Szczęśliwego Nowego Roku wszystkim życzę, aby nie gorzknieć na wszystkich polach i mieć radość nawet z takich małych bzdetów, jak te życzenia. Forum specyficzne, ale wciąż pozostajemy ludźmi, życie da
Perepek
18.12.2024 09:47:05
Hej zamierzam się złożyc pozew o rozwód macie do polecenia kogos z okolic Katowic? nie wiem jak sie za to zabrac
Ozyrys1
11.12.2024 18:21:15
Hagi 10
Nie wie że rozmawiałam z jego eks kochankami, nie wie że wiem że kłamie. Trzymam dowody zabezpieczone do rozwodu. Ostatnia eks będzie zeznawać, natomiast ta "swobodna" sprzed dwóch
Metoda 34 kroków dla kryzysu w małżeństwie na odzyskanie pewności siebie w oczach partnera.
1.Nie śledź, nie przekonuj, nie proś i nie błagaj.
2.Nie dzwoń często.
3.Nie podkreślaj pozytywnych elementów związku.
4.Nie narzucaj się ze swoją obecnością w domu. 5.Nie prowokuj rozmów o przyszłości.
6.Nie proś o pomoc członków rodziny-masz wsparcie teściów póki są po Twojej stronie.
7.Nie proś o wsparcie duchowe.
8.Nie kupuj prezentów.
9.Nie planuj wspólnych spotkań.
10.Nie szpieguj, to Cię zniszczy.
11.Nie mów 'kocham Cię'.
12.Zachowuj się tak, jakby w Twoim życiu było wszystko w porządku.
13.Bądź wesoły, silny, otwarty i atrakcyjny.
14.Nie siedź, nie czekaj na żonę/męża , bądź aktywny, rób coś.
15.Będąc w kontakcie z nim/nią postaraj się mówić jak najmniej.
16.Jeżeli pytasz co robił/a w ciągu dnia, przestań pytać.
17.Musisz sprawić, że Twój partner zauważy w Tobie zmianę, że możesz żyć dalej z nim/nią lub bez niej/niego.
18.Nie bądź opryskliwy lub oziębły, po prostu zachowaj dystans.
19.Okazuj jedynie zadowolenie i szczęście.
20.Unikaj pytań dotyczących związku do chwili, gdy zechce sam/a z Tobą o tym rozmawiać.
21.Nie trać kontroli nad sobą.
22.Nie okazuj zbytniego entuzjazmu.
23.Nie rozmawiaj o uczuciach.
24.Bądź cierpliwy.
25.Nie słuchaj co naprawdę mówi do ciebie.
26.Naucz się wycofywać, gdy chcesz zacząć mówić.
27.Dbaj o siebie.
28.Bądź silny i pewny, mów cicho i spokojnie.
29.Pamiętaj, że jeżeli zdołasz się zmienić,Twoje konsekwentne działania mówią więcej niż słowa.
30.Nie pokazuj zagubienia i rozpaczy.
31.Nie wierz w nic co usłyszysz i 50% tego co widzisz.
32.Rozmawiając nie koncentruj się na sobie.
33.Nie poddawaj się.
34.Nie schodź z raz obranej drogi.
Witam
Pamiętam to jak dziś. Ponad rok temu - Ona w 3cim miesiącu ciąży, prawie dwa lata po ślubie. Wróciłem wcześniej z pracy (delegacje, zjazdy na weekendy), żeby spędzić z nią trochę czasu, bo ostatnio miała gorszy okres. Zabrałem ją na spacer, przy okazji wstąpiliśmy do sklepu po jakąś drożdżówkę i zauważyłem, że sprzedają kwiatki w bukiecikach, udało mi się jeden przemycić do kasy, tak, żeby się nie połapała, a po wyjściu ze sklepu dałem go jej tak bez okazji - w odpowiedzi płacz. Wróciliśmy do domu, starałem się ją pocieszyć, myślałem, że to hormony. W pewnym momencie powiedziała "Nie zasługuję na ciebie". Tu mnie tchnęło... Zapytałem w prost, czy coś zrobiła i tak dowiedziałem się, że tak i to bardzo dużo... Upewniłem się tylko, czy dziecko jest moje - potwierdziła.
Najpierw dowiedziałem się o koledze z pracy. Ponoć rok wcześniej sypiała z nim i spotykała się potajemnie jeszcze przed ślubem i później jeszcze kilka razy ją odwiedził. Później dowiedziałem się o "przytulaniu i całowaniu" z moim "przyjacielem". Potem dowiedziałem się, że "przytulanie i całowanie" oznacza robienie mu laski regularnie od 4 lat - ponoć mieli granicę, nic więcej z nim nie robiła poza oralem i pettingiem. Szkoda tylko, że ze mną nigdy nie chciała zaspokoić oralnie. Potem dowiadywałem się już tylko szczegółów. I tak dla przestrogi Panowie - nie warto. Wiem, że w tej sytuacji człowiek bardzo łaknie dowiedzieć się jak najwięcej, ale wystarczy sam fakt, że zdrada była. Dokładny opis jak przebiegła nie pomaga, a zostaje na długo i powoduje straszny ból...
Jako, że sama zdobyła się na szczerość, uznałem, że dam jej szansę. Nie wiem, może ciąża i macierzyństwo sprawiły, że jakiś trybik w jej pustej głowie wpadł w odpowiednie miejsce i zaczęło to wszystko pracować. Ale od tamtej pory to zupełnie inna kobieta. Wcześniej nie było tragedii, ale raczej podchodziła do mnie z dystansem. Byliśmy na kilku spotkaniach z terapeutą, ale nie powiedział nam nic, na co byśmy nie wpadli sami - Hiper szczerość + dbanie o bliskość i równowagę emocjonalną - ale przynajmniej dało nam to znać, że jesteśmy na dobrej drodze. I ogólnie dopiero po tym wszystkim poczułem co to znaczy szczęście małżeńskie, ale jest jeden problem. Mianowicie wciąż to wszystko do mnie wraca. Może już nie tak intensywnie i często jak wcześniej, ale wraca. Fleszbeki, ataki złości, brak chęci na cokolwiek.. W dodatku kiedy Ona nie ma ochoty, bo np. jest zmęczona przez dziecko (już ma pół roku i ząbkuje), od razu porównuję to w głowie, zaczynam szukać w tym oznak, że znów coś jest nie tak i co gorsza mam wrażenie, że to była moja wina (spadki samooceny)... Też złoszczę się na nią, że czasem mi odmówi i mówię "im byś nie odmówiła".. Czasem kiedy mam taki atak fantazjuję o zdradzie.. Boję się o naszą przyszłość. Na prawdę ciężko pracowaliśmy oboje, żeby naprawić nasz związek. Nie chcę tego zaprzepaścić. Może ktoś mi powiedzieć, że to normalne i przejdzie?
Ty nie chcesz tego zaprzepaścić? Przecież ona już to zrobiła. Świadomość z uwagi na potomstwo i odpowiedzialność za rodzinę nie dopuszcza innej myśli i się broni jednak podświadomość nie pozwala Ci zamknąć tego etapu. Stad ten dysonans który się pojawia. On będzie się pojawiał już zawsze, może co najwyżej z biegiem czasu i pracy nad sobą blednąć ale wyprzeć się tego całkowicie nie da.
Mam trochę wrażenie po Twoim wpisie, że to Tobie bardziej zależy na utrzymaniu rodziny niż jej. A ona w ogóle robi coś aby zadbać o Twój komfort psychiczny czy uznała już, że misiu został to misiu wszystko zniesie dla wyższych wartości? Pamiętaj że związkiem rządzi ten, komu mniej zależy a jeśli od początku postawiłeś się w roli petenta to jesteś przegrany już na starcie. Ciężko to później zmienić. Na jakiej podstawie dałeś szanse? Miałeś ku temu podstawy? Czy włączyło się białorycerstwo?
Na prawdę ciężko pracowaliśmy oboje, żeby naprawić nasz związek.
"Twoja" żona naprawdę zjebała
- wasze "chodzenie"
- wasze narzeczeństwo
- wasze małżeństwo
Ona ma co naprawiać ale co Ty zepsułeś ze masz co naprawiać?
Cytat
Upewniłem się tylko, czy dziecko jest moje - potwierdziła.
I wierzysz na słowo osobie która Ciebie po wielekroć oszukiwała i zdradzała?
A przecież
Cytat
Ponoć rok wcześniej sypiała z nim i spotykała się potajemnie jeszcze przed ślubem i później jeszcze kilka razy ją odwiedził.
Potencjalny tatuś.
Cytat
Potem dowiedziałem się, że "przytulanie i całowanie" oznacza robienie mu laski regularnie od 4 lat - ponoć mieli granicę, nic więcej z nim nie robiła poza oralem i pettingiem
Może uwarz że to nie jest zdrada?
I naprawdę wierzysz że jej nie włożył? Że ona go nie dosiadała?
Chłopie ogarnij się.
Autorze -To co przeczytałem jeży włosy na głowie...Masz tutaj przykład seryjnej oszustki.Kobiety która nigdy nie miała do Ciebie szacunku.Dawała lepszy "serwis" swoim fagasom ponieważ nigdy nie byłeś dla niej tym "pierwszym"
Takie historie niszczą głowę.Co trzeba mieć w sobie ,żeby zostać w takim związku?Nie chce Ciebie oceniać,ale dla mnie pozostanie z taką kobietą oznacza tylko cierpienie.
Świadomość,że robiła rzeczy które Tobie nigdy nie dawała mówią bardzo wiele.Nie byłeś dla niej atrakcyjny A teraz możesz być szczęśliwy,że taka zepsuta kobieta została z Tobą.Wygrales.A właściwie ona wybrała Ciebie jako bankomat...
Witaj francishatcher,
Panie tu sprawa jest dosc prosta jesli zona zdradzala Cie juz w okresie narzeczenstwa ,gdzie powinny byc przyslowiowe motyle w brzuszku znaczy, ze nigdy nie czula prawdziwego pozadania do Ciebie. Smunte to ale prawdziwe.
Na slowo co do ojcostwa tez bym nie wierzyl , w ogole bym jej nie wierzyl ,ze sie zmieni.
To,ze sie przyznala to moze wyrzuty sumienia co byloby nawet na plus ale rownie dobrze moze musiala sie przyznac bo bala sie za to wyjdzie ( moze nawet jeden z kochankow ja straszyl bo chciala przerwac oferowany mu serwis) tego sie nie dowiesz.
Mowisz ,ze teraz jest lepiej ale to juz sam musisz sobie odpowiedziec czy naprawde czy tylko chcesz w to wierzyc.
Ja mysle ,ze jestes tylko drugim wyborem (moze nawet wychowujesz nie swoje dziecko ) bo ten pierwszy albo ci pierwsi nie chciali wejsc z jakiegos powodu w dulgoterminowa relacje.
To co czujesz jest normalne a czy przejdzie... tu juz bedzie ciezko i najwiecej zalezy od zony.
Mam trochę wrażenie po Twoim wpisie, że to Tobie bardziej zależy na utrzymaniu rodziny niż jej. A ona w ogóle robi coś aby zadbać o Twój komfort psychiczny czy uznała już, że misiu został to misiu wszystko zniesie dla wyższych wartości?
Tak nie jest. Ogólnie wcześniej nasz związek kulał bardzo mocno i chyba wiadomo czemu. Odkąd zaczęliśmy planować powiększenie rodziny, zaczęliśmy się dogadywać - ponoć to już pół roku było po ostatniej zdradzie. Zaczęliśmy częściej spędzać czas sam na sam. Zdecydowaliśmy się na sylwestra we dwoje, większość wolnych i świąt też spędzaliśmy we dwoje, gdzie wcześniej nie mogłem się uprosić żeby spędzić weekend bez znajomych albo reszty rodziny. Może właśnie dbanie o rodzinę - instynkt macierzyński popchnął ją do przyznania się do winy i wzięcia za nią odpowiedzialności.
Cytat
Na jakiej podstawie dałeś szanse? Miałeś ku temu podstawy? Czy włączyło się białorycerstwo?
Oczywiście, że miałem podstawy. Po pierwsze to, że nie długo przed tym jak mi powiedziała, bardzo się zmieniła. Zaczęła dbać o nasze relacje i o nasze wspólne życie. Zaczęła bardziej poważnie do tego wszystkiego podchodzić. Po drugie, to sama mi o tym powiedziała. Nie było podejrzeń, przypadkowo zauważonego smsa, nic co by mogło podnieść moją czujność. Po prostu ruszyło ją sumienie. A biały rycerz, to określenie stojące bardzo daleko od tego co sobą wtedy reprezentowałem.
A jeśli chodzi o to czemu MY się staramy. To już wiem z wizyt u terapeuty, że jak jedna osoba w związku zrobi bałagan, to niestety obie mają sprzątania na długi czas. I oczywiście mógłbym być w tej kwestii bierny, ale wtedy to już nie byłby związek tylko jednostronnie korzystny biznes. A tego nie chcę.
A jeśli chodzi o ustalenie ojcostwa. Powiedziałem jej otwarcie, że jej nie wierzę. Kilka razy nawet miałem poważny kryzys przez wątpliwości co do tego. Za którymś razem, przy pocieszaniu mnie, wyciągnęła telefon, sprawdziła na ile bezpieczne jest robienie testu w ciąży i próbowała umówić się na wizytę, żeby dać mi potwierdzenie i rozwiać wątpliwości. Wtedy ją zatrzymałem i powiedziałem, że zobaczymy jak się urodzi, bo bezpieczniej wtedy zrobić testy (troszkę zacząłem jej wierzyć). Ale jak go zobaczyłem to od razu wiedziałem, że jest mój. Raz że to czułem, a dwa, że wyglądał jakbym go wysrał Tak też mówili wszyscy, także raczej to nie autosugestia. Poza tym, powiedziała mi o tym co robiła takie rzeczy, tak szczegółowo, że "to nie twoje dziecko" brzmi jak dobra wiadomość.
To,ze sie przyznala to moze wyrzuty sumienia co byloby nawet na plus ale rownie dobrze moze musiala sie przyznac bo bala sie za to wyjdzie ( moze nawet jeden z kochankow ja straszyl bo chciala przerwac oferowany mu serwis) tego sie nie dowiesz.
Admiral, ale ja "rozmawiałem" z obydwoma z nich. Z jednym bardzo intensywnie, bo kiedyś byliśmy przyjaciółmi. Obaj byli w ciężkim szoku, że wiem. Ten "kumpel" próbował nawet się wybielić poprzez wytykanie tego co zrobiła moja żona. Tyle, że na wszystko co mówił, ja mogłem odpowiedzieć jedynie "wiem, bo mi o tym powiedziała". I nic nowego się nie dowiedziałem, co nie ukrywam było moim celem - sprawdzałem jej wersję. Także raczej jej przyznanie to czysto kwestia sumienia. Może trochę napędzana hormonami i ciążą.
francishatcher-rob jak uważasz,ale na Twoim miejscu zrobiłbym te testy.Moj kumpel miał podobna sytuację i uspokoił sumienie.Więc polecam.
Z jakiego środowiska pochodzi Twoja żona?Jej zachowanie było mega patologiczne.Dwie zdrady plus lepsza "obsługa" tych facetów...
Wyjawiła Ci dlaczego to robiła ?Dwa dlaczego robiła więcej z tymi facetami niż z Tobą?Czy ona chodzi do seksuologa?
Pytałem ile macie lat - może nie wyszła z "trybu" młodzieńczego z kwiatka na kwiatek, nie dojrzała do związku. Miała wcześniej wieli partnerów? Oczywiście to żadne usprawiedliwienie.
Cytat
Z jednym bardzo intensywnie,
spodobało mi się to stwierdzenie.
Co do ustalenia ojcostwa - jeśli chcesz z nią być to że tak powiem z całym bagażem. Moim zdaniem ta wiedza nie jest na tą chwilę potrzebna.
Hagi myślę że Apostata może mieć rację. Czytałem gdzieś, że kobiety pełną dojrzałość osiągają w wieku 26 lat. Więc raczej nie środowisko, a dojrzałość emocjonalna (a raczej jej brak) się do tego przyczyniła. Zwłaszcza, że pochodzi z bardzo nowoczesnej rodziny, gdzie do relacji podchodzi się bardzo dojrzale - jak poznawałem jej rodzinę byłem zdumiony.
Jeśli chodzi o powody, to ona sama nie umie ich określić. I ją to też mocno niszczyło. Powiedziała mi tylko, że nigdy z mojej strony nic jej nie brakowało kiedy pytałem czy zrobiłem cokolwiek źle. Myślę że powodów jest mnóstwo. Brak dojrzałości to jedno, miała przede mną chłopaka w liceum - który był swoją drogą bardzo toksyczny, wcześniej szczeniackie zakochania też nie przebiegały zbyt dobrze. Także to też mogło mieć wpływ.
Poza tym mam teorię. Bo ona odkąd się znamy cierpiała na migreny. I regularnie chodziła do neurologa w tej sprawie. I lekarz przepisał jej, poza typowo migrenowymi lekami, leki na padaczkę i antydepresanty - ponoć mają jakieś składniki blokujące ataki migreny, nie wiem, nie jestem lekarzem. Ale odkąd je brała zauważyłem, że zrobiła się trochę zobojętniała i mniej emocjonalna. Kiedy zaczęliśmy starać się o dziecko musiała je odstawić - i od tej pory zaczęło się między nami poprawiać, aż w pewnym momencie obudziła się z myślą "co ja odjebałam".
Nie chodziła do seksologa, ale do psychologa już tak. Ale teraz, że tak powiem, nie mamy problemów natury seksualnej.
Cytat
I nie przeszkadza Ci że od "zawsze" byłeś zdradzany?
Normalnyfacet2, gdyby mi nie przeszkadzało, to bym tu nie pisał. I ja nie chcę skreślać tego wszystkiego bo mi przeszkadza. Ja chcę poradzić sobie z tym, że mi przeszkadza i żyć normalnie, bo teraz mi się moje życie podoba. Może okaże się, że masz rację i to będzie błąd. Ale może nie i wtedy będę wiódł szczęśliwe, spokojne życie.
Nie jest to pewnikiem, ale notoryczne migreny miewają ludzie, którzy mają jakiś problem osobowościowy i nie potrafią radzić oraz kontrolować swoich emocji. Często jest to wynikiem jakiejś życiowej traumy. Zastanów się na spokojnie czy w jej życiu takowa nie wystąpiła.
Neurologia w takich przypadkach jest bezsilna bo nie stad bierze się problem.
Co do Twoich deklaracji, że niedługo przed tym jak Ci powiedziała to się bardzo zmieniła… i naprawdę nie widzisz w tym nic dziwnego? Nie zastanowiło Cię to? Wierzysz w tę bezinteresowność i autentyczność ?Przecież to czysta kalkulacja i działania mające na celu uzależnienia emocjonalnego abyś poznawszy prawdę nie odszedł. To było wyrachowane przygotowywanie Cię na bombę, która za chwilkę miała na Ciebie spaść. Trochę jesteś naiwny w tym wszystkim. Zapoznaj się głębiej z mechanizmami działania kobiecej psychiki i natury to zrozumiesz. Nic nie sugeruję i oczywiście mogę się mylić, ale zalecałbym dużą ostrożność w Twoim optymizmie.
Ewidentnie to ona rozdaje karty a Ty się temu bezkrytycznie poddajesz.
Apostata, tzn, że u nich w rodzinie się rozmawia. Problemy są wspólne i wspólnie się je rozwiązuje. U mnie rodzice podchodzili autorytarnie, nie słuchali dzieci.
Cytat
Ile lat mieliście jak zaczęliście być razem, ile lat w małżeństwie?
Długo nie bywało Cię w domu?
Ona 20, ja 21. W małżeństwie w tej chwili prawie 3 lata. Rok temu sprawa wyszła na jaw, a trwała od 3 lat. W delegacji pracowałem przez ostatnie 2 lata. Co weekend byłem w domu, ale wiadomo, czasem się mijaliśmy, jak np. mieliśmy jakieś imprezy w weekend. Ale zdradzać zaczęła jak jeszcze studiowaliśmy (dziennie), nie mieszkaliśmy jeszcze razem. Pół roku od ślubu, pracowałem jedynie dorywczo za grosze, bo miałem poślizg na studiach. Ona utrzymywała mieszkanie.
A czemu o to pytasz?
Cytat
kiedy chodziła do psychologa?/dlaczego?
Ogólnie to powiem może dokładnie jak to wygląda z jej opowieści. Jakoś w 3cim miesiącu ciąży (niecały rok od ostatniej zdrady, ale jeszcze utrzymywała kontakt ze swoimi fagasami) obudziła się rano z ogromnymi wyrzutami sumienia. Jakby przebudziła się ze snu. I krótko mówiąc psychicznie ją to rozwaliło. Powiedziała o tym przyjaciółce i ta poleciła jej terapeutę. Poszła na pierwszą wizytę (środa), a w piątek tego samego tygodnia mi powiedziała. Psycholog zaczął pomagać jej eksplorować powody tego co zrobiła, co ważniejsze pomógł jej "odbudować siebie", żeby nigdy nie zawędrowała w te rejony oraz poradzić sobie z wyrzutami sumienia. Ciekawe jest to, że zarówno przyjaciółka jak i terapeuta odradzali jej mówienie mi o tym. Wg nich to tylko mogło pogorszyć sytuację. I mieli trochę rację, bo chyba łatwiej byłoby nie wiedzieć.
No i potem regularnie chodziła na terapię przez 4 miesiące. Pod koniec, przyszliśmy oboje na kilka spotkań. Bardziej terapeuta chciał zobaczyć jak się dogadujemy i pomóc nam wspólnie sobie radzić z tym ciężarem. Ale po tych kilku spotkaniach sam powiedział, że teraz wszystko w naszych rękach i musimy jakoś to dźwigać, bo on już nic więcej nie pomoże.
Nic nie sugeruję i oczywiście mogę się mylić, ale zalecałbym dużą ostrożność w Twoim optymizmie.
Ewidentnie to ona rozdaje karty a Ty się temu bezkrytycznie poddajesz.
Tylko utwierdzasz mnie w tym, że moja paranoja jest wskazana. I oczywiście jestem bardzo ostrożny. Np. kiedyś usuwała regularnie skrzynki wiadomości w telefonie - częściowo po to, żeby mieć tam porządek, a częściowo, żeby ukryć swoje grzechy. Sama mi na to zwróciła uwagę, bo wcześniej nigdy bym na to nie wpadł. Dałem jej zakaz usuwania czegokolwiek. Głównie po to, żeby miała dowód na to, że sytuacja wygląda tak a nie inaczej (gorzej). Ale też po to, żebym ja był spokojny. I pewnego razu, już po tym zakazie usunęła rozmowę z moją mamą, bo planowały razem niespodziankę dla mnie, a wie, że czasem wyrywkowo sprawdzam jej telefon (głupio żebym tego nie robił i oczywiście pokornie mi ba yo pozwala, nawet nie wyraża niezadowolenie ze względu na mój brak zaufania). Zauważyłem to i prawie wyrzuciłem ją z domu. Bo jak jej powiedziałem - jeśli ja ustalam warunek, że nie usuwa z telefonu nic bez wcześniejszej konsultacji tego ze mną to nie chodzi mi o nic od osoby X, czy Y, tylko nic nic. I nie ma wyjątków od tej reguły, nie obchodzi mnie to, że miała być niespodzianka, bo ja już niespodzianek mam dosyć.
Często jest to wynikiem jakiejś życiowej traumy. Zastanów się na spokojnie czy w jej życiu takowa nie wystąpiła.
Teraz jak o tym myślę to wpada mi jedna rzecz. Kiedyś mi opowiedziała o sytuacji z dzieciństwa. Bo ma kilka lat starszego kuzyna, który parę lat temu zrobił coming out (no wiecie, że jest gejem). I po tym obwieszczeniu, wspomniała, że w dzieciństwie była afera że to zboczeniec, bo się z nią "bawił w doktora" i ją obmacywał. Podobno rodzice robili z tego aferę - przez bardzo długi czas nie utrzymywali kontaktu z nim i jego rodzicami, ale ona, jako paroletni dzieciak nie rozumiała (więc też nie zauważała) wtedy problemu. Tej sytuacji nawet nie pamięta zbyt dobrze, bardziej z opowiadań rodziców.
Myślisz, że to może być istotne?
Jeśli chodzi o powody, to ona sama nie umie ich określić.
Lub nie chce tego zrobić.
Nie wierzę w to że ona nie wie.
Bo co ma powiedzieć - wiesz, kręciło mnie to że mając chłopaka/męża bzykałam innego?
Oczywiście najprościej powiedzieć zdradzała bo chciała - i to prawda, nikt jej nie zmuszał - ale ona MUSI wyjaśnić dlaczego zdradzała Ciebie przez całe lata i to w okresie który powinien być tylko wasz.
Odpowiedź na pytanie - dlaczego - nie może kończyć się stwierdzeniem - nie wiem.
Cytat
I ją to też mocno niszczyło.
A w jaki sposób i dlaczego ją to niszczyło skoro ona chciała to robić? Jak dla mnie jedynie bała się że się dowiesz.
Cytat
Powiedziała mi tylko, że nigdy z mojej strony nic jej nie brakowało kiedy pytałem czy zrobiłem cokolwiek źle. Myślę że powodów jest mnóstwo.
Powodów po Twojej stronie?
Nie idź tą drogą - to jej i tylko jej decyzja że będzie Ciebie zdradzać. I to nie raz przy wódzie tylko to było planowane i realizowane przez lata.
Cytat
Poza tym mam teorię.
Leki mogły wpływać na jej emocje, hamować je, wypłaszczać, powodować brak chęci na seks ale nie uniemożliwiał jej MYŚLENIA. Ona wiedziała że zdradza, wiedziała co robi.
Cytat
Kiedy zaczęliśmy starać się o dziecko musiała je odstawić - i od tej pory zaczęło się między nami poprawiać, aż w pewnym momencie obudziła się z myślą "co ja odjebałam".
Lub obudziła się z myślą -"co zrobię jak on się dowie"? Ale, ale...przecież go znam...uderzę w odpowiednie struny zanim ktoś mu powie.
Chociaż możesz mieć racje ale dopóki ona nie sprecyzuje dlaczego przez lata zdradzała to...
Cytat
Normalnyfacet2, gdyby mi nie przeszkadzało, to bym tu nie pisał. I ja nie chcę skreślać tego wszystkiego bo mi przeszkadza. Ja chcę poradzić sobie z tym, że mi przeszkadza i żyć normalnie, bo teraz mi się moje życie podoba.
Jeśli nadal sobie tego nie przepracowałeś to są dwie możliwości
- albo potrzebujesz więcej czasu - nawet lata
- nie jesteś wstanie tego przepracować, i będzie to do Ciebie wracało
Nie będziesz miał łatwo. Uważam że żona nie jest z Tobą szczera.
Lub nie chce tego zrobić.
Nie wierzę w to że ona nie wie. Bo co ma powiedzieć - wiesz, kręciło mnie to że mając chłopaka/męża bzykałam innego?
Chodziło mi o to, że nie potrafi tego sprecyzować. Powiedziała mi, że czasem kręciło ją to, że to zakazany owoc. Uwierz mi, była bardzo szczera i raczej nie bała się tego co o tym pomyślę. W pewnym momencie po prostu powiedziałem "masz mi powiedzieć wszystko, nie patrząc na to jak się z tym poczuję" i tak zaczęła robić. Opisała mi w dosyć drobnych szczegółach, co, z kim, kiedy, w jaki sposób i w jakich okolicznościach. I powiem szczerze, byłem w szoku, ale szanuję zrezygnowanie z pół-prawdy. Tak też nam doradził terapeuta.
Cytat
A w jaki sposób i dlaczego ją to niszczyło skoro ona chciała to robić? Jak dla mnie jedynie bała się że się dowiesz.
Obudziło się sumienie. I zaczęło drążyć dziurę. Oczywiście, że się bała. Ale nawet po tym jak mi powiedziała, mimo, że wiedziałem więcej niż bym chciał, nadal było z nią bardzo źle. A wtedy nie miała już się czego bać, bo podjąłem już decyzję, że jej nie zostawię.
Cytat
Powodów po Twojej stronie?
Nie idź tą drogą - to jej i tylko jej decyzja że będzie Ciebie zdradzać. I to nie raz przy wódzie tylko to było planowane i realizowane przez lata.
Nie. Powodów ogółem. Miałem już chyba wszystkie fazy: złości, chęci zemsty, bólu/żalu, rozpaczy, ale też obwiniania siebie. Z resztą pytania typu "Jak mogłaś mi to zrobić? Co ja zrobiłem, że tak mnie potraktowałaś?" są normą w takiej sytuacji.
Poza "napadami", kiedy budzi się trauma, kiedy mam spadek samooceny, spadki poczucia męskości i ataki złości, żalu i niewiadomo czego jeszcze, jestem normalnym, pewnym siebie facetem, który wie doskonale, że w tej sprawie jest osobą poszkodowaną i to że nic nie usprawiedliwia zdrady. W trakcie tych "napadów" często zastanawiam się czy to ja nie zrobiłem czegoś źle. Czy nie była to moja wina. Ale potem się uspokajam i jak np. w tym momencie nie wiem jak mogłem w ogóle tak pomyśleć.
Btw, jeden z takich napadów miałem kiedy robiłem ten wpis. Ale nie żałuję. Bardzo fajnie się tym z kimś podzielić. Miło też widzieć w akcji grono ludzi, którzy czasem doradzają, czasem skrytykują, czasem zwrócą na coś uwagę, a czasem po prostu dadzą wyraz zrozumienia, ale wszyscy mają wspólny cel - chcą pomóc. I to napawa mnie optymizmem
Cytat
Jak dla mnie wygodne wytłumaczenie zdrad.
Jak dla mnie nie, bo to mi opowiadała dawno temu, jakoś na początku związku i potem do tego nigdy nie wracaliśmy. Raczej jeszcze wtedy nie było czego tym "tłumaczyć".
Życie studenckie - tu ręczna robótka, tam lodzik .... i tak jakoś zostało. Rozumiem że byli jeszcze inni?
Pytanko czy ty byłeś jej wierny? Miałeś przed nią inne partnerki?
Cytat
Ona utrzymywała mieszkanie.
Czyli z początku to ona was utrzymywała?
Z psychologiem myślałem że chodziła wcześniej. Ale zaczęła pracę nad sobą zanim powiedziała. Odnośnie jej rodziny zabrzmiało to jak by mieli jakiś otwarty związek czy coś - wiesz wzorce wyniesione z domu.
Dziecko to był Jej pomysł czy wasz?
Cytat
Psycholog zaczął pomagać jej eksplorować powody tego co zrobiła
ale dalej nie wie?
Cytat
Bo jak jej powiedziałem - jeśli ja ustalam warunek
very good
Kto się nie bawił w doktora ..., chyba że był dużo starszy od niej to słabo - nie wiem takie rzeczy mogą siedzieć w głowie.
normalnyfacet
Cytat
Bo co ma powiedzieć - wiesz, kręciło mnie to że mając chłopaka/męża bzykałam innego?
Autor
Cytat
Powiedziała mi, że czasem kręciło ją to, że to zakazany owoc
Szczerość na plus ale musicie pogadać, wyznaczyć granice. Czy ona wytrzyma bez dreszczyku emocji? Ktoś w innym wątku rzucił pomysł: może ona testuje czy byłbyś gotów na inne układy.
Autorze z tego co wnioskuje to jestes dość młodym facetem.Wiem co czujesz i powiem Ci tylko tyle ,że nie staraj się zrozumieć zachowania oszusta.Będziesz o tym myślał całe lata i nic nie zrozumiesz.
Musisz sobie odpowiedzieć na pytanie czy chcesz tak żyć?Czy chcesz stałe zadawać te same pytania (bez odpowiedzi) Czy chcesz całe życie odtwarzać te same "porno filmy"Czy chcesz być śledczym na cały etat?
Odpowiedź sobie na te pytania.Może jest szansa na zmianę drugiej osoby,choć ludzie się raczej nie zmieniają.Choć każda zdrada jest zła to jej zdrada jest bardzo perfidna.Pozwalała Ci uściskać dłonie tym "fagasom".Oni się z Ciebie śmiali ,gościu wiedział,że ma lepszy "serwis" I sam doskonale wiesz co o Tobie myslal i opowiadał swoim kolegom.Dla mnie to jest okrutne i w sumie gorsze niż sama zdrada.
P.s Jeśli kogoś kochasz to bronisz honoru i godności drugiej osoby.Ona odzierała Cię z godności w oczach wszystkich ludzi którzy mieli wiedzę.
Rozumiem że byli jeszcze inni?
Pytanko czy ty byłeś jej wierny? Miałeś przed nią inne partnerki?
Nie. Tylko Ci dwaj. Ja byłem wierny. Oczywiście, że miałem. Jeden poważniejszy w szkole średniej, zakończony (a jakże) zdradą mojej byłej - ale to przepracowałem i nawet była mała zemsta - W sumie ciekawa historia, może kiedyś opowiem. Dlatego też wiedziałem jak to boli i nie zrobiłbym tego nikomu. Po tym była zabawa w singla i sporo partnerek (czysto seksualnych) w krótkim czasie. Potem poznałem moją żonę.
Cytat
Czyli z początku to ona was utrzymywała?
(...)
Dziecko to był Jej pomysł czy wasz?
Tak. Znaczy tak jak pisałem wcześniej, ja pracowałem dorywczo jak to na studiach. Zwykle to były groszowe sprawy. Chciałem odłożyć ślub na rok później, żeby to ogarnąć jak już będę po studiach, jak będę miał pracę, ale ona się uparła i stwierdziła, że będzie mnie jakiś czas utrzymywać. I tak robiła.
Nasz, chociaż to ja miałem na to większe ciśnienie. Ona chciała najpierw zdobyć staż pracy do uprawnień. Ale w pewnym momencie na moje pytanie "to kiedy robimy bąbelka" powiedziała "po nowym roku jak mi umowę przedłużą".
Cytat
ale dalej nie wie?
W pewnym sensie wie. Wie, że żyła w dwóch światach, z których jeden nie rzuca konsekwencji na drugi. I oczywiście było to mylne wrażenie. Wie też, że nie była gotowa/wystarczająco dojrzała na ślub - tak wiem, że sama chciała, ale czasami jest tak, że oczy chcą, a dupa nie chce...
Cytat
Szczerość na plus ale musicie pogadać, wyznaczyć granice. Czy ona wytrzyma bez dreszczyku emocji? Ktoś w innym wątku rzucił pomysł: może ona testuje czy byłbyś gotów na inne układy.
Cały czas to robimy. I wyznaczanie granic jest teraz normą. Ogólnie od momentu jak mi o wszystkim powiedziała, a właściwie odkąd przegadaliśmy temat, mamy ustalone, że od teraz 100% szczerości i mówimy sobie o wszystkim.
Teraz wygląda jakby brzydziła się dreszczykiem emocji. Nie sądzę, żeby chciała jakiegoś innego układu.
Hagi10, Odpowiedziałem na nie już jakiś czas temu. I dlatego teraz jestem tu gdzie jestem. A pytania cichną. Pewnie w pewnym momencie pozostanie po tym tylko cień wspomnienia. A jeśli bycie śledczym na pełen etat rozumiesz jako ciągłe trzymanie ręki na pulsie, to już się z tym pogodziłem. Z resztą, czy z nią, czy inną, musiałbym trzymać rękę na pulsie nieustannie, bo już raczej nikomu w pełni nie zaufam.
Cytat
Choć każda zdrada jest zła to jej zdrada jest bardzo perfidna.Pozwalała Ci uściskać dłonie tym "fagasom".Oni się z Ciebie śmiali ,gościu wiedział,że ma lepszy "serwis" I sam doskonale wiesz co o Tobie myslal i opowiadał swoim kolegom.Dla mnie to jest okrutne i w sumie gorsze niż sama zdrada.
Wiem. To mnie najbardziej bolało. Nawet wolałbym, żeby po prostu ją pukał. Ale nic na to nie poradzę i częściowo to przepracowałem.
W pewnym sensie wie. Wie, że żyła w dwóch światach, z których jeden nie rzuca konsekwencji na drugi. I oczywiście było to mylne wrażenie. Wie też, że nie była gotowa/wystarczająco dojrzała na ślub - tak wiem, że sama chciała, ale czasami jest tak, że oczy chcą, a dupa nie chce...
I to mają być powody jej zdrad?
Coś to takie nijakie...
Spytaj żonki czy kiedykolwiek Ciebie kochała, jak odpowie że tak to spytaj jakim cudem skoro zdradzała?
Wybacz ale myślę ze ona miała więcej gachów i to już na studiach tak to widzę.
A przyznała się żeby chronić własny tyłek a nie Ciebie czy was.
Pokręcona historia i wręcz nie do uwierzenia ale nie oznacza że nie może być realną sprawą. Ciekawe czym się kierowała faktycznie wyznając niby prawdę czy faktycznie sumienie, może być też sumienie wiadome. Ale czy to ją czegoś nauczy na przyszłość i czy wyciągnie z tego wnioski.No jak to tak, zakazany owoc już nie jest taki fajny i pociągający, nie będzie nigdy?
A co jak wróci do pracy ( czy już wróciła?) i w niej znajdą się fajni nowi koledzy, może szef? Imprezy integracyjne,delegacje, wyjazdy firmowe.
To wszystko czas i samo życie zweryfikuje, ale co ona tam w głowie miała i myślała umawiając się z tymi kolesiami za twoimi plecami jak ciebie nie było bo byłeś poza zasięgiem?
Jak sama się nie upilnuje to nikt inny za nią tego nie zrobi ,a tym bardziej ty no i chyba nie chcesz być w tej roli takiego pilnowacza.
Wybaczyć możesz, dać szansę niby też ludzie popełniają błędy, czy zapomnisz? nie wiem , wszystko to jakoś tam się okaże.
Gorzej jak to się powtórzy ,powieli z czasem albo sam zaczniesz docierać do dziwnych rzeczy.
Jeśli sam nie zaczniesz się szanować to nikt inny za ciebie nie zrobi tego tym bardziej ( ona też nie ).
Skończysz jako pantofel ugrzeczniony od przynoszenia kasy, a do zabaw będzie kochanek jakiś z pracy, siłowni, może znajomy z młodzieńczych lat albo koledzy którzy się z nią zabawiali bez twojej wiedzy jak byłeś z nią już w związku bo okaże się że odezwą się po latach do znudzonej ( twojej żony ).
To że odmawia seksu czasem no kurde kobiety tak mają czasem jak jeszcze wiadomo jest dziecko/dzieci koło których trzeba latać ,doglądać, pilnować.
Z dzieckiem pospieszony temat, ze ślubem też , ludzie muszą się poznać chyba,a jak ona to robiła że to robiła i ty nie kapnąłeś się o niczym przez te wszystkie lata?
Sama powiedziała bo?
-sumienie ruszyło?
-ktoś ją zaczął szantażować ,że jak nie zrobi czegoś to ktoś ( ty) możesz się dowiedzieć?
- wolała byś usłyszał to od niej jak od osób obcych?
- no i bała się ,że jakbyś usłyszał od osób obcych to by została sama z dzieciakiem bo przecież tamci jej nie wezmą chyba że jedynie do dalszych zabaw?
Chłopaka/męża nie wytestowała ale z kimś tam po kryjomu to tak.
Wstydziła się z tobą ,a z innymi już nie? Pewnie byłeś za grzeczny i spokojny misio ,a ona potrzebowała badboya.
I to całe clu historii.. musimy poczekać teraz tak z 7-10 lat od ślubu może trochę więcej i wszystko się wyjaśni czy twoje wybaczenie,przebaczenie miało jakikolwiek sens. Na zakrętach poznasz człowieka kto kim jest,a nie tylko przy pięknych chwilach czy kto co tam sobie wrzuci na głowę z pięknych chwil w stylu, mam żonę, dziecko/dzieci, dla nich wstaje co rano, realizuje się niby, przynoszę kasę do domu ,jakoś to się kręci i jestem szczęśliwy niby. Ale żonce po czasie może to nie wystarczyć np. no i przychodzą tu biedaki i piszą historię swojego życia.
Rozumiem młodość, ludzie może chcą poszaleć ,doświadczyć się jakoś, spróbować czegoś zakazanego.
Cytat
Najpierw dowiedziałem się o koledze z pracy. Ponoć rok wcześniej sypiała z nim i spotykała się potajemnie jeszcze przed ślubem i później jeszcze kilka razy ją odwiedził. Później dowiedziałem się o "przytulaniu i całowaniu" z moim "przyjacielem". Potem dowiedziałem się, że "przytulanie i całowanie" oznacza robienie mu laski regularnie od 4 lat - ponoć mieli granicę, nic więcej z nim nie robiła poza oralem i pettingiem. Szkoda tylko, że ze mną nigdy nie chciała zaspokoić oralnie.
No ale coś takiego? Nie wygląda to dobrze. Tu przed ślubem i po ślubie ( ALE TYLKO KILKA RAZY - nie więcej ), dosłownie kilka, potem już byłam grzeczna. Bo kolega chciał dreszczyku i ja też jak to jest już będąc żonką gdy mąż poza domem. No dreszczyk emocji...wybacz.
To ty weź jej powiedz jak seksu nie chce to oralnie niech może mężowi dogodzi. Chociaż to dla mnie też wersja light z tym niby przyjacielem chociaż to za mocne słowo, co to za przyjaciel co komuś robi coś takiego. Że niby tylko oral mu wystaczył i to wszystko przez 4 okrągłe lata.
Serio to nie jest historia pisana przez jakiegoś znudzonego nastolatka/kę przy okazji wakacji ?
Bo jakoś nie do końca kupuje tego niestety..
Pokręcona historia i wręcz nie do uwierzenia ale nie oznacza że nie może być realną sprawą. Ciekawe czym się kierowała faktycznie wyznając niby prawdę czy faktycznie sumienie, może być też sumienie wiadome. Ale czy to ją czegoś nauczy na przyszłość i czy wyciągnie z tego wnioski.
Mi też było ciężko w to uwierzyć. Miałem wrażenie, że to sen... Ale niestety, to rzeczywistość. I nie, nie jest to historia wyssana z palca, a to czy ktoś w nią wierzy, czy nie, to już pozostawiam osądowi czytelnika.
A czy wyciągnie wnioski? Wszystko na razie wskazuje na to, że wyciągnęła, ale nie ukrywam, biorę pod uwagę to, że jeśli nagle jakiś trybik w jej pustej głowie wskoczył na miejsce, to może też nagle wyskoczyć. Dlatego jestem ostrożny. Co nie znaczy, że mam zamiar ją pilnować. Ja tylko jestem wyczulony na sygnały, na które wcześniej byłem ślepy. I najmniejszy sygnał oznacza reakcję natychmiastową - z boku wygląda to pewnie trochę jak paranoja, ale wolę być paranoikiem i dmuchać na zimne. A i żona pokornie to znosi i wydaje się, że rozumie, że jest to zło konieczne.
Cytat
A co jak wróci do pracy ( czy już wróciła?) i w niej znajdą się fajni nowi koledzy, może szef? Imprezy integracyjne,delegacje, wyjazdy firmowe.
Jeszcze pół roku ma macierzyński. A jak wróci - a raczej znajdzie nową pracę, bo w obecnej (a i tak to nie tam był ten kolega, tylko jeszcze w poprzedniej firmie) już nie jest zatrudniona - na koniec L4 ciążowego rozwiązała umowę, a macierzyński płaci jej zus. Ale kontynuując - jak wróci to 1. Pewnie będzie ciężko, będę zazdrosny, wiecznie ostrożny (przynajmniej na początku) i na pewno nie pojedzie na żaden wyjazd integracyjny, firmowy, czy delegacje - jeśli będzie musiała, to w najgorszym wypadku zrezygnuje z pracy i tyle. Pies wąchał te pieniądze. Moje dobre samopoczucie jest warte więcej. 2. Tak jak napisałeś, czas pokaże i życie to zweryfikuje. Jeśli nie będę mógł wytrzymać tego, to nie będzie pracować, chyba że w domu - akurat z jej kwalifikacjami, może założyć działalność i przyjmować zlecenia za przyzwoite pieniądze, nie wychodząc z domu. Bo jak powiedział mi kiedyś dobry znajomy "kobiety siedzą w domu, a k**wy za płotem". I będzie musiała to przeżyć - sama sobie to zrobiła - albo sama odejdzie.
Cytat
Wybaczyć możesz, dać szansę niby też ludzie popełniają błędy, czy zapomnisz? nie wiem , wszystko to jakoś tam się okaże.
Gorzej jak to się powtórzy ,powieli z czasem albo sam zaczniesz docierać do dziwnych rzeczy.
Wybaczyć, wybaczyłem. Przynajmniej na poziomie świadomym, a na podświadomym czasem to wraca i jej się obrywa. I na pewno nie zapomnę i jej też nie pozwolę.
No mam nadzieję, że się nie powtórzy, ale jeśli tak, to wtedy tylko okaże się, że danie jej szansy było błędem - a tego błędu już bym nie powtórzył.
Cytat
Jeśli sam nie zaczniesz się szanować to nikt inny za ciebie nie zrobi tego tym bardziej ( ona też nie ).
Skończysz jako pantofel ugrzeczniony od przynoszenia kasy, a do zabaw będzie kochanek jakiś z pracy, siłowni, może znajomy z młodzieńczych lat albo koledzy którzy się z nią zabawiali bez twojej wiedzy jak byłeś z nią już w związku bo okaże się że odezwą się po latach do znudzonej ( twojej żony ).
Staram się utrzymać szacunek do siebie na jak najwyższym poziomie, chociaż nie ukrywam, czasem to obdarcie z godności, wynikające z tego jak mnie potraktowali, daje się we znaki i mam uczucie "zeszmacenia". Ale to są momenty i buduję się tym, że to ja ustalam zasady. Oczywiście wychodzę z założenia, że jeśli podjąłem decyzję o dani jej szansy i byciu z nią, to muszę traktować ją jak żonę/partnerkę, a nie kogoś na usługach. Ale ona wie, że jeśli chce spłacić kredyt zaufania, to musi grać wg moich zasad. I raczej nie narzeka.
Cytat
Z dzieckiem pospieszony temat, ze ślubem też , ludzie muszą się poznać chyba,a jak ona to robiła że to robiła i ty nie kapnąłeś się o niczym przez te wszystkie lata?
Sama powiedziała bo?
Wiesz, czułem, że coś jest nie tak. Ale też nie potrafiłem rozmawiać - szedłem raczej w ciche dni, a jej to pewnie wtedy nawet odpowiadało, bo nie zadawałem pytań. Szczerze mówiąc trochę wypierałem to, że mogłaby zrobić coś takiego. Raczej szukałem powodów problemów w związku gdzie indziej - brak czasu, rutyna itp. Ale teraz jestem bogatszy o doświadczenia i wiem, że nie można ufać nikomu w 100% - nawet samemu sobie.
I sama powiedziała pewnie po trochu z każdego z powodów, które wymieniłeś wcześniej. I wiem, że mówiąc mi była przerażona i gotowa na wszystko - nawet na to że się wyprowadzę i zostawię ją na lodzie, ale powiedziałem, że ja się ze swojego mieszkania nie wyprowadzę i jeśli moja decyzja byłaby inna to raczej ona by musiała
Cytat
Wstydziła się z tobą ,a z innymi już nie? Pewnie byłeś za grzeczny i spokojny misio ,a ona potrzebowała badboya.
I to całe clu historii.. musimy poczekać teraz tak z 7-10 lat od ślubu może trochę więcej i wszystko się wyjaśni czy twoje wybaczenie,przebaczenie miało jakikolwiek sens.
Tak było. Byłem kluchą. Kanapowym pieskiem. Dopóki miałem co jeść i dawali mi się wyspać, nie narzekałem na nic. W sumie zmieniłem się w momencie jak zaszła w ciążę - stałem się głową rodziny. Zacząłem bardziej twardo podchodzić do życia, już nie było mi tak obojętne co się w nim dzieje, bo tworzę je dla potomstwa. I może wtedy stałem się w jej oczach bardziej wartościowy (może nawet bardziej atrakcyjny) i zaczęła traktować mnie poważnie.
I znowu masz rację. Czas pokaże. Teraz jestem po prostu czujny i obserwuję każdy jej ruch i nawet ona wie, że to nie jest tak, że jej ufam. Ja nie wiem, czy ona się teraz nie pilnuje i nie stara, żeby być w moich oczach dobrą żonką. Czy to wychodzi jej naturalnie, czy bardziej musi wkładać w to wysiłek. Bo jeśli musi się starać, to znaczy, że tak naprawdę się nie zmieniła i to wszystko nie ma sensu. Niby mówi, że robi to wszystko intuicyjnie. Ale to tylko słowa, w które (powiedzmy) wierzę.
Cytat
Chociaż to dla mnie też wersja light z tym niby przyjacielem chociaż to za mocne słowo, co to za przyjaciel co komuś robi coś takiego. Że niby tylko oral mu wystaczył i to wszystko przez 4 okrągłe lata.
No właśnie co to za przyjaciel. Ale wiesz, ja już sobie go wyjaśniłem. Tak samo z tym drugim, żonatym (chociaż chyba już niedługo kawalerem - ups).
I gdyby to był zwykły seks.. Oj jak byłoby łatwiej to przełknąć. A to czy była penetracja, czy nie, nie ma dla mnie znaczenia. Zdrada to zdrada. Czy to całowanie, dotykanie, czułe słówka, czy flirt. Ja do tego podchodzę tak samo. ALE sytuacja zmienia się, kiedy mnie traktuje gorzej niż swohego kochanka. To boli bardziej. I sama o tym wie.
Ale plus jest taki, że teraz nie ma problemu ze spełnianiem moich zachcianek łóżkowych. No i zaczęliśmy normalnie o tym rozmawiać, bo wcześniej nie umieliśmy (a przynajmniej ja). Oczywiście jak nie ma ochoty (głównie jeśli jest bardzo zmęczona) to nic nie zrobi i trudno. Chociaż w takich momentach mam trochę inne podejście :/
Ta koorwa, którą kiedyś nazywałem przyjacielem jest sam i pewnie taki zostanie. A jak się dowiem, że kogoś ma, poproszę któregoś z moich kolegów podrywaczy (mam paru takich, którzy bzykają wszystko co się rusza) i sprawią mu taką przyjemność jak on mi
Kolega z roboty mojej żony jest żonaty, ale nie dzieciaty. Chociaż słyszałem, że zupełnym przypadkiem jego żona się o wszystkim dowiedziała i chce rozwodu. Ojoj
francishatcher-co powiedział Ci ten Twój były "przyjaciel" na temat Twojej żony przy konfrontacji? Nie miał już raczej nic do stracenie więc mogłeś się dowiedzieć więcej.
Hagi10 no właśnie nic na co nie mógłbym odpowiedzieć "wiem, bo mi mówiła". Trochę próbował się wybielić, że w którymś momencie próbował to zakończyć (co zgrywa się z jej zeznaniami), ale potem tak wychodziło że do tego wracali (tak mówiła). Ogólnie opowiedział mi tę samą historię (może bardziej oszczędnie w szczegółach) co ona tylko ze swojej perspektywy - wiesz, że on żałuję i wgl liczył, że jak emocje opadną to pogadamy normalnie.
francishatcher-jeśli chodzi o tego kolegę z pracy to wymuś na żonie telefon i rozmowę z jego żoną.Niech zeznaje w sądzie jako jego była kochanka. Będzie to kara dla niej jak i dla jej kochanka który będzie miał bardzo brzydki i kosztowny rozwód.Zemsta najlepiej smakuje na zimno
Pewnie będzie ciężko, będę zazdrosny, wiecznie ostrożny (przynajmniej na początku) i na pewno nie pojedzie na żaden wyjazd integracyjny, firmowy, czy delegacje - jeśli będzie musiała, to w najgorszym wypadku zrezygnuje z pracy i tyle. Pies wąchał te pieniądze. Moje dobre samopoczucie jest warte więcej.
Cytat
Teraz jestem po prostu czujny i obserwuję każdy jej ruch i nawet ona wie, że to nie jest tak, że jej ufam
Wydaje mi się że to złe podejście. Jeśli znowu zdradzi to niech idzie w pisdu. A jeśli jest szczęśliwa z tobą to nie popatrzy już na innego. Nie doceniasz siebie, swojej wartości.
Odpuszczenie kontroli będzie wyzwoleniem. Niech idzie gdzie chce, z kim che i kiedy chce tak jak i Ty. Wiadomo proste info z kim i gdzie.
U ciebie kontrola trwa rok i nadal chcesz to robić - po co?
Są też plusy całej sytuacji - nauczyliście się rozmawiać.
Zgadzam się z Tobą że nie ma sensu drążyć czy włożył czy nie. Podjęliście decyzję i należy się skupić na teraźniejszości i przyszłości.
Pytanie czy ją to czegoś nauczyło, nadal uważa ich za takich fajnych czy może wie że okazali się ci@ami : "no wiesz bo ona.."
Z ciekawości żona tamtego dowiedziała się przypadkiem - ten przypadek to Ty ;p?
Cytat
Niech zeznaje w sądzie jako jego była kochanka
uważam to za zły pomysł, niemniej oczywiście sąd może powołać ją na świadka.
Niech zeznaje w sądzie jako jego była kochanka. Będzie to kara dla niej jak i dla jej kochanka który będzie miał bardzo brzydki i kosztowny rozwód.Zemsta najlepiej smakuje na zimno
Już ma dowodów w brud. Ale jesteśmy dogadani, że gdyby coś potrzebowała to może śmiało się odezwać. Nie wiem czy chcę karać swoją żonę. Na tę chwilę nie odczuwam takiej potrzeby.
Cytat
Ale wiesz jak to się zaczęło?
Bo jakiś początek był.
Jak pewnie większość takich sytuacji - niewinnie, a potem ekslowało w tempie lawinowym. Wspólna wielomiesięczna praca nad projektem na studiach, ból karku - masaż, potem ręką wędruje na piersiach, a dalej to już z górki.
W przypadku kolegi z pracy - wspólna praca, dużo spędzanego czasu wspólnie i na którejś imprezie firmowej wynikająca z tego zażyłość dała owoce (w postaci pocałunku), a potem spotkania sam na sam i wiadomo co dalej.
Odpuszczenie kontroli będzie wyzwoleniem. Niech idzie gdzie chce, z kim che i kiedy chce tak jak i Ty. Wiadomo proste info z kim i gdzie.
U ciebie kontrola trwa rok i nadal chcesz to robić - po co?
Pewnie masz rację. Zobaczymy czy uda mi się tak zrobić jak zasugerowałeś. Ale póki co ona nie prosi mnie o pozwolenie na wyjście z kolegami i chyba nie odczuwa potrzeby na spotkania. Skupia się na rodzinie. Nawet nie ma kolegów (nie utrzymuje kontaktów), a kiedy jacyś starzy znajomi napiszą to od razu mi mówi.
Cytat
Zgadzam się z Tobą że nie ma sensu drążyć czy włożył czy nie.
Nie tyle nie ma sensu drążyć, jak nie ma to znaczenia. Lód boli mnie bardziej niż to, bo ze mną tego nie chciała robić.
Cytat
Pytanie czy ją to czegoś nauczyło, nadal uważa ich za takich fajnych czy może wie że okazali się ci@ami : "no wiesz bo ona.."
Z ciekawości żona tamtego dowiedziała się przypadkiem - ten przypadek to Ty ;p?
Oczywiście, że dostrzegła z kim tak naprawdę mnie zdradzała.
Jak pewnie większość takich sytuacji - niewinnie, a potem ekslowało w tempie lawinowym. Wspólna wielomiesięczna praca nad projektem na studiach, ból karku - masaż, potem ręką wędruje na piersiach, a dalej to już z górki.
W przypadku kolegi z pracy - wspólna praca, dużo spędzanego czasu wspólnie i na którejś imprezie firmowej wynikająca z tego zażyłość dała owoce (w postaci pocałunku), a potem spotkania sam na sam i wiadomo co dalej.
Czyli to było planowane.
Trwało to lata, pewnie w tym czasie jej "miłość" do Ciebie była taka...wycofana/chłodniejsza...
Generalnie ciekawe czym się kierują tacy ludzie którzy praktycznie od początku związku zdradzają swoich partnerów.
Właściwie autorze to dopiero od momentu gdy przestała zdradzać możesz odliczać czas trwania waszego małżeństwa.
Kościelny?
Czyli to było planowane.
Trwało to lata, pewnie w tym czasie jej "miłość" do Ciebie była taka...wycofana/chłodniejsza...
Generalnie ciekawe czym się kierują tacy ludzie którzy praktycznie od początku związku zdradzają swoich partnerów.
Właściwie autorze to dopiero od momentu gdy przestała zdradzać możesz odliczać czas trwania waszego małżeństwa.
Kościelny?
Można to tak nazwać.
Ciekawe. Ona sama nie rozumie jak mogła w ten sposób się zachowywać. Nie rozumie jak mogła sobie na to pozwolić.
Owszem. Ten dzień był swego rodzaju resetem.
. Ona sama nie rozumie jak mogła w ten sposób się zachowywać. Nie rozumie jak mogła sobie na to pozwolić.
Tak zachowuje się świadoma siebie i dojrzała kobieta?
Łykasz naiwnie wszystkie jej półprawdy to niby czemu ma grzebać głębiej skoro Ci to wystarcza?
Ona nie rozumie, ona nie wie, ona taka biedna...
Jeśli Ci to wystarczy to ok - Twoja sprawa, Twoje życie, ale Twoja obecność tutaj jednak sugeruje, że Ci to nie wystarcza;
Ona sama nie rozumie jak mogła w ten sposób się zachowywać. Nie rozumie jak mogła sobie na to pozwolić.
Może tak, może nie.
Jak dla mnie ona była pewna siebie bo była pewna że Ty się nie dowiesz. Była pewna Ciebie a wynikało to z tego że byłeś spolegliwy.
Myślę że ona wiedziała co robi - nikt jej funkcji logicznych nie wyłączył - tylko nie chce się przyznać, bo co ma Tobie teraz powiedzieć że ją to rajcowało, że chciała innego wydupczyć?
Robiła to na studiach czyli może nie byłeś jej pierwszym wyborem ale wyborem że inny się nie zdeklarował?
Ciekawe dlaczego zdecydowała się na ślub z Tobą.
A jeszcze bardziej dlaczego Ci się przyznała. Bo sumienie to za mało.
Jedną z opcji jest że to nie Twoje dziecko.
Tak zachowuje się świadoma siebie i dojrzała kobieta?
Łykasz naiwnie wszystkie jej półprawdy to niby czemu ma grzebać głębiej skoro Ci to wystarcza?
Wiesz "powody" jej postępowania znam. I ona też jest ich świadoma:
-była niedojrzała,
-podświadomie wystraszyła się zobowiązań (ślubu) - to wskazał terapeuta
-miała olbrzymie kompleksy i ktoś kto jej pożądał z automatu stawał się w jej oczach atrakcyjny
I jeszcze wiele więcej. I każdy z nich popychał ją do tego i wciąż to analizujemy (pewnie całe życie będzie musiała nad sobą pracować).
Ale nie wie jak mogła być tak niewyobrażalnie głupia i zła (bo to co zrobiła było złe). Bo żaden powód, jak bardzo sensowny i dobry by nie był, nie jest wystarczający, by zdradzić. Tego nic nie usprawiedliwi. O to mi chodziło, kiedy mówiłem o tym że sama tego nie rozumie. Tak samo ja nie rozumiem jak mogłem być tak ślepy i głupi, żeby nic nie zauważyć. Bo teraz wszystko wydaje się prostsze i bardziej jasne.
[A jeszcze bardziej dlaczego Ci się przyznała. Bo sumienie to za mało.
Jedną z opcji jest że to nie Twoje dziecko.]
A może ona nie jest pewna czyje to dziecko. Sprzedała Tobie bolesną prawdę ale nie najboleśiejszą co do prawdy o dziecku.
Ona teraz będzie grała rolę wspaniałej żonki abyś nie drążył pytań o dziecku, widzisz nawet była skłonną zrobić badania w ciąży, wiedziała o tym dobrze, że Ty się zgodzisz, będziesz bał się o jej zdrowie i dziecka teraz wystarczy tylko wymaz z buzi dziecka.
Dlaczego wyszła za Ciebie za mąż Ty byłeś tą bezpieczniejszą opcją realną. Zobacz było ich dwuch przez 4 lata serwowała loda i macanki żekomo tylko z jednym drugi pukanko. Oni mieli serwowany lepszy sex z dodatkami a Ty o tym nie miałeś się prawa dowiedzieć dlaczego to Ci powiedziała może tamtego żonka by była pierwsza. Z Tobą tego nie robiła bo nie chciała abyś poznał jej przeszłość jaka była perwersyjną kobietą, przed tobą grała słodką miła łaskę. W tym samym czasie obracała trzech dwuch twoich kumpli i ciebie i to świadomie, co do kumpli to nieźli skur.... ni a nie kumple, była Twoją żoną a u drugiego łaskę obrabiała świadomie oby tylko. Człowieku 4 lata komuś lachę obrabiać i ona tak to sobie mówi toż to trójkąt zero szacunku względem Ciebie zadaj sabie pytanie kim Ty dla niej byłeś jeszcze dziecko. Skąd wiesz, ze nie będzie powtórki. Ona potrafiła trzech obracać. Tobie należy się prawda co do dziecka, powiedz jej niby, że umówiłeś wariograf, zadadzą jej np trzy pytania te które chcesz wiedzieć i patrz jej reakcji może sama wyzna Tobie prawdę, chcesz żyć w ciągłej niewiedzy i dogryzać się.
A co do kumpla tego żonatego pomóż jego żonie.
Jak dla mnie ona była pewna siebie bo była pewna że Ty się nie dowiesz. Była pewna Ciebie a wynikało to z tego że byłeś spolegliwy.
Myślę że ona wiedziała co robi - nikt jej funkcji logicznych nie wyłączył - tylko nie chce się przyznać, bo co ma Tobie teraz powiedzieć że ją to rajcowało, że chciała innego wydupczyć?
Oczywiście, że była i wiedziała co robi. Ja w pewnym momencie miałem etap "usprawiedliwiania jej", zrzucania tego na jej kochanków i te leki. A ona mi wtedy powiedziała "słuchaj, to nie jest tak, że nie myślałam wtedy. Ja robiłam to w pełni świadomie". Powiedziała, że pierwszy raz był w "afekcie", a potem myślała sobie w debilny sposób, że jak już raz przekroczyła tę granicę to już nie ma różnicy, jeśli zrobi to znowu. I to jej się podobało. I właśnie tak mi powiedziała, że ją to rajcowało.
francishatcher-nie chcę żebyś poczuł się dotnięty ale traktowałbym słowa Twojej żony z przymrużeniem oka.Widzisz,ona potrafiła Cię tak długo oszukiwać,w sposób wyrafinowany i doskonaly.To bardzo dużo mówi o niej i o Tobie.
Nie wiem jakie masz doświadczenie z kobietami ale zachowanie Twojej żony nie jest trudne do odczytania.Ona dawała im więcej nie dlatego,że udawała "cnotke".Dawała im więcej ponieważ uważała ich za "lepszych" mężczyzn.Byleś nr.3
Teraz cniby czujesz się już dobrze ale z jakiegoś powodu tutaj jesteś.Twoja "historia" jest bardzo brutalna.Zastanow się czy ta kobieta zasługuje na takiego faceta jak Ty.
P.s zrób badania DNA.Lepiej mieć pewność teraz niż za 10 lat...
francishatcher-nie chcę żebyś poczuł się dotnięty ale traktowałbym słowa Twojej żony z przymrużeniem oka.Widzisz,ona potrafiła Cię tak długo oszukiwać,w sposób wyrafinowany i doskonaly.To bardzo dużo mówi o niej i o Tobie.
Nie czuję się dotknięty. I rozumiem Twój punkt widzenia. I przez większość czasu, przez rok odkąd wyszło wszystko na jaw, też tak na to patrzyłem. I ciągle, z nawyku, analizuję wszystko co mi mówi bardzo gruntiwnie. Ale wiesz, ja podjąłem decyzję. I nie jestem typem facetów rzucających słowa na wiatr. I nie wiem co przyniesie czas. Może będzie lepiej, może gorzej. Cieszę się, że teraz jest dobrze i dokładam wszelkich starań, by w przyszłości było tylko lepiej. Widzę też że żona też się o to stara. I nie mówię o tym co mówi, tylko co robi. Nawet wtedy, gdy nie wie, że patrzę.
A napisałem tu, żeby podzielić się moją historią i tym co w związku nią czuję, żeby pogadać z ludźmi którzy też przez tego typu wydarzenia przechodzili i może dzięki temu poczuć się lepiej. I tak się stało. I dziękuję Wam wszystkim za to.
P.S. Dajcie spokój dzieciakowi. Po pierwsze on jest mój i ja to wiem odkąd go zobaczyłem poraz pierwszy. Po drugie, nawet jeśli się mylę to i tak jest mój. I żaden test dna tego nie zmieni.
Wiesz "powody" jej postępowania znam. I ona też jest ich świadoma:
-była niedojrzała,
-podświadomie wystraszyła się zobowiązań (ślubu) - to wskazał terapeuta
Tylko to są powody żeby odejść, zakończyć związek. Bała się ślubu/zobowiązań ale nie bała się zdradzać?
Przecież to się gryzie.
Cytat
-miała olbrzymie kompleksy i ktoś kto jej pożądał z automatu stawał się w jej oczach atrakcyjny
Przyjmijmy że to prawda. ALE ona ciągnęła to przez lata...nie jedno bzykanko i spadaj, LATA - generalnie to ona miała w tym czasie dwa związki
- jeden z Tobą
- drugi z gachem
Zastanowiłeś się co ona przez te lata jemu o Tobie mówiła? Przez lata?
Czy jego wyróżniła mówiąc mu co z Tobą nie robi?
Kolejne bzdurne tłumaczenie
- robiła mu loda bo miała kompleks...czego?
I w jaki sposób robienie tamtemu dobrze ją dowartościowywało?
Masz bardzo niebezpieczną babę w domu - wystarczyło zwykłe zainteresowanie żeby poszła w tango.
Cytat
I każdy z nich popychał ją do tego i wciąż to analizujemy (pewnie całe życie będzie musiała nad sobą pracować).
Nie ona tylko Ty.
Ona ma to poukładane a te analizy są dla Ciebie.
Cytat
O to mi chodziło, kiedy mówiłem o tym że sama tego nie rozumie.
A ja myślę ze ona rozumie, tylko że jej "rozumienie" nie jest dla Ciebie. Nadarzyła się okazja to skorzystała i jej żal to ściema bo rozumiem że było bzyk i zal ale lata bzykania?
Cytat
Tak samo ja nie rozumiem jak mogłem być tak ślepy i głupi, żeby nic nie zauważyć. Bo teraz wszystko wydaje się prostsze i bardziej jasne.
Bo teraz jej zachowanie ma wytłumaczenie.
Bo wcześniej przecież nic nie mogło się zdarzyć bo przyjaciel/kolega.
Bo ufałeś i pewne symptomy bagatelizowałeś obawiając się powiedzieć sprawdzam - "ciche dni".
Cytat
I właśnie tak mi powiedziała, że ją to rajcowało.
I tyle w temacie. Ona świadomie i z premedytacją Ciebie zdradzała.
I tu pytanie co się stało że postanowiła Ci o tym powiedzieć.
Może być że dziecko nie Twoje.
Może być że kogoś w tym chciała ubiec.
Ona jest zbyt wyrachowana żeby zwalić to na hormony.
Cytat
P.S. Dajcie spokój dzieciakowi. Po pierwsze on jest mój i ja to wiem odkąd go zobaczyłem poraz pierwszy. Po drugie, nawet jeśli się mylę to i tak jest mój. I żaden test dna tego nie zmieni.
To prawda. Problem w tym że my planujemy a życie ma te plany w życi.
Co będzie jak za x czasu wyjdzie że Ty nie jesteś jego ojcem? Musisz się przygotować jak to mu wytłumaczysz.
A planujecie 2 dziecko?
Dajcie spokój dzieciakowi. Po pierwsze on jest mój i ja to wiem odkąd go zobaczyłem poraz pierwszy. Po drugie, nawet jeśli się mylę to i tak jest mój. I żaden test dna tego nie zmieni.
i prawidłowo.
Nie bardzo rozumiem potrzebę grzebania w stosunkach kochanków. Autor podjął decyzję i ryzyko ROK temu. Zatem większość dywagacji nie ma sensu: wsadził nie wsadził, dlaczego to zrobiła - odpowiedziała chyba najbardziej szczerze bo ją to rajcowało.
Lepszy czy gorszy serwis - często jest tak że z partnerem nie zrobimy rzeczy które zrobimy z kochanką/em. (Zresztą co to za określenie serwis ...) Teraz okazało się że można rozmawiać o swoich oczekiwaniach/fantazjach i można je spełniać w związku.
Cytat
Zastanow się czy ta kobieta zasługuje na takiego faceta jak Ty.
decyzja zapadła rok temu
Cytat
Ona świadomie i z premedytacją Ciebie zdradzała.
oczywista oczywistość
Czy jest ryzyko ponownej zdrady? Takie samo jak w przypadku nowej partnerki.
francishatcher większość tutaj na forum to osoby, które zakończyły związki po zdradzie, zatem też jednostronny punkt widzenia.
francishatcher większość tutaj na forum to osoby, które zakończyły związki po zdradzie, zatem też jednostronny punkt widzenia.
Uprawiasz propagandę ponadto bardzo niebezpieczną; ludziom, którzy wpadają tu szukać pomocy niejako z automatu próbujesz narzucić kto może mieć rację a kto jej mieć na pewno nie będzie i to na jakiej podstawie? Bo ktoś zakończył związek po zdradzie... nóż w kieszeni się otwiera czytając takie argumenty;
Czujesz się bardziej kompetentny bo Ty nie zakończyłeś swojego związku? A czymże ta Twoja "większość" na którą się powołujesz jest? Znasz historię m.in. @normalnyfacet, @Crusoe którzy są w tym wątku aktywni aby stawiać takie śliskie tezy?
Nawet gdyby zakończyli swoje związki po zdradzie nie oznacza to z automatu, że są pozbawieni trzeźwiej i obiektywnej oceny sytuacji tylko dlatego, że to zrobili;a dla Ciebie to jest jednoznaczne, niestety nie zauważasz przy tym, że przede wszystkim niebezpieczne; amen
serwuje się dyskusję czy kochanek miał tylko loda czy wsadził po same jaja, podczas gdy autor nie o to pyta w temacie wątku. Podobnie z testami na ojcostwo.
Cytat
Czujesz się bardziej kompetentny
tu nikt nie jest kompetentny tym bardziej że mamy tylko strzępy informacji tylko jednej strony.
Apostata
Wchodząc na publiczne forum pewnie autor spodziewał się różnych opinii.
Cytat
podczas gdy autor nie o to pyta w temacie wątku
Owszem ale nie można powiedzieć jedynie tak lub nie.
Poruszam tematy które autor może już przerobił lub nie, zadał pytanie lub nie, miał pomysł lub nie. Ale faktem jest że po roku tutaj zawitał czyli coś go męczy...być może podświadomie coś mu się kołacze ale boi się na to spojrzeć tak jak nie spoglądał na jej zachowanie lata temu.
A jak wygląda samodzielność ekonomiczna Twojej,,żony".Da radę bez Twojej wypłaty?Może to jest tajemnicą jej ,,miłości" i ,,nawrócenia".
Dałaby radę. Nawet jeśli sama by straciła dochód (nie wiadomo co będzie po macierzyńskim), to kręci biznesy na boku, z których są na prawdę niezłe pieniądze. Poza tym jej rodzice mają kasy jak lodu i na spokojnie udźwignęli by jej utrzymanie. W tej chwili dostaje od zusu więcej niż ja z wypłaty. Dla kontekstu: Rok temu namówiła mnie na zmianę pracy, żebym był częściej w domu. Co prawda dopiero dwa miesiące temu znalazłem coś na miejscu we w miarę przyzwoitych pieniądzach i tak od początku czerwca zarabiam 2x mniej. I jej to nie przeszkadza.
Apostata, bardzo cieszę się, że się ze mną zgadzasz. Browarka Ci wiszę
Ale mimo, że Poczciwy ujął to dość surowo, to nie myli się. A przynajmniej nie do końca. Uważam, że perspektywy powinny się zderzać i nawet z tego co piszą Panowie, którzy postąpili (by) inaczej, jest bardzo dużo wartości dodanej do dyskusji i do tego jak ja, jako autor wątku, patrzę na całą sprawę. Przynajmniej wiem, że nie mam (nawet podświadomie) wątpliwości co do podjętej rok temu decyzji i wiem też, że jej nie żałuję. Ale bardzo ładnie to sprostowałeś później - nikt tu nie jest kompetentny, a raczej powinno być - każdy jest tak samo kompetentny. Tylko po co obrotować wokół tematów, które są albo przesądzone (moja decyzja) czy nie są tu w ogóle potrzebne (testy dna).
Apostata
Wchodząc na publiczne forum pewnie autor spodziewał się różnych opinii.
Dokładnie. I bardzo mnie to cieszy, że te opinie są różne.
Cytat
Poruszam tematy które autor może już przerobił lub nie, zadał pytanie lub nie, miał pomysł lub nie. Ale faktem jest że po roku tutaj zawitał czyli coś go męczy...być może podświadomie coś mu się kołacze ale boi się na to spojrzeć tak jak nie spoglądał na jej zachowanie lata temu.
I bardzo ciekawie czyta się i odpowiada na pytania, które się zadawało komuś po kilka razy. Na punkcie niektórych miałem obsesję.
A no czasem męczy. Ale to bardziej kwestia traumy. To wraca i pewnie będzie wracało co jakiś czas, nawet za wiele lat. Ale znoszę to i potrafię normalnie funkcjonować.
francishatcher-przeczytaj sobie inne historie z tego forum.Ty jeszcze nie wybaczyłeś.Wybaczenie to kwestia wielu lat ,zapomnienie?To raczej się nigdy nie wydarzy.
Do wielu osób to co się stało dociera po latach.Idą dalej i są często szczęśliwi w nowych związkach.Są też tacy którzy dali szansę ale przeszłość trawi ich po bardzo wielu latach.Czy jesteś gotowy na ten rollercoster?
Jakie konsekwencje poniosła Twoja żona?Moim zdaniem,żeby się czegoś nauczyć to trzeba dobrej i bolesnej lekcji...Czy jej rodzina wie co ona zrobiła?(powinna)Wkurzasz się na te testy DNA ale tu nie chodzi tak naprawdę o dziecko.Chodzi tu o weryfikację tego co mowi Twoja żona (to raz) dwa te testy będą dla niej karą na którą zasłużyła.(wstyd)
Ostatnia sprawa,po takiej jeździe to bym zażądał rozwodu.Możesz z nią zacząć od nowa ,ale już na nowych zasadach.Wasze małżeństwo zostało zbudowane na kłmastwie.Jeśli ona Ciebie naprawdę kocha to ewentualny rozwód będzie konsekwencja jej decyzji.
Chlopie jeśli nie chcesz tego zrobić dla siebie to pomyśl o samej żonie i dziecku.Jeśli ja kochasz to powol jej zmierzyć się z konsekwencjami.To jej pomoże w przyszłosci.Chcesz być dobrym ojcem czy chcesz uczyć swoje dziecko od samego początku,że złe czyny mogą pozostać bez konsekwencji ?
francishatcher-przeczytaj sobie inne historie z tego forum.Ty jeszcze nie wybaczyłeś.Wybaczenie to kwestia wielu lat ,zapomnienie?To raczej się nigdy nie wydarzy.
Na początku było tak, że nie wybaczyłem. Ale podjąłem decyzję o wybaczeniu - to był pierwszy krok w długotrwałym procesie. Czy się on zakończył? Nie wiem. Wiem tylko, że jest mi coraz łatwiej o tym myśleć bez nadmiaru emocji. O nie, zapomnieć nie zapomnę na pewno.
Cytat
Czy jesteś gotowy na ten rollercoster?
Yup. Wiem, że to przejażdżka obarczona poważnym ryzykiem i ma szansę źle się skończyć. Ale mimo to wsiadam, zapinam pasy i jadę.
Cytat
Jakie konsekwencje poniosła Twoja żona?Moim zdaniem,żeby się czegoś nauczyć to trzeba dobrej i bolesnej lekcji...Czy jej rodzina wie co ona zrobiła?(powinna)Wkurzasz się na te testy DNA ale tu nie chodzi tak naprawdę o dziecko.Chodzi tu o weryfikację tego co mowi Twoja żona (to raz) dwa te testy będą dla niej karą na którą zasłużyła.(wstyd)
No właśnie wstyd jest konsekwencją. Do poradzenia sobie z nim niezbędna była pomoc terapeuty. I nie mówiliśmy rodzinie, ani znajomym. I nie uważam, żeby wyciąganie tego poza naszą dwójkę miało jakiekolwiek sens - w końcu to sprawa między nami. Wiedzą o tym tylko terapeuta i jej przyjaciółka do której z tym poszła zanim mi powiedziała. Ale wstyd ma przede mną i przede wszystkim przed samą sobą.
Poza tym sama świadomość o tym, że jej mąż bardzo długo (a może już nigdy) nie zaufa jej bezgranicznie, sama świadomość, że jej zaufanie jest u mnie na kredyt.
W kwestii testu DNA mylisz się. Już tłumaczę czemu. Po pierwsze ja czuję się pewny, że to mój dzieciak. I pamiętam jak dziś, że podczas akcji porodowej ciągle w głowie siedziała mi ta wątpliwość - "co jak nie będzie do mnie podobny" "co jak będzie podobny, ale dla mnie yo będzie za mało" i kiedy go zobaczyłem, od razu to wszystko uleciało. Po pierwsze dzieciak wygląda teraz identycznie jak ja w jego wieku. Po drugie ja to czuję. Gdzieś czytałem, że w pierwszych dniach życia dzieci mają więcej cech wspólnych z ojcami, żeby instynktownie mogli odrzucić nie swoje. I mógłbym zrobić te testy, ale szkoda mi na to kasy, bo w tej sprawie dam rękę pod tasak. I nie oznacza to, że uwierzyłem żonie na słowo, tylko że zaufałem swoim instynktom. A poza tym - w relacji z żoną mam wszystko poukładane, przegadane i na prawdę nie czuję potrzeby, żeby znów ją karać za to, co już jest za nami, tylko dlatego, że ta sytuacja odtwarza się na tym forum.
Cytat
Jeśli ona Ciebie naprawdę kocha to ewentualny rozwód będzie konsekwencja jej decyzji.
Nie zgadzam się z Tobą i wg mnie to kompletnie bez sensu rozwodzić się tylko po to, żeby schodzić się ponownie. Owszem nieformalnie nawet odnowiliśmy przysięgi, założyliśmy sobie nawzajem obrączki na dowód nowego początku (w rocznicę tego jak mi powiedziała). Ale taki rozwód byłby tylko niepotrzebną formalnością - bez sensu.
Cytat
Jeśli ja kochasz to powol jej zmierzyć się z konsekwencjami.To jej pomoże w przyszłosci.Chcesz być dobrym ojcem czy chcesz uczyć swoje dziecko od samego początku,że złe czyny mogą pozostać bez konsekwencji ?
Nie wiesz jak to wyglądało odkąd wiem. Zmierzanie się z konsekwencjami to kilka pierwszych miesięcy od tego momentu. I do śmierci będzie jeszcze naprawiać to co zniszczyła. A syna będę wychowywał tak, żeby miał odwagę zmierzyć się z konsekwencjami swoich decyzji. A takową miała jego mama, tylko spóźniła się z tym parę lat.
Apostata, masz rację, że u nich problemy rozwiązuje się wspólnie, ale to już jest nowa komórka rodzinna i możemy sobie poradzić między sobą. I wspólnie to rozwiązać.
Cytat
Co do żony: może jedynaczka, córeczka tatusia? W domu wszystko było jej wolno?
Ma brata, sporo starszego, ale nie widać u niej cech typowych dla jedynaków - wiesz, brat dużo starszy, inne środowisko, pół dzieciństwa spędziła jak już brat się wyprowadził. Zdecydowanie córeczka tatusia jak większość córek mających tatę Ale nie było jej wszystko wolno. Chociaż wiem to tylko z opowiadań teściów. Może właśnie dlatego poszła w to. Raz przekroczyła granicę, jej mały móżdżek zauważył, że da się uniknąć konsekwencji i zaczęła korzystać.
Czy teraz nie robisz tego ponownie?
Jest wątpliwość której nie chcesz rozwiać, czemu?
Czy to oznaka dojrzałości czy też strachu?
Nie. Teraz zdecydowanie nie jestem zaślepiony. I nie ma wątpliwości i w tym sęk.
Nie ma to nic wspólnego z dojrzałością, czy strachem. Po prostu nie widzę sensu weryfikować coś co uważam za pewnik. Jeśli coś wygląda jak kaczka, kwacze jak kaczka, to nie muszę robić jej testu DNA, żeby wiedzieć że to nie koń xD
Ale wstyd ma przede mną i przede wszystkim przed samą sobą.
Poza tym sama świadomość o tym, że jej mąż bardzo długo (a może już nigdy) nie zaufa jej bezgranicznie, sama świadomość, że jej zaufanie jest u mnie na kredyt.
Nie brałbym tego za pewnik; może teraz tak czuje i jest w tym nawet autentyczna, ale co będzie za 2, 5 lat nie wiesz; poza tym wstydu nie nazwałbym konsekwencją; gadzi mózg tego nie zarejestruje jako konsekwencja a raczej odwrotnie - przyzwolenie; t
Poczciwy, jasne. Tak jak mówiłem wcześniej, to że nagle jej trybik w głowie wskoczył na miejsce nie oznacza, że kiedyś nagle nie wyskoczy i nie zgłupieje znowu. Dlatego jestem czujny i jak zauważę, że przestała nad sobą pracować, to zareaguję. No wiesz ja bym nazwał wstyd konsekwencją, bo wiele nieprzespanych nocy przez to miała. I zdrowa straciła.
Czy jest ryzyko ponownej zdrady? Takie samo jak w przypadku nowej partnerki.
No jest jednak ogromna roznica. W obu przypadkach nie mozna byc na 100% pewnym ,ze zdrady nie bedzie ale tylko w przypadku pozostania wiemy ,ze nasz partner zdradzac, klamac ,oszukiwac , miec nas i nasze uczucia w doopie potrafi
I ,ze juz przynajmniej raz ( bo ile razy tego nie dowiemy sie nigdy) granice przekroczyl. A zawsze kolejne razy przychodza latwiej ( nie tylko jesli chodzi o zdrade).
Zona autora pokazala ,ze umie dlugo ciagnac romans i miec Jego uczucia w doopie. To ciagle mloda kobieta kto wie czy za 10 lat tuz przed 40-tka znow nie zapragnie "poczuc sie" pozadana kobieta i znow byle prawiacy komplementy gosc nie uwiedzie Jej. A jak sam autor pisze ona byla/jest na to lasa. Mam nadzieje ,ze autor sie nie myli i ,ze teraz to inna osoba i zycze Mu aby tak bylo. Ja osobiscie bym Jej zaufac nie umial juz nigdy.
Cytat
francishatcher większość tutaj na forum to osoby, które zakończyły związki po zdradzie, zatem też jednostronny punkt widzenia.
I znow nie mogles sie powstrzymac ze swoja propaganda a pozniej sie dziwisz ,ze mam do Ciebie jakies "ale".
Tak jak mówiłem wcześniej, to że nagle jej trybik w głowie wskoczył na miejsce nie oznacza, że kiedyś nagle nie wyskoczy i nie zgłupieje znowu. Dlatego jestem czujny i jak zauważę, że przestała nad sobą pracować, to zareaguję.
Ale zdajesz sobie sprawe ,ze to bedzie orka na ugorze? Ja osobiscie Tobie nie zazdroszcze sytuacji ale zycze powodzenia i obys nigdy nie musial wracac na to czy temu podobne forum.
Ale zdajesz sobie sprawe ,ze to bedzie orka na ugorze? Ja osobiscie Tobie nie zazdroszcze sytuacji ale zycze powodzenia i obys nigdy nie musial wracac na to czy temu podobne forum.
No moja reakcja zależy od tego co się będzie działo. Jeśli rzeczywiście będzie to przesadzona sprawa to wtedy burta. Ale jak zauważę, że np przestaje na coś zwracać uwagę, albo zacznie poświęcać mi mniej czasu, to zacznę od rozmowy. To nie musi być orka na ugorze.
Dziękuję. A na tym forum zamierzam zostać, bo wiem jak jest nie mieć z kim o tym pogadać. Ile ja bym dał, żeby wcześniej znaleźć to forum i zwierzyć się "na świeżo". Dlatego chcę zostać, żeby trochę podnosić na duchu facetów, którzy też przez takie sytuacje przechodzą.
15695
<
#67 | francishatcher dnia 17.07.2023 11:00
. A na tym forum zamierzam zostać, bo wiem jak jest nie mieć z kim o tym pogadać. Ile ja bym dał, żeby wcześniej znaleźć to forum i zwierzyć się "na świeżo". Dlatego chcę zostać, żeby trochę podnosić na duchu facetów, którzy też przez takie sytuacje przechodzą.
To postaraj się podnieść na duchu kolegę Valha.Pół roku temu pojawił się na tym forum z podobną historią.Mam nawet wrażenie że opisujesz jego problemy z dziesięcioletnim poślizgiem.Poczytaj - wyciągnij wnioski dla siebie i spróbuj go przekonać że warto ufać żonie.
https://zdradzeni.info/news.php?readmore=6287
A na tym forum zamierzam zostać, bo wiem jak jest nie mieć z kim o tym pogadać.
No spoko kazdy jest tu mile widziany inna sprawa ,ze raczej nikt nie chcial tu byc ...
Mi chodzilo o to zebys nie musial tu wracac ze swoim watkiem i swoimi problemami w obecnym zwiazku.
GruppenWolf aż mnie serce zabolało jak to czytałem. Wniosków wiele można wyciągnąć, chociaż nasze sprawy różnią się przede wszystkim tym jak nas to różnie poskładało i naszym podejściem do tematu.
Admiral zrozumiałem. I też mam taką nadzieję.
Po prostu nie widzę sensu weryfikować coś co uważam za pewnik. Jeśli coś wygląda jak kaczka, kwacze jak kaczka, to nie muszę robić jej testu DNA, żeby wiedzieć że to nie koń xD
Tylko że nikt Ci nie wmawia że Twój syn to koń - na bank człowiek - tylko że ojcem może być inny ogier.
Co do pewnika
Cytat
Gdzieś czytałem, że w pierwszych dniach życia dzieci mają więcej cech wspólnych z ojcami, żeby instynktownie mogli odrzucić nie swoje. I mógłbym zrobić te testy, ale szkoda mi na to kasy, bo w tej sprawie dam rękę pod tasak. I nie oznacza to, że uwierzyłem żonie na słowo, tylko że zaufałem swoim instynktom
A jak brałeś ślub to Twój instynkt co Ci mówił? że będzie zdradzać czy że będzie wierna?
A może instynkt dostał wolne/urlop?
francishatcher-nie wiem ile wyniesiesz z tego co tutaj piszemy,ale lepiej jest się uczyć na cudzych błędach...Jesteś tu z jakiegos powodu ,moim zdaniem wcale nie przerobiłeś tej zdrady.Bardziej zabetonowaleś ten problem.To,że tego nie widzisz to nie znaczy,że tego nie ma.
Jesteś teraz szczęśliwy bo wiadomo dziecko,żona(która bombarduje miłością I szalonym seksem)Ale pamiętaj,to jest tylko fasada.
Powiem więcej,po tak perfidnej zdradzie bardzo niewielu by dało drugą szansę.Ja i wielu nie dałbym rady.Wiec w sumie nie wiem czy jesteś albo tak bardzo silny albo tak bardzo słaby tak czy inaczej powodzenia.
A jak brałeś ślub to Twój instynkt co Ci mówił? że będzie zdradzać czy że będzie wierna?
A może instynkt dostał wolne/urlop?
Oczywiście, że szalał. Może nie podejrzewałem zdrady, ale czułem, że coś jest nie tak. I bardzo wiele mi wtedy brakowało w związku. Tylko głupi ja myślał, że tak się zachowuje i mnie traktuje, bo "a to pewnie stres przed ślubem", "ato pewnie praca", "a może dlatego, że nie pracuję i jestem pasożytem". Dziś nauczony na własnych błędach, zamiast domniemać powodów kiedy intuicja działa, to bym dowiedział się z czego on się bierze.
Cytat
Jesteś tu z jakiegos powodu ,moim zdaniem wcale nie przerobiłeś tej zdrady.Bardziej zabetonowaleś ten problem.To,że tego nie widzisz to nie znaczy,że tego nie ma.
Ależ jak najbardziej. To jest proces. Pewnie za 5 lat nie będę miał tego przerobionego w pełni. I pisanie z Wami to element mojej rekonwalescencji i bardzo dużo się zmieniło dzięki temu. Ale to też nie znaczy, że nie potrafię być szczęśliwy. Albo że nie umiem żyć z tym co za sobą niosą moje doświadczenia.
Cytat
Jesteś teraz szczęśliwy bo wiadomo dziecko,żona(która bombarduje miłością I szalonym seksem)Ale pamiętaj,to jest tylko fasada.
I szczerością. Bo to jest główną amunicją w tym bombardowaniu. Poza tym jest jeszcze troska. O mnie, o moje samopoczucie. I to owszem jest fasada i mam to na uwadze. Ale to nie znaczy, że pod nią jest zamurowany zbuk
I wiem, że niewielu dałoby szansę. I sam nie wiem czy to oznaka siły czy słabości. Czas pokaże.
Normalnyfacet2 zacznę od końca.
Wie, chociaż sama stwierdziła, że nie chce znać konkretów. Pytała, tylko czy jestem pewien, że chcę się tym dzielić i odtwarzać ponownie traumatyczne wydarzenia.
Jasne, że instynkt to nie pewność. Ale pewności nigdy nie będę miał. Czy to z nią czy inną kobietą.
Oczywiście mam na myśli pewność w rozumieniu podparte niezbitymi dowodami obserwacji. Część rzeczy muszę brać "na wiarę" i zdawać się na instynkt - a kiedy on zadziała weryfikować i szukać dowodów. Inaczej musiałbym kontrolować partnerkę cały czas, co jest bez sensu, jak już ktoś zauważył.
Btw. Umówiłem się z żoną na hiperszczerość (tak nazwał to terapeuta). I to działa w dwie strony.
Ogólnie jak już zapada decyzja o odbudowie związku, to jest to ciężką pracą dla obu stron, mimo, że zniszczyła go jedna. Jest to niesamowicie trudne do przełknięcia (dla poszkodowanego) i niesprawiedliwe (w pewnym sensie). Ale tylko tak da się dojść do jakkolwiek zdrowego związku. Jeśli w odbudowę nie będą zaangażowane obie strony, można co najwyżej zamienić rolami oprawcę z ofiarą.
Oczywiście ma to rację bytu jeśli rzeczywiście obie strony tego chcą i są gotowe na poświęcenia z tym związane.
No wiesz ja bym nazwał wstyd konsekwencją, bo wiele nieprzespanych nocy przez to miała. I zdrowa straciła.
Wstyd nie jest konsekwencją a jedynie emocją;
A dopiero konsekwencją tego wstydu może być np. ostracyzm społeczny;
W Waszym przypadku nie występuje bo nikt poza Wami nie został uświadomiony o jej występkach;
Nie przemawia do mnie fakt, że ona wstydzi się przed Tobą; skoro potrafiła wyrachowanie postępować wobec Ciebie tyle czasu bez uszczerbku na na własnym zdrowiu psychicznym to taki wstyd nawet jeśli jest autentyczny to jest pikuś;
Noce nieprzespane świadczą tylko o tym, że bała się coś utracić; niekoniecznie kogoś;
Abyś mnie dobrze zrozumiał; nie mam na celu wmawiania Ci, że źle postępujesz, próbuję zwrócić uwagę, że taka racjonalizacja oraz bezkrytyczna wiara w prawdziwość uczuć i odczuć ( a już na pewno słów) kobiety, która długi czas potrafiła świetnie udawać jest zwyczajną naiwnością; raczej stosowałbym metodę daleko idącej ostrożności i obserwacji niczego nie deklarując;
Wie, chociaż sama stwierdziła, że nie chce znać konkretów.
I tu rodzi się pytanie ile piszesz do NAS a ile POD nią.
Cytat
Jasne, że instynkt to nie pewność. Ale pewności nigdy nie będę miał. Czy to z nią czy inną kobietą.
Oczywiście mam na myśli pewność w rozumieniu podparte niezbitymi dowodami obserwacji. Część rzeczy muszę brać "na wiarę" i zdawać się na instynkt - a kiedy on zadziała weryfikować i szukać dowodów.
Ale tutaj masz coś namacalnego co możesz dotknąć i sprawdzić szczerość jej słów - syna. Ale stanąłeś na stanowisku że na bank jest Twój, rękę tniesz i dlatego nie sprawdzisz. Pytanie ile w tym stanowisku jest strachu że może i tu zostałeś zdradzony?
Czytałeś historię Valha - on uważał tak jak Ty - że to nie jest możliwe...i nagle okazało się że ona nie jest pewna z kim ma to dziecko.
A jeśli jej poprawa zachowania wynika z tego powodu że ona nie wie?
Wiem grubo szyte ale dasz rękę że tak nie było?
Autorze zgadzam się normalnyfacet2,w teście na ojcostwo nie chodzi o krzywdzenie dziecka ale o ostatecznie potwierdzenie wersji Twojej żony.
Twoja żona jest "seryjną oszustką" tyle to jest pewne.Jeśli poczytasz inne historie to zobaczysz,że największym zagrożeniem dla pojednania jest tzw.zamiatanie pod dywan.
To jest jak poker ,jeśli teraz nie powiesz "sprawdzam" to przegrasz Pewnego ranka(za wiele lat) wstaniesz i powiesz "co ja kurXa robię "
Poczciwy
Mam to na uwadze. I wiem, że ryzykuję. I oczywiście wiem, że może jestem naiwny, bo szanse na to, że ktoś aż tak się zmienia są niesamowicie małe. I mimo tego, idę w to. Znając potencjalne konsekwencje. Może wynika to z tego, że moje słowo znaczy dla mnie wszystko i jeśli przysięgałem że "nie opuszczę aż do śmierci", to nie opuszczę nawet po tak chorych akcjach. Może wynika też z tego, że chcę aby moja pierwotna decyzja o założeniu z nią rodziny była słuszna i nie poddaję się tak łatwo, nawet w tak chorym kryzysie i wolę pracować nad tym. A może też dlatego, że po prostu kocham tę kobietę. I kiedy się wiązaliśmy nie była złym człowiekiem i wierzę, że teraz też nie jest.
A jeśli chodzi o konsekwencje, to się z Tobą nie zgodzę. Wstyd, wyrzuty sumienia, życie w niepewności, brak zaufania z mojej strony - to wszystko to poważne konsekwencje. Oczywiście wstyd i sumienie mają tą funkcję o ile są autentyczne. A wg mnie były w tym wypadku.
Ostracyzm społeczny, czy inne obnażające ją sytuacje to oczywiście bardzo dobre konsekwencje, ale to też kara. A karać musiałbym ją, jeśli nie rozumiałaby swoich błędów. Bo po to się karze np więźniów. Żeby zrozumieli jak bardzo źle postąpili i już wtedy sumienie, obudzone w ten sposób robi resztę roboty. A nie po to, żeby ze sprawiedliwości stała się zadość i żeby się nad nimi poznęcać. A skuteczność karania w celu jego umoralnienia już pozostawię. Więc karanie jej uważam jako bezsensowne. Czemu? A bo nic by to nie wskurało, nie zapobiegłoby ewentualnemu powtórzeniu błędów. A mi patrzenie jak cierpi ukwrana nie zwróci tego co przez nią utraciłem.
Owszem, gdyby zachowywała się teraz jak zimna suka. Gdyby nie widziała w tym wszystkim nic złego. To wtedy warto byłoby ją ukarać, żeby być może obudzić jej sumienie (co wg mnie nie działa).
normalnyfacet2 i Hagi10
Może nakreślę Wam kontekst kwestii robienia testu, bo wcześniej opisywałem tę kwestię bardziej chaotycznie - kiedy pisałem post zaczynał mi się "atak".
Kiedy zbierała się na to, żeby mi o wszystkim powiedzieć, to wyglądało to tak:
-Boże, ja na Ciebie nie zasługuję.
-K..wa... coś zrobiłaś?
(Kiwa na tak)
-Coś poważnego?
(Kiwa)
-To moje dziecko?!
-Co?! No oczywiście, że tak! To było rok temu. Znaczy zakończyło się rok temu niecały..
Potem już było opowiadanie co i jak i dużo emocji.
Potem ciągle miałem wątpliwości i wciąż analizowałem to, z resztą tak jak Wy teraz. Bo czemu mi powiedziała. I czemu akurat teraz. Bardzo długo to wałkowałem w rozmowach, aż w końcu zebrałem się na odwagę i powiedziałem krótko "Nie wierzę, że to moje dziecko". Na to oczywiście było dużo płaczu, tłumaczenia, że strasznie żałuje, że sprawiła, że mam przez nią wątpliwości w tak fundamentalne sprawy. Powiedziała mi też wtedy, że po urodzeniu możemy zrobić testy i udowodni mi, że jest moje (co mogło być blefem i tak to traktowałem przes jakiś czas).
Po kilku tygodniach powiedziałem, że nie potrafię żyć z tą niepewnością. Wtedy właśnie wzięła telefon i sprawdziła na ile ryzykowne jest robienie testu przed urodzeniem. Znalazła też ofertę i chciała się na to umawiać. Wtedy pomyślałem, że jeśli coś pójdzie nie tak, a dziecko okaże się moje, to do końca życia nie wybaczę sobie tego, że je skrzywdziłem przez brak cierpliwości. Dlatego powiedziałem, że poczekamy do porodu. Po porodzie to już wiecie w miarę dokładnie. Niepewność się rozwiała i ja do tego nie wracałem, a ona raz mnie tylko zapytała, czy będę chciał robić te testy, bo planuje wydatki na kolejny miesiąc. Powiedziałem, że nie odczuwam aktualnie takiej potrzeby.
Cytat
I tu rodzi się pytanie ile piszesz do NAS a ile POD nią.
Proszę Cię, myślisz, że przejmowałbym się tym co pomyśli? Różne słowa tu padły na jej temat, z resztą nie tylko z Waszej strony. Ani razu nie powiedziałem "e nie o mojej żonie tak", bo poniekąd nie były one na wyrost. A gdybym chciał się jej przypodobać, to tak bym gadał. Poza tym nie zna nazwy strony. No i wątpię, żeby odważyła się przeczytać opinie osób postronnych na swój temat.
Poczciwy. Odpowiedzialność to zdolność ponoszenia konsekwencji za swoje czyny. Kara to forma konsekwencji złego czynu mająca na celu wywołanie w nim refleksji na jego temat i zresocjalizowanie go. Np. jak coś ktoś ukradnie to go ukarzą np 2 latami w więzieniu. I może ta kara go czegoś nauczy, da lekcję, która sprawi, że kolejnym razem, kiedy się nadarzy okazja już nie popełni tego czynu. Ale czy kara pomoże poszkodowanemu? Na pewno nie zwróci mu utraconego przedmiotu. Ale może dać mu satysfakcję z cierpienia kogoś kto mu zaszkodził. Więc nie jest to w pełni wzięta odpowiedzialność za zły czyn.
I Ty Poczciwy mówisz o karze. Bo to, że moją żonę spotkałby ostracyzm, może i by ją czegoś nauczyło. Ale skoro ona już wie, co zrobiła źle i wie jak powinna zrobić, to po co powtarzać tą naukę? Żeby pocierpiała? Bez sensu. Ja nie chcę, żeby cierpiała, chcę, żeby była dobrą, uczciwą żoną, którą w tej chwili jest.
I ja wiem, że Ty w to nie wierzysz. Ale też pamiętaj, że nie znasz tej historii dokładnie. I nie byłeś przy rozmowach i wydarzeniach między mną a żoną przez ostatni rok.
Pomijam już kwestię, że gdyby ta sprawa wyszła na światło dzienne w rodzinie i wśród znajomych, to nie tylko ona byłaby "tą złą k..", ale też ja byłbym "rogaczem" w ich oczach. I szczerze mówiąc strasznie się wstydzę tego. Wiem, nie moja wina - to wina mojej żony i jej kochasi. Ale ja byłem głupi i ślepy. Pozwoliłem na to, olewając przesłanki i intuicję. I to jest kolejny powód, żeby tego nie robić.
Złapałeś się tego ostracyzmu i na jego podstawie usiłujesz mi wytłumaczyć czym się różni kara od odpowiedzialności, ale;
Po pierwsze ja dobrze znam różnice a po wtóre to był przykład jeden z wielu możliwych aby niejako uświadomić, że to o czym piszesz nijak się ma do konsekwencji;
Poza tym nie odnosi się to do aktualnej sytuacji bo odpowiedni czas na to "przespałeś" i to też będzie (oby nie) w razie czego konsekwencja twojego zaniechania;
Są trzy opcje:
1. Kobieta faktycznie ma na tyle wykształconą empatię (rzadko) zwłaszcza po kilku latach akcji i autentycznie tego żałuje; szczerze Cię kocha;
2. Kobieta uznaje Cię za słabego samca, do którego straciła już szacunek, którego nie jesteś po takim czasie odzyskać a jesteś tylko i wyłącznie potrzebny toteż jest w stanie się trochę "poświęcić" dla osiągnięcia celu;
3. Jest jej wygodnie a Ciebie traktuje jak dostarczyciela dóbr, o prawdziwej miłości nie ma mowy; czysty układ i wyrachowanie; oczywiście nigdy się o tym nie dowiesz;
I masz rację nie znam Twojego przypadku dokładnie, ale po 6 latach doświadczeń i analizy tematyki zdrady i ludzkiej a zwłaszcza kobiecej psychiki niestety z całym przekonaniem mogę stwierdzić, że przypadek nr. 1 jest wyjątkiem od reguły; oby ona była Twoim przypadkiem, tego Ci życzę;
francishatcher-autorze chce tylko zaznaczyć,że żyjesz trochę w ułudzie.Ty na serio myślisz,że nikt nie wie o (nazwijmy to delikatnie) upodobaniach Twojej żony?Mogę Ci tylko powiedzieć,że ona ma już przypiętą odpowiednią łatkę (zresztą Ty też).
Mój bardzo dobry kolega po burzliwym rozwodzie miał okres bycia (playboyem) I "bzykania wszystkiego co się rusza i nie ucieka na drzewo".Na rozkładzie miał też bardzo dużo mężatek bo jak to mówił "łatwiej wyrwać mężatkę niż singielkę".
Chce Tylko zaznaczyć ,że miał problemy z dyskretcja więc wiele osób wiedziało kim były te kobiety...Mówisz o tym ostracyzmie,ciekawe ile jej tzw."nieswiadomych" koleżanek pozwoliłoby spędzić jej czas ze swoimi chłopakami
P.s 1 pamiętaj,że o takich sprawach mąż/partner zawsze dowiaduje się na końcu.
P.S 2 Nie myśl,że to co piszę ma zmienić Twoje postrzeganie żony.Mam nadzieję,że dziewczyna wyszła na prostą.
Poczciwy, a jak sobie wyobrażasz, jak to wyglądało zaraz po pierwszej mojej rozmowie z żoną na ten temat? Nie było to nic w stylu "ok, wybaczam" i nie poszliśmy w stronę zachodzącego słońca. A to, że dałem jej szansę, nie znaczy, że od razu jej odpuściłem. To były długie i męczące dla bas obojga miesiące... Więc wydaje mi się, że nie przespałem tego momentu. A jeśli byłem zbyt łagodny, to się to na mnie odbije, zgadzam się.
Hagi10
Cytat
francishatcher-autorze chce tylko zaznaczyć,że żyjesz trochę w ułudzie.Ty na serio myślisz,że nikt nie wie o (nazwijmy to delikatnie) upodobaniach Twojej żony?Mogę Ci tylko powiedzieć,że ona ma już przypiętą odpowiednią łatkę (zresztą Ty też).
Wiem, że ludzie wiedzą. Domyślam się nawet kto konkretnie wie o tym. Tym akurat jakoś bardzo się nie przejmowałem. Chodziło mi tylko o rodzinie i znajomych. Wspólni koledzy moi i "przyjaciela" prawdopodobnie wiedzieli, więc zerwałem kontakt. A właściwie nie próbowałem odnowić, bo dziwnie po tej akcji sami się odsunęli w cień
Pozwól francishatcher że jeszcze o coś zapytam. Na jakiej podstawie z góry założyłeś że między Twoją żoną a jej kochankami nie było żadnego uczucia? Może ona była w nich zwyczajnie zakochana a od Ciebie emocjonalnie odpłynęła ?Jakoś nie wierzę w czysto mechaniczny seks w kobiecym wydaniu."Bachelorette party" ze stałym kochankiem albo kilometry połykanego kutasa u specjalisty od palcówek.Czy to można robić beznamiętnie przez cztery lata ?Czy kobieta w ciąży z własnym mężem utrzymuje nadal kontakt z obojętnym jej przygodnym parterem seksualnym ?
Testując tryb hiperszczerość możesz ją o to zapytać.
GruppenWolf
Nawet ją o to już pytałem. Rok temu. To było jedno z pierwszych pytań.
Z kur... Ekhem z "kumplem" było to na zasadzie chorego układu i przyznała, że bardziej traktowała go jak swoją "zdobycz". Między nimi nie było miłości. Ogólnie typ bardzo przystojny (trzeba to ciulowi przyznać), wg mnie zdecydowanie bardziej atrakcyjny ode mnie (i nie przez skromność mówię). Pewnie dlatego tak łatwo i ochoczo uległa swoim kompleksom.
Z tym drugim, żonatym było już inaczej. Wg kojej żony - wtedy myślała, że go kocha, wyznawali sobie to, ale teraz twierdzi, że to nie miłość, bo miłość jest trwała. Ten już był brzydki jak noc, nie stawał mu i ogólnie nie umie zadowolić kobiety. Także może jakieś zauroczenie. Po około roku romansu straciła nim zainteresowanie i jak mówi "jak do mnie pisał jak np byłam w pracy, to nie chciało mi się przerywać nudnych zajęć, żeby odpisać".
No właśnie też mówiła, że mnie ciągle kochała, nigdy nie chciała np ode mnie odejść. Żyła jakby w dwóch światach, z których w jednym ja nie istniałem i była tam bawiącą się życiem kobietą.
francishatcher-obciągajac typa traktowała go jak własną "zdobycz".To ona była zdobyczą."Nie stawał mu i ogólnie nie umie zadowolić kobiety" dlatego kontynuowała romans przez rok i się jeszcze zakochała w impotencie "jak do mnie pisał jak np byłam w pracy, to nie chciało mi się przerywać nudnych zajęć, żeby odpisać".No tak zabawka się znudziła to na śmietnik.
Nie wiem czy sobie zdajesz z tego sprawę ale skoro ona go kochała a on ją to de facto jego też zdradzała z Tobą I twoim byłym kumplem.A Twój były kumpel był bardzo "nie" kochany dlatego miał darmowa laskę przez 4 lata (której Ty nie miałeś bo w jej oczach nie byłeś tego godny) No ale cały czas Cię kochała(sarkazm)
Dla mnie tutaj się nic zgadza...Moim zdaniem tego "brudu" jest tak dużo ,że nie na jedną głowę...Sprawdź czy Ty nie masz jakiegoś stresu pourazowego bo nie mogę uwierzyć,że można przełknąć taki brak szacunku...
Tak. Ale wydawało jej się, że ona coś zdobyła. Jak zwykle w tego typu relacjach. I na pewno była w tym jakaś forma zażyłości (ona temu nie zaprzecza).
Cytat
dlatego miał darmowa laskę przez 4 lata Smutek (której Ty nie miałeś bo w jej oczach nie byłeś tego godny) No ale cały czas Cię kochała(sarkazm)
Wiesz. Oni oboje do tego tak podeszli, że to jest granica, której nie przekroczą ze względu na mnie - tak se starali to usprawiedliwić przed sobą.. Strasznie idiotyczne, bo dopiero ja uświadomiłem jej, że tej granicy nie przekroczyła ze mną i to chyba gorzej niż jakby ją normalnie pukał. No i wiesz, biorąc pod uwagę, że jej mały móżdżek widział to jako inne życie, żeby uśpić sumienie, to może i nawet kochała mnie. Ape nie ma to dla mnie znaczenia. Ważne że teraz kocha. Jakkolwiek naiwne by to nie było.
Cytat
Dla mnie tutaj się nic zgadza...Moim zdaniem tego "brudu" jest tak dużo ,że nie na jedną głowę...
To ogólnie jest trudne do opisania. Ale nie jest tak ciężko, ja jakoś dałem radę to ogarnąć.
Cytat
Sprawdź czy Ty nie masz jakiegoś stresu pourazowego bo nie mogę uwierzyć,że można przełknąć taki brak szacunku...
Może przy okazji kolejnego załamania nastroju się zgłoszę na terapię. Ale wydaje mi się, że nie.
Oj nie łatwo było. I ten proces trwał jakieś 9 miesięcy i do dziś odczuwam tego "echo"
Z tym drugim, żonatym było już inaczej. Wg kojej żony - wtedy myślała, że go kocha, wyznawali sobie to, ale teraz twierdzi, że to nie miłość, bo miłość jest trwała. Ten już był brzydki jak noc, nie stawał mu i ogólnie nie umie zadowolić kobiety. Także może jakieś zauroczenie. Po około roku romansu straciła nim zainteresowanie i jak mówi "jak do mnie pisał jak np byłam w pracy, to nie chciało mi się przerywać nudnych zajęć, żeby odpisać".
No właśnie też mówiła, że mnie ciągle kochała, nigdy nie chciała np ode mnie odejść. Żyła jakby w dwóch światach, z których w jednym ja nie istniałem i była tam bawiącą się życiem kobietą.
Kolejny schemat. Zapoznaj się może z wątkiem Kochanek, szczególnie #129 i 130.
przecież takie rzeczy się zdarzają, teraz podobno już 20 latkom
Ten akurat ponad dekadę starszy, ale mimo wszystko wcześnie. Możliwe, że przez to nie układało mu się z żoną, co z kolei pchnęło go do zdrady. Ale to akurat historia innego małżeństwa.
Kolego Apostata, a kto z Nas nie ma kompleksów. Ma je każdy, ja również, Ty także. Więc jesteśmy głodni pochwał, dobrego słowa na swój temat. Kobiety też. Co do autora tematu, myślę, że robisz dobrze, dając szansę, będziesz przynajmniej mieć świadomość, że spróbowałeś. U Kolegów często nie było przesłanek, by spróbować, bo miały wyje..ne w ratowanie związku. Twoja kobieta próbuje, czy Cię kocha, ciężko powiedzieć, na pewno przekalkulowała, że warto. Co do seksu z boczniakami, nie wierzę, że kończyło się na oralu, może na pierwszym spotkaniu. Było wszystko i po co się czarować, było dużo więcej, niż z mężem, bo tak zwykle jest, w bajki, że mu nie stawał i ogólnie jej nie podniecał też nie wierz, bo kto spotykałby się z impotentem przez rok. W takie historie może uwierzyć co najwyżej mąż.
Ogólnie kiedyś miała sporą nadwagę. Kiedy my zaczynaliśmy była pod opieką dietetyka i bardzo to pomogło, chociaż część kilogramów wróciła (ale łapała się jeszcze w lekkiej nadwadze) - z tego powodu była bardzo niezadowolona. Ja osobiście preferuję trochę więcej ciałka i na każdym kroku to okazywałem - że jest piękna taka jaka jest. Ale wiadomo, jeśli kompleksy są głęboko zakorzenione to nie przetłumaczysz - zwłaszcza że w poprzednim związku chłopak na każdym kroku komentował, a raczej krytykował jej nadwagę.
Sasza
Cytat
Ma je każdy, ja również, Ty także.
Po tej akcji że zdradą kilka nowych nawet doszło. Ale pracuję nad tym.
Jeśli chodzi o "tylko" oral to dla mnie gorszym jest ograniczanie się jej do tego niż klasyczny seks. Szczerze mówiąc lepiej bym to przyjął, gdyby jej nogi były rozłożone, a usta zamknięte, jeśli wiesz co mam na myśli. Ale jakoś już to przełknąłem.
A jeśli chodzi o impotencję boczniaka - trochę się do tego zbierała, żeby sprzedać mi taką informację. Kiedy w końcu powiedziała, to zapytałem tylko jakim ch...jem miałoby mnie pocieszyć to, że zdradzała mnie z impotentem. I myślę, że do tej pory już by to sprostowała, bo wywołało to u mnie spory spadek samooceny na długo.. Poza tym od żony boczniaka (chociaż nie byłem na tyle okrutny, by pytać wprost) wiem tyle, że nie tykał jej od roku i myślała, że to przez ich nieudane próby zajścia w ciążę. Ale jak mówiłem nie wdawałem się w szczegóły. Sam boczniak na wyzwiska od impotentów pier...nych nie zareagował specjalnie. W sensie nie próbował sprostować, skupił się na błaganiach by nie mówić żonie o niczym.
Apostata
Jednocześnie śmieszne i smutne. Ironia losu, że taka pipa była kochankiem mojej kobiety. Przecież to jest zupełny brak godności. I zmusza do myślenia - kim ja byłem w jej oczach, skoro on jest taką kluchą. Co prawda moja była załamana jego postawą i tym na kogo tak naprawdę poleciała. Eh te głupie baby...
Mam trochę wrażenie po Twoim wpisie, że to Tobie bardziej zależy na utrzymaniu rodziny niż jej. A ona w ogóle robi coś aby zadbać o Twój komfort psychiczny czy uznała już, że misiu został to misiu wszystko zniesie dla wyższych wartości? Pamiętaj że związkiem rządzi ten, komu mniej zależy a jeśli od początku postawiłeś się w roli petenta to jesteś przegrany już na starcie. Ciężko to później zmienić. Na jakiej podstawie dałeś szanse? Miałeś ku temu podstawy? Czy włączyło się białorycerstwo?
Cytat
"Twoja" żona naprawdę zjebała
- wasze "chodzenie"
- wasze narzeczeństwo
- wasze małżeństwo
Ona ma co naprawiać ale co Ty zepsułeś ze masz co naprawiać?
Cytat
I wierzysz na słowo osobie która Ciebie po wielekroć oszukiwała i zdradzała?
A przecież
Cytat
Potencjalny tatuś.
Cytat
Może uwarz że to nie jest zdrada?
I naprawdę wierzysz że jej nie włożył? Że ona go nie dosiadała?
Chłopie ogarnij się.
Ile macie lat?
Cytat
Cytat
Cytat
Takie historie niszczą głowę.Co trzeba mieć w sobie ,żeby zostać w takim związku?Nie chce Ciebie oceniać,ale dla mnie pozostanie z taką kobietą oznacza tylko cierpienie.
Świadomość,że robiła rzeczy które Tobie nigdy nie dawała mówią bardzo wiele.Nie byłeś dla niej atrakcyjny
ps Robiłeś test dna na dziecku?
Panie tu sprawa jest dosc prosta jesli zona zdradzala Cie juz w okresie narzeczenstwa ,gdzie powinny byc przyslowiowe motyle w brzuszku znaczy, ze nigdy nie czula prawdziwego pozadania do Ciebie. Smunte to ale prawdziwe.
Na slowo co do ojcostwa tez bym nie wierzyl , w ogole bym jej nie wierzyl ,ze sie zmieni.
To,ze sie przyznala to moze wyrzuty sumienia co byloby nawet na plus ale rownie dobrze moze musiala sie przyznac bo bala sie za to wyjdzie ( moze nawet jeden z kochankow ja straszyl bo chciala przerwac oferowany mu serwis) tego sie nie dowiesz.
Mowisz ,ze teraz jest lepiej ale to juz sam musisz sobie odpowiedziec czy naprawde czy tylko chcesz w to wierzyc.
Ja mysle ,ze jestes tylko drugim wyborem (moze nawet wychowujesz nie swoje dziecko ) bo ten pierwszy albo ci pierwsi nie chciali wejsc z jakiegos powodu w dulgoterminowa relacje.
To co czujesz jest normalne a czy przejdzie... tu juz bedzie ciezko i najwiecej zalezy od zony.
Cytat
Tak nie jest. Ogólnie wcześniej nasz związek kulał bardzo mocno i chyba wiadomo czemu. Odkąd zaczęliśmy planować powiększenie rodziny, zaczęliśmy się dogadywać - ponoć to już pół roku było po ostatniej zdradzie. Zaczęliśmy częściej spędzać czas sam na sam. Zdecydowaliśmy się na sylwestra we dwoje, większość wolnych i świąt też spędzaliśmy we dwoje, gdzie wcześniej nie mogłem się uprosić żeby spędzić weekend bez znajomych albo reszty rodziny. Może właśnie dbanie o rodzinę - instynkt macierzyński popchnął ją do przyznania się do winy i wzięcia za nią odpowiedzialności.
Cytat
Oczywiście, że miałem podstawy. Po pierwsze to, że nie długo przed tym jak mi powiedziała, bardzo się zmieniła. Zaczęła dbać o nasze relacje i o nasze wspólne życie. Zaczęła bardziej poważnie do tego wszystkiego podchodzić. Po drugie, to sama mi o tym powiedziała. Nie było podejrzeń, przypadkowo zauważonego smsa, nic co by mogło podnieść moją czujność. Po prostu ruszyło ją sumienie. A biały rycerz, to określenie stojące bardzo daleko od tego co sobą wtedy reprezentowałem.
A jeśli chodzi o to czemu MY się staramy. To już wiem z wizyt u terapeuty, że jak jedna osoba w związku zrobi bałagan, to niestety obie mają sprzątania na długi czas. I oczywiście mógłbym być w tej kwestii bierny, ale wtedy to już nie byłby związek tylko jednostronnie korzystny biznes. A tego nie chcę.
Cytat
Admiral, ale ja "rozmawiałem" z obydwoma z nich. Z jednym bardzo intensywnie, bo kiedyś byliśmy przyjaciółmi. Obaj byli w ciężkim szoku, że wiem. Ten "kumpel" próbował nawet się wybielić poprzez wytykanie tego co zrobiła moja żona. Tyle, że na wszystko co mówił, ja mogłem odpowiedzieć jedynie "wiem, bo mi o tym powiedziała". I nic nowego się nie dowiedziałem, co nie ukrywam było moim celem - sprawdzałem jej wersję. Także raczej jej przyznanie to czysto kwestia sumienia. Może trochę napędzana hormonami i ciążą.
Z jakiego środowiska pochodzi Twoja żona?Jej zachowanie było mega patologiczne.Dwie zdrady plus lepsza "obsługa" tych facetów...
Wyjawiła Ci dlaczego to robiła ?Dwa dlaczego robiła więcej z tymi facetami niż z Tobą?Czy ona chodzi do seksuologa?
Cytat
Co do ustalenia ojcostwa - jeśli chcesz z nią być to że tak powiem z całym bagażem. Moim zdaniem ta wiedza nie jest na tą chwilę potrzebna.
Cytat
Ile macie lat?
Ja mam 29, żona 28.
Jeśli chodzi o powody, to ona sama nie umie ich określić. I ją to też mocno niszczyło. Powiedziała mi tylko, że nigdy z mojej strony nic jej nie brakowało kiedy pytałem czy zrobiłem cokolwiek źle. Myślę że powodów jest mnóstwo. Brak dojrzałości to jedno, miała przede mną chłopaka w liceum - który był swoją drogą bardzo toksyczny, wcześniej szczeniackie zakochania też nie przebiegały zbyt dobrze. Także to też mogło mieć wpływ.
Poza tym mam teorię. Bo ona odkąd się znamy cierpiała na migreny. I regularnie chodziła do neurologa w tej sprawie. I lekarz przepisał jej, poza typowo migrenowymi lekami, leki na padaczkę i antydepresanty - ponoć mają jakieś składniki blokujące ataki migreny, nie wiem, nie jestem lekarzem. Ale odkąd je brała zauważyłem, że zrobiła się trochę zobojętniała i mniej emocjonalna. Kiedy zaczęliśmy starać się o dziecko musiała je odstawić - i od tej pory zaczęło się między nami poprawiać, aż w pewnym momencie obudziła się z myślą "co ja odjebałam".
Nie chodziła do seksologa, ale do psychologa już tak. Ale teraz, że tak powiem, nie mamy problemów natury seksualnej.
Cytat
Normalnyfacet2, gdyby mi nie przeszkadzało, to bym tu nie pisał. I ja nie chcę skreślać tego wszystkiego bo mi przeszkadza. Ja chcę poradzić sobie z tym, że mi przeszkadza i żyć normalnie, bo teraz mi się moje życie podoba. Może okaże się, że masz rację i to będzie błąd. Ale może nie i wtedy będę wiódł szczęśliwe, spokojne życie.
Cytat
Ile lat mieliście jak zaczęliście być razem, ile lat w małżeństwie?
Długo nie bywało Cię w domu?
Cytat
Neurologia w takich przypadkach jest bezsilna bo nie stad bierze się problem.
Co do Twoich deklaracji, że niedługo przed tym jak Ci powiedziała to się bardzo zmieniła… i naprawdę nie widzisz w tym nic dziwnego? Nie zastanowiło Cię to? Wierzysz w tę bezinteresowność i autentyczność ?Przecież to czysta kalkulacja i działania mające na celu uzależnienia emocjonalnego abyś poznawszy prawdę nie odszedł. To było wyrachowane przygotowywanie Cię na bombę, która za chwilkę miała na Ciebie spaść. Trochę jesteś naiwny w tym wszystkim. Zapoznaj się głębiej z mechanizmami działania kobiecej psychiki i natury to zrozumiesz. Nic nie sugeruję i oczywiście mogę się mylić, ale zalecałbym dużą ostrożność w Twoim optymizmie.
Ewidentnie to ona rozdaje karty a Ty się temu bezkrytycznie poddajesz.
Cytat
Długo nie bywało Cię w domu?
Ona 20, ja 21. W małżeństwie w tej chwili prawie 3 lata. Rok temu sprawa wyszła na jaw, a trwała od 3 lat. W delegacji pracowałem przez ostatnie 2 lata. Co weekend byłem w domu, ale wiadomo, czasem się mijaliśmy, jak np. mieliśmy jakieś imprezy w weekend. Ale zdradzać zaczęła jak jeszcze studiowaliśmy (dziennie), nie mieszkaliśmy jeszcze razem. Pół roku od ślubu, pracowałem jedynie dorywczo za grosze, bo miałem poślizg na studiach. Ona utrzymywała mieszkanie.
A czemu o to pytasz?
Cytat
Ogólnie to powiem może dokładnie jak to wygląda z jej opowieści. Jakoś w 3cim miesiącu ciąży (niecały rok od ostatniej zdrady, ale jeszcze utrzymywała kontakt ze swoimi fagasami) obudziła się rano z ogromnymi wyrzutami sumienia. Jakby przebudziła się ze snu. I krótko mówiąc psychicznie ją to rozwaliło. Powiedziała o tym przyjaciółce i ta poleciła jej terapeutę. Poszła na pierwszą wizytę (środa), a w piątek tego samego tygodnia mi powiedziała. Psycholog zaczął pomagać jej eksplorować powody tego co zrobiła, co ważniejsze pomógł jej "odbudować siebie", żeby nigdy nie zawędrowała w te rejony oraz poradzić sobie z wyrzutami sumienia. Ciekawe jest to, że zarówno przyjaciółka jak i terapeuta odradzali jej mówienie mi o tym. Wg nich to tylko mogło pogorszyć sytuację. I mieli trochę rację, bo chyba łatwiej byłoby nie wiedzieć.
No i potem regularnie chodziła na terapię przez 4 miesiące. Pod koniec, przyszliśmy oboje na kilka spotkań. Bardziej terapeuta chciał zobaczyć jak się dogadujemy i pomóc nam wspólnie sobie radzić z tym ciężarem. Ale po tych kilku spotkaniach sam powiedział, że teraz wszystko w naszych rękach i musimy jakoś to dźwigać, bo on już nic więcej nie pomoże.
Cytat
Ewidentnie to ona rozdaje karty a Ty się temu bezkrytycznie poddajesz.
Tylko utwierdzasz mnie w tym, że moja paranoja jest wskazana. I oczywiście jestem bardzo ostrożny. Np. kiedyś usuwała regularnie skrzynki wiadomości w telefonie - częściowo po to, żeby mieć tam porządek, a częściowo, żeby ukryć swoje grzechy. Sama mi na to zwróciła uwagę, bo wcześniej nigdy bym na to nie wpadł. Dałem jej zakaz usuwania czegokolwiek. Głównie po to, żeby miała dowód na to, że sytuacja wygląda tak a nie inaczej (gorzej). Ale też po to, żebym ja był spokojny. I pewnego razu, już po tym zakazie usunęła rozmowę z moją mamą, bo planowały razem niespodziankę dla mnie, a wie, że czasem wyrywkowo sprawdzam jej telefon (głupio żebym tego nie robił i oczywiście pokornie mi ba yo pozwala, nawet nie wyraża niezadowolenie ze względu na mój brak zaufania). Zauważyłem to i prawie wyrzuciłem ją z domu. Bo jak jej powiedziałem - jeśli ja ustalam warunek, że nie usuwa z telefonu nic bez wcześniejszej konsultacji tego ze mną to nie chodzi mi o nic od osoby X, czy Y, tylko nic nic. I nie ma wyjątków od tej reguły, nie obchodzi mnie to, że miała być niespodzianka, bo ja już niespodzianek mam dosyć.
Cytat
Teraz jak o tym myślę to wpada mi jedna rzecz. Kiedyś mi opowiedziała o sytuacji z dzieciństwa. Bo ma kilka lat starszego kuzyna, który parę lat temu zrobił coming out (no wiecie, że jest gejem). I po tym obwieszczeniu, wspomniała, że w dzieciństwie była afera że to zboczeniec, bo się z nią "bawił w doktora" i ją obmacywał. Podobno rodzice robili z tego aferę - przez bardzo długi czas nie utrzymywali kontaktu z nim i jego rodzicami, ale ona, jako paroletni dzieciak nie rozumiała (więc też nie zauważała) wtedy problemu. Tej sytuacji nawet nie pamięta zbyt dobrze, bardziej z opowiadań rodziców.
Myślisz, że to może być istotne?
Cytat
Lub nie chce tego zrobić.
Nie wierzę w to że ona nie wie.
Bo co ma powiedzieć - wiesz, kręciło mnie to że mając chłopaka/męża bzykałam innego?
Oczywiście najprościej powiedzieć zdradzała bo chciała - i to prawda, nikt jej nie zmuszał - ale ona MUSI wyjaśnić dlaczego zdradzała Ciebie przez całe lata i to w okresie który powinien być tylko wasz.
Odpowiedź na pytanie - dlaczego - nie może kończyć się stwierdzeniem - nie wiem.
Cytat
A w jaki sposób i dlaczego ją to niszczyło skoro ona chciała to robić? Jak dla mnie jedynie bała się że się dowiesz.
Cytat
Powodów po Twojej stronie?
Nie idź tą drogą - to jej i tylko jej decyzja że będzie Ciebie zdradzać. I to nie raz przy wódzie tylko to było planowane i realizowane przez lata.
Cytat
Leki mogły wpływać na jej emocje, hamować je, wypłaszczać, powodować brak chęci na seks ale nie uniemożliwiał jej MYŚLENIA. Ona wiedziała że zdradza, wiedziała co robi.
Cytat
Lub obudziła się z myślą -"co zrobię jak on się dowie"? Ale, ale...przecież go znam...uderzę w odpowiednie struny zanim ktoś mu powie.
Chociaż możesz mieć racje ale dopóki ona nie sprecyzuje dlaczego przez lata zdradzała to...
Cytat
Jeśli nadal sobie tego nie przepracowałeś to są dwie możliwości
- albo potrzebujesz więcej czasu - nawet lata
- nie jesteś wstanie tego przepracować, i będzie to do Ciebie wracało
Nie będziesz miał łatwo. Uważam że żona nie jest z Tobą szczera.
Cytat
Jak dla mnie wygodne wytłumaczenie zdrad.
Cytat
Nie wierzę w to że ona nie wie. Bo co ma powiedzieć - wiesz, kręciło mnie to że mając chłopaka/męża bzykałam innego?
Chodziło mi o to, że nie potrafi tego sprecyzować. Powiedziała mi, że czasem kręciło ją to, że to zakazany owoc. Uwierz mi, była bardzo szczera i raczej nie bała się tego co o tym pomyślę. W pewnym momencie po prostu powiedziałem "masz mi powiedzieć wszystko, nie patrząc na to jak się z tym poczuję" i tak zaczęła robić. Opisała mi w dosyć drobnych szczegółach, co, z kim, kiedy, w jaki sposób i w jakich okolicznościach. I powiem szczerze, byłem w szoku, ale szanuję zrezygnowanie z pół-prawdy. Tak też nam doradził terapeuta.
Cytat
Obudziło się sumienie. I zaczęło drążyć dziurę. Oczywiście, że się bała. Ale nawet po tym jak mi powiedziała, mimo, że wiedziałem więcej niż bym chciał, nadal było z nią bardzo źle. A wtedy nie miała już się czego bać, bo podjąłem już decyzję, że jej nie zostawię.
Cytat
Nie idź tą drogą - to jej i tylko jej decyzja że będzie Ciebie zdradzać. I to nie raz przy wódzie tylko to było planowane i realizowane przez lata.
Nie. Powodów ogółem. Miałem już chyba wszystkie fazy: złości, chęci zemsty, bólu/żalu, rozpaczy, ale też obwiniania siebie. Z resztą pytania typu "Jak mogłaś mi to zrobić? Co ja zrobiłem, że tak mnie potraktowałaś?" są normą w takiej sytuacji.
Poza "napadami", kiedy budzi się trauma, kiedy mam spadek samooceny, spadki poczucia męskości i ataki złości, żalu i niewiadomo czego jeszcze, jestem normalnym, pewnym siebie facetem, który wie doskonale, że w tej sprawie jest osobą poszkodowaną i to że nic nie usprawiedliwia zdrady. W trakcie tych "napadów" często zastanawiam się czy to ja nie zrobiłem czegoś źle. Czy nie była to moja wina. Ale potem się uspokajam i jak np. w tym momencie nie wiem jak mogłem w ogóle tak pomyśleć.
Btw, jeden z takich napadów miałem kiedy robiłem ten wpis. Ale nie żałuję. Bardzo fajnie się tym z kimś podzielić. Miło też widzieć w akcji grono ludzi, którzy czasem doradzają, czasem skrytykują, czasem zwrócą na coś uwagę, a czasem po prostu dadzą wyraz zrozumienia, ale wszyscy mają wspólny cel - chcą pomóc. I to napawa mnie optymizmem
Cytat
Jak dla mnie nie, bo to mi opowiadała dawno temu, jakoś na początku związku i potem do tego nigdy nie wracaliśmy. Raczej jeszcze wtedy nie było czego tym "tłumaczyć".
Cytat
Cytat
Życie studenckie - tu ręczna robótka, tam lodzik .... i tak jakoś zostało. Rozumiem że byli jeszcze inni?
Pytanko czy ty byłeś jej wierny? Miałeś przed nią inne partnerki?
Cytat
Czyli z początku to ona was utrzymywała?
Z psychologiem myślałem że chodziła wcześniej. Ale zaczęła pracę nad sobą zanim powiedziała. Odnośnie jej rodziny zabrzmiało to jak by mieli jakiś otwarty związek czy coś - wiesz wzorce wyniesione z domu.
Dziecko to był Jej pomysł czy wasz?
Cytat
Cytat
Kto się nie bawił w doktora ..., chyba że był dużo starszy od niej to słabo - nie wiem takie rzeczy mogą siedzieć w głowie.
normalnyfacet
Cytat
Autor
Cytat
Szczerość na plus ale musicie pogadać, wyznaczyć granice. Czy ona wytrzyma bez dreszczyku emocji? Ktoś w innym wątku rzucił pomysł: może ona testuje czy byłbyś gotów na inne układy.
Musisz sobie odpowiedzieć na pytanie czy chcesz tak żyć?Czy chcesz stałe zadawać te same pytania (bez odpowiedzi) Czy chcesz całe życie odtwarzać te same "porno filmy"Czy chcesz być śledczym na cały etat?
Odpowiedź sobie na te pytania.Może jest szansa na zmianę drugiej osoby,choć ludzie się raczej nie zmieniają.Choć każda zdrada jest zła to jej zdrada jest bardzo perfidna.Pozwalała Ci uściskać dłonie tym "fagasom".Oni się z Ciebie śmiali ,gościu wiedział,że ma lepszy "serwis" I sam doskonale wiesz co o Tobie myslal i opowiadał swoim kolegom.Dla mnie to jest okrutne i w sumie gorsze niż sama zdrada.
P.s Jeśli kogoś kochasz to bronisz honoru i godności drugiej osoby.Ona odzierała Cię z godności w oczach wszystkich ludzi którzy mieli wiedzę.
Cytat
Pytanko czy ty byłeś jej wierny? Miałeś przed nią inne partnerki?
Nie. Tylko Ci dwaj. Ja byłem wierny. Oczywiście, że miałem. Jeden poważniejszy w szkole średniej, zakończony (a jakże) zdradą mojej byłej - ale to przepracowałem i nawet była mała zemsta - W sumie ciekawa historia, może kiedyś opowiem. Dlatego też wiedziałem jak to boli i nie zrobiłbym tego nikomu. Po tym była zabawa w singla i sporo partnerek (czysto seksualnych) w krótkim czasie. Potem poznałem moją żonę.
Cytat
(...)
Dziecko to był Jej pomysł czy wasz?
Tak. Znaczy tak jak pisałem wcześniej, ja pracowałem dorywczo jak to na studiach. Zwykle to były groszowe sprawy. Chciałem odłożyć ślub na rok później, żeby to ogarnąć jak już będę po studiach, jak będę miał pracę, ale ona się uparła i stwierdziła, że będzie mnie jakiś czas utrzymywać. I tak robiła.
Nasz, chociaż to ja miałem na to większe ciśnienie. Ona chciała najpierw zdobyć staż pracy do uprawnień. Ale w pewnym momencie na moje pytanie "to kiedy robimy bąbelka" powiedziała "po nowym roku jak mi umowę przedłużą".
Cytat
W pewnym sensie wie. Wie, że żyła w dwóch światach, z których jeden nie rzuca konsekwencji na drugi. I oczywiście było to mylne wrażenie. Wie też, że nie była gotowa/wystarczająco dojrzała na ślub - tak wiem, że sama chciała, ale czasami jest tak, że oczy chcą, a dupa nie chce...
Cytat
Cały czas to robimy. I wyznaczanie granic jest teraz normą. Ogólnie od momentu jak mi o wszystkim powiedziała, a właściwie odkąd przegadaliśmy temat, mamy ustalone, że od teraz 100% szczerości i mówimy sobie o wszystkim.
Teraz wygląda jakby brzydziła się dreszczykiem emocji. Nie sądzę, żeby chciała jakiegoś innego układu.
Cytat
Wiem. To mnie najbardziej bolało. Nawet wolałbym, żeby po prostu ją pukał. Ale nic na to nie poradzę i częściowo to przepracowałem.
Cytat
I to mają być powody jej zdrad?
Coś to takie nijakie...
Spytaj żonki czy kiedykolwiek Ciebie kochała, jak odpowie że tak to spytaj jakim cudem skoro zdradzała?
Wybacz ale myślę ze ona miała więcej gachów i to już na studiach tak to widzę.
A przyznała się żeby chronić własny tyłek a nie Ciebie czy was.
A co jak wróci do pracy ( czy już wróciła?) i w niej znajdą się fajni nowi koledzy, może szef? Imprezy integracyjne,delegacje, wyjazdy firmowe.
To wszystko czas i samo życie zweryfikuje, ale co ona tam w głowie miała i myślała umawiając się z tymi kolesiami za twoimi plecami jak ciebie nie było bo byłeś poza zasięgiem?
Jak sama się nie upilnuje to nikt inny za nią tego nie zrobi ,a tym bardziej ty no i chyba nie chcesz być w tej roli takiego pilnowacza.
Wybaczyć możesz, dać szansę niby też ludzie popełniają błędy, czy zapomnisz? nie wiem , wszystko to jakoś tam się okaże.
Gorzej jak to się powtórzy ,powieli z czasem albo sam zaczniesz docierać do dziwnych rzeczy.
Jeśli sam nie zaczniesz się szanować to nikt inny za ciebie nie zrobi tego tym bardziej ( ona też nie ).
Skończysz jako pantofel ugrzeczniony od przynoszenia kasy, a do zabaw będzie kochanek jakiś z pracy, siłowni, może znajomy z młodzieńczych lat albo koledzy którzy się z nią zabawiali bez twojej wiedzy jak byłeś z nią już w związku bo okaże się że odezwą się po latach do znudzonej ( twojej żony ).
To że odmawia seksu czasem no kurde kobiety tak mają czasem jak jeszcze wiadomo jest dziecko/dzieci koło których trzeba latać ,doglądać, pilnować.
Z dzieckiem pospieszony temat, ze ślubem też , ludzie muszą się poznać chyba,a jak ona to robiła że to robiła i ty nie kapnąłeś się o niczym przez te wszystkie lata?
Sama powiedziała bo?
-sumienie ruszyło?
-ktoś ją zaczął szantażować ,że jak nie zrobi czegoś to ktoś ( ty) możesz się dowiedzieć?
- wolała byś usłyszał to od niej jak od osób obcych?
- no i bała się ,że jakbyś usłyszał od osób obcych to by została sama z dzieciakiem bo przecież tamci jej nie wezmą chyba że jedynie do dalszych zabaw?
Chłopaka/męża nie wytestowała ale z kimś tam po kryjomu to tak.
Wstydziła się z tobą ,a z innymi już nie? Pewnie byłeś za grzeczny i spokojny misio ,a ona potrzebowała badboya.
I to całe clu historii.. musimy poczekać teraz tak z 7-10 lat od ślubu może trochę więcej i wszystko się wyjaśni czy twoje wybaczenie,przebaczenie miało jakikolwiek sens. Na zakrętach poznasz człowieka kto kim jest,a nie tylko przy pięknych chwilach czy kto co tam sobie wrzuci na głowę z pięknych chwil w stylu, mam żonę, dziecko/dzieci, dla nich wstaje co rano, realizuje się niby, przynoszę kasę do domu ,jakoś to się kręci i jestem szczęśliwy niby. Ale żonce po czasie może to nie wystarczyć np. no i przychodzą tu biedaki i piszą historię swojego życia.
Rozumiem młodość, ludzie może chcą poszaleć ,doświadczyć się jakoś, spróbować czegoś zakazanego.
Cytat
No ale coś takiego? Nie wygląda to dobrze. Tu przed ślubem i po ślubie ( ALE TYLKO KILKA RAZY - nie więcej ), dosłownie kilka, potem już byłam grzeczna. Bo kolega chciał dreszczyku i ja też jak to jest już będąc żonką gdy mąż poza domem. No dreszczyk emocji...wybacz.
To ty weź jej powiedz jak seksu nie chce to oralnie niech może mężowi dogodzi. Chociaż to dla mnie też wersja light z tym niby przyjacielem chociaż to za mocne słowo, co to za przyjaciel co komuś robi coś takiego. Że niby tylko oral mu wystaczył i to wszystko przez 4 okrągłe lata.
Serio to nie jest historia pisana przez jakiegoś znudzonego nastolatka/kę przy okazji wakacji ?
Bo jakoś nie do końca kupuje tego niestety..
Cytat
Mi też było ciężko w to uwierzyć. Miałem wrażenie, że to sen... Ale niestety, to rzeczywistość. I nie, nie jest to historia wyssana z palca, a to czy ktoś w nią wierzy, czy nie, to już pozostawiam osądowi czytelnika.
A czy wyciągnie wnioski? Wszystko na razie wskazuje na to, że wyciągnęła, ale nie ukrywam, biorę pod uwagę to, że jeśli nagle jakiś trybik w jej pustej głowie wskoczył na miejsce, to może też nagle wyskoczyć. Dlatego jestem ostrożny. Co nie znaczy, że mam zamiar ją pilnować. Ja tylko jestem wyczulony na sygnały, na które wcześniej byłem ślepy. I najmniejszy sygnał oznacza reakcję natychmiastową - z boku wygląda to pewnie trochę jak paranoja, ale wolę być paranoikiem i dmuchać na zimne. A i żona pokornie to znosi i wydaje się, że rozumie, że jest to zło konieczne.
Cytat
Jeszcze pół roku ma macierzyński. A jak wróci - a raczej znajdzie nową pracę, bo w obecnej (a i tak to nie tam był ten kolega, tylko jeszcze w poprzedniej firmie) już nie jest zatrudniona - na koniec L4 ciążowego rozwiązała umowę, a macierzyński płaci jej zus. Ale kontynuując - jak wróci to 1. Pewnie będzie ciężko, będę zazdrosny, wiecznie ostrożny (przynajmniej na początku) i na pewno nie pojedzie na żaden wyjazd integracyjny, firmowy, czy delegacje - jeśli będzie musiała, to w najgorszym wypadku zrezygnuje z pracy i tyle. Pies wąchał te pieniądze. Moje dobre samopoczucie jest warte więcej. 2. Tak jak napisałeś, czas pokaże i życie to zweryfikuje. Jeśli nie będę mógł wytrzymać tego, to nie będzie pracować, chyba że w domu - akurat z jej kwalifikacjami, może założyć działalność i przyjmować zlecenia za przyzwoite pieniądze, nie wychodząc z domu. Bo jak powiedział mi kiedyś dobry znajomy "kobiety siedzą w domu, a k**wy za płotem". I będzie musiała to przeżyć - sama sobie to zrobiła - albo sama odejdzie.
Cytat
Gorzej jak to się powtórzy ,powieli z czasem albo sam zaczniesz docierać do dziwnych rzeczy.
Wybaczyć, wybaczyłem. Przynajmniej na poziomie świadomym, a na podświadomym czasem to wraca i jej się obrywa. I na pewno nie zapomnę i jej też nie pozwolę.
No mam nadzieję, że się nie powtórzy, ale jeśli tak, to wtedy tylko okaże się, że danie jej szansy było błędem - a tego błędu już bym nie powtórzył.
Cytat
Skończysz jako pantofel ugrzeczniony od przynoszenia kasy, a do zabaw będzie kochanek jakiś z pracy, siłowni, może znajomy z młodzieńczych lat albo koledzy którzy się z nią zabawiali bez twojej wiedzy jak byłeś z nią już w związku bo okaże się że odezwą się po latach do znudzonej ( twojej żony ).
Staram się utrzymać szacunek do siebie na jak najwyższym poziomie, chociaż nie ukrywam, czasem to obdarcie z godności, wynikające z tego jak mnie potraktowali, daje się we znaki i mam uczucie "zeszmacenia". Ale to są momenty i buduję się tym, że to ja ustalam zasady. Oczywiście wychodzę z założenia, że jeśli podjąłem decyzję o dani jej szansy i byciu z nią, to muszę traktować ją jak żonę/partnerkę, a nie kogoś na usługach. Ale ona wie, że jeśli chce spłacić kredyt zaufania, to musi grać wg moich zasad. I raczej nie narzeka.
Cytat
Sama powiedziała bo?
Wiesz, czułem, że coś jest nie tak. Ale też nie potrafiłem rozmawiać - szedłem raczej w ciche dni, a jej to pewnie wtedy nawet odpowiadało, bo nie zadawałem pytań. Szczerze mówiąc trochę wypierałem to, że mogłaby zrobić coś takiego. Raczej szukałem powodów problemów w związku gdzie indziej - brak czasu, rutyna itp. Ale teraz jestem bogatszy o doświadczenia i wiem, że nie można ufać nikomu w 100% - nawet samemu sobie.
I sama powiedziała pewnie po trochu z każdego z powodów, które wymieniłeś wcześniej. I wiem, że mówiąc mi była przerażona i gotowa na wszystko - nawet na to że się wyprowadzę i zostawię ją na lodzie, ale powiedziałem, że ja się ze swojego mieszkania nie wyprowadzę i jeśli moja decyzja byłaby inna to raczej ona by musiała
Cytat
I to całe clu historii.. musimy poczekać teraz tak z 7-10 lat od ślubu może trochę więcej i wszystko się wyjaśni czy twoje wybaczenie,przebaczenie miało jakikolwiek sens.
Tak było. Byłem kluchą. Kanapowym pieskiem. Dopóki miałem co jeść i dawali mi się wyspać, nie narzekałem na nic. W sumie zmieniłem się w momencie jak zaszła w ciążę - stałem się głową rodziny. Zacząłem bardziej twardo podchodzić do życia, już nie było mi tak obojętne co się w nim dzieje, bo tworzę je dla potomstwa. I może wtedy stałem się w jej oczach bardziej wartościowy (może nawet bardziej atrakcyjny) i zaczęła traktować mnie poważnie.
I znowu masz rację. Czas pokaże. Teraz jestem po prostu czujny i obserwuję każdy jej ruch i nawet ona wie, że to nie jest tak, że jej ufam. Ja nie wiem, czy ona się teraz nie pilnuje i nie stara, żeby być w moich oczach dobrą żonką. Czy to wychodzi jej naturalnie, czy bardziej musi wkładać w to wysiłek. Bo jeśli musi się starać, to znaczy, że tak naprawdę się nie zmieniła i to wszystko nie ma sensu. Niby mówi, że robi to wszystko intuicyjnie. Ale to tylko słowa, w które (powiedzmy) wierzę.
Cytat
No właśnie co to za przyjaciel. Ale wiesz, ja już sobie go wyjaśniłem. Tak samo z tym drugim, żonatym (chociaż chyba już niedługo kawalerem - ups).
I gdyby to był zwykły seks.. Oj jak byłoby łatwiej to przełknąć. A to czy była penetracja, czy nie, nie ma dla mnie znaczenia. Zdrada to zdrada. Czy to całowanie, dotykanie, czułe słówka, czy flirt. Ja do tego podchodzę tak samo. ALE sytuacja zmienia się, kiedy mnie traktuje gorzej niż swohego kochanka. To boli bardziej. I sama o tym wie.
Ale plus jest taki, że teraz nie ma problemu ze spełnianiem moich zachcianek łóżkowych. No i zaczęliśmy normalnie o tym rozmawiać, bo wcześniej nie umieliśmy (a przynajmniej ja). Oczywiście jak nie ma ochoty (głównie jeśli jest bardzo zmęczona) to nic nie zrobi i trudno. Chociaż w takich momentach mam trochę inne podejście :/
Cytat
Ta koorwa, którą kiedyś nazywałem przyjacielem jest sam i pewnie taki zostanie. A jak się dowiem, że kogoś ma, poproszę któregoś z moich kolegów podrywaczy (mam paru takich, którzy bzykają wszystko co się rusza) i sprawią mu taką przyjemność jak on mi
Kolega z roboty mojej żony jest żonaty, ale nie dzieciaty. Chociaż słyszałem, że zupełnym przypadkiem jego żona się o wszystkim dowiedziała i chce rozwodu. Ojoj
Bo jakiś początek był.
Cytat
Cytat
Wydaje mi się że to złe podejście. Jeśli znowu zdradzi to niech idzie w pisdu. A jeśli jest szczęśliwa z tobą to nie popatrzy już na innego. Nie doceniasz siebie, swojej wartości.
Odpuszczenie kontroli będzie wyzwoleniem. Niech idzie gdzie chce, z kim che i kiedy chce tak jak i Ty. Wiadomo proste info z kim i gdzie.
U ciebie kontrola trwa rok i nadal chcesz to robić - po co?
Są też plusy całej sytuacji - nauczyliście się rozmawiać.
Zgadzam się z Tobą że nie ma sensu drążyć czy włożył czy nie. Podjęliście decyzję i należy się skupić na teraźniejszości i przyszłości.
Pytanie czy ją to czegoś nauczyło, nadal uważa ich za takich fajnych czy może wie że okazali się ci@ami : "no wiesz bo ona.."
Z ciekawości żona tamtego dowiedziała się przypadkiem - ten przypadek to Ty ;p?
Cytat
Cytat
Już ma dowodów w brud. Ale jesteśmy dogadani, że gdyby coś potrzebowała to może śmiało się odezwać. Nie wiem czy chcę karać swoją żonę. Na tę chwilę nie odczuwam takiej potrzeby.
Cytat
Bo jakiś początek był.
Jak pewnie większość takich sytuacji - niewinnie, a potem ekslowało w tempie lawinowym. Wspólna wielomiesięczna praca nad projektem na studiach, ból karku - masaż, potem ręką wędruje na piersiach, a dalej to już z górki.
W przypadku kolegi z pracy - wspólna praca, dużo spędzanego czasu wspólnie i na którejś imprezie firmowej wynikająca z tego zażyłość dała owoce (w postaci pocałunku), a potem spotkania sam na sam i wiadomo co dalej.
Cytat
U ciebie kontrola trwa rok i nadal chcesz to robić - po co?
Pewnie masz rację. Zobaczymy czy uda mi się tak zrobić jak zasugerowałeś. Ale póki co ona nie prosi mnie o pozwolenie na wyjście z kolegami i chyba nie odczuwa potrzeby na spotkania. Skupia się na rodzinie. Nawet nie ma kolegów (nie utrzymuje kontaktów), a kiedy jacyś starzy znajomi napiszą to od razu mi mówi.
Cytat
Nie tyle nie ma sensu drążyć, jak nie ma to znaczenia. Lód boli mnie bardziej niż to, bo ze mną tego nie chciała robić.
Cytat
Z ciekawości żona tamtego dowiedziała się przypadkiem - ten przypadek to Ty ;p?
Oczywiście, że dostrzegła z kim tak naprawdę mnie zdradzała.
Nie zaprzeczam
Cytat
Cytat
Cytat
W przypadku kolegi z pracy - wspólna praca, dużo spędzanego czasu wspólnie i na którejś imprezie firmowej wynikająca z tego zażyłość dała owoce (w postaci pocałunku), a potem spotkania sam na sam i wiadomo co dalej.
Czyli to było planowane.
Trwało to lata, pewnie w tym czasie jej "miłość" do Ciebie była taka...wycofana/chłodniejsza...
Generalnie ciekawe czym się kierują tacy ludzie którzy praktycznie od początku związku zdradzają swoich partnerów.
Właściwie autorze to dopiero od momentu gdy przestała zdradzać możesz odliczać czas trwania waszego małżeństwa.
Kościelny?
Cytat
Trwało to lata, pewnie w tym czasie jej "miłość" do Ciebie była taka...wycofana/chłodniejsza...
Generalnie ciekawe czym się kierują tacy ludzie którzy praktycznie od początku związku zdradzają swoich partnerów.
Właściwie autorze to dopiero od momentu gdy przestała zdradzać możesz odliczać czas trwania waszego małżeństwa.
Kościelny?
Można to tak nazwać.
Ciekawe. Ona sama nie rozumie jak mogła w ten sposób się zachowywać. Nie rozumie jak mogła sobie na to pozwolić.
Owszem. Ten dzień był swego rodzaju resetem.
Cytat
Tak zachowuje się świadoma siebie i dojrzała kobieta?
Łykasz naiwnie wszystkie jej półprawdy to niby czemu ma grzebać głębiej skoro Ci to wystarcza?
Ona nie rozumie, ona nie wie, ona taka biedna...
Jeśli Ci to wystarczy to ok - Twoja sprawa, Twoje życie, ale Twoja obecność tutaj jednak sugeruje, że Ci to nie wystarcza;
Cytat
Może tak, może nie.
Jak dla mnie ona była pewna siebie bo była pewna że Ty się nie dowiesz. Była pewna Ciebie a wynikało to z tego że byłeś spolegliwy.
Myślę że ona wiedziała co robi - nikt jej funkcji logicznych nie wyłączył - tylko nie chce się przyznać, bo co ma Tobie teraz powiedzieć że ją to rajcowało, że chciała innego wydupczyć?
Robiła to na studiach czyli może nie byłeś jej pierwszym wyborem ale wyborem że inny się nie zdeklarował?
Ciekawe dlaczego zdecydowała się na ślub z Tobą.
A jeszcze bardziej dlaczego Ci się przyznała. Bo sumienie to za mało.
Jedną z opcji jest że to nie Twoje dziecko.
Cytat
Łykasz naiwnie wszystkie jej półprawdy to niby czemu ma grzebać głębiej skoro Ci to wystarcza?
Wiesz "powody" jej postępowania znam. I ona też jest ich świadoma:
-była niedojrzała,
-podświadomie wystraszyła się zobowiązań (ślubu) - to wskazał terapeuta
-miała olbrzymie kompleksy i ktoś kto jej pożądał z automatu stawał się w jej oczach atrakcyjny
I jeszcze wiele więcej. I każdy z nich popychał ją do tego i wciąż to analizujemy (pewnie całe życie będzie musiała nad sobą pracować).
Ale nie wie jak mogła być tak niewyobrażalnie głupia i zła (bo to co zrobiła było złe). Bo żaden powód, jak bardzo sensowny i dobry by nie był, nie jest wystarczający, by zdradzić. Tego nic nie usprawiedliwi. O to mi chodziło, kiedy mówiłem o tym że sama tego nie rozumie. Tak samo ja nie rozumiem jak mogłem być tak ślepy i głupi, żeby nic nie zauważyć. Bo teraz wszystko wydaje się prostsze i bardziej jasne.
Jedną z opcji jest że to nie Twoje dziecko.]
A może ona nie jest pewna czyje to dziecko. Sprzedała Tobie bolesną prawdę ale nie najboleśiejszą co do prawdy o dziecku.
Ona teraz będzie grała rolę wspaniałej żonki abyś nie drążył pytań o dziecku, widzisz nawet była skłonną zrobić badania w ciąży, wiedziała o tym dobrze, że Ty się zgodzisz, będziesz bał się o jej zdrowie i dziecka teraz wystarczy tylko wymaz z buzi dziecka.
Dlaczego wyszła za Ciebie za mąż Ty byłeś tą bezpieczniejszą opcją realną. Zobacz było ich dwuch przez 4 lata serwowała loda i macanki żekomo tylko z jednym drugi pukanko. Oni mieli serwowany lepszy sex z dodatkami a Ty o tym nie miałeś się prawa dowiedzieć dlaczego to Ci powiedziała może tamtego żonka by była pierwsza. Z Tobą tego nie robiła bo nie chciała abyś poznał jej przeszłość jaka była perwersyjną kobietą, przed tobą grała słodką miła łaskę. W tym samym czasie obracała trzech dwuch twoich kumpli i ciebie i to świadomie, co do kumpli to nieźli skur.... ni a nie kumple, była Twoją żoną a u drugiego łaskę obrabiała świadomie oby tylko. Człowieku 4 lata komuś lachę obrabiać i ona tak to sobie mówi toż to trójkąt zero szacunku względem Ciebie zadaj sabie pytanie kim Ty dla niej byłeś jeszcze dziecko. Skąd wiesz, ze nie będzie powtórki. Ona potrafiła trzech obracać. Tobie należy się prawda co do dziecka, powiedz jej niby, że umówiłeś wariograf, zadadzą jej np trzy pytania te które chcesz wiedzieć i patrz jej reakcji może sama wyzna Tobie prawdę, chcesz żyć w ciągłej niewiedzy i dogryzać się.
A co do kumpla tego żonatego pomóż jego żonie.
Cytat
Myślę że ona wiedziała co robi - nikt jej funkcji logicznych nie wyłączył - tylko nie chce się przyznać, bo co ma Tobie teraz powiedzieć że ją to rajcowało, że chciała innego wydupczyć?
Oczywiście, że była i wiedziała co robi. Ja w pewnym momencie miałem etap "usprawiedliwiania jej", zrzucania tego na jej kochanków i te leki. A ona mi wtedy powiedziała "słuchaj, to nie jest tak, że nie myślałam wtedy. Ja robiłam to w pełni świadomie". Powiedziała, że pierwszy raz był w "afekcie", a potem myślała sobie w debilny sposób, że jak już raz przekroczyła tę granicę to już nie ma różnicy, jeśli zrobi to znowu. I to jej się podobało. I właśnie tak mi powiedziała, że ją to rajcowało.
Nie wiem jakie masz doświadczenie z kobietami ale zachowanie Twojej żony nie jest trudne do odczytania.Ona dawała im więcej nie dlatego,że udawała "cnotke".Dawała im więcej ponieważ uważała ich za "lepszych" mężczyzn.Byleś nr.3
Teraz cniby czujesz się już dobrze ale z jakiegoś powodu tutaj jesteś.Twoja "historia" jest bardzo brutalna.Zastanow się czy ta kobieta zasługuje na takiego faceta jak Ty.
P.s zrób badania DNA.Lepiej mieć pewność teraz niż za 10 lat...
Cytat
Nie czuję się dotknięty. I rozumiem Twój punkt widzenia. I przez większość czasu, przez rok odkąd wyszło wszystko na jaw, też tak na to patrzyłem. I ciągle, z nawyku, analizuję wszystko co mi mówi bardzo gruntiwnie. Ale wiesz, ja podjąłem decyzję. I nie jestem typem facetów rzucających słowa na wiatr. I nie wiem co przyniesie czas. Może będzie lepiej, może gorzej. Cieszę się, że teraz jest dobrze i dokładam wszelkich starań, by w przyszłości było tylko lepiej. Widzę też że żona też się o to stara. I nie mówię o tym co mówi, tylko co robi. Nawet wtedy, gdy nie wie, że patrzę.
A napisałem tu, żeby podzielić się moją historią i tym co w związku nią czuję, żeby pogadać z ludźmi którzy też przez tego typu wydarzenia przechodzili i może dzięki temu poczuć się lepiej. I tak się stało. I dziękuję Wam wszystkim za to.
P.S. Dajcie spokój dzieciakowi. Po pierwsze on jest mój i ja to wiem odkąd go zobaczyłem poraz pierwszy. Po drugie, nawet jeśli się mylę to i tak jest mój. I żaden test dna tego nie zmieni.
Cytat
-była niedojrzała,
-podświadomie wystraszyła się zobowiązań (ślubu) - to wskazał terapeuta
Tylko to są powody żeby odejść, zakończyć związek. Bała się ślubu/zobowiązań ale nie bała się zdradzać?
Przecież to się gryzie.
Cytat
Przyjmijmy że to prawda. ALE ona ciągnęła to przez lata...nie jedno bzykanko i spadaj, LATA - generalnie to ona miała w tym czasie dwa związki
- jeden z Tobą
- drugi z gachem
Zastanowiłeś się co ona przez te lata jemu o Tobie mówiła? Przez lata?
Czy jego wyróżniła mówiąc mu co z Tobą nie robi?
Kolejne bzdurne tłumaczenie
- robiła mu loda bo miała kompleks...czego?
I w jaki sposób robienie tamtemu dobrze ją dowartościowywało?
Masz bardzo niebezpieczną babę w domu - wystarczyło zwykłe zainteresowanie żeby poszła w tango.
Cytat
Nie ona tylko Ty.
Ona ma to poukładane a te analizy są dla Ciebie.
Cytat
A ja myślę ze ona rozumie, tylko że jej "rozumienie" nie jest dla Ciebie. Nadarzyła się okazja to skorzystała i jej żal to ściema bo rozumiem że było bzyk i zal ale lata bzykania?
Cytat
Bo teraz jej zachowanie ma wytłumaczenie.
Bo wcześniej przecież nic nie mogło się zdarzyć bo przyjaciel/kolega.
Bo ufałeś i pewne symptomy bagatelizowałeś obawiając się powiedzieć sprawdzam - "ciche dni".
Cytat
I tyle w temacie. Ona świadomie i z premedytacją Ciebie zdradzała.
I tu pytanie co się stało że postanowiła Ci o tym powiedzieć.
Może być że dziecko nie Twoje.
Może być że kogoś w tym chciała ubiec.
Ona jest zbyt wyrachowana żeby zwalić to na hormony.
Cytat
To prawda. Problem w tym że my planujemy a życie ma te plany w życi.
Co będzie jak za x czasu wyjdzie że Ty nie jesteś jego ojcem? Musisz się przygotować jak to mu wytłumaczysz.
A planujecie 2 dziecko?
Cytat
Nie bardzo rozumiem potrzebę grzebania w stosunkach kochanków. Autor podjął decyzję i ryzyko ROK temu. Zatem większość dywagacji nie ma sensu: wsadził nie wsadził, dlaczego to zrobiła - odpowiedziała chyba najbardziej szczerze bo ją to rajcowało.
Lepszy czy gorszy serwis - często jest tak że z partnerem nie zrobimy rzeczy które zrobimy z kochanką/em. (Zresztą co to za określenie serwis ...) Teraz okazało się że można rozmawiać o swoich oczekiwaniach/fantazjach i można je spełniać w związku.
Cytat
Cytat
Czy jest ryzyko ponownej zdrady? Takie samo jak w przypadku nowej partnerki.
francishatcher większość tutaj na forum to osoby, które zakończyły związki po zdradzie, zatem też jednostronny punkt widzenia.
Cytat
Uprawiasz propagandę ponadto bardzo niebezpieczną; ludziom, którzy wpadają tu szukać pomocy niejako z automatu próbujesz narzucić kto może mieć rację a kto jej mieć na pewno nie będzie i to na jakiej podstawie? Bo ktoś zakończył związek po zdradzie... nóż w kieszeni się otwiera czytając takie argumenty;
Czujesz się bardziej kompetentny bo Ty nie zakończyłeś swojego związku? A czymże ta Twoja "większość" na którą się powołujesz jest? Znasz historię m.in. @normalnyfacet, @Crusoe którzy są w tym wątku aktywni aby stawiać takie śliskie tezy?
Nawet gdyby zakończyli swoje związki po zdradzie nie oznacza to z automatu, że są pozbawieni trzeźwiej i obiektywnej oceny sytuacji tylko dlatego, że to zrobili;a dla Ciebie to jest jednoznaczne, niestety nie zauważasz przy tym, że przede wszystkim niebezpieczne; amen
Cytat
Cytat
Wchodząc na publiczne forum pewnie autor spodziewał się różnych opinii.
Cytat
Owszem ale nie można powiedzieć jedynie tak lub nie.
Poruszam tematy które autor może już przerobił lub nie, zadał pytanie lub nie, miał pomysł lub nie. Ale faktem jest że po roku tutaj zawitał czyli coś go męczy...być może podświadomie coś mu się kołacze ale boi się na to spojrzeć tak jak nie spoglądał na jej zachowanie lata temu.
Cytat
Dałaby radę. Nawet jeśli sama by straciła dochód (nie wiadomo co będzie po macierzyńskim), to kręci biznesy na boku, z których są na prawdę niezłe pieniądze. Poza tym jej rodzice mają kasy jak lodu i na spokojnie udźwignęli by jej utrzymanie. W tej chwili dostaje od zusu więcej niż ja z wypłaty. Dla kontekstu: Rok temu namówiła mnie na zmianę pracy, żebym był częściej w domu. Co prawda dopiero dwa miesiące temu znalazłem coś na miejscu we w miarę przyzwoitych pieniądzach i tak od początku czerwca zarabiam 2x mniej. I jej to nie przeszkadza.
Apostata, bardzo cieszę się, że się ze mną zgadzasz. Browarka Ci wiszę
Ale mimo, że Poczciwy ujął to dość surowo, to nie myli się. A przynajmniej nie do końca. Uważam, że perspektywy powinny się zderzać i nawet z tego co piszą Panowie, którzy postąpili (by) inaczej, jest bardzo dużo wartości dodanej do dyskusji i do tego jak ja, jako autor wątku, patrzę na całą sprawę. Przynajmniej wiem, że nie mam (nawet podświadomie) wątpliwości co do podjętej rok temu decyzji i wiem też, że jej nie żałuję. Ale bardzo ładnie to sprostowałeś później - nikt tu nie jest kompetentny, a raczej powinno być - każdy jest tak samo kompetentny. Tylko po co obrotować wokół tematów, które są albo przesądzone (moja decyzja) czy nie są tu w ogóle potrzebne (testy dna).
Cytat
Wchodząc na publiczne forum pewnie autor spodziewał się różnych opinii.
Dokładnie. I bardzo mnie to cieszy, że te opinie są różne.
Cytat
I bardzo ciekawie czyta się i odpowiada na pytania, które się zadawało komuś po kilka razy. Na punkcie niektórych miałem obsesję.
A no czasem męczy. Ale to bardziej kwestia traumy. To wraca i pewnie będzie wracało co jakiś czas, nawet za wiele lat. Ale znoszę to i potrafię normalnie funkcjonować.
Do wielu osób to co się stało dociera po latach.Idą dalej i są często szczęśliwi w nowych związkach.Są też tacy którzy dali szansę ale przeszłość trawi ich po bardzo wielu latach.Czy jesteś gotowy na ten rollercoster?
Jakie konsekwencje poniosła Twoja żona?Moim zdaniem,żeby się czegoś nauczyć to trzeba dobrej i bolesnej lekcji...Czy jej rodzina wie co ona zrobiła?(powinna)Wkurzasz się na te testy DNA ale tu nie chodzi tak naprawdę o dziecko.Chodzi tu o weryfikację tego co mowi Twoja żona (to raz) dwa te testy będą dla niej karą na którą zasłużyła.(wstyd)
Ostatnia sprawa,po takiej jeździe to bym zażądał rozwodu.Możesz z nią zacząć od nowa ,ale już na nowych zasadach.Wasze małżeństwo zostało zbudowane na kłmastwie.Jeśli ona Ciebie naprawdę kocha to ewentualny rozwód będzie konsekwencja jej decyzji.
Chlopie jeśli nie chcesz tego zrobić dla siebie to pomyśl o samej żonie i dziecku.Jeśli ja kochasz to powol jej zmierzyć się z konsekwencjami.To jej pomoże w przyszłosci.Chcesz być dobrym ojcem czy chcesz uczyć swoje dziecko od samego początku,że złe czyny mogą pozostać bez konsekwencji ?
Cytat
Cytat
Po prostu piszemy z różnych perspektyw w oparciu o różne doświadczenia.
Cytat
choć z drugiej strony
Cytat
Co do żony: może jedynaczka, córeczka tatusia? W domu wszystko było jej wolno?
Cytat
Czytając
Cytat
Czy teraz nie robisz tego ponownie?
Jest wątpliwość której nie chcesz rozwiać, czemu?
Czy to oznaka dojrzałości czy też strachu?
Cytat
Na początku było tak, że nie wybaczyłem. Ale podjąłem decyzję o wybaczeniu - to był pierwszy krok w długotrwałym procesie. Czy się on zakończył? Nie wiem. Wiem tylko, że jest mi coraz łatwiej o tym myśleć bez nadmiaru emocji. O nie, zapomnieć nie zapomnę na pewno.
Cytat
Yup. Wiem, że to przejażdżka obarczona poważnym ryzykiem i ma szansę źle się skończyć. Ale mimo to wsiadam, zapinam pasy i jadę.
Cytat
No właśnie wstyd jest konsekwencją. Do poradzenia sobie z nim niezbędna była pomoc terapeuty. I nie mówiliśmy rodzinie, ani znajomym. I nie uważam, żeby wyciąganie tego poza naszą dwójkę miało jakiekolwiek sens - w końcu to sprawa między nami. Wiedzą o tym tylko terapeuta i jej przyjaciółka do której z tym poszła zanim mi powiedziała. Ale wstyd ma przede mną i przede wszystkim przed samą sobą.
Poza tym sama świadomość o tym, że jej mąż bardzo długo (a może już nigdy) nie zaufa jej bezgranicznie, sama świadomość, że jej zaufanie jest u mnie na kredyt.
W kwestii testu DNA mylisz się. Już tłumaczę czemu. Po pierwsze ja czuję się pewny, że to mój dzieciak. I pamiętam jak dziś, że podczas akcji porodowej ciągle w głowie siedziała mi ta wątpliwość - "co jak nie będzie do mnie podobny" "co jak będzie podobny, ale dla mnie yo będzie za mało" i kiedy go zobaczyłem, od razu to wszystko uleciało. Po pierwsze dzieciak wygląda teraz identycznie jak ja w jego wieku. Po drugie ja to czuję. Gdzieś czytałem, że w pierwszych dniach życia dzieci mają więcej cech wspólnych z ojcami, żeby instynktownie mogli odrzucić nie swoje. I mógłbym zrobić te testy, ale szkoda mi na to kasy, bo w tej sprawie dam rękę pod tasak. I nie oznacza to, że uwierzyłem żonie na słowo, tylko że zaufałem swoim instynktom. A poza tym - w relacji z żoną mam wszystko poukładane, przegadane i na prawdę nie czuję potrzeby, żeby znów ją karać za to, co już jest za nami, tylko dlatego, że ta sytuacja odtwarza się na tym forum.
Cytat
Nie zgadzam się z Tobą i wg mnie to kompletnie bez sensu rozwodzić się tylko po to, żeby schodzić się ponownie. Owszem nieformalnie nawet odnowiliśmy przysięgi, założyliśmy sobie nawzajem obrączki na dowód nowego początku (w rocznicę tego jak mi powiedziała). Ale taki rozwód byłby tylko niepotrzebną formalnością - bez sensu.
Cytat
Nie wiesz jak to wyglądało odkąd wiem. Zmierzanie się z konsekwencjami to kilka pierwszych miesięcy od tego momentu. I do śmierci będzie jeszcze naprawiać to co zniszczyła. A syna będę wychowywał tak, żeby miał odwagę zmierzyć się z konsekwencjami swoich decyzji. A takową miała jego mama, tylko spóźniła się z tym parę lat.
Apostata, masz rację, że u nich problemy rozwiązuje się wspólnie, ale to już jest nowa komórka rodzinna i możemy sobie poradzić między sobą. I wspólnie to rozwiązać.
Cytat
Ma brata, sporo starszego, ale nie widać u niej cech typowych dla jedynaków - wiesz, brat dużo starszy, inne środowisko, pół dzieciństwa spędziła jak już brat się wyprowadził. Zdecydowanie córeczka tatusia jak większość córek mających tatę
Cytat
Jest wątpliwość której nie chcesz rozwiać, czemu?
Czy to oznaka dojrzałości czy też strachu?
Nie. Teraz zdecydowanie nie jestem zaślepiony. I nie ma wątpliwości i w tym sęk.
Nie ma to nic wspólnego z dojrzałością, czy strachem. Po prostu nie widzę sensu weryfikować coś co uważam za pewnik. Jeśli coś wygląda jak kaczka, kwacze jak kaczka, to nie muszę robić jej testu DNA, żeby wiedzieć że to nie koń xD
Cytat
Poza tym sama świadomość o tym, że jej mąż bardzo długo (a może już nigdy) nie zaufa jej bezgranicznie, sama świadomość, że jej zaufanie jest u mnie na kredyt.
Nie brałbym tego za pewnik; może teraz tak czuje i jest w tym nawet autentyczna, ale co będzie za 2, 5 lat nie wiesz; poza tym wstydu nie nazwałbym konsekwencją; gadzi mózg tego nie zarejestruje jako konsekwencja a raczej odwrotnie - przyzwolenie; t
Cytat
No jest jednak ogromna roznica. W obu przypadkach nie mozna byc na 100% pewnym ,ze zdrady nie bedzie ale tylko w przypadku pozostania wiemy ,ze nasz partner zdradzac, klamac ,oszukiwac , miec nas i nasze uczucia w doopie potrafi
I ,ze juz przynajmniej raz ( bo ile razy tego nie dowiemy sie nigdy) granice przekroczyl. A zawsze kolejne razy przychodza latwiej ( nie tylko jesli chodzi o zdrade).
Zona autora pokazala ,ze umie dlugo ciagnac romans i miec Jego uczucia w doopie. To ciagle mloda kobieta kto wie czy za 10 lat tuz przed 40-tka znow nie zapragnie "poczuc sie" pozadana kobieta i znow byle prawiacy komplementy gosc nie uwiedzie Jej. A jak sam autor pisze ona byla/jest na to lasa. Mam nadzieje ,ze autor sie nie myli i ,ze teraz to inna osoba i zycze Mu aby tak bylo. Ja osobiscie bym Jej zaufac nie umial juz nigdy.
Cytat
I znow nie mogles sie powstrzymac ze swoja propaganda a pozniej sie dziwisz ,ze mam do Ciebie jakies "ale".
Cytat
Ale zdajesz sobie sprawe ,ze to bedzie orka na ugorze? Ja osobiscie Tobie nie zazdroszcze sytuacji ale zycze powodzenia i obys nigdy nie musial wracac na to czy temu podobne forum.
Cytat
No moja reakcja zależy od tego co się będzie działo. Jeśli rzeczywiście będzie to przesadzona sprawa to wtedy burta. Ale jak zauważę, że np przestaje na coś zwracać uwagę, albo zacznie poświęcać mi mniej czasu, to zacznę od rozmowy. To nie musi być orka na ugorze.
Dziękuję. A na tym forum zamierzam zostać, bo wiem jak jest nie mieć z kim o tym pogadać. Ile ja bym dał, żeby wcześniej znaleźć to forum i zwierzyć się "na świeżo". Dlatego chcę zostać, żeby trochę podnosić na duchu facetów, którzy też przez takie sytuacje przechodzą.
Cytat
<
#67 | francishatcher dnia 17.07.2023 11:00
. A na tym forum zamierzam zostać, bo wiem jak jest nie mieć z kim o tym pogadać. Ile ja bym dał, żeby wcześniej znaleźć to forum i zwierzyć się "na świeżo". Dlatego chcę zostać, żeby trochę podnosić na duchu facetów, którzy też przez takie sytuacje przechodzą.
To postaraj się podnieść na duchu kolegę Valha.Pół roku temu pojawił się na tym forum z podobną historią.Mam nawet wrażenie że opisujesz jego problemy z dziesięcioletnim poślizgiem.Poczytaj - wyciągnij wnioski dla siebie i spróbuj go przekonać że warto ufać żonie.
https://zdradzeni.info/news.php?readmore=6287
Cytat
No spoko kazdy jest tu mile widziany inna sprawa ,ze raczej nikt nie chcial tu byc ...
Mi chodzilo o to zebys nie musial tu wracac ze swoim watkiem i swoimi problemami w obecnym zwiazku.
Admiral zrozumiałem. I też mam taką nadzieję.
Cytat
Tylko że nikt Ci nie wmawia że Twój syn to koń - na bank człowiek - tylko że ojcem może być inny ogier.
Co do pewnika
Cytat
A jak brałeś ślub to Twój instynkt co Ci mówił? że będzie zdradzać czy że będzie wierna?
A może instynkt dostał wolne/urlop?
Jesteś teraz szczęśliwy bo wiadomo dziecko,żona(która bombarduje miłością I szalonym seksem)Ale pamiętaj,to jest tylko fasada.
Powiem więcej,po tak perfidnej zdradzie bardzo niewielu by dało drugą szansę.Ja i wielu nie dałbym rady.Wiec w sumie nie wiem czy jesteś albo tak bardzo silny albo tak bardzo słaby
Cytat
A może instynkt dostał wolne/urlop?
Oczywiście, że szalał. Może nie podejrzewałem zdrady, ale czułem, że coś jest nie tak. I bardzo wiele mi wtedy brakowało w związku. Tylko głupi ja myślał, że tak się zachowuje i mnie traktuje, bo "a to pewnie stres przed ślubem", "ato pewnie praca", "a może dlatego, że nie pracuję i jestem pasożytem". Dziś nauczony na własnych błędach, zamiast domniemać powodów kiedy intuicja działa, to bym dowiedział się z czego on się bierze.
Cytat
Ależ jak najbardziej. To jest proces. Pewnie za 5 lat nie będę miał tego przerobionego w pełni. I pisanie z Wami to element mojej rekonwalescencji i bardzo dużo się zmieniło dzięki temu. Ale to też nie znaczy, że nie potrafię być szczęśliwy. Albo że nie umiem żyć z tym co za sobą niosą moje doświadczenia.
Cytat
I szczerością. Bo to jest główną amunicją w tym bombardowaniu. Poza tym jest jeszcze troska. O mnie, o moje samopoczucie. I to owszem jest fasada i mam to na uwadze. Ale to nie znaczy, że pod nią jest zamurowany zbuk
I wiem, że niewielu dałoby szansę. I sam nie wiem czy to oznaka siły czy słabości. Czas pokaże.
Bardziej mi chodziło o to że instynkt to nie pewność.
Żona wie że tu piszesz?
Wie, chociaż sama stwierdziła, że nie chce znać konkretów. Pytała, tylko czy jestem pewien, że chcę się tym dzielić i odtwarzać ponownie traumatyczne wydarzenia.
Jasne, że instynkt to nie pewność. Ale pewności nigdy nie będę miał. Czy to z nią czy inną kobietą.
Oczywiście mam na myśli pewność w rozumieniu podparte niezbitymi dowodami obserwacji. Część rzeczy muszę brać "na wiarę" i zdawać się na instynkt - a kiedy on zadziała weryfikować i szukać dowodów. Inaczej musiałbym kontrolować partnerkę cały czas, co jest bez sensu, jak już ktoś zauważył.
Ogólnie jak już zapada decyzja o odbudowie związku, to jest to ciężką pracą dla obu stron, mimo, że zniszczyła go jedna. Jest to niesamowicie trudne do przełknięcia (dla poszkodowanego) i niesprawiedliwe (w pewnym sensie). Ale tylko tak da się dojść do jakkolwiek zdrowego związku. Jeśli w odbudowę nie będą zaangażowane obie strony, można co najwyżej zamienić rolami oprawcę z ofiarą.
Oczywiście ma to rację bytu jeśli rzeczywiście obie strony tego chcą i są gotowe na poświęcenia z tym związane.
Cytat
Wstyd nie jest konsekwencją a jedynie emocją;
A dopiero konsekwencją tego wstydu może być np. ostracyzm społeczny;
W Waszym przypadku nie występuje bo nikt poza Wami nie został uświadomiony o jej występkach;
Nie przemawia do mnie fakt, że ona wstydzi się przed Tobą; skoro potrafiła wyrachowanie postępować wobec Ciebie tyle czasu bez uszczerbku na na własnym zdrowiu psychicznym to taki wstyd nawet jeśli jest autentyczny to jest pikuś;
Noce nieprzespane świadczą tylko o tym, że bała się coś utracić; niekoniecznie kogoś;
Abyś mnie dobrze zrozumiał; nie mam na celu wmawiania Ci, że źle postępujesz, próbuję zwrócić uwagę, że taka racjonalizacja oraz bezkrytyczna wiara w prawdziwość uczuć i odczuć ( a już na pewno słów) kobiety, która długi czas potrafiła świetnie udawać jest zwyczajną naiwnością; raczej stosowałbym metodę daleko idącej ostrożności i obserwacji niczego nie deklarując;
Cytat
Cytat
Oczywiście mam na myśli pewność w rozumieniu podparte niezbitymi dowodami obserwacji. Część rzeczy muszę brać "na wiarę" i zdawać się na instynkt - a kiedy on zadziała weryfikować i szukać dowodów.
Ale tutaj masz coś namacalnego co możesz dotknąć i sprawdzić szczerość jej słów - syna. Ale stanąłeś na stanowisku że na bank jest Twój, rękę tniesz i dlatego nie sprawdzisz. Pytanie ile w tym stanowisku jest strachu że może i tu zostałeś zdradzony?
Czytałeś historię Valha - on uważał tak jak Ty - że to nie jest możliwe...i nagle okazało się że ona nie jest pewna z kim ma to dziecko.
A jeśli jej poprawa zachowania wynika z tego powodu że ona nie wie?
Wiem grubo szyte ale dasz rękę że tak nie było?
Twoja żona jest "seryjną oszustką" tyle to jest pewne.Jeśli poczytasz inne historie to zobaczysz,że największym zagrożeniem dla pojednania jest tzw.zamiatanie pod dywan.
To jest jak poker ,jeśli teraz nie powiesz "sprawdzam" to przegrasz Pewnego ranka(za wiele lat) wstaniesz i powiesz "co ja kurXa robię "
Mam to na uwadze. I wiem, że ryzykuję. I oczywiście wiem, że może jestem naiwny, bo szanse na to, że ktoś aż tak się zmienia są niesamowicie małe. I mimo tego, idę w to. Znając potencjalne konsekwencje. Może wynika to z tego, że moje słowo znaczy dla mnie wszystko i jeśli przysięgałem że "nie opuszczę aż do śmierci", to nie opuszczę nawet po tak chorych akcjach. Może wynika też z tego, że chcę aby moja pierwotna decyzja o założeniu z nią rodziny była słuszna i nie poddaję się tak łatwo, nawet w tak chorym kryzysie i wolę pracować nad tym. A może też dlatego, że po prostu kocham tę kobietę. I kiedy się wiązaliśmy nie była złym człowiekiem i wierzę, że teraz też nie jest.
A jeśli chodzi o konsekwencje, to się z Tobą nie zgodzę. Wstyd, wyrzuty sumienia, życie w niepewności, brak zaufania z mojej strony - to wszystko to poważne konsekwencje. Oczywiście wstyd i sumienie mają tą funkcję o ile są autentyczne. A wg mnie były w tym wypadku.
Ostracyzm społeczny, czy inne obnażające ją sytuacje to oczywiście bardzo dobre konsekwencje, ale to też kara. A karać musiałbym ją, jeśli nie rozumiałaby swoich błędów. Bo po to się karze np więźniów. Żeby zrozumieli jak bardzo źle postąpili i już wtedy sumienie, obudzone w ten sposób robi resztę roboty. A nie po to, żeby ze sprawiedliwości stała się zadość i żeby się nad nimi poznęcać. A skuteczność karania w celu jego umoralnienia już pozostawię. Więc karanie jej uważam jako bezsensowne. Czemu? A bo nic by to nie wskurało, nie zapobiegłoby ewentualnemu powtórzeniu błędów. A mi patrzenie jak cierpi ukwrana nie zwróci tego co przez nią utraciłem.
Owszem, gdyby zachowywała się teraz jak zimna suka. Gdyby nie widziała w tym wszystkim nic złego. To wtedy warto byłoby ją ukarać, żeby być może obudzić jej sumienie (co wg mnie nie działa).
Może nakreślę Wam kontekst kwestii robienia testu, bo wcześniej opisywałem tę kwestię bardziej chaotycznie - kiedy pisałem post zaczynał mi się "atak".
Kiedy zbierała się na to, żeby mi o wszystkim powiedzieć, to wyglądało to tak:
-Boże, ja na Ciebie nie zasługuję.
-K..wa... coś zrobiłaś?
(Kiwa na tak)
-Coś poważnego?
(Kiwa)
-To moje dziecko?!
-Co?! No oczywiście, że tak! To było rok temu. Znaczy zakończyło się rok temu niecały..
Potem już było opowiadanie co i jak i dużo emocji.
Potem ciągle miałem wątpliwości i wciąż analizowałem to, z resztą tak jak Wy teraz. Bo czemu mi powiedziała. I czemu akurat teraz. Bardzo długo to wałkowałem w rozmowach, aż w końcu zebrałem się na odwagę i powiedziałem krótko "Nie wierzę, że to moje dziecko". Na to oczywiście było dużo płaczu, tłumaczenia, że strasznie żałuje, że sprawiła, że mam przez nią wątpliwości w tak fundamentalne sprawy. Powiedziała mi też wtedy, że po urodzeniu możemy zrobić testy i udowodni mi, że jest moje (co mogło być blefem i tak to traktowałem przes jakiś czas).
Po kilku tygodniach powiedziałem, że nie potrafię żyć z tą niepewnością. Wtedy właśnie wzięła telefon i sprawdziła na ile ryzykowne jest robienie testu przed urodzeniem. Znalazła też ofertę i chciała się na to umawiać. Wtedy pomyślałem, że jeśli coś pójdzie nie tak, a dziecko okaże się moje, to do końca życia nie wybaczę sobie tego, że je skrzywdziłem przez brak cierpliwości. Dlatego powiedziałem, że poczekamy do porodu. Po porodzie to już wiecie w miarę dokładnie. Niepewność się rozwiała i ja do tego nie wracałem, a ona raz mnie tylko zapytała, czy będę chciał robić te testy, bo planuje wydatki na kolejny miesiąc. Powiedziałem, że nie odczuwam aktualnie takiej potrzeby.
Cytat
Proszę Cię, myślisz, że przejmowałbym się tym co pomyśli? Różne słowa tu padły na jej temat, z resztą nie tylko z Waszej strony. Ani razu nie powiedziałem "e nie o mojej żonie tak", bo poniekąd nie były one na wyrost. A gdybym chciał się jej przypodobać, to tak bym gadał. Poza tym nie zna nazwy strony. No i wątpię, żeby odważyła się przeczytać opinie osób postronnych na swój temat.
I Ty Poczciwy mówisz o karze. Bo to, że moją żonę spotkałby ostracyzm, może i by ją czegoś nauczyło. Ale skoro ona już wie, co zrobiła źle i wie jak powinna zrobić, to po co powtarzać tą naukę? Żeby pocierpiała? Bez sensu. Ja nie chcę, żeby cierpiała, chcę, żeby była dobrą, uczciwą żoną, którą w tej chwili jest.
I ja wiem, że Ty w to nie wierzysz. Ale też pamiętaj, że nie znasz tej historii dokładnie. I nie byłeś przy rozmowach i wydarzeniach między mną a żoną przez ostatni rok.
Po pierwsze ja dobrze znam różnice a po wtóre to był przykład jeden z wielu możliwych aby niejako uświadomić, że to o czym piszesz nijak się ma do konsekwencji;
Poza tym nie odnosi się to do aktualnej sytuacji bo odpowiedni czas na to "przespałeś" i to też będzie (oby nie) w razie czego konsekwencja twojego zaniechania;
Są trzy opcje:
1. Kobieta faktycznie ma na tyle wykształconą empatię (rzadko) zwłaszcza po kilku latach akcji i autentycznie tego żałuje; szczerze Cię kocha;
2. Kobieta uznaje Cię za słabego samca, do którego straciła już szacunek, którego nie jesteś po takim czasie odzyskać a jesteś tylko i wyłącznie potrzebny toteż jest w stanie się trochę "poświęcić" dla osiągnięcia celu;
3. Jest jej wygodnie a Ciebie traktuje jak dostarczyciela dóbr, o prawdziwej miłości nie ma mowy; czysty układ i wyrachowanie; oczywiście nigdy się o tym nie dowiesz;
I masz rację nie znam Twojego przypadku dokładnie, ale po 6 latach doświadczeń i analizy tematyki zdrady i ludzkiej a zwłaszcza kobiecej psychiki niestety z całym przekonaniem mogę stwierdzić, że przypadek nr. 1 jest wyjątkiem od reguły; oby ona była Twoim przypadkiem, tego Ci życzę;
Mój bardzo dobry kolega po burzliwym rozwodzie miał okres bycia (playboyem) I "bzykania wszystkiego co się rusza i nie ucieka na drzewo".Na rozkładzie miał też bardzo dużo mężatek bo jak to mówił "łatwiej wyrwać mężatkę niż singielkę".
Chce Tylko zaznaczyć ,że miał problemy z dyskretcja więc wiele osób wiedziało kim były te kobiety...Mówisz o tym ostracyzmie,ciekawe ile jej tzw."nieswiadomych" koleżanek pozwoliłoby spędzić jej czas ze swoimi chłopakami
P.s 1 pamiętaj,że o takich sprawach mąż/partner zawsze dowiaduje się na końcu.
P.S 2 Nie myśl,że to co piszę ma zmienić Twoje postrzeganie żony.Mam nadzieję,że dziewczyna wyszła na prostą.
Pozdrawiam.
Hagi10
Cytat
Wiem, że ludzie wiedzą. Domyślam się nawet kto konkretnie wie o tym. Tym akurat jakoś bardzo się nie przejmowałem. Chodziło mi tylko o rodzinie i znajomych. Wspólni koledzy moi i "przyjaciela" prawdopodobnie wiedzieli, więc zerwałem kontakt. A właściwie nie próbowałem odnowić, bo dziwnie po tej akcji sami się odsunęli w cień
Testując tryb hiperszczerość możesz ją o to zapytać.
Nawet ją o to już pytałem. Rok temu. To było jedno z pierwszych pytań.
Z kur... Ekhem z "kumplem" było to na zasadzie chorego układu i przyznała, że bardziej traktowała go jak swoją "zdobycz". Między nimi nie było miłości. Ogólnie typ bardzo przystojny (trzeba to ciulowi przyznać), wg mnie zdecydowanie bardziej atrakcyjny ode mnie (i nie przez skromność mówię). Pewnie dlatego tak łatwo i ochoczo uległa swoim kompleksom.
Z tym drugim, żonatym było już inaczej. Wg kojej żony - wtedy myślała, że go kocha, wyznawali sobie to, ale teraz twierdzi, że to nie miłość, bo miłość jest trwała. Ten już był brzydki jak noc, nie stawał mu i ogólnie nie umie zadowolić kobiety. Także może jakieś zauroczenie. Po około roku romansu straciła nim zainteresowanie i jak mówi "jak do mnie pisał jak np byłam w pracy, to nie chciało mi się przerywać nudnych zajęć, żeby odpisać".
No właśnie też mówiła, że mnie ciągle kochała, nigdy nie chciała np ode mnie odejść. Żyła jakby w dwóch światach, z których w jednym ja nie istniałem i była tam bawiącą się życiem kobietą.
Nie wiem czy sobie zdajesz z tego sprawę ale skoro ona go kochała a on ją to de facto jego też zdradzała z Tobą I twoim byłym kumplem.A Twój były kumpel był bardzo "nie" kochany dlatego miał darmowa laskę przez 4 lata
Dla mnie tutaj się nic zgadza...Moim zdaniem tego "brudu" jest tak dużo ,że nie na jedną głowę...Sprawdź czy Ty nie masz jakiegoś stresu pourazowego bo nie mogę uwierzyć,że można przełknąć taki brak szacunku...
Cytat
Tak. Ale wydawało jej się, że ona coś zdobyła. Jak zwykle w tego typu relacjach. I na pewno była w tym jakaś forma zażyłości (ona temu nie zaprzecza).
Cytat
Wiesz. Oni oboje do tego tak podeszli, że to jest granica, której nie przekroczą ze względu na mnie - tak se starali to usprawiedliwić przed sobą.. Strasznie idiotyczne, bo dopiero ja uświadomiłem jej, że tej granicy nie przekroczyła ze mną i to chyba gorzej niż jakby ją normalnie pukał. No i wiesz, biorąc pod uwagę, że jej mały móżdżek widział to jako inne życie, żeby uśpić sumienie, to może i nawet kochała mnie. Ape nie ma to dla mnie znaczenia. Ważne że teraz kocha. Jakkolwiek naiwne by to nie było.
Cytat
To ogólnie jest trudne do opisania. Ale nie jest tak ciężko, ja jakoś dałem radę to ogarnąć.
Cytat
Może przy okazji kolejnego załamania nastroju się zgłoszę na terapię. Ale wydaje mi się, że nie.
Oj nie łatwo było. I ten proces trwał jakieś 9 miesięcy i do dziś odczuwam tego "echo"
Cytat
No właśnie też mówiła, że mnie ciągle kochała, nigdy nie chciała np ode mnie odejść. Żyła jakby w dwóch światach, z których w jednym ja nie istniałem i była tam bawiącą się życiem kobietą.
Kolejny schemat. Zapoznaj się może z wątkiem Kochanek, szczególnie #129 i 130.
Cytat
Cytat
Cytat
Myślę, że oboje widziwli to po swojemu
Cytat
Ten akurat ponad dekadę starszy, ale mimo wszystko wcześnie. Możliwe, że przez to nie układało mu się z żoną, co z kolei pchnęło go do zdrady. Ale to akurat historia innego małżeństwa.
Cytat
Ogólnie kiedyś miała sporą nadwagę. Kiedy my zaczynaliśmy była pod opieką dietetyka i bardzo to pomogło, chociaż część kilogramów wróciła (ale łapała się jeszcze w lekkiej nadwadze) - z tego powodu była bardzo niezadowolona. Ja osobiście preferuję trochę więcej ciałka i na każdym kroku to okazywałem - że jest piękna taka jaka jest. Ale wiadomo, jeśli kompleksy są głęboko zakorzenione to nie przetłumaczysz - zwłaszcza że w poprzednim związku chłopak na każdym kroku komentował, a raczej krytykował jej nadwagę.
Sasza
Cytat
Po tej akcji że zdradą kilka nowych nawet doszło. Ale pracuję nad tym.
Jeśli chodzi o "tylko" oral to dla mnie gorszym jest ograniczanie się jej do tego niż klasyczny seks. Szczerze mówiąc lepiej bym to przyjął, gdyby jej nogi były rozłożone, a usta zamknięte, jeśli wiesz co mam na myśli. Ale jakoś już to przełknąłem.
A jeśli chodzi o impotencję boczniaka - trochę się do tego zbierała, żeby sprzedać mi taką informację. Kiedy w końcu powiedziała, to zapytałem tylko jakim ch...jem miałoby mnie pocieszyć to, że zdradzała mnie z impotentem. I myślę, że do tej pory już by to sprostowała, bo wywołało to u mnie spory spadek samooceny na długo.. Poza tym od żony boczniaka (chociaż nie byłem na tyle okrutny, by pytać wprost) wiem tyle, że nie tykał jej od roku i myślała, że to przez ich nieudane próby zajścia w ciążę. Ale jak mówiłem nie wdawałem się w szczegóły. Sam boczniak na wyzwiska od impotentów pier...nych nie zareagował specjalnie. W sensie nie próbował sprostować, skupił się na błaganiach by nie mówić żonie o niczym.
Cytat
Jednocześnie śmieszne i smutne. Ironia losu, że taka pipa była kochankiem mojej kobiety. Przecież to jest zupełny brak godności. I zmusza do myślenia - kim ja byłem w jej oczach, skoro on jest taką kluchą. Co prawda moja była załamana jego postawą i tym na kogo tak naprawdę poleciała. Eh te głupie baby...