Logowanie

Nazwa użytkownika

Hasło



Nie masz jeszcze konta?
Zarejestruj się

Nie możesz się zalogować?
Poproś o nowe hasło

Ostatnio Widziani

Lukas54
Jasmin197301:46:59
obserwator04:01:24
Hagi1004:30:17
Cry07:08:44

Shoutbox

Musisz zalogować się, aby móc dodać wiadomość.

NowySzustek
28.11.2022 23:28:10
Gdzie ten chat?

lIANKA
28.11.2022 21:27:18
witam

crap1966
17.11.2022 12:25:14
witam

Adept
15.11.2022 01:37:34
W Polsce mamy 1,5 miliona alkoholiczek. Ich główna grupa to wykształcone mieszkanki wielkich miast w wieku 25-40 lat, bezdzietne. To na pewno jest bez wpływu na ilość urodzin Szeroki uśmiech

gunio11
11.11.2022 09:29:20
Moim zdaniem nie ma co robić afery z byle gówna..Babki tak samo jak faceci jedne piją drugie nie, albo tylko trochę .A jaki to ma wpływ na ilość urodzin ?

Metoda 34 kroków

Metoda 34 kroków dla kryzysu w małżeństwie na odzyskanie pewności siebie w oczach partnera.

1.Nie śledź, nie przekonuj, nie proś i nie błagaj.
2.Nie dzwoń często.
3.Nie podkreślaj pozytywnych elementów związku.
4.Nie narzucaj się ze swoją obecnością w domu.
5.Nie prowokuj rozmów o przyszłości.
6.Nie proś o pomoc członków rodziny-masz wsparcie teściów póki są po Twojej stronie.
7.Nie proś o wsparcie duchowe.
8.Nie kupuj prezentów.
9.Nie planuj wspólnych spotkań.
10.Nie szpieguj, to Cię zniszczy.
11.Nie mów 'kocham Cię'.
12.Zachowuj się tak, jakby w Twoim życiu było wszystko w porządku.
13.Bądź wesoły, silny, otwarty i atrakcyjny.
14.Nie siedź, nie czekaj na żonę/męża , bądź aktywny, rób coś.
15.Będąc w kontakcie z nim/nią postaraj się mówić jak najmniej.
16.Jeżeli pytasz co robił/a w ciągu dnia, przestań pytać.
17.Musisz sprawić, że Twój partner zauważy w Tobie zmianę, że możesz żyć dalej z nim/nią lub bez niej/niego.
18.Nie bądź opryskliwy lub oziębły, po prostu zachowaj dystans.
19.Okazuj jedynie zadowolenie i szczęście.
20.Unikaj pytań dotyczących związku do chwili, gdy zechce sam/a z Tobą o tym rozmawiać.
21.Nie trać kontroli nad sobą.
22.Nie okazuj zbytniego entuzjazmu.
23.Nie rozmawiaj o uczuciach.
24.Bądź cierpliwy.
25.Nie słuchaj co naprawdę mówi do ciebie.
26.Naucz się wycofywać, gdy chcesz zacząć mówić.
27.Dbaj o siebie.
28.Bądź silny i pewny, mów cicho i spokojnie.
29.Pamiętaj, że jeżeli zdołasz się zmienić,Twoje konsekwentne działania mówią więcej niż słowa.
30.Nie pokazuj zagubienia i rozpaczy.
31.Nie wierz w nic co usłyszysz i 50% tego co widzisz.
32.Rozmawiając nie koncentruj się na sobie.
33.Nie poddawaj się.
34.Nie schodź z raz obranej drogi.

Zdradzona w ciąży i po porodzie. Podwójna zdradaDrukuj

Zdradzona przez mężaWitajcie :). Trafiłam tutaj na portal szukając w zasadzie historii ludzi, które choć trochę mogą przypominać moją. Wiem, że to nierealne odnaleźć coś takiego, w końcu ile ludzi tyle historii i zakończeń, ale dotarłam do muru w moim życiu. Nikt poza mną nie podejmie decyzji co dalej, ale z chęcią posłucham opinii osób bardziej doświadczonych w temacie zdrad w małżeństwie.
Postaram się możliwie najrzetelniej opowiedzieć Wam moją historię. Z góry przepraszam za przydługość, ale nie potrafię w 3 zdaniach opisać ostatniego czasu z mojego życia.
Na wstępie wspomnę, że popełniłam wszystkie z możliwych błędów o jakich pisaliście innym ludziom i są w 34 krokach. No ale cóż, byłam bardzo słaba i naiwna.
No więc tak, wszystko zaczęło się od momentu gdy mój mąż zmienił pracę. Na nowy atrakcyjny etap w jego życiu nałożyła się ciąża - w zasadzie planowana, od wielu miesięcy staraliśmy się o dziecko. Gdy dowiedzieliśmy się o dziecku wszystko się zmieniło u nas. Ja pierwszy trymestr w zasadzie mam wycięty z życia. On za to co raz bardziej zafascynowany pracą i tamtymi ludźmi dystansował się wciąż i wciąż bardziej. Gdy obudziłam się po pierwszym trymestrze w okolicach maja, mojego męża już emocjonalnie przy mnie nie było. Wiele rozmów z mojej inicjatywy, wspólnych wyjazdów, wszystko jak piłką o ścianę odbijało się i trafiało we mnie pogłębiając moje zagubienie i niezrozumienie sytuacji. Dlaczego mąż mnie nie wspiera? Pod koniec czerwca po powrocie z jego wyjazdu integracyjnego wszystko już nabrało takiego kierunku w jego zachowaniu i takiego rozpędu, iż tylko każdy kolejny tydzień utwierdzał mnie w przekonaniu że jest ktoś trzeci. Oczywiście oszukiwałam samą siebie, że to nie to. W połowie sierpnia wiedziałam już na pewno. Zbierałam dowody i czyniłam dogłębną obserwację. Po złapaniu go na gorącym uczynku i odkryciu jego zdrady z koleżanką z pracy na początku września świat mi się zawalił. Niby wiedziałam, niby czułam i nie miałam złudzeń, ale wiecie.. nadzieja umiera ostatnia. I wciąż to samo pytanie: ale jak to, przecież jestem w zaawansowanej ciąży? Co się dzieje z moim życiem?!.
Po rozmowach, ekscesach, płaczach dosyć szybko wróciłam do domu. Już wiem, to był duży błąd. Jaka ja byłam naiwna... Chciałam wierzyć w jego skruchę, chciałam rodziny dla dziecka, chciałam by to nie było prawdą.
Nie sprawdzałam go jakoś bardzo, dużych konsekwencji ostatecznie nie poniósł. Miał natychmiast zmienić pracę, ostatecznie wynegocjował pozostanie w niej przez parę miesięcy do dokończenia kontraktu, a następnie ją zmieni. Szefowie byli nieugięci - domyślając się co jest nagłym rzuceniem wypowiedzenia szukali mnóstwa sposobów by go zatrzymać. Ostatecznie padło, że do zakończenia kontraktu będzie pracował zdalnie w firmie pojawiając się tylko i wyłącznie jak szef wezwie.
Teoretycznie idealny układ. Cały czas w domu, mało szans na prowadzenie podwójnego życia. Poszedł też na indywidualną terapię. Ja też zaczęłam swoją terapię, w zasadzie zaraz po ujawnieniu zdrady męża. Ja byłam w totalnej rozsypce co skończyło się o dużo za wczesnym porodem. Na szczęście syn jest zdrowy, wymaga jednak opieki lekarskiej i rehabilitacji, by nadrobić ten czas, który miał dojrzewać w brzuchu.
Dla mnie jednak to była kolejna ogromna trauma, cios za ciosem. Miesiąc w miesiąc. Gdy wróciłam do domu ze szpitala z dzieckiem widziałam mojego męża wciąż niezdecydowanego czego chce od życia. Nasze relacje zmieniały się, ale to była powierzchowność. Czułam, że nie jest ze mną szczery, że wciąż mnie okłamuje. Nie miałam siły jednak by podjąć radykalnych kroków. Byłam w depresji, z wcześniakiem. Ale widziałam, że przyjdzie taki dzień, gdy dojdę do siebie. Ostrzegałam go wtedy, że mnie straci jeśli nie zmieni podejścia.
Widząc jednak jego zagubienie zaczęłam w końcu odpuszczać i nie wisieć nad nim oraz przestawałam się nad sobą aż tak użalać. Od odkrycia zdrady minęły 4 miesiące i zdecydowałam, że jak chce to niech wraca do biura dokończyć kontrakt. Jego obecność pomagała mi przy dziecku, ale bycie ze sobą 24h na dobę po tak ciężkich przeżyciach było wyniszczające. Czułam, by odzyskać swoją głowę i zacząć czuć się wolna i decyzyjna muszę go też puścić wolno. Nie zmuszę go do kochania mnie na siłę i zostania ze mną. Najbliższy czas zweryfikuje nasze życie.
Wrócił do pracy od połowy grudnia. Widziałam w nim nadzieję, tęsknotę za tamtym światem i wciąż te zagubienie i niezdecydowanie. Mniej więcej po nowym roku jego postawa zaczęła się zmieniać. Zaczął bardzo powoli małymi kroczkami wracać do mnie emocjonalnie. Jednak ja tak jak przypuszczałam zaczęłam nabierać sił i dystansować się do całej sytuacji. Jego traktowanie mnie bardzo nie uległo zmianie. Nie chciał nad sobą zbytnio pracować, a nad związkiem jeszcze mniej. Przy propozycjach terapii małżeńskiej ucinał temat tekstem, że sobie sami poradzimy. W lutym, gdy wylądowaliśmy na kwarantannie i widząc jego nerwy z tym związane byłam już pewna, że nie zerwał kontaktu z tamtą kobietą.
Znów zrobiłam dochodzenie i nawet nie musiałam głęboko kopać. Miałam jednak tylko pewne poszlaki. Tym razem bez konkretów i szczegółów jak poprzednio. Bazowałam na swojej intuicji, a on dalej kłamał i manipulował, tak jak to robił przez ostatnie miesiące. Nie wiedział jednak że odzyskuję już swoje siły i to od jakiegoś czasu nie działa, a ja świadomie to weryfikuję. Wcześniej zaś udawałam, że nie widzę tego co robił, a znów głupi myślał że jest sprytny.
Wyrzuciłam go z domu. Zostałam sama z 5 miesięcznym wcześniakiem.
Po tym radykalnym cięciu nagle okazało się, że wszystko czego nie dało się zrobić przez ostatnie miesiące, można w krótkim czasie.
Nie wiedząc czy go przyjmę z powrotem zmienił pracę, odciął całkowity kontakt z tamtym środowiskiem i tamtą kobietą. Usunął SM i wszystkie konta mailowe, skypowe i inne (o wszystkich wiedziałam, czekałam co mi jedynie pokaże). Znalazł nawet terapie małżeńską, którą sam umówił i zaplanował. Na pojednanie zaprosił na wyjazd.
Zdecydowałam dać mu szansę. Wie już, że nie blefuję. Więcej ich nie będzie. Byłam u prawnika, swoje możliwości znam. On po tym co zrobił mi w tym okresie czasu nie ma wiele możliwości. Omówiliśmy wszystkie zasady jego powrotu oraz miał ostatnią szansę dokładnie przyznać się co działo się od września do marca. Od kwietnia pracujemy nad sobą i nad związkiem. Na terapii jednak zaczęły wychodzić pewne wątki, które znów zapaliły u mnie lampkę. Nie był szczery. Jak pracować nad związkiem, jeśli dalej opierany jest na jego kłamstwach. Mamy lipiec. Pierwszy raz odkąd wrócił bardzo mocno go przycisnęłam. W końcu poznałam całą prawdę. I teraz moje przypuszczenia i poszlaki w pełni ułożyły się w całą historię.
Dla mnie jednak to było dosyć bolesne.. Nie tak jak we wrześniu. Na to nie pozwolę. W sumie nie potrafię odpowiedzieć na pytanie po co mi to w ogóle było. Okazuje się, że od ponad roku żyję w totalnym kłamstwie i jakiejś iluzji życia. Owszem, odkąd wrócił pracuje nad sobą, ja nad sobą i wspólnie nad związkiem pod okiem terapeuty.
Jednak poznać prawdę, a jej się domyślać to dwie różne rzeczy.
Poprosiłam go o czas dla siebie i od dwóch tygodni śpi na kanapie a ja w sypialni. Wciąż się stara, ale daje mi przestrzeń. I teraz pytanie do Was. Skoro umownie zamknęłam rozdział równo z kwietniem i pracujemy nad naszą jakością życia na wielu płaszczyznach to jest sens aż tak dystansować się i znów wracać na start naszych relacji po rozgrzebaniu okresu, który teoretycznie zamknęliśmy już?
Nie dam się znów zmanipulować, mocno trzymam w ryzach siebie i mimo lekkich podłamań nie zamierzam już tracić kontaktu z rzeczywistością. Wiem też, że nie potrzebuję go by być szczęśliwą. Poradzę sobie też z dzieckiem, mimo że jest ciężko z takim maleństwem. Mam jednak wrażenie, że coś we mnie umarło. Jakby ta ostatnia nadzieja, której się kurczowo trzymałam, że wyjdziemy z tego cało jako małżeństwo, a ten czas, gdy był w domu ze mną i dzieckiem to nie było aż tak. Wiem, naiwne moje tłumaczenia by ułaskawić człowieka. On się stara i pracuje nad sobą, jednak zdarza mu się powracać do starych schematów. Ja się staram i próbuję odzyskać szacunek do tego człowieka, ale wyczerpuje mnie to psychicznie.
Co ja mam zrobić??? ...
13728
<
#1 | poczciwy dnia 14.07.2022 23:38

Cytat

I teraz pytanie do Was. Skoro umownie zamknęłam rozdział równo z kwietniem i pracujemy nad naszą jakością życia na wielu płaszczyznach to jest sens aż tak dystansować się i znów wracać na start naszych relacji po rozgrzebaniu okresu, który teoretycznie zamknęliśmy już?

Jeśli pytasz czy jest sens rozgrzebywać to ja powiem inaczej bez tego bolesnego etapu jakim jest dogłębne rozgrzebywanie tego co się wydarzyło nie macie szans; będzie Cię to trawić od środka już zawsze; twierdzisz, że coś w Tobie umarło; a może to umarły złudzenia i ułuda, w której często z wygody lubimy tkwić? umarła na poczet rzeczywistości, faktów i dostrzegłaś prawdziwą twarz swojego męża której wcześniej nie chciałaś dostrzec; już wiesz na co go stać, ale byłaś przekonana, że wszyscy tylko nie on; to klasyka; wszyscy mamy zawsze nadzieję, że wybraliśmy tego jedynego/jedyną, nieskazitelnego, już na zawsze; że on/ona nie będzie zdolny do takiego okrucieństwa wobec najbliższej osoby;
Dziś stajesz się innym człowiekiem; on już też nigdy nie będzie tym samym w Twoich oczach; co nie znaczy, że nie możesz być z nim szczęśliwa; wymaga to jednak ogrom wysiłku i czasu a i tak nie ma gwarancji, że dobiegnie się w tandemie do mety; to Ty sama musisz podjąć świadomą decyzję na podstawie tych danych, które posiadasz i wiedzy jaką udało Ci się pozyskać;
15504
<
#2 | Siwa_255 dnia 15.07.2022 03:37
Nie wiem czy jest jakiś ranking zdrad i ich mocy i okrucieństwa.. mogę tu pokrótce opisać jak wyglądał przebieg zdrady mojego męża.
Podczas wyjezdu integracyjnego pod koniec czerwca poznał swoją kowalską. Wprzeciągu 2 tygodni wylądowali w hotelu zamiast w pracy.
Następnie przede wszystkim pisali. Najpierw tylko w godzinach pracy, z czasem i popołudniami i wieczorami.
Skorygował lekko swoje godziny pracy, by móc ją rano widywać choć na chwilę zanim wszyscy zejdą się do biura. Może z dwa razy był z nią i jej dzieckiem na spacerze po godzinach pracy.
Umawiali się dopiero na wrzesień na kolejne spotkanie. Nie to, że on nie chciał. Przygotowywał mnie do jakis wyjazdów służbowych, kolejnych integracyjnych itp. których miało być tak dużo nawet w okresie letnim, a które następnie przesuwały się na jesień. Chciał z nią w jakiś sposób znów spędzić czas, ale z jakiegoś powodu kowalska ustaliła wrzesień. Więc pisali, przytulali się ukradkiem w pracy i podsycali romantyzm i napięcie między nimi tak czekając na te upragnione pare chwil jesienią. Które nie nadeszły, bo ich relację odkryłam na światło dzienne. Zostali pozbawieni romantyzmu i pozostawieni w ogromnym niedosycie tydzień przed ich upragnionym i wyczekanym spotkaniem.
Poinformowałam rodzinę swoją, jego oraz jej o tym co wyprawiali.
Od tamtej pory pracował zdalnie. Okazało się że w tym czasie ukradkowo do niej wydzwaniał, ale nie miał zbyt wiele okazji na rozmowy. Krótkie telefony podczas porannej przebieżki z psem. Może podczas zakupów, raz czy dwa w weekend jak wyszłam sama z dzieckiem gdzieś. Wychodził raz w tygodniu na terapię, gdzie po wyściu z gabinetu najpierw dzwonił do niej, a poźniej do mnie że niby tak się melduje.
Po powrocie do biura po pracy zdalnej, gdy podjęłam taką decyzję, jak się zobaczyli po takiej dlugiej przerwie zerżnął ją na biurku w firmie zanim przyszli inni pracownicy, po imprezie pracowniczej.
Więcej kontaktów fizycznych nie mieli już i śmiem twierdzić, że to prawda po tym co sama poznajdywałam.
Byli pilnowani jednak trochę, bo wszyscy wiedzieli o ich relacjach. Nie pisali już romantico wiadomości, rozmawiali podczas przerw w pracy i dzwonił do niej po wyjściu z roboty.
Mogli odbudować swoją relację, jednak tego nie zrobili. Nie wiem, może rżnięcie na biurku ukradkiem w pracy, to nie to o co im chodziło w tym wszystkim? :niemoc
Teraz jak wyrwał się z amoku twierdzi, że od tej sytuacji w biurze doszło do niego, że to nie było ok i już nigdy nie chciał do tego doprowadzić. Średnio mi się chce w to jednak wierzyć. Po prostu nie mieli okazji już zostać sami w biurze, a poz byli bacznie pod obserwacją.
Rzadko kiedy już odważył się w innych godzinach mieć z nią kontakt.
Oczywiście oficjalnie relacji nie zamknął aż do momentu wyrzucenia go z domu przeze mnie. Dopiero wtedy powiedział jej, że zamierza o nas zawalczyć i to koniec ich znajomości.
Od marca nie kontaktują się.
Dużo - mało? Nie wiem. Boli mnie tu kilka kwestii. On nawet w tej relacji z kowalską nie musiał być chłopem. Ona go zabrała do hotelu, zapłaciła i obiad jeszcze postawiła. Wiedziała gdzie mieszkamy, bo zawsze z chęcią pomagała mu i woziła do pracy, gdy coś z samochodem naszym było nie tak. Z wielką radością czekała na jego kontakt, samej rzadko to inicjując. W drugą stronę pilnowała bardzo swojej prywatności. Poza ogólnikami nie wiedział gdzie mieszka itp.
Druga rzecz, która mnie boli to że widywał jej dziecko, córeczkę. Aż mnie ciarki przechodzą, gdy pomyślę sobie jak tej dziewczynce podświadomie zryli życie. Oczywiście ja wtedy nosiłam pod sercem jego dziecko, które go kompletnie nie interesowało.
Trzecia rzecz to że jej parner jest w tym samym zawodzie co ja. Nawet tę strefę życia mi zanieczyścił, a jest ona dla mnie ważna.
Mógł naprawić już we wrześniu relacje ze mną, ale wybrał perfidność mimo, że nasze dziecko przez niego urodziło się dużo za wcześnie.
Mimo tych wszystkich terapii wciąż ukrywał prawdę, że cały czas był w relacji z tą kobietą, już nie mówiąc o kontakcie fizycznym.
Nie mam w domu mężczyzny, tylko skrajnie niedojrzałego człowieka wołającego wkółko o uznanie i uwagę.
Po poznaniu całej prawdy, jestem tak poraniona, że mimo braku już większych emocji jakoś nie potrafię z tym człowiekiem z powrotem budować życia.
Nawet jeśli jest w procesie przemiany, to ona będzie długa i bolesna. A ja mam już takie przeczucie, że czeka mnie w życiu jeszcze wiele dobrego. Ale już nie z nim, on mnie w tym będzie stopował...
14578
<
#3 | aster dnia 15.07.2022 09:07
Siwa opcji masz wiele albo zostajesz wiedząc, że masz skrajnie niedojrzałego męża i możesz się w przyszłości spodziewać wiele jego "upadków", które będą wywierać ogromny wpływ na Twoją psychikę; przy tym lub przed tym będziesz chciała, bo powinnaś, chronić swoje dziecko. Podołasz? Bierz pod uwagę to, że w takiej sytuacji zanim on się naprawi (jeśli w ogóle to się stanie) możesz stać się psem ogrodnika;
albo odchodzisz i układasz swoje życie na nowo;
albo...zostajesz, dajecie sobie szansę, tylko ustawiasz się ekonomicznie i finansowo w taki sposób, żeby w razie kolejnej jego "wpadki" nie mieć problemów z odejściem, oczywiście sfera emocjonalna to już inna sprawa.
Tą ostatnią opcję warto przedyskutować z prawnikiem.
15504
<
#4 | Siwa_255 dnia 15.07.2022 10:58
Chyba z tą strefą emocjonalną mam największy problem... z jednej strony chcę odejść, z drugiej zaś nie potrafię i tak trwam póki co. Jak zrobię radykalne cięcie jak na wiosnę, to wiem że znowu go przyjmę.
Rzeczywistość rzeczywistością, prawnie niby wszystko też ogarnięte.. ale te uczucia i emocje.. tego nie tak łatwo odciąć. I dziecko małe tego nie ułatwia niestety..
13728
<
#5 | poczciwy dnia 15.07.2022 11:50
Zrób sobie bilans zysków i strat;
Po prostu; co zyskam jeśli odejdę, co zyskam jeśli zostanę i odwrotnie co stracę jeśli odejdę i co stracę jeśli zostanę; zarówno w kwestii emocjonalnej jak i materialnej; jakąkolwiek decyzję podejmiesz powinnaś się jej trzymać, dlatego nie może ona zostać podjęta pod wpływem impulsu;
Przy rozpadzie relacji/ związków/ małżeństw zawsze coś się traci; ofiary są nieuniknione, ale otwierają się nowe możliwości;
14578
<
#6 | aster dnia 15.07.2022 14:05
Siwa, czy w tej mocno niekomfortowej sytuacji w jakiej jesteś, znajdujesz czas tylko i wyłącznie dla siebie? Nie mówię tutaj nawet o jakiejś pasji, ale chociażby codzienny rytuał wypicia w spokoju kawy lub czasem wyjście na zakupy po jakąś rzecz tylko dla siebie, itp. Rozumiem, że jest małe dziecko ale stwarzaj sobie takie sytuacje, dziecko ma też ojca, którego angażuj w opiekę jeśli sam się nie garnie.
Właśnie jak wygląda jego zaangażowanie w opiece nad waszym maleństwem?

Nie musisz podejmować żadnych decyzji przede wszystkim daj sobie czas na siebie, na uspokojenie swoich emocji, nie podsycaj ich rozmyślaniem, rozdrapywaniem, próbuj zdystansować się do całej tej sytuacji, dystansuj się emocjonalnie od niego; te chwile tylko dla siebie mogą Ci w tym pomóc, więc z biegiem czasu zwiększaj je sobie. Powoli, małymi kroczkami zaczynaj żyć swoim życiem, pomimo że jesteście razem (nie znaczy że masz go odsunąć). Łatwiej Ci będzie podejmować w przyszłości decyzje nie będąc emocjonalnie uzależnioną od kogoś. Odnajdź siebie.
15504
<
#7 | Siwa_255 dnia 16.07.2022 09:10
Potrafię wygospodarować czas dla siebie w tym wszystkim.
Mąż jest zapatrzony w dziecko i robi przy nim wszystko. Świetnie sobie obydwoje razem radzą. Mogą zostawać sami.

Tylko, że to szukanie siebie idzie mi strasznie ciężko..
14578
<
#8 | aster dnia 16.07.2022 09:43
Zostałaś tak bardzo zraniona, że wyleczenie wszystkich ran zajmie Ci wiele czasu. Teraz jesteś w najgorszym momencie swojego cierpienia; tych momentów może być jeszcze sporo po drodze do wyleczenia i jeśli sobie to uświadomisz łatwiej będzie Ci się z nimi uporać, chociaż będzie wciąż trudno.
Pozwól sobie na cierpienie, bo ono jest prawdziwe i rzeczywiste, tylko nie zamykaj się nim. Pozwól sobie na chwile słabości bo nie jesteś w stanie wszystkiego udźwignąć.
Próbuj jednocześnie odcinać się od tego co Ciebie spotkało ale powoli, małymi kroczkami.
Idź do ludzi, uprawiaj sport jeśli możesz, idź na zakupy, do kosmetyczki....i wiele innych rzeczy rób dla siebie na ile to jest możliwe.

Komentarz doklejony:
Nie wiem czy korzystasz z terapii jeśli tak a czujesz, że nic nie daje zmień terapeutę, jeśli nie to poszukaj dobrego psychologa
(z naciskiem na dobrego).
15504
<
#9 | Siwa_255 dnia 16.07.2022 21:10
To w takim razie chyba muszę pomyśleć o zmianie terapeuty. Chyba że ja jestem tak oporna i od miesięcy zamiast iść do przodu, to cały czas kopię palcem w ranie i pogłębiam swój stan.

Kosmetyczki, fryzjerzy, zmiana garderoby, sporty i aktywności... wszystko próbowałam zaraz jak tylko mogłam po ciąży w końcu dla siebie coś zrobić. I było to... zimą?
Teraz po ujawnieniu drugiej zdrady z tamtego czasu lub też kontynuacji pierwszej jak kto woli to nazywać, jakoś nie czuję klimatu, by znów to robić. To wszystko jest powierzchowne. A z czasem z przerażeniem zdałam sobie sprawę, że próbuję całkowicie zmienić image, upadabniając się do tamtej kobiety.. która w zasadzie jest zupełnie inna pod każdym względem niż ja :niemoc
Nie spodziewałam się, że będzie czas gdy tak bardzo stracę kontakt z samą sobą. Nigdy wcześniej nie doświadczyłam takiego pogubienia.
Nie chcę teraz tego powtórzyć... nie chcę tracić kontaktu z rzeczywistością.
14578
<
#10 | aster dnia 17.07.2022 11:27

Cytat

To w takim razie chyba muszę pomyśleć o zmianie terapeuty.

myślę, że to jest dobry trop. Jeśli masz kogoś bliskiego (mama, siostra, brat, tata, przyjaciólka), komu możesz zaufać to poproś tą osobę o pomoc, chociażby w poszukiwaniu psychologa. Możliwe, że potrzebujesz jakiś leków, które pomogą Ci odzyskiwać równowagę, takie leki wypisze Ci psychiatra lub lekarz rodzinny (ja korzystałam z porad psychiatry i leków które na tamten czas pomagały, już ich nie biorę, nie potrzebuję).

Komentarz doklejony:
Siwa a gdybyś jednak nie chciała być z nim lepiej byś się poczuła?
15504
<
#11 | Siwa_255 dnia 17.07.2022 21:31
Mogę w sumie poprosić przyjaciółkę o pomoc. W rodzinie raczej nie jestem zrozumiana w mojej sytuacji.
Wolałabym unikać leków jeśli byłaby taka możliwość. Wciąż mam nadzieję, że wyjdę z tego bagna o własnych siłach.

Trudne pytanie mi zadajesz.. mam dni, że myślę że poczułabym się lepiej gdybym z nim nie chciała być Uśmiech
Ale z drugiej strony na ten moment nie potrafię odejść.

Mam czasem wątpliwości, czy to jest jakiś rodzaj współuzależnienia czy co. On też nie chce się poddać i walczy o ten związek i rodzinę. Bardzo intenstywnie.
Po ostatniej terapii małżenskiej siedział i płakał ze słowami "gdzie my się znaleźliśmy, co my robimy.."
To było dosyć oczyszczające uczucie widząc go w takiej rozsypce. Jakby powoli do niego docierało co uczynił i jak bardzo się poraniliśmy
14243
<
#12 | Brunetkatonieja dnia 17.07.2022 22:07
Ja tez widzialam łzy na terapii a po 4 latach powtorka z rozrywki i to na większą skalę (samo wyszlo bez sledzenia i sprawdzania). Mam nadzieje, ze Twoj mąż nie jest takim dobrym aktorem jak moj. No ja niestety wierzylam w jego slowa, tez dalam kredyt zaufania i wykorzystywal to perfidnie. Tez plakal, ze zrozumial swoj błąd a tak naprawxe tylko chcial miec spokoj. No i teraz oprocz czterolatka mam jeszcze polroczne dziecko a maz druga mlodosc... Naprawde powinnam stosowac te 34 kroki a nie wierzyc w jego puste slowa... Trzymaj sie dzielnie i obserwoj jego starania i czyny a nie puste slowa
14578
<
#13 | aster dnia 18.07.2022 09:01
Z pewnością powinnaś się z niego wyleczyć; niech to będzie dla Ciebie zadanie na najbliższy czas. Za bardzo emocjonalnie jesteś związana z nim, po tym co zrobił twoje uzależnienie emocjonalne stanowi tutaj ogromny problemem i Ciebie niszczy.
Jak już pozbierasz się do kupy, wtedy zobaczysz co zrobisz i jakie dalsze decyzje podejmiesz, wtedy już będziesz miała zupełnie inny punkt widzenia.
Odpuść sobie te jego

Cytat

też nie chce się poddać i walczy o ten związek i rodzinę

Cytat

Wciąż się stara, ale daje mi przestrzeń

itp. niech się stara to jego zadanie, nie przeszkadzaj mu w tym i sobie tym nie przeszkadzaj w swoim leczeniu, Ty sobą się zajmij przede wszystkim, później dzieckiem a on niech na Ciebie czeka, może będzie miał to szczęście i wrócisz do niego. Daj sobie na wszystko czas, nic na siłę.
Pomoc przyjaciółki z pewnością Ci się przyda, ważne żeby przy tym nie oceniała ani Ciebie ani męża.
15504
<
#14 | Siwa_255 dnia 18.07.2022 11:42
I tak uważam, że jest lepiej. Jeszcze niedawno bałam się wyjść z domu na dłużej, bo to bo tamto bo sramto. A prawda jest taka, że to wszystko było w mojej głowie i sama stawiałam sobie bariery, by nie korzystać z życia na własnych zasadach .
Ale w tym tygodniu biorę dziecko i jadę do rodziny na parę dni. Następnie planuję krótki wypad z przyjaciółką. Zostały mi jeszcze parę miesięcy z dzieckiem zanim wrócę do pracy, chcę nacieszyć się tym czasem który mi pozostał.

Zdecydowałam, że zostaję do końca roku na pewno z mężem. Tyle czasu potrzebuję, by odchować moje dziecko i wyprowadzić go chociaż trochę z wcześniactwa, by w spokoju oddać go do żłobka. Ten czas jest mi też potrzebny, by stanąć na nogi również finansowo. Wiadomo, na czas ciąży i macierzyńskiego wszystko zostało zawieszone.
Te pół roku, ten czas jest mi potrzebny, by zdecydować też co dalej. Ale nie chcę już dłużej tego odwlekać. Szkoda mi życia, by trwać w tym zawieszeniu.

Ogólnie to zawsze byłam kobietą wesołą, wszędzie było mnie pełno i miałam zawsze milion pomysłów na życie i pasje i pracę Uśmiech. Tęsknię za tamtą sobą.
W ogóle piszę tu jak jakaś zimna, pogubiona suka, ale ja naprawdę uczuciowo to kwilę w środku. Ale jednak dużo mniej niż we wrześniu Uśmiech

Mam wątpliwości co do jednej kwestii, chodzi mi o partnera tamtej kobiety. Wtedy we wrześniu poinformowałam go o ich romansie i guzik to w sumie dało. Ale on nic nie wie, że od września do marca dalej mieli kontakt i co więcej, również dalej fizyczny. Jest sens go uzmysławiać dalej z jaką kobietą żyje pod dachem, czy zostawić go już w spokoju, skoro od marca teoretycznie kontakt mój mąż zerwał i nie mam podstaw, by sądzić że jest inaczej póki co.
14691
<
#15 | Bakus dnia 18.07.2022 12:12
Zrobisz jak uważasz, jeśli są po ślubie to może w momencie gdy już podejmiesz kroki, wyprowadzisz się, złożysz papiery możesz gościa poinformować na zasadzie: gdyby tamta chciała go na hajs przerobić by z twoim sobie wygodnie uwić gniazdko na typa nieszczęściu.
14578
<
#16 | aster dnia 18.07.2022 13:42
Dobrze, że coś planujesz, czyli nie siedzisz bezczynnie i się zadręczasz.

Cytat

Jest sens go uzmysławiać dalej z jaką kobietą żyje pod dachem, czy zostawić go już w spokoju, skoro od marca teoretycznie kontakt mój mąż zerwał i nie mam podstaw, by sądzić że jest inaczej póki co.

W jakim celu? To nie jest Twoja sprawa, on już i tak wie co ma wiedzieć i niech sam z tym radzi, Ty masz swoje na głowie I to nie mało. Jak mu powiesz to Tobie ulży, będzie mniej bolało? Nie będzie.
15504
<
#17 | Siwa_255 dnia 18.07.2022 20:48
Nie wiem właśnie w jakim celu miałabym go informować i ponownie grzebać kijem w gnieździe os. Ostatnim razem tak grzebiąc osiągnęłam odmienny efekt. Ale to chyba takie kuszące, by coś gdzieś jeszcze popsuć, jak mnie popsuto Pokazuje język

A tak z innej beczki. Jesteście mi powiedzieć jakie są rodzaje manipulacji, jakie stosują "zdradzacze", by przywiązać do siebie drugą osobę i zamydlić jej oczy?
15444
<
#18 | Kania dnia 17.08.2022 01:50

Cytat

Ale to chyba takie kuszące, by coś gdzieś jeszcze popsuć, jak mnie popsuto


Bardzo. Nawet nie wiesz jak cię rozumiem. To pragnienie odwetu ciągle jest silne i żywe. Myślę, że jest w nas po prostu jeszcze bardzo dużo złości i niezgody na to, co nam zrobiono. Na to, co nam zrobił mąż i "ta wywłoka". Myśl, że ona tam sobie żyje w najlepsze i żadna kara ją za to nie spotyka, ani choćby konsekwencje, jest trudna do zniesienia. Planuję wtedy zemsty. Przeróżne, naprawdę. Od zdemaskowania jej zdradzieckiego charakteru przed rodziną i znajomymi, po podrzucenie jej do auta zdechłej ryby. To te grzeczne, bo są i inne, bardzo złe i wciągające.

Żeby się w tym tak całkiem nie pogrążyć robię uniki.

Na przykład przypominam sobie, że to jej niby beztroskie życie to tak naprawdę tylko moja myśl. Nie wiem jaka jest prawda. Nie wiem czy jest beztroskie. Moje przekonanie o jej bezkarności może być zupełnie bezpodstawne choćby z tego powodu, że właśnie dostała kopa od kogoś, kogo uważała za swoją wielką miłość. A cała ta wielka miłość okazała się mrzonką. Dociera wtedy do mnie, że chyba właśnie tu się kryje wyrównanie rachunków. Jak niskie musi być jej poczucie wartości po czymś takim? Jak nieatrakcyjna się okazała? Jak nieważna? Jeśli ja się poczułam podle to ona szoruje po dnie gdzieś głęboko poniżej mojego pułapu.

Drugi, dość skuteczny unik to próba przewidzenia ewentualnych konsekwencji mojej zemsty. Nie dla niej. Dla mnie. Rozważam konsekwencje prawne, finansowe i emocjonalne. To ma być dla mnie satysfakcja i teoretyczne wyrównanie krzywd a nie pomysł na potencjalne zmarnowanie kupy czasu by się ciągać na przykład po sądach lub płacić jakieś odszkodowania. Ta kobieta nie jest tego warta. Nie jest warta mojego czasu i moich pieniędzy. Oraz nerwów.

Trzecia metoda to iść po prostu porobić coś innego. Pobiegać, wziąć się za kolorowankę albo Sudoku. Posłuchać muzyki czy obejrzeć jakiś odmóżdżający serial. Po prostu robić coś, co jest przyjemne a niekoniecznie musi być mądre. Z przymrużeniem oka

Dodaj komentarz

Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.

Oceny

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony
Zaloguj się lub zarejestruj, żeby móc zagłosować.

Brak ocen. Może czas dodać swoją?