

Anetastp | 00:39:25 |
heniek | 03:08:39 |
Julianaempat... | 05:08:25 |
soighlah | 06:44:06 |
Edek_2 | 07:13:30 |

Juz nie mam pomyslow jak sobie poradzic w calej tej sytuacji, wiec zrzuce troche emocji tutaj - liczac na Wasza pomoc.
Pomine retoryczne pytanie, jak moglby mi zrobic, bo jak widac mogl, zrobil i czuje sie z tym doskonale.
Bylismy razem ponad 6lat razem, 3,5 roku po slubie, Milosc jak z filmu: on za granica, przeprowadza sie dla mnie, wspolne plany, mieszkanie, cud-miod malina. Na poczatku moj bohater - partner idealny, po powrocie do Polski role sie zamienily, to ja nosilam spodnie w zwiazku i niestety tak zostalo. Zarabialam wiecej, ogarnialam wszystkie istotne i mniej istotne kwestie, bo przecie "zrobisz to lepiej". Czulam sie w tym zwiazku osamotniona i przede wszystkim nie czulam sie bezpieczna - nie bylo rozmowo, mimo, ze ja zawsze na nie liczylam - mowilam co czuje, komunikowalam, nie kazalam sie domyslac - niestety On nie reagowal. Scenariusz wszystkim dobrze znany: kochamy sie, klocimy sie, i wierzymy, ze jutro bedzie lepiej, a milosc zniesie wszystko. Tlumaczylam sobie jego wyobcowanie tym, ze jest DDA i ma trudnosci z wyrazaniem emocji - ah! szkoda, ze mialam tez tyle empatii kiedy wyzywal i przeklinal na mnie jak wyprowadzalam go z rownowagi i obracalam kota ogonem - zawsze mial jakies wytlumaczenie, Ale do rzeczy: jako cudowna zona, staralam sie ciaggnac go do gory, pomagalam ze znalezeniem kazdej pracy, wspieralam, wierzylam w niego. W czerwcu zdecydowalismy sie starac o dziecko, piekne plany, piekne marzenia, piekne sms, wspolne wakacje - sex tylko taki sobie, bo szczyt gry wstepnej mojego meza sprowadzal sie do slow "pokaz *ipke" albo "bedziemy sie dzis parzyc.." Romatyk, wiem - dziwil sie, ze nie plone na jego widok, chocisz taki piekny, przystojny, wypachniony i wysportowany. W lipcu wkrecilam go do siebie do firmy - bedzie nam lepiej finansoo jak pojawia sie dzieci, a to dwa rozne pietra, myslalam.. Plan zycia, strzal w kolano: 2 w 1. Prace zaczal 2.09 - po niespelna tygodniu w domu slyszlaam tylko o ladnej kolezance, z ktora siedzi przy biurku, o jej pasjach, jaka jest ciekawa, ladna, smieszna, zabawna i jak ja polubie jak ja poznam...Intuicja odrazu podpowiadala, ze cos sie kroi, Pozniej jego rozmowy z kolezanka na komunikatorze, ile wspolnych tematow, ile slodkich fotek jej cudownego pyszczka.. Na moje zarzutym ze to nie jest normalne i nie podoba mi sie to, uslyszalam, Misiek to sa tylko zarty, to tylko kolezanka, chcialem sprawdzic, czy jestes o mnie zazdrosna, Bylam. Jak sto smykow. Nastepne dni poprawne, az do odwiedzin tesciow - podzielil sie informacja, ze staramy sie o dziecko, a nastepnego dnia byl emocjonalnie na innej orbicie - w telefonie rozmowa: Jak tam w biurze - pyta Ona, na co on: Bez Ciebie? Nudno!
We mnie burza z piorunami - ale ze stoickim spokojem powiedziala, ze widzialam rozmowe ze jestem zazdrosna i niespokojna - zostalam uspokojona moim ulubionym "Misiek, to sa tylko zarty". Powrot do pracy, wyjscie integracyjne kochajacego meza: maseczka z rosmmana i pytanie do mnie: jeansy czy spodnie?? koszulka czarna czy biala? Poirytowana odpowiedzialam, ze nie wiem, co lubi jego ladna kolezanka. Polazl, nic nie pisal, a na mojego smsm czy tak swietnie sie bawi, odpisal: Misiek, wyluzuj, jest fajnie, rozmawiamy. Czekalam na niego, przyszedl podchmielony i zaczal miec pretensje, ze czekam zeby sprawdzic czy jest pijany (miewal z tym nie male problemy), ale ja nie czekalam, ja nie moglam zasnac, bo czulam, ze cos jest na rzeczy, Dzien po spotkaniu integracyjnym, Pan skacowany miotal sie po domu i sapal, zapytalam o co chodzi, co uslyszalam?!?! "Chyba cos sie we mnie wypalilo, patrze na inne dziewczyny i zastanawiam sie jakby bylo z nimi byc. Chyba mnie nie podniecasz. Kocham Cie i chce z Toba byc, ale chyba nie wierze, ze mozemy byc razem szczesliwi..." No i sinusoida emocjonalna trwa kilka dni: kocham, nie kocham, chce, nie chce, Ty tez mowilam o rozwodzie, nie chce rozowdu, chce z Toba zyc, chce rozwodu. Na moje pytanie czy to wszytsko ma zwiazek z kolezanka odpowiedz NIE. NIE NIE NIE. Ok - ja postradalam rozum, zaczelam walczyc jak lwica, po drodze sex, po ktorym maz kazal mi wziac prysznic - zebym czasami nie zaciazyla... Umowilam nas na terapie malzenstka, uslyszlaam, ze nie uprawiamy sexu ze nie jestem jego przyjacielem, ze jestem zla, okrutna i w ogole. Po pierwszej sesji Pan sie wyprowadzil, po czym poprosil o zwrot pieniedzy za czynsz. Terapeutka przekazala mi ze nie zaangazowal sie w terapie, a na jedno ze spotkan ni eprzyszedl. Ja w potrzasku, pisalam listy, plakalam, chodzilam po scianach i do psychologa. Nic nie rozumialam. Podczas spotkania, po nie podejmujac decyzji przyszedl po swoje rzeczy i poprosic mnie o poduszke, bo u kumpla srednio wygodnie, powiedzial, ze terapia miala pomoc ale chyba on rozumie, ze nie chce ze mna byc, Ze przestal mni ekocham po slubie, ze oswiadczyl sie pod presja rodzicow, ze wszystko nie tak. Po drodze mialam usuwanego guza w piersi, nie zaiteresowal sie tematem - po co? Na ostatiej sesji u psychologa, wspolnej, oznajmil, ze chce rozowdu, ze chce zacxac nowe zycie i to decyzja ostateczna, Przyznal, ze nie zrobil wsyztskiego zeby uratowac malzenstwo ale nie bardzo liczyl sie z moim samopoczuciem i informacja, ze ja tego rozwodu nie chce. Los chcial ze nie wylogowal sie z maila na starym laptopie - wpadlam na rezerwacje apartamentu w gorach - apartament dla nowozencow. Detektyw odwalil niezla robote - oczywiscie towarzyszka byla kolezanka z pracy, z ktora cwiczyl chyba kazdy uklad kamasutry, przy swiecach i winie. Do akcji wkroczyli moi rodzice, ktorzy pojechali "skonczyc" ten cyrk ( ja przebywalam za granica). Maz oczywscie ma prawo byc szczesliwy, tak jak ja, co to za sledzenie jego i w ogole sprawa na policje bo wlamalam sie na maila. Po czym wyslal pozew, bez orzekania o winie, podajac jako argumentacje: 2 lata fikcyjnego malzenstwa - strony nie tesknia za soba i od dawna nie laczy ich juz zadne glebsze uczucie. Czy ktos zapytal mnie o zdanie?! Dodam, ze przestal placic za wspolne zobowiazania, wygaduje nieprawde na moj temat, a ja mam niebywala przyjemnosc pracowac w tym trojkacie w jednym budynku. Nie moge sobie porawdzic z tym wszystkim. Ogromnie tesknie, nie potrafie zrozumiec, co sie stalo z czlowiekiem,z ktorym planowalam przyszlosc i ktorego kochalam, Jak mogl przekreslic malzenstwo po kilku tygodniach znajomosci z nowa poznana kolezanka? Prawnik doradza orzekanie o winie w ramach zabezpieczenia przyszlosci i zadbania o swoje ja, Ja nie ukrywam, boje sie. Bardzo boje sie co jeszcze moze wymyslec, co jeszcze moze powiedziec na moj temat aby mnie zranic jeszcze mocniej - chociaz nie wiem czy to jesszcze mozliwe. Mija pol roku, a ja placze codziennie, nie radze sobie z poczuciem pustki i smutku, Uczeszcam na terapie, staram sie zajac soba, ale efekt jest marny. Jestem myslalami z kazdym, kto zostal zdradzony i zycze sobie, i kazdej osobie z osobna, aby wyniesc z tego lekcje i stanac do zycia madrzejszym. I przede wszystskim zeby zaczac ZYC i czerpac z tego zycia radosc. Przepraszam za dlugi wpis - ale podobno pisanie pomaga :)
Cytat
to czemu odwracałaś kota ogonem ?
Cytat
to ja tyle lat nie wiedziałem jak kogoś zagadać a to takie proste
i pokazywałaś?
Cytat
a z Tobą jak było? gorzej ? Zazdrościsz kamasutry czy wina?
Masz szczęście dziewczyno, że nie zaciążyłaś. Zamkniesz ten rozdział z zaburzonym narcyzem. Ty nawet nie zauważyłaś jak bardzo jest wpatrzony w siebie. Rozkochał Cię byś za nim latała i zaspokajała wszystkie potrzeby. Może teraz w końcu nauczysz się takich rozpoznawać i nie będziesz już szukać księcia z bajki.
Nie masz się czego bać czy wstydzić.
Cytat
nie odwracalam, przynajmniej tak mi sie wydawalo, ale wedlug Pana doskonalego wine lepiej przeniesc na kogos innego, byleby nie na siebie...
Dziekuje Wam za powyzsze komentarze.. w sumie chyba czas otworzyc szeroko oczy i zaczac od-idealizowac rzeczywistosc.
Cytat
i tu nie wiem co odpowiedziec... ilekroc to ja proponowalam, kapiele, swieczki, wino to spotykalam sie z odmowa... chyba jednak nasze "jezyki" byly inne. Czy zazdroszcze? Tak - bo mam wrazenie, ze wychowalam chlopa, zalatwilam mu prace marzen, a dostala go dziewczyna zza biurka. I to budzi we mnie ogromna zlosc i poczucie niesprawiedliwosci. Wiecie, to to glupie wrazenie, ze dla niej bedzie tym, kim nie chial od pewnego czasu, byc dla mnie.
Czy kocham?! "Kocham" bardziej teraz, niz jak z nim bylam...bo idealizuje, bo wybielam, bo to ja jestem w pustym mieszkaniu, a on z nia.. Najgorsza jest w tym wszystkim swiadomosc, ze ja to wiem, a glowa i tak tworzy swoje mysli i projekcje, przez co nie pozwala isc dalej z usmiechem, tylko sprawia, ze siedze i placze.. tylko nad kim, i za czym?
Lapie sie nawet na tym, ze rozwazam rozwod bez orzenia o winie, chociaz to pojscie krolowiczowi na reke...i tu nastepne pytanie, czy teraz odpuszczajac, nie bede miala do siebie pretensji za lat kilka, ze znowu zrobilam cos dla niego..
Bo Twoj (jeszcze) maz pozostanie narcyzem tylko, ze meczyc z nim bedzie sie na szczescie juz inna kobieta. 😁
Cytat
To naprawdę dobry żart, aż się oplułem
Twoje zdolności wychowawcze są wręcz imponujące, wychowywaniem trudnej młodzieży powinnaś się zająć.
Dziewczynie zza biurka świnię podrzuciłaś, ona myśli, że księcia złapała a za 3 lata znowu się wypali chyba, że wpadkę zaliczą, to jeszcze będą się trochę ze sobą męczyć; kamasutrę też szybko w całości przerobią;
Załatwiłaś mu pracę marzeń ? hmm...nie sądzę. Gdyby nie był tak wszechstronny i wspaniały, że wszyscy tylko na niego czekają to przecież by jej nie dostał;
Ty się martwisz, że pracujecie w jednym miejscu na różnych piętrach, to wyobraź sobie jak ona się będzie czuła po rozstaniu mając go vis a vies
Cytat
Płaczesz za idealnym światem, który sobie w głowie stworzyłaś. Skoro masz niezwykłe zdolności tworzenia projekcji bajek i urojeń to sobie poradzisz;
Cytat
nie sądzę, takie jak ty można upodlać całe życie, raz na jakiś czas przytulić i będą wierne i szczęśliwe
Cytat
Dzieki Baltazar! Czy sie winie? Ten etap mam chyba za soba, bo to mnie wmawiano i przypisywano wine. A to ja borykalam sie z wiecznie sfrustrowanym kolesiem, z komornikiem, i problemem z trawka i alkoholem... Ale tolerowalam, bo zylam nadzieja - GLUPIA NADZIEJA. Zaluje, ze dalam sie udobruchac w kwietniu, kiedy to ja juz nie wytrzymywalam atmosfery w tym zwiazku - kiedy pierwszy raz ja poszlam do psychologa, zeby nie popelnic bledu, ktorego moglabym zalowac. I co?! Dalam sie nabrac na piekne slowka, maslane oczy, zapewnienia - bo to On taki biedny, taki niepoukladany, a ja hetera z wymaganiami z kosmosu. Podobno go wykastrowalam - moze nawet sie z tym zgodze, ale dal sie, wrecz prowokowal. Kiedy chcialam mezczyzne i chcialam zeby tak sie czul, zawodzil po calosci. Teraz, pewny siebie, juz mnie nie potrzebuje, Msci sie, nie placi, oczekuje podporzadkowania - mia wypadek (pierwsze co pomtyslalam - karma), zlamal oczodol, a ja glupia sie martwilam i chciala pytac o samopoczucie! Jak dobrze, ze madrzy przyjaciele kazali puknac mi sie w leb, bo na drugi dzien to ja dostalalam wiadomosc: zrob z moim numerem co chcesz, od dzis nie place za abonament (chyba odrobil lekcje za pozno, bo billingi telefoniczne mam od wrzesnia
Komentarz doklejony:
Cytat
Nie pierwszy, nie ostatni
Takie jak ja - empatyczne do przesady, faktycznie maja pod gore, bo mysla o wszyskich tylko nie o sobie i swoich potrzebach, albo co rusz sie ich wyrzekaja, Zmadrzeje! Z pomoca Wasza, przyjaciol i psychologa w koncu te zwoje mi sie naoliwia!
Cytat
aaaaaaa....to o takie metody wychowawcze chodziło - kastracja
Mam jednak wątpliwości co do efektu końcowego, bo niby Ci się udało ale chyba nie zupełnie tak miało być
Cytat
Mam jednak wątpliwości co do efektu końcowego, bo niby Ci się udało ale chyba nie zupełnie tak miało być smiley
Na kanwie tej histori "pieknej milosci" moglabym stworzyc przynajmniej 1 ksiazke
Matka byc nie chcialam - ale on chyba takiej szukal i taka role mi przypiywal, teraz zarzuca, ze nie mogl byc mezczyzna, bo traktowalam go jak chlopca. Matki potrzebowal, ale z matka podobno sie nie sypia. No coz, moze jego wszechobecna meskosc zakielkowala dopiero przy kolezance. Mam nadzieje, ze nie bedzie mnie to juz wkrotce interesowac.
Ogólnie masz chyba takie podejście do faceta trochę jak do psa, nabyłaś własność i tresowałaś, więc Ci uciekł.
Cytat
Yorik, pracuje nad tym. Zdaniem psychologa, ktory poznal nas oboje, na terapii "malzenskiej" moj maz to przypadek toksycznego zwiazku, w ktory dalam sie wmanewrowac. Dodatkowo, ja bylam ta co wciaz dawala i nie bylo w tym rownowagi, a on, kiedy wyrownal "sytuacja materialna" poczul skrzydla i uznal, ze latwiej sprobwac nowosci, niz zmierzyc sie z problemem. Metode zamiatania trudnosci pod dywan, ma opanowana do perfekcji. Zobaczymy co to bedzie, oby bylo tylko lepiej i zeby tookropne poczucie zranienia i pustki puscilo.
Cytat
Nie mąż. Związek tworzyliście oboje, toksyczność między wami zagrała, miałaś swój udział. A to, że jest narcystyczny to bardzo prawdopodobne.
Przyjrzyj się dokładnie co było złe po Twojej stronie bo tylko to możesz zmienić i nie popełniać więcej tych samych błędów.
To co teraz czujesz to tęsknota za wyobrażeniami, które sama stworzyłaś; zainwestowałaś a ktoś Cię okradł. Ciężko się pogodzić z tym, że można było się aż tak pomylić; Ego boli. Dlatego ustal gdzie popełniłaś błąd, żeby następnym razem już tego nie zrobić. Pół roku nie Twoje ale po roku już powinno być dobrze. Nie zamykaj się w 4 ścianach, odreaguj i się ciesz bo masz małe straty i nowe możliwości; a co z nim fajnego przeżyłaś to Twoje ale nie pielęgnuj tego;