| goya1421 | 18. Czerwiec |
| dziusia | 18. Czerwiec |
| Tomaszek_65 | 18. Czerwiec |
| marcin7791 | 18. Czerwiec |
| dogerek | 18. Czerwiec |
Aga104 | 00:22:52 |
#
poczciwy | 01:28:01 |
NieOddycham | 03:59:05 |
Crusoe | 04:31:05 |
loqs | 12:22:57 |

Witam serdecznie. Mam na imię Maciek i mam 38 lat. Mam cholerny mętlik w głowie, dlatego też odważyłem się na opisanie mojego kłopotu na forum. 19 lat temu poznałem dziewczynę, po około roku byliśmy parą. Związek początkowo był burzliwy, zrywałem z nią kilka razy (1-2dni) i wracaliśmy do siebie. Byłem bardzo zazdrosny o każda pierdołę. Każdy był młody, każdy popełniał błędy zarówno ja, jak i Kasia. Po około roku nasz związek nabrał barw i stał się "normalnym" związkiem (wiele rzeczy zrozumiałem które robiłem źle i wyciągałem wnioski). Minęły 3 lata jak byliśmy para, układało się nam bardzo dobrze. Nie potrafiliśmy bez siebie żyć. Wszystko chcieliśmy robić razem - dosłownie, spędzać ze sobą maksymalną ilość czasu (zarówno ja, jak i ona). Nie mieszkaliśmy razem. Zabierałem ze sobą kolegę z dzieciństwa do nich (mieszkała z rodzicami i bratem). Bywało tak, ze czasem byłem w pokoju jej brata (wspólne tematy, początki internetu itp) i w tym momencie mój kolega zaczął romansować z moją dziewczyną w pokoju obok. Trwało to około tygodnia a ja nie wiedziałem wtedy dlaczego mój kolega woli siedzieć w pokoju z moją dziewczyną i oglądać z nią filmy niż być razem z kumplami. Nie podobało mi się to. Zacząłem wypytywać Kasię czy wszystko jest ok, czy wszystko gra. Oczywiście zapewniała, że tak, że przecież mnie kocha i żebym nie wracał do chorej zazdrości sprzed 3 lat. Szczerze mówiąc czułem, że jednak nie wszystko jest ok i nabrałem podejrzeń. Kilka dni rozmów nie przyniosły skutków aż pewnego dnia powiedziałem jej, że chyba to wszystko nie ma sensu bo wracając do domu wieczorem z moim kolegą, dowiedziałem się kilku rzeczy. Zaczęła się zastanawiać, nie wiedziała jak sie ma zachować aż w końcu przyznała, ze zauroczyła się w moim koledze. Zapytałem czy do czegoś doszło miedzy nimi, odpowiedziała ze było całowanie i ogólne dotykanie ciała (powiedziała że przecież ja byłem za ścianą a za drugą byli jej rodzice). Postanowiłem zawalczyć o nasz związek. Kolegę pożegnałem do dnia dzisiejszego (powiedział jej, że ja mogę dla niego nie istnieć). Minęły kolejne 2 lata a nasz związek stawał się mocniejszy, stabilniejszy i dojrzalszy. Otworzyliśmy firmę. Wspólnie pracowaliśmy i wspólnie spędzaliśmy czas (oboje tego chcieliśmy - nikt nikogo do niczego nie zmuszał). Nie mieszkaliśmy jeszcze razem. Po roku prowadzenia firmy gdy szedłem po nią rano aby pójść wspólnie do pracy, zauważyłem od pewnego czasu, ze była gotowa dużo wcześniej niż na godzinę umówioną. Zaciekawiło mnie to i zacząłem mieć oczy szeroko otwarte. Nie trwało to długo bo po około tygodniu zauważyłem kątem oka jak jeden z naszych klientów "wysyła" jej buziaka w powietrzu. Wiedziałem, że coś tu nie gra. Zaczęły się kolejne poważne rozmowy z których nic nie wynikało. Zapewniała, ze wszystko jest ok i ze bardzo mnie kocha i nigdy by mnie nie zraniła. Pewnego dnia przyjechałem na firmę i powiedziałem jej, że wszystko wiem i jak ona chce budować przyszłość? (oczywiście był to blef). Po 10 minutach męki w ciszy przyznała się, że umawiała się rano na sex z tym facetem. Podjeżdżał po nią samochodem i jechali do lasu. Zrobili tak 4 razy. Stwierdziłem wtedy, że to koniec. Od razu pojechałem do niej do domu i zabrałem kilka swoich rzeczy które tam miałem. Rozstaliśmy się. Oczywiście chodziłem jak struty, każdy kąt w firmie przypominał mi moja dziewczynę, krótko mówiąc: męczyłem się. Pisała smsy, że zrobiła by wszystko aby cofnąć czas, że zrobiła źle, ze żałuje itd. Wszystko co robiliśmy dotychczas - robiliśmy wspólnie. Brakowało mi tego jak cholera ale jakoś dawałem radę do czasu, dopóki nie poprosił mnie jej brat o spotkanie. Zgodziłem się. Tłumaczył mi, że Kasia bardzo to przeżywa, że nic nie je, nie sypia normalnie itp. że według niego naprawdę szczerze żałuje i żebym zastanowił się nad tym czy nie spróbować, czy nie dać jej ostatecznej szansy. Zarówno on jak i jej reszta rodziny twierdzili, że młoda, że głupia, że może ciekawość, że bez ślubu itp. Te myśli zaczęły mnie dręczyć. Po tygodniu poszedłem do niej zobaczyć jak się ona czuje. Zobaczyłem, ze jest inna osobą, zero uśmiechu, smutek, podkrążone oczy - serce mi pękało widząc, że jednak cierpi. Po kolejnych kilku dniach postanowiłem, że jednak spróbuję. Kochałem ją bardzo mocno, powiedziałem aby zacząć wszystko od nowa, z czystymi kartami. Była wniebowzięta. Przefarbowała włosy (nigdy wcześniej tego nie robiła) bo twierdziła, że sama się sobą brzydzi. Po jakimś miesiącu zamieszkałem u niej. Prowadziliśmy dalej wspólnie firmę a nasz związek stawał się coraz lepszy. Pół roku minęło a na dowód tego, że kocham Kasię i nie chcę się "odegrać" postanowiłem, że się oświadczę. Był to dla niej szok bo było to nie spodziewanie, mega romantycznie - płakała jak mała dziewczynka, nie potrafiła w to uwierzyć. Bardziej szczęśliwej jej nie widziałem. Po kolejnym roku pobraliśmy się (kościelny i cywilny). Nasz związek miał bardzo trudne chwile które przeżyliśmy. Robiliśmy nadal wszystko wspólnie. Niejednokrotnie mówiłem: "idź do koleżanki pogadać" ale ona wolała jechać ze mną chociażby na ryby. W taki sposób staliśmy się nierozłączni. Nikt nie trzymał nikogo na siłę. Nikt nikomu nic nie narzucał. Zwyczajnie tak oboje chcieliśmy. Po jakimś czasie zapragnęliśmy mieć dziecko. Udało się! Kasia zaszła szybko w ciążę. Cieszyliśmy się jak małe dzieci. Nasze szczęście jednak nie trwało zbyt długo. Po 3 miesiącach ciąży okazało się, że nasza dzidzia umarła. Był to dla nas obojga szok. Leżenie mojej żony Kasi na oddziale, tabletki poronne, jej zwijanie się z bólu na łóżku. Nigdy tego nie zapomnę. Cały czas byłem przy niej. Niestety nie mogła poronić i zabrano ją na salę na zabieg. Po powrocie do domu wspieraliśmy się nawzajem. Pocieszaliśmy. Były to bardzo trudne chwile. Kasia powtarzała, że najważniejsze, że mamy siebie. Mijały kolejne lata a nasz związek był udany. Jedna sprzeczka na 2-3 miesiące trwająca 10 minut i wszystko wracało do normy. My nawet nie chcieliśmy się ze sobą kłócić. Gdzieś jednak pojawiał się strach przed nieudaną ciążą. Zaczęliśmy pomału popadać w kłopoty finansowe. Firma coraz gorzej prosperowała. Nie kłóciliśmy się nigdy o pieniądze, mieszkaliśmy u jej rodziców. Na utrzymanie nas nam wystarczało pomimo tego Kasia niejednokrotnie powtarzała, że może żyć biednie aby wspólnie ze mną. Powtarzała, że nie wyobraża sobie życia beze mnie a sprawy materialne ją nie interesują bo nie są dla niej najważniejsze. Wiedziała doskonale też o tym, że oddam za nią życie, że ją bardzo kocham (raz miała dowód - myślałem że tylko ona przeżyje (nawet się pożegnaliśmy) bo o sobie nie myślałem wcale. Jedyna myśl: zrobić wszystko aby ona przeżyła. Los chciał, że udało nam się obojgu przeżyć). Zbliżała się 9 rocznica naszego ślubu. Wtedy to podjęliśmy decyzję o zamknięciu własnej działalności. Po 15 latach wspólnej pracy poszliśmy do prywaciarza. Początkowo było fajnie, super, w końcu normalne zarobki. Po 6 miesiącach postanowiono nas rozdzielić. Ja pracowałem w jednej filii a Kasia w drugiej. Zyskała w moich oczach 100% zaufania. Nie myślałem o przeszłości. Byłem Kasi pewien, że jestem dla niej jedyny. Pojawiły się poważne rozmowy miedzy nami o dziecku, o planach i w końcu o wyprowadzce (którą chcieliśmy od dawna). W sumie to ja zaczynałem te rozmowy. Kasia powtarzała, ze nawet jak nie będziemy mieli dziecka to najważniejsze, że mamy siebie. Po tym jak nas rozdzielono dowiedzieliśmy się, że zostaniemy za 3 miesiące zwolnieni (4 innych pracowników też - zwyczajnie brak zapotrzebowania). Pisaliśmy do siebie codziennie smsy, że damy radę, że mamy siebie, że znajdziemy pracę. Mówiłem jej, że tylko praca + umowa i staramy się o dziecko. Codziennie przed pracą były buziaki i słowa typu "kocham Cię", "Ja Ciebie też". Było wszystko normalnie do czasu aż przy mnie zadzwonił kolega z pracy do Kasi. Zachowywała się dziwnie, jak nigdy dotąd. Bardzo się zestresowała i wyszła z pomieszczenia żeby odebrać. W tym momencie wróciły do mnie wspomnienia (chociaż wmawiałem sobie, ze pewnie przesadzam). Znowu pojawiły się rozmowy z Kasią. Pisanie w czasie pracy do niej smsów czy aby na pewno jest wszystko ok. Pisałem jej, że ją kocham a ona odpisywała, że mnie tez kocha i że wszystko jest dobrze. Nie wiem dlaczego, ale przestałem jej wierzyć. Rozmowy trwały około tygodnia, męczyłem ją pytaniami, czułem, ze coś tu mi nie gra. Pewnego wieczoru Kasia leżąc patrzyła się na mnie. Ja ciągle pytałem, czułem, że coś się dzieje. Wypowiedziałem miliony słów aby mi wyznała prawdę o co chodzi (spokojnie bez krzyków itd) i wtedy Kasia powiedziała: "Ja nie chcę Cię już więcej ranić". To było dla mnie jednoznaczne. Pociągnąłem temat i powiedziała, że od 2 tygodni "kręci" z kolegą z pracy, że zauroczyła się, ze całują się w każdej wolnej chwili w pracy. Poczułem bardzo mocne zimno spływające od głowy w dół. Nigdy nie miałem takiego uczucia. W tym momencie 18 lat naszego związku (w tym 10 po ślubie) prysnęło jak bańka mydlana. Nie wiedziałem co robić. Po jakiś 30min zadzwoniłem do przyjaciela (przy Kasi). Powiedziałem o tej sytuacji, nie mógł uwierzyć. Dla wszystkich którzy nas znali (nie znali naszych przejść) byliśmy idealna parą. Dla wszystkich. W tą noc do samego rana pakowałem się. Gdy przyjechałem po inne rzeczy przed południem Kasi już nie było. Wzięła kilka rzeczy i wyjechała do innego miasta do tego faceta. Dzisiaj mija 2 miesiąc od tej sytuacji. Pojawiła się 2 razy w domu. Raz po kilka rzeczy, drugi raz po dokumenty. Nie utrzymuje kontaktu z rodziną. Dla brata powiedziała, żeby się nie wtrącał. Więcej się do niej nie odezwał i powiedział, że źle czuje się w jej towarzystwie. Z nikim nie utrzymuje kontaktu a jak rodzice do niej dzwonią to odpowiada sucho, stonowanie, stanowczo i czasem chamsko. Nie wiem, być moze dlatego, że wszyscy są po mojej stronie i nie rozumieją jej kroków. Starają się jej cokolwiek przetłumaczyć. Mam wsparcie teściów, mówią ze są za mną. Nie mogą pogodzić się z jej decyzjami. Nie utrzymuje kontaktów ze znajomymi, z rodziną, z nikim. Tak jakby cały dotychczasowy świat zamieniła na 1 obcą osobę. Pisałem do niej 3 smsy, 4 maile (ale ani razu nie wspomniałem o "powrocie" itd). Zadzwoniła do mnie raz i powiedziała, żebym ułożył sobie życie, żebym czymś się zajął i że nie chce się rozstawać w kłótni bo jednak przeżyliśmy razem 19 lat. Powiedziała, że będziemy mogli się spotykać i czasem pogadać jak będę tego potrzebował ale to za jakiś czas (nie teraz - teraz nie chce się spotkać bo twierdzi., że mam słabą psychikę). Pytałem w mailach i smsach niech mi tylko odpowie od kiedy tak naprawdę mnie nie kocha ... odpowiedzi nie otrzymałem żadnej. Czy ktoś z obecnych rozumie taką sytuację? O co w tym wszystkim chodzi? Bardzo to przeżyłem. Minęły 2 miesiące a ja nie potrafię zrozumieć, nie potrafię spać, nie potrafię na niczym się skupić. Schudłem 14 kg. Znajomi mnie zaczepiali bo myśleli że jestem poważnie chory. Wyglądałem jak kościotrup. Straciłem dach nad głową. Straciłem pracę po 2 tyg. Kasia ma 35lat i lubiła ostatnio wypić. Ja nie piłem wcale ale jej nie zabraniałem. Ostatnio piła często (min. 10 dni w miesiącu po 2-3 piwa wieczorem). Rozmawiałem z nią żeby nie przesadzała z piciem. Ja nie lubię - nie piję, nie czuję takiej potrzeby ale nigdy jej nie zabraniałem. Facet z którym teraz jest lubi wypić (nawet są podejrzenia znajomych czy nie jest już alkoholikiem). On mieszka z rodzicami - ma swój pokój. Słowa innych: nie jest urodziwy, ma trochę oszczędności bo za nic nigdy nie płacił (rodzice utrzymywali), zabawy i bardzo dużo alkoholu... Co o tym wszystkim myśleć? Jak takie coś można wytłumaczyć? Skąd taka nagła zmiana? PS W ten dzień w którym się przyznała normalnie rano pisała smsa że kocha, że już tęskni. Wieczorem zaś powiedziała mi, ze to przyzwyczajenie chyba, że się zauroczyła. Po kilku dniach powiedziała swojej mamie tylko tyle, ze jak zadzwoniłem przy niej do swojego przyjaciela i mu to powiedziałem to wtedy coś w niej pękło i niby już po tym nie widziała sensu ratowania naszego związku (tylko ja powiedziałem teściowej, że jakby chciała ratować to by zwolniła się z tej pracy i zerwała kontakty z obcym facetem a nie gadanie bo ja zadzwoniłem). Tak zadzwoniłem bo w jednej chwili straciłem dach nad głową (mieszkam obecnie u mojego przyjaciela). Ma ktoś na to wszytko jakieś rady? Może ktoś był w podobnej sytuacji? Czy ona może tego żałować? (znajomi stawiali, że wróci max za miesiąc - mija już drugi i wygląda na to ze jest jej tam "dobrze"). Po jakim czasie kobieta może żałować? Czy po 19 latach o wspólnych chwilach można tak po prostu zapomnieć? Kochaliśmy razem spędzać czas ale pomimo tego mieliśmy swoje własne zainteresowania. Szczerze mówiąc to ja mam kilka zainteresowań, Kasia mniej. Chodzi mi o to, że mieliśmy czas wspólny i czas dla siebie samego. Co dalej? Przepraszam, że tak dużo tego wyszło.
Kiedy? Za czas jakis. Tu sie nie da podac dokladnej daty. Ten etap moze potrwac nawet kilka lat...
Tymczasem Ty sie zajmij soba, a nie "swoja" zona. Nia zajmuje sie ktos inny wiec nie przeszkadzaj
To nie ona ma dyktowac rodzaj relacji jaka teraz bedzie miedzy wami, a Ty.
Bedziesz chcial "rozstac sie w przyjazni" to ma byc Twoja decyzja... Bedziesz chcial "isc na noze" - rowniez Twoja.
Tylko do tego potrzebny Ci mocny kregoslup i jeszcze mocniejsza wola.
Cytat
Cytat
Jaki facet żeniłby się z taką kobietą
Cytat
Ty się módl żeby ona już nie chciała wrócić
A ci, ktorzy nas zdradzali?
To tez takie "gorace koje" uzywane niemal jednoczesnie przez inne osoby.
Do sluzby na okrecie podwodnym mozna sie przyzwyczaic, ba... mozna o tym marzyc i to lubic.
Do zycia z kims, kto sluzy innym za materac tez...
Ale czy Ty tego chcesz?
Opisujesz romantycznie, ale życie pełne problemów, braku stabilizacji.I w tle Kasia, która ciągle ucieka. Jakby ciągle szukała siebie i swojego miejsca.
Dziewczyna jasno komunikuje "Ja nie chcę Cię już więcej ranić". Cholernie ważny moment, a Ty znów dzwonisz do kolegi. Jakbyś z kolegami żył nie z Kasią.
A gdzie w tym wszystkim jest ta Kasia?
Dziewczyna zaczęła pić i to nie mało, ale przecież co to za problem, Ty nie pijesz, macie super "miłość". Tylko gdzie jest Kasia w tym wszystkim?
Cytat
o jakiej Ty nagłej zmianie mówisz?
Cytat
przecież:
Cytat
wyprowadziłeś się. Po co się wyprowadzałeś? Sądziłeś że co dalej będzie? że ona znowu Ciebie przeprosi? I jesteś zaskoczony że teraz tego nie robi? Już w tedy postanowiłeś że to małżeństwo będzie trwać?
jak widzisz ona postanowiła inaczej. Co teraz? idziesz do sądu i składasz papiery rozwodowe i ... daj jej żyć jak ona chce. Zajmij się sobą i nigdy nie czekaj do 3 razu.
Byłeś miękką pipą. Zamiast silnego, pewnego siebie, swoich wartości faceta kobietka miała opiekuna, który ją na każdym kroku pilnował, nadzorował i nie dał chwili oddechu.
Przecież nikt nie wytrzyma ze sobą 24h na dobę razem. Każdy musi mieć skrawek swojego życia. Stłamsiłeś ją samym sobą i jeszcze się dziwisz, że poszła...Nie dostrzegasz tego?
Nie obrażaj się, wielu z nas popełniło ten błąd. Czas wyciągnąć wnioski na przyszłość.
Amor, to nie do końca tak jak piszesz. Spędzałem dużo czasu z Kasią a z moim kolegą lazłem do jej brata na 2h max i nie codziennie. Ona też miała koleżanki ale wolała dom i film. Z tym "ja nie chce juz Cie ranić" to było tak, że to były jej pierwsze słowa (a do mnie dotarło że to koniec). Ale po tych słowach rozmawiałem z nią około 1h. Prawie nie chciała mówić ale powiedziała wszystko. Po 1h zacząłem sie pakować i pomyślałem, kurde, ale gdzie ja sie wywioze z tym wszystkim wiec zadzwoniłem do przyjaciela. To był długi czas od tych słów. Ostatnio piła, fakt, rozmawiałem z nią o tym często, mówiłem żeby nie przesadzała i czujnie obserwowałem. Gdyby straciła kontrolę nad tym to na bank bym wkroczył ale wcześniej opierało sie to tylko na rozmowach.
Normalnyfacet - napiszę tak: wyprowadziłem się, od razu stwierdziłem ze to koniec (tym bardziej że kolejne 2 doby po tym rozstaniu bardzo przeżyłem i cud ze tu jestem jeszcze), wiadomo, głowa powiedziała kategorycznie nie, kategorycznie dość. Z drugiej strony nie potrafie za pomocą pstryknięcia palcami kogos przestac kochać za kogo mogłem oddać zycie (dosłownie). Dlatego mi cieżko. Z tym sądem, własnie chyba wolałbym poczekać wiesz? Ale nie po to by tego nie zrobić, tylko po to by się troche poukładać wewnątrz i nabrać siły. Tak chyba będzie lepiej (zreszta nie wiem czy ona juz tego nie zrobiła - a jeżeli zrobiła to mogę na sprawię powiedzieć że chcę rozwodu z orzeczeniem o jej winie czy tylko wtedy mogę jak sam składam papiery?)
Poczciwy, masz rację. Nie wiem dlaczego ale powiem szczerze... miałem kilka w życiu poważnych afer, miałem kilka w życiu poważnych bitek na ulicach itd ale w jej przypadku zawsze kierowałem sie jakoś tak uczuciami. Zresztą jakoś tak z czasem uczucia zaczęły brać górę w życiu codziennym. Co do stłamszenia to nie zgodzę się. Niejednokrotnie sam ją wysyłałem do koleżanek, mówiłem pójdź, pogadaj czy cokolwiek ale nie chciała (bardzo rzadko) i wolała ze mną, czy film, czy w domu jakieś zajęcie, czy gdzieś jakiś wypad np na ryby. To były jej wybory. Nigdy w życiu nie narzucałem czegokolwiek.
Komentarz doklejony:
Być może ktoś jeszcze się wypowie, może ktoś miał lub zna podobną sytuację. To chyba nie jest normalne żeby nie utrzymywać kontaktu z najbliższą rodziną (poza telefonem do swojego ojca ale on to szczególny przypadek i się żali jej ciągle do słuchawki). Z reszta najbliższej rodziny nie ma w sumie żadnego kontaktu. Nie dzwoni, o nic nie pyta. Jej mama czasem zadzwoni do niej, zapyta co teraz robi, jak spędziła dzień i to wszystko bo jak poruszała poważniejsze tematy to od razu była w słuchawce agresja i chamstwo i koniec rozmowy. Jej kuzyn chciał z nią pogadać to go zlewała ale jak się raz spotkali to powiedział mi ze nie ma o czym z nią już rozmawiać... Nasi wspólni znajomi (jest ich baaardzo dużo) - zero kontaktu z kimkolwiek. Czy można wszystkich ludzi których się kochało, lubiło zamienić na 1 typa który nic sobą nie prezentuje, który nie ma w obecnej chwili jasnej przyszłości, który mieszka z rodzicami, który nie ma poukładanego życia? (mało tego, on zostawił kobietę i 3 małych dzieci. Był z nią 3,5 roku a dzieciaczki wołały już do niego "tato"
Komentarz doklejony:
^ nie wiem dlaczego "buźkę" wstawiło bo mi nie jest wcale do śmiechu ^
Idealizacja i brak konsekwencji to również symptom naszej niedojrzałej osobowości, która czasem infantylizuje rzeczywistość i ja upraszcza w barwy tandetnej komedii romantycznej.
Cierpienie jest wyłącznie realistyczne ale Ren piekny cudowny związek, który opisujesz jest iluzja stworzona na potrzeby swojego wyobrażenia. To czasem już tak odbieram, ze czym bardziej ktoś zachwala, idealizuje rzeczywistość w której żyje tj bardziej stanowi o jego życzeniowym podejściu do życia.
Co teraz - poznanie siebie i dogłębna analiza - to chyba pierwszy krok.
Ja czytam Twój tekst i widzę opowieść o ludziach, którzy się kompletnie mijają. Odnoszę się do Twojego zaskoczenia nagłą zmianą. Bo ja tej zmiany w Twojej opowieści nie widzę. Widzę kontynuację.
Przykładowo:
Cytat
przecież ona już straciła kontrolę; uciekać zaczęła w alkohol; a Ty mówisz o tym, że pouczałeś i obserwowałeś; normalnie jak tatuś, a nie partner;
wiesz czemu sięgnęła po alkohol? przecież to już był sygnał alarmowy, że czymś sobie nie radzi; z czym sobie nie radziła? co w niej siedziało takiego, że zaczęła otępiać się alkoholem?
Komentarz doklejony:
Cytat
to wygląda na świadome odcięcie się; na podjęcie jakiegoś jednoznacznego wyboru na tą chwilę;
Cytat
to brzmi tak jakbyś bardzo chciał usłyszeć, "tak, to on jest tym złym, co ściągnął biedną, dobrą dziewczynę na złą drogę; wręcz trzeba ja ratować przed tym draniem;
Komentarz doklejony:
tu nie chodzi o winy; wczytaj się w komentarz Dirtego;
Cytat
dokładnie tak; tylko pytanie na ile widzisz całość, a na ile widzisz tylko to złudzenie i idealizację;
I jesteś teraz zdziwiony, że puściła się z gościem z którym może wypić?
Cytat
no co o tym myśleć? na czym polega ta nagła zmiana?
Cytat
a przecież również:
Cytat
Cytat
Cytat
Kasia ma w czterech, że inni się o nią martwią, że mogą jej potrzebować, jej obecności, czy nawet jej pomocy.
Nie jest przetrzymywana w niewoli. Nie kontaktuje się, bo nie chce. Co więcej jest agresywna i chamska w stosunku do tych, którzy się z nią kontaktują.
Jeśli wcześniej nie była taką egoistką, to co się nagle stało, że tak się zachowuje? Wydarzyło się coś takiego,nagłego, co ją do tego popchnęło, do tak ogromnej zmiany?
Komentarz doklejony:
Jedyne co mi przychodzi na myśl to może to, że początkowo jej rodzice i brat starali się z nią pogadać, ze źle robi, żeby się zastanowiła nad tym itd. Trochę może ją za bardzo cisnęli, nie wiem. Być może teraz ona ma wrazenie takie, że każdy przy próbie kontaktu będzie chciał ja usilnie przekonać że źle robi (zrobiła). Nie mam pojęcia ale tylko takie coś przychodzi mi do tej "połamanej" głowy. Tylko tak czy siak to do swojego kuzynostwa nigdy w życiu się tak nie zachowała bez względu co się działo (chociaż oni nie wiedzieli o naszych przejściach a się dowiedzieli od jej brata)
Komentarz doklejony:
Jeszczę co mogę dodać to to, że jej mama próbowała to jakos zrozumieć chociaż Kasia nie miała nic konkretnego do powiedzenia przez telefon (raz powiedziała, że coś się chyba wypaliło według niej). Jej mama zadała pytanie: czy jest przystojniejszy od Maćka. Powiedziała, że nie. No to poszła po bandzie i zapytała a czy jest lepszy w łóżku, to usłyszała w słuchawce krzykliwym i zdenerwowanym głosem: Ty myślisz, że liczy się tylko sex w związku??? I już było po rozmowie... Tyle wiem... Innym razem powiedziała do mamy, że była taka sytuacja że szła z nim i czegos zapomniała i musieli 45 min wracać do domu. Powiedziała, że on cały czas sie z tego śmiał itd a Maciek to by pewnie był zdenerwowany. Tyle. Ale czy to jest argument? Czu\y jakieś dziwne mydlenie oczu? Ehhhh ...Nie wiem czy dobrze, ze piszę takie rzeczy na forum, czy dobrze że opisałem cała tą historię ale na pewno nie chcę by ktoś zrozumiał mnie źle. Zrobiłem to bo myśli się piętrzą, jestem jakiś pogubiony.
A powinieneś wreszcie pokochać samego siebie i taką szansę sobie dać. Nie pozwolić się krzywdzić.
Jak to rzekł Chaplin : Kiedy naprawdę zacząłem kochać samego siebie, uświadomiłem sobie, że ból i cierpienie są tylko ostrzeżeniem dla mnie, bym nie żył wbrew własnej prawdzie. Dziś wiem, że to się nazywar30; Autentyczność
A forum, to miejsce ja każde inne. "Jeśli wydaje Ci się, ze ta karawana dokądś zmierza, to wróć tutaj kiedy XX wieków minie i ... patrz (co z tego zostanie)."
Komentarz doklejony:
*zasługujesz na to, aby być kochanym i szanowanym takim jakim jesteś
Cytat
Chyba jednak wydarzyło:
Cytat
Strata dziecka nienarodzonego,dla kobiety jest strasznym przeżyciem,bywa że bez terapii się nie obędzie,żal rozpacz ten ból i strach przed kolejną ciążą...to może być powód jej picia,duszenie tłumienie w sobie jest efektem podobnym jak do rozerwania opony w aucie,powodem? długotrwałe zaniedbanie...Czegoś tu brakuje czegoś, co jest z jej dzieciństwa...
Ta twoja Kasia zawsze chowała się za twoimi plecami?
Cytat
Tak mówi matka do córki
Cytat
Oboje jesteście pogubieni i to od samego początku.
Odeszła,topi smutki w alkoholu z odpowiednim towarzyszem,ty jej nie pomożesz bo ciebie słuchać nie będzie,pomóc możesz sobie.
Chodź swoja drogą,chyba bym jej tak nie zostawiła pomogłabym i puściła wolno,ale to ja mam tak durne serce,trochę mi jej żal
1 zdrada - macanki z kolegą za ścianą? nie bała się że ją przyłapiesz? lubiła ten dreszczyk emocji? a no tak przyznała że"
Cytat
stąd te macanki i lizanko a co Ty zrobiłeś
Cytat
Wiesz że gdyby ta sytuacja potrwałaby dłużej całkiem możliwe że by ja puknął?
Cytat
Owszem dobrze zrobiłeś ale trzeba mu było postawić flaszkę że otworzył Ci oczy na dziewczynę i ją też pożegnać. A nie walczyć z jej słabościami.
Twoja postawa tez była wtedy dziwna:
Cytat
I zamiast mu podziękować i pogonić go wcześniej to Ty:
Cytat
Cytat
Kilka dni?:szoook gdyby Ci się nie przyznał, dalej kolega tam by przychodził?
Nagrodziłeś jej zdradę - staraniami? Ona miała mizi mizi a Ty pałą w łeb - bo zacząłeś się bardziej starać.
2 zdrada - bardzo ciekawie zacząłeś ją opisywać:
Cytat
Jak to zrobiłeś? przecież nie mieszkałeś z nią, to jak to zauważyłeś? zawsze była nie gotowa do wyjścia? I znowu sytuacja się powtarza:
Cytat
I znowu nastąpiły:
Cytat
I znowu ona tłumaczy jak za pierwszym razem:
Cytat
Już to słyszałeś prawda?
Znowu zastosowałeś blef , wychodzi z tego że bez niego w waszym związku ani rusz, i czego się dowiedziałeś:
Cytat
Ona się nie przyznała to Ty na niej wymusiłeś prawdę. I jak postąpiłeś:
Cytat
Cytat
Cytat
Tak miłość zaślepia ale ile razy musisz oberwać żeby otrzeźwieć? Za 1 razem starałeś się bardziej za 2 razem:
Cytat
:brawo :brawo znowu ją nagrodziłeś.
3 zdrada - w skrócie znowu facet, znowu z waszego otoczenia, zostawiła Ciebie. A Ty? znowu rozkminiasz - dlaczego ona nie utrzymuje kontaktu z rodziną? a co Ciebie to interesuje? zaproponowałem zebyś złożył papiery rozwodowe a Ty?
Cytat
A ja odnoszę wrażenie że znowu ją sobie tłumaczysz i czekasz aż wróci, bo wiesz to przecież Kasia. Czy dopuściłeś kiedyś do siebie myśl że za 1 razem na macankach się nie skończyło? a za 2 razem to nie musiało być "tylko" 4 razy?
Nie dostaniesz rozwodu od ręki a złożenie papierów pozwoli Tobie nadać jakiś pęd swojemu życiu bo na razie drobisz w miejscu i na dodatek oglądasz się do Tyłu.
Tej Kasi jaką chciałeś mieć już nie ma i chyba nigdy nie było, rusz tyłek i zadbaj o resztę swojego życia.
Normalnyfacet - jak miałem jakieś podejrzenia to juz nie zabierałem go ze soba, zreszta on tam nie chodził ze mną codziennie. Rozmawiałem z nia bo nie wiedziałem czy mi odbija czy chora zazdrość wraca itd. Co do drugiej sytuacji to tak, bywało ze podchodziłem do niej pod dom i czekałem 5 min aż zejdzie. Było to codziennie dlatego zawsze wcześniej byłem u niej żeby sie nie spóźniać. Ale było kilka razy tak, że ona juz czekała na mnie kilka bloków wcześniej co mnie wtedy zaciekawiło ale w głowie myślałem : "nie wracaj do chorej zazdrosci". Tak, z tym wymuszeniem to prawda. Za każdym razem wymusiłem (ale czy to cos zmienia?). Co do rozwodu, wiem, sam jestem pogubiony. Ale mówi sie ze podobno czas leczy rany. Ja wspomniałem wcześniej w komentarzu moim, że nie potrafie tak po prostu wyrzucić jej z serca. Ja ją nadal kocham pomimo tego że głowa mysli inaczej. Wiem, że popełniłem szereg błędów. Niestety ale też nie byłem z tym sam, w sensie takim, ze chodziłem do psychologa i on sam powiedział, że czasem warto dać szanse. Potem Kasia osobno bywała, i psycholog na koniec juz rozmawiał tylko ze mną i stwierdził że mamy bardzo dużą szanse odbudować ten związek... jak widać - nie udało się. To wszystko nie było takie hop siup proste
Gdzies sie cos dzialo moim zdaniem w okresie dziecinstwa, mlodosci. W tych opowiesciach nie ma tutaj nic o ojcu Kasi. Gdzie on jest? Tylko mama i mama. Ona tutaj gra pierwsze skrzypce.
Kasia wyraznie lgnie do facetow. Trafila w koncu jakiegos luzaka,z ktorym czuje sie swobodnie i krzyczy calemu swiatu "pocalujcie mnie wreszcie w koncu wszyscy w doope! Koniec kontroli, nie musze sie wam spowiadac. Robie co chce!".
jej picie mi sie nie podoba. Otoczenie przewaznie widzi 1/3 tego co mowi pijacy ze wypil. Picie to ucieczka, chemiczne regulowanie uczuc.
A Ty? No coz... czekasz by dac czwarta ostatnia szanse na zaczecie z czysta karta. A moze ona szuka faceta z jajami?
Przeczytaj jeszcze raz wszystko co Ci inni napisali i wyciagnij wnioski.
3maj sie
Komentarz doklejony:
Tak sobie jeszcze myślę że w tej waszej reakcji za bardzo skupiłeś się na "was". Nie zostawiłeś sobie ani jej miejsca dla siebie. Wiadomo że bycie blisko jest fajne ale trzeba sobie zostawić jakis azyl. Chciałoby się chlopie wlać Tobie na serducho trochę wiary i nadzieji ale słabo to wygląda. Ktoś kto czyta to z boku, aż krzyczy -"olej babsko. Niech się naje tym szczęściem". Wiem,że ciężko ale przeczytaj wszystkie wpisy jeszcze raz. Tutaj naprawdę nikt nie chce dla Ciebie źle. To co piszemy wynika z takich samych doświadczeń.
Szukasz odpowiedzi na pytania a te mogą nigdy sie nie pojawić.
Dobrze, że szukasz pomocy na forum i ze opisales jasno i szczegółowo własna historię.
Niestety z bólem, żalem i stratą musisz poradzić sobie sam, najlepiej czerpiąc garściami z naszych doświadczeń.
Staraj się zacząć żyć tak jakby żona miala juz nigdy nie wrócić, staraj sie postawić swój pierwszy pewny krok w innej codzienności.
To naturalne ze caly czas kochasz żonę, to uczucie nie zniknie tak z tygodnia na tydzień, czasem trzeba wielu miesięcy aby sie choc troche oswoić z nową rzeczywistością.
Jesli przez te miesiące będziesz stał w miejscu to zrobisz sobie większe kuku niz zrobiła Ci żona.
Piszesz że jestes konkretnym facetem, teraz masz okazję aby to sobie samemu udowodnić.
To nie bójka z trzema typami robi z nas mężczyzn, to umiejętność radzenia sobie z samym sobą, z naszymi własnymi demonami pokazuje nam kim jestesmy.
Zaczynasz nowe życie, na razie samotne ale z czasem na pewno takie nie będzie, uwierz mi!
Tez mam 38 lat, tez mocno kochałem i tez dostałem nóż w plecy.
Wiem jedno, to co sie stalo mnie nie złamało, jestem i będę silniejszym facetem a w kolejnym związku dam to czego mogło wcześniej zabraknąć.
Życzę Ci abys odkrył u siebie pewne braki, nie po to aby sie obwiniac, ale po to aby nad nimi pracować.
Twój związek prawdopodobnie nie ma szans na ratunek z tego co opisujesz, dlatego zacznij tak żyć jakby was juz miało nigdy nie być.
To trudne, bardzo trudne, ale to jedyna właściwa droga na ten moment.
Całe życie przed nami, jeszcze możemy byc bardzo szczęśliwi z innymi kobietami!
Zacznij nowe życie, im szybciej tym lepiej bo stanie w miejscu jest męczące i dla ciała i duszy.
Jest inne życie po zdradzie, pisze Ci to facet ktory pół roku temu był w tym samym miejscu co Ty.
Powodzenia!
Ty to powinieneś był się ożenić z mamusią,stanowilibyście idealny duet,i jeszcze tam braciszek z boku ten to pewnie matce z ręki żre
Cytat
Często się na nią złościłeś?
Oceniasz tego faceta,bo mieszka z rodzicami bo pije bo ćpa bo po mordzie nikogo nie leje
Powiedz ale szczerze,uderzyłeś ją chodź raz?
Cały czas mówisz o jej rodzinie,gdzie jest twoja rodzina?
Zauważyłeś że przy nim głośno mówi co myśli i czuje? postawiła się murem wszystkim i wszystkiemu nawet tobie.
"Ja nie chcę Cię już więcej ranić".
Odbieram to tak jakby była zmuszona do bycia z tobą
Decyzja o ślubie,była twoją decyzją? z miłości czy z litości?
Nie znam faceta który zdecydowałby się na ślub i bycie z kimś kto z rana bzyka się w lesie czort wie z kim
Mam wrażenie że tu jest udział osób trzecich,i obojgu wam spieprzono życie,ale odpowiedź tylko ty znasz...
Powtórzę się: dostałeś szansę by zmienić siebie i swoje życie,zająć się sobą,ona również...Nie walcz,nie proś nie niszcz pozwól jej odejść.
Cytat
Czy ona w ogóle miała prawo do własnych myśli, uczuć, odczuć?
Rozwiązywałeś za nią problemy, które były jej problemami? Ze swoimi problemami, lękami każdy z nas powinien sam sobie poradzić, włożyć trochę wysiłku.
Myślisz, że cierpienie ma tylko same negatywne skutki? Otóż nie a wręcz odwrotnie.
Nie pozwoliłeś jej na to aby ona miała własne myśli, nie dałeś autonomii nawet do rozwiązywania własnych słabości.
Ona nie mogła być szczęśliwa. Powtórzę się osaczyłeś ją, mimo, że uważałeś, że robisz dobrze i chciałeś dobrze.
Komentarz doklejony:
Chciałeś pełnić rolę partnera, kochanka, ojca, terapeuty, anioła stróża w jednym.
Zrobiłeś Wam obojga tym samym krzywdę, która dziś zbiera swoje żniwo.
MarcinPoznan też tak mi mówią osoby które są przy mnie. Ale ten marazm jaki się pojawia, te zmuszanie się do czegokolwiek jest bardzo silne i przykre. Na prawdę mam z tym kłopot. Póki co się zmuszam ale gdzieś w głębi duszy powtarzam sobie że potrzeba czasu bo on leczy rany i to mi przejdzie.
Zahira, ojciec jest na serio typem z innej planety (na serio). Czy często się złościłem, dobre pytanie, bywały dni że była jakaś akcja która mi się nie spodobała (np umówiliśmy się inaczej a zrobiła coś inaczej bez uzgodnienia) to i była złość. Czy często? Więcej jak raz dziennie to nie ale to nie było codziennością... Czasem zwyczajnie miałem tez dni że byłem zmęczony, podłamany itd i potrafiłem o byle pierdołę się zezłościć. Ale to też nie leciały pioruny. Zwyczajnie uniesionym tonem powiedziałem co miałem do powiedzenia (ona tez) i tyle. Jak pisałem wcześniej - my się nawet nie kłóciliśmy. Po jakiejś krótkiej wymianie zdań po 10 minutach było już wszystko ok z tym że to ja zazwyczaj przychodziłem do Kasi i mówiłem np "daj spokój już, szkoda życia na nerwy" ... Uśmiechnęła się zazwyczaj , przytuliliśmy się i było już ok i nie wracaliśmy do tego. Często po takich akcjach od razu normalnie rozmawialiśmy jakby nic się przed chwila nie działo bo to przecież pierdoły. Nie chodzi mi o ocenę tylko pytałem jakie są kryteria faceta z jajami. Moja rodzina jest zdystansowana. O tamtych akcjach wiedza tylko moi rodzice. Od razu powiedzieli mi wtedy żebym zapomniał. Mieszkałem u nich po rozstaniu. Po jakimś czasie powiedzieli mi ze widzą jak mocno się męczę (bardzo to przeżywałem) i powiedzieli tak: "Jak chcesz rujnować sobie życie to idź do niej, jak chcesz tak żyć to idź - to twoje życie, to twoje wybory ale żebyś tego kiedyś nie żałował". Więcej sienie wtrącali. Teraz wiem ze mieli rację. Teraz moja rodzina nie wyobraża sobie żebym miał kiedykolwiek do niej wrócić chociaż padły słowa typu: gdybyście kiedyś się zeszli to ona nie ma wstępu do naszego domu i nie chcemy jej widzieć na oczy. I tyle. Tez się nie wtrącają. Decyzja o ślubie nie była moja tylko naszą. Oświadczyny były moja decyzją. Potem wspólnie omawialiśmy wielokrotnie temat ślubu, wspólnie wszystko robiliśmy. Była to decyzja z miłości. Osoby trzecie, trochę masz rację. Z mojej strony nie ale z jej strony wiele ludzi mi mówiło ze przebaczenie to ludzka rzecz, że związek pewnie będzie mocniejszy, i ogólne jakieś takie przekonywanie do tego wszystkiego.
poczciwy, To nie chodzi o problemy, problemy rozwiązywała sama lub wspólnie gdy mi o nich mówiła i była "w kropce". Miała prawo do własnych myśli itd. Chodzi mi o to ze np miała psiaka którego bardzo mocno kochała... psiak zachorował (miał już 11 lat). Jeździliśmy z nim do lekarza itd. Została podjęta decyzja o uśpieniu. Bardzo to przeżywała. Pojechaliśmy razem w ten dzień. Była załamana. Trzymałem jej psiaka a wet miał podać zastrzyki na uśpienie. Popatrzałem na nią i powiedziałem : "idź do auta i poczekaj". Poszła. Na moich rękach, na moich oczach psiak dostał 2 zastrzyki i patrząc mi się głęboko w oczy odszedł. Też to strasznie przeżyłem bo też byłem z nim związany i to bardzo. Wyszedłem od weta już sam. Podszedłem do niej. Przytuliłem ją. O to mi chodzi że było dużo takich sytuacji w których nie chciałem aby ona cierpiała i brałem coś tylko na siebie, na swoje barki. Ten przykład jest akurat świeży bo to było w sierpniu i niedługo po tym bach i end (dlatego tez rozważałem w głowie opcję "pocieszyciela" w pracy).
Komentarz doklejony:
Zahira, nigdy jej nie uderzyłem. Raz ją złapałem za bluzkę (początki naszego "chodzenia" i ją pchnąłem) nie przewróciła sie. Nie mocno ale poczułem się wtedy bardzo źle i od razu zacząłem ją przepraszać za ten incydent i była burzliwa dyskusja wtedy. Kilka razy (chyba 3 razy przez te lata) poza tym w trakcie kłótni złapałem ją za ręce i ścisnąłem i to wszystko. Panowałem swoje emocje pomimo ze jestem dość nerwowym typem i łatwo mnie zdenerwować.
Cytat
A ja właśnie o tym piszę; nie pozwoliłeś jej na emocje, na to aby mogła sama je przeżywać, aby sama sobie mogła z nimi poradzić i tym samym uczyła się ich.
Ona nie mogła się rozwijać bo próbowałeś chronić ją przed czymś naturalnym, czymś co kształtuje człowieka, chciałeś przeżyć jej emocje za nią?
Dziś jeszcze nie jesteś w stanie dostrzec tego, że Twoje działania mogły spowodować jej pęknięcie a w konsekwencji odejście.
Samo jej zachowanie świadczy o tym jakby się zerwała ze smyczy; sama o sobie może decydować, nikt nie będzie się wtrącał w jej sprawy, ona wie co robi.
W końcu poczuła się jak niezależna jednostka mogąca sama decydować o swoim życiu. A jej słowa "Ja nie chcę Cię już więcej ranić". wymowne...
ponawiam pytanie - czy gdyby ona teraz przyszła to byś ją przyjął?
Cytat
Nie słuchałeś wtedy,to posłuchaj teraz
Cytat
Cytat
Łatwo cię zdenerwować? bywa gniew, który ma siłę destrukcyjną,dotkliwie rani w szczególności kogoś bliskiego,mocne słowa tną jak brzytwa,zapadają głęboko w pamięci,odbija sie to na psychice,wszyscy sie złościmy na coś,gniewamy obrażamy ale lepiej juz dostać w pysk jak coś raniącego usłyszeć i "przepraszam" czasami to już za mało.
Chodziłeś do psychologa,wspomniałeś że nerwus jesteś? może warto wrócić pochodzić na terapię,to ci wyjdzie na dobre,po prawej masz metodę 34 kroki w twojej sytuacji są w sam raz,i zrób ostre cięcie w szczególności od jej rodziny i licho wie kto tam jeszcze jest, ale odetnij się od nich,wróć do swojej rodziny...Przebaczyć,najtrudniej jest samemu sobie,żal popełnione błędy wyciągnąć wnioski po to by nie popełnić tych samych błędów...
Powiem ci to samo co powiedziałaby ci twoja mama:
Twoje decyzje,twoje życie,twój wybór...dobry z ciebie człowiek,myślę że właściwą obierzesz drogę.
Powodzenia
ja na jeszcze jedną rzecz zwrócę Ci uwagę; strasznie dużo osób wpieprza się w waszą relacje; jej rodzice, Twoi rodzice, znajomi;(bo, że tutaj na forum co niektórzy chcą decydować o Twoim życiu i się wpieprzać w Twoje decyzje i wymuszać własne, wg swojego widzi mi się, to możesz i powinieneś kompletnie olać, bo ludzie czasem odreagowują własne problemy i bezpośredniego wpływu na Was nie mają ); ale te osoby która masz w realu mogą znacząco wpływać na podbijanie waszych emocji i oddalanie was od siebie;
nie rób sobie tego nigdy więcej;
stąd masz właśnie ten naciska na nią, od którego ona najprawdopodobniej ucieka; i wcale nie jest dziwnym, że kobieta ma tego dość;
Twoje życie, Twoje decyzje, Twoja sprawa; tylko Ty powinieneś je podejmować, bo tylko ty znasz całość sytuacji,i tylko Ty będziesz ponosił ich konsekwencje, a nie inni, którym się coś wydaje;
jeśli ktoś nie szanuje Twoich decyzji, to nie szanuje i Ciebie; olej takie osoby z góry na dół;
czarnowidztwo jest niczym innym jak tylko manipulacją nami, przez zastraszanie; pozorną pomocą, która jest próba dominacji i infantylizacji;
rady okraszane jedynie negatywnymi wizjami, mają wywrzeć na Ciebie wpływ, tu i teraz za pomocą strachu; więc dobrze sobie wszystkie rzeczy wyważ;
i zważ uwagę na to, czy z tego typu manipulacjami nie spotykasz się , czy ona się nie spotyka w waszym środowisku; bo to co np zrobiła Twoja teściowa, to nic innego jak oddalenie was od siebie, przez podbicie jej emocji, przez wchodzenie w sfery bardzo intymne; tak jakby chciała, aby źle działo się jej dziecku, a ona miałaby przez to aferkę, która podkręci jej nudne życie i dała możliwość dowartościowywania się;pytanie który przystojniejszy to zwykłe wścibstwo i trywializowanie; potraktowała Cię jak ciecia, który jedyne co posiada i ma do zaoferowania drugiej osobie to wygląd zewnętrzny, czyli w sumie nic znaczącego z rzeczy które może mężczyzna ofiarować kobiecie, tylko opakowanie; jak próżną i jak głupią musi być ta kobieta; a jakbyś nie był przystojniejszy, to co? byłbyś gorszym człowiekiem? jakbyś "gorzej bzykał", to jej wybór byłby usprawiedliwiony w oczach teściowej ??
unikaj takich sojuszników grających pod siebie, którym ingerencja daje możliwość przeżywania podbitych emocji, dla nich bezpiecznych, a Ciebie oddalających od rozwiązania problemu pod Twoje oczekiwania; ;
kiedykolwiek indziej, w przyszłości, nie wprowadzaj osób trzecich w Waszą relację; Twoje decyzje, niech będą tylko Twoje; a inni są jak D od S, o tego aby je zaakceptować i uszanować; za dużo osób rości sobie prawa ingerencji w wasza relację i ingeruje; z tego powstaje ten jeden wielki harmider;
Komentarz doklejony:
i te 34 kroki, które tutaj proponujemy, mają pomóc niezależnie od tego, jak dalej rozwinie się u Ciebie sytuacja i jakie decyzje podejmiesz w przyszłości;
te 34 kroki to nic innego jak odsunięcie się w sytuacji, w której ktoś nas zranił, tak by nie dać się ranić dalej; a też i by dały osobie, która zdrady się dopuściła, do myślenia i pokazały, że stawiasz jasną granice;
by poniosła jasne konsekwencje swojego działania; na zasadzie krzywdzisz mnie, to nie masz dostępu do tego co we mnie cenne i wrażliwe; zamrożenie, mur, ściana, przez którą się już nie przebije osoba zdradzająca bez zgodny osoby zdradzanej;
pomocne również w sytuacji w której ma dojść do definitywnego rozejścia, bo różnie być może, nie wszystko zależy od Ciebie; a pozwalające odsunąć się stopniowo; bo z nich łatwiej przeskoczyć do pełnego oddalenia; a jednocześnie nie blokować możliwości porozumień w innych ważnych kwestiach;
Komentarz doklejony:
*stąd masz właśnie ten nacisk na nią, od którego ona najprawdopodobniej ucieka
Normalnyfacet - nie chciałbym wracać ponieważ to byłby już jakiś chyba masochizm psychiczny. Ja bardzo dużo się zmieniłem i bardzo długo biłem się z własnymi uczuciami i emocjami po aferze z lasem. Dlatego też zapytałem czy ona będzie chciała wrócić? Czy "klapki spadną z oczu". Wiem, że nie ma na to 100% odpowiedzi ale pewne schematy są powtarzane wśród ludzi a do tego zapewne ma wpływ przeszłość i wspólne życie bo wiadomo, że jak kobieta była np bita, maltretowana czy coś no to nie będzie chciała wrócić (dlatego też starałem się opisać w miarę zwięźle ale jednak z ważnymi "impulsami" naszej przeszłości). Po co mi wiedzieć czy zechce wrócić, czy jej to przejdzie? czy będzie płacz za jakiś czas? A no chociażby po to by móc się jakoś nastawić psychicznie na to i nie pęknąć jak to było wcześniej. Być może to głupie co piszę, ze nadal mam ją w sercu ale tak jest i piszę szczerze.
poczciwy, masz racje. Wielokrotnie zwyczajnie nie chciałem aby ona cierpiała. Robiłem to za nas oboje i tym bardziej mnie to wszystko teraz boli. Nie myślałem, że robię źle. Zawsze myślałem, ze jak jedna z osób jest w stanie zaoszczędzić drugiej osobie w związku cierpienia itp to powinno się tak robić... Z tym, że gdyby chciała to by została. To też nie było na zasadzie takiej, że cokolwiek ja nie powiedziałem to ona to robiła. No nie, miała swoje zdanie i mogła w tamtym przypadku pójść lub zostać. I właśnie w takich sytuacjach czy nie powinna zostać? Czy nie powinno być obustronnego wspierania w takich chwilach? Nie wiem, ona wybrała samochód a ja jak zwykle widziałem koszmarne obrazy których ona nigdy nie zobaczy.
Zahira, psycholog był w odbudowaniu relacji i związku. Chciałem poradzić się kogoś kto ma styczność z takimi problemami, z kimś kto może więcej powiedzieć, z kimś niezależnym który wysłuchał osobno jedną i drugą stronę w związku i na koniec podsumował i dał jasny komunikat jak to wygląda, jakie są szanse i czy warto. Tak wtedy zrobiłem. Nie wiem do dnia dzisiejszego o czym Kasia tam rozmawiała. Po spotkaniach psycholog mi powiedział, ze to zależy ode mnie, czy byłbym w stanie wybaczyć i nie wracać do przeszłości? Powiedziała, że widzi ogromny potencjał do tego aby naprawić nasz związek. Że wszystko zależy ode mnie. Wiec co takiego Kasia musiała tam mówić? Nie wiem... Jeżeli chodzi o nerwy. No to nie jest tak, że jestem jakiś kopnięty czy chodzę jak kłębek nerwów. No tak nie jest. Jestem normalny, często bywałem uśmiechnięty, często żartowałem a nerw pojawiał się wtedy jak coś nie grało i wszystko było pod kontrolą i szybko mi mija. Chyba jak każdy. Tu nie trzeba terapii. Wlazłem na ten temat wcześniej bo pojawiły się pytania o biciu itp.
amor, sporo prawdy piszesz z tymi osobami trzecimi. Bywało tak często szczerze mówiąc. Nie tylko z punktu widzenia mojej osoby ale Kasi też. Na nas oboje czasem niektórzy "siadali" i coś tłumaczyli. Jeżeli chodzi o oddalenie się od jej rodziny. Tu troszkę może być kłopot. Mam z nimi wszystkimi bardzo dobry kontakt. Teść powtarzał mi na początku wielokrotnie, ze przecież oni mi nic nie zrobili, oni mnie nie skrzywdzili (jak chcieli dać mi pieniądze na przetrwanie, jakieś jedzenie chcieli dawać i inne rzeczy - ja oczywiście nic nie przyjąłem i powiedziałem, ze sobie poradzę). Z Kasi bratem też spędziłem masę czasu i bardzo się lubimy i jesteśmy dobrymi kumplami (raczej przyjaciółmi) i on sam na początku powiedział, ze nie wyobraża sobie teraz po tym co Kasia zrobiła, stracić kontakt z Maćkiem bo jest jego najlepszym kumplem itd. No tak w skrócie te kwestie wyglądają. 34 kroki czytałem już zanim odważyłem się opisać swoją historię. Łatwo czytać - gorzej wykonać niektóre z nich.
Z tą całą iluzją, no może być coś z tym faktycznie chociaż żyło nam się naprawdę dobrze. Czułem ze strony Kasi miłość. Czułem to, że jestem dla niej najważniejszy (też to mówiła nie raz ale też to czułem). Bywały momenty, że ktoś źle o mnie gdzieś powiedział to potrafiła wydłubać oczy temu komuś. Poniekąd po niektórych wpisach odczuwam, że to głównie moja wina całej obecnej sytuacji (ale piszę szczerze wszystko, chociażby z "tłamszeniem" Kasi). Najbardziej trafnym chyba stwierdzeniem jest to, ze być może pogubiliśmy sie w tym wszystkim oboje. Ale czy można być pogubionym tyle lat? I czy pogubionym obustronnie? Nie wiem. Nawet gdy ja faktycznie stałem się więźniem własnej iluzji i bóstwa Kasi to przecież jest tez druga strona tego związku. Ja naprawdę czułem od niej miłość i wsparcie. Nie zachowywała sie tak do innych jak do mojej osoby. No chyba, ze też żyła w iluzji ale to chyba mało prawdopodobne aby dwie strony były poniekąd z dala od realnego świata. Zdaję sobie tez sprawę z tego, ze nie ma idealnych ludzi i idealnych związków (tym bardziej w dzisiejszych czasach to ewenement). Każdy popełnia błędy. Ja jestem w stanie przyjąć na siebie winę ale czy jest jakaś wina w moich opisach i historii która by skłoniła Kasię do tak okropnych kroków? Czy jest coś co mogłoby ją wytłumaczyć? (poza tłamszeniem jej osoby bo wspominam ze tak nie było i miała wybory i robiła to na co miała ochotę - podobnie jak i ja i nikt nic nie robił z przymusu. Miała wolną rękę praktycznie ze wszystkim.) Czy jest coś co mogłoby wytłumacz jej całkowite odcięcie się od wszystkich? Nawet od znajomych którzy przecież nie mieli żadnego wpływu na nas? Od jej bardzo ważnych w jej życiu kuzynów? Cokolwiek? Nie wiem... być może to faktycznie strach, że ktoś coś będzie chciał "naprawiać" chociaż tak wcale nie jest, a może to zwyczajny wstyd z jej strony, ze tak się porobiło i stad ucieczka od wszystkiego? Nie mam pojęcia.
Komentarz doklejony:
O taki świetny przykład z przeszłości na temat "tłamszenia" drugiej osoby. Pracowaliśmy ciężko włącznie z wszystkimi sobotami. Ja facet jak to facet chciałem czasem pojechać na rybki. I tak bywało, że jeździłem co niedzielę z rana z moim ojcem i moim teściem (chociaż on to nie zawsze mógł jechać). I było tak, że Kasia jeździła z nami. Kiedyś kilka razy mi powiedziała, żebyśmy nie jechali w niedzielę na ryby (o 4 rano już się było na wodzie). No to ja powiedziałem Kasi, że chcę pojechać bo to dla mnie jakaś odskocznia i bardzo przecież to lubię ale powiedziałem jej nie raz, żeby ona została w domu, wyspała się, akurat ja wrócę (bo wracaliśmy około 11 przed południem). I nigdy nie odpuściła. Jeździła za każdym razem. Kto jej kazał? Nikt. Nawet jej nie zachęcałem jak powiedziała, ze jest zmęczona i nie chce jechać tylko wręcz przeciwnie, mówiłem aby wypoczęła w domu. Także z tym "tłamszeniem" to .... sami widzicie.
Komentarz doklejony:
a i jeszcze jedno. Nie wiem ipac1 czy jesteś jakimś psychologiem czy nie ale trafiłeś w 10 z jednym stwierdzeniem. Mianowicie chodzi o dzieciństwo. Był jeden incydent, gdy Kasia była mała. Nie było żadnego gwałtu czy coś (bynajmniej nic mi o tym nie wiadomo a sprawa nie była nigdzie zgłaszana chyba) ale coś było. Ponoć jej mama zeszła w porę na sam dół bo do czegoś by doszło... Od tamtej chwili jej matka stała się bardzo nadopiekuńcza i taka jest do dziś. To, ze zapytała Kasie przez tel o przystojność czy tez sprawy łóżkowe (przeprosiła mnie za to) to dlatego, że wcześniejsze rozmowy prowadziły do nikąd a ona chciała i chce zrozumieć dlaczego tak postąpiła i chwytała się jakichkolwiek pomysłów itd. Szczerze to ani jej ojciec ani matka nie mogą się z tym pogodzić i też cierpią. Jej brat powiedział mi tylko tyle, ze według niego to ona zrobiła bardzo źle ale to jej wybór i nie chce o niej rozmawiać. Teraz jej mama jak dzwoni (a jest to rzadko bo ile mozna rozmawiać o pogodzie czy jedzeniu) to już o nic ją nie pyta poważnego bo każde pytanie kończy sie wybuchem złosci i frustracji. Dosłownie każde pytanie na temat obecnej sytuacji.
Cytat
ale Ty jak najbardziej możesz mieć z nimi nadal dobry kontakt; bo dlaczego by i nie?;
problem w tym byś nie mieszał tych relacji; jak masz przykładowo dobry kontakt z A , B i C, to problem zaczyna się gdy w twój kontakt z A miesza się C, czy B; jak B i C mają miedzy sobą konflikt, to jest to ich konflikt; dlaczego Ty miałbyś przez to tracić swoją dobrą relację z B czy C; ich konflikt, ich sprawa; Twoje dobre relacje z nimi są Twoimi, nie musisz w ich konflikt wchodzić i w nim uczestniczyć i nawet nie powinieneś; i jak Ty masz konflikt z C, to B guzik do tego; i też nie powinien w to wchodzić;
Cytat
daj sobie spokój z winami i szukaniem na siłę winnego;
Cytat
a czemu szukasz czegoś innego? jak ktoś się odcina całkowicie , to zwyczajnie nie chce wpływu tych osób na swoje życie;
i w przypadku jaki podałeś, np toksycznego zachowania jej matki, jej wybór odcięcia się od niej, jest w pełni zrozumiały;
Komentarz doklejony:
Cytat
jaka nadopiekuńcza? zlituj się!
żona alkoholika, osoba współuzależniona;
mająca zapewne wszystkie cechy współuzależnionej, co widać w tym jak traktuje córę i jak do niej podchodzi;niewątpliwie kobieta która nie potrafi istnieć bez kozła ofiarnego;
gdzie ty tutaj opiekuńczość widzisz, a już tym bardziej nadopiekuńczość?
poszukaj i poczytaj na necie informacji o DDA;
to Twoje idealizowanie i wchodzenie w infantylizacja, też budzi wątpliwości, co do tego z jakiego powodu wszedłeś w taką rodzinę i tego dlaczego tak kurczowo trzymasz się tych idealizacji i infantylizacji
Z tym tłamszeniem to wcale nie musi być tak oczywiste jak się wydaje.
Może ona faktycznie nie czuła się tłamszona do pewnego momentu, myślała, że to naturalne, że należy się poświęcić związkowi w 100% nie zostawiając sobie przestrzeni dla własnych zainteresowań i wówczas jak to zwykle w takich momentach pojawił się ktoś (on - zbawca świata)...kto pokazał jej inną jakość, inny sposób życia a ona jako istota emocjonalna długo się nie zastanawiając poleciała jak ćma do światła, nie zważając na nic nie zdając sobie sprawy z konsekwencji.
Druga wersja jest taka, że być może ona nie czuła się mimo wszystko komfortowo z tym wszystkim, ale zwyczajnie nie potrafiła mówić o swoich emocjach, omijała ciężkie dyskusje, bała się ich ( jakaś trauma po tym tragicznym zdarzeniu jakie Was spotkało). Może zwyczajnie nie chciała Cię ranić, sprawiać Ci przykrości, może uważała, że sama sobie z tym poradzi. Nie chciała obciążać Cię swoimi problemami - bo Ty ją tego nauczyłeś, wszelkie wspólne problemy starałeś się rozwiązać tylko Ty, za Was obojga.
Cytat
czyli silnie kontrolująca, jak większość współuzależnionych; i wchodzaca w pozycje tej lepszej czyli opiekuńczej;
to ja zwraca się do córki, w tak trudnej jej sytuacji życiowej, świadczy o tym, że nawet kontaktu żadnego głębszego z nią nie ma, a Ty o opiekuńczości mówisz;
zlituj się!
Cytat
Dlaczego to jest tak istotne dla Ciebie? To są WASI znajomi już zawsze będziesz kojarzony z nią a ona z Tobą. A ona nie chce trudnych pytań, jak ma ich uniknąć? Odciąć się. Może miała dość pytań dlaczego? lub coś ty zrobiła? Ona dobrze wie że źle zrobiła r11; znowu. Może się tego wstydzi ale czy żałuje?
Nie zastanawiaj się nad tym, przecież nie to jest problemem.
Cytat
i ty uważasz, że to mało???
do tego on pije, córka pije;
to jest właśnie dziwne, że ty tego nie widzisz, że to normalnym nie jest;
Komentarz doklejony:
mogło nie być alkoholu w dzieciństwie;
a wystarczy, aby była osoba współuzależniona, która potrzebowała dowartościowywać się i sabotować pewne zdarzenia, aby poczuć się lepszą;
darmo pić nie zaczęli;
z jakich rodzin pochodzą teść, czy teściowa?
Komentarz doklejony:
normalnyfacet - bo jakoś staram sie to wszystko ogarnać i zrozumieć. Nikt dookoła nie wierzy w takie coś i nie ma pojecia nawet jak to nazwać. Mówią tylko że to abstrakcja jest.
Po prostu ona teraz udaje że problemu nie ma, gdyby z nimi utrzymywała kontakt to musiałaby przyznać że problem jest.
Cytat
Czy ja mówię że ty jesteś kopnięty? kopa to już dostałeś
Cytat
Nerw to zaraz ja dostanę
Twoja Kasia przypomina mi dziewczynkę w czerwonych trzewikach...wstawię link ale analizę zrób sobie sam,podpowiem o co mniej więcej chodzi...może usłyszysz swój własny głos,swój instynkt.
-Udomowiona kobieta
-Brutalna strata
-życie odarte z wartości
-starcza siła
-palenie skarbu(głód duszy)
-Okaleczenie instynktów
-przemycanie ukrytego życia-rozdwojenie
-strach,bunt ciała
-Klęska
-Obsesja i uzależnienie
Z takich analiz większość się śmieje,ale to mocno wciąga
https://wolnelektury.pl/katalog/lektura/czerwone-buciki.html
Weź pod uwagę co napisała ci amor,nawet 10x przeczytaj
Sadzisz że ktoś inny coś innego Tobie napisze? Przecież Ty niby czytasz ale to co czytasz Tobie się nie podoba.
Dlatego zadałem Tobie pytanie - Czyli gdyby ona teraz przyszła to byś ją przyjął?
Oczywiście odpisałeś:
Cytat
ale nie wykluczysz takiej możliwości prawda? Dlatego stoisz w miejscu i wciąż zadajesz pytanie:
Cytat
nadal się łudzisz:
Cytat
chciałbyś żeby to był sen prawda? ale to nie jest sen tylko jawa a to co tu czytasz służy temu żebyś otrzeźwiał i zaczął decydować o swoim życiu.
"Dziś gubię się w labiryncie wniosków, stoję gdzieś pośrodku moich bożków, pytam gdzie mam iść
A na każdym rogu czyha potwór, muszę dusić w zarodku cały strach i przed siebie dalej iść
Co dzień zaczynam to od początku, walczę ze sobą w środku, mija kolejna noc, kolejny świt
I nie znam wyjścia z tego labiryntu, ręce do modlitwy składam i krzyczę: Panie, pozwól żyć..."
Dostałeś mnóstwo komentarzy, czytaj wielokrotnie i czerp z nich.
To, że ktoś wytknął Ci Twoje błędy nie było chęcią wykazania Ci, że ta sytuacja, w której się znalazłeś to Twoja wina.
Odpowiedzialność za zdradę zawsze ponosi osoba, która się jej dopuściła, dokonała wyboru; i nikt tutaj tego nie podważył.
Komentarze, które niekoniecznie Ci się podobają mają jeden cel, aby zmusić Cię do myślenia, szerszego spojrzenia na całokształt. Człowiek, który stoi z boku i zna emocje jakie właśnie przechodzisz potrafi dużo więcej zauważyć niż Ty sam.
Jeśli będziesz w stanie dostrzec swoje błędy jakie popełniłeś a pewnie popełniłeś ich mnóstwo; zresztą jak każdy z nas tuta;j to przyniesie tylko pozytywny efekt w przyszłości. Przy okazji takich zdarzeń warto się pochylić nad samym sobą. Jest to niewątpliwie niepowtarzalna okazja aby się rozwijać i paradoksalnie wyjść wygranym w całej tej sytuacji. Pytanie tylko jaką drogę będziesz chciał obrać. To tylko Twoja decyzja. Wszystko w Twoich rękach. Jak sobie pościelisz tak się wyśpisz.
Za rok, dwa możesz być już w zupełnie innym miejscu, niezależnie od tego czy będziesz sam, z kimś innym bądź nawet ze swoją żoną.
Teraz jednak przestań myśleć, analizować kiedy spadną jej różowe okulary. To do niczego nie prowadzi. Ten czas musisz maksymalnie wykorzystać tylko dla siebie.
Cytat
a czemu sam sobie nie pozwolisz żyć?
kto jak kto, ale tylko znasz wyjście z tego labiryntu, bo to Twój labirynt
1 facet z jajami - o co chodzi w tym stwierdzeniu. Zazwyczaj gdy go używamy ludziom do głowy przychodzi mocno umięśniony pan, może jak pisałeś nawet choleryk... już na pewno nie ktoś mieszkający z mama, zastanawiający się jak żyć i co wybrac. Tylko to właśnie stereotyp - myślenie skrótowe, życzeniowe i pozorne. Jaja 😉 to raczej siła mentalna, jaja to odwaga w cofnięciu się w życiu by zacząć od nowa ponosząc konsekwencje swoich błędnych decyzji, jaja to wreszcie konsekwencja w działaniu. (Dla jasności nie znam nowego kolegi Twojej zony nie twierdze, ze je ma i nawet uważam ze nie do końca nas to musi zajmowac na czele z Tobą - ale o tym za moment).
2. Trzecie zawsze największym złem - tak schemacik zupełna norma... jednak w bilansie zysków i strat wyłącznie walka o nasze ego - wiadomo on zawsze będzie głupszy, mniej przystojny, zaradny ucieleśnie zła - tylko po co ?
Ratując zranione ego zdradzeni (my wszyscy No może w zdecydowanej większości ) plujemy na kochanków rozpaczliwie porównując ich z nami. Przysłania to kompletnie poszukiwanie części odpowiedzi dlaczego ? To co pozornie daje kochanek to najprostsza odpowiedz o deficyty naszego związku. Jasne każdy romans daje emocje, które stygną z czasem ale daje / udaje ze daje to czego brakuje zdradzającym w pierwotnej relacji.
Po co nam to potrzebne - ano prócz pocieszenia tego częściowo szukamy tu na forum i w życiu - zrozumienie. Jasne chcielibyśmy najczęściej
dostać to najlepsze ujęcie sytuacji - my nie winni a cała wina najlepiej na zdradzających, jednak prawda ta która rozwija - nie głaszcze musi zmusić do refleksji i przyjąć nasz brud nasze bledy, ukazać nasze deficyty- wtedy idziemy krok dalej inaczej zostajemy w nic nie wymagającej roli bycia OFIARA ( gdzieś skręcasz w tym kierunku).
Czas określić co chcesz zrozumieć - na razie jednak co tez częściowo zrozumiałe to etap lizania ran po ciosie... jak to się stało ale z góry postawiona teza .... było tak pięknie a kochanek dupa ... wiec to bez sensu...
Wznieś się ponad siebie i może z drugiej strony - jakie ma mocne strony kolega, co zyskała Twoja żona ... a czego nie miała - te odpowiedzi chodź bardzo, bardzo bolesne dadzą dużo wskazówek.
Kilka możliwości :
- jest nowy, nie to co ten sam od 10lat
- dostarcza emocji - zapije, zapali, poszarpie, zrobi awanturę , a potem wyszepczesz słowo rkochamr1;
- nie pyta się o zdanie, zgodę tylko każe coś zrobić albo stawia przed faktem dokonanym
- lubi dużo wypić , lubi zioło
- nie martwi się jutrem
Itp.
A gdzie tu teraz faceta z jajami zobaczyć? w muzeum chyba
Komentarz doklejony:
Prześwietlenie kochanka to poniekąd sprawdzam ukryte (czasem komunikowane dość jasno) ale niezaspokojone Potrzeby.
Cytat
powinno być chyba na odwrót, i stary sprawdzony powinien być cenniejszy przez wzgląd na to co zostało wybudowane wspólnie przez lata;
stary był nudny? nie rozwijał się? nie miał nic ciekawego do zaproponowania? nie wnosił w życie świeżości? nie dbał o rozwój? nie miał w sobie pasji życia? nie wnosił w dzień codzienny nic ciekawego i nowego? ; nic cennego nie zostało przez te lata wybudowane, co trudno byłby stracić?
Cytat
a dlaczego nie: "potrafi wyczuć emocje", "nie lekceważy emocji kobiety", "umie te emocje odczytywać" ?
Cytat
a czemu nie :"jest zdecydowany", "potrafi samodzielnie podjąć decyzje", "potrafi kobietę pozytywnie zaskoczyć" ?
Cytat
równie dobrze: "potrafi cieszyć się życiem", "nie stwarza sztucznych problemów", "nie cierpi na profesjonalizm", "potrafi znaleźć właściwy dystans i nie zadręczać się rzeczami na które nie ma wpływu", "potrafi cieszyć się tym co ma, a nie gonić wiecznie za wiatrem"
Zaczynasz dyskusje która nadaje się do garażu.
Generalnie - można to ubierać w różne słowa, w zależności kto kogo opisuje i co chce wykazać .
Równie dobrze można by powiedzieć :
- nudny bo konsekwentnie dąży do celu który wspólnie wyznaczyli, jest i zawsze był typem introwertyka , ma wpojone zasady, światopogląd którymi kieruje się w życiu ale tez : na żądanie żony zerwał znajomosci , porzucił pasje i poświecił czas i energię dla rodziny pomagając albo wyręczając żonę , popadł w depresje po traumatycznym przeżyciu np zdrada żony.
Jedna rzecz to żonglowanie słowami , druga rzecz to obiektywna ocena siebie i śwagra, a trzecia rzecz to fakt , że to co jedna osoba oceni jako zaletę druga oceni jako wadę , a czwarta .... że wcale nie chodzi o wady czy zalety bo drugiej osoby to nigdy nie obchodziło a jedynie fakt że był - bo rozsądek podpowiadał ale tylko do czasu.
No a dodatkowo :kobieta zmienna jest :niemoc
Poza tym przestrzegam przed takimi ćwiczeniami wyszukiwania w sobie pierwiastków winy, bo może sugerować , że wystarczy usunąć je, zmienić a wszystko jak za dotknięciem czarodziejskiej rożki wroci na swoje miejsce.
Nie.
To może być pożyteczne ćwiczenie ale raczej w nowym związku z nowa (może nudną
Ale wtedy może okazać się , że lepiej wrócić do starych wad niż do nowych zalet. :cacy
Są ważne rgeneraliar1; i mniej ważne cechy charakteru których lepiej nie zmieniać na siłe, po to żeby przypodobać się komuś .
dirty - nie jestem niestety napakowany ani też w 100% cholerykiem. Pokazałem kilka przykładów które według mnie świadczą o tym ze facet z jajami radzi sobie w każdej sytuacji w życiu i jest konsekwentny. (mam teraz sytuację z którą sobie nie radzę (lub średnio radzę) - ale czy połamana psychika może być przykładem odbiegającym od normy która wskazuje na faceta z jajami? Nie wiem, ocenę zostawiam...). Kolejna sprawa to to, że ja tego nie stwierdziłem tylko sama Kasia (przystojny?) w rozmowie telefonicznej i znajomi którzy go znają z widzenia (ich ocena). Kolejna rzecz którą mógłbym sobie zarzucić to to, ze być może zbyt długo zwlekałem z dzieckiem. Kasia marzyła o dziecku jak każda kobieta. Co prawda rozmów nie mieliśmy na ten temat (w sumie to ja zacząłem rozmowę na 1 miesiąc przed rozstaniem, że chcę). No i ewentualnie trochę codzienności i monotonni (4-5 dni takie spokojne w tygodniu). Resztę ... dirty, codziennie przed wyjściem do pracy słyszała: "kocham Cie". Dosłownie codziennie, patrząc się jej w oczy. Do tego buziak (czasem bez). Codziennie w pracy obustronne dzwonienie i wiszenie na słuchawce po 20min (kilka razy dziennie), codziennie dziesiątki smsów w pracy (obustronnie) ale tydzień przed naszym rozejściem było już ich mniej i Kasia nie miewała już tak podobno czasu żeby pisać lub dzwonić. Nie wiem...
Maja3 strasznie Ci współczuje
amor w tym sęk że od około 4 lat nasz związek nie stał w miejscu. Bardzo dużo osiągnęliśmy przez ostatnie 4 lata na różnych płaszczyznach (włącznie z osobistymi rozwojami).
Jeszcze mogę dodać taki fakt, ze powiedziałem dla Kaśki, ze spalę zdjęcia nasze (włącznie z ślubnym albumem) to się wkurzyła. No to powiedziałem przez tel: a co? Po co Ci one? Z nowym mężem chcesz je oglądać i się z nich śmiać? Na to ona zaśmiała się w słuchawce i powtórzyła dziwnym głosem: "nowym mężem heh". Generalnie stanęło na tym, ze stwierdziła ze zdjęć się nie niszczy - zostawiłem jej to. (90% zdjęć jakich posiada to nasze wspólne). No i tez się zastanawiałem po co jej to? Nie rozumiem wielu rzeczy ... Czasem mam wrażenie jakbym był w ukrytej kamerze lub przechodził jakiś test.
Teraz rozkimiasz dlaczego ona tak się zachowuje, może teraz do niej dociera że nie samą wóda i sexem człowiek żyje. No ale skoro Ty już jej nie chcesz, to co to ma za znaczenie?
Komentarz doklejony:
I tak szczerze mówiąc co bym zmienił gdybym mógł cofnąć czas i poniekąd (znów) wziąć winę na siebie? Wiesz co bym zrobił? Nie ociągał się z dzieckiem. To tak naprawdę mogę stwierdzić, ze w tej kwestii być może za długo czekałem i losy być może by się inaczej potoczyły. Nic innego bym nie zmienił, nie miałbym czego. Zastanawiam się czasem nad tym czy ona nie jest np chora psychicznie ale przez tyle lat to przecież bym coś zauważył, cholera wie. Niektórzy mówią, że ona ma coś z głową...
Jeden podstawowy błąd - nie analizuj jej zachowania, nie myśl o tym co ona teraz robi albo dlaczego robi bo to do niczego nie prowadzi a tylko nakręca niepotrzebnie emocje, karmisz je sam. Lubisz samobiczowanie? Odpuść trochę. Wiem, łatwo się mówi, ale zatroszcz się w tej chwili maksymalnie o siebie, znajdź sobie jakieś zajęcie. Według mnie oczywiście to co się wydarzyło ma ogromne znaczenie w przeciwieństwie do mojego przedmówcy, chociażby po to aby na przyszłość wyciągnąć wnioski. Jednak na dogłębną analizę przyjdzie jeszcze czas. Teraz dbaj o to aby po prostu lepiej się czuć.
Komentarz doklejony:
Piszesz, że nie ociągałbyś się z dzieckiem. Myślisz, że to cokolwiek zmieniłoby? Jeśli tak to tylko chwilowo. Chciałbyś być weekendowym tatusiem a dziecku zafundować niepełną rodzinę?
Ten tekst z dzieckiem świadczy o tym, że faktycznie strasznie jeszcze błądzisz. To nie zarzut. Nie da się kochać za dwóch.
Cytat
Jacy ludzie? obchodzi cię co myślą inni?
Blisko mnie mieszkało małżeństwo 28 lat razem,jej mąż miał nockę,w nocy podjechał bus zapakowała potrzebne rzeczy, i żona mu wyjechała na drugi koniec Pol.Uciekła do faceta o 12 lat młodszego a ona ma 50
Idealizujesz swoje małżeństwo,które z boku jak każde inne wygląda na idealne,ludzie są zdziwieni robią karpia,a ci ludzie co? materacem u was byli? Dlaczego uciekła,to wie tylko ona,masz prawo do żalu,do odchorowania tego,już raz to przerabiałeś, jeszcze ci mało? za chwilę nie będziesz żył a wegetował,utkniesz w roli ofiary i niech wszyscy mnie głaskają i się litują,jaką krzywdę mi wyrządzono
Zerwała się ze sznurka,i niech wszyscy pocałują ją w głębokie poszanowanie,robi co chce jest wolna,obrała nie właściwą drogę,ale ty nie jesteś odpowiedzialny za jej brak rozsądku,to jej życie i jej przyjdzie za to zapłacić,no chyba że jesteś tak dobroduszny i cały ciężar weźmiesz na siebie, tak jak robiłeś dotychczas by Kasia nie cierpiała
Obserwując zachowania niektórych facetów,zastanawiam się jakim, cudem się uchowali.
Cytat
to nie był wpis do Ciebie, tylko taki luźny kontrast dla zobrazowania, że każda wada może być i dobierana jako zaleta w zależności od okoliczności;
wiec nie ma co się porównywać z kochankami; są zwyczajnie inni;
te nasze porównania, których dokonujemy w pierwszym okresie, wynikają z naszego spadku wartości po zdradzie, bo zdrada ostro nam daje po poczuciu naszej wartości; ale to tylko tyle; ani oni nie są gorsi, ani my; po prostu są inni;
okres akceptacji tego co się stało, ten w jakim jesteś, jest jednym z najtrudniejszych do przejścia; ale on minie; tak jak radzono Ci dobrze powyżej, zajmij się teraz sobą, zapielęgnuj siebie w taki szczególny sposób; zatroszcz się o siebie;
siebie pielęgnuj, a nie ten ból i trudne wspomnienia;
Porównania z kochankiem, w każdej płaszczyźnie to ślepy zaułek bo jak taki brzydki to ?? Stad moje pytanie chcemy znaleźć jakieś odpowiedzi poszukajmy tam, w nim, jasne będzie dużo udawania i pozorów.
Co do wizji idealnego związku, a może prowokacyjnie jaj - nasz Ty choleryku 😉-, a ja bym pogmeral przyboierwszej zdradzie. Masz nałożone różowe okulary i jak dla mnie trochę idealizujesz ta Wasza reakcje. Teraz wręcz mam obawę ze jutro splodzisz dziecko i na kilka lat będzie spokój.
Wybaczysz na miękko i dajesz prezenty swojej wybrance za zdrady. Tłumaczysz ja bo za nim poprosi już jej wybaczyć lub tylko pozornie ma ponosić konsekwencje. W wersji głaskania po głowie - jesteś za dobry, w wersji ostrej brakuje konskewncji w działaniu potocznie może jaj (spokojnie nie Ty jeden na to cierpisz, z tego da się leczyć).
Przełącz się na tryb ubrudz się - bo jak glaszczesz siebie, żonę i Wasze małżeństwo - to rzekłbym ideał prawie... tylko sie ciągnie jakoś dość mocno, w trybie zakop pod dywan.
Komentarz doklejony:
A takie mam pytanko z innej beczki. Za tydzień są jej urodziny. Jak myślicie... wysłać krótkiego sms'a "100 lat" i to wszystko? Z jednej strony bym wysłał żeby np nie zarzuciła wszem i obec "nawet o moich urodzinach nie pamięta". Z jednej strony wysłałbym żeby pokazać też, że te lata miały dla mnie znaczenie pomimo tego jak się zakończyło (ona w sms'ie stwierdziła ze chyba jednak dla mnie te lata nie miały znaczenia bo mnie gdzieś tam widziała i myślał ze będę w kierunku w którym szła a mnie nie było tam...). Jak myślicie? Wysłać? Korci mnie jakoś tak, żeby nie wyjść na chama czy cuś... no nie wiem.
A druga sprawa to za miesiąc mamy (mielibyśmy) 10 rocznicę ślubu. Prawnie jesteśmy jeszcze małżeństwem. I tez nie wiem czy wysłać jakiegoś krótkiego sms'a w dniu rocznicy ... Hmmmmmm
Komentarz doklejony:
^ chyba nikt nie wie co zrobić
Cytat
A druga sprawa to za miesiąc mamy (mielibyśmy) 10 rocznicę ślubu. Prawnie jesteśmy jeszcze małżeństwem. I tez nie wiem czy wysłać jakiegoś krótkiego sms'a w dniu rocznicy ... Hmmmmmm
a jak czujesz wewnętrznie? co chciałbyś zrobić? co czujesz, że powinieneś zrobić?
w moim osobistym odczuciu złożenie życzeń komuś z kim przeżyło się wspólnie wiele lat świadczy o zwykłej kulturze, ale są czasem takie sytuację, że nie warto i nie należy tego robić;
Ty najlepiej wiesz jaka jest Twoja sytuacja;
natomiast sms z okazji rocznicy ślubu, w Twojej obecnej sytuacji, może chyba zabrzmieć wręcz groteskowo i prześmiewczo
Cytat
Cytat
Jak Cię zaprosi na urodziny i jak zdecydujesz się na wizytę, to wtedy jej życzenia złożysz, a 10 rocznica nie aktualna, was już nie ma;