

Anetastp | 00:10:34 |
heniek | 02:21:36 |
Julianaempat... | 04:21:22 |
soighlah | 05:57:03 |
Edek_2 | 06:26:27 |

O zdradzie męża dowiedziałam się w lutym. Jesteśmy małżeństwem 8 lat, od ponad 10 w zwiazku. Mamy dwoje dzieci 7 i 4 lata. Do grudnia wydawało mi się że wszystko jest okej, chociaż mąż tak dziwnie się mnie czepiał, robił aferę z drobnostek. Dużo pracował, wychodził wcześniej, wracał późno. Wydawało mi się że jest zestresowany. Co do mnie to pożycie trwało, byliśmy na Mikołajki na romantycznym wyjeździe we dwoje, na różnych imprezach, wszędzie razem i z dziećmi. Mieliśmy swoje lepsze i gorsze czasy w tym małżeństwie, aktualnie ja kończyłam wazny etap zawodowy, dzieci jak to dzieci, codziennych problemów sporo. Mój mąż jest dda, zawsze był mslomowny i raczej taki zdystansowany, już się do tego zdążyłam przyzwyczaic, choć pewnie chciałabym nieco bliższej relacji, ale on zawsze blokował moje próby pogadania, rozwiązania naszych problemów. Nie przypuszczałam że poszuka rozwiązania gdzie indziej. Od stycznia zachowywał się coraz dziwniej, poszedł na terapię indywidualną, niby poleconą przez koleżankę. Czułam że coś ukrywa. W okolicy walentynek napięcie zaczęło narastac, ustaliliśmy razem ze pójdziemy do poradni małżeńskiej, w międzyczasie powiedział mi że ma kochankę, potem się wycofał i stwierdził że nie ma ale chyba mnie już nie kocha i że to sprawa relacji między nami. Potem powiedział że w gdzieś w środku nadal czuje że ja i dzieci jesteśmy dla niego najważniejsi. Następnego dnia poszliśmy na kolację z okazji jego urodzin, rozmawialiśmy i sam powiedział że była to najbardziej inspirująca rozmowa w całym małżeństwie. Dwa dni później znalazłam na jego messengerze rozmowę z której wynikało że spotyka się z jakąś Martą. Zapytałam wprost czy to jego kochanka. Przyznał się że się zakochał, że od roku ją zna A od 3 miesięcy ze sobą sypiają. Że ona jest z nim w ciąży. Że wybiera ją ale żebyśmy jeszcze poszli do tej poradni małżeńskiej. Byłam w takim szoku że w sumie płynęłam z prądem. Kilka tygodni na lekach uspokajajacych, dzieci, jego obietnica że zerwie z nią, 3 wizyty w poradni małżeńskiej, rzucanie obrączką, wreszcie to że kłamał i cały czas utrzymywał z nią kontakt, niby że że względu na dziecko.. zabrałam Dzieci, uciekłam do rodziców... po 2 tygodniach musiałam wrócić, żeby podpisać z nim rozdzielnosci majątkową, znowu jego próby przekonania mnie żebym została, zaciągnięcia do łóżka... oczywiście z kochanką kontakt cały czas... kazałam jemu się wyprowadzić, ale zostawił wszystko, przychodzi do dzieci, zrobić pranie, pracować. W środę jestem umówiona z prawniczką żeby złożyć pozew, załatwiam wszystko żeby z dziećmi wyprowadzić się w moje rodzinne strony 250 km od niego, zachowuje sie dla mnie jak zaburzpna osoba, jakiś borderline, najlepiej żebym byla i ja kochanką, tak to sobie wymyślił i nie umie tego przejść w głowie. Chce czasu, separacji. Chyba nie widzę sensu. Chodzi na terapię, rozpoznali mu narcystyczne zaburzenia osobowości. Staram się myśleć racjonalnie, działać aby zabezpieczyć siebie i dzieci. Jestem niezależna finansowo, zarabiam lepiej niż mąż. Mimo to strasznie mi ciężko i źle. Nie wiem jak się pozbierać. Nie mogę uwierzyć jak to się wszystko stało.
On jest w jakimś potrzasku swoich wewnętrznych sprzeczności, stad wikłanie i Ciebie i kochanki. Jasne może być to gra na czas ale ...
te życiowe decyzje następują dość szybko - nie wiem czy nie warto dać sobie czas. Separacja... rozwieść się zdążycie ... przeprowadzka ??
Nie namawiam w żadnym kierunku. Nie wikłaj się w trojkat ale daj sobie jakiś czas na klarowanie spraw. Chyba ze te decyzje są już wynikiem klarowania, a nie emocja obliczona na pobudkę, poza na wstrząs.
Cytat
I tak długo wytrzymaliście. Z kimś kto ucieka od rozwiązywania problemów a tylko je generuje, ciężkie życie.
Cytat
To klasyka. tacy introwertycy odkładają sobie wszystkie gorzkie żale i pretensje tak jakby specjalnie, by potem były usprawiedliwieniem do skur..syństwa, jak już im się uleje; nie chcą rozwiązywać na bieżąco, bo musieli by iść na jakieś kompromisy czy realnie spojrzeć na jakiś problem, co niezbyt korzystne by dla nich było;
Cytat
tak naprawdę problemem nie jest dziecko w tle tylko wasza relacja, która do tego doprowadziła i nie zanosi się na lepszą, wręcz odwrotnie;
Ty wiesz w ogóle za kogo wyszłaś i z kim założyłaś rodzinę? może to jakiś mormon ?
Komentarz doklejony:
Chyba mi się to klaruje. Niby jest w głowie myśl że się w którymś momencie ogarnie. Choć myślę że pewnie nie szybko. Od kiedy się wyprowadzil, pojechał na majówkę z kochanką, choć mieszka podobno sam. Ona chce to takiego jakim jest, ja stawiam wymagania - zmiana pracy, terapia, transparentność, a on nic nie chce z siebie dac bo przecież on jest "rodzinny, czuły i opiekunczy" i jeszcze świetny ojciec... jakieś ma prześwity swojego braku kontaktu z rzeczywistością Ale chyba coraz rzadsze. Myślę ze musi się sparzyć chyba na tym romansie, żeby zrozumieć że zmiany trzeba zaczynać od siebie A nie od otoczenia. Choć zdaje sobie sprawę że szansa na opamiętanie jest niewielka. I dlatego chcę się ustawić tak jakbym miała być sama tylko z dziećmi. Blisko rodziny.
Cytat
był spełnieniem marzeń? czy to były tylko twoje wyobrażenia?
tak, powinna ci się zapalić czerwona lampka, że to początek końca, bo dopiero go poznajesz; Może warto było najpierw lepiej poznać a potem za mąż wychodzić, co ?
Cytat
Trudno budować? a co Ty chcesz budować?
Przecież on Ciebie i waszych dzieci nienawidzi; masz jeszcze jakieś wątpliwości?
Cytat
U innych widzisz a u siebie? Ty lepiej sobie weź to do serca;
Cytat
Nie masz wyjścia, zresztą co takiego zbudowałaś?
To tylko strach przed niewiadomym, przyzwyczajenie i lenistwo;
Nie ma tego złego ...;
Chodziłam na kilka sesji i według terapeuty jest ze mną wszystko ok. Po prostu jest duża różnica dojrzałości między nami I ten związek był taki trochę jakby był moim trzecim dzieckiem od jakiegoś czasu. O wszystko musiałam się prosić, wszystko było na mojej głowie. Jestem już tym bardzo zmęczona. Niemniej oczywiście jest mi źle i żal tego wszystkiego co było, nawet jeśli było kłamstwem.
Komentarz doklejony:
Jestem pragmatyczną osobą. W moim domu rodzinnym mało przywiazywało się wagi do emocji. Raczej to bardziej przyziemnych spraw. Jak kredyt, oszczędności, wakacje, angielski dla dzieci. Wiem że to nie wszystko. Ale też nie mów mi że nic nie zbudowałam bo jest mi zwyczajnie przykro. Poza tym nie tylko ja odpowiadam za to małżeństwo z kimś kto do tego emocjonalnego lenistwa mnie niejako zmuszał. Ile było kolacji, wyjść, które planowałam A on się nawet nie odezwał za bardzo. Tak, powinnam odejść wcześniej pewnie. Mądry Polak po szkodzie. Niemniej człowiek zawsze się ludzi że jakoś tą druga strona dorosnie i zacznie się znowu zachowywać jakby też był częścią tego małżeństwa i tej rodziny.
Komentarz doklejony:
Czym dokładnie poczułaś się zaatakowana, co cię tak zabolało?
Może i stworzyłaś warunki, ale wspólnie z nim, a zdrada to jego decyzja.
Na ogół jest komuś wygodnie, potem jest na kogo zwalać;
Przeczytałam kiedys na zetce czyli na tym forum, że ze związku z osobą zaburzoną sie nie odchodzi tylko ucieka i to bardzo szybko i nie odwraca sie za siebie. Pozdrawiam i trzymam kciuki.