Logowanie

Nazwa użytkownika

Hasło



Nie masz jeszcze konta?
Zarejestruj się

Nie możesz się zalogować?
Poproś o nowe hasło

Ostatnio Widziani

123sprawdzam00:06:17
# poczciwy00:20:07
Jun_bor00:27:11
normalnyfacet202:06:49
Kania03:19:22

Shoutbox

Musisz zalogować się, aby móc dodać wiadomość.

AApis
05.10.2022 15:22:05
Skoro dopuszczona jest rejestracja bez akceptacji admina - takich botów będziecie mieć więcej. Wklejają dziwne treści gdzie popadnie: komentarze, posty na forum, shoutbox...

hurricane
05.10.2022 11:49:12
LemuelLef - a tak w ogóle to o co chodzi? Szok

LemuelLef
04.10.2022 20:35:08
Gdzie poznawać celuloidy online zanadto bezsensownie? Reguła najgenialniejszych
miejscowości 2022! Gdzie dostrzegać celuloidy online zbytnio darmocha? Specyfikacja najłagodniejszych postaci 2022!

melania83
30.09.2022 21:49:52
Hallo i'm back ????????????????

AApis
22.09.2022 07:52:31
Staram się. Niektóre "stare" dodatki nie są kompatybilne z nowymi wymaganiami języka PHP. Dlatego ich nie ma lub są zastąpione innymi.

Metoda 34 kroków

Metoda 34 kroków dla kryzysu w małżeństwie na odzyskanie pewności siebie w oczach partnera.

1.Nie śledź, nie przekonuj, nie proś i nie błagaj.
2.Nie dzwoń często.
3.Nie podkreślaj pozytywnych elementów związku.
4.Nie narzucaj się ze swoją obecnością w domu.
5.Nie prowokuj rozmów o przyszłości.
6.Nie proś o pomoc członków rodziny-masz wsparcie teściów póki są po Twojej stronie.
7.Nie proś o wsparcie duchowe.
8.Nie kupuj prezentów.
9.Nie planuj wspólnych spotkań.
10.Nie szpieguj, to Cię zniszczy.
11.Nie mów 'kocham Cię'.
12.Zachowuj się tak, jakby w Twoim życiu było wszystko w porządku.
13.Bądź wesoły, silny, otwarty i atrakcyjny.
14.Nie siedź, nie czekaj na żonę/męża , bądź aktywny, rób coś.
15.Będąc w kontakcie z nim/nią postaraj się mówić jak najmniej.
16.Jeżeli pytasz co robił/a w ciągu dnia, przestań pytać.
17.Musisz sprawić, że Twój partner zauważy w Tobie zmianę, że możesz żyć dalej z nim/nią lub bez niej/niego.
18.Nie bądź opryskliwy lub oziębły, po prostu zachowaj dystans.
19.Okazuj jedynie zadowolenie i szczęście.
20.Unikaj pytań dotyczących związku do chwili, gdy zechce sam/a z Tobą o tym rozmawiać.
21.Nie trać kontroli nad sobą.
22.Nie okazuj zbytniego entuzjazmu.
23.Nie rozmawiaj o uczuciach.
24.Bądź cierpliwy.
25.Nie słuchaj co naprawdę mówi do ciebie.
26.Naucz się wycofywać, gdy chcesz zacząć mówić.
27.Dbaj o siebie.
28.Bądź silny i pewny, mów cicho i spokojnie.
29.Pamiętaj, że jeżeli zdołasz się zmienić,Twoje konsekwentne działania mówią więcej niż słowa.
30.Nie pokazuj zagubienia i rozpaczy.
31.Nie wierz w nic co usłyszysz i 50% tego co widzisz.
32.Rozmawiając nie koncentruj się na sobie.
33.Nie poddawaj się.
34.Nie schodź z raz obranej drogi.

Masaż ciałaDrukuj

Zdradzeni w innych związkachWitam mam pytanko bo nie daje mi to spokoju . Ostatnio żona zapisała mnie na masaż do swojej koleżanki do studio bo strasznie bołały mnie plecy. Oczywiście poszedłem i się stało . Jak wszedłem do jej gabinetu to koleżanka kazała mi się rozebrać i położyć na specjalnym łożku i zaczeła mnie masować jej koleżanka była ubrana normalnie w bikini . Podczas masażu czułem że mi się robi bardzo dobrze ale od strony orgazmu . Kiedy koleżanka jej kazała mi się przekręcić na plecy to mój penis prężyl normalnie przez majtki .

.. witam w gronie:)Drukuj

Zdradzeni w innych związkachJuż nie umieram- a umierałam...
Byłam w zwiazku partnerskim 14 lat. Od roku cos się psuło . Nie umielismy sie dogadać . 1 kwietnia na tyle mnie zdenerwował ze powiedziałam mu że mam dość- i odchodzę . Po 2 dniach przemyslałam wszystko- stwierdziłam ze musimy to naprawic . Byłam pewna ze sie odezwie . Wziełam sobie do serca zarzuty które miał do mnie- wróciłam miedzy innymi na siłownie itp . Liczyłam ze jak wróci namówię go na terapie dla par- ... mój partner miał sporo za uszami też ... tyle ze ja jestem ustepliwa i tolerancyjna.

Nie wiem co dalejDrukuj

Zdradzony przez żonęWitam Wszystkich.
Nie wiem od czego zacząć, może od początku - tak w skrócie bo dużo by tutaj opisywać.
Ja 41 lat, żona 43, dwoje dzieci po 11 i 3 latka. 15,5-letnie małżeństwo.
Zaczęło się w 2015 roku. Jego żona poinformowała mnie o zdradzie jej męża z moją żoną. Żona dobrze zapowiadała się na kierowniczkę w firmie, on był i jest jej szefem.
Jak się dowiedziałem to świat się pode mną załamał. Wtedy mieliśmy jedno dziecko w wieku 4 lat. Wcześniej otrzymywałem sygnały abym pilnował żonę, uważał itp. Niestety nie wierzyłem, że moja żona mogłaby coś takiego zrobić, wcześniej za panny została zostawiona przez chłopaka i bardzo mocno to przeżywała, także nie spodziewałem się tego po niej.

ZdradaDrukuj

Zdradzona przez partnera/chłopakaMamy małe dziecko, chłopak był ostatnio na wyjeździe z pracy nad morzem, pewnego wieczoru/nocy nie odbierał telefonu, nie odpisywał. Wrócił, nie chce mi nic powiedzieć, zmienił też pin do telefonu, nie chce abym w niego zajrzała, jest zafascynowany że dziewczyny nad morzem chodzą bez stanika, nie chce mi powiedzieć dlaczego zmienił ten pin( na szybko wymyślił, że chciał mnie wkurwić) ale przecież to jest tak głupie wytłumaczenie że ciężko mu w cokolwiek uwierzyć. Co ja mam o tym myśleć?

Po co mnie sprawdziłaś byłby spokójDrukuj

Zdradzona przez męża13 lat małżeństwa on 37lat ja 36-bez kłótni, radośni, uśmiechnięci, 2 synów, czułe gesty na codzień, sex 1wsza klasa. I nagle bum!zmiana pinu w tel, odgradzanie kołdrą,zamykanie w garażu, nieobecny duchem. Rozmowy co się dzieje.. Ponoc nic.zwbralam się zakradłam do garażu po cichutku zobaczyć gdzie dzwoni. Usłyszałam rozmowę (ona była na głośniku):od kad cie poznałem liczysz się tylko Ty, jesteś mega, najlepsza, najśliczniejsza, keidy się spotkamy, dbaj o sobie mówiłem Ci na końcu... Bardzo cie kocham. Szok!!!

Zdradzony przez połówkęDrukuj

Zdradzony przez partnerkę/dziewczynęWitam chciałem się wygadać bo siedzi to we mnie głęboko 11 lat temu zdradziła mnie moja dziewczyna z poznanym u siebie facetem po latach razem wyszło że mnie zdradziła ja oddałem się jej cały jeździłem do niej 500km a ona coś takiego mi zrobiła poświęcałem wszystko dla niej czekałem na nią 1.5 roku i teraz nie wiem jak mam dalej żyć jak sobie z tym poradzić minęło już 2 lata od tej wiadomości i nie mogę się przełamać w seksie proszę o jakieś rady bez hejtu dzięki

Zdradzony przez dziewczynęDrukuj

Zdradzony przez partnerkę/dziewczynęWitam chciałem się wygrać bo siedzi to we mnie głęboko 11 lat temu zdradziła mnie moja dziewczyna z poznanym u siebie facetem po latach razem wyszło że mnie zdradziła ja oddałem się jej cały jeździłem do niej 500km a ona coś takiego mi zrobiła poświęcałem wszystko dla niej czekałem na nią 1.5 roku i teraz nie wiem jak mam dalej żyć jak sobie z tym poradzić minęło już 2 lata od tej wiadomości i nie mogę się przełamać w seksie proszę o jakieś rady bez hejtu dzięki

ZdradaDrukuj

Zdradzeni w innych związkachZakochałam się w panie A do tego stopnia że byłam gotowa wyjechać do niego bardzo daleko i tak też zrobiłam ale po drodze się pogubiłam i zrobilam coś złego zdradziłam go z przypadkowym c którego nie traktowałam poważnie żałuję że to zrobiłam bo kocham pana A najbardziej na świecie co robić proszę bez hejtu !!!

ZdradaDrukuj

Zdradziłam/Zdradziłem/Mam romansPopełniłam kilka lat temu błąd zdradziłam swojego faceta przed wyjazdem do niego . pogubiłam się w życiu żałuję tego bardzo i chciałabym to wszystko naprawić czy myślicie że wybaczy mi ta zdradę z przed kilkunastu lat kocham mojego m i to o nim myślę i chce być z nim wiem że jestem beznadziejna pomóżcie bez hejtu !!!

Zdradzilam Drukuj

Zdradziłam/Zdradziłem/Mam romansWitam maja 16 lat poznalam faceta on wtedy miał 25 lat poznaliśmy sie przez internet on był z daleka mieszkał 500 km od mnie przyjeżdżał do mnie spedzalismy że sobą eksta czas ja mieszkałam na wsi zajmowałam się dziadkami bo byli bardzo chorzy wszystko było na mojej głowie więc cieszyła się że poznałam faceta starszego od mnie o 11 lat imponowal mi odrazu się zakochałam w nim i straciłam głowę dla niego przyjeżdżał do mnie i super się bawiliśmy ale jeden błąd zrobiłam że nie zaprosialm go do domu nie przedstawiam swojej rodzinie i w wakacje postanowiłam wyjechać do niego w domu powiedzialam że jadę nad morze że szkoła na praktyki pojechałam do niego byłam tydzień u niego było eksta poznalam go i rodzinę jego po tyg zmarł mój dziadek i wtedy wydało się że mnie tam nie było więc moja matka dzwoniła do mnie pytała gdzie jestem powiedziałam że u swojego faceta przez tel mówiła żebym przyjechala z nim do domu ja oczywiście się ucieszyłam pojechaliśmy do mojego domu tam czekala nas nie miała niespodzianka rodzina wyszła z domu 3 facetów do nas podeszlo i zaczęli nas odseparowywac od siebie wyciągnęli mnie z auta zaprowdadzili do domu a mój partner został na dworze gadał z nimi kazali mu wyp..... Bo za stary pewnie mnie zgwałcił zostawi i pojedzie szukać innej i że ma żonę i szuka przygód i ma wyper... Bo wróci goły onnwystraszony tak jak ja pojechał do domu o mało zginął był wysraszony ja chciałam uciec z tamtą ale nie miałam jak zadzwonić do niego powiedzieć żeby mnie wzial że sobą byliśmy wystaszeni zniszczyli mi tel starzy ale po tyg napsial na moje konto nk wtedy tak podał swój numer telefonu i starzy zadzwonili i zjebali go ja plalakal stawialam się im to pochwali mi wszystko żebym z nim kontaktu nie miałam i po jakis 2 msc pmdo mojej siostry zaczol przychodzić kolega z kolegą to ja nie zastanawiając się długo pomyślalam sobie ze będę udawała że z nim jestem ten się zgodził i tak udawała że jestem z nim pszychodzil do nas do domu siedzieliśmy gadaliśmy a ja między czasie pisałam do mojego faceta i duzo rozmawialismy wszyscy myśleli że ja zapomniałam o moim parterze ale tak nie było on przyjeżdżał do mnie bzykalismy się i u niego w domu i w krzakach było zajebisiscie do momentu kiedy mi nie odbiło ten co udaawalam że z nim jestem ibzdural sobie ze my na poważne jesteśmy razem był na chalny pisałam dzwonił ja go zbywalam a ten dalej i tak to trfalo że jak się poklucilam że swoim to napisałam do tego co był na miejscu i spotkaliśmy się i wtedy zrobiłam największy błąd w moim życiu zdradzilam mojego faceta poszłam do łóżka z prawiczniem bo przecież on miałam już żonę rozwiodl się i był że mną to doświadczony był a ja nie chciałam być gorsza to mylalam sobie przecież nigdy się nie dowie 500 km stąd mieszka ale dowiedzial się 9 lat później bardzo to przeżywa od 2 lat wie i ma żal do mnie ze bzykalam się z innym ja też mam żal do siebie że tak zrobiłam i chciałam bym żeby mi wybaczyl a mamy dzieci i chce z nami być ale cały czas zadaje mi pytanie po co a ja nie potrafię mu na to odp co mam zdobic jak rozmawiać proszę o radę bez hejtu wiem głupia byłam zdradzilam byłam zagubiona byłam takim popychalem w domu bez matki bo zagranicą mieszkala i samotna ale co najgorsze to jest to że ten były to gada ze kochalismy sie prawie wszędzie i że uciekam bo w ciaze zaszła a tam nie było i mówi że to on był moim 1 a to nie prawda i teraz nie wiem jak udowodnić mam że tamten kłamie proszę pomóżcie co robić mam mój facet chce się spotkać z tamtem żeby zapytać co było między nami a ja najchętniej to bym tamtemu w pysk dała że takie głupoty pisze o mnie ze robil że mną co chciała i na każdym kroku mu dupy dawałam co robić mam jechać te 500 km spotkać się pogadać wygarnąć mu bo mi tak naprawdę nie zależała na nim nigdy bzyklam go po to żeby zobaczyć jak to jest z prawiczkiem proszę o poradę nie oceniacie mnie po tym co się zwkerzylam dziękuję

Takie tam, w urodziny.Drukuj

Zdradzona przez mężaCześć.

Moja historia zapewne jest banalna, ale czuję, że muszę się nią z kimś podzielić, bo mam wrażenie, że terapia dla par nie załatwia sporej części "problemu". Mianowicie, nie załatwia mojego problemu z tym co mnie spotkało, bo pracujemy nad związkiem a nie nad poprawą mojego samopoczucia i moich przemyśleń nad tematem. Podstawowe dane: Małżeństwo ze stażem kilkunastoletnim. Romans trwał około dwóch lat.

Tytuł jest nieprzypadkowy. O tym, że mąż mnie zdradza dowiedziałam się w jego urodziny. To, jak się czuje żona, po wspólnym wypadzie na miasto, z przygotowanym torcikiem, prezentem i "planami na wieczór" słuchając przez drzwi od łazienki miłosnych wyznań wypowiadanych do jakiejś kobiety przez telefon, trudno w ogóle opisać. To, jak się czuje żona słuchając bezczelnych zaprzeczeń męża gdy już z łazienki go wywołała, nie nadaje się do zacytowania. To, jak przez następne trzy doby jest okłamywana, posądzana o przywidzenia, przesłyszenia i brak umiejętności czytania ze zrozumieniem wyłuskanych z różnych urządzeń treści, nadaje się na encyklopedyczny przykład przy zdjęciu z gębą zdradzającego męża. Podejrzewam, że dowolnego przedstawiciela gatunku.

Padały takie klasyki jak "to nie tak jak myślisz", "to tylko takie wygłupy", "źle to odczytujesz", "nic się nie wydarzyło, to tylko takie gadanie" oraz moje ulubione, nieco bardziej nowatorskie dzieło pt.: "Nigdy w życiu nie dotknąłem innej kobiety nawet gołą ręką". Ten ostatni zwrot, w kontekście tego, czego się później i tak dowiedziałam, uważam za szczególnie parszywy i obrazujący do jakiego stopnia zakłamania i bezczelności potrafi się posunąć zdrajca. Przynajmniej zanim przyjdzie do niego konkluzja, co tak naprawdę zrobił i jakie są tego konsekwencje.

Przez pierwsze dwa tygodnie właściwie nie wiedziałam, co się ze mną dzieje. Brak snu, nieustanny ból głowy, kompletny brak apetytu. Niby pamiętam wszystko dość dokładnie, niby byłam w pełni świadoma otoczenia, ale nie robiło na mnie żadnego wrażenia. Nic nie było ważne, nic mnie nie interesowało, nic nie poruszało. Jedynym, co robiłam z zawziętością i bez ustanku to próby ustalenia jak daleko sprawy zaszły. Odzyskiwanie danych, dostęp do maili, analiza zachowań i podważanie mało wiarygodnych wyjaśnień. Bo warto tu wspomnieć, że mąż "walczył" z przykrą dla niego rzeczywistością dość silnie, choć względnie krótko. W ciągu trzech dni zerwał kontakt, ale jeszcze nie przyznał się do wszystkiego. Wiedziałam to doskonale i z każdym dniem wyciągałam nowe fakty aż w końcu po tygodniu postawiłam sprawy na ostrzu noża, dałam mu dzień na zastanowienie się, co robi. Wtedy wrócił z pracy i przyznał się do romansu. Początkowo twierdził, że rok, w toku późniejszych dowodów i ustaleń okazało się, że sprawa sięgała swoimi korzeniami do jakichś dwóch lat wstecz. Od razu sam zgłosił chęć pójścia na terapię, poszukał specjalistycznej pomocy.

On zrzucił balast, można powiedzieć, zawalił swój sufit na moją głowę. A co ze mną?

Było jedno, wielkie pasmo zgniatającej świadomości, że oto mój mąż, któremu ufałam bezgranicznie i w tym idiotycznym, ślepym zaufaniu, ignorowałam (oraz tłumaczyłam sobie innymi przyczynami, zakładając jego niewinność) pewne oznaki, zrobił dokładnie to, na co one wskazywały. To, co gdzieś pod skórą czułam, ale obwiniałam się za nadmierną podejrzliwość i sama sobie wmawiałam, że na pewno tylko mi się wydaje. Gorzej, cieszyłam się, mimo poczucia zazdrości, że mój "introwertyk" wyszedł wreszcie trochę do ludzi i ma częściej czas dla kumpli. Co mi tak naprawdę ułatwiało to samooszukiwanie? Fakt, że nasze małżeństwo nie było złe, przynajmniej nie z mojej perspektywy a teraz już wiem, że również z jego. Mieliśmy wspólne sportowe pasje, jeździliśmy na wycieczki, spędzaliśmy razem sporo czasu i co i rusz dochodziły jakieś nowe rozrywki, które pozwalały nam spędzać go razem więcej. Seks, może i nie był już taki rozbrykany jak na początku związku, ale był całkiem satysfakcjonujący. Nawet to, że to ja byłam główną inicjatorką tłumaczyłam sobie tym, że mąż tak po prostu ma, że woli poczekać na mój sygnał, żeby było "na pewniaka". Poważniejsze kłótnie może ze trzy przez całe dotychczasowe małżeństwo można uznać wręcz ze patologię i na terapii okazało się, że owszem, to nie było normalne i zostało okupione ustępstwami. Wyszło na to, że moimi.

Mąż nie chciał dzieci, więc przystałam na to mimo początkowej, dość naturalnej mojej chęci ich posiadania. Racjonalizowałam sobie ten stan, wmawiałam tak długo, aż sama uwierzyłam, że nie chcę. Chciałam, żeby był szczęśliwy.

Mąż nie lubił towarzystwa, więc "w gości" nie chadzaliśmy, nie zapraszałam też nikogo za bardzo do domu. Trochę niezręcznie jest siedzieć z ludźmi przy grillu gdy mąż nawet do nich nie wyjdzie tylko siedzi w sypialni na słuchawkach i nawet się czasem nie przywita. Ale tłumaczyłam sobie to tym, że taki charakter i ja w sumie nie potrzebuję gości, byle był szczęśliwy.

Mąż nie lubił moich koleżanek i nawet wykręcił mi raz awanturę gdy się zasiedziałam u jednej, więc przestałam mieć koleżanki czy choćby jedną przyjaciółkę. Przecież ja nie potrzebuję przyjaciół, mam dość zajęć i pomysłów co robić z wolnym czasem. Jestem samowystarczalna. A on, ważne, żeby był szczęśliwy.

Mąż nie lubił moich firmowych ognisk, urodzin czy integracji. Nawet jak już poszedł za moją namową, to siedział na uboczu struty, więc zostałam jedną z tych, co nawet jak już pójdzie to sama i zmywa się czym prędzej do domu. Co z tego, że jemu nigdy nie zabraniałam, wręcz namawiałam by z kolegą wyskoczył na piwo czy na kawę bo przecież musi się odstresować po pracy. Nie przedstawiał mi swoich kolegów. Trudno. Najważniejsze, żeby był szczęśliwy.

Chciał trenować? Kupowaliśmy hantle. Chciał odpoczywać? Dawałam mu przestrzeń i spokój. Nie sprawdzałam mu telefonu, nie sprawdzałam co robi, gdzie jeździ. Bo przecież mężczyźni mają "swój świat" i prawo do bycia jednostką w związku. Ja swoje bycie jednostką ograniczyłam do książek, paru gier i pogaduch w internecie z ludźmi, którzy byli "bezpieczni" dla samopoczucia męża, bo wystarczyło zamknąć klapę laptopa i znikali.

Chciał żebym poszła do pracy, która mnie nie interesowała? Poszłam. Wspomniał coś o "fałdzioszkach"? Schudłam. Chciał Chciał nietypowy samochód? Kupił i sprzedał za bezcen stawiając mnie przed faktem dokonanym już przy podpisywaniu umowy. Poczułam się zdradzona, zła, ale wybaczyłam. Wypominał mi tą złość przez lata. Mówił - nie zmienię auta na "jakieś tam", bo "znowu będziesz się awanturować". Tak, jakby jedna reakcja na oczywiste zatajenie przede mną ważnego dla naszych finansów faktu sprawiała, że jestem czepialską heterą. Tak się czułam gdy to powtarzał. Sprzedał dobre, wygodne auto, które lubiłam i zamienił na gorsze? Też mi wypominał, że mi było szkoda. W końcu wszystko co dotyczyło nawet pomysłu zmiany samochodu wywoływało u niego komentarze w tym stylu pod moim adresem. Mimo, że już dawno przestałam się przeciwstawiać czemukolwiek w tej kwestii, obciążał mnie piętnem tego, że on przecież nie kupi "bo ja". Ignorował gdy mówiłam "a kupuj" i trzymał się swojej wersji. A ja naprawdę już miałam gdzieś co kupi i za ile. Bo chciałam, żeby był szczęśliwy.

Mąż nie lubił zajmować się sprawami organizacyjnymi i prawnymi? Ja się zajmowałam. Pity, ubezpieczenia, zakupy nowego sprzętu, urzędy? Ja. Do tego stopnia, że to ja wymyślałam gdzie można pójść i to płaciłam za urodzinową kolację w restauracji, na którą mnie "zabrał". Ale czy to ważne? Poszliśmy tam razem i na tym się skupiałam a nie tym, kto przyłożył kartę do czytnika. Mimo, że czułam dyskomfort, nie uznałam go za ważny. Ważne, że mąż był zadowolony.

Mąż nie lubił pewnych potraw, więc wykreśliłam je również z mojego menu i przestawiłam kuchnię na jego ulubione dania. Czy to mi przeszkadzało? Oczywiście, że nie. Mogę przecież nie jeść kapusty czy golonki. I tak nie są zbyt zdrowe. Największa moja radość to gdy zjadł a na pytanie "Czy mu smakuje" odpowiedział "Może być".

Czy sam kiedyś pochwalił? Nie. Niezapytany nie pochwalił nigdy za nic. Musiałam się dowiadywać "czy ładnie wyglądam", żeby usłyszeć zdawkowe, że "zawsze ładnie wyglądam". Zawsze, to takie nigdy, ale musiało mi przecież wystarczyć. I wystarczało. W jakimś stopniu bo poczucie nieatrakcyjności rosło sobie zdrowo mimo tego, że starałam się zawsze być schludna, umyta, szczupła i "sportowa". Sport i moro. Żeby cieszyć oko męża i spędzać razem czas. Nawet jeśli po dniu pracy nie chciało mi się robić kilkunastokilometrowych marszy po lesie bo nogi mi odpadały. Trochę poboli, ale przecież to dobre dla zdrowia i ten czas spędzony razem. Prawda? Z resztą ja też lubię łazikować. Co z tego, że nie zawsze mam siłę. Znajdę. Dla niego zawsze znajduję.

Mąż nie lubił całej mojej rodziny, szczególnie moich rodziców. Pewnie najbardziej dlatego, że musieliśmy z nimi mieszkać z przyczyn głównie finansowych a potem to jakoś się zapętliło. To prawda, to nie są najlepsi ludzie pod słońcem. Ojciec - funkcjonalny alkoholik ze skłonnością do przemocy, matka z problemami emocjonalnymi i hazardzistka. Oboje trochę toksyczni, lubiący budzić u swoich "ofiar" poczucie wdzięczności za rzeczy, które były ich zakichanym rodzicielskim obowiązkiem oraz poczucie długu, włącznie z zadłużaniem nas "na zeszyt" za "życie" gdy nie mieliśmy pieniędzy. Chore? Tak. Ale nie są też pod słońcem najgorsi. Są za to na pewno w jakimś stopniu uciążliwi. Co robił mój mąż? Przychodził do mnie by narzekać na teściów a ja czułam, że muszę albo zareagować, albo ich wytłumaczyć. Więc to właśnie robiłam. Teściowie przychodzili do mnie narzekać na męża, a ja czułam, że teraz muszę jego tłumaczyć przed nimi. Tłumaczyłam tak jednych przed drugimi kilkanaście lat. Nikt z całej trójki nie interesował się absolutnie ani razu jak ja się w tym wszystkim czuję i czy ktoś mi w tym wszystkim okazuje jakieś wsparcie. Ale byłam silna. Ważny był dla mnie spokój w domu i brak kłótni. Brak kłótni był dla mnie równoznaczny ze szczęściem męża. Więc brałam to wszystko na siebie i nie narzekałam. Na nic. Przez kilkanaście lat.

W końcu zaczęłam narzekać a dokładniej - przeciwstawiać się trochę. Odsyłać do źródła, albo mówić, żeby sam z danym problemem zawalczył, bo ja nie zmienię świata w pojedynkę na taki, jakiego on oczekuje. Nie dam rady nic zrobić z kierowcami na drodze, debilami w pracy i teściem wkładającym do zlewu brudne talerze. Pewnych rzeczy nie potrafię zmienić a z pewnymi, jeśli mu przeszkadzają, może zadziałać sam. To były skromne próby. W stylu "ciągle marudzisz na to samo" albo "to może idź i powiedz". Skończyły mi się chyba pokłady cierpliwości i/lub odporności. Odcięta od wszystkich i wszystkiego, zdana wyłącznie na siebie, rozjemca, negocjator i organizator w jednym. Z perspektywy czasu mam wrażenie, że wtedy właśnie mój mąż uznał, że go już nie kocham. Że się nim nie interesuję i mam jego "problemy" oraz jego samego gdzieś. Że tylko on w tym związku o niego dba, bo robi mi herbatę i daje buziaka. Że tylko on w tym domu coś robi i nikt go nie docenia.

A kto go docenia? Koleżanka z pracy. Podstarzała metresa, mężatka narzekającą na męża, której on, mój bohater, służył koleżeńską radą jak sobie w małżeństwie chłopa "ustawić". Jak o związek zadbać i ogólnie co robić gdy się źle dzieje. Doradzał terapie, szczere rozmowy, zmianę nastawienia a potem, gdy już przekonała go, że to wszystko wina jej męża a ona to jest jakiś ósmy cud świata, zaczął zachęcać do rozwodu i utwierdzać ją w przekonaniu, że jest w toksycznym związku. Tych samych porad nie umiał jakoś zastosować w swoim związku, w którym czuł się niedoceniony i niekochany. Nie porozmawiał. Nie zaproponował terapii. Nie wystąpił o rozwód. Wolał rozwiązanie z oszukiwaniem żony, zaniedbywaniem jej, odtrącaniem w końcu i oczekiwaniem, że to ona jak zawsze ma wszystko załatwić za niego. Nawet gdy nie wie, że jest jakiś problem, to przecież powinna się domyślić. On nie ma czasu. Jest zajęty pisaniem 60 smsów dziennie do jakiejś mężatki, wysiadywaniem z nią w pracy, po pracy i kombinowaniem jak się tu spotkać.

Czy można powiedzieć, że jestem winna bo byłam głupia i zrobiłam masę błędów? Bo zaczęłam w końcu trochę "mądrzeć" i się bronić? Bo poczuł się wtedy odrzucony i niedoceniany? Nie. Winny zdradzie jest wyłącznie mój mąż. Oboje mieliśmy problemy, które nie były poruszane. Ja nie poruszałam swoich, on swoich. Miało to zły wpływ na nasze małżeństwo, ale to nie ja poszłam szukać uznania w oczach kogoś postronnego. To nie ja go okłamywałam przez dwa lata. Nie zdradziłam, nie zdeptałam poczucia wartości, nie potraktowałam jak szmatę do tego stopnia, że nieświadomie, na jego życzenie, załatwiałam mu wolne w pracy albo brałam dodatkowe nadgodziny, żeby mógł się z tą kobietą spotykać. Nie ja przeniosłam całe swoje zaangażowanie poza związek, zamiast ratować ten. On to zrobił. Świadomie dokonywał wyborów przez bardzo długi czas. To nie był jednorazowy wyskok, zamroczenie czy chwila słabości. To było długofalowe, w pełni kontrolowane skurwysyństwo.

Czy w pewnym sensie jestem współodpowiedzialna? Oczywiście. Poziom spolegliwości, odcięcia od innych i zapatrzenia w męża i jego potrzeby sprawił, że porzuciłam własne. Przywykł, że wszystko co robię to norma i po prostu mu się należy, więc nie ma żadnego powodu by to dostrzegać i doceniać. Ja się sobą zajmuję sama, więc on nic nie musi robić. Dlatego przestał się angażować. Przestał mnie widzieć jako kobietę, o którą trzeba zabiegać i dbać. A ja mu na to pozwoliłam. Zamiast choć trochę wymagać i oczekiwać, jak normalna istota ludzka z potrzebami, rezygnowałam myśląc, że tak będzie lepiej. Zamiast pozwolić sobie na zazdrość i trochę egoizmu, dawałam mu "przestrzeń". Aż w końcu dałam jej za dużo. Wtedy okazanie buntu i oczekiwanie na jakieś działania z jego strony uznał za ostateczny koniec uczucia. I to, najprawdopodobniej, skrzętnie w sobie pielęgnował, żeby nie mieć do siebie za dużych pretensji, że zdradza. Bo skoro nie ma miłości, to nie ma też zdrady, prawda? Przysięgi przysięgami, obietnice obietnicami, ale tego małżeństwa już i tak nie ma, więc rozwód to kwestia czasu.

Chuj z tym, że nie zapytałem żony o zdanie. Po co. Jeszcze by się okazało, że to nieprawda a ja jestem bardzo głupim, egoistycznie patrzącym na świat człowiekiem, który robi potworny błąd krzywdzący bardzo bliską mi osobę, z którą nadal lubię spędzać czas i uprawiać seks.

Nikt nie chce tak o sobie myśleć i ja to rozumiem. Jak już zabrnął w postronną relację, to ani się przyznać, ani to skończyć, nawet jeśli obudziły się jakieś odruchy człowieczeństwa, to gasły szybko, zalane romansowym pierdololo.

I to nie tak, że uważam męża za najgorszego skurwysyna na świecie. Ma sporo zalet. Potrafi być czuły. Potrafi o mnie zadbać i zaopiekować się gdy trzeba. Potrafi posprzątać czy dokonać drobnych napraw. Nie muszę go nękać trzy dni o wyniesienie śmieci. Potrafi też słuchać, nawet jeśli temat go niezbyt interesuje. Jest w gruncie rzeczy dobrym człowiekiem, użali się nad chorym kotkiem i przygarnie kundla a poszkodowanego nie zostawi bez pomocy. Nie ma nałogów, nie ugania się za spódniczkami, co w kontekście zdrajcy brzmi może dziwnie, ale nie dawał mi nigdy zbyt wielu powodów do zazdrości. W ogóle mam wrażenie, że jeśli tylko chce, to umie więcej niż sam myśli, że będzie umiał. Potrafi z resztą przyswoić czy odnaleźć niezbędne informacje. Oraz, mam wrażenie i oby było słuszne, potrafi wyciągać wnioski z błędów.

A jednak mimo, że minęło pół roku, nie potrafię się pozbyć podejrzeń. Nie potrafię nadal wybaczyć. Ciągle myślę o tym co mi zrobił. Nie mam zaufania i co gorsza zdarza mi się nadal znaleźć dowody na to, że część rzeczy związanych ze zdradą jeszcze jest ukrywana. Ostatnio odkryłam na przykład, że gdy zapewniał mnie, że nigdy nie było takiej opcji, żeby z metresą zamieszkał lub spotykał się w hotelu albo wynajmowali razem mieszkanie - zwyczajnie kłamał. Szukał hoteli i szukał mieszkań na wynajem w wygodnej dla nich obojga okolicy. Dla niego to nie kłamstwo, bo tego nigdy nie zrobił, ale dla mnie... To, że szukał takich możliwości, oznacza, że owszem, była taka opcja i ją rozważał. A więc kłamie, że opcji nie było. A skoro kłamie w tym, to w czym jeszcze? W ilości stosunków (która w mojej opinii jest mocno zaniżona)? W tym, że się z nią nie kontaktuje? W tym, że nie pamięta kiedy się pierwszy raz całowali? W tym, że tak naprawdę nie pociągała go fizycznie i bardziej chodziło mu o rozmowy? W czym jeszcze? W co wierzyć a w co nie wierzyć?

I jak uwierzyć w ogóle w cokolwiek.