

#
poczciwy | 00:34:00 |
JustinIngep | 01:35:25 |
Roszpunka19 | 04:03:12 |
Crusoe | 06:31:22 |
NieOddycham | 10:30:02 |

Byłam hmm jestem... sama nie wiem już jak to określać ale 6 lat po ślubie ogólnie 10 lat razem. On opiekuńczy, dobry kochany mężczyzna z super wartościami. Bardzo ogarnięty poukładany wiedzący czego chce. Mój ideał jak to mówiłam. Rok po poznaniu zachorowałam na bardzo rzadką chorobę genetyczną już wtedy Go pytałam czy chce się roztarć, że ja to zrozumie mimo, iż choroba nie wpływa na mój wygląd i nie przeszkadza mi w dziennych obowiązkach. On wytrwały kochający nad życie stawiał mnie zawsze na pierwszym miejscu. Codzienne smsy, dzwonienie do siebie a w wiadomościach moc czułości. Często mówiliśmy sobie, że się kochamy, wspólne masaże, buziaki, nasze wieczorne domowe SPA. Wszyscy mieli nas za parę idealną wręcz nierealną. I tak było nasz miłość była wyjątkowa, naprawdę czułam jego miłość. W pracy byliśmy określani jako bardzo fajna i dobrana para. Jednak mąż musiał wyjechać na półroczne szkolenie, wracał na weekendy. Najpierw na wszystkie. Przyjeżdżał i nie chciał wyjeżdżać z powrotem, mówił że za bardzo tęskni. Ja czekałam i płakałam ale to tylko pół roku powtarzałam sobie przecież dam radę. Wszystko był OK aż do pewnego momentu... Zauważyłam dziwne zachowanie coraz częściej zaczął mówić o koleżance wymieniał imię jednak jak go zapytałam o nazwisko kręcił, że nie zna, pamięta. Później zaczął z nią dojeżdżać do miejsca gdzie odbywał się kurs bardzo daleko od naszego miejsca zamieszkania ojj bardzo kilkaset km. Jeździli sami tylko we dwoje coraz rzadziej zjeżdżał do domu. Sama nie wiem co oczekiwał kiedyś się przyznał, że u niej zasną w pokoju. Cały czas pojawiała się ona porównywał mnie do niej robił celowe kłótnie, krzyczał na mnie (nigdy tego nie robił) widziałam jej charakter w nim widziałam jak ona go zmienia ale gdzieś sama siebie oszukiwałam, że to nie prawda, że się kochamy i nie rozstaniemy, że to przejściowe on wróci i będzie wszystko dobrze. No i w końcu wrócił ja czekając na nie go północy wyczekiwałam aż pojawi się w drzwiach. Przyszedł do łóżka wtulił się pocałował i powiedział 'Kochanie w końcu jestem' jaka ja byłam szczęśliwa. Po paru dniach zebrała mnie choroba 2 antybiotyk pod rząd bardzo mnie osłabił on przyniósł mi koc otulił pocałował i powiedział 'kuruj się kochanie odpoczywaj'. 1 października 2019 to był ten... dzień obudziłam się z dziwną myślą cały dzień chodziło mi po głowie słowo 'rozwód' nie umiałam się go pozbyć i właśnie w ten dzień on oznajmił, że to koniec, że on chce być sam - to był jego argument kolejny argument, że nie wyniosłam śmieć z domu. Powtarzał, że nie chce mnie, a z litości ze mną nie będzie, że się wypalił i już dawno mnie nie kocha. Jak się później dowiedziałam moje zdjęcia w bieliźnie, które były tylko dla niego rozesłał swoim kolegom. Nawiał innych swoich przyjaciół żeby mnie jak to powiedział bzykneli bo mu nie ubędzie. A ja mimo tego wszystkiego kocham mojego męża, bardzo go kocham, nigdy go nie zdradziłam nawet nie spojrzałam na innego ufałam ma w 100% a on wykorzystał moją ufność wyłączał dźwięki w telefonie rozkładał laptopa mówił, że musi testy rozwiązywać a pisał cały czas z nią. Wyciągnełam bilingi jak się okazało czekał aż zasnę i dzwonił do niej po 23:00 rozmawiali czasem po 2 godziny w nocy obłęd emesów.Jestem w szoku jego plan i wyrachowanie on nigdy taki nie był to jest straszne.Dowiedziałam się o niej od wspólnych znajomych to oni mi potwierdzili kim ona jest znam imię nazwisko gdzie pracuje wiem wszytko. Wypierał się mówił, że to nie prawda, że nikogo nie ma, że on chce żyć po prostu sam. Nawet teraz jak już mieszkam kilka miesięcy poza domem to i tak nie mówi prawdy, ciągle kłamie. Wiem z mocnych źródeł, że z nią pomieszkuje, że są razem z tą koleżanka ze szkolenia i już na samym szkoleniu był romans i notoryczne zdrady fizyczne. Na tylu rzeczach go przyłapałam a on twierdzi, że ja wymyślam i on nie ma nikogo. Zostawił mnie dla starszej od niego 'kobiety'. Czasm łapie się na tym, że marze o tym żeby on nie żył (nic mu nie zrobię oczywiście) ;(.
Najgorsze jest to, że ja nie widzę przyszłości nie wiem jak żyć naprawdę nie wiem co będzie dalej. Nie chce być bez niego ale po tym wszystkim też trudno być razem. Jak sobie pomóc. Terapia nie działa psycholog, psychiatra też nic nie daje. Ja nawet nie mam przyjaciół wszyscy zajęci swoimi rodzinami lub partnerami. A tu jeszcze rozwód przede mną. Byłam jego pierwsza kobietą nigdy nie miał nikogo nawet mi to wypomniał, że ja miałam byłego chłopaka on nie miał nigdy byłej dziewczyny. W pracy wszystkim się chwali, że się rozwodzi on czuje dumę z tego co zrobił. A ja jestem w rozsypce bardzo cierpię bo nadal go kocham i tęsknie za nim każdego poranka budzę się i płaczę miałam nawet myśli samobójcze do tego stopnia, że wyobrażałam sobie mój pogrzeb i tą ulgę bez cierpienia.
Cytat
Nie sądzę aby byli zajęci wyłącznie sami sobą, mają znajomych, przyjaciół. Jak myślisz dlaczego nie chcą się z Tobą przyjaźnić? Nie zadręczasz ich swoim problemem?
Jeśli już nie mieszkasz z mężem i ma się ku rozwodowi, po co Ci ta wiedza czy on kłamie, kłamał?
Zacznij żyć.
Cytat
Chciał się ciebie pozbyć, sprzedawał cię, możliwe, że z nadzieją zwalenia całej winy na ciebie;
Cytat
Cytat
To już jest jakiś gold standard; śmieci są niezastąpione a bajka o życiu samemu to próba utrzymania dobrego mniemania o sobie i gra pod publikę;
Cytat
Trafiłaś na przypadek o cechach psychopatycznych. Tak samo jak bardzo się angażuje tak samo potem bardzo nienawidzi; co ciekawe, tylko dlatego, że ktoś istnieje;
Do czego Ci facet, który nie wie czego chce, sam się nie pilnuje, nie ma skrupułów i pierwsza dostępna może go zgarnąć; to nie będzie jego ostatnia kobieta, ale to już innej problem;
Cytat
Zmień psychiatrę i znajdź terapeutę od uzależnień lub stanów depresyjnych;
Cytat
Cudownie masz taką świadomość, a co z tym zrobisz, pójdziesz dalej czy ciągle będziesz się uwsteczniać?
Zmień myślenie jedyna droga do pójścia w przód.
Terapeuta od uzależnień dobry pomysł na to nie wpadłam to będzie dobra droga.
Warto pracować z terapeuta - efekty nie przychodzą od razu - a cóż doswiadczylaś ogromna starte, runęło Twoje wyobrażenie świata - to wywraca wszystko i pozbieranie się trwa.
Czas; proces gojenia i wychodzenia trwa - przyspieszyć jakoś znacznie się go nie da ale dobrymi opcjami jest terapia, przyjaciele, może psychotropy jak trzeba; Ukladanie tygodnia i planów na każdy dzień - taka mobilizacja wypełnianie codzienności małymi celami; nowe pasje; ruch ... czas ... czas ...
O bólu możesz rozmawiać również tu ... i o procesie wychodzenia, na pewno wspomoże to terapie ..
Ale raczej wszystko razem plus czas i Twoja praca da ukojenie ... ale będziesz już nowa Oną22.
Coś się już zaczyna dziać w Twojej głowie, tylko tam o zmiany trudniej ale... praca, praca i dla odmiany praca nad sobą.
Cytat
No i właśnie dlatego tak się skończyło. Skoro tylko obudowa jest dla ciebie ważna, to nie powinnaś sama kupować samochodu. Weź ze sobą kolegę, który jednak zajrzy pod maskę.
Cytat
Czas nie ma żadnych właściwości uzdrawiających. Za to na pewno jest dla nas ograniczony. Tylko od ciebie zależy jak go wykorzystasz, by nie był stracony.
Mi osobiście leki od psychiatry wytłumiły myśli samobójcze, choć oczywiście nie naprawiły świata. Jeśli je więc masz takie wizje, to może musi ci coś z medykamentami poprzestawiać, albo zmień lekarza. Nie rezygnowałbym też z psychoterapii. Jeśli ten ci nie pomaga, to może też warto go zmienić. Biorąc pod uwagę natężenie twojego bólu, uważam, że możesz sobie sama nie poradzić.
Zdaję sobie sprawę, że rady w stylu ,,weź się w garść", są bez sensu. Napiszę co mi pomaga, chociaż na krótką metę:
- mini prace budowlane (nie spodziewałem się, że malowanie ściany może tak odciążyć myśli),
- rozmowa z niektórymi osobami, ,,niektórymi" to słowo klucz, chodzi o takie, które wspierają, a nie ciągle dają złote rady w stylu ,,musisz to, musisz tamto". Jeśli takich przy sobie nie masz, to może pogadaj z kimś z rodziny,
- wyjazdy. Wsiądź sobie w samochód w sobotę, nastaw radio i pojedź nad morze i z powrotem, względnie gdziekolwiek i z powrotem. Przynajmniej minie ci czas, a może w innym miejscu coś ciekawego przyjdzie ci do głowy.
- relaksacyjne, medytacyjne, spowolnione gadanie, które znalazłem w necie i, które czasem puszczam sobie przed snem (pełno takich rzeczy w necie).
Dla mnie jednak podstawa to psychiatra i psycholog.
To normalne, że na razie nie widzisz przyszłości i nie wiesz co będzie dalej. Dla mnie to też normalne, że nie chcesz aby żył. Na widzenie przyszłości, wnioski przyjdzie czas. Na razie przeżywasz proces podobny do żałoby.
Może to dla ciebie marne pocieszenie, ale ciesz się, że nie macie dzieci (bo nie napisałaś, że macie).