Logowanie

Nazwa użytkownika

Hasło



Nie masz jeszcze konta?
Zarejestruj się

Nie możesz się zalogować?
Poproś o nowe hasło

Ostatnio Widziani

burza00:21:46
Eknomen01:08:13
Paulinaa102:08:59
# poczciwy02:39:14
zona Potifara03:55:57

Shoutbox

Musisz zalogować się, aby móc dodać wiadomość.

NieSypiam
04.05.2024 20:06:38
NowySzustek pozdrawiam cie ziomeczku, dzięki za wszystko i oby ci się wiodło. Ja wyszedłem na prostą i wszystko u mnie dobrze (bez szona) Uśmiech Uśmiech Uśmiech

Matsmutny
03.05.2024 06:00:21
.

NowySzustek
29.03.2024 06:12:22
po dwóch latach

Zraniona378
21.03.2024 14:39:26
Myślę że łzy się nie kończą.

Szkodagadac
20.03.2024 09:56:50
Po ilu dniach się kończą łzy ?

Metoda 34 kroków

Metoda 34 kroków dla kryzysu w małżeństwie na odzyskanie pewności siebie w oczach partnera.

1.Nie śledź, nie przekonuj, nie proś i nie błagaj.
2.Nie dzwoń często.
3.Nie podkreślaj pozytywnych elementów związku.
4.Nie narzucaj się ze swoją obecnością w domu.
5.Nie prowokuj rozmów o przyszłości.
6.Nie proś o pomoc członków rodziny-masz wsparcie teściów póki są po Twojej stronie.
7.Nie proś o wsparcie duchowe.
8.Nie kupuj prezentów.
9.Nie planuj wspólnych spotkań.
10.Nie szpieguj, to Cię zniszczy.
11.Nie mów 'kocham Cię'.
12.Zachowuj się tak, jakby w Twoim życiu było wszystko w porządku.
13.Bądź wesoły, silny, otwarty i atrakcyjny.
14.Nie siedź, nie czekaj na żonę/męża , bądź aktywny, rób coś.
15.Będąc w kontakcie z nim/nią postaraj się mówić jak najmniej.
16.Jeżeli pytasz co robił/a w ciągu dnia, przestań pytać.
17.Musisz sprawić, że Twój partner zauważy w Tobie zmianę, że możesz żyć dalej z nim/nią lub bez niej/niego.
18.Nie bądź opryskliwy lub oziębły, po prostu zachowaj dystans.
19.Okazuj jedynie zadowolenie i szczęście.
20.Unikaj pytań dotyczących związku do chwili, gdy zechce sam/a z Tobą o tym rozmawiać.
21.Nie trać kontroli nad sobą.
22.Nie okazuj zbytniego entuzjazmu.
23.Nie rozmawiaj o uczuciach.
24.Bądź cierpliwy.
25.Nie słuchaj co naprawdę mówi do ciebie.
26.Naucz się wycofywać, gdy chcesz zacząć mówić.
27.Dbaj o siebie.
28.Bądź silny i pewny, mów cicho i spokojnie.
29.Pamiętaj, że jeżeli zdołasz się zmienić,Twoje konsekwentne działania mówią więcej niż słowa.
30.Nie pokazuj zagubienia i rozpaczy.
31.Nie wierz w nic co usłyszysz i 50% tego co widzisz.
32.Rozmawiając nie koncentruj się na sobie.
33.Nie poddawaj się.
34.Nie schodź z raz obranej drogi.

Zdradzona w ciąży i po porodzie. Podwójna zdradaDrukuj

Zdradzona przez mężaWitajcie :). Trafiłam tutaj na portal szukając w zasadzie historii ludzi, które choć trochę mogą przypominać moją. Wiem, że to nierealne odnaleźć coś takiego, w końcu ile ludzi tyle historii i zakończeń, ale dotarłam do muru w moim życiu. Nikt poza mną nie podejmie decyzji co dalej, ale z chęcią posłucham opinii osób bardziej doświadczonych w temacie zdrad w małżeństwie.
Postaram się możliwie najrzetelniej opowiedzieć Wam moją historię. Z góry przepraszam za przydługość, ale nie potrafię w 3 zdaniach opisać ostatniego czasu z mojego życia.
Na wstępie wspomnę, że popełniłam wszystkie z możliwych błędów o jakich pisaliście innym ludziom i są w 34 krokach. No ale cóż, byłam bardzo słaba i naiwna.
No więc tak, wszystko zaczęło się od momentu gdy mój mąż zmienił pracę. Na nowy atrakcyjny etap w jego życiu nałożyła się ciąża - w zasadzie planowana, od wielu miesięcy staraliśmy się o dziecko. Gdy dowiedzieliśmy się o dziecku wszystko się zmieniło u nas. Ja pierwszy trymestr w zasadzie mam wycięty z życia. On za to co raz bardziej zafascynowany pracą i tamtymi ludźmi dystansował się wciąż i wciąż bardziej. Gdy obudziłam się po pierwszym trymestrze w okolicach maja, mojego męża już emocjonalnie przy mnie nie było. Wiele rozmów z mojej inicjatywy, wspólnych wyjazdów, wszystko jak piłką o ścianę odbijało się i trafiało we mnie pogłębiając moje zagubienie i niezrozumienie sytuacji. Dlaczego mąż mnie nie wspiera? Pod koniec czerwca po powrocie z jego wyjazdu integracyjnego wszystko już nabrało takiego kierunku w jego zachowaniu i takiego rozpędu, iż tylko każdy kolejny tydzień utwierdzał mnie w przekonaniu że jest ktoś trzeci. Oczywiście oszukiwałam samą siebie, że to nie to. W połowie sierpnia wiedziałam już na pewno. Zbierałam dowody i czyniłam dogłębną obserwację. Po złapaniu go na gorącym uczynku i odkryciu jego zdrady z koleżanką z pracy na początku września świat mi się zawalił. Niby wiedziałam, niby czułam i nie miałam złudzeń, ale wiecie.. nadzieja umiera ostatnia. I wciąż to samo pytanie: ale jak to, przecież jestem w zaawansowanej ciąży? Co się dzieje z moim życiem?!.
Po rozmowach, ekscesach, płaczach dosyć szybko wróciłam do domu. Już wiem, to był duży błąd. Jaka ja byłam naiwna... Chciałam wierzyć w jego skruchę, chciałam rodziny dla dziecka, chciałam by to nie było prawdą.
Nie sprawdzałam go jakoś bardzo, dużych konsekwencji ostatecznie nie poniósł. Miał natychmiast zmienić pracę, ostatecznie wynegocjował pozostanie w niej przez parę miesięcy do dokończenia kontraktu, a następnie ją zmieni. Szefowie byli nieugięci - domyślając się co jest nagłym rzuceniem wypowiedzenia szukali mnóstwa sposobów by go zatrzymać. Ostatecznie padło, że do zakończenia kontraktu będzie pracował zdalnie w firmie pojawiając się tylko i wyłącznie jak szef wezwie.
Teoretycznie idealny układ. Cały czas w domu, mało szans na prowadzenie podwójnego życia. Poszedł też na indywidualną terapię. Ja też zaczęłam swoją terapię, w zasadzie zaraz po ujawnieniu zdrady męża. Ja byłam w totalnej rozsypce co skończyło się o dużo za wczesnym porodem. Na szczęście syn jest zdrowy, wymaga jednak opieki lekarskiej i rehabilitacji, by nadrobić ten czas, który miał dojrzewać w brzuchu.
Dla mnie jednak to była kolejna ogromna trauma, cios za ciosem. Miesiąc w miesiąc. Gdy wróciłam do domu ze szpitala z dzieckiem widziałam mojego męża wciąż niezdecydowanego czego chce od życia. Nasze relacje zmieniały się, ale to była powierzchowność. Czułam, że nie jest ze mną szczery, że wciąż mnie okłamuje. Nie miałam siły jednak by podjąć radykalnych kroków. Byłam w depresji, z wcześniakiem. Ale widziałam, że przyjdzie taki dzień, gdy dojdę do siebie. Ostrzegałam go wtedy, że mnie straci jeśli nie zmieni podejścia.
Widząc jednak jego zagubienie zaczęłam w końcu odpuszczać i nie wisieć nad nim oraz przestawałam się nad sobą aż tak użalać. Od odkrycia zdrady minęły 4 miesiące i zdecydowałam, że jak chce to niech wraca do biura dokończyć kontrakt. Jego obecność pomagała mi przy dziecku, ale bycie ze sobą 24h na dobę po tak ciężkich przeżyciach było wyniszczające. Czułam, by odzyskać swoją głowę i zacząć czuć się wolna i decyzyjna muszę go też puścić wolno. Nie zmuszę go do kochania mnie na siłę i zostania ze mną. Najbliższy czas zweryfikuje nasze życie.
Wrócił do pracy od połowy grudnia. Widziałam w nim nadzieję, tęsknotę za tamtym światem i wciąż te zagubienie i niezdecydowanie. Mniej więcej po nowym roku jego postawa zaczęła się zmieniać. Zaczął bardzo powoli małymi kroczkami wracać do mnie emocjonalnie. Jednak ja tak jak przypuszczałam zaczęłam nabierać sił i dystansować się do całej sytuacji. Jego traktowanie mnie bardzo nie uległo zmianie. Nie chciał nad sobą zbytnio pracować, a nad związkiem jeszcze mniej. Przy propozycjach terapii małżeńskiej ucinał temat tekstem, że sobie sami poradzimy. W lutym, gdy wylądowaliśmy na kwarantannie i widząc jego nerwy z tym związane byłam już pewna, że nie zerwał kontaktu z tamtą kobietą.
Znów zrobiłam dochodzenie i nawet nie musiałam głęboko kopać. Miałam jednak tylko pewne poszlaki. Tym razem bez konkretów i szczegółów jak poprzednio. Bazowałam na swojej intuicji, a on dalej kłamał i manipulował, tak jak to robił przez ostatnie miesiące. Nie wiedział jednak że odzyskuję już swoje siły i to od jakiegoś czasu nie działa, a ja świadomie to weryfikuję. Wcześniej zaś udawałam, że nie widzę tego co robił, a znów głupi myślał że jest sprytny.
Wyrzuciłam go z domu. Zostałam sama z 5 miesięcznym wcześniakiem.
Po tym radykalnym cięciu nagle okazało się, że wszystko czego nie dało się zrobić przez ostatnie miesiące, można w krótkim czasie.
Nie wiedząc czy go przyjmę z powrotem zmienił pracę, odciął całkowity kontakt z tamtym środowiskiem i tamtą kobietą. Usunął SM i wszystkie konta mailowe, skypowe i inne (o wszystkich wiedziałam, czekałam co mi jedynie pokaże). Znalazł nawet terapie małżeńską, którą sam umówił i zaplanował. Na pojednanie zaprosił na wyjazd.
Zdecydowałam dać mu szansę. Wie już, że nie blefuję. Więcej ich nie będzie. Byłam u prawnika, swoje możliwości znam. On po tym co zrobił mi w tym okresie czasu nie ma wiele możliwości. Omówiliśmy wszystkie zasady jego powrotu oraz miał ostatnią szansę dokładnie przyznać się co działo się od września do marca. Od kwietnia pracujemy nad sobą i nad związkiem. Na terapii jednak zaczęły wychodzić pewne wątki, które znów zapaliły u mnie lampkę. Nie był szczery. Jak pracować nad związkiem, jeśli dalej opierany jest na jego kłamstwach. Mamy lipiec. Pierwszy raz odkąd wrócił bardzo mocno go przycisnęłam. W końcu poznałam całą prawdę. I teraz moje przypuszczenia i poszlaki w pełni ułożyły się w całą historię.
Dla mnie jednak to było dosyć bolesne.. Nie tak jak we wrześniu. Na to nie pozwolę. W sumie nie potrafię odpowiedzieć na pytanie po co mi to w ogóle było. Okazuje się, że od ponad roku żyję w totalnym kłamstwie i jakiejś iluzji życia. Owszem, odkąd wrócił pracuje nad sobą, ja nad sobą i wspólnie nad związkiem pod okiem terapeuty.
Jednak poznać prawdę, a jej się domyślać to dwie różne rzeczy.
Poprosiłam go o czas dla siebie i od dwóch tygodni śpi na kanapie a ja w sypialni. Wciąż się stara, ale daje mi przestrzeń. I teraz pytanie do Was. Skoro umownie zamknęłam rozdział równo z kwietniem i pracujemy nad naszą jakością życia na wielu płaszczyznach to jest sens aż tak dystansować się i znów wracać na start naszych relacji po rozgrzebaniu okresu, który teoretycznie zamknęliśmy już?
Nie dam się znów zmanipulować, mocno trzymam w ryzach siebie i mimo lekkich podłamań nie zamierzam już tracić kontaktu z rzeczywistością. Wiem też, że nie potrzebuję go by być szczęśliwą. Poradzę sobie też z dzieckiem, mimo że jest ciężko z takim maleństwem. Mam jednak wrażenie, że coś we mnie umarło. Jakby ta ostatnia nadzieja, której się kurczowo trzymałam, że wyjdziemy z tego cało jako małżeństwo, a ten czas, gdy był w domu ze mną i dzieckiem to nie było aż tak. Wiem, naiwne moje tłumaczenia by ułaskawić człowieka. On się stara i pracuje nad sobą, jednak zdarza mu się powracać do starych schematów. Ja się staram i próbuję odzyskać szacunek do tego człowieka, ale wyczerpuje mnie to psychicznie.
Co ja mam zrobić??? ...
13728
<
#1 | poczciwy dnia 14.07.2022 23:38

Cytat

I teraz pytanie do Was. Skoro umownie zamknęłam rozdział równo z kwietniem i pracujemy nad naszą jakością życia na wielu płaszczyznach to jest sens aż tak dystansować się i znów wracać na start naszych relacji po rozgrzebaniu okresu, który teoretycznie zamknęliśmy już?

Jeśli pytasz czy jest sens rozgrzebywać to ja powiem inaczej bez tego bolesnego etapu jakim jest dogłębne rozgrzebywanie tego co się wydarzyło nie macie szans; będzie Cię to trawić od środka już zawsze; twierdzisz, że coś w Tobie umarło; a może to umarły złudzenia i ułuda, w której często z wygody lubimy tkwić? umarła na poczet rzeczywistości, faktów i dostrzegłaś prawdziwą twarz swojego męża której wcześniej nie chciałaś dostrzec; już wiesz na co go stać, ale byłaś przekonana, że wszyscy tylko nie on; to klasyka; wszyscy mamy zawsze nadzieję, że wybraliśmy tego jedynego/jedyną, nieskazitelnego, już na zawsze; że on/ona nie będzie zdolny do takiego okrucieństwa wobec najbliższej osoby;
Dziś stajesz się innym człowiekiem; on już też nigdy nie będzie tym samym w Twoich oczach; co nie znaczy, że nie możesz być z nim szczęśliwa; wymaga to jednak ogrom wysiłku i czasu a i tak nie ma gwarancji, że dobiegnie się w tandemie do mety; to Ty sama musisz podjąć świadomą decyzję na podstawie tych danych, które posiadasz i wiedzy jaką udało Ci się pozyskać;
15504
<
#2 | Siwa_255 dnia 15.07.2022 03:37
Nie wiem czy jest jakiś ranking zdrad i ich mocy i okrucieństwa.. mogę tu pokrótce opisać jak wyglądał przebieg zdrady mojego męża.
Podczas wyjezdu integracyjnego pod koniec czerwca poznał swoją kowalską. Wprzeciągu 2 tygodni wylądowali w hotelu zamiast w pracy.
Następnie przede wszystkim pisali. Najpierw tylko w godzinach pracy, z czasem i popołudniami i wieczorami.
Skorygował lekko swoje godziny pracy, by móc ją rano widywać choć na chwilę zanim wszyscy zejdą się do biura. Może z dwa razy był z nią i jej dzieckiem na spacerze po godzinach pracy.
Umawiali się dopiero na wrzesień na kolejne spotkanie. Nie to, że on nie chciał. Przygotowywał mnie do jakis wyjazdów służbowych, kolejnych integracyjnych itp. których miało być tak dużo nawet w okresie letnim, a które następnie przesuwały się na jesień. Chciał z nią w jakiś sposób znów spędzić czas, ale z jakiegoś powodu kowalska ustaliła wrzesień. Więc pisali, przytulali się ukradkiem w pracy i podsycali romantyzm i napięcie między nimi tak czekając na te upragnione pare chwil jesienią. Które nie nadeszły, bo ich relację odkryłam na światło dzienne. Zostali pozbawieni romantyzmu i pozostawieni w ogromnym niedosycie tydzień przed ich upragnionym i wyczekanym spotkaniem.
Poinformowałam rodzinę swoją, jego oraz jej o tym co wyprawiali.
Od tamtej pory pracował zdalnie. Okazało się że w tym czasie ukradkowo do niej wydzwaniał, ale nie miał zbyt wiele okazji na rozmowy. Krótkie telefony podczas porannej przebieżki z psem. Może podczas zakupów, raz czy dwa w weekend jak wyszłam sama z dzieckiem gdzieś. Wychodził raz w tygodniu na terapię, gdzie po wyściu z gabinetu najpierw dzwonił do niej, a poźniej do mnie że niby tak się melduje.
Po powrocie do biura po pracy zdalnej, gdy podjęłam taką decyzję, jak się zobaczyli po takiej dlugiej przerwie zerżnął ją na biurku w firmie zanim przyszli inni pracownicy, po imprezie pracowniczej.
Więcej kontaktów fizycznych nie mieli już i śmiem twierdzić, że to prawda po tym co sama poznajdywałam.
Byli pilnowani jednak trochę, bo wszyscy wiedzieli o ich relacjach. Nie pisali już romantico wiadomości, rozmawiali podczas przerw w pracy i dzwonił do niej po wyjściu z roboty.
Mogli odbudować swoją relację, jednak tego nie zrobili. Nie wiem, może rżnięcie na biurku ukradkiem w pracy, to nie to o co im chodziło w tym wszystkim? :niemoc
Teraz jak wyrwał się z amoku twierdzi, że od tej sytuacji w biurze doszło do niego, że to nie było ok i już nigdy nie chciał do tego doprowadzić. Średnio mi się chce w to jednak wierzyć. Po prostu nie mieli okazji już zostać sami w biurze, a poz byli bacznie pod obserwacją.
Rzadko kiedy już odważył się w innych godzinach mieć z nią kontakt.
Oczywiście oficjalnie relacji nie zamknął aż do momentu wyrzucenia go z domu przeze mnie. Dopiero wtedy powiedział jej, że zamierza o nas zawalczyć i to koniec ich znajomości.
Od marca nie kontaktują się.
Dużo - mało? Nie wiem. Boli mnie tu kilka kwestii. On nawet w tej relacji z kowalską nie musiał być chłopem. Ona go zabrała do hotelu, zapłaciła i obiad jeszcze postawiła. Wiedziała gdzie mieszkamy, bo zawsze z chęcią pomagała mu i woziła do pracy, gdy coś z samochodem naszym było nie tak. Z wielką radością czekała na jego kontakt, samej rzadko to inicjując. W drugą stronę pilnowała bardzo swojej prywatności. Poza ogólnikami nie wiedział gdzie mieszka itp.
Druga rzecz, która mnie boli to że widywał jej dziecko, córeczkę. Aż mnie ciarki przechodzą, gdy pomyślę sobie jak tej dziewczynce podświadomie zryli życie. Oczywiście ja wtedy nosiłam pod sercem jego dziecko, które go kompletnie nie interesowało.
Trzecia rzecz to że jej parner jest w tym samym zawodzie co ja. Nawet tę strefę życia mi zanieczyścił, a jest ona dla mnie ważna.
Mógł naprawić już we wrześniu relacje ze mną, ale wybrał perfidność mimo, że nasze dziecko przez niego urodziło się dużo za wcześnie.
Mimo tych wszystkich terapii wciąż ukrywał prawdę, że cały czas był w relacji z tą kobietą, już nie mówiąc o kontakcie fizycznym.
Nie mam w domu mężczyzny, tylko skrajnie niedojrzałego człowieka wołającego wkółko o uznanie i uwagę.
Po poznaniu całej prawdy, jestem tak poraniona, że mimo braku już większych emocji jakoś nie potrafię z tym człowiekiem z powrotem budować życia.
Nawet jeśli jest w procesie przemiany, to ona będzie długa i bolesna. A ja mam już takie przeczucie, że czeka mnie w życiu jeszcze wiele dobrego. Ale już nie z nim, on mnie w tym będzie stopował...
14578
<
#3 | aster dnia 15.07.2022 09:07
Siwa opcji masz wiele albo zostajesz wiedząc, że masz skrajnie niedojrzałego męża i możesz się w przyszłości spodziewać wiele jego "upadków", które będą wywierać ogromny wpływ na Twoją psychikę; przy tym lub przed tym będziesz chciała, bo powinnaś, chronić swoje dziecko. Podołasz? Bierz pod uwagę to, że w takiej sytuacji zanim on się naprawi (jeśli w ogóle to się stanie) możesz stać się psem ogrodnika;
albo odchodzisz i układasz swoje życie na nowo;
albo...zostajesz, dajecie sobie szansę, tylko ustawiasz się ekonomicznie i finansowo w taki sposób, żeby w razie kolejnej jego "wpadki" nie mieć problemów z odejściem, oczywiście sfera emocjonalna to już inna sprawa.
Tą ostatnią opcję warto przedyskutować z prawnikiem.
15504
<
#4 | Siwa_255 dnia 15.07.2022 10:58
Chyba z tą strefą emocjonalną mam największy problem... z jednej strony chcę odejść, z drugiej zaś nie potrafię i tak trwam póki co. Jak zrobię radykalne cięcie jak na wiosnę, to wiem że znowu go przyjmę.
Rzeczywistość rzeczywistością, prawnie niby wszystko też ogarnięte.. ale te uczucia i emocje.. tego nie tak łatwo odciąć. I dziecko małe tego nie ułatwia niestety..
13728
<
#5 | poczciwy dnia 15.07.2022 11:50
Zrób sobie bilans zysków i strat;
Po prostu; co zyskam jeśli odejdę, co zyskam jeśli zostanę i odwrotnie co stracę jeśli odejdę i co stracę jeśli zostanę; zarówno w kwestii emocjonalnej jak i materialnej; jakąkolwiek decyzję podejmiesz powinnaś się jej trzymać, dlatego nie może ona zostać podjęta pod wpływem impulsu;
Przy rozpadzie relacji/ związków/ małżeństw zawsze coś się traci; ofiary są nieuniknione, ale otwierają się nowe możliwości;
14578
<
#6 | aster dnia 15.07.2022 14:05
Siwa, czy w tej mocno niekomfortowej sytuacji w jakiej jesteś, znajdujesz czas tylko i wyłącznie dla siebie? Nie mówię tutaj nawet o jakiejś pasji, ale chociażby codzienny rytuał wypicia w spokoju kawy lub czasem wyjście na zakupy po jakąś rzecz tylko dla siebie, itp. Rozumiem, że jest małe dziecko ale stwarzaj sobie takie sytuacje, dziecko ma też ojca, którego angażuj w opiekę jeśli sam się nie garnie.
Właśnie jak wygląda jego zaangażowanie w opiece nad waszym maleństwem?

Nie musisz podejmować żadnych decyzji przede wszystkim daj sobie czas na siebie, na uspokojenie swoich emocji, nie podsycaj ich rozmyślaniem, rozdrapywaniem, próbuj zdystansować się do całej tej sytuacji, dystansuj się emocjonalnie od niego; te chwile tylko dla siebie mogą Ci w tym pomóc, więc z biegiem czasu zwiększaj je sobie. Powoli, małymi kroczkami zaczynaj żyć swoim życiem, pomimo że jesteście razem (nie znaczy że masz go odsunąć). Łatwiej Ci będzie podejmować w przyszłości decyzje nie będąc emocjonalnie uzależnioną od kogoś. Odnajdź siebie.
15504
<
#7 | Siwa_255 dnia 16.07.2022 09:10
Potrafię wygospodarować czas dla siebie w tym wszystkim.
Mąż jest zapatrzony w dziecko i robi przy nim wszystko. Świetnie sobie obydwoje razem radzą. Mogą zostawać sami.

Tylko, że to szukanie siebie idzie mi strasznie ciężko..
14578
<
#8 | aster dnia 16.07.2022 09:43
Zostałaś tak bardzo zraniona, że wyleczenie wszystkich ran zajmie Ci wiele czasu. Teraz jesteś w najgorszym momencie swojego cierpienia; tych momentów może być jeszcze sporo po drodze do wyleczenia i jeśli sobie to uświadomisz łatwiej będzie Ci się z nimi uporać, chociaż będzie wciąż trudno.
Pozwól sobie na cierpienie, bo ono jest prawdziwe i rzeczywiste, tylko nie zamykaj się nim. Pozwól sobie na chwile słabości bo nie jesteś w stanie wszystkiego udźwignąć.
Próbuj jednocześnie odcinać się od tego co Ciebie spotkało ale powoli, małymi kroczkami.
Idź do ludzi, uprawiaj sport jeśli możesz, idź na zakupy, do kosmetyczki....i wiele innych rzeczy rób dla siebie na ile to jest możliwe.

Komentarz doklejony:
Nie wiem czy korzystasz z terapii jeśli tak a czujesz, że nic nie daje zmień terapeutę, jeśli nie to poszukaj dobrego psychologa
(z naciskiem na dobrego).
15504
<
#9 | Siwa_255 dnia 16.07.2022 21:10
To w takim razie chyba muszę pomyśleć o zmianie terapeuty. Chyba że ja jestem tak oporna i od miesięcy zamiast iść do przodu, to cały czas kopię palcem w ranie i pogłębiam swój stan.

Kosmetyczki, fryzjerzy, zmiana garderoby, sporty i aktywności... wszystko próbowałam zaraz jak tylko mogłam po ciąży w końcu dla siebie coś zrobić. I było to... zimą?
Teraz po ujawnieniu drugiej zdrady z tamtego czasu lub też kontynuacji pierwszej jak kto woli to nazywać, jakoś nie czuję klimatu, by znów to robić. To wszystko jest powierzchowne. A z czasem z przerażeniem zdałam sobie sprawę, że próbuję całkowicie zmienić image, upadabniając się do tamtej kobiety.. która w zasadzie jest zupełnie inna pod każdym względem niż ja :niemoc
Nie spodziewałam się, że będzie czas gdy tak bardzo stracę kontakt z samą sobą. Nigdy wcześniej nie doświadczyłam takiego pogubienia.
Nie chcę teraz tego powtórzyć... nie chcę tracić kontaktu z rzeczywistością.
14578
<
#10 | aster dnia 17.07.2022 11:27

Cytat

To w takim razie chyba muszę pomyśleć o zmianie terapeuty.

myślę, że to jest dobry trop. Jeśli masz kogoś bliskiego (mama, siostra, brat, tata, przyjaciólka), komu możesz zaufać to poproś tą osobę o pomoc, chociażby w poszukiwaniu psychologa. Możliwe, że potrzebujesz jakiś leków, które pomogą Ci odzyskiwać równowagę, takie leki wypisze Ci psychiatra lub lekarz rodzinny (ja korzystałam z porad psychiatry i leków które na tamten czas pomagały, już ich nie biorę, nie potrzebuję).

Komentarz doklejony:
Siwa a gdybyś jednak nie chciała być z nim lepiej byś się poczuła?
15504
<
#11 | Siwa_255 dnia 17.07.2022 21:31
Mogę w sumie poprosić przyjaciółkę o pomoc. W rodzinie raczej nie jestem zrozumiana w mojej sytuacji.
Wolałabym unikać leków jeśli byłaby taka możliwość. Wciąż mam nadzieję, że wyjdę z tego bagna o własnych siłach.

Trudne pytanie mi zadajesz.. mam dni, że myślę że poczułabym się lepiej gdybym z nim nie chciała być Uśmiech
Ale z drugiej strony na ten moment nie potrafię odejść.

Mam czasem wątpliwości, czy to jest jakiś rodzaj współuzależnienia czy co. On też nie chce się poddać i walczy o ten związek i rodzinę. Bardzo intenstywnie.
Po ostatniej terapii małżenskiej siedział i płakał ze słowami "gdzie my się znaleźliśmy, co my robimy.."
To było dosyć oczyszczające uczucie widząc go w takiej rozsypce. Jakby powoli do niego docierało co uczynił i jak bardzo się poraniliśmy
14243
<
#12 | Brunetkatonieja dnia 17.07.2022 22:07
Ja tez widzialam łzy na terapii a po 4 latach powtorka z rozrywki i to na większą skalę (samo wyszlo bez sledzenia i sprawdzania). Mam nadzieje, ze Twoj mąż nie jest takim dobrym aktorem jak moj. No ja niestety wierzylam w jego slowa, tez dalam kredyt zaufania i wykorzystywal to perfidnie. Tez plakal, ze zrozumial swoj błąd a tak naprawxe tylko chcial miec spokoj. No i teraz oprocz czterolatka mam jeszcze polroczne dziecko a maz druga mlodosc... Naprawde powinnam stosowac te 34 kroki a nie wierzyc w jego puste slowa... Trzymaj sie dzielnie i obserwoj jego starania i czyny a nie puste slowa
14578
<
#13 | aster dnia 18.07.2022 09:01
Z pewnością powinnaś się z niego wyleczyć; niech to będzie dla Ciebie zadanie na najbliższy czas. Za bardzo emocjonalnie jesteś związana z nim, po tym co zrobił twoje uzależnienie emocjonalne stanowi tutaj ogromny problemem i Ciebie niszczy.
Jak już pozbierasz się do kupy, wtedy zobaczysz co zrobisz i jakie dalsze decyzje podejmiesz, wtedy już będziesz miała zupełnie inny punkt widzenia.
Odpuść sobie te jego

Cytat

też nie chce się poddać i walczy o ten związek i rodzinę

Cytat

Wciąż się stara, ale daje mi przestrzeń

itp. niech się stara to jego zadanie, nie przeszkadzaj mu w tym i sobie tym nie przeszkadzaj w swoim leczeniu, Ty sobą się zajmij przede wszystkim, później dzieckiem a on niech na Ciebie czeka, może będzie miał to szczęście i wrócisz do niego. Daj sobie na wszystko czas, nic na siłę.
Pomoc przyjaciółki z pewnością Ci się przyda, ważne żeby przy tym nie oceniała ani Ciebie ani męża.
15504
<
#14 | Siwa_255 dnia 18.07.2022 11:42
I tak uważam, że jest lepiej. Jeszcze niedawno bałam się wyjść z domu na dłużej, bo to bo tamto bo sramto. A prawda jest taka, że to wszystko było w mojej głowie i sama stawiałam sobie bariery, by nie korzystać z życia na własnych zasadach .
Ale w tym tygodniu biorę dziecko i jadę do rodziny na parę dni. Następnie planuję krótki wypad z przyjaciółką. Zostały mi jeszcze parę miesięcy z dzieckiem zanim wrócę do pracy, chcę nacieszyć się tym czasem który mi pozostał.

Zdecydowałam, że zostaję do końca roku na pewno z mężem. Tyle czasu potrzebuję, by odchować moje dziecko i wyprowadzić go chociaż trochę z wcześniactwa, by w spokoju oddać go do żłobka. Ten czas jest mi też potrzebny, by stanąć na nogi również finansowo. Wiadomo, na czas ciąży i macierzyńskiego wszystko zostało zawieszone.
Te pół roku, ten czas jest mi potrzebny, by zdecydować też co dalej. Ale nie chcę już dłużej tego odwlekać. Szkoda mi życia, by trwać w tym zawieszeniu.

Ogólnie to zawsze byłam kobietą wesołą, wszędzie było mnie pełno i miałam zawsze milion pomysłów na życie i pasje i pracę Uśmiech. Tęsknię za tamtą sobą.
W ogóle piszę tu jak jakaś zimna, pogubiona suka, ale ja naprawdę uczuciowo to kwilę w środku. Ale jednak dużo mniej niż we wrześniu Uśmiech

Mam wątpliwości co do jednej kwestii, chodzi mi o partnera tamtej kobiety. Wtedy we wrześniu poinformowałam go o ich romansie i guzik to w sumie dało. Ale on nic nie wie, że od września do marca dalej mieli kontakt i co więcej, również dalej fizyczny. Jest sens go uzmysławiać dalej z jaką kobietą żyje pod dachem, czy zostawić go już w spokoju, skoro od marca teoretycznie kontakt mój mąż zerwał i nie mam podstaw, by sądzić że jest inaczej póki co.
14691
<
#15 | Bakus dnia 18.07.2022 12:12
Zrobisz jak uważasz, jeśli są po ślubie to może w momencie gdy już podejmiesz kroki, wyprowadzisz się, złożysz papiery możesz gościa poinformować na zasadzie: gdyby tamta chciała go na hajs przerobić by z twoim sobie wygodnie uwić gniazdko na typa nieszczęściu.
14578
<
#16 | aster dnia 18.07.2022 13:42
Dobrze, że coś planujesz, czyli nie siedzisz bezczynnie i się zadręczasz.

Cytat

Jest sens go uzmysławiać dalej z jaką kobietą żyje pod dachem, czy zostawić go już w spokoju, skoro od marca teoretycznie kontakt mój mąż zerwał i nie mam podstaw, by sądzić że jest inaczej póki co.

W jakim celu? To nie jest Twoja sprawa, on już i tak wie co ma wiedzieć i niech sam z tym radzi, Ty masz swoje na głowie I to nie mało. Jak mu powiesz to Tobie ulży, będzie mniej bolało? Nie będzie.
15504
<
#17 | Siwa_255 dnia 18.07.2022 20:48
Nie wiem właśnie w jakim celu miałabym go informować i ponownie grzebać kijem w gnieździe os. Ostatnim razem tak grzebiąc osiągnęłam odmienny efekt. Ale to chyba takie kuszące, by coś gdzieś jeszcze popsuć, jak mnie popsuto Pokazuje język

A tak z innej beczki. Jesteście mi powiedzieć jakie są rodzaje manipulacji, jakie stosują "zdradzacze", by przywiązać do siebie drugą osobę i zamydlić jej oczy?
15444
<
#18 | Kania dnia 17.08.2022 01:50

Cytat

Ale to chyba takie kuszące, by coś gdzieś jeszcze popsuć, jak mnie popsuto


Bardzo. Nawet nie wiesz jak cię rozumiem. To pragnienie odwetu ciągle jest silne i żywe. Myślę, że jest w nas po prostu jeszcze bardzo dużo złości i niezgody na to, co nam zrobiono. Na to, co nam zrobił mąż i "ta wywłoka". Myśl, że ona tam sobie żyje w najlepsze i żadna kara ją za to nie spotyka, ani choćby konsekwencje, jest trudna do zniesienia. Planuję wtedy zemsty. Przeróżne, naprawdę. Od zdemaskowania jej zdradzieckiego charakteru przed rodziną i znajomymi, po podrzucenie jej do auta zdechłej ryby. To te grzeczne, bo są i inne, bardzo złe i wciągające.

Żeby się w tym tak całkiem nie pogrążyć robię uniki.

Na przykład przypominam sobie, że to jej niby beztroskie życie to tak naprawdę tylko moja myśl. Nie wiem jaka jest prawda. Nie wiem czy jest beztroskie. Moje przekonanie o jej bezkarności może być zupełnie bezpodstawne choćby z tego powodu, że właśnie dostała kopa od kogoś, kogo uważała za swoją wielką miłość. A cała ta wielka miłość okazała się mrzonką. Dociera wtedy do mnie, że chyba właśnie tu się kryje wyrównanie rachunków. Jak niskie musi być jej poczucie wartości po czymś takim? Jak nieatrakcyjna się okazała? Jak nieważna? Jeśli ja się poczułam podle to ona szoruje po dnie gdzieś głęboko poniżej mojego pułapu.

Drugi, dość skuteczny unik to próba przewidzenia ewentualnych konsekwencji mojej zemsty. Nie dla niej. Dla mnie. Rozważam konsekwencje prawne, finansowe i emocjonalne. To ma być dla mnie satysfakcja i teoretyczne wyrównanie krzywd a nie pomysł na potencjalne zmarnowanie kupy czasu by się ciągać na przykład po sądach lub płacić jakieś odszkodowania. Ta kobieta nie jest tego warta. Nie jest warta mojego czasu i moich pieniędzy. Oraz nerwów.

Trzecia metoda to iść po prostu porobić coś innego. Pobiegać, wziąć się za kolorowankę albo Sudoku. Posłuchać muzyki czy obejrzeć jakiś odmóżdżający serial. Po prostu robić coś, co jest przyjemne a niekoniecznie musi być mądre. Z przymrużeniem oka
15504
<
#19 | Siwa_255 dnia 28.02.2023 10:48
cześć,
po długiej przerwie, której potrzebowałam by skupić się na życiu i przemyśleć parę kwestii wracam tutaj z małym życiowym updatem.
Skontaktowałam się wtedy po raz kolejny z facetem kochanki męża. Mimo, że relacje między mężem a tamtą kobietą były skończone od marca, po wielu wątkach i kłamstwach jakie wychodziły jeszcze przez długi czas, zdecydowałam się jednak go o tym poinformować.
A niech wie z kim żyje pod jednym dachem, i wiecie co.. on o niczym nie wiedział. Zamiótł pod dywan, udawał że nic nie miało miejsca. Dlatego laska bezkarnie rozkładała dalej nogi, nęciła i szukała okazji do kontaktu z moim mężem. Mąż nie potrafił i też nie chciał ostatecznie tego zakończyć i tak to sobie trwało. Niby nie szukali okazji, ale jak się tylko coś nadarzyło, pyk i gotowe! Z tego co wiem są dalej razem (ta kobieta i jej partner). Tak samo jak u mnie, tak i u nich ta cała zdrada działa się podczas wielu zmian i życiowych decyzji (u mnie dziecko, u nich wprowadzka do nowo wybudowanego domu). Tak jak ja, on też nie miał odwagi zakończyć swojego związku.
Po co to piszę... od wykrycia zdrady mija półtora roku, od odkrycia, że nie została ona zakończona i romans trwa dalej tylko na innym poziomie (ciut trudniejszym, podziemnym) mija rok. Od odkrycia większości kłamstw i oszustw jakie w tamtym czasie miały miejsce mija ciut ponad pół roku.
Jesteśmy prawie rok na terapii małżeńskiej.
Ja od października powoli wracam do pracy rozwijając swój biznes, dziecko ma 1,5 roku i chodzi do żłobka.
Mimo problemów zdrowotnych, które są skutkiem przedwczesnego porodu, traum i stresu walczę o siebie każdego dnia i dążę do poprawy jakości mojego i dziecka życia. Małymi kroczkami wracam do siebie, choć już nigdy nie będę taka sama jak wcześniej.
Dalej jednak nie wiem, czy chcę tak żyć.. czy chcę być z tym człowiekiem i czy to się nie powtórzy.
Mimo że on bardzo się pilnuje, popełnia błędy, bardzo bezmyślne. A ja trwam i uważnie się przyglądam czuwając.
Tylko, że tak to będzie już zawsze? Już nigdy nie poczuję pewności, spokoju i poczucia komfortu we własnym domu?
A co będzie jak on też się zmęczy tym swoim pilnowaniem?
Da się jeszcze kiedykolwiek żyć normalnie po takich przeżyciach? Da się jeszcze żyć z własnym oprawcą, nie postrzegając go w ten sposób?
Wszędzie piszą i mówią, żeby po zdradzie dać sobie czas, że w tam okresie mocno emocjonalnym nie jest czas na podejmowanie decyzji. Żeby podjąć decyzję czy odejść przyjdzie jeszcze pora. Tylko kiedy? Mam wrażenie, że wtedy w tych emocjach było jednak łatwiej podjąć jakiekolwiek decyzje.. teraz została tylko wegetacja i lęk przed zmianą życia.
Czy ktoś tutaj ma jakieś doświadczenia / rady / pomysły jak sobie z tym radzić i co robić dalej?
15504
<
#20 | Siwa_255 dnia 28.02.2023 11:30
Wiele tutaj historii dzieje się zwykle ich nefralgicznym punkcie. Tym najgorszym, najtrudniejszym. Sama żałuję, że trafiłam na to forum tak późno. Może gdybym zaczęła edukować się wcześniej, moje błędy byłyby innego rodzaju teraz.
Zastanawiam się jednak co dalej. Co się dzieję, gdy już szał i trauma opada, wraca codzienność i proza życia? Co dalej?
Kiedy jest ten odpowiedni moment na podjęcie decyzji, którą odkładało się od dnia poznania prawdy. Czy zdradzający też ma takie dylematy? Siedzi i rozmyśla, czy z tamtą byłoby mu lepiej jednocześnie starając się w domu, przy żonie i dziecku?
Czy osoba zdradzona już zawsze czuje taką niepewność?
13728
<
#21 | poczciwy dnia 28.02.2023 12:09

Cytat

Czy zdradzający też ma takie dylematy?

Śmiem wątpić;
Kochasz go?
Sama musisz odpowiedzieć sobie na pytanie co Cię tak naprawdę skłania do pozostania w tej relacji; czy faktycznie jest to miłość czy może mylisz ją z przyzwyczajeniem, stabilnością i lękiem przed nieznanym;
Zrób sobie w głowie taką symulację że; masz świetnie prosperującą pracę, własne M, jesteś niezależna emocjonalnie i finansowo, masz wielu przyjaciół i rodzinę, na których zawsze możesz liczyć, jakieś pasje, którym się poświęcasz czyli dwoma słowami jesteś szczęśliwa sama ze sobą; czy wówczas zostałabyś z tym człowiekiem?
15504
<
#22 | Siwa_255 dnia 28.02.2023 14:37
Co rozumiesz przez "śmiem wątpić"?? Zdradzacz jak zostaje z rodziną to nie ma dylematów, czy była to słuszna decyzja i czy z tamtą nie byłoby mu lepiej jakby to pociągnął?


Symulacja jaką podajesz jest utopią. I gdyby tak wyglądało moje życie to śmiało mogę powiedzieć, że nie potrzebuję go. Samej będzie mi lepiej.
Tylko wiesz co jest najlepsze w tym wszystkim? Że podobnie do tej utopii wyglądało moje życie przed zdradą i ciążą. Byłam pewna siebie, z dobrą pracą, niezależnością emocjonalną i finansową. Przyjaciółmi i taką pewnością że sama sobie świetnie zawsze poradzę. A i tak na co dzień wybierałam tego człowieka. Chyba że już idealizuję tamten okres przed kryzysem, ciężko być obiektywnym.

Moje zaufanie zostało nadszarpnięte nie w tym świetnym okresie życia, tylko wtedy kiedy musiałam być zależna od drugiej osoby. Kiedy postawiłam wszystko na jedną kartę przy zostać mamą.
Teraz mam problemy zdrowotne, półtoraroczne dziecko, dopiero stabilizuje się finansowo i emocjonalnie. Jeszcze dużo pracy przede mną. A i tak mam wątpliwości czy odzyskam siebie i tamtą pewność.
15380
<
#23 | Tomek040184 dnia 28.02.2023 14:49
Siwa związku już nie ma. Prędzej czy później kopniesz go w dupe. On nie jest nikim wyjątkowym. Zwyczajny kochanek który oszukuje swoją żonę. Jego zmartwieniem nie jest twoja psychika tylko jego własny zad. Także im szybciej go kopniesz tym lepiej dla ciebie.
Są tu różne Edki które tą sytuację rozbiorą na czynniki pierwsze. Ale to jest bez sensu. Tutaj chodzi o ciebie.
Zauważ że większość osób które zostały ze zdrajcami z perspektywy czasu żałuje tego.
15504
<
#24 | Siwa_255 dnia 28.02.2023 15:07

Cytat

Zauważ że większość osób które zostały ze zdrajcami z perspektywy czasu żałuje tego.


No właśnie tego nie wiem. A chciałabym poznać te historie, co właśnie dzieje się potem? Czy ktoś tu jest, kto mógłby opowiedzieć swoje historie po czasie?
15320
<
#25 | edek dnia 28.02.2023 15:43

Cytat

Siwa_255 dnia 28.02.2023 15:07
A chciałabym poznać te historie, co właśnie dzieje się potem?

Z krótszymi czy dłuższymi przerwami historia będzie się w Twoim przypadku powtarzać.
15504
<
#26 | Siwa_255 dnia 28.02.2023 15:45
a to nie jest też tak w takim razie, że i ja i mój mąż siedzimy sobie w cieplutkim domku razem bo chronimy własne zady? Każdy swój?

Ani on nie odszedł - a mógł! Trzykrotnie miał drogę wolną, a za drugim razem to nawet mu pomogłam się spakować - i tak wracał jak bumerang prosząc o kolejne szanse.

Ja wciąż niezdecydowana... rok z maleńkim dzieckiem na rękach, teraz pół roku staje na własnych nogach. Ale jestem tu dalej..
15504
<
#27 | Siwa_255 dnia 28.02.2023 15:46

Cytat

Z krótszymi czy dłuższymi przerwami historia będzie się w Twoim przypadku powtarzać.


dlaczego w moim przypadku?
15320
<
#28 | edek dnia 28.02.2023 16:09

Cytat

Siwa_255 dnia 28.02.2023 14:46
dlaczego w moim przypadku?

bo żyjesz z pasożytem od którego jesteś uzależniona psychicznie
13728
<
#29 | poczciwy dnia 28.02.2023 16:22

Cytat

a to nie jest też tak w takim razie, że i ja i mój mąż siedzimy sobie w cieplutkim domku razem bo chronimy własne zady? Każdy swój?

Owszem tak właśnie jest; wygoda i strach przed nieznanym;
Mój post z lipca 2022

Cytat

Zrób sobie bilans zysków i strat;
Po prostu; co zyskam jeśli odejdę, co zyskam jeśli zostanę i odwrotnie co stracę jeśli odejdę i co stracę jeśli zostanę; zarówno w kwestii emocjonalnej jak i materialnej; jakąkolwiek decyzję podejmiesz powinnaś się jej trzymać, dlatego nie może ona zostać podjęta pod wpływem impulsu;
Przy rozpadzie relacji/ związków/ małżeństw zawsze coś się traci; ofiary są nieuniknione, ale otwierają się nowe możliwości;
15504
<
#30 | Siwa_255 dnia 28.02.2023 18:06
Bilans zysków i strat robię sobie co jakiś czas. I dalej jestem w tej samej sytuacji.
Jednak czasem myślę sobie, że jak przyjdzie dzień, gdy odzyskam znów siebie, pod względem zdrowotnym i ekonomicznym, to będę wiedzieć co robić. Tylko kiedy to nastąpi, sama nie wiem
Szkoda mi jedynie mojego małego synka w tym wszystkim. On nie jest niczemu winien, a jego relacje z ojcem cały czas ładnie się budują. Pytanie czy takie zostaną, gdy już nie będziemy z nim pod jednym dachem..
15320
<
#31 | edek dnia 28.02.2023 18:19
Siwa_255 - żeby wiedzieć co właściwego powinnaś zrobić musisz poznać prawdziwe przyczyny tego co do tej pory zaszło.
np.

Cytat

Siwa_255 dnia 28.02.2023 14:45
Ani on nie odszedł - a mógł! Trzykrotnie miał drogę wolną, a za drugim razem to nawet mu pomogłam się spakować - i tak wracał jak bumerang prosząc o kolejne szanse.

Tu nic nie piszesz dlaczego On wracał. Wcześniej jednak pisałaś, że jego kochanica dobrze się ukrywała, że nawet adresu nie podała. Co więcej nadal jest ze swoim. Może to sugerować, że Twój wrócił do Ciebie, bo tamta go nie chciała.

Ogólnie mało jest w tym co pisałaś informacji o Twoim mężu i ciężko cokolwiek sugerować. Na razie to kawał wuja, który zostawił kobietę w ciąży.
15504
<
#32 | Siwa_255 dnia 28.02.2023 23:59
Twierdzi, że nie planował odchodzić. Kiedy odkryłam za pierwszym razem jego zdradę było to w fazie początkowej, ledwo trwało to 2,5 miesiąca. Widzieli się w tym czasie w pracy, zaczęło sie standardowo od wyjazdu integracyjnego gdzie siebie znaleźli, ale zaczęli romansować dopiero po wyjeździe. W ciągu tych dwóch miesięcy raz wzieli jeden dzień urlopu i spędzili dzień zamiast w pracy to w hotelu, z dwa razy towarzyszył na spacerze jej z jej córką i raz mieli imprezę firmową, gdzie wiem że na niej byli tylko po imprezie jeszcze spędzali czas. Główny kontakt był w godzinach pracy, a później i wieczorami pisali ze sobą. Nakręcali się przez dwa miesiące ciągle mając kontakt, ale dopiero zadziać miało się we wrześniu. Tylko, że do tych namiętnych spotkań, których tak nie umieli się doczekać, nie doszło, bo odkryłam ich romans. Ogólnie wtedy za hotel, śniadanko i obiad płaciła ona. Na imprezę firmową ona jechała samochodem i go woziła itp.
Po odkryciu we wrześniu '21 zdrady wyprowadziłam się do rodziców będąc w zaawansowanej ciąży. Wróciłam jednak po tygodniu do domu po jego prośbach (to był błąd - teraz to wiem). Miał definitywnie zerwać kontakt z nią i zmienić pracę, ale szefowie zawzięcie sypali propozycjami, by tylko został. W ogóle sprawiali wrażenie, jakby zażyłe relacje pracowników w ich małej firemce im nie przeszkadzały. Przyzwalali na to, bo z tego co wyczytałam w wiadomościach męża z tą kobietą i co potwierdziła mi jego koleżanka z pracy, takich relacji tam było więcej. W między czasie poinformowałam też partnera tej kobiety o ich wybrykach. Skubana myślała, że jest anonimowa w internecie. Skończyło się na tym, że miał pracować zdalnie do zakończenia kontraktu. Umówiliśmy się że to będzie maks do marca, a w między czasie ma szukać innej pracy. Oczywiście nie szukał. Ja urodziłam chwilę później za wcześnie i spędziłam październik w szpitalu z dzieckiem.
Kolejne miesiące upływały pod znakiem kiszenia się razem w trójkę w niedużym mieszkanku w kiepskiej atmosferze. Mąż nie miał dużo szans na wyjścia, bo ja siedziałam z maleństwem 24h w chacie. Wychodziłam z nim jedynie na krótkie spacery i biegałam po lekarzach.
Tutaj by zachować chronologię zdarzeń i nie wprowadzać wielkiego chaosu (jest to wiedza zdobywana stopniowo przeze mnie, ostatecznie dowody zdobyłam w lutym) - od września do grudnia mąż, by wyjść z domu wyprowadzał psa. Godziny spacerów z psem podporządkował sobie do godzin dojazdów do pracy tamtej kobiety. Kazałam poblokować wszystkie numery, to ona już przestała dzwonić. Robił to tylko on, kiedy mógł. Ona zawsze odbierała. Mam na to bilingach. Z własnej chęci zaczął terapię indywidualną. Ale z tego co odkryłam to w tym okresie często na nią nie docierał. W listopadzie zmienił się jej termin i okazało się, że w tym samym czasie co on ma sesję, ta kobieta jest z córką na zajęciach akrobatyki niedaleko w szkole. Zamiast na terapię, jeździł na te zajęcia, by przez chwilę mogli się spotkać. W te drugie dni zajęć zwykle robił zakupy, by mogli też wisieć w tym czasie na telefonach.
W grudniu miałam już serdecznie dosyć jego zmian nastroju, wątpliwości i niezdecydowania. Miałam też już dosyć siedzenia z nim w mieszkaniu 24/h. Przeczuwając, że mają wciąż kontakt (coraz to mniej był uważny), pozwoliłam mu wrócić spowrotem do pracy i do biura. Pomyślałam wtedy, trudno - teraz będzie decydujące starcie. Albo w końcu da mi żyć i odejdzie albo w końcu przejrzy na oczy i ocknie się i zawalczy o rodzinę. Ja dzięki temu, że wrócił do biura zyskałam przestrzeń dla siebie, niesamowity czas z synkiem i zaczęłam powolutku odzyskiać siły i własną psychikę. Jednak facet ani się nie ogarnął, ani nie wybrał. Kontakt mieli w pracy, zaprzestali pokryjomych telefonów w dziwnych godzinach - nie było im to już potrzebne. Kontakt w pracy im wystarczał póki co. Urlopu nie brał, jeździł praca - dom (kontrolowałam to już. Zaczęłam trafiać na fora, stronki i miałam już wiedzę jak to sprawdzać). Od stycznia jakoby coś zaczęło się poprawiać między nami, ale w lutym zapaliła mi się czerwona lampka, gdy okazało się, że ma covid i znów przez dwa tygodnie nie może jeździć do biura. Straszniee był rozgoryczony i zły tym faktem. Za bardzo. Znając go wiedziałam, że to już przesada jest z jego strony. Nie wytrzymałam. Jak zakończył covid (moje dziecko też miało), odkryłam wszystkie karty, zdobyłam dowody na potwierdzenie moich przypuszczeń i wyrzuciłam go z domu.
Byłam w tym czasie u adwokata, kombinowałam już jak postawić się na nogi finansowo. Ale on nie dawał za wygraną. Nagle jak się wcześniej nie dało, tak nagle zmienił pracę. Jak nie drzwiami to właził oknem. Definitywnie pozrywał kontakty z tamtą firmą, wszystko usuwał łącznie z SM i innymi komunikatorami. Pousuwał też wszelkie informacje o sobie i maile, których nie używał, a wisiały.
Na następny dzień jak go wyrzuciłam z domu pożegnał kochankę mówiąc jej, że go wywaliłam z chaty, chce o onas zawalczyć i nigdy więcej się z nią nie skontaktuje (jestem w stanie w to uwierzyć, nie należy mąż do subtelnych ludzi w słowach). Ta deklaracja w zasadzie miała być we wrześniu, ale okazuje się że do niej do doszło. Od kwietnia '22 wrócił do domu i zaczęliśmy terapię małżeńską.
Na tej terapii wychodziły takie rzeczy, że znów zaczęłam świrować, kopać i ostatecznie pod moim naciskiem przyznał się w lipcu '22, że jeszcze raz przespał się z nią w grudniu jak wrócił do pracy. Była impreza firmowa, on nie jechał, ale na drugi dzień pojechał normalnie do biura i okazało że ona mimo że była na tej impreziez przyjechała specjalnie wcześniej. Zanim pozostali poprzychodzili do biura po imprezie, mieli może godzinę na dla siebie i wtedy wszedł szybki nr u niej w biurze.
Jakby po jego wyznaniu trochę poskładało już mi się to w całość, bo po jego zachowaniu w tamtym czasie, moich przypuszczeniach to była jedyna chwila przez ten czas gdy faktycznie byli sami od sierpnia.
Nie wiem czy da się to racjonalnie wytłumaczyć, ale ten numerek to już był tylko numerek. W sensie po ich zachowaniu to już nie było takie romantiko jak w ich głowach hodowali fantazje o tych wspólnych momentach.

Wracając do lipca.. po jego wyznaniach powiedziałam mu strasznie rzeczy. Ale już nie wyprowadził się. Twierdził, że cokolwiek nie zrobię i nie powiem on chce próbować dalej i walczyć o mnie i dziecko. Wtedy też po raz kolejny skontaktowałam się z partnerem tej baby. Nawet oni ze sobą porozmawiali. Albo inaczej, mąż został przyparty do muru.
Od tamtej pory mąż zmienił się albo zmienia się. Stara się za dwoje, pracuje nad sobą, zajmuje się mną i dzieckiem. No wręcz do rany przyłóż, tylko dla mnie tego jakoś za wiele.
Mamy luty 2023, od paru tygodni zaobserwowałam że coś mi się nie zgadza w jego zachowaniu. Nie mam podstaw ani dowodów, może to już moja obsejsa.. ale wyostrzyłam znów czujność, mimo że on stara się być transparentny jak powietrze. Wspomnienia i ból jednak wróciły.

Jak wtedy w kwietniu byłam pewna, że mimo przeszkód nam sie uda, tak od lipca i jego wyznaniach jestem mocno wycofana i ostrożna. Powoli układam sobie stały grunt pod nogami...
15504
<
#33 | Siwa_255 dnia 01.03.2023 00:01
Jeśli masz jakieś pytania Edku co do jego osoby, których potrzebujesz to zadawaj już konkretne. Starałam się porządnie i hronologicznie opisać ciąg zdarzeń i jego zachowania w ciągu ostatnich półtora roku. Mam nadzieję, że rozjaśniłam jakoś moją sytuację
15320
<
#34 | edek dnia 01.03.2023 00:12
Siwa_255 - opisz go jaki był przed zdradą
15504
<
#35 | Siwa_255 dnia 01.03.2023 00:27
Hmm, wydawało mi się że czuły i troskliwy. Jednak miał duży problem z okazywaniem empatii i w ogóle uczuć. Zamknięty w sobie, nie mówił nigdy o tym co czuje i co przerabiał w głowie.
Miał trudności z podejmowaniem decyzji i nie wierzył w siebie, że może coś więcej zyskać np. zawodowo. Przerzucał odpowiedzialność na innych (zwykle mnie)
Pomagał zawsze w domu, zajmował się codziennymi obowiązkami bez wskazywania palcem. Jak czegoś nie lubił to za chiny ludowe nie chciał tego robić.
Ale wspólnych znajomych i pasji szukaliśmy bardzo długo, bo zawsze było coś nie tak co mu przeszkadzało. Moich znajomych nie lubił.
Wszystko musiało być sprawiedliwie podzielone (to wyniósł z domu).
Chyba tyle na początek
15320
<
#36 | edek dnia 01.03.2023 00:38
a ile lat jesteście ze sobą?
i jak się stało, że zostaliście małżeństwem ?
13728
<
#37 | poczciwy dnia 01.03.2023 09:37
Siwa_255
jak dla mnie pospieszyłaś się z ta odbudową małżeństwa; tak naprawdę on za wiele się starać nie musiał żeby Cię przekonać; wg mnie nie miałaś ku temu podstaw; on sobie nawet dupska nie ubrudził nie mówiąc już o porządnym zderzeniu z ziemią;
To jest agonia im szybciej to zrozumiesz tym więcej siebie ocalisz;
15119
<
#38 | acine dnia 01.03.2023 11:26
Siwa, powod ponownego pojawienia sie ciebie tutaj jest to ze nagle znowu czujesz ze cos jest nie tak. To jest powod ze jestes tutaj po dluzszym okresie. Przedstawilas co sie zmienilo od tamtego czasu i przedstawilas "uaktualniona" chronologie wydarzen. W zasadzie widac ze terapie ktore mieliscie niebardzo pomagaly. Terapie moga niepomagac z roznych powodow ale glowny to nawet nie taki ze ktos moze nie chodzic na terapie a w zamian chodzic na pozaszkolne spotkania z kochanka i jej dzieckiem . Glowny powod ze terapia nie dziala to ze osoba nie chce mowic na niej prawdy bo obawia sie ze jak ujawni prawde to druga strona odejdzie czyli boi sie odrzucenia. To ze zaczyna sie w ogole terapie w zyciu zwiazkowym oznacza niestety ze zaczyna sie nowy rozdzial z ktorego mozna juz nie wyjsc razem bo przeciez na terapii gdzie bedzie szczera rozmowa pojawiaja sie odkryte prawdy ktore partnerzy moga nie uniesc. To jest jednak jedyna droga chocby dla strony ktora szuka ratunku dla siebie czt swoich dzieci. Ja bym ci radzil bys skupila sie przede wszystkim na sobie i albo szukala terapeutki ktora bedzie ci pomogla przejsc proces po traumie zdrady.. Jesli masz juz taka terapeutke to super jesli nie to szukaj dalej, najwazniejsze bys mowila prawde. Po jakims czase zrozumiesz ze nawet ty nieraz nie mowisz prawdy tylko chcesz stawiac sie w lepszym swietle, w roli ofiary tylko. Te mechanizmy jedank zauwazysz jak bedziesz mowila prawde. Wracajac do meza , on boi sie prawdy na terpaii bo jesli ja odkryje to odejdziesz ale niestety on nie stanie sie nigdy leszym czlowiekiem i wartosciowym czlowiekiem dla swojego syna w przyszlosci nawet jesli nie bedziecie razem wychowywac go jesli bedzie zyl w zaklamaniu.On tego jeszcze nie rozumie i moze niegdy nie zrozumiec.
15504
<
#39 | Siwa_255 dnia 01.03.2023 15:42
Edek, jesteśmy 10 lat razem, 6 lat po ślubie.
Znamy się jednak przez wspólnych znajomych od liceum, czyli już prawie 17 lat.
15320
<
#40 | edek dnia 01.03.2023 17:06
Siwa_255- no to nie wiem jak Ci to delikatnie napisać, ale spróbuję.
Twój mąż z jakiś względów chce mieć rodzinę (żona, dziecko) i na co dzień jest obowiązkowy i nawet się sprawdza na tym "stanowisku". Niestety Ciebie nie darzy uczuciami jakimi mąż powinien darzyć żonę.
Jeżeli na swojej drodze spotyka kobietę, która wzbudza w nim te uczucia to głupieje. Na tyle, że robi to co robił.
Jesteście małżeństwem "z rozsądku".

Teraz masz 2 możliwości.
1. to co aktualnie robisz.. czyli dalej jesteś w małżeństwie z rozsądku. W tym wypadku musisz się nastawić, że takie wybryki będą co jakiś czas się powtarzać (nie upilnujesz go). Żeby nie zwariować to w końcu będziesz musiała to zaakceptować, udawać głupią i ślepą.
2. Możesz zakończyć ten związek na swoich warunkach. Wykorzystać jeszcze męża do pilnowania dziecka, skupić się na sobie, odżyć, stanąć na nogi i w końcu uwolnić.
15504
<
#41 | Siwa_255 dnia 01.03.2023 19:15
Dlaczego uważasz, że jesteśmy małżeństwiem z rozsądku?
Tak jak zauważyłeś i co sama dostrzegłam z czasiem dopiero, on podąża za impulsem niewiele go analizując. To świadczy o jego skrajnej niedojrzałości.
Rozumiem, że ślub i rodzinę jednak porządnie przekalkulował i nie wie co to znaczy?
Ale jak patrzę na siebie te 10 lat wstecz to ja miałam ledwo 24 lata, co ja wiedziałam o relacjach międzyludzkich? Bawiliśmy się w dom w ogóle nie wiedząc co to oznacza..
15320
<
#42 | edek dnia 01.03.2023 19:29

Cytat

Siwa_255 dnia 01.03.2023 18:15
Dlaczego uważasz, że jesteśmy małżeństwiem z rozsądku?

Bo brak pomiędzy Wami tej "iskry". Ja uważam, że jak w związku nazwijmy to "uczucia wyższe" przestały występować, to związek jest z rozsądku, przyzwyczajenia.
Gdy te uczucia są, to zdrada prawie nie występuje. Czasami może się zdarzyć jakaś jednorazowa przygoda w stanie mniejszej świadomości, ale nie tak perfidna recydywa jak w opisanym przez Ciebie przypadku.
Nie widziałem (może źle patrzę), żebyś napisała, że go kochasz, albo że On mówił, że Ciebie kocha.
15504
<
#43 | Siwa_255 dnia 04.03.2023 20:35
Myślę, że to nie jest takie proste już u nas jak kiedyś. Wcześniej mówiliśmy sobie, że się kochamy.
Podczas kryzysu i kontaktu z kochanką mówił, że nie kocha.
Od kwietnia odkąd zerwał z nią kontakt uczucie powróciło do niego od dłuższego czasu jak to mawia i uczy się na nowo wyznawać mi miłość. Ta iskra między nami pojawia się. Ale po tylu złych słowach i czynach jakie sobie zrobiliśmy to nie jest takie chop siup i już. Love ever forever itp.
U mnie była miłość. Bywały chwile, że słabsza, chwile że mocniejsza. Teraz nie mam z nią kontaktu. W ogóle nie mam kontaktu ze swoimi uczuciami. Mieszkanie z osobą, która nie kocha - mając w tym czasie na rękach jego dziecko wywarła na mnie tak wielkie piętno, że minie trochę czasu zanim znów odważe się coś czuć do drugiego człowieka.
Czasem wydaje mi się, że coś w moim sercu drga i czuję, ale potem pojawia się lęk i z powrotem patrzę na mojego partnera z dystansem.
15504
<
#44 | Siwa_255 dnia 04.03.2023 20:39
Ale on twierdzi, że jego uczucia powróciły i że kocha. I wtedy też kochał, tylko było to przytłumione i tego nie czuł tak jak kiedyś do mnie. Nie potrafi wytłumaczyć, dlaczego tak mi mówił..
Ciężko mi tu wierzyć w cokolwiek. Co jest prawdą, co kłamstwem, a co amokiem czy na odwrót.
15320
<
#45 | edek dnia 04.03.2023 20:55

Cytat

Czasem wydaje mi się, że coś w moim sercu drga i czuję, ale potem pojawia się lęk i z powrotem patrzę na mojego partnera z dystansem.

i tak czas mija i mija... teraz u niego jest jakieś "uczucie", ale jak spotka jakąś panią na spacerze, ekspedientkę w sklepie, kelnerkę w restauracji... dostanie strzałą amora i będzie jak było. Potem powie, że to przez Ciebie, bo uczuć nie okazywałaś (których de facto nie masz).

Tak jak pisałem wcześniej, nadal to podtrzymuję, że historia będzie się u Ciebie powtarzać.
14243
<
#46 | Brunetkatonieja dnia 05.03.2023 00:12
Siwa_255 jesli szukasz podobnej historii do Twojej to zapraszam do mojego wątku. Troche mojej historii przedstawilam też pod postem @Cry Nie długo mam nadzieje dopiszę moje szczęśliwe zakonczenie czyli będę spokojną i cholernie szczęśliwą rozwódką Szeroki uśmiech ( cytuję Judytę z Nigdy w zyciu). Sprawa mojego nietypowego rozwodu jest w toku. Jedynie czego zaluje, to dawania kolejnych szans. Moglam byc w zupelnie innym miejscu już 4 lata temu. Niestety tak to jest jak patrzysz na kogoś przez pryzmat swoich wartosci i wierzysz komus w puste slowa. U nas tez bylo odbudowanie wszystkiego, super terapia. I w koncu jak powiedzialam dość to uslyszalam, ze on to wszystko robil dla swietego spokoju. Ty znasz swojego meza najlepiej i przeciez to widac jak ktos Cie kocha i szanuje czy oklamuje i zlosci sie w Twojej obecnosci. Naprawde, życie bez klamcy i oszusta jest lepsze. Ja teraz jak jestem poza tym zwiazkien i na terapii to dopiero z boki widze te wszystkie jego manipulacje, zagrywki. Niektorzy ludzie sie nie zmieniają i tylko przybierają inną maske, zeby cos dla siebie ugrać.
13710
<
#47 | liaa dnia 05.03.2023 21:21
Siwa_255 o takiego obecnie się dzieje, że jesteś zaniepokojona? Co się zmieniło?

Wyleję Ci wiadro zimnej wody na głowę - nigdy już nie będzie tak, jak było wcześniej. Nie ma już tamtej Ciebie, tamtego Twojego męża i tamtego związku. Nigdy już nie będzie takiej pewności, jak miałaś wcześniej.

Za to pojawi się innego rodzaju pewność - że poradzisz sobie w każdej sytuacji, nawet tej najgorszej. Uczucie, że zawsze możesz liczyć na siebie, że Twoje uczucia są ważne i prawdziwe.

Znam ten chłód, o którym mówisz. To wyparcie. Nie chcesz/ boisz się zmierzyć ze wszystkim, co cię spotkało. Dystans wydaje się być lepszym rozwiązaniem, żeby w ogóle żyć i się nie rozpaść.

Bardzo dużo wiesz o czynach Twojego męża, co robił, gdzie i z kim. To trochę taki tryb czuwania. Kochanka mojego męża powiedziała o nim kiedyś, cytuję. tobie nie można wierzyć nawet wtedy, jak mówisz, że idziesz po bułki.

Wracając do meritum: chcesz tak dalej żyć? za rok, za pięć lat?
Coś Ci nie pozwala przeciąć tej pępowiny. Pytanie, czy to "coś" to dobre pobudki - wtedy macie szansę z tego wyjść - czy złe.
15504
<
#48 | Siwa_255 dnia 06.03.2023 14:23

Cytat

Siwa_255 o takiego obecnie się dzieje, że jesteś zaniepokojona? Co się zmieniło?

Obecnie mąż wraca do pewnych zachowań, którymi kiedyś próbował zbijać mają czujność. Schemat działań jest podobny, chociaż zachowuje się już wobec mnie zupełnie inaczej. Ale takie zachowowania zaczęły wzbudzać moją uwagę. Dodatkowo dwa razy miał totalnie niedostępny telefon i utrudniony był kontakt z nim, co od czasu jego powrotu nie zdarzyło się ponownie. Wiem, że wtedy miał być normalnie w biurze bez spotkań, a był przy tym bardziej wystrojony. Przepraszał, że to się nie powtórzy, zapomniał o telefonie - i chyba to jest w tym najdziwniejsze, bo on o nim nie zapomina. NIGDY
Przez przypadek ostatnio sprzątając mieszkanie, chowałam do jego torby rzeczy ze stołu i w torbie znalazłam dokumenty i pieczątkę starej firmy. Wytłumaczył to, że sprzątał w dokumentach i chciał je po prostu wyrzucić. Tylko czemu nie zrobił tego po prostu w domu jakby gdyby nic, tylko chciał to zataić, też nie wiem.
Moje przypuszczenia są takie, że chciał odnowić kontakt z tamtą firmą, w niej dalej pracuje tamta kobieta bez zmian.
Troszkę się spiełam, pogrzebałam ale nie znalazłam póki co nic, co by wskazywało że już to zrobił. W sensie odnowił kontakty.
15504
<
#49 | Siwa_255 dnia 06.03.2023 14:25
I odpowiadając zbiorczo, bo to pytanie przewija się co chwilę. Nie, nie chcę tak żyć. Taki tryb na ciągłym czuwaniu jest mocno wyczerpujący.
Ale też jeszcze nie dotarłam do środka siebie, by odkryć co przeszkadza mi w odcięciu pępowiny lub też co sprawia, że nie chcę

Dodaj komentarz

Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.

Oceny

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony
Zaloguj się lub zarejestruj, żeby móc zagłosować.

Brak ocen. Może czas dodać swoją?