Anetastp | 00:08:12 |
heniek | 02:19:14 |
Julianaempat... | 04:19:00 |
soighlah | 05:54:41 |
Edek_2 | 06:24:05 |

Nie miałam z kim pogadać. Zarejestrowałam się tutaj żeby wyrzucić ten ból, szok, który mi towarzyszy. Rodzina, znajomi nic nie wiedzą, na dzień dzisiejszy nie chcę tego komunikować, bo sama jeszcze tego nie przepracowałam, poza tym po co im taka wiedza. Jestem w 6 mc ciąży, zagrożonej, leżę w domu cały czas. Ciąża była wpadką (z mężem), dowiedziałam się o niej późno- w ok. 3 mcu. Wcześniej nam się nie udawało, potem nie skupialiśmy się już na tym. Kupno mieszkania, remont, adopcja psów. Jesteśmy 4 lata po ślubie, znaliśmy się/spotykaliśmy przez ponad 11 lat. Odkryłam zdradę mojego męża przez przypadek- jakieś 2 tygodnie po inf. o mojej ciąży napisał do niej (wyjechała do domu za granicę bo nie przedłużyli jej jakiś pozwoleń na pracę i tam została do dziś) czy o nim myśli a potem był wirtualny seks. Na początku się oszukiwałam, że może to był tylko taki seks przez telefon z koleżanką z pracy, żadna dłuższa znajomość. Kupiłam te wyjaśnienia i zostawiłam to. Jednak my baby mamy tak, że lubimy drążyć. Parę dni temu sprawdziłam bilingi. Okazało się, że tych smsów na ten nr było więcej, od dłuższego czasu i nie wyglądało mi to na coś niewinnego. Napisałam mu, że ktoś mi powiedział, że miał z nią romans itp. Kupił to i po powrocie z pracy zaczęłam rozmowę. Powiedziałam co niby wiem, a on dopowiedział resztę. Oczywiście nie wszystko, twierdził że to był tylko incydent, że seksu nie było, trwało to kilka mc. Nie wierzyłam. Powiedziałam, że chcę iść na terapię, bo ja psychicznie jestem rozwalona i musimy razem przez to przejść bo będziemy mieli dziecko, ale do niczego go nie zmuszam to jego decyzja. Poszliśmy, chciałam prawdy, chciałam żeby poczuł, że trzeba odpowiadać za swoje czyny a nie liczyć, że się nie wyda, bo nie jestem idiotką. Zasługuję na prawdę jako żona i matka jego dziecka. I nie można być takim tchórzem, bo na kłamstwie nic się nie zbuduje. No i się dowiedziałam, że był seks, że trwało to ponad pół roku, że spotykali się po pracy, kończył Ok. 23, wracał do domu po 2. Był moim jedynym przyjacielem, nie tylko mężem więc ból i szok jest niesamowity. Jak większość z was myślałam, że mnie to nie spotka, przecież chyba było między nami okej. Okazało się, że jednak nie, że gdzieś się pogubiliśmy ale nie zmienia to faktu, że ja bym mu tego nie zrobiła. Postanowiliśmy zawalczyć o rodzinę, którą chcemy zbudować. Nie jest tak łatwo zabrać walizki będąc w ciąży, mając dwa psy i hipotekę na karku. On chce, to jest dla mnie ważne, czy się uda-czas pokaże. To jest otwarta rana, próbujemy rozmawiać czego mu brakowało, czego mi, jakie we mnie uczucia buzują-ale musiałam się wykrzyczeć, wypłakać, wyrzucić mu co czuje. Na razie będę kontynuować terapię samodzielnie, bo muszę poradzić sobie z emocjami, powracającymi obrazami, szokiem. Nie chce każdego dnia zaczynać powracaniem do tematu, bo tak było przez kilka dni ale to normalne. Nie można tego przemilczeć, bo on musi wiedzieć jak to boli gdy się kocha i ktoś wydziera ci kawałek serca. Dopiero potem można będzie razem określić nasz kierunek.
Ten etap początkowy, który również trudno zdefiniować jak długo ma trwać ale załóżmy, ze czasem 6 mc może roku - to czas w którym warto rozmawiać, drapać rany, dociekać ... jasne Jakaś refleskja by się powstrzymać gdzieś musi powstać, jednak ta granica to wyznaczenie podziału, odciecia intencji: chęci bycia ofiara, od czyszczenia ran, egzaltowania się cierpieniem, a odbudowywania z gruzów relacji. W tym bałaganie emocji, uczuć, oczekiwań zranień czycha tak wiele zagrożeń, których warto bys świadomym.
Jaka postawę ma obecnie Twój mąż wobec tego co się stało?
Cytat
Czego to jeszcze nie wymyślą
Cytat
W kryminalnych powinni zatrudniać same kobiety,szybciej by wykrywały zbrodnie
Cytat
Terapia to dobry krok,nie jesteś słaba,nie użalasz się nad sobą,poradzicie sobie,oby mąż docenił co ma i zaczął szanować i sięgnie po rozum do głowy...
Cytat
Chyba ci już wystarczy tej wiedzy?
warto postawić na pytania dotyczące czego zabrakło między Wami? Co przespaliście ? Rozmawiać o Waszych obopólnych oczekiwaniach, potrzebach, marzeniach... dociekać co dała tamta relacja (choć nie zatrzymuj się na prostych prawdziwych ale prostych odpowiedziach: emocje ) to co dawała tamta będzie jasno wskazywało deficyty Waszej relacji.
Tu ciagle poruszanie się po polu minowym, bo te wszystkie obszary będą ranić, będą pokazywały Wasze zaniedbania nie tylko jego ... ale toniesz praca, z której po jej wykonaniu możecie wyjść mocniejsi.
jestem po zdradzie ponad półtora roku. Wiem, że to żadne pocieszenie, ale to już tak bardzo nie boli. Przychodzą różne myśli i uczucia, ale ten ostry ból z czasem mija. Nie jestem długo na forum, ale zmagalam się z tymi demonami, także będąc w ciąży, więc niejako Cię rozumiem. Z tego co napisałaś, to Wasze pierwsze dziecko, więc jedyne co mogę doradzić, to staraj się myśleć przede wszystkim o sobie i dzieciątku, staraj się wyciszyć, chociaż wiem, że to trudne, a fakt, że masz dużo wolnego czasu i hormony ciążowe nie pomagają. Książki, spacery, rozmowy z koleżankami przez telefon (niekoniecznie o Twoich problemach), no i kompletowanie wyprawki dla dzidziusia, mi to trochę pomagało. Napisałaś, że z rodziny nikt nie wie, ale może masz jakąś zaufana osobę, z którą mogłabyś porozmawiać, to bardzo pomaga. Nie będę Ci nic doradzać, bo tu na forum, jest wiele sensownych osób, które też nie dadzą Ci gotowej rrecepty, ale sugestie na czym się teraz skupić, a co odpuścić. Ja w tym czasie, miałam także milion pytań, oczywiście głównie- DLACZEGO??? i też nie mogłam dostać konkretnej odpowiedzi. Wiem, że ta sytuacja przysparzała mi jeszcze więcej niepotrzebnej frustracji, a do tego miałam poczucie, że już muszę podjąć jakąś decyzję co dalej z moim życiem, małżeństwem.... na szczęście (dzięki temu forum) zrozumiałam, że nic nie muszę. Zyskalam odrobinę dystansu. Jeśli jesteście na terapii to korzystaj. Terapia nie jest przyjemnym doświadczeniem, bo odsłania negatywne cechy także nas, osób zdradzonych, ale moim zdaniem to jedyne sensowne rozwiązanie, aby przepracować taką sytuację jeżeli sami nie dajecie rady. Nie powiem, że będzie dobrze, czy źle, na pewno będzie iinaczej. Jak tylko masz gorszy czas, tu pisz tu, zawsze będzie Ci lżej. Pozdrawiam ciepło
Cytat
Zasługujesz, pełna zgoda, tyle że jego punkt widzenia nie musi być tożsamy z Twoim. A co gorsza niestety zazwyczaj nie jest.
Druga część to myślenie życzeniowe. Oni najchętniej chcieliby abyśmy dostali amnezji i nie wracali do tego co było bo zwyczajnie tak im wygodniej.
Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia tak było i będzie zawsze. A nasze pobożne życzenia zostają tylko życzeniami.
Cytat
Z tym dzieckiem słaby argument. Trochę trąci manipulacją i graniem na emocjach.
Czy aby na pewno chciałabyś aby on został tylko z tego powodu? Sama to prowokujesz, aby dokonał wyboru, ale niekoniecznie z powodu uczucia czy chęci bycia z Tobą tak po prostu.
Dziecko oczywiście jest ważnym ogniwem cementującym relację, ale nie może być jedynym powodem. Pomyśl o tym.
Nie pytaj dlaczego. Nie uzyskasz odpowiedzi. Coś się rozminęło, uczucie wygasło, stało się. Nie zadręczaj się, dlaczego? Tak podpowiedziała mi psycholog. O tym nie myśl. Pomyśl co zrobić, żeby było lepiej. Nie jest łatwo zapomnieć ale...masz dzieciątko. Dla niego musisz żyć. Z ojcem czy bez, musisz. Łatwiej z ojcem. Jeśli umiesz wybaczyć, jeśli on umie zapewnić poprawę, warto powalczyć...
Kurde. Jeszcze jedno. Na facecie ciąży obowiązek zdobywania, musi się starać ale czy tylko on? Jest nas dwoje, ja jajecznicę, Ty smarujesz chleb etc.. Ja odkurzam, Ty zmywasz, jak było u Was?
Komentarz doklejony:
Adam 2012 wiesz że wszystko to usłyszałam; przestań już dociekać dlaczego, żebyśmy pomyśleli co zrobić żeby było lepiej bo tak jak napisałeś jest nas dwoje, ja jajecznicę, ty smakujesz chleb. Uczucie przygasło ale jeszcze nie wygasło wiec trzeba to a nowo obudzić i zadbać o siebie nawzajem bardziej niż było. Nie czułem się ważny, nie czułem się potrzebny, zabrakło otwartości w komunikacji, rozmów o swoich potrzebach...podział obowiązków był ale tu nie to chodziło. Dziecko jeszcze w drodze
Nie warto zamęczać się pytaniem dlaczego?
Ale warto zdiagnozować gdzie między Wami pojawiają / pojawiły się problemy.
W tym wszystkim - jest jeszcze jeden aspekt zdrady męskiej - dlaczego - bo mógł.
Jednak to taka pierwsza prosta odpowiedź, za którą zazwyczaj drzemie, jakiś mniejszy większy problem.
Rozwikłanie płaszczyzny tych problemów, powoduje, że można wyciągnąć wnioski i zbudować na nowo głębszą relacje. Jednak wymaga to założenia, że mimo zdrady błędy w relacji pojawiały się z dwóch stron, a nie wyłącznie zdradzającej.
Pokusa obarczania wyłącznie kryzysem to właśnie owa pokusa wejścia w ofiarę - ty zdradziłeś, a więc wszystko twoja wina... ja jestem skrzywdzona, mam prawo punktować, szpilować, wymagać.
U Was miesza się jednak dodatkowo (to wyłącznie odczucie) Twoje rozpaczliwe proszenie... i jednak mała manipulacja (jak napisał Poczciwy) w aspekcie dziecka. Wasze bycie może być wyłącznie na świadomym wyborze na nowo, wyborze dokonywanym każdego dnia... to bycie oparte wyłącznie na Twojej potrzebie, budowaniu poczuciu winy i odpowiedzialności to słabe paliwo... to zawiezie Was do kolejnych problemów, rzekłbym nawet dalszego oddalania się, w perspektywie może nawet rozpadu, kolejnej zdrady - bo presja spowoduje nie zrozumienie, czyli dystans, a dystans to brak bliskości (a przecież to mega deficyt, mega zaproszenie dla kogoś).
W tym wszystkim co piszesz - jednak dominuje poczucie Ty próbujesz, nawet lekko zmuszasz... on deklaruje chęć (jak się mylę popraw).
Jasne musicie uważać na aspekt przegrzania tematu ale jeśli to początek po godzinie 0, to Twoja potrzeba rozmowy na dziś to konsekwencja dla niego... niebezpieczeństwo pojawi się jak z tego etapu nie wyjdziecie ... za rok, dwa, trzy...
Cytat
Bardzo dobrze Cie rozumiem, mam dokładnie takie samo odczucie i problem z tym.
Ciągle mi mało, nie wiem gdzie postawić granicę. Biję się z myślami czy aby na pewno, czy tylko tyle, czy nie zataiła czegoś. Te myśli są nie odpędzenia. Wiem jednak też, że to prowadzi donikąd. To strasznie cienka granica, której chyba nie warto przekraczać żeby samego i niewiernego zwyczajnie nie zamęczyć, ale nie potrafię na ten moment się tego wyzbyć mimo, że walczę z samym sobą każdego dnia. Ktoś zapyta czy warto? Nie wiem. Nikt nie wie. To się okaże za jakiś czas.
Jeśli jednak nas to przerośnie odwrócę się plecami i pójdę...mimo wszystko z podniesioną głową.
Kiedyś gdzieś wyczytałem w zwojach kart forumowych, porównanie zdrady i adaptacji się do niej do przeżycia żałoby. Nie ma mowy by na tym etapie nie wracać, nie pytać, to dobrze - niestety tez naturalne, ze druga strona chciałaby rozwiązania dziecka - już powiedziałem nie ma tematu.
Co do proszenia - to jak już pisałem odczucie ale Ty bardzo chcesz, mało jest mowy o pracy Twojego męża, czytam Ty - go potrzebujesz, Ty idziesz na terapie, Ty chcesz rozmawiać ... gdzieś brakuje tu pracy jego. Pytanie czy za dużo nie dostaje na tym etapie. Czy właśnie unika poniesienia konsekwencji, a Ty nie wchodzisz w role osoby, której tak bardzo zależy, ze załatwia problem za dwoje - to miałem na myśli pisząc o proszenie.
Cytat
pytanie, jakiej prawdy dociekamy i co mianem prawdy nazywamy;
czy prawdą są wszystkie informacje o zewnętrznych pierdołach podane nam ze szczegółami?
czy prawdą jest to siedzi w drugiej osobie, do czego jest ona w stanie dojść dopiero po bardzo głębokim wsłuchaniu się w samego siebie i otwarciu się jej na szerszą świadomość?
i czy szukamy prawdy uparcie w kimś, mijając własną, czyli to co sami głęboko w sobie czujemy;
czy prawdy szukamy w sobie i obie strony konfrontują się ze sobą, oboje po głębokim wsłuchaniu się sami w siebie; na tych głębszych warstwach;
bo to są całkowicie odmienne płaszczyzny; i prawda tych dwóch płaszczyzn, może być zgoła odmienną;
a poznanie wszystkich szczegółowych informacji o zewnętrznych zdarzeniach nie daje nam żadnego spokoju ducha, a czasem wręcz przeciwnie, rodzi większe lęki, które utrudniają odbudowanie bliskości; wielokrotnie skutecznie;
Komentarz doklejony:
i to jest w sumie chyba pytanie, o to czego warto dociekać, a czego nie;
Odpowiadając na Twoje pytanie, powiem tak, dziecko zmienia wszystko. U nas sytuacja była bardziej skomplikowana (możesz sobie przeczytać moja historię). Ciąża była po zdradzie, dziecko trzecie. Był taki czas, że chciałam być razem, potem się rozstać. Były wzloty i upadki. Mąż całkowicie zmienił swoje podejście do mnie, do dzieci, do życia... dla mnie to było za mało. Aż wstyd się przyznać, ale bardzo go przeczołgałam, weszłam w rolę ofiary i nie mogłam z tego wyjść. Dla mnie najgorszy czas był do porodu, chciałam rozmów, szczerości, a potem płakałam, że coś usłyszałam, straszne huśtawki. Po porodzie, gdy już byłam spokojna, że dziecko jest przy mnie w domu, dużo wolnego czasu, bo takie maluszki dużo śpią
Komentarz doklejony:
Acha, Jeszce jedno, pewnie jakiś czas temu, komentarze kolegów miałyby dla mnie zupełnie inne znaczenie niż teraz. Może ujmę to tak. Bardzo zależało mi na terapii małżeńskiej. To był warunek, trochę szantaż. Tak na prawdę miała być dla mnie lekarstwem, uleczeniem. Poszliśmy i jesteśmy (czasem z długimi przerwami).
Trochę czasu potrzebowałam, ale zrozumiałam, że i tak wszystko zależy ode mnie i muszę sama zrobić porządek w mojej głowie, nikt tego za mnie nie zrobi. Teraz Jeszce bardziej zależy mi na tej terapii, ale już nie dla mnie ... Tylko dla mojego męża, żeby, był w stanie nadążyć za zmianami, które zachodzą we mnie. Tak to ładnie ujął kiedyś Poczciwy w swoim komentarzu, że w nas zmienia się tak wiele, że nasi małżonkowie, nawet jeśli bardzo się starają, ale nie przepracują pewnych spraw, zostają daleko w tyle za nami....
Komentarz doklejony:
Rozalio bardzo uważnie przeczytałam już wcześniej twoja historie, komentarze skończyły się na wrześniu wiec zastanawiałam się jak wyglada to dziś. Po słowach rodszedłr1; przeszedł mnie zimny dreszcz, po próbujemy zastanawiałam się jak wam idzie. Czuję, że jesteśmy w pewien sposób podobne do siebie. Pewnie rozumiesz moje huśtawki nastrojów w trakcie ciąży, tym bardziej, że mam cały czas pod górę, kiepskie wyniki, strach, odliczanie tygodni żeby było bezpieczniej a do tego jeszcze ten bagaż w postaci zdrady. Dzięki temu forum już na początku tej drogi wiem, że muszę zacząć od siebie i zrozumieć swoje emocje, hormony nie pomagają. Czytam i staram się nie powielać niektórych zachowań. Wspólnie ustaliliśmy, że ze względów finansowych terapię zacznę ja (Wawa nie są to małe koszta, szczególnie oczekując bobasa) ale nie wiem czy w ogóle uda mi się teraz nią przejść ze względów sytuacji z ciążą jaka dziś wyszła. Jeśli będzie chciał iść potem on to Ok, jeśli nie trudno, zmuszać nie będę, prosić też nie. Chyba sam musi czuc w jaki sposób to ogarnąć? Czy razem pójdziemy, nie wiem, bo czeka mnie poród itd. czas pokaże. Rozumiem jednak, że twojemu mężowi mogłoby być już za ciężko, bo tak jak mój pyta ;co mam ci jeszcze powiedzieć, co mam zrobić, kupić ci kwiaty...Zostaje dla ciebie itd. To z drugiej strony czytając np. odp dirty zastanawiam się czy ON nie za dużo dostaje na tym etapie ... czy chcę załatwić problem za dwoje i w końcu jak postępować...
Cytat
co nie grało? co to jest zwykła bliskość ?
moja wina, moja bardzo wielka wina ?
winę zamień na odpowiedzialność za konkretne rzeczy, pozwoli Ci to na uporządkowanie co zawaliłaś Ty a co On do momentu aktu zdrady. Chyba jednak lepiej oddzielać kryzys od zdrady, która oczywiście pogłębia kryzys.
Dążenie do prawdy o szczegółach aktu zdrady potraktuj jako atawizm związany z zaborczością, a zaborczość to niszczące uczucie; sam akt jako fizjologię, której wartość nadają dopiero emocje a nie jesteś ich w stanie ocenić czy porównać, bo w jakiej skali?. Znacznie lepiej postarać się i pielęgnować wspólne tak by tamte jeśli jeszcze jakieś są, jak najszybciej niesztampowością zagłuszyć, bo tak to działa;
Ponieważ po zdradzie prawda dwóch stron na tej samej płaszczyźnie jest praktycznie niemożliwa, więc najczęściej to kosmiczne doświadczenie.
Cytat
Uwalniana w głowie, paruje uszami lub wydala się z moczem
Musisz ją jakoś uwalniać na zewnątrz, żeby makówki nie rozsadziło, tylko uważaj gdzie
Cytat
w sumie liczba rozwiązań konfliktów w związkach międzyludzkich jest ograniczona:
- to może być rozpad związku,
- utrzymanie status quo,
- przyjęcie nowych dysfunkcyjnych wzorów,
- lub rozwiązanie problemu w zdrowy sposób,
(- sztuczki magiczne pomijam, bo to dla nielicznych)
przyjęcie któregokolwiek z tych rozwiązań, jest zawsze wypadkową działania dwóch stron;
to jak reagujemy zależy jednak tylko od nas;
do postawy drugiej osoby możemy się jedynie ustosunkować;
postawa drugiej osoby na nasze reakcje może mieć wpływ, ale wcale nie musi;
Uwalniana w głowie, paruje uszami lub wydala się z moczem
Musisz ją jakoś uwalniać na zewnątrz, żeby makówki nie rozsadziło, tylko uważaj gdzie
Tym razem nie wytrzymam, muszę to napisać, uwielbiam Twoje komentarze :brawo:brawo:brawo
Komentarz doklejony:
.Zagubiona,
Dlatego właśnie napisałam komentarz, chociaż wiem, że każdy jest inny i nie ma dwóch takich samych sytuacji. Jak już wcześniej pisałam gotowej recepty nie da Ci nikt, wręcz byłoby to nie fair, bo nikt inny nie jest i nie będzie w Twojej skórze. Nie wiem, jak to wygląda u Ciebie, ale u mnie fakt bycia w ciąży o tyle pogarszał sytuację, że że względu na "odmienmy" stan plus poczucie winy, mój mąż na każdym kroku schodził mi z drogi. Takie konstruktywne rrozmowy odbyły się później. Dobrze że jesteś na terapii, bo to pomoże Ci uwolnić złe emocje, które właśnie u mnie doprowadziły do tego, że mąż postanowił spełnić moje prośby i odejść. Dopiero wtedy tak na prawdę zrozumiałam, że nie chce i nie mogę myśleć tylko o sobie, że warto zastanowić się na tym, co i kto na tym zyska i straci. Trzymam za Ciebie kciuki. .Z resztą, odejść możesz zawsze.
Komentarz doklejony:
Co słychać? Popiszę sobie bo mam za dużo czasu na myślenie:/ Zauważył od razu, było mu przykro, chciał żebym je spowrotem postawiła. Powiedziałam, że nie. Tamtego już nie ma i chcę otworzyć miejsce na nowe wspomnienia. Starałam się (staram) być twarda, chodź nadal często płacze. Nie widzi bo leżę od 2 tyg. w szpitalu. Jak przyjeżdża, przytulamy się i dalej lecą mi łzy ale nic już nie mówi, wie, że muszę. Z jednej strony się cieszę że w pewnym sensie musieliśmy się rozstać bo targają mna takie skrajne emocje, huśtawki nastrojów, że po prostu ciężko mi samej z tym wytrzymać a jemu też czasem się oberwie. Mówi, że już nie będzie odpisywał bo piszę to samo ale wie, że muszę wiec niech piszę. Wkurzył się tez ostatnio, że wmawiam mu, że robi to wszystko na siłę. Oczywiście trafił na rtenr1; dzień. Generalnie na razie jest dalej ciężko, święta w szpitalu. Siostra wie, bo chciałam być uczciwa i poprosiłam ją żeby się zastanowiła czy w razie co (rozwód) chce go dalej na chrzestnego. Przyjaciółka też. Wszyscy w szoku tak jak ja. Teraz zastanawiam się na tym czy jest sens kontynuować związek po rozwodzie? Bo z jednej strony chciałabym żeby poniósł namacalną konsekwencję swoich wyborów i spróbować żyć jak partnerzy. Być może wtedy bym się utwierdziła, że ta miłość do mnie-do kobiety a nie matki jego dziecka czy bezpiecznej furtki jest poprostu szczera. Teraz ciężko mi w nią uwierzyć ale może też przez sytuacje jaka aktualnie trwa. Sama nie wiem...
Komentarz doklejony:
świetny artykuł - przeczytajcie; http://sfd.kuria.lublin.pl/index.php/artykuly/formacja-ludzka/2899-zdrada-i-co-dalej-dr-jakub-koodziej