| tomala | 14. Kwiecień |
| ankaK | 14. Kwiecień |
| Justyna_Sz | 14. Kwiecień |
| karol102 | 14. Kwiecień |
| madziara110 | 14. Kwiecień |
Jess | 00:08:47 |
Landexpzglosy | 01:17:39 |
JamesTon | 01:17:42 |
Crusoe | 01:27:39 |
#
poczciwy | 02:06:27 |

Czołem, fajnie, że trafiłem takie forum - może pomoże mi pozbierać myśli.
Cytat
A całkiem poważnie - uknułeś sobie, że jestem kimś, kto założył tu wcześniej inne konto
Jesteś osobą, która zanim coś napisze to dokładnie wszystko sprawdza, ważysz każde słowo, robisz to na sucho bez emocji, bardzo inteligentnie. Dlaczego tutaj kłamiesz? Ja napisałem, że mogło by tak być, a nie że jest. Widzisz różnicę ?. Rozumiem, że moje pytania są dla Ciebie niewygodne i dlatego je wszystkie zbyłeś.
Czy twój "najlepszy przyjaciel" wie o Tym forum? Może od niego się o nim dowiedziałeś ?
Cytat
Nie. Wszystko po to, żeby wymusić na żonie odpowiednie zachowanie.
Na chwilę obecną co zyskałeś:
- nie doszło do spotkania żony z tą złą koleżanką o którym wiedziałeś na długo przed urodzinami
- teoretycznie dowiedziałeś się więcej o strażaku (ta sprawa w tym wszystkim jest najbardziej niejasa, ale o tym kiedy indziej)
- wyjaśniłeś sobie z nią inne sprawy o których nie wspominałeś
- i najważniejsze. Żona chce się wycofać z jakiegoś wspólnego kompromisu, który uważasz za zgniłe jajo waszego małżeństwa.
Co zyskała żona:
- ?
Bardzo fajnie minął nam tydzień, ale musiałem zajechać do brata, gdzie dzięki "widokom", znów zacząłem "za dużo" myśleć. Dwa dni strucia, po których zacząłem "zadręczać" żonę swoimi pytaniami (bo nie mam zamiaru już nigdy więcej kisić takich i podobnych w sobie): jakie ma postanowienia, czy w ogóle je ma, kim jestem...
Żona się podłamała. Tak jak podejrzewałem, zwątpiła w siebie i zmieniła ton na: "jestem szmatą", "nie zasługuję na Ciebie". Wyjaśniłem, że to dopiero pierwszy powrót "sprawy" i przez X lat, jeszcze pewnie sprawa nie raz wróci. Jeśli mamy się z tym tak mierzyć, to już lepiej to zakończyć niż bać się wracać do tematu. Zrozumiała, że nie robię tego ze złości albo aby ją zdołować, czy pokazać kto jest lepszy (jak sugerował Edek, bo wiem, że żona to przeczyta... choć raczej nie podoba jej się publiczne rozwlekanie sprawy, ale jeśli mam taką potrzebę, to wiadomo - może to tylko zaakceptować albo nie), lecz robię to po to, aby jej pomóc, bo chyba nie do końca (tak mi się wydawało), zdaje sobie sprawę albo raczej zapomniała czym jest związek.
Poprosiłem o spacer przed dom, przy którym rzekomo obudziły się w namiocie. Zaprowadziła, pokazała. Przypomniałem wtedy sobie, że już raz mi go pokazywała. Przypomniałem sobie, że już kiedyś (tak jak teraz), szukałem w różnych miejscach zdjęć lotniczych i satelitarnych tej ulicy w różnych okresach czasu (bo nie mogę dokładnie ustalić daty wydarzeń "strażackich"
Postanowiłem jednak dokładniej rozliczyć się z historią. Spędziłem kilkanaście godzin na czytanie wiadomości na jej komunikatorach (maile, f
Po wstępie o tym czym jest absolutna szczerość, zadałem pytania:
1. Czy oprócz tych 3 sytuacji są jeszcze inne, co do których mógłbym "czuć się źle"?
2. Czy myślałaś na trzeźwo o randce / romansie?
3. Czy umawiałaś się z jakimś facetem lub facetami na sok / kawę / piwo?
Trzy razy padła odpowiedź "nie". Tu przyda się legenda: Ż - żona, M - nieznany mi facet, K - koleżanka
2011 (rozmowa koleżanką od strażaka):
Ż - Ja też chcę na randkę!!! nawet wiem z kim
K - poznałaś świntuszko znowu kogoś? aa mam prośbę:
Ż - heh, no niby nie, ale z widzenia znam i zawsze się czerwona robię jak gówniara jak go widzę - klient
K - fajny?
Ż - uhhhhhh przystojny taaaaaaki i fajną ma mimikę twarzy
K - hmmmmm... no hmmmmm
Ż - no ale wal, jaką prośbę?
K - jak teraz kogoś zromansujesz TO NA LITOŚĆ boską NIE opowiadaj nikomu jak ostatnio
Ż - ehh ciiiicho jasne
K - eeee tam romanse są ok czasem
2012 (po weselu znajomego, gdzie poszliśmy razem, ale ja "na pół gwizdka" byłem zobowiązany do "obsługi" imprezy, więc znikałem.) cała rozmowa bez cięć:
M - Hej...
Ż - no hej...
M - Co tam słychać jak tam po weselu?
Ż - kac trzymał mnie właściwie do wczoraj, masakra jakaś, ale już ok. Kilka pamiątkowych siniaków na nogach od tańców-wywijańców jeszcze zostało.
M - a też było nieciekwie ....
Tu się urwało bez odpowiedzi żony, ale zapytałem, czy widząc to mogę mieć teraz podejrzenia o to, że gość mógł być przez nią adorowany? W końcu chyba nieczęsto ludzie chcą się umawiać na piwko z czyimiś mężatkami, po znajomości trwającej dzień, właściwie tylko na weselu? Przyznała rację.
2014 (rozmowa z byłym mężem współpracowniczki - fragmenty)
Ż - Hej, zaglądałeś na pocztę?
M - Hej
Ż - Tak, napisałam i dalej coś mam pochromolone w ustawieniach, więc nie wiem czy doszedł mail do Ciebie, bo mi sie w wysłanych nie zapisał. Nieistotne, kiedyś sobie zajrzysz i przeczytasz jeśli doszedł.
M - Zrobię to jeszcze dziś
Ż - zmykaj, Tobie również miłego
[następnego dnia - jak wspominam ile minęło, to znaczy, że pomiędzy tymi rozmowami nic innego nie było]
Ż - puk, puk, i co doszedł mój mail - taki ciut długi?
M - Hej
Ż - No zdarza się
[pół miesiąca później]
Ż - hej. słodkie to Twoje zdjęcie
M - dziękuję
[pół miesiąca później]
M - Ranny Ptaszek
Ż - Że niby ja?
M - hehe... Ty, Ty... tytyrytyty...
[dwa miesiące później ]
Ż - a kto to po nocy siedzi? [0:50]
M -
Ż - nocny Marek
M - hehe zaraz pójdę spać
Ż - a więc spokojnej nocy i kolorowych snów
M - Wzajemnie
[pół roku później]
Ż - Hej Mistrzu, w porządku u Ciebie?
M - Hej
Ż - cieszę się. U mnie nie najgorzej
M - Już nie jeżdżę na szczęście
Ż - ojej, to nie jestem na bieżąco. A w XXX [naszym mieście] przebywasz? Miałam cichą nadzieję, że przywiózłbyś mi po znajomości garstkę białego śniegu
M - Tu i w moim XXX [miejscowość w której mieszka] Nie jeżdżę już bo zimno hehe. Niedługo znajdziesz śnieg na zewnętrznym parapecie swojego okna
Ż - Pewnie znajdę, ale wolałabym po prostu dostać go od Ciebie. A masz jakieś inne zajęcie, czy przerwę zimową od pracy?
M - Dałbym Tobie tyle śniegu ile zapragniesz, gdybym go miał
Ż - To ja życzę, żebyś jeszcze sobie troszkę poodpoczywał, a później znalazł zadowalające zajęcie. A z tym śniegiem to bardzo kochany jesteś - ja chciałam tylko garstkę
M -
Ż - rozumiem, że ci pasuję. Cieszę się i zaczynam czekać.
Było tam jeszcze wymienienie się numerami telefonów (w 2016) i od tego czasu w kontakcie jedynie "składanie życzeń z formułki" przez jedną i drugą stronę.
2014 (to był czas, gdy żona pracowała w hotelowej recepcji, pod hotelem bar) całość rozmowy bez cięć:
Ż - Hej, jak tam wieczór w barze się zakończył? Mam nadzieję, że XXX już się nie pytał dalej "co mi się stało"? [tu mój dopisek - XXX to kelner, współpracownik]
M - Na spokojnie wszystko. Posiedzieliśmy gdzieś do czwartej i do domu. Nie pytał się, ale ja często powtarzałem, że szkoda, że poszłaś.
Ż - O czwartej to jużsię na drugi bok przekręcałam
M - Trzymam za słowo, tym bardziej, że następny raz tuż po świętach, bo zostaję na kilka dni i na pewno was odwiedzę
Ż -
M - Po uśmiechu widzę, że piszesz się na to
Ż -
Uffff, doceńcie to, że przeklepałem to ręcznie. Po tym co przeczytałem żonie, zadałem ponownie pytania 1-3.
Zapytałem czemu mnie okłamała 3 razy odpowiadając "nie". Przecież fakty są zupełnie inne. Kim dla niej jestem? Usłyszałem że "skarbem na który nie zasługuję", że dziwi się jak jeszcze mogę jej dotykać, patrzeć na nią... najgorszą z najgorszych itp. Usłyszałem też, że ostatni tydzień (ten fajny), był najwspanialszym tygodniem w jej życiu, ale też to, że ona nie da rady, bo wie, że to nie ostatni cios dla niej i będę pewnie jeszcze często o tym wspominał. Tak jak podejrzewałem (choć pewności jeszcze nie mam), załamała się. Przypomniałem jej o "syndromie księżniczki" (nazewnictwo własne), który widzę nie od dziś u żony i kilkurotnie o tym już wspominałem. Coś w stylu mocnego syndromu Piotrusia Pana, nieliczenia się z cudzymi emocjami (myślę, że to zachowanie wyniesione z domu, ale to tylko moje domysły). Do tego warto wspomnieć o dość niskiej jak dotąd samoocenie żony, upodlonej jeszcze (to zrozumiałe) tym, co "wyciągnąłem".
Poprosiłem ją o jedno - pożegnanie się z koleżanką "od strażaka" i porad typu "romanse nie są złe, ale ciiii". Wspomniałem, że z chęcią poprosiłbym ją o zrezygnowanie z całego tego "soszjala", ale rozumiem, że pewne sprawy wokółszkolne, zawodowe czy rodzinne dzieją się tam. To nie jest też "samo zło".
Umówiliśmy się też na coś - gdy wspominała o tym, że "brudzi" - dlatego nie chce abym jej dotykał czy na nią patrzył, stwierdziłem, że jeśli ona brudzi, to ja mam rogi. Trochę to rozluźniło sytuację. Postanowiłem więcej nie męczyć tego dnia, a raczej już nocy.
Następnego dnia doczytałem jeszcze jedne z ostatnich wiadomości. Nawet miło się zaskoczyłem "ogarnięciem" dwóch koleżanek, które miałem za bardziej "roztrzepane". Na sam koniec zostawiłem sobie lekturę czatu z drugą z najbliższych koleżanek żony. 8 ostatnich lat - spoko, dom, dzieci, praca, babskie duperelki. Jednak przyszedł i 2013 (to był okres najmocniejszego kryzysu w naszym małżeństwie, bo jak pisałem - to ponad 20 letni związek - ciężko aby trwał zawsze na etapie słodkiego zauroczenia).
2013:
K - Chodź, idziemy na koncert dzisiaj!!!
Ż - Jezu nie! Jaka szkoda
czyli już stało się wcześniej coś, o co mógłbym być zły. Jak ja sobie w brodę pluję, że nie potrafię zlokalizować w pamięci roku wydarzeń ze strażakiem... ale myślę, że najmłodszej córy jeszcze nie było, więc na pewno przed 2014. No, ale już tego dokładnie nie ustalę.
Z tą koleżanką więcej żona rozmawia telefonicznie, więc z poważnych spraw trafiłem tam tylko na żalenie się żony w 2014 (ciąża), że tak dalej nie może. Koleżanka tłumaczyła, że winne są zawsze 2 strony (więc pewnie żona żaliła się na mnie). Padła też dobra rada: "najlepszy jest kochanek... który potrafi uskrzydlić".
Przytoczyłem wczoraj wieczorem jeszcze tę rozmowę. Zapytałem czy rada "Idź powieś za szyję swój związek na gałęzi. Niektórych ściągają i im się udaje". Zapytałem, czy ktoś kogo mam za przyjaciela rodziny daje takie dobre rady? Czy żona sama byłaby w stanie dać komuś będącemu w związku taką radę?" Bez konkretnej odpowiedzi... ale przyznała, że owszem, choć może na chwilę uskrzydlić, to żaden romans "nie jest ok", "nie jest najlepszy" i przyznała, że w pełni uprawnione jest to, że nie chcę więcej widzieć ich w domu... tak jak ona nie chciałaby widzieć więcej mojego przyjaciela (i jej dobrego znajomego), jeśli powiedziałby mi coś takiego. Zapytałem jeszcze raz o to, czy wie czym jest związek, czym jest szczerość? Czemu nie odpisała koleżankom na takie rady "chyba Cię pojebało", "no nie sądzę", ale wręcz przyznała rację? Stwierdziła, że raczej nie zdawała sobie sprawy z tego, że nawet pisząc takie głupoty (aby się lepiej poczuć), może zrobić komuś, a zwłaszcza mi krzywdę. Nie próbowała nawet ukrywać wiadomości. Ale "już zrozumiała. za późno, ale zrozumiała".
Oczywiście postanowiliśmy poszukać przyczyny. Na pewno za mało zainteresowania wychodzącego ode mnie "szukałam faceta", ale musiałem wspomnieć też o tym, że oddaliła się sama nieco po pierwszym porodzie i to ja byłem (niestety ale praktycznie zawsze) osobą inicjującą bliskość. Owszem - widzę swoje wady, nad którymi też muszę pracować, ale "zdradziłam bo..." nie jest żadnym wytłumaczeniem. Jeśli chcesz zdradzić, to mówisz "wolę tamtego", "chcę poszukać kogoś innego", a nie oszukiwać na boku kogoś w jednej z najpoważniejszych relacji pomiędzy dwoma ludźmi. Żona stwierdziła, że póki co, mówi do tej w lustrze, aby próbować ją "popchnąć do góry". Jednak wyjaśniłem, że bez pozbycia się księżniczki, niewiele z tego wyjdzie.
Przestała reagować wstrętem (raczej do samej siebie niż sytuacji), miły wieczór, miły poranek. Wyszła do pracy.
Na czym więc stanęło? Na tym, że byliśmy gdzieś obok siebie przez te lata. Żona przez ten cały czas (nie, żeby codziennie - z rozmów wynika "przygoda" co 2-3 lata, szukała moim zdaniem bardziej kobiecej atencji niż romansu. Nie tylko pod wpływem alkoholu. Od 2015 na FB właściwie brak "nieodpowiednich" akcji. Dostałem drugi raz obuchem, ale czuję, że muszę jeszcze powalczyć. Sprawdziłem wszystko co mogłem, powiedziałem wszystko co miałem do powiedzenia. Zostaje mi obserwować żonę aby upewnić się nad tym czy pracuje nad sobą czy też nie.
Żona usunęła jakieś 90% kontaktów z FB. Postanowiła ograniczyć kontakty z mężczyznami do absolutnego minimum (prawy rodzinne i zawodowe), aby ograniczyć sytuacje w których mógłbym "myśleć". Postanowiła też już więcej "nie wychodzić" beze mnie. Reszty nie da się ogarnąć na poziomie "od dziś" - to trzeba przepracować. Jednak najwięcej już zależy od chęci żony. Ja mogę jedynie już tylko wspomagać - dlatego musiałem wygarnąć to wszystko na raz, aby nie musieć wracać do takich mocnych ciosów np. za rok.
Kurczę, niby dowiedziałem się o tym, że nie tylko po alko, nie tylko 3 razy "szukała innego", ale jedną z głównych myśli, które plączą się w głowie jest to, że dziewczyna się pogubiła, może to przez wzorce, pewnie i przez wpływ koleżanek z ich dobrymi radami (jedna od 30 lat szuka stałego partnera), druga miała, ale nie ma, później znów miała i chyba ma, albo nie ma... no ekspertki. "kochanek uskrzydla", "romans nie jest zły...".
A miałem je za koleżanki, które szanują nasz związek i chcą dla niego dobrze. Z rozmów zaś wynikało bardziej to, że jestem dla nich "osobą blokującą wyjścia żony".
To Was zamęczyłem. Gratuluję tym, którzy dotrwali.
Komentarz doklejony:
Cytat
Edku, ja zadałem tylko pytanie. To Ty stwierdziłeś (i znów), że kłamię. Olać - nie chcę się z Tobą kłócić. Uważaj sobie co uważasz
Cytat
Nie wiem czy wie o forum. Nie sądzę. Nie mówiłem mu, że tu zaglądam.
Cytat
Cytat
- nie doszło do spotkania żony z tą złą koleżanką o którym wiedziałeś na długo przed urodzinami
...ale od jakiegoś czasu żona pytała się mnie czy może wyjść, bo nie ma problemu żeby np. spotkały się u nas w domu. To, że uważałem, że ma zły wpływ, nie oznaczało od razu, że nie chcę, aby się z nią widywała. Choć po tym co przeczytałem - nie chcę jej widzieć więcej na oczy. Jednej i drugiej.
Cytat
Raczej w ogóle dowiedziałem się czegokolwiek. Oczywiście, że jest najbardziej niejasna.
Ano. Połatany grzech zaniedbania.
Cytat
Akurat tu bardziej myślę o dzieciach i głównie ich życia dotyczy ten kompromis. Więc jedyne co mogę na tym zyskać, to ewentualną radość dzieci, które i tak nie będą raczej wiedziały co się zmieniło. Owszem, jest to dobre... ale serio myślisz, że mógłbym uknuć intrygę na forum aby wymusić coś na żonie? Prędzej dotarłoby do niej, gdyby przeczytała to na jakichś anonimowych wyznaniach na FB.
Cytat
Może męża. Czyli, że chciałbym tu ugrać jedynie coś dla siebie? No niestety - jeśli żona nie poprawi postrzegania siebie i nie tyle zaakceptuje, co odrzuci pewną cechę czy cechy, bez usprawiedliwiania siebie "taka jestem", "jestem zła"... to niestety zbyt wielkiego wpływu na to nie mam. Teraz mogę już chyba tylko sugerować, że jestem z nią.
Edek, rozumiem, że to forum dla zdradzonych, ale nie rozumiem czemu podejrzewasz mnie o jakieś dziwne intrygi. Uknułem sobie tak, że już prawie miesiąc pozbierać się nie mogę... bardzo dobry plan!
Komentarz doklejony:
CYTUJE... dziewczyna się pogubiła, może to przez wzorce, pewnie i przez wpływ koleżanek z ich dobrymi radami (jedna od 30 lat szuka stałego partnera), druga miała, ale nie ma, później znów miała i chyba ma, albo nie ma... no ekspertki. "kochanek uskrzydla", "romans nie jest zły...".
A miałem je za koleżanki, które szanują nasz związek i chcą dla niego dobrze. Z rozmów zaś wynikało bardziej to, że jestem dla nich "osobą blokującą wyjścia żony".
Wybacz stary ale to takie denne bzdury ze raczej już tylko sam w nie wierzysz i to z przymusu.... kazdy kto przeczyta te rozmowe z kolezanka, która odnalazles w mailu czy na czacie jedyne co moze Ci napisac to prawde - ze zona wcale tam nie byla pod zadnym złym wpływem, byla szczesliwa i rozochocona jakims nowym kolega i chwalila sie tym z dumą kolezance...
Cytat
To już wiem, przedstawiłem to jako chodzenie na bok z pierwszym lepszym, a raczej co fajniejszym
Cytat
Tak - nie przeszkadzało jej to ani trochę
Cytat
Tu nawet żona sama z siebie (gdy o nich mówiłem), stwierdziła, że jest taka sama. Przyznałem rację, jednak też dodałem, że jednak wciąż "pozwalam" żonie na więcej (w sensie wybaczam bliskim więcej niż dalszym).
Cytat
To też wiem - skarbu nie rzuca się w kąt.
Cytat
Tak - robiła to świadomie. Przez zagubienie rozumiem coś w rodzaju "od dawna nie widziała perspektyw, przestała walczyć / dbać, zaczęła szukać gdzie indziej"
Cytat
To na pewno
Cytat
Tego jeszcze nie wiem. Raczej żałuje swojej głupoty, może i tego, że się wydało. Mówiłem jej o tym, że lepiej, aby wszystko wydało się teraz niż coś miałoby się wydać za ileś lat.
Cytat
Też jestem tego zdania. Może nie wszystko, ale zdecydowanie więcej.
Cytat
Jestem tego świadomy. Jedna z najstarszych wiadomości do których dotarłem to była ta "znowu kogoś znalazłaś?" czy jakoś tak.
Cytat
To prawda - wiem, że do pełnej szczerości jeszcze żonie daleko. Tu przykład:
Już wczoraj, po skończonej rozmowie, dla rozluźnienia atmosfery rzuciłem "Z kim kelner zdradza żonę?". W którejś z rozmów z koleżankami padło "jak kelnerowi urodzi się dziecko, to może przestanie w końcu zdradzać żonę. hihihi, hahaha, hihihi.".
- Żona przygłupczyła "nie wiem".
- Jak nie wiesz, skoro wiesz?
- Nie wiem z kim zdradza żonę.
- Przecież możesz mi powiedzieć. To taka tajemnica?
- Ale ja nie wiem z kim teraz zdradza żonę i czy w ogóle zdradza.
- OK. Z kim wtedy kelner zdradzał żonę?
- Ale czy to ważne?
- Chyba możesz powiedzieć mężowi tak jak rozmawiałaś o tym z koleżanką. Przecież nikomu nie powiem, po prostu mnie to ciekawi. Z kim kelner zdradza żonę?
- Oj tak po prostu.
- No, ale z kim?
- Kobieciarzem jest, każdą zaczepia.
To, że jest kobieciarzem, to akurat wiedziałem... ale ile czasu musiałem wyciągać taką pierdółkę. Nie przekonuje mnie ani trochę taka forma szczerości. To jeszcze temat do przerobienia, o ile się uda.
Cytat
I uspokaja i nie. Ja wciąż widzę nadzieję, ale ciężko mi uwierzyć w pełną skruchę i szczerość.
Cytat
Zgadza się
Cytat
Tak - wspominałem jej o tym kilka razy. Zwłaszcza 3-krotną odpowiedź "nie" na wczorajsze pytania.
Cytat
To już wiem, przynajmniej 11 to już naście lat.
Cytat
myślę, że żona od razu wyczułaby spisek. Nie zostawiłbym czegoś takiego na wierzchu ze względu na dzieci. Jeśli nie chciałbym jej tego pokazać, raczej też przypadkowo nie zostawiłbym tego na wierzchu.
Cytat
Dzięki. Spędziłem dziś ze 2 godzinki z przyjacielem (podwózka), pogadaliśmy... tu rozmowa mi dużo dała, bo kolega praktycznie po dwóch rozwodach (oj grube sprawy, lubi wariatki), samotny ojciec. Ale bez problemu mogę przedstawić sytuację tak, że pomógł mi w dochodzeniu i nie było wcale ciężko... kolega z typu porywczych, raczej wydusiłby prawdę ze strażaka. Żona powinna uwierzyć.
Cytat
Możliwe
Cytat
Ponoć już nigdzie nie chce i nigdy nie wyjdzie... ale skąd mogę wiedzieć jak potoczą się losy?
Cytat
Po ostatniej akcji nie pytała o wyjście. Przed - jakoś marcu czy kwietniu wspomniała, że koleżanka przyjedzie, ale już rok temu nigdzie nie wychodziła i spotykały się u nas w domu.
Cytat
Ano - ostatni raz praktycznie w mojej obecności.
Cytat
Cytat
Najmłodsza cieszyła się "tygodniem szczęścia", ale starsze - na pewno widzą. Nie mam żadnych wątpliwości. Nawet nie raz zastanawiałem się, czy wtajemniczyć młodzież w to, co się dzieje, ale wiadomo - wolałbym im tego oszczędzić, jeśli to będzie możliwe.
Cytat
Ale ja to już wiem - jeśli chcemy spróbować coś odbudować, to mnóstwo pracy przed nami. Sęk w tym, że najpierw muszę odpowiedzieć sobie na pytanie, czy ta druga osoba chce budować to ze mną praktycznie od zera... bo co nieco jednak nas jeszcze łączy.
Wybacz stary ale to takie denne bzdury ze raczej już tylko sam w nie wierzysz i to z przymusu.... kazdy kto przeczyta te rozmowe z kolezanka, która odnalazles w mailu czy na czacie jedyne co moze Ci napisac to prawde - ze zona wcale tam nie byla pod zadnym złym wpływem, byla szczesliwa i rozochocona jakims nowym kolega i chwalila sie tym z dumą kolezance..
Nie neguję - jestem tego świadomy, że podobało jej się, nie żałowała i szukała okazji. Wspominałem też żonie o tym, że to były wyjścia na podryw a nie bycie przypadkowo poderwanym. Wielokrotne, z wieloma innymi.
Sam doszedłeś do wniosku że to nie alkohol był winny
Co dalej to Twoja sprawa Ty i tylko Ty decydujesz.
Nic nie napisałeś w jaki to sposób żona zadeklarowała naprawę Waszego związku cały czas Ty cos ogłaszasz a ona się zgadza bo jaki ma wybór raczej żaden z boczniaków nie zadeklarował się na panią z trójką dzieci/.
No więc co dalej?
Co dalej ona zamierza bo jedyny słuszny wniosek jaki do tej pory wyciągnęła to to że jest łatwa i na Ciebie nie zasługuje
Na koniec zaserwuje Ci bajkę kiedyś dawno temu jeden z adminów tegoż forum mi zaserwował świniopas i księzniczka
Ja Tobie poleciłbym bajkę o żabie i skorpionie
W wolnym tłumaczeniu :
Skorpion chciał się przeprawić na drugi brzeg rzeki i zobaczył żabę.
Prosił ja i prosił błagał i błagał by go przeprawiła na swoim grzbiecie.
Żaba oczywiście bardzo się bała i cały czas twierdziła ze przecież on ją zabije swoim jadem.
Skorpion sie jednak nie poddawał.
Tak długo prosił tak długo błagał i przekonywał ze żaba wreszcie się zgodziła.
W trakcie przeprawy tak gdzieś w połowie skorpion ukąsił żabę
Dlaczego to zrobiłeś zapytała?
JESTEM PRZECIEŻ SKORPIONEM JA TAK MAM
Komentarz doklejony:
Tak jeszcze z własnych spostrzeżeń i wniosków/
Wiesz kiedy ja tak naprawdę i na 200% wyczułem odebrałem odczułem ze moja była żona żałuje ze nie spędzi razem ze mną reszt swojego życia?
Jak wiedziała że straciła mnie bezpowrotnie i że powrót do mnie jest niemożliwy.
Komentarz doklejony:
co do szczerości swojej żony to o ile ja mogę uwierzyć że szczerze żałuje, ze hulanki i swawole już nie spotkają się u Ciebie z biernym Polacy nic się nie stało!
Jestem tez w stanie uwierzyć ze czuje do Ciebie przywiązanie ba nawet to ze Cię lubi
Nie wierzę że Cię kocha jako zdrajca jest samolubna więc kocha tylko siebie.
Wierze też że żałuje że związek się chwieje wszak Ty to bezpieczna przystań ciepły kąt wikt i opierunek ba czasem i w miarę udany seks tym fajniejszy im rzadziej jakiś boczniak pod ręką był.
Wierzę też że się teraz boi Ciebie stracić
Nie licz więc na jej szczerość bo to strach przed utratą Ciebie jej na tą szczerość nie pozwoli, bo zwyczajnie i po ludzku nazbierało się tego tyle ze ona nie ma bladego pojęcia czy to uniesiesz i czy jej darujesz
Pamiętaj też że trzodę zrobić zawsze masz czas
Komentarz doklejony:
Tak jeszcze z własnych spostrzeżeń i wniosków/
Wiesz kiedy ja tak naprawdę i na 200% wyczułem odebrałem odczułem ze moja była żona żałuje ze nie spędzi razem ze mną reszt swojego życia?
Jak wiedziała że straciła mnie bezpowrotnie i że powrót do mnie jest niemożliwy.
Tutaj radocha trafił w sedno sedna...
To, jakie autor ma powody by pisać tutaj historię jest jego osobistą i wewnętrzną sprawą i nikt nie ma prawa tego oceniać; jeśli ktoś jest zdania, że brakuje w tej historii autentyczności, jest nieszczera, nieprawdziwa to zwyczajnie może się w niej nie udzielać i nie poświęcać swojego cennego czasu;; to w jaki sposób autor podchodzi do tematu też jest jego sprawą; bo to jego życie i konsekwencje swoich wyborów będzie ponosił sam; zwłaszcza, że jako jedyny ma pełny obraz sytuacji i najwięcej danych; pewnie zapoznał się dobrze z portalem i zna schematy a ponadto dostał mnóstwo komentarzy i czy z nich skorzysta jego wybór;
Usilne wbijanie autora w jedynie słuszną drogę jest nieodpowiedzialnością; łatwo się pisze jeśli sprawa nie dotyczy nas samych co? proponuję piszącym - Ci, których mam na myśli pewnie zrozumieją, że o nich chodzi; trochę się zastanowić nad łatwością szastaniem i kierowaniem czyimś życiem; niejeden już pod wpływem impulsu i jak się okazało później fatalnych decyzji zrujnował coś co można było jeszcze uratować, żałując do końca życia, że dał się podpuścić do podejmowania złych kroków wg niektórych jedynie słusznych; oczywiście jako jedyny ponosił konsekwencje swoich wyborów bo dlaczego tzw doradcy mieliby je ponosić; opamiętajcie się co niektórzy i dajcie autorowi troszkę oddechu i przestrzeni; to jedyne czego na ten moment potrzebuje; wszystko co miał już przeczytał; dwa razy przecedził, odsiał i dokonał wyboru swojej drogi; Zna ciężar gatunku i jest zapewne świadomy z czym się mierzy; po prostu pozwólcie mu na to; na dokonywanie własnych wyborów; tyle.
Sam pisałem, że kto wie i czy ja nim nie zostanę. Ot internetowa dyskusja w grupie - choć wiele rad oczywiście okazało się być użytecznymi.
Owszem - z nas wszystkich to ja nie patrzę na sprawę "na trzeźwo", ale jak pisałeś - to jednak ja wiem o niej najwięcej i widzę na żywo reakcje kogoś, kogo codzienne reakcje jestem w stanie przewidzieć z 90% dokładnością. Raczej ciężko to udawać - aktorką dobrą nie jest.
No, ale o uczestnikach dyskusji. Zdaję sobie sprawę, że każdy z Was (nas) ma różne przeżycia. Jeden próbował ratować i się nie udało. Inny po "aferce" odszedł żyć swoim życiem, komuś się udało i po latach jest słodko aż się rzygać chce, niektórych zaś problem w ogóle nie dotknął, ale z chęcią służą radą. Kto jest kim? Nie wiem. Pozostaje więc wyciągać z tych porad swoje wnioski.
Jestem świeżo po rozmowie z żoną. O ile zawsze ciężko jej rozmawiać o emocjach, o tyle postarała się sporo wyjaśnić.
Strażak - sprzedałem bajeczkę o tym, że pomogłem dziś przyjacielowi, a on mi. Z grubsza tak, że nie było tak trudno jak myślałem, właściciel domu, po wyjaśnieniu historii okazał się być pomocnym i zdradził kto to mógł być. Znaleźliśmy i załatwiliśmy sprawę. Strażak okazał się być dość strachliwym, raczej na mojej żonie mu nie zależało, więc fajnie śpiewał próbując ratować swoją dupę... ale przyjaciel-wariat za bardzo zaszalał i nie dał się wygadać. Pewnie za to razem odpowiemy, ale było warto dowiedzieć się więcej. (uwierzcie, że taka sytuacja mogłaby zaistnieć - w sensie, doprowadzeni do takiego stanu moglibyśmy być do tego zdolni). I tu pytania o to czy zachodziły konkretne sytuacje (na pewno zabawa nie przeniosła się do domu? itp.). "nie przeniosła się", "Nie pamiętam". Nic nowego prócz "wylewu" o tym, że wtedy nie myślała o tym, że kogoś krzywdzi. Wiedziała, że robi źle, ale nie traktowała takich skoków w bok jako zdrada. Nie myślała o tym jak bardzo może mnie zranić... że zachowała się bardzo egoistycznie, wcale wtedy nie traktowała jak skarb itp.
Jak tam księżniczka? "siedzi na wieży".
Pewnie może to być "to co chcę usłyszeć", a może "chce teraz być tym, kogo chciałbym z powrotem mieć". Różnie może być, niektórym się udaje. Usłyszałem chyba już wszystko, więcej raczej nie wycisnę. Przeczytałem co się dało. Wiem na czym stoję. Chyba czas na to, abym dał wątkowi odetchnąć... i zaczął próbować przestać rozpamiętywać. Pewnie tu wrócę chociażby przeczytać, ale odezwę się już po ochłonięciu... może za rok - zdać relację, bo o rocznicy urodzin brata się pamięta.
Dzięki wszystkim!
Twoja żona na co dzień godzi się na to i nie ma z tym większego problemu. Jednak jak wypije odmienia jej się postrzeganie waszego związku. Czuje się duszona przez Ciebie i robi rzeczy jakie robi. Jest to manifestacja sprzeciwu wobec Ciebie, pokazanie swojej siły, swojego zdania (Ty to nazywasz księżniczkowaniem). Niestety najczęściej poprzez robienie głupot, które mają Ciebie zaboleć.
Na tych urodzinach u brata spędzałeś sporo czasu z żoną i prawie nie spuszczałeś z niej oka. Robiłeś to z daleka, bo chciałeś jej i sobie pokazać, że masz zaufanie. Jednak Ona lub On stwierdzili, że chcą "w spokoju porozmawiać" i dlatego zniknęli.
Im bardziej ją kontrolujesz, tym Ona bardziej się wyślizguje i odstawia numery. Im częściej odstawia numery, tym bardziej ją kontrolujesz.. a Ona trafiając kolejną okazję bardziej się wyślizguje...
Radę ciężko dać co z tym zrobić, bo wcale nie jest powiedziane, że jakbyś nie kontrolował to by było lepiej. Możliwe, że wtedy dopiero "rozbrykała by się" jeszcze bardziej.
poczciwy
spoko już zamilkam
Komentarz doklejony:
I na koniec jeszcze jedno... Twoje niedawne jeszcze wyobrazenie o zonie to ze jest zdołowana, załuje wstydziła by sie rozebrac przed obcym, ze nie dawala podstaw do podejrzen ze ja znasz itp.. a teraz jest tak jak jest a zona od kilkunastu lat ... wiesz sam co... Wniosek z tego taki ze aktorką jest o wiele lepszą niż ty detektywem
Komentarz doklejony:
czy ja dobrze rozumiem ze dales zonie link do tego forum... ona sledzi cala dyskusje, czyta nasze rady i podejrzenia i wie na co sie nastawiac? tak jak dzis napisales o koledze ze Ci pomoze itp ona na pewno to przeczytala i jak wyskoczyles z ta smieszna bajka bez ładu i składu to dziwisz sie ze nie zrobilo to na niej wrazenia? wiesz ze czytajac to co tutaj piszesz, obserwując Twoją postawe utrwalila sie w przekonaniu o Twojej słabosci i calej reszcie... a wertuje ten temat napewno od deski do deski...
Wybaczyłeś twoja sprawa ale najgorszą rzeczą jaką możesz zrobić jest odpuszczenia na miętko .No bo napisz jakie konsekwencje poniosła twoja żona . To że mówi "jestem szmatą , ścierką , nie zasługuję na ciebie " że widzisz że ma doła że przeżywa . Poczytaj sobie forum ,wszystkie tak mają .Skąd wiesz że ma doła że przeżywa bo ją znasz na 90% .Właśnie pokazałeś jak ją znasz .Może była słabą manipulatorką ale wprowadzając ją na forum dałeś jej możliwośc nadrobienia zaległości .
Biedny dzieciaku jesteś dobrym facetem ,i nie zasługujesz na to co cię spotkało .Powiem jeszcze że niejedno cię spotka . No ale za to masz coraz twardszą dupę .
Po co babrać się w gównie i narażać na stres i poniżanie .Masz dopiero 40 parę lat drugie tyle przed tobą .Zastanów się . Gdybym był na twoim miejscu nie miałbym takich dylematów .
minęły prawie 4 miesiące od początku tej przykrej sytuacji. Miałem odezwać się po roku, ale... obawiam się, że niestety mieliście rację. Możecie wypić piołunówkę.
Do rzeczy - po wyjaśnieniu sytuacji nastały 2 piękne miesiące. Zapewnianie o miłości, czułości, przytulenia, sporo seksu. Uspokoiłem się, właściwie nie wracaliśmy już do rozmów o problemach. No, ale sielanki zazwyczaj nie trwają wiecznie. Życie toczy się różnie, musieliśmy zmierzyć się z problemami finansowymi (do przeskoczenia w ciągu 2 miesięcy, nad czym dzielnie pracowałem). Do związku wróciła "normalność". Skończyło się przytulanie (choć wielokrotnie wyjaśniałem żonie jak jest dla mnie ważne), skończyły się czułe słówka. Nie powiem, że sam ich nadużywałem - chciałem dać żonie pole do popisu i zobaczyć jak rozwiąże się sytuacja. Z obietnic, które miały być "konsekwencją" zostały puste obietnice. Przez powiedzmy 3 miesiące (po postawieniu warunków), nie został wykonany żaden krok.... no może nie do końca, bo żona zrezygnowała całkowicie z kontaktu ze wspomnianymi koleżankami, uprzedzając je, aby już nigdy nie próbowały się z nią skontaktować. FB oczyszczony całkowicie z płci męskiej, jak i żeńskiej, poza osobami, z którymi musi mieć kontakt zawodowy lub "szkolnodziecięcy". Obiecała (przede wszystkim sobie, bo nie wymagałem tego, ani nie był to mój pomysł), że już nigdy nie będzie rozmawiać z żadnym facetem, a ilość znajomych na portalu społecznościowym się nie zmieni. Już po dwóch miesiącach, gdy wyszła do sklepu za rogiem, zacząłem się martwić co się z nią dzieje, bo zdecydowanie długo nie wracała, jak na wyjście "po mąkę". Po powrocie (jakieś 15-20 minut później niż powinby zająć drobne zakupy) oznajmiła, że rozmawiała ze starym znajomym. Na profilu FB także zaczęło przybywać (również i mężczyzna - "bo chciał dołączyć do szkolnej grupy..."
Minęły kolejne jakieś 2-3 tygodnie i w domu atmosfera zaczęła się psuć. Już nie byłem traktowany jak ktoś, kto dał jej spory kredyt zaufania. Związek miał się poprawiać, a wrócił na tory sprzed "feralnych urodzin". Przedwczoraj, zauważając to, zamknąłem się nieco w sobie. Wczoraj żona wróciła z pracy (pracowałem przy komputerze), rzuciła "cześć" "dzień dobry". Nie odpowiedziałem. Ze 3 godziny ciszy i zapytała się mnie o co mi chodzi. Wyjaśniłem, że nie tak miało być i jakoś nie widzę obiecywanej poprawy. No i się zaczęło "bo ty..., bo ty..., bo ty..." (przypominanie spraw sprzed grubych lat, ale żadne wielkokalibrowe), agresja, fochy. Stwierdziła, że nie widzi sensu naprawy i najlepiej gdybyśmy się rozstali, albo rozeszli. Wydrukowałem wtedy oświadczenie o tym, że wszystkie rozmowy i sytuacje (które tu wymieniałem) są prawdziwe i że razem ustaliliśmy, że wszystkie noszą znamiona zdrady. Powiedziałem, że chciałbym aby mi to podpisała, gdyż widzę, że sytuacja rozwija się niekorzystnie, a skoro jeszcze 3 miesiące temu żona powiedziała, że w razie gdybym chciał, potwierdzi wszystko w sądzie. No i się zaczęło - stwierdziła nic nie podpisze, nawet tego nie przeczyta. Dowiedziałem się, że wytarłem sobie nią buty (ale nie potwierdziła tego, że jeśli tak, to ona wielokrotnie wytarła sobie mną dupę). Brak szans na jakąkolwiek rozmowę. Nie chciała dyskutować.
Dziś rano próbowałem kontynuować rozmowę, ale rzuciła tylko "będziesz miał na sumieniu" i wyszła. Cóż - martwiąc się wyszedłem tropiąc ślady na śniegu, ale je zgubiłem. Wróciłem się po samochód, zrobiłem 2 rundki po naszej pipidówie i znalazłem ją na ławce przy torach. Usiadłem obok i stwierdziłem, że chyba czekamy na ten sam pociąg. Zaczęła przede mną uciekać (dosłownie), krzycząc "zostaw mnie!" (niezły cyrk). Trochę pośledziłem, aż znikła w kościele. Wszedłem za nią, ale stwierdziłem, że nie dam się wciągnąć w zabawę w berka po kościele i wróciłem do domu. Po jakimś czasie wróciła, ale zdążyłem już uświadomić naszych nastolatków czemu domowa atmosfera od kilku miesięcy "wiruje". Trochę jak obuchem w łeb, ale dzieciaki przyznały, że taka sytuacja nie powinna mieć miejsca i mam pełne prawo do ostrej reakcji. Zadeklarowały pomoc w tym, aby sytuacja jak najmniej odbiła się na najmłodszej z pociech. Jako, że z teściową (mamą żony), posiadamy też wspólne sprawy mieszkaniowe (teściowa mieszka w naszej kawalerce, za którą spłacamy kredyt), powiadomiłem i ją. Wszak sprawa dotyczy też jej córki. Żona wyłączyła telefon nie chcąc z nią rozmawiać. No i tak praktycznie nie odzywamy się do teraz (nie, żebym ja nie chciał - nawet tłumaczyłem, że te wszystkie tematy i tak wcześniej czy później będziemy zmuszeni poruszyć jeszcze raz).
Szykuję się do spisania wniosku rozwodowego z orzeczeniem o winie. Screeny zabezpieczone, świadkowie umówieni.
Pamiętam doskonale co było jedną z przyczyn dalszego "romansowania" - moje zaniechanie. Nie zamierzam więc popełniać tego grzechu po raz drugi, podejmując kroki, które powinienem podjąć prawie 4 miesiące temu.
Nie wiem jak to się rozwinie, ale już wiem - po czymś takim jedynym wyjściem jest jak najmocniejsze odcięcie się, aby druga strona faktycznie zauważyła co traci. Zero litości. Ninja nie może być miętka - tak mówią.
Od początku zbyt miękki byłeś, pozwoliłeś wejść sobie na głowę, pozwoliłeś na to, żeby umniejszyła swoim czynom, zbagatelizowałeś to;
ano owszem - schemat i klasyk. Wciągać tak do końca to się w to nie daję, bo miałem całkiem niezły ubaw (robiłem to bardziej dla teściowej i dzieciaków niż dla niej czy dla siebie).
Biorę już to raczej na chłodno, ale jednak wolałbym nie zostać poinformowany o przykrej sytuacji, którą musiałbym przekazać dzieciakom.
Oczywiście, że byłem zbyt miękki, dobry i wyrozumiały.
Hagi,
ależ ona wie, że nie uwierzyłem i nie uwierzę w jej wersję niepamięci. Tak jak piszesz - jedna wielka bzdura - nawet moim nastolatkom wydała się bajeczką z mchu i paproci. Musiało się tam wydarzyć coś niezłego kalibru, ale o tym wiem już od dawna. Nikt się nie pojawił, po prostu myślę, że zrozumiała jak bardzo spieprzyła i jak trudno będzie to naprawić... o ile będzie to możliwe. Stąd poddanie się i próba załatwienia czegoś owym szantażem, ale jestem już innym człowiekiem - w ten sposób nie załatwi już nic oprócz pogorszenia swojej oceny w moich oczach.
Poszła załatwiać sprawy, które miały być warunkiem. Jeszcze wczoraj mówiła, że nie ruszyła tematu przez 3 miesiące ze strachu (owszem, rozumiem, że jest się czego bać), ale jak zaczęło palić się pod tyłkiem, to nagle dało się zacząć je ogarniać. Twierdzi, że nie robi już tego dla mnie, ale dla siebie. Co dodatkowo wskazuje na to, że jednak wciąż zależy jej tylko na sobie. To, czego nie udało się zrobić dla mnie/nas, jednak dało się od ręki "dla siebie".
Cóż... syn stwierdził, że może być już tylko lepiej, a człowiek potrafi przystosować się do nowej rzeczywistości. No i ma rację.
Wasz związek nie ma szans, ona się już nie zmieni . Zdrajca który nie potrafi przyznać sie do zdrady jest jak bomba i to jeszcze tykająca .Pozostając w tym związku cały czas będziesz miał w głowie strażaka i martwił się o to czy nie pojawił się już kominiarz albo listonosz .Będziesz jak pies gonczy tropiący po śladach .No chyba że wrócisz starych nawyków czyli olewania .
Rozważanie o rozwodzie są bardzo słuszne ,im szybciej tym lepiej .A nieformalny związek ? Być może ona tylko na to czeka .
Powodzenia.