

| dusiaczek12 | 11. Grudzień |
| monika0070 | 11. Grudzień |
| goniusias | 11. Grudzień |
| mona12 | 11. Grudzień |
| Uma | 11. Grudzień |
Landexpzglosy | 01:06:22 |
JamesTon | 01:09:02 |
soighlah | 01:18:57 |
Sfinks | 02:32:13 |
Julianaempat... | 03:09:04 |

Witajcie. Jestem tu nowy. Co prawda od tego dnia minęły już 4 miesiące to ja dalej nie mogę sobie z tym poradzić chyba. Mam 32 lata, żona 35. Znamy się od 13 lat, we wrześniu będzie nasza 10 rocznica slubu. Zawsze wydawało mi się, że jesteśmy zgodną i dobraną parą. Ledwo rok wcześniej kupiliśmy dom pod miastem. Mamy dwoje małych chłopców - 9 i 6 lat. Pierwszy sygnał pojawił się kiedy przez przypadek zobaczyłem zdjęcie, które wysłała do T. - odważna fotka, w bieliźnie, poniżej pojawiła się niewybredna odpowiedź od niego. Rozmawialiśmy na ten temat, powiedziała, że to tylko takie pisanie, niesmak pozostał długo, ale zaczęło się układać i ba... układało się nawet lepiej niż przed tym zdarzeniem. Potem wyjechałem służbowo i po powrocie zauważyłem, że żona zachowuje się dziwnie. Ciągle siedziała w telefonie, wszędzie go ze sobą nosiła, wychodziła na dwór porozmawiać. Tłumaczyła, że rozmawia z przyjaciółką w potrzebie. Nie dawało mi to spokoju i pewnego dnia podrzuciłem do samochodu dyktafon. Nagrała się rozmowa jej i jej przyjaciółki, z planami wyjazdu (dla mnie była wersja, że niby one tylko we dwie, a tak na prawdę jedna ze swoim druga ze swoim kochankiem) na wycieczkę do innego miasta. Żona mówiła jej, że nie wie jak zarezerwować pokój dla niej i dla T. tak, żebym się nie zorientował, że potrzebują duże łóżko, że to ostra jazda na dwa fronty itp. Swoją drogą ten jej T. też ma żonę, czwórkę dzieci i wiem, że spał też właśnie z tą przyjaciółką...
Byłem załamany, trzęsłem się jak galareta gdy to słuchałem. Zrobiłem żonie awanturę (żeby nie było - ani razu jej nie uderzyłem, nie jestem z tego rodzaju ludzi), wyprowadziłem się do innego pokoju, nie mogłem spać bez leków nasennych. Przez tydzień nie byłem w stanie iść do pracy. Przez ten czas staraliśmy się wiele rozmawiać, ona twierdziła, że to nie zdrada, że się parę razy z nim tylko widziała na kawę, pogadać i wymienić książkami. Powiedziała, że lubi z nim rozmawiać bo ze mną nie ma o czym - tylko o dzieciach i sprawach codziennych, że czuje się jak w klatce. Innym razem powiedziała, że nie wierzy w monogamię, że nigdy monogamistką nie była, ale przez ten cały czas ze mną się starała, ale to wbrew jej naturze... Przez te parę miesięcy jakoś emocje opadły, żyjemy razem, z daleka jak zgodna rodzina - oboje pracujemy, ona zajmuje się domem i dziećmi, gotuje, dba o mnie, ja też dbam o nią i dzieci, czasem uprawiamy seks (ale niezbyt często bo albo zmęczona, albo nie ma ochoty, albo okres, albo źle się czuje, albo...), rzadko się chce przytulać, gdy pytam czy mnie kocha odpowiada, że nie lubi być naciskana i jak powie, to sama z siebie i to wtedy będzie prawdziwe. Słyszę "kocham Cię" coraz rzadziej, nawet wtedy, gdy sam jej to mówię odpowiada najczęściej "Wiem". Dodatkowo wiem, że nadal z kimś tam przynajmniej pisze, ale wszędzie widzę potencjalną zdradę - zmieniona pościel w dzień, w którym jest cały czas w domu a ja w pracy, wyjście na rolki, na dłuższe zakupy... popadłem trochę w paranoję może. Poza tym mówi mi, że skoro ona nie ma ochoty się przytulać (bo ponoć się w związku ze mną od tego odzwyczaiła) to mogę sobie znaleźć jakąś inną do przytulania i nie ma z tym problemu. Mówi też, że powinienem się może przespać z jakąś inną to mi się lepiej zrobi, a ona też nie będzie miała nic przeciwko (wie, że nie spałem nigdy z inną kobietą niż ona - i to prawda). Nawet raz mi powiedziała, że specjalnie naciskała bym na imprezie firmowej został na noc bo miała nadzieję, że się z kimś tam prześpię... Z drugiej strony zawsze była zadowolona z seksu, zawsze starałem się dostosować bo ona lubi tylko jedną pozycję i właściwie nie było mowy o innych.
Teraz mi mówi, że jej na mnie bardzo zależy, że to wyższy poziom związku, który jest ponad wszystko. Mam wrażenie, że ona sugeruje mi życie w czymś w rodzaju otwartego związku, ale, że mamy być dla siebie zawsze na pierwszym miejscu. Ta tzw. "wolność" którą mi oferuje to wg mnie zasłona dymna dla niej - bo skoro ona to robi, to ja też mogę - a przynajmniej tak mi się wydaje, że o to chodzi, albo o to, że nadal czuje się zależna ode mnie i to taki jej plan na okres przejściowy (bo np. małe dzieci).
Faktem jest, że wcześniej przez jakiś czas nie poświęcałem jej należnie dużo uwagi - zajęty byłem pracą byśmy mogli kupić dla naszej rodziny wymarzony dom za miastem zamiast gnieździć się w małym i ciasnym mieszkaniu... rozumiem, że mogła się czuć z tym źle, ale czasu nie cofnę... jednakże robiłem to dla nas, dla niej.
Sam nie wiem czego chcę. Chcę na pewno być z nią, bo ją kocham, ona też mi mówi, że nie wyobraża sobie życia osobno, ale nie rozumiem tego wszystkiego co mi mówi, jaki jest tego cel. Czuję, że taki związek nie ma szans, a nawet jeśli, to ja będę w nim czuł się pokrzywdzony - jakoś nie specjalnie interesują mnie "przygody" z innymi kobietami. Masakra. :(
Wycisz się, niech myśli, że odpuściłeś temat, a skup się na zabezpieczeniu wpierw siebie i ewentualnych dowodów. Na przyjrzeniu się bliżej temu co się dzieje.
Otwarty związek wymaga ogromnego zaufania, nie możesz go mieć z kimś komu kompletnie nie możesz i nie powinieneś ufać. A już na pewno nie z kimś, kto nie ma kompletnie wyczucia, co do tego kiedy i czym może Cię zranić.
Ona zarzeka się, że nie uprawiała z nim seksu, że to był tylko plan, który i tak nie wiadomo czy by wypalił. Do pierwszej części jeszcze jestem skłonny jej zaufać - nie miałaby kiedy, ale co do drugiej to na pewno by wypalił, gdybym tego nie odkrył. W sumie w tym wszystkim najgorsze dla mnie są te wszystkie kłamstwa jakimi mnie karmiła przez tyle czasu. I boję się, że karmi mnie nimi nadal. Wolałbym znać szczerą prawdę jakakolwiek by ona nie była. I jej to mówię, ona twierdzi, że mówi prawdę, a ja nie wierzę - takie zamknięte koło.
Przyznała, że się w tym zagalopowała trochę, że ten pomysł na wyjazd był głupi i postawiła sobie granice, że to ja jestem najważniejszy w jej życiu, że nie wysyła już gołych fotek nikomu, że tylko czasem coś tam z kimś pisze. Sama mnie namówiła, żebym sobie z kimś tam popisał, chwilę to trwało, ona o tym wiedziała, ale zrezygnowałem gdy dziewczyna się chciała spotkać. Uznałem, że to nie jest fajne, takie pisanie z kimś z netu to głupota i jej to powiedziałem. Powiedziała tylko, że nie miałaby nic przeciwko i nawet w jakiś sposób wiedziała kto to był. Nic sobie z tego kompletnie nie zrobiła, miałem nadzieję, że będzie zazdrosna, a tu nic. Poczułem się jakby było jej to zupełnie obojętne - czyli, że pewnie jej nie zależy na mnie jako osobie tylko na tym co ze mną ma. Gdy jej powiedziałem, że ja jestem zazdrosny to stwierdziła, że nie muszę i nie chce bym był o nią zazdrosny. Wiem, że to zagmatwane, ale sam jestem w tym zagubiony. Chciałem zawsze normalnego związku a mam teraz takie nie wiadomo co.
A czego Ty na tą chwilę chcesz i potrzebujesz? Czy jesteś w stanie zaspokoić swoje potrzeby z tą osobą? Zastanawiałeś się nad tym?
Gdzie w tym wszystkim jesteÅ› Ty?
Przypomniał mi się dowcip:
- Kochanie ostatnio rzadko uprawiamy seks...
-Chyba ty.
Dalej nie komentuję, bo nawet mi się nie chce, tylko taka uwaga - nikt z ciebie nie zrobi jelenia, to możesz tylko ty sam.
"mimo wszystko zawsze była dla mnie dobrą żoną i mamą dla dzieci"- jak sam stwierdziłeś że to już czas przeszły, znalazł się ktoś lepszy.
"że nie chcę rozwodu - po pierwsze bo ją kocham"- a ja mam zasadę miłość miłością ale po głowie sobie skakać nie dam.
Ty pewnie lubisz być poniewierany, dla mnie to totalna porażka :niemoc
(...)
Czyli co? Mam wywrócić dzieciom życie do góry nogami żeby zaraz miały innego tatusia, albo może kilku wymiennie? Każdy prawnik mi powiedział, że niezależnie od winy, dzieci zostaną z nią. Nie dość, że stracę już wszystko kompletnie to jeszcze zostanę weekendowym tatą, będę jej utrzymywał dom i tylko czekał, aż ktoś na moje miejsce się tam wprowadzi? Niby tak?
Wiesz, kiedy Niemcy i Francja zrobiły dobrze Hitlerowi w sprawie Czechosłowacji, Winston Churchill to skomentował jakoś tak:
Był wybór między hańbą a wojną, wybraliście hańbę, a wojnę i tak będziecie mieć.
Ty jesteś jak Anglia i France wówczas.
Komentarz doklejony:
A może poinformowanie żony T.coś pomoże?
Usunęłam dubel
hurricane
Dziećmi to Twoja żona ma tam gdzie słońce nie dochodzi a Ciebie za idi.te.
A jak ona złoży pozew to i tak zostaniesz weekendowym tatusiem, ślepy jesteś czy co??? Chłopie weź się w garść, a jak masz zamiar zrobić po swojemu, to tu ludziom nie zawracaj głowy. Sory ale rozwalasz swoim postepowaniem.:kapitulacja
( fajny nick) ,
Wiesz te koncepcje trójkątów lub czworokątów na biało , czarno różowa na dwa albo trzy fronty to jedno.
Ale ... powiedz mi dlaczego Ty jesteÅ› niewolnikiem ??
Bo kredyt będe mieć , albo dwa - to se z nią zostanę ... reallly ??
A jakbyś go nie spłacał to kto będzie miał ciepełko w doooszy ?
Ty czy pańcia ?
Ty tez , ale pańcia bardziej .
Nie zostaniesz z kredytem na 30 lat, jeżeli sam się nie zgłosisz na ochotnika.
Raczej mas szanse przejąć dom a pancia będzie musiała sobie poszukać innego lokum.
Bank , ten skubańcy bank będzie Twoim sprzymierzeńcem .
Bo bank lubi wypłacalnych .
Najlepiej dwóch wypłacalnych . Obu na jeden kredyt .
Pancia nie jest dobrym klientem dla banku, a Ty - tak.
Dlatego to pancia będzie miała ciepełko w doooszy w przypadku rozwodu a nie Ty.
Nie jesteś jej podnóżkiem , kibelkiem ani spluwaczkę, a pomyje to Ty możesz jej wylać na głowę .
Abstrahuje od takich wznosłych pobudek jak milosc a bardziej skłaniałbym się ku pragmatycznym wpływie toksycznego związku na przyszłość dzieci .
:_jezyk
Cytat
To już się stało.I nie kolego! To nie Ty to zrobiłeś tylko Twoja żonka, która podjęła decyzję za Was wszystkich, tylko, że Ty nie dopuszczasz do siebie tej myśli, że ta decyzja już została podjęta i niestety nie jest ona na Twoją korzyść.
Teraz przyszedł w końcu czas na Twoje decyzje. Przypomnij sobie, że kiedyś miałeś jaja, odszukaj je i zacznij w końcu działać.
Nie wiesz jak? Poczytaj inne historie. Zachowaj resztki honoru, godności i spuść ją w końcu na drzewo. Daj jej ponieść konsekwencje swoich czynów.
Co będzie za jakiś czas zobaczysz, na dzień dzisiejszy zostało Ci ratować siebie. Im szybciej to zrozumiesz i przestaniesz przed tym rozpaczliwie bronić tym lepiej dla Ciebie.
Wielu liczyło na to, ze osoba z która żyli, żyją nie mogła by się tak zachować - a jednak się zachowywała.
Załóżmy co byś powiedział mężowi (gdybys był kobieta i miał dwójkę małych dzieci) jak by złapał Cię na gorącym umawianiu Się na seks?
- powiedziałbys, ze to kolejne spotkanie czy pierwsze?
- powiedziałbys, ze to świadomy wybór i planowałem bo chciałeś , czy coś Ci odbiło bo związek był nudny i właściwie to nie Twoja wina tylko jej
- gdybys chciał bez konsekwencji kontynuować romans ale nie chciał rezygnować z wygód to co byś zaproponował? Rozwod czy otwarty związek ?
Można tak iść dalej krok po kroku...
jesteś oszukiwany i bardzo łatwowierny... Twoja żona nie tylko Cie zdradza ale podwójnie upokarza - bo nie zamierza nic zmieniać tylko zalegalizować swój romans. Mam propozycje może Ty zaproś chłopa do domu i zrób kolacje, zapał świeczki...
chcesz to poukładać, obnaz prawdę - poznaj ja. Dalej jak zdejmiesz różowe okulary i zobaczysz z kims żyjesz będziesz mógł decydować co dalej. Czy ratujesz na swoich warunkach czy kończysz. Wersja z kredytami jak już Ci ktoś napisał - jak się na nią zgodzisz to będziesz utrzymywał żonkę i jej kochanków, choć poniekąd chyba już to robisz.
I tak jak pozostali uważam że ona i ten T już to zrobili, dlaczego? bo zanim wybierzesz się na wycieczkę z kimś to trzeba wpierw wypróbować towar czy warto.
Nie możesz tkwić w takim małżeństwie bo ono to zimny trup przynajmniej dla niej i ona to Tobie mówi stąd ten pomysł otwartego związku, ona ma zamiar się bzykać z innymi i nie zmienisz tego. Masz 32 lata ratuj siebie bo teraz podobno jesteś najważniejszy (hahahahah) ale za jakiś czas może się znaleźć samiec alfa no i wiesz co dalej? wyrzuci Ciebie z własnego życia i to z hukiem.
No i dałeś d..y z tym nagraniem bo jej o tym powiedziałeś, mogłeś się wstrzymać wziąć detektywa i miałbyś jakieś dowody a tak ona będzie się kryła a i tak się puści, dlaczego? bo tego chce i już.
Za nim coÅ› postanowisz to siÄ™ pytaj ktoÅ› coÅ› ci poradzi. :cacy
Ja jestem z tych co dali by szansę, bo zbyt wiele jest do stracenia gdy ma się dom i dzieci lecz miałabym ją na oku. Tak jak to zrobiłam ze swoim mężem. Jesteśmy razem 14lat. I patrze na to jak nadal smsuje i mam nadzieje, że w końcu kiedyś przestanie i że terapia na którą chodzimy nam coś da.
Pamiętaj ułożyć sobie życie jeszcze zdążymy jesteśmy młodzi ja troszeczkę starsza niż ty