Reklamy...
Zobacz Temat
Zdrada - portal zdradzonych | Forum dla zdradzonych i zdradzających | Obok tematu
Strona 39 z 48 << < 36 37 38 39 40 41 42 > >>
Autor RE: Z wierszem...przez życie
Deleted_User
User deleted!

Postów: 0
Nowy

Miejscowość: nowhere
Pomógł: 0

Data rejestracji: 01.01.70

Ostrzeżenia:
Dodane dnia 28-04-2014 20:29
Notatka

Życie - jedyny sposób,
żeby obrastać liśćmi,
łapać oddech na piasku,
wzlatywać na skrzydłach;

być psem
albo głaskać go po ciepłej sierści;

odróżniać ból
od wszystkiego, co nim nie jest;

mieścić się w wydarzeniach,
podziewać w widokach,
poszukiwać najmniejszej między omyłkami.

Wyjątkowa okazja,
żeby przez chwilę pamiętać,
o czym się rozmawiało
przy zgaszonej lampie;

i żeby raz przynajmniej
potknąć się o kamień,
zmoknąć na którymś deszczu,
zgubić klucze w trawie;

i wodzić wzrokiem za iskrą na wietrze;

i bez ustanku czegoś ważnego
nie wiedzieć.

Wisława Szymborska


This user has been deleted!
http://basti2web.de Wyślij Prywatną Wiadomość
Autor
RE: Z wierszem...przez życie
Wścibski Gość
Nadistota

Avatar Użytkownika

Postów: Bardzo dużo
Data rejestracji: Od zawsze
Dodane dnia 18-06-2019 00:10
Reklama
Góra http://www.zdradzeni.info/ Wyślij Prywatną Wiadomość
Autor RE: Z wierszem...przez życie
Deleted_User
User deleted!

Postów: 0
Nowy

Miejscowość: nowhere
Pomógł: 0

Data rejestracji: 01.01.70

Ostrzeżenia:
Dodane dnia 01-05-2014 20:13
Pierwszy raz o nim

Jest dla niej
bar­dzo dob­ry

W po­ciągu pełnym ludzi
zaw­sze znaj­dzie miej­sce
przy ok­nie
Sam w ko­rytarzu stoi
nad ga­zetą się kołysze

Kiedy deszcz pa­da
swój płaszcz jej od­da­je
Mówi
Nic mi nie będzie

Od­dałby jej
swój sen
swo­je oczy

Jest dla niej
bar­dzo dob­ry
mówią

Cze­go ona jeszcze chce

A ona nic nie chce
Uśmie­cha się do niego
i płacze*

Ona znów za­siada do swo­jej sta­rej maszy­ny do pi­sania. Prze­zor­nie us­ta­wiła biur­ko przy ok­nie, by móc szu­kać in­spi­rac­ji za­led­wie dzięki spoj­rze­niu w pra­wo, w przeźroczys­te szy­by. Dzi­siaj lek­kie fi­ran­ki roz­wiewa wie­czor­ny wiatr, który wwiewa do mie­szka­nia za­pach let­nich no­cy. Przy­goto­wała się so­lid­nie: półlit­ro­wy ku­bek pa­rował za­pachem moc­nej ka­wy, czwar­tej te­go dnia, a wciąż za mało ko­feiny, by obudzić jej ser­ce... Na na­gie ciało narzu­ciła ob­szerną białą koszulę, za­kupioną spec­jalnie na te okaz­je. Jed­nak dziur­ki nig­dy nie docze­kały się roz­dziewicze­nia przez małe gu­ziki...
A więc kładzie swo­je dłonie o długich pal­cach z poob­gry­zany­mi paz­nokciami na wys­tających kla­wiszach i cze­ka... na wenę, która nie przychodzi. Mi­nuty mi­jają niepos­trzeżenie, ręce drętwieją, leżąc w ocze­kiwa­niu z pal­ca­mi wska­zujący­mi na li­ter­kach "A" i "L". Nie po­maga jej na­wet głośna mu­zyka dop­ro­wadzo­na do jej umysłu za po­mocą cien­kiego ka­bel­ka. Ta­ki jej oso­bis­ty res­pi­rator, pod­trzy­mujący fun­kcje życiowe. Wsłuchu­je się w mie­szające się ero­tycznie głosy An­gu­sa i Ju­lii Sto­ne, cho­ciaż wte­dy tak bar­dzo tęskni za lep­szym życiem, które się skończyło, za­nim w ogóle po­jawiła się na tym świecie.
Nag­le poczuła, że nie jest już sa­ma w po­koju, a płomień świecy niebez­pie­cznie zaczął drżeć od sil­niej­sze­go pod­muchu wiat­ru, rzu­cając na prze­ciw­ległą ścianę ob­ra­zy god­ne teat­ru cienia. Nie od­wróciła się, na­wet nie drgnęła, jej pal­ce z ka­mienia wciąż cze­kały na roz­kaz, by zacząć ta­niec na wy­tar­tych kla­wiszach. Wie­działa, że to on. Że stoi w drzwiach po­koju, znaj­dujący­mi się za jej ple­cami. Myśli, że nie wie... Tym­cza­sem ona wyczułaby je­go obec­ność na­wet w tłumie ludzi wier­nie udających wiarę w kościele, czy w prze­pełnionym tram­wa­ju, stojąc tuż przy kierow­cy, gdy on sie­działby na sa­mym końcu... Roz­poznałaby je­go spoj­rze­nie na swoich ple­cach na­wet wte­dy, gdy­by była niewidzial­na. Nie od­wróci się, on nic nie po­wie. Będzie tak stał, jak każde­go wie­czo­ra i pat­rzał, jak wiatr uno­si jej długie blond włosy, a na jej, odsłaniającym się od cza­su do cza­su, kar­ku wys­ka­kuje gęsia skórka.
Prze­sunęła płyn­nym ruchem swo­je pal­ce na in­ne li­tery i przez chwilę ciszę zakłóciły trzy cha­rak­te­rys­tyczne dla maszy­ny do pi­sania dźwięki. On.
Od ty­lu lat spędzała czas, wys­tu­kując swo­je emoc­je i uczu­cia w białą kar­tkę for­ma­tu A4, a nig­dy nie na­pisała ani jed­ne­go zda­nia o nim. A prze­cież był. Zaw­sze był, jeżeli nie z nią, to obok niej. Jeżeli nie mówił, to przy­naj­mniej słuchał. Jeśli nie radził, to przy­naj­mniej nie kry­tyko­wał. Jak to możli­we, że spędziła z nim połowę swo­jego mar­ne­go życia, a nie na­pisała o nim żad­ne­go wier­sza, opo­wiada­nia, poema­tu? Nig­dy na­wet nie na­pisała do niego lis­tu, co naj­wyżej pośpie­sznie na­baz­grała listę z niezbędny­mi rzecza­mi, które mu­siał ku­pić.
Wy­ciąga prawą dłoń i zachłan­nie obej­mu­je nią czar­ny ku­bek przy­wieziony kil­ka lat wcześniej z Grec­ji. Jej ulu­biony. Tyl­ko w nim ka­wa sma­kuje jak ka­wa... Ręka za­wisa w połowie dro­gi do ust, a jej wzrok spoczy­wa na błyszczącej, złotej obrączce, przy­pomi­nającej o lep­szych cza­sach, które ją ominęły, które od­rzu­ciła pew­ne­go dnia słowem "tak".
Ka­wa wle­wa się do ust, parzy język, gwałci kub­ki sma­kowe swoją in­tensyw­nością.... Czy nie jest nies­pra­wied­li­wa i niew­dzięczna? Prze­cież kochał ją miłością, którą zaw­sze chciała pot­ra­fić ko­goś ob­darzyć. Czy to mało? Prze­cież jest. Zaw­sze, gdy pot­rze­buje wor­ka tre­nin­go­wego jest dla niej. Za­mienia się w nie­wzruszo­ny tobół, przy­goto­wany na ciosy, które już go nie bolą. Zaw­sze, gdy pot­rze­buje przy­jaciela, na które­go ra­mieniu mogłaby wypłakać ko­lejną zbyt cielesną miłość, jest dla niej. A miałaby na pew­no przy­jaciół w spo­rej liczbie mno­giej, gdy­by tyl­ko trak­to­wała ludzi po­ważnie i nie ra­niła bez po­wodu... Gdy­by tyl­ko w końcu zro­zumiała, że kłam­stwo nie jest je­dyną me­todą postępo­wania w życiu. Zaw­sze, gdy ogar­niała ją frus­trac­ja, bo nie mogła za­pisać od kil­ku miesięcy na­wet połowy kar­tki, był dla niej. Opo­wiadał set­ki nies­tworzo­nych his­to­rii, za­bierał na kil­ku­godzin­ne wy­cie­czki w nieod­kry­te miej­sca, puszczał niez­na­ne me­lodie, by tyl­ko po­budzić jej wenę do działania.
Czy to mało? To wys­tar­czająco wiele, by na­pisać o nim co naj­mniej ama­tor­ską wer­sję Bib­lii, a tym­cza­sem nie ma on nim na­wet fraszki. Wśród tych wszys­tkich kar­tek, tych pog­niecionych jak i tych sta­ran­nie włożonych do białej teczki z na­pisem "Opo­wiada­nia", nie ma nic o nim. Wśród ob­szer­nych tek­stów o mężczyz­nach po­jawiających się w jej życiu tyl­ko na chwilę, nie ma na­wet kil­ku wersów o nim, który jest sta­le od kil­ku­nas­tu lat.
Odkłada po­woli ku­bek na biur­ko i zaczy­na pieścić pal­ca­mi każdy kla­wisz po ko­lei, jak­by błagając, żeby słowa sa­me ułożyły się w całość. Na­dal czu­je na so­bie je­go wzrok, ciągle tam stoi, niczym anioł stróż. Na­wet tym spoj­rze­niem obej­mu­je ją, głaszcze, kocha... Jak­by urodził się tyl­ko po to, by żyć dla niej.
Jak może go tak trak­to­wać, ra­nić każdym wy­razem, który nie jest o nim, a o in­nych tak bar­dzo nieważnych, że półki ugi­nają się od sto­su pa­pieru? Czy­tał wszys­tko, co wychodziło spod jej chu­dych palców, szu­kając między wier­sza­mi siebie. Szu­kając w pob­liżu wy­razów "miłość" i "kocham" miej­sca na swo­je inic­jały. Nig­dy nic nie zna­lazł, ale jest. Wo­li być obok niej w rzeczy­wis­tości, niż przy­nosić kawę do łóżka czar­ny­mi li­tera­mi po­roz­rzu­cany­mi na kar­tce pa­pieru.
Chce na­pisać o nim coś piękne­go, coś wyjątko­wego, co wy­raziłoby całą wdzięczność, jaką do niego czu­je. Chce wy­musić cho­ciaż jed­no zda­nie, może dwa... Prze­cież zasługu­je co naj­mniej na pean. Nie ma w so­bie jed­nak nic ważne­go, nic szczególne­go. Jej miłość do niego jest na ty­le ba­nal­na, że nie pot­ra­fi wychwy­cić z niej nic, co mogłoby zain­te­reso­wać czy­tel­ni­ka. Wys­tu­kuje po­woli i ryt­micznie, jak­by ak­centując każdą li­terę...
On. Co po­win­nam o nim na­pisać? O naszym życiu ra­zem, a raczej je­go by­ciu ze mną, a moim trwa­niu obok niego... Po­win­nam na­pisać, że lu­bię, gdy wra­ca w no­cy do do­mu i całuje mo­je zas­pa­ne ob­licze...? Że lu­bię świado­mość, że ciągle jes­tem w liczbie mno­giej, na­wet wte­dy gdy ko­lej­ni ludzie zni­kają z mo­jego życia...? Że le­piej mi, wiedząc, że jest jed­na oso­ba, która myśli o mo­jej duszy, gdy ktoś in­ny ba­wi się tyl­ko moim ciałem, biorąc wszys­tko co mam... A dla mnie już nic nie zos­ta­je, a co do­piero dla niego... Na­wet te­raz zmuszam się, żeby na­pisać o nim co­kol­wiek, a zda­nia brzmią pus­to, bez wy­razu, bez emoc­ji, jak­by nie było w moim ser­cu żad­nych wzniosłych uczuć. A prze­cież jest dla mnie ważny. Ale chy­ba nie tak, jak ja dla niego... Stoi za moimi ple­cami, po bi­ciu je­go ser­ca poz­naję, że jest smut­ny. Dzi­siaj się na­wet do niego nie uśmie­chnęłam... Po­win­nam odejść. Dać mu wol­ność, za­bijając go troszkę, od­chodząc.
Sięga zno­wu po kawę, te­raz już zu­pełnie zimną. Sma­kuje wyrzu­tami su­mienia i zakłama­niem.
On pat­rzy na każdy jej ruch, pat­rzy jak do­tyka z wiel­kim na­maszcze­niem ko­lej­ne kla­wisze i tęskni. Je­go nig­dy nie do­tykała w ten sposób... Wie. Wie, że jest tyl­ko ase­kuran­tem. Ra­tuje ją z każdej op­resji... pod­no­si z podłogi... wy­ciąga nóż z dłoni... za­bija pająka uk­ry­tego w łazien­ce za szklanką z szczo­teczka­mi do zębów... ra­tuje usychające kwiat­ki, o których za­pom­niała... go­tuje obiady... przy­pomi­na o ważnych ter­mi­nach, dzięki cze­mu ciągle ma pracę... biega do ap­te­ki po tab­letki na jej ból głowy... cho­wa bu­tel­ki z al­ko­holem, by ko­lej­nej no­cy nie spędziła w toale­cie... po­daje sy­rop na niekocha­nie z myślą, że kiedyś zadziała... Nie ocze­kuje nic w za­mian, a raczej przes­tał ocze­kiwać. Kiedyś wie­rzył, że z cza­sem uda się jej go po­kochać... że które­goś wie­czo­ra spoj­rzy na niego z miłością i wy­powie te dwa słowa, o których dzi­siaj na­wet nie marzy. Ale prze­cież jest. Od ty­lu lat jest obok niego ciałem, bo do jej duszy nikt tak nap­rawdę nig­dy nie miał wstępu. Może kiedyś jeszcze w cza­sach "przed nim", ale prze­cież ich wca­le nie było...
Stoi za nią, myśli, że ona nie wie. Widzi, jak wyszar­pu­je ner­wo­wo kar­tkę i gniecie ze złością, następnie cis­ka nią w róg po­koju. Ser­ce zaczy­na mu łomo­tać, gdy dos­trze­ga, że spuściła głowę, a jej ra­miona dziw­nie się trzęsą. Płacze?
Ona w bez­silności za­nosi się spaz­ma­tycznym płaczem w ryt­mie piosen­ki "Heart skip­ped a beat" i czu­je, że jej ser­ce przes­tało bić już daw­no te­mu. Cze­ka, aż jej anioł stróż po­dej­dzie do niej i ochro­ni przed sa­mym sobą.
Pod­chodzi i kładzie swo­je ciepłe dłonie na jej nies­po­koj­nych bar­kach, wy­cisza się. Wyj­mu­je jej słuchaw­ki z uszu i kładzie na biur­ku. Od­su­wa krzesło na kółkach, by zna­leźć się z nią twarzą w twarz. Pat­rzy na niego wil­gotnym wzro­kiem bez wy­razu. Bo­li go ser­ce, bo­li ją ka­wałek mięsa... Po­daje jej dłoń, by wstała, po­tem bie­rze ją na ręce i za­nosi do sy­pial­ni, gdzie kładzie do łóżka, jak małą dziew­czynkę. Przyk­ry­wa ko­cem po sa­me uszy, a ona wtu­la się w po­duszkę i znów płacze. On siada na skra­ju łóżka i cze­ka, i czu­wa, i jest... Jak zaw­sze, jak anioł stróż. Cze­ka.

Gdy ona zaśnie, pójdzie do jej po­koju i roz­wi­nie po­miętą kar­tkę leżącą na podłodze. Przeczy­ta ze łza­mi w oczach, bo w końcu na­pisała o nim kil­ka słów. Poczu­je po ty­lu la­tach, że is­tnieje... Po­kocha ją jeszcze bar­dziej, ska­zując się na większą sa­mot­ność, kiedy będzie szu­kał w jej zielo­nych oczach cienia zro­zumienia. A ona nie odej­dzie, bo tyl­ko przy nim może swo­bod­nie prze­lewać na pa­pier całe swo­je życie, w którym on z nie swo­jej wi­ny nie bie­rze udziału. Tyl­ko przy nim słowa nie o nim płyną z lek­kością.
Nie odejdą od siebie.
Zaw­sze prze­cież był dla niej. Zaw­sze prze­cież była obok niego.

* Małgorza­ta Hil­lar "O nim"


[img]http://obrazki.elektroda.pl/1641692300_1398971604.jpg[/img]


This user has been deleted!
http://basti2web.de Wyślij Prywatną Wiadomość
Autor RE: Z wierszem...przez życie
Deleted_User
User deleted!

Postów: 0
Nowy

Miejscowość: nowhere
Pomógł: 0

Data rejestracji: 01.01.70

Ostrzeżenia:
Dodane dnia 10-05-2014 23:12


Miłość od pierwszego wejrzenia

Oboje są przekonani,
że połączyło ich uczucie nagłe.
Piękna jest taka pewność,
ale niepewność piękniejsza.

Sądzą, że skoro nie znali się wcześniej,
nic między nimi nigdy się nie działor1;r1;r1;r1;.
A co na to ulice, schody, korytarze,
na których mogli się od dawna mijać?

Chciałabym ich zapytać,
czy nie pamiętają-
może w drzwiach obrotowych
kiedyś twarzą w twarz?
jakieś rprzepraszamr1; w ścisku?
głos rpomyłkar1; w słuchawce?
- ale znam ich odpowiedź.
Nie, nie pamiętają.

Bardzo by ich zdziwiło,
że od dłuższego już czasu
bawił sie nimi przypadek.

Jeszcze nie całkiem gotów
zamienić się dla nich w los,
zbiżał ich i oddalał,
zabiegał im drogę
i tłumiąc chichot
odskakiwał w bok.

Były znaki, sygnały,
cóż z tego, że nieczytelne.
Może trzy lata temu
albo w zeszły wtorek
pewien listek przefrunął
z ramienia na ramię?
Było coś zgubionego i podniesionego.
Kto wie, czy już nie piłka
w zaroślach dzieciństwa?

Były klamki i dzwonki,
na których zawczasu
dotyk kładł się na dotyk.
Walizki obok siebie w przechowalni.
Był może pewnej nocy jednakowy sen,
natychmiast po zbudzeniu zamazany.

Każdy przecież początek
to tylko ciąg dalszy,
a księga zdarzeń
zawsze otwarta w połowie.

Wisława Szymborska



This user has been deleted!
http://basti2web.de Wyślij Prywatną Wiadomość
Autor RE: Z wierszem...przez życie
Deleted_User
User deleted!

Postów: 0
Nowy

Miejscowość: nowhere
Pomógł: 0

Data rejestracji: 01.01.70

Ostrzeżenia:
Dodane dnia 11-05-2014 00:39
Lisbet : uwielbiam Szymborską,cholernie życiowe wiersze smileysmiley


This user has been deleted!
http://basti2web.de Wyślij Prywatną Wiadomość
Autor RE: Z wierszem...przez życie
Deleted_User
User deleted!

Postów: 0
Nowy

Miejscowość: nowhere
Pomógł: 0

Data rejestracji: 01.01.70

Ostrzeżenia:
Dodane dnia 14-05-2014 23:27
Kiedy brakuje mi ciebie

noc wypełnia moje myśli
i pustkę r11; przepaść tęsknoty
zaczepiam na linii życia,

by nie odleciało w ciszę.
jutro znów obejmę świat
spojrzeniem szarości, której

łaknę w źrenicach, jak cienia
ramion otwartych na chwilę
zespolenia w szaleństwie

obłędnych uniesień, widzę,
jak jesteś bliżej niż sen,
bo namacalny i ciepły.

zostań śladem, zanim odejdziesz
z kolejnym księżycem
zapragnę tej samej piosenki.

Barbara Chomko


This user has been deleted!
http://basti2web.de Wyślij Prywatną Wiadomość
Autor RE: Z wierszem...przez życie
Deleted_User
User deleted!

Postów: 0
Nowy

Miejscowość: nowhere
Pomógł: 0

Data rejestracji: 01.01.70

Ostrzeżenia:
Dodane dnia 19-05-2014 21:21

"tyle godzin
tyle dni
tyle lat
z których nic nigdy nie wynikło
z których nic nie wynika
z których nic nigdy nie wyniknie

tyle miejsc
tylu ludzi
tyle rozmów
które nie chronią przed śmiercią
które nie chronią przed życiem

ktoś - coś
gdzieś - kiedyś
było - nie było
nie wiem

dwadzieścia trzy lata -
dwadzieścia trzy światy"




Jarosław Borszewicz


This user has been deleted!
http://basti2web.de Wyślij Prywatną Wiadomość
Autor RE: Z wierszem...przez życie
Deleted_User
User deleted!

Postów: 0
Nowy

Miejscowość: nowhere
Pomógł: 0

Data rejestracji: 01.01.70

Ostrzeżenia:
Dodane dnia 22-05-2014 23:04

Ścigamy się do upadłego



Za czym gonimy w głupawym pośpiechu
dokąd biegniemy zmęczeni i smutni
czego szukamy grzebiąc w kalendarzach
o czym marzymy na jawie i we śnie


chyba już nie wiemy dokąd ani po co
biegniemy bo inni nie ustają w biegu
i tak ścigamy się do upadłego
póki się ślady nie zgubią na śniegu




Wacław Buryła


This user has been deleted!
http://basti2web.de Wyślij Prywatną Wiadomość
Strona 39 z 48 << < 36 37 38 39 40 41 42 > >>
Skocz do Forum:
Logowanie
Login lub e-mail

Hasło



Nie jesteś jeszcze naszym Użytkownikiem?
Kilknij TUTAJ żeby się zarejestrować.

Zapomniane hasło?
Wyślemy nowe, kliknij TUTAJ.
Copyright © 2007-2015 www.zdradzeni.info