

| darek717171 | 13. Grudzień |
| alijan | 13. Grudzień |
| Szyszak4 | 13. Grudzień |
| trylogia | 13. Grudzień |
| Ola1312 | 13. Grudzień |
#
poczciwy | ![]() |
Edek_2 | ![]() |
Anetastp | 00:11:57 |
Julianaempat... | 00:29:32 |
Joanna96 | 01:30:38 |

Witam. Od dawna czytam historie tutaj opisywane. Dzięki temu nie czułam się inna. Moja opowieść jest jak wiele innych. 24 lata po ślubie. Mąż jest moją pierwszą miłością i jedynym mężczyzną. W wieku 17 lat zaszłam w ciążę. Potem ślub. Mąż pije przynajmniej raz w tygodniu. Ciężko mu było przez to utrzymać pracę na dłużej. To głównie ja z pomocą mojej rodziny utrzymywałam nas. Nie bylo latwo. Ale dałam radę. Mąż często jak pił gdzieś wychodził. Czasami ktoś mi donosił, że widziano go na dyskotece czy zabawie. Ja zajmowałam sie domem i dziecmi. Tuz po urodzeniu drugiego dziecka stracił kolejną pracę i prawo jazdy. Popadł w długi w tej pracy gdzie był kierowcą. Towar dostarczal, ale pieniądze z kilku faktur zabrał i przebalowal. W tedy też zaczęły przychodzić listy miłosne od pewnej Pani. Okazało się, że umawial się z nią na randki. Ale pani się dowiedziała o mnie i dzieciach i chciała, żeby nas zostawił. Listy przychodziły długo. Pani była na tyle zdesperowana, że zadzwoniła w Wigilię. Nie wytrzymałam i powiedziałam jej, że moj mąż mieszka w moim rodzinnym domu i w kazdej chwili może się spakować i wyjść. Mieszkaliśmy z moimi rodzicami nie zostałabym sama. Oddalam telefon mężowi i kazałam zdecydować. Został ze mną. Minęło kilkanaście lat. Dzieci urosły. Mąż się nie zmienił. Kilka lat temu sutuacja była nie do zniesienia i założyłam mu niebieską kartę. Stracił prawojazdy po raz kolejny i trafił do więzienia za to. Ale był krótko bo zamieniono to na dozór elektroniczny. I wtedy zaczęło się piekło. Uwięziony w domu pił i awanturowal się. I w końcu dzieci nie wytrzymały i to one błagały mnie o wezwanie policji. I wtedy trochę odpuścił. Miał do mnie żal o policję. Pilnował się, ale trochę odpuścił. Ale zaczął coraz częściej nie wracać na noc. Dla mnie lepiej bo jak za dużo wypił to poszedł w miasto i byl spokuj. Mnie też juz zaczęły puszczać nerwy. Jak wracał krzyczałam. Bo przepijal większość pieniądzy, które zarobił. A pracy stałej nadal nie miał. I nagle znalazł stałą pracę, zaczął o siebie dbać. I telefon nosić przy sobie. I tak w ciągu 2 lat miał 5 Pan o których się dowiedziałam. Ale jest ich na pewno więcej. Twierdzi , że z nimi nie sypial. Niektóre z nich to potwierdziły. Założył konto na Facebooku i znalazł Pania od listów z przed lat. Napisał jej, że żałuje, że pozwolił jej odejść i oddał ja innemu. Bo Pani zdążyła wyjść za mąż. My właściwie od dwuch miesiący spaliśmy osobno. Nie wtrącalam się w to co robil. Dzwonili i sms-owali codziennie. Współczuję mężowi tej Pani. Po miesiącu mój mąż stwierdził, że chce ratować nasze małżeństwo. Przez dwa tygodnie mnie męczył. Dostałam wgląd do bilingow i części sms-ów. Dałam sie przekonać bo go wciąż kocham. Ale okazało się, że mimo obietnic nie zerwał z Pania. Wściekłam się i wysłałam wiadomość do Pani. Nigdy nie zdradziłam męża. Nie rozumiałam tego co robili. Wyznawali sobie miłość ale nie spotykali się ze sobą. Pani nie chciała odejść od męża ale jednocześnie dzień i noc rozmawiała z moim. W końcu jej mąż dowiedział się o wszystkim, nie ode mnie. I zaczęło sie psuć. Ja kazałam im sie zdecydować, mąż ja pilnował. Mimo wszystko kontakt utrzymywali. Wszystko trwało trzy miesiące. I nagle koniec. A mój mąż wrócił do starych nawyków. Imprezuje na mieście nie ma go po dwa dni. Twierdzi, że zmieni kartę w telefonie abym nie mogla go znaleźć, mimo, że od dawna nie sprawdzam telefonu. Nie chce mnie zostawić chociaż dobrze zarabia. Stać go na wynajem mieszkania. Dzieci mamy duże. Nic go nie trzyma. A jednak kiedy mówię o rozstaniu to krzyczy, że chce rozwalić nasze małżeństwo. Grozi mi. Czuję, że tracę zmysły. Na siłę go nie wyrzuce z domu. Starałam się dawać mu kolejne szansy. Ale ile mogę znieść. Czuję, że się duszę. Zdaję sobie sprawę, że mną manipuluje a ja głupia 41 letnia baba pozwalam mu na to. Bo boję się samotności, boję się zaczynać od nowa. Wiem, że trochę chaotycznie opisałam, ale tego jest dużo i starałam się wszystko skrócić. Ale właśnie taki chaos mam w głowie. Co robić?
Dajesz się poniżać, sobą manipulować, jak długo jeszcze wytrzymasz? Co jeszcze musi się zdarzyć? Wierzysz w cud? Pora otworzyć oczy.
Już dawno powinnaś to przeciąć i zakończyć, gdybyś to zrobiła dziś być może nie trafiłabyś na tę stronę. Jesteś od niego uzależniona i pora sobie to uświadomić.
Świadomość tego jest jedyną droga do wolności w tym przypadku. Proponuję konsultację u specjalisty aby otworzył Ci oczy na to co się w Twoim życiu dzieje.
Cytat
Każdy z nas się tego boi, każdy z nas gdy stanął w obliczu samotności to chciał ratować swoje związki, za wszelką cenę. Wielu z nas gotowych było, od razu przebaczyć zdradę i zatrzymać partnera, partnerkę.
Jednak po czasie okazuje się, że większość z nas "cieszy" się z podjętej decyzji, czy to samemu, czy to z bycia postawionym przed faktem dokonanym.
Z tego co piszesz, twoje życie to częsty stres, ból i cierpienie, niepewność itp. emocje.
Życie nie powinno tak wyglądać, mamy je jedno i kiedy ktoś komu powinno na nas zależeć, ktoś kto powinien nasz szanować, kochać oraz wspierać, tego nie robi to decyzja powinna byc jedna.
Nie będę tu juz pisał abyś rozmawiała z mężem, ratowała ten związek, bo z tego co piszesz wasz związek jest martwy od wielu lat a Ty sama dostajesz jakieś ochłapy zamiast partnera.
Nie jesteś w takim wieku, aby nie móc znaleźć kiedyś ciepła miłości i wsparcia w innej osobie.
Pamiętaj, że na miłość nie jest nigdy za późno, zakochać może się osoba bardzo młoda oraz osoba już bardzo dojrzała.
Ty jesteś w średnim wieku, więc masz jeszcze dużo czasu, aby być w końcu szczęśliwa.
Czasem coś co wydaje nam się dramatem, jest po prostu czymś pięknym czego się tylko boimy, bo nie wiemy co nas czeka i tego nie rozumiemy.
Pomyśl sobie troszkę inaczej, napiszę wręcz scenariusz Twojego być może przyszłego życia.
Rozwodzisz się z mężem, definitywnie kończysz wasz związek, chodzisz na terapię, podnosisz się psychicznie po nieudanym związku, dotychczasowym życiu.
Przez jakiś czas jesteś zagubiona, być może nawet nieszczęśliwa, ale układasz sobie wszystko powoli.
Zajmujesz się sobą, stajesz się bardziej atrakcyjna, bardziej pewna siebie, inwestujesz w swój rozwój.
Zaczynasz chodzić na jakieś dodatkowe zajęcia aby wypełnić sobie wolny czas, tam poznajesz miłego, przystojnego mężczyznę po przejściach lub wdowca.
Zbliżacie się do siebie, Ty na nowo odnajdujesz z kimś swoistą więź, przychodzi zauroczenie, miłość.
Jest wam wspaniale, nagle zdajesz sobie sprawę jak twoje zycie u boku męża było smutne, złe i wręcz dramatyczne.
Piękna historia? Jasne że tak, od Ciebie zależy czy pozwolisz się komuś odszukać, czy zostaniesz w tym "dramacie"
Pamiętaj, że my tylko tutaj piszemy, nie kieruj się nigdy w 100% naszymi radami, bo nikt nie jest w twojej skórze.
My mamy jedną zaletę, patrzymy z boku na twoje życie jakie opisałaś i uwierz mi i chyba zgodzą się ze mną wszyscy.
Tak nie powinno wyglądać życie, ciągle młodej kobiety!
Karmiki - dość pokraczne terminy i spojrzenie ale ma sens również dla Rogatej. Sama tworzysz taki układ, bierzesz w nim czynny udział, po tylu latach gdzie reguły ustalane są na początku nic nie zmienisz, zresztą nawet nie wiesz co; łatwiej Ci będzie trafić na kogoś kogo nie będziesz musiała zmieniać żeby przestać się dusić;
Koniecznie szukaj terapii uzależnień bo tkwiąc w patologi, oczywistych rzeczy nie widzisz i uważasz za normę;
On pije ale raz w tygodniu ...
to forma niby jasnego komunikatu ale w tym wypadku i wytłumaczenia, bo przecież jak pije raz w tygodniu to nie grzech, trochę jak każdy ...
sama jesteś tzw. Dorosłym dzieckiem alkoholika, weszłas w związek bardzo młodo - być może ucieczka przed bagnem w rodzinnym domu ale powielasz schemat...
Poszukaj pomocy psychologicznej czy to dla osób wspoluzaleznionych, Dda ... psychologa
Cytat
Myślę, że ważne abyś wzięła pod uwagę, że jeśli Twój partner nie będzie chciał podjąć leczenia, to przede wszystkim Ty powinnaś zaopiekować się sobą i poszukać opieki psychologicznej dla siebie.
Powinno Ci to zaprocentować nawet wtedy, gdy on nie podejmie leczenia, bo Twoja zmiana sama z siebie wymusi zmianę jego postępowania.
Komentarz doklejony:
Cytat
bardzo pomaga w takich momentach, jeśli głębiej przyjrzysz się temu czego się konkretnie boisz; i jak już do tego dojdziesz, co to jest, to sobie ten strach zracjonalizować;
I nie zaslniaj sie prosze tym, ze byc moze trzba bedzie zaczac zycie na nowo i ze aie tego lekasz.
Wiekszosc z tu obecnych musialo przekrocyc swoj Rubikon i "zaczac zycie na nowo" i sa zywym dowodem na to, ze tak sie da
Masz dopiero 41 lat... Sa tu osoby, ktore zaczey to nowe zycie kilka, kilkanascir lub nawet kilkadziesiat lat pozniej niz Ty mozesz...
Sam dwa lata temu musialem sobie powiedziec: "kosci zoztaly rzucone, nie ma odwrotu, do przodu lub zgin"...
Dzis... Dzis nie jestem sam :