| [0] |
| darek717171 | 13. Grudzień |
| alijan | 13. Grudzień |
| Szyszak4 | 13. Grudzień |
| trylogia | 13. Grudzień |
| Ola1312 | 13. Grudzień |
Anetastp | ![]() |
Edek_2 | ![]() |
Julianaempat... | 00:20:44 |
Joanna96 | 01:21:50 |
JamesTon | 01:32:25 |

Mam 35 lat, z moim partnerem jestem 20 lat, młodo zaczęliśmy. Nie jesteśmy po ślubie, bo nie chcieliśmy, ale zawsze traktowałam go jak mojego męża. Mamy dwójkę cudownych dzieci w wieku przedszkolnym i szkolnym. Nasze życie nigdy nie było jakieś bajeczne, romantyczne, kolorowe, ale trwaliśmy razem przez te lata na dobre i złe, były kłótnie, problemy, kryzysy, ale zawsze jakoś z tego wychodziliśmy. Wszystko zaczęło się w tym roku, ja na początku nic nie zauważyłam, baa do głowy by mi nie przyszło. Myślałam, że mój mąż ma kryzys wieku średniego, na samym początku jeszcze się śmiałam, żeby czasem książkowo go nie przeszedł, bo to oznacza kochankę... Chciałam mu pomoc, dałam przestrzeń, on często chodził na siłownię, saunę, rower... wolał wychodzić z domu sam niż z nami. Ale widziałam, że ma jakąś depresję, kryzys, był niezadowolony ze swojego życia, z pracy, że nic wielkiego w życiu nie osiągnął, często o to obwiniał mnie, że go ograniczałam i podcinałam skrzydła... a nie do końca tak było, ja zawsze chciałam dla niego najlepiej. Był/jest miłością mojego życia, zawsze go podziwiałam, wiedziałam jaki jest mądry i wierzyłam w niego. Przez te 20 naszych wspólnych lat to ja bym mogła książkę napisać, ale do rzeczy. Tak więc oddaliliśmy się od siebie. Ja zajęta pracą, domem, dziećmi... nie zauważyłam nawet tego jak bardzo oddaliliśmy się... Gdy on chciał sexu... ja często nie miałam ochoty, sex był, ale nie często. Nie myślcie, że jestem jakąś brzydką zapuszczoną kobietą. Mój mąż nigdy nie narzekał na mój wygląd fizyczny. Gdy ja inicjowałam sex to zawsze byłam odpowiednio ubrana, przygotowana. Zawsze mówił, że jego kumple to na bank nie mają tak dobrze jak on ze mną. Więc wydawało mi się, że takie nie za częste stosunki mu pasują. Jednak nie byłam spontaniczna, tak nagle bez przygotowania nie chciałam... to go pewnie flustrowało... Ale mimo wszystko jakoś żyliśmy, mieszkaliśmy razem, wychowywaliśmy dzieci. Byliśmy na wakacjach najpierw w Polsce odpocząć na tydzień (tam też był nieobecny, często siedział sam z papierosem i telefonem w ręce). Później w sierpniu polecieliśmy na wakacje za granice. Znów to samo, niby fajnie, niby razem, ale osobno, ja dalej wierzyłam w jakiś jego kryzys wieku, depresje, wypalenie zawodowe, nie podejrzewałam kompletnie nic. Po paru dniach na wakacjach zobaczyłam przez przypadek jak pisał do swojej koleżanki z pracy, nie do końca koleżeńskie rzeczy.... oczywiście zrobiłam awanturę, on się wściekł... był zły. Oczywiście do niczego się nie przyznał, oskarżył mnie tylko o wścibianie nosa. Ja się załamałam, ale potem przekonał mnie tylko, że nie wie co to było i czemu, ale że to tylko jakiś taki głupi flirt... niby uwierzyłam, gdy wracaliśmy samolotem dostrzegłam, że znów do niej pisał.... znów był na mnie wściekły. Ja nie wiedziałam już co myśleć. Zrobiło się między nami źle. Oczywiście przekonał mnie, że to był tylko głupi flirt. Chyba znów uwierzyłam. Po powrocie z wakacji, pojechał na jakieś spotkanie towarzysko służbowe z ludźmi z pracy. Nie do końca mi się to podobało, ale cóż. Zaczęłam się mu torchę baczniej przyglądać i analizować jego zachowanie. W połowie września, miał jechać nad morze na jakąś delegację służbową. Znalazłam w jego portfelu bilet dla 2 osób w przedziale nocnym 2 osobowym.... oczywiście zrobiłam afere, nie wierzyłam już w nic. Mój świat legnął w gruzach.... Nie wiedziałam, czy odejść czy zostać. Nie wiedziałam co zrobić, on oczywiście mówił, że to nic nie znaczy, że to miało być dla wygody, że jego z nią nic nie łączy itp. itd. On zawsze był dobry w przekonywaniu mnie. Generalnie nadawałby się na polityka, ma chłopak gadane. Parę dni się męczyliśmy... W końcu niby zwrócił ten bilet, pokazał mi dowód, ale powiedział, że i tak musi jechać. Tak więc pojechali tam, ale niby nie razem... Co działo się na miejscu nie wiem. Potem nastał dla mnie ciężki czas, moje życie stało się szare i ponure, nie wierzyłam mu, on się oddalił, sam nie wiedział czy chce ze mną być czy nie. Powiedział, że ma emocjonalną pustkę i nie wie czy chce ze mną być. Ja od września schudłam już 6kg. Jestem chuda, ale nie wyglądam źle. Tak przynajmniej mówił mój mąż, zaczęłam o siebie dbać, pokupowałam sobie ładne komplety bielizny, chodziłam na siłownie, codziennie się goliłam i codziennie byłam chętna na sex.... Z nim różnie, raz chciał, raz nie chciał, raz mówił, że mam się wyprowadzić, raz mówił, że on się wyprowadzi. Potem mówił, że potrzebuje czasu, że wywieram na nim zbyt dużą presję. Generalnie psuło się jeszcze bardziej, w pewnym momencie nawet przestał mu stawać podczas sexu i nie mogliśmy.... Wtedy mówił znów o presji.... W jego torbie znalazłam tebletki na potencję, ale nie brał ich w dni gdy był ze mna.... Często jeździł z pracy na jednodniowy wejazdy służbowe, wracał jakiś dziwny, nieobecny, znalazłam wiele poszlak, które wskazują na to, że on mnie z nią zdradza, że ma kochankę, ja to wiem. Ale ilekroć się kłucimy on zaprzecza i robi ze mnie wariatkę, mówi, że się zafiksowałam w tym temacie. Twierdzi, że nie zakochał się w nikim innym i z nikim innym nie uprawia sexu. Mówi, że to między nami się nie układa, że to przeze mnie. Że widzi, że pod względem sexu się zmieniłam, ale to nie o to mu chodzi. Nie tędy droga. Chodzi mu o moje podejście do życia, o to, że nie mam celu w życiu, że nie umiem sama o siebie zadbać, nie jestem samowystarczalna. Owszem nie jestem tak ambitną osobą, jak on by chciał, uważam, że mam cudowne dzieci, dom, męża i to mi wystarczało. Jedynie mam teraz problem ze swoją działalnością, tu faktycznie sobie nie radze i nie wiem co dalej, czy probować to ratować czy szukać pracy. Nie wiem co robić. Mieszkanie jest jego, ja nie mam nic. Mogę wyprowadzić się z dziećmi do rodziców, ale nie wie m czy chce im fundować takie życie. Jadę na tabletkach uspokajających, póki co ziołowych, ale one nic nie dają, jutro mam wizytę u lekarza może dostanę coś mocniejszego. Moje życie ostatnio to sinusoida jednego dnia jest ok, drugiego koszmar, wiem, że on mnie z nią zdradza... ale wiem to z nielegalnych źródeł, przecież nie powiem, że sprawdzałam jego telefon, a bardo skrzętnie go sprząta, pilnuje, w zasadzie nigdzie bez niego nie idzie.... Nawet wczoraj rozmawialiśmy, powiedziałam mu o moich żalach, uczuciach, on dalej mówił mi prosto w twarz, że mnie nie zdradza.... Jego oczy, jego twarz, jest taki obcy, niedostępny, z jednej strony wiem, że on chce mnie zatrzymać przy sobie, ale z drugiej wiem, że nie zakończył i nie zakończy tego co go łączy z nią. On mówi, że potrzebuje czasu, że chce się wyprowadzić, na jakiś czas. Ale moim zdaniem w ten sposób będzie mieć tylko więcej czasu dla niej, a nie czasu na samotne przemyślenia o tym czego on chce. Ja bardzo bym chciała, żeby to zakończył, żeby wybrał. Jestem skłonna wybaczyć, dla nas, dla rodziny, dla dzieci. Mówiłam mu to, pisałam wiele razu, wczoraj usłyszałam, że on nie chce być niewolnikiem moich uczuć. Nie wiem na czym stoję , nie wiem co robić, nie mam głowy do tego by ratować swój biznes, chciałam to zrobić z nim, ale on już chyba nie chce. Ja naprawdę zrozumiałam, że jeszcze parę miesięcy temu byłam nieciekawą partnerką, też bym się sobą znudziła, ale naprawdę poprawiłam się, a żeby zmienić się na jeszcze lepsze. Ogarnąć biznes to potrzebuję wiedzieć, że mam z kim to dzielić. Jak jedna sfera życia nie gra to wszystko się sypie. Moja podstawowa sfera jest w rozsypce, sfera miłości, bliskości, bezpieczeństwa to jak mam naprawiać swoją pracę, gdy głowa nie jest w stanie myśleć o niczym innym.Teraz np. zamiast pracować to piszę to.... Przeczytałam już wiele mądrych artykułów o zdradzie, wybaczeniu, życiu po zdradzie, walki o siebie itp. itd. Przeanalizowałam wszystkie za i przeciw. Jednego dnia go nienawidze, nie widze w nim mojego męża, innego jednak kocham, dostrzegam osobę, którą kocham... Moje serce jest rozdarte. Ale ja nie mogę kochać za dwóch.... A on chyba nie jest faktycznie zainteresowany już moją miłością.... i tak sobie trwamy w próżni.... nie wiedząc co przyniesie jutro... Nie wiem czy spakuje walizki swoje i dzieci i pojade do rodziców, co im powiem? Nie wiem czy zostanę i będę się męczyć, milczeć, znosić to? Nawet jak ja się staram, to zawsze moja glupia natura wygra i palnę głupotę, której potem żałuję i się kłucimy....
A napisz czym dla Ciebie zatem jest miłość? Bo w moim mniemaniu interpretujesz ją niewłaściwie; miłość to nie własność;
Chcesz dobrych rad? Świetnie, rozgość się na portalu i poczytaj inne historie wraz z komentarzami to zauważysz, że wszystkie są podobne do siebie a Twoja nie jest tak skomplikowana i inna niż wszystkie jak Ci się wydaje; oczekujesz cudownego zaklęcia co zrobić aby było jak dawniej, ale Cię zmartwię - nie tylko takiego zaklęcia nie ma, ale też już nigdy nie będzie jak dawniej; pora oswajać się z tą myślą; siłą nikogo nie zmusisz do miłości; "jeśli go kochasz puść go wolno, jeśli wróci to jest twoje, jeśli nie, tzn, że nigdy Twoje nie było"
Czego się tak naprawdę boisz? Potrafisz powiedzieć, że kochasz siebie? Potrafisz być szczęśliwa sama ze sobą?
Przestałaś być dla niego wyzwaniem i osobą o którą trzeba się troszczyć.Z tej mąki chleba teraz nie będzie.Skup się teraz na sobie.Dbaj o siebie,jeśli nie masz pracy to ja znajdź,wyjdz z domu,zapisz się na jakiś kurs,pójdź na siłownię...
Autorko nie wiem czy wiesz ale jesteś teraz singielką.Wiec masz prawo poznawać innych mężczyzn.No ale na to przyjdzie jeszcze czas.
Popełniasz wszystkie możliwe błędy jakie można; próbujesz go osaczać, nie dajesz mu przestrzeni, oplatasz go jak bluszcz i masz nadzieję, że postępujesz słusznie i on nagle zauważy co traci; a działa to zupełnie odwrotnie; powinnaś robić coś zupełnie przeciwnego; zając się sobą; pokazać mu, że potrafisz żyć bez niego, nie uwieszać się na nim i przede wszystkim nie dawać do zrozumienia, że bez niego nie istniejesz i sobie nie poradzisz; że siebie uzależniasz od niego; dlaczego zatem dziwisz się, że on nie chce podjąć jednoznacznej decyzji? Przecież taki układ jest idealny; kochanka i ekscytacja poza domem a w domu opiekunka, sprzątaczka, kucharka; wie, że jesteś za słaba żeby podjąć radykalne kroki i może robić co chce; zawsze wiernie na niego będziesz czekać bo taki przekaz dajesz swoją postawą;
Dużo pracy przed Tobą; przede wszystkim skup się w pierwszej kolejności na sobie a nie na nim bo masz ogromne deficyty własne; nie potrafisz być szczęśliwa sama za sobą więc jak chcesz być szczęśliwa z kimś? uzależniasz własne szczęście od czynników zewnętrznych a to nie jest zdrowe; to nie jest zdrowa miłość, to uzależnienie;z prawdziwą miłością nie ma nic wspólnego; szukasz ratunku siebie w odbiciu innych; to przepisz na katastrofę; zajmij się pracą nad sobą, nad własnym poczuciem wartości, nad pozytywną energią kobiecą wtedy będziesz przyciągać męża bez dodatkowych w tym wypadku głupich działań, które Cię tylko pogrążają;
Jak wyglądała Twoja sytuacja w domu rodzinnym?
Nie wiem czy wiesz ,ale wielu mężczyzn czeka na Ciebie.Powodzenia.
P.s Ty nie kochasz męża,kochasz tylko jego fałszywy obraz.To nie on.Obudz się!
Cytat
Sęk w tym, że Ty nie zrobiłaś tego dla siebie a dla niego; to jest to o czym cały czas piszemy;
Zobacz, mąż Ci mówi wprost o co mu chodzi a Ty to usilnie negujesz i próbujesz sama przed sobą się usprawiedliwić, że przecież ona jest gruba niska itd, klasyczne wyparcie;
Facet powiedział Ci w czym rzecz, my też sporo napisaliśmy, powinnaś wiedzieć do robić jeśli chcesz jeszcze mieć odrobinę nadziei na uratowanie tego niezdrowego układu; bez gruntowanych zmian tak czy inaczej to prędzej czy później pier..lnie;
Skąd u Ciebie tak niska wiara w siebie? Dlaczego pozwoliłaś uzależnić wszystko od drugiej osoby? Partner/partnerka powinni być tylko uzupełnieniem naszego szczęścia, które mamy w sobie, dodawać jakąś wartość do naszego życia a nie zasypywać nasze braki; widzisz te fundamentalną różnicę?
Poczytaj historie i artykuły na portalu a jest ich wiele wówczas zaczniesz powoli otwierać oczy; jednak powinnaś mieć też świadomość, że zmiana przekonań to nie jest czarodziejska różdżka a raczej ciężka praca na miesiące a nawet lata;
Do mnie przemawia
Mam nadzieję że znajdziesz coś dla siebie
To jest podstawa.
Cytat
To nie domena tylko mężczyzn a po prostu ludzi, taka natura;
2.Jeśli miłością walczysz ze złem to idź lepiej do zakonu
3."Obojętnością odzyskaj faceta? Naprawdę mężczyżni tak działają? muszą cały czas zdobywać?" I tak i nie.Pokazując obejetność dajesz mu sygnał a) że potrafisz żyć bez niego ,jesteś niezależna, b )ktoś pojawił się w Twoim życiu.Faceci nie lubią jak obcy samiec wkracza na ich teren.Nawet jeśli mają kochankę.
4.Apropo pracy ,pilnuj tego ,czasami jest lepiej iść na etat za kilka tysięcy niż popadać w długi itp.Czysta karta będzie istotna w nowym związku .
Tam jest zaangażowanie emocjonalne, nie da się tak łatwo naprawić.
Cytat
On wyraznie chce zebys to Ty podjela decyzje o odejsciu pewnie zwalajac pozniej wine na Ciebie o rozpadzie zwiazku.
Nie ma jaj zeby samemu podjac decyzje o koncu malzenstwa to za pomoca ponizania chce to wymoc na Tobie.
Daj mu tym razem to czego chce bo nie warto byc dalej ponizana i opluwana. Nie daj sie ponizac przez taka pizde jak Twoj maz , bo to pizda i bydle taka jest prawda.
Cytat
Cytat
Nie wyzłośliwiam się ale rozumiem że głowa nagle przestała boleć?
Cytat
Cytat
Na niego i jego zachowanie wpływu nie masz, ale na siebie i owszem i na tym się skup;
Cytat
No na tym polega metoda 34 krokow. Nie mozesz jej przestrzegac np. Od poniedzialku do piatku a w.weekendy juz sobie odpuszczac bo to nie zadziala.
Juz widac , ze przynosi.efekty po tym.co piszesz. I pamietaj ze.metoda 34 jest.glownie na odzyskanie SIEBIE swojej pewnosci , sprawczosci itd. A nie odzyskanie partnera to moze byc pochodna tylko jej zastosowania.
Trzymaj sie dobrze Ci idze nie spiernicz tego.
P.s Postaraj się poinformować męża kochanki o ich romansie.Już pal licho wasz związek ,wymaga tego czysta przyzwoitosc w stosunku do jej męża.Może detektyw?
Impreza w czwartek czyli z noclegiem i wróci w piątek. A jakbyś pojechała na weekend do rodziców nic mu nie mówiąc. Jak wróci będzie pusto...... Jeśli wraca w czwartek to pojedź w czwartek
Ktoś tu wyżej mądrze napisał jest kupa mężczyzn co nosiłaby Cię na rękach, starała się, dbała o Ciebie - daj sobie szansę na Twoim mężu świat się nie kończy, nie jest pępkiem świata. Żyj dla siebie, dla dzieci. Zbieraj dowody, rozwód z orzeczeniem o jego winie, alimenty na dzieci, być może na Ciebie, weź się w garść , zajmij się sobą, dziećmi praca i zacznij żyć a nie tkwić w problemie. Może kiedyś zobaczy co stracił, skoro nie potrafił zrozumieć , docenić. Po prostu, w młodości źle wybrałaś, źle ulokowalas swoje uczucia, tak czasami jest.