Logowanie

Nazwa użytkownika

Hasło



Nie masz jeszcze konta?
Zarejestruj się

Nie możesz się zalogować?
Poproś o nowe hasło

Ostatnio Widziani

# poczciwy00:44:59
obserwator00:48:34
Brunetkatonieja00:57:37
Lukas5401:35:58
Cry01:55:35

Shoutbox

Musisz zalogować się, aby móc dodać wiadomość.

pit
04.01.2023 09:01:20
W nowym roku życzę wszystkim znalezienia sensu życia oraz odpowiedzialności za swoje życie Uśmiech

pit
26.12.2022 17:12:35
Czy jesteśmy aniołami dla siebie ? Uśmiech https://youtu.be/1
qaEFB-hgmg

hurricane
24.12.2022 18:19:48
Spokojnych Świąt Bożego Narodzenia dla Wszystkich Uśmiech

NowySzustek
28.11.2022 23:28:10
Gdzie ten chat?

lIANKA
28.11.2022 21:27:18
witam

Metoda 34 kroków

Metoda 34 kroków dla kryzysu w małżeństwie na odzyskanie pewności siebie w oczach partnera.

1.Nie śledź, nie przekonuj, nie proś i nie błagaj.
2.Nie dzwoń często.
3.Nie podkreślaj pozytywnych elementów związku.
4.Nie narzucaj się ze swoją obecnością w domu.
5.Nie prowokuj rozmów o przyszłości.
6.Nie proś o pomoc członków rodziny-masz wsparcie teściów póki są po Twojej stronie.
7.Nie proś o wsparcie duchowe.
8.Nie kupuj prezentów.
9.Nie planuj wspólnych spotkań.
10.Nie szpieguj, to Cię zniszczy.
11.Nie mów 'kocham Cię'.
12.Zachowuj się tak, jakby w Twoim życiu było wszystko w porządku.
13.Bądź wesoły, silny, otwarty i atrakcyjny.
14.Nie siedź, nie czekaj na żonę/męża , bądź aktywny, rób coś.
15.Będąc w kontakcie z nim/nią postaraj się mówić jak najmniej.
16.Jeżeli pytasz co robił/a w ciągu dnia, przestań pytać.
17.Musisz sprawić, że Twój partner zauważy w Tobie zmianę, że możesz żyć dalej z nim/nią lub bez niej/niego.
18.Nie bądź opryskliwy lub oziębły, po prostu zachowaj dystans.
19.Okazuj jedynie zadowolenie i szczęście.
20.Unikaj pytań dotyczących związku do chwili, gdy zechce sam/a z Tobą o tym rozmawiać.
21.Nie trać kontroli nad sobą.
22.Nie okazuj zbytniego entuzjazmu.
23.Nie rozmawiaj o uczuciach.
24.Bądź cierpliwy.
25.Nie słuchaj co naprawdę mówi do ciebie.
26.Naucz się wycofywać, gdy chcesz zacząć mówić.
27.Dbaj o siebie.
28.Bądź silny i pewny, mów cicho i spokojnie.
29.Pamiętaj, że jeżeli zdołasz się zmienić,Twoje konsekwentne działania mówią więcej niż słowa.
30.Nie pokazuj zagubienia i rozpaczy.
31.Nie wierz w nic co usłyszysz i 50% tego co widzisz.
32.Rozmawiając nie koncentruj się na sobie.
33.Nie poddawaj się.
34.Nie schodź z raz obranej drogi.

moja historiaDrukuj

Zdradzony przez żonęMoja historia... Po 12 latach dość nieudanego małżeństwa (nakierowanego całkowicie na "obsługę" żony, skupionej na nauce i pracy, nie zajmującej się domem, mną, bardzo powierzchownie dziećmi, seks bardzo rzadko, średnio udany) nasza równia pochyła, która zaczęła się jakieś sześć lat temu, dobiła dna. Co nas łączyło? Długo uczucie. I dzieci. I nadzieja, że któraś rozmowa zadziała i "będzie lepiej". Coraz częściej mówiłem o rozwodzie, coraz częsciej dochodziło do sprzeczek, a nawet sporadycznie awantur, w tym przy dzieciach. Aż na początku czerwca usłyszałem "Jestem zakochana. Mam kogoś. Wyprowadź się". No ale uczucie? Dzieci? Przysięga? Nadzieja na poprawę? Kto to jest? "Nic nie powiem". I zaczęły się dwa najgorsze miesiące w moim życiu. Schudłem 15 kg. Nie spałem. Osiwiałem. Chyba zrobiłem podstawowy błąd: zacząłem walczyć. O żonę (kocham), o rodzinę (dzieci są dla mnie najważniejsze w życiu), o naprawę - z pełną świadomością, jak źle było między nami. Poruszyłem niebo i ziemię, rodziny, najbliższych przyjaciół. Zadbałem o siebie. Stopniowo dowiadywałem się najgorszego. Aż zyskałem pewność. To klient mojej żony, młodszy od niej trzy lata, kłopoty z prawem. Tak, uprawiali seks, u nas w domu, w samochodzie, w lesie. Nigdy jej, dżentelmen, nie zaprosił do siebie. Dał jej to, czego, jak twierdzi, nie miała ode mnie: zainteresowanie, czułość i seks. Zapomina tylko, że ja jej to wszystko dawałem, ale stopniowo przestałem, nie dostając niczego w zamian. W łóżku nie zdążyliśmy się odnaleźć. Sprzedała mu większość naszych "tajemnic". Okłamywała mnie perfidnie. Okłamywała też jego i ich wspólnych przyjaciół. Namawiali się wspólnie, jak mnie wykurzyć z domu, on ją "weźmie z dziećmi", jak podzielić nasz majątek, bym poszedł z torbami. "Ja nie mogę bez niego żyć!" - odpowiadała na moje próby rozmowy. "Udało się". Pod presją zerwała z nim. Romans trwał dwa miesiące. W międzyczasie posypało mi się życie. Zrezygnowałem z jednej pracy, by mieć więcej czasu dla dzieci. Potem pojawiły się inne kłopoty: zdrowie (pobyt w szpitalu), wypadek samochodowy... Ja całe wakacje z dziećmi na wyjeździe, ona nie, bo się boi rodziców, bo się boi teściów, bo ma dużo pracy, bo jest zmęczona. Teraz wciąż mieszkamy razem. Nie ma dnia spokoju między nami. Żona próbuje mnie upokorzyć, wyzywając od najgorszych, rzucając wulgaryzmami, wypominając nieudany seks. Przerzucając winę za wszystko na mnie. O sobie mówi "popełniłam błąd, każdy może popełnić błąd." Romans jej zdaniem to "dawno i nieprawda" i żebym przestał się czepiać. Różnie to znoszę, czasem cierpliwie czekam, co dalej. Czasem wybucham. Wybuchy oczywiście obracają się przeciwko mnie. Mnie wspiera rodzina i garstka przyjaciół, która wie. I wiara. Która każe przebaczyć i nie pozwala ani oddalić żony, ani opuścić rodziny. Czyli daje siłę, ale trzyma w szachu przed oczywistą decyzją. Ale też byłem świadkiem cudu i wiem, że to, co zdaje się niemożliwe, staje się rzeczywistością. A żona? Ona "nie wie". Chce rozwodu. No, gdybym jeszcze się zachowywał normalnie... Ale przecież nie będzie oszukiwać siebie, dzieci, mnie i rodziny. Nie oszukuj, odpowiadam. I nie wierzę w to "zerwanie". Jeśli już, to na chwilę, żeby "uporządkować sprawy", i z powrotem. Ja chcę separacji i żeby to ona się wyprowadziła. Dostęp do dzieci pełen. Chciała to zrobić, ale zmieniła front. Teraz to ja znowu mam się wyprowadzić i do dzieci mogę przychodzić, kiedy chcę. Mam się gdzie wyprowadzić. Miałbym do kogo, gdybym chciał. No i zaczęła kontratak. Dyskredytuje mnie, gdzie może. Okłamać mnie to dla niej nadal bułka z masłem. 34 punkty znam, nie wszystkie mnie przekonują, nie wszystkie pasują do nas. Wiekszość staram się stosować. Jak nie stosuję, to tylko się podkładam żonie. Ona 32 lata, bardzo atrakcyjna. Ja 38 o innych zaletach pewnie niż uroda. Dwie córki (11 i 2 lata). Rewelacyjne dziewczyny, bardzo udane. Ja jeszcze nie wiem, czego chcę. Pożądam i czuję obrzydzenie. Kocham i nie chcę widzieć na oczy. Obiektywnie patrząc wiem, że to koniec i nie ma o co walczyć. Subiektywnie czuję, że wszystko jest możliwe, a przede wszystkim, że to bardzo świeże i trzeba czasu, żeby ogarnąć wzrokiem te ruiny i spaloną ziemię. Mam też taką - głupią, przyznajcie - myśl, że ona mnie kocha. Znam ją dobrze, bo naprawdę byłem na niej skupiony przez te wszystkie lata, nie jest to niemożliwe. Ale pewnie jestem naiwny. Moja żona jest adwokatem. Przesrane, co? Sam jestem sobie winien? Nie zachowuje się jak mężczyzna? Takie myśli mi zaszczepia ona. Nieskutecznie (jestem dość odporny, znam swoją wartość, wiem, co mogę zaoferować kobiecie, choć oczywiście są momenty, kiedy samoocena spada w dół). Co Wy na to?
6304
<
#1 | ottohetman dnia 04.09.2018 20:18
Wydaje mie sie że źle pojmujesz walkę o małżeństwo żle interpretujesz wiare. Myslisz ze wiara najpewniej katolicka każe ci trwac w tym i dać sie upokarzać. Tak sobie wmowiles bo ci wygodniej ze strachu. Wmowiles sobie ze strachu ze jestes herosem. Nic bardziej mylnego. Poczytaj sobie Pismo Święte kto oddala swoją żone popelnia grzech chyba ze robi to w przypadku popelnienia przez nią nierządu. Masz kawe na ławe. Boisz sie odejść a ona cie upokarza bo ty sie sam poniżasz i nie szanujesz. I odziwo to ty jestes nie fer w stosunku do swojej wiary bo sie nie szanujesz. Jak ktos chce odejsc to niech odejdzie. Nie tkwij w tej sodomii. Sory nic Cie nie usprawiedliwia ze pogłębiasz bałagan chociaz myslisz że robiszto ze szlachetnych pobudek to bardzo sie mylisz. Przemysl to wszystko zadnym Herosem nie jestes ale nueszanującym sie sługusuem ktoremu coś sie wydaje ktory coś sobie wmówil i tkwi w bagnie. Musisz sie z bagna wydostac przy pomocy odcięcia sie od tego ktory robi bagno. Mozesz to nazwac rozwodem. Nic tu sie nie zmieni dzieki twojej walce. Nie bądz naiwny.
14039
<
#2 | Romanos dnia 04.09.2018 20:33
No atary... Potrzebowala by ja ktos (znaczy Ty) "wyprowadzil na ludzi" i jak juz to zrobil to przestal byc potrzebny...
Zbieraj "kwity" i walcz...
Nie zrobisz tego to predzej lub pozniej ona Ciebie ,wy....a bez mydla".
14370
<
#3 | lamur dnia 04.09.2018 20:56
ottohetman - dziękuję za te słowa, bardzo się z nimi utożsamiam, to ważne, kiedy ktoś pisze tak otwartym tekstem - może to rzeczywiście strach... Co do Pisma Świętego - znam oczywiście ten fragment, tam jest prawdopodobnie (nie jestem oczywiście specjalistą) błąd w tłumaczeniu, w oryginale sens jest "nawet w przypadku nierządu" - to jest ewangelia kierowana do gminy żydowskiej, oni mieli mojżeszowy list rozwodowy i chodziło o podkreślenie nierozerwalności węzła małzeńskiego. Aczkolwiek Kościół dopuszcza osobne życie małżonków.

Romanos - niestety tak to trochę wygląda, "murzyn zrobił swoje, murzyn może odejść". Ale walcz, czyli? Zbierac kwity i składac pozew? O separacje? O rozwód?
14039
<
#4 | Romanos dnia 04.09.2018 21:04
Tak. Pozew i rozwod. Z jednej strony, skoro ona jest adwokatem, moze Ci sie wydawac (a i ona moze tak sugerowac) ze rozwod to bedzie "droga przez pieklo".
Z drugiej strony, jesli bedziesz mial na nia mocne "kwity" mozesz ich uzyc rowniez do tego, zeby w razie czego zniszczyc jej reputacje.
A reputacja w zawodzie adwokata jet raczej potrzebna...
Wybacz, ale mam wrazenie ze najbardziej prawdopodobna jeat wojna na ktorej "nie bierze sie jencow". I na to sie niestety przygotuj...
13728
<
#5 | poczciwy dnia 04.09.2018 21:29
Witaj lamur,
Żal patrzeć na kolejnego gościa, który został w tak bezczelny i perfidny sposób potraktowany.
A teraz będzie mniej miło. Faktycznie jak zauważyli moi przedmówcy to co w tej chwili robisz to nie walka a wręcz dawanie jej dodatkowych argumentów, że z mężczyzny już u Ciebie mało zostało.
Złota zasada powtarzana jak mantra na tym portalu - chcesz żeby Cię inni szanowali to szanuj siebie. Ty tego nie robisz więc i nie oczekuj, że żona będzie Cię szanować.
Ona odpłynęła i na ten moment jedyne co musisz to ratować siebie, uciekać w sensie mentalnym z tego pseudo związku, dokonać szybkiego cięcia.
Na ten moment Ciebie w jej życiu nie ma a jeśli jesteś to tylko w postaci przeszkody na drodze do jej szczęścia. Na nic wspomnienia Waszych miłych chwil, momentów. To nie zadziała a wręcz odniesie odwrotny skutek.
Poczytaj sobie dostępne tu historie. To jest pewien schemat, który się powtarza.
Jeśli chcesz jeszcze kiedykolwiek odzyskać żonę i rodzinę, choć szczerze w to wątpię (po ochłonięciu i zobaczeniu skali gruzowiska) to teraz musisz się odciąć od czynnika, który Cię świadomie rani, krzywdzi i poniża.
Powodzenia!
14370
<
#6 | lamur dnia 04.09.2018 21:45
Kwity mam, gdybym chciał jej zaszkodzić, to na pewno to mogę zrobić, jesli chodzi o reputację. A teraz ona zbiera materiał na mnie. Głównie dyskredytuje. Chodzi po sąsiadach, spotyka się ze wspólnymi znajomymi (którzy wiedzą)... Nadrabia stracony na romans czas (mam pełną dokumentację), nagle zaczęła poświęcać czas na dzieci (no, głównie młodszą, ze starszą ma słaby kontakt)...

Komentarz doklejony:
Poczciwy - i Tobie dziękuję, bo znowu czuję, że to w dziesiątkę. Ale szybkie ciecie to po prostu wyprowadzka (i zostawiam dzieci), czy pozew i walka? Bo w wlace korzystniej dla mnie nie porzucać rodziny i dzieci...
3739
<
#7 | Deleted_User dnia 04.09.2018 22:06
Ona Cie nie kocha. Ona Cie nie uwaza nawet za mezczyzne. No to jak masz kwity to dobrze. Teraz musisz to dobrze rozegrac. jak dobrz epojdzie to reputacje tez jej zniszczysz. Pewnie za jakis czas jej przejdzie z tamtym gosciem bo kobiety takie sa. Kieruja sie emocjami ty jej tego nie dawales to sobie wziela od kogos innego. Musisz je zaszkodzic bo inaczej ona zaszkodzi tobie. to juz jest wojna albo ty albo ona. Plusem jest to ze niedlugo jej przejdzie i zrozumie co zrobila.
14039
<
#8 | Romanos dnia 04.09.2018 22:07
A sasiedzi to durnie ktorzy szybciej uwierza jej slowom niz temu co sami ewentulnie widzieli lub slyszeli?
Obserwuj to co robi, zebys nie byl zaskoczonyb ale sam rob swoje i to tak, zeby ona jak najmniej wiedziala...
I jak najszybciej pozew. Niech ma jak najmniej czasu na urabianie srodowiska.
14370
<
#9 | lamur dnia 04.09.2018 22:28
Separacja czy rozwód? Wyłącznej winy nie wywalczę. Zostaje więc walka o dzieci. Też nie będzie łatwo - różne okoliczności tu wchodzą w grę. Sama sobie na pewno nie poradzi z dwójką (jest pracoholiczką i musiałaby mieć do pomocy nianię na 20 godzin), a już na pewno nie z wychowaniem, bo nie ma o tym pojęcia (jest z domu księżniczką).
13728
<
#10 | poczciwy dnia 04.09.2018 22:33
lamur,
przeczytaj moją historię, ja się wyprowadziłem dopiero później składałem pozew o rozwód. Za równo tydzień mam czwartą i zarazem ostatnią rozprawę. Mam respekt przed sądem, ale nie wyobrażam sobie innego rozstrzygnięcia jak na moją korzyść. Rozwód zawsze w trakcie trwania procesu ( aż do ogłoszenia wyroku) możesz zmienić na separację i odwrotnie - nawet kilka razy. To Twoje prawo.
Także nie ma się co zastanawiać tylko wytaczać ciężkie działa...

Komentarz doklejony:
Jeszcze jedno

Cytat

Bo w wlace korzystniej dla mnie nie porzucać rodziny i dzieci...

Tutaj masz rację, ale jeśli masz papiery na to by wykazać, że wyprowadzka nie była przyczyną rozpadu tego małżeństwa a tylko skutkiem to nie masz się o co martwić.
Dlaczego uważasz, że nie masz szans na wyłączną winę?
4452
<
#11 | dirty dnia 04.09.2018 23:26
W kwestii wiary i tego fragmentu tak jak pisałeś Lamur - uzupełnia on de facto stare testamentowe pojmowanie wiary i kwestii rozwodu, które nowo testamentowe nauczanie ma uzupełnić / wypełnić.
Dalej w kwestii duchowości ale i takiej zwyczajnej normalności - chcesz (i nie chcesz) ratować na siłę jednak nie ma takiej możliwości, gdy druga strona o to nie prosi. Często porównuje to do warunków spowiedzi: żal za grzechy, mocne postanowienie poprawy, zadośćuczynienie inaczej naprawa szkody (o ile to możliwe) - nie masz na tym etapie żadnego z tych punktów. Zakładam, że na tym etapie romans zszedł wyłącznie do podziemia bo być może zbyt wiele było do stracenia.
Co pozostaje?
- w kwestii wiary - chcesz ratować 34 kroki przestań prosić i obserwuj
- w kwestii ochrony siebie i dzieci pewnie konieczny jest kontakt z mecenasem z innego miasta by jednak zabezpieczyć siebie
- odpowiedz sobie na pytanie czego Ty chcesz odnośnie dzieci jeśli dojdzie do rozmowy. Czy chcesz by były z Tobą? Czy chcesz by była opieka naprzemienna ? Były z nią? i dlaczego tak chcesz - to wybór, zemsta ?... te pytania nakreślą dalsze korki postępowania.
7236
<
#12 | Nick dnia 05.09.2018 02:42
Lamur, na podstawie Twoich wpisów , mam wrażenie że jesteś uzależniony , albo współuzależniony.

Jak piszesz , ten związek kulał, czułeś się w nim źle, doskwierały Ci deficyty, ale trwałeś.
Potem była zdrada a na dodatek knowania jak zabrać Twoja kasę i dać kochankowi.
Teraz , kpi z Ciebie.

A Ty ?
Nadstawiasz drugi policzek.
Wiesz, w Biblii nie ma takiej sytuacji , żeby uderzony raz w policzek prosił się o nokaut, ale lekcja asertywności .

Kochasz ja.
A czy dla Ciebie jest milosc ?
Bo są tacy którzy twierdzą , że milosc to nie uczucie ale postawa.
Jaka jest Twoja postawa ?
Raczej cierpiętnika .

- "to , że Ciebie kocham nie daje Ci prawa mnie krzywdzić "

Z jakichś przyczyn ( może DDD, DDA ?) lubisz być krzywdzony, chcesz mieć poczucie bycia ofiara.

Co chcesz tym zyskać ?
Szacunku żony tym nie zdobędziesz .

Dzieci- one są największymi przegranymi.
Rozwód rodziców zawsze odbija się na dorosłym życiu dzieci. Ale nie tylko rozwód formalny jest tego powodem. Rozwód emocjonalny, choćby nie orzeczony sądownie jest tak samo destrukcyjny.

Rozwód czy separacja .
Separacja dla żony byłaby jej porażka .
Miałaby dalej związane ręce , prawdopodobnie walczyłaby o orzeczenie rozwodu.

Ale, wcale nie znaczy , że jesteś na straconej pozycji .
Masz kartę przetargowa w postaci zabezpieczonych dowodów . Pewnie na wiele się zgodzi , żeby tylko nie zatruły jej kariery.

Tylko zadbaj o te dowody, tak by były poza zasięgiem żony i jej byczka co ma na bakier z prawem.

Popieram pomysł zatrudnienia adwokata z innego regionu .
No... chyba ze żona ma jakichś wrogów na swoim terenie.

Przyjmij do wiadomości , że jesteś na wojnie .
Na wojnie wypowiedzianej Tobie przez żonę .
Nie licz na jej skrupuły w osiąganiu jej celów .

Nie ma miejsca na miękka grę .
No chyba ze masz neurotyczną potrzebę bycia ofiara.
13414
<
#13 | matrix dnia 05.09.2018 12:26
lamur , czy dyskredytowanie Cię gdzie tylko może , obmawianie po sąsiadach i znajomych to oznaka miłości z jej strony ? Myślę , że samo to pokazuje jak bardzo sama chce się wybielić Twoim kosztem , pokazując Twoją osobę jako tego złego. Czy planując jakąś dalszą przyszłość z Tobą robiła by tak? Jest adwokatem , jest inteligentna , niestety jej działania mogą być tylko w celu zrobienia z Ciebie osoby winnej albo współwinnej przy rozwodzie .Romans może dalej w najlepsze trwać tyle ,że w podziemiu , do zakończenia sprawy z Tobą.

Cytat

Namawiali się wspólnie, jak mnie wykurzyć z domu, on ją "weźmie z dziećmi", jak podzielić nasz majątek, bym poszedł z torbami.

Pisząc takie rzeczy , wiedząc jakie były działania wobec Ciebie okłamujesz się ,że kocha Cię?
Dowody dobrze zabezpiecz i pomyśl nad dyktafonem , aby nie zostać z niczym,oczywiście też jak przedmówcy pisali prawnik Ci potrzebny.
14370
<
#14 | lamur dnia 05.09.2018 17:11
Znalazłem fakturę za nowy telefon sprzed trzech dni... Hm, ciekawe po co jej nowy telefon? Pytanie za trzy punkty! "Kupiła koleżanka i wzięła fakturę na mnie, bo potrzebuję kosztów". Ktoś może podziela moją teorię, że to do tajnych kontaktów z kochankiem? Czy świruję?
13728
<
#15 | poczciwy dnia 05.09.2018 17:44
lamur, ależ oczywiście, że do kontaktów z kochankiem...
Patrz punkt 31. metody 34 kroków.
Możesz odpowiedzieć na moje poprzednie pytanie?
11897
<
#16 | murka dnia 05.09.2018 17:48
Jasne że świrujesz Z przymrużeniem oka mój mąż kupił kiedyś sobie balerinki, znalazłam paragon. Podobno błąd przy kasie bo to były buty do kosza, rozmiar faktycznie na dużego chłopa, to pominę. Uśmiech pominę także takie drobne kwestie że całe życie słyszałam że kobieta w balerinkach jest totalnie aseksualna...
Jesteśmy bandą naiwnych głupków Uśmiech
13880
<
#17 | Crusoe dnia 05.09.2018 18:07
Witaj Lamur.Ja uważam że prędzej wywalczysz jej wyłączną winę niż dzieci.Ale musisz zawalczyć.Samo nic się nie zrobi.Z tą fakturą to musiałeś się wygadać?Już wie że drążysz temat.Będzie ostrożniejsza.Detektyw o ile Cię stać i totalna ,dyskretna inwigilacja we własnym zakresie.Może jakiś kumpel ,kuzyn pomoże,poobserwuje ,może pstryknie parę fotek ,albo nagra coś w kawiarni.Pomyśl.Zadziałaj.

Komentarz doklejony:
Dyktafon w samochodzie.Wielu już pomógł.
14370
<
#18 | lamur dnia 05.09.2018 18:59
Boże, jak to dobrze spotkać ludzi, którzy w lot rozumieją, co jest grane i nie owijają w bawełnę. Bardzo wam dziękuję za te głosy, gaszą skutecznie moje wątpliwości i nadzieje.

poczciwy - nie mam szans na wylaczna wine, bo moja zona jako adwokat prowadziła sprawy rozwodowe, wie jak sie to robie. Po drugie co mi daje jej wyłączna wina? Chyba szkoda zachodu i nerwów. Ona chyba chce tego rozwodu.

Crusoe - dykatofon odpada, nie jeździ samochodem, mam też pełną świadomość, co w sądach może ojciec, nawet lepszy niż matka, zgadzam sie z Toba, dojrzewam do odejścia i bycia dochodzącym ojcem - powinienem dać radę, dziewczyny za mną przepadają, powinno mi się udać dostosować do ich potrzeb, to ja zresztą wymyślałem większość rozwiazań (zabawa, nauka, zajęcia, konkursy, wsparcie, "poważne rozmowy"Z przymrużeniem oka.

Naprawdę miała ode mnie dużo szans, jeszcze przed romansem, prób rozmów, rozwiązań... Wszystkie olewała. W trakcie romansu tym bardziej miała mnie gdzieś. Teraz - jeszcze gorzej. Oto zestaw jej odzywek do mnie: "spierdalaj", "jesteś chujem", "parodia mężczyzny", "to nie twoja cipa", "dobrze, że masz małego, to nie można trafić" (kiedy próbowała mnie kopnąć), "jakbym miała kaprys, to bym Cię wsadziła za nielegalne czytanie mojej korespondencji" (to mnie ubawiło).

No, chyba muszę się wycofać z własnego podejrzenia, że mnie jednak kocha...

Podział majątku u nas dość oczywisty (nie powinien stanowić aż takiego problemu, trochę się dorobiliśmy, ale ewentualny podział dość naturalny, jedno mieszkanie z kredytem kupione na wynajem z myślą o starszej córce - może tak przecież zostać, nawet notarialnie już teraz możemy jej to zapisać), dzieci nie powinna mi ograniczać (nic na to nie wskazuje), mojej wyłącznej winy nie jest w stanie wykazać.

Ja satysfakcji nie potrzebuję. Potrzebuję tylko dobić resztki nadziei, że to ma sens i trzeba jej dać czas... No i nie obcować z nią - to mój cel, mnie to wystarczy. Jedyne, co mnie powstrzymuje to odpowiedzialność za dzieci, wiem, że mnie potrzebują i będzie im ciężko zrozumieć, że to tata "opuścił rodzinę"...
13414
<
#19 | matrix dnia 07.09.2018 00:10
lamur , ona ma zero szacunku już do Ciebie , słowa jakie napisałeś to co mówi do Ciebie nie dają raczej złudzeń.Twardo pokazuje , że stoisz na drodze do jej szczęścia ,dziwi mnie tylko to , że mając 2letnie dziecko w domu tak się jej zmieniło.
14370
<
#20 | lamur dnia 07.09.2018 10:27
Jak to jest, że sytuacja jest tak oczywista, a jednak jakoś trudna? I emocjonalnie, i logistycznie... U mnie nie są to dramatyczne bariery - szczerze opisałem, jak to między nami było i jest - a jednak trochę szkoda...

matrix - a czy jakimś wyjaśnieniem jest fakt, że jest z domu księżniczką a z charakteru egocentryczką i to jej potrzeby zawsze były najważniejsze? To u niej chyba silniejsze niż dzieci. Może jestem niesprawiedliwy, ale tak to wygląda z mojej perspektywy...
13414
<
#21 | matrix dnia 07.09.2018 11:38
Właśnie te jej potrzeby , spełniałeś jej zachcianki a chyba zapominałeś o sobie niestety.

Cytat

Po 12 latach dość nieudanego małżeństwa (nakierowanego całkowicie na "obsługę" żony, skupionej na nauce i pracy, nie zajmującej się domem, mną, bardzo powierzchownie dziećmi, seks bardzo rzadko

Dawałeś się jej realizować , zajmowałeś się dziećmi , napisałeś , że ona bardzo powierzchownie , myślisz ,że ona jest w stanie się zmienić z dnia na dzień?Więcej poświęcać im czasu?
Może uda Ci się dogadać z nią,dać jej rozwód i niech sobie ucieka do tamtego gościa a dzieci niech zostaną z Tobą?

Cytat

To klient mojej żony, młodszy od niej trzy lata, kłopoty z prawem.
Tak naprawdę nie zna go , nie wie czego się spodziewać po nim , czy choćby dlatego nie jest warto zawalczyć o córki?
14370
<
#22 | lamur dnia 07.09.2018 18:08
matrix - no własnie dlatego (córki) cierpliwie (a czasem niecierpliwie) siedzę w domu, zajmuje dziewczynkami, skróciłem nawet czas niani z 10 godzin do 8, żeby z nimi pobyć, cieszy mnie to. Obcowanie z nią źle na mnie działa. Jeszcze gorzej rozmowy (niestety, jeśli już, to inicjowane przeze mnie), w których albo zgrywa głupa i stosuje swoje sztuczki (zmiana tematu, ciężkie westchnienia, robienie coś równolegle - całe zycie tak ze mna najczęściej rozmawiała), albo się dowiaduję, jak skandalicznie się zachowuję ja (np. budzę ją w nocy).

Nie wiem, może naprawdę z nim zerwała, w sumie w tej chwili to dla mnie bez znaczenia. Jeśli zerwała, to nie dla mnie. A zachowuje się tak, że w zasadzie nie mam wątpliwości, komu jest wierna.

Dziś dowiedziałem się, że pofatygowała się do banku, żeby cofnąć mi pełnomocnictwo do (naszego) konta, którym operuje ona (tam przychodzą jej dochody). Powiedziałem jej, że to wypowiedzenie wojny, na co ona, że nie i to "nic nie znaczy". Ubawiło mnie to.

W poniedziałek mam spotkanie z adwokatem.

A przed nami "rodzinny" weekend. W niedzielę przychodzi bliska przyjaciółka (prawniczka, która wie) a nocuje mój najbliższy przyjaciel (prawnik, też wie). Paranoja i teatr.
13414
<
#23 | matrix dnia 08.09.2018 00:23
lamur
Masz już jej dość i to jest mimo wszystko pozytywne , powoli dochodzisz do tego co będzie dla Ciebie lepsze , trwanie w pustym związku dodatkowo obarczonym zdradą jest do du.y.Myślę , że Twoja żona patrząc na jej szybie działania zamyka właśnie rozdział związany z Tobą.
1.Wymiana telefonu bo ,popraw jak się mylę w starym miałeś wgląd w bilingi
2.Odcina się z kasą dzieląc już ją na moje i Twoje

Cytat

Nie wiem, może naprawdę z nim zerwała, w sumie w tej chwili to dla mnie bez znaczenia. Jeśli zerwała, to nie dla mnie. A zachowuje się tak, że w zasadzie nie mam wątpliwości, komu jest wierna

Czujesz to , nigdy jak ją opisujesz nie była skłonna do wieszania się na Tobie , mało z siebie dawała , może dopiero jak dasz teraz sobie szansę na normalne życie bez niej , odżyjesz.

Komentarz doklejony:
Patrząc na jej działania nie sądzę aby zakończyła romans z tym kolesiem
14370
<
#24 | lamur dnia 09.09.2018 20:40
Matrix - masz niestety rację. Żona wyraźnie powiedziała, że "czuje tak małe wyrzuty sumienia, że nie będzie posypywać głowy popiołem". No i dalej jazda na mnie, jak to trzy lata temu jej POWIEDZIAŁEM, że ją zostawię, że nie dostawała "radości życia", tylko ciagle w doł... (na moją uwagę, że nie dostawała od PEWNEGO MOMENTU, bo nigdy sama jej nie dawała, żachnęła się, że JAK ZWYKLE odbijam piłeczkę)... Chyba to nieuleczalny przypadek egocentryzmu i księżniczkowatości, co w połączeniu z pracoholizmem i - teraz - puszczalstwem daje dość zniechęcający obraz.
No ale może mówi prawdę? Może to moja wina?
13414
<
#25 | matrix dnia 10.09.2018 00:03
lamur
Wydaje mi się że , odpuściłeś jak dostrzegłeś jej małe zaangażowanie , w związek i w życie codzienne , spełniała się ona .Czytałeś to kiedyś ?
B. Wojciszke wyróżnił pięć faz rozwoju związku miłosnego. Pierwsze z nich to: zakochanie, romantyczne początki, związek kompletny, związek przyjacielski i ostatnia faza, związek pusty i jego rozpad.

Zakochanier11; Zazwyczaj pierwsza faza rozwoju związku miłosnego. Wielu ludzi myli ją błędnie z miłością. Zakochanie trwa dość krótko, zaś za to daje intensywane uczucie szczęścia. W fazie tej myślimy częściej o partnerze i jego oczekiwaniach, natomiast rzadziej o nas samych. Zakochanie jest fazą rozwoju związku w której dochodzi do pojawienia się pierwszej substancji- namiętności.
Romantyczne początki r11; Jeśli zakochanie zostanie odwzajemnione, to wtedy mamy do czynienia z romantycznymi początkami. Jest to dość krótka faza, która skupia się praktycznie wyłącznie na namiętnych uniesieniach. Z czasem pojawia się zaangażowanie jako utrwalenie związku miłosnego.
Związek kompletnyr11; Jest to najbardziej nasycona emocjami faza związku. W fazie tej występują takie substancje jak: namiętność, intymność oraz zaangażowanie. Choć namiętność zaczyna spadać w dół to jest to najbardziej dojrzała faza, która daje najwięcej przyjemnośći oraz szczęścia.
Związek przyjacielskir11; Najdłuższa faza związku miłosnego. Choć pozbawiona już namiętności, potrafi dostarczyć ona satysfakcji obojgu partnerom. B Wojciszke, zaleca podtrzymywać ogień intymności, który przy dłuższych momentach zaniedbania może wygasnąć. Dlatego warto zapisać się z drugą osobą np. na taniec, grę na jakimś instrumencie lub zainwestować w dobre buty i dzielić wspólna pasję chodząc po górach.
Związek pusty i jego rozpadr11; Nieumięjętne podtrzymanie intymności może stać się powodem przejścia do ostatniej fazy- związku pustego. Dlatego też warto dbać o wspólne zaangażowanie które jest siłą napędową każdego związku.
7236
<
#26 | Nick dnia 10.09.2018 02:04
Zastanawiasz się , czy to żona mówi prawdę i czy to może Twoja wina - wina za co ?

Za kryzys, za to że nie dostrzegłeś kryzysu, czy za to że żona znalazła sobie pocieszyciela ?

A tak w ogóle , to jaki cel ma te poszukiwanie winnego ?

Co ma zmienić ?
Może : kogo ma zmienić .

Najprawdopodobniej obydwoje jesteście do zmian.
Żona nawet chciała podmiany.

Czy potraficie rozmawiać o tym co czujecie , jakie odczucia , pozytywne lub negatywne, wywołują w każdym z Was zachowania, słowa , zaniechania drugiej strony ?

Bez szukania winnego, bez oskarżeń , bez ataków, oceny i używania słów Ty jesteś ..., bo Ty powiedziałeś , bo Ty itd.
A zamiast tego : ja czuje się xxxxxx, kiedy xxxxx. , jest mi przykro/miło kiedy ...

Być może żona czuła się odtrącona kiedy 3 lata temu mówiłeś o rozwodzie, a być może teraz szuka usprawiedliwieni dla siebie.

Czuje tak małe wyrzuty sumienia , ze nie widzi potrzeby posypywania głowy popiołem -
A powiedziała dlaczego czuje wyrzuty sumienia ?
Bo dlaczego małe , to można się domyśleć - bo Ty zrobiłeś / nie zrobiłeś xxxx.

Skoro jeszcze ze sobą rozmawiacie, skoro jeszcze są miedzy Wami emocje, to może zamiast szukania winnego zaczniecie rozmawiać o tym co każde z Was odczuwa.

Jeżeli której ze stron nie interesują odczucia drugiej strony, lub ma o nie pretensje - to znak, że ją nie obchodzi , nie ma dla niej szacunku.

Każdy związek musi być zbudowany na trzech fundamentach :
- szczerości
- zaufaniu
- szacunku

Brak jednego z nich powoduje , ze związek zaczyna się chwiać a ubytek następnych , prowadzi do jego zawalenia się.
Bez szczerości - nie ma zaufania, bez zaufania - nie ma szacunku.

Po drastycznych dla związku zdarzeniach, np po zdradzie , znikają wszystkie fundamenty i związek przestaje istnieć .

Można jedynie budować nowy związek , stawiając kolejno fundamenty pod niego .

Zaczynajac od szczerości , czyli od mówienia o sobie.

Komentarz doklejony:
BTW, są tacy którzy twierdzą , że takie rozmowy nie powinny trwać dłużej niż pół godziny , a jedna strona ma max 15 min na monolog podczas którego druga tylko słucha jak świnia grzmotu.
14019
<
#27 | amor dnia 10.09.2018 12:00

Cytat

No ale może mówi prawdę?

w czym problem?
rozwiedź się, zacznij życie z nową partnerką,
szybko się przekonasz Uśmiech
14370
<
#28 | lamur dnia 10.09.2018 13:08
Bardzo mądre rzeczy piszecie, do mnie to trafia i przekonuje. Myślę tak samo, tylko czasami jeszcze mąci mi obraz moje uczucie, każę walczyć i cierpliwie czekać, aż żona wytrzeżwieje. Pracować nad sobą, dla siebie i dla Niej (tej lub innej) - każdy taki kryzys wydobywa na wierzch nasze wady i pozwala na sobie No ale nie można kochać jednostronnie (znaczy można, ale nie zrobi się z tego związku), o miłość się nie prosi (choć można o nią zabiegać, podrywaliśmy się 14 lat temu, więc czemu nie teraz?) i czy to w ogóle ma sens, żebym po zdradzie to ja zabiegał o odbudowę? Nawet jeśli czuję się współodpowiedzialny za to, co do tej zdrady doprowadziło?
Kluczowe jest uczucie, jak go nie ma po obu stronach, to jakiekolwiek próby nie mają sensu (a i tak są obarczone dużym ryzykiem niepowodzenia). Uczucie może w danym momencie mieć różną intensywność, ktoś kocha wiecej, ktos minimalnie. Ale bez tej minimalnej chemii to tylko pustka i pozory. O dzieci trzeba zadbać i włożyć maksimum wysiłku, by je przeprowadzić przez rozstanie (podobnie jak przed etap budowania na nowo), ale nie mogą rozstrzygać o byciu razem dla "ich dobra". Bo dla ich dobra jest to, żeby oboje rodzice je (a niekoniecznie się) kochali.
Każda nasza historia jest inna, działają oczywiście ogólne mechanizmy, ale tylko my jesteśmy w stanie ocenić, jaka decyzja dla nas jest najlepsza, jaka postawa, jakie fundamenty. Wazne, żeby nie krzywdzić innych, ale i nie krzywdzić siebie.
Na moim obecnym etapie wiem jedno: wspólne mieszkanie jest bez sensu, jeśli nie wiadomo, jaka jest wspólna decyzja i nie można jej wypracować. My się zupełnie nie możemy dogadać nawet co do tego, co będzie jutro na obiad dla dzieci (i kto go zrobi). Owszem, żona mnie i moje uczucia lekceważy (dialog z wczoraj: JA: Wiesz, słabo sobie radzę z tą zdradą ONA: to co ja Ci poradzę, idź do specjalisty, ja nie umiem pocieszać, przecież Cię przeprosiłam), ale mam poczucie, że na to po cześci zapracowałem. A po części nie, ale kto to rozstrzygnie i po co? Żona wprost mówi, czym i kiedy została przeze mnie zraniona (i - niestety - w wielu punktach ma rację). Ja też mam w wielu punktach rację, i co z tego? Jak ją opierniczałem, że nic nie robi, to też miałem rację, i co z tego? Skoro wieczorem ani ja, ani ona nie miała ochoty na seks?
Miałem super nocny wypad z najbliższym przyjacielem, przyjechał do mnie specjalnie, przy dobrym alkoholu pomógł mi poustawiać pewne rzeczy, nie obcyndalał się ze mną, ale też nie katował winą - ani mnie, ani jej.
Widzę życie przed sobą. I z nią (you never know...), i bez niej. Zawsze z dziećmi w dowolnej, możliwej i najlepszej dla nich formie.
Zapytałem dziś nad ranem smsem "Dasz się na nowo poderwać?". Odpisała "Nie mówię nie, ale daj mi trochę czasu". Wiem, pewnie gra na zwłokę. Trudno, jestem gotowy i na budowę, i na rozstanie. Na razie oboje liżemy rany (oczywiście być może ona liże co innego, ale na to nie mam wpływu, jeśli tak, to już niedługo i tak to zamkniemy). Najbliższa przyszłość przyniesie odpowiedź, jak się potoczy moja sprawa. A ja się cieszę na razie z tego, że z kazdym dniem oddala się przeszłość. Uśmiech

matrix - naprawdę dziękuję, nie znałem tego, bardzo mi to pomogło ułożyć sobie przeszłość

Nick - równie wielkie dzięki, każde słowo napisane idealnie pod nas, pode mnie. Uspokoił mnie Twój wpis, że ktoś podobnie widzi moją sytuację, właśnie niejednoznacznie, niewojowniczo. A dopisek trafia w dziesiątkę mojej tarczy - jestem gaduła, rozstrzasam, analizuje, dopytuję, wychowuję. To także wykańczało moją żonę. Dobre intencje i racja się nie przebijały. Kwadrans to max, przynajmniej na moją dotychczasową kobietę.

Amor - DO KŁAD NIE! Uśmiech)))) To na 90 proc. mój scenariusz, ale nie chcę niczego robić pochopnie (ale też niczego poniżej godności). Na razie nie myślę też o nowej partnerce, łatwo byłoby mi ją wykorzystać na pocieszenie i zranić. Ale kto wie, co przyniesie jutro?

DZIĘKUJĘ, ŻE JESTEŚCIE!
3739
<
#29 | Deleted_User dnia 10.09.2018 13:21
Myslę że nie ma o co walczyć.Ona już podjęła decyzję.To samo miałem jak walczyłem do upadłego ,bo dzieci ,bo rodzina ,bo dom.Kobieta jak się zauroczy to idzie jak dym z komina,nic jej nie powstrzyma.Nie walcz bo skutek będzie odwrotny.Skup się na dzieciach i na sobie.Wiem jest cięzko i będzie jeszcze cięzej.Ale to nie ma sensu.Raz zrobiła zrobi drugi i następny.Pozdrawiam.
14370
<
#30 | lamur dnia 11.09.2018 14:46
erni467 - niestety (stety?) masz rację - żona deklaruje wprawdzie, że nie wie, co z nami bedzie (dokładnie tym samym tonem, co w trakcie romansu), że do piątku ogarnie sytuację (bo teraz taka zapracowana) i da mi odpowiedź, ale prawda jest taka, że ona już podjęła decyzję, tylko się boi ją wprowadzić życie (zacząć) albo gra na czas, bo się przygotowuje do lądowania. Ale fakty, a nie słowa są takie:
a) zmieniła hasło do swojego konta i jasno powiedziała, że te pieniądze "nie są i nigdy nie będą moje"
Fajne na moją zaczepkę w przyjaźniejszej chwili, warknęła agresywnie "to nie twoja cipa"
c) nie wykonuje żadnych pojednawczych gestów, wyłącznie obojętne (no, zapytała raz, czy chcę herbaty, a raz czy już chcę obiad - co jak na nasze standardy było niemal przełomem - hehehe)
d) nagle stała się aktywną matką i panią domu (oczywiście w godzinach 18.30-20.30, czyli po pracy)
e) nie reaguje na jakiekolwiek próby rozmowy, jak się rozstać, na jakich warunkach (jedyne, co powtarza, to: proponowałam ci przecież "opiekę naprzemienną"Z przymrużeniem oka
f) dyskredytuje mnie w oczach swojej rodziny (no, próbuje zdyskredytować)
g) nie ma żadnych oporów, żeby z otwartym czołem przyznawać przed przyjaciółmi "tak, miałam romans"
h) powiedziała, że go kocha i za nim tęskni, ale że nie utrzymują kontaktów (aha..., niedawno go googlowała w nocy)
i) no i że inni ludzie jakoś zyja normalnie, tylko my nie możemy teraz
j) zdrada była "dawno i nieprawda", nie chce o tym rozmawiać i o tym mówić, to moja wina, bo to, siamto i owamto, i że jak mam z tym problem to powinienem się udać specjalisty, bo ona "nie umie pocieszać".

Problemem jest wspólne mieszkanie i obcowanie. Na zimno, na milcząco, na obojętnie, na "nic się nie stało". Ale chyba muszę to wytrzymać do czasu ustalenia, co z dziećmi.
13880
<
#31 | Crusoe dnia 11.09.2018 15:24
Witaj.Może gach obiecał jakąś deklarację na piątek,i biedaczka z utęsknieniem czeka.Ona decyzję podjęła.Ty rób swoje.Starajcsięcto w miarę możliwości kontrolować.A może ją oleje.To byłby niezły numer.Trzymaj się.
14370
<
#32 | lamur dnia 14.09.2018 18:45
Piątek. Rozmowa. A właściwie "rozmowa". Konkluzje żony:
1. "Jego już nie ma. Co z oczu, to z serca" (aha, aha)
2. Żona się wyprowadza się, na próbę, coś wynajmie niedaleko, bo chce ode mnie odpocząć.
3. Najchętniej to by wyjechała na bezludną wyspę, taka jest zmęczona życiem.
4. Nie chce ze mną być. Odkąd jej w 2017 roku odmowilem pomocy w czymś tam, to zbudowała mur między nami. Tłumaczę (po raz setny), że odmowiłem, bo sam od dawna żadnego wsparcia nie dostawałem, ale to grochem o ścianę.
5. Nie chce żadnych terapii, żadnych rekolekcji, żadnych mediacji. Nie ma pieniędzy, nie ma czasu i nie chce.
6. Seks ze mną - może i moglibyśmy mięc udany, ale dotad nie mieliśmy, a dużo latwiej jest z kimś nowym, bo wtedy są motyle w brzuchu. My motyli w brzuchu juz nie będziemy mieć.
7. Może jest gdzieś na świecie jakiś normalny facet, bo ani ja, ani on (ten trzeci) nie jesteśmy normalni.
8. Może się kiedyś zejdziemy, ludzie się schodzą po latach (tak, oczywiście, czekam z utesknieniem).
9. Jest mną zmęczona i moim zachowaniem: tym śledzeniem, dopytywaniem gdzie była, sprawdzaniem konta i wyszukiwarki. To jest dla niej kompromitujące.
10. Coś tam będzie płacić, ale niedużo, bo musi mieć na kaucję i czynsz w nowym mieszkaniu.
11. Dzieci kocha i ona sie dziecmi nie meczy i chyba zgłupialem, jak mowie, ze ostatnio spedza z nimi wiecej czasu, mniej pracuje w domu.
12. Generalnie wolałaby, żebym był prostym facetem i tyle nie rozmawiał, bo jej jest słabo jak ją o coś pytam.
13. Na razie pozwu nie składa, i w październiku też nie. (moze to ma znaczenie? w pazdzierniku mija pol roku od naszego ostatniego seksu, paradoksalnie - bardzo fajnego)

Dla mnie kluczowy punkt 2, ale uwierze, jak zobacze. Reszty nie bralem za bardzo do serca. Co myślicie? Rozumie ktoś coś z tego?

Adwokat, matka dwojga dzieci wyprowadza się z domu po zerwanym romansie "na probe", bo ma dosc rozmow z mezem, ktory proponuje ratowanie rodziny??
Ktoś w to wierzy tutaj czy tylko ja jestem taki podejrzliwy? Uśmiech Uśmiech Uśmiech

Daje sie to wytlumaczyc inaczej niz to, że zeszli do podziemia, widzi, że fasadowe małżenstwo się ze mna nie uda i po prostu idzie na nowe życie i tam bedzie a) pracowac ile i kiedy chce Fajne bzykać się ile i kiedy chce c) przychodzić sobie do dzieci ile i kiedy chce. A rozwód na razie nie, bo nie wiadomo, czy to wszytko wypali, czy się nie znudzi, czy nie zatęskni, to wtedy wróci. Łaskawa, doprawy.
Dobrze myśle?
Radźcie, co robić, jak reagować? Ja planuje ze spokojem popatrzeć na tę wyprowadzkę i ustawić sobie życie. I dopiero wtedy pozew; zdrada, porzucenie rodziny, opieka nad dziecmi - niewyłaczna - ale dla mnie (bo zostałem w domu z nimi). A z miesiac po wyprowadzce wniosek do sadu o zabezpieczenie alimentacyjne.
No i detektyw na nową metę, żeby trochę kwitów dozbierać.

Głupia? Zakochana? Pogubiona? Może szczera?
13728
<
#33 | poczciwy dnia 14.09.2018 19:14
lamur,

Postaram się odnieść do niektórych punktów z mojego punktu widzenia i doświadczenia jakiego doznałem:
1. To jasny sygnał od niej, nawet jeśli to prawda, że go nie ma - zamiećmy sprawę pod dywan, nie ma o czym mówić.
Oczywiście popełniłbyś ogromny błąd przystając na to, ale tego chyba pisać nie muszę - jesteś mądrym facetem.
2. To paradoksalnie może pomóc. Czasem taka separacja dobrze robi dla obojga. Czasem dopiero wtedy otwierają się oczy na pewne sprawy a osoba, która dotychczas była obok okazuje się, że nie pełniła tylko funkcji starego zabytkowego mebla.
4. To odbieram jako zwykła wymówka, szukanie na siłę powodu kobiety w rui aby choć w minimalnym stopniu zagłuszyć poczucie winy.
6. Tutaj się nie zgodzę. Motyle w brzuchu jak najbardziej mogą być, ale do tanga trzeba dwojga.
7. Pytanie jaki normalny facet będzie chciał taką kobietę jeśli nic nie zrobi ze swoim życiem,może od tego pytania powinna zacząć .
8. Ameryki nie odkryła
9. To czysta bezczelność. Kobieta przyprawia Ci rogi, nie robi z tego żadnego problemu a wręcz uznaje, że nic się nie stało, nie posypuje głowy popiołem, ale to Ty jesteś ten zły. Jak śmiesz ograniczać ją w spełnianiu swoich potrzeb a może i marzeń.
12. Oczywiście, że wolałaby, najlepiej gdybyś się godził z jej postępowaniem, nie dopytywał i dawał przyzwolenie na jej harce.
13. Może zastanów się czy jej nie wyręczyć.
A teraz napiszę Ci co ja zrobiłem:
Jak tylko się dowiedziałem, próbowałem 3 razy przemówić do rozumu, do trzech razy sztuka. Nie chciała zawrócić więc dokonałem cięcia chirurgicznego. Trzy tygodnie od wykrycia wyprowadziłem się z domu, 3 miesiące później odbyła się pierwsza rozprawa ( wówczas kochanka już nie było - ot taka wielka miłość) oczywiście z orzeczeniem jej winy. Rozprawy były 4, trwało to wszystko w sumie 17 miesięcy ( od momentu wykrycia do finału).
Efekt taki, że od ok. pół roku temu żona jednak zdała sobie sprawę, że mnie kocha. Ja stanowczy, nieugięty i konsekwentny prze cały ten czas, zająłem się sobą i synkiem tylko i wyłącznie, jej w moim życiu po prostu nie było, nie istniała.
W ostatni wtorek rozprawa (już ostatnia) - żona przyznała się do winy przed sądem i wzięła to na klatę.
Nasze relacje są na ten moment bardzo poprawne, co będzie to się okaże.
Dotknęła dna w każdym aspekcie życia i to był chyba klucz do zrozumienia pewnych rzeczy, pracy nad sobą.

Próbuję Ci powiedzieć, że za bardzo analizujesz, dostaniesz od tego do głowy.
Po prostu zajmij się sobą bo na siebie masz wpływ i tylko i wyłącznie na siebie.
Jej losem się nie interesuj. Nich robi co chce.
Co ma być to będzie. To, że dziś jest bardzo daleko od Ciebie (emocjonalnie) nie znaczy, że będzie zawsze. Pytanie czy Ty wówczas nie będziesz już bardzo daleko od niej, ale jest dorosła więc powinna sobie zdawać sprawę z wszystkich konsekwencji wynikających z każdej jej podjętej decyzji.
7236
<
#34 | Nick dnia 14.09.2018 19:17
Lamur, nie ma sensu zagłębiać pokretnosci jej zwojów mózgowych .
Najprawdopodobniej ściemnia , żeby się wybielić i mieć swobodę spotkań z kochankiem. Dzieci idą z nią ?

Nie masz wpływu na jej decyzje, pogódź się z tym i działaj broniąc siebie o dzieci.
Myślałeś o separacji z jej winy ?
Romans, wyprowadzka , zostawienie dzieci jeżeli jeszcze jakiś cichociemny dostarczyłby ci dowodów na schadzki w czasie wyprowadzki ...


Zabezpiecz pobyt dzieci w miejscu zameldowania, alimenty na dzieci, rozdzielność majątkowa . Szykuj się na wojnę . Do tego to zmierza .
Widać pogodziła się już z opinia rodzimy ?
Urabia już ci opinie u nich ?
14019
<
#35 | amor dnia 14.09.2018 19:32

Cytat

Co myślicie? Rozumie ktoś coś z tego?

powiem Ci jak ja to widzę Z przymrużeniem oka tylko błagam nie unoś się Z przymrużeniem oka ;

za dużo gadania, za mało działania Uśmiech

za dużo zajmowania się tym co u niej i przemóżdżania, co też ona sobie tam kombinuje, za mało skupienia na sobie i swoim życiu; tak abyś Ty stał się atrakcyjnym i pociągającym partnerem, a nie marudną kulą u nogi;
z tego co mówisz wygląda, że ona jest już tym przemęczona;
to wygląda jakby w jej odczuciu coś się wypaliło , a Ty jej wiercisz dziurę w brzuchu o to, że to powinno inaczej wyglądać; a nie wygląda; no nie wygląda i tyle; ona Ci to jasno komunikuje, a do Ciebie nie dociera

Cytat

Adwokat, matka dwojga dzieci wyprowadza się z domu po zerwanym romansie "na probe", bo ma dosc rozmow z mezem, ktory proponuje ratowanie rodziny??

w tym akurat, że potrzebuje chwilowej separacji, by sobie jakieś tam rzeczy przemyśleć, nie ma nic dziwnego;
ratowanie rodziny w taki sposób jak proponujesz i stosujesz, to Twoja potrzeba, a nie jej; ona jest najwyraźniej tym już wręcz znudzona;

Cytat

Daje sie to wytlumaczyc inaczej niz to, że zeszli do podziemia, widzi, że fasadowe małżenstwo się ze mna nie uda i po prostu idzie na nowe życie i tam bedzie a) pracowac ile i kiedy chce smiley bzykać się ile i kiedy chce c) przychodzić sobie do dzieci ile i kiedy chce. A rozwód na razie nie, bo nie wiadomo, czy to wszytko wypali, czy się nie znudzi, czy nie zatęskni, to wtedy wróci. Łaskawa, doprawy.
Dobrze myśle?

da się; jest kobietą niezależną; więc jest jej obojętne, bo w każdej z tych sytuacji i tak sobie poradzi;

Cytat

Radźcie, co robić, jak reagować?

postawa z 34 kroków; zacznij żyć własnym życiem i odetnij się emocjonalnie; zacznij być cholernie atrakcyjnym mężczyzną do którego ona zatęskni aby wrócić, lub w przypadku rozstania zawsze będzie żałować, że odeszła i kogoś wyjątkowego straciła; zamiast wisieć na niej;
i zdecyduj wreszcie czego Ty chcesz i potrzebujesz; zajmij się sobą , a nie nią;

detektyw niech robi swoje; bo zebranie materiałów do ewentualnego rozwodu, to inna bajka; to Twoje zabezpieczenie; ale wcale nie musisz tym żyć; zlecasz i ma Ci przynieść dobre materiały; chociaż sądząc po tych jej słowach "Może jest gdzieś na świecie jakiś normalny facet, bo ani ja, ani on (ten trzeci) nie jesteśmy normalni" równie dobrze, to może być skąpy materiał;

Komentarz doklejony:

Cytat

Może szczera?

w moim odczuciu szczera do bólu, nawet jak się okazyjnie z kimś bzyka;
13728
<
#36 | poczciwy dnia 15.09.2018 09:13
amorku albo odwrotnie - bzyka się do bólu a okazyjnie jest szczera...:brawo
13414
<
#37 | matrix dnia 17.09.2018 00:14
lamur

Cytat

Ja planuje ze spokojem popatrzeć na tę wyprowadzkę i ustawić sobie życie. I dopiero wtedy pozew; zdrada, porzucenie rodziny, opieka nad dziecmi - niewyłaczna - ale dla mnie (bo zostałem w domu z nimi). A z miesiac po wyprowadzce wniosek do sadu o zabezpieczenie alimentacyjne.
No i detektyw na nową metę, żeby trochę kwitów dozbierać.

Planujesz z sensem , ta jej wyprowadzka to chyba próba , ale nie Ciebie , to próba tego kolesia czy się nadaje i czy nie jest gołosłowny . Która normalna matka zostawiła by 2 dzieci w tym jedno tak małe.Dostajesz bardzo jasne przekazy moim zdaniem .Gdyby chciała się pozbierać po tym wszystkim szukając siebie to raczej Ty zostałbyś poproszony o wyprowadzkę z domu.

Cytat

5. Nie chce żadnych terapii, żadnych rekolekcji, żadnych mediacji. Nie ma pieniędzy, nie ma czasu i nie chce.

Dałeś jej dużo z siebie , wyjść i propozycji chyba pora pomyśleć o sobie i dzieciach.Puszczając ją wolno nic nie tracisz , bo w tym momencie i tak nie jest z Tobą.Lepiej się skupić na sprawach na które masz realny wpływ, a swoja drogą zebrać dowody.Trzymaj się.
14370
<
#38 | lamur dnia 17.09.2018 12:04
Dziękuję wszystkim za odpowiedzi, bardzo to dla mnie pomocne. Trafne i madre rzeczy piszecie.
Wczoraj (przez telefon) już wątek jej wyprowadzki został zastąpiony tekstem, że "idealnie dla niej byłoby, gdybym to ja się wyprowadził". Bardzo nie naciska (pewnie bedzie chciała to wywalczyc w sadzie, ale to potrwa, oj potrwa). Ja ten wariant swojej wyprowadzki oczywiscie tez rozwazam, dla mnie emocjonalnie byłby najlepszy, ale boje sie poranić dzieci, bo one nie zrozumieją dlaczego tata nie nocuje w domu i przyjezdza tylko od czasu do czasu. Bo go mama nie kocha i dlatego sie wyprowadził? W tym domu (ktory jest tylko w 1/4 moj) jest cały moj dorobek i moje dzieci, dlaczego mam to porzucać z dnia na dzien, bo moja zona ma kaprys?
Zona zaczela byc matką, wyjechalem na weekend, a tu w sobote basen, w niedziele teatrzyk i odrabianie lekcji ze starsza. Dla mnie to gra pozorow, przed rodzina (oczywiscie, ze juz zaczęła mi urabiać opinię, ale ja to przy okazji prostuję, zresztą każdy ma swój rozum), moze w ramach przygotowan do batalii sadowej. Zobaczymy, na jak dlugo jej starczy pary. Jakkolwiek by nie było - jestem za, o to walczylem przez lata, to jest dobre dla dzieci.
Na dzis nie ma mowy o zadnym probowaniu, ratowaniu, odbudowaniu. Zona jasno stawia racje, ja tez postawiłem jasne warunki, z ktorych nie zamierzam rezygnować, pozostawiam drzwi lekko uchylone, pokazuje, co i jak mogłoby być, ale sam o nic nie proszę ani nie zabiegam. Tu amor ma racje, ja tez tak mysle, ze jest do bolu szczera w kwestii uczucia do mnie. Rozpoznaje w niej wszystkie cechy rozbudzonej nowoczesnej kobiety, niezależnej, która sobie poradzi i przejęła ster swojego życia, a zbędny balast wyrzuca za burtę. Kasa jest, dzieci sa, mieszkanie jest, praca jest i nowe możliwości są, seks jest i może być z kim ona chce i kiedy chce. Szkoda jej życia nawet na rozmowę ze mną, jak powiedziała ostatnio. Nie kocham Cię, padło wreszcie jednoznacznie. No więc przynajmniej to jasno padło.
A z resztą - czas pokaże, pewnie raczej prędzej niż pózniej. Ale nie wiem tego. Nie wiem, co będzie jutro. Nie wiem, co się wydarzy za rok.
Wiem, że na dzis chcę mieszkać z dziewczynkami, więc zostaję w domu. Zresztą jakakolwiek moja wyprowadzka możliwa teoretycznie wyłącznie jako element pakietu i kompleksowego rozwiązania sytuacji.
Tak, żona proponuje podpisanie rozdzielności majątkowej, tak proponuje mi opiekę naprzemienną nad dziećmi, tak, nie chce ze mną być, tak, nie lubi mojego "zrytego charakteru". Wiem, że to oferta i w sumie, na tym etapie - pokojowa oferta. Diabeł tkwi w szczególach, wiec grzecznie czekam, aż taka pakietowa propozycja padnie (a nie tylko "wyprowadź się ty, a reszta zajmiemy się później). Nie będę sie jej kurczowo trzymał, mimo uczucia. Kurczowo bede sie trzymał dzieci i "swojego", dopóki nie będę miał pełnego zabezpieczenia tych spraw w dowolnym wariancie.
A nadzieja, wiara i miłość gdzieś tam na dnie sobie spokojnie mieszkają. To jest mój pokoik i nikt tam nie ma dostępu.
To jeszcze nie jest koniec tej historii...
7236
<
#39 | Nick dnia 18.09.2018 17:43
Lamur, gdzie Ty widzisz "pokojowa ofertę " ?
Jest to raczej "pokój na jej warunkach".
Czyli raczej krajobraz po wojnie, wygranej przez nią .

To Ty masz się wyprowadzić , Ty masz "zryty charakter" który jest powodem rozbicia rodziny.
Jej przypada dom, dzieci, przypuszczalnie alimentu na dzieci ( opieka naprzemienna :cacy to raczej wabik na Ciebie , ale jaki bohomaz z tego wyjdzie to będzie zależało od tego co będzie dla niej wygodniejsze), i ... wizerunek biednej matki Polki zostawionej przez faceta ze "zrytym charakterem".
Piękny wizerunek do pokazania w sądzie , gdyby miała potrzebę coś dodatkowo ugrać ,
Piękny wizerunek dla otoczenia, piękny start do wprowadzenia w życie dzieci "zbawiciela" który poratuje ja i dzieci w czasie kiedy tata poszedł sobie w swoją stronę .

Nie zapominaj, że z kochankiem planowała dosyć paskudnie postąpić wobec Ciebie w odniesieniu do pozbawiania Ciebie majątku, "wykurzenia" Ciebie z domu, odejścia z dziećmi .

A skoro przedtem " nie mogła żyć bez niego" to co nagle się stało , że wróciła jej zdolność do życia bez niego, ale tez bez Ciebie ?
Coś za szybko przeszło to zauroczenie, a stwierdzenie , że co z widoku to serca może szybko zamienić na "to było silniejsze".
Kobiety nie zdradzają , ale przezywają przygodę życia , nie rozbijają rodziny ale kończą związek bez perspektyw :niemoc

Ten "kompleksowy pakiet rozwiązań " na który czekasz , może być zlepkiem słów na potrzeby marketingowe , papierkiem bez wartości .
Może lepiej, zamiast czekać na propozycje, zaproponuj swoje , skonsultuj z prawnikiem możliwość ich egzekucji, rozważ zabezpieczenie pobytu dzieci w miejscu ich zamieszkania i pamiętaj , że mimo wszystko masz na nią "haka". Masz coś co mogłoby jej utrudnić funkcjonowanie w życiu prywatnym i zawodowym.
A tego by chyba nie chciała ?:rozpacz
14027
<
#40 | normalnyfacet dnia 18.09.2018 20:09
Lamur absolutnie nie możesz iść z jż na miękko bo obudzisz się na ulicy. Jak opisujesz żonę to wyłania się obraz kobiety kutej na 4 nogi.
Tak jak pisał Nick koniecznie kontakt z adwokatem być może z innego miasta lub dowiedź się kto w jej branży jej nie lubi.
Nie możesz też się wyprowadzić bo zarzuci Tobie porzucenie rodziny lub wymieni zamki w drzwiach i już tam nie wróci. Nie patrz na dzieci tylko na siebie - im lepiej Ty wyjdziesz na rozwodzie tym lepsze warunki zapewnisz dzieciom. Żebyś mnie dobrze zrozumiał nie możesz postępować na zasadzie nie zawalczę o swoje bo dzieci, nie będę walczył bo dzieci, nie postawie się bo dzieci. Dzieciom nic nie grozi, niestety znając realia naszego wymiaru sprawiedliwości a właściwie wyroki sądów musisz dopuszczać myśl że dzieci zostaną z matką i dlatego ona musi spłacić twoją część domu żebyś mógł kupić jakiś kąt gdzie będziesz przyjmował dzieci.
Też nie chce mi się wierzyć że zakończyła romans myślę że teraz chce się Ciebie pozbyć właśnie dla niego ale jednocześnie chce Ciebie oskubać z Twojej części majątku .
Na Twoim miejscu wynająłbym detektywa żeby się upewnić czy ona taka szczerza czy też zeszli do podziemia.
W chwili obecnej nic nie jesteś jej winien teraz musisz dbać o siebie i kontakty z dziećmi, jesteś zwolniony z lojalności wobec niej to nie ukrywaj przed rodziną i bliskimi znajomymi co się stało i dlaczego się rozwodzicie, to ona ma powody do wstydu nie Ty.
Wszelkie jej propozycje konsultuj z adwokatem bo jak napisałeś diabeł tkwi w szczegółach.
A i ważna sprawa zaopatrz się w dyktafon który ciągle ma być włączony żeby naprawdę nie wrobiła Ciebie w niebieska kartę.
14370
<
#41 | lamur dnia 30.09.2018 10:38
Kochani,
dziś jest trudny dzień, rocznica ślubu, dwunasta... Wracam do domu po tygodniowym wyjeździe (służbowym, ostatnim w ramach pracy, z której zrezygnowałem). Było dobrze (poza wiadomością o "wznowieniu" kontaktu z tym trzecim), ale ten dzień mnie rozwala, zaczęło się wczoraj wieczorem... Wszystko mi się przypomina, i ślub, i wesele, i podróż poślubna, i nasze wyjazdy, i porody...
Byle do jutra... Trzymajcie kciuki!
13728
<
#42 | poczciwy dnia 30.09.2018 11:26
lamur,
Jesteś jeszcze z nią dośc mocno związany emocjonalnie stąd pierwsze rocznice, święta, wakacje spędzone samemu są co najmniej trudne, ale każde kolejne będą już zdecydowanie lepsze.
14027
<
#43 | normalnyfacet dnia 30.09.2018 14:46
Jak już pisałem to jej zerwanie z gachem to była ściema żebyś nie mógł jej zarzucić w sądzie zdrady co skutkuje rozwodem z jej winy. Ona chce rozwodu gdyż chce z nim wejść w związek, widocznie on się zdeklarował i ona wieży że trafiła na księcia, jej sprawa. Moja rada nie walcz o nią już nie jest tego warta. Zatrudnij detektywa zbieraj papiery i walcz o swoje.
Głowa do góry, zobaczysz ile to małżeństwo Ciebie kosztowało i zdasz sobie sprawę że ona nie kochała Ciebie to Ty kochałeś za dwoje. Teraz zaczniesz kolejny etap swojego życia i może być naprawdę dobry tylko musisz w to uwierzyć.
Pozdrawiam
14370
<
#44 | lamur dnia 01.10.2018 01:06
OK, przetrwałem, jestem z siebie dumny, bo się nie złamałem i nie kupiłem kwiatów i w ogóle olalem sprawe i żone. Mimo naporu rodziny zony, bym o nia zabiegał i sie ukorzył, bo "czasami trzeba się uniżyć". Myślę, że to powinien być tekst do córki, nie do mnie.
A jutro jest nowy, piękny dzień i zamierzam się z niego w pełni cieszyć. Każdego dnia oddala się niedobra przeszłość, każdego dnia przybliża się nowe. Uśmiech

Komentarz doklejony:
Cześć, dawno nie pisałem, ale też nie było o czym. Trochę nerwowych ruchów z mojej strony, wzywanie policji przez nią (zupełnie nieuzasadnione, wyszła na idiotkę), w końcu jednoznaczne deklaracje z jej strony: że to koniec, nie kocha, nie lubi, będzie składać pozew o rozwód. W porzadku, składaj, odpowiedziałem. I powtórzyłem, że od dzieci może mnie oddzielić sąd, a właściwie wyprowadzić policja w kajdankach, bo ja nie zamierzam ich zostawiać, bo nie mam komu. Nawet mimo jej wzmożenia macierzyńskiego. Ale nie będę was zanudzał opisem życia codziennego z żoną, która nie ma "żadnego problemu z tym, że zdradziła", napisała pozew o sądowne ustalenie rozdzielności majątkowej, ja cierpliwie czekam uzbrojony w prawnika i psychoterapeutę, a przede wszystkim w przekonanie, że z "ku...ami się nie negocjuje, ku...y się jebie" (wybaczcie język).

Mam dwa pytania do doświadczonych:
1. Czy jest ktoś zdradzony, kto ma podobne doświadczenia obcowania po (niby)zerwaniu z osobą zimną, wyrachowaną, świetnie sobie radzącą z emocjami (na pozór?), bez cienia wyrzutów sumienia, żalu ani skruchy?

2. czy jest ktoś zdradzony, kto po zdradzie - a jeszcze lepiej - po rozwodzie mieszka z niewiernym małżonkiem nadal? Jakie to życie? Jakie ustalenia można poczynić? Czy to w ogóle możliwe?

Ja jeszcze nie jestem pewien swojej decyzji, dałem sobie czas do końca roku kalendarzowego, kombinuję, myślę przede wszystkim o dzieciach (i o sobie).
14370
<
#45 | lamur dnia 05.12.2022 06:39
Cześć Wszystkim,

odzywam się po czterech latach, ponieważ odczuwam wdzięczność wobec ludzi, których tu spotkałem i porad, które otrzymałem. Chciałbym się podzielić wnioskami z mojej historii:

1. Popełniłem ogromny błąd, zabiegając o "ratowanie" związku po zdradzie. Nie można tworzyć związku z kimś, kto zdradza i kto tego związku nie chce.

2. Przyzwoita reakcja jest jedna: "ranisz mnie, to koniec, nie pozwolę się dłużej ranić". Wszystko inne jest zaproszeniem do ciągu dalszego. Różne scenariusze mogą się dziać potem, ale reakcja na zdradę może być tylko jedna: "Przepraszam cię, ale nie możemy być razem".

3. Wszystkie uwagi napisane powyżej przez zetkowiczów w mojej sprawie były trafne, wstydzę się tej części swoich wpisów, które rozmiękczały moje własne widzenie sprawy. "Tak, tak, macie racje, ale ja wiem swoje, jeszcze spróbuję, jeszcze dam jej szansę". No nie!

4. Tak, strategia 34 kroków to jedyna możliwa i przyzwoita strategia. Każdy punkt, bez wyjątków. Niestety widzi się to i rozumie wyraźnie dopiero po pewnym czasie. Tak należy postępować wobec osób, z którymi musimy podtrzymywać z jakiś względów relację (dzieci, nadzieje na przyszłość), ale ta relacja musi być natychmiastowo schłodzona do poziomu 34 kroków. Jeśli nie chcemy i nie musimy podtrzymywać relacji, należy ją bezwzględnie zerwać.

5. Straciłem 15 lat życia na małżeństwo z kimś, kto mnie nie kochał/ przestał kochać i szanować (i nie umiał o tym porozmawiać), kolejne dwa lata na "cierpliwe czekanie" aż "coś się wydarzy, bo ja nie wiem, co zrobić, więc nic nie robię", kolejne dwa i pół na wojny sądowe. Stracę kolejne na walkę o niedrakońskie rozwiązania pozwalające mi utrzymać siebie i dzieci. Sam rozwód nie kończy konfliktu, jeśli pozostawia jakiekolwiek niezałatwione sprawy.

6. To, że nie umiałem wdrożyć tych 34 kroków, że nie umiałem zachować się przyzwoicie (naprawdę nie ma innej opcji niż "nie chcesz, to nie" i "nie pozwolę się krzywdzić"Z przymrużeniem oka, że prosiłem o pomoc na zetce, u rodziny, u znajomych, u przyjaciół i przełożonych - świadczy niedobrze o mojej kondycji duchowej, moralnej, psychofizycznej, jakiejkolwiek. Zdrowy (w sensie: twardo stojący na ziemi) człowiek cierpi tak samo, ale wie, co należy zrobić (patrz wyżej). Brak jedynej słusznej reakcji na zdradę świadczy o jakimś defekcie (syndrom ofiary), lękach, traumach z dzieciństwa, niedojrzałości, wyparciach itd. Piszę to wprost, bo jestem jednym z Was i doświadczam tego mocno. Wielu ludzi zdradza i doświadcza zdrady, ale na zetkę trafiają przede wszystkim osoby gotowe do roli "ofiary". Sporo osób na zdradę reaguje właściwie, czyli przyzwoicie, one raczej nie trafiają na zetkę. Spotkasz tu więc osoby, które przeszły to, co ty i najczęściej w poradach przepracowują nadal "swoje". Ten wpis także należy czytać z taką ostrożnością!

7. To, o czym taka a nie inna nasza reakcja na zdradę świadczy o nas, jest najważniejszą sprawą w tym życiowym bagnie. W nas kryją się źródła naszego największego cierpienia. Owszem, na świecie pełno jest ludzi bezinteresownie złych i głupich, pełno jest sprawców, którzy czyhają na swoje ofiary, ale to jak na nich i ich działania reagujemy, na co im pozwalamy - jest naszą sprawą. Sprawą naszych programów, lęków, traum i wyparć. Coś chcemy przed sobą ukryć, pokazując całemu światu, jak bardzo zostaliśmy skrzywdzeni (najczęściej po raz kolejny w życiu).

8. Nie jest dla mnie samego jeszcze jasne, co we mnie jest mi nieznane i z czym tak naprawdę się mocuję, ale widzę, że broniłem i bronię się przed pewnymi prawdami. "Świat zapyta cię kim jesteś, a jeśli nie wiesz, świat ci powie." Te ukryte w nas sprawy (przed nami samymi) są zwykle mało przyjemne. Kryzys życiowy daje szansę zmierzenia się z własnymi "demonami". Nie chodzi o szukanie winy, nie chodzi o to, ze "prawda leży pośrodku" - prawda leży tam, gdzie leży. Chodzi o zrozumienie siebie i przepracowanie własnego ego. Muszę uczciwie przyznać, że ja jestem na początku tej drogi i nie umiem nic szczerze o sobie napisać. To proces, w etapach, z pokusami porzucenia na rzecz życia, jak dotąd, bo "już tak bardzo nie boli". Wydaje mi się, że to ryzyko zamknięcia się w kolejnej bańce na swój temat. Możemy zmieniać tylko siebie, tylko przez zmianę samego siebie możemy zmienić rzeczywistość i reakcje innych na nas (bo nie ich samych).

9. Życie jest jedno, naprawdę szkoda go na ludzi, którzy nas nie szanują i nie kochają. Szkoda każdej godziny, a co dopiero lat.

10. Dzieci jako argument w "trwaniu", jest całkowicie chybiony i ucieczkowy przed odpowiedzialnością. Dzieciom należy się bezwarunkowa rodzicielska miłość, wyczują podświadomie każdy fałsz. Należy dążyć do - takiego lub innego - porozumienia rodzicielskiego za wszelką cenę i w żaden sposób nie można dzieciom dać odczuć ani porzucenia, ani ingerować w relacje z drugim rodzicem. Rodzica słabszego należy wzmacniać, wspierać i podciągać w kierunku pełnej relacji rodzicielskiej, niezależnie od tego, co zrobił nam. Dzieci są zawsze największymi ofiarami rozpadu rodziny.

11. Opowiadanie o zdradzie i zdradzającym komukolwiek, nawet najbliższym, zazwyczaj prędzej czy później obróci się przeciwko nam, w każdym sensie: ludzkim, przyjacielskim, wizerunkowym, zawodowym. W sytuacjach oficjalnych (praca, media społecznościowe) a nawet towarzyskich i prywatnych należy się ograniczyć do suchych faktów. Pocieszenie od bliskich dostaniesz raz, drugi, trzeci a za czwartym usłyszysz, żeby się wziąć w garść, a za piątym pojawi się zmęczenie materiałem lub inne reakcje. Ludzie często odczuwają w duchu satysfakcję z cierpienia innych, równie często bronią się przed jednoznaczną oceną sytuacji jednoznacznych, "wiedzą lepiej", więc są gotowi pomniejszać rolę zdradzających. Poza tym: panuje społeczne przyzwolenie na zdradę, wiele osób ma ją na koncie. Takie sytuacje niestety weryfikują krąg znajomych i przyjaciół.

12. Wygrywa (w sensie : wygrywa życie) zawsze ten, kto pracuje i panuje nad swoimi emocjami. Bycie ofiarą z definicji skazuje na przegraną. Jasne, że trudniej jest temu, komu zależy i temu, kto został skrzywdzony. Jednak okazywanie słabości i cierpienia jest zaproszeniem do bycia skopanym mocniej i przez pozstronnych.

13. Religia/wiara nie daje rozwiązania takich problemów, temat na osobną dyskusję, ale najczęściej to kolejna ucieczka od odpowiedzialności za własne życie, "jak trwoga to do Boga". A już zwłaszcza chrześcijaństwo w wydaniu kościelnym jest szczególnie podatne na przyciąganie cierpiących, ponieważ jest w tym wydaniu religią cierpienia. A powinno - i może być! - religią miłości, także do samego siebie. Do człowieka, czyli do mnie też!

14. Małżeństwo nie jest obecnie instytucją chronioną, ani prawnie, ani religijnie, ani społecznie, wciąż jednak wpaja się nam anachroniczny model "na zawsze", który to model dla wielu ludzi jest (teraz lub w przyszłości będzie) źródłem życiowego cierpienia, bo po prostu jest powodem rozczarowania czy zawodu. Miłość, w tym miłość na zawsze, jest możliwa, ale wymaga dwojga (dwóch) osób o podobnym stopniu dojrzałości i podobnych życiowych priorytetach, chęci, dobrej woli, umiejętności rozmowy (a więc także słuchania i odpuszczania pewnych tematów), wzajemności, samozaparcia, codziennej pracy i - jak wszystko w życiu - trochę szczęścia.

15. Czas leczy rany. Ale czas nie daje lepszego życia sam z siebie. Czas daje możliwość samopoznania, a więc rozumienia. Nie mamy go wiele. Czas należy zużyć na zrozumienie siebie.

16. Każdy człowiek ma wolną wolną i zdolność wyboru. Wolność człowieka jest ograniczona tylko (i aż) wolnością drugiego człowieka. Nie krzywdzić innych i nie pozwalać krzywdzić siebie.

Z wyrazami otuchy i solidarności dla wszystkich skrzywdzonych,
lamur
15558
<
#46 | Cry dnia 05.12.2022 09:12
Dzięki, Lemur, za te przemyślenia. Tyle czasu zmarnowane na ratowanie czegoś co od początku nie miało sensu. Ja jestem dopiero na początku swojej drogi (niewiele ponad miesiąc odkąd się dowiedziałam o zdradzie męża) i jest ciężko, ale ja go od razu z domu wywaliłam i kontakt mamy sporadyczny, bo nie mogę na niego patrzeć. Nie wiem jak to wszystko u mnie się potoczy, na razie mąż szczęśliwie zakochany, przeżywa drugą młodość. A ja mam adwokata i komplementuję dowody.
W każdym razie, czuję, że dziś jest dobry dzień.
Pozdrawiam, Cry

Dodaj komentarz

Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.

Oceny

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony
Zaloguj się lub zarejestruj, żeby móc zagłosować.

Brak ocen. Może czas dodać swoją?