Landexpzglosy | 00:50:04 |
JamesTon | 01:32:34 |
P1501 | 02:30:02 |
Rognar | 05:21:24 |
#
poczciwy | 06:08:44 |

Miłość wszystko wybaczy? Tak naprawdę w życiu kochałem dwa razy. Pierwsza miłość to szkolna, młodzieńcza pełna potrzeby bliskość, motylków w brzuchu, pragnienia ust drugiej osoby. Świat nie istniał. nadeszły wakacje, wakacyjna praca. cos się zmieniło. Zdrada. postanowiłem wtedy już nigdy nie uwierzyć w uczucia. skrzętnie otuliłem serce lodem i żyłem jak wolny ptak. miałem dziewczyny ale raczej na oczywistych dla dwojga zasadach. Az pewnego razu poznałem kobietę absolutnie nie w moim typie. Jednak jakimś cudem skruszyła lód mego serca. 16 lat temu przysięgaliśmy sobie miłość, WIERNOŚĆ i uczciwość. Byliśmy cholernie szczęśliwi, miłość wylewała się z naszych serce po 2 latach na świat przyszedł nasz starszy syn, cudownie. nowe mieszkanie które trzeba urządzić, większe koszty. pojawiła się córka, koszty koszty. Żona zajmowała się małymi dziećmi ja pracowałem. zostałem oszukany przez wspólnika, który byl jak członek rodziny. załamałem się, zostałem z 2 dzieci kredytami i 800 zl w portfelu. musiałem włączyć drugi bieg. Jestem człowiekiem pragmatycznym wychowanym w stereotypie wartości pracy, zatracam się w każdym zajęciu. mało czasu poświęcałem rodzinie wracałem zmęczony wypalony. zona to rozumiała. odbiliśmy się od dna. nagroda był nasz drugi syn, postanowiliśmy kupić dom, Nasz dom rodzinny. miejsce ostoi spokoju. firma była na najwyższych obrotach prowadzać ja sam, osiągnąłem od zera przychodu 12mln rocznie w dwa lata, mnóstwo pracy 5-22. Zona powiedział mi ze umówiła się z kolega na kawę. LUZ. jednak cos nie dało mi spokoju. jakiś wewnętrzny niepokój, przeświadczenie ze cos nie gra. sprawdziłem bilingi i telefon zony wiadomości wykasowane a w bilingach sa. powiedział ze nic takiego ze pisała z nim po kawie i wykasowała. wku... na maksa zapytałem tylko kim on dla niej jest i czy cos go z nim łączyło. nie, to tylko kolega ze studiów. W firmie pojawił się wspólnik. postanowiliśmy zainwestować w duży projekt wyłożyliśmy po 2 mln, wszystko co miałem i kredyty. jak to w życiu bywa. klops. nie mailem siły podnosić sie kolejny raz. postanowiłem wyjechać do pracy. nigdy nie brzydziłem się praca wiec luz. zona spotkała na zakupach kolegę ze szkoły właśnie wyjeżdżał na projekt. zadzwoniłem. za 2 tygodnie ruszałem spod domu pełen nadziei zegnany poczuciem wypowiedzianych słów Kocham przytulałem od dzieci. Było mi bardzo trudno. Bardzo tęskniłem tym bardziej ze nie opuszczałem rodziny. po 3 tygodniach zona wyszła na imprezę z koleżankami kończyły jakiś kurs. coś się zmieniło. pytałem czułem błagałem plakalem modliłem sie i co by człowiek nie wymyślił, postanowiłem skoczyć do domu na weekend. odebrał mnie z lotniska kolega. kupiłem kwiaty. pełen szczęścia wróciłem do domu. wszystko tak samo, ale zona smutna. pytałem o co chodzi. ze nic ze jej ciężko ze mnie kocha. projekt się skończył. wróciłem znalazłem prace w Niemczech 3/1 jeździłem wracałem było ciezko, ale można było utrzymać poziom. otworzyłem swoja firmę w Niemczech, zacząłem to rozwijać. zona zaczęła mnie sprawdzać podsłuchy i tego typu sprawy. między nami coś się psuło. wiem związek na odległość to nie rozwiązanie. to ja zje balem, to ona jest sama z 3 małych dzieci. wracając robiłem wszystko co było w domu, pralkę sprzątałem zajmowałem sie dziećmi gotowałem. było za mało. powiedział ze nie chce już ze mną być ze dalej tak nie może ze nie tak wyobrażała sobie nasze zżycie. błagałem prosiłem wyłem kleczac na kolanach. nie. wytrzymałem tak kilka mc. jej wzrok mnie zabijał kanapa była coraz twardsza ja coraz bardziej cierpiałem. odszedłem. nastały czasy covidu. zadzwoniłem do dzieci. telefon rozładowany. zadzwoniłem do zony, odebrała miała strasznie smutny glos. pogadałem z dziećmi. poprosiłem ze dały mi mamę. cały czas ja kochałem wiec chciałem okazać jej wsparcie. rozmawialiśmy z godzinne. potem następnego dnia i następnego, i następnego. aż któregoś wypaliła do mnie ze po co mam w Polsce wynajmować mieszkanie ponosić koszty jak przecież jakoś w weekendy się pomieścimy. o k.…. pogadałem z moja przyjaciółka balem się tego dopiero zacząłem zżyć, ale wróciłem, już od progu wylądowaliśmy w uściskach. odbyliśmy długa rozmowę. każde o zdradach, żadne z nas nie miało, o związkach po rozstaniu. ja nie szukałem związku miałem partnerki ale w celach oczywistych. zona też. bolało ja, ale terapia pomogła. minęły 4 lata. 3 mc temu zona zaczep mnie sprawdzać. w sumie nie mam nic złego do ukrycia, no nie mam pisałem z moja przyjaciółka a miałem tego nie robić. trafiła na te wiadomości. zadzwoniła do mnie i zapytała czy złamałem jakieś dane jej słowo. przyznałem się bez wahania. afera oczywiście rozumiem miała pełne prawo. tłumaczyłem wszystko tak jak było, bez fałszu i sciemy. nigdy z nią nie romansowałem porostu jej obecność jest dla mnie ważna i mi pomaga w trudnych momentach. po 3 mc afer kłótni i awantur, wymieszanych z przejawami miłości i namiętności zona poprosiła o rozmowę. Musze ci coś powiedzieć. Zdradziłam Cię jak wyjeżdżałeś. cios w serce. klasycznie z kim jak kiedy. padło imie kolegi Drugi cios. Przecież mogłem to uciąć dawno. serce pękło rozpadlo sie. złość agresja wybuch, cierpienie. mija 5 dzien. byliśmy w poradni. wybaczyłem jej zdradę, nie bylem ideałem cale nasze zycia była sama ja gdzies obok, sam pchnąłem ja w tym kierunku. ale cierpie kocham ja ale cierpie widzę jej żal i smutek z tego co zrobiła ale cierpię. leżę obok głaszcząc jej włosy żeby mogła spać. ale cierpie. wizualizuje wszystko, nie nawidze tego domu, mam ochote odejsc, nie spie nie jem cierpie. Wiem ze to sie zdaza ale nie akceptuje zdrady. zwiazek to zwiazek. to takie momenty ze lepiej by brzmialo nie spie nie jej nie oddycham.