Logowanie

Nazwa użytkownika

Hasło



Nie masz jeszcze konta?
Zarejestruj się

Nie możesz się zalogować?
Poproś o nowe hasło

Ostatnio Widziani

burza03:14:33
Eknomen04:01:00
Paulinaa105:01:46
# poczciwy05:32:01
zona Potifara06:48:44

Shoutbox

Musisz zalogować się, aby móc dodać wiadomość.

NieSypiam
04.05.2024 20:06:38
NowySzustek pozdrawiam cie ziomeczku, dzięki za wszystko i oby ci się wiodło. Ja wyszedłem na prostą i wszystko u mnie dobrze (bez szona) Uśmiech Uśmiech Uśmiech

Matsmutny
03.05.2024 06:00:21
.

NowySzustek
29.03.2024 06:12:22
po dwóch latach

Zraniona378
21.03.2024 14:39:26
Myślę że łzy się nie kończą.

Szkodagadac
20.03.2024 09:56:50
Po ilu dniach się kończą łzy ?

Metoda 34 kroków

Metoda 34 kroków dla kryzysu w małżeństwie na odzyskanie pewności siebie w oczach partnera.

1.Nie śledź, nie przekonuj, nie proś i nie błagaj.
2.Nie dzwoń często.
3.Nie podkreślaj pozytywnych elementów związku.
4.Nie narzucaj się ze swoją obecnością w domu.
5.Nie prowokuj rozmów o przyszłości.
6.Nie proś o pomoc członków rodziny-masz wsparcie teściów póki są po Twojej stronie.
7.Nie proś o wsparcie duchowe.
8.Nie kupuj prezentów.
9.Nie planuj wspólnych spotkań.
10.Nie szpieguj, to Cię zniszczy.
11.Nie mów 'kocham Cię'.
12.Zachowuj się tak, jakby w Twoim życiu było wszystko w porządku.
13.Bądź wesoły, silny, otwarty i atrakcyjny.
14.Nie siedź, nie czekaj na żonę/męża , bądź aktywny, rób coś.
15.Będąc w kontakcie z nim/nią postaraj się mówić jak najmniej.
16.Jeżeli pytasz co robił/a w ciągu dnia, przestań pytać.
17.Musisz sprawić, że Twój partner zauważy w Tobie zmianę, że możesz żyć dalej z nim/nią lub bez niej/niego.
18.Nie bądź opryskliwy lub oziębły, po prostu zachowaj dystans.
19.Okazuj jedynie zadowolenie i szczęście.
20.Unikaj pytań dotyczących związku do chwili, gdy zechce sam/a z Tobą o tym rozmawiać.
21.Nie trać kontroli nad sobą.
22.Nie okazuj zbytniego entuzjazmu.
23.Nie rozmawiaj o uczuciach.
24.Bądź cierpliwy.
25.Nie słuchaj co naprawdę mówi do ciebie.
26.Naucz się wycofywać, gdy chcesz zacząć mówić.
27.Dbaj o siebie.
28.Bądź silny i pewny, mów cicho i spokojnie.
29.Pamiętaj, że jeżeli zdołasz się zmienić,Twoje konsekwentne działania mówią więcej niż słowa.
30.Nie pokazuj zagubienia i rozpaczy.
31.Nie wierz w nic co usłyszysz i 50% tego co widzisz.
32.Rozmawiając nie koncentruj się na sobie.
33.Nie poddawaj się.
34.Nie schodź z raz obranej drogi.

kolejny dobry tata i mąż w rozterceDrukuj

Zdradzony przez żonęWitam wszystkich, po paru dniach czytania waszych bóli chcę opisać swój. Małżeństwo od 13 lat, 2 dzieci (12 i 9lat). Jako 34 letni doświadczony z kobietami i życiem (również na obczyźnie) kawaler wyrwałem 14 lat temu za granicą moją dzisiejszą żonę, 14 lat młodszą, czasami mówię wyrwałem z paszcz i szpon dzikich zwierząt bo była młodziutka, atrakcyjna, miękka, emocjonalna, gotowa dać od siebie wszystko. Nie miała ojca (za to kochającego dziadka w domu-podkreślam), a matkę od kilku lat za granicą, mieszkała już tylko z kochaną babcią. U mnie znalazła pracę, dom, rodzinę. Ja zawsze wierny, pracowity, oddany rodzinie tak jak wielu mężczyzn tutaj, zaradny, itp . Nie układało nam się od początku, różnice kulturowe, wiekowe, doświadczeń życiowych, intelektualne itp. Żona miała kartę Polaka, perfekt j.Polski, studiowała trochę w Krakowie. Po chwili ciąża, ślub, hipoteka, ciągłe kryzysy ale brnęliśmy do przodu. Podróże w odległe zakątki świata z dziećmi i nie tylko. Przechodziliśmy przez lata mega kryzysy, wariowała emocjonalnie jak ja chciałem wyjść, lub mówiłem dość, trzęsła się w płaczu, dostawała spazmów brzucha i histerii, zapewniałem że nic nie robię złego, bywałem załamany, chciałem skończyć już ten ból, zacząłem cierpieć na potworne zawroty głowy, przez lata. Ja też pochodzę z rozbitej rodziny, ojciec opuścił kraj jak miałem 5 lat, ale zawsze pisał do mnie długie listy, sporadycznie dzwonił, aż w wieku 14 lat matka wysłała mnie do niego bo byłem już nie znośny. Nauczył mnie pracować, był ciepły i wyrozumiały, również dla swojej kobiety ale też twardy i surowy. Namówiłem żonę na pełny etat w korporacji, zaczęła się rozwijać, ja ją w tym wspierać, pojawiałem się nawet na spotkaniach i kolacjach z jej gośćmi. Nie mieliśmy chyba nigdy chemii umysłowej, wspólnych tematów lub pasji. Dom, dzieci, praca. W łóżku inicjatorem zawsze ja, sex był okey. Każda dyskusja lub debata kończyła się kłótnią i frustracją. Traciliśmy już siły, ciągłe rozmowy o rozstaniu, że to trzeba skończyć. Żona uważa że to ja zamknąłem w jej emocje, musiała stać się obojętna, chłodna. Kariera jej się rozwijała, ja zechciałem być mężczyzna i nie tylko być wierny ale tez panem domu, opłacałem i dalej opłacam wszystkie rachunki, gotuje, sprzątam i pracuje. Status społeczny mam chyba powyżej średniej, bo pracuje jako, konsultant biznesowy, ale kolegów już jak na lekarstwo. Parę lat temu na wyjściu z koleżankami z pracy po powrocie o 7 rano , przyszedł sms, spała już wiec odkryłem „zostawiłam u Ciebie bolerkę, możesz ją wyrzucić”. Tłumaczenia że koleżanki kolega odwoził je do domu i zostawiła bolerke w aucie, a telefon z jego imieniem wpisała bo koleżanka wychodziła wcześniej, to żeby z innymi dziewczynami dzwoniły do niego żeby odebrał i takie tam pierdoły. Nawet dzwoniłem do kolesia, darłem się i groziłem, koleś mnie wyśmiał, ona się do niczego nie przyznała temat minął emocje ustały. Po latach stała się zimna, zajęta tylko pracą, jedyny łącznik/temat to dzieci, lub „co tam kochanie w pracy”, „czy smakował obiadek” który zrobiłem. Odcięła się emocjonalnie, w łóżku pasywna, cicha, zero rozmowy. Tak jakbym ona tu na forum była przede mną i zastosowała 34 kroki. Samemu mi tez ciężko coś w łóżku powiedzieć wyszeptać ale ja trochę jednak coś mruczę do ucha, komplementuję, chwale, ona zero. Od lat czytam RedPilla, studiuję psychologie dynamiki damsko męskich relacji, edukuję się, pogodziłem się z brakiem miłości, że mężczyzna musi połknąć tą gorzką prawdę, ale ma wymagać szacunku, wprowadziłem granice „jedna lampka wina w delegacjach”, monitorowałem zachowanie po wyjściach na kolacje z gośćmi z zagranicy, koleżankami. Z uśmiechem i stanowczością wyciągałem relacje ze spotkań, regularnie wymagałem zapewnienia mnie że nie ma angażu w żadnej formie. Branża sami mężczyźni praktycznie, ona uwielbiana przez szefów, dyrektorów, jedyna co wszystko ogarnie. A gdzie ta zdrada wiem wiem już już. Nagle pojawia się niewinny serdeczny przyjaciel z biura obok, który przez jakiś już czas wyżala się żonie jak to nie może poznać kobiety, jak to wszystkie tylko chcą brać, nie chcą się z nim angażować, żona mówi mi że nie jest w jej typie absolutnie, ale jak ładnie dom zrobił samemu wszystko wykończył sam, z gustem, jakie ma ciekawe nowe hobby -fotografika. No i nagle ostatnio, piątkowy wieczór przy winku sms-owanie na służbowym tel., którego nasilenie obserwuje od paru miesięcy po godzinach pracy. Zadaje pytanie z kim tak zażyle komunikujesz „tak to ten Marcik”. Pytam „o czym tak dyskutujecie” „a bo poradza się mnie coś o lustrzankach”. Lustrzankę jak jej kupiłem 10 lat temu to może tydzień się nią bawiła. Sobota kontynuacja sms-ów w ukryciu, wychodzę z łazienki telefon gaśnie lub zmienia ekran, w niedziele dalej, nie wytrzymuje, z dala od dzieci zapraszam na rozmowę do pokoju, biorę oba jej telefony. Żona jest podrażniona/nerwowa. Z kim tym razem „Marcin coś napisał”. Każę jej pokazać mi rozmowę. ”Nie twoja sprawa, gówno cię to obchodzi”. Walczę, tłumaczę, wreszcie zostawiam temat, zajmuje się sobą, tzn. naprawą jej samochodu. Mam wymienić akumulator w Poniedziałek, ona weźmie mój. Naładowałem jej ten akumulator, ale i tak trzeba wymienić. Budzę się w nocy o 2 i już spać nie mogę, budzę ją o 5 „wyspana?” „Czemu mnie budzisz cholera jasna” „Powiedz gagasiowi że jak ja będę urywał sen w nocy bo on spoufala się z moją żoną po godzinach pracy to ani jemu ani jej to na dobre nie wyjdzie” , „Spierdalaj huju”. Odpalam jej auto wracam „możesz jechać, odpalił” „A co nie będziesz mi tego akumulatora wymieniał dziś” „Chyba sobie kpisz ze mnie, poproś kolegę”. A ona: „Ma ciebie w tym domu nie być jak wrócę z pracy mam dość, gówno z ciebie nie facet”. Spakowałem małą walizkę i pojechałem do matki, dzień czy dwa później dzieci na pianino zabrałem, na basen. Zrobiłem im obiad jak zawsze, zdalnie popracowałem w „naszym mieszkaniu” znikając zanim wróci z pracy. We Wtorek samochód jej stanął na głównej trasie w drodze do pracy, pierwszy telefon od paru dniu i szloch w słuchawce „Przyjedź, nie wiem co robić”. Ja do niej „Nie nie przyjadę mam pracę, dzwon do kolegi”. Zostawiłem jej w domu krótki list że łatwo nie będzie, bo musze znaleźć kwaterę, że pewne trudy i koszty na pewno przejdą również na nią i że ja nie zaakceptuję zachowania z sms-ami po godzinach pracy. Napisałem poczekajmy aż emocje opadną po czym spróbujemy negocjacji/mediacji i napisałem że wierze że nam się uda osiągnąć konsensus. Potem żałowałem ostatnich dwóch słów. Teraz już trzy dni nie chodzę tam. Mam wszystkiego po uszy. Czy mnie zdradza nie wiem ale coś przeczuwam, nawet jeśli nie, to coś czuję żę to będzie miało miejsce niedługo, może już nie raz zdradzała. Po paru letniej edukacji RedPill, zbliżając się do 50lat, zdrowie zaczyna szwankować i trochę się boję że zostanę sam, że będę cierpiał, rozwalę rodzinę jak się będę rzucał. Z drugiej strony jak ktoś tam napisał „Lepszy bolesny koniec niż ból bez końca”. Ona mi od dawna już mówi że zależało to jej kiedyś, że musiała to wszystko wyprzeć, być obojętną. Ja nigdy jej nie zdradziłem, nigdy mnie nie widziała pijanego, może na paru weselach i to z umiarem. Szkoda mi dzieci, już lata temu nie móc wytrzymać tej jej „insecurity” chciałem odejść. Wiedziałem że również te moje pewne braki emocjonalne nie pomagają, więc krytycznie w stosunku do siebie pragnąłem nie zafundować tego dzieciom. Matka powtarzała „przeciągaj strunę, niech te dzieci choć podrosną trochę” Kurwa czy to musi się skończyć. Chce być twardy i pokazać jej że to ona ma mi teraz pokazać że jej zależy, w końcu się zaangażowała w jakimś stopniu, to nie jest nic. Nie mam dowodów na zdradę fizyczną, nie wiem czy chce mi się bawić w szpiegowanie telefonów, wielkie rozmowy. Od paru dniu tak chodzę po ulicach naszego pięknego miasta, chwilami godzę się że to się już kończy, momentami dostaje poczucia pewnej wolności, jakiejś energii którą tak jakbym potrzebował bo gnije od lat. Obserwując kolegów i ich potworne sprawy rozwodowe, manipulacja dziećmi, stracone zdrowie i owoce pracy - boję się. System sądów rodzinnych jest dla facetów okrutny. Chce jej powiedzieć nie rób tego kroku, nie sięgaj po adwokatów bo nas wydoją, sąd mnie ujebie, wszyscy stracimy, dzieci ty ja. Szarpie się z myślami „powiem jej że jak mnie uwikła w sądy to spierdolę tak jak ojciec i wszyscy będą cierpieć”. Samemu zrobimy to lepiej, podzielimy majątek, tata będzie aktywny regularnie, nawet samochód jej pomogę naprawić jak coś tylko nie sięgaj po sądy. Ja rozwodu nie potrzebuje bo nigdy się już nie hajtnę. Ona jeśli kiedyś pozna kogoś i będzie chciała ślubu to wtedy jej dam rozwód. Ja jako facet mam już wpisane cierpienie i trud życia codziennego, żadna nowość. Ojciec zmarł na obczyźnie jak miałem 20 lat walczyłem, choć nie raz padałem jak pies i lizałem własne rany. Dzisiejsza emancypacja kobiet w tym wszystkim nie pomaga. Wasze rady tutaj często są dobre, powolutku bez nerwów, bez formalności mówi Poczciwy, uwielbiam Twoje rady, płakać mi się chce bo tylu tutaj ten sam albo wiele gorszy syf przeżywało, ja to nawet nie mam dowodów na prawdziwą zdradę a może było by lepiej jakbym miał, a może sam powinienem się puścić poużywać, wracać do domu z pokerową twarzą, ściskać i kochać mocniej niż kiedykolwiek, być jak….no kto, właśnie. Żony przenoszą miłość na dzieci, mężowie cierpią. A może jak sobie zacznę hasać to pobudzę w niej coś tak jak tu piszą, jak zobaczy że jej to wszystko umyka gwałtownie. Mam ładną żonę, kochającą dzieci, niedawno naprawiła swój kulfon za swoje pieniądze, szakale i hieny będą ją chcieć wyrwać mi. A może tak jak ja lata temu wyrwałem ją wilkom i szakalom to teraz ją im oddam, jeśli się nie zmieni i nie zrozumie mojego bólu. No właśnie, ale to sęk w tym że to ja muszę dokonać zmian żeby to ona się zmieniła. Zdrada wisi w powietrzu, rozpierdol małżeństwa tak samo. Wybaczcie że brak czegoś głębszego w temacie zdrady, no i chwała bogu że tu wszyscy jesteśmy dla siebie wsparciem, może i ja kiedyś będę mógł komuś posłużyć radą i ciepłem którego nam mężczyzną w tym chorym świecie tak dziś brakuje….i musimy być tacy twardzi.
13728
<
#1 | poczciwy dnia 03.03.2023 16:43
mexi,
Pierwsze co rzuciło mi się w oczy to to, że wychowywaliście się obydwoje w niepełnej rodzinie; nie wiem czy zdajecie sobie sprawę jak duże jest to obciążenie na przyszłość; nasze dzieciństwo ma ogromne przełożenie na dorosłość; jeśli z jakiegoś powodu to dzieciństwo jest w jakiś sposób zaburzone to chłoniemy nieodpowiednie wzorce zachowań, które później w dorosłości nieświadomie powielamy;
Czy w związku z Waszym dzieciństwem któregokolwiek z Was odbywało jakąś terapię?
Piszesz, że nie układało Wam się od początku, dlaczego zatem zabrnąłeś tak daleko?
Inna sprawa jeśli się nie układało od początku to jakie konkretne kroki podjęliście aby sytuacja się poprawiła? Czy cokolwiek Was kiedykolwiek tak naprawdę łączyło?
Na dziś ciężko Ci cokolwiek konkretnego doradzać bo w zasadzie sam nie wiesz w jakim położeniu się znajdujesz; inna sprawa, że samo zachowanie i odzywki żony do Ciebie świadczą o braku szacunku do Ciebie; Czy ona zawsze taka harda była czy dopiero teraz się taka stała?
Tak jak sam zauważyłeś na ten moment żadnych nerwowych ruchów nie wykonywałbym; fizycznie wróciłbym do domu, ale emocjonalnie starałbym się odciąć na tyle na ile jest to możliwe i zajął sobą i dziećmi; w tym czasie sam zauważysz w którym kierunku to zmierza; w międzyczasie sytuacja powinna się sama klarować; pamiętaj, że na jej zachowania i wybory nie masz wpływu, ale na swoje i owszem.
15320
<
#2 | edek dnia 03.03.2023 18:50

Cytat

#poczciwy dnia 03.03.2023 15:43
Piszesz, że nie układało Wam się od początku, dlaczego zatem zabrnąłeś tak daleko?
Czy cokolwiek Was kiedykolwiek tak naprawdę łączyło?

i to są najważniejsze pytania mexi

bo to

Cytat

Przechodziliśmy przez lata mega kryzysy, wariowała emocjonalnie jak ja chciałem wyjść, lub mówiłem dość, trzęsła się w płaczu, dostawała spazmów brzucha i histerii, zapewniałem że nic nie robię złego, bywałem załamany, chciałem skończyć już ten ból, zacząłem cierpieć na potworne zawroty głowy, przez lata.

Cytat

Nie mieliśmy chyba nigdy chemii umysłowej, wspólnych tematów lub pasji. Dom, dzieci, praca. W łóżku inicjatorem zawsze ja, sex był okey. Każda dyskusja lub debata kończyła się kłótnią i frustracją. Traciliśmy już siły, ciągłe rozmowy o rozstaniu, że to trzeba skończyć. Żona uważa że to ja zamknąłem w jej emocje, musiała stać się obojętna, chłodna.

bardziej przypomina jakąś zakontraktowaną relację SadoMaso, a nie związek
15627
<
#3 | mexi dnia 03.03.2023 19:47
Dziękuję #poczciwy
Tak, wychowanie w rozbitych rodzinach to jest cios na całe życie. Ja mam tą świadomość, żona nigdy nie chciała przyjąć tego do wiadomości, ma mi za złe że te nasze problemy tak bardzo na grzechy rodziców zwalałem. Ona mówiła zawsze że nic innego jak babcia, mama i dziadek nie znała i nie przeszkadzało jej to dopóki ja jej to utrwalać nie zacząłem -jej wad. Terapie "cognitive distortions" ja miałem jako 18 letni chłopak bo się staczałem, popadałem w nałogi. Opanowałem sie poszedłem na studia, skończyłem, dużo surfowałem po świecie, trenowałem różne dyscypliny sportu. Dlaczego tak zabrnęliśmy daleko - nie chcąc zafundować dzieciom braków/złych wzorców i tym samym spieprzyć im życie. A to że słabe jeśli chodzi o miłość i ciepło wzorce i tak dostają..., ale tłumaczymy sobie zawsze czy u innych jest tak kolorowo. Podejmowaliśmy różne kroki, ja przestałem gadać o tych grzechach naszych rodziców, ciągle mówić żonie jaki dumny jestem z niej, jak daleko zaszła i że zawsze ją będę wspierał. Inicjowałem różne pomysły -uściski i przytulas z rana i po pracy, dostawałem poklepanie po plecach często jak kolegę w bólu że mi się przytulać odechciało. Na terapie nie chciała iść , ale jej się wcale nie dziwiłem, naszych kolegów żony terapeutki od traum problemów par same sobie i rodzinom piekło porobiły w swoich związkach i sraliśmy na ich rady. Taka twarda i obojętna jest od roku dwóch. Dlatego podejrzewam że coś jest na rzeczy. Nie chce wracać do domu widzieć te siedzenie w telefonie służbowym, boje się że zaraz po jakiejś rozmowie wyleją się emocje i znów będę słyszał "nie chce cie tu widzieć już" Mamy mieć córeczki urodziny w najbliższym czasie w restauracji, może poczekam do tego dnia, przyjdę uśmiechnięty, może to będzie jakiś bodziec do rozmów. Poszedł bym już dziś do domu ale nie wiem czy bym się nie czół jak pies ze skulonym ogonem i czy bym jeszcze nie chcąc nie spytał się czy na sofie się mogę położyć lub coś w tym stylu, bo człowiek jest daleko od pełni sił. Dziękuję.
15627
<
#4 | mexi dnia 03.03.2023 19:53
łączyły nas dzieci, ich zajęcia, chodziliśmy czasami do teatru, kina, liczne podróże -doprawdy większość kończyły się nieporozumieniem i kłótniami bo każdy miał inne zdanie. Wyjścia do restauracji, chcieliśmy zawsze dobrze, nigdy ni było rękoczynów ale nam po prostu nic nie wychodziło a dzieci kochane, rozwijające się swoje pasje. Poświecenie to się nazywa chyba
15532
<
#5 | normalnyfacet2 dnia 04.03.2023 12:02
Z tego co piszesz to poleciałeś na jej urodę. Co was wcześniej połączyło, bo chyba nie miłość. Rozumiem że poznałeś laskę i w te pędy sprowadziłeś ją do Polski z myślą że jakoś to będzie. Wy od początku nie nadawaliście na tych samych falach i kwestią czasu było jak to się rypnie. 14 lat...przecież to kosmos już samo to jest ogromnym wyzwaniem. Zrobiłeś błąd jak wielu przed Tobą i po Tobie zrobi, nie mając nic tylko podejrzenia robiłeś dym. Jak dla mnie Twoje zachowanie wynika z tego że od lat się ścieracie a od roku ona zachowuje się jak koleżanka - bzykacie się czy i to padło?- teraz Ciebie trafiło bo poznałeś chociaż jedno imię - Marcin - i to spowodowało u Ciebie wyrzut emocji. Jak już pisałem błąd chociaż rozumiem emocje. Ale nie możesz robić tak że najpierw robisz dym a później odpuszczasz.Tak niczego nie osiągniesz. W tym momencie potrzebujesz informacji a Ty znowu odpuszczasz - tak nic nie osiągniesz. Jak Ciebie stać wynajmij firmę i niech oni sprawdzą czy ona buja się z innym. Ty jak widać do tego się nie nadajesz. Musisz mieć codzienny kontakt z dziećmi nie możesz uwarunkować kontaktu z nimi od jej reakcji na Twoją obecność w domu - pytanko, czyj jest dom że z niego wyszedłeś? - pamiętaj że teraz ona może Ci zarzucić porzucenie rodziny. Dajecie swoim dzieciom bardzo złe wzorce.
13728
<
#6 | poczciwy dnia 04.03.2023 12:09

Cytat

Ja mam tą świadomość, żona nigdy nie chciała przyjąć tego do wiadomości, ma mi za złe że te nasze problemy tak bardzo na grzechy rodziców zwalałem

Powinieneś mieć świadomość, że niektórzy ludzie po prostu są niezdolni do autorefleksji i wglądu w siebie; nie chcą za żadne skarby skonfrontować się z własnymi deficytami i słabościami; przyczyn takiego stanu rzeczy może być ogrom; jedno jednak jest pewne - nie zmusisz nikogo do pracy nad sobą a tym samym do pracy nad relacją; jeśli ktoś ma "burdel" na strychu to nie można z nim na dłuższą metę stworzyć autentycznej i zdrowej relacji; wszystko to będzie oparte na powierzchownościach bez głębszych uczuć i zaangażowania;

Cytat

Dlaczego tak zabrnęliśmy daleko - nie chcąc zafundować dzieciom braków/złych wzorców i tym samym spieprzyć im życie.

A dziś co im fundujecie jak myślisz?
Oczywiście dzieci zawsze są motywatorem do podjęcia wysiłku na rzecz utrzymania rodziny, ale nie za wszelką cenę; to często wygodna wymówka przed konfrontacją z prawdą o sobie i partnerze/partnerce; lęki powodują, że tkwimy w czymś co i tak nie wróży przyszłości; wolimy się jednak upajać złudzeniami, że druga strona zrozumie, dostrzeże, podejmie walkę;

Cytat

łączyły nas dzieci, ich zajęcia, chodziliśmy czasami do teatru, kina, liczne podróże -doprawdy większość kończyły się nieporozumieniem i kłótniami bo każdy miał inne zdanie.

Spójrz prawdzie w oczy, czyli nie łączyło Was od początku w zasadzie nic; oczywiście poza podświadomym głodem stworzenia normalnej rodziny, której nigdy nie mieliście; wyrok jednak był tylko kwestią czasu bo brnęliście od początku w coś co nie mogło się po prostu udać biorąc pod uwagę wszystkie okoliczności;

Cytat

Poświecenie to się nazywa chyba

A zdrowy związek i rodzina to wg Ciebie poświęcenie czy wybór?
Czy mieliście poza sobą jakieś pasje? Mieliście jakieś zajęcia poza domem? Czy każde z Was poza wspólnym życiem miał coś co dotyczyło tylko jego?
15119
<
#7 | acine dnia 04.03.2023 15:20
Mexi, opisjujesz seks ze swoja zona w ostatnim czasie ze z jej strony taki troche oschly czy jakos podobnie to wyraziles. A zastanawiales sie czy ona w ogole dochodzi do orgazmu z toba czy majac na mysli seks z nia opisujesz nam tylko swoja egoistyczna potrzebe?
5991
<
#8 | Upadly dnia 04.03.2023 15:21
Czesc

Niestety jesteś kolejna ofiara która zatruła sobie umysł skrajnym Redpillem i ich pogladami. Nie za bardzo rozumiem jak inteligentni ludzie mogą tak mocno wierzyc w ten badziew. Wiadomo, ze kobiety sa inne i to skrajnie niz my (szczegolnie jezeli chodzi o emocjonalnosc) ale nie nalezy demonizowac tez ich zachowan. Tak jak w przypadku mezczyzn sa dobre i złe, uczciwe i niewierne. U Ciebie juz podwaliny relacji były kiepskie a mimo to dalej w to brnales pozniej tlumaczac swoje irracjonalne zachowanie jakims Redpillem gdzie nalezalo po prostu zmienic wybranke zawczasu.

Pozdrawiam
15320
<
#9 | edek dnia 04.03.2023 16:47

Cytat

mexi dnia 03.03.2023 18:53
Poświecenie to się nazywa chyba

Na to się u mnie mówi, że jesteś w "mylnym błędzie" i to od wielu lat.

Cytat

Od lat czytam RedPilla, studiuję psychologie dynamiki damsko męskich relacji, edukuję się,

A zrobiłeś sobie chociaż kilka ćwiczeń na poznanie siebie... np. taki strumień świadomości ?
15585
<
#10 | fullreset dnia 06.03.2023 09:35
Kto sieje wiatr ten zbiera burzę czy jakoś tak. Bez zbędniej psychologii - wbiłeś się w role beciaka na 100% - gotujesz obiadki, ogarniasz wszystkie sprawy itd., nie chodzisz na boki (nawet Ci nie w głowie). Na dodatek pozwalasz jej iść do korpo między facetów. Jaki tego może być efekt? A swoją drogą to może zdobyć jakieś konkrety bo snujesz przypuszczenia póki co.
15627
<
#11 | mexi dnia 06.03.2023 13:48
Dziękuję za rady.
Wróciłem do domu po 5 dniach, jakoś nagle pod wieczór mnie wzięło że rozwalę w ten sposób to wszystko. Rada "poczciwego" musi do mnie trochę przemawiała żeby lepiej wrócić. Jechałem z zamiarem nie gadać, położyć się na sofie, olać. Nie wyszło, już po wstępnej w miarę spokojnej rozmowie pojawiły się emocje. Moje podejrzenia jej zaangażowania się emocjonalnego z kolegą z pracy zostały oczywiście wyśmiane ( a miałem olać to), Przeszliśmy nawet na tryb rozmowy o rozwodzie, że zrobimy to łagodnie, bez win, zrobimy podział majątku. Mieszkanie w którym mieszkamy ja ciągle spłacam, to "nasza hipoteka", że możemy zrobić hipoteke tylko na żonę. Podkreśliłem że inne aktywa tj. działka bud. itp będziemy musieli tak sie postarać żebym ja sobie np. wybudował coś, czyli jej w tym interes też ma być żebym ja gdzieś mieszkał. No ale to już jakbyśmy chcieli sie odseparować całkiem. Obgadując temat uznaliśmy oboje że może nawet by się nam lepiej żyło jak by każdy był wolny czyli bez papierka. Że byśmy sie starali bardziej bo każdy po prostu mógłby iść swoją drogą. Nie wiem czy to realne, robić rozwód i dalej żyć pod jednym dachem. Poprosiłem wczoraj z uśmiechem żeby telefon służbowy chowała na weekendy. Nie podobało jej się to, ona chce widzieć co kto pisze z pracy bo ją to ciekawi co się dzieje itp. No ale mówi: "dobrze zrobię to ale ty upewnisz się że jak wracam z pracy codziennie to nie będzie w domu brudno, naczynia itp. Negocjator jak hej z niej. Odpowiedz do "acine" - żona dochodzi do orgazmu ale tylko z moim palcem, sama sie nie dotyka bo to dla niej jest dziwne, tak mówi. Ze mną w środku nie dochodzi, choć wszystko mam na miejscu i naprawdę robię dużo, liże ją nie raz godzinę lub dwie- dupa nic. Ktoś powie inny jej to daje. Nie rozumiem dlaczego ludzie nie chcą zrozumieć "poświęcenia". Każdy jak jest już coś nie tak, zdrada itp to finito, trzeba odzyskać swoje życie itp. A jakie to życie będę miał poza domem, widzę tych kolegów z kolejną babą, kolejne rozłąki, dzieci smutne, i tak to zadbali o siebie. Moje dzieci za 10 lat opuszczą dom, ja być może ten świat nawet wcześniej, i co tak się unosić. Robię w sumie trochę swoje sprawy anyway. Mam domek na wsi, las i pola gdzie regularnie sam wyjeżdżam na tydzień lub dwa. W okresie letnim wychodzę z mieszkania na ryby/działkę i coś tam sobie ciągle dubię. Czasami wskoczę w samolot i pod pretekstem szukania drobnych inwestycji dogadzam sobie w hotelu jedzonkiem i piwkiem, nie zdradzam jak juz wspominałem, ale przechodzi mi to przez myśl czy nie powinienem. Jak gdzieś wyjdę i potańczę i wracam taki szczęśliwy to żona od razu ciągnie do mnie bardziej. To już jest taka dziwna psychologia tego wszystkiego. "Upadły" krytykuje skrajnego RedPilla. W każdej filozowi mozna coś sobie upatrzeć i polubić, nie akceptuje w RedPillu wszystkiego, ale hipergamia kobiet, to że ona u niego musi czuć wartość, żę te Shit Testy ona podświadomie będzie mu robić zawsze, a on musi sie nauczyć odpierać i tym samym trzymać wartość. Czy to sie udaje to inna sprawa. "Fullreset" - a co mam jej zabronić teraz pracy z kolegami w corpo, to dopiero bym w jej mniemaniu stał się jako "loser" który sie boi itp. Jej zepsuty samochód odbieram dziś na lince z jej pracy, żaden amant nie naprawił Uśmiech Pojebane to jest wszystko czasami. Terapii ona nie zaakceptuje też. Sam mam pójść a jak ona zobaczy że na mnie działa to sie zastanowi.
15627
<
#12 | mexi dnia 06.03.2023 14:01
z tym "poświeceniem" to pewnie bym inaczej myślał gdybym miał twarde dowody zdrady żony.
15320
<
#13 | edek dnia 06.03.2023 18:21
mexi - to co Ci napiszę, pewnie i tak Ci się nie przyda, ale może komuś innemu...
Zdaje się, że nie widzisz jak Twoja historia wygląda okiem kobiety.
Żona rozmawiała sobie po godzinach z kimś z pracy, to się Tobie nie spodobało i tego zabroniłeś. Ona się nie posłuchała i przez to nie naprawiłeś jej samochodu, co więcej budzisz ją w środku nocy z jakimiś czerstwymi tekstami, wręcz groźbami. Najgorsze jednak było, że jak się samochód, który miałeś naprawić zepsuł na środku drogi to zamiast pomóc jej z realnym problemem, Ty coś zacząłeś bredzić o kolegach. Ubzdurałeś sobie jakąś zdradę i do tego zniknąłeś na kilka dni... a wszystko to, przez nic nieznaczącą (dla niej) rozmowę przez telefon..
i takie jazdy już od X lat...
15627
<
#14 | mexi dnia 07.03.2023 09:32
Dziękuję Edek za spostrzeżenie, też tak trochę czasami myślę, ale ten chłód i obojętność jej od roku/dwóch w stosunku do mnie nie na napawa optymizmem, życie w związku jakimś takim płytkim, od lat nie nadającym na tych samych falach, więc to wszystko się kumuluje. Muszę się zająć sobą, nie szukać, nie dochodzić nie wierności żony. Dzięki.
15532
<
#15 | normalnyfacet2 dnia 07.03.2023 09:52

Cytat

nie szukać, nie dochodzić nie wierności żony

Jeszcze zacznij ją przepraszać i będzie komplet. Ponawiam - wynajmij zawodowców i dowiedz się na czym stoisz.
15119
<
#16 | acine dnia 07.03.2023 10:12
Mexi, idz na terapie pomimo ze to bedzie kosztowac, pomino ze moze bedziesz musial pare razy zmienicac terapeute/ke. To jest jedyna droga na poprawe czy to siebie czy pokazanie dobrych wzorcow dla Twoich dzieci. Piszesz ze mozesz juz nie zyc ale za szybko sie poddajesz nie inwestujac w to co jest ci potrzebne.. Wytlumacze ci co to jest terapia i czego ona moze nauczyc. Ona moze pokazac nam inne spojrzenie na czlowieka ktorego wlasciwie brakuje w naszym procesie edukacji czy to w Polszy czy na Antypodach czy w USA. My edukujac sie uczymy sie o mysleniu logicznym, o racjonalnej analizie a nie uczymy sie o EMOCJACH. Ja nie wiedzialem co to emocje. Jak ktos mi mowil ze nie okazuje emocji to myslalem ze nie pokazuje na twarzy zadnej mimiki, jak doslownie daltonista ktoremu ktos mowi o kolorach. A po co jest to zrozumnienie owych emocji? Wlasnie by zwiazek byl szczesliwy to jest glowny powod ze nabywamy wiedzy jak dzialaja i co to sa w ogole emocje. Ja przez cale zycie naczytalem sie tysiace ksiazek i tam nie bylo nic o tym a sie naczytalem sporo. Dopiero zrozumienie ze np zajadajac w hotelu dobre jedzonko czy piwko tak naprawde "zajadam" emocje smutku, samotnosci osamotnienia czyli uciekam od przykrych stanow emocjonalnych.. Dopiero od terapeutow dowiedzialem sie o tych emocjach. Czesto pozniej myslalem czemu tysiace ludzi w okol nie wie nic o tych emocjach i tworzy martwe malzenstwa ktore potem tworza martwe dzieci i replikacja sie powtarza. NIe wiem dlaczego tak jest ze tysiace tych malrzenstw jest skazanych na cierpienie twania w apatii czy rozwody ale wiem ze jak na oceanie sa wysepki tak malzenstwa ktore wiedza o emocjach sa wlasciwie takimi wysepkami w oceanie zniszczonych malzenstw. Powtorze jeszcze raz nie wiem czemu tak jest, wiem natomiast ze ta nauka o emocjach jest stosunkowo mloda, szukalem nawet poczatkow od kiedy w nauce zaczelo sie mowic o owych emocjach i to jest stosukowo mlode odkrycie czyli jakby do niedawna cale populacje zyly w tych zniszczonych martwych malzenstwach. Wiem jedno ze nauka o emocjach narodzila sie w cywilizacji zachodniej i jest pewnego rodzaju produktem kulturowym, daje ona jakby swiatlo pieknych relecji bliskosci w zwiazku posrod oceanow oschlosci. Idz na terapie ratuj sie.
15320
<
#17 | edek dnia 07.03.2023 11:36
mexi - nie zrozumiałeś co chciałem swoim postem przedstawić.
Chodziło mi o to, że jeżeli nie masz konkretnych dowodów na zdradę (co daje jakiś procent szans, że jej nie było) to Twoje zachowanie do opisanej sytuacji jest delikatnie mówiąc irracjonalne. Ja wiem, że te emocje u Ciebie narastają od lat i to mógł być ich upust. Bardziej jednak obstawiam, że naczytałeś się "podręczników" ze "sposobami na kobietę" i próbujesz stosować zawarte w nich "rady". W efekcie pogrążasz siebie i swój związek jeszcze bardziej.

Cytat


normalnyfacet2 dnia 07.03.2023 08:52
Jeszcze zacznij ją przepraszać i będzie komplet. Ponawiam - wynajmij zawodowców i dowiedz się na czym stoisz.

to jest dobra rada.
Jeżeli chcesz cokolwiek u siebie zmieniać, najpierw musisz wiedzieć na czym stoisz.
15593
<
#18 | mrdear dnia 07.03.2023 12:28
Autorze,
pozwolę sobie napisać, że odnoszę wrażenie czytając Ciebie, że ściągnąłeś sobie własność z za granicy. Osaczasz ją z każdej strony, monitorujesz, ograniczasz i "pozwalasz"... No przecież jest Twoja....
Poza tym, jesteś niesprawiedliwy, pod pretekstem wyjazdów służbowych zabawiasz się w hotelach.... Tobie wolno jej nie?
Tak na prawdę, nie masz żadnego dowodu ani jej przyznania do zdrady a panicznie boisz się tego że Cię zdradza, choć sam ją okłamujesz...

Przeanalizuj swoje zachowanie, określ czego tak na prawdę potrzebujesz ... czego się lękasz? Czego ona potrzebuje i czego się obawia?
Nie jest też tak przypadkiem, że im bardziej Ty próbujesz się przybliżyć do niej ona się od Ciebie oddala?
13603
<
#19 | Oirb dnia 07.03.2023 13:51
Cokolwiek robisz i jaką decyzję podejmiesz obiecaj że nie polecisz w bok dla jakiś dziwnej zasady lub zemsty. Już chyba nie ma niczego gorszego niż być fałszywym dla siebie. Ja okazji miałem wiele, możliwości jeszcze więcej... Ale własnej zasady że nie zdradzam nie złamałem i moge patrzeć w lustro z uśmiechem.
15627
<
#20 | mexi dnia 08.03.2023 14:26
Dziękuję za komentarze. mrdear - ja jej nie okłamuje, ona wie że bywałem w ładnych hotelach (nie pisałem nic o wyjazdach służbowych tylko prywatnych, zresztą to tylko parę razy ostatnio). Szczerze, to nawet się chwali koleżankom/matce gdzie mąż pojechał, udostępnia nawet ciekawe miejsca gdzie bywałem na Facebook. Ją też wysłałem samą raz lub dwa razy żeby ode mnie i dzieci trochę odpoczęła. Nie podobało jej sie podróżowanie samemu."Edek" -no nie całkiem, z zepsutym samochodem zostawiłem, bo mnie wyzwała, kazała wyjść z domu po tym jak sie stawiłem że cały weekend smsuje z kolega z pracy. A muszę wszystko tolerować i być ciągle tylko "nice guy" Po tygodniu zabrałem zepsuty samochód, wytłumaczyłem że nie ma korzyści jak ktoś jest świński do osoby bliskiej i zadziałało. Nie wiem, wczoraj rozmawialiśmy sporo, potem love making, mówiła że to wyjście z domu na tydzień było słabe, dzieci były smutne. Powiedziała wyjdź na dzień dwa ale nie na tydzień. Żona nie chce rozwodu ale uważa że powinniśmy zamieszkać osobno, stopniowo robić to, , najpierw podział majątku Uśmiech, dalej chce utrzymywać relacje intymne, wszystko z dziećmi wiadomo, tylko żeby codzienność mieszkania razem sobie odpuścić, bo nas niszczy. Ja jej że to furtka do rozstania pełnego, ona tak nie uważa i głęboko wierzy że to u nas odpali. Mówi jak to pragnie znów być kokietowana, brana na dancing. Mówię jej przecież byliśmy ostatnio.....widocznie za mało. Sorry guys -RedPill do mnie przemawia, sedno jego, że jak facet nie będzie dominował to kobieta go pożre, zdradzi, straci szacunek. Wyciągnijcie wnioski tych wszystkich dobrych mężów tutaj, pozwolili kobiecie rządzić nad nimi, mieć wszystko na zawołanie, gdzie ona ma dostrzec "wartość faceta" i nie chcieć tego stracić jeśli on sobie nie radzi bo ona rządzi. Nie piszcie proszę "widac po tobie" wiem ja też nie ogarniam spraw ostatnio ale zamierzam to zmienić, zająć sie sobą, tworzyć projekty dla dzieci i rodziny czy jej sie podoba czy nie. Nie wdawanie się w dyskusje z żoną już działa. Najlepiej "Co ty powiesz" "Nie gadaj" i cicho i zająć sie swoimi sprawami, biznesem, sportem, dziećmi...no i wiadomo obowiązkowo teatr/kino/restauracja regularnie z żoneczką z uśmiechem, pachnący, komplementujący itp. Zapewnia mnie że do zdrady nigdy nie doszło, że nie potrafiła by, ja zapewniłem podobnie, co jest prawdą. Wish me good luck. P.S. @Oirb -dokładnie ja również chce być fair dla siebie przede wszystkim bo ukryć to przed drugą osobą pewnie zawsze można ale potem za pewne nie łatwo z tym żyć....nie wiem
15627
<
#21 | mexi dnia 08.03.2023 14:49
jeszcze dodam, mojej żony kariera sie dopiero rozpędza. Juz w komentarzach słyszę "Ja sobie rade dam bez ciebie" "nie będziesz mnie w niczym ograniczał" , ale to dzieci ciebie potrzebują, przy czym zaczyna płakać. No własnie panowie i tu jest RedPill ponownie. Kobiecie chodzi przede wszystkim o dzieci, a kochający mąż ma ku temu pomagać i tyle. I jak zrozumiesz tą gorzką prawdę i przestaniesz sie dopominać (tak jak ja) o ciepło, miłośc i huj wie co jeszcze to ci będzie łatwiej...chyba p.s. wprowadzona parę lat temu granica "jednej lampki wina w delegacjach” już nie obowiązuje podobnież Uśmiech Nie miałem już siły i chęci się kłócić ponownie ale jeszcze wrócę do tej jednej lampki Uśmiech
15453
<
#22 | 123sprawdzam dnia 08.03.2023 15:54
Czyli teraz twoja żona chce ciągle czerpać z wszystkich korzyści jakie daje małżeństwo, ale sama chcę żyć jak singiel

Uśmiech

Musisz ją wyprowadzić z błędu, że tak to to NIE DZIAŁA.
13728
<
#23 | poczciwy dnia 08.03.2023 16:46
Wyprowadzka to prosta droga do rozwodu; miej tego świadomość;
Jak raz się wyprowadzisz z domu to już nie wrócisz; zwłaszcza jeśli nie będziesz biernie stać w miejscu tylko będziesz się rozwijać, czytać, analizować; wówczas będziesz z biegiem czasu bardziej świadomym człowiekiem i powrót do "protezy" szczęścia raczej będzie już niemożliwy;
to Ty wybierasz kierunek drogi bo Ty masz pełne dane na Wasz temat; warto jednak żebyś wiedział jakie to niesie za sobą konsekwencje; nie wszystko da się przewidzieć;
Ja stawiam jako pewnik - jeśli wyjdziesz z domu raz to już nie wrócisz; oczywiście nie mam na myśli wyjścia na tygodniowe chlanie z kumplami a realną wyprowadzkę;
15532
<
#24 | normalnyfacet2 dnia 08.03.2023 20:30

Cytat

Żona nie chce rozwodu ale uważa że powinniśmy zamieszkać osobno, stopniowo robić to, , najpierw podział majątku

To po co podział majątku? Chociaż jeśli będzie sprawiedliwie to nawet dobry pomysł, oczywiście notarialnie.

Cytat

żeby codzienność mieszkania razem sobie odpuścić, bo nas niszczy

Ona chce białego rozwodu, rozwodu z korzyściami, bzykanko będzie ale gdy sobie zasłużysz właściwą, potulną postawą.
Masz być dochodzącym mężem, złotą rączką, opiekunem do dzieci?
Spytaj jej czy ona chce wolnego związku pozostając w małżeństwie - gdyby co to ona miała Twoją zgodę.
Jak widzisz i słyszysz Ty już jej jako mąż nie jesteś potrzebny, Ty jako "człowiek" do całej reszty już tak.
Ona twierdzi że Ciebie nie zdradziła ale czy jej postawa, słowa, zachowanie to potwierdza? Nie, nie potwierdza bo gdyby tak było to Ciebie tutaj by nie było - prawda?

Cytat

Mówi jak to pragnie znów być kokietowana...

Czytaj - motylki zdechły i zrób coś żeby znowu latały. I tu masz odpowiedź dlaczego ona tak wypisuje z "kolegą"

Cytat

wprowadzona parę lat temu granica "jednej lampki wina w delegacjach” już nie obowiązuje podobnież

Bo ona che być

Cytat

...brana na dancing

Tak jak poczciwy - wyprowadzka oznaczać będzie koniec małżeństwa tylko powolnego i pełen Twoich oczekiwań że coś się naprawi a tymczasem Ty będziesz cierpiał a ona będzie się "rozwijać". Niestety ale raczej nie będzie lepiej - ona robi KARIERĘ i nic z tym nie zrobisz, tak jak mówiłeś zająć się sobą, dziećmi w ten sposób przesuniesz w czasie to co i tak się wydarzy. Tylko czy dasz radę tak żyć?
I nadal proponuję detektywa.
15320
<
#25 | edek dnia 08.03.2023 23:25
mexi - mam nadzieję, że kiedyś zrozumiesz jedną rzecz. W prawdziwym związku opartym na solidnych fundamentach nie ma miejsca w dłuższej perspektywie na manipulacje. Jeżeli kobieta odmawia facetowi seksu... bo nie tak się zachował, nie kupił kwiatów, nie zabrał do restauracji, za późno wrócił... mimo, że jej samej się chce... to jest to manipulacja. Po jakiejś kłótni.. może się zdarzyć. Jednak jak dla niej to "standard" w osiąganiu swojego "celu" to jest to czysta manipulacja. Wtedy to nie jest związek tylko kontrakt w którym ty mi coś to ja ci coś.
Te rady o których poczytałeś to nic innego jak manipulacje, a związek jaki chcesz stworzyć to zwykły kontrakt.
Jak chcesz żeby to tak wyglądało to po prostu podpisz (jak to w USA modne) z żoną umowę.. wtedy będziesz miał wszystko jasno napisane co żona może, co Ty możesz, ile razy w tygodniu co robicie.. jakie kary i za co macie...
Będzie jasno,przejrzyście i nie będziesz musiał kombinować jak i co na żonie wymusić, a Ona na Tobie.
15652
<
#26 | Apostata dnia 10.04.2023 11:40
Jak ktoś napisał sprowadziłeś sobie młodą żonę obcą kulturowo. Mam wrażenie że grubo się przyczyniłeś swoim zachowaniem, zaborczością i kontrolą.

Cytat

Sorry guys -RedPill do mnie przemawia, sedno jego, że jak facet nie będzie dominował to kobieta go pożre, zdradzi, straci szacunek.
albo będzie miała dość toksycznej relacji ;]

Dodaj komentarz

Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.

Oceny

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony
Zaloguj się lub zarejestruj, żeby móc zagłosować.

Brak ocen. Może czas dodać swoją?