Wyszukiwarka


Nawigacja
Strona Główna
Dodaj zdradę
Artykuły
Kontakt
CZAT (jest 0 zobacz kto)

Ekipa portalu
Test na wierność
Portal w pigułce


Wasze zdrady
Zdradzone przez męża
Zdradzeni przez żony
Zdradzone przez chłopaków
Zdradzeni przez dziewczyny
Zdradzeni w innych związkach
Zdradziłem - zdradziłam
mama/tata zdradza

Wzory dokumentów
Porady prawne

Zbanowani użytkownicy
Polityka cookies
Postrzeleni kulkami
Użytkowników Online
Gości Online: 13
Brak Użytkowników Online

Zarejestrowanch Uzytkowników: 13,905
Najnowszy Użytkownik: Beer900
Ostatnie Artykuły
Potęga przebaczenia
Jak rozwiązać proble...
Dziecko ofiara małże...
Życie po zdradzie
Ból emocjonalny R...
Reklamy...
Feralne urodziny
Zdradzony przez żonęCzołem, fajnie, że trafiłem takie forum - może pomoże mi pozbierać myśli.

Od początku: ja 40 lat, żona 42, małżeństwo od prawie 20. Trójka dzieci - 18, 16, 7. Rzadko imprezujemy, bo najzwyczajniej w świecie nie lubimy, wolimy posiedzieć sami lub ze znajomymi (w małej ilości). Alkohol - żona sporadycznie piwko w domu (ze 2 piwka co 2-3 miesięce, więc naprawdę sporadycznie), ja - jeszcze bardziej sporadycznie. Młodość mieliśmy aż za mocno szaloną, więc już się wyszumieliśmy. Jednak jak powiemy sobie, że pijemy na imprezie, to pijemy na 100%. ;P


Sytuacja: urodziny brata, grill z alkoholem. Mi nie wchodziło, więc piłem "na 80%". Po północy wszyscy byli już wcięci, karaoke, tańce. Żona ze znajomą tańczyły w towarzystwie dwóch innych gości (widzieliśmy ich pierwszy raz). Jeden z nich zapytał się mnie, czy nie mam nic przeciwko temu, że moja żona tak tańczy z innymi (na tarasie), a ja tymczasem siedzę w domu przy karaoke. Co miałem odpowiedzieć? Że mam 100% zaufanie do żony, jeśli chce tańczyć - niech sobie tańczy, przecież nic się nie dzieje.
Na imprezie bawiło się jeszcze kilkanaście osób, jedni tańczyli, inni bawili się w karaoke, kto chciał siedział przy ognisku, albo w domu...


Jak zwykle na takich imprezach, nie musieliśmy się pilnować ani trzymać na łańcuchu. Zawsze potrafiliśmy się znaleźć, jeśli była potrzeba albo ochota. Jeśli któreś z kimś wychodziło lub "znikało" - informowało drugą połówkę o tym gdzie i z kim jest. No, ale około drugiej zorientowałem się, że od jakiegoś czasu nie widziałem żonki i zainteresowałem się, co tam u niej...


Obszedłem ogródek, dom; stwierdziłem, że pewnie jak zawsze ma telefon w kieszeni, więc zadzwoniłem. Cisza. Druga runda, łącznie z zajrzeniem do łazienek, kolejna próba zadzwonienia... lipa. Zajęło mi to łącznie jakieś 15 minut (zaczepiany przez innych gości, a i nie szukałem jakoś panicznie). Wyszedłem przed dom, poza ogrodzony teren, odpaliłem fajkę i postanowiłem zadzwonić jeszcze raz. No i zobaczyłem - światełko w tunelu. Za rogiem i za kolejnym rogiem (na szczęście z siatki, żeby nikt mnie nie posądzał o fantazjowanie), tam, gdzie światło cywilizacji już ledwo co sięgało, zaświecił telefon. W ręku mojej żony opartej o słupek, a nad nią wisiał jeden z gości, z którym jakiś czas temu wywijała na parkiecie (jakieś podskoki, nie żadne tango). Jak obuchem w łem. Wytrzeźwiałem w kilka sekund (heh, nie sądziłem, że jest to możliwe) i zapytałem się "co tu się odpierdziela"? "My tylko rozmawiamy" - odpowiedział typ, zaś moja żona odpowiedziała agresją w stylu "po co się przypierdzielasz"?


Zażądałem od żony wytłumaczenia sytuacji, ale strzeliła focha. Próbowałem oddalić się, abym teraz ja mógł zapytać na osobności żonę o co chodzi. Typ zaś pomimo moich kilkunastokrotnych nawoływań "nie idź za nami", "nie mów do mnie", przeszkadzał mi w nawiązaniu kontaktu z żoną swoją mantrą "tylko rozmawialiśmy" i "nie chcę żebyś bił za to żonę" (sic!). W końcu nie wytrzymałem, złapałem żonę za rękę i pociągnąłem za sobą, aby oddalić się od gościa, ten mnie szarpnął... no i tak jakoś poszło, że swoje dostał (choć wielu ludzi mówi, że nie zna spokojniejszego człowieka ode mnie). Gospodarze z częścią gości odprowadzili go (awanturował się ponoć jeszcze), z żoną nie doszedłem do kontaktu. Znamy się od lat, więc wiem, że świadomość zostawiła już w którejś szklance. ;)


Tyle z brazylijskich seriali. Zostaje rzeczywistość. Boli nie tyle sam fakt "flirtu" po alkoholu... bo to już przerabialiśmy na pewnym weselu naście lat temu. Nie potrafiła się (też już na odcięciu) oprzeć członkowi bandu. Ech - zachowała się wtedy podobnie, dostała plaskacza na otrzeźwienie (to był pierwszy i jedyny raz, kiedy uderzyłem żonę), pofochowała przez dwa dni, ale jak przypomniałem o co poszło, to temat się urwał i żyliśmy dalej normalnie. Nawet myślałem, że zdążyłem zapomnieć o tej sytuacji, ale wróciła po latach.


Tutaj jednak sprawy poszły dalej - rozumiem jak zachowuje się człowiek w stanie upojenia, ale nie szuka się miejsca z daleka od wszystkich rozmawiających w parach, trójkach czy innych konfiguracjach tylko po to aby porozmawiać; nie ignoruje telefonu męża... chyba, że nie chce się być przez niego znalezionym. No i reakcja po - zero skruchy. Wręcz przerzucenie winy na mnie, bo czepiam się nie wiadomo o co. Zawiodłem się potrójnie. Wolałbym nawet zastać ich w łóżku, ale gdyby żona okazała jakąś skruchę.


Minął prawie tydzień. Nie potrafię skupić się na niczym. Zaczynam podejrzewać, że wiem jak czują się schizofrenicy. Przed oczami ot tak zaczynają pojawiać się obrazy... wystarczy, że jakieś słowo wywoła skojarzenie i wyrywa przynajmniej godzinę z życiorysu. Tysiące pytań.
Momentami nosi mnie tak, że rozszarpałbym żonę, albo zerwał panele... ale wiem, że poczułbym się gorzej. Gdy więc myśli nachodzą, udaję przed samym sobą, że śpię. Tak, póki co jest mi najłatwiej się ich pozbyć. Z czasem odejdą. Oby. Boję się tylko wielu skojarzeń, które pewnie będą wracać przez lata.


Żona oczywiście poczuwa się do winy i źle jej z tym, jak widzi, że się męczę. Gdy opowiedziałem jej co widziałem, wróciły do niej pewne wspomnienia... ale oprócz tego nie pamięta nic więcej. Od innych gości, nie znających całej sytuacji (poszukiwań) sprawa wyglądała prosto: "napił się i przywalił do żony za to, że gada z jakimś gościem i jeszcze go oklepał".


Znamy się nie od dziś, więc wie, że rzadko co jest w stanie wytrącić mnie z równowagi, a jeśli w grę wchodzi bicie kogoś na urodzinach brata, to znaczy, że nie było innej opcji. Pierwszego dnia postawiłem jasny warunek "totalna abstynencja dla obojga". Komicznie jest mi teraz napisać, że jestem pewny, że to w pełni rozwiąże problem "rozwiązłości", ale wiem, że tak będzie.


Co dalej? Nie wiem. Z jednej strony, przekreślać wszystko przez taką "duperelkę?". Kto z nas jest świętoszkiem w związku? Samą "zdradę" można traktować kategorią sukcesu "chciał złowić pijaną, ale mu przeszkodziłem, ha!"... ale ciężko mi przełknąć to "zlanie sprawy". Sam nie raz byłem nachlany, ale zawsze była granica "uważaj! mama dzwoni! nie odbierasz na własne ryzyko". Jak się coś odwaliło, to też miało się świadomość konsekwencji, co najwyżej się je bagatelizowało.


Da się zapomnieć? W przypadku, gdy chciałbym, aby ta sytuacja przekuła się w fundament - jak sprawniej wrócić do normalności? Czytałem tu o kuszącej ścieżce samorozwoju, ale boję się o to, że żona pozostawiona sama sobie nie będzie potrafiła samodzielnie odbudować zaufania i odda walkowera, a szkoda by było. Nas, dzieci... lat.

Dać czas sobie (tylko na co - myśli i tak będą wracać niezależnie od tego czego bym nie wybrał)? Zająć się sobą i liczyć na to, że czas sam wyleczy rany, a żona odbuduje zaufanie samodzielnie? To chyba tak nie działa... myślę, że to raczej buduje się razem.
Czy może od razu zająć się "nami", bo ten etap - odbudowy związku i tak będzie trzeba przejść? Jest sens czekać aż "się samo wybaczy"? To już chyba zostanie w głowie na zawsze.


Sorry za chaos, ale chyba po prostu musiałem się wypisać.

No i jeszcze jedno - bo z tym też się biję. Taka rozmowa na boku w opisywanej sytuacji mieści się w kryterium zdrady? Bo może się rozckliwiam i to ja potrzebuję plaskacza na otrzeźwienie?
Komentarze
Strona 1 z 9 1 2 3 4 > >>
poczciwy dnia lipca 29 2022 22:42:14
Cześć,
Zacznę od końca; pytasz czy takie coś kwalifikuje się pod zdradę; oczywiście to zależy od tego jakie granice zostały przez Was ustalone wcześniej; zdradą dla mnie jest każde oszustwo, zatajenie prawdy,bo przecież jeśli nie ma się nic na sumieniu to nie ma ku temu podstaw aby to robić; jest to świadome sabotowanie relacji; ale to dla mnie; ktoś inny może mieć inne zdanie;

Zastanów się nad tym co napisałeś o abstynencji; czy naprawdę chcesz być policjantem w tym związku? Na jak długo wystarczy Ci sił? Czy to rozwiązuje problem czy tylko go maskuje? To nie jest żadne rozwiązanie... to klasyczne zamiecenie sprawy pod dywan;
Czytałem tu o kuszącej ścieżce samorozwoju, ale boję się o to, że żona pozostawiona sama sobie nie będzie potrafiła samodzielnie odbudować zaufania i odda walkowera, a szkoda by było. Nas, dzieci... lat.

Jeśli jesteś pewien tego co napisałeś to co Ty chcesz ratować? Po co Ci ktoś obok komu nie zależy? Po co Ci ktoś kto nie potrafi albo nie chce zawalczyć? Czy to jest oznaka miłości? Wsparcia? Dlaczego bierzesz na siebie ciężar odbudowy czegoś w czym nie Ty zawiniłeś? Zawsze rozwiązywałeś za nią problemy? Daj jej się wykazać, wówczas poznasz jej prawdziwe zamiary; to jest proste jak cep, jeśli jej zależy to przepłynie wpław ocean atlantycki, jeśli nie to choćbyś stawał na głowie z dużym prawdopodobieństwem to się i tak rozleci; tyle, że odwlecze się w czasie;
To ona jednostronnie zerwała "umowę" i to jej zadanie aby ją odpowiednio "aneksować"; Ty możesz wykazać tylko dobrą wolę, ale nic ponadto; już nic nie musisz, tylko możesz;

aster dnia lipca 30 2022 08:47:29
Problem u was powstaje wtedy gdy za dużo procentów jest w głowie żony. Czy ona ma tego świadomość, że nie wolno jej pić w towarzystwie znajomych/nieznajomych bo wtedy puszczają jej hamulce i przekracza granice, o czym później nie pamięta? Czy zdaje sobie sprawę, ze rani Ciebie, może zniszczyć sobie i Tobie życie, doprowadzić do rozpadu rodziny?
Zdażyło się to tylko dwa razy w waszym długoletnim małżenstwie a zobacz jak znacząco wpływa to na wasze życie a przede wszystkim na Twoje samopoczucie.
Jeszcze jedna kwestia, może poprzez alkohol chce coś Tobie pokazać, że coś ją boli.
Możesz to rozwinąć
Sam nie raz byłem nachlany, ale zawsze była granica "uważaj!

Dla Ciebie była granica ale czy w mniemaniu żony już jej nie przekroczyłeś?

normalnyfacet dnia lipca 30 2022 10:57:43
W ręku mojej żony opartej o słupek, a nad nią wisiał jeden z gości...

Rozumiem że żadnych macanek, całowania itp. nie było?
A jeśli tak to co Ciebie ruszyło
- że nie odbiera telefonu
- że z obcym gościem wyszła pogadać
- że facet nad nią wisiał
- podejrzenie że chciała Ciebie zdradzić
Jeśli to ostatnie to zrobiłeś często powtarzany błąd - zareagowałeś za szybko, gdybyś poobserwował to MOŻE mógłbyś mówić o zdradzie a tak -według mnie - wiesz że żona zachowała się niewłaściwie i miałeś pełnie prawa się wkurzyć ale czy takie zachowanie można uważać za zdradę - myślę że nie.
Boli nie tyle sam fakt "flirtu" po alkoholu... bo to już przerabialiśmy na pewnym weselu naście lat temu. Nie potrafiła się (też już na odcięciu) oprzeć członkowi bandu. Ech - zachowała się wtedy podobnie, dostała plaskacza na otrzeźwienie (to był pierwszy i jedyny raz, kiedy uderzyłem żonę), pofochowała przez dwa dni, ale jak przypomniałem o co poszło, to temat się urwał i żyliśmy dalej normalnie. Nawet myślałem, że zdążyłem zapomnieć o tej sytuacji, ale wróciła po latach.

Tutaj jednak sprawy poszły dalej - rozumiem jak zachowuje się człowiek w stanie upojenia, ale nie szuka się miejsca z daleka od wszystkich rozmawiających w parach, trójkach czy innych konfiguracjach tylko po to aby porozmawiać; nie ignoruje telefonu męża... chyba, że nie chce się być przez niego znalezionym. No i reakcja po - zero skruchy. Wręcz przerzucenie winy na mnie, bo czepiam się nie wiadomo o co. Zawiodłem się potrójnie.

Co takiego zrobiła żona że dostała plaskacza na weselu, bo piszesz że zachowała się podobnie ale teraz zachowała się gorzej.
Skoro rozumiesz postępowanie człowieka wstanie upojenia alkoholowego to wiesz że
- oddaliła się nie świadomie
- oddaliła się świadomie
Ty musisz zdecydować którą opcje wolisz
Dlaczego w tamtym momencie i jej stanie oczekiwałeś skruchy od żony skoro była nachlana?
Piszesz że momentalnie wytrzeźwiałeś ale żona pewnie nie.
Dlaczego tak bardzo bierzesz do siebie słowa osoby nachlanej?
Wolałbym nawet zastać ich w łóżku, ale gdyby żona okazała jakąś skruchę

Nakręcasz się, bo na pewno chciałbyś zobaczyć że daje tyłka gościowi? Ale powiedziałaby przepraszam i nie byłoby problemu?
Przecież wiesz że to bzdura - nie nakręcaj się.
Minął prawie tydzień. Nie potrafię skupić się na niczym. Zaczynam podejrzewać, że wiem jak czują się schizofrenicy. Przed oczami ot tak zaczynają pojawiać się obrazy... wystarczy, że jakieś słowo wywoła skojarzenie i wyrywa przynajmniej godzinę z życiorysu. Tysiące pytań.
Momentami nosi mnie tak, że rozszarpałbym żonę, albo zerwał panele... ale wiem, że poczułbym się gorzej. Gdy więc myśli nachodzą, udaję przed samym sobą, że śpię. Tak, póki co jest mi najłatwiej się ich pozbyć. Z czasem odejdą. Oby. Boję się tylko wielu skojarzeń, które pewnie będą wracać przez lata.

To co Ty tam zobaczyłeś?
Czy NIE zobaczyłeś a sobie dopisujesz?
Żona oczywiście poczuwa się do winy i źle jej z tym, jak widzi, że się męczę.

Czyli jednak okazała skruchę? Wie że postąpiła niewłaściwie i przeprosiła. Czyli dostałeś to czego oczekiwałeś ale od trzeźwej żony a nie pijanej co i tak by nie pamiętała - która skrucha ma większe znaczenie?
Co dalej? Nie wiem. Z jednej strony, przekreślać wszystko przez taką "duperelkę?". Kto z nas jest świętoszkiem w związku? Samą "zdradę" można traktować kategorią sukcesu "chciał złowić pijaną, ale mu przeszkodziłem, ha!"... ale ciężko mi przełknąć to "zlanie sprawy". Sam nie raz byłem nachlany, ale zawsze była granica "uważaj! mama dzwoni! nie odbierasz na własne ryzyko". Jak się coś odwaliło, to też miało się świadomość konsekwencji, co najwyżej się je bagatelizowało.

Ale kto każe Ci zlewać sprawę?
Musisz rozmówić się z żoną i powiedzieć wszystko co Ciebie uwiera, przemilczanie jest najgorszym wyjściem z tego zdarzenia.
Da się zapomnieć? W przypadku, gdy chciałbym, aby ta sytuacja przekuła się w fundament - jak sprawniej wrócić do normalności? Czytałem tu o kuszącej ścieżce samorozwoju, ale boję się o to, że żona pozostawiona sama sobie nie będzie potrafiła samodzielnie odbudować zaufania i odda walkowera, a szkoda by było. Nas, dzieci... lat.

Nie zapomnisz, po prostu z czasem będziesz o tym myślał mniej i mniej , później sporadycznie a jeszcze później z przypadku.
Rozmowa/y tylko tak to przerobicie.
Nie wiem o jakiej ścieżce mówisz i co masz na myśli, może rozwiniesz myśl.
Dać czas sobie (tylko na co - myśli i tak będą wracać niezależnie od tego czego bym nie wybrał)? Zająć się sobą i liczyć na to, że czas sam wyleczy rany, a żona odbuduje zaufanie samodzielnie? To chyba tak nie działa... myślę, że to raczej buduje się razem.
Czy może od razu zająć się "nami", bo ten etap - odbudowy związku i tak będzie trzeba przejść? Jest sens czekać aż "się samo wybaczy"? To już chyba zostanie w głowie na zawsze.

Nakręcasz się.
Rozumiem że żona już drugi raz zachowała się źle i to dwa razy po wódzie ale czy w życiu codziennym też wchodzi w relacje z innymi facetami?
Jasne że boli że flirtuje/flirtowała z innymi ale jesteś pewien że to zmierzało do zdrady?
Czy tylko sobie dopisujesz?
No chyba że to nie było tylko wiszenie.
Jak dla mnie rozmowa lub kilka i iść do przodu jak żona jest kumata to alkohol odstawi na bok, bo z tego wynika jej słabość.
Prawda jest taka że nie upilnujesz ale czy pilnować musisz?
I jeśli ktoś ma coś do naprawienia to tylko żona. Spytaj ją jak teraz ona sobie to wyobraża, co proponuje.
Rozmawiajcie.

Lesny_dziad dnia lipca 30 2022 15:43:12
Poczciwy,

zastanów się nad tym co napisałeś o abstynencji; czy naprawdę chcesz być policjantem w tym związku? Na jak długo wystarczy Ci sił? Czy to rozwiązuje problem czy tylko go maskuje?

Jestem przekonany, że na trzeźwo taka sytuacja nie miałaby miejsca. Jestem tego wręcz (heh) pewny. Rozmawialiśmy wczoraj o tym i nie powiem - żonę lekko zabolało "nawet piwka w domu", ale wymiękłem... jeśli miałoby to być przy mnie i miało zwiększyć libido. Z alkoholu na imprezach jesteśmy w stanie zrezygnować ot tak. Nawet z samych imrez - nawet do tej pory, zaproszeni, zdecydowanie częściej woleliśmy zostać w domu albo wyskoczyć do lasu.

Jeśli jesteś pewien tego co napisałeś to co Ty chcesz ratować? Po co Ci ktoś obok komu nie zależy? Po co Ci ktoś kto nie potrafi albo nie chce zawalczyć?

To nie do końca tak z tym walkowerem, ale nie wyraziłem się jasno. Nie tyle "nie będzie potrafiła", co po prostu się podda, bo w grę wchodzą też zdrowotne problemy żony. Po prostu boję się, że może chcieć, ale się poddać i wycofać. Gdybym nie wyciągnął ręki do kogoś z kim żyję 20 lat, chyba nie mógłbym spojrzeć w lustro.


Daj jej się wykazać, wówczas poznasz jej prawdziwe zamiary (...) Ty możesz wykazać tylko dobrą wolę, ale nic ponadto; już nic nie musisz, tylko możesz.

Sęk w tym, że czuję się odpowiedzialny za to, co oswoiłem... pomimo, że potwornie użarło.




Aster,

Czy ona ma tego świadomość, że nie wolno jej pić w towarzystwie znajomych/nieznajomych bo wtedy puszczają jej hamulce i przekracza granice, o czym później nie pamięta? Czy zdaje sobie sprawę, ze rani Ciebie, może zniszczyć sobie i Tobie życie, doprowadzić do rozpadu rodziny?

Wydaje mi się, że od wczoraj ma tego pełną świadomość (wcześniej
bagatelizowała, ale po pytaniu "czy mam wierną żonę?" coś w niej pękło). Jeszcze nigdy nie widziałem, aby tak w ciszy zalewała się łzami, gdy wyjaśniałem co tak bardzo boli. Nie sądzę, aby pokonała taki wpływ alkoholu... a po co nam jakaś "domowa szkoła picia", gdy po prostu możemy z tego zrezygnować.

Zdażyło się to tylko dwa razy w waszym długoletnim małżenstwie a zobacz jak znacząco wpływa to na wasze życie a przede wszystkim na Twoje samopoczucie.

Tutaj historia robi się ciekawsza. Wczoraj, podczas rozmowy ot nagle do głowy wpadła mi jeszcze jedna sytuacja sprzed kilku lat, o której szczerze powiedziawszy zdążyłem zapomnieć. Co 2-3 lata wpada do nas dobra kumpela żony ze starych lat. Pewnego razu poszły się bawić, a ja od 2-3 w nocy dzwoniłem, dzwoniłem... i odchodziłem od zmysłów. Wróciły jakoś o 7 czy 8, jeszcze wstawione. Nie chciałem robić "awantury", więc słuchałem. Kumpela powiedziało coś, co wtedy też bardzo zabolało: "Strażak był zaaaajebiiiisty!". Próbowałem się wtedy dowiedzieć o co chodziło, dowiedziałem się tylko, że trafiły do dwóch kolesi, zasiedziały się w ogrodzie i spały w namiocie. Zapomniałem, znaczy się wybaczyłem. Wróciło po latach. Tam też pojawił się alkohol. Wszystkie inne wyjścia żony (na trzeźwo, albo na jedno piwo) - nie mam żadnych "zastrzeżeń".

Możesz to rozwinąć
Sam nie raz byłem nachlany, ale zawsze była granica "uważaj!
Dla Ciebie była granica ale czy w mniemaniu żony już jej nie przekroczyłeś?

To nie tak - będąc pijany w trakcie trwania małeństwa, raczej nie zbliżałem się do granic zaufania. To bardziej coś w stylu: wydrapuję serce scyzorykiem na rynnie, widzę radiowóz i od razu widzę konsekwencje. Albo sytuacja w stylu (do przyjaciela): nalewaj jeszcze ostatniego zanim wyjdę, ale szybko bo żona zobaczy. Shit, dzwoni - muszę spadać! Nie potrafię postawić siebie (robiącego coś "na boku"smiley w sytuacji "O, dzwoni! Olać." I faktycznie olać.


Normalnyfacet,

Rozumiem że żadnych macanek, całowania itp. nie było
?
Nie widziałem. Tylko żonę opartą plecami o płot i stojącego w bliskim kontakcie typa - praktycznie okrakiem nad jej nogami. Naprawdę blisko.

A jeśli tak to co Ciebie ruszyło
- że nie odbiera telefonu
- że z obcym gościem wyszła pogadać
- podejrzenie że chciała Ciebie zdradzić

Splot tych zdarzeń, który nie wygląda na nic innego niż intencjonalną chęć ukrycia się przede mną z kimś obcym. Tak, abym nie znalazł. Swoista "separacja". Nie znam Pana.

Co takiego zrobiła żona że dostała plaskacza na weselu, bo piszesz że zachowała się podobnie ale teraz zachowała się gorzej.

Zdecydowanie wolała towarzystwo amanta chcącego skorzystać z okazji niż moje i nie widziała przeciwskazań, pomimo tego, że jasno wyraziłem niechęć do takich zachowań, ale nie próbowała się ukryć. Pogadałem z grajkiem, z żoną, postawiłem granice i zostałem w jej oczach tym złym. Plaskacz z gatunku serdecznych "otrzeźwiej dziewczyno!". Po nim nie bawiliśmy się dobrze, ale bez jakichś spięć.

Skoro rozumiesz postępowanie człowieka wstanie upojenia alkoholowego to wiesz że
- oddaliła się nie świadomie
- oddaliła się świadomie
Ty musisz zdecydować którą opcje wolisz

Chciałbym "móc sobie wybrać opcję rzeczywistości". W mojej, nawet kompletnie pijany złapany na czymś czego naprawdę nie powinienem robić w żadnym wypadku, włącza się "o k... co ja odwalam?". Nie potrafię sobie wyobrazić aż takiego odcięcia świadomości przy jednoczesnym zachowaniu sprawności fizycznej, aby na tyle nie wiedzieć co się robi. Nawet jak się tego nie pamięta. Niestety, ale nie widzę innej opcji niż opcja świadoma. W tym samym momencie na terenie rozmawiało ze sobą sporo ludzi, kto z kim chciał. Dwójkami, trójkami. Oddalenie się poza teren musiało więc wynikać z "nie chcemy by nam przeszkadzano", nawet pomimo telefonicznych ostrzeżeń "gdzie jesteś?". Jeśli znasz inny możliwy motyw takiego odcięcia się dwóch świeżo poznanych, upojonych ludzi to wal. Postaram się to rozważyć.

Dlaczego w tamtym momencie i jej stanie oczekiwałeś skruchy od żony skoro była nachlana?

Może liczyłem na okoliczność łagodzącą.


Dlaczego tak bardzo bierzesz do siebie słowa osoby nachlanej?

Nie potrafię odpowiedzieć na to pytanie. Może dlatego, że jestem typem, który dwa razy pomyśli zanim powie.


Nakręcasz się, bo na pewno chciałbyś zobaczyć że daje tyłka gościowi? Ale powiedziałaby przepraszam i nie byłoby problemu?
Przecież wiesz że to bzdura - nie nakręcaj się.

Chciałbym być tego taki pewny.


Czyli dostałeś to czego oczekiwałeś ale od trzeźwej żony a nie pijanej co i tak by nie pamiętała - która skrucha ma większe znaczenie?

Oczywiście, że ta na trzeźwo. Jednak pozostaje jakiś taki żal, gdy pijany kierowca potrąci się, nie spróbuje udzielić pomocy, spierdzieli w krzaki i po dwóch dniach przyjdzie trzeźwy z bombonierą. W usta ciśnie się "teraz to sobie tę bombonierę wepchnij..."


Ale kto każe Ci zlewać sprawę?
Musisz rozmówić się z żoną i powiedzieć wszystko co Ciebie uwiera, przemilczanie jest najgorszym wyjściem z tego zdarzenia.

Rozmawiamy. Daje mi mówić, ale przy uzupełnianiu luk wciąż istnieją momenty których "nie pamięta", lub "nie chce pamiętać". No, ale to postaram się wyciągnąć i wziąć na klatę.

Nie zapomnisz, po prostu z czasem będziesz o tym myślał mniej i mniej , później sporadycznie a jeszcze później z przypadku.

Też mi się tak wydaje, tym bardziej, że wczoraj jednak ucieszyła mnie przypomniana "sytuacja strażaka" (jest o tym gdzieś wyżej w tym poście, w odpowiedzi do innego użytkownika. Uświadomiła mi, że skoro przebaczyłem już "nockę u kolesi", to i pewnie z czasem przełknę tę gorycz.

Nakręcasz się.
Rozumiem że żona już drugi raz zachowała się źle i to dwa razy po wódzie ale czy w życiu codziennym też wchodzi w relacje z innymi facetami?

Trzeci raz, trzeci raz po wódzie. Codziennie w relacjach z innymi, żadnych zastrzeżeń. Przez myśl jej nie przejdzie "zaczepiać" innych, bo i po co? Po prostu po wielu procentach dostaje "małpiego rozumu".

Jasne że boli że flirtuje/flirtowała z innymi ale jesteś pewien że to zmierzało do zdrady?

Przyznała wczoraj, że w naszych ramach związku taka sytuacja już jest formą zdrady i nie powinna mieć miejsca.

Jak dla mnie rozmowa lub kilka i iść do przodu jak żona jest kumata to alkohol odstawi na bok, bo z tego wynika jej słabość.

Też tak myślę. Co ciekawe, właśnie przyjechała do kraju przyjaciółka żony (42 letnia panna, Londyn, kultura picia). Z tego co wiem, od dawna planowały wyjście razem w ten weekend. Zapytałem więc o plany i dowiedziałem się, że takowe nie istnieją. Zrezygnowanie z takiej "tradycji" i możliwości "paplania w cztery oczy" musiało być sporym wyrzeczeniem.

Sporo pracy przed nami. Wielu ludzi odsyła do poradnika "34 kroki...", ale w naszej sytuacji, gdy "mój" problem ustawia się jednak na drugiej pozycji listy problemów w związku (bo pierwszym jest zdrowie żony); poradnik ten wydaje mi się być poradnikiem "jak zostać socjopatą i podbudować się kosztem związku". Póki co, obiecałem od siebie to, że jeśli pomoże mi znowu wybaczyć, będę ją wspierał, a nawet dorzucę coś więcej od siebie. Doszło do niej to, że "do trzech razy sztuka" może okazać się realne, mam nadzieję, że nie zmarnuje szansy, bo w związku jak to w związku (zwłaszcza już pełnoletnim), zawsze jest coś do ogarnięcia.

Dziś (pewnie po wczorajszej, długiej rozmowie), sporo ze mnie zeszło. Pewnie jeszcze wróci, ale lepiej się nie nakręcać. Zresztą co to za problem, w porównaniu do innych historii, które było mi tu przeczytać. Chyba faktycznie bardziej głupota i "małpi rozum" niż intencjonalna, emocjonalna zdrada.

...choć zabolało konkretnie.

poczciwy dnia lipca 30 2022 18:03:02
Jestem przekonany, że na trzeźwo taka sytuacja nie miałaby miejsca. Jestem tego wręcz (heh) pewny. Rozmawialiśmy wczoraj o tym i nie powiem - żonę lekko zabolało "nawet piwka w domu", ale wymiękłem... jeśli miałoby to być przy mnie i miało zwiększyć libido. Z alkoholu na imprezach jesteśmy w stanie zrezygnować ot tak. Nawet z samych imrez - nawet do tej pory, zaproszeni, zdecydowanie częściej woleliśmy zostać w domu albo wyskoczyć do lasu.

Troszkę nie rozumiem tego toku myślenia; tak jakby alkohol miał być jakimś usprawiedliwieniem i rozgrzeszeniem; a gdyby tak miała taką przypadłość, że nie mogła się powstrzymać na plaży widząc fajnie zbudowanych mężczyzn w negliżu to zakazałbyś jej chodzić na plażę?
Sprawa jest prosta nie umiem - nie piję; i ok postanowienie jest jak najbardziej słuszne; tylko podstawowe pytanie brzmi czyje ono jest? Twoje czy jej? Czy ona widzi problem w swoim zachowaniu? No raczej nie skoro powiedziała Ci, że robisz sceny; to podyktowane jest palącą się dupą i Twoim wymuszeniem; to nie jest jej wybór; to Twój wybór; rozumiesz różnicę? dostrzegasz ją?
To ona świadomie powinna podjąć taką decyzję i nie na podstawie Twojego pogrożenia palcem a na podstawie dostrzeżenia, że jej zachowanie jest niewłaściwe i niszczące coś co budowaliście kilkanaście lat; ona tego nie widzi; bo nawet nie dajesz jej tego dostrzec; nie dajesz jej przestrzeni i powodów do myślenia; wychodzisz przed szereg; stawiasz warunki w pośpiechu; próbujesz łatać nie swoje dziury; Ty bierz odpowiedzialność za to co Twoje a ona niech bierze za to co jej; tylko daj jej taką możliwość; nie musisz jej karać, po prostu daj jej przestrzeń do wykazania się; ot tyle i aż tyle;

normalnyfacet dnia lipca 30 2022 18:09:49
Co 2-3 lata wpada do nas dobra kumpela żony ze starych lat. Pewnego razu poszły się bawić, a ja od 2-3 w nocy dzwoniłem, dzwoniłem... i odchodziłem od zmysłów. Wróciły jakoś o 7 czy 8, jeszcze wstawione. Nie chciałem robić "awantury", więc słuchałem. Kumpela powiedziało coś, co wtedy też bardzo zabolało: "Strażak był zaaaajebiiiisty!". Próbowałem się wtedy dowiedzieć o co chodziło, dowiedziałem się tylko, że trafiły do dwóch kolesi, zasiedziały się w ogrodzie i spały w namiocie. Zapomniałem, znaczy się wybaczyłem.

Czy na drugi dzień na trzeźwo zrobiłeś awanturę? Rozmówiliście się? Bo jeśli nie to niejako dałeś zgodę na takie zachowanie(było to po weselu i klapsem?)
Bez urazy ale wychodzi na to że żona po wódzie jest łatwa. Bo jak inaczej nazwać to że wylądowała u obcego faceta i nie wróciła na noc do domu? Żeby aż tak się zapomnieć to musiała być zalana w trupa - przecież alkohol ulatnia się z głowy - chyba że się pije i pije i...
To tam doszukiwałbym się zdrady - był czas, była możliwość.
Nie widziałem. Tylko żonę opartą plecami o płot i stojącego w bliskim kontakcie typa - praktycznie okrakiem nad jej nogami. Naprawdę blisko.

Bo się pospieszyłeś i nie wiesz do czego by się posunęła. Ale skoro nie przeszkadzała jej jego bliskość...cóż, już się nie dowiemy.
Splot tych zdarzeń, który nie wygląda na nic innego niż intencjonalną chęć ukrycia się przede mną z kimś obcym. Tak, abym nie znalazł. Swoista "separacja". Nie znam Pana.

Tu masz rację. Ciekawe tylko kto kogo wyprowadził.
Zdecydowanie wolała towarzystwo amanta chcącego skorzystać z okazji niż moje i nie widziała przeciwskazań, pomimo tego, że jasno wyraziłem niechęć do takich zachowań, ale nie próbowała się ukryć.

Jeśli mam spekulować to może ta historia wpłynęła na jej zachowanie na imprezie. Znikła żebyś nie przeszkadzał.
Zachowanie podobne do tego ze strażakiem.
Chciałbym "móc sobie wybrać opcję rzeczywistości". W mojej, nawet kompletnie pijany złapany na czymś czego naprawdę nie powinienem robić w żadnym wypadku, włącza się "o k... co ja odwalam?". Nie potrafię sobie wyobrazić aż takiego odcięcia świadomości przy jednoczesnym zachowaniu sprawności fizycznej, aby na tyle nie wiedzieć co się robi.

Jeżeli byłeś pijany kilka razy to wiesz że gdy odcina Ci świadomość to i fizycznie zaczyna być problem. Więc jeśli nie zataczała się, nie było problemu z gadką to raczej wiedziała co robi i myślę że pamięta co się działo.
Nie oznacza to że posunęłaby się do zdrady ale flirt jak ze strażakiem czemu nie, bo wiesz kobiety lubią gdy im się schlebia.
Jeśli znasz inny możliwy motyw takiego odcięcia się dwóch świeżo poznanych, upojonych ludzi to wal.

A ten gościu przyszedł z żoną?
Rozmawiamy. Daje mi mówić, ale przy uzupełnianiu luk wciąż istnieją momenty których "nie pamięta", lub "nie chce pamiętać". No, ale to postaram się wyciągnąć i wziąć na klatę.

Nie pamięć bywa wygodna. Gdyby pamiętała to musiałaby przyznać co nią powodowało. I tak, nie można przejść nad tym do porządku dziennego.
Przyznała wczoraj, że w naszych ramach związku taka sytuacja już jest formą zdrady i nie powinna mieć miejsca.

Jeżeli ona tak twierdzi to wychodzi na to że już trzy razy zostałeś zdradzony smiley
Z tego co wiem, od dawna planowały wyjście razem w ten weekend. Zapytałem więc o plany i dowiedziałem się, że takowe nie istnieją. Zrezygnowanie z takiej "tradycji" i możliwości "paplania w cztery oczy" musiało być sporym wyrzeczeniem.

Proponuję zorganizować wieczorek u was w domu, zakupić alkohol, podłożyć dyktafon bo na bank obgadają imprezkę. Dowiesz się z pierwszej ręki co pamięta.

Lesny_dziad dnia lipca 30 2022 18:52:49
Poczciwy,
Ty bierz odpowiedzialność za to co Twoje a ona niech bierze za to co jej; tylko daj jej taką możliwość; nie musisz jej karać, po prostu daj jej przestrzeń do wykazania się; ot tyle i aż tyle

Całkiem możliwe, że niepotrzebnie przejmuję inicjatywę. Póki co sama zobowiązała się przedstawić gospodarzom faktyczny przebieg wydarzeń, żeby nie myśleli przypadkiem, że sobie coś ubzdurałem i zrobiłem trzodę. Jakie kroki podejmie dalej - nie wiem. Jeszcze o tym nie rozmawialiśmy


Normalnyfacet
Czy na drugi dzień na trzeźwo zrobiłeś awanturę? Rozmówiliście się?

Awanturę może nie, ale spokojną rozmowę jak najbardziej. W zasadzie ode mnie poznała szczegóły sytuacji, których potwierdzenie znajdywała w chwilowych przebłyskach tego, co pamięta.

Bez urazy ale wychodzi na to że żona po wódzie jest łatwa.

smiley

Bo się pospieszyłeś i nie wiesz do czego by się posunęła.

"śledzenie" byłoby dla mnie chyba jeszcze bardziej upokarzające - po to jest 100% zaufanie, aby nie sprawdzać.

Tu masz rację. Ciekawe tylko kto kogo wyprowadził.

Dziś pociągnę sytuację ze strażakiem, która nigdy nie została dociągnięta do końca (już widzę, że to był olbrzymi błąd). Może przy okazji dowiem się czegoś więcej o następnym.

Więc jeśli nie zataczała się, nie było problemu z gadką to raczej wiedziała co robi i myślę że pamięta co się działo.

Ech, i tak i nie. Zdecydowana większość imprez nie kończyła się takimi ekscesami. Szybko ją odcina i bywało, że sam dziwiłem się, że nie pamięta, choć nie było czego "nie pamiętać".

A ten gościu przyszedł z żoną?

Nie, przyszedł sam.

Nie pamięć bywa wygodna. Gdyby pamiętała to musiałaby przyznać co nią powodowało. I tak, nie można przejść nad tym do porządku dziennego.

Tego właśnie się boję, jeszcze dziś próbowałem lekko pociągnąć sytuację strażaka i oprócz nie pamiętam padło "to czego nie chcę pamiętać". Nad tym do porządku nie przejdę, dopóki nie uznam, że jestem pewien zamknięcia tego tematu.

Jeżeli ona tak twierdzi to wychodzi na to że już trzy razy zostałeś zdradzony

Póki co nie dostałem oprócz łez odpowiedzi na pytanie: Czy mogę powiedzieć, że mam wierną żonę?

Proponuję zorganizować wieczorek u was w domu, zakupić alkohol, podłożyć dyktafon bo na bank obgadają imprezkę. Dowiesz się z pierwszej ręki co pamięta.

Odpada. Wiem, że alkoholu i tak już po tym co powiedziałem nie ruszy. Wygadać też się raczej nie wygada, a daleki jestem od robienia "łapanek". Wolałbym już chyba dać sobie z tym wszystkim spokój.

Komentarz doklejony:
Normalnyfacet,

Wypada dodać, że już od poimprezowej pobudki widziałem po żonie, że od wiedziała, że jestem delikatnie mówiąc zły i nie protestowała ani nie wnikała czemu, więc coś tam pamiętała. Po prostu, gdy powiedziałem, że jedziemy, to wstała i pojechaliśmy do domu.

Po dojściu do siebie opowiedziałem jej o co chodzi, przetrawiła to i po kilku godzinach przeprosiła, obciążając się w pełni winą. Wolałem się powstrzymać od dalszych rozmów tego dnia. Poważnie zaczęliśmy rozmawiać po 2-3 dniach, do tego czasu żona próbowała zachowywać się w miarę normalnie.

normalnyfacet dnia lipca 30 2022 19:56:06
Awanturę może nie, ale spokojną rozmowę jak najbardziej. W zasadzie ode mnie poznała szczegóły sytuacji, których potwierdzenie znajdywała w chwilowych przebłyskach tego, co pamięta.

Żeby mieć jasność w kolejności
- strażak
- wesele
- impreza
tak?
Ciekawe jaki udział z tym namiotem miała jej koleżanka.
"śledzenie" byłoby dla mnie chyba jeszcze bardziej upokarzające - po to jest 100% zaufanie, aby nie sprawdzać.

Dumę to wsadź sobie do kieszeni - ona dwa razy zawiodła Twoje zaufanie a Ty mówisz o obawie że będzie moralniak?
I nie mówiłem o śledzeniu tylko zaczekaniu na rozwój sytuacji - znajdowali się w takiej sytuacji że albo poszliby dalej lub cofnęli. A tak masz rozkminę.
Tego właśnie się boję, jeszcze dziś próbowałem lekko pociągnąć sytuację strażaka i oprócz nie pamiętam padło "to czego nie chcę pamiętać". Nad tym do porządku nie przejdę, dopóki nie uznam, że jestem pewien zamknięcia tego tematu.
Póki co nie dostałem oprócz łez odpowiedzi na pytanie: Czy mogę powiedzieć, że mam wierną żonę?

Przy okazji zapytaj wprost - czy mnie zdradziłaś? Jak będzie płakać i milczeć to spytaj jak masz rozumieć jej milczenie.
Odpada. Wiem, że alkoholu i tak już po tym co powiedziałem nie ruszy. Wygadać też się raczej nie wygada, a daleki jestem od robienia "łapanek". Wolałbym już chyba dać sobie z tym wszystkim spokój.

I znowu męska duma się odzywa idąc tym tropem to po co ciągnąć temat jej zachowania?

Lesny_dziad dnia lipca 30 2022 20:37:54
Żeby mieć jasność w kolejności

wesele, strażak, impreza

Ciekawe jaki udział z tym namiotem miała jej koleżanka.

Sam już nie wiem czy nie chodzi o "namiot". Podejrzewam, że spory - wyzwolona dziewczyna, wiecznie szukająca idealnego partnera.

A tak masz rozkminę.

Ano mam, ale emocji czasu już nie cofnę.

Przy okazji zapytaj wprost - czy mnie zdradziłaś? Jak będzie płakać i milczeć to spytaj jak masz rozumieć jej milczenie.

Odpowie, że tak - w końcu ustaliliśmy już, że myślenie o sytuacji/ach w kategorii zdrady nie jest niczym dziwnym. Już dziś chyba próbowała wyjaśnić sytuację, ale wymiękła zasłaniając się tym "nie pamiętam i nie chcę pamiętać".

I znowu męska duma się odzywa

Oj tam. Po prostu jeśli coś ukrywa, to jest wiele innych sposobów i okazji aby wygadać się "bez wtopy". Toż pomimo tego, że nie ukrywamy nic przed sobą, mogę w każdym momencie pobawić się jej telefonem, ona usiąść przy "moim" komputerze; bez problemu da się usunąć ślad po rozmowie telefonicznej czy smsach. A w domu dzieci, ja. Gdybym teraz spakował nas, zostawił 2 butelki wina i powiedział "bawcie się dobrze", dziewczyny najpierw poszukałyby ukrytej kamery. smiley
To zupełnie nie w moim stylu, a żona wie, że moje słowo "abstynencja" już się rzekło.

Zbieram się przed kolejną rozmową, niedługo żona wraca z pracy. Zastanawiam się jeszcze ile pamięta lowelas... ale wątpię, aby chciał to przedyskutować zanim go "zabiję".

Komentarz doklejony:
PS wesele może 12 lat temu +/-2, strażak... ciężko mi określić, ale strzelam w 9-5. Średnio co 6 lat ;P

poczciwy dnia lipca 30 2022 21:42:50
Przy okazji zapytaj wprost - czy mnie zdradziłaś? Jak będzie płakać i milczeć to spytaj jak masz rozumieć jej milczenie.

Odpowie, że tak - w końcu ustaliliśmy już, że myślenie o sytuacji/ach w kategorii zdrady nie jest niczym dziwnym. Już dziś chyba próbowała wyjaśnić sytuację, ale wymiękła zasłaniając się tym "nie pamiętam i nie chcę pamiętać".

Nie chcę iść za daleko, ale musisz brać po uwagę każdy scenariusz;
jak ja byłbym świetnym manipulantem to też tak postąpiłbym jak Twoja żona; i też powiedział to co ona;
teraz na każde Twoje pytanie o zdradę odpowie tak zdradziłam nie musząc wchodzić w szczegóły; tym sposobem ukryje wszystko inne co się wydarzyło, jeśli w ogóle; dla mnie to po prostu podejrzane; życie mnie tego nauczyło...

Strona 1 z 9 1 2 3 4 > >>
Dodaj komentarz
Zaloguj się, żeby móc dodawać komentarze.
Oceny
Dodawanie ocen dostępne tylko dla zalogowanych Użytkowników.

Proszę się zalogować lub zarejestrować, żeby móc dodawać oceny.

Brak ocen.
Podobne zdrady
Reklama Takie tam, w urodziny.
Logowanie
Login lub e-mail

Hasło



Nie jesteś jeszcze naszym Użytkownikiem?
Kilknij TUTAJ żeby się zarejestrować.

Zapomniane hasło?
Wyślemy nowe, kliknij TUTAJ.
Aktywne tematy !!!
Feralne urodziny
Ciężki temat
Po latach... refleksja
Zdradzony przez zone
Czy mnie zdradza? Ja...
Takie tam, w urodziny.
Nie wiem co dalej
Ta druga - nieświado...
Zdradzona w ciąży i ...
.. witam w gronie:)
Masaż ciała
Po co mnie sprawdził...
historia bez happy endu
Boże dopomóż
31 lat razem
Zdrada
Zdrada
Zdrada po 7 latach z...
Miłość przezwycięży ...
Jak przestać myśleć ...
Zdradzony przez dzie...
Zdrada
Jak odnaleźć sens ży...
Zdradzilam
Powtórka
Shoutbox
Tylko zalogowani mogą dodawać posty w shoutboksie.

Beer900
10/08 23:33
Witam, 6 miesięcy temu znalazłem że żona pisze z kimś na snapczacie no i oczywiście dzwoni on do niej. Nic konkretnego tam nie znalazłem bo snapy się usuwają. Oprócz miłej pracy skarbie. Zapytałem ja

Archiwum
Reklamy
Masaż relaksacyjny
Copyright © 2007-2021 www.zdradzeni.info