

| ania33w | 07. Grudzień |
| jarek304 | 07. Grudzień |
| Mar80 | 07. Grudzień |
| vipi | 07. Grudzień |
| justyneczkax | 07. Grudzień |
Runio | 00:10:13 |
Rognar | 00:11:45 |
jacksparrow | 00:12:23 |
MarekXX | 01:22:54 |
Anetastp | 01:53:09 |

Witam.
Szukam nadziei, że są tu może osoby, które mogą powiedzieć, że wybaczyły i tego nie żałują. Że było warto, że to była tylko trudna lekcja życia.
Wszędzie można przeczytać tylko i wyłącznie, że to nie ma sensu, że nie warto, że oni już tak mają, że muszą to poprostu robić.
Może ktoś z Was korzystał z terapii małżeńskiej?
Jest jeszcze osoba, która zdradziła, czy ona poradzi sobie z tym ciężarem bo w większości przypadków zdradzający też cierpi po tym co zrobił sobie i partnerowi/partnerce?
Bardzo ogólnikowo napisałam każdy przypadek jest inny. Ty nic o sobie/ was nie napisałaś, żeby odnieść się do Twojej sytuacji, jeśli chcesz rad opisz swoją historię.
Jak najbardziej proponowałbym terapię jeśli oboje tego chcecie i - co ważniejsze, Ty wiesz, że partner też tego chce, bo jednostronne ratowanie związku kompletnie nie ma sensu.
Jesteśmy 24 lata małżeństwem a znamy się od 30. Praktycznie od początku znajomości był problem z deficytem miłości u męża. Byłam tak bardzo zakochana, że nie było dla mnie czegoś takiego, że sobie nie poradzę. Przecież tak bardzo go kocham, staram się dla niego, zmieniam, poprawiam i ciągle jest źle. Po tylu latach dopiero teraz pomału zaczyna do mnie docierać że to była walka z wiatrakami. Że tu tylko dobry lekarz czy terapeuta mógł coś pomóc.
Mąż do tej pory powtarza że nie doszło do zdrady, bo nie było całkowitego stosunku. Dla mnie samo zalogowanie się na portalu jest już zdradą. Nie mówiąc o zabraniu obcej kobiety na wypad w góry.
Wiedział dokładnie jakie jest moje zdanie tym bardziej że 5 lat temu była podobna sytuacja tylko czysto platoniczna bez zbliżenia. Chociaż też w sumie uciekł.
To ja zaczęłam się zastanawiać nad wspólną terapią. Tylko, że właśnie mi powiedział że musi być ze mną szczery i on nie wierzy w żadnych psychologów. Ale skoro ja tak chcę i potrzebuję tego to on to zrobi. I w tym momencie dotarło do mnie, że coś ze mną jest nie tak. Nad czym się zastanawiam. Bo ciągle powtarza że jedyną osobą w jego życiu jestem ja, że mnie kocha, że jego życie beze mnie traci sens. Mam z tym bardzo duży problem bo go jeszcze kocham
Cytat
czyli recydywa, nie był to jednorazowy skok w bok. Przykro mi Dianka ale nie możesz ot tak sobie wybaczyć. Jeszcze nie teraz. Jeśli to zrobisz, będziesz miała za niedługo powtórkę z rozrywki, myślę że pierwszy jego raz wybaczyłaś zbyt szybko i uznał, że wybaczysz drugi, trzeci, czwarty...
Cytat
A Ty gdzie w tym jesteś? Dajesz a nie otrzymujesz; tak było wygodniej, spokojniej, nie wymagałeś on nic nie musiał. Wiedział, że w ogień za nim wskoczysz i pozwalał sobie na wiele, raniąc Ciebie przy tym, no ale Ty przecież jesteś waleczna, poradzisz sobie. Dlaczego sobie to robisz? Dlaczego siebie nie kochasz?
Cytat
Nie zmuszaj go do terapii, jeśli nie chce to nie, ona sam musi do tego dojść, że zawalił, nie rób za niego roboty, nie naprawiaj czegoś co on zepsuł.
Cytat
Doopka mu się pali, chwyta się wszystkiego, prz Tobie jest mu wygodnie ale przygody z Tobą nie przeżyje.:niemoc
Po prawej stronie masz 34 kroki, zastosuj je w większości to pomoże Ci nieco stanąć na nogi i zdystansować się do sytuacji a wtedy inaczej będziesz oceniała swoje położenie.
Widzisz absurd tych tłumaczeń? on nie ma szczerych intencji; nie ma potrzeby pracy nad sobą; nie zmienisz tego; przymuszeniem jeszcze nikt nigdy nie doprowadził do szczęścia; nie stawiasz granic i dziś ponosisz tego konsekwencje, jeśli dalej nie będziesz potrafić stawiać to pewnie i nie ostatni raz;prośba i groźba nie zadziała; tutaj jest już czas na działanie, na konkrety, nie pytając go o zdanie; to bolesne i trudne, ale jedyne rozwiązanie, które może dać Ci odpowiedź co dalej; boisz się cholernie tego kroku to naturalne; boisz się, że coś stracisz; tylko zadaj sobie pytanie co stracisz? czy możesz stracić coś więcej niż już straciłaś?
Poprzednie zdrady mogłam sobie jakoś tłumaczyć. Traktowałam to jako gawędziarz erotoman. Tym razem zrobił coś w co do dzisiaj nie mogę uwierzyć. Minął już miesiąc i przychodzą momenty gdzie zastanawiam się czy to tylko zły sen i że zaraz się obudzę.
Mam teraz milion wyrzutów do siebie że gdybym go bardziej pilnowała albo lepiej się postarała albo była bardziej wymagająca to by do tego nie doszło.
A co ze mną? Dopiero teraz do mnie dociera, że tak naprawdę to mnie nie było w tym związku. Zawsze była cała uwaga poświęcona temu żeby mąż był szczęśliwy.
Poczciwy- słusznie zwróciłeś mi uwagę na to, że nie ma z jego strony chęci pracy nad sobą. Bo skoro nie zrobiłem nic złego to nad czym mam pracować? Po poprzednich razach były setki rozmów, że nie akceptuję takich sytuacji, że dla mnie jeśli coś takiego by się miało zdarzyć to jest koniec. A teraz próbuję się przekonać, że da się tak żyć. Uważa teraz, że wie czego mi nie dawał i jest w stanie to zmienić. Tylko że już jest chyba za późno. Nie wydzwaniam, nie piszę, nie rzucam mu się na szyję. To on teraz ciągle nie odpuszcza.
Cytat
To ponury żart czy faktycznie tak uważasz? Jeśli jednak to nie żart to właśnie obnażyłaś swoją największą tragedię tym jednym zdaniem;
Pilnować? Ty masz dziecko czy partnera? Myślisz, że przykucie go do siebie coś zmieni? Wtedy naprawdę byłabyś szczęśliwa? Jaka jest Twoja definicja szczęścia? Miłość, partnerstwo, związek to nieprzymuszony i bezinteresowny akt woli; masz rację z tym staraniem; gdybyś nie doprowadziła do takiej nierównowagi między Wami to być może z szacunku do Ciebie dwa razy zastanowiłby się a tak dostał wszystko na tacy od Ciebie; w żaden sposób nie musiał się starać, angażować, miał wszystko zagwarantowane z góry; i to faktycznie jest Twój udział; masz ewidentnie problem z poczuciem własnej wartości; i to jest coś na czym powinnaś się w pierwszej kolejności skupić jeśli chcesz ruszyć do przodu;
Cytat
A jaka jest Twoja definicja zdrady? Zdaje się, że inna nieco. Przesuwał wobec Ciebie coraz śmielej granice a Ty pozwalałeś na to bo wierzyłaś, że to mądry i rozsądny człowiek i kiedy on zdradzał Ty dalej wierzyłaś, że nigdy by Ci nic złego nie zrobił; łykałaś jego bajki. Tłumaczyłaś sobie
Cytat
Cytat
Z Tobą jest wszystko ok. chciałaś kochać i być kochana. Kochałaś za dwoje i byłaś kochana poprzez wykorzystywanie Twojej miłości, o to ci w życiu chodziło? Chyba raczej nie o taką miłość. Zagubiłaś się bardzo.
34 kroki wprowadź. Odzyskuj siebie i nie myśl o wybaczeniu, to jeszcze nie ten czas. Pomyśl o sobie, odnieuzależniaj się od niego.
Tak, wierzyłam że do tego nie będzie zdolny. Że nie posunie się tak daleko. Wiedział doskonale, że to będzie koniec. Nie wiem może dlatego mu w pewnym momencie "opadł " bo przyszedł przebłysk co robi? Tylko czy to ma jakieś znaczenie? Nie. Dla mnie nie, dla niego tak. Myśli chyba, że to może być taryfa ulgowa. Jasno mówię, że już za późno. Zdecydowanie za późno.
Trzy dni po tym jak się dowiedziałam wyprowadziłam się. Czyli już ponad miesiąc nie mieszkamy razem. Znalazłam szybko drugą pracę, byle jaką. Bo mamy niestety własną firmę, ale chciałam się odizolować. Pierwsze początki były koszmarne nie mogłam nawet patrzeć w jego kierunku. Było mi niedobrze jak coś do mnie mówił. Teraz się to zmieniło. Zauważyłam jaki wpływ mają na mnie jego słowa. Te obietnice. Tylko dzięki temu, że mieszkamy osobno zachowuję jeszcze zdrowy rozsądek. Bo to nadal tylko obietnice. Nic nie zrobił, nic nie zmienił. A ja zauważam jak łatwo się na nie nabieram.
Bardzo dziękuję Wam za odpowiedzi. Mają dla mnie duże znaczenie, nikt tu nie wyśmiewa i nie krytykuje a pomaga spojrzeć na wszystko z innej strony.
Na 34 kroki natknęłam się już jakieś 3 tygodnie temu. Pomału je wdrażam.
Dziękuję
Cytat
on stoi w miejscu, Ty ruszyłaś dalej, jesteś krok do przodu, nie ustawaj.Idź. Dla Ciebie to jedyna droga do uzdrowienia.
On musi sam sobie poradzić, nie pomagaj mu w tym; możesz tylko zaszkodzić. Pozwól mu spojrzeć na siebie takiego jakim jest. Do tej pory czuł się usprawiedliwiony ze swoich wyczynów.
1. Z wygody i lęku udawać, że nic się nie stało, kontynuować dalej to co robiłaś przez ostatnie lata do momentu aż po raz kolejny nie dostaniesz obuchem w głowę, bo to,m że dostaniesz raczej jest pewne pytanie tylko kiedy i jak mocno;
2. Wziąć się w garść, spojrzeć prawdzie w oczy i powoli i wyboistą drogą zacząć świadomie wychodzić z tego marazmu;
Wybór należy do Ciebie; nikt za Ciebie życia nie przeżyje, ale każdy z nas był kiedyś na takim etapie jak Ty dziś;
Cytat
to niemądre ale naturalne, trudno nie tęsknić za swoimi wyobrażeniami, kiedy one były takie piękne. Po prostu zderzyłaś się z rzeczywistością i jesteś na etapie ciosów zadawanych przez prawdziwe życie. Życzeniowość, którą żyłaś w swoim małżeństwie jak widzisz jest bardzo zgubna.
Poszukaj dobrego terapeuty, niech to będzie na teraz Twoim zadaniem, zajmiesz czymś glowę. Uprawiaj sport, chodź na spacery, zacznij brać jakieś witaminy, które Ciebie wzmocnią, sprawiaj sobie małe przyjemności. Z dnia na dzień będzie coraz lepiej; minął dopiero miesiąc, to bardzo krótko, żeby się z tym uporać.
Ze wszystkim trafiacie w samo sedno.
Cytat
bo byliśmy w tym samym miejscu co Ty.
Jeślisz przełamiesz schematy, które Ty powtarzasz w stosunku do męża będziesz w zupełnie innym miejscu, tylko daj sobie czas, miesiąc to zdecydowanie za krótko na odzyskanie siebie.
Pracuj Dianka, pracuj nad sobą i że sobą.
Komentarz doklejony:
Cytat
Ja brałam leki ziołowe na uspokojenie, później brałam coś mocniejszego z leków, czasem chemią na chwilę warto się wspomóc.
Bardzo dobrze, że się wyprowadziłaś. Ochłoń. Wydaje się, że masz ochotę spróbować jednak. Ja przestrzegam jednak przed zbyt szybkim powrotem do "normalności".
@Dianka - idziesz w dobrym kierunku. Ja nie mam dzieci i nie miałem rzeczywiście takiego dylematu, ale jak nie zadbasz o siebie to nie zadbasz o dzieci. Nie miej również wyrzutów jak ten dramat będzie Cię drażnił latami - to jest ciężki proces, dla każdego indywidualny. Jeden zapomni po 3 m-cach, a inny po 10 latach. To jest trudny czas, który wykorzystaj dla siebie i dzieci, a nie rozmyślając jak naprawić związek i wrócić do męża. Trzymaj się i pisz na forum jak będziesz miała taką potrzebę. Ludzie tutaj są bardzo otwarci i doświadczeni. Nie ustępuj ani krok od swojego przyszłego szczęścia, nie zawierzaj go tej samej osobie, która Cię zdradziła.
Cziken dziękuję za dobre słowo. Każde jest na wagę złota. Wiem, że macie tu bardzo duże doświadczenie i bardzo doceniam każdą radę od każdego z Was. Zaczęłam traktować tą sytuację jak żałobę. Muszę poprostu przez nią przejść inaczej się nie da
Właśnie mam takie odczucia jak wy że budzę się przy zdrajcy który dalej nic nie zrozumiał, bo nawet ostatnio numer drugi sobie kupiła. Oczywiście mnie nie poinformowała o takim drobiazgu. Swoją drogą już nawet z nią nie śpię, bo skoro inni są lepsi to po co i ten brak empatii z jej strony. Zdradzający nie zdają sobie sprawy ile szkody robią. Nerwica za mną, stany lękowe, herbaty na uspokojenie i leki. Także trwaj przy swojej decyzji.
A potem by w mojej głowie zaczęły tworzyć się chore wizje, takie które nigdy się nie spełniły pomimo obietnic. Dzięki temu, że tu jestem mogę zobaczyć jak zaczynają puszczać mu nerwy, że nie chcę zrobić tego co on chce. Bo kiedyś wcześniej bym już była z powrotem u niego pełna nadziei, że tym razem mówi prawdę i mu zależy. Nie, nie zależy mu. Poprostu traci kontrolę nad swoją własnością
Cytat
To straszne, co napisałeś. Jakbyś uznał, że zasłużyłeś na zdradę. Nie znam Twojej historii, nie wiem, co tam się wydarzyło. Ale to koszmarnie smutny wniosek.
Nie jestem na szczęście na etapie urabiania mnie poprzez przerzucanie 100 % winy. Generalnie decyzję o rozsypaniu podjęła u mnie żona poprzez liczne zdrady emocjonalne, fizyczne i brak empatii.
Cytat
To jest wierutna bzdura! A na szacunek też musisz sobie zasłużyć? Bo na to aby nie zostać zdradzonym i być kochanym bezinteresownie, prawdziwie już tak, wynika z Twoich refleksji. Smutne, ale dające obraz tego gdzie jesteś po tych 4 latach. Twoje życie.
Jedyne co muszę sobie wybaczyć to to, że zapomniałam o sobie, że gdzieś tam w przeszłości zgubiłam się po drodze
Cytat
Poczciwy, ale może on jest właśnie tam, gdzie chce i powinien być. Nie znamy całej historii, może robił coś, co faktycznie doprowadziło żonę do krawędzi. Zdrada wprawdzie nie jest żadnym wyjściem, ale są sytuacje, które trudno nawet nam pojąć, ludzie jednak w końcu się ogarniają i wiodą życie, jakie zawsze chcieli wieść. Obydwoje może byli dla siebie podli. To lekko tragiczne i smutne, jako sytuacja wyjściowa, ale zobacz, ostatecznie efekt lepszy niż na przykład w przypadku takich osób, jak ja, które wciąż, po latach, nie potrafią wybaczyć. Może właśnie dlatego, że nie czują się w żaden sposób winni (nie zdradzie, a kryzysowi, który nastąpił w ich związku). Ja postrzegam kryzys w naszym małżeństwie jako efekt jego nielojalności, zdrad właśnie. Rejestrując się na portalu erotycznym, wchodząc w kontakt z innymi kobietami, spędzając czas na flirtach, erotycznych konwersacjach, zaniedbał nas. Ja stałam się mniej atrakcyjna, nasz związek był szarą codziennością, ja, w porównaniu z tymi kobietami, chętnymi, dającymi tylko to, czego on pragnął, nie chcącymi od niego niczego więcej, no średnio wypadałam. Stajemy się dla naszych partnerów takim trochę meblem w domu. Który na dodatek czasem jeszcze zawadza, bo stoi nie tam, gdzie powinien. Człowiek idący w kierunku zdrady, zaniedbuje istniejącą relację i co do tego nie ma wątpliwości. A skoro zaniedbuje, jest ślepy na partnera. I żeby partner na rzęsach stawał, nie zobaczy w nim tego, co widzi w obiektach chwilowego pożądania.
Dianka, mam takie same przemyślenia. Mam pretensje do siebie, że nie byłam dla siebie samej ważniejsza. Nie mogę sobie darować. Również zostając pokazałam, że my jesteśmy ważniejsi niż ja. Że on, jego dobro, komfort są ważniejsze.
Mam czasem myśli czy może wrócić. Tylko potem od razu mam odruch wymiotny. Nie jestem w stanie przetrawić tego, że poszedł z nią do łóżka. A jeszcze bardziej nie rozumiem dlaczego mówi, że do niczego nie doszło? Dlaczego tak kłamie? Przecież było wyraźnie napisane.
Dlaczego Twój mąż kłamie? Cóż, wie to tylko on. Chyba każdy zdrajca kłamie.
Ja bym wybaczyła mojemu mężowi, naprawdę, nie miałabym chyba większego problemu, gdyby wszystko "po" odbyło się inaczej. Gdyby sam, targany wyrzutami sumienia, powiedział, co zrobił. Gdyby wyznał całą prawdę sam. Gdybym widziała, że cierpi, że ma potężne wyrzuty sumienia. A mój mąż cierpi, bo ja mam kryzysy. Bo ja mam problem. Cierpi, to może nieodpowiednie słowo, wtedy jest mu źle. To przecież męczące. Nie wiem... Może jesteśmy zbyt różni, wartości, zasady, jakimi się kierujemy, tak się rozjeżdżają, że trudno mi zaakceptować, że mógł tak z premedytacją, świadomy tego, co robi, dla chwili radochy, zrobić coś takiego. I potem milczeć, ukrywać, patrzeć mi w oczy i nie mieć potrzeby wyznania prawdy. Ja nie widzę u niego cierpienia, a chciałabym. Serio. Chciałabym, by choć raz przyszedł i powiedział, że mu źle, że cierpi, że jak myśli o przeszłości, to aż mu się niedobrze robi, że nie wie, jak mógł być takim kretynem. Wiesz Dianka, no bywa, że jest Ci strasznie źle i chcesz się tym podzielić z partnerem, prawda? Mojemu mężowi chyba nigdy strasznie źle nie było. No bo czemu? Fajnie przecież było, czemu miałby z tego powodu cierpieć?
I bywa dobrze, tzn. mój mąż bardzo się stara. Nasze małżeństwo może wyglądać teraz na prawie idealne. Zupełnie jakby właśnie się zaczęło. Ale ja udaję. Tzn. ja próbowałam, bardzo. Tylko przestaję już wierzyć w to, że kiedykolwiek to się skończy. Że przyjdą takie dni, że te słynne "flashbacki" nie będą się pojawiać, że położę się obok niego i nie zobaczę tego, co widzę wciąż od 4 lat. Przestałam wierzyć, że wybaczę. Dodatkowo, mój mąż nie widzi sensu w terapii. Sami przecież świetnie sobie radzimy. Dlatego zaczynam ją sama. Wie, że najprawdopodobniej będę walczyła na niej o siebie, nie o nas... I to też smutne.
Zbliżają się święta. Obrzydzenie mnie bierze na samą myśl. Nie potrafię zrobić tak żeby usiąść przy stole z dziećmi a jego zostawić samego. Muszę to jakoś ułożyć sobie w głowie. Najchętniej to bym poprostu uciekła gdzieś daleko żeby wszyscy dali mi święty spokój
Wybaczyłam i na dzień dzisiejszy nie żałuję, a co będzie kiedyś, czas pokaże. Miałam milion różnych scenariuszy, nie mamy dzieci, wiec cały wachlarz - poza rozstaniem, więc dałam mężowi/nam szansę, lecz prawda jest taka, że po zdradzie nic nie jest już takie samo i niestety już nie będzie. Jest inne, co nie zawsze znaczy gorsze, ale po prostu inne, nowe, trudne, kruche, trzeba się pilnować, ciągle starać i bynajmniej nie osaczać/nie kontrolować, dać tej drugiej osobie czas się wykazać, że jest warta ponownego zaufania... Praca, praca i jeszcze raz praca, nie każdy ma na to chęć i cierpliwość. Musisz wiedzieć, czego chcesz, powiedzieć sobie wprost, że to tylko od Ciebie zależy, czy naprawdę chcesz się z tym mierzyć, czy może zacząć wszystko od nowa. Moim zdaniem, nigdy nie jest za późno na zmiany, lecz jeśli nadal coś Was łączy jest uczucie, to chyba warto. Są zdrady i rzdradar1;. Nie byłam takim kozakiem, nie wyobrażałam sobie siebie z kimś innym. Przerażało mnie to, że straciłam oparcie, poczucie bezpieczeństwa, cały sens życia. Przez myśl mi nie przeszło, że mogłabym zdradzić, lecz - o dziwo - ta "opcja" pojawiła się jakiś czas po jego zdradzie. Odkryłam to, kiedy wyjechaliśmy ze znajomymi w góry. Bałam się, że zdrada męża mnie zepsuje, tyle się słyszy o rodegraniu sięr1; itd. że będę szukała okazji, prowokacji, żeby po prostu sobie ulżyć w cierpieniu, ale nie tędy droga, wcale tego nie chciałam. Po prostu łechtała mnie sama świadomość i całe szczęście, gdyż nie wybaczyłabym tego przede wszystkim sobie, nie mogłabym po prostu żyć z piętnem zdrajcy. A życie ze rzdrajcą, na które dość szybko się zdecydowałam? Cóż, minęły dwa lata. On się stara, ja się staram, trzymamy się mocno, i z każdym dniem coraz mniej myśli o tamtych złych chwilach, już nie godziny, nie dnie, a nawet nie miesiące. No i jest jeszcze moja choroba, przez którą podobno wszystko się stało (he he). Fakt, że od dłuższego czasu moje wyniki są zadowalające, że zaczęłam bardziej patrzyć w rsiebier1; a nie na siebie, też mówi sam za siebie. Pozdrawiam i życzę powodzenia w dokonywaniu trafnych wyborów :]