Logowanie

Nazwa użytkownika

Hasło



Nie masz jeszcze konta?
Zarejestruj się

Nie możesz się zalogować?
Poproś o nowe hasło

Ostatnio Widziani

123sprawdzam00:34:29
# poczciwy00:48:19
Jun_bor00:55:23
normalnyfacet202:35:01
Kania03:47:34

Shoutbox

Musisz zalogować się, aby móc dodać wiadomość.

AApis
05.10.2022 15:22:05
Skoro dopuszczona jest rejestracja bez akceptacji admina - takich botów będziecie mieć więcej. Wklejają dziwne treści gdzie popadnie: komentarze, posty na forum, shoutbox...

hurricane
05.10.2022 11:49:12
LemuelLef - a tak w ogóle to o co chodzi? Szok

LemuelLef
04.10.2022 20:35:08
Gdzie poznawać celuloidy online zanadto bezsensownie? Reguła najgenialniejszych
miejscowości 2022! Gdzie dostrzegać celuloidy online zbytnio darmocha? Specyfikacja najłagodniejszych postaci 2022!

melania83
30.09.2022 21:49:52
Hallo i'm back ????????????????

AApis
22.09.2022 07:52:31
Staram się. Niektóre "stare" dodatki nie są kompatybilne z nowymi wymaganiami języka PHP. Dlatego ich nie ma lub są zastąpione innymi.

Metoda 34 kroków

Metoda 34 kroków dla kryzysu w małżeństwie na odzyskanie pewności siebie w oczach partnera.

1.Nie śledź, nie przekonuj, nie proś i nie błagaj.
2.Nie dzwoń często.
3.Nie podkreślaj pozytywnych elementów związku.
4.Nie narzucaj się ze swoją obecnością w domu.
5.Nie prowokuj rozmów o przyszłości.
6.Nie proś o pomoc członków rodziny-masz wsparcie teściów póki są po Twojej stronie.
7.Nie proś o wsparcie duchowe.
8.Nie kupuj prezentów.
9.Nie planuj wspólnych spotkań.
10.Nie szpieguj, to Cię zniszczy.
11.Nie mów 'kocham Cię'.
12.Zachowuj się tak, jakby w Twoim życiu było wszystko w porządku.
13.Bądź wesoły, silny, otwarty i atrakcyjny.
14.Nie siedź, nie czekaj na żonę/męża , bądź aktywny, rób coś.
15.Będąc w kontakcie z nim/nią postaraj się mówić jak najmniej.
16.Jeżeli pytasz co robił/a w ciągu dnia, przestań pytać.
17.Musisz sprawić, że Twój partner zauważy w Tobie zmianę, że możesz żyć dalej z nim/nią lub bez niej/niego.
18.Nie bądź opryskliwy lub oziębły, po prostu zachowaj dystans.
19.Okazuj jedynie zadowolenie i szczęście.
20.Unikaj pytań dotyczących związku do chwili, gdy zechce sam/a z Tobą o tym rozmawiać.
21.Nie trać kontroli nad sobą.
22.Nie okazuj zbytniego entuzjazmu.
23.Nie rozmawiaj o uczuciach.
24.Bądź cierpliwy.
25.Nie słuchaj co naprawdę mówi do ciebie.
26.Naucz się wycofywać, gdy chcesz zacząć mówić.
27.Dbaj o siebie.
28.Bądź silny i pewny, mów cicho i spokojnie.
29.Pamiętaj, że jeżeli zdołasz się zmienić,Twoje konsekwentne działania mówią więcej niż słowa.
30.Nie pokazuj zagubienia i rozpaczy.
31.Nie wierz w nic co usłyszysz i 50% tego co widzisz.
32.Rozmawiając nie koncentruj się na sobie.
33.Nie poddawaj się.
34.Nie schodź z raz obranej drogi.

RozgrywkaDrukuj

Zdradzony przez żonęWitam Zdrade Swoją już opisałem. Mija kilka miesięcy z miłości narodziła się obojętność i Nienawiść. Może Ona jest Tutaj na Forum jest mi to już Obojętne. Powiedźcie Mi Co Myślicie. Rozwod z Narcyzem Kobietą. Puściła się się jak Szmata ! Atakuje Mataczy Wymyśla Zmyśla Kłamie brak epitetów i przenośni. Zero Komunikacji od początku Wmawia mi Wspólwine - Nakryta Wiedziac ze ja już wiem Dalej sie Sexowała ! Pytana czy Kogoś Ma Milczała porozmawiamy później po wakacjach. Dlaczego bo prowadzę sklep wakacyjny Okradała Rodzinę Okradała Mnie wyprowadzała z pomocą Kochanka pieniądze ( był nieświadomy w jakim Celu rozmieniał kasę która lądowała w jej skrytce) Zdrada miała miejsce w jednostce Gminy jest tam Kierownikiem kochaś Kierowca po 50 tce starszy od niej o 15lat Żonaty ma Wnuka - Zajebsicie Mocno Ja Kochał jak Mu Loda Robiła Żony nie zostawi. Kotłowali się w Aucie którym zbierali dzieci na kolonie Gminne oraz po godzinach pracy w Budynaku Gminy Którym Zarazadza. Kochasia Żona jeszcze nie wie ( chociaż ona twierdzi że wie o to toleruje-bo uwierzę!) Jej dyrektor też nie Wie. Dzielimy dzieci. Jesteśmy po pierwszej rozprawie Sąd Postanowił Dzieci 50/50 w sądzie się zgodzila teraz Odmawia ! Ja proponowałem porozumienie odstapie Orzekanie Winy za opiekę dzielona. Mam już dość prowadzania za NOS. Wracam do Orzekania Winy. Pytanie czy już Jej Przełożonego Uświadomić przed Mediacja ( będę żądał przyjęcia jej Winy na siebie) czy poczekać czy się będzie rzucać i dopiero Docisnąć Gaz ? Kochasia Żonę uprzejmie Poinformować już teraz czy jak zerwie Mediacje ? Wiele na To wskazuje Ciągle się Ciska o Dzieci-4noce spia u niej 3 u Mnie - podczas tych 4 JEJ dni dzieci też są U mnie robie im Obiady współfinansuje ich potrzeby daje kieszonkowe etc. Mam po Kokardę Zagrywek Qurewny. Kochałem dbałem troszczyłem się o Nią i Rodzinę. Zachowałem Wierność-Co najciekawsze ona żada mojej Winy 🤦r05;a94;a039; zagrywka wie że nie lubię sądów i psychicznie jestem słaby. Ale nie tym razem ! Wręcz utwierdzam się że Ona Mnie psychicznie Terroryzuje Wykorzystując Dzieci Które Kocham ! Tak jak karała Mnie Sexem (jego brakiem) Jak coś chciała Ugrac. Jak działać przed Mediacja?? Jej Dyrektora już Atakować i Żonę Kochanka czy po Mediacji ( która raczej na 100% zerwie) Czy za dużo Sobie obiecuje ze Może wybuchnie Aferka która sięgnie Rady Gminy czy Samego Wojta? Mam zwyczajnie dość tej sytuacji ale nie chce jej puścić Wolno bez konsekwencji i nie oddam Dzieci ! Nie ja się Złajdaczylem ! Pozdrawiam.

Ostatni wyjazdDrukuj

Zdradzony przez partnerkę/dziewczynęCześć. Mam na imię Dawid. Nie będę zbytnio przynudzał. Od mojego rozstania minęło prawie 9 miesięcy więc od ostatniego lata. Lecz cały kryzys zaczął się od momentu kiedy zabroniłem wyjazdu tej suce na zjazd integracyjny w firmie, której de facto załatwiłem jej pracę. Zawsze miałem miękkie serce wobec niej i nie inaczej było w tym przypadku. Piątek wieczór, kłótnia o zjazd, ja poszedłem w złości z kolegami na wódkę. Wróciłem nad ranem, zero słowa, zero rozmowy a ja oczywiście kuźwa z miękką dupą na koniec pozwoliłem jechać. Minął tydzień, dwa wszystko ok, nadeszlo jakieś zwątpienie że jednak suka bije się z myślami bo jednak wakacje i urlop dalej aktualny. Zresztą planowaliśmy go trzy miesiące wcześniej. Z czasem doszedł mój przyjaciel z rodziną Bobi stało się. Plany = wyjazd. Koniec czerwca, upały, Polskie morze, luz... I tyle. Nawet nie mogłem się przytulić kiedy chciałem. Cały wyjazd to chuj w dupę. A ten wzrok widziałem pierwszy raz. Pierwszy raz po 5 latach bycia razem. Czytanie z myśli, z oczu, rozumienie się bez słów, dwa charaktery w jednym ciele... Bla bla bla... Świeżo po powrocie ( cały czas sprzeczki bo wkurwialem się na olewanie mnie nawet podczas posiłku) stwierdziła że cały wyjazd był niepotrzebny... Łudziła się że coś się w głowie zmieni ale jednak nie. Suka przyznała się że 5 lat to za mało żeby iść za mąż. Kurwa ja zakochany na zabój, nikt poza nią po grób a ona bezczelnie mówi że to jeszcze nie jest to co chce. Mógłbym napisać o tym trzy razy tyle ale wolę jednak mówić a nie pisać. Wiśnia na torcie to moje prywatne śledztwo i odnalezienie jej zdjęć z jakims frajerem w miłosnym i caluśnym objęciu na kursie tańca w jednym z warszawskich szkół. Anka! Dlaczego zmarnowałaś sobie i mi 5 lat? Obiecałem sobie że kolejna kobieta będzie ostatnią w życiu. Nawet jeśli mam na nią czekać 20 lat. Pod warunkiem nie na siłę.

WybaczanieDrukuj

Zdradzona przez mężaWitam. Szukam nadziei, że są tu może osoby, które mogą powiedzieć, że wybaczyły i tego nie żałują. Że było warto, że to była tylko trudna lekcja życia. Wszędzie można przeczytać tylko i wyłącznie, że to nie ma sensu, że nie warto, że oni już tak mają, że muszą to poprostu robić. Może ktoś z Was korzystał z terapii małżeńskiej?

Jak się pozbierać...Drukuj

Zdradzona przez mężaNie wiem już co mam ze sobą zrobić, nie radzę sobie, nie chce mi się żyć a muszę bo mam dzieci... Ktoś powie że zdrada to nie koniec świata,  że trzeba zamknąć po prostu ten rozdział i układać sobie życie na nowo.. Ja nie potrafię, wegetuję od dwóch lat, pod przykryciem "normalnego" życia, pracy, uśmiechania się do ludzi a tak naprawdę jestem bardzo nieszczęśliwa.  Ilość łez wylanych w poduszkę nie ma końca. 12 lat małżeństwa, dwoje dzieci. Byłam szczęśliwa a okazało się że żyję z mężczyzną który zdrady miał we krwi, kontakty z innymi kobietami były mu potrzebne jak powietrze. Ktoś zapyta dlaczego tego nie zauważyłam szybciej? Byłam tak zakochana, tak ufałam, od niego też czułam miłość...przez myśl mi nie przeszło. ...Później tak, rzeczywiście miałam takie sygnały a raczej zaczęłam je dopuszczać do swojej głowy...jakieś ostatnie 5 lat małżeństwa, ale nadal naiwnie wypierałam to z głowy... kryzys ostateczny zaczął się gdy wprost mówiłam mu o moich podjerzeniach. Zaczęło się najgorsze, robienie ze mnie "psychopatki" która wszystko niszczy.  Tak, nie miał skrupułów by bezczelnie wmawiać mi że to ja mam ze sobą problem ciągle się czepiając, przecież jak śmiem zarzucać mu zdradę?? Im dalej tym bardziej sobie pozwalał, zauważyłam że szuka okazji do spędzenia czasu poza domem, wymyślone szkolenia, wyjazdy z kolegami, siłownia po 4h..  byłam już pewna...a on? Po powrocie, gdy płakałam i czułam się upokorzona wmawiał mi że to ja jestem nie do wytrzymania.. Nie chcę idealizować siebie, ale jestem kobietą pracującą, dbającą o dom o dzieci, o siebie i swój wygląd, właściwe wszystkie obowiązki domowe były na mnie.. To tak naprawdę w wielkim skrócie.. bo sytuacji które doprowadzały mnie nawet do ataków paniki było wiele..i w tym wszystkim mój mąż  który potrafił tak zmanipulować sytuację że na koniec naprawdę czułam się winna. Gdy dowiedziałam się o jego ostatniej kochance ( tuż przed nosem, 2 km od domu, małolata słynąca w mieście z rozwiązłego stylu zycia) to już był ostateczny policzek. Źle trafił, bo dziewczyna oprócz czerpania satysfakcji z sypiania z żonatym mężczyzną lubiła też się tym chwalić.  Nie wiem, może chciała odbić atrakcyjnego, ułożonego i w jej oczach dobrze zarabiającego mężczyznę ( w jej oczach, bo mój mąż uwielbiał zgrywać pana świata i człowieka sukcesu) ...tym razem przemyślałam wszystko, że mam dość słuchania " to nie prawda, ubzdurałaś coś sobie" ( co ciekawe w jego zdrady zaangazowani byli najlepsi kumple, którzy w razie potrzeby dawali mu alibi) czy można bardziej upokorzyć swoją żonę? Ośmieszyć? Okazać brak szacunku? Matka jego dzieci..kobieta którą powinien chronić... O jego ostatnim romansie ( bo to nie jednorazowy skok w bok, tylko regularne spotkania) wiedziałam 2 tygodnie, wiedziałam dokładnie dokąd jedzie i obserwowałam jak się zachowuje, o Boże...tak naturalnie, tak bez wyrzutów sumienia, całował mnie przed wyjściem, wracając dzwonił czy mam na coś ochotę bo może mi kupić po drodze... ból jaki czułam wtedy jest nie do opisania. Zapyta ktoś,  dlaczego tak się dobijałam? Tylko po to, by raz na zawsze zakończyć ten związek, pokazać mu czarno na białym że wiem! Żeby nie probował robić ze mnie idiotki.. Tak też się stało, można powiedzieć że tego sądnego dnia przyłapałam go na gorącym uczynku.  Nie miał szans ani czasu na argumenty. Był zaskoczony że wiem. Naprawdę zrozumiałam,  że miał mnie za idiotke i że może robić co chce . Ale nie tym razem. Przelało się. Zabolała zdrada. Ale zabolało też to jak mnie nisko cenił, bo po moim oświadczeniu że ma się wyprowadzić nie wziął tego na poważnie,  pojechał do kolegi lub wrócił do niej..nie wiem, nie mam pewności bo to już mnie nie interesowało. Ale po kilku dniach przyjechał do domu jak gdyby nigdy nic i zapytał czy już mi przeszło? Kolejny cios..bo nie na prawdę nie zdawał sobie sprawy z bólu jaki mi wyrządził. Nie będę już pisać tego co było Później bo to trwa do dziś... On ma się dobrze, żyje, bawi się,  czerpie z życia tylko najgorsze jest to gdy chwilowo jest sam ( bo nie ma imprezki, kobiet ) pisze do mnie jak bardzo mnie kocha. Nie pozwala mi żyć. Trwa to dwa lata, ja poświęciłam cała swoją uwagę dzieciom ( bo kocham je i wiem jak to na nich wpłynęło,  brak taty ... ale to odrębny temat, staram się jak mogę by pomimo wszystko czuly się szczęśliwe) Dwa lata od rozstania a ja nie potrafię pójść dalej. Kochałam go bardzo, ale już nie kocham  wiem to bo przez te dwa lata zrobił naprawdę wiele rzeczy by mnie utwierdzić w tym, że moja decyzja o rozstaniu była dobra . Minęły dwa lata, a ja nie potrafię żyć normalnie. Często słyszę że jestem atrakcyjną kobietą,  nie uważam się za miss świata, ale wiem że rzeczywiście mogę się podobać.  ...tylko że, nie jestem w stanie uwierzyć w to, że ktokolwiek kto chce się do mnie zbliżyć ma dobre intencje. Moja wartość po takim upokorzeniu spadła poniżej zera, nie potrafię zaufać,  boje się cierpienia, nie wierzę w komplementy unikam ludzi.. Kiedyś byłam wesoła, spontaniczna, pełna życia a teraz po tej osobie nie ma śladu. Nie mam się komu zwierzyć dlatego zdecydowałam się napisać tutaj. Może wpadnie to w otchłań wpisów,  ale przez moment poczułam że ktoś mnie słucha.... Czy jest tu ktoś  kto poradził sobie ze zdradą, tak jak pisałam ja już go nie kocham, świadczy o tym też fakt, że dowiadując się o jakichś jego kolejnych podbojach nie czuję już bólu, najwidoczniej nie jest to ktoś kto jest w stanie mnie bardziej zranić.  Nie interesuje mnie jego życie... ale co ja mam zrobić ze sobą? Z faktem że boję się że zostanę znowu skrzywdzona. Nie nadaję się do życia w samotności,  brakuje mi drugiej osoby  bardzo,  czuję że usycham, nie mam wsparcia, nie mam miłości,  poczucia bezpieczeństwa, nie mam z kim się podzielić dniem, sukcesami czy problemami, nie mam osoby o którą ja mogę zadbać... Kocham moje dzieci, i dzięki Bogu że je mam.. ale kobieta ma w sercu dużo miejsca, a miłość do dzieci to inny rodzaj uczucia..

Historia jest na tyle chora, że kilka miesięcy...Drukuj

Zdradzony przez żonęZaglądam tutaj od pewnego czasu, czytam sobie historie ludzi i znajduje w tym... ciężko powiedzieć, coś na wzór solidarności z cierpiącymi. Doświadczyłem czegoś okropne, co w ogólnym skrócie jest trudne do opisania, ale może spróbuję. Na wstępie jednak musicie wiedzieć, że całą winę ponoszę ja, przynajmniej tę na bazie logiki. Jeśli widzi się zgniłe warzywo, a jednak się je kupuje, pozwoli mu się gnić dalej w szufladzie, a następnie się je zje i pochoruje - to kto jest tak naprawdę winny - zgniłe warzywo? A więc poznajcie moją [jeszcze] żonę. Poznałem moją żonę w poradni uzależnień, gdzie wyprowadzałem swojego młodszego brata na prostą [chociaż jeden pozytywny punkt tej historii, bo przestał pić na stałe]. Miałem 25 lat, a ona 20, staliśmy przy automacie do kawy i jakoś tak zaczęli małą rozmówkę. Przyszła tam, bo miała kuratora i to był jej punkt obowiązkowy. Wymieniliśmy się numerami, niedługo potem zaczęliśmy pisać, dzwonić do siebie, spotykać się. To był najbardziej burzliwy okres mojego życia. Miała facetów dookoła, jakiś niesforny ex, którzy nie chcieli się z tym pogodzić, inni "koledzy" i jeszcze jeden, do którego nie wiedziała co czuje. Wpierw myślałem, że jest osaczana, a ja będę jej rycerzem, zamieszkamy w innej części miasta i dadzą jej spokój. Miała tendencje do uzależnień - alkohol, narkotyki, adrenalina. Potrafiła cały dzień był miła i słodka, aż tu wracając skądś ze mną np. kopnęła i przewróciła śmietnik jakby nigdy nic. Faceci, którzy nie dawali jej spokoju byli jej facetami na jedną, dwie albo trzy noce max - ale wszystko to przede mną. Jej ex z nią studiował, a facet do którego nie wiedziała co czuje - mieszkał w jej bloku. No i ja - w samym sercu cyklonu. Był taki moment, że pisałem jej kilka razy wiadomość, że to koniec, że nie dała znaku życia od kilkunastu godzin i nie odbiera telefonu. Nie wiem co robi i z kim. Wiedziałem, że na pewno poszła w wir imprez, alkoholu albo i czegoś więcej. Pisałem takie wiadomości, a potem ich nie wysyłałem. Pisałem długie maile, wszystkie pozostały jako robocze. Pewnego dnia powiedziała mi, że mnie kocha i to mi wystarczyło. Głupi ja. Bezdennie głupi ja. Po roku zamieszkaliśmy razem, ona wcześniej mieszkała z rodzicami [których niemal wpędziła do grobu], ja już byłem samodzielny, prowadziłem swój mały biznes na boku poza etatem. Raczej żyło nam się wtedy dosyć dostatnio, ona miała jakieś prace dorywcze jako hostessa więc i swoje pieniądze miała, ale w sumie kupowałem jej co tylko potrzebowała. Jeśli chodziła gdzieś na imprezy, to ze mną, ew. z koleżankami na jakieś pogaduchy, nie byłem zaborczy, ale warunkiem tego, że będziemy razem było ucięcie tego patologicznego węzła. Minął względnie spokojny rok, a potem kolejny. 3 rok razem - zaręczyliśmy się i zaczęliśmy planować ślub. Chciałem już wtedy brać kredyt na dom, ale zdarzyło się to. Odwiedzając jej rodziców spotkałem faceta, do którego nie wiedziała co czuje. Powiedział mi, że wie, że się zaręczyliśmy i ogólnie, żebym dał mu w mordę, ale musi mi powiedzieć, że miał moją narzeczoną. Powiedziałem mu, że stare dzieje, że niepotrzebnie zaczyna temat. Okazało się, że te stare dzieje były MOŻE i zanim z nią byłem, ale także kilka miesięcy po tym... jak się zaręczyłem ze swoją kobietą. Bić go w ryj? Nie - w sensie, mógłbym, ale z drugiej strony muszę przyznać, że gdzieś głęboko podziwiałem jego odwagę. Jestem bardzo wysokim i dobrze zbudowanym facetem, nie mam mordy jak z karceru, ale kiedy niższy o 15 cm gość wyznaje ci nagle, że spał z twoją kobietą możesz go albo lać albo unieść brwi. [Ok, widzę, że zanim skończę tę historię napiszę 500 stron tekstu, będę streszczał na ile mogę]. Skonfrontowałem te rewelacje z moją narzeczoną, wpadła w panikę, musiała się napić. Opowiedziała mi, że nie była uzależniona tylko od używek, ale i od seksu. Starała się to jakoś hamować, ale zdarzyło się, nie ma nic na swoje usprawiedliwienie poza tym, że nie zdjęła przed nim ubrania, a po prostu no cóż, obsłużyła go jak pani przy trasie, na kolanach. Żadne pocieszenie, to chyba nawet gorzej. Wyszedłem z domu, pojechałem do rodziców. Pomieszkałem u nich trochę mówiąc, że się pokłóciliśmy. Gdy była w pracy, zabrałem kilka potrzebnych rzeczy, nie odbierałem telefonów, nie czytałem wiadomości od niej. Kłopot w tym, że ślub był już mocno dopinany. Tutaj orkiestra, tutaj sala, kwiaciarka, suknia w szyciu, zamówione zaproszenia, listy, kosztorysy. Wszyscy dookoła byli zaangażowani w ślub, a ja byłem nagle ostatnią osobą, która o tym myślała. Presja ślubu, bycia razem, rodzina, znajomi, ostatecznie pogodziłem się z tym wszystkim i się zeszliśmy. Mocno ją kontrolowałem, ona się nie skarżyła. Zaledwie miesiąc po ślubie okazało się, że jest w ciąży [ze mną, musiałem to sprawdzić]. Dalej byliśmy na wynajmie, zacząłem szukać nieruchomości. Ponieważ wcześniej z powodu organizacji ślubu zawiesiła pracę, zdolność kredytową miałem tylko ja. Wiecie co to oznacza, nie? No i wziąłem kredyt na wspólny dom, kupiliśmy niemal gotowy do wprowadzenia, zająłem się wszystkim, bo jej brzuch był już dosyć zaawansowany, zanim przyszło rozwiązanie byliśmy całkowicie na swoim. Nasz syn okazał się jedynym promykiem w tym szambie. Podczas gdy ona zajmowała się dzieckiem, ja zajmowałem się już swoim biznesem na 100%, powiedzieć, że wtedy pracuje się na 2 etaty to za mało, ja nawet w śnie zajmowałem się sprawami firmy. A moja żona zajmowała się dzieckiem. Dobry układ, prawda? Mieliśmy wiele rozmów, że teraz mnie nie ma, że gdzieś jadę, że to przejściowe, że niedługo tak się wszystko zmieni, że będę miał mnóstwo czasu dla rodziny i robiłem wszystko by tak było, powoli tak się wręcz działo. Firma pracowała swoim trybem, a ja powolutku zdejmowałem z siebie obowiązki. Pewnego dnia zdałem sobie sprawę, że nie muszę siedzieć na miejscu, wziąłem rzeczy i pojechałem do domu. Przed domem stało czyjeś auto. Mój syn miał wtedy 2 lata, ciekawe czy coś z tego pamięta. Ja pamiętam tylko niepokój kiedy już w drzwiach słyszałem ten cichy dźwięk, myślałem, że to on płacze. Nie wiem czy to opisywać, gdy otwierałem cicho drzwi, musiałem szybko wejść do środka, bo hałas jaki moja żona robiła był łatwy do interpretacji. Wszedłem na górę, ale tak naprawdę uniosłem się tam jak balon. Nic nie ważyłem, byłem absolutnie pusty w środku. Drzwi były uchylone, po drodze minąłem szlafrok, czyjeś spodnie, buty. Kiedy zajrzałem do środka, jej twarz była centralnie skierowana na mnie gdy leżała na łóżku na brzuchu, ten facet siedział na niej, jedną ręką trzymał ją za włosy, wyglądało to bardzo brutalnie. Nie mogłem zrobić kroku w przód, nie mogłem nic powiedzieć. To on mnie pierwszy zobaczył, ze strachu spadł z łóżka, moja żona rozdziawiła szeroko usta i schowała się pod kołdrę. Stałem tak sobie i patrzyłem jak tamten łapie na oślep swoje rzeczy, niepewnie mija mnie w progu spodziewając się ciosu, a następnie zbiega na dół i ucieka z domu. Moja żona schowała się pod pościel jak małe dziecko, trzymała się jej, tak, że nawet jak chciałem podnieść materiał, nie dało się. Nic nie mówiła, płakała. Ja nie. Zszedłem i uznałem, że spokojnie sobie poczekam. Miałem cały czas świata, w końcu moje życie legło w gruzach. Streszczając - trwało to od roku, rok od urodzenia. Myślałem, że dobrze nam się układa w łóżku nie było nudy, może żyłem złudzeniami. Mój syn musiał często wysłuchiwać jęków mamusi gdy jakiś obcy facet pieprzył ją jak... Nie miałem dowodów zdrady poza tym co widziałem, zastanawiałem się nad pozwem rozwodowym, ale sytuacja w jakiej byliśmy to raczej labirynt. Kiedy człowiek nie ma gdzie się podziać, a mieszka z wrogiem, czasem się do niego przyzwyczaja - tak więc przyszła kolej na poradnię. Z perspektywy czasu, śmieszy mnie to. Rana niby zagojona, została blizna, niby poszliśmy do przodu, ale czułem do niej często zwyczajną złość. Może gdybym był damskim bokserem, wszystko byłoby łatwiejsza. Może gdyby nie alkoholizm mojego brata, zacząłbym pić. I tak minęły dwa lata, żona wróciła do pracy, a nasze życie do normy. Przynajmniej tak mi się wydawało. To jest dosyć stara historia, więc w tym momencie muszę powiedzieć, że w tym okresie zaczęły działać popularne serwisy randkowe, aplikacje i inne tego typu rzeczy. Oczywiście działały i istniały wcześniej, ale nie tak proste, nie na taką skalę, nie poprzez aplikacje. Moja żona często miała statusy, konferencje, briefingi, wyjazdy szkoleniowe. Wyobrażałem sobie, że na którymś z nich mnie znowu zdradza, myślałem nad tym, by jeździć i sprawdzać, wynajmować pokój gdzieś ukrywać się na drzewie. Głupi ja, wystarczyło zajrzeć do jej telefonu, z którym nigdy się nie rozstawała. Na każdego w końcu przychodzi czas, ale jak czas przychodzi na tego, który już kilka razy miał swój czas? Czas ostateczny? Tak więc jej telefon w końcu wpadł mi w łapy. Jesienny dzień, pamiętam go dobrze, zaczęło być naprawdę zimno, wietrznie, wilgotno. Wypiła sporo wina w piątek, zasnęła przy serialu, a telefon na którym odpisywała koleżance pozostał odblokowany. Cóż to był za profil, rozmowy, zdjęcia. Myślałem, że znajdę jakiś dowód, jakąś dwuznaczną rozmowę, a tymczasem znalazłem w zasadzie dziennik prostytucji. Nie pamiętam czy było ich pięciu czy sześciu. Nie przejrzałem wszystkich rozmów, tak naprawdę nie były to rozmowy, za opis tego co w nich było raczej temat zostałby zdjęty. Nawet język był kanajacki, taki, jakiego trudno oczekiwać w jakimś obrzydliwym pornosie. Ten zastrzyk krwi, pulsowanie, złość, furia. Zacząłem się na nią po prostu wydzierać i słowa które ze mnie wychodziły miały prosty schemat: ty xxx, ty xxx. Obudziła się, widząc to co się wydarzyło zrobiła się cała biała, podtykałem jej telefon pod twarz i wydawałem dalej dźwięki, jakieś zlepki słów, nawet już nie pamiętam. Złapała swój telefon i wybiegła z piskiem. Do dzisiaj się zastanawiam się, czy gdybym wtedy zwyczajnie zrobił screeny, przesłał to sobie, nagrał treść tego, jak dzisiaj wyglądałoby moje życie. Zamiast tego poszedłem za nią, niszcząc po drodze wszystko, byłem jak huragan. Tępy, oszukany trzeci raz, bezmyślny huragan. Kretyn, pan rogacz kretyn, frajer. Zamknęła się w łazience, a ja waliłem rękami i krzyczałem, że ją zabiję. Ostudziły mnie dopiero niebieskie światła przed domem. To co miała w telefonie najpewniej przestało istnieć, ale w sumie i to nieważne. Nie wiedziałem z kim mnie wcześniej zdradzała, ani później. Nie miałem nic. Abstrahując od tego wszystkiego, to dziwne, że tak szybko wróciłem do domu, mimo, że sprawa była dalej w toku. Gdybym był jakimś szaleńcem, przecież... Ale nie wróciłem by tam zamieszkać, zabrałem swoje rzeczy i tak oto teraz sobie siedzę gad noł łer. Gdyby kogoś to interesowało... W sumie pewnie nie, ale gdyby, co z moim synem, staram się jak mogę, bym był jego ojcem, chociaż im więcej pojmował, tym więcej kłamstw słyszał. Ustaliliśmy pewne rzeczy na własną rękę, nie wzięliśmy rozwodu. Mógłbym wszystko pięknie położyć na wiele sposobów, ale odpłacając jej - ucierpiałby przy tym mój syn. W zamian za raty kredytu, nie płacę alimentów, które przyszłyby z rozwodem. Poznałem kogoś. Kogoś, kto mnie z tego leczy i daje jakąś nadzieję na przyszłość. Mój syn sporo dorósł, pewne rzeczy są dla niego niejasne, ale jak można komuś coś takiego powiedzieć, jak można wyjaśnić dziecku takie rzeczy? "Odszedłeś od mamy", kiedy się dopytuje czemu nie możemy się po prostu przytulić mam ochotę wyć. "Kim jest ta pani?". Jakoś okopaliśmy się w tej sytuacji, dużo wody upłynęło, w tym czasie jakoś wywiedziałem się o różnych kolegach, którzy pomagają mojej żonie, szczerze, nic mnie to już nie obchodzi, całe szczęście w tym, że jeśli potrafiła tak świetnie grać przede mną, to i pewnie syn niczego nie podejrzewa. Chciałbym z moją obecną kobietą się ustatkować, nie naciska, ale też nie przechodzi z sytuacją do porządku dziennego. Okres pandemii dziwnie rozciągnął nas w czasie. Rozwiązań jest sporo, ale to już nie jest historia na to forum. Nie siedzę na dnie, ale też moje życie nie ma już tylu kolorów, popełniłem tyle błędów, tyle głupot, tyle złych ścieżek obrałem. Czemu czasem ta droga życiowa musi być taka wyboista. P.S pozmieniałem kilka drobnych faktów, mimo wszystko zawsze ktoś kogo znam mógłby rozpoznać w tym pewne znajome elementy, ale ogólnie nie przekręciłem przebiegu wydarzeń.

Boli…bardzo cz.3 ostatniaDrukuj

Zdradzona przez męża Dwa tygodnie temu pojechałam z nim i synem po tv prosił nas. Kupił zaniósł do siebie powiedział ze będzie w sobotę ;. Miałam gdzieś wyjechać z koleżanka, często jeździłam w góry. Niestety następnego dnia gdy chciałam wyjechać z synem do fryzjera, podjechał funkcjonariusz pod nasz dom i powiadomił mnie o śmierci mojego męża.Nie będę pisać co dalej było ze mną i synem, ale musiała zostać wezwana karetka. Mąż wypadł z okna. Sąsiad użył wobec niego gazu i chyba chciał zaczerpnąć powietrza. Był pod wpływem , chyba hałasował w mieszkaniu; ostatni kontakt telefoniczny miał wlasnie z nią,tuż przed akcja z sąsiadem. Nie potrafię zyc;. Zrobiłam mu pogrzeb zajęłam sie wszystkim;.. wszyscy są w szoku, dzieci chodzą do psychologa. Nawet nie wiem czy ona była;. Żyję jak w transie, co mogłam zrobić, ze mogłam zabrać go do domu jak kupiliśmy ten tv. Przerażający widok który zastałam w jego mieszkaniu, gdy przyjechaliśmy spakować rzeczy. Pusta lodówka! Gdzie kobieca ręka???w szafce puste butelki po alkoholu;.. Boli po raz trzeci, mam nadzieje ze ostatni. Pożegnałam męża drugi raz, na zawsze. Ten etap się zdecydowanie skończył,będę próbować siebie nie obwiniać, trzy dni przed śmiercią tez mu mówiłam aby wziął zwolnienie Ehhh życie, po co ludzie ludziom robią tyle krzywdy Oddając go jej, powiedziałam jej ze powinna pomoc zajac się nałogiem, ze on nie będzie umiał bez nas zyc;ze może dojsc do tragedii. Takie słowa do niej napisałam. Kiedyś tam dawno. Tyle

Boli….bardzo cz.3 ostatniaDrukuj

Witam ponownie po ponad roku. Chcę się podzielić i może ostrzec przed wieloma działaniami ludzkimi, które będą niosły bardzo duże konsekwencje. Pisałam ze ponad rok temu przeprowadziłam ostateczna rozmowę z mężem, ze jednak się rozstajemy, ze ja już to zaakceptuję. Mąż już z nami wtedy nie mieszkał od 4 miesięcy ale, jak pisałam dawał komunikaty, ze chciałby wrócić . Lecz było tonjuz potem coraz rzadsze. Mąż pił i to pił więcej. Spotykał się z ta kobieta mieli cały czas kontakt. Przypominam ze to osoba o aż 14 lat młodsza. Wiosna ub. Roku często woziłam do męża młodszego syna. Potem mówił ze tato pił gdy on u niego przebywał. Kiedyś dziecko czekało na ławce, aż wyjdzie kochanka męża i wtedy mogło wejść do swojego taty. Z moim mężem było coraz gorzej, mimo ze nadal pracował wzorowo, od 8 do 16. Mial wysokie stanowisko w firmie. Ja jakoś składałam sobie to życie, na tyle ile umiałam. Ze starszym synem pojawiały się problemy, chodziliśmy do psychologa, psychiatry, a nawet był w szpitalu psychiatrycznym, nic niezatwierdzone, po prostu bunt. Bałam się o niego dlatego cały czas szukałam specjalistów. Ostatnio robiłam prywatnie diagnozę i wyszło ze dziecko ma zaburzenia integracji sensorycznej. Mąż niby się przejmował tym, ale generalnie pił. Nie wiem co robiła ta kobieta, oddałam jej go, a widziałam coraz większy obraz rozpaczy. Tego nie potrafię zrozumieć. Nigdy z nim nie zamieszkała. Prosiłam wiele razy męża o to, aby podjął leczenie. Zawsze odmawiał. Również zawsze do mnie przychodzi po pomoc, w różnych okolicznościach, gdy gdzie połamał rękę pod wpływem, gdy pogubił klucze dokumenty, kierował się do nas. Dlaczego nie do niej??? Prosił często o pieniądze. Zarabiał bardzo dużo ale jednak brakowało mu;tak naprawdę nie rozumiem roli tej kobiety. Jesienią kupiłam mu nawet buty bo widziałam ze stare ma podarte. Nie mogłam patrzeć jak żyje. .. ale ja już żyłam trochę obok,nie wyobrażałam sobie jego powrotu . Zrobiliśmy rozdzielność, bałam się jego ewentualnych długów. Trochę z nami zerwał kontakt, przychodził jesienią już rzadziej, ale dzwonił pijany, często krzyczał, to gdzie była ona??????? Cieszyła się ze odszedł od nas,a potem co? Wiem ze kontakt między nimi był, ostatnio kupił jej prezent, prosiłam o pozew , żeby wziął to na siebie. Wyslal po kilku miesiącach mi coś na maila , czy tak może być.i cisza;.. nawet nie złożył w sądzie. Czasem wysyłał mi screeny o czym pisze ze starszym synem i często u góry pojawiała się jej ikonka, ze są wiadomości do odczytania. Ona ostatnio zmieniła prace, pracowali wcześniej razem, to w firmie nawiązał się romans. Mój mąż nie uniósł niczego. Dwa tygodnie temu pojechałam z nim i synem po tv prosił nas. Kupił zaniósł do siebie powiedział ze będzie w sobotę ;. Miałam gdzieś wyjechać z koleżanka, często jeździłam w góry. Niestety następnego dnia gdy chciałam wyjechać z synem do fryzjera, podjechał funkcjonariusz pod nasz dom i powiadomił mnie o śmierci mojego męża.Nie będę pisać co dalej było ze mną i synem, ale musiała zostać wezwana karetka. Mąż wypadł z okna. Sąsiad użył wobec niego gazu i chyba chciał zaczerpnąć powietrza. Był pod wpływem , chyba hałasował w mieszkaniu; ostatni kontakt telefoniczny miał wlasnie z nią,tuż przed akcja z sąsiadem. Nie potrafię zyc;. Zrobiłam mu pogrzeb zajęłam sie wszystkim;.. wszyscy są w szoku, dzieci chodzą do psychologa. Nawet nie wiem czy ona była;. Żyję jak w transie, co mogłam zrobić, ze mogłam zabrać go do domu jak kupiliśmy ten tv. Przerażający widok który zastałam w jego mieszkaniu, gdy przyjechaliśmy spakować rzeczy. Pusta lodówka! Gdzie kobieca ręka???w szafce puste butelki po alkoholu;.. Boli po raz trzeci, mam nadzieje ze ostatni. Pożegnałam męża drugi raz, na zawsze. Ten etap się zdecydowanie skończył,będę próbować siebie nie obwiniać, trzy dni przed śmiercią tez mu mówiłam aby wziął zwolnienie Ehhh życie, po co ludzie ludziom robią tyle krzywdy Oddając go jej, powiedziałam jej ze powinnam pomoc zajac się nałogiem, ze on nie będzie umiał bez nas zyc;ze może dojsc do tragedii. Takie słowa do niej napisałam. Kiedyś tam dawno. Tyle

Zdrada sprzed lat. Opętanie czy choroba?Drukuj

Zdradzony przez partnerkę/dziewczynęOpiszę od początku do końca: dwoje ludzi po przejściach próbuje odnaleźć szczęście, miłość i zbudować nowy dom. Ona w wieku 42 lat, w kilka miesięcy po rozwodzie z mężem, który na boku znalazł pocieszycielkę i z nią nową drogę wybrał. Mają dwójkę dzieci w wieku 9 i 19 lat, które zostają z mamą i mieszkają wspólnie w domu z rodzicami. On w wieku 49 lat, rok po rozpadzie związku w którym został zdradzony i w pięć lat po rozwodzie. Z małżeństwa ma dwoje dzieci w wieku 15 i 22 lata, które mieszkają w sąsiedztwie z mamą, a sam mieszka wraz z schorowanym tatą i bratem (bliźniakiem) alkoholikiem. Poznają się na facebookowej grupie dla samotnych na przełomie 2014/2015 roku i zaczynają zbliżać się do siebie poprzez rozmowy. Mieszkają na przeciwległych krańcach Polski i dzieli ich ponad 600km. Pod koniec lutego 2015 roku pierwsze spotkanie, wyznania miłości i skonsumowanie związku. Zaczyna się wspólne planowanie przyszłości lecz okoliczności i warunki temu nie sprzyjają. On zajmuje się chorym synem i gromadzi środki na operacje, które mają postawić syna na nogi. W domu pomaga tacie, który leczy nowotwora i walczy z alkoholizmem brata, a raczej bratem który nie chce poddać się leczeniu. Ona próbuje otrząsnąć się po koszmarze rozwodu, który nieoczekiwanie przybrał formę walki współmałżonków i odbudowuje spokojny i bezpieczny rdomr1; dla dzieci. Oboje bez oszczędności i jedyne czego mają w nadmiarze to rmiłośćr1;, którą się darzą i którą sobie okazują. rMiłośćr1; ująłem w cudzysłów, bowiem po 7 latach okazało się, że była ona inna niż obojgu się wydawało (o czym będzie dalej). Z uwagi na dzielącą odległość spotykamy się na kilka dni, raz w miesiącu i trwa to tak do jesieni 2015 roku gdy jej starszy syn wyjeżdża do innego miasta studiować. U mnie po kolejnej pijackiej burdzie brata, tata wyrzuca go z domu i tym samym bratu wysycha źródło dochodów, które miał z wynajmu swojego mieszkania lecz od teraz jest więcej spokoju, bynajmniej czasem. W listopadzie 2015 r. ukochana wypowiada pracę i wraz z młodszym synem przeprowadza się do mnie. Warunki mieszkaniowe są ciężkie i w trójkę mieszkamy w jednym pokoju, a poszukiwania dla niej pracy przynoszą efekt doraźny, tj. znajduje pracę lecz póki co nie w zawodzie. Razem mieszkamy do wiosny 2016 roku i gdy jej starszy syn rezygnuje ze studiów, to tym samym sytuacja wymusza wynajęcie mieszkania dla niej i dzieci. U mnie sytuacja w domu coraz cięższa. Tata po kilku operacjach, a po wyrzuceniu brata z domu odpuszcza walkę z jego alkoholizmem, zaczynając go kryć i ukradkiem wspierać. Operację syna udało się sfinansować jesienią 2016 roku z oszczędności i ofiarności ludzi dobrej woli. To bardzo trudny okres, logistycznie trudno związać koniec z końcem i większość czasu spędzam w szpitalach lecz mam wsparcie ukochanej i to pozwala mi przez to przejść. W marcu 2017 roku umiera jej tata, a w cztery miesiące po tym mój tata. Mieszkamy oddzielnie lecz spędzamy ze sobą bardzo dużo czasu i mimo przeciwności losu uznawałem ten okres za szczęśliwy. Zacząłem też gruntowny remont mieszkania abyśmy w końcu mogli zamieszkać razem i w remoncie tym pomaga mi moja ukochana. Leczenie mego syna ciągle jest w toku i wciąż wymaga sporego zaangażowania oraz wiele czasu, bowiem wizyty kontrolne odbywają się w mieście oddalonym o kilkaset kilometrów. Brat alkoholik wciąż przysparza problemów lecz w dniu końca żałoby po śmierci taty, umiera i choć zarzekałem się, że już nigdy nawet palcem dla niego nie kiwnę, to organizuję pochówek brata. Po pogrzebie ze zdwojoną siłą (aby nie myśleć) chcę zakończyć remont lecz po miesiącu wydarzyło się coś co wspólne zamieszkanie z ukochaną i jej dziećmi uczyniło niemożliwym. Opisałem to swego czasu w wątku: http://www.zdradzeni.info/news.php?readmore=5705 Gdy opadła kurtyna i ukochana obnażyła twarz potwora, to związek choć trwał chylił się ku upadkowi. Dwa lata po incydencie z jesieni 2018 roku, ukochana z pobudek ekonomicznych postanawia dorobić i angażuje się w projekt z fotografem z miasta ościennego. Angażuje się całą sobą tak bardzo, że przez całe wakacje 2020 roku, nie znajduje ani chwili dla mnie. Gdy wszczynam o to awanturę, ukochana postanawia wyjechać (wyprowadzić się) do domu rodzinnego ale znowu ją zatrzymuję. Na marginesie dodam, że pobudki finansowe były tak silne, że przez całe wakacje nie zarobiła ani grosza ale za to odkryła w sobie nowe hobby r11; fotografięr30; Zapytana zaś o to r11; po co jej to było, odpowiada r11; rdla przyjemnościr1;. Z dnia na dzień coraz trudniej z nią się rozmawia i gdy tylko temat ociera się o najdrobniejszy dla niej dyskomfort to starą metodą milknie lub zamyka za sobą drzwi i ucieka. W grudniu 2021 roku ukochana udaje się na imprezę wigilijną organizowaną u niej z pracy lecz zapomina mnie poinformować, gdzie ona się odbywa, kiedy i w jakim gronie. Kolejna tajemnica i znowu jestem winny, nie wiadomo czego się czepiam, a ona przecież wie na co może sobie pozwolić, a poza tym twierdzi, że r11; rnie muszę Ci się tłumaczyćr1;. Święta spędzamy oddzielnie i wtedy, w końcu uświadamiam sobie, że tak żyć nie chcę i już nie mogę. Zauważam jednak, że jej zależy i o dziwo znajduje dla mnie sporo czasu. Zdawać by się mogło, że wszystko zmierza ku dobremu, aż pewnego dnia spoglądając przez okno na ukochaną, która z psem spaceruje, doznaję olśnienia. Jej ucieczki od rozmów na trudne tematy, zostawiają mi już tylko jedno pole manewru i jedno podejrzenie r11; tak zachowuje się jedynie osoba, która ZDRADZIŁA. Pytam wprost: rkiedy mnie zdradziłaś?r1; i w odpowiedzi słyszę, że "dawno, dawno temu, ze sto latr30; " Niewierna przyznaje się do jednej zdrady, tuż na początku naszej znajomości, w czasie gdy miłość kwitła, a ja niemal lewitowałem nad ziemią ze szczęścia. Otóż po dwóch ze mną spotkaniach, w kwietniu 2015 roku, tuż po Świętach Wielkanocnych Ona zaczyna wątpić w realizację wspólnych planów oraz bycie razem i ukradkiem postanawia ten rozkwitający związek zakończyć. Przez messenger kontaktuje się z facetem spotkanym u koleżanki i mieszkając wtedy jeszcze u rodziców umawia się z nim na spacer i ostre rżnięcie u niego. Wyznanie tego ma miejsce 3 lutego 2022 roku. Płacze, szlocha, miłość wyznaje i wydawać się może, że tego żałuje. Jednak jej oczy zdradzają, że to nie wszystko. Po tylu latach przeszukiwanie facebooka i telefonu mija się z celem i tym bardziej, że zadbała o to aby jakikolwiek ślad zniknął. Kilka dni tłumaczę, że sensu skrywanie nie ma i z jednej zdrady robią się dwie, tzn. dwa spotkania i dwóch kochanków, czyli z każdym poprzez ostre rżnięcie chciała o mnie zapomnieć. Jednak oczy wciąż nieuczciwość zdradzają. Bezradny proszę aby przysięgła na życie dzieci, że nic więcej nie skrywa i taką przysięgę składa. Nie mija godzina od złożonej przysięgi i z dwóch zdrad robią się cztery zdrady, tzn. dwóch kochanków i z pierwszym trzy spotkania, a z drugim jedno i wszystkie z ostrym rżnięciem. Kolejna przysięga na życie mamy, że nic więcej już nie skrywa i po niej okazuje się, że zdrady ważniejsze od życia mamy. Następnie przysięga na życie brata i po tym na moje życie. Nie ma już na co przysięgać, wszystkich grzebiąc i stanęło na sześciu zdradach, tzn. pięć spotkań z pierwszym kochasiem i jedno z drugim. Zarzeka się, że żałuje, że głupia wtedy była lecz pytana dlaczego w obliczu zdrady wolała wciąż mnie zdradzać niż zdradzić tamte zdrady odpowiada, że wstydziła się przyznać. Tłumaczy jaką to dla niej traumą było i nie szczędzi mi szczegółów, o które wcale się wtedy nie dopominałem. Wiem więc, że ostre rżnięcie w czasie pięciu spotkań z pierwszym to były spacery, rozmowy, wesoły nastrój, śmiech i cztery orgazmy pod rząd (dwa bez wyjmowania) u jej Piotrusia oraz, że calutką ją wylizał i czuła się z nim tak zaspokajana jak kiedyś z ukochanym mężem z ich najlepszych czasów. To doprawdy silna traumar30; ale raczej nie dla niej, a dla mnie. Wtrącę tutaj ciekawostkę, otóż jej Piotruś był jej trzecim mężczyzną w życiu. Pierwszym mąż przez dwadzieścia kilka lat, drugim ja i ze mną dwa spotkania i trzeci Piotruś, a z nim ostre rżnięcia podczas pięciu spotkań (do tylu się przyznała). Po siedmiu latach pamięta jego orgazmy i jak cudnie jej cipkę lizał ale zapomniała czy loda choć raz mu zrobiła. Możliwe to jest? :D Nie pamięta także kiedy pożegnalne spotkanie mieli i czy było to w 2015 roku czy w latach kolejnych gdy co roku odwiedzić mamę jeździła. Zastanawiająca jest też jej przeprowadzka do mnie, bowiem po latach okazało się, że jej ukochany Piotruś obecnie mieszka 20km od jej (naszego) miejsca zamieszkania. Po niemal trzech tygodniach długich rozmów, potrafi już odrzucić tryb rozmowy w milczeniu, który żartobliwie nazwaliśmy trybem rMongołar1;, a w którym słowa nie wypowie. Ujawniło się też wiele jej perfidnych, nieludzkich działań i ja nie dostrzegam już w niej nawet kawałka człowieka. Zachowania które kiedyś z całą siłą potępiała u męża, czyli zdrada, oszustwa, perfidia, obojętność, fałsz i egoizm w niewyobrażalnej postaci skopiowała jak przez kalkę na siebie i tak przez 7 lat żyła u mego boku, to samo i z nawiązką mi serwując. Sama siebie zaczęła się bać (ponoć) i przeraził ją obraz kim się stała. Twierdzi że straciła panowanie nad sobą i funkcjonuje w dwóch trybach, rdobrymr1; i rzłymr1;, przy czym tryb rzłyr1; to 99% tego jaką jest. Zaczęliśmy się zastanawiać czy to choroba psychiczna (schizofrenia) czy opętanie i nawet umówiła rozmowę z bliskim księdzem sprzed lat aby pomógł lecz miało to miejsce w 1% jej zachowań czyli w tym tak zwanym trybie rdobrymr1;, który przeszedł w rzłyr1; i umówionej rozmowy nie podjęła. Co też przewidywaliśmy. Przyznała też, że dopiero teraz po 7 latach zauważa, że to ja o związek walczyłem co dotychczas odbierała jako próbę manipulacji i ograniczania jej swobód. Porównała moją walkę do swojej gdy walczyła o małżeństwo i dobro dzieci. Mnie przez 7 lat postrzegała jako "namolną muchę" od której się opędza i tak samo określa siebie gdy o małżeństwo walczyła, a mąż nie był tym zainteresowany. Przyznała także, że wiele razy zastanawiając się nad nami sięgała po opisy toksycznych związków, socjo i psychopatów, po czym te najgorsze cechy zauważała w sobie lecz nie skłaniało jej to do refleksji nad sobą. Nie spotkałem w życiu gorszego człowieka. Zdolnego z taką perfidią i bezwzględnością działać, tak okrutnego i tak egoistycznego. Co ciekawe, to ona wcale nie ma, ani nie miała wyrzutów sumienia i nie uważa siebie za kr30;rwę, obrażając się za takie określenie. Chora czy opętana?

Nie wiem co zrobićDrukuj

Zdradzony przez żonęWitam Was. Długo się wahałem czy opisać moją sytuację na tym portalu czy nie, ale może mi coś poradzicie jako bardziej doświadczeni życiem niż ja. Znamy się z żoną prawie 20 lat, od 13 lat jesteśmy małżeństwem, mamy dwójkę dzieci (syna 8 lat i córkę 2 lata). Poznaliśmy się w klubie (muzycznym jakby co). Po poznaniu spotykaliśmy się jak większość nowo poznanych, po jakimś czasie dowiedziałem się, że żona miała faceta, który jest jej sąsiadem z klatki i mieszka na przeciwko (jego rodzice do dzisiaj tam mieszkaja a on wyjechał do Anglii). Początki związku były jak ja to mówię "z przytupem" bo czy jest tu ktoś kto by tolerował to np. że jedzie do domu po spotkaniu z dziewczyną a jej "były" siedzi na przystanku i widząc, że odjeżdżam idzie sobie pogadać ze swoja byłą. Wścieklizny dostawałem widząc ich razem bo wiadomo jaka myśl pojawiała się pierwsza. Po czasie dziewczyna mi powiedziała, że to był jej pierwszy w łóżku (i jedyny), ale to był typ latawca, rąbał wszystkie jak leci, z miejscowości mojej żony do łóżka poszły z nim chyba wszystkie dziewczyny łącznie z mojej żony koleżanką. Czas leciał a ja żyłem w nerwach bo zakochany, ale wkurzony codziennie widząc, że żona nie potrafi zakończyć znajomości z tym gościem. Były kłótnie irozstania i powroty bo człowiek jak zakochany to głupi jak but. Po jakimś czasie żona poszła do niego i powiedziała mu, że ma się odpierniczyć. Dodam tylko, że to była pierwsza miłość mojej żony. Gość wyjechał do Anglii i temat się zakończył. Po jakimś czasie wyprowadziliśmy się z domu i wynajmowaliśmy razem mieszkanie i przydarzyła się sytuacja, że żona pojechała z kolegami i koleżankami z pracy do pubu i nie wróciła o umówionej godzinie do domu, jak zacząłem dzwonić to wyłaczyła telefon, pojechałem jej szukać na mieście, jak wróciłem do domu to okazało się, że wrociła z kolegą do domu taksówką (kolega mieszkał niedaleko nas), później sie okazało, że koleżanki poszły z kolegami do łóżka. Żona mówiła, że ona czekała w hotelu aż skończą bzykanie i pojadą do domu. Jak jej się pytałem dlaczego wyłączyła telefon i dlaczego nie jechała sama do domu to nie umiała odpowiedzieć. Namówili ją bo była wypita i poszła z nimi na zasadzie "no chodź". Była awantura jak nie wiem co. W[i][/i] tym czasie coraz częściej żona wspominała o zaręczynach. Ja nie chciałem zaręczyn akurat wtedy bo nie byłem pewien czy dobrze bym zrobił. Po czasie uległem i podarowałem jej pierścionek. Wyjechaliśmy razem do Anglii i byliśmy tam trzy lata. Podczas pobytu tam nie było większych ekscesów. Po powrocie do Polski wzięliśmy ślub chociaż ja nie za bardzo chciałem bo uważam, że ślub to tylko papier i niczego nie buduje w związku. Żona jest innego zdania i zawsze chciała ślub kościelny. Po powrocie do Polski zaczęliśmy pracę w tym samym zakładzie, na tej samej zmianie. Po dwóch latach był eksces gdzie już żona siedziała po nocach na czacie, coś mnie tknęło i zainstalowałem keylogger i przeczytałem co pisze z tym gościem. Pamietam, że mieliśmy ranne zmiany i rano zaraz jak przyjechaliśmy do pracy moja żona pisała do tego gościa (że tęskni za nim i inne takie, wypisywali sobie czułe rzeczy itp. , o 6 rano w pracy). Nie wytrzymałem i w ten dzień co przeczytałem te wiadomości (też byłem w pracy, halę obok) zrobiłem awanturę. Gość był z drugiego końca Polski, żona chyba czegoś szukała, czego nie wiem bo nie umiała wyjaśnić). Po jakimś czasie przydarzyła się kolejna dziwna sytuacja, że przyjechali faceci szkolic ludzi do obsługi maszyn i akurat pech chciał szkolili moją żone i poszli wszyscy na stołówkę, ja również poszedłem bo zawsze chodziliśmy na przerwy razem. Wszedłem na stołówkę i widzę, że żona siedzi z nimi przy stoliku i najchętniej by się nie przyznała, że ma męża i że to ja. Wzrok jej uciekał i zrobiło mi się dziwnie. Usiadłem gdzie indziej, powiedziałem jej po fakcie, że ciekawe jak ona by się czuła jak ja bym jej tak zrobił. Po jakimś roku zaczęła wspominać o dzieciach, ja nie byłem przekonany ze względu na to, że nie czułem wewnątrz, że do końca jej ufam i wahałem się co zrobić. Po czasie zgodziłem się i urodził się syn. Po kilku miesiącach zachorowałem na zapalenie skóry, które trwa po dziś dzień. Przez kilka lat choroba zmieniła wiele w naszym życiu, zwolniłem się z pracy bo nie dawałem rady chodzić przez chorobę, miałem rentę a obecnie nie pracuję i siedzę z dziećmi w domu. Przez kilka lat był względny spokój chociaż zdarzały się sytuacje gdzie ja zawalony przez chorobę siedziałem w domu a żona pakowała dzieci i wyjeżdżała z domu na cały dzień wiedząc z góry, że nie pojadę z nią bo nie dam rady. W 2019 roku urodziła się córka. W 2020 kupiliśmy dom i przeprowadziliśmy się i po przeprowadzce były kłótnie itp. W zeszłym roku żona chciała jechać na wakacje a ja byłem chory i nie chciałem jechać. Powiedziała, że pojedzie nad morze sama z dzieciakami. Bez kłótni powiedziałem, że ma jechać i nie patrzeć na mnie bo co ja mogę, jestem chory i nic na to nie poradze. Pojechali na wakacje beze mnie. Po dwóch dniach miałem przebłysk intuicji, która mnie doprowadziła do najgorszego. W ten dzień czekałem aż żona zadzwoni, ale nie dzwoniła i coś mnie tknęło i zalogowałem się na jej facebook i zainstalowałem messengera i... pach... wiedziałem w 100%, że z kimś pisze. Pisała z kolegą z pracy, prawie 10 lat młodszym kawalerem. Kolega pracuje nad moją żoną i obsługuje maszyny, na których pracuje moja żona. Żona mnie oczerniła, że specjalnie nie pojechałem z nią nad morze i że jak mogę zostawic ją i dzieci, że to niepojęte. Później mu pisała, że musiała mnie zmuszać do ślubu, dzieci i że zawsze marzyła o szczęśliwym domu a ma szambo i syf ze mna. Pisała mu, że jest jej aniołem bo ją wysłucha i że może mu się ze wszystkiego zwierzyć. On jej pisał, że nie ma zamiaru się jej wpierniczać z butami w małżeństwo (a ona na to nic, że pisząc z nim jak się okazało kilka miesięcy to już wpierniczył się w małżeństwo i je po części rozpiernicza). Pisali sobie o wszystkim, że kiedyś ją widział jak szła z parkingu do pracy w spodenkach wyciętych na tyłku i że się jemu podobała, że lubi z nią rozmawiać i ochy i achy były. Najlepsze było na następny dzień bo żona po tym jak ustalili, że jak wróci z wakacji to się spotkają zadzwoniła do mnie i z zimną krwią mi powiedziała, że jak wróci z wakacji to idzie się spotkać z koleżankami z liceum. Jak z nią rozmawiałem przez telefon to ręka mi się trzęsła, bo wiedziałem, że perfidnie kłamie (przeczytałem ich ustalenia na messengerze). Wieczorem żona wypiła sobie piwa i wtedy poszła z wyobraźnią. On był zmieszany po tym jak żona zaczęła go spychać na tematy seksu. Moja żona perfidnie chciała, żeby on ja zapytał jak chciałaby być zerżnięta, ale on przed 30 i miał w życiu chyba jedną dziewczynę nie wiedział co ma odpisać. Żona w podtekstach kierowała go na tematu seksu a on nie mógł jej rozszyfrować. Czytałem to na żywo i chciałem mu napisać, człowieku no weź jej sie zapytaj jak chciałaby być zerżnięta 😊 gościu w końcu zaczął coś tam się kapować i żona mu sìę rozmieniła jak to marzy o tym, żeby leżała na stole a on by z niej zlizywał lody, że po pracy mogą jeździc na stację benzynową na lody, ale zaznaczała mu, że lody to się zlizuje i najlepiej tam na dole, było tego trochę, żona wszystkie jego wpisy sprowadzała na właściwą droge czyli seksu. Poszła spać po 6 rano będąc z dziećmi wiedząc, że wstaną rano. Mi oczywiście powiedziała o 23, że idzie spać a rano, że jest zmęczona bo córka wstała wcześnie. Wieczorem oczywiście do mnie żadnych smsów ani telefonów bo po co dzwonić czy pisać z przydupasem. Rano oczywiście pisała do niego (do mnie nic), jak zaczęli temat co robi od rana to napisała, że idzie z dzieciakami na lody, ale szkoda bo by zjadła lody ze swoim misiaczkiem i była smutna, że nie ma z kogo tych lodów zlizać (pomijam już gdzie by chciała je zlizać). Popołudniu znów zaczęli pisać. Nie wytrzymałem jak to wszystko czytałem i zadzwoniłem do mojej niewiernej żony i powiedziałem jej, że wiem o wszystkim i że biorę rozwód i może iść do swojego armando. Nie usłyszałem nic typu przepraszam czy płaczu tylko pytanie dlaczego jej sprawdzam facebooka po czym się rozłączyłem. Po chwili napisała do niego, że go przeprasza za wszystko i że nie tak to miało wyglądać. W ten dzień pewnie jak co dzien byli umówieni na rozmowę przez telefon i niestety moja smutna żonka nie była w stanie zadzwonić. Napisałem gościowi na messengerze, że jak tak chciał sobie pomoczyć w mojej kobiecie to musi wziąć na klatę i być też wujkiem dla dzieci, że nie ma tak, że się moczy w mężatce z dziećmi bez konsekwencji. Przeczytał, ale nic nie odpisał. Żona zadzwoniła to jej powiedziałem co o niej myślę. Wróciła na następny dzień do domu i nie było łeź od wejścia. Minka była grobowa bo co tu powiedzieć? Wieczorem dopiero był płacz i prośby żebym dzieci nie zostawiał. Powiedziała, że gadała z nim od czerwca (a był sierpień) bo miała trudne dni w życiu i w domu. Na pytanie dlaczego ze mna nie rozmawiała nic nie odpowiedziała. Powiedziałem jej, że wszystko zapisałem bo żonka straciła głowę i nie skasowała. Wcześniejsze wiadomości były oczywiście pokasowane, ale to bylo w czasie gdy była w domu i myślała a na wakacjach już pewnie tak krocze swędziało, że już główka przestała kompletnie działać. Tydzień ryczała i się tłumaczyła, że by nie poszła na umówione spotkanie bo nie jest dziwką (akurat w to ktokolwiek by uwierzył), że do niczego nie doszło i nie dojdzie. Minął urlop, wróciła do pracy i pracuje tam do dzisiaj. On też nadal tam pracuje. Ja biję się z myślami co zrobić, czy dobrze zrobiłem, że zostałem i nie złożyłem pozwu o rozwód. Jedyne co mnie blokuje przed tym to to, że pomimo, że dzieci nie chciałem w tym czasie, w którym żona mi głowę suszyła to je kocham ponad życie i pomimo tego, że choruję to życie bym oddał za nie. Ciężko mi jak żona wyjeżdża do pracy, uczesana, ładnie ubrana, paznokcie zrobione a u mnie w głowie burza czy czasami nie jedzie do hotelu lizać te lody... W domu potrafi chodzić ubrana w bluzę, włosy nieumyte a jak czas do pracy to włosy na nogach trzeba golić bo spodnie pracownicze drapią, włosy trzeba umyć i oczy wymalować bo do pracy jedzie. A ja łeb pełen myśli czy robi to tak po prostu, żeby nie wyglądać jak niezadbana czy dla niego bo bèdzie ją widział na stołówce. Dodam jeszcze, że jak żona pojechała na wakacje to choroba mi odpuściła i skóra praktycznie wyzdrowiała a jak wróciła to mnie tak wywaliło to uczulenie, że musiałem jechać na sor po zastrzyk sterydowy i dwa tygodnie w łóżku zaropiały. Janigdy żony nie zdradziłem i nigdy nie zdradzę czy to będzie ta czy inna kobieta. Zresztą mi ślub niepotrzebny bo to czy jest jakiś papier czy nie to nie sprawi, że człowiek ma więcej szacunku do drugiej połówki. Jestem z kimś to go szanuję. Mam żelazne zasady w życiu i nie toleruje tego, żona to od zawsze wiedziała a mając obrączkę na ręce takie rzeczy wywijała. Na co dzień biję się z myślami co zrobić bo ja też mam swoje życie a poświęcam je komuś kto mnie oszukał. Pytałem się żony czy widziała swojego wybranka w pracy i powiedziała, że go mijała na korytarzu, ale słowem się nie odezwał. Co by było gdyby gościu pochwalił się kolegom z pracy co moja żona pisała do niego? W tej firmie mam znajomych, z którymi utrzymuję kontakt do dzisiaj. Byłby obciach jak nic. Znajomi wiedzą, że choruję, że żona ma ślub ze mna i ma dzieci a tu takie rzeczy wypisuje gościowi z pracy. Jeśli chodzi o łóżkowe sprawy to ja zawsze coś inicjuję i nigdy żona nie pisała ani nie mówiła mi takich rzeczy jak jemu, co by chciała w łóżku a znamy się 20 lat... Przepraszam, że tak chaotycznie to opisałem, ale jest tego trochę. Jeśli będziecie mieli pytania to śmiało możecie pytać. Pozdrawiam Was ludzi po przejściach, do których niestety dołączyłem.

31 lat razemDrukuj

Zdradzony przez żonę31 lat po ślubie. przypadkiem dowiedziałem się jak dziękuje koledze z pracy za sex wiem że od dawna byli przyjaciółmi, często spotykaliśmy się też z okazji imprez itp. ale to co się stało mną wstrząsnęło co robić? na razie nie wie że wiem, nie wiem czy to epizod czy też dłuższy temat - jestem załamany fakt, że mieszkamy z moją matką która od pół roku ma silną demencję, agresywną postawę i wieczne pretensje mógł być impulsem, ale czy to może być usprawiedliwienie? Dzieci się już wyprowadziły na swoje, nam się układa nieźle, sex super - tylko ta zdrada co robić?

Żona mnie zdradziła z starszym kolegą z pracy.Drukuj

Zdradzony przez żonęWitam, Zacznę od tego że z moją już żoną jesteśmy małżeństwem dopiero pół roku, razem od 6 lat. Od zawsze pamiętam że żona miała sporo kolegów, przede mną spotykała się z wieloma, lubiła kręcić z facetami nawet do takiego stopnia że spotykała się z kilkoma naraz. Będąc już że mną w związku dowiedziałem się po 2 latach że zdradziła mnie z dobrym kolegą, na zasadzie ,,to tylko seks" i nic więcej, zrobiła to będąc ze mną miesiąc także przymknąłem wtedy na to oko, bardziej bolało że dowiedziałem się o tym przez przypadek dopiero po dwóch latach... Mijały kolejne lata, bywało tak że żona a wtedy narzeczona/dziewczyna często utrzymywała kontakt z swoimi kolegami pisząc na Messenger itp. spotkań podobno nie było lecz do dziś pewności nie mam, mniejsza z tym. Od dwóch tygodni coś się zmieniło, dość sporo zaczęła siedzieć z telefonem pisząc z kimś ciągle, kłamała twierdząc że z koleżanką, bywało tak że szła brac kąpiel i nie było jej dobre 30 min bo będąc w wannie romansowała z kolegą z pracy . Nakryłem ja ponieważ w końcu musiałem sprawdzić jej Facebooka i to z kim tyle pisze. Załamałem się, 3 facetów na raz, a raczej niewinne pisanie z kolegą że studiów, może było by nie winne gdyby nie wysyłaj sobie wzajemnie kuszących zdjęć podczas kąpieli, w bieliźnie, w piżamie, mógłbym przymknąć oko ale nie, codziennie jakieś zdjęcia, filmiki i pisanie jakby chciała być przy Nim. Drugi facet kolega z pracy, zaznaczę że żonaty i z dwójką dzieci, koło 40 lat, żona ma 24... I tutaj załamka totalna... Pisała do niego ,,kochanie" ,,pragnę Cię kotku" itd. itp. wysyłała zdjęcia i filmiki jak zabawia się sama ze sobą lub tańczy pół naga to już była przesada, później doczytałem że spotkali się po pracy w walentynki i całowali się... Dla mnie lizanie się z facetem to już zdrada totalna. Okazuje się że romansowała z Nim dłuższy czas, twierdzi że seksu nie było jedynie raz spotkanie i całowanie się. Trzeciego faceta nie opisuje bo jedynie co widziałem to filmik żony który mu wysłała jak tańczy w piżamie... Podsumowując, żona żałuję, twierdzi że już nigdy tego powotrzy, facet zee strachu że sprzedam go jego żonie zablokował mnie na Facebooku. Żona z nim tak samo zablokowali ale widują się w pracy więc żadna mi rewelacja. Żona twierdzi że zspisze się na terapię, bo nie jest to normalne że kręcą ją inni starsi faceci, dla mnie to obrzydlistwo co zrobiła ze lizała się z 42 latkiem mają 24 lata w dodatku chłop ma żonę i dzieci. Nie potrafię tego przetrawić zwłaszcza że już kiedyś zrobiła coś podobnego, brak mi do niej totalnie zaufania, nie wierzę jej już w nic i jestem pewny że kiedyś się to znów powotrzy, taka ma cechę charakteru że kręcą ją inni starsi faceci i lubi ich kusić a Oni korzystają. Co byście zrobili na moim miejscu, jak mam z tym żyć, widać że żonie jest źle i przykro, widać po niej że wie że zrobiła źle ale czy to wystarczy? To może się powtórzyć znów kiedyś, jesteśmy młodzi, Ja 28 Ona 24 różne rzeczy może znowu odwalić - żona zaprzecza, obiecuje że to koniec z wszystkimi facetami. Proszę o jakieś porady jak mamy to rozwiązsć, brnąć e to dalej i starać się zapomnieć, rozmawiać o tym, czy może myśleć powoli o rozwodzie? Pozdrawiam i dziękuję.