Wyszukiwarka


Nawigacja
Strona Główna
Dodaj zdradę
Artykuły
Kontakt
CZAT (jest 1 zobacz kto)
~ Ania0013

Ekipa portalu
Test na wierność
Portal w pigułce


Wasze zdrady
Zdradzone przez męża
Zdradzeni przez żony
Zdradzone przez chłopaków
Zdradzeni przez dziewczyny
Zdradzeni w innych związkach
Zdradziłem - zdradziłam
mama/tata zdradza

Pomocne instytucje
Detektywi
Prawnicy
Psycholodzy
Poradnie rodzinne
Dodaj instytucję

Wzory dokumentów
Porady prawne

Zbanowani użytkownicy
Polityka cookies
Postrzeleni kulkami
Użytkowników Online
Gości Online: 50
Brak Użytkowników Online

Zarejestrowanch Uzytkowników: 13,266
Najnowszy Użytkownik: nowy
Ostatnie Artykuły
Potęga przebaczenia
Jak rozwiązać proble...
Dziecko ofiara małże...
Życie po zdradzie
Ból emocjonalny R...
Reklamy...
Straszny żal i brak wybaczenia
Zdradziłam/Zdradziłem/Mam romansNasz związek miał kilka burzliwych okresów. Przyznaję, że mój mąż zawsze się starał, to ja w naszym wszystko psułam.
Pozostawałam w bardzo toksycznej relacji z matką, która wszystkiego mi zakazywała, wszystko wiedziała lepiej. Nie zamieszkałam z nim przed ślubem, chociaż obiecywałam, nie wyjechałam z nim na żadne wakacje, które również na wieczne kiedyś odkładałam. Gdy już zbierałam się na rozmowę z matką, po jej minie albo pierwszych słowach wiedziałam, że sprawa jest przegrana. Może jest to trudne do zrozumienia jak dorosła kobieta może być tak uzależniona od matki. Cóż, tak mnie wychowano, zawsze pod jej dyktando, ja jedynaczka, ojciec mówiący "rób jak mama mówi", sam będący totalnie pod jej pantoflem. Byłam także uzależniona finansowo od rodziców.
W 2016 mocno się kłóciliśmy o zaręczyny, on zmęczony moim wiecznym "nie" na wszystko, w tym na mieszkanie, powtarzał, że nie widzi potrzeby zaręczania się i ślubu, że szkoda mu pieniędzy i że swoim zachowaniem "nie zasługuję" na pierścionek. Nie dziwię mu się teraz, psycholog wytłumaczył, że on też bardzo przeżywał moje zachowania. Wówczas tego nie dostrzegałam, było mi przykro, że tak mówi. W dodatku otoczenie pytające czy my się w końcu zaręczymy i matka, która, chociaż go uwielbiała, w każdej domowej awanturze rzucała, że jestem głupia i naiwna, a on nie traktuje mnie poważnie i wpędza w lata. Działało na psychikę, mocno. Byłam w dołku, "pocieszałam" się faktem, że wśród znajomych jest jeszcze jedna taka para jak my, z długim stażem, bez zaręczyn i planów ślubnych.
W końcu lipca 2016 r. wylądowaliśmy na weselu jego znajomych, wśród gości wspomniana wyżej para i nagle... dziewczyna z tej pary wyskakuje nad rosołem z pierścionkiem na palcu. Ledwo przeżyłam to wesele, miałam łzy w oczach całą imprezę. Niewiele z niego pamiętam, na pewno pokłóciliśmy się ostro. Mówił, że nie ma mowy, nie będzie żadnych oświadczyn i żadnego ślubu. Zawsze, po każdej kłótni, czułam podświadomie, że będzie dobrze, że się pogodzimy. To była pierwsza sytuacja, w której poczułam, że moje serce zostało złamane. Zwątpiłam w te 6 lat, które wówczas razem byliśmy, czułam się oszukana. Pamiętam, że wtedy jakoś zobojętniałam na wszystko, na życie.
Nagle, miesiąc później, w sierpniu na wyjeździe do Wrocławia oświadcza mi się. Miałam pewne przeczucie. Pamiętam, że podzieliłam się nim z koleżanką, było ono kompletnie nieracjonalne, niepoparte żadnymi faktami, ale tak czułam. I ja sama i koleżanka uspokajała mnie abym sobie nie wyobrażała. Miałam jednak nosa. Wytłumaczył, że chciał się oświadczyć, że wówczas na tamtym weselu miał upatrzony dla mnie pierścionek i był zły na tamtą parę (powiedział tamtemu chłopakowi, że szuka pierścionka, a tamten nie podzielił się z nim tą informacją). I było szczęście i rozpoczęliśmy planowanie wesela. To był naprawdę szczęśliwy czas, chociaż w sercu nosiłam wspomnienie tej kłótni na weselu. Bardzo przeżyłam tamtą sytuację i minęło sporo czasu zanim o niej zapomniałam.
Zaczęło psuć się w 2017 r. Chciał razem mieszkać, ja chociaż po studiach, realizowałam dalszą ścieżkę naukową (taki zawód niestety) i nadal pozostawałam uzależniona finansowo od rodziców. On zaczął mi grozić, że nie będzie ślubu, że nie idzie niczego załatwiać itp. Ponownie, teraz gdy wytłumaczył to psycholog rozumiem, że ten szantaż brał się z kompletnej niemocy, ale wówczas uważałam, że postępuje samolubnie, wie jak ciężko mi z matką i jeszcze stawia mnie między młotem a kowadłem. Był też stres o egzaminy, które były podsumowaniem mojej całej ścieżki zawodowej i matka jęcząca nad głową, że już się trzeba zacząć uczyć. Naprawdę myślałam, że oszaleję, nie ogarniałam rzeczywistości, bałam się nawet w myślach planować następny dzień. Bałam się, że on zerwie. Chciałam jakoś przetrwać, zdać egzaminy, a później już tylko chwila i nasze wesele. Wolność zawodowa, finansowa, małżeństwo.
W tym całym chaosie pojawił się ten, z którym zdradziłam. Był starszy o całe naście lat, z żoną i praktycznie dorosłym dzieckiem. Wpierw mieliśmy zupełnie zwyczajny kontakt, bez żadnych podtekstów, lubiliśmy się. Wyszło przypadkiem, on pijany z kolegami popłynął pisząc, że mu się zawsze podobałam. Byłam tym szczerze zszokowana,uważałam to za koniec znajomości. Po jakimś czasie te emocje opadły, wróciliśmy wpierw do normalnych rozmów, w zasadzie to pisaliśmy tylko ze sobą. Z czasem w tych rozmowach pojawiały się słowa, że podobam mu się, jakieś komplementy. Schlebiało mi to, nie powiem. Kiedy z niezrozumiałych dla mnie wówczas względów mój narzeczony szantażował mnie ślubem, kiedy czułam się totalnie bezwartościowa,te komplementy i te słowa dawały mi jakiś rodzaj ucieczki. Nie podejrzewałam nawet, że mogłoby to przerodzić się w romans. Nigdy nie interesowały mnie takie przygody.
Sytuacja nadal była dla mnie coraz bardziej stresująca, więc uciekałam w tę znajomość. Zdarzało nam się spotkać, ale była to zwykła kawa i rozmowa. Zdarzyło się spotkać sam na sam i też niczego nie robił. W końcu tak się stało, że doszło do seksu. W sumie nie pamiętam tego dokładnie, czułam się gdzieś poza swoim ciałem, nie było to ani przyjemne ani satysfakcjonujące. Czułam do siebie wstręt, jednocześnie było to jakieś nierealne. Po tym on pisał, upewniał się, że ok, zabiegał. Było kolejnych kilka razy. Nie wiem czemu, nie o seks mi chodziło, wydawało mi się, że jemu też nie. Jasne, inicjował, ale nie wydawał się zainteresowany wyłącznie tym. A ja? Ja się na to godziłam, chciałam aby był, wysłuchał mojej paplaniny o problemach, powiedział coś miłego. Czułam się dowartościowana. Z seksu orgazmu nie miałam. Nigdy.
Nie chciałam kontynuować tej relacji po ślubie. Lubiłam go, uważałam, że możemy mieć kontakt, fajnie, że mogę z nim porozmawiać, znaleźć ujście dla mojej wiecznej patologicznej wręcz paplaniny o problemach. Cóż, o psychologu na problemy nie pomyślałam, w moim domu psycholog był dla "głupich".
Happy endu nie było. Mamusia niezadowolona, że nie jest na naszym ślubie najważniejsza poobrażała się na całą rodzinę, groziła, że nie dopuści do ślubu. Po prostu piekło. Chociaż publicznie nie wydarzyło się nic złego, dla mnie to był przykry dzień, przez nią. Tak się nienormalnie zaczęło nasze małżeństwo i tak nienormalnie trwało całe miesiące. On w pracy, jedyny który ogarniał wszystko, od prania po zarabianie na dom. Ja w totalnej rozsypce, bez pracy (także dzięki zabiegom matki), załamana. On pozornie radzący sobie ze wszystkim, jednocześnie krzyczący na mnie, że się załamuję. Miałam mu za złe, nawet nie podejrzewałam, że on to przeżywa, mówił, że problemy mojej rodziny po nim spływają.
Znowu znalazłam ujście w rozmowach z tamtym. Mogłam się wygadać. Dochodziło do seksu, godziłam się na niego, chociaż wcale go nie potrzebowałam.
Z czasem jednak zaczęła mi ta relacja wadzić. Zaczęło do mnie docierać co robię, że to nie fair, zaczęłam dostrzegać, że tamten w zasadzie tylko chce jednego. Uważał przy tym, że jest taki zajebisty, a wcale nie był. Zaczęłam wymyślać wymówki aby się nie spotykać, chociaż nie umiałam i nie chciałam ucinać tej znajomości. Myślałam, że się to tak jakoś rozejdzie przez obopólny brak czasu i obowiązki, ale bez żalu, bez jakiejś zemsty z jego strony. Kiedyś mi przeszło przez myśl, że on wie za dużo o mnie i nie chciałam iść z nim na noże. Pisałam mu jak dobrze mi z nim w seksie na pokaz. Nie chciałam żeby się obraził i faktycznie wykorzystał to co o mnie wie, o moich problemach. Chciałam aby wierzył, że ten brak spotkań to tylko brak czasu, nic więcej.
Mój mąż dowiedział się przypadkiem, nie wylogowałam się z facebooka. Był zdruzgotany, poszliśmy do psychologa, totalna porażka. Oboje wyszliśmy niezadowoleni z przebiegu tej wizyty. Na tym skończyła się terapia par. Mąż znalazł sobie psychologa i poszedł beze mnie. Nie miałam pretensji, wiedziałam, że tego potrzebuje. Następne miesiące chociaż nerwowe i pełne kłótni, zali, inwigilowana mnie (za moją zgodą), czytania moich rozmów z tamtym, czytania jak żaliłam się na przestrzeni lat na mojego męża koleżankom (tak, jak była kłótnia, biegłam i paplałam do koleżanek :( ). Ale jakoś wydawało się to iść do przodu. Przychodził od psychologa z notatkami, czytał mi je, miał zadania dla nas, propozycje co robić, jak się starać, polecenie aby rozmawiać. Ja sama zaczęłam konsultować się z innym psychologiem.
Nagle bańka prysnęła. Wiedziałam, że go to męczy, wiedziałam, że próbujemy rozmawiać, ale często te rozmowy przeradzają się w kłótnie. Szczerze wierzyłam, że sobie poradzimy, w końcu każdy radził się psychologa. Potem okazało się, że jeden psycholog mówi A, drugi mówi B, doszło do momentu, w którym spieraliśmy się czyj psycholog ma racje i czyj jest lepszy. Paranoja. Mam żal do siebie i do ludzi, z którymi się konsultowaliśmy. Każdy powtarzał, że mamy problem w komunikacji, że powinniśmy iść na wspólną terapię, a jednocześnie urządzano nam terapię par na indywidualnych jednoosobowych konsultacjach. Minęło 6 miesięcy. Czuję, że nie tyle stanęliśmy w miejscu, co sobie pogorszyliśmy kłócąc się przez psychologów. On zaczął mówić o tym, że chce rozwodu, że czeka aż ja też się z tym pogodzę. Zaczęliśmy żyć na dwa pokoje. Trwa to od około tygodnia. Zorganizowałam psychologa dla nas obojga, było słabo, on twierdził, że nie chce się starać, że nie interesuje go terapia, że chce abym ja się pogodziła z rozstaniem a nie mówiła o tym, że moje życie nie ma sensu bez niego i chcę popełnić samobójstwo. Wiem, że do niczego nie mogę go zmusić, ale mam poczucie, że oboje chcieliśmy i chociaż trafiliśmy pod opiekę profesjonalistów, to odebrano nam prawdziwą drugą szansę przez te 6 miesięcy. Powiedział, że czeka ile wytrzymam takiego życia i udawania przed rodziną i znajomymi. Doszło między nami do wielu ostrych kłótni w minionych dniach, ja nie panuję nad nerwami, zdarza mi się rzucać przedmiotami w podłogę, nienawidzę samej siebie, mam żal do siebie, chciałabym żeby dał mi szansę. Wciąż w nią wierzę, znam go, wiem, że potrafi być w nerwach bardzo nieprzyjemny i chamski. Chociaż chodziło o znacznie lżejsze gatunkowo tematy, to jednak w przeszłości tak było, że nie dyskusja w której on po złości przyjmował strategię "nie na wszystko", a czyny powodowały, że wracaliśmy do normy. Wiem, że zdrady nie da się wymazać, ale chciałabym aby dostrzegł, że w całym tym poplątaniu życiowym chcę pracować nad sobą i swoim zachowaniem (moje zachowanie prowokowało jego negatywne zachowanie w większości). Powiedział, że nie chce ze mną dzieci, bo nie umiem zadbać o siebie a co dopiero o dziecko. Wiele przykrych słów padło, a jeszcze w piątek tydzień temu ze sobą spaliśmy. Czy jest szansa? Czy to może być po prostu etap przeżywania zdrady? Nie wyobrażam go sobie z inną, kocham go. A on za swoją psycholog powtarza tylko, że jak ktoś kocha to nie zdradza :(
Komentarze
Strona 2 z 2 < 1 2
W55 dnia listopad 23 2019 22:54:45
Uffff. Ja chyba śnie , albo to jest jakiś horror.Słuchaj autorko , najlepszym sposobem by poczuć co mysli i czuje twój mąż jest po prostu postawić się w jego położeniu i zacząć myśleć i czuć tu i teraz tak jakbyś była w jego ciele. Czy wasze małżeństwo ma szansę przetrwać? Niewielką ,ale tak.Po pierwsze swymi postepkami doprowadzilas do tego ,że energia życiowa twego męża równa się null.Jak to wyrównać? Albo rozstaniecie się na jakiś czas bez żadnych kontaktów ,albo po prostu radykalnie zmienicie otoczenie wyjeżdżając nagle i na zawsze w drugi koniec kraju ,albo dajesz mu wolną rękę sama organizując spotkania dla męża typu kmk ,albo.....no wyjść jest wiele ,ale na pewno wyjściem nie jest teraz potomek.Zrobiłaś niezły kogiel-mogiel ,a teraz wszyscy be : mama ,psycholodzy ,koleżanki i kochanek.Gdzie tu sens.

msz dnia listopad 25 2019 08:43:46
Dziewczyno...Zapewne nie znalazłaś Tu tego czego szukałaś...Ale Jako obcy człowiek, który nie ma powodów by dla Ciebie chcieć źle, zapewniam Cię że znalazłaś tu zalążek tego co Ci jest potrzebne...Nawet jak nie masz magnesu to wydrukuj sobie to co napisał Dirty i przybij sobie gwoździem do lodówki...Wracaj do tego najczęściej jak się da...

Yorik dnia listopad 25 2019 12:19:14
Rola nieodpowiedzialnej za nic, nieempatycznej ofiary losu jest bardzo wygodna. Szkoda, że zawsze jest bardzo toksyczna dla otoczenia. Ofiara pielęgnuje w sobie poczucie krzywdy/pokrzywdzenia i złości często nic nie robiąc, ale rozdrapując rany latami, nie widząc nawet jak bardzo sama przez to staje się zła/toksyczna, skoncentrowana na swojej krzywdzie, krzywdzi innych. Złość czy nienawiść na siebie samą, przekierowuje na innych mając pretensje o swoją bezradność, bierność i nieodpowiedzialność. Z czasem Ofiara staje się mistrzynią pasywnej agresji i manipulacji we wzbudzaniu poczucia winy, przerzucaniu odpowiedzialności za siebie na innych. Użalanie się nad sobą, prowokowanie agresji, bierność, oddawanie kontroli i odpowiedzialności za swoje życie, nie stawianie granic i dążenie do kreowania określonych sytuacji służy żerowaniu na współczuciu, litości, poczuciu winy by tym manipulować otoczeniem.
Ofiary nie interesuje rozwiązanie problemów, które generuje, bo straciła by możliwość manipulacji. Gdzie tylko może doszukuje się Kata, bez którego nie potrafi żyć. Toksyczna postawa Kata jest bardziej widoczna, Ofiary jest ukryta. Biedna, skrzywdzona Królowa dramatu dalej prowadzi swoją grę Ofiary szukając przyczyn i usprawiedliwień swojego postępowania u wszystkich tylko nie u siebie;

Strona 2 z 2 < 1 2
Dodaj komentarz
Zaloguj się, żeby móc dodawać komentarze.
Oceny
Dodawanie ocen dostępne tylko dla zalogowanych Użytkowników.

Proszę się zalogować lub zarejestrować, żeby móc dodawać oceny.

Brak ocen.
Podobne zdrady
Reklama Zjawy i demony
www.parapsychologia.zjawa.com
Zdrada i brak zaufania
brak zaufania /erni467/
kawa a potem, gwałt, brak asertywności czy manipulacja....
brak walki
Brak mi sił
Brak sił
Brak sił
brak mi słów
Brak słów by opisac to co czuje
bunt nastolatki - brak zgody na spotkania z ojcem
brak oddechu
Zdradzila brak wyrzutow sumienia cdn...
brak slow..
brak seksu po zdradzie , co ze mna jest nie tak?
Zdrada dziecko wybaczenie brak skruchy zdradzającej osoby
Logowanie
Login lub e-mail

Hasło



Nie jesteś jeszcze naszym Użytkownikiem?
Kilknij TUTAJ żeby się zarejestrować.

Zapomniane hasło?
Wyślemy nowe, kliknij TUTAJ.
Aktywne tematy !!!
Stara rana
Kiedy to minie
Bo rozeszlismy się w...
Za co?
Byłem szczęśliwy
Moja historia i moja...
Jestem masochistka!!!
Kolezanka z pracy sm...
Straszny żal i brak ...
nie udaje się wrócić...
Beznadzieja
zaraz mnie zostawi?
Jak z tym skończyć
Bezsilność
Warszawa, okolice zd...
Nawet nie wiem jak t...
Zdrada Sam się w tym...
Podwójne życie mojeg...
Zdradzona zaraz po ś...
Zdradziłam i po tym ...
Nie śpij, bo Cię okr...
Muszę bo się uduszę
Bezradna
Podejrzenie zdrady
I co dalej...
Shoutbox
Tylko zalogowani mogą dodawać posty w shoutboksie.

batou
14/11 12:40
Witam

Archiwum
Reklamy
Masaż Kęty
Copyright © 2007-2015 www.zdradzeni.info