Logowanie

Nazwa użytkownika

Hasło



Nie masz jeszcze konta?
Zarejestruj się

Nie możesz się zalogować?
Poproś o nowe hasło

Ostatnio Widziani

Julianaempat...07:16:48
bardzo smutny07:41:00
Pogubiony08:01:16
justynaaa08:28:08
Crusoe08:46:48

Shoutbox

Musisz zalogować się, aby móc dodać wiadomość.

NowySzustek
29.03.2024 06:12:22
po dwóch latach

Zraniona378
21.03.2024 14:39:26
Myślę że łzy się nie kończą.

Szkodagadac
20.03.2024 09:56:50
Po ilu dniach się kończą łzy ?

Szkodagadac
19.03.2024 05:24:48
Ona śpi obok, ja nie mogę przestać płakać

Zraniona378
08.03.2024 16:58:28
Dlatego że takie bez uczuć jakby cioci składał życzenia imieninowe. Takie byle co

Metoda 34 kroków

Metoda 34 kroków dla kryzysu w małżeństwie na odzyskanie pewności siebie w oczach partnera.

1.Nie śledź, nie przekonuj, nie proś i nie błagaj.
2.Nie dzwoń często.
3.Nie podkreślaj pozytywnych elementów związku.
4.Nie narzucaj się ze swoją obecnością w domu.
5.Nie prowokuj rozmów o przyszłości.
6.Nie proś o pomoc członków rodziny-masz wsparcie teściów póki są po Twojej stronie.
7.Nie proś o wsparcie duchowe.
8.Nie kupuj prezentów.
9.Nie planuj wspólnych spotkań.
10.Nie szpieguj, to Cię zniszczy.
11.Nie mów 'kocham Cię'.
12.Zachowuj się tak, jakby w Twoim życiu było wszystko w porządku.
13.Bądź wesoły, silny, otwarty i atrakcyjny.
14.Nie siedź, nie czekaj na żonę/męża , bądź aktywny, rób coś.
15.Będąc w kontakcie z nim/nią postaraj się mówić jak najmniej.
16.Jeżeli pytasz co robił/a w ciągu dnia, przestań pytać.
17.Musisz sprawić, że Twój partner zauważy w Tobie zmianę, że możesz żyć dalej z nim/nią lub bez niej/niego.
18.Nie bądź opryskliwy lub oziębły, po prostu zachowaj dystans.
19.Okazuj jedynie zadowolenie i szczęście.
20.Unikaj pytań dotyczących związku do chwili, gdy zechce sam/a z Tobą o tym rozmawiać.
21.Nie trać kontroli nad sobą.
22.Nie okazuj zbytniego entuzjazmu.
23.Nie rozmawiaj o uczuciach.
24.Bądź cierpliwy.
25.Nie słuchaj co naprawdę mówi do ciebie.
26.Naucz się wycofywać, gdy chcesz zacząć mówić.
27.Dbaj o siebie.
28.Bądź silny i pewny, mów cicho i spokojnie.
29.Pamiętaj, że jeżeli zdołasz się zmienić,Twoje konsekwentne działania mówią więcej niż słowa.
30.Nie pokazuj zagubienia i rozpaczy.
31.Nie wierz w nic co usłyszysz i 50% tego co widzisz.
32.Rozmawiając nie koncentruj się na sobie.
33.Nie poddawaj się.
34.Nie schodź z raz obranej drogi.

Moja historiaDrukuj

Zdradzona przez mężaMoja historia jest dosyć dziwna i skomplikowana, bo dopiero niedawno uświadomiłam sobie, że byłam idiotką, myślałam, że mój mąż dojrzeje i się zmieni. Poznaliśmy się 10 lat temu, była to wielka miłość, wspaniałe uczucie. Po krótkiej znajomości, bo już po 4 miesiącach zamieszkaliśmy razem. Na początku się wahałam, bałam się, że to tak szybko się rozwija. Ale on bardzo tego chciał, ja nie chcąc zbytnio razem zamieszkać, odganiałam temat. Pewnego dnia powiedział mi, że poszukał dla Nas mieszkanie, że tylko chce abym obejrzała. Zgodziłam się, ale nadal się wahałam, ale gdy obejrzałam mieszkanie, zgodziłam się. Może, też dlatego, że wcześniej wynajmowałam mieszkanie z koleżankami i chciałam być z nim codziennie. Nasze początkowe spotkania odbywały się codziennie, a nawet kilka razy dziennie, bo niedaleko siebie pracowaliśmy, więc każdą wolną chwilkę spędzaliśmy razem. Zaczęliśmy żyć razem, mieć wspólne sprawy, kiedyś zabrał mnie do siebie do domu. Pamiętam, że strasznie się denerwował i wstydził, bał się, że jego ojciec będzie w domu pijany i będzie się za niego wstydził. Myślałam, że poznam jego matkę, ale kiedy przyjechaliśmy, jego matka gdzieś wyszła, wiedząc, że przyjedziemy. Nie rozumiałam tego, teraz myślę sobie, że może nie wiedziała o mnie. Ojciec się zjawił, zadzwonił do drzwi słaniając się na nogach i bełkocząc coś o tym, rże jest w niebie, bo ujrzał aniołar1;. Śmiałam się z tego, ale widziałam, że mojemu kochanemu nie jest do śmiechu. Pocieszałam go, że to nie jest jego wina, że ojciec pije, że nie może brać za jego zachowania odpowiedzialności. Pojechaliśmy do siebie, matka Marcina często dzwoniła, robiąc mu wyrzuty, że ją zostawił i że boi się życia z alkoholikiem, że nie będzie miała nikogo, kto ją obroni przed jego atakami. Nie rozumiałam tego, myślałam sobie, jak matka może wymagać od syna tego, aby ją chronił przed własnym mężem? Po prostu, nie widziała wyjścia z tej sytuacji. Była bardzo pobożną kobietą i nie potrafiła od niego odejść. Mieszkaliśmy sobie spokojnie, cieszyliśmy się sobą, widziałam, że mój kochany odetchnął i jest szczęśliwy. Ale po kilku miesiącach zaszłam w ciążę, z jednej strony byłam bardzo szczęśliwa, ale z drugiej bałam się jego reakcji, jak zareaguje, czy się zmartwi, czy będzie szczęśliwy? Przecież, to dziecko z prawdziwej miłości, pomyślałam. Miałam już wtedy 26 lat, więc byłam przygotowana na rolę matki, czułam to. Tylko finansowo nie byliśmy przygotowani, nie mieliśmy gdzie mieszkać, ja jeszcze kończyłam studia pedagogiczne. Ale myślałam sobie damy radę, przecież się kochamy. Mój kochany ucieszył się, nawet zadzwonił do matki z tą wiadomością, widziałam, że chce założyć normalną rodzinę. Pewnie również miał takie obawy jak ja. Postanowiliśmy się pobrać w grudniu 2001 roku. Zaczęliśmy przygotowania. Nie mieliśmy pieniędzy na huczne wesele, więc jednogłośnie stwierdziliśmy, że nasz ślub będzie małym przyjęciem w gronie najbliższych i bez alkoholu, ze względu na ojca męża. Miał obawy, że ojciec się upije i zniszczy mu bardzo ważne wydarzenie w życiu. Nasze wesele odbyło się przy obiedzie i kawie, a tego samego dnia wyjechaliśmy na tygodniową podróż poślubną do Paryża wraz z imprezą Sylwestrową. Teraz, po tylu latach żałuję tego, że wszelkie atrakcje i wyjazdy ja organizowałam i również sponsorowałam. Tą podróż również. Mój mąż nigdy nie miał, pieniędzy i ciągłe długi zaciągnięte w bankach. Kiedyś zapytałam się go dlaczego ma tyle kart bankomatowych w swoim portfelu? Czy korzysta z tylu banków? Ma w każdym banku rachunek? Przecież to kosztuje, odpowiedział że nie płaci za utrzymanie konta i że na tych kontach jest pusto, raczej fajnie mieć tyle kart. Zrozumiałam, że to bardziej dla szpanu, ma te wszystkie karty. Tak samo było z telefonami komórkowymi, zmieniał aparat telefoniczny średnio co dwa tygodnie, jaki ukazywał się nowy model musiał go mieć. Tłumaczyłam sobie, to że ma takie hobby, że chce być na bieżąco t techniką. A teraz wiem, że to nie tak, po prostu żył na wyrost. Później były różne sygnały, on i jego potrzeby i zachcianki były najważniejsze. Zaczęło nam się trudniej żyć finansowo, ja musiałam pójść na urlop wychowawczy po urodzeniu się dziecka. Byłam w domu i opiekowałam się naszą wspaniałą córeczką, oprócz tego kończyłam studia pedagogiczne. Było ciężko, matka męża chciała nam pomóc, więc zaproponowała, abyśmy się przeprowadzili do niej. Bałam się, bo wiedziałam, że jej mąż jest strasznym alkoholikiem. Zapewniała, że już nie pije i nie pozwoliła by, abyśmy znosili taką codzienność. Uwierzyłam w to, tym bardziej że mąż też tego chciał, deklarował że będzie nam się łatwiej żyło. Zgodziłam się, przenieśliśmy się do niej, na małe 36 mkw mieszkanie, ciasno, ale może będzie dobrze pomyślałam,. Zawsze jakaś pomoc przy dziecku. Zaczęło się psuć, nie potrafię nawet tego wyrazić, co to była za kobieta, pełna nerwów i depresji. Ciągle wracała do niej przeszłość. Ojciec męża faktycznie przestał pić, po 30 latach wielka odmiana, chodził regularnie na spotkania AA. Ale ten klimat w domu nie był do wytrzymania, ciągłe wrzaski teściowej na męża, chociaż byli po rozwodzie mieszkali razem. Wyzwiska pod jego adresem, spał na korytarzu, pod śpiworem, nie mogłam na to patrzeć. Myślałam sobie dlaczego muszę to znosić i moje dziecko musi widzieć taki obraz rodziny. Ze mną też się kłóciła, narzucała mi ciągle jak powinnam dbać o dziecko, jak ją ubrać, jak gotować jej obiadki, ciągle patrzyła mi na ręce. Tego nie mogłam znieść. Kiedyś przez dwa tygodnie nie rozmawiałyśmy ze sobą. Kiedy mówiłam o problemach mężowi, on stwierdził, że przesadzam, że jestem przewrażliwiona. Powiedziałam mu kiedyś, że albo to zmienimy albo ja z dzieckiem wyprowadzam się i że nie będę mieszkać w tym domu. Zaczęłam coś robić, aby to zmienić. Mąż interesował się kolarstwem górskim i często narzekał na swoją pracę. Miałam koleżankę, która zaproponowała mi pracę u jej znajomego w hurtowni rowerowej dla mojego męża. Pomyślałam, to praca dla niego. W dodatku mielibyśmy mieszkanie służbowe, to była wspaniała propozycja. Mąż zgodził się, był zadowolony, ale czasem widziałam, że jakby nie do końca, że chyba chciał nadal mieszkać z matką. Zrobiliśmy remont tego mieszkanka, byłam przeszczęśliwa, własny kąt, razem i bez oglądania takich widoków. Po jakimś czasie maż otrzymał propozycję od jednego z właścicieli tej hurtowni, że będzie kierownikiem w hurtowni w innym miejscu, należącej również do tego Pana. Mi również zapewni pracę i oczywiście będziemy mieli mieszkanie służbowe. To była kusząca propozycja, tylko mieliśmy się przeprowadzić 500 km od rodzinnych korzeni. Ja musiałam obronić pracę dyplomową i zrezygnować z pracy, którą wcześniej sobie załatwiałam po ukończeniu studiów. Pojechaliśmy w to miejsce. Widziałam, że mąż bardzo tego chce, była to dla niego szansa. Ja sceptycznie do tego podchodziłam, ale zgodziłam się. Zapomniałam o jednym wątku, który jest bardzo istotny, aby naświetlić nasz związek. Otóż krótko po naszym małżeństwie pożyczyłam moje oszczędności przyjaciółce, bo miała bardzo poważne problemy finansowe. Pożyczyłam jej znaczną sumę pieniędzy, które otrzymałam od rodziców. Te pieniądze miały być przeznaczone na własne M. Długo nie oddawała, a ja nie nalegałam, bo nie wiedziałam jeszcze co z nimi zrobić. Nie była to kwota wystarczająca na mieszkanie. Ale po 2 latach, dowiedziałam się od niej, że oddała jakąś część pieniędzy mojemu mężowi. Ja o tym nie wiedziałam, okłamywał mnie przez tyle czasu, pomyślałam. Jak mógł, zrobić coś takiego! Zapytałam się dlaczego to zrobił, gdzie są te pieniądze? Powiedział mi, że przegrał całą kwotę 6000 zł, w zakładach sportowych. Chciał kupić nam mieszkanie za wygraną, to było straszne! Nie mogłam uwierzyć, jak można być tak głupim i podstępnym. Wybaczyłam mu, ale ciągle to w głowie siedziało, myślałam sobie z nim jest coś nie tak. Kiedy się przeprowadziliśmy na nowe miejsce zamieszkania. Było ciężko, okazało się, że jego szef nie zobowiązał się do spełnienia swoich deklaracji. Mój mąż nie dostał awansu, ja nie otrzymałam pracy, ciągle byłam na wychowawczym. Po prostu nas oszukał, miał tylko jeden cel, ściągnąć mojego męża, bo wiedział że jest dobrym fachowcem i zna się na rzeczy. Trwało to niecały rok. W tym okresie zmarła moja mama, było to dla mnie traumatyczne przeżycie, byłam ciągle rozdrażniona, nie potrafiłam się tam odnaleźć. Nie widziałam sensu tkwić tam dłużej. Mój mąż po raz kolejny wykręcił mi numer finansowy. Nie mieliśmy dużo pieniążków, ale udało mi się uzbierać na samochód, bo był nam potrzebny. Najbliższy sklep spożywczy był oddalony 3km od miejsca zamieszkania. Ciężko mi było, tym bardziej, że nasza córeczka miała dopiero 2 latka. Wszędzie jeździłam na rowerze z dzieckiem: po zakupy, do lekarza itp. Miałam jakąś sumę, aby kupić samochód. Załatwiłam z naszym wspólnym znajomym, że poszuka nam coś konkretnego za te pieniądze. Umówiliśmy się, że pomoże nam w kupnie. I tak było, pojechaliśmy szukać czegoś konkretnego. Mój mąż dziwnie się zachowywał, szukał ciągle jakiś złomów, zgnitych wraków za mniejsze pieniądze. Nie rozumiałam tego, zaczęliśmy się kłócić. Mówiłam mu, że nie będę jeździć taką zgnitą padliną, bo to ja miałam tylko prawo jazdy. Wybrałam sobie samochód za kwotę, którą mieliśmy na ten zakup przeznaczoną. Wtedy mój mąż mi oznajmił, że nie mamy takiej kwoty. Nie rozumiałam co on do mnie mówi! Jak to nie mamy, przecież zbieraliśmy, mamy taką kwotę, o czym Ty mówisz? Przyznał się wtedy, że stracił część pieniędzy. Nie, tego miałam już dosyć. Powiedziałam mu, że ma mi zejść z oczu, że nie chcę o widzieć! Wysiadaj, ja sama kupię sobie samochód, wynoś się! Tak mu powiedziałam. Kupiłam, pożyczyłam od koleżanki, część pieniędzy i kupiłam samochód taki jaki chciałam, a nie jakich złom. Po przyjeździe nowym samochodem, nie odzywałam się do męża. Nie chciałam go znać, po raz kolejny mnie oszukał. Postanowiłam, że nie mogę być z człowiekiem, któremu nie można wierzyć. Szalały we mnie emocje, chcę rozwodu pomyślałam. I tak mu powiedziałam, kiedy zaczęliśmy o tym rozmawiać. Błagał mnie, żebym tego nie robiła, na kolanach, że się zmieni. Wybaczyłam, ale ciągle siedziało mi to w głowie. Nie mogłam na Niego liczyć, z wszystkimi problemami borykałam się sama. Teściowa oczywiście, twierdziła, że przesadzam, że on miał ciężkie dzieciństwo i nie powinnam mieć pretensji. Ja byłam wszystkiemu winna, nie lubiłyśmy się, brak zrozumienia. Była wpatrzona tak w swojego synka, że szkoda gadać. Ale to już nie był mały chłopczyk, tylko dorosły mężczyzna, który powinien dbać o rodzinę, a nie ją okradać! Po jakimś czasie, postanowiłam wrócić do miejsca w którym mieszkaliśmy wcześniej, ustaliliśmy, że nie ma sensu tam tkwić. Kończył mi się wychowawczy, więc musiałam wrócić do pracy, albo poszukać czegoś na miejscu. Szukałam, ale w tym rejonie było wielkie bezrobocie, niczego nie mogłam znaleźć. Mężowi kończyła się umowa, więc postanowiliśmy przenieść się do miasta w którym mieszkała jego matka. Zaznaczyłam, że nie chcę w żadnym wypadku z Nią mieszkać, chcę mieć spokój. Mąż jeszcze tam został, do zakończenia umowy, a ja wraz z dzieckiem przeniosłam się. Poszukałam kawalerki, w której zamieszkałyśmy, wróciłam do pracy, a dzieckiem zajmowała się teściowa. Dziecko strasznie szlochało za mną, to były sygnały, że dziecko się boi. Ale oczywiście teściowa wymyśliła, że to przeze mnie dziecko tak płacze, bo uzależniłam je od siebie. Mąż wrócił, zaczął szukać pracy, przez dwa miesiące utrzymywaliśmy się z mojej marnej pensji i jego kuroniówki. Było ciężko, ale myślałam, to przejściowe. Przecież znajdzie jakąś pracę i wszystko wróci do normy. I tak było, znalazł pracę, ja też zmieniłam na lepszą w miejscu zamieszkania. W końcu się coś ułoży, pomyślałam. Po roku wynajmowania, stwierdziliśmy, że może kupimy coś swojego. Zaczęliśmy szukać mieszkań, nowych, używanych. Mieliśmy szansę dostać kredyt. Znaleźliśmy, w końcu po długiej tułaczce, gdzieś osiądziemy, pomyślałam. Nie było to miejsce w którym chciałam mieszkać, ale zawsze można to później zmienić. Na razie było by nam wygodnie ze względu na opiekę nad małą. Zawsze jest babcia blisko, jest jakaś pomoc. Kupiliśmy mieszkanie, nowe od dewelopera zamieszkaliśmy w nim w grudniu 2005 roku. Cieszyliśmy się jak dzieci, przez trzy miesiące potrafiliśmy w ogóle nigdzie nie wychodzić, tak było nam dobrze. W końcu poczułam bezpieczeństwo, dom rodzina, dziecko. Poznaliśmy nowych znajomych, sąsiadów. Mąż często spędzał z nimi czas. Pomyślałam, że to dobrze, bo zawsze był samotnikiem, nie miał zbyt wielu znajomych. Raczej nie utrzymywał z nikim bliższego kontaktu. Moi znajomi byli jego znajomymi. Teraz ma swoich, pomyślałam. Mieli wspólne pasje rowery, częste wycieczki, pogaduchy, spotkania. Nie zabraniałam mu tego, cieszyłam się, ale do pewnego momentu, kiedy jego spotkania przeobraziły się w nadużywanie alkoholu. Często wracał pijany, potem było to sporadyczne kiedy był trzeźwy. Mówiłam ciągle, że mi to przeszkadza, że mam już dosyć jego zachowania i nieodpowiedzialności. Ale znowu starałam się wymyślać zawsze coś bardziej interesującego, żeby odciągnąć go od tych spotkań i libacji. Wyjazd do Grecji w 2008 roku, zmieniłam pracę i zaczęło nas być na więcej stać. Kupiłam tygodniową wycieczkę, tak się cieszyłam, że odpoczniemy. Bo przez rok tyrałam jak wół w nowej firmie na dwóch etatach. Pomyślałam, należy mi się odpoczynek. Ale komentarze teściowej, były oczywiście, że zachowujemy się jak bogacze. Wytłumaczyłam jej, że ludzie teraz tak spędzają urlopy, że to jest ogólnodostępne, nie jak kiedyś. Mąż też się wahał, bał się lecieć samolotem. Boże, pomyślałam, co ja mam za męża, bez jaj. Uwierzcie mi, często tak myślałam, nasza codzienność i wszelkie problemy spoczywały na mnie. On raczej w nic się nie angażował, bardziej był skupiony na sobie. Ale pojechaliśmy, było cudownie. Tylko przerażało mnie to ile on pije, ale pomyślałam, że przecież mamy urlop. A wycieczka jest z All inclusive, to czego sobie będziemy żałować. Wróciliśmy pełni wrażeń i radości. Mój mąż bardzo często spotykał się z kolegami, byli naszymi sąsiadami, więc spotkania były prawie codzienne. Oddalaliśmy się od siebie, ja już coraz rzadziej chciałam seksu, nie znosiłam tego, że od niego śmierdzi alkoholem. Weekendy spędzał na wycieczkach rowerowych, ja dziecko, sprzątanie, pranie, gotowanie, bo przecież cały tydzień praca, więc trzeba było zrobić wszystko w weekend. Nasze relacje, to były ciągłe kłótnie, pretensje za jego picie, brak pomocy, wsparcia i w dodatku jego ciągłe mandaty drogowe. Przez pół roku nazbierał na kwotę 2500 zl. Stracił prawo jazdy, Boże znowu się zaczyna, co mam robić? Byłam już bezsilna, doprowadzał mnie do takiej wściekłości czasem, że nie potrafię tego opisać. Wszystko zaczęło się powtarzać, a było już tak spokojnie, myślałam, że jeśli będziemy mieć mieszkanie i dobrą pracę będzie inaczej. Ale niestety, ja zeszłam na drugi tor, bo ciągle miałam do niego pretensje. Nie chciał ze mną rozmawiać, potem nawet spaliśmy osobno. To było nie do zniesienia. Znowu coś wymyśliłam, zrobiłam mu niespodziankę. Zarezerwowałam miejsce w fajnych hotelu, będziemy razem, wyjaśnimy sobie wszystko i wszystko wróci do normy, pomyślałam. Cieszył się jak małe dziecko, które dostaje kolejną zabawkę. Było cudownie, powiedział mi wtedy, to czego chciałam usłyszeć, że mnie kocha, że nigdy mnie nie zdradził, że chce być ze mną. Tak miałam obawy, że mnie zdradza. Ale uspokoiłam się, przecież nie można tak kłamać, pomyślałam. Pierwszy raz się tak przede mną otworzył, pomyślałam że teraz będzie inaczej. Obiecaliśmy sobie, że będziemy starać się pracować nad związkiem. Ja obiecałam, że nie będę mieć do niego ciągłych pretensji, a on nie będzie pił, będzie pomagał, nie tylko wtedy gdy ja mu zwrócę uwagę, aby coś zrobił, tylko sam od siebie. Pewne ustalenia są, trzeba się ich trzymać. Ale niestety, jego obietnice po tygodniu wygasły, zniknęły. Po jakimś czasie, postanowiłam z niego wydusić, co się dzieje,bojuż byłam pewna że kogoś ma. Zachowania jego na to wskazywały, były sygnały ciągle. Poprosiłam go o wyjaśnienie, co się z nim dzieje. Była to niedziela wieczorem, nie zapomnę tego dnia, nigdy i tych słów. Powiedział mi, że nie chce być ze mną, że znajdę sobie kogoś bardziej odpowiedniego. Nie chce tego dłużej ciągnąć. Nie chciał mi powiedzieć, czy kogoś ma, ale potem się przyznał, że tak. To było straszne, nie wiedziałam co mam zrobić, powiedziałam mu, że jutro nie chcę go widzieć w mieszkaniu, że ma się wyprowadzić. Nie chciał mi powiedzieć kim jest ta kobieta, wynajęłam detektywa. Okazało się, że to była żona kolegi sąsiada, nasza wspólna koleżanka. Myślałam, że oszaleję, nie mogłam w to uwierzyć. !!!!!!!!!!!!!!!!!!

Zdradzilem, czuje sie z tym okropnie :/Drukuj

Zdradziłam/Zdradziłem/Mam romansWitam, mam na imie Maciek.. Opowiem Wam swoja historie i chcialbym jakiejs subiektywnej opini co dalej robic.. Bylem z dziewczyna 1,5 roku, miala na imie Magda, poznalismy sie 2 lata temu na wakacjach, bylismy razem od 1szego lutego 2009 roku.. rozstalismy sie miesiac temu, powodem rozstania byla jak widac w temacie zdrada, zdarzilem ja w styczniu tego roku, z osoba ktora ona zna, lecz nie ma z nia zadnego kontaktu, stalo sie to raz, i tylko raz a moze az raz. mimo tego stalo sie... bylem z nia nadal, w styczniu miala 100dniowke, poszlismy razem oczywiscie, lecz zawiodlem ja na jej wlasnej imprezie z powodu iz duzo wypilem, wtedy strasznie sie poklocilismy, na przeprosiny zabralem ja na walentynki do karpacza na 2 dni, pech chcial ze gdy tam pojechalismy strasznie bylem chory mialem 40 stopni i nie bylo opcji o jakim kolwiek wyjsciu do restauracji, czy to tez chociaz na spacer, ona wcale nie byla za to zla, wrecz przeciwnie cala noc lezala i dbala zeby mi nieczego nie brakowalo, robila mi oklady na zbicie temperatury, poprostu cos niesamowitego, rano jak juz zasnela ja lezal, i pomyslalem ze nigdy nikt o mnie tak nie dbal, poza moja Mama, czulem sie wyjatkowo, od tamtej pory wiedzialem ze zrobilem bardzo duzy blad, i balem sie jej o tym powiedziec, poprostu postanowilem sie zmienic, zaczalem duzo bardziej okazywac jej uczucia, pokazywalem jak bardzo mi zalezy, niestety sytuacja zmusila mnie do wyjazdu do anglii pojechalem na poczatku marca, 20 kwietnia miala urodziny, jak sami wiecie bylo zamieszanie z wulkanem, lecz postanowilem sie nie poddawac, i zrobic juz wczesniej planowana jej niespodzianke pojechalem autobusem, na tydzien, specjalnie dla niej strasznie tesknilem, a wiedzialem ze taki prezent napewno sie jej spodoba.. po tygodniu wrocilem do anglii bylem tam do poczatku czerwca... przyjechalem do PL i cale wakacje spedzalem z nia, byla w pracy nad morzem, pojechalem tam na tydzien, po tygodniu ona wrocila do domu, spedzalismy razem kazdy dzien wyjazdy nad jezioro, baseny.. to bylo cos niesamowitego, niestety miesiac temu dowiedziala sie o tym co zaszlo w styczniu, od swojej kolezanki, ja dlugo nie myslac przyznalem sie, zadzwonilem do niej wytlumaczylem jej to wszystko, mowiac i starajac sie wytlumaczyc ze to pierwszy w moim zyciu tak powazny zwiazek i blad ktory popelnilem staralem sie naprawic, ze od jakiegos czasu jest dla mnie najwazniejsza osoba w zyciu, lecz ona powiedziala ze nie chce mnie znac i sie rozlaczyla, wcale sie nie dziwilem bo sam nie potrafie zrozumiec po co mi to bylo? dlugo sie nie zastanawiajac, kupilem 150 roz w koszu, swieczki oraz platki roz, pojechalem do niej gdy ona byla w pracy, jej brat wpuscil mnie do domu i ulozylem ze swieczek serce wysypalem platkami i postawilem w srodku kosz z rozami, gdy wrocila bylem w jej pokoju, jak mnie zobaczyla wybiegla z domu, ja za nia :( probowalem z nia porozmawiac, lecz ona twierdzila ze tym ze do niej przyjechalem tylko pogorszylem swoja sytuacje... placzac przeprosilem ja i poszedlem... w drodze do domu dostalem od niej smsa ze nie chce mnie znac... pojechalem do domu placzac opowiedzialem Mamie co sie stalo :( Mama doradzila mi abym dal jej troche czasu i wtedy z nia porozmawial, ona napisala mi jeszcze jednego smsa, ze odezwie sie do mnie spotkamy sie i pogadamy, ale nie obiecuje i zebym sie nie dziwil ze tak reaguje, czekalem, po 3 dniach umowilem sie z nia, pojechalem do niej poznym wieczorem, rozmawialismy, ona strasznie plakala ciagle mowiac i powtarzajac jak bardzo zly jestem okropny poprostu ponizajac mnie, ja do wszystkiego sie przyznawalem, bo sam o sobie mam takie a nie inne zdanie, powiedziala na koniec ze nie chce tego dalej ciagnac zebym dal jej spokoj... i poszla.. dwa dni pozniej byla u kolezanki ze znajomymi, byli tez tam i moi znajomi, dowiedzialem sie ze niedlguo wybiera sie do domu, napisalem do niej czy mogli bysmy sie spotkac, odmowila, lecz ja nalegalem, zgodzila sie, o 3 w nocy do niej pojechalem rozmawialismy do 6 rano, lecz rozmowa nie roznila sie zbytnio od tej 2 dni wczesniej, placz z mojej jak i jej strony... po tym spotkaniu pisalismy jeszcze pare razy na gg, lecz pewnego razu napisala mi zebym dal jej swiety spokoj, nie pisal, nie dzwonil poprostu dal sobie spokoj bo to co bylo nigdy juz nie wroci... nie odzywalem sie przez kilka dni, pozniej do niej napisalem bo juz nie moglem wytrzymac, ale tak poprostu bylem ciekawy co u niej slychac, chwile porozmawialismy, po czym powiedziala zebym sie od czasu do czasu odezwal jak bedzie miala ochote to odpowie... nie pozostawalo mi nic innego jak sie na to zgodzic poniewaz to ja jestem winny, dwa dni pozniej, to ona do mnie pierwsza napisala, co slychac... odpisalem zapytalem o to samo, ona rowniez odpisala po czym poszla spac.. i od tamtej pory jest cisza, mialo to miejsce 3 dni temu... dodam ze napisalem do niej list, w ktorym napomnialem o tym co sie stalo, napisalem jak bardzo tego zaluje, napisalem jak bardzo zmienilem sie dla niej, dzieki niej, wypisalem wszystko, lecz jeszcze go nie wyslalem.. nie wiem czy czekac? czy wyslac go odrazu, nie mam juz nic do stracenia, bardzo ja kocham, i jestem w stanie poswiecic tej kobiecie cale swoje zycie... nie ukrywam ze wczesniej bylem chlopakiem ktory zadnego zwiazku nie traktowal powaznie, tego takze na poczatku nie do konca, poswiecalem jej malo czasu, bylem oziembly itd, lecz ona nadal walczyla o nas, i przynioslo to skutki lecz nylo juz po fakcie, bo ja zdarzylem zrobic cos bardzo zlego.. zmienila cale moje zycie, i chcialbym isc przez to zycie przy jej boku... :( Mam nadzieje ze kazdy zrozumie ta wypowiedz, poniewaz pierwszy raz jestem w takiej sytuacji i nigdy nie opisywalem takich spraw... Pozdrawiam i prosze o jakas odpowiedz :( Maciek

znaleziona karta SIMDrukuj

Witam, Jestem 8 lat po ślubie, znamy się 9 lat. dwa lata temu po dłuższej kłótni dostałem miłosnego sms-a z nieznanego numeru. Zadzwoniłem nikt nie odbierał. Coś mnie tkneło, że to sms od żony zaprzeczyła ( w tym czasie nie spaliśmy ze sobą tylko w innych pokojach) na drugi dzień w jej rzeczach znalazłem opakowanie po karcie SIM - zaprzeczała do momentu az wyciągnąłem opakowanie po starterze. W tym czasie miała dwa aparaty telefoniczne jeden ponoć w pracy na wypadek jakby się rozładował ten używany przez nią na codzień. Potem powiedziała, że to starter kupiony specjalnie dla mnie żeby się ze mną pogodzic. Karty mi nie oddała twierdziła, że wyrzuciła - chociaz nie pamiętała gdzie i kiedy na koniec po moich naciskach stwierdziła, że wyrzuciła do sedesu. Na tym sprawa się skończyła (chociaz od czasu do czasu wypominałem jej to) po dwóch latach niania naszych dzieci (mamy dwójkę) powiedziała mi, że żona dzwoniła do niej z innego numeru telefonu na jej pytanie, po co żonie drugi telefon odpowiedziała, żeby porozmawiac z mama i prosiła ją żeby mi nic nie mówiła o tym, że ma drugi telefon. Zacząłem naciskać i przyznała się, że ten telefon sprzed dwóch lat rzeczywiście był i że rozmawała z kolega z pracy tkzw. przyjacielem na pytanie po co był drugi telefon mówiła, żeby nasz wspólny znajomy, z którym pracuje w jednym pokoju nie wiedział, że rozmawia z kimś (absurd co za różnica, z którego aparatu sie rozmawia)( ten kolega nic nie powie już z nim rozmawiałem - nie wtrąca sie) potem mówiła, że kupiła drugi starter, bo było taniej , bo sporo pisali ze sobą) Do telefonu , z którego dzwoniła do niani niedawno nie przyznaje się, mówi, że to telefon od innego kolegi z pracy (bo podobno nie miała nic na koncie) Nie wiem co o tym myślec - - nie mogę powiedzieć, że gdzieś wychodziła wieczorami, zazwyczaj jest w domu, poza kilkoma wyjściami zdarzyło się to własnie około dwóch lat temu "firmowe spotkania" wcześniej i później takich spotkań nie było - niania mówiła, że często wcześniej kończy pracę i chodzi po sklepach. Wieczorami jest w domu nie wiem co o tym wszystkim myśleć. Twierdzi teraz, że czuła się i czuje się niepotrzebna odepchbnięta przeze mnie. Nie wiem co tym wszystkim myśleć - nirestety na w pełni uczciwa rozmowe nie moge liczyć wszystko muszę wyciągać od niej "na siłe" sama nic mi nie powie, a potem oskarża, że ja męcze pytaniami.............. nie wiem jak mam się teraz zachowac - prosze o opinię i radę.

Kolejny cios w ciągu 14 latDrukuj

Zdradzony przez żonęDługo czytałem Waszych historii zanim sam postanowiłem napisać o moich problemach. Otóż znam żonę od 14 lat , od 9 lat jesteśmy małżeństwem pochodzimy z miast oddalonych o 150km. Przez 5 lat przed ślubem było wspaniale byłem u niej w każdy weekend i widziałem że mnie kocha , była mi wsparciem ,seks był udany nie ,mieliśmy żadnych problemów poza jednym chcieliśmy być razem na codzień , wysyłaliśmy tony listów do siebie.Na początku jej nie kochałem ,miłośc przyszła z czasem , za to ona od początku o mnie walczyła widziałem że zależało jej na mnie.Po 5 latach znajomości wzieliśmy ślub i nasze marzenia się spełniły.Przeprowadziliśmy się do Poznania i zamieszkaliśmy razem.Wkrótce w nasze życie wkradła się rutyna pobraliśmy się jak mieliśmy po 24 i 22 lata czyli dośc szybko.Niczego nie zauważyłem na początku ale zaczeliśmy się od siebie oddalać , ja jestem dość cichą i spokojną osobą ona zawsze była duszą towarzystwa ciągle by rozmawiała obojętne o czym , tymczasem ja jej nie słuchałem gdy mówiła że czuje się samotna i nieakceptowana olewana przeze mnie. Doszło do tego że potrafiliśmy się do siebie nie odzywać przez całe dnie tylko tyle żeby załatwiać codzienne sprawy czyli zakupy i takie tam.W naszej rodzinie tylko ja pracowałem ona zajmowała się domem,oczywiście nie miała w okolicy nikogo znajomego bo do domu rodzinnego miala 150km.Zyliśmy tak rok.Mimo naszych problemów współzyliśmy i raczej w łóżku problemów nigdy nie było choć kochaliśmy się czasami rzadko.Ufałem jej bezgranicznie zawsze ale ona zaczęła się zmieniać , wychodziła wieczorami niby z koleżanką pojawiały się sms-y w nocy nawet wtedy jak się kochaliśmy.W końcu pewnego ranka zajżałem do jej telefonu i okazało się że ma kochanka.Byłem w totalnym szoku.Wyszłem bez słowa z domu po godzinie wróciłem żeby ją spytać .Okazało się że od pół roku miała kochanka młodszego od siebie i że spodziewa się z nim dziecka.Byłem załamany , gość był totalnie niedpowiedzialny pracował na budowie zarabiał 500zł i mieszkał na jakieś wiosce.Nie wiem co w nim widziała chyba poprostu się nią interesował i miała z kim pogadać.Mi strasznie na niej zależało kochaŁEM JĄ nad życie i przeprosiłem ją za moje zachowanie odbyła się szczera rozmowa okazało się że czuła się ze mną źle żę się nie interesowałem a ona nie mogła tak żyć.przeprosiłem i błagałem na kolanach żeby ze mną została nawet jeśli to nie moje dziecko.Do końca nie wiem czy jest moje bo spała z nami w tym samym czasie.Było mi cięzko ale dałem rade , była dla mnie dobra zerwała z nim i przez jakiś czas było jak dawniej.W tym roku niestety sprawy znów się skomplikowały i zacząłem coś podejrzewać.Pół wakacji spędziła u rodziców ja zostałem sam w domu.Chodziło o to żeby nasz syn pobył trochę u dziadków.Przed jej wyjazdem było nam dobrze kochaliśmy się codziennie .Jak pojechałem po nią dowiedziałem się co porabiali i dowiedziałem śię że moja żona znikała często z domu na 2-3 godzinki.Po sprawdzeniu bilingów co było nie lada wyczynem bo ma telefon na kartę okazało się że wysyłala setki sms-ów pod jeden numer.Sprawdziłem w kontaktach i był to koleś 20 lat starszy żonaty u którego uczyła się jeździć.Nie miałem żadnych dowodów więc postanowiłem ją podpuścić żeby coś od niej wyciągnąć.Wyciągałem 2 godziny i dowiedziałem śię że mnie z nim zdradziła raz w te wakacje ale i prawie 2 lata temu na kursach.Potem dowiedziałem się że miała jeszcze kilku chwilowych kochanków przed ślubem i po ślubie. Dawałem jej wszystko , nie musiała pracować ,nigdy jej nie obrazilem nie uderzyłem nawet kwiatkiem.Zawsze byłem odpowiedzialny i nigdy nie zdradziłem.Kocham ją bardzo mimo że mnie ciągle rani.Obiecała mi że teraz gdy czuje że ja ją kocham i zależy mi na niej to się zmieni bo też mnie kocha i tylko ze mną się czuje bezpiecznie.Myślałem że ona to wie od kiedy jej ostatnio wybaczyłem i dałem nazwisko naszemu synowi mimo że nie wiem czy jest mój. Po szczerej rozmowie postanowiłem jej wybaczyć ponownie mimo że boli mnie strasznie i ciągle myślę o tym że mnie okłamywała. Było to 2 tyg temu ,ona się stara jak nigdy wcześniej ja też staram się zmienic i rozmawiam z nią ciągle jesteśmy wobec siebie uczynni nawet az za bardzo.Seks tez jest udany. Niestety ciągle myślę i serce mnie boli, nie ufam jej i ciągle sprawdzam ale tak żeby nic nie podejrzewała.Nigdy poza 1 rozmową niczego jej nie wypytywałem i nigdy nie oskarżalem i nie oskarżam. Często myślę że jestem poprostu frajerem ale bez niej nie moge żyć. Pozdrawiam wszystkich zdradzonych

Zdrada jak kazda inna ale bardzo ...........Drukuj

Zdradzony przez żonęNie wiem o czym ma pisac, bol jest tak silny ze rozne rzeczy chodza mi po glowie. Miesiac temu dowiedzialem sie o zdradzie mojej zony. Podejrzewalem ja wczesniej, ale jak wyszlo to na swietlo dzienne wtedy zrozumialem jak to bardzo boli. Okazalo sie ze jest to kolega z pracy. Romans trwal ponad 2 lata, a ja tego nie widzialem. Ciezko to przechodze. Nie wiem co mam robic i jak sie zachowac. Czy wybaczyc ??? Czy moze dac sobie spokoj????

Nasza KlasaDrukuj

Zdradziłam/Zdradziłem/Mam romansWitam, mam dwoje doroslych dzieci i meza od pewnego czasu zaczelal flirtwoac z bylym kolega z lat szkolnych na portalu nasza-klasa. Nie wiem co mam robic, boje sie o tym powiedziec o tym mojemu mezowi i dzieciom ale nie chce takze stracic swojej rodziny ktora bardzo kocham a takze swojego przyjaciela z ktorym sie bardzo zzylam. Dzwonimy do siebie a takze sms-ojemy bardzo milo nam sie rozmawia. Zrobilismy takze pare wycieczek na ktorych troche sie dzialo. Prosze doradzcie mi co mam zrobic. Iza

zdradzil i wciążDrukuj

Zdradzona przez partnera/chłopakamieszkam z chlopakiem od roku, a znamy sie 4 lata. Dla niego przeprowadzilam sie na drugi koniec polski zostawiajac dla niego rodzine i przyjaciol. Po prawie 2 miesiacach mnie zdradzil o czym dowiedzialam sie 4 tygodnie pozniej. nie moglam wyjechac bo trzymaly mnie tutaj studia, nie moglam sie wyprowadzic bo jestem tu kompletnie sama a poza tym nie stac mnie na samodzielne mieszkanie. pozniej jakos szlo... zaczelismy sie nawet dogadywac, niby uczucie wrocilo, ale we mnie nadal ten ciern tkwi. dowiedzialam sie ze przez caly czas naszej relacji przed moja przeprowadzka, mial dziewczyne, a caly czas przyjezdzal do mnie- wlasciwie to bylam tą drugą. Nie wiem dlaczego tak sie stalo ale kiedy to wyszlo na jaw stracilam jakakolwiek sile by cos ze swoim zyciem zrobic, studia stoja w miejscu, nadal z nim mieszkam.. kocham go i jednoczesnie mam straszny zal- kompletnie mu nie ufam. Obiecal ze nigdy wiecej mnie nie skrzywdzi, nie oszuka. A mimo to wciaz klamie. Wchodzi na czaty internetowe, zaprzeczal ale kiedy mu to udowodnilam stwierdzil ze w pracy czasem chce popisac z kims interesującym, pisze wciaz z jakimis "kolezankami" jednej nawet sciemnial ze przyjezdzam do niego tylko w weekendy i tworzymy luzny zwiazek.. najgorsze ze wciaz utrzymuje ze mnie kocha, ostatnio coraz czesniej robi mi drobne niespodzianki i prezenty, na zakupach sam rwie sie do kasy by zaplacic np za nowa bluzke. razem jezdzimy do jego rodzicow i uchodzimy za dobrana pare. Ale te ciagle klamstwa.. mam tego dosyc, chcialabym zmienic swoje zycie a czuje sie jakbym byla przykuta do niego kajdanami.. boje sie odejsc...

nie potrafię żyć ani z nim ani bez niegoDrukuj

Zdradzona przez partnera/chłopakaMój ukochany nie zdradził mnie fizycznie. Ale czuję się przez niego zdradzona. Na ostatniej imprezie trochę się pokłóciliśmy. Ostatnio nie układało się między nami wyjątkowo dobrze. Wyszłam stamtąd smutna, rozgoryczona - jak po każdej kłótni z ukochanym. Ostatnio nie traktował mnie należycie czule i miałam wszystkiego dosyć. On został. Był wstawiony. Jego była również. Są ze sobą dosyć blisko. Można to nazwać prawie przyjaźnią. Ona facetów zmienia jak rękawiczki. Kiedy wyszłam, tańczyli i przytulali się przez całą noc na tej imprezie. Rano kiedy do niego zadzwoniłam powiedział mi o wszystkim. Ja nie chcę go znać. Kocham i jednocześnie nienawidzę. On błaga mnie żebym do niego wróciła. Kocham go i bardzo bym chciała ale nie potrafię mu wybaczyć. Kiedyś na początku naszego związku na jednej z imprez tańczyłam z jakimś chłopakiem. Zdecydowanie zbyt blisko. Przechodziliśmy kryzys w uczuciach i pozwoliłam zawładnąć swoim emocjom. On mi wybaczył i uważa, że powinnam zrobić to samo, bo to była ta sama krzywda... Życie mi się wali i nie wiem co mam zrobić....

W kamiennym kręgu....Drukuj

Zdradzona przez mężaWitam... 8 lipca 2010 roku mójmyślałam, że "osobisty mąż" zostawił mnie bez środków do życia i się wyprowadził. Wynają sobie mieszkanie i w sierpniu sprowadził siedemnastolatkę z dzieckiem. Ja rozpaczałam przez lipiec potem zabawiłam sie w detektywa. Byłam w jego wynajętym mieszkaniu, rozmawiałam z tą ofiara bo jej takich bajek naopowiadał że szok. Twierdził, że jest po rozwodzie. Ona sie wyprowadziła ale..... Potem do mnie z pretensjami, że bardzo go skrzywdziłam i on do mnie nie wróci i takie tam... Pomyślałam chcesz to go bierz. No alemenda wyjechała na montaż do Angli, mieszkanko odmówił i przyjechał ekomo pożegnać się do dzieci, samochód zostawił pod blokiem mnie z nienacka pocałował i powiedział, że do nas wróci... Nie zapytał się czy mamy co jesć, czy mam dla dzieci na szkołę (chłopcy 8 i 9 lat ). Nie dzwoni, nie pyta sie o dzieci. To chyba tylko moje pobozne życzenie. W miedzyczasie złozyłam pozew o alimenty i zabezpieczenie, aktualnie czekam na pierwsze pieniążki, które sciągną komornik. Menda dużo zarabia 5000 - 9000 tyś. Gdy dowiedział się, że komornik ściągną mu alimenta to napisał na profilu tej dziewczyny, że ta dziewczynka to jego słoneczko i czeka na tatusia A.... a. No to ja napisałam mu esa, że wydrukowałam to jako dowód do sadu jak on kocha swoich synów i napisałam esa do tesciowej a ona mi odpisała,że za swoje wnuczki uznaje tylko moje dzieci i wieczorkiem patrzę a te komentarze zostały usunięte. Bawi się ta dziewczyną aby dosrać mi. Ostatnio napisał mi, że on już nie rozumie o co mi chodzi i dlaczego drugi raz usunęłam jego zaproszenie na nk. Normalnie chory facet. 7 pażdziernika będzie nasza dziesiąta rocznica ślubu. Zostałam sama z całym bałaganem, bez pieniędzy... Teściowie dali na książki. Ja potrzaskana i na terapii.... Menda jak wróciła z montażu z Belgii to po trzech tygodniach zrobiła trzy bonanzy po pijaku, wybite okna w mieszkaniu, sprzedana kamera cyfrowa, rozkrecony motorek dzieci, zniszczone skrzynki z kwiatami na balkonie, sikanie w domu w amoku, zeszmacona ja, przestraszone i kochajace tatusia dzieci.... Okna mam tak porozwalane, że są na tasmie i zamykane na dwa gwoździe i balkon na wkret śrubokrentem ( sprawa o znęcanie w toku ). Teraz dowiaduję się, że "mój mąż" miał ciekawe zdjęcia na portalu nk w dyskotekach z panienkami, ze słodkimi komentarzami od nich. Teraz dopiero układam te puzle do kupy i rozumiem, że nigdy mnie nie kochał, to ja sobie uroiłam tą "miłość" i ja waolczyłam aby dzieci miały ojca. Jeszcze jestem w kamiennym kręgu ...... Jescze serduszko mnie boli, chociaż teraz to jest pocharatany kawałek mięsa.... Jeszcze na początku września chciałam aby wrócił, bo wspólne mieszkanie, dzieci..... Teraz.... Boję się, ze będzie chciał wrócić bo ja nie chcę. On się nie zmieni, będzie tylko gorzej. Rozpowiada znajomym, że się rozwodzi a pozwu nie wniósł, jak zapytałam sie dlaczego to powiedział, że na razie nie chce. Oczywiscie chce sobie zostawić tzw. furtkę. Twierdzi,że zabraniam mu kontaktów z synami. Widział ich trzy razy od lipca wtedzy kiedy chciał z jednym warunkiem u nas w domu. Nadużywa alkoholu i jest agresywny. Generalnie atraciłam siebie, z mojej strony była miłość z jego zabawa w dom. Zbieram się do kupy chyba ale nadal tkwie w kamiennym kręgu mojej chorej miłosci. Chcę być silna dla siebie, zasługuję na spokój i prawdziwą miłość. Częst płaczę mimo wszystko, bo skrzywdził i za moje złudne marzenia i nadzieje. Mam 31 lat on 32 i sama nie wiem dlaczego, po co ta suknia, przysięga. Jestem w szoku. Boże z kim ja żyłam. Czy uda mi sie wyrwać z tego kregu ?

jajaDrukuj

Co ja mam zrobić ? rozpadł mi się mój związek małżeński ,żona mnie zdradziła ,bardzo to przeżyłem mam prawie dorosłe dzieci ,i spotkałem piękną i młodą dziewczynę , zakochaliśmy się w sobie do szaleństwa ,ale ,właśnie ,te ale ,domyślam się że jest dziwką ,bardzo ją kocham i wiem na pewno że ona też mnie kocha ,nie wiem co mam z tym zrobić ? zależy mi bardzo na niej

Po 15 latach...Drukuj

Zdradzona przez mężaWitam, jesteśmy małżeństwem 15 lat. Pobraliśmy się z miłości ale i konieczności. Mąż jest bardzo kontaktowy, wygadany i lubi kobiety. Osiem lat temu zdradził mnie, wyprowadził się z domu a naszego drugiego syna nazwał "próbą ratowania małżeństwa". Bardzo w tamtym czasie pomagała mi rodzina, studiowałam zaocznie, akurat miałam sesję i nie dawałam sobie rady. Moja zbłąkana owieczka wróciła do domu 14 lutego w Walentynki skruszona i kochająca. Ciężko mi było, ale wybaczyłam mu i powróciliśmy do normalnego życia. Obecnie mąż pracuje w prywatnej firmie, nieźle zarabia i niestety ma kontakt z wieloma kobietami. Twierdzi, że lepiej dogaduje się z kobietami niż mężczyznami. W styczniu tego roku urodził nam się trzeci syn. Myślałam, że mnie już nic złego spotkać nie może. W lipcu odkryłam dziwne maile - panienki i seks na godzinkę. Była groźna rozmowa i przyrzekanie ,że to tylko głupia podniecająca zabawa. Później był ciągle wyłączony telefon i wreszcie zobaczyłam dziwnego smsa. Okazało się, że to jedna z klientek - jak twierdzi mąż - która chce więcej niż tylko kontakty służbowe. Nie wierzę za bardzo mężowi po wcześniejszych doświadczeniach. Za bardzo pilnuje telefonu, często wyjeżdża z pracy a czasami wychodzi na piwo do znajomych, których nie znam. Twierdzi otwarcie, że kobiety lepią się do niego. Ja wyznają zasadę: żonaty - nie ruszać. Znowu powróciło uczucie niepewności, ścisk w żołądku i obawa co będzie dalej. Kocham go , ale wydaje mi się że jestem naiwna. Mąż twierdzi, że mnie kocha, kocha dzieci. Ale jednak ta nutka niepewności. Nie wiem jak go sprawdzić i mieć jasność sytuacji. Walczę ze swoimi myślami podejrzeniami, ale za dużo mam niejasności. Chętnie poczytam Wasze opinie na ten temat.