| tomala | 14. Kwiecień |
| ankaK | 14. Kwiecień |
| Justyna_Sz | 14. Kwiecień |
| karol102 | 14. Kwiecień |
| madziara110 | 14. Kwiecień |
Landexpzglosy | 00:31:20 |
JamesTon | 00:31:23 |
Crusoe | 00:41:20 |
#
poczciwy | 01:20:08 |
NieOddycham | 03:05:39 |

Jestem 8 lat po ślubie, wiem że do tej zdrady też się przyczyniłam. W kwietniu dowiedziałam się że mój mąż szuka kochanki na jednym z portali, przez jakiś miesiąc przysięgał że się z żadną nie spotkał, co potem okazało się wielkim jednym kłamstwem... jak sprawdziłam konta to dopiero wyszło szydło z worka opłaty za restauracje , hotele, prezenty . Okazało się że spotykał się z kobietą która ma układ z mężem na wolny seks.... z tego co rozmawiałam z nim i z nią to spali ze sobą tylko raz, ale zanim się dowiedziałam skończyli ponieważ mojemu mężowi brakowało miłości w tym wszystkim... nie na tym mu zależało, brakowało mu po prostu seksu ze mną. Błagał i płakał (czego przez 8 lat u niego nie widziałam) żebym mu wybaczyła , powiedziałam że spróbuję , naprawdę się stara spędza z nami każdą wolną chwilę, założył gpsa żebym wiedziała gdzie jest, robi wszystko żeby mi było dobrze , ale nie jest to takie łatwe:( mam dni że myślę wszystko będzie ok a czasem mam ochotę zostawić wszystko i wyjść... jak mam zapomnieć i żyć z nim normalnie, a może nie powinnam już z nim być???
Cytat
a czego chcesz, tak dla siebie?
Cytat
Co masz na myśli?
Komentarz doklejony:
Przepraszam za przekręcenie nicka.
Komentarz doklejony:
teraz jak spędza czas ze mną i z dziećmi to się przestał dziwić czemu nie miałam siły wieczorami
Cytat
I tu jest właśnie sedno sprawy. Odnoszę wrażenie, że czujesz się winna że Cię facet zdradził. Pisałem to już wiele razy - owszem, za kryzysy odpowiada się po równo, jesteśmy tylko ludźmi i możemy popełniać jakieś błędy. Grunt to umieć je naprawić. W myśl tekstu pewnej piosenki - jak się kogoś kocha to się podnosi tą osobę a nie kopie. Zdrada jest właśnie takim brutalnym wciśnięciem kogoś do ziemi. Pominę już fakt, że składając przysięgę ślubujemy być sobie wierni. Zdrada to świadoma decyzja podjęta przez drugiego człowieka - nie ma w tym naszej winy. Nie daj sobie wmówić że jest inaczej.
Cytat
Nigdy nie zapomnisz niestety, ale to nie musi oznaczać, że nie możesz być jeszcze z nim szczęśliwa. Z tym, że to dłuuuga i wyboista droga, jak nie zapniesz pasów to szybko wypadniesz z tego kursu.
Życzę wytrwałości.
To co teraz się dzieje to miesiąc miodowy. Obserwuj, bądź czujna.
Jeżeli on zrozumie co zrobił napewno będzie wam łatwiej przetrwać ten koszmar.
Tak w skrócie zostałam wdową z dwójką dzieci.
Ta zdradę o której pisałam postanowiłam wybaczyć, ból był długi męczyłam się sama ze sobą chyba z 1,5 roku ???? ale dałam radę ogarnęłam się, chociaż nigdy już nie zaufałam tak do końca.
Proszę was jeśli ktoś pyta czy warto wybaczyć nie zmuszajcie do rezygnacji nie pogłębiajcie za to że ktoś chce spróbować bo to jest bolesne ale zazwyczaj nie przekona, spróbujcie powiedzieć swoje zdanie ale dajcie do zrozumienia że możecie pomóc jeśli będzie próbował naprawić związek.
Po 2 latach, gdy już się ogarnęłam sama siebie, zaczęło się na nowo psuć, mimo tego że obiecał wyznać prawdę gdyby zaczął znowu zdradzać nie zrobił tego,( ja jeszcze nie wiedziałam) znowu pogrążył mnie w poczuciu winy, przekonał że to ja jestem zła.
Zdążył się wypadek motocyklowy, wylądował w szpitalu w stanie krytycznym , zajęłam się nim gdy nawet robił pod siebie, poświęciłam wszystko aby doszedł do zdrowia. Był dobry bo byłam mu potrzebna.
Gdy już w miarę doszedł do siebie to znowu byłam tam zła. Po wypadku miał już urazy psychiczne, za każdym razem gdy chciałam odejść to groził samobójstwem, nawet była "niby " próba, odstawiłam go na psychiatrię .
Po jakimś czasie zorientowałam się ze mną manipuluje, że dzieci cierpią przez niego, że w wolnych chwilach szuka pociechy i koleżanki.
Zabrałam dzieci odeszłam, jeszcze miesiąc groził ja zawsze leciałam go ratować, raz nie zdążyłam i się skończyło.
Długo cierpiałam ale doszłam do siebie.
Z perspektywy czasu widzę że byłam z narcyzem, sama nie wierzę że dałam się tak omotać.
Ale też wiem że musiałam dorosnąć do rozstania, do tego żeby nie żałować że odeszłam
Mam nadzieje, ze nie obwiniasz sie za smierc meza - sama mowisz co prawda, ze przekonalas sie o jego narcyzmie, czy manipulacjach, to nie wybrzmialo do konca przekonywujaco to Twoje "razniezdazenie". Ze go kilka razy ratowalas - Twoja to zasluga, ale zaden obowiazek, tak samo ten ostatni raz - zaden obowiazek. Zrobil, co chcial. Jakby chcial, to by nie robil. Albo inaczej: jakby kochal, to by ani tego nie robil, ani wielu innych rzeczy. Pomylil "byc" z "miec" i czlowieka z zabawka, maskotka, uprzyjemniaczem zycia - ciezko powiedziec. Teraz zyjesz wolna od kolejnych zgryzot i na tym sie koncentruj, a sama tylko wiesz, jak bardzo to wszystko, co przezylas - jest juz historia do zamkniecia i odlozenia na polke. Ciesze sie, ze chcesz pomagac innym - jest w tym troche i terapii dla samego siebie, i mieszanki dziwnego odkupienia i swojej cegielki na rzecz lepszego swiata. Zle sie juz zdarzylo, teraz bedzie tylko lepiej.