NieOddycham | 00:37:42 |
Urzekajaca444 | 00:47:12 |
Crusoe | 01:09:06 |
Jess | 01:11:53 |
#
poczciwy | 02:25:45 |

Witam. Nie jestem pewna czy dobrze robię pisząc tutaj, boję się trochę Waszych komentarzy tzn że sprawią mi dodatkowy ból. Ale spróbuję. Jakiś czas temu mąż mnie zdradził- bardziej emocjonalnie plus jakieś pocałunki i... wspólny wyjazd na dwa dni. Zaczęło się standardowo tzn. oddaliliśmy się od siebie, ja się bardziej poświęciłam dziecku. Niestety mój mąż chyba sam jest jak dziecko więc pewnie poczuł się odrzucony, niedoceniony i niekochany. Do tego stopnia że nie wierzył kiedy mówiłam że go kocham. Ja też czułam się niedoceniana. Taka sytuacja - wiadomo wina obojga. Ale on zbliżył się do koleżanki z pracy, na którą wcześniej nie zwracał uwagi. Wyjazd integracyjny, alkohol i pocałunek. Później "przyjaźń". O tym wiedziałam tzn o tej niby przyjaźni i jeśli gdyby chodziło o to to w porządku ale czułam że może chodzić o coś więcej. I miałam rację, pod przykrywką delegacji wyjechali razem na dwa dni. Szybko się dowiedziałam- niecałe dwa tygodnie później. I to był dowód który tak naprawdę był mi potrzebny żeby mu pokazać że ona nie ma czystych intencji. Kazałam mu wybrać- wybrał mnie, powiedział że ona nic dla niego nie znaczy, być może się trochę zauroczył i ona okazała mu zainteresowanie jakiego brakowało mu z mojej strony. Kontakt zerwał. Wiem że ona proponowała jeszcze spotkania żeby "pogadać" czy wyjaśnić wszystko. Jak na razie unika też wspólnych imprez zakładowych. Ale ja ciągle coś podejrzewam, wystarczy że jeden dzień ma gorszy nastrój a ja już setki myśli. Boli mnie to że w czasie kiedy się z nią widywał (jakiś miesiąc/ półtorej) odsuwał mnie od siebie, twierdził że nie jest pewien czy mnie kocha. Później jak się dowiedziałam o wszystkim to nie zaprzeczał, przyznał się i powiedział że żałuje i że dopiero kiedy mógł mnie stracić to zrozumiał ze tego nie chce. Teraz jest niby normalnie ale czasem chodzi taki struty. Od jakiegoś czasu wydaje mi się że może ma doła, jednak ciężko z nim rozmawiać o problemach. Wydaje mi się że na swój sposób się stara ale jestem pełna wątpliwości i strachu i bardzo podejrzliwa (oczywiście sama wszystko sprawdzam zanim porozmawiam z mężem na szczęście bo moje ostatnie podejrzenia okazały się bezpodstawne). Sama już nie wiem co mam myśleć i robić - a Wy co o tym myślicie?
Cytat
W jaki sposób się dowiedziałaś?
Cytat
A on miał czyste intencje? Dlaczego podświadomie go bronisz?
Cytat
Postawiłaś go pod ścianą. Jesteś pewna, że Ciebie wybrał? W sensie mentalnym nie fizycznym? Nie dałaś mu wyboru, wolnej woli. To nie był jego wybór tylko Twój. Zmusiłaś go do tego. A ten jego niby wybór to z miłości czy strachu?
Efektem jest
Cytat
Nic dodać, nic ująć...
Przemyśl co da Ci wymuszanie na kimś czegokolwiek albo szpiegowanie?
Cytat
Tym sposobem sprawisz tylko to, że w końcu i fizycznie od Ciebie odejdzie.
Nikt nie wytrzymałby tego.
Zabraliście się do tego od doopy strony. Wszystko nie tak. A jakieś wnioski? Przepracowanie tematu? Gdzie to jest? Wróćcie na start jeśli chcecie jeszcze spróbować to uratować.
Tyle, ze ani dobrowolnie, ani tez nie wedlug zasady: "co mi przyniesie wieksza korzysc", a wedlug: "co wiaze sie z mniejsza strata".
No i chodzi czasem struty...
Oczywiscie, nie da sie wykluczyc, ze naprawde zrozumial, ze Cie tym skrzywdzil i go to chwilami mocno dreczy (a i Ty mu byc moze nie pomagasz "ciosajac kolki na glowie"
Dlaczego nie rozmawiacie? Dlaczego niw pojdziecie na terapie? Oboje (slusznie czy nieslusznie) poczuliscie sie w pewnym momencie odrzuceni wiec bylo jak bylo i jest jak jest.
Teraz piszesz, ze "on sie nawet stara", ale widac w sposob inny niz Ty tego oczekujesz...
A wie w ogole czego oczekujesz? Moze sie stara "nie w te strone"?
Cokolwiek z reszta teraz zrobi, jakkolwiek celnie bedzie sie "staral" to, ze sie boisz jest tylko kwestia Twojego nastawienia i tylko Ty jestes w stanie swoje leki ujarzmic.