

#
poczciwy | 00:22:18 |
JustinIngep | 01:23:43 |
Roszpunka19 | 03:51:30 |
Crusoe | 06:19:40 |
NieOddycham | 10:18:20 |

Cześć wszystkim!
Moja znajomość z żoną zaczęła się w szkole średniej. Druga klasa, zakochaliśmy się w sobie... Byliśmy razem do końca liceum. Następnie były wspólne studia. W sumie byliśmy razem (łącznie z okresem narzeczeństwa) przez 10 lat. Teraz leci 4 rok po ślubie. Myślałem, że o żonie wiem wszystko i, że mogę być na niej pewny. Niestety zawiodłem się. Pracowaliśmy wspólnie w firmie, którą założyli moi rodzice. Zajmowaliśmy się prowadzeniem sprzedaży internetowej. Zarówno mnie jak i żonie taka praca odpowiadała. Zawsze spędzaliśmy ze sobą bardzo dużo. I w szkole, na studiach i później gdy już pracowaliśmy w firmie u rodziców, a nie byliśmy jeszcze małżeństwem. Żonie poświęcałem tak wiele uwagi, że ucierpiały na tym relację z siostrą i rodzicami. Wtedy tego nie rozumiałem, nie myślałem nawet o tym. Spędzenie czasu i poświęcanie swojego życia żonie sprawiało mi olbrzymią przyjemność! Uwielbiałem robić wszystko aby z jej twarzy nie schodził uśmiech. Około 1,5 roku temu profil naszej pracy się zmienił. Nie pracowaliśmy już w jednym dziale, ale dalej w jednej firmie. Żona miała teraz bardzo duży kontakt z klientami. Od tego momentu zaczyna się smutna część opowieści... Niestety w jednym z klientów się zakochała. Z początku niczego nie podejrzewałem. Żona jest atrakcyjną kobietą... Często dostawała wiele propozycji kawy, randki, obiadu i takie tam. Przez lata byłem do tego przyzwyczajony, bagatelizowałem to, a ona zawsze odmawiała. Poza tym ufałem jej bezgranicznie i byłem przekonany o jej uczuciu. Niestety w pewnym momencie pękła. Uczucie między nią, a jej przyjacielem było na tyle mocne, że zaproponowała mi małżeństwo otwarte! W tym dniu moje życie posypało się. Wtedy przekonałem się, że już jest bardzo, bardzo źle. Przekalkulowałem wszystko na szybko w głowie i powiedziałem TAK. Że zgadzam się na to. W głębi już wiedziałem, że jest raczej po temacie. Tak jak mówiłem nie miałem już tyle kontaktu z żoną i domyśliłem się w mig, że w naszym życiu już ktoś jest. Od tego momentu włączyłem czujność. Oczywiście podejmowałem też różne kroki, aby wzbudzić zazdrość żony o mnie. Niestety nic nie skutkowało. Żona skreśliła mnie już w swojej głowie. Liczyło się tylko aby móc wyrwać się z domu bez karanie i móc poświęcić więcej czasu kochankowi. W takim stanie rzeczy wytrzymałem 3 miesiące. W tym czasie żona po prostu kwitła, ale niestety nie za moją przyczyną. W tym okresie oczywiście nie rozstawała się z telefonem. Po wielu próbach zawalczenia o małżeństwo wspólnych wyjazdach i dbania cały czas o nią powiedziałem sobie pas. Tak nie da się żyć na dłużą metę. Żaden z moich zabiegów nie podziałał i nie wrócił rozumu mojej żonie. Skreśliłem nasz związek całkowicie i przeszedłem do ofensywy. Udałem się do agencji detektywistycznej. Założyłem jej w aucie GPS posprawdzałem billingi bo telefon był na mnie. Zacząłem gromadzić informację o jej przyjacielu. Ilość, czas połączeń i ilość smsów i mmsów była zatrważająca. Rozmowy były w pracy, w domu, w nocy. Smsy także w nocy... Masakra normalnie. To był kolejny cios. W miedzy czasie żona odeszła z naszej firmy podając z dupy wyjęte powody. Nie hamowałem tego bo wiedziałem, że i tak będzie musiała odejść. Ale w tym momencie wiedziałem to tylko ja i jeszcze nikt inny z rodziny. Nie mówiłem o tym ani rodzicom, ani siostrze. Stwierdziłem, że muszę mieć mocne dowody, a same rozmowy z numer tel, którego nie znałem to jeszcze za mało. Prawdziwą falę cierpienia zadały mi podsłuchane rozmowy tel. Dyktafony były poukrywane w kilku miejscach w domu. Kurtyna opadła... Uświadomiłem sobie, że między nimi jest silne uczucie o które oboje dbają. Z bilingów doszedłem, że ich znajomość zaczęła się w lutym. Przypominam, że w marcu dostałem super propozycję od żony. W rozmowach, które nagrałem dostrzegłem, że nastawia swoich rodziców na mnie. I dobrze jej szło bo teściu już całkowicie dał jej się przerobić. Potrzebował na to maks 5 miesięcy. Od dwóch dni żona mieszka u swoich rodziców. Pojechałem za nią byłem gotowy przebaczyć, ale chciałem dowiedzieć się wszystkiego, chciałem prawdy z jej strony. Rozmowa była w obecności jej matki. Poprosiłem o odblokowanie tel. Niestety wszystko zostało pousuwane. Rozmowa szybko z tematu zdrady zeszła na wymyślone przez żonę problemy... że okazałem się materialistą i takie tam podobne tematy. Do tego podniosła kwestie relacji z moim ojcem, który niekiedy nadużywa alkoholu i bywa czasem nie przyjemny, ale w gruncie rzeczy kochał ją jak swoją córkę. Pochodzę z dość zamożnej rodziny, a między nami była spora dysproporcja. Ale mówienie mi po 13 latach związku, że jestem materialistą w sytuacji zdrady przez nią uważam za temat totalnie zastępczy. Nigdy nie kłóciliśmy się, nie było żadnych awantur. Jestem ugodowy. Z godzinnej rozmowy na temat zdrady i ewentualnego odbudowania naszego związku było poświęcone może 10 minut czasu. Znowu mnie to dobiło, ale teraz przynajmniej rozumiałem, że kocha jego, a nie mnie a wszystkie podane przez nią argumenty mają służyć tylko wybieleniu się przed matką. Mimo to wychodzą spytałem ponownie "Gosiu wracasz ze mną do domu?" Usłyszałem: "muszę to sobie wszystko jeszcze przemyśleć". Myśli już trzy dni. Zero kontaktu ze mną. Poczekam jeszcze trochę i składam dokumenty o rozwód. Postaram się aby odbyło się bez orzekania o winie. Nie potrzebne mi to... Najgorsze jest to, że ja mimo wszystko wciąż jeszcze ją kocham... Powoli uczucie topnieje, ale minie jeszcze wiele czasu zanim będę mógł wrócić do normalności. O powrocie żony do mnie już nie ma raczej mowy, ale wynika to raczej z jej decyzji niż mojej. Miałem nadzieję, że opowie mi wszystko o tym romansie, ja postarałbym się przebaczyć i poszlibyśmy razem dalej. Ale dociera do mnie, że ona wcale nie chce iść ze mną tylko z nim... Boli... Jedyne co pociesza mnie w tej sytuacji to fakt braku dzieci. Staraliśmy się od ślubu, ale ona ma problemy z hormonami, które ciężko jest wyregulować. Fizycznie zdolna jest do posiadania dzieci, ale hormony stanowią przeszkodę. Teraz odbieram to jako znak od Boga. Jestem wierzący. To raczej nie przypadek. Nie chcę nawet myśleć co by teraz było gdyby było jakieś potomstwo... Cytat
Cytat
.Cytat

Cytat


Cytat

Jak nie wiesz czemu brodaty i czemu przez most, to odkręć sobie wodę w piwnicy i napisz czy wszystko jest jak bylo? Cytat
Cytat
Cytat


Cytat
Cytat

Cytat
Cytat
Cytat
Cytat
Cytat

Cytat
Cytat
Cytat
Cytat
Cytat
Cytat
Cytat
Cytat
;Cytat
Cytat
Cytat
Cytat


Cytat
Cytat
Co do postów niektórych z was to faktycznie czuję się trochę atakowany. No ale cóż tak jest w życiu, że nie wszystkim się przypasuje. Co do mojej Pani i przyczyn zdrady to wnioskuję, że po prostu poukładane, stabilne i spokojne życie jej się znudziło. To moja ocena i mam do niej większe prawo niż Wy bo to ja znam swoje życie, a nie Wy (z całym szacunkiem!). Zapewne będzie chciała wrócić za rok, lub półtora jak chemia się skończy... Temat mojej zdrady uważam już chyba za wyczerpany i proszę admina o zamknięcie tego wątku. Za wszystkie odp serdecznie wam dziękuje i pozdrawiam, Zbyszek.
Co taki nowy user sobie pomyśli? banda wariatów nic więcej
Cytat

Cytat
Jeszce tego nie rozumiesz.... Ale jednak ci to potrzebne. Podchodzisz z zamożnej rodziny. Będziesz płacić żonie przez Lata za To Ze dała dupy innemu. Postarać to ty sie masz o jej winę. Zbieraj dalek wszystko o jej zdradach i rozpiernicz na sali sadowej. Jak tego nie rozumiesz to napisze inaczej. Będziesz frajerem i bankomatem. Onunsir beda dupczyc za twoje pieniądze przez lata całe. Idz do adwokata. Kasę masz. Szukaj dobrego. Nie żałuj. Zrob to teraz puki szon jest w skowronkach. Jak jej klapy opadną to się dowiesz ze ja biłeś. Gwalciles ograniczałeś. Działaj. Jestes od teraz na wojnie. Będziesz misiu - bedziesz w dupie. Czytaj 34 kroki. Wyucz sie na. Pamięć. Jej już nie ma. Nie badz agresywny. Opryskliwy. Czytaj co tu . Ludzie piszą. Przerabialismy to wszyscy. Nie wierz w nic co mówi i 50 % tego co robi. Poczciwy wyjaśnij koledze czemu ma żonę sprowadzić do parteru. Walcz chłopie bo narazie to ciepłe kluchy. I najważniejsze. Odetnij od konta. Oraz nie dsj sobie wmówić ze to twoja wina. Będzie próbowała. Od tej chwili spokój i opanowanie. Zony juz nie masz.
Komentarz doklejony:
Przepraszam za masę literówek. Tak mi słowik w telefonie nabroił.
Przebaczać trzeba mądrze, a nie bezmyślnie, o można samemu sobie zrobić dodatkową, wielką krzywdę.
Ale rozumiem ten odruch...
Tymczasem umacniaj SWOJÄ„ pozycjÄ™, a nie jej...
Tymczasem rób swoje i czekaj na JEJ realne ruchy...
Kieruje nia biochemia, obudzi sie za kilka miesiecy jak hormony sie ustabilizuja lub jak dostanie mocno w p..k odbierajac pozew.
Ja przebaczalem 2 razy bez mocnych konsekwencji - uwierz, ze to nie dziala. Musialaby byc bardzo rozsadna osoba, aby samemu dojsc do wniosku, ze zle robi, a skoro robi to co robi to na rozsadek bym nie liczyl.
Skup sie na sobie i wyjsciu ze zwiazku, przebaczyc zawsze zdazysz jak sie ogarnie, szczerze bedzie zalowac i walczyc o zwiazek. Jesli nie to znaczy ze nie jest Ciebie warta i niestety musisz ja olac (tak, wiem ze po takim czasie to trudne, ale zapewniam Cie ze za kilka miesiecy sam do tego dojdziesz).
Cytat
tak z ciekawości, a po co się zgadzałeś, jak nie jesteś do życia w takim związku zdolny i nie masz takiej potrzeby?
Pewnie po to żeby nie odeszła.