

| ona_83 | 16. Styczeń |
| siaczek1991 | 16. Styczeń |
| Aterluna | 16. Styczeń |
| jupik89 | 16. Styczeń |
| milki | 16. Styczeń |
Edek_2 | ![]() |
Rognar | 00:11:05 |
Anetastp | 00:34:01 |
Landexpzglosy | 00:45:51 |
Julianaempat... | 01:29:22 |

9lat małżeństwa, 17 lat znajomości, 3 małych dzieci i udane małżeństwo. Nagle intuicja szepta mi, ze cos nie gra. Odpalam jego telefon i wali mi sie zycie.
Cytat
Nie możesz tego wiedzieć!
A na pewno nie na tym etapie.
Wybaczenie to długi i bolesny proces składający się z bardzo wielu czynników.
To nie słowa, których użyłaś.
Jedno jest pewne, niezależnie od tego jaką decyzję ostatecznie podejmiesz, odnalezienie siebie na nowo będzie trwać lata a na pewno miesiące.
Ale ta sytuacja mnie kompletnie rozwaliła na łopatki...
Byc moze jestem w stanie sobie wytłumaczyć, ze uzależnienie to choroba, ze on nad tym nie panował, nie bylo więzi emocjonalnej. Ale równocześnie.. szedł na dziwki, ściągał obrączkę, potem znów zakładał... wiec w tej konkretnej chwili musiał sobie o mnie przypomnieć a mimo to...
Nie wiem czy dam rade, pierwszy raz w życiu odechciało mi sie zyc. Gdyby nie fakt, ze samobojstwo matki rozpieprza dzieci na reszte zycia to nie wahałabym sie nawet.
P.s JesteÅ› silnÄ… kobietÄ… .
Mając na względzie aktualną Twoją postawę oraz doświadczenia z domu rodzinnego warto zastanowić się czy nie jesteś współuzależniona. To wysoce prawdopodobne.
Rozważyłbym wizytę u psychologa i psychiatry, ale nie z nim tylko Ty sama.
Mi też w marcu zawalił się świat. Powiem Ci jedno : nie wybaczaj za szybko bo On musi ponieść życiową lekcje i coś z niej wynieść - inaczej nic nie zrozumie. Daj sobie duuużo czasu na jakiekolwiek decyzje. Zobaczysz czy terapia przyniesie trwałe i konkretne zmiany. Na razie separacja (może mieszkać z Wami lub nie) i zajmij się sobą i dziećmi.
Przesyłam dużo ciepłych myśli. Nie jesteś sama.
Tylko co ja mam z tym zrobic?
Jestem zbyt zraniona, zeby wziac odpowiedzialność na siebie, nie wiem czy mam siłę, zeby dźwignąć to wszystko... z drugiej strony nie wiem, jakbym mogła spojrzeć w lustro z myślą, ze zostawiłam go w chorobie...
To wszystko strasznie trudne.
Psycholog mowi,ze to nie jest moja wina, ze mam prawo sie z nim rozwiesc, ale ze musze podjac decyzję, ponieważ w takich emocjach męczymy się wszyscy. Ale kiedy ja nie umiem...
Moze powinnam go zostawoc dla jego dobra, skoro tak mu zle ze mnÄ…?
Nie wiem. Nic juz nie wiem.