| Veles72 | 15. Styczeń |
| Mocia007 | 15. Styczeń |
| adik84tychy | 15. Styczeń |
| damian | 15. Styczeń |
| opolanka32 | 15. Styczeń |
Landexpzglosy | 00:37:57 |
JamesTon | 07:33:42 |
PS | 08:36:56 |
Anetastp | 09:05:20 |
Julianaempat... | 09:09:24 |

Cześć. Moja historia będzie podobna do wielu, ale napiszę bo chce poznać zdanie kogoś kto nie siedzi w tym wszystkim. Jesteśmy razem 17 lat. On jest DDA, od tygodnia znowu chodzi na terapię (po 5 latach przerwy). 2 tygodnie temu sam z płaczem przyznał się do zdrady emocjonalnej. Od dawna wiedziałam że coś jest nie tak, wypierał się. Ale, zadzwonił do Niego mąż kochanki. Powiedział że wie, że jest złym człowiekiem i żeby to przemyślał i powiedział żonie... To kobieta z pracy, widywali się sporadycznie, pisali 3 miesiące, było kilka pocałunków i padło "kocham Cię" to był maj 2024. Uznali że to nie ma sensu, to tylko zauroczenie i później czasem pisali, nie pracują już razem. Nie było seksu. Ona mieszka wiele kilometrów od nas. Zakończył to w maju tego roku. Ostatni miesiąc miał problem w łóżku tak go to gryzło... Podobno...
Dlaczego tak bardzo mnie to boli? Pisali maile... 2024 rok był dla mnie bardzo trudny. Od stycznia doświadczyłam mobbingu w pracy. Mamy dwoje dzieci, bardzo dawały popalić. Obowiązki mnie przerosły, bylam nerwowa. Prosiłam o pomoc, żeby mnie odciążył, mówiłam że mi ciężko i nic. W maju kiedy kręcił już z nią, o czym nie wiedziałam, też napisałem maila z prośbą o wsparcie z tym jak mi źle. W odpowiedzi nie dostałem wsparcie. Zgnoił mnie...
Pytam, ponieważ ludzie nie dobierają się w pary z przypadku a raczej według pewnego klucza.
Mój mąż jest DDA.
Wczoraj stwierdził że boi się, że nawet jak spróbujemy to będzie to wracać. Sprawa dla mnie jest prosta. Nie kiwnę palcem dopóki nie będę pewne i nie będę wiedziała w nim walki. Chyba jest lekko w szoku, ale to nie był żart.
Sama nie wiem co robić. Zaznaczę, nie muszę z nim być, byliśmy razem bo oboje tego chcieliśmy. Przynajmniej tak mi się wydawało...
W zasadzie bez poważnego przepracowania sprawy każde z osobna jest niemal pewne, że wcześniej czy później nastąpi rozpad relacji.
Obydwoje zapewne macie styl przywiązania lękowy albo lękowo- unikający co oznacza, że cholernie pragniecie bliskości jednocześnie się jej bojąc.
Moim zdaniem mimo tego, że to tak bardzo boli, zdrada w Waszym przypadku nie jest największym problemem a tylko czubkiem góry lodowej, bardziej konsekwencją wtłoczonych schematów.
Potraficie ze sobą normalnie spokojnie i konstruktywnie rozmawiać?
Dlaczego wcześniejszą terapię przerwał?
Jak długo trwała Twoja?
Brat męża zdradzał wszystkie kolejne partnerki, mąż zawsze był tym oburzony. Tłumaczyłam mu że to kwestia DDA i schematów. Jesteś inny bo jesteś świadomy i nad sobą pracujesz... Przeliczyłam się. Terapię przerwał/zakończył w porozumieniu z terapeuta. Ja uważałam że za wcześnie. Później podjęliśmy decyzję o drugim dziecku. Ciąża była skomplikowana, trudna. Stawał na głowie żeby się udało, żeby było dobrze. Do momentu aż mnie życie przerosło (dziecko miało 3 latka) i powieliłam schemat mojej mamy (wybuchowa, nerwowa).
Terapeutą do którego teraz się udał dostał kilka informacji, które prosiłam żeby przekazał. Gość uznał że ma mądra żonę skoro w takie sytuacji potrafi spokojnie rozmawiać. Staram się. Gdzieś wewnętrznie czułam że Go tracę. Potrafimy rozmawiać bez awantur i racjonalnie. Od kad wiem przegadaliśmy wiele godzin. Oboje wiemy że zachował się tak bo ma niskie poczucie własnej wartości i szukał potwierdzenia gdzie indziej bo ja miałam swoje problemy. Wczoraj sam przyznał że bardzo żałuje że mimo moich prób rozmów uciekał. Może trudno w to uwierzyć ale my jesteśmy/byliśmy przyjaciółmi.
Moja terapia trwała krótko, pół roku. Poszłam tam w pełni świadoma swoich wad i problemów. Miałam się tam nauczyć i nauczyłam panować nad sobą kiedy moje dzieci dają ciągle popalić. To jest schemat z domu. Matka darła się na mnie ciągle, ja robiłam to samo kiedy nie dawałam rady. Niestety kiedy prosiłam o pomoc odbijałam się od ściany. Jest cudownym ojcem ale kiedy wchodzi temat emocji ucieka z placu boju i zostaje z tym sama. Dlatego przy mnie dzieci są nieznośne a przy nim nie. Przy mnie pokazanie tego co czują ma sens. To opinia terapeuty i psychologa dziecięcego.
Umówiliśmy się że dziś napiszę dla mnie list. Tak jak kiedyś. Pytał czy i jak może mi pomóc. Ja obiecałam pomóc w jego terapii a później zobaczymy. Chce żeby się pozbierał. Tu już nie chodzi o mnie, dzieci potrzebują stabilnego taty.
Rok temu w lipcu poszliśmy na terapię par... Trafiliśmy beznadziejne bo Pan uznał że jeśli czujemy się dla siebie ważni jest wszystko ok. Na innego terapeutę już nie udało mi się męża namówić....
Jest mi trudno bo żeby nie było za łatwo, moje wyniki badań nie są zadowalające. Nie chcę żeby o tym teraz wiedział, bo to wpłynie na jego decyzję. Jak chce że mną być to dlatego że mnie akceptuje i chce a nie z litości...
Jak to mówią, trudne się wylosowało...
Może jestem głupia, naiwna, ale mam wrażenie że zgubił sam siebie. Widziałam to, nie umiałam pomoc na terapię iść nie chciał. Moje terapeutka powiedziała wtedy że nie pomogę komuś kto tego nie chce. Odpuściłam w końcu. Ciągle uczę się że ja też jestem ważna.
Mimo całej tej sytuacji nie myślę o sobie źle. Próbowałam przecież pomoc, to mąż dokonał wyboru (zdrada) i odrzucił moja pomoc.
Przyjacielowi się zwierza, udziela porad, zasięga opinie. Kiedy jest się w potrzebie pomaga się. Poczuł wyrzuty sumienia bo zdradził przyjaciela nie żonę. Przyjaźń w związku jest potrzebna, ale ona nie jest filarem małżeństwa. Ty mu pomagalaś , on tobie nie. Więc nawet jako przyjaciel zawiódł. Stąd może jego wyrzuty sumienia. Wiecie dużo o sobie, znacie źródło swoich problemów a mimo to mąż nie potrafi rozwiązać ich.
Nie możesz jak powiedział terapeuta pomóc komuś kto tej pomocy nie chce. Przed tobą trudne wybory. Może mąż wreszcie powinien sam zacząć pływać i rozwiązywać problemy. Mam wrażenie że jesteś dla niego kotwicą.
Zdrada boli,jeżeli ja wybaczysz to musicie zmienić relację. Przyjaźń nie wystarczy do utrzymania małżeństwa.
Oczywiście że sama przyjaźń to za mało, była namiętność, seks.
Mogłam na Niego liczyć zawsze. To on częściej wstawał do córki w nocy, robił kanapki do pracy.
Coś się wydarzyło, nie wiem co. Niestety masz rację ale od +/- 2 lata jestem sterem, żaglem i okrętem. Ten czas się właśnie skończył. Powiedziałam że pionki są po Jego stronie. Nie wykluczam że czeka aż ja to zakończę bo tak byłoby łatwiej. A ja poczekam, dam czas i przestrzeń. Zobaczymy. Nie mam już siły dawać z siebie 80-90% żeby jako całość było 100%.
Pewnie jak każdy tutaj, nie sądziłam że mnie to spotka. A nawet jeśli to przecież mi powie...
Nic w życiu nie jest pewne.
Dziękuję że pokazujecie mi Wasze spojrzenie. Nie jestem obiektywna i brakuje mi męskiego poglądu. Na ile dla mężczyzny taka zdrada była ważna...
Dzieciństwa kompletnie brak.
Trudno w takiej atmosferze zbudować poczucie własnej wartości.
Jest to wręcz niemożliwe.
Przyjrzyj się teraz tak z boku Waszemu małżeńswtu.
Czy byliście i jesteście dla siebie mężem i żoną?
Ja odpowiem, że raczej nie, bo to niemożliwe po takim dzieciństwie. On prawdopodobnie szuka w Tobie opiekuna a Ty być może usilnie tym opiekunem starasz się być i masz taką podświadomą misję. To też rola z Twojego dzieciństwa.
Wy trochę siebie nawzajem potrzebujecie.
Bo możecie wzajemnie odgrywać swoje role z dzieciństwa i dopełnić tę historię.
Na dłuższą metę niestety nic trwałego i stabilnego nie zbudujecie bez solidnego przepracowania.
Jest jednak światełko w tunelu - świadomość swoich traum to już bardzo dużo!
Jestem typem opiekuna bez wątpienia, niestety, jestem tego świadoma. Musiałam od najmłodszych lat być opoką dla mamy. Jestem starszym dzieckiem, ta co miała dawać przykład i zawsze dawała radę. Wszyscy moi bliscy przywykli że daję radę. Jestem czasem ta zła. Ta co mówi co myśli, ale jednak pomoże. Jeszcze na terapii powiedziałam że ja chyba chce ratować męża, zrobić to czego nie zrobiła moja babcia... Nie wiem czy świadomość tego co wpłynęło na to jaką jestem mi pomaga.
Maz był tym gorszym synem. Starszy brat czego by nie zrobił matka mu wybaczy a tutaj musi walczyć o jej uwagę. Wszystko się zgadza...
Pierwszy raz w życiu tak naprawdę nie wiem co zrobić. Nie potrafię go wywalić z mojego życia. Mam poczucie że nikt nie nauczył go kochać... Ale też w takim razie nie będę kochana a tego oczekuje w relacji.
Muszę też pomyśleć o dzieciach. Potrzebują zdrowych relacji i wzorców. Dużo mnie kosztuje to że sama muszę radzić sobie z wszystkimi ich emocjami. Wychodzi mi coraz lepiej chociaż w środku nie raz się gotuję.
Na początku tego roku zmieniłam pracę. Było lepiej, później znowu zaczął "uciekać" w pracę. Rozmawialiśmy, tłumaczyłam i nic. Teraz wiem że uciekał bo zjadały go wyrzuty sumienia. Ale gdy w maju 2025 zapytałam wprost czy ktoś jest zaprzeczył. Co prawda temat był zakończony ale był... Po przeczytaniu tych naszych maili rozmawialiśmy o ich treści kilka razy. Powiedział że teraz widzi że miał swoje perspektywę, nie chciał przyjąć że problem nie leży tylko we mnie, żeby nie musieć przyznac przed sobą że uwagę poświęcił kochance zamiast mnie (ucieczka). W tych wiadomościach był ogrom manipulacji. W psychologii to się ładnie nazywa gaslighting. Mąż sam powiedział że teraz jak na to patrzy to była wszystko manipulacja żeby mógł siebie wybielić. A ja wpadłam w ogromne poczucie winy. Żeby znowu odnaleźć siebie poszłam w marcu/kwietniu na terapię. Po kilku sesjach terapeutka powiedziała że jestem bardzo świadoma swojej sytuacji, problemów. Pracowaliśmy już tylko nam moja relacja z dziećmi żebym nie powielała schematów. Nie wiem czy to możliwe ale terapeutka twierdziła że bardzo dużo pracy i świadomości musiałam włożyć w przeszłość wcześniej bo widzi że to rozumiem i mam przepracowane.
Co wyróżniało kochanke? Oczywiście że wiem i zapytałam. Była spokojna kiedy ja nie byłam... Mówiłam w jakim ciepłe wychowuje dzieci... Tylko dlaczego do cholery nie znalazł rozwiązania dla naszych dzieci? Spadało to na mnie. Sposób w jaki ich wychowujemy to wszystko moje analizy, rozmowy ze specjalistami, doświadczonymi rodzicami. To akurat mu wykrzyczałam. Staje na głowie żeby moje dzieci miały dobre dzieciństwo. Najlepsze jakie potrafię im zapewnić. Zrezygnowałam z kariery żeby mieć dla nich więcej czasu. Nie żałuje, zachowałam niezależność finansową a dzieci są zaopiekowane.
Przez te naście lat bywały różne okresy. Lepsze i gorsze jak w każdej relacji. Jestem atrakcyjną kobietą, wykształcona z wieloma pasjami. Nie brakowało pokus, dwuznacznych propozycji... Zawsze miałam uniwersalna odpowiedź. Nie zależy mi na poklasku, mam przy sobie człowieka z którym jestem z wyboru. Byłam za tyle uczciwa że zawsze mówiłem gdy spotykała mnie sytuacja ze jakiś mężczyzna próbował mnie sobą zainteresować...
Kiedy zaczynał w marcu 2024 współprace z tą kobietą byłam przeciwna. To był dodatkowy projekt, zupełnie nie potrzebne dodatkowe zajęcie... Projekt skończył się maj/czerwiec jak i ich znajomość a chłodny mąż został. Oczywiście były momenty że było lepiej ale gdy było gorzej całą winę zwalał na mnie. Dopiero teraz to widzę...
W całej historii znacznie ma też fakt że jego brat mieszka z dziećmi żona i teściowa. Jego agresywne zachowania, awantury itp są zgłaszane do męża. Nic się nie da zrobić bo teściowa i tak go nie wyrzuci z domu. Będzie psioczyc a i tak wybaczy. W czasie kiedy tam się dzieje źle mąż też zachowuje się inaczej bo sobie nie radzi.
Znów wypracowanie napisałam, ale chyba potrafię zobaczyć wszystko co wcześniej głęboko chowałam w podświadomości...
Zaczynam wątpić czy po tym co się wydarzyło, tu jest jeszcze co zbierać...
Też nie możesz tkwić w takim związku, gdzie nie możesz liczyć na męża jeżeli potrzebujesz jego wsparcia. Dzieci to czują i widzą ,kto nosi spodnie w związku. To też będzie rzutowało na ich przyszłe relacje.
Mąż jest świadom źródła swoich zachować. Więc nie powinien mieć oporów przed terapia. Tu nie ustępują na krok. Sam sobie nie poradzi a ty też wiecznie nie możesz być jego terapeutką. Masz swoje problemy do rozwiązania. Nie pomożesz innej osobie, rodzinie sama mając problemy z zdrowiem.
Moim zdaniem w czasie terapi powinien zerwać kontakt z matką i bratem bo ta relacja jest dla niego toksyczna. Przynajmniej ograniczyć do max. minimum. Jeżeli chcesz ratować małżeństwo to paradoksalnie zależy ono od męża. Ty swoje zrobiłaś. Masz dzieci i jeszcze pół wieku życia.
Po 1 terapii mówiłam mężowi że powinien pogadać z mamą, wszystkich dookoła obarcza wina za to jaki jest jej starszy syn. Prawda jest taka że obaj mają poważne problemy wynikające z dzieciństwa. Tematem jest furiatem, mój mąż żyjący w poczuciu że jest niewystarczający.
Zdaje sobie sprawę że jesteśmy w sytuacji kiedy ja powiedziałem szach, czy On powie mat nie wiem. Na ten moment chciałabym żeby się ogarnął i masz rację tu nie spuszczę z tonu. Nawet jeśli nie będziemy razem mamy dzieci, więc musimy ułożyć swoje kontakty tak żeby one nie cierpiały.
Moje problemy zdrowotne to zupełnie inna, długa historia. Moje najbliższe otoczenie przyjęło dwie postawy "nie mów o tym nikomu, po co ludzie mają gadać" i drugą "biedna Ty, ojej ojej". Dlatego o tym jak sytuacja wygląda obecnie wie tylko moja przyjaciółka. Wysłucha, nie użala się nade mną, ale też nie uważa że choroba to powód do wstydu. Z drugiej strony jak na codzień rozmawia się z ludźmi, nikt na pytanie co słychać nie odpowiada "a wiesz co, nowotwór wrócił ale nie jest złośliwy, dzięki za troskę, jeszcze trochę pożyje"
Mam nazbyt optymistyczne spojrzenie na życie, ale skoro mnie jest z tym dobrze, nie będę tego zmieniać.
Ale zacznij też myśleć o sobie. Masz dzieci i ktoś musi dać im prawidłowe wzorce wychowania, skoro mąż ma obecnie z tym problemy.
Jeżeli mąż nie podoła wyzwaniom i nie będzie chciał pracować nad sobą to raczej nie wytrzymasz w tym związku. A życie w stresie cię wykończy. Pytanie , czy mąż będzie chciał pracować nad sobą i czy zależy mu na uratowaniu rodziny. Trzymaj się
Cytat
Dlaczego?
#poczciwy Za ten projekt miał dostać grosze. Ja już byłam przeciążona obowiązkami, a w pracy u męża miał kto się tym zająć. Tutaj chodziło o czas dla rodziny. A może miałam jakieś przeczucie....
Emocje z którymi zawsze miał problem (ma ich mniej) pojawiły się. Była dopaminka i nikt i nic się nie liczyło. Może jestem skończoną idiotką, ale rozumiem, zdarza się, jesteśmy razem x lat. Coś nowego, świeżego, ciekawego. Problemem.jest to że nie miał odwagi się przyznać od razu. Pytany czy coś się dzieje zaprzeczył. Po prostu brzydzę się kłamstwem i manipulacją.
Większość zaprzecza bo myśli że się uda, że przejdą sucha stopa przez zdradę że się nie wyda,a jak mleko się wyleje to wtedy jest " co ja ,robiłem/łam"
Jesteś osobą o mocnej empatii ,masz wyobrażenie co może czuć osobą zdradzona i dlatego nie zdradzasz. Ale że my tak myślimy to nie znaczy że wszyscy tak robią. Wtedy nie byłby tego forum.
Bądź bardziej asertywna i zacznij chronić swoje interesy. I faktycznie trzeba dać sobie spokój z wizją miłości romantycznej.
Staram się być asertywna, zaproponowałam separację. Trochę po to żeby nim potrząsnąć, chciałam zobaczyć jak zareaguje, żeby poczuł i zrozumiał że ja nie jestem na zawsze i bez względu na wszystko. Już nie.
Tak bardzo wierzyłam że nam się uda, że to będzie ta historia że byli razem do śmierci mimo potknięć.... Włąśnie, mimo potknięć a nie zdrady.
Nie chcę się użalać. Jeszcze będzie mi dobrze w życiu, jeszcze nie raz wyjdzie słońce
Kiedy kilka lat temu poważnie zachorowałam, byłam na dnie, cały mój świat runął, straciłam wszystko. Obiecałam sobie że jak się pozbieram to zrobię to sama, dla siebie, na moich warunkach. Życie jest tak kruche a w ludziach tyle złości, nienawiści. Zbliżają się święta, jest tyle osób, które potrzebują pomocy w tym czasie. Karmię siebie i moje dzieci duchem świąt. Robimy paczki, pieczemy pierniczki, wolontariat po kokardy.
Jak ktoś zrobi coś co Cię zrani możesz tą osobę obrzucić błotem, to są chwile ulgi, ale sam też się tym człowiek ubrudzi. Nie warto, uśmiech na ustach i zarażanie innych dobrem to najlepsza broń jaką w sobie odkryłam.
Mimo tego że cierpię, oj boli jak nigdy, mam w sobie ogromne pokłady siły bo już nic mnie nigdy nie zniszczy. Choćby mnie palił ból to ja się odrodzę i będę dobra i szczęśliwa. Jestem cholernie uparta i jak sobie wymysliłam być dobra i szczęśliwa nikt i nic mi tego nie popsuje
Bardzo się cieszę że tyle tu osób, którym chce się przeczytać to co pisze. Pomoc przeanalizować sytuację, podejść do wszystkiego na chłodno. Nawet nie wiecie jak dużo to dla mnie znaczy
Jak zareagował na separację?
Kiedy się przyznał wspominał że może się wyprowadzić, zrobi wszystko cokolwiek ja zdecyduje. Jak ochłonęłam po kilku dniach podjęłam temat separacji. Długo milczał. Spytał czym to się różni od rozwodu. Powiedział że jest świadomy że to nie On stawia warunki. Moje warunki teraz są jasne. Musi chodzić na terapię i się ogarnąć. Jak chce żebyśmy zaczęli od nowa to On walczy o mnie, nie ja. Jak ktoś napisał powyżej ja walczyłam ostatnie 2 lata.
Czar prysł, muszę twardo stąpać po ziemi. Ale nie mówię nie.
Nie miałam na myśli, ze go gnoisz. Bardziej, ze nie skamlesz zeby został.
Był moment że się zastanawiałam nad pogawędką z kochanką lub jej mężem dla potwierdzenia zeznań. Ale uznałam że nie są tego warci. Odpowiadał na najtrudniejsze i boleśniejsze pytania. Nawet nie próbował mówić że nie dziś, nie chce już rozmawiać. I płakał jak nigdy, tego nie jest w stanie zagrać.
Nie będę się go prosić, ja nie jestem zależna. Poradzę sobie, będzie trudno, mamy dwójkę dorastających dzieci. Moi rodzice nie są idealni, ale nauczyli mnie samodzielności ze wszystkim. Tata pół żartem pół serio mówił 'Ty się naucz przybijać gwóźdź, jak Cię chłop wkurzy to się nie będziesz się prosić' To była też pułapka żeby umiejąc wszystko nie "wykastrować" faceta. Tego nigdy nie robiłam, męska duma i ego, zwłaszcza u mojego męża są kruche.
Teraz wszystko jest nadal na świeżo i nie chciałabym się jeszcze przywiązywać do myśli że mu zależy. Wydaje mi się że tak. Stara się bardzo. Sam fakt że wrócił na terapię, o którą od roku były już nawet kłótnie. Ostatni miesiąc zanim się przyznał do zdrady było między nami lepiej, ale to wiąże z gryzącym go sumieniem. I niestety przez tą sytuację chwilowo nie wierzę temu co czuje. Wierzę temu co widzę.
Nikt z otoczenia nie zauważył że coś nie gra, wszystko zbiegło się z moją infekcją i słyszałam, że wyjątkowo paskudne przeziębienie mnie dopadło
Jest pod ścianą, cokolwiek zatai teraz i tak wyjdzie.
Generalnie łatwiej by było gdyby kogoś przeleciał niż miał romans. Jednorazowa przygoda jest łatwiejsza do przełknięcia.
Nie mieszacie mi w głowie, ja jestem wdzięczna za każdą uwagę, świeże spojrzenie, będąc w środku nie myśli się tak racjonalnie
Jeszcze będę z nim nie raz rozmawiać nie raz. Ochłonę, pojawią się nowe pytania.
Jak macie jakieś uwagi, piszcie. To mi pomaga ułożyć sobie wszystko w głowie
Nie ma co go bronić, duży chlopiec jest. Nie musiał w to wchodzić. Oboje są winni po równo i co do tego nie mam żadnych wątpliwości. Jesli dał się wykorzystać to nadal Jego problem
Terapia daje mu w kość, dziś wrócił o 10 lat starszy. Jakby mnie posłuchał na czas teraz nie byłoby tyle do przepracowania.
Poleciał jak ćma do światła. Jak pisałem wczesnie, mózg został w tyle. Zrobił swoje dla koleżanki i był zbędny. Może nawet poskarżyła się mężowi, że kolega z pracy ja nagabuje, i zrobila odpowiedni pijar w domu.
Tak czy inaczej niech wreszcie weźmie konsekwencje swoich działań. Może zrozumie może nie. Czas dorosnąć.
Mój mąż bezrefleksyjnie skorzystał z okazji, a konsekwencje ponoszę również ja.
Dziś mam słabszy dzień. Widzę że stałam się tłem, codziennością dla kogoś dla kogo chciałam zmieniać świat na lepszy. Boli. To jest ten dzień kiedy płacze i tak naprawdę nie wiem dlaczego. Nad tym co zostało zniszczone? Może to moja żałoba. Jutro wstanę silna, a teraz jest jak jest.
Ten obraz przyszło Ci skonfrontować z rzeczywistością i doznałaś dysonansu.
Teraz próbuje stworzyć dwa obrazy. Przyszłość bez Niego i z nim.
Kilka dni temu zdjęłam pierwszy raz od lat obrączkę, na dłużej niż na czas sprzątania. Najpierw mi jej brakowało, a teraz się przyzwyczaiłam.
Cytat
A może nie twórz żadnych obrazów, tylko przyjmij rzeczywistość taką jaka jest.
Wynajęcie hotelu na godziny to nie problem. Jest samochód, łono natury. Miejsc bez liku. Ale kochanka potrzebowała go do projektu i tyle. Później też jeszcze nie wyszedł emocjonalnie. To raczej uczucie do niej jeszcze fermentowalo, a nie wyrzuty. Problemy zaczęły się dla niego jak wkroczył mąż kochanki. Podsumowanie: zdradziłby cię fizyczne, gdyby kochanka na to pozwoliła . Facet angażując się w taką relację zawsze liczy na sex.
#poczciwy rzeczywistość jest smutna. Mieszkam z ciałem kochanego męża i obcym facetem w środku. Nie wiem czy chce poznać tego gościa.
Romantyzm jest fajny ale w książkach i filmach. Jako rozrywka. W życiu jak w życiu. Trzeba się liczyć z niespodziankami. Ja swoje przeszlem w wieku młodzieńczym. W dorosłość wszedłem z brakiem miłości romantycznej, a z wiedza, czego oczekuje od partnerki. Bardziej instynktownie niż świadomie. Żona atrakcyjna ale nie w moim typie, wysoka brunetka, ciemne oczy , szczupła. Ja preferowałem niskie niebieskookie blondynki, nie koniecznie szczupłe. Żona marzyła o wysokim brunecie, ciemnookim a zakochała się w faceci niższym od siebie, niebieskookim ciemnym blądynie.
Ale inne walory ( charakter,) zaważyły na związku. I naprawdę żyjemy już razem 40 lat. Uczucie u mnie dojrzewało powoli. Ale trwałe. U żony jej miłość widzę codzienne w działaniach i stosunku do mnie. A więc są wierni faceci. Jest ich sporo tylko często mijacie je, wy kobiety kierując się romantyzmem, lub hipergamią.
W swoim otoczeniu widziałem fajnych facetów, jak i permanentnych zdradzaczy. Tylko fajni albo byli ominami albo zdradzani. Ty na starcie wybrałaś sobie górkę. Ale jeżeli chcesz coś zbudować to musisz liczyć sie z stratą. Może kobiety lepiej znoszą zdradę niż mężczyźni, ale i jednych i drugim współczuję,bo dostają strzał między oczy. To jak zachował się mąż nie usprawiedliwia tego co zrobił, ale wiedziałaś z kim się wiążesz. Miłość zaślepia, ale zawsze dowiadujemy się o tym za późno
Dosłownie kilka dni poźniej pojawił się On. Zwykły chłopak, kolega ze szkoły. Zaproponował spacer. Miałam kolegów więc się umówiłam na spacer, jak z kumplem ot tak. Z nikim tak świetnie mi się nie rozmawiało. Nie widziałam problemu żeby umówić się kilka kolejnych razy. Tylko że dla Niego to nie były tylko spacery. Właściwie nie wiem jak to się stało, utonęłam w jego oczach, ciepłym głosie, trosce, a z czasem jak się okazało wielu wspólnych wartościach. Nie był typem człowieka na którego dziewczyny leciały, raczej spokojny, na uboczu. Z czasem zrozumiałam że w domu nie ma kolorowo. Można powiedzieć że razem dorastaliśmy. Dziesiątki razy ja się zmieniłam, On się zmienił ale zawsze byliśmy na wyciągnięcie ręki. Aż do teraz. To była ta romantyczna wizja. Razem mimo wszystko, z akceptacją naszych wad.
Widzę że się stara próbuje. W życiu nie był tak przybity, ale to po prostu wyrzuty sumienia, nic więcej. Mówi że wie że wszystko spierdolił, że żałuje... Ale to niczego nie zmienia. Zaufanie budował latami a przez własny egoizm i głupotę stracił to w chwilę.
I wiedziałem czego chcę od partnerki. I tak znalazłem przyszła żonę. Dosłownie.Niespodzianka! I trzeba coś stracić, aby coś zyskać. Jak napisał poczciwy straciłaś nierzeczywisty obraz męża, a poznałaś go prawdziwego. Słabego, egoistnego, nie potrafiącego komunikować się z tobą, manipulanta. On też zobaczył siebie. Prawdziwego.
Jeżeli chcesz mu wybaczyć, jesteś na tyle silna, i widzisz w nim szczerość ( a znasz go najlepiej, mimo wszystko) to może warto dać mu szansę. Ale nie może to być bezwarunkowe. Limit się wyczerpał.
Decyzja jest w twoich rękach, a raczej w głowie. I ten związek może już będzie inny. Ani lepszy ani gorszy. Inny. Wiesz na co go stać, on wie że nie będziesz dla niego Matką Teresą.
Nie wiem czy ja się chce bawić w dawanie szansy. Myślę o tym bo są dzieci i niestety nadal kocham tego dupka. A co jest w drugą stronę nie wiem. Kiedyś myślałam że wiem.
Starsze dziecko zanim pójdzie spać, zawsze prosi żebyśmy usiedli blisko, siada między nami i chce żebyśmy oboje mocno przytulali. To jest trudne. Takie wieczory wiszą na włosku nie z mojej winy.
Zapisałam się do terapeuty na przyszły tydzień. Chce żeby ktoś mi pomógł, świadomie zostać lub odejść.
Prawnie minimum będzie intercyza. Jeśli tego nie podpisze nie mamy o czym rozmawiać. Muszę zabezpieczyć siebie i dzieci. W akcie desperacji przelał mi wszystkie nasze oszczędności... Były u Niego bo miał lepsza lokatę. Nie interesuje mnie to. To mi nie odbuduje poczucia bezpieczeństwa.
To że zdradzacz dostaje szansę to nie znaczy że ostatecznie do niej dojdzie . Ale żeby zobaczyć czy odzyskać cień zaufania musi minąć czas.
Rok max dwa , zależy od psychiki osoby zdradzonej. I na to musi być przygotowany zdradzacz. Odbudować zwiazek musicie chcieć tego obydwoje. On musi się starać bardzo i mniej. On musi też widzieć że zauważasz jego starania.Jeżeli nie jesteś gotowa na to lub on to nie ma sensu w tym trwać i niszczyć się na wzajem. Tym bardziej że patrzą na to dzieci. A one widzą i czują dużo.
Mężowi odjebało, ale można powiedzieć, ze jest normalny. Przeczytaj dwa poprzednie wątki, chyba Aga i Jola... jakieś prostytutki, uzależnienie, jednym słowem jakieś nieogary męskie.
Jeden pol życia bzykał prostytutki w trakcie gidzin pracy, drugi jak odstawił mleko trzepie sobie.
Co do szansy rok/dwa na odbudowę to naprawę kawał czasu. Kolejne 2 lata mojego życia i nie wiadomo czy to się uda. Przeraża mnie to teraz.
#Julia tkwię w tym codziennie. Staram się być pozytywna i silna i to się udaje. Problem w tym że nie mogę jeść i spać. Widzi to i pyta jak mi pomóc. Odbyliśmy bardzo długa rozmowę. Jeszcze więcej szczerości niż poprzednio. Wiem że go to przerasta, ale mnie też. Ciężko ochłonąć i patrzeć trzeźwo.
Z jednej strony coś się we mnie gotuje z drugiej tak bardzo bym chciała się przytulić...
Czytałam wiele historii tutaj. Zdrady są bardzo różne, dlatego napisałam o mojej sytuacji bo nie znalazłam nic podobnego. Przykro się czyta o tym że ktoś popuścił aż tak wodze fantazji jak u przytoczonych przez Ciebie historii. Ciężko coś takiego dźwignąć a co dopiero wybaczyć
Nie powiem zostaw go, nie powiem daj szansę bo to twoje życie i decyzje.
U ciebie zdradą jest emocjonalna, nie fizyczną . Facet prędzej wybaczy ja niż fizyczną. U kobiet odwrotne. A więc nasze spojrzenia różnią się.
Wiesz zauroczenie trwa krótko . To się zdarza, ale trzeba być tego świadom, jak to przejść. Nie wszyscy to potrafią. A jak się budzą z bajki to wtedy wstyd i pytania ,, co ja zrobiłem,,
Co go przerasta? To, ze Cie skrzywdził? Jak cierpisz? Czy przerastają go myśli o niej, czy wątpliwości o sens naprawy z Tobą, bo daleko zaszło i mize się nie udać, stracić czas?
Jestem zdania, ze lepiej spróbować i żałować niż odwrotnie. Wspólna orka o małżeństwo i rodzinę nie jest straconym czasem. Wszystko zależy od tego, czego chcecie i czy chcecie.
Masz trochę taki zawzięty charakter jak ja, trudno może byc Ci wybaczyć. Cenisz się, takim osobom jest trudno dac szansę.
Nie może dźwignąć tego co zrobił (jak pisałem na początku, poszedł nawet na tory....). Nie radzi sobie ze zranił mnie, widzi że mnie to boli. Powiedział że seperacja była by prostsza bo nie musiałby się z tym wszystkim mierzyć na codzień, że potrzebuje sam siebie ukarać, ale ta kara dotknie i mnie i dzieci.
Mam zawzięty charakter, zawsze taka byłam. Ale gdyby nie to nie walczyłabym 1,5 roku o małżeństwo. Wczoraj mi puścili nerwy. Nazwałam go pierwszy raz w życiu c****em i egoistą. Powiedziałam że bez mojej zgody wrzucił mnie w to szambo i nie interesuje mnie jak to zrobi ale ma nas z tego wyciągnąć. Wiem, słabe to było...
Potem rozpisaliśmy wspólnie plan A i plan B. Wyjaśniłam że jak się rozstaniemy (to według Niego łatwiejsza opcja) to z czasem oboje ułożymy sobie życie na nowo. I ja nie wiem czy będzie łatwiej. Przyjdzie moment że trzeba będzie dzieciom przedstawić nowych partnerów. I że musi się pogodzić że kiedyś na codzień jego dziećmi zajmie się ktoś inny. Ale jak biegał za kochanka to o nich nie myślał ani przez minutę. Dotarło. Poprosił o czas.
Mimo wszystko bardzo potrzebowałam się przytulić. Nie wiem czy On też, ale ja bardzo. Pomogło mi to.
Twój mąż z dysfunkcjami z dzieciństwa jest łatwym łupem na rynku.
W twoim wypadku wydaje mi się że łatwiej będzie dla Ciebie , próba
uratowanie związku, niż szukanie miejsca na rynku matrymonialnym.
Dwójka dzieci do dla faceta też niełatwa akceptacja. Też nie wiadomo na kogo trafiasz, czy następny partner cię nie skrzywdzi. Męża już znasz z każdej strony . Wiesz na co go stać. Wykazuje skruchę i chęci poprawy.
Daj mu czas na wymazanie się. Masz dużą świadomość zachowań męża i swoich. Ich źródła. To dużo. Nadal męża kochasz. To widać po tym jak piszesz . Może więcej nadziei i odwagi w swych działaniach.
Coś mało dziewczyny się udzielają wątku
Może czas dla nich?. Wysłuchaj ich opinii
Temat ponownego wejścia na rynek, jak to napisałeś, też jest takie nie fair. Jak nie będzie chciał walczyć to bez problemu kiedyś sobie kogoś znajdzie, a ja zostanę z łatka matka z dziećmi. Zawsze najpierw muszę pomyśleć o ich bezpieczeństwie, później o sobie. Bardzo je kocham i nie pozwolę żeby cierpiały.
Nie zaprzeczę że kocham. Gdybym mogła cofnąć czas żeby to wszystko się nie wydarzyło... niestety nie mogę. Próbuje jemu też dać czas na zebranie się do kupy, nie jest to jednak proste. Chyba potrzebuje deklaracji w stylu "spierdoliłem wszystko, nie wiem co miałem w głowie. Kocham Cię i będę walczyć bo mi na Tobie zależy". Na razie jesteśmy na etapie, "wiem że nawaliłem, przepraszam, co mogę dla Ciebie zrobić".
Cytat
Dlaczego zakładasz z góry, że się ktoś pojawi.
A może polubi siebie i swoje towarzystwo i nie będzie chciał w nic wchodzić. A może i Ty postanowisz być sama.
Wiele rzeczy zakładasz a powinnaś się skupić na faktach.
Na tym co tu i teraz. Na tym co potwierdzone a nie co może się wydarzyć.
Cytat
Myślenie życzeniowe odłóż na bok.
To co napisałem wyżej, gdybanie nic nie wnosi.
Opieraj się na faktach a nie iluzji.
Ponadto jeszcze dziś tego nie zrozumiesz i nie dostrzegasz, ale to może być punkt zwrotny w Twoim życiu jeśli tylko dobrze to wykorzystasz.
Cały czas uciekasz od rzeczywistości.
Gdyby się nie wydarzyło... gdybym mogła cofnąć czas...itd.
Serio wolisz żyć w iluzji i być zakładnikiem myślenia życzeniowego?
Facet okazał się kim innym niż sobie wyobrażałaś.
Ale czy to jego wina? Nie! To Ty sobie zbudowałaś ten obraz idealnego człowieka.
A ludzie nie są idealni, popełniają błędy. Większe, mniejsze, ale zawsze.
Od Ciebie zależy oczywiście co z tym zrobisz bo to Twoje życie niczyje inne.
Żeby jednak pójść dalej musisz zaakceptować rzeczywistość i to kim jest Twój facet. To nie znaczy od razu, że jest gorszy od innych. Znaczy tylko tyle, że nie jest tym kim myślałaś, że jest.
Za zdradę odpowiedzialność pełną ponosi on, ale za to jaki sobie obraz idealnego faceta zbudowałaś w głowie odpowiedzialność ponosisz Ty.
Przestań grzebać w czymś na co wpływu nie miałaś i nie masz.
Zajmij się tym na co masz wpływ.
Nie mogę się w pełni zgodzić. To co było kiedyś nie było obrazem. On był taki a nie inny, to nie był żaden wymysł. Znałam jego wady i zalety, akceptowałam takim jakim jest. Nikt inny nie potrafił mnie rozbawić do łez a za chwilę wkurzyć jak On. I to wspólne beznadziejne poczucie humoru...
W 2024 roku sukcesywnie się odciął od emocji, ode mnie i tak, w tamtym czasie żyłam obrazem tego co było. To dawało mi siłę żeby próbować ogarnąć sytuację. I tu masz rację, iluzja wygrała. Mój ogromny błąd.
Wyjaśnij proszę skąd pomysł że to może być punkt zwrotny w moim życiu? Co kryje się pod "jeśli dobrze to wykorzystasz".
Cytat
To bardzo proste: bez dyskomfortu nie ma wzrostu.
Ból, który odczuwamy motywuje nas jak nic innego do rozwoju.
Niezależnie od tego czy z nim zostaniesz czy nie.
Dlatego napisałem, że wszystko zależy od Ciebie.
Są tacy co utknęli na lata w roli ofiary gdy inni poszli bardzo do przodu i stworzyli szczęśliwe relacje głównie z samym sobą. Odkryli siebie na nowo, jeszcze inni przepracowali swoje traumy.
Cytat
Owszem to była iluzja, bo jak sama zaznaczyłaś w swoich wypowiedziach; nie przypuszczałaś, że będzie zdolny do czegoś takiego..
A powinnaś to zakładać.
Bycie świadomym polega na tym, że wiesz iż masz wpływ tylko na siebie, wszystko inne jest poza kontrolą.
A rożne rzeczy mogą nas spotkać, łącznie ze zdradą.
Bo jesteśmy tylko i aż ludźmi. Każdy z osobna.
Jeśli ktoś z góry zakłada, że inna osoba nie jest zdolna do jakichś zachowań to po prostu żyje w swojej bajce, buja w obłokach.
Rozumiem Twój punkt widzenia. Moje naiwne "mnie to nie spotka" wychodzi mi bokiem. Mimo to nie żałuje. Było mi cudownie w mojej bajce. To były piękne lata i poza bólem, który teraz muszę znieść niczego bym nie zmieniła.
Czego by nie powiedzieć ten związek wiele mi dał. Przez lata dojrzałam, rozwijałam się, nie stałam w miejscu. Mam cudowne dzieci. Muszę teraz ułożyć wszystko na nowo bez bajkowych obrazów.
To chce omówić z psychologiem. Czy ja nie działam trochę w strachu że zostanie z litości. Moje problemy zdrowotne zawsze były Jego słabym punktem i unikam tych tematów jak ognia teraz.
W tych czasach i wieku niech nie liczy na wartościową kobietę.
Przepraszał wiele razy. A kocham nie padło i lepiej żeby nie padało jak On sam nie wie co ze sobą zrobić. Tamtej też powiedział że kocha więc jeszcze długo jego kocham będzie nic nie warte. No i powiedziałam że kocham przez ostatnie 2 lata było nic nie warte. Trudne, przykre ale takie są fakty.
A to że lepiej iść na łatwiznę to już pokazal. Zamiast rozmawiać szukał tego czego mu wtedy brakowało i pech chciał że tego nie znalazł
Cytat
niedawno miałem przypadek na drodze niby nic ale różnie się mogło skończyć jadę sobie lasem fajna prosta droga dobrze mi znana była 3 nad ranem pusto bo droga na odludzu i sobota to sobie trochę nadepnąłem ibach wprost z rowu wyskakuje sarna na drogę prosto przed. ale bach nie było bo jakimś cudem bydle zdążyło uskoczyć z powrotem a i ja zareagowałem prawidłowo...ale ciśnieie mi podniosło to był taki moment zupelnej relaksacji spokoju błogości hahaha poczucia jedności ze światem, kontroli i to się w sekundę zmieniło w serce w gardle. pół łyżeczki niespodzwiewanej adrenalinki... nie żebym jej potrzebował ale niektórzy nie mogą opanować tej potrzeby. dlatego tak cisną na drodze albo sobie uprawiają ekstremalne sporty albo sobie skaczą na bandżi albo zdradzają swoje żony jak za nudno albo sobie jadą bawić w wojnę bo szukają śmierci bo perspektywa nudnego ustalonego życia rodzinnego przyprawia im myśli samobójczych ale wprost się do tego nie mogą przyznać...wolą zostać bohaterami xD
Powiedziałam mężowi o forum. Mam tak rzadkie imię że nie mogłam go tu użyć w nicku. Pewnie po opisie będzie wiedział że to ja.
Tymczasem żyje, cieszę się tym co mam. Moje nowe dwie zasady. Nic w życiu nie jest pewne. Jutra może nie być.
Trzymajcie się wszyscy. Badzo Wam dziękuję za wsparcie jakie mi daliście.
Nie wydaje mi się że będzie szukał. Uczciwie poinformowałam że ja mam pomoc i wyjdę z tego cało