

| dusiaczek12 | 11. Grudzień |
| monika0070 | 11. Grudzień |
| goniusias | 11. Grudzień |
| mona12 | 11. Grudzień |
| Uma | 11. Grudzień |
JamesTon | 00:31:10 |
Landexpzglosy | 00:45:59 |
soighlah | 02:29:12 |
Sfinks | 03:42:28 |
Julianaempat... | 04:19:19 |

Witam,
Nigdy w życiu nie przypuszczałem że będę kiedykolwiek szukał porad na takim forum jak to ale życie bywa strasznie przewrotne.
Tydzień temu żona przyznała mi się do zdrady - po 7 latach związku i lekko ponad roku małżeństwa. A jakby tego było mało to mamy jeszcze wspaniałego 5-letniego syna, który jest całym moim światem. Ciężko było mi przyjąć to co usłyszałem. Żona przymierzała się cały dzień z jakimś trudnym tematem, było to po niej widać bo w ciągu dnia kilkukrotnie płakała ale byłem pewien że powie mi o jakiejś swojej chorobie albo chorobie kogoś bliskiego z rodziny. W życiu bym nie przypuszczał że powie mi o zdradzie. Mówiąc to płakała, mówiła że żałuje że mnie skrzywdziła i że nie zasłużyłem na to. Nie będę się wdawał szczegóły tej pierwszej rozmowy ale moje wrażenie było takie że ona żałuje i że nie wszystko jeszcze stracone. Każda ze stron wyrzuciła z siebie to co na sercu leżało. Ja sobie przez parę dni wszystko w głowie poukładałem, oswoiłem się z tą myślą a przynajmniej próbowałem. Postanowiłem sobie że spróbuje ten związek uratować. Że wybaczę ale nie zapomnę. Zacząłem planować wspólny wyjazd w góry żeby się wyrwać z tego bagna na parę dni. Z drugiej jednak strony postanowiłem że spróbuje dociec prawdy bo żona na wiele pytań mi nie odpowiedziała.
Kilka kolejnych dni było między nami całkiem poprawnych jednak punkt kulminacyjny miał miejsce wczoraj wieczorem - żona po 22 wyszła z domu na godzinę, nie chciała powiedzieć gdzie idzie i nie odbierała telefonów. Po powrocie jakby nigdy nic udawała że wszystko jest normalnie, dalej jednak nie chciała zdradzić gdzie była. Zaczęła w żartach wymyślać a to sklep, a to siłownia w pracy a to randka itd... Jej problem polega na tym że trafiła na męża inteligentnego i pewnym podstępem przy użyciu sprzętów szpiegowskich udało mi się odblokować jej telefon kiedy już poszła spać a tam zobaczyłem coś czego się spodziewałem ale za wszelką cenę nie chciałem dopuścić do głowy. Rozmowy z kochankiem na komunikatorze, które ciągnęły się od kilku tygodni. Jak się okazało był to kolega z pracy. Z rozmów tych wynikało że żona właśnie wróciła od niego i że ze sobą właśnie spali. Tego się spodziewałem ale do końca wierzyłem że może jednak to tylko moje wyobrażenia podejrzliwego męża. Do tego wszystkiego znalazłem film w telefonie jak uprawiają seks... Może to dziwnie zabrzmi ale poczułem taką bezsilność a jednocześnie satysfakcję że moje przeczucia się sprawdziły, że mam mocne i niezaprzeczalne dowody że ta zdrada to nie był jednorazowy skok w bok tylko romans, który trwał co najmniej od pół roku. Co zresztą żona mi później potwierdziła.
W pierwszej chwili kiedy ją wybudziłem to wszystkiego się wypierała, dopiero jak powiedziałem że widziałem film i opowiedziałem ze szczegółami to dotarło do niej że robi się poważnie. Nie wiem co i jak Wam dalej pisać ale czuje potężną potrzebę wygadania się komuś. Ze znajomymi nie porozmawiam bo nie ma się czym chwalić, z rodzicami tym bardziej bo w takie rzeczy nie można mieszać rodziców. Żona zaczęła mnie przepraszać, pierwszy raz w życiu po 7 latach związku usłyszałem z jej ust że mnie za coś przeprasza. Do tej pory miała się chyba za osobę nieomylną lub po prostu nie potrafiła się nigdy przyznać do błędu, co często jej wytykałem, zawsze to ja byłem tym który brał na siebie część odpowiedzialności za nasze problemy. Więc przepraszała mnie przez prawie pół godziny przytulając się do mnie czego też od bardzo dawna nie robiła. Ja generalnie byłem w szoku ale o dziwo z zewnątrz nie dawałem po sobie nic poznać. Zero płaczu, zero krzyków, zero emocji. Chociaż w środku byłem cały rozdygotany. To się pewnie nazywa szok. W końcu zaczęliśmy ze sobą rozmawiać i w pewnym momencie żona pękła, zaczęła płakać dalej mnie przepraszając. Wiem że to było szczere bo nigdy się w taki sposób wobec mnie nie zachowywała. Do tej pory co druga nasza kłótnia kończyła się jej groźbami rozwodu, teraz już wiem czemu tak łatwo jej to przychodziło. Tym razem widziałem w jej oczach prawdziwy żal i smutek. Nie chcę jej bronić i tłumaczyć bo uważam że na zdradę nie ma usprawiedliwienia. Ale szczerze mówiąc w pewnym momencie zrobiło mi się jej żal.
Twierdziła że zbłądziła. Że niżej już upaść nie można i że może taki właśnie wstrząs nam był potrzebny żeby przejrzeć na oczy. Prawda jest taka że w naszym związku od dawna się nie układało, ja spędzałem coraz więcej czasu na komputerze wieczorami, chodziłem coraz później spać. Ona zasypiała sama, często reagowała bardzo nerwowo na wiele błahostek dnia codziennego. Oboje na wzajem zarzucaliśmy sobie brak okazywania uczuć w związku. Zdarzyło się w tym roku ze 2 razy tak że żona chciała gdzieś jechać na weekend tylko we dwoje ale raz ja zrezygnowałem bo boję sie latać samolotami a drugi raz pokłóciliśmy się o opiekę nad dzieckiem, w sensie moi czy jej rodzice mają sie nim zająć. Błahostki które się namnażały miesiącami w końcu nas podzieliły na dobre. Nie chciałem drążyć czyja to wina bo prawda jest taka że wina zawsze leży po środku. Nie chcę tez jej bronić bo powtórzę kolejny raz - na zdradę nie ma usprawiedliwienia.
Ale będąc całkiem szczerym ja też już jakiś czas temu miałem myśli takie że nie jestem w tym związku szczęśliwy i że może czas to zakończyć. Też zacząłem myśleć o innych kobietach ale w pewnym momencie złapałem się na tym że nie potrafię wyjść z domu udając że idę do pracy a tak na prawdę iść się spotkać z kimś innym. Moja żona tak robiła przez pół roku. Przyznam się że na moim wieczorze kawalerskim też byłem bardzo bliski zdrady i gdyby to tylko ode mnie zależało to i ja bym miał na koncie zdradę. Nie chcę się tłumaczyć ale w moim rozumowaniu jest minimalna różnica między jednorazowym skokiem w bok w ramach ostatniego wieczoru stanu kawalerskiego a permanentnym i wielokrotnym zdradzaniem na plecami nic nieświadomego męża.
Nie wiem co dalej będzie, żona jest dziś w pracy i obiecała mi że dziś zakończy ten romans. Obiecała mi że chce ratować małżeństwo. Mamy cudownego syna, mamy plany bo chcieliśmy w przyszłym roku rozpocząć budowę domu. Po zakończonej budowie myśleliśmy o drugim dziecku. O wspólnych kredytach nie wspomnę. Nie wiem co dalej robić. Z jednej strony mam się za osobę silną, nie okazującą emocji i słabości. Wybaczając żonie nie chciałbym wyjść na przysłowiową pi*dkę. A z drugiej strony może faktycznie potrzebowaliśmy takiego wstrząsu. Może faktyczne przejrzymy na oczy i zaczniemy się wzajemnie dostrzegać. I nasze potrzeby.
Mam 35 lat i to jest mój drugi poważny związek w życiu. Pierwszy trwał rok. To nie dla tego że nie miałem adoratorek. Nie. Było ich kilka ale ja jestem osobą, którą bardzo ciężko jest sobą zainteresować do tego stopnia żebym się zaangażował na 100%. W ten związek się zaangażowałem, gdyby tak nie było to nie pisałbym dziś tego tylko dawno już zakończył tą relację. I choć wielokrotnie, w przypływach złości miałem w myślach ochotę wyrwać się z tego związku to coś mnie jednak powstrzymywało. Nie wiem jak to nazwać, mam problemy z określaniem uczuć. Może to właśnie jest miłość??
Jeśli ona nie zmieni pracy,kontaktu z kochankiem to jest pewne,że takie naprawianie będzie mijało się z celem.
Komentarz doklejony:
Otrzeźwienie nastąpi jak wstrząśnie się taką osobą. Nawet jakby musiał udać się do tego pana i jego żony, już nie ważne czy ma dzieci ale nie może dawać sobie tak pogrywać. Albo w lewo albo w prawo, inaczej taka paranoja będzie ciągnęła się dalej aż wreszcie może sama wróci z podkulonym ogonem jak wyjdzie że kochaś miał ją tylko za darmową nałożnicę,ktorą sobie małym kosztem powiedzmy rozkochał w sobie i korzysta.
Komentarz doklejony:
Wszystko jest jeszcze przed autorem, czas i samo życie wszystko zweryfikuje.
Cytat
Ale tylko wtedy gdy zdrajca odczuje to co zrobiła, więc cytuję słowa Kleopatry
Cytat
Pablo pisałeś, że chcesz z żoną gdzieś wyjechać, żeby coś tam naprawiać. Szczerze powiem Ci to głupi pomysł. Jeżeli masz jeszcze kumpli( bo z własnego doświadczenia wiem, że żonki lubią ograniczać wszystko i po rozstaniu zostajesz sam jak palec, bez hobby i przyjaciół) to jedź z kumplami tam gdzie lubisz. Góry, jeziora, morze. Zrób sobie wypad , zrób sobie reset alkohol niech się leje do odcinki. Oczywiście później nie pij , bo to szkodzi w perspektywie niż pomaga. Jednorazowy reset z kumplami. Najlepiej wyjazd kilkudniowy. Jeżeli żona odcięła Cię od Przyjaciół to sam jedź. Najlepiej , żeby to był wyjazd aktywny. Spacery po lasach, górach. Kilkadziesiąt km dziennie, żebyś odciął się od problemów. Telefon oczywiście wyłączony, żeby nikt Ci nie przeszkadzał wrócić do stabilizacji. Nie zabieraj żadnych kobiet na wyjazd. Zastrzeż to znajomym. Tylko męskie grono. W początkowym etapie dochodzenia do siebie i do zbudowania własnej wartości one do niczego Ci nie są potrzebne. Jesteś kastratem niestety tak jak ja nim byłem i prawie wszyscy mężczyźni na tym forum. Czas odbudować swoje jaja...
Pozdrawiam serdecznie.;😉
Komentarz doklejony:
A co do rozwodu to decyzję podejmiesz sam. Tylko żonie nie mów o nagraniach bo pani już na pewno zaciągnęła języka u koleżanek, kochania lub adwokata. Dowody są dla Ciebie do rozprawy. Gromadź i nie rozmawiaj z żoną. I uważaj co mówisz, ponieważ w dobie dyktafonów w telefonie i całej elektroniki Twoja koleżanka małżonka może Cię nagrywać i przedstawiać dowody nagrań w Sądzie. Odetnij się całkowicie metoda 34 kroki. Nie dyskutuj, nie płaszcz się przed nią i nie wszczynają awantur. Masz dziecko i musisz uważać, bo kobieta zmieni Ci się o 180 stopni jak pozew dostanie. I nie wierz w nic co mówi. Zero awantur, zero. Pamiętaj. Miej wyje......e. To nie Ty masz się starać tylko ona. Pamiętaj Ojcem można być dobrym nawet po rozejściu się z partnerką. Ważne jest to żebyś stanął na nogi, bo dzieci wyczuwają niestety przygnębienie rodziców.
Moim zdaniem "nie tedy droga" 😁
Dla siebie powinien sie zmieniac i w tym celu podejmowac okreslone kroki, a nie w celu zwiekszenia swojej atrakcyjnosci w oczach tej czy innej kobiety.
Nie mozna stawiac partnea w centrum wlasnego "wszechswiata", bo to automatycznie sprowadza do roli "satelity" krazacgo wokol "gwiazdy".
I nie ma znaczenia jak to nazwiemy: Bialorycerstwo, MGTOW czy Redpill. Jesli partnerka (nawet potencjalna) nadal bedzie "najwazniejsza", a jej szczescie tozsame z "moim szczesciem" to roznica miedzy wspomnianym wyzej Bialym Rycerzem, a MGTOW czy Redpill bedzie kosmetyczna, skupiajaca sie na metodach, a nie celu.
Oczywiscie, zeby nie bylo. O partnera trzeba sie troszczyc, ale tak, jak winno sie troszczyc o osobe dorosla, a nie niesamodzielne dziecko - byc obok i wspierac, ale nie wyreczac (w jego drodze do szczescia). Jak to mowi moja A.: "Oddychac razem tym samym powietrzem, a nie za kogos".
Chyba to forum bracia samcy spaczyło Ci spojrzenie i mózg do reszty. Siedzą tam skrzywdzone łajzy, którym padło na mózg i uważają, że wszystkie kobiety są złe. Prawda natomiast jest taka, że tak jak faceci są złe i dobre kobiety, te które maja kręgosłup moralny wiedza co to poświecenie i te bez serca. Nie można popaść w żadną skrajność. Czego Ty się nażarłeś, że uważasz, że każda kobieta reaguje tak samo i to jest biologia? Kobiety lubią pewność siebie i to je pociąga, nie trzeba dorabiać do tego wielkiej ideologii. Mozna być miłym, pewnym siebie kolesiem i mieć powodzenie. Chyba w Twoim spisie lektur zabrakło Ci trzech "NLP" John Seymour, "Prawo Odwagi" Green i "Gra" Neil Strauss. Zamiast tych głupich wypocin podchorążych, generałów i innych błaznów z tej strony o samcach zasięgnij dobrej lektury albo wejdź na stronę "podrywaj" zostało tam jeszcze kilku ludzi ze starej gwardii co stawiają na normalny samorozwój i nie szufladkują nikogo. Najbardziej zmanipulowanym kolesiem wbrew pozorom jesteś Ty baczd, dałeś się zapędzić jak dzieciak w jakiś schemat myślowy pomimo, że lata swoje masz. Niedługo staniesz się taki zgorzkniały jak te łajzy z samców i tyle będziesz miał z życia. Zamiast myśleć samodzielnie łykasz jak pelikan przekonania dzieciuchów i przekuwasz to w równie durne rady na tym forum.
Pozdrawiam
"Sralec alfa to, sralec alfa tamto..."
Jakies leczenie brakow i kompleksow?
Jak bedzie umial zyc sam ze soba to zadne "sralcowanie", czy to alfa, czy omega do niczego mu nie bedzie potrzebne, bo po prostu bedzie robil swoje niezaleznie od tego jaka zdaniem innych bedzie mial pozycje w stadzie. Jesli w ogole bedzie chcial do stada nalezec 😁
Piszac co napisalem poprzednio chcialem zwrocic j3dynie uwage, ze wszelkie podejmowane dzialania powinny miec na celu przede wszystkim dobrostan osoby, ktora te dzialania podejmuje.
Cala reszta jest tylko, niekoniecznym skad inad, dodatkiem.
Cytat
To "sralec alfa" (celowe przejezyczenie) slysze ostatnimi laty odmieniane przez wszystkie przypadki.
"Sralec alfa to, sralec alfa tamto..."
Jakies leczenie brakow i kompleksow?
Tak samo mówi się o samicy alfa...
Wydaje mi się, że jest to z dawnych czasów ...
Co do zdrad w związku i bycia takim samcem czy siakim to w moim przekonaniu nie jest problemem a to dlatego, że jedna pani lubi mędrca druga lubi kulturystę, wszak dla każdego co innego ...
Problem zaczyna sie jak po zdradzie zdrajca nie przerobi tematu.
Gołosłowie.
Czytając to forum natrafiłem bodaj na dwa przypadki w których widać było jak zdrajca przystąpił do naprawy związku, do zadość uczynienia za krzywdy, które wyrządził.
Widać było w tych wątkach, że zdrajca nie szukał winy u kogoś innego tylko wziął się za siebie i zaczął swoistą diagnostykę co ze mną jest nie tak ze zostałem/am zdrajcą...
W takim przypadku dla mnie jak najbardziej zrozumiałym jest danie mu przez zdradzonego szansy na bycie w związku.
Zdrajca wie gdzie lezy przyczyna i siÄ™ nad przyczyna pochyla.
Przecież zawsze można odejść nie trzeba zdradzać.
Tu w tym wątku to jest masakra przez duże M
Tu jest porażka
Tu jest klęska
Tu była próba usankcjonowania bycia dupkiem w związku (nie piję do osoby tylko do jego pozycji w związku)
Na co liczy autor jak propozycja naprawy związku zaczyna się od zastrzeżonego telefonu????
Ok można by się pochylić jak by takiej propozycji coś jeszcze towarzyszyło, np postaram się tak żyć tak być przezroczystą że będziesz wiedział iż mogę zastrzec telefon bo np w pracy ktoś może mi w nim narozrabiać.
Czyli mam zastrzeżony w pracy ale ty na kciuk możesz go odblokować w każdej chwili bo niby co mam w nim na tyle osobistego, ze ty nie możesz tego przeczytać ?
W dodatku wiem, ze jestem zdrajcą więc na zaufanie muszę zasłużyć...
Tu w wątku ,,od razu się zgodziłem" czyli:kapitulacja
Na co liczył autor,ze poobijani rożnym zdradami ludzie, którzy tyle dostali po dupie od swoich zdradzieckich partnerów co pogłaszczą go po głowie?
Co mieliśmy mu napisać fajnie że jesteś nikim w zwiazku fajnie no tak trzymaj?
Co mieliśmy pisać nabożne życzenia ale będzie dobrze?
Zastanawia mnie czy autor chociaż wysilił się na tyle bo trochę to forum poczytać by zrozumieć dlaczego od większości z nas oberwał i czy rozumie za co oberwał.
Powiem więcej zakładam się o 18 letniego whiskacza, ze najdalej za pół roku autor odkryje zejście do podziemia swojej żony.
SkÄ…d to wiem?
Ano z tego co przeczytałem co według niej znaczy naprawa związku.
Więc pisze raz jeszcze zakład stoi a słowo nie dym i i wyślę kurierem jak przegram podasz adres i wyślę ci kurierem.
Schemat się powtarza, a u ciebie nic nie wskazuje na t,o że będzie odstępstwo od normy
Oczywiście życzę powodzenia ba spokojnie gołdę ci wyślę jak przegram bez żalu a nawet ucieszy mnie fakt, ze tobie się udało
Są pewne prawa i zasady wypracowane przez wieki istnienia ludzkości.
Oto kilka z nich wraz z komentarzem
1) I-sza zasada dynamiki: Ciało raz puszczone, puszcza się nieustannie. W sprzyjających warunkach to puszczanie się nawet przyspiesza. I potrzeba siły/wstrząsu aby go zatrzymać. U Ciebie nie wystąpiła ŻADNA taka siła/wstrząs wobec tej osobniczki ( nie napiszę "żony"
2) Dziwka/prostytutka to nie to samo co q**a. Te pierwsze "dajÄ…" tylko za pieniÄ…dze/fanty. Q***a i za pieniÄ…dze (od Ciebie) i z "chcicy"("cieczki"
3) "Najtrudniejszy pierwszy krok, zanim innych zrobisz sto" - Więc nie łudź się - w świetle tego co napisałeś NIE MASZ SZANSY uratować tego co już się nie da uratować. Bowiem "q**a" to nie zawód - TO CHARAKTER. Ty zostając z nią musisz przyjąć za pewnik, bo o tym świadczy jej postępowanie z Tobą, że ZAWSZE będziesz zdradzany. Więc musisz sobie sam odpowiedzieć na pytanie czy właśnie to jest szczyt Twoich marzeń i planów na dalsze życie. Planów. w których dalej będziesz tylko "podręcznym bankomatem" dla niej
A piszę to z doświadczenia także "rogacza", który kilkakrotnie próbował uratować swój związek. Też były przeprosiny, "żałowanie", obietnice, etc., etc. Mnie się udało, ale tylko dlatego, że kochanek żony zmarł nagle (to był ten wstrząs). Gdyby nie jego śmierć już dawni byśmy się rozstali. Żal, rozgoryczenie, nieufność, poczucie poniżenia brak poczucia jedności z żoną jednak pozostały. I już nie potrafię o niej myśleć tak jak dawniej, chociaż dalej ją kocham (a przynajmniej tak mi się wydaje).
Jestem autorem tego wątku i piszę ten post półtora roku później licząc od chwili kiedy się tu pojawiłem z moim problem. Chciałem się z Wami podzielić finałem tej historii. Historii którą dziś, z perspektywy czasu oceniam jako złe dobrego początki.
Otóż dokładnie tydzień temu się rozwiodłem
Generalnie, w dużym skrócie - na początku roku 2021, czyli w momencie kiedy przestałem się tu udzielać, próbowałem jeszcze walczyć o małżeństwo. Byliśmy nawet bardzo blisko zaciągnięcia wspólnego kredytu na budowę domu. W zasadzie wystarczyło złożyć tylko podpis na umowie. Tak sie jednak stało, że na dzień czy dwa przed podpisaniem umowy (a było to w połowie kwietnia) przyłapałem żonę na tym ,że dalej się spotyka z tym człowiekiem. Wyszła z domu pod pretekstem zakupów, poszedłem za nią i widziałem jak za rogiem wsiada mu do auta. Nie było ich 1.5h. To był moment przełomowy, wtedy coś we mnie pękło. Po powrocie zrobiłem jej taką awanturę że cały blok nas słyszał. Sąsiedzi przychodzili sprawdzić co sie dzieje
Ale te 4 miesiące to nie był tylko czas wyczekiwania. To był moment kiedy zacząłem żyć na nowo swoim życiem a przy okazji rozpocząłem przygotowania do rozwodu. Znalazłem prawnika, omówiliśmy szczegóły. Pozew był przygotowany i czekał tylko aż ona wróci. Gdybym go złożył w trakcie jej pobytu na szkole policyjnej to sąd musiałby mi przyznać opiekę nad dzieckiem a tego nie chciałem. Gdybym to zrobił i powiadomił ją podczas jej pobytu w Legionowie to ona by się tam targnęła na swoje życie. Bardzo ciężko znosiła pobyt w tej szkole, to był okres Covid-owy i oni tam nigdzie nie mogli wychodzić. 4 miesiące więzienia z dwoma weekendowymi przepustkami w całym tym okresie. Poza tym nie chciałem jej odbierać dziecka bo wiem, że go kocha całym sercem.
Ale lipiec to nie tylko prawnik. W lipcu też zarejestrowałem się na portalu randkowym i choć po tygodniu byłem już totalnie zdegustowany osobami, na które tam trafiałem to ostatnia kobieta, do której napisałem... okazała się być dziś całym moim światem!!!
Trafiłem na kogoś kto uświadomił w jak toksycznym związku żyłem do tej pory. Kogoś kto jest totalnym przeciwieństwem mojej byłej żony. Trafiłem na kogoś niesamowicie ciepłego, rodzinnego, pracowitego. Osobę pełną empatii, co dla mnie bardzo ważne
Kochamy się bardzo mocno ale przeszliśmy wspólnie bardzo ciężką drogę ponieważ moja była żona, po powrocie ze szkolenia, postanowiła poważnie ratować małżeństwo. Twierdziła, że tamtą znajomość definitywnie zakończyła. Ze kazała tamtemu facetowi wrócić do rodziny i sama postanowiła ratować nas. Niestety nie miała już do czego wracać. Jak tylko dowiedziała się że w moim życiu jest już ktoś inny to wpadła w szał. Wielokrotnie nachodziła mnie u rodziców (tam sie wyprowadziłem), próby rozmów przeplatały się z napadami agresji. Dochodziło do rękoczynów. Miała kilka prób samobójczych. Cieła się. Próbowała się wieszać. Popadła w depresję. Chodziła do psychiatry, dostała mocne leki na receptę ale pamiętam, że 23 lutego czyli w dniu ogólnopolskiego dnia walki z depresją, nałykała się wszystkich tabletek jakie dostała i zapijała to alkoholem. Gdybym tego dnia przypadkowo nie przyjechał do niej zabrać coś z mieszkania to nie wiem jakby to sie skończyło. Wtedy postanowiłem zaangażować jej rodziców w ten problem ponieważ nie chciałem jej mieć na sumieniu. A uważam że otarła się o śmierć. Przez 3 dni nie wstawała z łóżka. Niestety po tej historii jeszcze kilka razy dochodziło do prób 'ratowania małżeństwa'. Śledziła mnie. Pewnego razu wpadła w furię i pojechała do mieszkania mojej partnerki, zrobiła jej awanturę na klatce. Cały blok słyszał. Od dłuższego czasu całą winę zrzucała na nią twierdząc, że gdyby nie ona to ja bym wrócił do domu. Tylko że to nie była prawa. Decyzję o rozstaniu podjąłem tego kwietniowego wieczora kiedy po raz kolejnych ich przyłapałem. Po tej awanturze u mojej partnerki zostało złożone na moją żonę doniesienie na policji. A że ona sama jest policjantką to skończyło się to poważną rozmową dyscyplinarną, zagrożono jej zwolnieniem z pracy. Więcej się nie odważyła nikogo nachodzić. Ostatni raz próba namówienia mnie na powrót do domu była na Wielkanoc. Od tamtej pory jest spokój.
Rozwód miał miejsce dopiero tydzień temu choć pozew składałem w styczniu. Bardzo długo to trwało. W pierwszej odpowiedzi na mój pozew, w lutym ona stwierdziła że nie da mi rozwodu, że mnie kocha i będzie o mnie walczyć. Że udowodni jak szczęśliwą byliśmy rodziną i że ona nie wie dlaczego po powrocie ze szkoły się wyprowadziłem. Na świadków powołała swoich rodziców choć oni o niczym nie wiedzieli i na nic się nie zgadzali. Totalna abstrakcja. Wtedy zagroziłem, że ujawnię treści jej rozmów z kochankiem, ujawnię filmy. Powołam go na świadka, on też jest policjantem a krzywoprzysięstwo dla funkcjonariusza policji wiązałoby się z wydaleniem ze służby. Trzymałem ją za przysłowiowe jaja i ona nic nie mogła zrobić. Szybko więc sprostowała swoją pierwszą odpowiedź na pismo i w drugiej już w pełni się zgodziła z treścią mojego powozu. Rozwodziliśmy się bez orzekania o winie. Nie chciałem prać brudów. Chciałem to załatwić na jednej rozprawie i udało się. W pół godziny stałem się wolnym człowiekiem. Po tym co przeszedłem przez ostatnie pół roku to doceniam tą wolność ze zdwojoną siłą! Jestem wolny a jednocześnie żyje w związku z cudowną kobietą, dawno nie byłem tak szczęśliwy!
To, co sie działo przez ostatnie pół roku, było też dla mojej partnerki bardzo trudne. To jest bardzo spokojna i ułożona osoba. Nigdy z nikim nie popadała w konflikty. Kilkukrotnie mówiła, że kocha mnie całym sercem ale nie potrafi już dłużej znosić tego jak moja (ówczesna wtedy) żona zatruwa nam życie. Było blisko rozstania. Musieliśmy się za wszystkim ukrywać. To było dla naszego związku bardzo trudne pół roku ale przetrwaliśmy to i dziś ten nasz związek jest dzięki temu dużo bardziej scementowany! Jestem pewien że tym razem trafiłem na właściwą osobę, z która ułożę sobie resztę życia
A moja była żona? Od 1.5 miesiąca się z kimś spotyka. Syn mówi że mama bardzo lubi nowego kolegę, mój syn też go lubi i akceptuje a to jest dla mnie najważniejsze. W dniu rozwodu usłyszałem od żony, że jest równie mocno zdesperowana żeby już dziś się rozwieść i tak też się stało. Potwierdziliśmy to co było wcześniej ustalone (alimenty, opieka nad dzieckiem) i każdy poszedł w swoją stronę....
A ja? Czuję że znowu żyję! Że mam dla kogo żyć i że jest ktoś kto mnie kocha i wspiera na każdym kroku! I uwierzcie że po tym co przeszedłem, umiem już rozpoznać kiedy ktoś jeszcze szczery a kiedy tylko udaje. Mamy wspólne plany a jednym z nich jest budowa domu. Żonie zostawiłem mieszkanie a wziąłem działkę budowlaną. Tak więc są marzenia do spełnienia i wierze, że razem damy radę!
Po tym co przeszedłem to słowo "spokój" i "szczęście" nabrało dla mnie zupełnie nowego znaczenia. Żyjemy spokojnie i jesteśmy Szczęśliwi
Można? Można!
Cytat
Oby Twoja idealizacja i życzeniowość tym razem nie sprowadziła Cię za jakiś czas kolejny raz na ziemię bo dalej bujasz w obłokach, ale szczerze szczęścia życzę.
Swoją drogą mieliśmy rację że Twoja była żona zeszła do podziemia i dalej robiła swoje. Nic wtedy do Ciebie nie docierało o czym pisaliśmy. Też powinieneś wyciągnąć wnioski na przyszłość.
Narcyz to narcyz... Nawet w wieku 60 lat jest narcyzem bo tu wiek nie ma znaczenia. A wręcz im starszy tym głupszy.
Wyprowadzka z domu, szczególnie wtedy kiedy jest dziecko, to trudna decyzja. Podobnie decyzja o rozwodzie. Ale uwierzcie że najtrudniejsze jest samo podjęcie decyzji, potem już jest z górki. Trzeba być tylko konsekwentnym.
Ja też miałem momenty kryzysowe w trakcie wyprowadzki ale nie były one spowodowane wątpliwościami czy robię dobrze a raczej tym, że momentami nie miałem już siły walczyć z tym chorym człowiekiem. Czułem się prześladowany, osaczony, uporczywie nękany a jednocześnie bezsilny bo to dalej formalnie była moja żona. Nie można tak po prostu pójść na policję i powiedzieć że "moja żona mnie nęka". I ona za każdym razem używała tego argumentu - jestem Twoją żoną.
Dziś na szczęście mam to już za sobą i jestem wolnym człowiekiem