| cytrynkaxd | 12. Lipiec |
| urszula40 | 12. Lipiec |
| anusia60 | 12. Lipiec |
| karina26 | 12. Lipiec |
| kobieta | 12. Lipiec |
#
poczciwy | 00:48:25 |
niekompatybilny | 01:46:22 |
Julianaempat... | 06:08:30 |
NieOddycham | 07:10:09 |
Magda417 | 08:29:36 |

Cześć, sytuacja jak we wstępie. Byliśmy parą od 8 lat z czego 6 lat po ślubie. Dwójka dzieci z czego jedno z poprzedniego związku żony. Żyliśmy jak normalni ludzie raz było lepiej a raz gorzej. Początkowo mieliśmy swoje problemy finansowe ale nasza miłość potrafiła je pokonać, potem różne problemy które się pojawiały jak w każdym związku ale zawsze udawało się wszystko pokonać.
Zapraszam! Po lewej stronie w menu --->Fusion czat
P.S. przez najbliższe 15 pełnię dyżur
wspominał chyba w tym temacie - z toksykami jest taki seks, że nie idzie tego powtórzyć w normalnym układzie. MAGIA. Chyba to jest rzeczywiście prawda. Ja zresztą nie wziąłbym jej z dwójką dzieci, mimo że mam duży dom. Co do Niej, bo może to być ważne dla zdradzonych. Wygląda, że solidnie pracuje na rzecz poprawy relacji małżeńskich. Głowy z biura nie wychyla, przynajmniej jak wie, że jestem w pracy
Jeżeli ona zamieszka z boczniakiem, lub będziesz mógł przed sądem wykazać, że u niego bywa/nocuje, to będzie to dla niej ,,gwóźdź do trumny" przed sądem.
I ona to wie, bo już ma doświadczenie rozwodowe i prawnik też jej to na pewno powiedział.
A tak naprawdę to gdzie ona teraz mieszka??? Gdzie zabiera dzieci i czy ,,na noc"?
Bi jakoś ,,mętnie" o tym piszesz
Cytat
Związki rozpadają się z powodu:
- mylenia ,,motylków"/ odzwierzęcej chuci z uczuciem;
- niedojrzałości psychiczno-emocjonalnej;
- braku zasad i ,,kręgosłupa" moralnego;
- braku zdecydowanej postawy potępiającej ZŁO jako takie;
- pewnego rodzaju akceptacji dla osób czyniących to zło (takim czymś jest np. podawanie ręki, czy przyjmowanie w domu osobnika/osobniczkę, dla którego/której ,,nie cudzołóż", ,,nie pożądaj żony bliźniego twego" to puste frazesy).
Eknomen
Rajcują Cię ,,rogi" jakie Ci ten boczniak przyprawia? A może chcesz uzgodnić z nim ich kształt/formę?
Jeszcze raz powtarzam że nie wiem jak się mam zachować jak przyjeżdża z tym gościem. Dać w mordę to w sądzie jak znalazł dla niej że jestem agresywny. Nie odzywać się to będzie że na dzieciach mi nie zależy bo nie jestem skłonny do dogadywania się. Zachowałem spokój to też kurwa źle bo robicie ze mnie cuckolda jakiegoś.
Z wymienionych przez Ciebie przyczyn zdrad praktycznie wszystko u mnie występuje:
- Motylki u mojej żony na początku związku zawsze były gigantyczne
-Niedojrzałość emocjonalna to już nie wiem ile przykładów jeszcze mógłbym przytoczyć żeby ją pokazać
- Brak zasad i kręgosłupa moralnego, zgadza się. Matka żony zatrudniła się kiedyś w domu opieki i szukała starego gościa z domem żeby się z nim związać i dom odziedziczyć. Przez taką osobę żona była wychowywana a ojca nie było. Zawsze gardziłem moralnością jej rodziny.
- Brak zdecydowanej postawy potępiającej zło - chyba wiąże się z tym powyżej
- Akceptacji środowiska na złe działania, to tu jest wisienka na torcie. Dwie koleżanki z pracy nie dość że namawiały ją na zmianę bo "będzie szczęśliwa" to teraz cały czas ją utwierdzają w przekonaniu że wszystko jest ok dopóki będzie szczęśliwa. Matka standardowo też popiera. Żona jest otoczona ludźmi którzy akceptują tą sytuacją i ma pełne wsparcie
Ubierz to ładnie w słówka. Dobrze,że jesteś spokojny.
Sasza, później odpowiem Ci w Twoim wątku.
Żeby być szanowanym przez innych człowiek musi sam się szanować. Uważasz, że akceptacja werbalna i formalna ,,boczniaka" jest taką oznaką szanowania się samemu?
To jest TWÓJ DOM i nie koniecznie musisz do niego wpuszczać tego typu ,,przydupasów" szona. Wpuszczasz każdego kto chce do niego wejść? A gdy go przyprowadz,i winieneś go zdecydowanie WYRZUCIĆ ZA DRZWI. Łącznie z wezwaniem policji. I to będzie ,,+" dla Ciebie w sądzie. Również w sądzie będzie dla Ciebie na ,,+" to, że nie godzisz się na to, aby dzieci patrzyły jak ich matka się ***wi na oczach męża. Dobrze, ze im jeszcze sypialni nie udostępniłeś.
Wierz mi, ze nie chciał byś słyszeć jak oni o tobie mówią, kim jesteś dla nich, chociaż w zasadzie ,,z podglądu" wiesz to. I nie zwalaj wszystkiego na koleżanki, jeżeli Ty sam w jakimś sensie aprobujesz i to co ona robi i to jak jesteś traktowany przez ,,boczniaka". Jak można dopuścić do tego, aby Z TWOJEGO DOMU, DOMU TWOJEGO DZIECKA tak ***wa robiła sobie burdel? Jak można na to nie reagować? Jakby z dumą pisałeś, że ,,podałeś mu rękę". I z czego byłeś dumny? Z tego, ze takim czymś pokazałeś mu, że jesteś ,,miękka faja"? On wobec Ciebie nie ma żadnych zobowiązań, bo niby czemu miałby mieć. Swoim postępowaniem pokazał jednak, że NIE MA TEŻ ŻADNYCH ZASAD MORALNYCH i jest po prostu ,,ku****rzem". A takim, podobnie jak ***wom, RĘKI SIĘ NIE PODAJE, a nawet należy takich osobników ,,tępić" werbalnie i formalnie. I nie ma to nic wspólnego z agresją fizyczną.
Zrozum.
Czym innym jest, gdy najpierw kończymy związek, zanim rozpoczniemy nowy, a czym innym bycie ****dajką w trakcie trwania danego związku.
Pomyśl sam, jaką ,,NAUKĘ" przekazałeś swojej córce, synowi szona, tym swoim postępowaniem? Że zdradzać można nawet na oczach męża/żony - to jest ta nauka.
CO, jakie wzorce wyniesie z Twojego domu Twoja córka, syn szona? Jaką przyszłość gotujesz i córce i temu drugiemu dziecku swoim postępowaniem? Już oboje pochodzą z dysfunkcyjnej rodziny, a Ty chcesz to pogłębić?
Autorze. Nie chcę Ciebie obrażać, ale chyba musi ktoś Tobą wstrząsnąć, abyś zrozumiał, że nie tylko Ty jesteś główną ofiarą tego co ta ***** ,,wywinęła" już po raz drugi.
Napisałeś, że on jest ,,nice guy". Zawsze tak błędnie oceniasz obcych, nie znanych sobie de facto ludzi? Bowiem ,,k#*iarz" na pewno nie jest kimś, o kim można powiedzieć ,,aseksualny chłopak do rany przyłóż",
Tak czy inaczej, dosadnie żonie napisałem jak się zachowała, że jej facet ma się u mnie nie pokazywać a z pasierbem nie będę mieć żadnego kontaktu.
Nigdzie nie napisałem, że masz coś przekazywać/mówić córce!!!!
Ty masz tylko postępować godnie , z szacunkiem dla siebie, jak mężczyzna znający swoją wartość. I nie obawiaj się - ona to zauważy i zapamięta.
Cytat
- mylenia ,,motylków"/ odzwierzęcej chuci z uczuciem;
- niedojrzałości psychiczno-emocjonalnej;
- braku zasad i ,,kręgosłupa" moralnego;
- braku zdecydowanej postawy potępiającej ZŁO jako takie;
- pewnego rodzaju akceptacji dla osób czyniących to zło (takim czymś jest np. podawanie ręki, czy przyjmowanie w domu osobnika/osobniczkę, dla którego/której ,,nie cudzołóż", ,,nie pożądaj żony bliźniego twego" to puste frazesy).
Marcus zapomniałeś o:
- sex np. brak sexu, albo niedopasowanie
- kasa a raczej jej brak
Co do rozmowy z boczniakiem hmm z jednej strony dobrze kazać mu wyp.... z chaty a z drugiej niektórzy piszą że można pogratulować świetnego wyboru i postawić flaszkę. Jak trafisz na lepszy model to jeszcze mu podziękujesz ;]
Trzeba mieć na uwadze dziecko.
Oczywiście prawie wszystko za moimi plecami. Oficjalnie w rozmowach ze mną ona chce dobrych relacji i mamy darzyć się szacunkiem
No cyrk. Najgorsze że otoczyła się dwiema takimi koleżankami które poklepią ją po plecach choćby nie wiem co zrobiła. Zresztą już jej napisały że nie ważne co zrobi, zawsze będą ją wspierać żeby ją uszczęśliwić.
Cytat
Odnosiłem się do wpisu Marcusa.
Żona jest zakochana i w fazie euforii, ja dla niej nie istnieję więc nie sądzę żeby przeszukiwała w ciemno fora dla zdradzonych żeby sprawdzić czy się gdzieś nie wypłakuje. Obstawiam że to była kwestia tego że przerzuciła się z smsów na Messengera w kontaktach z kochankiem i naszła ją refleksja że jak by mi coś odbiło i chciał się dostać na jej konto to lepiej żebym nie znał hasła.
2) I jak??? Była wyprowadzka? A jeżeli tak to sama, czy z dziećmi?
Potwierdziłem i nie dyskutowała.
Czy ona złożyła ten pozew, czy też z nim blefuje?
Bo może być tak właśnie, aby nie odciąć sobie drogi powrotu.
Ty więc nie powinieneś czekać na jej ruchy, tylko samemu taki pozew złożyć. Już pisałem - najlepszą obroną jest atak. A teraz po jej wyprowadzce z dziećmi masz ,,wszystkie asy" w ręce.
Rozmawiałem z prawnikiem i mam na razie czekać aż dostanę pismo z sądu. Moja adwokat uważa że sąd ze względu na braki formalne będzie wzywać żonę do ich uzupełnienia i sprawa szybko nie wystartuje. Plan działania jest wstępnie ustalony z adwokat którą nawet tutaj polecało mi kilka osób więc wierzę że najlepiej wie co trzeba zrobić.
Nie czepiała się, żeby zadymę rozkręcić?
Córka nie płacze?
No więc żona nie mieszka już z boczniakiem. Z tego co wiem od córki (nie chciałem przesadnie wypytywać) to matka boczniaka robiła w domu awantury o to ile zwierząt moja żona przyniosła ze sobą do jego domu. Osobiście uważam że zwierzęta są tylko katalizatorem a tak na prawdę potencjalna teściowa jest negatywnie nastawiona do mojej żony po zapoznaniu się z jej historią (myślę że nie kupiła jej bajek i na chłodno przekalkulowała że 2 dzieci z różnymi facetami, pomimo tego że ma męża wyprowadza się do kochanka po 2-3 tygodniach romansu itp.). Jak to mówią kobieta kobietę wyczuje
Żona przeprowadziła się na moje osiedle, do bloku jej "psiapsi" która namawiała ją do zmiany partnera. Wygląda mi to na klasyczny przykład osobowości narcystycznej która teraz przez jakiś czas będzie żerować emocjonalnie na latającej małpie w postaci przyjaciółki.
Jeśli chodzi o finanse to żona odmówiła dokładania się do kredytu który zaciągałem na nasze wspólne potrzeby. Miesięczna rata to 3000 zł, ustalaliśmy że będziemy płacić 50/50 ale szybko okazało się (jak zresztą z innymi rzeczami wcześniej) że jej słowo nie ma żadnego znaczenia. Tutaj nie będę się żalić, spokojnie spłacę sam a potem będę chciał przy podziale majątku zwrotu za "jej część kredytu". Ogólnie finansowo po ciężkich 2 miesiącach odżywam. Udało się wyprostować chyba wszystkie tematy, za to żona zaciągnęła kredyt (nie wiem na jaką kwotę) z miesięczną ratą 400 zł. Dodatkowo kilka dni temu wzięła Providenta
Na poczcie czeka na mnie do odbioru pismo z sądu, zgodnie z radą prawnika będę je odbierać ostatniego możliwego dnia. Niestety prawniczka nie określiła się jeszcze na 100% czy poprowadzi moją sprawę. Mam nadzieję że tak, pieniądze mam już na nią odłożone, słyszałem o niej tak dobre opinie że nie chciałbym nikogo innego.
Jeśli chodzi o sprawy rozwoju/pójścia naprzód to w życiu się tyle nie naczytałem i nie nasłuchałem podcastów żeby zrozumieć mechanizm działania takich osób. Jak już wspomniałem uważam żonę za osobę z zaburzeniami narcystycznymi, do tego DDD. Wydaje mi się że teraz już ją rozumiem i to przerażające że czyjaś psychika może tak działać. Widzę też że ona ma ze sobą ogromny problem i nigdzie nie znajdzie szczęścia -> To nie jest jakaś próba pocieszania się, jeśli mam rację z diagnozą to z taką psychiką każdy kto nie będzie się godzić na jej patologiczne zachowania będzie szybko eliminowany z jej otoczenia a każdy kto będzie to tolerować będzie i tak niewystarczający a ciągłe przesuwanie granic sprawi że ona będzie tracić szacunek do tej osoby.
Nie chciałem tracić czasu na "żałobę" po żonie więc po tygodniu wróciłem na siłownię, trzymam dietę, ogólnie trochę poprawiłem sylwetkę na co zwracają mi uwagę ludzie w pracy i znajomi więc zdecydowanie jest motywacja żeby pracować dalej.
Za miesiąc mam wyznaczony termin na tatuaż, zaczynam robić rękaw. Przez te 8 lat nigdy nie było na to pieniędzy bo bezsensownie były tracone na zachcianki żony. Teraz rzeczywiście mogę się skupić na sobie.
Uczuciowo też narzekać nie mogę. Po pierwsze mam swobodę, dużo czasu, mogę "testować" rynek no i pojawiła się dziewczyna która biega za mną tylko że ja nie chcę obecnie wchodzić w poważniejszą relację. To całkowita odwrotność ostatnich kilku lat gdzie to ja się starałem i biegałem za kimś żebrząc o uwagę. Przyjemna odmiana
Brzmi jak bajka ale oczywiście są też trudne momenty. Mieliśmy jedną awanturę w centrum handlowym gdzie żona zagroziła że już nie zobaczę córki. Trochę puściły mi nerwy i wziąłem córkę na ręce i powiedziałem że mam do niej takie same prawa i jeśli tak to ja ją zabieram już teraz ze sobą. Taka deklaracja żony wzięła się z tego że postanowiłem nie przepisywać na nią numeru telefonu (w odwecie za to że muszę sam spłacać kredyt). Oprócz tej sytuacji na szczęście nie mamy zbyt dużo kontaktu więc jest ok. Czasem najdzie jakaś dziwna tęsknota za nią ale wtedy mam pierdyliard przykładów na to że bez niej jest lepiej więc raczej szybko udaje się negatywne myśli odgonić.
To chyba tyle z aktualizacji, pomogliście stanąć na nogi w pierwszych dniach/tygodniach to czułem taki dług wdzięczności żeby napisać że jest lepiej i podziękować za wszystkie rady
Fajnie,że sobie dobrze radzisz.
Proponuję rozdzielczość majątkową na szybko, bo będziesz spłacał jej kredyty.
Hagi, żadnych poważnych związków w tym momencie, tak jak piszesz mam jeszcze dużo do zrobienia z samym sobą. Myślę że cały bieżący rok mi na to zejdzie...
Cytat
Można sądownie to zrobić, złóż choć wniosek.
Na razie połowa jej zobowiazań jest Twoja, można później na drodze sądowej dochodzić wstecznie, ale bardzo rzadko się to udaje i muszą być ku temu poważne przesłanki
Rozprawa rozwodowa w trakcie, na pierwszej (i jak dotąd jedynej) rozprawie się nie dogadaliśmy. Finalnie ja wnioskowałem o opiekę naprzemienną bez alimentów a żona o to żebym zabierał córkę na co drugi weekend i płacił 1000 zł alimentów. Dodatkowo ja wnioskowałem o rozwód z orzeczeniem o jej winie a ona o rozwód bez orzekania. Sąd wysłał nas na mediacje które finalnie odbyły się dziś (o tym za chwilę). W zasadzie to od czasu rozstania i wyprowadzki żony cały czas funkcjonuje opieka naprzemienna. Sąd na rozprawie zasugerował że wydaje się to być dobre rozwiązanie i że żona powinna przemyśleć poważnie czy na pewno nie chce na to przystać. Argumentacją żony było to że córka jest emocjonalnym dzieckiem i bardzo przeżywa te rozłąki z każdym z rodziców. Sytuacja była raczej spokojna, trochę pomyj na swój temat jeszcze wyczytałem ale raczej nie robiły już na mnie wrażenia. Początkiem maja syn żony miał komunię i wtedy dowiedziałem się od żony że "ma straszne wyrzuty sumienia za to że tak czuje ale jest bardzo szczęśliwa kiedy nadchodzi tydzień w którym oddaje mi córkę". Nie mają zbudowanej jakiejś super relacji i córka podobno często jej pyskuje i się nie słucha. Mimo tego zaznaczę tutaj że córka kocha mamę i jak się nie widzą przez ten tydzień to córka za nią tęskni więc to nie jest tak że tam nie ma żadnej relacji albo że ma ona charakter wyłącznie negatywny. Od czasu komunii córka spędziła u mnie wszystkie weekendy. Żona przed weekendami pisała czy nie chciałbym zabrać dziecka wcześniej bo albo ona dopytuje kiedy może do taty albo żona ma dużo pracy (zaczęła nową pracę w której pracowała cały miesiąc od 9 do 20-21) -> to jej własny biznes więc musi poświęcać na to dużo czasu. Tak więc w praktyce podział wyglądał tak że córka spędzała u mnie 9 dni a u żony 5. Kiedy była odbierana z przedszkola to siedziała do 20-21 na zapleczu kawiarni.
Wczoraj dowiedziałem się na pikniku z okazji zakończenia przedszkola że szkoła syna żony skierowała sprawę do sądu przez jego złe zachowanie i obecnie mają przyznanego kuratora rodzinnego. Tam już wcześniej były problemy w szkole które najwyraźniej się pogłębiły. Info o kuratorze i tych problemach przekazała mi sama żona (nie wiem, chyba potrzebowała się wygadać czy coś).
Kilka dni temu kiedy kładłem córkę spać powiedziałem jej że bardzo za nią tęskniłem a ona się rozpłakała i powiedziała że chciałaby żeby mama też jej tak mówiła. Że brat mówi jej że jej nie kocha a od mamy nie słyszy takich rzeczy że za nią tęskniła itp...
No i co do mediacji, żona zaproponowała żeby miejsce zamieszkania było przy ojcu a co do kontaktów to ona w związku z tym jak się sytuacja obecnie układa ona chciałaby zabierać córkę co 2 weekend a resztę opieki mam sprawować ja. Dodatkowo zaproponowała płacenie niewielkich alimentów.
No i jesteśmy w tym momencie. Na pierwszej rozprawie sąd dał nam do zapoznania się z opinią kuratorów którzy robili wywiad u mnie i żony i córka w rozmowie z kuratorem powiedziała że nie może się doczekać aż pojedzie znów do taty bo tata zawsze wymyśla coś fajnego i zabiera ją w super miejsca <3 więc ogólnie serce rośnie
Jeśli nic się nie zmieni to na następnej rozprawie wszystko się zakończy. Dziecko ze mną, matka zabiera na 2 weekendy w miesiącu i skromne alimenty
Żona niesamowicie płakała zarówno na komunii gdzie narzekała że sobie nie radzi jak i na mediacjach. Próbowałem jej dopytać skąd taka decyzja ale powiedziała że nie chce o tym rozmawiać.
Ja mentalnie jestem w innym miejscu, 6 miesięcy siłowni, kupiłem motor, zrobiłem tatuaże (takie prywatne marzenia na które nie było pieniędzy albo czasu). Z dziewczynami też sobie jakoś radzę, oczywiście na poważny związek nie jestem jeszcze gotowy. Jeszcze taka ciekawostka że po rozwodzie będę musiał trochę dobić żonę w jej problemach bo będę składał wniosek o podział majątku i wyceniłem roszczenia na 40 tysięcy złotych więc jeśli chociaż część z tego zostanie uznana przez sąd (a z mojego punktu widzenia powinna zostać uznana całość) to dojdą jej kolejne problemy.
No ogólnie to chyba jest dobrze
Moja rada żebyś odsunął się od żony, nie był jej słuchaczem i powiernikiem. Może Cię wykorzystać i ciężko będzie ułożyć życie z kimś innym. Tylko krótkie info o córce i nara.
A co z dupcynglem? Nie nie pamiętam.
Spokojnie Juliana, ja nie czerpię żadnej radości z bycia ramieniem na którym mogłaby się wypłakać. To wyszło bardzo spontanicznie bo córka miała festyn i żona nagle z tym wypaliła. Skomentowałem czymś w stylu "Tak? O kurczę" i tyle w temacie.
Hagi, ja wiem że czeka na nią teraz wiele ścian więc trochę ta głowa będzie pewnie poobijana
Crusoe, może tak, może nie. Skoro prowadzi ze swoim księciem kawiarnie to może jeszcze nie ma takich myśli. Czy kiedyś ją najdą? Pewnie tak. Może rzeczywiście są już teraz ale od początku tej historii wiem tylko że nie ma szans na powrót. Za dużo się wydarzyło i za mało miałbym do niej zaufania żeby się w to bawić. Przypomnę jeszcze że ja zajmuję się tylko córką. Syn żony nie ma ze mną żadnego kontaktu więc o niego dbać nie mogę i nie chcę. Może brutalne ale no... ja będę jej prostować sytuację z dziećmi (nawet z tym nie swoim) a ona będzie się rypać na zapleczu kawiarni z księciem z bajki XD Nie, dzięki ;P wolę się skupić na córce ^^
Życzę dużo parowania na portalu randkowym
1.Jesteś w najlepszym dla mężczyzny wieku. Okres między 30, a 40 rokiem życia to dla nas kumulacja - siły fizyczne jeszcze nie naruszone, doświadczenie jest, światopogląd z grubsza ustalony, umiejętność rozeznawania co jest Twoją potrzebą, a co wgranym z zewnątrz systemem kontroli nabyta. Kobiet, począwszy od 18-latek do rówieśniczek, możesz mieć na pęczki (czego oczywiście na ten moment nie doradzam, ale to jednak też budująca poczucie wartości po takim przeczołganiu świadomość).
2.Pomimo wyjątkowego, nawet jak na standardy tego forum, szoku jakim musiało być dla Ciebie tak nagłe i przeprowadzone w ten sposób rozstanie zachowałeś przytomność umysłu. Czytając Twoje posty widzę opanowanego, pewnego siebie gościa, który nie daje się ponieść za daleko emocjonalnej fali. Tutaj wracamy do punktu pierwszego - masz to szczęście, że w swojej głupocie zostawiła samca w sile wieku.
3.Masz jasne dowody na to kim w rzeczywistości była i nie chodzi tu o to, że poznałeś gacha osobiście (ja np.do tej pory opieram się na domysłach i gdyby nie jej krzywe akcje z przeszłości, zachowanie w sytuacjach ,,wyjaśniających'', nagłe, całkowite odcięcie emocjonalne i pierdyliard poprzedzających odejście schematycznych sygnałów uważałbym, że to tylko moje urojenia). To co zafundowała Twojemu pasierbowi oznacza, że jest to osoba pozbawiona całkowicie jakichkolwiek uczuć wyższych. Trzech tatusiów w kilka lat - obłęd! Szkoda chłopaka, nie jestem sobie w stanie nawet wyobrazić co może w tej chwili przeżywać ten dzieciak, ale Ty już wiesz, że sam z tym niewiele jesteś w stanie zrobić. Najlepsze co mogłeś (dla niej i dla niego, kosztem siebie) już zrobiłeś. Przedstawiane tu historie są do siebie bardzo podobne jeśli chodzi o podstawowe schematy, ale w egoistycznym okrucieństwie względem syna Twoja ex przebija wszystko co kiedykolwiek widziałem na własne oczy u siebie, przyjaciół i znajomych czy gdzieś tam przeczytałem.
Jeśli chodzi o ogólniejsze wnioski:
Sam skonsumowany romans rzeczywiście mógł trwać bardzo krótko. Jest taki typ ,,wiecznej dziewczynki'', która przez całe życie będzie ulegała wyobrażeniom możliwego, niezależnie od wieku, powtórzenia ,,licealnej miłości''. Jeśli do tego dołączą jeszcze jakieś ,,daddy isssues'' to...wystarczy 40-letni szef w BMW, w tzw. kryzysie wieku średniego, przypominający z fizjonomii ojca, który te sprzeczności zepnie w jej mózgu odpowiednią klamrą. Sądząc po opisie całej sytuacji nie można wykluczyć, że to ona w końcu go uwiodła wykorzystując moment słabości. Nie wiem, ale przyjmijmy, że facet nie miał od dłuższego czasu seksu w związku, młodsza o 10 lat kobieta zrobiła mu w końcu dobrego loda. Przecież gołym okiem widać, że kochanek to nie był żaden cyniczny gracz i że to ona go przez cały czas rozgrywała aż w końcu przelicytowała (mamusia jegomościa kuta na cztery łapy wie lepiej co to dobre rozdanie).Co więcej to jestem na 95% przekonany, że kochaś deklarował, na swój sposób nawet uczciwie, zakończenie poprzedniego związku, bo był tam walony w rogi. Przecież nikt, a tym bardziej ktoś rozjebany po poprzednim małżeństwie/związku, kto nie jest nieuleczalnym kukoldem nie weźmie do domu kobiety, która ma dwoje dzieci, z dwoma różnymi ojcami. ,,Emocje'' - Twoja kobieta najwyraźniej nawet w to grać nigdy nie potrafiła.
A te wszystkie ,,drobne rytuały'', o których piszesz, też to znam...Dla Ciebie to pamiątka na całe życie, dla nich to było tylko narzędzie manipulacji, o którym w dowolnym momencie będą w stanie zapomnieć i...stworzyć nowe (np. BMW X5 zamiast 20-letniego grata