| Veles72 | 15. Styczeń |
| Mocia007 | 15. Styczeń |
| adik84tychy | 15. Styczeń |
| damian | 15. Styczeń |
| opolanka32 | 15. Styczeń |
Landexpzglosy | 00:28:10 |
JamesTon | 07:23:55 |
PS | 08:27:09 |
Anetastp | 08:55:33 |
Julianaempat... | 08:59:37 |

Moja historia taka jak za pewne mnóstwo innych. Wspaniała rodzina. My dwoje syn i pies. Szczęśliwe małżeństwo. Wczasy za granicą, wspólne oglądanie filmów, syn poza którym nie widzimy świata. Sielanka aż do pewnej wigilijnej nocy. Dzwoni telefon. Mąż mówi że pomyłka i za chwilę wychodzi na taras zapalić. Nie ma go długo, za długo. Po czasie idę za nim a tam rozmowa z kobietą. O 1 w nocy w Wigilię. Potem tłumaczenia że to koleżanka z pracy, którą pociesza bo ma ciężką sytuację. Jakiś się tak zgadali i zaczęli pisać. Ale to nic takiego. To tylko koleżanka, która potrzebuje pomocy. Całe święta mąż wisi na telefonie i pisze z nią. Bo przecież trzeba pomóc w potrzebie. Byliśmy wtedy za granicą j rodziny. Było ciężko bardzo. W Sylwestra powrót do domu i sytuacja ta sama. Ciągle nos w telefonie. W końcu gdy nie wytrzymuje i mówię że to jest chore, że tyle pisze to są tłumaczenia, że wcale nie tak dużo. Wyrywam telefon. Chcę tylko udowodnić, że piszą cały czas. I mój wzrok trafia na tekst. Przyjadę cię ogrzać jak ci zimno. Świat się zawala. Krzyki płacz i tlimaczenia, że pomiędzy nimi nic nie było. Tylko jeden pocalunek ale bez szału. Teraz to tylko koleżanka z którą trochę flirtuje i tyle. Każe mu wyjść. Nie wychodzi. Płacze jak dziecko, że nie potrafi nad zostawić, że zrobi wszystko. Pozwalam mu zostać pod warunkiem, że zerwie kontakt. Robi to. Pisze do niej wiadomość przy mnie. Dwa dni później odkrywam że piszą dalej. Znowu każe mu wyjść. Wychodzi ale wraca. Znowu te tłumaczenie że nie potrafi odejść. Że kocha. A to jest już tylko koleżanka. Ona mu zawierzyła. On jej pomaga przejść przez bardzo trudną sytuację. Piszą do siebie dalej cały czas. Wiem że do niedawna dalej zdarzyły się jakieś podteksty. Choć on twierdzi że to nic. Że przecież wybrał nas i został z nami. Że to koleżanka i tyle. Że nie mogę mu zabraniać kontaktu z innymi ludźmi. Najlepsze jest to że on jest lepszym mężem niż przed tą całą sytuacją. Czuły, kochany. Nie wiem co o tym myśleć. Za kazdym razem jak bierze telefon do ręki to mam wrażenie , że staje mi serce. Myślę tylko o tym czy znowu flirtuje, vzy to tylko zwykła pisanina.
On delikatnie przesuwa granicę a Ty nie reagujesz.
W zasadzie jawnie angażuje się w relację pozamałżeńską sprzedając Ci pierwszą lepszą bajkę o koleżance w potrzebie. Najgorsze, że Ty w to wierzysz.
A jego postępowanie, w sensie, że jest lepiej niż przed to klasyka rocka.
Będzie milszy i cieplejszy - nie będziesz się czepiać i grzebać w temacie.
Co poza słowami, które możesz wyrzucić do kosza ten człowiek zrobił, że tak łatwo zakopujesz niewygodny temat pod dywan?
Najpierw to "tylko kolezanka", a chwile pozniej juz "kolezanka z ktora sie tylko calowal"...
A co bedzie za tydzien lub za miesiac? Rylko raz sie z nia przespal, trzydziesci razy, a moze ona spodziewa sie jego dziecka...
Nikt normalny nie zwieza sie "tylko koledze", nilt normalny nie pociesza godzinami "tylko koleznki".
Takie zachowania sa przynal3zne duO blizszym relacjom niz zwykla znajomosc...
Przyjazn miedzy kobieta, a mezczyzna jest jak najbardziej mozliwa, ale to nie jest przyjazn.
Na moje... On Ci litosciwie "dawkuje" informacje wszelako to "litosciwie" ma sluzyc przede wszystkim jemu i jego spokojowi...
Kontrola, chorobliwa zazdrosc i wypominanie kazdego dnia to Twoim zadniem "normalna reakcja"?!
Moze i powszechna, ale z pewnoscia nienormalna i na dluzsza mete zupelnie nieskuteczna...
Predzej czy pozniej (raczej predzej) od kogos takiego sie ucieka i to niezaleznie od tego czy sie ma cos za uszami, czy sie jest krystalicznie czystym.
Poza tym...
Dopuki zebrzesz o jego uczucia i uwage, doputy syaeiasz sie w pozycji klienta, a jego w pozycji kogos, kto ma wladze i moze decydowac czy otrzymasz od niego upragniony przez Ciebie "towar".
I może faktycznie teraz to jest koleżanka. Ktoś z kim się fajnie rozmawia. Tylko czy w takim momencie można zbudować normalny związek skoro on nie zerwał kontaktu po tym wszystkim. Ba nawet nie ograniczyl. Więc chyba w jakiś tam pomylony sposób ona jest ważna
Cytat
Naprawdę tak powiedział, że wybrał ? Przypomnij sobie;
Jest taka zasada, jak puścisz wolno i wróci, to było i jest Twoje, jak nie wróci to nie było i przymuszanie niewiele by dało;
Monitoruj swoją relację nie ich, jak czymś Cię naprawdę zrani, to się odsuwaj, poczytaj te 34 kroku po prawej, ale nie przesadzaj;
Cytat
Dla ludzi zaborczych i z lękami normalna, ale prymitywna i zawsze kończy się źle; tlenu brakuje, normalnie żyć nie można, jest źle i zaczyna się myśleć o możliwościach ewakuacji; Szanuj się kobieto, u nikogo miłości nie wymusisz; nie upokarza Cię to? tak mało jesteś warta, że skamleć lub coś wymuszać musisz?
Cytat
na siłę nie zatrzymasz, w tej chwili skup się bardzo na sobie. 34 kroki powinnaś wprowadzić, zobaczy Twoją zmianę, że sama potrafisz żyć. Tak jak wcześniej pisałam, bez sentymentów, twardo i konsekwentnie.
U mnie trwała walka jakiś rok z policją w tle.
Komentarz doklejony:
Cytat
identyczna sytuacja była u mnie
Komentarz doklejony:
Cytat
a on jest zbawicielem, altruista kosztem rodziny, nie wchodź w to.
Komentarz doklejony:
Cytat
dostosuj do swojej sytuacji
Cytat
Kontakt jest i kontakt będzie bo do tej pory nie zrobiłaś nic w takiej sytuacji aby on mógł się czuć w jakiś sposób zagrożony. Przesuwał granice i nie ponosił tego żadnych konsekwencji.
Dziś jest przekonany, że nie stać Cię na to aby żyć wg siebie.
To coś na zasadzie: nie zerwę z nią kontaktu czy Ci się to podoba czy nie a jeśli Ci się nie podoba to Twój problem.
Jednym słowem, ma w dupie Twoje samopoczucie, Twoje uczucia, Twoje odczucia. Wykazuje kompletny brak szacunku w stosunku do Ciebie, ale tylko dlatego, że pokazałaś mu jak bardzo nie szanujesz siebie. Żeruje na tym i jest pewien, że nic mu nie grozi.
Ciągle piszesz to samo;
Zmienił się...zastanów się dlaczego? Czy wynika to z refleksji? Przemyśleń?
Czy raczej jest to perfidna wyrachowana gra żeby móc realizować swój plan?
Cytat
Nie, nie miałaś dawać ultimatum bo nie w tym rzecz żeby kogoś do czegoś zmuszać.
Raczej to powinien być jego wolny wybór na podstawie wielu czynników;
przeżytych lat, uczucia, postawy, tego co Was łączy. Jeśli on potrafi to wszystko wrzucić do kosza tylko dlatego bo jakaś pierwsza lepsza cizia nim manipuluje a on na to pozwala to znaczy, że niewiele Was tak naprawdę łączy.
Twoja postawa powinna być stanowcza, ale spokojna, opanowana i bez uwieszania się. Coś na zasadzie: Jesteś dorosły, wiesz co robisz, to Twój wybór, mam jednak nadzieję, że zrobiłeś sobie bilans zysków i strat, znasz konsekwencje i zdajesz sobie sprawę, że pewnych rzeczy cofnąć się nie da. Ja sobie poradzę z Tobą lub bez Ciebie.
Cytat
Nawet nie wiesz do czego są zdolni ludzie, którym zależy na osiągnięciu swojego celu. Egzamin do szkoły teatralnej to pikuś przy tym.
Nie twierdzę, że nie było to prawdziwe, ale w obecnej sytuacji raczej nie do końca ufałbym jego łzom.
Cytat
Zrobiłaś to samo co 90% ludzi w takiej sytuacji robi. Wynikało to jednak nie z wielkiej miłości a po prostu zwyczajnego strachu...
Cytat
doprawdy? Właśnie dostał czerwoną kartkę, bo to co robi wpływa na jego dziecko a dzieciaki czują i wiedzą i przeżywają.
Twój tytuł chyba nie będzie adekwatny. Nikt nie płacze przez utratę kontaktu z koleżanką i nie musi wybierać między koleżanką a rodziną, choć twoja zazdrość może maskować obraz. Płacz to chwilowe silne emocje i tylko tyle. Chwilowe, nie wiesz jakie.
Cytat
Wiesz pytanie klucz co oznacza normalne?
Skoro jestem w porządku i mam jazdy, to przynajmniej niech to będzie uzasadnione.
Nic się dla mnie nie zmieni.
Poza tym zazdrość pokazuje, jak komuś bardzo zależy, więc nic nie muszę i tak będzie za mną latać jak naćpana. To ja jestem jej potrzebny, nie ona mi. Ona mi tylko nie pozwala normalnie żyć.
To upieranie się przy ultimatum zmusiło mnie do określenia czym ono właściwie jest. I mam wrażenie, że to inna nazwa szantażu;
Ultimatum- kategoryczne żądanie spełnienia czegoś, wymuszenie pod groźbą strat lub zastosowania czegoś co niekorzystne dla kogoś, niestety najczęściej dla stawiającego ultimatum też.
Dość często jest szantażem albo to jest to samo, którego celem jest wymuszenie przez zastraszenie. Spełnienie gróźb nie jest celem, powinno być obojętne. Jeśli ktoś liczy na zastraszenie a się nie uda, i ma pretensje, że gróźb trzeba dotrzymać, bo ktoś się nie przestraszył i wszyscy tracą to jaki to szantaż czy ultimatum?
Ochrona siebie to zupełnie inny cel, inna perspektywa. Efekt wpływu na kogoś jest nie istotny, choć jako efekt uboczny może być pomocny. To takie postawy, decyzje i wybory by nie dać się ranić bez względu na koszty, to wszystko. Tu nie ma symulacji, szantażu czy ultimatum z nadzieją wymuszenia. Koncentracja na sobie nie na kimś, bo co z tego, że manipulacja się uda jak dalej będę cierpieć, bo nie jest tym czego chcę;
Nie ma dziury. Masz pelne prawo nie chciec miec w Waszym zwiazku osoby trzeciej, ale on ma tez prawo chciec ja miec. I wtedy staja wybory. Mozesz podjac wybor tylko za siebie. Czego chcesz/nie chcesz dla siebie. To co zrobi on to jego sprawa.
Cytat
A jakim prawem on ma prawo chcieć ją mieć?
wywołującym panikę , stąd błędy które popelniasz.Moim zdaniem powinnaś umówić się z mężem na rozmowę w której w sposób otwarty powiesz mu co cię niepokoi i dlaczego ,co zazwyczaj wychodzi z takich zachowań jakie on teraz prezentuje w stosunku do tej pani ,że czes i uwagę którą jej poświęca jest czasem który kradnie wam ,że tworzy się specyficzny trójkąt emocjonalny w którym ty nie zamierzasz być że.......no jest tego dużo.Podstawą takiej rozmowy jest spokój ,rozwaga ,troska.,bo wasze małżeństwo jest już dojrzałe.Przy okazji wyjdzie wam co jemu ,a co tobie brakuje teraz ,po tych latach ,w tym związku ,bo coś mi się wydaje że tkwicie oboje w momencie ślubu - mentalnie.No jest tu dużo niuansów takiej szczerej małżeńskiej rozmowy.Tylko jak ci to w całości przekazać ,gdzie liczy się i postawa ciała i glos i .....Wszystko ewoluuje ,małżeństwo też ,co nie oznacza że nie może być jak z winem - im starsze ,tym lepsze.Pozdrawiam.
Cytat
Niekoniecznie,
To, że nie potrafi postawić granicy, że nie zaprzestaje kontaktu widząc jak bardzo Cię to rani wcale nie musi oznaczać braku uczucia do Ciebie a może być bardziej złożone i wynikające np. z jakichś deficytów z dzieciństwa, wgranych schematów, to bardziej skomplikowane. Owszem nawet jeśli tak jest to w żaden sposób go to nie usprawiedliwia, jednak czasem warto pogrzebać głębiej aby zrozumieć podstawy takiego nieracjonalnego działania i zachowania.
Powodów naprawdę może być wiele; natomiast do ochrony własnego ja faktycznie wystarczy nam powierzchowna ocena, której dokonałaś.
Dlatego pora wziąć się w garść i zrobić krok do przodu bo mam wrażenie, że stoisz w tym samym miejscu, odnosisz się cały czas do tego samego.
Cytat
Ciekaw jestem kogo masz na myśli?
Agusia nie zracjonalizujesz tego. Nie chcesz i tyle. Postaw na siebie i na swoim bo on tego nie zrobi. Jemu jest wygodnie i fajnie.
Cytat
no do końca wolny to on nie jest, ma żonę Agusię.
Cytat
poligamia jak wiem jest nielegalna u nas
poligamia jak wiem jest nielegalna u nas
Nie mowie o tym bez powodu, w ub. roku bylm uwiklana w taka historie. Zakumplowalam sie mocno z jednym typem. Niby fajnie, ale mialam mocne poczucie, ze jestem 3cia strona w zwiazku i polowa z tych rozmow i emocjonalnych zblizen powinna sie jednak odbywac miedzy nim, a jego partnerka. Owy pan probowal nieudolnie przekonac swoja partnerke do koncepcji polimorii. Glownie za pomoca szantazy i manipulacji. A jednoczesnie nawet ja nie bylam w stanie wytlumaczyc typowi, ze jezeli druga strona sie nie zgadza na taki uklad to jest to... zdrada i nic wiecej.
Cytat
Owszem jest wolnym człowiekiem i żaden papierek tego nie zmieni.
wilka
Cytat
Czyli podsumowując miałaś ochotę brać udział w tzw. "zdradzie kontrolowanej"?
Cytat
Naprawdę uważasz to za rozsądne? Według mnie to czysta dziecinada.
Ponadto jak to się ma do tego o czym piszemy od początku, że to nic innego jak szantaż?
Nie nie mialam ochoty brac. Poniekad nawet probowalam (skutecznie) przed taka opcja (nie ze mna) ostrzec obie strony. Natomiast mam w otoczeniu sporo relacji poliamorycznych wiec nie demonizuje takich ukladow. O ile wszyscy biora w nich udzial za swoja zgoda.
Cytat
Gdy dla tego faceta ta rodzina byłaby najważniejsza to umiałby postawić granicę i zająć się tym co naprawdę ważne. Widocznie facet ma inne priorytety i wartości aniżeli rodzina. I nie jest to problem tej panienki, bo takich na świecie wiele, nie ta to inna, to głównie problem jego.
Cytat
I bardzo dobrze zrobiłaś, trzeba mieć szacunek do samego siebie i godność.
Po raz kolejny - to nie ta panienka jest problemem, tylko Twój mąż i jego postępowanie.
Komentarz doklejony:
Nawet jeśli ona zdążyła się zaangażować emocjonalnie w tę relację to uwierz, że Twój mąż musiał na to trochę popracować. Nic nie dzieje się ot tak samo.
Radzę skupić się na sobie, na mężu i Waszej relacji. Panienkę wyrzucić z głowy.
I tak jest u Ciebie. Miotasz sie moim zdaniem w 2 rzeczach.
1. Ze Twoj maz mami cie, ze wszystko jest w porzadku. A nie jest.
2. W tym, ze to on powinen sie ogarnac i to zakonczyc.
Ale tego nie robi. Jak myslisz dlaczego? I co to dla ciebie oznacza? Czego tam sie boisz?
Cytat
Profil osobowościowy nakreślony na podstawie pseudodowodu: neurotyczna pani, samotna, niewierząca, nie lubi spacerów po parku, bez wyczucia, łatwa zdobycz, zarażająca facetów. Nie znasz okoliczności a z jakiegoś powodu kogoś umniejszasz; z jakiego? przeniesienie, lęki, uraz czy dowartościowanie się czyimś kosztem?
Podkręcanie komuś już i tak istniejącej nienawiści na zewnątrz to strata czasu i odwracanie uwagi od istoty rzeczy.
Czemu wzmacniasz komuś urażone Ego i atawistyczne instynkty przerzucając odpowiedzialność na osoby trzecie i odwracasz uwagę od właściwego problemu?
Wplatywanie dzieci w spolne spedzanie czasu...
Nie, to zdecydowanie nie jest "kolezenstwo".
Oboje (on i "kolezanka"
To jeszcze nie koniec, dopiero może się zacząć jazda...Bądź czujna.
Cytat
Ponieważ podjął decyzję.
Nie podziałały umizgi, by załagodzić sytuację i odwrócić Twoja uwagę od problemu, to przeszedł do etapu dwa "oki zrezygnuję, stracę cos na czym mi zależało, ale i Ty za to zapłacisz". Stąd ta zimnica.
Rezygnować z niej nie ma zamiaru, to Ty masz się dostosować.
Zastanów się teraz dobrze nad tym, co jest dla Ciebie najważniejsze w takiej sytuacji, gdy bliska osoba rani Cię przez odrzucenie i do tego robi to w tak perfidny i wyrafinowany sposób, traktując Cie jak głupka, który łyknie wszystko i którego trzeba złamać wszelkimi możliwymi sposobami (bez liczenia się z jego odczuciami), by się dostosował?
On podjął decyzję, a co robisz teraz Ty, poza tym emocjonalnym szarpaniem się w chęci zagryzienia drugiej samiczki?
Cytat
zastanów się nad tym dobrze;
skoro wybrał Ciebie, to dlaczego obdarza Cię tą zimnicą?
nie widzisz w tym absurdu? jeśli wybierasz kogoś, to go ranisz i masz w czterech to co on czuje?
Komentarz doklejony:
czy to co robisz, to uciekanie od rzeczywistości, taką jaka jest, zbliży (lub zbliżą) Cię do dobrego rozegrania tej sprawy i rozwiązania problemu?
Komentarz doklejony:
on POWIEDZIAŁ, że Cie wybrał;
czy to co powiedział, jest tym co wybrał?
jeśli tak, to dlaczego Cię odrzuca?
jeśli nie, to dlaczego to powiedział?
Komentarz doklejony:
I jeszcze jedno czy po tym wszystkim można jeszcze zaufać?
Cytat
To już jego problem. Ty masz się skupić na tym, czego Ty potrzebujesz po taki zranieniu i odrzuceniu.
Nawet nie próbuj rozwiązywać go za niego. Niech sam mota się między, jeśli takie motanie się wybrał.
Siadasz wygodnie w fotelu, bierzesz popcorn i patrzysz na to "zjawisko" wyciągając z tego wnioski dobre i ważne dla siebie.
Zdradził, odszedł(w tym wypadku, z wygody, wyłącznie emocjonalnie), nic już nie musisz względem niego.
Masz zadbać o siebie i wsparcie samej siebie w tej tak trudnej chwili.
Cytat
Zaufać możesz w każdej chwili. Pytanie czemu chcesz zaufać i na czym to swoje zaufanie oprzeć?
Zaufasz 5-latkowi, że poprowadzi dobrze samochód? Czy jak nie zaufasz, to znaczy, że nie ufasz dziecku? Ufasz, ale w ograniczonym, realnym dla niego zakresie. Ponieważ zwyczajnie znasz i widzisz jego ograniczenia.
Jeśli zaufanie chcesz oprzeć na życzeniowości i braku potwierdzeń, to zaufać chcesz złudzeniom. Pytanie w tej sytuacji, po co? Co miałby Ci dać ufanie złudzeniom?
Jeśli oprzeć chcesz je na tym co rzeczywiste, to jak najbardziej możesz zaufać nawet już teraz. Chociażby zaufać możesz mu w tym, że postąpi zawsze egoistycznie i będzie miał w czterech trudy jakie znosisz, tak jak w tej chwili.
Cytat
Twoje poczucie szczęścia nie jest w żaden sposób zależne od drugiej osoby. Można być więc bardzo szczęśliwym człowiekiem, egzystując nawet w nie do końca wymarzonym związku.
Czy ktoś ma dobre doświadczenia? To jakie będzie doświadczenie, które staje na Twojej drodze, zależy od Ciebie i tego, jak do niego podejdziesz, co z niego wyniesiesz.
Ja osobiście nie oddałabym tych doświadczeń nigdy i nikomu za nic. Choć ogromnie trudne, to jedne z najcenniejszych w moim życiu. Nauczyły mnie żyć w pełni i budować dobrze swoje życie. Czego i Tobie życzę
Wszystko wskazuje na to, ze dzis wybral Ciebie nie dlatego, ze uznal iz bycie z Toba ma wieksza wartosc niz "znajomosc z kolezanka".
Wybral, bo Ty tego oczekiwalas, wybral dla swietego spokoju, byc moze dla "przyczajenia sie"...
Pomysl, czy swiadomy wybor doroslej osoby polega na popadaniu ze skrajosci w skrajnosc? Dzis ma sie z kims bardzo bliska, emocjonalna relacje i z minuty na minute ta relacja znika? Jesli z ich decyzji to moze i owszem, ale nie jesli to "zerwanie" niejako.wymuszone Twoim oczekiwaniem...
A poza tym... Przeciez oni ze soba pracuja, to co? Nagle beda rozmawiac tylko o sprawach zawodowych i pogodzie? Chyba sama w to nie wierzysz...
Na moje wyczucie to on nic nie wybral. Tylko strzelil focha, zastosowal kare i czeka az Agusia sie zlamie i przyjdzie go przepraszac i ratowac zwiazek, ewentualnie bedzie kombinowal w ukryciu. Bardzo to wszystkie jest przykre. Powinnas porozmawiac z terapeuta, albo kims kto pomoze popatrzec realnie na Wasz zwiazek. Twoj parnter byc moze jest na fali fascynacji nowa samica i dowartosciowuje sie tym. Byc moze to chwilow zacma umyslu do przepracowania... Ale mysle, ze to idzie dalej i glebiej. Nie daj sie zmanipulowac i wpedzic w poczucie winy. Twoja intuicja ma moc i racje.
Cytat
Oczywiście, że mam dobre doświadczenia, nigdy wcześniej nie byłem tak świadomy siebie, świadomy życia, otaczającego świata. Nigdy wcześniej nie byłem tak pewny siebie, swojej wartości. Nauczyłem się być szczęśliwy sam ze sobą i kiedyś może podzielę się tym szczęściem z kimś kto będzie tego chciał i na to zasługiwał, ale pewnie nie o to pytasz i nie o taką odpowiedź Ci chodziło.
Czy chciałbym wrócić do tego co było? Nigdy!!! Dziś jestem innym człowiekiem, w zupełnie innym miejscu.
Wiesz kiedy to wyjście na łyżwy było by normalne ? Gdyby jej nie chował przed tobą i zaproponował wspólne wyjście ale nie bez ciebie czy twojej zgody i się z tym liczył. Czyżby przymiarkę do nowej rodziny robili?
Jest cal masa ludzi, ktorzy doswiadczyli zdrady, ale tak pokierowali swoim zyciem "po", ze czuja sie szczesliwi...
Jest Amor, ktora na nowo zbudowala zwiazek ze zdradzajcym...
Jest Poczciwy, ktory stara sie zyc jak najbardIj swiadomie, wyszedl z tego doawiadczenia mocniejszy i yje teraz sam, ale nie zaklada, ze tak bedzie do konca jego dni...
Jestem ja
Dobre zycie po zdradzie jest mozliwe. Tylko pamietaj, ze szczeacie nie przychodzi samo; trzeba je wypracowac, bywa ze "wyszrpac pazurami", czesto wyjac z bolu...
Ale warto, naprawde warto 😁
To kolejna manipulacja odsuwająca ciebie od nich z przerzucaniem odpowiedzialności na ciebie. Mówi, że wybiera ciebie ale ty się nie liczysz, czyli to odwrotny wybór niż mówi. Ma ciebie za idiotkę.
Wydaje mi się, że już dawno jechał na twojej naiwności i takich manipulacjach a ty glupialaś.
Komentarz doklejony:
Aga, gdy ktoś pyta czy po zdradzie można być szczęśliwym, to ja trochę glupieje, bo skąd mam wiedzieć, co komu do szczęścia potrzebne i co to dla kogoś oznacza?
To co dla jednych będzie szczęściem czy zadowoleniem z życia, dla innych nie będzie.
Twój mąż jest nieszczęśliwy bo mu żona przeszkadza w kontaktach i fascynacji inną kobietą z którą jest najwyraźniej szczęśliwy.
Musisz chyba zweryfikować swoje stereotypy postrzegania szczęścia, czyli w sumie zadowolenia z siebie i swojego życia.
Czemu nie jesteś zadowolona z siebie i swojego życia ? Bo ktoś cię nie kocha ? Bo nie dostajesz w zamian połowy tego co sama dajesz? Boli cię, że jesteś frajerką? Nikt za ciebie tego nie zmieni.
Można.
Cytat
Przepraszam, że będę brutalna i szczera, ale to tylko Moje osobiste odczucia-jest przejeb..ne. Szczególnie przez pierwszy rok, dwa. Niby idziesz krok do przodu, po czym cofasz się kilka kroków w tył, i znów czarna dziura, rollercoster, ale... teraz trochę pozytywu.Taka skrajność uczuć i emocji pozwala bardziej przyjrzeć się sobie, przynajmniej spróbować wychwycić to, co w nas samych zniekształca nasz obraz i odbiór rzeczywistości, a tak na prawdę nigdy nie mieliśmy okazji żeby się nad tym zastanowić. (Mi bardzo pomogły komentarze tu na Z)
Jeśli chodzi o szczęście, to po prostu trzeba zrozumieć, że nie zależy ono od drugiego człowieka, tylko jest w nas. Kwestia akceptacji samego siebie, pracy nad sobą, okiełznania swoich demonów i lęków, zrozumienia, że nie można wymagać od kogoś, czegoś, czego nie może nam dać, nie dlatego że nie chce, tylko dlatego, że to zależy tylko od nas samych.
Cytat
Ja osobiście nie oddałabym tych doświadczeń nigdy i nikomu za nic. Choć ogromnie trudne, to jedne z najcenniejszych w moim życiu. Nauczyły mnie żyć w pełni i budować dobrze swoje życie. Czego i Tobie życzę
Dokładnie tak samo miałam napisać, ale tylko powtórzę, zdrada i wszystko wokół niej, to najtrudniejsze i zarazem najbardziej cenne doświadczenie w moim życiu. Nie życzę tego nikomu, i chociaż może jeszcze czasem pojawią się chwile słabości czy tęsknoty, za tą niewinną wizją pięknej miłości niczym nie skalanej, to wiem, że jestem silniejsza niż kiedykolwiek. Wiadomym jest, że nie zawsze da sie pozostać czy powrócić do osoby która zdradziła, bo od jej postawy, szczerości tak na prawdę zależy bardzo wiele, ale większość pracy wykonać musimy sami, i wszystko sobie poukładać w naszej głowie. Potem już ani poczucie szczęścia, ani udany związek, ani spełnienie w każdej innej dziedzinie życia nie będzie zależało od drugiego człowieka tylko od nas samych.
Komentarz doklejony:
Podziwiam Was wszystkich, którzy wyszliście z tego silniejsi i pewni swojej wartości. Może ja też tak będę mogła powiedzieć o sobie. Na chwilę obecną mam wrażenie, że tak się nie da. Że po czymś takim nie idzie żyć. Nie wiem może dlatego, że jestem bardzo uczuciową kobietą. Zawsze okazywałam mojemu mężowi dużo miłości. Taka już jestem. Nie potrafię być oschła i oziębła nawet jak mnie coś boli. Wiem, że przez to chyba bardziej podatna na zranienia... Dlatego też boli to, że pomimo całej miłości która mu dałam on zrobił coś takiego
To jak dalej potoczy sie Twoje zycie zalezy wylacznie od Twoich wyborow i Twojego dzialania. I naptawde moze buc lepiej nawet jesli dzis nie wierzysz, ze to mozliwe...
A ten chaos emocjonalny, o ktorym piszesz to cos normalnego w tej sytuacji. Chyba niemal kazdy zdradzony przez to przechodzil. To minie, bo kazdy stan emocjonalny jest przemijalny. Predzej lub pozniej (to tez w duzej mierze zalezy od Ciebie).
Cały problem polega na tym, że ty sama musisz się z tego podnieść.
Miliony rozmow, miliony klotni. Wszystko się zmieniło kiedy dojrzalam gdzieś wewnętrznie, że jak nie potrafi wziąć na siebie odpowiedzialności to trzeba się rozstać niezależnie jak kur...sko mnie to bolało. Chyba wyczuł bo nagle zachowanie się zmieniło i zaczął robić wszystko, żebym czuła się bezpieczna. I tak jest do dzisiaj. Oczywiście nie wiem czy powiedział mi wszystko, wręcz myślę, że na pewno nie. Czego sama nie odkryłam to myślę że zachował dla siebie. Ja w odróżnieniu do moich przedmowcow, nie widz tych wszystkich plusów tego co się stało. Świat jest mniej kolorowy. Nie umiem zaufać w pełni i pewnie nigdy to się już nie uda. Od czasu do czasu przychodzą dni gdzie to wszystko wraca. Ale było to 4 lata temu to przecież nienormalne, żeby to rozpamietywac. Wszyscy tak na to patrzą, więc staram się w takie dni uciekać, być sama i wypłacać się ile wlezie, potem na jakis czas jest spokój, Nie sprawdzam, nie dopytuje, ale zawsze gdzieś z tylu głowy przygotowana jestem, że może się powtórzyć. Jest lepiej niż zaraz po więc kto wie może za kolejne 4 lata będzie jeszcze lepiej. Dlatego myślę, że dopóki nie postawisz wszystkiego na ostrzu noża, rozumiejąc, że albo dotrze albo zakończy to związek to będziesz na karuzeli a on skrupulatnie będzie to wykorzystywał. To takie moje przemyślenia.
Komentarz doklejony:
A odpowiadając na Twoje pytanie, tak jesteśmy ze sobą. Jak to bywa w życiu, nie jest łatwo, ale przy dobrym układzie sił, można wiele rzeczy przewartościowac i na nowo poukładać
Fakty nie musza potwierdzac tej deklaracji
(i najprawdopodobniej tak jest).
On zachowuje sie teraz wobec Ciebie nie jak osoba, ktora zaluke tego co zrobila, tylko jak ktos kto zaluje, ze dal sie przylapac.
No zabraniasz mu byc "szczealiwym i spokojnym" wiec sie od Ciebie ogania jak od upierdliwej muchy.
No, ale to juz wiesz choc warto, zebys tez o tym caly czas pamietala.
Cytat
Zdałaś pytanie Rozalii, ale widać w tym pytaniu co Cię nurtuje. Dlatego pozwolę sobie je zacytować i do tego się odnieść.
Wszyscy jesteśmy razem na tym globie i wpływamy na siebie. Oddychamy tym samym powietrzem. Są rzeczy, zdarzenia, ludzie, z którymi jesteśmy blisko, i takie które oddalamy od siebie, lub oddalamy się od nich. Sami wybieramy jakieś swoje miejsce w tej rzeczywistości.
Pytanie co nazywasz "byciem razem"? Czy z osobą z którą współpracujesz codziennie na niwie zawodowej i widzicie się prawie 20/dobę jesteś razem? No i tak i nie. Spędzacie razem mnóstwo czasu, ale czy jesteście razem? No nie, bo niekoniecznie musicie mieć wspólną , głębszą bliskość.
Zdrada jest właśnie obrazem zerwania tej głębszej bliskości. Pokazuje, że tej bliskości nie ma. Związek wybudowany jest na zewnętrznych, oparty formalnie, ale nie ma go na tych głębszych poziomach. Tych w których nie można oszukać.
I masz właśnie po zdradzie taką rzeczywistość, ludzie są formalnie razem, nie ma między nimi tej prawdziwej bliskości, tej opartej na realnych głębszych. Mówiąc o odejściu mówisz więc o odejściu formalnym.
A to powinien być wybór dyktowany tym, co jest dla Ciebie lepsze. Co leży realnie w Twoich możliwościach? Czy to poprawi Twoja sytuację i życie, czy pogorszy? Jak to rozwiązać, abyś najmniej na tym straciła rzeczy na których Ci zależy?
Odpowiedzi na te pytania są zawarte w emocjach jakie Tobie targają i jaki tworzą w Tobie mentlik. Przyjrzyj się więc głębiej każdej z tych emocji z osobna.
Co one Ci mówią? Co one podpowiadają?
Cytat
A w jakich uczuciach żyłaś do tej pory? Przecież on nie odszedł z dnia na dzień, tylko tych uczuć albo nie było, albo wypaliły się jakiś czas temu.
Nie zaangażował się przecież na boku z powodu ich zaspokojenia w Waszej relacji.
Więc jak to było? Co powodowało, że byłaś spokojna? W tej odpowiedzi masz odpowiedz na to jak żyć bez uczuć i okazywania ich, bo przecież tak żyłaś
To pieknie, ze jestes wrazliwa i uczuciowa kobieta. To sa czasem trudne cechy, ale karmia i odzywiaja caly swiat, z ktorym masz kontakt a takze i Ciebie. I one nie naleza do twojego meza. One sa TWOJE. I zostana z Toba, Mysle, ze wiele istot na swiecie mozesz nimi obdarowac, ale warto to robic tylko wobec tych, ktorzy cie szanuja.
Cytat
Gro z nas tak miała. Dla wielu zdrada była prawdziwym zaskoczeniem. Stąd ten lęk późniejszy w ufność dla własnej percepcji i zagubienie totalne.
Jak przyjrzysz się temu bliżej i wejrzysz głębiej, to czasem zauważysz, że zwyczajnie widziałaś wiele rzeczy zbyt płytko.
Zresztą, Twój małżonek przecież to Ci ostatnio ofiarował, był milutki, zapewne i chętny do brykania, również przed wyjściem na lodowisko.
Dwa dni przed drugą zdradą słyszałam od mojego małżonka "kocham Cię Kwiatuszku". Zadzwoniłam do niego, kiedy był z nią w hotelu, z informacją iż wiem gdzie jest i że może się jeszcze cofnąć. Był zaskoczony totalnie tym, że wiem, i dokonując wyboru stwierdził "musisz się jakoś z tym pogodzić, że ja dzisiejszą noc spędzę z nią". Pytam, czy jest tego pewny, przecież jeszcze dwa dni temu przed wyjazdem mówił mi, że mnie kocha, i sytuacja w której ja mam spać w naszym łóżku, gdy on w tym momencie, tej nocy, będzie posuwał ją w hotelu jest dla mnie emocjonalnie szczególnie trudna"? I wiesz co usłyszałam w odpowiedzi? "Mówiłem Ci "kocham Cię" na odpierdol"
Cytat
Ta sytuacja idealnie obrazuje to czego się boimy, przynajmniej ja długo się bałam. Że to kocham Cię kwiatuszku, żabko czy kochanie będzie tylko przykrywką do dalszego czy kolejnego kurestwa mojego miszcza
Komentarz doklejony:
Amor i jak teraz wygląda U Ciebie sytuacja? Oczywiście napiszesz jeśli chcesz
Komentarz doklejony:
Agusia, może mam nieodpowiednie podejście, ale zawsze wole zakładać najgorsze, żeby się miło rozczarować. Oczywiście w przypadku zdrady, robiłam wręcz przeciwnie szukałam wytłumaczenia. Dokładnie tak jak Ty. Przecież łatwiej przełknąć zdradę emocjonalną niż ostry seks naszego ukochanego z inna w hotelu. Dziś myślę, że od samego początku byłoby mi dużo łatwiej, gdybym od razu założyła ze był i seks, i emocje i przekonała sama siebie że nie ma już nas. jestem sama, on też i muszę nauczyć się żyć z ta myślą, a jeśli mielibyśmy być razem to już na innych zasadach.
Cytat
dużo by pisać, aby wyjaśnić, a nie chce zaśmiecać tutaj wątku agusi85;
ogólnie , właśnie tak:
Cytat
z tą różnicą, że ja już nic nie muszę;
odchowałam dzieciaki, nie wywalając im jednocześnie życia do góry nogami; i zadbałam o swoje zabezpieczenia, poucinanie ogonów, wyjście ze wszystkich wspólnych zobowiązań;i to był dobry czas na ogarnianie tego wszystkiego;
on dalej 3 razy dziennie mówi, że mnie "kocha", uśmiecham się i myślę sobie "wiem, że mnie kochasz i to jeszcze na odpierdol"; dalej zasypuje mnie drogimi prezentami, jest grzeczniutki, zawsze pracowity, bardzo aktywny i pomocny w domu; nie przeszedł pełnej terapii, wiec myślę, że nadal jest czynnym seksoholikiem, choć uparcie twierdzi, że problem go już nie dotyczy i "dał sobie z nim radę", ale to już jego problem; ja widzę wyraźnie, że nie dał sobie rady; nie muszę pytać, czy sprawdzać, bo widzę; nadal ma ogromne lęki przed bliskością, niskie poczucie własnej wartości i nadal jest notorycznym kłamcą; ja dowodami kompromitującymi go, mogłabym sobie pałac wytapetować i nagrania puszczać jako tło muzyczne, nie zbieram więc już niczego więcej, bo nie widzę w tym sensu; nie mam jednak zamiaru ich używać i niszczyć go, bo myślę, że nie o to w tym wszystkim chodzi; a i dzieciaki będą go pewnie nie raz w życiu potrzebować i on ich też;całe życie pracował ciężko na nie, są mu to też winne; mają dobre relacje, nie chce im tego psuć; chce aby był szczęśliwy;zawsze dobrze i dla niego i dla nich, aby był dziadek, który wnuki popilnuje,czy dołoży się do zakupu pierwszego samochodu dla wnuczka, a nie gość z trudem się wypłacający, który np stoczy, zapije się i będzie z nim problem; czy też musiałyby się za niego wstydzić lub unikać; takie zagrożenie przez jego dotychczasowe działanie i tak istnieje, wystarczy więc ono, nie ma sensu tego powiększać, a wręcz jestem za tym, by je minimalizować; na szczęście wyrosłam już z bycia jego terapeutą; gdy zdarzy się w moim życiu coś fajnego odejdę teraz bez wahania i bez większych problemów; jeśli nie, to zostaje to co mam; nie jest to raj, ale koszty alternatywne naszych decyzji zawsze jakieś są; w mojej sytuacji, te akurat były mniejsze;
Cytat
heh to chyba wszystkich w pewnym momencie dopada. Chcemy niby pomóc, ale...
Przecież to nie nasza rola, próbujemy na siłę gdy nikt nas o to nie prosił.
Dopiero po jakimś czasie dochodzi do nas, że to walka w wiatrakami.
Bo przecież mamy wpływ tylko na siebie. A zmusić kogoś do pracy nad sobą się nie da, tzn da się, ale na tym etapie świadomości już wiemy, że nie o to nam chodzi.
Cytat
no właśnie; dlatego zwracam na to uwagę, bo z doświadczenia wiem, że to bardziej blokuje, niż pomaga
Cytat
dokładnie, bo w sumie takie wymuszenie (jakby nie patrzeć) nie ma żadnej wartości