinniśmy to przerwać.. I tak podczas naszego ostatniego spotkania powiedziałam dość, wtedy właśnie padły słowa: kocham Cie (tylko z jego strony) i propozycja związku. Czas mija, a ja nie wiem co robić.. Być może jest tak, ze chcę mieć ciastko i zjeść ciastko..Wiem, że tak się nie da, ale dokonanie wyboru mnie przerasta.. Obawiam się również konsekwencji złego wyboru, nie chce ranić i sama cierpieć
To jest życie.I na tym polega ,że o słuszności decyzji możesz dowiedzieć się po latach , gdy sytuacja będzie nieodwracalna.
Postawiłaś się sama w obecnej sytuacji.I nikt za Ciebie tego problemu nie rozwiąże.Nawet rozpaczliwa próba przerzucenia odpowiedzialności za zerwanie na P okazała się nieudana.Postawiony pod murem chce negocjować.
Jedyne co osiągnęłaś to zwiększenie presji czasu.Efektem ubocznym
jest dodatkowy stres P.Nie byłaś do końca szczera w tej rozmowie coś mi się wydaje.Co zrobisz teraz gdy podczas spotkania P zgodzi się na Twoje warunki ?Czy jego zgoda spowoduje , że zapomnisz o K ?
Problem teraz nie polega na kaceptacji przez P Twego modelu życia , tylko na K ,który czyha w zakamarkach Twojej głowy na osłabienie relacji z P.Wiadomo rutyna przechodząca w nudę.
Pierwsze słowa P.: poznałaś kogoś?! Opowiedziałam mu całą historię. Jego reakcja na moje słowa to potakiwanie głową. Powiedział mi, że wiedział o wszystkim od dawna :szoook Czekał na moją szczerość i uczciwość..Teraz gdy mu się do wszystkiego przyznałam uznał, ze okazany mu szacunek (?) rokuje dobrze na naszą dalsza przyszłość jeśli tylko zechcę ją budować właśnie z nim.. Chce być ze mną, ale poważne kroki podejmie dopiero wtedy, gdy będę pewna siebie i swoich uczuć.. Dezorientacja, tego nigdy bym się nie spodziewała.. Tak mi wstyd
Z K. łączą Cię "motylki w brzuchu", a z P. sprawdzona relacja. Zwłaszcza, że K. udowodnił, że nawet będąc w relacji jest w stanie szukać "motylków".
Trzeba zdać sobie sprawę, że ani z P., ani z K. , ani z całą resztą alfabetu motylki nie będą trwały wiecznie. Związek jest po prostu inną formą miłości opartej na poczuciu zaufania, ciepła, bezpieczeństwa, oddania ... .
Choć jak widzimy P. tego również nie oferuje zbywając Twoją potrzebę "sakramentalizacji" tego związku.
Nikt za Ciebie tej decyzji nie podejmie.
Jedyna dobra rada, podziękuj P., powiedz mu jakim jest fajnym gościem, lecz skoro do tej pory się nie zdecydował, to ponad Twoją wyrozumiałość, zanim dalej zaangażujesz się z K.
Sytuacja się rozwiązała. P. postanowił mi się do czegoś przyznać. Okazało się, że mój kochany za moimi plecami leczy się na płodność. Nie chciał się deklarować, gdyż nie miał pewności czy będzie w stanie dać mi to czego tak bardzo pragnę - dzieci. W tej chwili nie mam dylematu. Podjęłam decyzje, na dobre i na złe, zostaję z P. Razem damy radę wszelkim przeciwnością losu. Dziękuję za wsparcie, rady jak i słowa krytyki.. Pozdrawiam
Moim zdaniem nigdy nie zakończyłaś związku z Panen K i tylko z powodu tej odległości która wg.ciebie was rozdzielała znalazłaś sobie Pana P.Takie zastępstwo za Pana K.
Pytanie
Czy tylko ta odległość rozdzieliła Ciebie od Pana K?
Czy raczej coś jeszcze?
Może nie byłaś pewna Pana K co do jego stabilności uczuć,stabilizacji materialnej itd.
Kontynuując relację z Panem K obserwowałaś jego zmianę i musiała być ona pozytywna skoro tak bardzo go chcesz.
Szkoda tylko źe,w tym wszystkim po uszach dostanie Pan P którego zdradzałaś właściwie od początku związku.Jeśli można wogóle nazwać to związkiem w którym byłaś emocjonalnie z innym mężczyzną.
Komentarz doklejony:
Ps.
Wyjaśnij mi proszę jak się ma płodność Pana P do Twojego zachowania wobec niego i tych potajemnych spotkań z Panem K?
Nie oszukujesz czasem sama siebie a przy okazji obydwu Panów?
Jesteś młoda, masz wybór i od niego zależeć będzie z kim spędzisz swoje życie. Patrz w serce człowieka, jego charakter, usposobienie, temperament. Czy wartości jakie wyniósł z domu rodzinnego zgadzają się z Twoimi? Zauroczenie przemija, a na życie zostaje człowiek.
morinus przekalkulowałaś co Ci się bardziej opłaca i dokonałaś wyboru. Zapomniałaś tylko w tym wszystkim o sobie i swoich potrzebach i najwyraźniej wartościach. Potrzeba sakramentalnego tak to jakaś kpina po tym co przeczytałam.
Moim zdaniem nie będziesz szczęśliwa z P., za dużo was dzieli.
K. to wielki znak zapytania. Może tylko motylki go kręcą.
Morinus moim zadniem stchurzyłaś. |Mimo wszystko życzę powodzenia.
Komentarz doklejony:
to znaczy "stchórzyłaś."
bardzo proszę admina o poprawkę jeśli to nie jest problem. dziękuję
Co Ci podpowiada uczciwość?
Naprawdę najważniejsze to zrozumienie siebie, własnych dążeń i celu, który chcesz osiągnąć, ale nie wbrew sobie. Pewnie rozważając rozwiązania, bierzesz pod uwagę upływ czasu, który wyrówna wszystko. Możesz się jednak zdziwić, samo się nic nigdy nie zrobiło. Ty widzisz duet a znajomi zazdroszczą relacji a może prawda leży w zupełnie inny miejscu. Nie trzeba Tobą potrząchnąć, bo decyzje o Twojej przyszłości są tylko w Tobie. Na tą chwile chyba nie bardzo mieści się w niej P. i w mojej opinii nigdy się nie zmieści.
Zbytek łaski miła Pani.
Nie poświecisz solidnego zaplecza materialnego jaki daje P dla seksu w pociągu czy pociągu do seksu jaka daje K.To samo usłyszysz kiedy P pozna prawdę.
Daj Bóg żeby stało się jak najprędzej.W zamian za uczciwe partnerstwo Ty ukrywasz kurwiki w o czach dla innego.
No tak, następna zupełnie nie wie jak to się stało, że teraz ma taki dylemat. Bez jej woli sam powstał. Tak to jest jak ktoś ma za dobrze.
Rozwiązanie jest proste. Pospotykaj się jeszcze trochę w tajemnicy z panem K; a wątpliwości mieć nie będziesz.
Wszystko się oczywiście samo rozwiąże, jak zwykle z hukiem.
Związek z panem K miał swoją chwilę prawdy przez 8 miesięcy i nic z tego nie wyszło, bo coś tam. Ile teraz to będzie trwało ? Myślę, że jak to już nie będzie zdrada, to bardzo króciutko.
Związek z panem P, 6 letni, przynudził się, bo nie był taki zły; tylko chuci nie było, zwłaszcza po 6 latach, więc czas na zmiany.
Morinus, naprawdę nie widzisz ? Ty nie masz wyboru. Jedyne co zrobiłaś, to zakończyłaś już emocjonalnie związek z panem P.
Ciekawe co dostaniesz za swoją głupotę od losu w zamian ?
Cytat
I jak zwykle dziewcze nie wie czym dla niej jest miłość i wszystko co tylko poczuje wrzuca do jednego wora
Zwłaszcza chyba kobiety tak mają.
Strasznie kochają na zabój, ale czym dla nich jest miłość to nie wiedzą. Potem jęczą, że to nie było to,..nie była miłość prawdziwa i inne srele morele....
A może miłość to nie chwilowy skok hormonów i odebranie rozumu w stworzonej przez siebie fantazji, tylko trzeba ją mozolnie wypracować latami ?
Cytat
Trafiłaś w sedno sprawy !!!
Może zaczynasz myśleć.
Tą wiedzę sama w siebie wprowadziłaś świadomie czy nie, ale to była twoja lekkomyślna decyzja...;
Jeśli to wciąż będziesz robić, nie nadawała się będziesz do żadnego związku. Zawsze nowość i złamanie rytyny będzie wyglądało lepiej.
No chyba, że tak już masz. Będąc z jednym wciąż będziesz sprawdzać z innymi, czy aby Ci z którymś nie będzie lepiej.
Ale to zafałszowany test. Bo po decyzji rozczarowanie prawie murowane.
Relacje z panem K tzw. bliskość nawiązałaś w dość specyficznych warunkach, których nie utrzymasz;. Jak pana K wprowadzisz na miejsce pana P, dopiero się okaże jak jest naprawdę, a ryzyko jest przeogromne.
A nie pomyślałaś, że to co mas zteraz z panem K możliwe jest tylko i wyłacznie, bo jest pan P i na krótko jak go nie będzie..?..
Zastanów się.
Masz coś pewnego i świadomie rozważasz zamianę na zupełnie niewiadomo co ?
Lubisz stawiać się w takich sytuacjach, to rób tak dalej. Będzie sporo złamanych serc, łez i zmarnowane życie.
Jak chcesz w życiu emocji, to są na nie inne sposoby bez cierpienia.
ponoć stara miłość nie rdzewieje. Jest między mną, a K. nie szukam urozmaicenia,a jedynie stabilności i pewnej przyszłości.
Nawet kłamać nie potrafisz.
Mój P. jest ateistą, nie ma nawet chrztu, a ja marzę o ślubie kościelnym,
Potrzebowałaś aż 6-ciu lat żeby stwierdzić że lepszy seks w pociągu niż z ateistą?Ciekawe do czego jest ci potrzebny kościelny certyfikat waszego łajdactwa z K.
Piszesz równocześnie o ślubie kościelnym i samobójstwie.
No nie wiem,ponoć Tam jest niebo i piekło ale o szpitalu psychiatrycznym nikt nie słyszał.
>>>Oceniać jest łatwo, ale to o moje życie i o moje szczęście chodzi.<<<<
Słowem szczęscie "P" się nie liczy > nawet gdyby miał uczciwe zamiary. Posłuchaj mnie mała i egoistyczna istoto
Na razie nie zdradziłas i chwała Ci za to.Radze Ci zrób tak lak serce dyktuje.
Nie wiem czy to będzie lepsze rozwiązanie.Tzn, lepsze dla Ciebie.
Jeżeli zostaniesz z P to będzie to wyglądało tak.
Brak zgody co do fundamentów tworzenia związku.Chemia chyba też nie ta.I co gorsze z upływem lat zaczniesz idealizować K.
Nie dasz rady stworzyć trwałej głębokiej więzi z P mając ciągle z tyłu głowy K.To będzie nijaki związek.Będizesz czuła ,że życie przecieka Ci przez palce ,że coś Cię ominęło.
Skoro nie będziesz mogła cała należeć do P to on też nie będzie szczęśliwy.Któreś z Was coś wreszcie odwinie.Pytanie w jakim wtedy będziecie wieku.Analogiczna sytuacja będzie z K i jego życiową partnerką.Bilans : 4 osoby mające poczucie życia nie na swoim miejscu-jeżeli nie dojdzie do rozwalania większych rodzin.
Jeżeli odejdziesz od P i Tobie się nie uda z K to przynajmniej P będzie miał szanse .Tak samo jak partnerka K .Nie wiadomo jak się ich sprawy potoczą , ale to już zależeć będzie od nich.
A co z Tobą i K ? Jeżeli nie wyjdzie nie będziesz już stawiała go na cokole.Dojrzejesz i może zrozumiesz czego chcesz .Może się okazać ,że odpowiedź na pytanie P czy K będzie brzmieć Z.
A może jednak K to jest to.Sprawdź.Inaczej się nie dowiesz.
Nie znam Cię, ale mam wrażenie, że w tym trójkącie myślisz wyłącznie o sobie.
jesteś pewnie w wieku, w którym biologia daje znać, że to najlepszy okres do płodzenia dzieci..stąd takie parcie.
Jednak pod presją nigdy nie podejmuje się dobrych decyzji.
Jest oczywistym dla mnie, że P. nie jest tym mężczyzną. Co to za życie, skoro P. musisz stawiać pod murem by zechciał założyć z tobą rodzinę - to jest farsa wprost. Pomieszkujesz z facetem 6 lat i musisz się go prosić by zaczął cię traktować poważnie? Daj spokój!
Jak on ma cię traktować poważnie, skoro sama siebie tak nie traktujesz? Nie jesteś do końca nigdzie, ani z P. ani z K, zawieszona między obu panami, stojąca w rozkroku, bezradna mała dziewczynka, nieumiejąca podjać właściwej decyzji...bo wciąż kalkuluje.
Moja babcia mawiała : "nie można być jedną doopą na dwóch weselach" - nie wiem czy czujesz przesłanie, ale wg mnie to święta prawda.
Z P. za dużo cię dzieli + plus jego niechęć do tworzenia rodziny.
Z K. jest szansa się przekonać na ile wasze mrzonki mają realne szanse stać się podstawą do czegoś więcej.
Postaw na K....oczywiście niczego nie oczekując i przede wszystkim nie kalkulując, jak dotychczas.
sytuacja się nie rozwinie SAMA, bez twojeg udziału.
Skoro lata z P. były tak cudowne jak twierdzisz, to powiedz mi czego szukałaś w tych spotkaniach z K.??????????
Prowadzisz podwójne życie.
Nazwij rzeczy po imieniu, problem jest w tobie -
doskwiera ci niedojrzałość.
Cytat
Cytat
moriuns,...ty siebie czytasz?
Pytam, bo sama sobie zaprzeczasz.
Nawet jeśli spotkania były spontaniczne i nieregularne, to nie znaczy że nie prowadzisz podwójnego życia, nie jest to dla ciebie oczywiste?
Ach boisz się....więc wciąż KALKULUJESZ.
Postawiłaś się sama w obecnej sytuacji.I nikt za Ciebie tego problemu nie rozwiąże.Nawet rozpaczliwa próba przerzucenia odpowiedzialności za zerwanie na P okazała się nieudana.Postawiony pod murem chce negocjować.
Jedyne co osiągnęłaś to zwiększenie presji czasu.Efektem ubocznym
jest dodatkowy stres P.Nie byłaś do końca szczera w tej rozmowie coś mi się wydaje.Co zrobisz teraz gdy podczas spotkania P zgodzi się na Twoje warunki ?Czy jego zgoda spowoduje , że zapomnisz o K ?
Problem teraz nie polega na kaceptacji przez P Twego modelu życia , tylko na K ,który czyha w zakamarkach Twojej głowy na osłabienie relacji z P.Wiadomo rutyna przechodząca w nudę.
Trzeba zdać sobie sprawę, że ani z P., ani z K. , ani z całą resztą alfabetu motylki nie będą trwały wiecznie. Związek jest po prostu inną formą miłości opartej na poczuciu zaufania, ciepła, bezpieczeństwa, oddania ... .
Choć jak widzimy P. tego również nie oferuje zbywając Twoją potrzebę "sakramentalizacji" tego związku.
Nikt za Ciebie tej decyzji nie podejmie.
Jedyna dobra rada, podziękuj P., powiedz mu jakim jest fajnym gościem, lecz skoro do tej pory się nie zdecydował, to ponad Twoją wyrozumiałość, zanim dalej zaangażujesz się z K.
Pytanie
Czy tylko ta odległość rozdzieliła Ciebie od Pana K?
Czy raczej coś jeszcze?
Może nie byłaś pewna Pana K co do jego stabilności uczuć,stabilizacji materialnej itd.
Kontynuując relację z Panem K obserwowałaś jego zmianę i musiała być ona pozytywna skoro tak bardzo go chcesz.
Szkoda tylko źe,w tym wszystkim po uszach dostanie Pan P którego zdradzałaś właściwie od początku związku.Jeśli można wogóle nazwać to związkiem w którym byłaś emocjonalnie z innym mężczyzną.
Komentarz doklejony:
Ps.
Wyjaśnij mi proszę jak się ma płodność Pana P do Twojego zachowania wobec niego i tych potajemnych spotkań z Panem K?
Nie oszukujesz czasem sama siebie a przy okazji obydwu Panów?
Moim zdaniem nie będziesz szczęśliwa z P., za dużo was dzieli.
K. to wielki znak zapytania. Może tylko motylki go kręcą.
Morinus moim zadniem stchurzyłaś. |Mimo wszystko życzę powodzenia.
Komentarz doklejony:
to znaczy "stchórzyłaś."
bardzo proszę admina o poprawkę jeśli to nie jest problem. dziękuję