Anetastp | 00:47:31 |
heniek | 03:16:45 |
Julianaempat... | 05:16:31 |
soighlah | 06:52:12 |
Edek_2 | 07:21:36 |

Witam wszystkich! Piszę, ponieważ chciałabym poznać Wasze zdanie, co byście zrobiły na moim miejscu. Z moim mężem poznaliśmy się ponad 8 lat temu, od 5 lat jesteśmy małżeństwem. Mamy 5 letniego synka i obecnie jestem w 8 miesiącu ciąży. Będzie dziewczynka
. Niby wszystko tak świetnie się ułożyło. Zacznę od początku. Z mężem nigdy nie byliśmy idealną parą. Mąż od zawsze nie radził sobie z emocjami, stosował przemoc słowną w stosunku do mnie, był wulgarny, pesymistyczny, często marudził i nie doceniał tego co ma. Często mnie krytykował, rzadko mówił komplementy, często słyszałam je od osób trzecich, ale nie od męża, mimo iż jestem bardzo atrakcyjną kobietą. Był bardzo o mnie zazdrosny, zupełnie nie mając do tego podstaw, ponieważ świata poza nim nie widziałam. Posiadał oczywiście zalety, był osobą pracowitą, aktywną, zaradną, uważałam go zawsze za oddanego i wiernego. Najlepiej układało nam się w sferze intymnej, tutaj często słyszałam komplementy i nawet po 8 latach mieliśmy cały czas na siebie ochotę. Kilka razy odchodzilam od męża, często mnie zawodzil, nie odwiedzał w szpitalu gdy byłam chora, stosował przemoc słowną, czego nie wytrzymywalam, jednak gdy przychodził, przepraszał, obiecywał poprawę to do siebie wracaliśmy. Bardzo go kochałam. W trakcie rozstań dzwonił i mi przypominał że ciągle jestem jego żoną, więc muszę być mu wierna, co dla mnie było oczywiste. Zawsze mówił że kocha tylko mnie i tylko ze mną chce być. Niestety ponad miesiąc temu poznałam prawdę o swoim mężu. Znalazłam jego drugi telefon, a w nim liczne smsy z ponad 20 "kobietami". Smsy wulgarne, erotyczne, nagie zdjęcia, nawet mój mąż kilku osobom wysłał swoje nagie zdjęcia. Robił to przez ok. 2,5 roku. Nawet po tym gdy do siebie wracaliśmy. Z wieloma z nich spotkał się w realu, z między 5-10 umówił się na seks w aucie. Wystarczyło że napisał "hej piękna, jesteś boska" a one za to dawały mu co chciał. Jestem w szoku. Nie znałam własnego męża. Te osoby nie były nawet zbyt atrakcyjne, normalnie chyba by na nie nie spojrzał. Nie rozumiem o co chodzi. Tak mu ufalam, byłam pewna że nigdy mnie nie zdradzi, a on robił to w tak obrzydliwy sposób i przez kilka lat. Robił to głównie gdy pracowałam a on miał wolny dzień. Gdy rozmawialiśmy o tym, powiedział że nawet dobrze ze wkoncu się o tym dowiedziałam, że miał tego dosyć, że nie wie dlaczego to robił, bo miał wszystko w domu. Mówił że teraz znalazł się na samym dnie i wie że już nigdy tego nie powtórzy. Mówi że jest seksoholikiem, że wszystko zaczęło się gdy był dzieckiem, miał 12 lat i zginął mu ojciec. Okazało się że od początku znajomości mnie okłamywał, mówiąc że odkąd jest ze mną nie ogląda pornografii, a jednak oglądał. Teraz chodzi do psychologa i seksuologa, nie chce się wyprowadzić, bo mówi że to też jego mieszkanie i chce być z nami, że nas kocha. Niedługo przyjdzie na świat córeczka i nie wyobraża sobie rozstania. Ja już złożyłam pozew o rozwód, brzydze się tym co zrobił, to zupełnie wbrew moim wartościom, ciągle nie potrafię tego zrozumieć, to obrzydliwe. Mam jednak małe wątpliwości, bo są dzieci, wkoncu kupiliśmy mieszkanie. Poza tym teraz bardzo się mną opiekuje, gotuje, sprząta, itp... Co byście zrobiły na moim miejscu? Może wkoncu powinnam pomyśleć o sobie...? Tylko że to uczucie które wciąż we mnie jest i przywiązanie do niego utrudnia mi odejście... No i dzieci... Jestem ciekawa Waszego zdania. Pozdrawiam
Twój mąż tyle razy Cię oszukiwał, upokarzał, wykazywał brak szacunku, że może faktycznie dobrze się stało, że się dowiedziałaś? Inaczej może dalej tkwiłabyś w przekonaniu, że może kiedyś się zmieni. Otwarły Ci się oczy. Lepiej późno niż wcale.
Stara się teraz? To świetnie niech się stara, do tego niech dorzuci przyznanie się w sądzie i wzięcia winy na siebie ograniczając do minimum Wasz czas i nerwy.
A później...zobaczysz czy dalej będzie się starać. Papierek do niczego nie jest Ci potrzebny. Nie musisz od razu zamykać na klucz furtki. Kto wie...może za rok, dwa zobaczysz jego realną zmianę. Jeśli oczywiście traktuje terapię poważnie a nie chodzi na nią jako pro-forma. Wielu sił życzę.
Ciężka ta Twoja historia i trochę przypomina mi moją gdy czytam
Cytat
Cytat
To klasyka osoby sfrustrowanej,haremowego i przemocowca.
Moja intuicja mówi mi, że jak tylko mu rychło wybaczysz to wszystko zacznie się od początku.
Zastanawiam się czy nie jesteś aby uzależniona od tego człowieka ponieważ biernie przyjmując jego obelgi, słowa krytyki człowiek nie zauważa nawet kiedy zwyczajnie zaczyna się z tym oswajać i przyjmuje takie traktowanie jako część jego osobowości.
A to naturalne i normalne nie jest.
Nikt nie ma prawa uwłaszczać naszej godności,poniżać nas,wyzywać ni stosować żadnej przemocy słownej jak wspomniałaś, ponieważ tu zaczyna się piekło.
Znajoma powiedziała mi kiedyś: "piekło nie jest wtedy, kiedy znajdziesz się w czarnej d... . Piekło jest wtedy, kiedy obijasz się jak w bębnie od pralki - góra, dół, góra, dół, aż oszalejesz". Coś w tym jest. A na pewno każdy toksyczny związek tak wygląda. Uzależnienie od silnych emocji następuje także na poziomie biochemiczny. A i Ty kilka razy już od męża odchodziłaś.
I to:
Cytat
Jednorazowy wyskok z jakiś tam jego powodów...może, ale on zdradzał Cię 2,5 roku o ile nie od zawsze to tak jakby wziął 9 calowy sztylet i wbił Ci go w plecy, swojej żonie aż po rękojeść. Kiedy Ty krzyczysz z bólu i przerażenia wynikającego z faktu, że on Twój najbliższy przyjaciel, mąż,ojciec Twoich dzieci dźgnął Cię nożem,on wielce przeprasza stara się jakby chciał rzec -Przepraszam, czy mogłabyś szybko to przeboleć?
Cudzołóstwo uderza w niezwykle wrażliwe i podatne na zranienia miejsca w sercu powodując niewyobrażalny ból i uraz. Niszczy ono zaufanie i poczucie własnej wartości, a zimne ostrze zdrady przecina więzy miłości. Tylko kochana osoba znająca nasze najgłębsze radości, lęki, nadzieje i sny może nas tak głęboko zranić. Pornografia połączona z cudzołóstwem rani niezwykle głęboko.
Odbudowa zranionego małżeństwa wymaga pracy obojga małżonków. TY, kiedy jesteś na to gotowa (a nie kiedy jesteś zmanipulowana, czy wpędzana w poczucie winy), musisz znaleźć w sobie siły do przebaczenia mężowi. Mąż musi natomiast udowodnić Tobie, że możesz mu zaufać i powinien być gotowy towarzyszyć Ci w procesie uzdrawiania. Mąż musi dokonać wyboru pomiędzy małżeństwem a swoją dumą musi dać Ci wolność w wyrażaniu przez Ciebie gniewu i bólu.
Powtórzę więc jeszcze raz prawdę, która sprawdza się niestety w 100% przypadków. Jeśli jesteś w trochę popsutym związku z normalną, empatyczną,troskliwą,szanującą Cię osobą , to można taki związek naprawiać. Nie zawsze się uda, ale jakaś szansa jest. Czasami warto próbować. Ale związków gdzie są znamiona przemocy psychicznej się NIE NAPRAWIA. Z nich się ucieka, i to w tempie ekspresowym, aż się kurzy, bez oglądania się za siebie.
Koniecznie zrób sobie rozrachunek czy dźwigniesz na siebie wszystko to co dotychczas przeszłaś plus to teraz z poznaniem jego drugiego oblicza Casanovy.
Co do dzieci,dzieci mają przejmować dobre wzorce z domu i widzieć szanujących, kochających się rodziców.
I podstawowe pytanie które sobie powinnaś zadać -Czy to na pewno o takiej formie relacji marzysz? Czy uważasz, że nie zasługujesz na coś więcej?
Pozdrawiam Cie cieplutko i życzę mądrych decyzji.:cacy
Trafił Ci się niezły okaz osoby zaburzonej która karmi się Twoim złym samopoczuciem i jeździ na Twoich emocjach.
Cytat
Ta umyślna cisza czasami jest formą biernej agresji. Jest to określony sposób wyważonej komunikacji, gdzie cisza odgrywa istotną rolę. Ma na celu kontrolowanie i osłabianie drugiej osoby lub jej pozycji.Jest to forma manipulacji.
To, co odróżnia milczenie manipulacyjne od spontanicznej ciszy to intencja. Każdy, kto stosuje strategię polegającą na ukrywaniu się pod brakiem słów, robi to, aby kontrolować drugą osobę.Cisza sama w sobie jest bardzo niejednoznaczną formą wyrazu. Zazwyczaj ofiara zaczyna czuć się zdezorientowana lub niespokojna. Nie wie, co myśleć i spędza dużo czasu i energii emocjonalnej, zgadując, co oznacza każda cisza. Czuje się niepewnie i wątpi w każdy krok, jaki podejmuje.
Cytat
Wypisz wymaluj mój były psycho-mąż.Najpierw mi dowalał a potem mówił ,że żartował albo padały słowa z pogardą "teraz się jeszcze porycz "
Gdy byłam chora kazał mi się wyprowadzać bym go nie zaraziła
Cytat
Na przekór wszystkiemu,znosząc jego humorki i dokuczania? Wiesz, tak sobie myślę ,że to karmienie w głowie mitu, że "wielka miłość" zmieni wszystko.Może jeśli będę bardziej się starała to ,to czy tamto.Takich ludzi chyba jednak nic nie zadowoli.
Prawdziwa miłość zmieni wszystko. Tak, ale do niej trzeba dojrzeć i na pewno nie poznaje jej się po intensywności emocji. Emocje mogą i muszą w miłości rzecz jasna się pojawić, ale OBOK takich podstaw, jak wierność, wsparcie, bezinteresowność, cierpliwość, odpowiedzialność, dobroć, empatia, a przede wszystkim wolność. Nic, co odbiera wolność, nie może być nazwane miłością.
Cytat
Pakowanie się czy trwanie w związku w ucieczce przed pustką nie jest obrym rozwiązaniem.
Jeśli karmimy się przekonaniem, że nasze życie będzie "pełne" dopiero wtedy, kiedy będziemy MIEĆ faceta, znajdujemy się w grupie ryzyka. Dużo zdrowiej, kiedy mamy własny system wartości, pracę, przyjaciół, zainteresowania i poczucie autonomii. Wtedy, nawet jeśli wpakujemy się w jakieś szambo, mamy do czego wracać i o co walczyć.
A dzieci są rewelacyjną motywacją do zmian ku lepszemu.
Nie chciałabym Cię nakłaniać do swojego toku myślenia ale sygnały które opisałaś w relacji z mężem nie wróżą nic dobrego.Za dużo złego..
Cytat
Dawno temu...rozeszłam się z pierwszym mężem,ojcem moich córek.Jakoś tam wyszło ,że oboje mając już swoje życia nie braliśmy rozwodu.8 lat
W końcu pomyślałam czas upożądkować papiery.Po 8 latach od rozstania z mężem wzięliśmy rozwód.P
Popłakaliśmy się i stwierdzili " To nie tak miało być"
Tak,że Moniś nawet czas,ostudzenie emocji,brak uczuć nie pozbędzie Cię tego odczucia ,że "nie tak miało być"
Chyba ,że zawalczycie o to małżeństwo na Twoich warunkach.Szczerze wątpię.
2,5 roku oszukaństwa,życia na dwa fronty z różnymi kobietami to nie przypadek.
Natury nie oszukasz.
Ale tą odpowiedź znajdź sama w sobie.Nie kieruj się słabostkami ,że samotność która jest niejednokrotnie wybawieniem od złych relacji,czy też obroną w imię dzieci.
Powtórzę dzieci potrzebują kochających się rodziców,ciepła domowego ogniska,pięknych wzorców jak szlachetność,lojalność,odpowiedzialność które im przekażecie.
Zastanów się czy potraficie jeszcze wspólnie im to dać.
Ściskam mocno
Fakt że on nie chce się wyprowadzić też nie pomaga mi zapomnieć i nie myślec o tym wszystkim. No i jest taki miły, szkoda że tak późno i ciekawe na jak długo...
Ściskam
Cytat
Cytat
Jest to tez rodzaj taktyki polegajacy na prowokowaniu sporow i klotni po to by sie wyprowadzic by "przemyslec czy ten zwiazek ma sens, bo bardzo sie na Tobie zawiodl i teraz musi pobyc sam ze swoimi myslami". Oczywiscie w czasie rozstania hulaj dusza, piekla nie ma i jazda na calego, a po powrocie danie Wam kolejnej szansy tylko "pamietaj musisz sie zmienic i jeszcze bardziej o Was zawalczyc".
Acha, i zeby bylo jasne bo pewnie masz takie mysli: ON SIE NIE ZMIENI I SWOJA MILOSCIA GO NIE WYLECZYSZ... to tak zebys miala pelen obraz.
No i czytaj co pisze Hestia bo sie calkowicie z nia zgadzam
3maj sie
Związek z psychopatą to gra, w której nie ma miłości. Psychopata potrzebuje osoby, która bezgranicznie go "pokocha". Bez względu na wszystko.
Jedynym rzeczywistym elementem toksycznej relacji jest manipulacja. Psychopata doskonale wie, że oddanie jakie mu serwujesz jest efektem jego sukcesu. Sukcesu w manipulacji. Również doskonale zdaje sobie sprawę, że mimo iż wydaje Ci się, że go kochasz - przemawia przez Ciebie zmanipulowany umysł. Owszem - odpowie Ci swoją grą aktorską, pokaże Ci to, co w tym momencie chciałabyś zobaczyć. Pokaże Ci troskliwego i wrażliwego partnera, który myśli o Tobie dzień i noc. Doradzi Ci, gdy go o to poprosisz, przytuli na dobranoc, a gdy otworzysz oczy powie, jak bardzo Cię kocha. Jednak za tą osobą, kryje się człowiek, który wie, że wciąż z nim jesteś ponieważ tak dobrze udało mu się Ciebie zmanipulować. Tak moja droga. Te słowa powinnaś zapamiętać.
Psychopata wie, że jesteś z nim tylko i wyłącznie dlatego, że udało mu się Ciebie zmanipulować.
On doskonale wie, że wcale nie jest tak wspaniałym człowiekiem, jak Tobie się wydaje. Wie, że tak naprawdę nie daje Ci niczego. Jest świadom tego, że nie ma niczego do zaoferowania. Jedyne co, to udało mu się dobrze rozegrać manipulację w momencie, gdy zaczęliście się spotykać. Wtedy, gdy Cię poznał. Patrzyłaś na niego i myślałaś : to niesamowite, ten człowiek jest całkowicie zaabsorbowany moją osobą, nie ma żadnych granic, jest niczym otwarta książka. On też na Ciebie patrzył i wiedział, że to Ci się spodoba. Wiedział, że oczekujesz kogoś, kto będzie prawdziwy, kto nie będzie niczego ukrywać i opowie, co tak naprawdę go w życiu boli. Przecież ciężar życia można podzielić na dwoje. To chciałaś usłyszeć, prawda? Oddanie to dla Ciebie synonim miłości. On też to wiedział. Potrzebował człowieka, który weźmie na swoje barki wszystko co mu się rzuci. Nawet gdyby miał dostać tym po twarzy - i tak to weźmie i będzie nieść dalej. Im twardszy masz charakter, tym trudniej było mu Ciebie złamać i tym bardziej musiał się napracować, by dopiąć swego. Ale gdy już to zrobił wiedział, że będziesz przy nim tkwić tak mocno, że nikt nie będzie w stanie mu Ciebie zabrać. Będziesz oddana w każdym tego słowa znaczeniu, a to zagwarantuje mu bezpieczeństwo.
Wtedy będzie mógł kłamać, stosować kolejne gierki i dalej manipulować Twoim umysłem, a będzie to robić z coraz większym rozmachem, ponieważ teraz nie trzeba być już ostrożnym. Ty mu służysz. Dla Ciebie poczucie bezpieczeństwa jest synonimem oparcia, tego, że możesz polegać na drugiej osobie. Psychopata nie potrzebuje oparcia. On potrzebuje oddania, służalczości i to dla niego jest definicją bezpieczeństwa. Gdy partnerka jest na tyle omotana, że on może bez żadnych konsekwencji pokazać swoją prawdziwą twarz - czuje się bezpiecznie. Bezpieczeństwo dla psychopaty to harmonia posiadania i kontroli. Jesteś pionkiem w grze, jeśli można Cię ustawić w dowolnym miejscu na planszy - psychopata może spać spokojnie. Nie zauważyłaś tego, ale psychopata zupełnie inaczej zachowuje się gdy Ty jesteś w pobliżu, a inaczej - gdy Ciebie nie ma. Nie szpiegujesz go i nie masz informatorów, którzy powiedzą Ci kim jest Twój ukochany. Możesz to jedynie odkryć przypadkiem lub po zakończeniu związku. Z reguły tak jest, że gdy zamkną się drzwi waszego "wspólnego" świata zaczynasz przypominać sobie pewne rzeczy i zauważać szczegóły, których do tej pory nie widziałaś. I dziwnie wszystko układa się jedną całość, co jest aż przerażające. Myślisz, że normalni ludzie planują swoje związki? No właśnie.
Psychopata kreuje obraz, iluzję osoby, którą Ty chcesz widzieć. Za tą maską nie ma nikogo, kto byłby podobny do Twojego ukochanego męża, narzeczonego, czy chłopaka. Jest ktoś Ci zupełnie obcy. Osoba, która wie, że Tobie się wydaje, że kochasz. On to wie. Wie i odpowiada na Twoją iluzję. "Ta nasza miłość", "To, że tak mnie kochasz", "Dziewczyno Ty naprawdę mnie kochasz". Nie kochasz. Poświęcasz się - owszem, wkładasz swój wysiłek - owszem, bronisz go choćby inni siłą wkładali Ci w oczy prawdę - jak najbardziej. Jednak zdecydowanie wolisz, gdy ktoś wtyka Ci w nie kłamstwa. Bo te kłamstwa brzmią, jak prawdziwa miłość.
Zobacz, jak dalece zmanipulowany musi być umysł, który nie odróżnia poświęcenia od miłości. Jak dalece niezdrowa musi to być relacja i jak mocno bazująca na kontroli. Gdyby psychopata wiedział, że faktycznie jest dobrym człowiekiem, ma Ci coś do zaoferowania i że rzeczywiście dał Ci coś od siebie - czy musiałby Cię kontrolować? Czy to byłaby jedyna forma posiadania Cię? Ludzi się nie posiada, z nimi się jest. Można równocześnie kogoś posiadać i z nim nie być. Być obok. Co łączy dwoje ludzi? Łączą ich emocje. W relacji z psychopatą nie ma emocji. Jest symulacja. Jak sądzisz, dlaczego Twoje emocje obijały się o ścianę?
Cytat
Zazwyczaj ból zadany przez osobę najbliższą jest tym największym bólem.
Najgorszy ból powoduje nieświadomość, dlatego należy po prostu usiąść i spróbować dotrzeć do źródła konfliktu,porozmawiać.Powinnaś też widzieć jego zmiany i to nie tylko te dotyczące zdrad, że jest zwyczajnie czysty ale i sposób traktowania Cię o czym wspomniałaś na początku ,że zawsze miało miejsce.
Kłótnie i łzy w niczym nie pomogą. Jeżeli jednak rozmowa nie przyniesie zamierzonych efektów, warto zadać sobie 3 pytania.
Czy da się rozwiązać problem? Jeżeli nie , czy mogę pogodzić się z sytuacją? Czy jestem w stanie po prostu odejść? Niezdecydowanie sprawia, że nadal tkwimy w związku, który zaczyna robić się toksyczny, dlatego szczera odpowiedź na nie jest bardzo ważna.
Odzyskanie zaufania do zdradzającego partnera jest niezwykle trudnym i długim procesem. Zaburzone zostało poczucie bezpieczeństwa osoby zdradzanej, czyli jedna z podstawowych potrzeb.
Jednak na pewno nie zasługujesz na nerwy i stres, dlatego powinnaś nawet w najtrudniejszych chwilach starać się myśleć przede wszystkim o sobie i dziecku, które ma się wkrótce pojawić na świecie.Potem podejmiesz decyzje co z tym zrobić.
Trudno mi się z nim rozmawia, ponieważ gdy tylko pomyślę o tym co robił to robi mi się niedobrze, wiem że nigdy tego nie zrozumiem i nie wybaczę. Więc to wszystko nie ma już sensu.
Pisałam też o tym, że mój mąż teraz zaczął się starać i być dla mnie i synka milszy niż zawsze. Jednak już nie raz ujawnił swój prawdziwy charakterek, nawet po tym wszystkim. On też na dłuższą metę nie dałby rady ze mną. Nawet wczoraj gdy miał już dosyć mojej kolejnej docinki to celowo mówił o tamtych osobach w sposób, który miał sprawić mi przykrość. A rano jakby nic pyta o śniadanie, o plany na dzień i chce mnie przytulić. Ta sytuacja jest nie do zniesienia. Staram się go unikać.
Jest we mnie wiele nienawiści, przez to kim był przez te kilka lat, jak mnie oszukiwał i upokarzał. Czuję też żal, że odebrał mi pełną rodzinę, może nigdy nie było z nim łatwo, to uczyłam się życia z jego charakterkiem i miałam jeszcze nadzieję, że wymarzona córeczka odmieni go. Teraz wszystko przepadło.
Komentarz doklejony:
Witam ponownie! Od czasu gdy dowiedziałam się o zdradach minęły dwa miesiące. Przyznam, że ból wciąż trwa. Płaczę każdego dnia, postarzałam się chyba o kilka lat. Patrzę na męża i nie mogę uwierzyć że tak mało było w nim człowieka. Był jak zwierz, bez uczuć, bez zasad, wartości, empatii, szacunku, bez wyrzutów sumienia. Oszukiwał, okłamywał najbliższych, kochających go i ufajacych mu ludzi, był dwulicowy, egoistyczny. Robił tak obrzydliwe rzeczy. I to wszystko o moim mężu. Dlaczego ja nic nie zauważyłam? Jak on mógł robic to wszystko i wracać do domu jakby nic się nie stało? Jak mógł patrzeć mi w oczy, mówić że mnie kocha, spotykać się z rodziną i udawać kogoś innego? Nie umiem tego zrozumieć. Wciąż mieszkamy razem, on nie chce się wyprowadzić. Ciągle nosi obrączkę i chyba jeszcze wierzy w to że będziemy razem. Na wszystkie moje pytania odnośnie tamtych wydarzeń odpowiada - nie wiem czemu to robiłem lub jestem chory i sam tego nie rozumiem. Mówi nawet ze mógłby się wykastrować jeśli tylko z nim zostanę. Co ja czuję? Żal, nienawiść, obrzydzenie. Z jednej strony chce żeby się wyprowadził, ponieważ wydaje mi się że przebywając z nim więcej myślę o tym wszystkim i trudniej mi się podnieść, to jakby odwlekanie w czasie tego co i tak się wydarzy, przez to mój ból i proces uzdrawiania będzie trwać dłużej. Z drugiej strony, teraz gdy jestem już na ostatnich nogach i mogę urodzić w każdej chwili, on bardzo mi pomaga, trochę mi pochlebia to że jest i że nie chce mnie zostawić. Jednocześnie boję się rozstania, ale wiem że nie umiałabym żyć z człowiekiem który potrafi tak krzywdzic najbliższych i jest moim zupełnym przeciwieństwem. Straszna mieszanka, myślę że byłoby mi dużo łatwiej pod względem psychicznym gdyby od razu się wyprowadził. Jeszcze czekam na pismo z sądu, pozew został już złożony. Gdy jesteśmy razem w domu to rzadko już rozmawiamy o tym wszystkim, czasami wtrącam jakąś docinkę w jego kierunku, a gdy on jest w pracy to często piszę mu przykre, obraźliwe smsy o tym co zrobił. Nie umiem o tym nie myślec. Ciągle płaczę, w dalszym ciągu nie mam ochoty nawet podnieść się z łóżka. Robię to bo muszę. Nic nie sprawia mi już przyjemności. Ile potrzeba czasu żeby o tym zapomnieć? Nie chcę go już obrażać, chce zacząć traktować go po prostu jak ojca moich dzieci, jak kolegę i nie czuć już tego bólu. To takie trudne.
Wiedziałam że nie panuje nad emocjami, że używa raniących mnie słów, mimo to wierzyłam w jego inteligencję, nigdy nie sądziłam że kieruje się w życiu penisem. Ja naprawdę nie znałam własnego męża, wzięłam ślub z kimś zupełnie innym.
26.12 urodziłam śliczną córeczkę. Mężowi mówiłam że nie chce z nim rodzic, ale w dniu porodu zgodziłam się, widziałam jak bardzo mu zależy, a w takich sytuacjach czuję się przy nim bezpieczna. Taka chwilą bardzo zbliża ludzi. Mam ogromny żal że nie mogę w pełni cieszyć się tym szczęściem. Zakochałam się w córeczce, uwielbiam mojego synka, a jednak nie mam pełnej rodziny, straciłam męża. On od czasu gdy wszystko wyszło na jaw bardzo się stara, pomaga we wszystkim, mogę na niego liczyć w każdej sprawie. Do tego zrobił badanie głowy, w którym wyszło że coś jest nie tak. Nie wypytywalam o szczegóły, bo nie chce okazać że mi zależy. Wiem jedynie ze bierze na to tabletki. Nawet jeśli jest chory to trudno mi zrozumieć że to było silniejsze od uczuć, rodziny, od tak cennych wartości. Do tego mnie wciąż krytykował a z nich robił boginie, to też mnie boli. Jednak przez to, że jemu tak zależy i leczy się, czasami mam wyrzuty że odbieram dzieciom życie w pełnej rodzinie. Co o tym myślicie?
Ty odbierasz dzieciom pełną rodzinę? Chyba nie bardzo.
Ty co najwyżej możesz spróbować zrobić wszystko co możliwe z Twojej strony aby spróbować te rodzinę jeszcze uratować, ewentualnie zminimalizować straty.
Tej rodziny już nie ma, pozostała tylko na papierze.
A to co dalej z tym zrobicie nie jest zależne tylko od Ciebie.
Crusoe, mąż wie, że złożyłam pozew. Niedługo powinno dotrzeć pismo. On ciągle nie wierzy że się rozwiedziemy.
Rozumiem, że Ty wiedząc jaki jest - stosuje przemoc psychiczną wobec Ciebie chcesz i możesz z nim być. Nic komu do tego, jesteś dorosła. Ale jak na litość pozwalasz temu gnojowi nazywać Wasze Dzieci BACHORAMI. On nie ma kszty szacunku do Dzieci! P
Przeczytałam twoją historię i postanowiłam wtrącić swoje trzy grosze.
Zacznę od tej jego choroby. Od paru lat zapanowała moda na jakąś dziwną chorobę, która nazywa się seksoholizmem. Kiedyś o czymś takim mówiono kure.......wo, a dzisiaj jak wszystko poszło do przodu. Nie przypominam też sobie, by w Biblii poruszano wątek seksoholizmu, tam też jest to nazywane wprost, a mianowicie kure....em. Tak więc moim zdaniem należałoby zachować zdrowy rozsądek i duuzy dystans w uleganiu tym nowoczesnym teoriom.
Napisałaś, że nie przygladalas się szczególnie wynikom jego badań, bo nie chciałaś, by pomyślał sobie, że zależy ci na nim. A skoro tak, to nawet nie wiesz, co dokładnie jest tam napisane, nie konsultowalas tego z żadnym lekarzem i można wcisnąć ci każda ciemnotę. Łyka tabletki. Może to witamina c?
Ze względu na te jego ciężką chorobę łba gotowa jesteś przyjąć go z powrotem, a nawet nie zbadalas na co dokładnie chory jest ten pan?
Myślę, że z paru powodów wolałabyś żyć w iluzji niż bez tego człowieka.
Jego gadanie to jedno, a twarde dwody to drugie.
Jeśli rzeczywiście jest chory to predstawia Ci "kwit" od odpowiedniego diagnosty i masz "czarno na białym".
Na tę chwilę to wybacz, ale wszystko jes
t tylko gadaniem...
Cytat
Ja Ci powiem co ja bym zrobiła, po tych doświadczeniach co mam, po 6 latach od pierwszej zdrady. Może Ci to coś pomoże.
W pierwszej kolejności stanęłabym na głowie, aby wyciszyć własne emocje i przekalkulowałabym co jest bardziej opłacalne dla mnie i dla dzieci na dany czas.
Na ile jestem sama realnie udźwignąć pewne rzeczy, bez zarzynania się i sprowadzania rodziny na dno.
I jeśli Misiu rzeczywiście chciałby się starać i realnie by się starał, a mi na rękę byłoby, aby był pomocny na miejscu, albo też dzieci nie byłby gotowe na takie szokujące zmiany w ich życiu, to pozwoliłabym mu zostać obok, ale bardzo jasno stawiając własne granice.
Adekwatne do tego co zmieniłoby się we mnie po zdradzie.
Przykładowo; możesz zostać i się starać, ale musisz wiedzieć, że po tym co zrobiłeś, to ja już nic względem Ciebie nie muszę, nie mam żadnych zobowiązań, nie muszę być wierna, nie muszę się o Ciebie troszczyć, nie muszę zabiegać o Twoje dobro, co najwyżej mogę, jeśli będę miała taki gest i kaprys; jeśli zwyczajnie przekonasz mnie znów do siebie i Twoje starania warte będą takich moich gestów i kaprysów; i te moje gesty nie będą trafiały w próżnię;
przy czym równie dobrze ( i musisz się z tym liczyć) jak spotkam kogoś na swojej drodze, kto mnie pokocha i ja go pokocham, to mogę odejść z tą osobą w każdej chwili, bo ja nie wiem, po tym co się stało, co będę czuła do Ciebie za rok, za 2, za 5 lat; Ty podejmujesz decyzje, Ty podejmujesz ryzyko; ja po tym co zrobiłeś już nic nie muszę, nie muszę Ci dawać więcej niż od Ciebie dostaje;
a w kwestiach formalno-prawnych mogę Ci iść o tyle na rękę, że zmienić mogę rozwód na separację z orzeczeniem o winie i dać czas przede wszystkim dzieciom, ewentualnie i nam na wyciszenie się destrukcyjnych emocji; i na przyjrzenie się bliżej temu co będzie się działo; przy tym, musisz wiedzieć, że po tym co zrobiłeś nas już nie ma; możesz zawalczyć o nas i poprawę tego zepsułeś jeśli chcesz, ale ja z mojej strony nic Ci nie mogę już obiecać i przede wszystkim nie chce, bo nie ufam Tobie i temu Co Ty czujesz, co mówisz i nie wiem co sama będę czuła za jakiś czas;
Komentarz doklejony:
i to wszystko na spokojnie, bez żadnej spiny, nerwów, czy kłótni; podnosi głos, próbuje mataczyć, manipulować, wciskać jakieś sztuczki, kombinować jak koń pod górkę, to tam są drzwi, niech wyjdzie i sobie wszystko na spokojnie przemyśli, bo od tej chwili Ty dziadostwa w domu znosić nie będziesz;
Sam może próbowałbym unikać w tej wypowiedzi zwrotów: "gest i kaprys" bo to, i nacechowane emocjonalnie, i protekcjonalne, ale poza tym... No czapka z mojego łysego łba
Tak, Monis...
Teraz niech on pełni co najwyżej rolę "pożytecznego idioty". Jak się bardzo będzie starał to być może kie
dyś znów zasłuży na Twoje względy, ale bez jakiejkolwiek spiny z Twojej strony.
Teraz Ty masz szansę "rozdawać karty" i wykorystaj to dziewczyno.
Komentarz doklejony:
Samą zdradę pomijam... Nie ona jest największym problemem.....
Komentarz doklejony:
Jak się faktycznie przyzna w sądzie możesz być bardziej otwarta...to się okaże...na razie proponowałbym bycie skuteczną... zbytnio otwartość może wywołać wilka z lasu...musisz mieć klarowną sytuację... Nie utrudniaj sobie tego... rozwód czy separacja to nie kula w łeb...co będzie później okaże się później....
Cytat
strasznie mnie zmartwiłeś, bo jeśli takiego porównania ktokolwiek używa, tzn, że bardzo nieprecyzyjnie się wyrażam;
bo ja zdecydowanie nie mówię o zaszczuciu drugiej osoby i zrobieniu z jej życia piekła, tylko właśnie wręcz przeciwnie, bo o odnoszeniu się do niej z szacunkiem i daniu jej pełnej wolności;
wolności wyboru z bardzo wyraźnym zaznaczeniem swoich granic i daniu odczuć konsekwencji jakie zdrada przyniosła;
to dwie różne postawy są;
czym innym jest generowanie konfliktów wynikające z nieogarniętych emocji i przekraczanie cudzych granic, mszczenie się na kimś, robienie złośliwości, sabotowanie awantur, skreślanie definitywne drugiego człowieka, a czym innym jest spokojne stawianie własnych granic z pełnym poszanowaniem cudzych i danie drugiej osobie pełnego wyboru;
nie wiem jak to jaśniej napisać;
poza tym byłabym bardzo wdzięczna, gdybyś nie sugerował, aby ktoś postępował tak jak ja piszę, bo ja nie daje przepisów;
wręcz mnie drażni, jak ktoś komuś narzuca jak powinien ktoś postąpić;
każdy ma własne życie i musi znaleźć swój sposób i swoją właściwą drogę; i monis też ją znajdzie, jak wsłucha się głęboko w sama siebie;
podałam kontrastowy przykład, by pokazać, że skala pomiędzy jest ogromna i by dziewczyna miała dzięki temu szerszy wybór i wzięła też pod uwagę niestandardowe rozwiązania;
Cytat
Czyli co,zniżyć się do tego samego poziomu? nic nie muszę ale mogę,każdy wybiera to co mu pasuje,chyba jestem staroświecka albo z innej planety,ale jak się czegoś nie rozumie nie znaczy że to nie istnieje...odejść a nie czekać aż manna z nieba spadnie,postąpiłam podobnie jak napisała amor co mi się opłaca a co nie,łatwiej żyć... po drugiej zdradzie od zaciskania zębów szczęka mnie bolała straciłam tylko czas,gdyby można cofnąć czas zasadziłabym kopa w dupę zaraz jak tylko przeczytałam pierwszego sms,ale to ja...
Komentarz doklejony:
Zahira... Nie o to mi chodzi... Ja pin dole... Chodzi mi o to że jak ktoś mówi że jest tylko po to by nie płacić alimentow to może o tym już myślał... Chodzi o to by przed rozwodem maksymalnie tonować nastroje...niepotrzebnie napisałem że może sypiać aby nie gadać... Chodzi mi o to by niepotrzebnie nie gadać że może sypiać... Kuźwa...
Cytat
no właśnie do tego namawiam, aby tych zębów nie zaciskać;
aby właśnie wyjść z zabawy w kotka i myszkę;
ktoś Cie rani, to się odsuwasz, zwyczajnie się odsuwasz, nie walczysz o tłumaczenie mu w kółko, że Ciebie to boli, że źle postąpił, jak można by lepiej, że nie powinien tak postępować itd, itp, po prostu odsuwasz się bez słowa i żyjesz spokojnie dalej swoim życiem; nie szarpiesz się o nawrócenie grzesznika; martwisz się o to aby w takim momencie samemu nie postępować jak idiota;
Cytat
To przyznanie się w sądzie jest tylko początkiem, zaczątkiem.
Na własnym przykładzie to stwierdzam. Przyznanie się rozpoczyna tak naprawdę ten proces - proces naprawy, długi i żmudny a nie jest końcem problemów i rozpoczęciem nowego życia jak często się wydaje tym przyznającym się - przyznałem się w sądzie więc zamykamy temat i zaczynamy od nowa. Nie można się dać na to nabrać. Nie tędy droga. Niestety Ci którzy się przyznają nie mają kompletnie świadomości tego, że to najcięższe dopiero się rozpoczyna a nie kończy.
Jest jeszcze jedna pułapka. Mianowicie to przyznanie się musi wynikać z ich przemyśleń, refleksji, powinno być szczere i wynikające z potrzeby właśnie takiego postępowania, oczyszczenia, aby próbować dalej iść dalej razem.
Niestety to bardzo często pobożne życzenia a to owe przyznanie się wynika tylko ze strachu przed utratą statusu quo, jakichś dóbr materialnych, pewnej stabilizacji i jest zwyczajnie poniekąd wymuszone przez drugą stronę.
A nam przecież nie o to chodzi! Nie o same słowa w sądzie, które nie mają żadnego pokrycia z rzeczywistością i z czynami. Trzeba umieć to rozdzielić i od początku jasno to komunikować. Ot taka rada ode mnie wynikająca z doświadczenia, własnej sytuacji.
Cytat
chyba warto odróżnić dwie rzeczy;
powiedzenie komuś, że nie jestem Ci winny w danym momencie wierności, nie jest tożsame z tym, że dana osoba zaraz musi lecieć tyłka komuś dawać;
jeśli szanowny niewierny pomyśli w ten sposób, bo on by tak postąpił, to sprawa w sumie jasna, bo to znaczy, że na bardzo płytkich rzeczach jego cnotliwość jest wybudowana i z tego powodu i innych tak osądza wg siebie
Cytat
To samo przed chwilą pomyślałam
Cytat
Dostałam w prezencie dwa kubki z napisem "On wie lepiej" "Ona ma zawsze rację" z hasłem w tym kubku robisz mi kawę
Poczciwy ja zgadzam się z Tobą... Ale jakoś nie wróżę sukcesu autorce... Obym się mylił...
Cytat
zobacz o jak dwóch skrajnie różnych rzeczach mówimy;
ja mówię o tym, aby postawić jasno granice, że nie jesteśmy winni komuś tego, czego ten ktoś nie uszanował, gdy od nas dostawał, co więcej zbezcześcił;
co nie ma żadnego związku z tym, jak szanujesz swoje ciało;
a Ty mówisz o tym, aby sobie pójść cichutko na bok i dlatego lepiej o tym niewiernemu nie mówić;
widzisz różnice? widzisz o jak skrajnie różnych rzeczach i stosunku do własnego ciała i do samego siebie mówimy?
czemu od razu pomyślałeś, by kłamać , mataczyć i kombinować?
A propos wróżenia braku sukcesu... Wiem że mało danych... Dostanie papiery okaże się więcej...no nic... Obym się mylił...
Komentarz doklejony:
Amor... Jeszcze raz.... Nie mówię że może sypiać...juz to sprostowalem wcześniej... Niech zazrosnikowi, Chamowi, agresorowi nie mówi że może.... Rozumiesz.... A co jeśli celnie go opisała.... Wpier. ol ma dostać... Ma jej życie utrudniać.... Tylko o to mi chodzi... Jeszcze raz przeczytaj co zacytowalas... Niech niepotrzebnie nie mówi że może... Co nie oznacza że może... Niech niepotrzebnie nie mówi... Tyle
Cytat
popatrz o czym Ty mówisz
Ty doradzasz osobie zdradzonej, aby tańczyła wokół osoby, która ją skrzywdziła i chodziła jak wokół śmierdzącego jajka;czemu ma to służyć?
co więcej, mówisz o tym, by nie dawała zdrajcy odczuć realnych, tych prawdziwych, konsekwencji zdrady i wmawiasz jej, że to ona powinna się obawiać konsekwencji postawienia jasno swoich granic;
co Ty robisz?
Komentarz doklejony:
Cytat
jest znacząca różnica w paradowaniu tyłkiem i przechwalaniu się i prowokowaniu: "ja też mogę iść na bok Cie zdradzać",
a w postawieniu granicy "nie jestem winny wierności komuś, kto względem mnie wierny nie był";
skoro powiedziałem Ci, że nie jestem Ci winny wierności (do tego ktoś mnie zdradził), to nie muszę szanować siebie i swojego ciała;
od, nie jestem Ci winny wierności, znaczy tyle, że nie jestem Ci winny wierności i stawiam w tej kwestii sprawę jasno;
O tym mówię....
Komentarz doklejony:
Słowo tłumaczyć to skrót myślowy.... Nie komunikować tego co może potęgowac jego słabości
Cytat
i przez to, że Ty się boisz, to i ona ma się bać?
jeśli uważasz powyższy przykład za zbyt dosadny, to podaj autorce inne pomysł, łagodniejsze
Komentarz doklejony:
Amor...jeszcze raz napiszę...nie piszę, że nie masz racji...rozszerzam tylko twoją opinię o pobieżną analizę charakteru męża autorki...Kiedyś, jedna z osób na tym forum napisała, że dla osoby przesadnie zaborczej i chorobliwie zazdrosnej samo obejrzenie się partnera jest zdradą...i mi nie chodzi o to że tak zaborczej osoby nie wolno uświadamiać..chodzi o to by w czasie uświadamiania przyjąć odpowiednią pozycję, być przygotowanym na reakcję i zrobić to w odpowiednim czasie...w razie draki nic nie da, że się powie tam są drzwii... to tyle...autorka to wiele razy mówiła...
Chcę tylko by autorka wiedziała, że dla osoby bardzo zazdrosnej nie musi zaistnieć paradowanie tyłkiem i przechwalanie się...samo powiedzenie:
Cytat
Przykładów na jego chorobliwą zazdrość w tekście jest dużo ale co gorsza:
Cytat
świadczy o tym by była uważna....on cały czas wierzy, że będą razem...może faktycznie boje się to złe słowo...ale namawiam do tego by autorka była przygotowana na jego zachowanie gdy dowie się, że razem nie będą...
To co ja chciałem przekazać zawiera się w twoich słowach:
Cytat
Jeszcze raz przepraszam jeżeli źle "przetłumaczyłem" twoje słowa....
Mijają prawie 4 miesiące. W głowie mam ciągle straszny mętlik i co chwilę inne myśli. Dopiero dzisiaj przyszedł list do męża z sądu, jeszcze go nie odebrał, jest na poczcie. Z tego co wiem pierwsza rozprawa za miesiąc.
Mąż ciągle utrzymuje że nie chce rozwodu, że on chce być tylko ze mną, że ze mną zawsze było mu najlepiej, że chciałbym cofnąć czas, nie wie dlaczego to wszystko robił, że jest chory i prosi o wspólną terapię. Szokuje mnie nawet jego cierpliwość, że znosi te wszystkie rozmowy, moje pytania i obelgi w jego kierunku. Poza tym jest taki jak zawsze potrzebowałam. Czasami czuję jakby czytał mi w myślach i np. posprząta przede mną coś co ja planowałam 😉 I przez to wszystko bywają chwile w których widzę nas razem,tylko że już na moich warunkach. Nawet pojawia się światełko że może terapia spowoduje też zmianę w jego zachowaniu, tzn. z jego emocjami, wybuchem złości, ponieważ to wszystko jest powiązane z uzależnieniem. Czasami widzę nas jeszcze szczęśliwych.
Ale za chwilę przypominam sobie co robił i nie chodzi mi tylko o sam seks. Widzę te obrzydliwe smsy i zdjęcia. Mówił im w co mają się ubrać, jak będą to robić, pisał wiele zboczonych rzeczy. Dla mnie to jakaś patologia. Traktował je jak przedmioty a one na to pozwalały. Jak pomyślę o tych smsach to robi mi się niedobrze i pytam, kim on jest? Teraz niby się tego wstydzi, wypiera to wszystko z głowy i mówi że on nic nie pamięta, że chce o tym zapomnieć, że to robiła jego choroba. Że on nigdy więcej z nikim, bo chce tylko mnie. Poza smsami był jeszcze incydent, z 17latką, gdy jechał nowym autem, uśmiechnęła się do niego, a on zatrzymał się i wymienili się numerami. Nic między nimi nie było, kilka niegroznych smsów, ale jednak numer dał i chciał gdzieś ją podwieźć, mówi że nie w tym celu, mieli jakąś sprawę o której już nie będę pisać. Wspomnę że on miał 30 lat. I jak sobie o tym wszystkim przypomnę to nie widzę już szansy i chce żyć bez niego.
Trudno mi podjąć decyzję. Czy to możliwe że taki "psychopata" (bo tak go widzę po tym jak znalazłam drugi telefon) może naprawdę się zmienić... Najbardziej boję się przyszłości z nim. Czy gdybym z nim została to nie stracę kolejnych lat swojego życia... Czy możliwe jest ze poczuje się przy nim wyjątkowa, skoro nawet przed zdradami tego nie czułam... Czy on naprawdę może się zmienić...
Czuję się beznadziejnie, bez płaczu się nie obędzie... Chyba wariuję, taki los zgotowal mi mój mężulek. Jestem przekonana że gdyby od razu się wyprowadził czułabym się już lepiej. A tak muszę codziennie na niego patrzeć i wyobrażam sobie te wszystkie rzeczy. Nie mogę go ani przytulić ani wyrzucić. Strasznie mi ciężko. Tak teraz wygląda moje życie, 4 miesiące po wykryciu drugiego oblicza mojego męża. Czyli ciągle beznadzieja...
Pozdrawiam wszystkich.
Komentarz doklejony:
Monis mam dokładnie takie same rozterki co Ty po próbie przebaczenia 2 kochanek jednocześnie, z którymi się spotykał. Próbuję wybaczyć po raz kolejny, najpierw jedną zdradę przerabiałam w sobie przez ponad rok, potem gdy zaczęłam się zbierać dowiedziałam się o kolejnym kilkuletnim romansie. Wiele przykrych i nieprawdziwych słów padło pod moim adresem do jego ówczesnych kochanek, wiem jak to boli i jak trudno o tym zapomnieć....Mąż również błagał mnie o przebaczenie, zaczął chodzić na terapie, podobny schemat jak u Ciebie tylko że wcześniej nie było wulgaryzmów pod moim adresem, co najwyżej manipulacja moim poczuciem winy, że byłam za bardzo zmęczona przy dwójce małych dzieci i zasypiałam podczas wspólnego wieczoru zamiast go zadowolić. Myślę, że musi minąć pewien czas abyśmy dojrzały do pewnych decyzji bez wyrzutów sumienia bo inaczej będziemy żyć jak na tykającej bombie. Mi nawet parę razy udało się patrzeć na to wszystko z dystansem, nic w życiu nie dostajemy na zawsze, może taki koniec był pisany naszym małżeństwom. Mi też znacznie łatwiej byłoby gdyby chciał odejść do swojej kochanki, a tak mamy sprzeczne sygnały. Czujemy się odpowiedzialne za ich emocje - to straszne. Na ten moment musisz zadbać przede wszystkim o siebie, wzmocnić się a wtedy cała reszta popłynie. Mi w przejściu tego trudnego doświadczenia bardzo pomogła joga z medytacją, może jest coś co lubisz robić, jakakolwiek forma ruchu, która będzie Cię równoważyć, w której będziesz mogła wyładować swoje emocje. W końcu chyba może zająć się wtedy dziećmi. Buduj sobie grupę wsparcia, otaczaj się ludźmi którzy są bliscy Twemu sercu. I przede wszystkim daj sobie czas, będziesz przechodzić przez wiele etapów emocjonalnych po zdradzie to normalne. Oprócz cierpienia mnie zdrada otworzyła na siebie, poznawaniu własnych granic, przerobieniu dogłębnie przeszłości i budowaniu siebie na nowo. I najważniejsze patrz z dystansem na te jego próby złagodzenia sytuacji, mój mąż z własnej inicjatywy chciał podjąć terapię po pierwszej zdradzie, a w trakcie jej trwania cały czas chodził ku...ić się i żalić do drugiej kochanki. nie miej skrupułów, on Wobec Ciebie ich nie miał
Komentarz doklejony:
Odnośnie ruchu to minęło 6 tygodni od porodu i niedługo zaczynam chodzić na aerobik z siostrą. Denerwuje mnie to że większość ludzi jest taka nastawiona przeciwko niemu i radzą mi odejść. A tak naprawdę to ja zostanę ze wszystkim sama. Np. ostatnio wszyscy byliśmy chorzy i gdybym była sama to musiałabym ciągle kogoś angażować żeby chociaż pójść po zakupy. Pewnie niedługo będę sama i ciekawe czy wszyscy będą tak chętnie mi pomagać. Łatwo jest mówić, a przecież każdy ma swoje życie i nie będę mogła co chwilę kogoś angażować w moje codzienne sprawy.
Komentarz doklejony:
Oczywiście rozumiem dlaczego tak mi radzą, sama pewnie bym tak doradzała 😉