| darek717171 | 13. Grudzień |
| alijan | 13. Grudzień |
| Szyszak4 | 13. Grudzień |
| trylogia | 13. Grudzień |
| Ola1312 | 13. Grudzień |
Edek_2 | 00:10:02 |
Julianaempat... | 00:10:14 |
Anetastp | 00:35:44 |
#
poczciwy | 01:14:13 |
Joanna96 | 02:39:56 |

Witam Wszystkich, piszę na forum bo już sama nie wiem jak sobie poradzić w tej sytuacji. Moja historia jest jak każda inna na tym forum, ale postanowiłam ją opisać ponieważ naprawdę nie mam z kim o niej porozmawiać.
Zaczęło się w połowie listopada. Jestem z moim mężem w związku od 12 lat, od prawie 3 jesteśmy po ślubie. Nie mamy jeszcze dzieci, nie mamy kredytu, nawet rybki wspólnej nie mamy, słowem nic co trzyma nas razem bo za chęcią bycia ze sobą. Wszyscy zawsze uważali nas za idealną parę i my sami siebie za taką też uważaliśmy. Uwielbialiśmy razem spędzać czas, mieliśmy wspólne pasje, poglądy na życie, wszystko zawsze robiliśmy razem. I nagle coś się zmieniło. Od paru miesięcy mąż już tak chętnie nie spędzał ze mną wolnego czasu, coraz częściej słyszałam, że chciałby pospędzać go sam, bo potrzebuje dla siebie czasu. Początkowo zwalałam to na jego nową pracę (bo zmienił parę miesięcy temu), ale coraz bardziej nie dawało mi to spokoju. Znam go za dobrze, widziałam, ze coraz bardziej oddala się ode mnie. Miałam złe przeczucia. Kiedyś zawsze po wyjściu z pracy dzwonił do mnie, że wraca, teraz nigdy tego nie robił. Jak nie było go zbyt długo i ja dzwoniłam, często nie odbierał telefonu - tłumacząc się, że nie słyszał. Zaczęłam szukać. I znalazłam. Pewnego listopadowego wieczoru, kiedy wrócił zmęczony z basenu i zasnął (poszedł sam bo tłumaczył mi, że potrzebuje czasem zostać sam) wzięłam jego służbowy telefon i przczytałam SMS, po którym zawalił się mój cały świat. SMS do koleżanki z pracy, w którym umawiał się z nią na spotkanie (wspólne wyjście na basen). Zaczęły mi się trząść ręce, zaczęłam płakać i obudziłam go. Zapytałam z kim był na basenie, zaczął zaprzeczać, ale w końcu wyznał, że z NIĄ. I wyznał coś jeszcze. Że od paru miesięcy się z nią spotyka po pracy, że się całowali (do seksu nie doszło, bo nie umiał się do tego posunąć), że prawdoposobnie się w niej zakochał, ale że mnie też kocha, ale już nie tak bardzo jak te 3 lata wcześniej kiedy braliśmy ślub..... Byłam tak zrozpaczona, że kazałam mu się wynieść z domu i iść do niej. Płakał, mówił, że wolałby zostać, ale spakował rzeczy i przeniósł się do hotelu. Mieszkał tam 3 tygodnie. W trakcie tego czasu z różnych powodów był w naszym mieszkaniu parę razy, trochę rozmawialiśmy, raz doszło do zbliżenia.
Powiedział, że po tygodniu od wyprowadzki odbył z Nią rozmowę, powiedział jej, że to co się wydarzyło między Nim a mną, to rozstanie jest dla niego okropnym przeżyciem i że ONI nie mogą się widywac już na stopie innej niż zawodowa. Ja przez ten cały czas tęskniłam za NIM niemiłosiernie, nie miałam sił by wstac z łóżka. schudłam. Po 3 tygodniach od wyprowadzki miałam urodziny, poszliśmy razem na kolację, po kolacji powiedział, że dużo myślał nad tym co się stało i chciałby wrócić do domu, spróbować, dać NAM szansę, spróbować znowu zakochać (cały czas mówi, że mnie kocha, ale nie tak jak wcześniej). Oczywiście zgodziłam się i wrócił do domu, ale między nami był dystans, nie bardzo wiedzieliśmy jak mamy ze sobą rozmawiać, jak mamy się do siebie odzywać. Przyszły święta, na które pojechaliśmy do jego rodziców. Pod choinką znalazłam swoje ulubione perfumy (od lat ich nie kupowałam ponieważ są ekstremalnie drogie), pojawiły się między nami chwile czułości, takie małe momenty, w których czułam ,że może być między nami dobrze. Ale po wszystkim co się stało, nie ufałam mu i w Boże Narodzenie znowu sprawdziłam telefon. I znowu znalazłam SMS do NIEJ, napisany w Wigilię rano, że myśli o niej jak ubiera choinkę w seksownej sukience, ona odpisała mu, że w ich nowym domu zawsze będzie ubierała ją ubrana właśnie tak. Umarłam. Ponownie. Pokazałąm mu tę wiadomość, dałam w twarz i kazałam się wynosić, zażądałam rozwodu i kazałam mu o mnie zapomnieć. Wtedy oszalał (ja również) zaczął mnie całować, przepraszać, powiedział, że nie jest w stanie mnie puścić, że nawet jeżeli się wyprowadzi nie zapomni mnie i że nie chce się wyprowadzać. Że ten SMS to była chwila słabości bo owszem co jakiś czas dalej o niej myśli, ale że stara się to przewalczyć, że zaskoczyła go jej odpowiedz o ich domu bo nigdy nie obiecywał jej czegoś takiego i że już na tę wiadomość nie odpisał (owszem nie było odpowiedzi). Powiedział, że żałuje tej wiadomości bo w wieczór Wigilijny też poczuł, że coś mędzy nami drgnęło. Że miło spędził ze mną czas i miał nadzieję, że będziemy mogli odbudować wszystko, a on to zepsuł tą waidomością. Po raz kolejny pozowoliłam mu zostać. Nie wiem czy damy radę, czy ja dam radę. On codziennie ją widuje w pracy. Ja codziennie wyobrażam sobie te ich spotkania, pocałunki. Kocham go, ale czy coś takiego można wybaczyć i żyć dalej razem? Między nami jest duży dystans, który znika tylko w łóżku. Nie wiem co robić. Bez niego czułam się jak bez ręki (był nie tylko mężem, ale i przyjacielem). On mówi to samo, że kiedy mieszkał beze mnie to tak, jakby ktoś mu zabrał połowę niego, że nie miał na nic ochoty, że przepłakał wiele nocy. Ale ja cały czas myślę o zdradzie, mam to okropne uczucie wewnątrz mnie... i ta świadomość, że on coś jeszcze do niej czuje i że może z tym nie wygrać. Tłumaczę sobie, że sam do mnie wrócił, nie prosiłam, nie błagałam, nie mamy wspólnych zobowiązań, który trzymałyby nas razem, to był jego wybór. Miał szansę wybrać ją, pójść do niej, ale wrócił do mnie. Tylko ta świadomośc, że uczucie do mnie ostygło, a do niej cały czas się tli mnie dobija i sprawia, że cały czas drążę temat, a to tylko pogarsza sytuację. On nie chce pójść na terapię, bo nie chce z nikim o tym rozmawiać (zawsze był bardzo zamknięty w sobie i mało wylewny). Ja zastanawiam się czy nie pójść sama. Dziwny ten związek teraz, ja zostałam ze swoim bólem, a on chyba jeszcze nie walczy o nas, tylko ze sobą, żeby stłumić tamto.... Nie wiem już co robić. Proszę Was o wsparcie, opinię, sama nie wiem o co.
Dlaczego chcesz już dziś podejmować decyzję?
Daj mu się wykazać. Co on na ten moment stracił?
Tylko uświadomiłaś go, że cokolwiek nie zrobi i tak zostaniesz z nim.
Odsuń się od niego emocjonalnie, bez zbliżeń i obserwuj jego zachowanie, jego czyny.
W tym czasie możesz na spokojnie przemyśleć co dalej. Nie na podstawie emocji tylko faktów.
Cytat
I lepiej narazie niech tak zostanie....
Cytat
wszyscy poza wami to w partnerstwie nikt - bez znaczenia....i nie wy tylko Ty...
Cytat
uwielbialiśmy...mieliśmy...robiliśmy razem....uważaliśmy....strasznie dużo tych "śmy"....
Cytat
Przepraszam, że tak piszę...napisałaś długi post...ale bardzo dużo w nim tylko twojego postrzegania...nie piszę, że robiłaś coś źle bo ciebie nie znam...o...zapytam inaczej....czy uważasz, że każdy z partnerów może mieć kawałek swojego świata???przecież my nie ogórki...nie możemy zrobić z życia słoika i się w nim zakisić...a przez twoje słowa przebija się takie "zawłaszczenie" przestrzeni...ale mogę się mylić...nie znam Was...oceń i przybliż Nam troszkę Siebie nie Was....
Co do samej zdrady...nie ma dzieci...nie ma kredytu...nie ma rybki...hmmm ja bym raczej nie ryzykował...tyle mogę powiedzieć...i nie chodzi mi o zauroczenie...tylko o to co z tym zauroczeniem zrobił...nie ujarzmił...tylko popłynął....ale tyle lat to kawał czasu....sama musisz ocenić...może to dziwnie zabrzmi: ale tak jak w partnerstwie są deficyty, które otwierają drzwi dla osoby trzeciej tak może też być tak "nadwyżka budżetowa"....to w sumie taki deficyt wolności...minimalna wolność jest potrzebna by się w związku nie zadusić...przemyśl to...czy ci się to przyda w tym związku czy w innym to bez znaczenia...warto to wziąć pod uwagę...
Co do samej zdrady wolę się nie wypowiadać...zdrada zawsze jest zdradą...jest decydowaniem za dwojga..pozbawianiem wyboru...jest wyborem....jest złem...a zło zawsze jest złem...nie można go usprawiedliwiać...co najwyżej szukać okoliczności łagodzących....
Komentarz doklejony:
Oczywiście to co piszę poczciwy, to podstawa...nie decyduj ot tak...nie wróż z fusów...odsuń się i oceń...nie masz żadnej podstawy by mu wierzyć, ufać itp...nie wierz w to co mówi...chociaż słuchać musisz, bo gdzieś tam miedzy standardowym tłumaczeniem kurestwa może podać prawdziwe powody, które go popchnęły w kierunku zdrady....
Komentarz doklejony:
chodzi o to byś bezpodstawnie nie wierzyła w: nigdy więcej, żyję tylko Tobą, tylko Ty się liczysz, twój oddech jest dla mnie jak tlen...i tym podobne pierdy...
Odpowiadając na pytanie, mieszkanie wynajmujemy. Czy uważam, że każdy powinien mieć kawałek własnego świata? Tak, ale wiem, że przez lata ja go nie miałam i on też. Czy ja go zadusiłam? Myślę, że nie bardziej niż on mnie, tylko ja nie posunęłam się do zdrady szukając wrażeń. Nigdy nie myślałam o tym, że problemem może być taka "nadwyżka". Z jednej strony wiem, że słusznie piszecie, że powinnam się odsunąć. Z drugiej boję się, że jeżeli to zrobię to będzie już zupełny koniec, mam obecnie takie poczucie, że jeżeli nie będę go kontrolowała to on jednak odejdzie. Nie ufam mu w ogóle i chciałabym mieć 100 % kontroli, ale to uczucie zna chyba każda zdradzona kobieta. W tym wszystkim oczywiście wiem, że nie mogę tego robić bo oszalejemy w ten sposób oboje. Dlatego napisałam na forum, bo nie mogę poradzić sobie z tą burzą emocji, a tak jak napisał poczciwy, nie mogę kierować się emocjami tylko faktami. Jestem rozdarta w tym co mam ze sobą zrobić. Najgorsze, że do końca stycznia pracuję zdalnie z domu, od lutego dopiero wyjdę do ludzi i zmienię pracę. Bo żeby było śmieszniej, dla jego pracy przeprowdziliśmy się do innego miasta, gdzie nikogo poza sobą nie mamy (ale to nie pierwsza taka przeprowadzka i wcześniej nie było z tym problemów). Tzn ja nikogo tu nie mam, on już ma ją.
Komentarz doklejony:
I cały czas dręczy mnie pytanie, dlaczego skoro miał już 2 razy możliwość nie odchodzi? Skoro ona jest taka cudowna, że zaryzykował nasz związek, dlaczego mając możliwość został? Tak jak napisałam wcześniej, pokazałam mu drzwi, wyrzuciłam go z domu o 4 rano, po jego wyprowadzce ani 1 raz nie poprosiłam, żeby wrócił. Pomimo tego, że było mi ciężko, uznałam, że o miłość się nie prosi. On sam zdecydował, że wróci, ale i tak do niej napisał tego cholernego SMSa i widzę, że jeszcze o niej myśli. Jak to jest z męskiego punktu widzenia????
Cytat
jak nie zawalczy to masz problem z głowy...boleć z pewnością będzie...tylko utwierdzisz się w przekonaniu, że to dobra decyzja...co byś zrobiła/robiła gdybyś to Ty zdradziła, a On by się odsunął....???
Cytat
Ja nie mówię o tym kto komu zabierał przestrzeń...czy Ty mu czy On tobie...czy wy sobie...łatwiej jest się jest czymś/kimś zaciekawić, jeżeli nie ma tej osobistej przestrzeni...łatwiej jest odczuć taką rezygnacje z Siebie a wtedy...kiełkować mogą różne dziadostwa...ważna jest równowaga...to tyle...w partnerstwie musi być i rutyna i spontan...poznanie i tajemniczość...swoboda i zmysłowość...namiętność i normalność...Ja Ty i My...
kurcze nie wiem jak napisać to co chcę przekazać...czy w tym czy w następnym związku nie może być tak, że partner ma być całym światem...to nie znaczy,że mamy być egoistami...mamy być partnerami...musimy/chcemy być zdolni do poświęceń....musimy/chcemy być odpowiedzialni za drugiego człowieka....musimy/chcemy wspierać....musimy/chcemy pomagać....musimy/chcemy się angażować....musimy/chcemy być blisko....musimy/chcemy być namiętni...musimy/chcemy mieć kawałek swojej przestrzeni...musimy/chcemy dawać....musimy/chcemy brać....ta różnica pomiędzy powinnością a chęcią powinna się zacierać i być zależna od zaangażowania partnera, dopasowania, skutecznej bądź nieskutecznej komunikacji, aktualnych problemów partnerów, i wiele wiele innych....nie możesz zakładać, że
Cytat
Nie musisz wszystkiego robić razem...zadbaj o siebie...zadbaj o swoich znajomych...wymagaj i od niego i od siebie...mimo bólu jaki zawsze Nas może spotkać musimy się starać być możliwie silnymi i przygotowani do bycia samemu...to nie znaczy, że mamy zakładać katastrofę...
teraz to już trochę się to pokomplikowało....gdybyś napisała tu dwa lata temu i pisała: My wszystko robimy razem, tak się kochamy, razem na basen do cioci i do kościoła, nic nam do szczęścia nie jest potrzebne, to bym Tobie napisał właśnie to co wyżej....złap trochę oddechu....zatrzymajcie się i zapytajcie siebie czy nie brakuje wam troszkę swobody....odpowiadajcie szczerze....tak nie oznacza, że nie kochacie partnerów....tak oznacza że kochacie też siebie...nie wolno uciekać przed takimi pytaniami....
może upraszczam za bardzo...ale nie znam Was....
Jeżeli będziesz chciała z Nim zostać, to musisz mieć ku temu powody...i pamiętaj, że On nie jest twoją ręką gdy nie musi....masz dwie swoje(mam nadzieję)...
trzymaj się
życzę Tobie rozsądnych decyzji i ulgi w bólu....hej
Wiec poczekaj...
Parada tychze emocji, ktora w tej chwili masz w glowie, utrudnia Ci lub wrecz uniemozliwia racjonalne ruchy.
Komentarz doklejony:
Odsuniecie sie jest potrzebne po to, by emocje przestaly podejmowac decyzje za Ciebie...
Wiec poczekaj...
Parada tychze emocji, ktora w tej chwili masz w glowie, utrudnia Ci lub wrecz uniemozliwia racjonalne ruchy.
Cytat
Przeczytaj jeszcze raz to co napisałaś i się zastanów.
Tym bardziej, że za chwilkę piszesz, że
Cytat
To jak to w końcu jest? Bo to dwa skrajnie różne i sprzeczne.
Masz rację o miłość się nie prosi. A czy na siłę zatrzymanie kogoś może przynieść jakieś efekty? Na chwilkę być może tak, ale w dłuższej perspektywie to tylko przeciągnięcie w czasie tego co nieuniknione czyli śmierci tej relacji.
Nie powinnaś się bać. On podjął decyzję za Was obojga a Ty teraz masz prawo podjąć taką, która będzie dobra dla Ciebie, nawet kosztem jego.
Ważne aby te decyzje zostały podjęte całkowicie świadomie na podstawie realnej analizy całości anie nie mrzonek, idealizacji, obrazu z przeszłości.
Do tego jednak niezbędne jest to odsunięcie się emocjonalne.
Strach ma tylko duże oczy.
Cytat
On popłynął...On może chcieć wrócić ale to Ty decydujesz czy Mu pozwolisz....zastanów się na jakiej podstawie Ty decydujesz by wrócił...
Cytat
myślisz, że wszystkie świnie myślą tak samo???
No ale powiem Tobie co Ja myślę...choć już to kiedyś pisałem i się powtarzam...My samce urodzeni przypadkiem w Polce/kulturze europejskiej/ o podstawach katolickich zostaliśmy poddani procesowi wdrukowania nam zasady, że kochać możemy tylko jedną niewiastę i tylko jedna niewiasta może się nam podobać...na szczęście wdrukowując ten program wdrukowano nam paczkę z zasadami takimi jak lojalność i odpowiedzialność...doszło wychowanie i miłość ewentualnie przekazana przez rodziców....ale w wieku nastoletnim gdzie buzują hormony dochodzą też zjawiska jak wszechobecna seksualność na ulicach w tv itp....chodzi mi o to, że wytłumacz arabowi że nie możemy zauroczyć się w kilku kobietach.... to tak jak w Ben Hurze:
...."Jeden Bóg to rozumiem, ale jedna żona....to nie obyczajne"
no ale do rzeczy.....
osobiście uważam, że zauroczenie można jakoś wytłumaczyć "antropologicznie" i tłumacząc jakieś deficyty w związku (choć przyznam Tobie szczerze, że mi mimo upływu 16 lat z żoną się nie zdarzyło )...ale brak stłamszenia zauroczenia, brak odcięcia się od przyciągania emocjonalnego jest dla mnie tożsame z brakiem lojalności i szacunku do mnie jako partnera i dla mnie jako partnera...ale mówimy o przyciąganiu emocjonalnym....
samo fizyczne to normalka....normalne jest że lubimy się podobać sobie, dziewuchom, żonom i tak samo mogą nam się podobać inne dziewczyny, ale bez emocji i namiętności to przynajmniej dla mnie nie ma żadnego znaczenia....facet może i w burdelu pracować i kochać może swoją żonę....
w twoim/ twojego męża przypadku najgorsze jet to, że nie zabił tego zauroczenia w zarodku....
no ale to moje zdanie....
Komentarz doklejony:
*nieobyczajne
Komentarz doklejony:
Tylko żeby nie było, że ktoś to zrozumie...ehhhh bez uczucia to nie zdrada....po to właśnie są takie wartości jak lojalność, odpowiedzialność, szczerość itp itp po to są właśnie te zasady z których się już kiedyś tłumaczyłem...by trzymały w ryzach to co nabyte, wdrukowane, genetyczne, gatunkowe itp itd....można je nazywać wartościami, zasadami, ustaleniami itp.....
nie kradnij bułki nawet jak jesteś głodny
nie mów że To on a nie Ty - mimo że się boisz
nie przytulaj się do sąsiadki mimo, że brakuje ci bliskości
nie bzykaj sąsiadki mimo, że brakuje tobie doznań seksualnych
deficyty mogą być spowodowane przez geny, przez wychowanie, przez otoczenie, przez partnerów, przez nas samych itp itp
ale samo chcenie nie jest najgorsze...najgorsze jest uświęcanie środków
Komentarz doklejony:
I tak się zastanawiam czy moją historię przeczytała jakaś kobieta, która znalazła się w takiej sytuacji? W której mąż zakochuje się w innej, ale nie odchodzi do niej? I jak taka historia się skończyła? Jesteście razem, osobno? Jak sobie poradziłyście, radzicie??
Takich sytuacji i historii jak twoja jest tutaj mnóstwo. To swego rodzaju schemat powielający się w 80%. Poczytaj inne historie. czytaj czytaj i jeszcze raz czytaj.
Twój stan aktualnie jest niczym nadzwyczajnym po takich przeżyciach. Silne emocje nie odpuszczają, ale tym bardziej nie powinnaś pod ich wpływem podejmować żadnych decyzji bo coś co wydaje Ci się w tej chwili niemożliwe za chwilę po ich opadnięciu mogą być jedynym rozsądnym i słusznym rozwiązaniem.
Nie bój się konfrontacji z rzeczywistością i z prawdą, mimo,że jest ona straszna.
Okłamywanie się, zakłamywanie rzeczywistości jest swego rodzaju ucieczką, ale tylko na chwilę. Jeśli dziś uciekniesz od tej konfrontacji ona Cię i tak dopadnie wcześniej lub później. Tyle, że konsekwencje wówczas mogą mieć zdecydowanie cięższy kaliber a Ty w tym czasie staniesz się wrakiem człowieka.
Oczywiście może okazać się, że za kilka lat możecie tworzyć całkiem fajną i kochającą się rodziną. Tyle, że to kosztuje naprawdę wiele pracy obydwie strony.
Miękkim wybaczeniem ze strachu i przyjęciem go z powrotem bez żadnych racjonalnych podstaw zakładasz sobie pętlę na szyję z opóźnioną zapadnią.
Komentarz doklejony:
Acha, już prawie dwa lata za nami. Nie jest łatwo. Pomimo, że słowo zdrada już mnie nie rozrywa od środka, czasem przyjdzie chwila smutku czy zastanowienia. Bardzo wiele pomagają rozmowy z innymi osobami z forum. Dają dużo wsparcia, ale przede wszystkim zrozumienia.
Nie wiem też, co by było, gdybyśmy nie mieli dzieci. Oboje mamy swoje priorytety, to pomaga pokonywać proza dnia codziennego.
Komentarz doklejony:
I jeszcze jedno. Wiem, że odejść mogę zawsze. Wolę próbować. Dla siebie, dla dzieci, dla Niego.
U mnie już będzie 9 lat razem po zdradzie mojego męża. Jesteśmy razem i nie jest źle. Więc, jak widzisz jest możliwe życie razem po. To inne życie niż było przed. Wiem, że mój mąż to nie jest chmm pewnik. Nic nie mamy na zawsze a już na pewno człowieka z którym się żyje. Zderzenie z rzeczywistością, ze świadomością tego jest bolesne, ale w życiu spotykają nas nie tylko dobre chwile. Ktoś ma lepszą sytuację akurat w życiu a ktoś gorszą. Dziś np pochowaliśmy mojego kumpla, nie jestem w stanie pojąć co czuje Jego 8 letni Syn, jak bardzo Jego przytłacza ta śmierć.
Każdy z nas ma swój osobisty próg bólu po którym traci kontrolę nad swoimi uczuciami. Ale żeby poradzić sobie z nimi, trzeba dać sobie czas.
To normalne, że się miotasz. Wybacz, że to piszę ale myślę, że Twój mąż skonsumował swój romans. Choć mam nadzieję, że się mylę. Nie wyobrażam sobie żebyście ratowali małżeństwo jeśli on będzie nadal pracował z nią. Wykończy Cię to nerwowo.
Przepraszam za skladnię ale piszę na telefonie.
Pozdrawiam
Czy on wrócił ? Czy go wpuściłas prowokując sytuacje by wyglądało, ze on prosił ?
Dziecko lekiem na zdradę ?
Niestety to wyłącznie nierealne marzenia tej idealistyczno naiwnej części naszych ja, zakopujacych każdy problem pod gruby dywan by rzeczywistość w salonie była niczym z katalogów meblowych.
Wypominanie - tak, na tym etapie to tylko Ty - nie ma co marzyć, ze po krótkiej chwili wszystko przejdzie w niebyt. To etap jeszcze żałoby z dylematami czy nie trwa jeszcze romans. To podobnie jak z dzieckiem marzenie, do powrotu do świata pięknego salonu, z pięknym dywanem. A w zdradzie, w zawodach Dorosli ponoszą konsekwencje swoich czynów - tym na pewnym etapie jest wypominanie. Jak długo ?
To już trudne pytanie ale na pewno na etapie wychodza nowe brudy nie jest to nic nie normalnego.
Nie próbuj chcieć za niego.
Emocjonalnie czytając Ciebie mam kalkę swoich emocji, sytuacji - ale zdradzający musi wpierw przeprosić za swoje czyny, zamknąć rozdział, ponieść konsekwencje, spróbować zadośćuczynić ... naprawić co się da - wtedy może wejść etap dwa, szukamy naszych przyczyn wprowadzamy korekty. Budujemy, odbudowujemy - wcześniej to tylko klasyczna siłaczka.
Ps. Co do seksualności - takie pokolenie wychowane na młodych wilkach - nigdy nie mów prawdy, złapią Cię za rękę mów nie moja ręka. To klasyk - dla mniejszego rozczarowania porzuć swe idealistyczne wyobrażenia bo uderzenie o glebę będzie zwyczajnie nieuniknione.
Komentarz doklejony:
Ps2. Dla zasady wybory są proste. Jak tak kocha to czas na zmianę pracy. Przecież każdy zdradzony w takiej sytuacji tego oczekuje w sercu, pseudo racjonalizacje, o wymarzonej pracy, zarobkach to tylko tłumaczenia bo zdardzacze w swej empatii sami na to nie wpadli.
Od razu się wytłumaczę, że to nie to samo co mówienie, że dzieci są najważniejsze...a partner/mąż/żona to pikuś, bo tak nie uważam...dla mnie bardzo uproszczone jest pytanie kto jest ważniejszy dzieci czy partner...powiem Wam, że wręcz "rozumiem" tą biblijną przypowieść o tym kogo ratować w pierwszej kolejności gdy się ktoś topi...ale to długi temat, więc nie ma co go rozwijać...
A ta analiza tego, że mogliście mieć mało przestrzeni dla siebie nie jest po to byś uprzedzała etapy....po pierwsze słuchaj tego co mówi...nie musisz wierzyć, ale słuchaj.....a po drugie zadbaj o swoją przestrzeń....o swoich znajomych, o swój czas, o swoje pasje....
I zgadzam się z dirty'm....musi nastąpić całkowite odcięcie od źródła emocji...musi szczerze przeprosić....musi ponieść konsekwencje....musi zadośćuczynić...
I jeszcze jedno, żebyś wiedziała o co mi chodzi:
Cytat
Jak siebie przedstawia - tłumaczę: no niby się całowałem ale jestem taki szlachetny, że nie bzyknąłem...
Nawet gdyby całował to powinno wyglądać to tak: "kici spierd..liłem, całowałem się z Nią....przepraszam wiem, że skrzywdziłem"
Cytat
Następne: tłumaczę: widzisz jaki ja jestem zajebisty...inni faceci to myślą tylko o dymaniu, ale nie taki romantyk jak ja.....
I perełka:
Cytat
Tłumaczę: oj tam oj tam troszuleczkę narozrabiałem, ale przecież to nie tragedia...jaki tam koniec...
I teraz powiem coś "sprzecznego"....Ja nie mówię, że On nie mówi prawdy...On może faktycznie nie bzyknął, może faktycznie się pogubił, może faktycznie czuł się przy niej fajnie bo mówiła mu że on jest inny, nie tylko dupa w głowie....Chodzi o to byś uświadomiła sobie, że tego NIE WIESZ...
WIESZ JEDNO - CAŁOWAŁ SIĘ - ZDRADZIŁ, OSZUKIWAŁ, POSTAWIŁ JĄ ZBYT WYSOKO - ZŁAMAŁ UCZCIWOŚĆ MAŁŻEŃSKĄ
MÓGŁ NIE ZDRADZIĆ!!! ALE ZDRADZIŁ!!!
Jeżeli chcesz dalej mieszkać razem z jakichś powodów...masz prawo...każdy jest inny...ale zastanów się nad tym co ci wszyscy piszą...I jak dalej chcesz z nim sypiać, to lepiej stosuj zabezp x 2.....rybki też nie kupujcie
Komentarz doklejony:
AAAA i jeszcze jedno....Jak rozumiem w żaden sposób nie obciąża Ciebie za to co się stało???Mówi, że czegoś mu brakowało???
Nie chcemy też pochopnie oceniać twojego męża....na pewno zachował się haniebnie, ale można szukać w nim tego co dobre...tylko też zadajemy Sobie pytanie czy to robić skoro sama go tłumaczysz....wiesz np. to że się nie wykłócał i poszedł do hotelu - uszanował twoją decyzję - to może świadczyć na plus....to, że Ciebie nie obwinia - może świadczyć na plus....to, żę sam przyznał się do całowania i spotkań - może świadczyć na plus.....itp itp....
ale sms do niej to recydywa....to, że mówi że wrócił by spróbować dać Wam szansę i się znowu zakochać to bezczelność....chyba, że emocjonalnie nie jest zbyt bystrym facetem i nie wie jak buduje się relację....jeszcze raz wrócę do tego, że nie wiemy tego...nie znamy Was
Ty musisz spróbować ustalić jego intencje...Ale uważam, że jeżeli jesteś młoda powinnaś się odsunąć maksymalnie daleko i dać walczyć o Ciebie, O was, z samym Sobą (jeżeli się emocjonalnie zbliżył do tamtej - wiesz on może i nie chcieć jej krzywdzić, ale TY MUSISZ wymagać by kontakt zerwał jednym cięciem), itp itp
Cytat
To wcale nie takie pewne.
Czy rozwalił? Czy dał wam szansę na nowe lepsze życie? Razem albo w pojedynkę.
To się okaże za jakiś czas.
Komentarz doklejony:
może najpierw oderwij się od tego wszystkiego...miłego weekendu...
niby nie ma w tym nic czego nie da się przewidzieć ale boje się, ze zaczniesz robić coraz więcej pozornych ruchów, prowokujących by bardziej przepraszał, zawalczył, bardziej kochał...
każda taka prowokacja ogranicza jego aktywność, dodatkowo zaciemnia rzeczywistość a na końcu - gdy odkrywasz swoje postępowanie rozumiesz, ze nic nie rozumiesz - bo kto miał naprawiać starać się, Własna prowokacja w rezultacie staje się przekleństwem ukazująca jego bierność. Teatry, decyzje dedykowane chęcią emocjonalnego wstrząsu odłóż na półkę - nie do użytku.
Cytat
każda taka prowokacja ogranicza jego aktywność, dodatkowo zaciemnia rzeczywistość a na końcu - gdy odkrywasz swoje postępowanie rozumiesz, ze nic nie rozumiesz - bo kto miał naprawiać starać się, Własna prowokacja w rezultacie staje się przekleństwem ukazująca jego bierność.
Bardzo mądra uwaga....bardzo czytelnie zaprezentowana a jednocześnie zmuszająca do ruszenia głową, do znalezienia ścieżki....Ty tam za nawigatora robisz???
Prawda jest taka, że oczywiście, że chciałabym, żeby bardziej się starał, bardziej walczył bo póki co ja tego nie widzę nie czuję...potęguje to we mnie wszystkie emocje, w tym strach, że on cały czas mnie okłamuje i z nią to nie jest skończone. I widzę, że go tłumaczę. Prawda jest taka, że go nie poproszę o zmianę pracy, bo wiem, że on tego nie zrobi z wielu powodów. W ogóle on jest typem człowieka, którego nie można naklonić do czegoś czego nie chce, stąd jego powrót do domu nie jest sterowany przeze mnie. Ale to oznacza również, że zdrada była jego wyborem, świadomą decyzją, a nie magią chwili.
Czy moje ruchy mają nim jakoś wstrząsnąć? Pewnie po części tak, dlatego boję się podjąć decyzję o wyprowadzce, bo na ten moment będzie ona podyktowana chęcią sprawdzenia co on zrobi, albo może trzyma mnie domu obawa przed tym czego nie zrobi. Na tę konfrontację nie czuję się gotowa. I tak, miałam chęci zrobić coś za niego dla nas, żeby dać sobie złudzenie, że oboje się staramy, miałam taki pomysł, żeby zarezerwowac gdzieś weekend i pojechać razem na narty,miło spędzić czas. Nie zrobiłam tego, bo znowu to byłby mój ruch, nie jego.
Cytat
Wbrew pozorom to czy on to skończył nie jest Twoim/Waszym największym problemem.
Twój strach jest zrozumiały. Jak większość zdradzonych zostałaś tym niemiło zaskoczona. Spadło to jak grom z jasnego nieba. Nie spodziewałaś się tego w najczarniejszych snach. Jednak na dłuższą metę ten strach do niczego nie prowadzi. Opóźnianie pewnych decyzji też nie sprawi, że nagle zacznie się wszystko samo idealnie układać.
Niestety zdrada tak mocno dotyka, że przychodzi moment kiedy decyzje jakieś trzeba podjąć. I nie mam na myśli decyzji o zakończeniu związku lub próbie ratowania. Na to przyjdzie czas później. Ważne aby w tej chwili odzyskać siebie i do tego właśnie potrzebne są pewne ruchy. Każdy z nich jest niełatwy i wiąże się z silnymi emocjami oraz niekończącymi się pytaniami czy aby dobrze zrobiłem/zrobiłam. Tego nie da się ustrzec. Można tylko pracą nad sobą, nad własnymi emocjami, nad własnym poczuciem wartości możliwie minimalizować te uczucia i dylematy.
Nigdy nie będziesz pewna czy decyzja, którą podejmujesz będzie słuszna w perspektywie czasu. Jednak są takie momenty kiedy trzeba je podjąć z uwagi na to, że jest dla nas najlepszą w danym momencie.
To swego rodzaju powiedzenie - sprawdzam.
Jeśli Twoje odsunięcie się zarówno fizyczne jak i mentalne od niego spowodowałoby całkowity rozpad tej relacji to oznaczałoby tylko, że od początku nie miał odwagi siły i chęci tego ratować.
Dziś takiego rozwiązania nie dopuszczasz do siebie bo kurczowo podtrzymywana przez silne emocje jesteś w stanie zrobić wszystko żeby ratować te relację, ale tylko Ty.
Pamiętaj jednak, że czasem mniej znaczy więcej i lepiej.
Twoja praca nie powinna wykraczać poza własne słabości, własną postawę w związku, reszta należy do niego. Nie próbuj robić tego za niego. Zmuś go do myślenia.
Bo czego chcesz jeśli macie być razem?
By codziennie się kontaktował z Ta kobieta bo w pracy musi?
Prawdziwa siłaczka i altruistka z Ciebie😉 (spoko rozumiem ta dozę naiwności/ racjonalizacji / głupoty również przerabiałem).
Ostrzegając przed grami, przed probowaniem - czas włączyć opcje bardziej dojrzała - stawiać jasne oczekiwania. To one są zachowaniami odpowiednimi dorosłych ludzi. Brak lub ich realizacja będę wskazywały drogę. Wstrząsy emocjonalne, gierki maja to do siebie ze da się je dowolnie interpretować - może nie zrozumiał, może za mocno... może ???
A to zbyt mało po dorosłemu 😉
Cytat
to nie chodzi tylko o to by się bardziej starał...to chodzi o to by te starania, ta walka "wybrzmiewała z jego serca"....z jego wnętrza....
to nie ma być tak, że Ty mu powiesz: kup mi kwiaty....on pójdzie i kupi kwiaty...
to nie ma być tak, że zabierzesz go na spacer i będziesz przechadzała się wokół kwiaciarni i sprawdzała czy kupi Tobie kwiaty....
to nie ma być tak, że będzie widział twój ból i poleci po kwiaty....
to nie powinno być tak, że nie wiedząc co Ty robisz przyniesie kwiaty i zapyta się co ma jeszcze zrobić....
to powinno być tak, że odsuwasz się od niego....on siedzi i myśli i myśli i myśli....przychodzi do Ciebie i mówi: czy jest jakakolwiek szansa na to byśmy byli razem....Ty odpowiadasz: bardzo mnie skrzywdziłeś....wiem, że z różnych powodów mogło być Tobie ciężko...ale na razie nie widzę takiej możliwości.....
Mąż siedzi myśli myśli myśli....powiedziała na razie..hmmmm...
Więc jeszcze raz dzwoni czy masz czas z nim porozmawiać.....przychodzi i mówi: szukam nowej pracy....daj mi trochę czasu, bym znalazł nową....chcę byś tylko to wiedziała.....
Za kolejny miesiąc dzwoni i mówi.....zmieniłem pracę, zmieniłem numer telefonu...czy możemy porozmawiać o Nas....nie wiem wszystkiego co w Tobie siedzi....możemy porozmawiać o Nas...i wtedy mówisz spokojnym głosem: jasne...wpadaj....przynieś wino....i wtedy On przynosi wino i kwiaty....a Ty spokojnym głosem mówisz: "a gdzie czekoladki"
Oczywiście ta bajeczka to Tylko przykład na to, że to z jego wnętrza ma "wypływać" inicjatywa....
Nie wiem jaki on jest...jaką ma skłonność do autorefleksji...czasem równie dobrze jest postawić warunki: musisz zmienić pracę, czy tam musisz się od niej odciąć...co jest równoznaczne...musisz przedstawić swoje oczekiwania, które pomogą utwierdzić Cię w przekonaniu, że jesteś dla niego ważna....ale tak czy siak on musi przedstawić Tobie swoje intencje...
a to:
Cytat
Sam się czasem zastanawiam, czy taka zmiana pracy jest konieczna....Najczęściej tak...ale też nie warto chyba tego rozwijać....jeżeli Ty uważasz, że to dla Ciebie ważne, to widocznie jest to ważne...o...powiem tak...strach, że powie że nie zmieni pracy nie może mieć znaczenia....ja czasami widzę inne powody...ale gdy jedno z małżonków tego wymaga to po temacie....zmiana pracy jest konieczna i koniec....
Cytat
to najistotniejsze.....jak nie będzie chciał to masz dylemat z głowy.....
Zmieni na gorszą, to ugrzęźnie w pretensjach i żalach do Ciebie. Tudzież będzie wymagał takiej samej jakości poświęceń i będziecie tak paprać się do usranej śmierci w uwikłaniach i zależnościach.
Po co chcesz ciągać z niego jego odpowiedzialność i robić coś za niego?
Zwyczajnie się odsuń, jasno komunikując, że na tą chwilę nie ufasz ,tym bardziej, że pracują razem. To on ma się teraz martwić o to jak zapewnić Ci poczucie bezpieczeństwa i dać Ci pewność, że niczego głupiego nie robi. To jest teraz jego rola. Niech on się głowi, jak to załatwić i jak to rozwiązać.
Po kiego masz rozwiązywać problem za niego, ściągać z niego tym samym odpowiedzialność i podsuwać mu gotowe rozwiązania?
Stawiaj własne granice zamiast poddawania mu rozwiązań lub wymagań.
Nie ma najmniejszego sensu zatrzymywanie kogoś na siłę. Chyba, że robisz to celowo, bo np chcesz utrzymać dom i spokój dla dzieci. To wtedy tak, wtedy możesz się bawić w myszkę i kotka, pod warunkiem, że robisz to świadomie. Nie liczysz na cuda, tylko patrzysz realnie na to, co na danym działaniu wygrywasz.
Ja właśnie stoję gdzieś po środku...między wami...a raczej z boku...boję się właśnie tego, że nie znając autorki i jej męża można źle doradzić...
Na pewno odsunięcie to podstawa....może mąż oleję sprawę i nie trzeba się będzie zastanawiać....
Cytat
Klasyka- On myśli o niej erotycznie, Ona kusi go tyłkiem, ale podaje cenę, widzi wspólny dom z gromadką dzieci, które rodzą się po każdym ubieraniu choinki.
Jeśli Ty będziesz ubierała choinkę w seksownej sukience to będzie to samo ?
A jeśli nawet będzie, to Uwaga - to teraz dobrze czy źle ?
Czemu nie chcesz dać biedakowi tego czego pragnie, po co chłopak ma się męczyć ? Po przyłapaniu pan idealny w szoku jest i powie nawet, że diabła kocha
A ta manipulacja z całowaniem jest słaba. W ten sposób rozbudził ją tak, że sama chciała zastanawiając się czemu jest aseksualna? lub facet wyraźnie nie wie co i jak, więc trzeba mu pokazać;.
A żony nie ma co katować, jeszcze się wnerwi i bydła narobi, trzeba mówić, że było tylko od przodu, po bożemu, a przecież mógł być hard, sado, maso a on się specjalnie dla żony tak męczył i poświęcił, nie to co inni, którzy nie panują nad sobą
Kto to sprawdzi?
Nie masz zobowiązań i uwikłań, zejdź na Ziemię, dorośnij i zacznij cieszyć się życiem bo chyba sposobu na życie wciąż nie masz. On ci go nie da.
Czy wierzę, że ona odejdzie - nie wiem, bo to zależy od mojego męża i od Tego czy będzie umiał się wziąść garść i pokazać jej, że wybrał nasz związek, żeby nie dawać jej powodów do szukania drogi do niego.
I czytam, czytam, czytam to co piszecie i i walczę ze sobą żeby samej wziąć się w garść i odsunąć od niego.
Cytat
Tylko, że autorka właśnie tego najbardziej się boi - prawdy, która może nie być po jej myśli. Nie jest gotowa na to by usłyszeć bądź przekonać się na własne oczy, że on nie ma zamiaru tego ratować a to najprostszy sposób weryfikacji jego intencji.
Po co żyć złudzeniami? Realne spojrzenie na rzeczywistość nawet tę najstraszniejszą w naszym odczuciu naprawdę ułatwia życie.
Dziwne to spojrzenie na własną osobę. Zwłaszcza, że to do mnie wszysycy zawsze przychodzili z problemami bo taka jestem poukładana i racjonalna. A na forum widzę siebie jako kłębek nerwów. Okropne.
Cytat
Oczywiście, że się łudzisz! Wtedy dopiero zaczną się prawdziwe problemy, uwierz.
Cytat
Sorki, ale życzeniowe i bardzo niedojrzałe myślenie...
Myślicie, że jak ona przepadnie z kuli ziemskiej to nagle Wasze wszystkie problemy znikną jak za dotknięciem czarodziejskiej wróżki? Prawdziwe schody dopiero wtedy się zaczną. A jeśli uznacie, przed czym przestrzegam, że teraz będzie już tylko kolorowo i cukierkowo to nie wróżę przyszłości tej relacji. Ciężka praca nad tym co się wydarzyło trwa od kilku miesięcy optymistycznie nawet do kilku lat. A i tak udaje się nielicznym...
Komentarz doklejony:
Ciężka praca oczywiście przy realnym i pełnym zaangażowaniu obydwu stron a nie tylko stwarzaniu pozorów.
Cytat
to nie jest uczucie charakterystyczne dla każdej zdradzonej osoby;
skąd u Ciebie takie przekonanie, że musisz kontrolować miłość, aby ją mieć?
skąd u Ciebie taka obawa, że jak nie będziesz kogoś kontrolować, to nie dostaniesz od tej osoby miłości/nie zasłużysz na nią ?
Komentarz doklejony:
Cytat
a on w ogóle ma jakąkolwiek możliwość przeprowadzki do niej? ona w ogóle chce z nim zamieszkać? mają takie warunki lokalowe? ona w ogóle brała pod uwagę zamieszkanie z nim?
A co do tego czy chcieli razem zamieszkaćr30; on twierdzi, że nigdy nie rozmawiali o przyszłości, ale skoro ona takie wizje o nowym wspólnym domu snuje to chyba przynajmniej ona o tym myśli. Będę trochę złośliwa dla mojego gatunku, ale to w końcu kobieta r11; tuż przed 30, bez stałego partnera, a fajnie byłoby mieć na widoku w tym wieku pierścionek i wybierać suknię prawda?
On powiedział mi, że po tym jak wyrzuciłam go z mieszkania zastanawiał się, czy to co robił świadczy o tym, że nie chce być ze mną, a z nią, ale że nie wyobraża sobie innej osoby na moim miejscu . Temu wrócił. I dla niego to jest chyba trochę tak, że skoro jest w domu to mam chyba najlepszy dowód, że chce być ze mnąr30;
Nie wiem jakie ona ma warunki lokalowe, ale finanse pozwalają mu spokojnie na wynajęcie kolejnego mieszkania, więc bez problemu mogli zamieszkać razem. Albo mógł sam zamieszkać ,a z nią się dalej umawiać.
Komentarz doklejony:
Ja wiem jak teraz tu wyglądam, ale jakbyście mnie widzieli 3-4 lata temu. Tydzień z koleżanką w Tunezji r11; nie ma problemu, rok później w Grecji r11; oczywiście, ja chętnie. Naprawdę coś dla siebie robiłam . Po ślubie już tylko ON (trochę ze względu na dwie przeprowadzki r11; mieszkamy daleko od wszystkich znajomych) . No i mam za swoje.
Cytat
przecież to jest jakaś bzdura totalna w kontekście treści tego smsa świątecznego;
nie wyobraża sobie innej osoby na Twoim miejscu i pisze do niej takie rzeczy, dalej utrzymuje tak bliski kontakt?
czemu Ty sobie dajesz żenić takie kity?
Cytat
i wszystko w temacie; on po prostu nie ma się dokąd przeprowadzić; nie doszli jeszcze do wspólnych planów; więc gość chwyta jeszcze to co ma pewnego;
Komentarz doklejony:
Cytat
nie czemu masz potrzebę kontroli, ale czemu i skąd u Ciebie takie przekonanie, że musisz kontrolować miłość, aby ją mieć? skąd u Ciebie taka obawa, że jak nie będziesz kogoś kontrolować, to nie dostaniesz od tej osoby miłości/nie zasłużysz na nią ?
Cytat
To klasyczna manipulacja, próba zgrabnego zamiecenia problemu pod dywan. A Ty niedobra się nie czepiaj. Ewidentna próba sił.
Zobacz co możesz stracić - taki skarb ze mnie ,jestem rozchwytywany przez inne, mógłbym być z nią, ale ostatecznie wybrałem Ciebie. A Ty się ciesz z tego tytułu i siedź cicho.
Cytat
te emocje, to zdaje się nic więcej, jak zwykły atawizm;
z tego samego powodu gro osób, zaraz po tym jak zdrada wychodzi na jaw, pakuje się bezmyślnie do łóżka z niewiernymi, aby "zaznaczyć swój teren";
Komentarz doklejony:
patrz na fakty, a nie na słodkie słówka i życzeniowe; facet wrócił do Ciebie, ale dalej utrzymując z nią bliski kontakt;
ile potrzebujesz jeszcze potwierdzeń, aby zobaczyć, że nie wrócił z tego powodu, że Ciebie kocha i żałuje popełnionego błędu?
ile potwierdzeń, dla tego co chcesz zobaczyć, jeszcze wymusisz? i po co?
Cytat
Kto to sprawdzi?
Noooo...a nie bawić się tam w jakieś całowanie....jak jakaś ciota....
No ale dobra....widzę u Ciebie Kici u Was dość istotną niespójność.. może tylko to tak przedstawiasz...ale to na razie nie ma znaczenia.....zrobisz co zechcesz... ja tylko radzę....odsuń się...
i jeszcze raz odsuń się....na razie tyle......nie ma sensu pisać nic więcej...
i nic tego nie zmieni, że masz 35 lat i wiesz, że w zegarku są wskazówki...odsuń się albo bicz w rękę na kolana i asceza....