JamesTon | 00:46:15 |
Rognar | 02:06:49 |
Aga104 | 02:24:19 |
NieOddycham | 05:56:11 |
Julianaempat... | 08:24:59 |

Witam, po 12 latach małżeństwa -16 miesięcy temu zostałam zdradzona, Mąż przyznał się do tego dopiero po 8 miesiacach zdrady, twierdząc że się zakochał. Mamy 4 letniego Synka. Mieszkaliśmy razem za granicą. Na początku prosiłam żeby oprzytomniał i uświadomił sobie że rodzina jest w życiu najważniejsza, żeby nie rezygnował z nas, z tylu wspólnych lat razem. Kilka razy stwierdzal że zostaje z nami, ale musi do "niej" pojechać i powiedzieć o tym. Jak pojechal to wracał strasznie smutny, że jednak nie może zakończyć z "nią", zachowywał się strasznie zgnębiony, prawie ze mną nie rozmawiał, bo nie miał humoru. Nie dawałam rady na to patrzeć i wróciliśmy z Synkiem do Polski. On co jakiś czas przyjeżdżał na urlop 2 dni, tydzień czasu,twierdząc że chce być z nami, a jednocześnie nie mogąc zrezygnować z kochanki. Wg niego ja byłam ta zła bo mi to przeszkadzało, a jej podobno wszystko odpowiadało, więc była cudowna. Taka chora sytuacja ciągnie się już 8 miesięcy, ja naiwna chciałam ratować małżeństwo, ale jemu na tym nie zależało widocznie, bo nie zachowywał się jak ktoś kto żałuje. On się przyzwyczail do trójkąta, jest tam jest z nią, przyjeżdża do pl jest ze mną, jak gdyby wszystko było ok. Był moment że już nabrałam dobrego dystansu do niego i powiedziałam że już nas nie ma, bo on dalej mnie zdradza i nawet nie chcę tego zakończyć. To stwierdzil że skoro tak uważam to ok , nie próbował nawet walczyc, nic zero. Tylko potem zwalił winę na mnie, bo ja tak wybrałam, bo ja nie chcę, zapominając że to on pierwszy wybrał życie poza radzina. Dalej ciągle płacze i mi żal jak tak mógł zrobić, dlaczego akurat mi się to przytrafiło? Jednak się dalej łudziłam że jednak wybierze dobro rodziny. Chciałabym mu wierzyć, ale już nie potrafię. Rozsądek mówi mi żeby jak najszybciej się odciąć od niego, a serce dalej Kocha. Wiem że jestem naiwna. Najgorsze jest to że nie potrafię znaleźć w sobie tyle siły żeby się podnieść z tego i być silna, świat mi się zawalił gdy się o tym dowiedzialam, teraz już jest trochę lepiej, ale jeszcze nie do końca. Złożyłam pozew o alimenty, przeraził się tym, tylko dlatego że jak to tak do sądu mamy pójść? No i zaczął być dla mnie miły, wmawiajac mi że spróbujemy jeszcze raz, że chce być z nami, że "niby " zrozumiał. Chodziło tylko o to żebym się wycofała z pozwu. Twierdził że już nie będzie się Z nią kontaktowal- jednak to były puste słowa, bo dalej to robił i miał do mnie pretensje, że to ja mam obsesje na jej punkcie, i że ja go kontroluje, a on tej kontroli nie wytrzyma. Znów zrobiłam dystans do niego i postanowiłam że to na prawdę koniec, bo dalej mnie oklamuje, ileż można. Wiem że to też moja wina, bo tyle czasu mu na to wszystko pozwalałam, za szybko mu wybaczyłam, bo chciałam ratować rodzinę, ale niestety nic na siłę.. Macie jakieś sposoby na odkochanie się i trwanie w swoim postanowieniu? Mam wadę że szybko mu ulegam i chce wierzyć w to co mówi, mimo że rozsądek wie, że to nie prawda. Czy już ze mną jest aż tak źle, czy dam radę bez niego żyć? Synek bardzo go potrzebuje.. Poradzicie mi coś??
Po przeczytaniu Twojej histori wyrazy współczucia .Rozumie Cię doskonale bo sam to teraz przechodzę .Po pierwsze nie ma sposobu na odkochanie się tez bym chciał go znać po drugie tez mam syna i wiem ze będzie mnie potrzebował w swoim życiu a ma dopiero 4 latka .Nie potrafię wyobrazić sobie ze widuje go 2 lub 3 razy w tygodniu .Powiem Ci ze musimy buc twardzi nie możemy patrzeć na naszych mężów żony przez pryzmat różowych okularów .Sam zbieram sile przed rozwodem jest mi strasznie ciężko
Zadbaj o godność swoją i zadbaj obsesje dziecko by jego mama tym czekaniem nie zniszczyła siebie.
Nawina czy to naiwność ? Nie tak już czasem mamy, ze trzymamy się nierealnych nadziei i stajemy się kompletnie niekonsekwentni co w wychowaniu dzieci nazywamy psuciem ale nie chcemy dostrzec, ze dokładnie taki sam mechanizm działa z dorosłymi - nasz niekonsekwencja psuje również ich.
Prawie kazdemu czekającemu mężowi / zonie, czekającemu w postawie nieracjonalnej nadzieii podsuwany tzw.34 kroki (umieszczone na głównej stronie portalu, prawa strona). Po co one? By zadbać o godność.... zbudować konsekwencje, nie prosic - czasem to ostatecznie zamyka, czasem budzi druga stronę, ze to nie są żarty...
Jak się odkochać ... tu nie ma lekarstw : najpierw konsekwencja, 34 kroki, i odpowiednia higiena dnia. Co to znaczy: zacznij planować każdy dzień, godziny, w pracy, w wolne, stawiaj małe cele, planuj zapisując - to po to by wyjść z beznadzieji, z letargu. Higiena: uważaj na alkohol i wkręcanie się w stan rozpaczy, takie egzaltowanie się własnym cierpieniem. Postaw sobie nowe cele.. wypełnij dzień na 120%... to nie pomoże od razu, ale potrzeba czasu ... może pół roku, rok ..- tu również ważna będzie konsekwencja. Już na koniec rozwod, rozpad małżeństwa trzeba niejako przejść jak żałobę, opłakać pogodzić się ze starta - tyle, ze w żałobie ważnym etapem jest fizyczny pogrzeb (pochowanie ciała, które mówi nam nie czekaj) ta postawa pogodzenia się jest kluczowa... dalej podobnie jak pisałem wyzej... kluczowe jest co robimy z bólem i cierpieniem ... czy kierujemy nasze myśli i aktywność w pozytywnym kierunku czy rozdrapujemy ranę ...
Działaj ... to nie koniec świata choć boli... tylko wyjdź z tej postawy bierności pt. Czekanie.
Komentarz doklejony:
Witam Was ponownie. Mąż chce u notariusza zawrzeć ugodę alimentacyjna, ale pod warunkiem, że będzie miał zabezpieczenie w tej ugodzie, że będzie płacił uzgodniona kwotę alimentów gdy będzie pracował za granicą, a jeśli będzie pracował w Polsce to tej kwoty nie zapłaci, bo nie wie jakie będzie miał wynagrodzenie. Co myślicie o zawieraniu ugody u notariusza pod jakimś warunkiem. Boje się że on tak ze mną gra, że "niby" się zgadza płacić uzgodniona kwotę, a za miesiąc może powiedzieć że zostaje w Polsce i automatycznie ta kwota już nie obowiązuje. W tym momencie twierdzi, że jeszcze nie wie, gdzie będzie pracował i dlatego chce ugodę pod warunkiem zawrzeć, żeby był zabezpieczony. Wydaje mi się, że myśli tylko o swoim zabezpieczeniu, a moje i Syna już nie jest ważne. Co sądzicie o tym? Zgodzić się? Czy nie będę żałować później, ze podpisałam ugodę na jego warunkach?